ŚWIADECTWO BYŁEJ HOMEOPATKI

05 lipca 2014 roku; Świadectwo, które rzuca światło na to, co jedni nazywają postępem a inni prawdziwym ciemnogrodem, skąd domniemana pomoc płynie? …” Zrozumiałam, że zasady homeopatyczne wywodzą się z magii Jak działa homeopatia? Odpowiedź ma więcej warstw. W niektórych przypadkach chodzi o efekt placebo – pacjent wierzy, że lekarstwo mu pomoże, i dzięki temu jego stan rzeczywiście się poprawia, chociaż lek nie zawiera żadnych substancji czynnych.

ŚWIADECTWO BYŁEJ HOMEOPATKIObiektywne testy (kiedy nie tylko osoby testowane, ale nawet sami lekarze nie wiedzą, które próbki zawierają składniki homeopatyczne i które na przykład czystą wodę albo inne substancje nieczynne) dowodzą bezskuteczności preparatów homeopatycznych. Badania wykazują, że skuteczność preparatów homeopatycznych nie jest wyższa od skuteczności innych placebo. Czy jest to jednak jedyne możliwe wytłumaczenie? I co, jeżeli naprawdę „coś” w tym działa? Wiele osób jest przekonanych na podstawie własnego doświadczenia, że preparaty homeopatyczne pomagają nawet bardzo małym dzieciom, w przypadku, których nie można mówić o efekcie placebo – nikt przecież nie może przekonać niemowlaka, że to „będzie działać, ponieważ to było bardzo drogie”…

Co więc jest źródłem skuteczności preparatów homeopatycznych?

Na stronie internetowej ojca Yojtecha Kodeta, który przez wiele lat wykonywał posługę egzorcysty, zainteresowało nas świadectwo słowackiej lekarki Emilie Vlćkovej, która przez wiele lat zajmowała się homeopatią. Lekarka chętnie zgodziła się na opublikowanie jej świadectwa w czasopiśmie „Miłujcie się!”. Poniżej zamieszczamy jej świadectwo.

Byłam „certyfikowanym homeopatą”. Jestem pediatrą. Mam czworo dzieci w wieku 14, 12, 9 i 6 lat. W latach 1995-2000 uczestniczyłam w szkoleniu dotyczącym homeopatii. Mam certyfikat austriackiej szkoły homeopatycznej, brałam udział w wykładach o indyjskiej, tzw. rewolucyjnej, homeopatii i ukończyłam również kurs BIHOST (o metodzie biochemiczno-homeopatycznej regulacji metabolizmu).

Ponieważ w tym czasie korzystałam z urlopu macierzyńskiego, środkami homeopatycznymi leczyłam przede wszystkim swoje dzieci i kilku znajomych. Byłam zachwycona preparatami homeopatycznymi, ponieważ wierzyłam, że są to bezpieczne preparaty ziołowe.

Najpierw sukcesy, później problemy

Dzieciom podawałam środki homeopatyczne przede wszystkim w celu uleczenia infekcji ich górnych dróg oddechowych. Córka najpierw używała antybiotyków, które jej nie pomogły, więc zastosowałam u niej leki homeopatyczne, które skutecznie wyleczyły jaz przewlekłego zapalenia oskrzeli. Również mnie, zaraz na drugi dzień po użyciu preparatu homeopatycznego, zniknęła brodawka. Czasami zdarzało się, że preparat homeopatyczny moim znajomym nie pomógł, ale tłumaczyłam to sobie w ten sposób, że nie mam wystarczającej praktyki i doświadczenia.

Po pewnym czasie moje dzieci zaczęły doświadczać trudności, których nie potrafiłam sobie wytłumaczyć – nie były one natury fizycznej, lecz psychicznej.

Wewnętrzny chaos: zachwyt i niepokój

Jak wyglądała moja dalsza droga z homeopatia? Nasz kapłan ostrzegł mnie, że ten rodzaj leczenia ma związek z ruchem New Agę, ale ponieważ homeopatii bardzo broniłam, w końcu powiedział mi, abym ją nadal ostrożnie badała… Poszłam, więc na kolejne szkolenie. W swoim wnętrzu zaczęłam odczuwać wielki niepokój, ale nie wiedziałam, dlaczego. Czytałam wszystko, co można było o homeopatii przeczytać, i pytałam wiele osób o zdanie na ten temat, ale nikt nie dał mi zadowalającej odpowiedzi. Z jednej strony odczuwałam w sercu niepokój, a z drugiej homeopatia zachwycała mnie i pociągała. Nie mogłam tego zrozumieć, więc nadal szukałam, pragnąc odkryć prawdę.

Pierwsze kroki do poznania prawdy

Moje przekonania uległy wielkiej zmianie z powodu dwóch wydarzeń. Otóż pewna moja znajoma opowiedziała mi o spotkaniu z alkoholikiem, którego pewnego zimowego wieczoru znaleźli leżącego na ziemi.

  • Odprowadzili go do domu i pomodlili się za niego modlitwą o wyzwolenie od demona alkoholizmu.
  • Po miesiącu dowiedzieli się, że wspomniany mężczyzna przestał pić i zaczął przygotowywać się do przyjęcia sakramentów.

Wytłumaczyła mi, w jaki sposób się za niego modlili. Po raz pierwszy w życiu słyszałam taką modlitwę. Wydarzeniem, które również miało wpływ na zmianę mojego myślenia, było przeczytanie książki Judith Erdelyiowej pt. Alternativna medicina vo svetle Biblie (Medycyna alternatywna w świetle Biblii), Bratislava 2000. Autorka często łączy medycynę alternatywną, do której zalicza również homeopatię, z okultyzmem. Bardzo mnie to wystraszyło.

  • Nie chciałam mieć nic wspólnego z okultyzmem. Uklękłam przed krzyżem i zaczęłam modlić się słowami: „Panie Jezu, proszę Cię, wyzwól mnie od demona magii i okultyzmu!”.
  • Potem modliłam się o dary Ducha Świętego. Modlitwa wyrywała się z mojego rozerwanego wnętrza.
  • Homeopatka wiedziała, że jest to magia, ale na szkoleniu o tym nie powiedziała nawet jednego słowa! Pomyślałam: „W aparacie niczego nie ma, więc jest to magia! Jest to okultystyczna rzecz!”.

Później zrozumiałam, jak bardzo zmieniła ona kierunek mojego życia. To, co nastąpiło po niej – zmiana mojego sposobu myślenia – uważam do dziś za cud. Od razu zaczęło mi się wszystko wyjaśniać.

Aparaty

Na ostatnim szkoleniu z zakresu homeopatii kupiłam dwa aparaty w przeświadczeniu, że wykorzystam je w leczeniu pacjentów. Za pomocą aparatu, który wykorzystuje metodę EAV (elektroakupunktury drą Volla), można pacjenta zbadać i znaleźć dla niego najodpowiedniejszy preparat homeopatyczny. W ten sposób lekarz homeopata oszczędza dużo czasu, który inaczej poświęciłby na szukanie odpowiedniego leku w Repertorium i w Materii Medici. Za pomocą tego aparatu można również wyrobić lek homeopatyczny, i to nawet z czystej wody. Wystarczy, by homeopata miał tzw. leki diagnostyczne.

  • Dzięki wspomnianemu aparatowi pacjent otrzymuje homeopatyczne krople – czystą wodę, do której została przeniesiona informacja z preparatu homeopatycznego. Aparat służy również do mierzenia energii w pojedynczych punktach akupunkturowych.

Sprzedawali go na szkoleniu dilerzy z zagranicy. Musiałam się szybko zdecydować i koledzy homeopaci namawiali mnie na jego zakup, mówiąc, że to urządzenie jest bardzo przydatne.

Wahadełko z modnym designem

Aparatu użyłam kilka razy. Okazało się, że to działa. Nie potrzebowałam żadnych leków homeopatycznych. Wystarczyło mieć tylko wspomniany aparat.

  • Na ostatnich wykładach, w których uczestniczyłam, wykładowczyni stwierdziła, że skuteczność homeopatii nie polega na działaniu substancji chemicznych, ale na przenoszeniu informacji.

Poczułam się wtedy bardzo głupio, ponieważ przez pięć lat chodziłam na różne szkolenia, a dowiedziałam się o tym dopiero teraz. Na tarczy zegarowej aparatu nie było jednak żadnego symbolu jednostki fizycznej, użytej do mierzenia. Wtedy uświadomiłam sobie, że aparat daje mi tylko dwie proste odpowiedzi (podobnie jak wahadełko): odpowiedź „tak” – kiedy na aparacie świeci światełko między punktami 80 i 90, albo odpowiedź „nie” – kiedy na aparacie zapala się światełko między punktami 50 i 60.

  • Przeraziłam się, ponieważ zrozumiałam, że chodzi o aparat okultystyczny.

Gdyby lekarz użył wahadełka, wszyscy by go wyśmiali, ale w naszych czasach bardzo prosto jest skonstruować aparat z modnym designem, który zrobi lepsze wrażenie Aparat był jeszcze w czasie gwarancji, więc chciałam go od razu zwrócić i dostać z powrotem swoje pieniądze – kosztował 50 000 koron słowackich (1666 euro) (!). Zadzwoniłam do dilerów, by powiedzieć im, że aparat mi się zepsuł. Wyśmiali mnie, twierdząc, że w tym aparacie nic nie może się zepsuć…

Uwierzyłam w taką rzecz!

Drugi aparat – kieszonkowy dziennik Psion – podobny jest do trochę większej komórki. Funkcjonuje w ten sposób, że na displayu piszemy nazwę leku homeopatycznego oraz imię pacjenta i po naciśnięciu klawisza „Mode homeopat” przesyłana jest informacja – czyli lek homeopatyczny – bezpośrednio do organizmu pacjenta. Nie do uwierzenia! Uwierzyłam w taką rzecz!

Zapytałam swojego brata, inżyniera elektrotechnika, jaką informację aparat przesyła, bo wydawało mi się, że to działa. Brat nazwał mnie głuptasem, który wierzy w takie rzeczy. Po obejrzeniu aparatu lakonicznie stwierdził: „Jest to zwyczajny dziennik”. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, o co chodzi. Aż po modlitwie o wyzwolenie przyszła mi do głowy myśl: „W aparacie niczego nie ma, więc jest to magia! Jest to okultystyczna rzecz!”.

„A co pani myślała?”

Chciałam aparat zwrócić i otrzymać z powrotem swoje pieniądze. Homeopatce, z którą rozmawiałam, powiedziałam, że zrozumiałam, że chodzi o białą magię, i dlatego nie chcę dalej używać aparatu. Jej odpowiedź mnie zdziwiła. Powiedziała: „A co pani myślała?”. Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie w głowę.

  • Homeopatka wiedziała, że jest to magia, ale na szkoleniu o tym nie powiedziała nawet jednego słowa!

Zaczęłam, więc studiować. Pierwszą książką, którą kupił mi mój mąż, był list episkopatu Toskanii pt. Magia, wróżbiarstwo i demoniczne wpływy (Jaś 2001). Ze wstępu do tej książki dowiedziałam się, że istnieje magia upodabniająca, według której z podobnego rodzi się podobne. Od razu przypomniałam sobie pierwszą zasadę homeopatii: „podobne leczy się podobnym” i zrozumiałam, że zasady homeopatyczne wywodzą się z magii. Moja decyzja, co do homeopatii była jednoznaczna: koniec z tym!

  • Porzuciłam również francuską szkołę, w której wcale nie chodzi o działanie ziół i minerałów, ale o działanie magii – białej magii!

Powoli zaczęły wyjaśniać mi się rzeczy, których na szkoleniach o homeopatii nie rozumiałam. Zaczęłam również pojmować związki pomiędzy tymi rzeczami.

Odwrócona twarz homeopatii

Jak już wspomniałam, zaczęły się problemy z moimi dziećmi. Moja najstarsza wtedy dziewięcioletnia, córka, miała w czasie brania leków homeopatycznych złe sny, z powodu, których budziła się w nocy ze strachu. Szukałam różnych przyczyn, ale na początku nie pomyślałam, że przyczyną tego może być homeopatia.

  • Punktem kulminacyjnym było to, że córka podczas snu widziała diabła, który chciał, żeby mu powiedziała „tak”. Później znów śnił jej się diabeł, który chciał uciąć jej ręce i nogi.

Modliłam się z córką modlitwą o wyzwolenie i podobne sny już się nie powtórzyły, ale strach przed zaśnięciem męczył ją długo.

Moja druga córka nie mogła w nocy oddychać i chociaż nie była przeziębiona ani nie miała alergii, jej problemy z oddychaniem były coraz gorsze. Przeżywała męczarnię: nie mogła oddychać, gniewała się, kopała nogami w łóżku i budziła swoje rodzeństwo. Raz przyszła mi do głowy myśl: „spróbuj się modlić!”.

  • Kiedy moja córka znów znalazła się w takim stanie, położyłam na nią ręce i modliłam się modlitwą o wyzwolenie od demona homeopatii.
  • Ku mojemu zdziwieniu córka zasnęła i w ciągu kolejnych nocy spała spokojnie.

Mój syn, który miał w tym czasie trzy lata, przeżywał stany groźnej agresji, których nie potrafiłam zrozumieć… Modlitwą o wyzwolenie nie modliłam się tylko za swoją najmłodszą córkę, która miała sześć miesięcy, kiedy przestałam stosować homeopatię.

Oni spalili książki, ja spaliłam również aparaty

Zrodziło się we mnie dalsze pytanie: „Co dalej?”. W tym czasie bardzo pomogły mi rekolekcje o wewnętrznym uzdrowieniu. Dzięki nim zrozumiałam stan, w jakim się znalazłam. Intensywnie zaczęłam czytać Pismo Święte.

  • Na podstawie tekstu biblijnego: „I wielu też z tych, co uprawiali magię, poznosiło księgi i paliło je wobec wszystkich” (Dz. 19,19) spaliłam wszystkie swoje homeopatyczne książki.

Jednak nie wiedziałam, co zrobić z aparatami. Potrzebowałam aż siedmiu miesięcy, by zrozumieć, że muszę zniszczyć również je. Razem z mężem rozmontowaliśmy je i spaliliśmy, a w moim wnętrzu zagościł pokój.

Opracowano na podstawie publikacji dwumiesięcznika „Miłujcie się”, i świadectwa Emilii Vlćkovd.

 

 

 

 

11 lipca 2014|