Sakrament pojednania

(zaczerpnięto z www.adonai.pl)

Podczas rachunku sumienia, zwłaszcza przed spowiedzią, wiele problemów sprawia odróżnienie grzechu lekkiego od ciężkiego. A różnica dotyczy nie tylko stopnia, lecz także istoty grzechu. Wiadomo, że obowiązkiem jest wyznać wszystkie popełnione grzechy ciężkie nazywane w katechizmie „śmiertelnymi”. A to z powodu ryzyka śmierci wiecznej, czyli potępienia.

Grzech śmiertelny jest poważnym wykroczeniem przeciw Bożemu Prawu. Odrywa człowieka od Boga. Taki grzech jest wtedy, gdy został popełniony z pełną świadomością i za całkowitą zgodą. Chodzi o osobisty wybór zła, który wymaga pełnego poznania, czyli posiadania wiedzy o grzesznym charakterze czynu. Sprawa musi dotyczyć poważnej materii. Tę materię ciężką określa Biblia w Dekalogu i innych katalogach grzechów, np. Ga 5,19-21; Rz 1,28-32; IKor 6,9-10; Ef 5,3-5; Koi 3, 5-9; lTm 1,9-10; 2Tm 3,2-5. Należy także uwzględniać kategorie skrzywdzonych osób, bo inny jest ciężar zobowiązań wobec rodziców, współmałżonka lub dzieci, a inny wobec osób obcych. W takich sytuacjach bezwzględnie konieczny jest sakrament pojednania, który potwierdzi nawrócenie człowieka.

Natomiast grzech powszedni dotyczy materii lekkiej. Albo ciężkiej, ale gdy brak było pełnego poznania lub całkowitej zgody. Nie zrywa przymierza z Bogiem ani wpływu łaski uświęcającej. Nadal otwarta jest perspektywa zbawienia. Katechizm jednak uczy, że taki grzech osłabia wiarę i wzrost dobra, a oswojony stopniowo prowadzi do grzechu śmiertelnego. Bo utrwala łatwość grzeszenia. Taka lekceważona skłonność do zła rodzi tendencję. Ta deformuje sumienie i rodzi wadę przez powtarzanie tych samych czynów. Jednakże przez proste sumowanie grzechów powszednich nie powstaje grzech ciężki. Ale w przypadku wątpliwości zawsze lepiej wyznać grzech w konfesjonale niż dręczyć się miesiącami.

Jak widać, grzech śmiertelny znajduje się, niestety, w granicach ludzkich możliwości. Człowiek jest zdolny do wyborów i decyzji nawet nieodwracalnych. Bo mamy realną wolność, a nie fikcyjną. Ta świadomość powinna prowadzić do moralnego przebudzenia.

Przy ocenie winy jest też różnica pomiędzy upadkiem ze słabości (np. presja namiętności) a grzechem ze złości (np. uparte czynienie zła bliźniemu).

Wzruszające słowa pozostawił ks. J. Tischner: „Wiele w tym życiu «musimy». Ale nie musimy czynić zła. A jeśli nawet jakaś siła, jakiś strach, zmusza nas do czynienia zła, to nie zmusi nas do tego, abyśmy tego zła «chcieli». Tym bardziej, abyśmy trwali w tym «chceniu». W każdej chwili możemy wznieść się ponad siebie i zacząć wszystko od nowa.” Naprawdę.

(opracowano na pdst. tekstu zaczerpniętego z www.adonai.pl)

Umiłowany sercu Jezusa bracie i siostro, polecam Ci rozważania, które pomogą Ci zrozumieć sens sakramentu pojednania – poświęć, więc tę jedyną w swoim rodzaju chwilę na refleksję, która może odmienić Twoje życie diametralnie.

Pewna mieszkanka Warszawy wypowiadała się w telewizji: Nie widzę potrzeby mówienia drugiemu człowiekowi o swoich słabościach, ja się spowiadam samemu Bogu – a mówiąc to, patrzy w górę. Myślę sobie: musi mieć jakąś super łączność najnowszej generacji! Z dalszej wypowiedzi wynika, że ma łączność – ale na pewno nie z Bogiem.

Ktoś inny pyta: – Dlaczego nie może być spowiedzi powszechnej, ogólnej? Tak byłoby szybciej, a przecież Bóg i tak wie o nas wszystko! – Jak może pomóc mi człowiek tak samo słaby jak ja, tak samo grzeszny? – pyta zbuntowany nastolatek. – Dlaczego musze obnażać się z moich grzechów i wypowiadać swoje najintymniejsze sprawy, bo ktoś wymyślił spowiedź „uszną”? Po co w ogóle spowiedź, co mi to da?

Wiele innych pytań i zarzutów pojawia się przy temacie spowiedzi. Niektórzy powiedzą, że i tak ciągle upadają, będą grzeszyć, a w ogóle to Jezus wie wszystko, wiec, po co się spowiadać? Ale żeby, choć raz przeżyć osobiste spotkanie z Jezusem w Sakramencie Pokuty, żeby przekonać się, jak radykalnie zmieni się Twoje życie, ile sfer zostanie uwolnionych, trzeba wierzyć, że to nie tylko „wyrzucenie” grzechów, ale sakrament spotkania z Bogiem, który uzdrawia duszę i ciało.

Zazwyczaj grzech zaczyna się z chwilą, kiedy zły duch za wszelką cenę stara się zatrzeć granicę między dobrem i złem oraz uspokoić rodzące się wyrzuty sumienia. Tego nie da się przeżyć nieświadomie. Szatan wykorzystuje powierzchowność naszej wiary i brak osobistej więzi z Jezusem. Wtedy zostajemy poddani próbie. Idziemy w jedną lub drugą stronę. Albo pogłębiamy naszą wiarę, albo stajemy się niewolnikami grzechu.

W „ciemnościach grzechu” pogrążamy się w bagnie, z którego trudno jest się wydobyć. Brnie się coraz dalej i dalej, kolejne zranienia, kolejne odejścia. Człowiek sam czuje, że nie powinien, że w jego życiu musi się coś zmienić, ale nie wie, jak tego dokonać. Szuka po omacku, a we „mgle grzechu” człowiek nie odkryje miłującego Boga, który nie tylko go stworzył, ale pragnie go uszczęśliwić, szanując jego wolną wolę, jego decyzję spotkania.

Żyjąc tak, człowiek pozostaje pełen lęku: boi się Boga, ludzi, zaczyna się bać siebie. A tak naprawdę boi się tego, że jeśli otworzy się na Boga i na dary Ducha Świętego, przestanie być panem swego losu, że nie będzie mógł układać swego życia po swojemu. A zły duch jest zainteresowany utrzymaniem takiego człowieka jak najdłużej w ciemności. Podsuwa rozwiązania, które z pozoru wydają się właściwe. Osoba ta doświadcza własnej niemocy, zauważa zło w swoim życiu, nie potrafi odpowiedzieć na niepokój, jaki wzbudza Bóg w jej sercu poprzez wyrzuty sumienia. Ulega złu, choć go po imieniu nie nazywa.

Tak zaczyna się dramat człowieka, który znalazł się nagle pod powierzchnią życia, człowieka, który unika wszystkiego, co mogłoby wzbudzić wyrzuty sumienia. A zaczyna się niewinnie: od drobnych grzechów i słabości, od zatarcia granicy między dobrem i złem, między prawdą i fałszem.

A jednak coś woła w tym człowieku o zmiłowanie, pragnie się odwrócić od zła, spotkać Chrystusa, który uwolni go z kajdan grzechu. Bo to, w czym tkwi, to choroba duszy – gorsza od raka czy zranień psychicznych.

W pewien szabat Jezus przybył do sadzawki Betesda. Widząc człowieka leżącego na noszach, rozkazał mu: – Wstań, weź swoje łoże i idź! Człowiek ten, który od 38 lat był sparaliżowany, wstał i zaczął chodzić. Następnie Nauczyciel spotkał go i ostrzegł:

  • Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (por. J 5,14).

Typową drogę uzdrowienia znajdujemy w Ewangelii:

  • Najpierw uzdrowienie z grzechu: Odpuszczają ci się twoje grzechy (Mk 2,5)

  • Potem uzdrowienie fizyczne: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu (Mk 2,11).

Istnieją jednak sytuacje odwrotne, gdy osoby żyjące w grzechu są uzdrawiane przez Pana Jezusa. Otrzymując to uzdrowienie, są prowadzone do nawrócenia. Na nasze comiesięczne rekolekcje przyjechała pewna kobieta ze swoją chorą matką. Przed wyjazdem z Polski chciała skorzystać ze spowiedzi, podziękować za otrzymane łaski, jednak jej największym zmartwieniem była matka, starsza, chora kobieta, która nie chciała nawet słyszeć o spowiedzi. Przyszła do mnie i mówi:

  • Przyjmie ksiądz ode mnie materiał na sutannę i ornat? Niech to będzie moja ofiara. Księże, proszę mi tylko powiedzieć, co ja mam zrobić z moją matką, nie była u spowiedzi 20 lat!

Obiecałem jej, że polecę ją Panu Jezusowi podczas najbliższej Mszy świętej i poproszę św. Teresę, by się za nią wstawiła. Tak też uczyniłem. Gdy podczas tej Mszy chciałem przystąpić do błogosławieństwa końcowego, gdzieś ze środka kościoła odzywa się starsza pani:

  • Proszę księdza, chcę coś powiedzieć.

  • Jeśli ktoś ma jakieś sprawy, proszę do zakrystii po zakończeniu Mszy świętej – mówię.

  • Ale ja muszę to powiedzieć! (wyczuwam determinację w jej głosie) Właśnie uzdrowił mnie Pan Jezus!

Nie tylko mnie, ale wszystkich zebranych wprawiło to w zdumienie, a kobieta kontynuowała swoje świadectwo. Od dwóch lat miała zesztywniałą nogę, przeszła kilka operacji, ledwie stała o lasce, a o klęczeniu nawet nie było mowy. Teraz, jak dziecko, które otrzymało prezent, o którym nawet nie marzyło – pełna radości i entuzjazmu – mówiła dalej: w czasie dziękczynienia poczuła ciepło w chorej nodze, potem „coś” wyrzuciło ją do przodu i przestała odczuwać ból. Na koniec powiedziała:

  • Teraz nie tylko mogę stać na tej nodze, ale także klęczeć przed Panem Jezusem, który mnie uzdrowił.

Późnym wieczorem, podczas adoracji – już spokojniej – złożyła swoje świadectwo uzdrowienia. Jako wotum wdzięczności zostawiła w kaplicy św. Teresy swoją laskę, mówiąc: Jezus żyje!

Pytacie, jaki związek ma ta historia ze spowiedzią? A taki, że uzdrowiona kobieta okazała się „mamusią, która nie spowiadała się 20 lat”. Pan Jezus uzdrowił nogę tej kobiety, aby uratować to, co jest o wiele ważniejsze: jej duszę. Przypomina to spotkanie Pana Jezusa ze sparaliżowanym: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło! (J 5, 14).

Oto, co mi przyszło na myśl, gdy wspomniałem tę kobietę. Kiedy Pan Jezus szedł drogą do Jerycha, niewidomy Bartymeusz zawołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! (por. Łk 18, 38-39). Niewidomy wiedział, że jedyny ratunek jest w przechodzącym Jezusie, nie zrażał się tymi, którzy go uciszali. On uwierzył, że tylko Jezus może go uzdrowić. Ja też nastawałem na tę kobietę, aby umilkła, ale ona nie mogła przemilczeć tego, co Pan Jezus jej uczynił. Czy byłbyś zdolny do tego, by w kościele, przy wszystkich, wobec Pana Jezusa, który prawdziwie jest obecny w Najświętszym Sakramencie, krzyknąć jak Bartymeusz: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną, bo jestem chory na nieuleczalną chorobę… bo moja rodzina się rozpada… bo nie mogę uwolnić się od nałogu… bo jestem samotny… bo nie umiem żyć… bo już nawet modlić się nie mogę… Czy byłbyś zdolny do tego, żeby tak krzyknąć? Aby tak postąpić, trzeba być całkowicie przekonanym o tym, że Pan Jezus rzeczywiście tam jest: a czy ty jesteś tego pewien? I tu zaczyna się nowy problem, który sięga głębiej. Czy wierzysz w słowa, które do nas skierował Pan Jezus: Ja jestem z wami przez wszystkie dni… (Mt 28, 20); Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane (J 20, 23)?

Czy wierzysz, że tam, w konfesjonale, ten sam Pan Jezus, uzdrawiając Twoją duszę, może uzdrowić ciało? Powiesz pewnie, że gdy Pan Jezus chodził po ziemi, wszyscy Go widzieli, mogli Go dotknąć, a ty musisz sobie wyobrażać. Przypomnij, więc sobie fragment z Ewangelii o kobiecie cierpiącej na krwotok, której żaden z lekarzy nie umiał pomóc. Dotknęła tylko frędzla płaszcza Jezusa, tylko frędzla, ale z wielką wiarą, a natychmiast krwotok jej ustał. Na pytanie Jezusa: – Kto się mnie dotknął? wszyscy się wyparli, a zdziwiony Piotr powiedział: – Mistrzu, to tłum ściska Cię zewsząd. Tak, jakby chciał powiedzieć: „Panie, o co Ci chodzi, w tym tłumie każdy Cię dotyka” (por. Łk 8, 45).

Czy w tym tłumie nie było chorych, samotnych, potrzebujących pomocy? Dlaczego więc uzdrowiona została ta kobieta, która nieśmiało dotknęła frędzla Jego płaszcza? Bo tylko ona wierzyła prawdziwie. Wszyscy inni tylko zewsząd Go ściskali, napierali na Niego z ciekawości. A przecież Jezus był tam prawdziwie, moc wychodziła od Niego, ale tylko niektórzy otworzyli się na nią. Iluż ludzi obecnie dotyka Pana Jezusa w Komunii świętej, iluż osobiście rozmawia z Nim podczas spowiedzi. Dlaczego nie uzyskują uzdrowienia, choć w większości go potrzebują, zarówno duchowego, jak i fizycznego? Przecież to ten sam Pan Jezus?! Odpowiedź jest prosta – z tych samych powodów, co ściskający Go zewsząd tłum z Ewangelii. Ileż „odstukanych” spowiedzi adwentowych i wielkopostnych, ileż bezmyślnie przyjętych Komunii świętych, ileż wreszcie spowiedzi świętokradzkich?

Jak więc przeżyć prawdziwe spotkaniew spowiedzi, w Sakramencie Pokuty? Trzeba należycie się przygotować.

Oto moja „instrukcja”:

  1. Wieczorem, w przeddzień spowiedzi poproś Ducha Świętego o rozeznanie swoich grzechów, np. taką modlitwą:

[ramka]O Duchu Święty, duszo mej duszy, uwielbiam Ciebie, oświecaj mnie, prowadź mnie, umacniaj, pocieszaj i pouczaj, co mam czynić, rozkazuj mi. Poddaję się chętnie wszystkiemu, czego ode mnie zażądasz. Pragnę przyjąć wszystko, co na mnie dopuścisz, daj mi tylko poznać Twoją świętą Wolę. Amen. Uwzględnij grzechy popełnione myślą, mową, uczynkiem, zaniedbaniem. Grzechy główne, cudze, przeciw Duchowi Świętemu i wołające o pomstę do nieba.

Już wtedy zdecydowanie postanawiasz nie grzeszyć więcej![/ramka]

  1. Przynajmniej kwadrans przed spowiedzią jeszcze raz przeprowadź rachunek sumienia, wzbudzając obrzydzenie do swoich grzechów. Przebacz wszystkim, którzy przeciw tobie zawinili. Klęcząc przed Jezusem Chrystusem w Najświętszym Sakramencie, ponownie obiecaj zerwać z każdym grzechem.

  1. Sakrament pokuty – czy musi być formuła? Niekoniecznie, ale w wypowiadanych słowach powinny być zawarte następujące treści:

  • Kiedy była ostatnia spowiedź?

  • Wyznanie wszystkich grzechów bez wyjątku i nazwanie ich po imieniu

  • Określenie liczby grzechów lub częstości ich popełniania (na dzień, na tydzień, na miesiąc)

  • Po wyznaniu grzechów słowne wyrażenie żalu, czyli przykrości i smutku z powodu grzechów popełnionych

  • Bardzo wyraźnie wypowiedziana istota spowiedzi: obiecuję poprawę lub przyrzekam poprawę lub postanawiam poprawę.

  1. Ile razy masz się spowiadać w ciągu roku? Na pewno nie raz czy dwa! Nie tylko z okazji pogrzebu bliskiej osoby, ślubu czy innych uroczystości, ale w każdym wypadku, gdy grzech nie daje ci spokoju. Zalecana jest spowiedź raz w miesiącu! Wielu ludzi przystępuje do Komunii świętej, nie spowiadając się przez ponad rok, kiedy już niespełniony warunek: „przynajmniej raz w roku spowiadać się” jest powodem świętokradztwa.

  1. Dlaczego tak dokładnie trzeba nazywać swoje grzechy, przecież Pan Jezus wie wszystko?! Dlaczego nazywać grzech „po imieniu”, a nie ogólnie (np. byłem niedobry dla bliźnich, zamiast kłóciłem się z sąsiadem, przeklinałem swoje dzieci…) ? Czy lekarz wyleczy cię, jeśli powiesz mu: jestem chory i chcę być zdrowy, nie dając się zbadać, nie wskazując konkretnie chorego miejsca, nie podając okoliczności zaistnienia choroby, częstotliwości występowania bólu? Czy jeśli boli cię ząb, powiesz lekarzowi, żeby borował (rwał?) obojętnie, który?

  1. A co ma do tego lekarz? Oczywiście Jezus wie wszystko i boleje nad każdym twoim najdrobniejszym grzechem, ale czeka, aż wskażesz Mu go, bo On nie wchodzi w twoje życie na siłę, szanuje twoją wolę. Możesz wezwać na pomoc psychologa, możesz mocować się sam. Masz wybór, ale tylko jedno pewne rozwiązanie. On chce, jak dobry tatuś od dziecka, usłyszeć od ciebie, co cię boli. Powiedział przecież Bartymeuszowi: Co chcesz, abym ci uczynił?, choć doskonale wiedział, że ten jest niewidomy.

  1. Jak mogę postanowić poprawę, skoro wiem, że i tak nie dotrzymam słowa? Żeby było lżej. Żeby oczyścić się z grzechów, ale nie przy okazji. Przede wszystkim po to, by radykalnie zmienić swoje życie.

  1. Ale ja nie dam rady go zmienić, już tyle razy postanawiałem! Bo liczysz na siebie, a nie na łaskę Jezusa Chrystusa, którą otrzymasz podczas spowiedzi. To ona cię poprawi.

Po usunięciu „cierni” – grzechów ze swej duszy – poproś, by rany po nich uleczył Jezus swoim przebaczeniem, by pustkę w tobie po wyrzuceniu zła wypełniła moc Jezusa.

Uwierz w łaskę Bożą w Sakramencie Pokuty, a nie w swoje – ludzkie -obietnice.

Stań bezbronny przed Jezusem i powiedz: Ja sam nic nie mogę. Oddaję Ci, Jezu, mój rozum, moje oczy, usta, uszy i całego siebie. Ty weź to wszystko w posiadanie i kieruj mną, Ty sam, Jezu, mnie popraw. Jestem do Twojej dyspozycji.

Spowiedź to nie rozmowa tylko z człowiekiem, to nawrócenie wobec kapłana, przez którego Duch Święty odpuszcza grzechy i uzdrawia mocą Pana Jezusa. Po co aż tyle wysiłku? Przeżyj taką spowiedź, choć raz w ten sposób, a zobaczysz, jak zmieni się twoje życie, twój stosunek do innych, jak skuteczniejsza stanie się twoja modlitwa, jak zmieni się atmosfera w twoim domu! Czy wiesz, że po jednej tak odbytej spowiedzi możesz uwolnić się od ciążącego od wielu lat nałogu pijaństwa, lenistwa, przekleństwa…

Wielu jednak nie rozumie jeszcze tego pięknego sakramentu, a nawet boi się go i szuka tysięcy wymówek, aby się nie spowiadać. A przecież jest to sakrament radosnego spotkania, jest on powrotem umiłowanego, choć marnotrawnego syna do swego miłosiernego Ojca, który wkłada mu nowe buty, nowe szaty oraz pierścień, czyniąc święto, ponieważ ten Syn, który był umarły, powrócił do życia (por. Łk 15,11-24). Jezus wysłał Apostołów, aby wskrzeszali umarłych (Mt 10,18), a nie ma ludzi bardziej umarłych od tych, którzy utracili życie Boże z powodu grzechu.

Czy wiesz, że Sakrament Pokuty może wyleczyć także chorobę twojego ciała?

To przecież jest sakrament uzdrowienia!

ks. Stefan

(przytoczono na pdst. tekstu z www.adonai.pl)

Nawrócenie – to odwrócenie się od grzechu. Żeby, więc zrozumieć, czym jest nawrócenie, trzeba zobaczyć, czym jest grzech.

Katechizmowo dosyć łatwo jest zdefiniować grzech, jako świadome i dobrowolne odwrócenie się od Boga, ale gdy przechodzimy do życia – owo określenie świadome i dobrowolne czyni rzeczywistość grzechu znacznie bardziej skomplikowaną.

Bardzo proste pojęcie grzechu mieli faryzeusze (przestrzeganie prawa), ale przez to i nieprawdziwe. Było to bardziej odniesienie do prawa, tradycji, doskonałości zewnętrznej niż do Boga, Jego miłości.

Pan Jezus starał się naprostować nasze myślenie o grzechu. To właśnie w kontekście gorszenia się grzesznikami wypowiedział swoje najpiękniejsze przypowieści: o synu marnotrawnym, o zagubionej owcy, o dłużnikach, w których chce nam pokazać, czym jest nasz ludzki grzech.

Grzech w wypadku człowieka (w przeciwieństwie do aniołów) nie jest sprawą jasnego i w pełni świadomego, czy dobrowolnego wyboru między dobrem a złem.

Po grzechu pierworodnym człowiek zatracił jasność widzenia spraw, porusza się jakby w ciemności. Bóg, Jego miłość, a więc i Jego zamiary wobec człowieka nie są już dla mnie takie oczywiste, jasne. Zwrócony ku sobie, ma trudności z zaufaniem Bogu, woli szukać szczęścia po swojemu.

Syn marnotrawny odchodzi nie z wrogości do ojca, lecz z miłości do siebie, która to miłość przewyższa miłość do ojca. Nie występuje przeciw ojcu, nie kradnie ojcu majątku, nie ucieka po kryjomu, nie wyjeżdża na skutek kłótni, obrażenia się. Bierze i czyni jedynie to, co – jak uważa – słusznie mu się należy. Jego starszy brat zostaje, ale tak naprawdę też nie żyje atmosferą domu ojca, nie występuje przeciw ojcu, ale też i nie rozumie go, też nie docenia jego miłości.

W obrazie zagubionej owieczki czy zagubionej drachmy – chce Pan Jezus powiedzieć, że w grzechu człowieka jest coś z zagubienia. Pasterz prowadzi stado i oto jedna owca się zagubiła. Słuchacze Jezusa mogli to łatwo zrozumieć. Powodował to szczególny teren Palestyny. Biedne owce szukając trawy musiały często biegać po skałach, gdzie nie brakowało rozpadlin i cierniowych krzaków. Cóż łatwiejszego jak wpaść w rozpadlinę, zaplątać się w ciernie, poranić się czy zagubić.

Podobnie z drachmą. Pieniążek maleńki, portmonetek ani torebek nie było – łatwo wylatywał z zawiniątka czy chustki.

A w obliczu największej złości ludzkiej, jaka objawiła się u oprawców podczas krzyżowania, Pan Jezus zwraca się z modlitwą do Ojca: Odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. A zatem grzech w wypadku człowieka – to wynik niewłaściwego wyboru, płynącego z niedostrzegania, niedoceniania Bożej miłości. To jest główna niewiedza człowieka.

DZIEŁO BOGA

Często o nawróceniu myślimy, jako o naszej decyzji, naszym wysiłku, naszym postanowieniu, a tymczasem jest to bardziej dzieło Boga niż nasze. Nasza może być współpraca, odpowiedź, jakiś wkład, ale bez Boga, Jego inicjatywy, nic byśmy nie zrobili. Czasami człowiek może uczynić jakiś mały krok, a czasami i tego nie jest zdolny uczynić.

Popatrzmy na przykłady:

Syn marnotrawny doświadczywszy swej pomyłki odkopał w sercu resztkę miłości, którą żywił do ojca i to pozwoliło mu skierować kroki w kierunku ojca. Ten wyszedł mu, naprzeciw, gdy syn był jeszcze daleko. Uczynił więcej niż syn oczekiwał. Ale tylko on, ojciec, mógł to uczynić, tzn. przyjąć go do domu, zapomnieć, przebaczyć i kochać jak dawniej.

Zagubiona owieczka mogła jedynie jęczeć i wołać o pomoc, zwłaszcza, jeśli wpadła w jakąś rozpadlinę i sama nie mogła z niej wyjść.

A zgubiona drachma nawet nie jest świadoma swego zagubienia i tu inicjatywa poszukującego okazuje się konieczna. Nie byłoby powrotu, nie byłoby nawrócenia, gdyby nie było przebaczenia. To Bóg go udziela.

Jezus ukazuje przebaczenie, jako darowanie długu, z którego człowiek nie jest w stanie się wypłacić. Gdyby nie to darowanie – człowiek by zginął. Bóg kocha człowieka, nie chce jego zguby i daruje mu długi, by ten mógł żyć.

Jakie więc miejsce pozostaje jeszcze dla samego człowieka w jego akcie nawrócenia?

Powinien on przede wszystkim wyznać swój grzech, przyznać się do niego. Powinien również wyznać swą niezdolność do wyzwolenia się od grzechu oraz poczuć potrzebę zbawczej mocy Jezusa (celnik i faryzeusz).

Ważne jest, by chrześcijanin doświadczył owego Pawłowego: Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli… Któż z nas nie doświadczył tego wielokrotnie w życiu? Możemy, więc zbliżyć się do Jezusa, nie dowierzając zbytnio sobie, lecz zawierzając się całkowicie Jego mocy. Jezus mówi wprost, że jest właśnie dla takich ludzi, dla grzeszników. Przyszedł do nich, a nie do sprawiedliwych. Jeśli jesteśmy sprawiedliwi, jeżeli uważamy samych siebie za doskonałych, wówczas Jezus nie przyszedł do nas. Musimy stale świadomie kontrolować poczucie własnej sprawiedliwości, bo inaczej możemy dojść do tej ślepoty i zatwardziałości serca, którą odznaczali się faryzeusze.

POCZUCIE GRZECHU

Dzisiaj z wielkim trudem uświadamiamy sobie własną bezsilność i nieodzowną potrzebę Jezusa, ponieważ w znacznej mierze zatraciliśmy poczucie grzechu. A zauważamy, że przebaczenie grzechów jest dla Jezusa czymś o wiele bardziej istotnym niż zdrowie ciała albo powodzenie materialne. Jeśli uzdrawia paralityka (Mt 9), czyni to, by ukazać swoim przeciwnikom, że obdarzył go o wiele większą i cenniejszą łaską: łaską odpuszczenia grzechów.

Dla nas, którzy jesteśmy duchowo mniej wrażliwi niż ludzie! w minionych wiekach, odpuszczenie grzechów nie zajmuje zbyt wysokiej pozycji na liście pożądanych dóbr. Tym bardziej potrzeba nam daru nawrócenia i pokuty.

Nawrócenie jest owocem spotkania z Chrystusem. Dopiero po spotkaniu z Nim rozumiemy, czym jest grzech i czym jest miłość. Dopiero, gdy człowiek zobaczy światło wychodzące z ciemnego lochu, uświadamia sobie, jakie zalegają tam ciemności i jakim wspaniałym i drogocennym darem jest światło.

To nie grzesznik pojmuje, czym jest grzech, ale człowiek święty, bo tylko święty zbliżył się do Bożego światła. Poznajemy nasze grzechy dzięki Bożemu Objawieniu, a nie naszym rozumem.

ISTOTA NAWRÓCENIA

Nawrócenie nie sprowadza się do uświadomienia sobie grzechu i do żalu za niego. Żal jest jednym z aspektów nawrócenia – i w żadnym wypadku nie najważniejszym. Nawrócenie wyrażone jest w języku greckim słowem metanowa, które oznacza przemianę serca, wyrzeczenia się egoizmu i zwrócenie się do Boga. Być może najlepszym określeniem nawrócenia jest przykazanie podane przez Jezusa: Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoja mocą i całym swym umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego (Łk 10,27).

Same gorzkie łzy, przeprosiny – to jeszcze nie nawrócenie. Jak wygląda moja miłość? Czy pragnę kochać Boga bezgranicznie i żyć w sposób nowy, a o to przecież chodzi (por. Ap 2,1-5).

Łasce nawrócenia towarzyszy zawsze wielka radość i pokój”. Nawrócenie wcale nie musi kojarzyć się z uczuciami negatywnymi, takimi jak: poczucie winy, niechęć do samego siebie, smutek, przygnębienie. Kto nie odróżnia żalu od smutku, ten nie doświadczył jeszcze, czym jest żal za grzechy pochodzący od Ducha Świętego. Jakże często słyszymy od ludzi po spowiedzi, że czują się szczęśliwi i mają poczucie ulgi, jakby pozbyli się jakiegoś ciężaru.

Dziwny paradoks: łzy żalu z powodu obrazy Boga mogą współistnieć z uczuciami radości, że odnaleźliśmy znów naszego Boga, że On nas nadal kocha i że wszystkie nasze grzechy rzucił w niepamięć. Czyż tak właśnie nie powinno być? Kiedy człowiek zagubiony odnajduje drogę do domu, kiedy ktoś odnajduje zagubiony skarb – czyż nie ma powodu do ogromnej radości?

Jezus łączy zawsze nawrócenie z uczuciem głębokiej radości. Z ogromną delikatnością opowiada nam, jak bardzo cieszy się Ojciec, kiedy syn marnotrawny powraca do domu albo, kiedy pasterz odnajduje zagubioną owcę, albo aniołowie radują się z nawrócenia jednego grzesznika. Jakaż wielka będzie, więc radość syna przyjętego na powrót do domu Ojca, albo owcy odnajdującej drogę do owczarni, albo też grzesznika, który widzi, że sprawił Bogu tyle radości, powracając do Niego!

Zatem nawrócenie – to radość i miłość, bardzo intensywna miłość, z całej duszy, z całego serca, ze wszystkich sił… Bóg bardziej pragnie udzielić nam przebaczenia, niż my chcemy je otrzymać. W czym więc problem? Problemu nie stanowi Bóg, ale my sami.

Prawdą jest, że wielu ludzi nie wie, że może otrzymać przebaczenie. A co gorsza, nie chcą sami sobie przebaczyć. Myślą w sposób obsesyjny, jak bardzo okazali się źli i nędzni, a tymczasem chcieliby nigdy nie zgrzeszyć i mieć zawsze czyste konto. To fałszywe poczucie bycia niegodnym (ten brak z naszej strony gotowości do tego, by zapomnieć o przeszłości i skierować się ku przyszłości) utrudnia jakikolwiek postęp w życiu duchowym. Jest to czasami subtelna forma pychy. Łaska Boża może łatwo zatriumfować nad grzechem, ale nie tak łatwo nad takim oporem. W Nowym Testamencie Jezus nigdzie nie mówi, że musimy być przygnębieni, by uzyskać przebaczenie grzechów. Oczywiście, Jezus nie wyklucza żalu za grzechy, nie domaga się go jednak wyraźnie. My zaś mówiliśmy zawsze o skrusze. Wielu penitentów zatroskanych jest tylko o to, czy mieli wystarczający żal, czy ich żal był doskonały. Nalegaliśmy tak bardzo na coś, czego Jezus wyraźnie nie żądał, a nie zwracaliśmy uwagi na to, czego się stale domagał.

Jezus powiedział:

Jeśli chcecie uzyskać przebaczenie od mego Ojca, musicie przebaczyć waszemu bratu. O tym warunku nagminnie zapominamy, gdy wymieniamy warunki dobrej spowiedzi, zamieszczane w naszych starych katechizmach.

Druga rzecz, o którą Chrystus prosi, jeśli pragniemy odpuszczenia grzechów, to miłość. Przyjdź do Mnie, powiedz, że Mnie kochasz, a twoje grzechy będą odpuszczone.

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, by łzy Marii Magdaleny traktować, jako łzy żalu z powodu grzechów! A Jezus wyraźnie stwierdza, że łzy tej kobiety i to wszystko, co wtedy robiła, było wyrazem miłości: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała (Łk 7,47). Zamiast rozpamiętywać swoje dawne grzechy i czarną przeszłość, lepiej powtarzać jak Piotr: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham.

Chociaż grzech jest samym złem, grzesznik stanowi dla Jezusa wartość. Trzeba starać się nienawidzić grzechu z całego serca, ale jeśli ktoś zgrzeszył i się nawrócił, może uważać się za naprawdę szczęśliwego. Oto Dobra Nowina, którą przyniósł Jezus. Czy mamy odwagę uwierzyć, że Bóg tak właśnie nas kocha? Może łatwiej nam teraz zrozumieć, dlaczego rachunek sumienia zaczynamy od dziękowania Bogu za Jego dary – czyli od uświadomienia sobie Jego miłości.

Czesław Kozłowski Sf

(na pdst. tekstów zaczerpniętych z www.adonai.pl)

Jezus jest zawsze z Tobą, również wtedy, gdy świadomie i dobrowolnie odrzucasz Jego miłość, kiedy tak jak marnotrawny syn chcesz żyć na własną rękę – bez Boga i wbrew Jego przykazaniom. Jest z Tobą, dlatego że zawsze bezinteresownie Cię kocha. Jest z Tobą, aby natychmiast podnosić Cię z każdego upadku, uwalniać ze strasznej niewoli szatana i ze śmierci ducha przeprowadzać do radości zmartwychwstania.

Większy cud niż stworzenie świata

Każdy grzech śmiertelny jest prawdziwym kataklizmem w sferze ducha, wejściem w rzeczywistość duchowej śmierci. Z tej tragicznej sytuacji sami nie jesteśmy w stanie się wyzwolić. Jedynym naszym ratunkiem jest nieskończone Boże Miłosierdzie. Tylko Pan Bóg sprawia, że choćby nasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją (por. Iz 1, 18; w starożytności szkarłat był barwnikiem, którego nie można było niczym zmyć ani wywabić).

Przywrócenie czystości duszy, uwolnienie jej z tyranii grzechu jest możliwe tylko dzięki specjalnej interwencji Boga. Chrystus wie, jak bardzo jesteśmy słabi i jak często ulegamy pokusom, dlatego zaraz po swoim zmartwychwstaniu ustanowił sakrament pokuty, mówiąc do swoich apostołów: „Wyżmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 22-23). W ten sposób Pan Jezus daje nam szansę powstawania z każdego grzechu.

Sakrament pokuty jest widzialnym znakiem (w osobie spowiadającego kapłana) niewidzialnej obecności Chrystusa, który z miłością czeka na powrót marnotrawnych synów.

 Odpuszczenie grzechów jest „większym cudem niż stworzenie świata” – pisał św. Augustyn.

Tak Pan Jezus mówił św. Faustynie: „Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia; tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają.

Aby uzyskać ten cud, nie trzeba odprawiać dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić z wiarą do stóp zastępcy mojego i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni.

Co więcej:

Choćby dusza była już jak trup rozkładająca się i choćby już po ludzku nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu: cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystacie z tego cudu miłosierdzia Bożego, na darmo będziecie wołać, ale będzie za późno” (Dz. 1448).

Przezwycięż lęk

1Niechęć i lęk, które się pojawiają przed pójściem do spowiedzi, pochodzą z wyraźnej inspiracji Szatana. On najpierw kusi do grzechu, a po jego popełnieniu wzbudza w człowieku niczym nieuzasadniony lęk, skłaniający do tego, żeby się nie przyznać, ukrywać, nie powiedzieć całej prawdy, a najlepiej w ogóle nie iść do spowiedzi. W ten sposób zły duch próbuje zafałszować obraz Boga w ludzkiej świadomości.

Pan Jezus demaskuje te szatańskie knowania w przypowieści o synu marnotrawnym. Jak się zachował ojciec, kiedy zobaczył powracającego marnotrawnego syna? „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (Łk 15, 20). Tak właśnie zawsze się cieszy i głęboko wzrusza Jezus Chrystus, kiedy w szczerości i w skrusze serca przystępujemy do spowiedzi.

Czy są, więc jakiekolwiek powody, aby się lękać spotkania z Bogiem, który czeka na każdego grzesznika, aby go obdarować pełnią swojej miłości i miłosierdzia?

Pamiętaj, kiedy wybierasz się do spowiedzi, idziesz na spotkanie z samym Chrystusem, który z wielką miłością czeka na Ciebie, aby przywrócić Ci czystość i niewinność serca. „Kiedy się zbliżasz do spowiedzi – mówi Pan Jezus – wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności mojej nie ma granic. Strumienie mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni są zawsze w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska moja odwraca się od nich do dusz pokornych” (Dz. 1602).

Rachunek sumienia i żal za grzechy

Zanim pójdziesz do spowiedzi, musisz najpierw przeprowadzić rachunek sumienia. W jaki sposób?

  1. Najpierw w szczerej osobistej modlitwie stań w nagiej prawdzie przed Chrystusem i postaw sobie najważniejsze pytanie: czy rzeczywiście pragnę, aby Jezus był moim jedynym Panem i moją największą miłością? Jeżeli nie będę zdecydowany(-a) oddać Mu siebie i wszystkich dziedzin mojego życia do Jego całkowitej dyspozycji, to wtedy nie zostanie przezwyciężona najważniejsza przyczyna wszystkich moich grzechów.
  2. Zastanów się. ile razy i jakie popełniłeś(-łaś) grzechy od czasu ostatniej spowiedzi. Nie można tutaj zapominać o grzechach zaniechania, zaniedbania dobra. Szczególną uwagę zwróć na grzechy powszednie, powtarzające się (lenistwo, kłamstwo, zarozumiałość, kłótliwość itp.). Trzeba zbadać, jakie okoliczności czy Twoje słabości do nich prowadzą, i zacząć je zwalczać u podstaw, u samego źródła. Wyznawaj je na spowiedzi, aby uzyskać pomoc łaski w ich zwalczaniu, i nie zrażaj się, gdy trzeba się będzie z nich spowiadać wiele razy. Nie lekceważ ich, bo mogą prowadzić do cięższych upadków. Jednak nie koncentruj całej swojej uwagi na sobie i popełnionych przez siebie grzechach, ale na miłości Chrystusa.
  3. Szczerze żałuj za wszystkie swoje grzechy, za to, że zadałeś(-łaś) Jezusowi tak wiele ran; proś o przebaczenie, postanów poprawę oraz podejmij konkretne postanowienie zadośćuczynienia za popełnione zło.

Każdy kapłan, który spowiada, działa „in persona Christi” – czyli w osobie Chrystusa. Tak wiec zawsze podczas spowiedzi spotykamy się z Jezusem Chrystusem. Jeżeli szczerze wyznamy Mu wszystkie grzechy, będziemy za nie żałować i postanowimy poprawę, wtedy Jezus będzie miał dostęp do naszego serca i dokona cudu przebaczenia wszystkich naszych grzechów. Jest to cud „nowego stworzenia” tego wszystkiego, co zniszczył i zdeformował w nas grzech.

Pan Jezus pragnie uwalniać nas z niewoli zła oraz przywracać nam radość i wolność życia ducha. Pełni nieustannie „ostry dyżur” w sakramencie pokuty i czeka na naszą zgodę, aby natychmiast uwalniać nas od każdego grzechu i obdarowywać radością zmartwychwstania.

Dlatego po popełnieniu grzechu śmiertelnego powinniśmy natychmiast pójść do spowiedzi. Nie można tego odkładać na później, gdyż trwanie w śmiertelnym grzechu niesie ze sobą straszną rzeczywistość zniszczenia i zatrucia życia duchowego człowieka oraz jego relacji z innymi ludźmi.

Jest to prawdziwa katastrofa ekologiczna w sferze ducha, przyczyna największych ludzkich dramatów i tragedii.

Jezus nieustannie apeluje do ludzkich sumień i wzywa do nawrócenia, abyśmy nie bali się przystępować do spowiedzi natychmiast po popełnieniu grzechu ciężkiego:

„Miłosierdziem moim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się serce moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili serce moje, a cieszę się z ich powrotu. (…) Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie.

Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzutu sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie, i daję im, czego pragną” (Dz. 1728).

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

(na pdst tekstu zaczerpniętego z www.adonai.pl)

Słowa, które usłyszała mistyczka Anna 9 stycznia 2007 roku.

Mówi Pan:

„Moje dzieci, kocham was wszystkich i pragnę was przygotować na to, co nadchodzi. Szatan przygotował plan zniszczenia ludzkości, a nawet całego globu. Ja mam swój plan, ale do zrealizowania go potrzeba Mi waszego udziału.

Musicie się, dzieci, nawrócić – odrzucić wszystko, co do was napływa ze świata z inspiracji Szatana, a trwać mocno tylko przy tym, co moje. Wtedy, opierając się o Mnie, poczujecie się silniejsi i bezpieczniejsi, ponieważ Ja wam mówię, że pragnę was ocalić. Jeżeli nie nawrócicie się ku Mnie, nic nie zrozumiecie i nie uratujecie się, a nawracając się zdecydowanie ku Mnie, staniecie na opoce i nic wami zachwiać nie zdoła.

Starajcie się, więc teraz o zrobienie rachunku z całego życia, o przygotowanie się do poważnej i głębokiej spowiedzi. Warunki dobrej spowiedzi znacie: przede wszystkim żal za grzechy, skrucha, a w niej pragnienie naprawienia krzywd, przebaczenie swoim winowajcom i szczere, stałe dążenie do wynagradzania krzywd tym, wobec których zawiniliście, modlitwa za nich i przepraszanie Ojca waszego za wszelkie wasze przewinienia wobec bliźnich waszych.

Abym mógł stanąć w waszej obronie, wy musicie być oczyszczeni z wszelkich win, z nienawiści, złośliwości, szkalowania, lekceważenia potrzeb bliźnich waszych, lekceważenia słabszych od was, uboższych, starych, bezbronnych, potrzebujących waszej pomocy i opieki.

Każda i każdy z was jest cząstką ludzkości. Odpowiada wraz ze wszystkimi innymi za jej stan obecny, przede wszystkim za masowe odejście ode Mnie, gdyż wasz przykład gorszył i sprowadzał na złe drogi wiele z otaczających was osób.

Zastanówcie się też nad waszym stosunkiem do waszego Ojca niebieskiego, którego dziećmi jesteście, a którego tak lekceważycie i którego miłością do siebie i do wszystkich ludzi ziemi pogardzacie. Nie chwalcie się przede Mną swoimi cnotami i zasługami, lecz żałujcie wszelkich zaniedbanych okazji, odrzuconych możliwości służenia innym.

Pragnę, abyście wszyscy oczyścili się przede Mną w spowiedzi świętej, ale musi być ona szczera i pełna.

Co to znaczy?

Musicie przypomnieć sobie i żałować wszelkich okazji, kiedy mogliście być pomocni innym, być lepsi dla nich, wyrozumialsi, dążący do pojednania…

Pamiętajcie, że Ja znam was do głębi i zawsze was usprawiedliwiam, jeżeli żałujecie i prosicie Mnie o to. Nie ma win tak strasznych, by mogły zniechęcić Mnie do was, przeciwnie – w im gorszym znajdujecie się stanie, tym bardziej możecie liczyć na moją pomoc.

Ja każdą i każdego z was rozumiem i gotów jestem mu pomóc, jeśli on tego zapragnie. Przecież wszyscy jesteście dziećmi moimi. Każde jest stworzone z miłości i kochane. Niech o tym pamięta.

Każdej i każdemu z was ofiara Syna mego otworzyła niebo. Jesteście oczekiwani przeze Mnie.

Tyle mówię o spowiedzi, ponieważ lekceważycie ją i możecie nie zdążyć się oczyścić. Dlatego weźcie sobie do serca spowiedź i przemianę życia, jako najważniejsze obecnie wasze zadanie. I zrozumcie, że są to słowa mojej najgłębszej miłości do was.

Pamiętajcie, że to Ja wam odpuszczam grzechy (przez posługę kapłana), a Ja was znam na wylot. Nie ważcie się wprowadzać ducha kłamstwa pomiędzy Mnie a siebie. Gdy szydzicie z prawdy, ze Mnie szydzicie – a taka odpowiedź na moje współczucie i pragnienie uratowania was otwiera wam szeroko bramy piekielne, w które nie wierzycie.

Tak, więc spotkanie ze Mną musi być spotkaniem w prawdzie. Ale nie lękajcie się, bo nie ma win, których nie mogłaby odkupić śmierć krzyżowa Jezusa. Prosząc Mnie o przebaczenie, pamiętajcie, że są one w dużej mierze wspólne, więc proście o przebaczenie moje dla waszych gorszycieli i winowajców, dla wszystkich, dzięki których usłużnej pomocy zrównaliście się z nimi. Proście, więc usilnie o przebaczenie wam waszych wspólnych, społecznych win i pamiętajcie, że Ja pragnę was ratować i przebaczać wam wasze błędy i winy. Niech patronem waszym będzie Dobry Łotr.

Nade wszystko musicie z całego serca i z całej duszy swojej zawierzyć mojej miłości do was i pragnieniu ratowania was pomimo wszelkich waszych win. Za takich właśnie, jakimi jesteście wy, ujął się Jezus, Zbawca wasz, i odtąd niebo pełne jest grzeszników nawróconych i żałujących swojego postępowania w życiu, grzeszników, których przecież mój Syn uratował i ratuje przed piekłem.

Pamiętajcie, że nie ma ludzkiej zbrodni, która mogłaby przeważyć miłosierdzie Boże. Jeżeli w to uwierzycie, będziecie uratowani. Nie zwlekajcie, dzieci, i nie odkładajcie sakramentu pokuty i pojednania, bo czasu jest mało. Błogosławieństwo moje daję wam, a pomoc moja będzie towarzyszyła wam w waszym dziele nawracania się i oczyszczania.

Błogosławię was, moje ukochane dzieci. Niech łaska moja towarzyszy wam w waszej pracy nad przygotowaniem się do spotkania w prawdzie ze Mną, Ojcem waszym”.

Anna – mistyczka

(na pdst. tekstu zaczerpniętego z www.padrepio.catholicwebservices.com)

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „Ci, którzy przystępują do sakramentu pokuty uzyskują przebaczenie grzechów popełnionych przeciwko Bogu, dzięki miłosierdziu Bożemu. Stają się natychmiast pojednani z Kościołem, który został urażony przez ich grzechy. Dostępują nawrócenia poprzez miłosierdzie Boże oraz trud modlitwy.”

2Sakrament pojednania nazywamy sakramentem nawrócenia, ponieważ powoduje sakramentalną obecność Jezusa nawołującego do nawrócenia, jest pierwszym krokiem w powrocie do Ojca dla tych, którzy zbłądzili poprzez grzech.

Jest on nazwany sakramentem Pokuty, ponieważ uświęca indywidualnie chrześcijańskich grzeszników i jest duchowym krokiem do nawrócenia, pokuty i zadośćuczynienia.

Jest on nazwany sakramentem spowiedzi, ponieważ ujawnienie lub wyznanie grzechów kapłanowi jest zasadniczym elementem tego sakramentu. W głębokim sensie jest on również „wyznaniem” – uhonorowaniem i pochwałą–świętości Boga i jego miłosierdzia skierowanego do człowieka pełnego grzechu.

Jest on nazwany sakramentem przebaczenia, ponieważ poprzez rozgrzeszenie udzielone przez kapłana Bóg daruje pokutnikowi przebaczenie i pokój.

W ciągu dnia spowiedź była głównym zajęciem Ojca Pio. Wykonywał on swoją pracę spoglądając we wnętrze penitentów. Okłamywanie Ojca Pio podczas spowiedzi było niemożliwe. Zaglądał on w ludzkie serca. Często, kiedy grzesznicy byli nieśmiali, Ojciec Pio sam wymieniał ich grzechy podczas spowiedzi.

Ojciec Pio zapraszał wszystkich wierzących do spowiedzi przynajmniej raz na tydzień.

Mówił on odnośnie SAKRAMENTU POJEDNANIA:

„Nawet, jeśli pokój był zamknięty, po pływie tygodnia konieczne jest jego odkurzenie.”

W sakramencie spowiedzi Ojciec Pio był bardzo wymagający. Nie znosił ludzi, którzy przychodzili do niego jedynie z ciekawości.

Jeden z zakonników opowiadał: „Pewnego dnia Ojciec Pio nie dał rozgrzeszenia penitentowi mówiąc mu: „Jeśli pójdziesz się wyspowiadać do innego kapłana, zabierz rozgrzeszenie, które otrzymasz i idź do piekła razem z nim„. Uważał On, że sakrament pokuty jest bezczeszczony przez ludzi, którzy nie chcą zmienić swojego życia. Pozostają oni winni przed Bogiem.

Pewnego dnia mężczyzna przyszedł do spowiedzi do Ojca Pio w St. Giovanni Rotondo. Było to pomiędzy 1954 i 1955 rokiem. Kiedy skończył wyznanie swoich grzechów Ojciec Pio powiedział: „Czy jest coś jeszcze? „Mężczyzna odpowiedział, „Nie Ojcze”. Ojciec Pio powtórzył pytanie: „Czy jest coś jeszcze?” „Nie Ojcze”.

Po raz trzeci Ojciec Pio spytał go: „Czy jest coś jeszcze? Przy trzeciej negatywnej odpowiedzi eksplodował jak huragan. Z głosem Ducha Świętego Ojciec Pio ryknął: „Odejdź! Odejdź! Jesteś niereformowalny z powodu swoich grzechów!”.

Mężczyzna wpadł w osłupienie również ze wstydu, ponieważ miał przed sobą bardzo wielu ludzi. Próbował coś odpowiedzieć, lecz Ojciec Pio odrzekł: „Bądź cicho, gawędziarzu, dosyć się nagadałeś, teraz ja chcę mówić. Czy to prawda, że chodzisz na dyskoteki?” – „Tak Ojcze” – „Czy wiesz, że taniec jest zaproszeniem do grzechu?”

Mężczyzna był zaskoczony, nie wiedział czy powiedzieć, że ma kartę członkowską dyskoteki w swoim portfelu. Obiecał nie popełniać grzechów i po tym dopiero otrzymał rozgrzeszenie.

KŁAMSTWA

Pewnego dnia, mężczyzna wyznał Ojcu Pio. „Ojcze, mówiłem kłamstwa, kiedy byłem w towarzystwie moich przyjaciół. Zrobiłem to, aby wszystkich rozbawić”. Ojciec Pio powiedział: „Ach tak! Czy ty chcesz iść do piekła z powodu żartów?”

PLOTKARSTWO

Kiedy człowiek mówi źle o swoim przyjacielu, niszczy reputację i honor bliźniego, który ma prawo cieszyć się uznaniem.

Pewnego dnia Ojciec Pio powiedział do penitenta: „Jeśli plotkujesz na temat innego człowieka to znaczy, że usuwasz tą osobę ze swojego serca. Lecz uświadom sobie, że gdy usuwasz tą osobę ze swego serca, razem z tą osobą z twojego serca usuwany jest również Jezus.”

Pewnego razu, Ojciec Pio był poproszony, aby poświęcić dom. Lecz kiedy podszedł do progu kuchni, powiedział „tam są węże, nie chcę tam wchodzić”. A następne powiedział do księdza, który często chodził jadać do tego domu: nie wchodź do tego domu, ponieważ oni mówią brzydkie rzeczy na temat swoich bliźnich.

PRZEKLEŃSTWA

Mężczyzna ten był rodowitym mieszkańcem regionu Włoch zwanego Marche. Pewnego razu, wraz ze swoimi przyjaciółmi, wyjechał ze swojej wsi ciężarówką. Mieli oni dostarczyć meble do miejsca znajdującego się niedaleko St. Giovanni Rotondo. Podczas gdy pokonywali ostatnie wzniesienie, dzielące ich od miejsca przeznaczenia, ciężarówka zepsuła się i zatrzymała. Próbowali uruchomić silnik, lecz ich wysiłki nie przynosiły efektów.

W pewnym momencie kierowca stracił cierpliwość i zaczął w wielkiej złości przeklinać. Dzień później dwóch mężczyzn poszło do St. Giovanni Rotondo gdzie jeden z nich miał siostrę. Dzięki pomocy siostry udało się im dostać do Ojca Pio do spowiedzi.

Pierwszy mężczyzna przystąpił do spowiedzi, lecz Ojciec Pio odesłał go z niczym. Dotknęło to również kierowcę. Próbował on rozmawiać z Ojcem Pio: „Byłem zły.” Lecz Ojciec Pio wrzasnął: „Łajdak! Przeklinałeś naszą Matkę! Co zrobiła ci Nasza Pani?” I odesłał go również z niczym.

DEMON JEST BLISKO LUDZI, KTÓRZY PRZEKLINAJĄ

W hotelu St. Giovanni Rotondo odpoczynek był niemożliwy, zarówno podczas dnia jak również i w nocy, z powodu opętanej dziewczynki, która wrzeszczała siejąc strach. Matka przyprowadzała ją każdego dnia do kościoła. Miała nadzieję, że Ojciec Pio uwolni jej dziecko od złego ducha. Również w kościele jej dziecko robiło wiele hałasu. Pewnego dnia, Ojciec Pio zakończył spowiadanie kobiet, przechodził przed dzieckiem, gdy ono przerażająco wyło. Było ono trzymane przez dwóch czy trzech mężczyzn. Święty, który był zirytowany całą tą wrzawą, uderzył nogą w kierunku dziecka a następnie dosięgnął głowy dziecka i powiedział: „Przestań! Wystarczy!”

Dziecko opadło na podłogę jakby było śpiące. Ojciec Pio powiedział do lekarza, który był tam obecny, aby przyprowadził je do Michała Archanioła, na Górze Świętego Archanioła. Kiedy grupa wraz z dzieckiem osiągnęła cel przeznaczenia, weszli do groty, gdzie ukazywał się Michał Archanioł. Dziecko podźwignięto, lecz nikomu nie udało się przyprowadzić dziewczynki do ołtarza Archanioła. W trakcie wielkiego zamieszania, zakonnik wziął rękę dziecka i dotknął ołtarza. Wówczas dziewczynka opadła ponownie na ziemię z odczuciem ulgi. Po kilku minutach wstała i jak gdyby nic się nie stało zapytała swoją mamę: „Czy mogłabyś kupić mi lody?”

Po tym zdarzeniu grupa ludzi powróciła do St. Giovanni Rotundo, aby poinformować oraz podziękować Ojcu Pio. Na co Ojciec Pio powiedział do jej matki: „Powiedz swojemu mężowi, aby więcej nie przeklinał, inaczej demon powróci.”

OPUSZCZANIE EUCHRYSTII

Około 1950 roku młody doktor przyszedł wyspowiadać się do Ojca Pio. Wyznał swoje grzechy a następnie pozostał w milczeniu. Ojciec Pio zapytał młodego doktora, czy ma jeszcze czegoś do powiedzenia, lecz doktor odpowiedział, że nie ma już nic do dodania. Wtedy Ojciec Pio powiedział do doktora: „Pomyśl czy w świąteczny dzień nie opuściłeś Mszy Świętej, ponieważ to jest grzech śmiertelny”. Nagle doktor przypomniał sobie, że opuścił niedzielne spotkanie Mszy Świętej, kilka miesięcy wcześniej.

MAGIA

Ojciec Pio zabraniał wszelkiej magii, spirytyzmu i uprawiania złej magii. Pewna kobieta powiedziała: „Spowiadałam się u Ojciec Pio w listopadzie 1948. Wśród wielu innych spraw powiedziałam, że jesteśmy zaniepokojeni ciotką, która czyta czasopisma dotyczące magii w naszej rodzinie. Ojciec Pio nakazującym tonem powiedział: „Natychmiast wyrzuć te materiały.”

ROZWÓD

W zjednoczonej i nieskalanej rodzinie, Ojciec Pio widział miejsce, gdzie wiara potrafi wzrastać.

Mówił: „Rozwód jest paszportem do piekła„.

Młoda kobieta, kończyła wyznawanie grzechów. Otrzymała rozgrzeszenie od Ojciec Pio, który powiedział: „Musisz pogrążyć się w ciszy modlitwy w ten sposób zachowasz swoje małżeństwo.”

Kobieta była zdziwiona, ponieważ ona nie miała żadnych problemów w małżeństwie. Jednak po długim czasie duże problemy pojawiły się w jej małżeństwie. Jednakże była przygotowana by stawić czoła tym problemom. Przezwyciężyła trudny okres i uniknęła zniszczenia małżeństwa postępując zgodnie z sugestią, którą otrzymała od Ojca Pio.

ABORCJA

Pewnego dnia, Ojciec Pellegrino spytał Ojca Pio: „Ojcze, dziś rano odmówiłeś rozgrzeszenia kobiecie, która dopuściła się aborcji. Dlaczego jesteś taki rygorystyczny w przypadku tego złego, godnego pożałowania postępku? „.

Ojciec Pio odpowiedział: „Dzień, w którym ludzie, zatroskani o ekonomiczny rozwój, z powodu cielesnych defektów lub z powodu poświęcenia się dobrom materialnym, zagubią się w horrorze aborcji, będzie najstraszniejszym dniem ludzkości. Aborcja jest nie tylko zabójstwem, lecz również samobójstwem. Czy tym ludziom, których my widzimy na krawędzi popełnienia dwóch zbrodni chcemy pokazać naszą wiarę? Czy chcemy ich bronić? „

Dlaczego samobójstwo? ” Spytał Ojciec Pellegrino.

„Musisz zrozumieć to samobójstwo ludzkiej rasy, jeśli spojrzysz rozsądnym wzrokiem, będziesz mógł zobaczyć świat zaludniony starymi ludźmi i wyludniony z dzieci: wypalony jak pustynia.

Autor: o. Maciej Tomaszewski SJ, www.odnowajezuici.pl

1Grzech jest świadomym i dobrowolnym odwróceniem się od Boga; chodzi o odwrócenie się od Boga a nie od nakazów czy zakazów. Faryzeusze przeceniali literę prawa, pomijając intencję prawodawcy – nie otworzyli się na ducha tego prawa. Sama litera jest jak znak drogowy, który pokazuje kierunek, ale nie jest celem samym w sobie.

I TY MASZ SUMIENIE

W Liście do Rzymian św. Paweł pisał: „Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem” (Rz. 14, 23). Niezgodnie z przekonaniem, czyli wbrew własnemu sumieniu. Oczywiście, gdy św. Paweł mówi o przekonaniu, nie chodzi mu o kaprysy ani fantazję, ale o ocenę sytuacji przez kogoś, kto faktycznie szuka prawdy, rozeznaje i nazywa po imieniu, co jest dobre, a co złe. Jesteśmy, więc zobowiązani do wsłuchiwania się w głos własnego sumienia, w którym Pan Bóg zawsze mówi, jak powinniśmy postępować. Może być tak, że niestety ktoś zbłądzi, ponieważ nie umie (jeszcze) dobrze rozpoznać głosu Boga, ale nawet wtedy powinien iść za głosem własnego sumienia – tak głosił św. Tomasz z Akwinu.

Skąd ta pewność?

Jak pamiętamy, Jezus mówił: „Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” (Łk 12, 56-57). Jezus uznaje więc, że mimo naszych słabości posiadamy zdolność poznania prawdy; czasem wcześniej, czasem później, jeśli jednak uczciwie szukamy, to sprawdzą się na nas te słowa: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Dlatego obowiązuje nas badanie sumienia i podejmowanie decyzji w zgodzie z nim, a nie z tym, co ktoś powiedział.

Słucham swojego sumienia, bo Bóg nie ma do mnie innego dostępu niż właśnie przez nie. To jest jedno z niezmiennych wskazań Kościoła. Każdy człowiek jest zobowiązany do szukania prawdy, czyli do rozpoznawania tego, co faktycznie jest dobre, i do unikania zła.

Jezus mówił: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą” (Mt 7, 7-8).

Jeśli zatem przeżywamy trudności, to trzeba w rachunku sumienia prosić Ducha Świętego o światło, aby oświecił sumienie i pozwolił rozpoznać prawdę. Pan Bóg gdy wymaga, byśmy wsłuchiwali się w głos sumienia, czyli w Jego głos w nas, nie zastawia na nas pułapki i nie daje zadania ponad nasze siły. Kościół uznaje możliwość rozpoznania tego, jak należy postępować. Ze sposobu formowania naszego sumienia i naszej wrażliwości (w procesie rozeznawania duchowego), a więc z naszej uczciwości, będziemy rozliczeni. W sytuacjach wątpliwości, co do tego, czy postępujemy moralnie dobrze, czy grzeszymy, Pan Bóg, gdy Go o to poprosimy, da nam stosowną pomoc, aby znaleźć odpowiedź. Taka pomoc nie zwalania nas ze starań, nadal jesteśmy zobowiązani, by szukać rozwiązania, wsparcia lub fachowej konsultacji. Będzie to pewność moralna, czyli niekoniecznie pewność absolutna, rozumiana według kryteriów arytmetycznych. Chociaż matematyka w życiu niezmiernie przydaje się, to jednak przyjaźń jest czymś innym niż matematyka… Dlatego właśnie w sytuacjach niewiedzy i niepewności wypada pytać Jezusa, jak On spojrzałby na daną trudność, co On by nam powiedział.

ŻYCIOWA OPCJA

2Szczególną okolicznością, w której wypada zbadać sumienie, jest właśnie przygotowanie do sakramentu pojednania. Jeśli spowiadamy się z dłuższego okresu, warto sporządzić pisemnąlistę grzechów”. To zapobiega niepotrzebnemu przedłużaniu spowiedzi, która nie ma być czasem zastanawiania się i przypominania tego, co chcielibyśmy powiedzieć. Przygotowując taką listę, trzeba pytać Boga i konsultować z Nim to, co piszemy.

Tu niespodzianka: nie chodzi wcale o sam „zestaw” przewinień – on jest ważny, ale jako pomoc do uchwycenia i nazwania tendencji postępowania od ostatniej spowiedzi. Św. Ignacy mówił o dwóch typach ludzi: takich, którzy wznoszą się od dobrego do lepszego oraz tych, którzy tkwią w ciężkich grzechach. Trzeba nazwać tendencję, którą w sobie widzę: zmierzania „w górę” albo „w dół”. Sam „zestaw” grzechów jeszcze nie musi być miarodajny. Jeżeli na przykład ktoś od dwudziestu lat codziennie używał wulgaryzmów, a od miesiąca pracuje nad sobą i zdarza mu się to już tylko raz na tydzień, to przypuszczalnie poczynił duży postęp.

Ale jeśli ktoś od lat nigdy nie przeklinał, ale od miesiąca zdarza mu się to już w każdym tygodniu, to prawdopodobnie dzieje się z nim coś złego. Istotne jest, aby dostrzec i nazwać swoją wadę główną. Jeśli jest ich więcej, warto uchwycić to, co je łączy, ich korzeń. Jeśli jużnamierzyliśmywłasny grzech, koniecznie trzeba zastanowić się i odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego go popełniłem? Ponieważ grzech ma swoje przyczyny i historię rozwoju (por. Jk 1, 13-15), w rachunku sumienia trzeba o nie siebie zapytać. Celem nie jest kolekcjonowanie detali, ale uchwycenie źródła tego, z czego grzechy wynikają, jakie są ich podstawy. Korzeń problemu zawsze tkwi w człowieku.

PYTANIE O ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Szczególną uwagę należy zwrócić na to, co niestety bywa łatwo pomijane: zaniedbanie dobra wspólnego. Przejawia się ono w braku odpowiedzialności za życie społeczne, w grzechu lenistwa. Zaniedbywanie dobra wspólnego niestety przybrało w Polsce rozmiary grzechu społecznego – ponad połowa uprawnionych do głosowania w ostatnich wyborach parlamentarnych nie wzięła w nich udziału. Nie znaczy to, że wszyscy zgrzeszyli, bo zapewne niektórzy mieli racje usprawiedliwiające, ale trudno przypuszczać, że nikt nie zawinił. Idealni, bezgrzeszni kandydaci istnieją… tylko w niebie. Szatan jest zręczny w zniechęcaniu nas do podejmowania dobrych czynów lub namawianiu, by ich zaprzestać, a osiąga to, starając się zafiksować nas na pragnieniach tak idealnych, że aż nieosiągalnych (zwłaszcza w krótkim czasie). Tymczasem Pan Bóg nie wymaga od nas rzeczy niemożliwych. Kościół naucza wyraźnie, że w niektórych wypadkach trzeba wybierać mniejsze zło, jeśli nie ma niczego lepszego – wszystko po to, aby zapobiec większemu złu. W czasie przygotowania do spowiedzi powinniśmy koniecznie postawić sobie pytanie: jak zarządzam Bożymi darami i talentami? Jak zarządzam popędami, także związanymi z moją płcią? Grzeszna pożądliwość nie dotyczy jedynie sfery seksualnej. Przejawia się ona w sytuacjach, gdy ktoś chce za wszelką cenę realizować własne plany i ambicje, a nie wolę Boga. Obecnie taką postawę wzmacniają środki masowego przekazu. Efekt jest taki, że wielu ludzi dąży „po trupach” do ambitnego celu. A to oznacza, że kierując się wygórowaną ambicją, źle traktuje samych siebie: nie dba o odpoczynek, sen, właściwe odżywianie, podtrzymywanie przyjaźni. Nic nie jest ważne poza „ambitnym” celem. Stopniowo wystawia się na dodatkowe pokusy, którym zaczyna łatwo ulegać, bo wyczerpany organizm nie ma siły, by bronić się. Św. Jakub pisał, że z tak rozumianej pożądliwości biorą się waśnie, spory i zazdrość (por. Jk 4, 1-4). U podłoża tej postawy tkwi brak modlitwy i refleksji. Dobrze jest też zbadać, jak traktuje się postanowienie poprawy. Czy jest ono istotnym elementem spowiedzi? Brnięciem w kłamstwo jest zrzucanie odpowiedzialności za zło, które popełniłem, na samego szatana: zgrzeszyłem, bo on mnie skusił. Szatan faktycznie nas zwodzi, ale to człowiek podejmuje decyzję, by zgrzeszyć.

CZY TO JUŻ GRZECH?

3Niektórzy oskarżają siebie za spontanicznie pojawiające się uczucia, a przecież, jeśli nie są one chciane, to nie podlegają wartościowaniu moralnemu. Owszem, gniew jest wymieniany jako jeden z grzechów głównych, ale trzeba wyjaśnić, co on oznacza. Jak pamiętamy, Maryja okazała swoje emocje po trzech dniach szukania nastoletniego Jezusa, ale przecież nie zgrzeszyła! Problem powstaje, gdy człowiek „nakręca się” emocjami i przestaje kierować się miłością. Gniew jest grzechem o tyle, o ile nie ma w nim miłości. Także Jezus nie był przyjemny dla handlarzy w świątyni jerozolimskiej – zdecydowanie okazał gniew, ale przecież nie zgrzeszył! Podobnie jest z osądzaniem.

Nie jest tak, że w ogóle nam nie wolno oceniać, bo wtedy nigdy nie mielibyśmy prawa do udzielenia upomnienia braterskiego, do którego wzywa Ewangelia. Tymczasem, aby kogoś upomnieć, trzeba najpierw daną sprawę zbadać, czyli osądzić. Ale nie może to być sąd pozbawiony miłości. Bez niej byłoby to krytykanctwo i szukanie „dziury w całym” – aby tylko kogoś przekreślić… Przeciwieństwem tego jest krytycyzm, czyli trzeźwe ocenianie sytuacji. Jezus był bardzo krytyczny, nigdy jednak nie potępiał człowieka. Właściwy krytycyzm to przejaw kierowania się miłościąpraktycznego rozeznawania i wybierania dobra (prawdy) a odrzucania zła (fałszu). Skupienie uwagi na przykazaniu szóstym i dziewiątym, kosztem pozostałych, również może zmniejszyć owoc spowiedzi.

Przykazania od szóstego do dziesiątego zostały zapisane na drugiej tablicy, a to ma swoje znaczenie. Szatan zachęca nas, żebyśmy właśnie te przykazania czynili najistotniejszymi, ponieważ ich łamanie najbardziej rzuca się w oczy i jest uznawane za wstydliwe.

WSZYSTKO, CO NAJWAŻNIEJSZE

Kluczem do Dekalogu jest prolog: „Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli” oraz słowa, które powiedział Jezus zapytany, które z przykazań jest najważniejsze:

  • Pierwsze jest: Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim umysłem i całą swoją mocą.

  • Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych.

(Mk 12, 28-31).

Oznacza to, że Dekalog jest rozpisaniem na szczegóły powyższego przykazania miłości. To właśnie tym przykazaniem powinniśmy się kierować w życiu i z niego będziemy w pierwszej kolejności rozliczeni przed Bogiem.

Pokusa niepotrzebnego wchodzenia w szczegóły podczas spowiedzi może być podsuwana przez złego ducha, aby odwieźć nas od uchwycenia istoty sprawy i zagubić nas w detalach.

Czyż dążenie do drobiazgowego wyspowiadania się nie staje się przeszkodą, z powodu której łatwo zapomnieć o najważniejszym – o braku miłości?

GRZECHY WOBEC BOGA

  • Traktować Boga i religię, jako sprawy trzeciorzędne i mało ważne
  • Tworzyć „własny” obraz Boga, bez liczenia się z Ewangelią i naukami Kościoła – nie widzieć w Bogu Istoty Najwyższej i kochającej nas osoby Ojca, któremu należy się najgłębsza miłość, zaufanie, uległość i gotowość do wszelkich ofiar
  • Nie liczyć się z Bogiem w swoich poglądach na świat i życie, w swych decyzjach i postępowaniu, układając życie bez Boga, a nawet przeciw Niemu, bez wnikania w Jego plany i znaki w naszym życiu
  • Przynależność do ateistycznych organizacji lub stowarzyszeń, branie czynnego lub biernego udziału w zwalczaniu wiary religijnej, w usuwaniu emblematów religijnych, w hamowaniu budowy, odbudowy lub rozbudowy obiektów sakralnych
  • Nieodpowiednio zachowywać się w kościele lub innych świątyniach, ośmieszać lub profanować rzeczy, miejsca lub gesty sakralne
  • Znieważać Najświętszy Sakrament
  • Nie modlić się
  • Modlić się w pośpiechu, niedbale
  • Nie uważać niedzieli za Dzień Pański, wykonywać niepotrzebne prace w tym dniu
  • Nie dokładać starań w zdobywaniu wiedzy religijnej i jej pogłębianiu
  • Nie czytać Pisma Świętego
  • Bez szacunku wymawiać imię Boga, Chrystusa i świętych, lekceważąco mówić o sprawach religii
  • Nie dążyć do rozwijania życia wewnętrznego i pełniejszej miłości Boga, zadowalając się przeciętnością, formalizmem i rutyną
  • Zapierać się wiary w Boga

GRZECHY WOBEC BLIŹNIEGO

  • Przechodzić obojętnie obok potrzeb i cierpień ludzkich
  • Nosić w sercu gniew i nienawiść, żyć w niezgodzie bez podejmowania prób pojednania, żywić w sobie ducha zemsty i odwetu
  • Znieważać ludzi epitetami, przekleństwami, gestami, czynami
  • Szargać opinię drugiej osoby przez obmowy, plotki, posądzenia, podejrzenia, oszczerstwa, donosy
  • Nie odwoływać niesłusznych zarzutów, nie naprawiać szkód moralnych i materialnych
  • Pozywać przed sąd lub kolegium bez słusznej sprawy
  • Nie dawać możliwości samoobrony „oskarżonemu” lub „osądzonemu”
  • „Wykańczać” swoich przeciwników lub ludzi niemiłych, wykorzystując swoje stanowisko, znajomości itp4
  • Traktować pracowników, jako bezosobową siłę roboczą, nie służyć im pomocą, radą – pogardzać innymi z racji niższego wykształcenia, stanowiska, innej religii, narodowości, rasy
  • Załatwiać sprawy poza kolejką
  • Nie ustępować miejsca osobom starszym, chorym lub słabym
  • Przychodzić nie w porę, wykorzystywać dobroć i gościnność innych, zanudzać swoimi sprawami i gadulstwem, nie chcieć i nie umieć słuchać innych
  • Nie szukać okazji by ludziom pomagać, sprawić im radość, nieść pokój i miłość
  • Nie walczyć z egoizmem i pychą

MIŁOŚĆ NARZECZEŃSKA

  • Nie odróżniać miłości od pożądania
  • Podzielać poglądy o „próbnych” pożyciach przedmałżeńskich, wymagać ich lub propagować, jako „dowód” miłości
  • Nie brać odpowiedzialności za osobę, której wyznało się swą miłość lub co, do której nie żywi się wzajemnego uczucia miłości, redukując daną osobę do przedmiotu użycia i dostarczenia zmysłowej przyjemności
  • Namawiać do pożycia cielesnego lub stwarzać ku temu okazje przez podniecające zabawy, pieszczoty, autostop, wycieczki we dwoje, lekturę, filmy pornograficzne, nieprzyzwoite żarty itp
  • Ośmieszać dziewictwo i czystość
  • Nie dbać o skromność ubioru
  • Deprawować osoby nieletnie
  • Wykorzystywać chwile słabości drugiej osoby, usprawiedliwiając się, że „ona tego chciała”
  • Szantażować opuszczeniem, zerwaniem narzeczeństwa, jeśli nie da „dowodu miłości”
  • Namawiać do zabójstwa nienarodzonego dziecka, dopuszczać się aborcji
  • Dążyć do małżeństwa pomimo schorzeń mogących genetycznie obciążyć potomstwo
  • Nie przygotowywać się na płaszczyźnie religijno-moralnej oraz materialnej do życia w małżeństwie i rodzinie
  • Nie przepajać miłości erotycznej miłością Boga przez wspólne uczestniczenie we Mszy św., przyjmowanie sakramentów

MIŁOŚĆ MAŁRZEŃSKA I ŻYCIE SEKSUALNE W MAŁŻEŃSTWIE

  • Traktować małżeństwo, jako czysto prawny, a nie osobowy i sakramentalny związek dwojga ludzi sobie równych
  • Dysponować sobą, zdrowiem, wartościami moralnymi i materialnymi bez liczenia się ze
  • Współmałżonkiem
  • Zaniedbywać, na co dzień wobec współmałżonka oznak delikatności, miłości, wymogów grzeczności i kultury
  • Jednostronnie, arbitralnie i despotycznie załatwiać sprawy rodziny i domu
  • Uchylać się od czynnego udziału w spełnianiu prac i posług domowych, przeceniać własny wkład w dobro wspólne
  • Poniżać swą godność, zakłócać spokój i ład pożycia małżeńskiego nadużywaniem alkoholu
  • Podnosić głos, stwarzać klimat napięć i niepokoju, ulegać irytacji
  • Obrażanie się i dąsanie
  • Maltretować fizycznie lub moralnie współmałżonka
  • W konfliktach widzieć winę tylko współmałżonka
  • Przypominać i wypominać grzechy przeszłości, niedotrzymane obietnice itp.
  • Za wszelką cenę dążyć do wykazania i przeprowadzenia „swojej” racji
  • Cieszyć się z upokorzenie i porażek współmałżonka
  • Nie interesować się pracą zawodową i sukcesami współmałżonka
  • Nie znajdować słowa uznania i pochwały za wkład pracy, sukcesy i gusty współmałżonka
  • Przesadnie chwalić inne żony lub mężów wobec współmałżonka
  • Nie zdobywać się na uśmiech i humor nawet pomimo zmęczenia i kłopotów
  • Trawić czas na spotkania koleżeńskie, gry, rozrywki kosztem rodziny
  • Poświęcać rodzinę dla innych zajęć
  • Nie mieć czasu dla żony, męża i dzieci
  • Nie dbać o wspólne imprezy i rozrywki: wczasy, wycieczki, teatr, kino, odwiedziny
  • Nie otaczać należytą troską chorego lub cierpiącego współmałżonka
  • Zaniedbywać należne obowiązki względem rodziny, współmałżonka, odmawiać szacunku jego rodzicom, krewnym, wydawać o nich ujemne sądy, wyrażać się z lekceważeniem, nie szanować uczuć miłości u swego współmałżonka do swych rodziców, krewnych
  • Nie dążyć do stworzenia w małżeństwie wspólnoty materialnej
  • Trwonić nieodpowiedzialnie pieniądze na zbyteczne sprawy: alkohol, stroje, przyjęcia5
  • Zaniedbywać wspólną modlitwę, wspólne uczestniczenie we Mszy św., wspólne przystępowanie do sakramentów świętych
  • Szukać w małżeństwie tylko przeżyć zmysłowych
  • W pożyciu małżeńskim nie liczyć się ze stanem psychicznym i fizycznym współmałżonka, nie znać naturalnej metody poczęć, zmuszać do używania środków antykoncepcyjnych lub samemu je używać – nie liczyć się z kulturą, skromnością i delikatnością, przyjmować i narzucać postawy, czynności i gesty uwłaczające godności człowieka i chrześcijanina
  • Z egoizmu, małoduszności i wygodnictwa ograniczać ilość potomstwa
  • Traktować sprawę dzietności rodziny jako autonomiczną, prywatną, bez rozliczeń z Bogiem
  • Źle wyrażać się o rodzinach wielodzietnych
  • Odmawiać bez powodu pożycia małżeńskiego
  • Zatruwać siebie i współmałżonka zazdrością i nieuzasadnionymi podejrzeniami
  • Nawiązywać flirty, uprawiać stosunki pozamałżeńskie
  • Straszyć współmałżonka rozwodem lub naprawdę do niego dążyć
  • Po rozwodzie cywilnym wstępować w nowe związki małżeńskie
  • Nie chcieć przebaczyć i pojednać się po grzechu wiarołomstwa
  • Nie dziękować nigdy Bogu za radość życia i pożycia małżeńskiego

MIŁOŚĆ RODZICÓW WZGLĘDEM DZIECI

  • Budzić nowe życie pomimo schorzeń, w stanie podniecenia alkoholowego, w trudnych i niezwykłych okolicznościach zewnętrznych
  • Nie okazywać zainteresowania i czułości dziecku po urodzeniu
  • Nie starać się o prawidłowy rozwój fizyczny i umysłowy dziecka
  • Ograniczać troskę o dziecko tylko do zaspokojenia jego potrzeb materialnych
  • Nie troszczyć się o religijno-moralne wychowanie dzieci, nie posyłać ich na naukę religii, nie dawać im dobrego przykładu
  • Nie interesować się twórczością i sprawami szkolnymi dziecka, nie znajdować czasu na rozmowy, spacery, wycieczki z dziećmi
  • Nie interesować się, z kim dzieci utrzymują kontakty towarzyskie
  • Przeklinać dzieci, obrzucać je nieprzyzwoitymi epitetami, wyrażeniami, porównaniami, poniżać dzieci
  • Nie tworzyć w domu atmosfery miłości, bezpieczeństwa
  • Urządzać w domu rodzinnym awantury, kłótnie, libacje alkoholowe, opowiadać nieprzyzwoite żarty, wyśmiewać się z rzeczy religijnych
  • Pozwalać nieletniemu dziecku na picie alkoholu, palenie tytoniu
  • Zezwalać na oglądanie filmów przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych
  • Być surowym w wymaganiach i karaniu, albo zbyt słabym i pobłażliwym, tolerować u dzieci fałszywe poglądy i złe postępowanie
  • Nie szanować indywidualnej osobowości dziecka
  • W ogóle nie dbać o zbudowanie hierarchii wartości
  • Nie dążyć do wytworzenia klimatu, w którym rozwija się i dojrzewa wielokształtna miłość Boga i człowieka
  • Wywierać nacisk na wybór studiów, stanu czy zawodu dziecka według własnych upodobań i ambicji
  • Zabraniać, utrudniać lub zmuszać dziecko do małżeństwa
  • Dążyć do skłócenia lub rozbicia małżeństwa dziecka
  • Nie modlić się za swoje dzieci

MIŁOŚĆ DZIECI WZGLĘDEM RODZICÓW

  • Nie szanować rodziców, odmawiać im szczerości, uległości, okłamywać ich, podnosić na nich rękę, przeklinać lub ubliżać im słowem, gestem
  • Nie współczuć rodzicom w ich cierpieniach
  • Nie troszczyć się o rodziców chorych, starych i niedołężnych, nie odwiedzać ich, nie pisać listów itp
  • Wstydzić się swoich rodziców
  • Szargać opinię rodziny
  • Opowiadać o wadach rodziców
  • Zagarniać lub wyłudzać na osobisty użytek majątek rodzinny bez liczenia się z potrzebami pozostałych członków rodziny
  • Zaniedbywać lub nie odwiedzać mogił swoich rodziców
  • Nie modlić się za rodziców żywych i umarłych

PRAWO DO WŁASNOŚCI

  • Przywłaszczać sobie jakąkolwiek własność prywatną lub społeczną
  • Korzystać ze środków lokomocji bez posiadania lub kasowania biletu
  • Niszczyć własność społeczną lub prywatną
  • Przywłaszczać sobie cudze prace i cudze zasługi
  • Uprawiać nieuczciwość i oszustwo
  • Nieuczciwie i niesolidnie pracować
  • Przychodzić do pracy nietrzeźwym lub niewypoczętym, skracać czas pracy przez spóźnianie się albo wcześniejsze wychodzenie
  • Zdobywać zwolnienia lekarskie poza chorobą
  • Nie dotrzymywać terminów wykonania pracy lub płatności
  • Nie rozliczać się z pieniędzy prywatnych i społecznych
  • Domagać się łapówek, przyjmować łapówki
  • Zatrzymywać, opóźniać lub uszczuplać należną zapłatę pracownikom
  • Nie ubezpieczać swoich pracowników
  • „Robić pieniądze” bez pracy
  • Zatrzymywać zbyt długo pożyczone przedmioty, „zapominać” o ich oddawaniu

PRAWO DO PRAWDY I WOLNOŚCI

  • Kłamać, oszukiwać, tendencyjnie informować
  • Fałszować naukę, przemilczać istotne fakty, uogólniać
  • Milczeć z bojaźni lub wygodnictwa, gdy trzeba dać świadectwo prawdzie i sprawiedliwości
  • Podchodzić do ludzi z obłudą i pochlebstwem
  • Łamać tajemnicę zawodową, tajemnicę korespondencji, rozmów telefonicznych, mimo woli podsłuchanej spowiedzi
  • Zmuszać kogoś groźbami, dyskryminacją
  • Trudnić się podsłuchiwaniem, podglądaniem, donosicielstwem
  • Nie szanować czyjejś prywatności, przekonań i praktyk religijnych
  • Ograniczać swobodę społecznego i publicznego wyznawania przekonań religijnych
  • Udaremniać albo ograniczać spełnianie lub korzystanie z posług religijnych
  • Zakazywać wypełnianie obowiązków religijnych

(o. Georges A. Aschenbrenner SJ) Tekst został opublikowany [w:] „Duchowość ignacjańska”, Zeszyt specjalny, Co zabrać ze sobą, Kraków 1988, 54-68. http://www.jezuici.pl

Zwykle codzienny rachunek sumienia jest pierwszą praktyką, która znika z życia modlitwy człowieka wierzącego. Często nie określa się jasno przyczyn porzucenia praktyki codziennej analizy dnia wobec Boga. Często myśli się, że rachunek sumienia nie posiada praktycznej wartości w codziennym życiu przeciążonym zajęciami. Często też nie widząc natychmiastowych efektów ulega się łatwo zniechęceniu. Chcemy tutaj wykazać, że rachunek sumienia posiada istotną wartość w życiu chrześcijanina oraz ukazać błędne pojmowanie jego zakresu.

Rozumienie wagi rachunku sumienia zależy od dostrzeżenia jego roli w sztuce rozeznawania duchowego, tzn. w umiejętności rozeznawania działania duchów, na co dzień.

Dzisiaj dla wielu ludzi tylko życie spontaniczne ma swój sens. Uważają oni często, że bez spontaniczności nie ma życia. Myślą, że ograniczając tę spontaniczność, zubożamy życie, nie pozwalamy na jego rozwój. Patrząc w ten sposób, przyjmuje się łatwo, że rachunek sumienia obdziera życie z jego uroków, prowadząc do wymazania zeń wszelkiej spontaniczności. Ludzie, którzy tak sądzą, nie uznają głębi myśli Sokratesa, że życie pozbawione refleksji nad samym sobą nie zasługuje na to, by je przeżyć. Dla nich Duch Święty przebywa w człowieku spontanicznym, a to wszystko, co przeciwstawia się rozkwitowi nieuporządkowanej spontaniczności jest obce temu Duchowi. Rozumując w ten sposób zapominają, że istnieją dwa rodzaje spontaniczności, które pochodzą z różnych źródeł.

Istnieje spontaniczność dobra skierowana ku Bogu i ludziom, płynąca z autentycznego przeżywania chrześcijaństwa, w którym słucha się uważnie słów Pana i w dojrzały sposób wciela się je w życie oraz spontaniczność niezdrowa, oparta na instynktach, pochodzących z niedojrzałości człowieka, czy też z działania złego ducha, spontaniczność rozbijająca, utrudniająca słuchanie i odpowiadanie na wezwanie Pana. Każdy człowiek doświadcza tak jednej, jak i drugiej spontaniczności.

Człowiek, jako istota myśląca, kierująca się nie tylko instynktami może rozeznawać i poprzez rozeznawanie poznać, skąd pochodzi jego spontaniczność, które duchy są jej przyczyną i świadomie, z pomocą łaski Bożej, zmierzać ku temu, by cała jego osoba była włączona w służbę Bogu i ludziom, by nic w nich nie zubożało pragnienia pełnienia w życiu woli Boga Ojca, pragnienia, które staje się powoli rzeczywistością przeżywaną na co dzień z Chrystusem. Aby to osiągnąć, musimy nauczyć się kształtować i podtrzymywać spontaniczność płynącą z Ducha Świętego. Centralną rolę w tej sztuce ma właśnie codzienny rachunek sumienia.

Kiedy rachunek sumienia łączy się z rozeznawaniem, nie jest on tylko rachowaniem się, nie ma on tylko wydźwięku moralnego, ale staje się szkołą otwierania całej osobowości na Boga i drugiego człowieka. Tak często, choć może już mówiono nam inaczej, nasz rachunek sumienia sprowadzał się do pewnej formy przygotowania się do spowiedzi. Jego głównym aspektem było zorientowanie się co do wartości naszych czynów, czy były one dobre czy złe. W nabywaniu umiejętności rozeznawania, zasadniczą treską nie jest moralna wartość naszych czynów, lecz dostrzeganie, jak Pan nas dotyka i wprowadza w nasze serca, często bez naszej wiedzy, różne poruszenia i jak je odczuwamy, czy umiemy je odczytać i przyjąć.

Owocem wytrwałej pracy, owocem codziennego rozeznawania będzie coraz większa wrażliwość naszej świadomości duchowej, naszego sumienia na działanie Boga. Będziemy poznawać nasze odpowiedzi na to działanie, będziemy poznawać naszą zgodę i nasze pomyłki, aby następnie, móc je jasno ocenić. W codziennym życiu staniemy się bardziej świadomi naszej drogi do Ojca (J 6, 44), dostrzeżemy, że jesteśmy kuszeni przez naturę skażoną grzechem, która nas odciąga od Ojca poprzez grę naszych skłonności i usposobień.

Takie poznawanie siebie i takie poznawanie Boga żyjącego w nas jest ważniejsze w codziennym rachunku sumienia od samej odpowiedzi, jaką daliśmy przez nasze czyny. Spójrzmy, więc na codzienny rachunek sumienia mając na uwadze nasze wewnętrzne skłonności i usposobienia, by podjąć pełniejszą współpracę z działającym w nas Bogiem i powierzyć Mu nasze serca w autentycznej spontaniczności, która jest wywołana dotykiem Ojca i porywem Ducha.

Rachunek sumienia a droga powołania

Rachunek sumienia jest spotkaniem, w którym nasze codzienne życie jest przez nas odczytywane w Chrystusie i z Chrystusem. Jest to, więc doświadczenie Boga w wierze. Rachunek sumienia nie jest sposobem na uzdrowienie siebie, nie jest metodą samodoskonalenia się. Rachunek sumienia uwrażliwia nas na bardzo osobiste poruszenia, którymi posługuje się Duch Święty, by nas zbliżyć do Chrystusa, by każdego z nas bardziej uczynić podobnym do Niego.

Oczywiście wzrost tej wrażliwości trwa i wymaga cierpliwości wobec siebie i zaufania do prowadzącego nas Ducha, abyśmy coraz bardziej żyli prawdą i miłością Chrystusa, dążąc do tożsamości z żyjącym w nas Chrystusem. Ta tożsamość w Nim zakorzeniona poprzez Ducha doprowadza nas do tożsamości naszej drogi życia, naszego powołania chrześcijańskiego, w którym żyjemy, pragnąc służyć Bogu i ludziom.

Bóg powołał mnie do życia, bo mnie umiłował. Żyję tu i teraz dzięki Miłości Boga. On pragnie, abym tu i teraz stawał się coraz bardziej podobny w swoim człowieczeństwie do Chrystusa ubogiego, czystego i posłusznego, który we mnie żyje, którego Duch mnie umacnia, gdy idę drogą swego życia, na którą On mnie wprowadził.

Rachunek sumienia nabiera prawdziwej wartości dopiero wtedy, gdy staje się doświadczeniem codziennej konfrontacji i miejscem odnawiania się na drodze naszego powołania, a przez to prowadzi do pogłębienia i rozwoju własnej tożsamości na wybranej drodze. Nasz codzienny rachunek sumienia w żadnym razie nie może pominąć powołania, do którego zostaliśmy wezwani. Wtedy nabiera ono jasności i staje się w naszej świadomości szczególną łaską Bożą daną nam dla pożytku duchowego drugich i nas samych.

Rachunek sumienia a modlitwa

Rachunek sumienia to czas modlitwy. Brak rachunku sumienia lub robienie go bez codziennego wysiłku i pracy całkowicie nas spłyca i czyni niewrażliwymi na delikatne, a zarazem silne działanie Chrystusa mieszkającego w naszych sercach. Natomiast pusta psychologiczna refleksja nad sobą lub niezdrowa introspekcja nie otwierają, co więcej rodzą realne niebezpieczeństwo zagrzebania się w sobie.

Rachunek sumienia staje się modlitwą i ma duchową skuteczność tylko wtedy, gdy jest kontynuacją modlitwy osobistej. Bez tego czynnika modlitwy rachunek sumienia upływa na jałowej refleksji nad sobą, a jego celem staje się doskonalenie osobiste, podsycające ambicje. W modlitwie Bóg Ojciec objawia nam swą Wolę i to w sposób, jaki On uważa za najlepszy. Uczy nas widzieć wszystko w Chrystusie. Mówi o tym św. Paweł: „Bóg zechciał oznajmić, jak wielkie jest bogactwo chwały tej tajemnicy pośród pogan” (Kol 1, 27). Modlący się doświadcza tego odsłaniania się Tajemnicy Ojca w Chrystusie na różne sposoby, które często nie dają się zwerbalizować. Duch Jezusa Zmartwychwstałego czyni człowieka zdolnym do odczuwania i poznania Jego wezwania, abyśmy upodobnili się do Tego, który nam się objawia.

Modlitwa staje się czymś pustym, jeśli nie jest odpowiedzią na wezwanie Chrystusa. Otwarcie się pełne szacunku i uległości wobec Pana, bez moralizatorstwa i osądzania siebie, pełne „posłuszeństwa w wierze”, o którym wspomina św. Paweł (Rz 16, 26), jest postawą, o jaką chodzi w codziennym rachunku sumienia, aby móc wyczuć i zidentyfikować osobiste zaproszenie Pana, który nas pociąga ku sobie i wzywa, by nie ulegać subtelnym podszeptom i sugestiom, które są Mu przeciwne. Bez takiej postawy wobec Boga codzienna praktyka rachunku sumienia spłyca się, wysycha i zamiera.

Bez wsłuchiwania się w objawianie nam przez Ojca JEGO Dróg, tak różnych od naszych (Iz 55, 8-9), rachunek sumienia staje się jakąś bardzo formalną praktyką ubiegania się o osobistą doskonałość w znaczeniu tylko ludzkim i naturalnym, lub co gorsza okazją pójścia własnymi naznaczonymi egoizmem drogami.

Bez modlitwy rachunek sumienia jest czymś ubogim, nieoddającym tego wspaniałego doświadczenia, poprzez które Pan zaprasza nas nieustannie do odpowiedzi, porządkując nasze życie. Z drugiej strony prawdą jest, że modlitwa kontemplacyjna uprawiana bez systematycznego rachunku sumienia wyobcowuje nas z życia stając się czymś sztucznym. Czas formalnej modlitwy może stać się, bowiem w czyjejś codzienności okresem arcyświętym, nietykalnym, lecz zupełnie wyizolowanym z reszty życia, które może być oddzielone od modlitwy. Prawdziwa modlitwa winna prowadzić do odnajdywania Boga we wszystkich rzeczach na płaszczyźnie realnego życia.

Codzienny rachunek sumienia pozwala pełniej i bardziej realnie widzieć w naszym życiu Boga, Jego prowadzenie nas i odczytywać Jego plany względem nas w szarzyźnie dnia codziennego, tak abyśmy mogli odnajdywać Boga we wszystkim i wszędzie, nie tylko w czasie wydzielonym specjalnie na modlitwę.

Rozeznawanie sercem

Kiedy zapoznawano nas z rachunkiem sumienia w początkach naszego wychowania religijnego, proponowano nam konkretną modlitwę trwającą ok. 15 minut. Najpierw wydał się nam zapewne czymś stylizowanym i sztucznym, budziły się w nas nadzieje radykalnej poprawy naszych zachowań i reakcji a następnie ogarniało zniechęcenie i przygnębienie spowodowane faktem, że nic w naszym życiu nie zmienia się, że wciąż upadamy, że dobre postanowienia niczego nie załatwiają. Wrażenie to wynikało raczej z naszych wyobrażeń o owocach rachunku sumienia. Byliśmy, bowiem początkującymi wędrowcami na drodze Bożej i nie umieliśmy rozeznawać w wydarzeniach dnia codziennego obecności Boga, który nas zbawia. Chcieliśmy być lepszymi najczęściej w tych sytuacjach, które powodowały potem poczucie winy. W rzeczywistości oznaczało to, że bardzo chcieliśmy sami siebie uleczyć ze swoich słabości. Dla kogoś początkującego, komu jeszcze brakuje osobowej integracji, takie doświadczenie jest bardzo ważne. Choć wydawać się może zarazem bardzo formalne. Nie powinno nas to zbić z tropu. Doświadczenie to jest nieuniknione zarówno dla nowicjusza jak i weterana, który od dawna praktykuje rachunek sumienia.

Gruntowne jednak zrozumienie rachunku sumienia jest możliwe tylko wtedy, gdy uchwyci się cel, jaki się ma przed sobą. Ostatecznie, bowiem codzienny rachunek sumienia zmierza do rozwoju serca, by uczynić je zdolnym do rozeznawania nie tylko podczas jednego czy dwóch kwadransów w ciągu dnia, lecz nieustannie. Takie rozeznawanie jest jednym z najważniejszych darów Pana. Świadomość ważności tego daru posiadał Salomon prosząc o „serce pełne rozsądku do… rozróżniania dobra od zła” (1 Krl 3, 9-12). Musimy nieustannie prosić o ten dar, musimy także tworzyć w naszych sercach warunki do jego rozwoju. Codzienny rachunek sumienia odgrywa tutaj zasadniczą rolę.

Pięć etapów, które nam proponuje św. Ignacy w Ćwiczeniach Duchownych (CD n. 43) należy rozumieć, jako środek kształtowania chrześcijańskiego sumienia i znajdowania Pana, na co dzień. Ważne jest, abyśmy, jako chrześcijanie należący do Boga umieli żyć, tak jak żył Pan nasz Jezus Chrystus, aby etapy rachunku sumienia były ściśle łączącymi się aspektami naszego otwierania się na świat i Boga, aby pomagały w poznawaniu siebie.

Nie ma dokładnie określonego czasu na poszczególne pięć części rachunku sumienia. Chodzi przede wszystkim o odczytanie naszego duchowego stanu i o szukanie odpowiedzi, by dać ją Panu. Jednego dnia jakiś punkt będzie zajmował więcej czasu, innego dnia – inny punkt.

Św. Ignacy przy końcu swego życia nie przestawał badać wszystkich swych poruszeń i skłonności serca, tzn. nie przestawał badać zgodności każdej rzeczy ze swym prawdziwym „ja” skoncentrowanym na Chrystusie. Było to owocem intensywnego ćwiczenia się w rachunku sumienia – modlitwie, praktykowanym każdego dnia.

Każdy, kto pragnie stawać się coraz bardziej chrześcijaninem, każdy, kto pragnie swojego rozwoju wewnętrznego powinien stale być świadomym ogromnego znaczenia jednego lub dwóch kwadransów przeznaczonych, co dzień na rachunek sumienia. To znaczy winien uświadomić sobie znaczenie nieustannego rozeznania serca i potrzeby dostosowania rachunku sumienia do tego etapu rozwoju, na którym obecnie jest i do sytuacji, w których żyje. Tak często subtelna racjonalizacja zaprasza nas do porzucenia codziennego rachunku sumienia pod pretekstem, iż umiemy już nieustannie rozeznawać sercem. Racjonalizacja ta przeszkadza nam w prawdziwym i ciągłym wyczuwaniu działania w nas Ducha św. i we wzroście w wierze.

Spójrzmy teraz na formę rachunku sumienia, jaką ukazuje św. Ignacy (CD n. 43), pragnąc uchwycić mądrość tam zawartą, która polega na rozeznawaniu duchowym spraw życia codziennego.

Świadome dziękczynienie

Jako pierwszy punkt rachunku sumienia św. Ignacy proponuje dziękczynienie za otrzymane dobrodziejstwa. Jest to echo zachęty św. Pawła: „w każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem nas” (1 Tes 5, 18). Chrześcijanin wzrastając w wierze, dostrzega coraz wyraźniej, jak bardzo jest obdarowywany, jak wszystko, co go otacza jest odbiciem blasku i chwały Niewidzialnego. Dostrzega też swoje duchowe ubóstwo, swoją błogosławioną zależność od Najwyższej Mądrości. Dziękczynienie, którym rozpoczynamy rachunek sumienia otwiera nasze oczy i serce na dary, które z woli Bożej stały się naszym udziałem.

Chrześcijanin pośród tego świata jest naprawdę człowiekiem ubogim, który nie posiada z siebie nawet swojego istnienia, a który jednak w każdej chwili i we wszystkich rzeczach jest obdarowywany. Wielokrotnie „troszcząc się o wiele” (Łk 10, 41) próbujemy zaprzeczyć naszemu realnemu ubóstwu i zapominamy o Tym, dzięki któremu wszystko posiadamy, dzięki któremu żyjemy. W ten sposób tracimy dary, którymi mieliśmy być obdarowani i pragniemy czegoś, co nie jest naszym dobrem, czegoś – na co – jak sądzimy zasłużyliśmy. Osiągając w ten sposób pozorne sukcesy i porażki, powoli dostrzegamy, że nie są one prawdziwym szczęściem i ulegamy nieraz gorzkiej frustracji (zawodowi).

Jedynie człowiek autentycznie ubogi może docenić wartość nawet najmniejszego daru i przeżyć go w prawdziwej wdzięczności. Im głębiej żyjemy naszą wiarą, tym bardziej czujemy się ubodzy i obdarowywani, a całe nasze życie staje się coraz serdeczniejszym radosnym dziękczynieniem. To dziękczynienie winno stawać się zasadniczą przesłanką naszej duchowej świadomości. Serca nasze karmione wiarą w Boga winny trwać w prawdziwej wdzięczności za dary, którymi nas obdarzył w ciągu dnia. Być może, w danej chwili nie uświadamialiśmy sobie daru, jaki otrzymaliśmy, lecz teraz, w chwili modlitewnej refleksji widzimy w całkiem innym świetle to, co się wydarzyło. W ten sposób uczymy się rozpoznawać coraz to nowe dary, których Bóg nam udziela.

Nasza wdzięczność winna dotyczyć darów konkretnych i osobistych. Bądźmy w tym prawdziwi. Dziękujmy za przeżytą rzeczywistość, za swoje pragnienia, postawy, czyny, takie, jakie one są. Nie próbujmy szukać chwil szczególnie przyjemnych lub nieprzyjemnych, nie próbujmy w tym momencie orzekać, co było darem Bożym. Jest wiele rzeczy w tym życiu, które przyjmujemy, jako same z siebie oczywiste. Bóg stopniowo doprowadza nas do głębokiego zrozumienia ich prawdziwego sensu, do zrozumienia, że wszystko jest Jego darem i słuszną jest rzeczą chwalić Go i Jemu dziękować. Stając przed Bogiem Ojcem w postawie wdzięczności i uwielbienia zbliżamy się do rzeczywistości Królestwa Bożego, zaczynamy widzieć rzeczy takimi, jakimi są i stajemy się coraz bardziej zjednoczeni z Tym, który jest naszym życiem.

 

Prośba o światło

W rachunku sumienia nie chodzi tylko o to, by mając za sobą pewną część dnia powrócić do przebytej drogi i zanalizować ją. Rachunek sumienia nie jest psychologiczną retrospekcją minionego dnia. Nie chodzi tylko o analizę przebytej drogi, o ocenę moralną naszych czynów, o stwierdzenie, że jesteśmy dobrzy lub źli. Chodzi raczej o to, by nasze spojrzenie na życie i postępowanie zanurzyć w Bogu i przepoić je Duchem Jezusa, by dać prawdziwą odpowiedź na wezwanie Pana.

Chrześcijanin musi czuwać nad tym, by nie zanurzyć się całkowicie w otaczającym go świecie wraz z jego naturalnymi siłami. Obecnie istnieje szczególne niebezpieczeństwo fascynacji osiągnięciami człowieka w dziedzinie nauki i techniki. Wydaje się czasem, że w świecie dzisiejszym nie ma miejsca na tajemnice. Jednakże nauka i technika nie dają odpowiedzi na pytanie o sens ludzkiego życia, nie zapewniają szczęścia i wewnętrznego pokoju, a zdobywanie coraz to nowych dóbr materialnych nie przynosi oczekiwanej satysfakcji. Chrześcijanin żyjący pośród świata może odkrywać Bożą Miłość poprzez wszystko, co istnieje. Potrzebne jest spojrzenie na Boga, na świat i na siebie, spojrzenie otwartych oczu i czystego serca. Bez oświecającej łaski Boga ten rodzaj spojrzenia jest niemożliwy, dlatego należy prosić o Boże światło. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie dojść do tego światła i spojrzenia, którego źródłem jest Pan. Oby Duch Święty pomógł nam zobaczyć pełniej samych siebie, tak jak On nas widzi.

Konkretny przegląd naszych czynów

W trzecim punkcie rachunku sumienia św. Ignacy zaleca uświadomienie sobie i przypomnienie minionego dnia. Proponuje, aby „przechodząc godzina po godzinie” poznać kolejno swoje myśli, uczucia, słowa i czyny. Celem podstawowym jest tu spojrzenie w świetle wiary na to, co miało miejsce od ostatniego rachunku sumienia.

Dlatego zasadnicze pytania tego punktu mogą brzmieć następująco:

  • Co się w nas wydarzyło?
  • Jakie uczucia pojawiły się w nas?
  • Jaką pracę Bóg w nas wykonał?
  • Czego Bóg od nas oczekiwał?

Tymczasem często punkt ten staje się miejscem pośpiesznego osądzania siebie i swoich zachowań według schematu „dobro-zło” i w ten sposób czynimy akurat to, czego nie powinniśmy czynić. Czyny nasze winniśmy rozważać, ale na drugim planie. Dziś, kiedy tak bardzo liczy się aktywizm i działanie, kiedy cicha i cierpliwa wiara jest odrzucana, tym bardziej wezwani jesteśmy do najpełniejszego życia wiarą w Jezusa Chrystusa. W tej części codziennego rachunku sumienia mamy coraz uważniej spoglądać na nasze uczucia, postawy, na różne napięcia. Mamy spoglądać na nie bez przerażenia, mamy traktować je poważnie, trwając w świadomości, że właśnie tutaj, w centrum naszej uczuciowości, czasem pokrytej mrokiem, często spontanicznej, Bóg przebywa z nami w sposób najbardziej osobisty i intymny. Abyśmy mogli rozpoznać wołanie Boga w sercu naszego jestestwa, konieczne jest poznawanie motywów naszego działania, rozeznawanie, od jakiego ducha pochodziły nasze przeżycia.

Powiedzieliśmy wyżej, że rachunek sumienia jest jednym z zasadniczych sposobów rozumienia tego, co dokonuje się w nas samych. Potrzebne jest tu prawdziwe zbliżenie się do naszego życia, zbliżenie, które najpierw jest nasłuchiwaniem, następnie zaś czynną odpowiedzią.

Zasadniczą postawą człowieka wierzącego jest postawa słuchania słów Pana. Słowa te dają się słyszeć na wiele sposobów, w różnych formach. Człowiek wierzący stara się przede wszystkim odczytać i poznać wolę Boga, by dać Bogu odpowiedź „posłuszeństwem w wierze”. Jest to postawa wrażliwej bierności człowieka ubogiego, który jest zależny i chce być zależny od swego Stwórcy. Postawa ta łączy się ze stopniowym przyjmowaniem wewnętrznego pokoju, który usposabia nas do uważnego słuchania Słowa Bożego w każdej chwili naszego życia i rodzi twórcze pragnienie odpowiadania czynami na wezwanie Boga.

Oto, dlaczego z wielką uwagą skupiamy się na odczytywaniu naszych wewnętrznych poruszeń, przez które Bóg do nas przemawiał w ciągu ostatnich godzin.

Być może, w ciągu dnia nie rozpoznaliśmy Bożego wezwania, lecz teraz, w chwili spokojnej refleksji łatwiej jest nam odczytać JEGO Drogę ku nam. Najważniejsze są, bowiem Słowa Pana, a nie nasze czyny, dlatego zechciejmy Go słuchać. Pytajmy, w jaki sposób Bóg przychodził do nas w dniu dzisiejszym, czego od nas oczekiwał i jaka była nasza odpowiedź. Pytanie to jest bardzo istotne, ponieważ wzrastając w wierze możemy powoli oczyszczać nasze motywacje przechodząc z zapatrzenia się we własną doskonałość ku działaniu Ducha Bożego (Rz 8, 14), aby coraz pełniej realizować zaproszenie Boga do budowania Królestwa Bożego tu na ziemi.

W tym ogólnym przeglądzie nie chodzi o to, abyśmy prześledzili wszystkie minuty, jakie upłynęły od ostatniego rachunku. Powinniśmy raczej zwracać baczną uwagę na te konkretne wydarzenia, które szczególnie nas poruszyły, które w jakiś sposób zaowocowały w nas. Zauważmy, jakie uczucia budziły się w nas w tym czasie i starajmy się w świetle Bożej łaski przyjąć siebie w tych wydarzeniach. Starajmy się dostrzec Boga, który stale nam towarzyszy, który ogarnia nas Swoją Miłością.

To odczytywanie znaczenia wydarzeń, św. Ignacy nazywa szczegółowym rachunkiem sumienia. Ta część rachunku sumienia może częściej niż inne, była opacznie rozumiana. Próbowano skoncentrować się na dokonaniu podziału życia wewnętrznego, tworząc niepotrzebne wykazy cnót i wad, by następnie zająć się kolejno wykorzenianiem jakiejś wady lub doskonaleniem cnoty. Często takiemu działaniu towarzyszyło nerwowe poszukiwanie osobistej doskonałości i pragnienia, aby nareszcie stanąć przed Panem Bogiem, jako sprawiedliwy, a nie, jako grzesznik. Poświęcano pewien czas jakiejś wadzie lub cnocie, następnie przechodzono do innej, która figurowała na liście. Tymczasem wady i cnoty są powiązane ze sobą. Nie dają się tak po prostu wyizolować i nie poddają się łatwym zmianom. Takie szufladkowanie zamyka nasze serca na odczytywanie obecności Boga w nas, ponieważ wydaje się nam, że nie jest nam On tak konieczny, sami wiemy lepiej, co mamy czynić i nie słuchamy już Jego głosu.

Celem szczegółowego rachunku sumienia nie może być poszukiwanie osobistej doskonałości. Głównym jego zadaniem jest konkretne i pełne szacunku spotkanie z Panem naszych serc. Dopiero wtedy, gdy rozbudzimy naszą wrażliwość na miłość Bożą, gdy zaczniemy poznawać i przyjmować siebie, wtedy możemy pragnąć, aby pewne rzeczy z Bożą pomocą zostały w nas zmienione. Potykamy się i robimy błędy w wielu dziedzinach, ale Pan nie wymaga od nas, abyśmy w oparciu o nasze myślenie i wizje robili plany pracy nad sobą i za jednym zamachem chcieli zmieniać wszystko w naszym życiu.

Zazwyczaj jest w naszym sercu jakiś zakątek, od którego należy rozpocząć proces nawrócenia do nowego życia, jakieś szczególne miejsce, w którym Bóg nas dotyka, oczekując naszej szczerości i zawierzenia. Jakże często chcemy zapomnieć o tym miejscu nie słuchając Boga. Odkładamy na później dotarcie na miejsca spotkania, ponieważ wydaje nam się, że to Bóg nas nie rozumie, że Jego słowo niesłusznie nas oskarża. Próbujemy usprawiedliwiać się i odwracamy się od Jego łaski, przeczuwając, być może, że właśnie zmiana postawy w tym punkcie nie będzie łatwym sukcesem, ale cierpliwym stawaniem przed Panem wciąż z tą samą słabością. Tymczasem właśnie w tym zakątku naszego serca możemy spotkać Boga i siebie samych w sposób szczególny.

Początkujący niech najpierw poświęcą nieco czasu na badanie w szczegółowym rachunku sumienia swoich uczuć, które mogą pokazać, czego w tej chwili oczekuje od nich Pan.

Inaczej istnieje ryzyko, że zaczną dążyć do doskonałości według jakiegoś wzoru czysto zewnętrznego. Szczegółowy rachunek sumienia jest bardzo osobistym, szczerym, czasem niezmiernie delikatnym doświadczeniem Bożego nawoływania do nawrócenia w głębokich pokładach naszych serc. Przedmiot nawrócenia może pozostawać niezmiennym w ciągu długiego okresu. Jest niezmiernie ważne, abyśmy spostrzegali to osobiste wezwanie, z jakim Bóg zwraca się do nas. Wezwanie to trzeba zinterpretować i na nie odpowiedzieć, jeśli tylko szczerze pragniemy postąpić na drodze świętości. Kiedy przyjmiemy szczegółowy rachunek sumienia, jako doświadczenie osobistej miłości Boga względem nas, wtedy staniemy przed Nim z większą pokorą i gotowością przyjmując siebie, świat i ludzi takimi, jakimi są. św. Ignacy radzi też w rachunku sumienia zwracać uwagę na moment rozpoczęcia i zakończenia dnia, aby lepiej poznać to wszystko, co jest prawdziwą treścią naszego życia. Kapitalne znaczenie dla trzeciego punktu ogólnego rachunku sumienia ma wzrastająca (w wierze) świadomość naszej ludzkiej, grzesznej natury.

Jest to przede wszystkim prawda wiary, nie zaś moralizatorskie twierdzenie odwołujące się do pewnych faktów naszego życia. Głębokie i spokojne przyjęcie naszej grzeszności zależy bardzo od naszego wzrostu w wierze. Owocem takiej postawy winno być dziękczynienie, za to, że Bóg mimo mego grzechu miłuje mnie i zbawia.

Skrucha i żal za grzechy

Serce chrześcijanina, to serce rozśpiewane pieśnią radosnego dziękczynienia. Jednakże to wesołe „alleluja” może być bardzo powierzchowne, bez wyrazu i głębi, jeśli nie zostało okupione prawdziwym trudem. Jest to przecież śpiew grzesznika, który nie powinien zapominać, że jest wystawiony na łup swoich grzesznych skłonności, chociaż rozpoczął już nowe życie, którego rękojmią jest zwycięstwo Jezusa Chrystusa. W konsekwencji nasz wzrost duchowy nie może się dokonać bez ciągłego doświadczenia wszczepienia w Pana. Takie wszczepienie dokonuje się również poprzez duchowe strapienie, które nas ogarnia, kiedy zauważamy, że brakowało nam szczerości, odwagi i zdecydowania w odpowiadaniu na to wołanie Boga, które odczytaliśmy w szczegółowym rachunku sumienia. Ten żal i strapienie nie płynie ze wstydu, czy braku zdecydowania wobec naszych słabości, lecz jest doświadczeniem płynącym z wiary w miarę jak odkrywamy ogromne pragnienie Boga, byśmy Go kochali z całego serca, ze wszystkich sił, każdą cząstką naszego bytu, w każdej chwili naszego życia.

Pamiętając o cierpliwym oczekiwaniu Boga Ojca na powrót syna marnotrawnego i o prawdziwej radości spotkania, możemy pojąć lepiej, jak ważny jest czas codziennego rachunku sumienia, przeżywamy w postawie skruchy i prawdziwego żalu za niewierności, które powodowały oddalenie się naszego życia od Bożej drogi.

Postanowienia pełne nadziei

Ostatni punkt codziennego rachunku sumienia wynika w sposób bardzo naturalny z poprzednich. Spoglądając ze skruchą na wydarzenia dnia dzisiejszego, pragniemy poznać, ku czemu mamy zwrócić swoje serce w dniu następnym, patrzymy ku przyszłości, która jest nam zadana. Na tę przyszłość pragniemy spojrzeć odnowionym sercem, pełnym nadziei i ufności. Źródłem tej nadziei nie są nasze pragnienia, nasze możliwości, nasze własne siły, lecz głęboka wiara w działanie w nas Bożego Ducha, Ducha miłości i pokoju. Źródłem tej nadziei jest ufność w moc Chrystusa, w to, że mamy udział w zwycięstwie Jezusa Chrystusa, który na nowo zjednoczył nas z Ojcem. Z taką głęboką nadzieją będziemy spoglądać w przyszłość odnowionym wzrokiem, aby odczytać pełniej Jego Słowo, skierowane konkretnie do nas, abyśmy je przyjęli i wypełnili.

Im bardziej zawierzymy Bogu i pozwolimy, by kierował naszym życiem, tym bardziej doświadczymy pokładanej w Nim prawdziwej, często trudnej nadziei. Nadzieja ta będzie w nas pomimo naszych błędów i słabości. Doświadczenia życia będą nas czasem przerastały, będą coraz bardziej ogołacały z nieprawdziwych wyobrażeń, w końcu jednak okażą się radosne i błogosławione. Modląc się o lepsze poznanie delikatnego działania Boga starajmy się usłyszeć i przyjąć zaproszenie Pana do przemiany tego miejsca w naszym wnętrzu, które On nam wyznacza. Podejmowane postanowienia winny dotykać tego właśnie miejsca. Mogą one być różne, mogą być takie same. Ważne jest, aby lepiej prowadziły do nawrócenia. Każde postanowienie przedstawmy ufnie Panu Bogu, prosząc, abyśmy poznali, czy jest ono zgodne z Jego planem.

Zobaczmy też kryteria naszych wyborów. Często jedynym kryterium staje się stopień trudności realizacji danego postanowienia. Myślimy, że to, czego oczekuje Pan Bóg, musi być bardzo trudne, musi nas przerastać, musi nas przerażać. Na takie patrzenie jakże często wpływa fałszywy obraz Pana Boga, ludzka pycha i nieoczyszczone jeszcze poczucie własnej wielkości. Strzeżmy się też postanowień podejmowanych niejako na wyrost, zbyt ambitnie kształtowanych przez nasze wyobrażenia, że Pan Bóg wszystko w nas zdziała, co tylko zechcemy.

Równocześnie badajmy, czy od podjęcia postanowienia nie odpychają nas nasze przyzwyczajenia, lęk przed porażką, brak zaufania w moc Bożej łaski. Kryteria te łatwiej odczytamy badając nasze uczucia względem podejmowanego postanowienia i związanego z nim obrazu przyszłości. Uczucia te należy dobrze poznać nie bagatelizując ich w nadziei, że same z czasem znikną. Poznając nasze uczucia względem przyszłości, przybliżamy w pewien sposób samą przyszłość, która staje się jaśniejsza i bliższa.

Postanowienia te nie mogą być wciąż zmieniane. Nie możemy również oczekiwać łatwych i szybko dostrzegalnych zmian w nas samych. Bardzo ważna jest wierność nawet w pozornie małej sprawie. Może to być pierwszy krok ku większym przemianom. Jakże często tym pierwszym krokiem jest wierność w spotkaniu z Panem Bogiem w codziennym rachunku sumienia.

Należy jednak zwrócić uwagę na to, czy podejmowane postanowienia nie są wciąż takie same, czy już do nich zbytnio nie przyzwyczailiśmy się. Gdybyśmy zauważali taką tendencję, byłby to pewny znak, że nie weszliśmy w pełni w cztery poprzednie punkty rachunku sumienia.

Końcową część codziennego rachunku sumienia można określić słowami św. Pawła: „zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną” (Flp 3, 13).

Rachunek sumienia a rozeznanie

Zakończmy te rozważania ogólnymi spostrzeżeniami dotyczącymi wartości codziennego rachunku sumienia i jego szczególnego znaczenia w życiu chrześcijanina.

Codzienny rachunek sumienia podejmowany, jako rozeznawanie obecności Boga działającego w nas staje się czymś więcej niż krótkim, powtarzanym raz czy dwa razy dziennie ćwiczeniem o znaczeniu drugorzędnym w stosunku do innych form modlitwy i innych sposobów przeżywania Boga w naszym życiu. Staje się on raczej ćwiczeniem, które pozwala odczytywać i odnawiać naszą tożsamość w wierze.

Św. Ignacy, chociaż czasem dopuszcza możliwość skrócenia codziennej medytacji, nigdy nie pozwala na opuszczenie rachunku sumienia. Wydaje się, że dla niego rachunek sumienia był świętym czasem szczególnego spotkania z Bogiem, koniecznym dla przyjęcia i przeżycia każdego dnia. Poprzez to codzienne rozeznawanie uczymy się, za przykładem św. Ignacego, „szukać i znajdować Boga we wszystkich rzeczach”. Codzienny rachunek sumienia staje się głównym doświadczeniem modlitwy. Powinniśmy, zatem bardziej żałować opuszczenia rachunku sumienia niż codziennej modlitwy kontemplacyjnej w ścisłym tego słowa znaczeniu. Takie podkreślanie ważności rachunku sumienia może początkowo budzić nasze zdziwienie, ale spojrzawszy głębiej na sens i znaczenie codziennego rachunku sumienia lepiej zrozumiemy myśl Świętego.

W życiu św. Ignacego odnajdywanie Boga we wszystkim było sprawą zasadniczą. U kresu swoich dni mówił: „Pielgrzym mógł odnajdywać Boga, kiedy tylko pragnął, o którejkolwiek godzinie” (Opowieść pielgrzyma n. 99). Był to Ignacy, który już osiągnął swoją duchową dojrzałość, który pozwolił Bogu na takie zawładnięcie sobą, że wszystko, całe życie było przesiąknięte Bogiem, było mówieniem Mu „tak” płynącym z głębi jego istoty (CD n. 316).

Tożsamość św. Ignacego była w tym okresie w pełni osadzona i ugruntowana w Jezusie Chrystusie na wzór św. Pawła, który mówi: „Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego,… nie mając mojej sprawiedliwości pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa” (Flp 3, 8-9).

Św. Ignacy potrafił obserwując strapienie i pocieszenie duchowe zauważyć także podstępy złego ducha i odróżnić je od działania Bożego (CD 314 nn). Umiał znajdować Boga we wszystkich rzeczach rozeznając pieczołowicie każde wewnętrzne doświadczenie. Owo rozeznawanie duchów stało się codziennym, bardzo praktycznym sposobem życia, sztuką miłowania Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił. Każda chwila życia upływała na odnajdywaniu Boga.

Dla św. Ignacego owo odnajdywanie Boga w każdym poruszeniu, w każdym uczuciu czy sytuacji stało się pod koniec życia niemal natychmiastowe, gdyż Bóg tak bardzo ogarnął jego serce, że był dążeniem całej jego istoty. To, co było niemal natychmiastowe u dojrzałego już Świętego, może u kogoś początkującego wymagać wielu godzin czy dni intensywnej modlitwy w zależności od wagi badanego poruszenia, od wewnętrznej wolności i oczyszczenia. Drogą do rozwoju naszych możliwości właściwego odczytywania słowa Bożego skierowanego do nas będzie codzienny rachunek sumienia, codzienne spotkanie z miłującym nas Bogiem, który przychodzi do nas w naszej codzienności, który chce, abyśmy oczyma wiary zobaczyli Jego obecność w naszym życiu.

(1) Georges A. Aschenbrenner SJ, L’examen de conscience spirituel, „Vie Consacrée”, 1980 (5), 283-297. Tłumaczenie (z nieznacznymi skrótami): M. Kożuch SJ, D. Plaskacz.