ADWENT CZASÓW JEREMIASZA

28 listopada 2015 roku; I Niedziela Adwentu Rok „C” – 29 XI 2015; Księga Jeremiasza (33, 14-16); Rozpoczynając adwent i nowy rok liturgiczny, postanowiłem przedmiotem refleksji uczynić pierwszą lekturę z biblijnego stołu we Mszy Świętej. Trzymajmy się tej metafory. Skoro Ewangelia jest daniem zasadniczym, to z czym można porównać pierwszą lekturę biblijnego menu? Ja porównam ją do przekąski, która nie tyle ma zaspokoić głód, co pobudzić apetyt, czyli rozsmakować. Biedni ludzie, którzy jedzą nader skromne i proste posiłki, nie wiedzą, czym jest przekąska.

ADWENT CZASÓW JEREMIASZABędziemy, więc poznawać smak czytań zaczerpniętych zasadniczo ze Starego Testamentu, które bardzo często umykają uwadze wiernych z powodu słabych lektorów, których dykcja zostawia wiele do życzenia, ale także dlatego, że pasterze z reguły nie nawiązują do nich w swoich homiliach.

Niektórzy uważają lektury starotestamentalne za adresowane wyłącznie do Żydów, niedotyczące chrześcijan, wręcz – przedawnione. Rozważania wymagają przypomnienia pewnych koniecznych faktów, ponieważ Słowo Boże zawsze przychodzi w jakiejś konkretnej sytuacji.

W pierwszą niedzielę adwentu pojawia się prorok Jeremiasz. Jego imię oznacza: „Bóg wywyższa”. Ale nawet dla Pana Boga nie jest to prosty zabieg. Zanim dokona się wywyższenie, dojdzie do odrzucenia i radykalnej kenozy.

Jeremiasz żył w czasach pod wieloma względami podobnych do naszych. Czasy mętnych pojęć, zamazywanych różnic, a przede wszystkim czasy synkretyzmu religijnego. Z dawnej świetności królestwa Dawida, na skutek podziałów wewnętrznych i agresji sąsiednich potęg, pozostała jedynie Judea, obejmująca zaledwie dwa pokolenia z dwunastu. To swoisty relikt. Wtedy królem Judy był Jojakim (634 – 598), marionetkowy władca osadzony na tronie przez faraona Egiptu Neho II.

Kiedy król odgrywa rolę marionetki, naród niechybnie staje się zakładnikiem i jako lennik musi płacić haracz. Król zamiast dbać o poddanych, opodatkował ich dodatkowo, bo chciał sobie wybudować nową rezydencję. Oprócz pieniędzy zażądał darmowej pracy przy budowie. Zdarza się, że człowiek przesadnie ambitny i zuchwały staje się wielkim nieudacznikiem. Tak zwani „wielcy” potrafią być niezwykle „mali”. Słabe zarządzanie państwem to nie jedyny grzech Jojakima. Król popełnił jeszcze większe: przerwał reformy religijne swojego ojca – Jozjasza, które miały bronić ludzi przed agresywnym bałwochwalstwem.

  • Symbolicznym gestem arogancji króla byłzamachna księgę. W 605 roku przed Chrystusem w napadzie gniewu król nakazał spalić zwój Jeremiasza, w którym prorok zawarł mrożące krew w żyłach groźby i proroctwa.

Nie chodziło tylko o to, że król zniszczył owoc pracy proroka i jego sekretarza Barucha. Istota tego czynu polegała na czymś o wiele głębszym. Król ostentacyjnie wzgardził Słowem Bożym. Wstawił się w miejsce samego Boga.

  • Prorok Jeremiasz, z właściwą sobie pokorą, odtworzył księgę i dodał jeszcze rzeczy nowe, to znak, że Słowo Boże nie umiera i nigdy nie traci swojej zbawczej mocy, także wobec tych, którzy je odrzucają.

Król popełniał grzechy wcześniejszych odstępców Achaza i Manassesa, o których szczegółowo pisze Druga Księga Kronik (rozdz. 22 i 33). To nie były pospolite grzechy powszednie. Achaz fundował posągi bożkowi Baala (Molocha) i co gorsza w Dolinie Gehenny (Ben-Hinnom), czyli w bliskości świątyni, oddawał się straszliwym praktykom palenia niewinnych dzieci w gigantycznym piecu.

Bożek czczony był pod postacią byka, a średniowieczna demonologia uznawała Molocha za jednego z demonów. Te zbrodnicze praktyki określano eufemistycznie przejściem przez ogień. Rabin Raszi, żyjący w XII wieku, tak oto skomentował powyższy fragment:

  • „Tofet to Moloch, który był zrobiony z mosiądzu. Podgrzewano go w dolnych częściach, a między gorące i rozstawione ręce wkładano dziecko, które było palone. Kapłan zaczynał grać na bębnie, aby zagłuszyć gwałtowny płacz i żeby nie ruszyło to serca ojca”.

Stary Testament nie zostawiał żadnych niedopowiedzeń w tym względzie. Bóg wiele razy demaskował tę pokusę, która tańczyła przed Izraelitami niczym wdzięczna i uwodzicielska kurtyzana. Oto kilka wypowiedzi autorów natchnionych. Dwie pierwsze pochodzą jeszcze sprzed wejścia Izraelitów do Ziemi Obiecanej:

  • Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan! ”. (Kpł 18,21)

Mów do Izraelitów: Ktokolwiek spośród synów Izraela albo spośród przybyszów, którzy osiedlili się w Izraelu, da jedno ze swoich dzieci Molochowi, będzie ukarany śmiercią. Miejscowa ludność ukamienuje go. Ja sam zwrócę oblicze moje przeciwko takiemu człowiekowi i wyłączę go spośród jego ludu, ponieważ dał jedno ze swoich dzieci Molochowi, splugawił mój święty przybytek, zbezcześcił moje święte imię. Jeżeli miejscowa ludność zasłoni oczy przed takim człowiekiem, który dał jedno ze swoich dzieci Molochowi, i nie zabije go, to Ja sam zwrócę oblicze moje przeciwko takiemu człowiekowi i przeciwko jego rodzinie i wyłączę go spośród jego ludu, jak również i tych wszystkich, którzy go naśladują, którzy uprawiają nierząd z Molochem”. (Kpł 20, 2-5)

Ostrzyż swe włosy i odrzuć je i podnieś lament żałobny na wyżynach, ponieważ Pan odrzucił i odepchnął pokolenie zasługujące na Jego gniew. Albowiem synowie Judy czynili nieprawość przed moimi oczami – wyrocznia Pana – umieścili swe obrzydliwe bożki w domu, nad którym wzywano mojego imienia, aby go zbezcześcić. I zbudowali wyżynę Tofet w dolinie Ben-Hinnom, aby palić w ogniu swoich synów i córki, czego nie nakazałem i co nie przyszło Mi nawet na myśl. Dlatego przyjdą dni – wyrocznia Pana – że nie będzie się już mówić o Tofet lub dolinie Ben-Hinnom, lecz o Dolinie Mordu”. (Jr 7, 28-31)

  • Popadanie w coraz większe bałwochwalstwo przypominało spacer po równi pochyłej. Duchowy kryzys pogłębiał się, spadało morale, rosło rozczarowanie i frustracja. Coraz większe niezrozumienie codzienności połączone z religijnym formalizmem stanowiły niezłą pożywkę dla demonów. Sytuacja przypominała pęczniejący wrzód, który trzeba było przeciąć, by nastąpiło uzdrowienie.

Chirurgicznym narzędziem w ręku Boga okazał się król babiloński Nabuchodonozor II, który położył kres istnieniu państwa w 586 r. przed Chrystusem. Król, początkowo pogodzony z losem Jerozolimy, zbuntował się przeciwko władcy babilońskiemu, gdy ten podniósł podatki. Jerozolima broniła się przed najeźdźcą trzy miesiące, aż skapitulowała. Miasto przetrwało bez większych zniszczeń. Prawdziwą ujmą na honorze była deportacja do niewoli części mieszkańców. Nabuchodonozor oddał władzę w Jerozolimie Sedecjaszowi, który okazał się nielojalny. Zamiast wspierać politykę okupanta, który dał mu możliwość panowania, przyłączył się do koalicji antybabilońskiej i tak jak Jojakim zbuntował się przeciw najeźdźcy. Doszło do drugiego oblężenia Jerozolimy. A wtedy spustoszenie było ogromne.

Nieprzypadkowo najazd wojsk babilońskich rozpoczął się w styczniu, czyli w czasie przednówka. Zapasy żywności były na wyczerpaniu. Zapowiadało się, więc krótkie oblężenie i kapitulacja miasta. Dla Izraelitów i Sedecjasza wydawało się to być korzystne, bo spodziewali się odsieczy z Egiptu. To mniej więcej tak, jakby Polacy w 1939 r. w obliczu niemieckiej okupacji szukali pomocy u Rosjan.

Jerozolima mimo narastającego głodu – w mieście miał panować nawet kanibalizm – wierzyła w pomoc Egipcjan. Jednak wojska egipskie nadciągnęły z odsieczą dopiero po rocznym oblężeniu. Nabuchodonozor dowiedział się o zbliżającym się wrogu. Dokonał szybkiego uderzenia prewencyjnego, zniszczył Egipcjan i wrócił pod zbuntowane miasto, by je szybko zdobyć i zniszczyć.

  • Mieszkańcy Jerozolimy wierzyli, że jedynym ratunkiem jest ich Bóg Jahwe – dla którego znosili posty i inne praktyki religijne w myśl zasady: Jak trwoga to do Boga.

W mieście było coraz gorzej – badania ścieków miejskich dowodzą, że w tym czasie spożywano rośliny i zioła zarażone tasiemcami i nicieniami, a nie jak zwykle pszenicę, jęczmień i soczewicę. Z tego powodu miała panować tam epidemia.

Oblężenie trwało do lipca 587 r. p.n.e., kiedy to udało się zrobić wyłom w murze. Morale ludzi były tragiczne, do ich świętego miasta wdziera się babiloński najeźdźca, z miasta ucieka tunelami król Sedecjasz. Tak politycy ewakuują się z trudnych sytuacji, które sprowokowali. Króla jednak pojmano pod Jerychem. Na jego oczach zabito wszystkich jego synów, a potem publicznie oślepiono. Dla króla, który przecież nie przestał być ojcem, ostatnim widokiem, jaki zapamięta, będzie egzekucja synów. Z trudnym do opisania bólem, z powrozem na szyi, oślepiony szedł będzie jak muł na wygnanie. Los króla stanie się przestrogą dla wszystkich wrogów i buntowników. To nie przypadek, że propaganda Saddama Husajna, by wywołać poczucie dumy narodowej, sięgała do babilońskich korzeni Nabuchodonozora i Hammurabiego.

Co Bóg chce nam powiedzieć na progu adwentu poprzez tę historię?

  • Po pierwsze, by pomazańcy Boży, nazywani dzisiaj politykami i dyplomatami, nie występowali przeciwko Bogu, jeśli nie chcą narazić siebie i swoich poddanych na klęski i cierpienia.
  • By nie ustanawiali praw, które lekceważą wolę Boga i gwałcą sumienia wiernych.
  • By nie stosowali diabolicznej zasady, że cel uświęca środki. Nie można złem zniszczyć zła!
  • By nie paktowali z diabłem, obojętnie, w co i w kogo aktualnie on się wciela.
  • By nie próbowali opierać swoich strategii na zgniłych kompromisach.
  • By pamiętali, że ich pycha pogrąży w odmętach absurdu przypadkowych ludzi.
  • Po drugie, Bóg pokazuje nam, że ludzkie zabezpieczenia są zawodne. Zawodzą wszyscy: władcy i poddani, świeccy i duchowni, wielcy i mali, sprzymierzeńcy i doradcy.
  • Zawodzą traktaty, koalicje, przymierza i układy. Zawsze można je wypowiedzieć albo zaniechać lojalności, gdy jej cena zaczyna rosnąć.
  • Historia wielokrotnie pokazała, że sojusznicy potrafią bezczynnie patrzeć na tragedię przyjaciół. Nie kiwną palcem i nawet nie czerwienią się ze wstydu.

Bóg dzisiaj, na progu adwentu, mówi też o nadziei, którą odebrali Jerozolimie jej królowie i sprzymierzeńcy, a którą On zamierza odbudować. Bóg chce przywrócić utracone poczucie bezpieczeństwa.

  • Być może ktoś z nas jest w podobnej sytuacji.
  • Być może został upokorzony publicznie, odarty, wyśmiany, splugawiony, wykorzystany, opuszczony przez wszystkich.
  • Być może ktoś z nas zaczął reagować lękiem nie tylko na ludzi, ale nawet na poranek następnego dnia. Być może ktoś zawisł na klamce rozpaczy i chciałby uchwyć się kurczowo czegoś, co wyda się sprawdzone i pewne.

Bóg mówi do nas: „Wzbudzę Dawidowi potomka sprawiedliwego: będzie on wymierzał prawo i sprawiedliwość na ziemi”. W miejscu zniszczenia Bóg chce objawić życie.

Po mrocznym okresie niewoli przyszedł powrót z wygnania.

Po buńczucznym babilońskim satrapie pojawił się znany z tolerancji i sprawiedliwości król perski – Cyrus II. Jego imię jest łacińską wersją greckiego Kyros, czyli wybawca.

Dla Żydów będzie on prawdziwym darem Wszechmocnego. Ale dla nas to proroctwo spełnia się w osobie Jezusa Chrystusa. Jego sprawiedliwość uwzględnia każdego człowieka, podczas gdy nasza uwzględnia, jeśli nie wyłącznie, to przede wszystkim nas. Człowiek w swoich możliwościach jest skończony i nie należy się temu dziwić. Taka jest nasza ludzka kondycja i inna nie będzie. Nawet długi proces radykalnego nawrócenia nie przyprawi płazom skrzydeł. „Pan naszą sprawiedliwością” – oto cel i wyznanie, ku któremu zmierza adwent.

Opracowano na podstawie publikacji, której autorem jest Ks. Ryszard K. Winiarski

 

28 listopada 2015|