Życie i cuda św. Szarbela. Te miejsca są ich świadkami

Święty Szarbel to jedna z najbardziej niezwykłych postaci w historii Kościoła i chrześcijaństwa. Za jego wstawiennictwem odzyskują zdrowie ci, wobec których medycyna jest bezradna. Poznaj miejsca, w których żył, modlił się i umierał święty z Libanu.

Liban to wyspa zieleni na pustyni, pomiędzy błękitną przestrzenią Morza Śródziemnego, a szarością Pustyni Syryjskiej. Kraina cedrowych lasów, pomarańczowych sadów, winnic i zielonych łąk. Pomost, gdzie spotyka się kultura arabska ze śródziemnomorską, pełen antycznych zabytków, zapierających dech krajobrazów, wspaniałej kuchni i bardzo gościnnych ludzi. Niegdyś mówiono, że to „Szwajcaria Bliskiego Wschodu”. W tym arabskim kraju żyje 40 proc. chrześcijan różnych odłamów.

Ale Liban to również kraj, który kojarzy się z wojną. Jego historia składa się bowiem z ciągłych najazdów, przemarszów wojsk i nieustających konfliktów, gdzie każdy walczył z każdym, zawierał sojusze, łamał je, zdradzał, mordował… Libańczycy zaś, jak proste i wysmukłe cedry, trwają na swojej ziemi od czasów biblijnych.

Właśnie w potwornym czasie walki o niepodległość, najcięższych prześladowań, głodu, nędzy i cierpień Libańczyków przyszło żyć św. Szarbelowi. Ten prosty mnich, który wybrał modlitwę i zacisze pustelni, stał się latarnią, drogowskazem i ostatnią ucieczką Libańczyków. Św. Szarbel nigdy nikogo nie pytał, jaka jest jego religia, obrządek czy narodowość. Interesował go tylko człowiek i problem, z którym przychodził.

Tak jak przepowiedział za życia, że po śmierci będzie pomagał jeszcze więcej i skuteczniej, działa ponad wszelkimi podziałami, o czym świadczą współcześnie rejestrowane w klasztorze w Annaya przypadki uzdrowień. Od dnia swojej śmierci w 1898 roku przyczynił się do cudownego odzyskania zdrowia psychicznego i fizycznego przez ponad 10 tys. osób różnych wyznań. Libańczycy nazywają go „najlepszym z chirurgów” i „drogą do Boga”. Albo „świętym Bogiem upojonym”.

Św. Szarbel Makhlouf urodził się 8 maja 1828 roku w górskiej wio­sce Bekaa Kafra. Był piątym dzieckiem w biednej rodzinie libańskich chrześcijan obrządku maronickie­go. Na chrzcie otrzymał imię Youssuf, czyli Józef. Kiedy miał 3 lata, zmarł jego ojciec, a matka wyszła ponownie za mąż za uważanego powszechnie za uczciwego i pobożnego drobnego właściciela ziemskiego, który był stałym diakonem.

Bekaa Kafra, miejsce narodzin św. Szarbela

Nie jest łatwo dotrzeć do tej górskiej wioski. Autobus z trudem pnie się serpentynami wzdłuż imponującego kanionu Wadi Kadisza. „Kadisza” znaczy w języku aramejskim „święta”. Rzeczywiście, dolinę przez długie wieki uświęciły modlitwą i pobożnym życiem liczne chrześcijańskie wspólnoty mnichów – jakobitów, melchitów, nestorian, Ormian, a nawet Etiopczyków. Najliczniejszą grupę stanowili naturalnie maronici.

Widoki są oszałamiające. W zadziwiająco wysokich wapiennych ścianach doliny, często przekraczających wysokość 1000 m n.p.m., widać groty i pieczary. W niektórych znaleziono ślady ludzkiej obecności z okresu paleolitu; część nadal służy jako eremy i schroniska skalne, niektóre są zamieszkane przez mnisie społeczności nieprzerwanie od 1500 lat. Jesteśmy już bardzo wysoko, kiedy autobus skręca na obszerny plac z imponującym białym pomnikiem. Zakapturzoną postać rozpoznajemy natychmiast; to znak, że dotarliśmy do Beeka Kafra, miejsca narodzin św. Szarbela.

Wspinamy się kamiennymi schodami, pokrytymi jeszcze gdzieniegdzie śniegiem, do małego maronickiego kościółka i wyżej – do skromnego domu rodzinnego św. Szarbela. Wchodzimy do niskiego pomieszczenia mieszkalnego z poczerniałym ścianami. Czy to z powodu ognia w otwartym palenisku, który pomagał przetrwać ciężką zimę w libańskich górach, czy od zapalanych tu świec?  Dzisiaj dawny dom zamieniono w kaplicę, usuwając wewnętrzne ściany. Obok jest nieco większa kaplica z relikwiami „Wielkiej Czwórki” libańskich świętych (św. Szarbel, św. Rafka, św. Nimatullah Al-Hardini oraz bł. brat Nehme), obok zaś niewielki nowoczesny kościół. Z jego okien rozciąga się widok na początek kanionu Kadisza oraz położoną po przeciwnej jego stronie wioskę Bcharra z licznymi wieżami świątyń, świadczącymi o chrześcijańskim charakterze tego zakątka kraju. Wąska wstążka drogi wspina się wyżej ku ciemnozielonej plamie na rdzawym zboczu góry al-Makmal. To słynny Rezerwat Bożych Cedrów – jedna z trzech enklaw tych majestatycznych biblijnych drzew i jedyna dostępna dla turystów.

W 1998 roku Dolina Kadisza i jej zabytkowe klasztory, jako szczególne miejsce w historii chrześcijaństwa, razem z Lasem Bożych Cedrów, zostały wpisane na światową listę dziedzictwa UNESCO.

Sanktuarium św. Szarbela w Bekaa Kafrafot | fot. Depositphotos

 

Czas życiowych wyborów i nauki

Rodzina młodego Youssufa, choć była pobożna, nie zaakceptowała jego powołania. Mimo to młodzieniec, mając 23 lata i wbrew woli rodziców, wstąpił do maronickiego klasztoru antonianów w Maifuq. Wkrótce został stamtąd przeniesiony do klasztoru św. Marona w Annaya, z którym był związany potem do końca swojego życia. Tam właśnie w 1853 roku złożył śluby zakonne i przyjął imię Charbel (Sarbel, Sarbeliusz), po męczenniku z Edessy z I wieku.

Siedem lat później w kraju doszło do rzezi lokalnej ludności dokonanej przez Turków i Druzów, w której zginęło wielu chrześcijan. Młody Józef był świadkiem tych dramatycznych wydarzeń, starając się nieść pomoc uciekinierom.

Gdy wojna ustała, Szarbel, decyzją przełożonych, trafił do klasztoru w Kfifan, by na tamtejszej uczelni studiować filozofię i teologię. Jego mistrzem był Nimatullah Kassab – zakonnik, którego Jan Paweł II beatyfikował w 1998 roku i kanonizował sześć lat później po uznaniu kolejnych cudów za jego wstawiennictwem.

Klasztor Kfifan

To był piękny dzień. Ślady życia św. Szarbela kierowały nas ku kolejnym niezwykłym miejscom, ku górskim obszarom Północnego Dystryktu. Właśnie opuściliśmy zatopioną w sosnowym aromacie Jarabtę – miejsce życia, śmierci i wiecznego spoczynku św. Rafki, powszechnie uważanej za skuteczną wspomożycielkę w chorobach nowotworowych. Nasz autokar pokonywał kolejne zakręty, zjeżdżając w doliny i pnąc się znowu na zbocza, aż zatrzymaliśmy się przed rozległym dziedzińcem z figurą Matki Bożej, ocienionym drzewami, nad którymi górowała wysmukła wieżyczka dzwonnicy klasztoru.

Mimo swojego oddalenia od głównych szlaków, klasztor Kfifan od wieków przyciągał mnichów i pielgrzymów, ciesząc się sławą ważnego centrum duchowego. To tu, u św. Nimatullaha Kassaba zwanego Al-Hardini, św. Szarbel pobierał nauki w zakresie teologii.

Dzisiaj możemy modlić się jak wielu doświadczających łask pielgrzymów przy grobie świętego mnicha, a następnie oglądać jego zrekonstruowaną celę, w której zmarł 14 grudnia 1859 r., wypowiadając słowa: „Tobie, Maryjo, powierzam moją duszę”.

A jednak to nie św. Al-Hardiniego widzimy na olbrzymim portrecie na frontowej ścianie klasztoru. Nie tylko przy jego grobie płoną wotywne świece. Spoglądająca na nas w wielu miejscach klasztoru brodata twarz, którą jakby rozjaśnia lekki uśmiech, przedstawia bł. brata Stefana Nehme, skromnego mnicha, zmarłego w 1938 roku. Już za życia uważano go za osobę wybraną przez Boga, by uświadamiać nam Bożą obecność w życiu każdego człowieka, ale cuda, jakie dokonują się współcześnie za jego wstawiennictwem zyskały mu przydomek „młodszego brata” św. Szarbela.

Najbardziej znanym i zarazem wstrząsającym cudem za wstawiennictwem bł. Stefana Nehme jest wskrzeszenie dziecka w łonie Lary Noun, prezenterki chrześcijańskiej telewizji Telelumiere.

Patrząc na zachód słońca nad zieloną, żyzną dolina u stóp klasztoru, dziękuję św. Charbelowi za to doświadczenie. Gdyby nie wędrówka jego śladami po bezdrożach Libanu, być może nieprędko poznałabym bł. Stefana Nehme.

Życie monastyczne i śmierć św. Szarbela

Ojciec Szarbel po studiach i posłudze w Kfifane wrócił do klasztoru św. Marouna w Annaya. Jako cel swego życia widział nieustanne dążenie do coraz większej bliskości z Bogiem. Dlatego swoje dnie wypełniał przede wszystkim modlitwą i praktykami pokutnymi. Już za życia otaczała go opinia świętego cudotwórcy.

Według tradycji wschodniej życie monastyczne osiąga swoje apogeum w odosobnieniu, w poświęceniu każdej chwili myślom o Bogu. Ojciec Szarbel czuł powołanie do życia w samotności, dlatego wiele razy prosił przełożonych o pozwolenie na zostanie pustelnikiem. Uzyskał je dopiero w 1875 roku i udał się do górskiej samotni – pustelni Św. Piotra i Pawła – wybudowanej w 1798 roku nieco powyżej klasztoru w Annaya, na wysokości 1400 m n.p.m. Spędził w niej 23 lata.

Reguła, której Szarbel przestrzegał bardzo skrupulatnie, mówiła że pustelnik może spać 5 godzin, a resztę doby ma poświęcić na modlitwę, medytację, a także pracę fizyczną w pobliskim klasztorze.

Kiedy wdrapiemy się po kamiennych schodach na szczyt wzgórza, na którym wznosi się Ermitage (pustelnia), najpierw wita nas posąg czytającego w cieniu drzew św. Szarbela. Z niewielkiego dziedzińca zamkniętego z trzech stron sosnowo-dębowym lasem i surową ścianą kaplicy, wchodzimy w wąskie drzwi po jej lewej stronie. Mroczny korytarz wiedzie nas do serca pustelni. W korytarzu po lewej stronie znajduje się niewielka cela św. Szarbela. Mnich w jej surowych murach mieszkał 23 lata. Była w niej lampa oliwna, materac, stół, kamień służący za krzesło, a także modlitewniki i książki religijne. W ciągu dnia św. Szarbel jadał tylko jeden posiłek (o godzinie 14:00). Składały się na niego proste potrawy, bez mięsa i owoców. Mnich pił tylko wodę.

Zaledwie kilka kroków od celi znajduje się nieco większe pomieszczenie o poczerniałych ścianach, rozświetlone świecami, które zapalają pielgrzymi. Z obrazu nad nimi spoglądają na nas z łagodnym uśmiechem znani nam już dobrze libańscy święci. Napis po francusku i arabsku nad drzwiami sąsiedniego pomieszczenia mówi: „Cela, w której zmarł św. Szarbel”.

16 grudnia 1898 roku o godz. 11:00, jak każdego dnia, pustelnik sprawował mszę świętą. Podczas modlitwy został dotknięty paraliżem. Stało się to w momencie podniesienia, kiedy św. Szarbel, trzymając w ręku hostię, prosił Boga o przyjęcie jego ofiary. Agonia trwała 8 dni. Odszedł w wigilię Bożego Narodzenia 24 grudnia 1898 roku, mając 70 lat. Zgodnie z zakonną tradycją jego ciało ubrane w habit i niezabalsamowane, zostało złożone w grobie bez trumny na klasztornym cmentarzu.

Podeszłam do końca korytarza i wyjrzałam na taras. Zobaczyłam ludzi, klasztor w Annaya i otaczający go bezmiar półpustynnych górskich krajobrazów. Surowe piękno tej krainy zapada głęboko w serce.

Wizerunek, który stał się cudem

Pielgrzymów przybywających do Annaya już z daleka wita wielki portret św. Szarbela, zawieszony po prawej stronie wejścia do klasztoru. Nie sposób się pomylić. Ten powszechnie znany wizerunek świętego także jest jednym z cudów niezwykłego mnicha. Musimy wiedzieć, że po śmierci zakonnika nie istniała jakakolwiek jego podobizna, bowiem za życia Szarbela nikt nie wykonał jego portretu ani zdjęcia. Pół wieku później, w 1950 roku, czterech młodych maronickich misjonarzy udało się z pielgrzymką do grobu Szarbela w Annaya, by prosić go o wstawiennictwo i opiekę. Na zakończenie pobytu w klasztorze postanowili zrobić sobie przy grobie pustelnika pamiątkową fotografię. Po jej wywołaniu okazało się, że oprócz czwórki zakonników, na pierwszym planie widać wyraźnie postać starszego mnicha. Współbracia – świadkowie ostatnich lat ziemskiego życia Szarbela – rozpoznali w nim świętego. Eksperci wykluczyli możliwość fotomontażu czy innego oszustwa. Tajemnicza fotografia obiegła cały świat i posłużyła do stworzenia portretu na potrzeby kanonizacji, która miała miejsce w 1977 roku.

Klasztor w Annaya zawsze jest pełen ludzi. Choć nie odnajdziemy w nim ciszy i spokoju Kfifane czy Beeka Kafra, to jednak otacza go atmosfera mistycyzmu i rozmodlenia. W holu wejściowym znajduje się telebim, na którym możemy zobaczyć film z uroczystej procesji, jaka ma tu miejsce każdego 22. dnia miesiąca, na pamiątkę głośnego cudu „operacji we śnie” na Nouhad Al Chami i jej uzdrowienia w 1993 roku. Z pobliskiego sklepiku z pamiątkami sączy się gwar. Wystarczy jednak zejść schodami na dół, by znaleźć się wśród gablot prezentujących pamiątki po obecności św. Szarbela w tym miejscu. Moją uwagę przyciąga stara fotografia, ta właśnie, która utrwaliła św. Szarbela 50 lat po śmierci oraz wycięty z niej i powiększony wizerunek świętego. Różni się nieco od wizerunku beatyfikacyjnego. Rysy Szarbela są bardziej miękkie, rozmyte, a święty zdaje się delikatnie uśmiechać, jakby zadowolony z niespodzianki, jaką zgotował. Naprzeciw, w jednej z gablot, wisi  sporych rozmiarów tkanina. To pochodzące z jednej z ekshumacji płótno grobowe z odbiciem ciała człowieka, utworzonym przez oleistą substancję, którą wydzielało ciało św. Szarbela. Obok wystawiono jego mnisie szaty poplamione krwią oraz kolejne trumny. Wszędzie wokół znajdują się liczne wota – kule i protezy osób uzdrowionych. Mijam kolejny sklepik, gdzie wolontariuszki wydają pielgrzymom saszetki z olejkiem uszlachetnionym kroplą substancji, którą tak hojnie obdarzał nas św. Szarbel po swej śmierci i wychodzę na dziedziniec klasztorny. Jego ściany są surowe, bez zbędnych ozdób, jedynie centralnie ulokowana studnia przyciąga wzrok. Pielgrzymi kierują się ku arkadom po lewej stronie dziedzińca. Kryją one kaplicę, gdzie ostatecznie złożono ciało świętego mnicha.

 

Wizerunek św. Szarbela | fot. Domena publiczna

Śmierć to początek

Po pogrzebie ojca Szarbela miało miejsce niezwykłe zjawisko. Nad jego grobem znajdującym się na klasztornym cmentarzu pojawiła się niezwykła poświata, utrzymująca się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przychodzić co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy władze klasztoru po kilku miesiącach dokonały ekshumacji, okazało się, że ciało ojca Szarbela jest w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę ciała osoby żyjącej, a także wydzielało ciecz o niezwykle przyjemnym, słodkawym zapachu. Po umyciu i przebraniu zwłoki zostały złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia, z ciała zmarłego nadal sączyła się substancja, która została uznana przez wiernych za relikwię posiadającą cudowne właściwości.

W 1927 roku ciało zmarłego blisko 30 lat wcześniej zakonnika zostało drobiazgowo zbadane przez komisję kościelną, na której czele stali dwaj lekarze z Francuskiego Instytutu Medycyny w Bejrucie. Ciało następnie włożono do nowej – tym razem metalowej – trumny, którą zamurowano w grobowcu w niszy kaplicy.

W 1950 roku pielgrzymi odkryli, że z kamiennego grobowca znowu zaczęła sączyć się lepka ciecz, z którą spotkali się świadkowie ekshumacji zwłok sprzed kilkudziesięciu lat. 22 kwietnia 1950 roku komisja kościelna otworzyła trumnę i odkryła, że ciało ojca Szarbela jest nadal w doskonałym stanie.

***

Św. Szarbel po trudach ziemskiego życia nie spoczął w pokoju. Mnich, dzięki niezliczonym uzdrowieniom, wciąż przypomina, że jeśli z wiarą będziemy prosić, zostaniemy wysłuchani.

Dzisiaj do grobu Abuna Szarbela pielgrzymują nie tylko chrześcijanie ale i muzułmanie. Libańczycy – niezależnie od wyznania – traktują św. Szarbela jak ojca. Mówią, że jest drogą, która prowadzi nas do Boga, a za jego wstawiennictwem odzyskują zdrowie ci, wobec których medycyna jest bezradna.

Źródło: www.deon.pl
14 listopada 2021|