ZATROSZCZYĆ SIĘ O GLEBĘ WŁASNEGO SERCA

13 lipca 2014 rok; PIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA; Nasze życie, nasza teraźniejszość ukierunkowuje nas na przyszłość. Właściwie cały czas zmierzamy ku przyszłości. Jakość naszego życia zdecyduje czy osiągniemy cel ziemskiego pielgrzymowania – zbawienie. Wszyscy potrzebujemy życia, które okaże się godne tego celu. Pomaga nam do tego Słowo Boże. Aby osiągnąć cel naszej ziemskiej pielgrzymki potrzebujemy życia, które jest godne tego celu.

ZATROSZCZYĆ SIĘ O GLEBĘ WŁASNEGO SERCABoże Słowo w przypowieściach zasiewa w naszych sercach ziarno, a życie nasze porównuje do pola, na którym wzrost zasiewu zależy od właściwości gleby. Nie możemy być twardymi i nieustępliwymi jak gleba nieurodzajna.

Przygotowujemy glebę naszych serc, aby możliwe było dobre i wielorakie dojrzewanie. Mając dobre serca łatwiej zauważymy potrzeby innych i będziemy mogli przyjść im z pomocą.

  • Gleba, oznacza naszą wewnętrzną dyspozycję na przyjęcie ziarna słowa Bożego.
  • Plon zależy od ilości otrzymanych talentów.
  • „Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne.
  • Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny”(Mt 8,23)
  • Wrodzone zdolności, wpływ otoczenia, wychowanie, zdrowie – to talenty. Ich rozwój decyduje o bogactwie życia.
  • Ale najważniejsza jest miłość, którą ocenić może tylko Bóg i to właśnie owa chwała, która ma się w nas objawić.

Człowiek może przemienić swoje życie pod wpływem Słowa Bożego, może je uświęcić, ale także może zamknąć się na Słowo Boże, może je odrzucić, czyli sam z siebie uczynić je nieskutecznym. Na tym polega tajemnica wolności człowieka wobec darów Bożych. Jest, więc się, nad czym zastanowić.

  • Czy może owo Słowo pada na drogę wydeptaną, grunt kamienisty lub ciernisty?
  • Jaki plon wydaje w moim sercu?
  • Czy suma cierpień i niedogodności, wspomaga nas, czy odstręcza od Boga i chwały?

Święty Paweł mówi tak: „Bracia: Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8,18). W całej dzisiejszej liturgii Słowa widzimy ułatwienia do pojmowania tego, o co właściwie w życiu chodzi. Jak siewca nie robi różnicy wobec ziemi, na której pracuje, lecz rzuca ziarno po prostu wszędzie, tak Pan Jezus wszędzie sieje Słowo, św. Paweł przypomina o naszym docelowym Zbawieniu.

  • W tym wszystkim chodzi o to, że nie odmawia się Zbawienia nawet grzesznikom zatwardziałym, ludziom powierzchownym i roztargnionym, oddającym się całkowicie doczesnym sprawom, ale zasiewa w sercach wszystkich ludzi niezależnie od ich pochodzenia, mentalności, uzdolnień czy słabości, tę jedyną nadzieję.

Ale, jak głosi przypowieść, to samo ziarno w jednej ziemi wydaje plon obfity, w innej zgoła nic. Jedynie to ziarno, które padło na ziemię żyzną, urodzajną, wydaje plon. Kto jest tą ziemią żyzną? Sami na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć, mając w pamięci, że ten, kto słucha Słowo i stosuje je, zrozumie.

  • Słowo Boga jest ziarnem.

Nie jest gotowym produktem typu instant. Mamy dziś szybkie kubki, kawę rozpuszczalną, dania z kuchenki mikrofalowej. Parę chwil i chemiczna strawa gotowa do konsumpcji. Chcemy, by wszystko było natychmiast gotowe do zjedzenia, wypicia, użycia. Jeśli coś nie działa od zaraz, to znaczy, że coś jest nie tak. Takie konsumpcyjne podejście przenosimy na sprawy duchowe.

  • Także od Boga domagamy się szybkich odpowiedzi, gotowych formuł, prostego przepisu na złagodzenie bólu, na wątpliwości, na trudności w modlitwie, na zawiedzioną miłość.
  • Słowo Boże ma formę „półproduktu”. Aby objawiła się jego życiodajna moc, aby był owoc, konieczne są dwa czynniki: czas i odpowiednie warunki do wzrostu.
  • Słowo wymaga posiania w glebę życia. A potem trzeba podlewać zasiew codzienną modlitwą, wystawiać się na słońce Bożej łaski, czyli korzystać z sakramentów, zwłaszcza z Eucharystii. Posiane ziarno wymaga regularnego odchwaszczania, czyli spowiedzi.
  • Konieczna jest wreszcie cierpliwość.

 „Jesteśmy jak drzewa, które rosną bardzo powoli. Trzeba umieć czekać. Istnieje nasz czas i czas Boga, a Bóg umie na nas czekać. Bóg prowadzi tak łagodnie, tak powoli, niczego nie musi udowadniać, niczego bronić. Musimy stać się przyjaciółmi czasu. Musimy zaakceptować, że wszystko wymaga czasu” (Jean Vanier).

Bóg nie tylko umie czekać, ale ponadto jest niezwykle hojny w inwestowaniu w nas. Wręcz nierozsądny.

Czy z ekonomicznego punktu widzenia nie byłoby lepiej najpierw wyselekcjonować glebę, sprawdzić jej, jakość i tylko na tej dobrej siać? Po co wysiewać na drogę, na skały czy między chwasty? To marnowanie Bożych darów.

  • Boża ekonomia jest inna. Boży siewca sieje wszędzie, gdzie tylko się da. Nie przestaje pokładać nadziei w każdym człowieku, nawet w tym beznadziejnym.
  • Bóg nieustannie traci, aby nas pozyskać. Ale czy nie taka jest właśnie logika krzyża?

Jak rozumieć słowa: „Kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie, kto zaś nie ma, temu zabiorą również i to, co ma”? Jeśli po stronie Boga jest tak niezwykła hojność w dawaniu, to po stronie człowieka powinna pojawić się hojność w przyjmowaniu. Im więcej łaski, światła wejdzie w Twoje życie, tym większe będą owoce. A jeśli pozostaniesz zamknięty, nieufny wobec darów Boga, stracisz nawet to, co w tej chwili wydaje ci się twoją zdobyczą, sukcesem, „wypracowanym” szczęściem.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.franciszkanie.esanok.pl

 

12 lipca 2014|