Wprowadzenie relikwii św. Maksymiliana Marii Kolbego do parafii Chrystusa Króla w Sanoku

Relikwie św. Maksymiliana dotarły do naszej parafii dzięki staraniom ks. proboszcza Andrzeja Szkoły, ks. Krzysztofa Szczepańskiego – opiekuna Rycerstwa Niepokalanej i pani Doroty Zadylak – prezesa stowarzyszenia.

Uroczystość wniesienia relikwii św. Maksymiliana odbyła się we wtorek 9 lutego podczas Mszy Świętej koncelebrowanej o godz. 18. Na początku Eucharystii, której przewodniczył ks. prałat Szkoła, wnieśli je przedstawiciele Rycerstwa Niepokalanej. W oprawie liturgii uczestniczyły siostry Franciszkanki ze Strachociny oraz rycerze Niepokalanej z parafii.

20160207-DSC_0062W ramach kazania s. Józefa Prodeus przybliżyła postać św. Maksymiliana, duchowego ojca sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej.

„Czym zachwyca jego postać? Powołanie Maksymiliana rozpoczyna się w domu rodzinnym. Jego rodzice siły do pokonywania codziennych trudności czerpali z modlitwy i wiary. Szczególna droga przyszłego świętego zaczęła się od dziecięcego wybryku i skierowanych do niego słów: Mundek, Mundek, co z ciebie wyrośnie? Przejęte tym dziecko zwróciło się z ufnością do Maryi.

Jan Paweł II powiedział, że nigdy nie zdołamy się odwdzięczyć świętemu Maksymilianowi za odkrycie Maryi.

Dzisiaj ten święty przychodzi do nas w relikwiach. Drogę utorowała mu św. Gemma, która bardzo czcił. Żyjemy w trudnych czasach, ale i w czasach rozlewania się Ducha Świętego.

Oddanie Maryi stanie się drogą do życia w godności dzieci Bożych. Święty Maksymilianie, uproś nam łaskę kroczenia drogą Maryi”.

Relikwie św. Maksymiliana to jego włosy zebrane przez fryzjera. Ksiądz proboszcz na zakończenie uroczystości odczytał dołączony do nich certyfikat – przekazany z klasztoru w Niepokalanowie – potwierdzający autentyczność relikwii oraz pobłogosławił nimi zebranych. Po odmówieniu litanii do św. Maksymiliana była możliwość ucałowania relikwii.

Po zakończeniu uroczystości odbyło się spotkanie rycerstwa w dolnym kościele, w obecności ks. Krzysztofa i sióstr zakonnych. Siostry dawały świadectwo obecności Maryi w ich życiu oraz ubogaciły spotkanie pięknym śpiewem przy akompaniamencie gitary.

Opis śmierci św. Maksymiliana

5_12947562317„Zaraz też esesmani kazali zdjąć buty skazanym i poprowadzili ich do bunkra głodowego. A jeden z nich był tak słaby, że słaniał się na nogach, więc ojciec Maksymilian objął go ramieniem, podtrzymał i tak szli razem. I zaprowadzili ich do bloku nr 11, oznaczonego wówczas numerem 13. Kazali im rozebrać się do naga. Wpędzili ich wszystkich dziesięciu do piwnicy, do celi nr 18, bardzo niskiej i małej, o wymiarach 2,5 x 2,5 metra, z jednym zakratowanym kwadratowym oknem pod sufitem, z podłogą z betonu. W rogu stało wiadro na odchody. Tam mieli umrzeć głodową męką. Esesmani zatrzasnęli żelazne drzwi.

Więzień Polak, Bruno Borgowiec, w Auschwitz nr 1192, był zatrudniony w administracji obozu, ale w tamtym czasie został też przydzielony do opróżniania wiadra i wynoszenia zmarłych z celi nr 18. Wchodził każdego dnia. Dał on zeznanie, że ile razy otworzył drzwi, zastawał więźniów na modlitwie. I że cały czas dochodziły z celi śpiewy pieśni nabożnych, słychać było odmawianie litanii i różańca, które to prowadził jeden głos – o. Maksymiliana, a inne glosy mu odpowiadały.

Z czasem głosy stawały się coraz słabsze. Każdego dnia Borgowiec, nadzorowany przez dwóch esesmanów, wyciągał z celi śmierci kolejne ofiary. Po dwóch tygodniach męki, dnia 14 sierpnia 1941 roku, ojciec Maksymilian pozostawał jeszcze żywy i jeszcze trzech innych. Co widząc esesmani wezwali pielęgniarza i zarazem kata, niemieckiego kryminalistę o nazwisku Bock, aby dobił ich zastrzykami trucizny. Widząc oprawcę ze strzykawką, pochylającego się nad nim, o. Maksymilian sam wyciągnął do niego ramię lewej ręki. A widząc to więzień Borgowiec nie był w stanie powstrzymać szlochu i na chwilę się usunął. A gdy więzień Borgowiec wrócił po krótkiej chwili znalazł o. Maksymiliana siedzącego na podłodze i jak poprzednio opartego o ścianę. Jego czyste ciało jakby promieniowało. Głowa była pochylona nieco w bok, a oczy szeroko otwarte, utkwione w jeden punkt, jakby zastygłe w radosnym zachwycie. Całe oblicze jaśniało radością. Borgowiec wrócił do biura, w którym pracował i stwierdził, że godzina była dokładnie 12.50, a więc o. Maksymilian zmarł w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pomyślał, że to Ona sama pośpieszyła przyjść po swego rycerza. Zaraz potem Borgowiec, pod nadzorem esesmanów, wraz z innym więźniem – a był to Maksymilian Chlebik, nr obozowy 1251 – przenieśli ciało ojca Kolbego do umywalni, a następnego dnia wyznaczeni więźniowie zanieśli je do pobliskiego krematorium. Spalenie ciała nastąpiło już w pełni święta Wniebowzięcia 15 sierpnia Roku Pańskiego 1941. Popioły z krematorium rozsypano po okolicznych polach i rozniósł je wiatr. Użyźniały polską glebę. Stało się tak, jak o. Maksymilian przepowiedział: „Pragnę być starty na proch dla Niepokalanej i aby ten proch został rozniesiony przez wiatr po całym świecie”.

Rycerstwo Niepokalanej

27 lutego 2016|