Wniebowzięcie NMP

Słowa Ewangelii według św. Łukasza

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę, gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona, a skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.”

WikiWtedy Maryja rzekła: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, Święte jest Jego imię- a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia zachowuje dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza ludzi pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje- jak przyobiecał naszym ojcom- na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki. Oto Słowo Pańskie.

Bracia i siostry. Bardzo dużo uwagi, bardzo dużo troski, dużo czasu poświęcamy na życie doczesne, na rozwiązywanie spraw ziemskich. Niezwykle rzadko myślimy o tym, co nastąpi po śmierci. Tak jesteśmy zanurzeni, skąpani w doczesności, że o rzeczach dostatecznych już nie myślimy. To nie jedyny powód. Wielu nie myśli o tym, bo nie wierzy, że cokolwiek po tym istnieje. Inni być może wierzą, ale boją się tego, co nastąpi. Wolą się zajmować tym, co jest wymierne, konkretne, co można dotknąć to, co widać i uważają, że wiara w rzeczy przyszłą są to dziwne obrządki, które nie mają podstaw racjonalnych.

Otóż dzisiejszy dzień, dzisiejsza uroczystość każe nam się zastanowić nad kresem naszego życia. Nawet najdłuższe i najpiękniejsze musi się kiedyś skończyć. Pytanie jak. Pytanie gdzie. Pytanie kiedy. Na zachodzie takie pytanie uważane są za impertynenckie, za niegrzeczne, niestosowne, nie wypada pytać. Człowiek, który jest zanurzony w doczesności, który chce tu tworzyć pewien rodzaj raju ziemskiego tak daleko nie chce wybiegać. Te pytania jakby psują te ziemskie koncepcje szczęścia. Ale dzisiejsza uroczystość pokazuje, że życie nawet tak piękne, jakie prowadziła dziewica Maryja, tak szczęśliwe choć trudne, pełne łaski, pełne cudów, pełne Boga, to życie ziemskie ma też swój pewien kres. Chrystus wniebowstąpił, Maryja została wniebowzięta. I Bóg chce, żeby każdy z nas przeżył tą samą tajemnicę. Ona jest dla wszystkich ludzi. To nie jest wyjątek dla wyjątków, że ktoś tak wyjątkowy jak Maryja może uczestniczyć w czymś tak wyjątkowym. Największym pragnieniem Boga jest to, żebyśmy byli tam, gdzie On. To jest największy sekret Boga, największa tęsknota Boga. Za nikim Bóg nie tęskni, ale za człowiekiem tak. Konkretnie za Tobą i za mną. Za każdym. Dlatego przygotował miejsce dla wszystkich i taki był sens wniebowstąpienia Jezusa. I albo twoje miejsce zostanie zajęte przez Ciebie albo przez całą wieczność będzie puste i będzie świadczyć przeciwko Tobie. Bóg zrobił wszystko, żeby było to możliwe. Całą historię zbawienia od momentu stworzenia aż do dzisiaj. Cała historia zbawienia jest czyniona w tym duchu, w tym kluczu, w tej intencji, z tą myślą, żebyśmy my byli tam, gdzie On.

Można powiedzieć, że cała historia świata, historia każdego z nas jest jakby powrotem. Wyszliśmy od Boga, chodzimy różnymi drogami, wyznaczamy sobie jakieś cele cząstkowe, czasem się zatrzymujemy zafascynowani tym co jest, ale trzeba stąd odejść. I to jest właśnie ten wielki powrót, który Bóg zamierzył dla wszystkich, wielki powrót. Tak było z Chrystusem, który poprzez akt wcielenia, stał się człowiekiem, potem umarł, zmartwychwstał i wstąpił do nieba. Tak było z Maryją od niepokalanego pocięcia do wniebowzięcia. I tak jest z nami. Ta tajemnica jest także dla nas. Bóg też nas chce wziąć do nieba. Pytanie czy my wierzymy w niebo. Możesz patrzeć w niebo, ale czy wierzysz w niebo? Patrzeć w niebo, a wierzyć w niebo to dwie inne rzeczywistości. Z resztą my to kojarzymy na sposób bardzo zmysłowy, jakby próbujemy zlokalizować gdzie to będzie. w niektórych mitach i religiach nawet realnie jest przedstawiony na sposób bardzo zmysłowy tak, jak to jest w islamie, że będzie jedna, wielka, niekończąca się impreza, a człowiek będzie dawał upust wszystkich swoim zmysłom i nie będzie to grzechem i wszystko będzie dozwolone i jakby będzie ostateczna konsumpcja wszystkiego, zwłaszcza dla tych, którzy przez całe życie ziemskie doświadczali braków, ograniczeń. Tak to przedstawiają w islamie. Ale niebo nie polega na tym. Życie wieczne nie polega na tym. Można powiedzieć, że życie wieczne charakteryzuje się jednym słowem: zawsze. Zawsze w miłości. Tak, jak piekło charakteryzuje się jednym słowem: nigdy, a dodatkowym cierpieniem dla potępionych będzie widok szczęśliwych. Beznadziei, że można to osiągnąć. Piekło będzie również polegało na zazdrości, że ktoś będzie patrzeć na szczęście, pozostając na zawsze nieszczęśliwym, nieodwracalnie nieszczęśliwym. Bóg chce, żebyśmy byli tam, gdzie On. Czeka nas wielkie spotkanie.

Tu na ziemi jest pełno spotkań, których treść jest jaka jest. W Twoim życiu było wiele spotkań. Spotkałeś różnych ludzi. Są spotkana, których się wstydzisz, boisz, o których chciałbyś zapomnieć, w których doznałeś jakiegoś cierpienia, rozczarowania, a może sam zraniłeś. Są takie spotkania, z których poczułeś się jakby odarty, okradziony. Są też spotkana, które czynią nas szczęśliwymi, które chcielibyśmy przedłużyć, o których mówmy: „trwaj chwilo, jesteś piękna!” są takie spotkania, w których Bóg jest kompletnie nieobecny, wykluczony i takie, w których Bóg jest pierwszym spotkanym i spotykającym się ludzi.

Mamy obraz w Ewangelii jak Maryja po zwiastowaniu idzie do Elżbiety, do starej kobiety. Bardzo młoda, Maryja mogła mieć mniej więcej szesnaście lat, Elżbieta mogła mieć mniej więcej sześćdziesiąt. Takie są realia tej Ewangelii. To jest ciekawe, że tak młoda osoba spotyka się z dość wiekową, ze starą mówiąc wprost. Młodzi ludzie boją się spotykać ze starymi. Nie bardzo mają język, nie wiedzą o czym rozmawiać. To widać w szpitalu między innymi, ale szpital nie jest jedynym miejscem, gdzie się ludzie spotykają.

Maryja jest po przeżyciu pewnego cudu, Elżbieta także. Obie doświadczyły jakby dotyku Boga. W życiu obu kobiet zadziałał jakby Bóg, pojawił się bardzo konkretnie. Maryja nosi w sobie Chrystusa, a Elżbieta Jana Chrzciciela. Dwie, brzemienne matki. I to spotkanie. I to, co uderza to język, jakim się posługują tego kobiety. Język nasycony wiarą. A jeżeli wiarą mówiono prawdziwie ,to był on nasycony również miłością. Elżbieta mówi o błogosławionym łonie i o błogosławionym owocu łona Maryi. Mówi: „Matka mojego Pana przychodzi do mnie. Szczęśliwa, która uwierzyła.” Widać, że jest to świat wiary Elżbiety, że jest to świat głębokiej nadziei, że jest to świat, w którym miłość ma coś do powiedzenia. Ale Maryja tez wypowiada Magnificat- pieśń uwielbienia, pieśń wdzięczności. Człowiek jest wtedy wdzięczny ,gdy widzi jak wiele otrzymał. To jest podstawowy warunek wdzięczności. Dostrzec obdarowanie. Jak człowiek tego nie widzi to nigdy nie będzie wdzięczny. Zawsze będzie zlustrowany, pełen pretensji, rozdrażniony, rozczarowany, zrozpaczony, zagniewany, będzie zazdrościł, będzie patrzył, że inni otrzymali więcej. Natomiast ktoś, kto widzi jak wiele otrzymał, nie przestaje dziękować.

I dlatego jesteśmy dzisiaj zaproszeni, żeby zobaczyć co nam Bóg dał, jak wiele Bóg nam dał, każdemu z nas. Spróbujmy to nazwać. Spróbujmy to porównać. Spróbujmy to odkryć. I tak się przyzwyczajamy na przykład, że jest statystyka lat, ale samo długie życie jest łaską. Nie wszyscy mają taką łaskę. Naprawdę pragnienie wielu ludzi, pragnienie drugiego życia nie spełniło się. Umierali młodo, z żalem, zostawiali ludzi w żalu nieutulonym. Samo to już jest łaską. Wielkie rzeczy uczynił mi Pan Wszechmocny. Tu nie chodzi tylko o zwiastowanie, które przeżywa Maryja, bo Maryja ma jako człowiek wiary świadomość, jakich cudów On dokonał w historii jej narodu. Izrael był narodem niewolników. Pan Bóg wyprowadził go z niewoli i uczynił go narodem obietnic, który mógł wejść do ziemi obiecanej. I my właśnie musimy włączyć w sobie tą refleksję to, co jest moim udziałem i to, co jest udziałem wspólnym jak małżeństwo, jak rodzina, jako narody również. Gdybyśmy się cofnęli tak o jakieś dwadzieścia kilka lat wcześniej, kiedy zaczynały się strajki w sierpniu. Nikt z nas nie ryzykował prawdopodobnie wtedy. Kto inny się wtedy narażał za płotem stoczni. A jeszcze dalej gdybyśmy popatrzyli na powstanie warszawskie, kto inny się wtedy narażał. Nie ginął. A jeszcze jakbyśmy się cofnęli rok dwudziesty. Ktoś inny się wtedy narażał i ginął. Jeśli dzisiaj możemy żyć w kraju, nie zawaham się dobrobytu. To dlatego, że byli ludzie, przez których Bóg dokonywał pewnych rzeczy.

I my musimy zobaczyć, musimy odkryć to , co Bóg dokonał z myślą o nas, konkretniej z myślą o mnie i o Tobie. Tylko wtedy będziemy wdzięczni. Wcześniej to nie będzie możliwe.

Dziękujmy Bogu za dziewicę Maryję, za jej wiarę i dziękujmy Bogu za to, że pełna łaski do wniebowzięcia zachowała ten przywilej, że była tak pięknym człowiekiem, że jej życie miało tak głęboki sens, że tyle wniosła w nasze życie. Nie ma właściwie głębokiej wiary, bez głębokiej pobożności Maryjnej. Głębokiej, która nie jest oparta na jakimś sentymencie, na tradycji. My często mówimy, że jesteśmy pobożnym narodem Maryjnym. To są często slogany. Naśladować Maryję to znaczy być pokornym, być posłusznym. znaczy słuchać słowa tak jak Ona, znaczy z wiarą. To znaczy pozwolić, aby Jezus Chrystus mógł się uobecnić w konkretnym miejscu, w konkretnym czasie.

Dziękujmy Bogu za Maryję, za to święto, które możemy przeżywać w wolnym kraju, w pokoju, w dobrobycie. Owszem, my ciągle patrzymy na zachód, dlatego mamy skrzywiony obraz rzeczywistości. Polak powinien dwa razy wyjechać na wschód, a raz na zachód i powinien najpierw pojechać na wschód, a potem na zachód. I wtedy ma się właściwy obraz rzeczywistości. Ale ponieważ niewiele pojechało na wschód, a wielu pojechało na zachód, to dlatego nie mamy pełnego poglądu, dlatego oceniamy i patrzymy wybiórczo. Dostrzegamy tylko pewne rzeczy i pewne rzeczy też nie rozumiemy, sądząc, że nam się należą. Albo nie łączymy przyczyn i skutków.

Dlatego naprawdę dziękujmy Bogu, że możemy w pokoju, w dobrobycie, w wolnym kraju świętować. I jako ludzie wiary i jako Polacy. Amen.

 Ks. Ryszard Winiarski

9 sierpnia 2016|