W KRZYŻU CHRYSTUSA RODZI SIĘ NASZA NADZIEJA

04 kwietnia 2015 roku; „O Krzyżu, bądź pozdrowiony, jedyna nasza nadziejo” – głosi znana starożytna pieśń pt. Sztandary Króla się wznoszą, która służy, jako hymn brewiarzowy na nieszpory w Wielkim Tygodniu. Hymn wskazuje na paradoks krzyża, polegający na odwróceniu wartości: drzewo hańby, śmierci i klęski staje się miejscem chwały i zwycięstwa Chrystusa, a przez to znakiem nadziei dla człowieka. Nadziei oczyszczenia, odkupienia, przywrócenia do życia. Ale też nadziei, że zostaniemy zachowani od złego oraz umocnieni w naszych ziemskich trudach i cierpieniach. Chodzi więc o nadzieję, jaka zaczyna się w naszym zwyczajnym życiu tu, na ziemi, ale która sięga wieczności i ostatecznego celu życia człowieka.

W KRZYŻU CHRYSTUSA RODZI SIĘ NASZA NADZIEJANa Kalwarii, obok krzyża Chrystusa, stały dwa inne krzyże. Na obu zawisł ogrom cierpienia. Krzyż złego łotra pozostał jednak samą udręką, „czystym” cierpieniem, zmarnowanym trudem.

Krzyż dobrego łotra był takim przeżywaniem cierpienia, że doprowadził do przemiany i pojednania. Ale stało się to dlatego, że dobry łotr spojrzał z miłością na ukrzyżowanego Jezusa.

  • Krzyż Chrystusa stanowi „jedyną nadzieję” dla tych, którzy są cierpiący, znękani, utrudzeni – faktycznie dla wszystkich ludzi.
  • Nie ma bowiem człowieka, który nie doznawałby bólu, fizycznego czy duchowego, pochodzącego od świata, czy takiego, który sam sobie zadaje. Bólu zawinionego i – niezawinionego, jak w przypadku biblijnego Hioba.
  • Tak naprawdę, nie ma życia bez ofiary, wyrzeczenia, trudu, wysiłku, cierpienia.
  • Każdy człowiek żyjący na ziemi niesie swój krzyż. Większy czy mniejszy, taki, jaki jest w stanie unieść, jaki jest przeznaczony właśnie dla niego.

Niezależnie od tego, czy jest wierzący, czy nie, niezależnie od tego, jak ten krzyż pojmuje i jak go przyjmuje, jaki ma do niego stosunek. Bez Chrystusowego krzyża ludzkie cierpienie pozostaje niewytłumaczalne, bezsensowne, jakby bezwartościowe. Poza Bogiem trudno stawić mu czoła. Dlatego więc warto patrzeć z miłością na krzyż Chrystusa, adorować go, w nim odnajdywać sens swego cierpienia.

  • A krzyż Chrystusa jest właśnie znakiem, że Bóg podzielił ludzki los. Razem z człowiekiem przyjął mękę, samotność, zniósł szyderstwo i niesławę, okazał bezbronność i wybaczył prześladowcom.

Kiedy więc patrzymy na krzyż, wiemy, że Syn Boży naprawdę przeżył ludzkie cierpienie. W pełni je podzielił. I nie ma takiego cierpienia, którego by nie doznał. Nie ma takiej winy, wstydu, samotności, głodu, ucisku czy wyzysku, nie ma tortur, więzienia czy morderstwa, przemocy czy zagrożenia, które byłyby Mu obce.

Stąd wiadomo, że nie jesteśmy sami w naszym cierpieniu. Bóg w Jezusie i przez Jezusa stał się rzeczywiście Emmanuelem, Bogiem z nami.

Właśnie chrześcijańska nadzieja wynika z wiary w takiego Boga, którego obchodzi ludzki los. Stąd dzięki krzyżowi Chrystusa, człowiek w swym trudzie czuje się spokojniejszy i mocniejszy, gdyż wie, że nie pozostaje sam i jest kochany przez Stwórcę.

Dobrą Nowiną Ewangelii nie jest to, że Bóg przyszedł po to, by nas uwolnić od cierpienia, ale by w nim uczestniczyć. Ludzkie cierpienie nabiera sensu dlatego, że sam Chrystus, całkowicie niewinny, nie mający żadnego grzechu, zaznał tak wiele bólu i męki.

  • „Bóg własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” – mówi św. Paweł (por. Rz 8, 32).

Słowa te stanowią chyba jedyne wyjaśnienie sensu udręki, trudu, ofiary. Dają siłę wytrwania, przywracają nadzieję. Chodzi tu o nadzieję w sensie chrześcijańskim. Nie usuwa ona trudów, cierpień, zmagań. Nadaje jednak im sens, wskazuje cel i drogę. Jest czymś znacznie więcej niż zwykłym optymizmem. Pomaga, bowiem pogodzić się z tym, czego nie można zmienić i daje odwagę, by zmieniać to, co zmienić można. Umie przeciwstawić się rozpaczy, ale pomaga wykrzesać w nas nowe siły. Pozwala, bowiem widzieć dalej aniżeli to, co teraz człowiek widzi cielesnymi oczyma.

Nie jest, więc „matką głupich”, ale mądrością trwania przy życiu. Bo człowiekiem nadziei nie jest jedynie ten, który czeka, ale ten, który się przygotowuje.

  • Stąd wyrazem nadziei chrześcijańskiej jest walka ze złem.
  • Jezus nie pomniejszał grozy krzyża. Pokazał nawet, że nie należy cierpienia szukać. W Ogrodzie Oliwnym najpierw prosił Ojca: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich (Łk 22, 42).

Zabrać „kielich” to znaczy: odsunąć trudny los przeznaczony człowiekowi. Jezus prosił o odsunięcie swego bolesnego losu. Zatem i my nie tylko możemy, ale powinniśmy starać się o uniknięcie cierpienia.

  • Z jednym jedynym wyjątkiem: nigdy za cenę grzechu, zaparcia się, buntu.
  • Mylące jest skrótowe określenie, że krzyż oznacza cierpienie i udrękę.

Cierpienie jest tylko znakiem, zewnętrznym wyrazem. Krzyż wyraża przede wszystkim poddanie Ojcu i miłość do człowieka. Jest najwyższym dowodem miłości do człowieka, jak to ujmuje Ewangelia: „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za osobę, którą miłuje” (por. J 15, 13).

O tym przypomina zawsze Msza Święta, która w drugim kanonie zawiera słowa: „On to, gdy dobrowolnie wydał się na Mękę…”. Wydał się dobrowolnie, a więc całkowicie świadomie, z miłości, dla nas i dla naszego zbawienia. Wydał się dobrowolnie to znaczy świadomie przyjął wolę swego Ojca. I na tym polega wielkość ofiary krzyża: nawet nie na ilości poniesionego bólu, ale na sposobie przyjęcia go, na stopniu zgody, na ogromie miłości. Chodzi o miłość okazaną w chwili nienawiści, poniżenia, tortury; wyrażoną w momencie, gdy zło pokazało całą swoją niszczącą moc.

  • Krzyż Chrystusa był przejściem przez piekło stworzone przez ludzki grzech na ziemi.
  • Było to przejście w postawie nie tylko całkowitego posłuszeństwa Ojcu, ale też miłości do wszystkich ludzi, także do tych, którzy zadawali Mu ból.
  • Dlatego krzyż daje nadzieję, że miłość jest możliwa w każdych warunkach i w każdej sytuacji.

Krzyż wywołuje, więc nie tylko współczucie, ani tym bardziej przygnębienie, ale głównie zdumienie i wdzięczność. Każdemu człowiekowi dręczonemu przez wątpliwości i grzech pokazuje on, że tak […] Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16).

Stąd na krzyż Chrystusa możemy patrzeć z wdzięcznością i zdumieniem, lecz również z nadzieją. Jeżeli Bóg własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby także wraz z Nim wszystkiego nam nie darować? (Rz 8, 32) – pytał z ufnością św. Paweł. Z krzyża Chrystusa płynie, więc owa wielka nadzieja, z jaką grzeszny człowiek staje przed Bogiem, prosząc Go o darowanie grzechów, miłosierdzie i o życie wieczne. Wie bowiem, że może być zbawiony dzięki Temu, który nas umiłował aż do końca.

 

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.franciszkanie.esanok.pl

 

4 kwietnia 2015|