Trójca Święta – źródło i szczyt monoteizmu

Jak to jest możliwe: jeden w trzech osobach? Troista jedność? Jednolitość w trójosobowości? Coś jak trylogia? I w jakim to celu – czyżby dlatego, że omne trinum perfectum? No i wreszcie: gdzie w tym wszystkim monoteizm?

Chyba każdy, kto kiedykolwiek usłyszał o Trójcy Świętej – chrześcijanin czy niechrześcijanin – musiał choć raz w życiu zadać sobie któreś z powyższych pytań, bądź im pokrewne. Nie oszukujmy się. Kto sobie takich pytań nie zadaje, lub je od siebie odpędza jako niegodne wiernego wyznawcy Chrystusa, ten bynajmniej nie wykazuje się świętą pokorą wiary, tylko nie w pełni korzysta z poznawczych zdolności własnego rozumu (naturalis cogitandi facultas), w które wyposażył go sam Stwórca. Rzecz bowiem nie w niewłaściwych pytaniach – bo takowe nie istnieją – ale we właściwej na nie odpowiedzi.

Najgenialniejszej w swej prostocie odpowiedzi na pytanie o naturę Przenajświętszej Trójcy udzielił święty Patryk, tłumacząc ją Irlandczykom na przykładzie koniczyny – trzy liście ale przecież jeden; jedna roślina, ale przecież w trzech „członkach”. Oczywiście to tylko prosta wizualizacja dla prostych ludzi – duchowych dzieci, ale przecież „do takich należy królestwo niebieskie” (Mt 19, 14), o czym zapewnia sam Pan nasz Jezus Chrystus w słowach: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21).

A Irlandczykom Patrykowe tłumaczenie w zupełności wystarczyło – ochrzczona w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego pozostanie Szmaragdowa Wyspa na wiele stuleci ostoją chrześcijaństwa, która u progu średniowiecza ocali świętą wiarę i cywilizację, a później jako niezłomny bastion będzie trwać w wierności Kościołowi rzymskiemu, pomimo drastycznych prześladowań ze strony heretyckich kolonizatorów. Aż do chwili przystąpienia do Europejskiej Unii Pogańskiego Odrodzenia, ale to już zupełnie inna historia…

Wracając zaś do problemu Trójcy Świętej, porównanie świętego Patryka sprzed piętnastu stuleci wciąż pozostaje w mocy. Skoro bowiem trafiło do starożytnych Celtów, dlaczego miałoby nie trafić do nas, ludzi XXI wieku? Czyżby w swej prostocie obrażało naszą inteligencję, poziom naszego wykształcenia i wiedzy o świecie bądź zakres naszych cywilizacyjnych horyzontów?

Żadną miarą. Pomyślmy tylko, ilu kierowców prowadzi swoje pojazdy, nie mając zielonego pojęcia o działaniu mechanizmów wprawiających je w ruch; ilu pilotom arcyskomplikowanych aparatów latających, zdolnych przemierzać bezkres nieba, a nawet kosmosu, głębsze arkana działania ich mechanizmów są w ogromnej mierze obce, a jednak potrafią oni sprawnie i skutecznie nimi kierować – z głęboką wiarą w technologię. Ale to również zupełnie inna historia, choć niewątpliwie ciekawa…

Największa tajemnica wiary

Zatem o tym innym razem – dzisiaj powiedzmy, że Trójca Święta jest Tajemnicą. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że „tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum wiary i życia chrześcijańskiego. Jest tajemnicą Boga w sobie samym, a więc źródłem wszystkich innych tajemnic wiary oraz światłem, które je oświeca. Tajemnica ta jest najbardziej podstawowym i istotnym nauczaniem w hierarchii prawd wiary”. Zaprzeczając jej czy choćby ją ignorując zamykamy się na zbawienie. „Nie możemy inaczej pojąć Boga, jeśli nie uwierzymy prawdziwie w Ojca, Syna i Ducha Świętego” – zapewnia już w początkach III wieku jeden z pisarzy wczesnochrześcijańskich, święty Hipolit Rzymski.

Z kolei święty Kolumban – tak samo przekonany, iż „Ojciec, Syn i Duch Święty to jeden Bóg” – zauważa ponadto, że „wiedzę o Trójcy Świętej słusznie porównano z głębokością morza. Podobnie jak niedostępne dla ludzkich spojrzeń są głębiny morskie, tak też Trójca Święta jest niedostępna dla umysłu ludzkiego. Ci, którzy chcą przeniknąć bezmiar Boga, niech wcześniej spróbują poznać wszechświat”.

W tym samym duchu wypowiada się święty Augustyn – wybitny trynitolog, który „zęby zjadł” na badaniu fenomenu Trójcy Świętej – wyznając u końca wytężonej, ponad dwunastoletniej pracy, która zaowocowała piętnastoma księgami monumentalnego traktatu na ten temat: „W tym wszystkim, o czym tak wiele mówiłem, nie śmiem uznać, żebym powiedział coś, co by było godne tej najwyższej i niewyrażalnej Trójcy. Raczej wyznaję, że to przedziwne poznanie przewyższa moje siły”.

Trójca Przenajświętsza – powtórzmy – jest Tajemnicą, wobec której „wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój”. Ale to nas tylko powinno cieszyć i dodatkowo wzmagać atrakcyjność naszego Pana. Cóż by to bowiem było za Bóstwo, w którym by nie było Tajemnicy? Kto by chciał wierzyć w takiego Boga, którego możemy na wskroś przeniknąć przyrodzonym rozumem? To zupełnie jak u proroka Izajasza, który jakże trafnie recenzuje pogańską „teologię”.

„Narąbał sobie drzewa cedrowego, wziął drzewa cyprysowego i dębowego – a upatrzył je sobie między drzewami w lesie – zasadził jesion, któremu ulewa zapewnia wzrost. To wszystko służy człowiekowi na opał: część z nich bierze na ogrzewanie, część na rozpalenie ognia do pieczenia chleba, na koniec z reszty wykonuje boga, przed którym pada na twarz; tworzy rzeźbę, przed którą wybija pokłony. Jedną połowę spala w ogniu i na rozżarzonych węglach piecze mięso; potem zajada pieczeń i nasyca się. Ponadto grzeje się i mówi: Hej! Ale się zagrzałem i korzystam ze światła! Z tego zaś, co zostanie, czyni swego boga, bożyszcze swoje, któremu oddaje pokłon i pada na twarz, i modli się, mówiąc: Ratuj mnie, boś ty bogiem moim!” (Iz 44, 14-17).

A nasz żywy Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba; Jezusa, Kościoła i Ewangelii – największa Tajemnica wszechczasów, wszechświatów i wszechrzeczy – Stworzyciel, Zbawiciel i Pocieszyciel – niezmierzony, nieprzenikniony i nieodgadniony – jako taki właśnie zaprasza i zachęca człowieka, by go niestrudzenie badał, poznawał i pojmował. Ale tylko „przez okulary wiary”.

Dogmat nad dogmatami

Chrześcijańska wspólnota wyznaje wiarę w Trójcę Przenajświętszą od samego swego zarania – ba, wręcz od czasu sprzed zaistnienia Kościoła. Jeżeli bowiem za jego początek uznajemy zesłanie Ducha Świętego, to obowiązek działania w imię Trzech Osób Boskich został na apostołów nałożony wcześniej, bo jeszcze przed wniebowstąpieniem Pana, jako Jego ostatni nakaz: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19).

Dogmat o Trójcy Przenajświętszej Kościół zatwierdził ostatecznie na Soborze Konstantynopolitańskim w roku 381, poprzez uzupełnienie wcześniejszego o z górą pół wieku credo nicejskiego wyznaniem Bóstwa Ducha Świętego. „Wierzymy w jedną Boskość, moc i substancję Ojca i Syna i Ducha Świętego, w równą godność i współwieczne panowanie, trzy najdoskonalsze hipostazy to znaczy w trzy doskonałe Osoby” – czytamy w liście ojców soborowych do papieża Damazego.

Jednakowoż jeszcze przed Soborem Nicejskim święty papież Dionizy zanotował następujące spostrzeżenie: „Słowo Boże musi być złączone z Bogiem wszechrzeczy, a Duch święty jako miłość w Nim przebywać i trwać, stąd można twierdzić, że Boża Trójca schodzi się w jedno Bóstwo i tworzy suwerenną jedność Osób”.

Dogmat o Troistości Jedynego bynajmniej nie sprzeciwia się monoteistycznemu charakterowi chrześcijaństwa. „Trójca jest jednością. Nie wyznajemy trzech bogów, ale jednego Boga w trzech Osobach: Trójcę współistotną. Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynej Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem” – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który w tym punkcie powołuje się na symbol wiary sformułowany podczas synodu w Toledo w roku 675.

„Wyznajemy i wierzymy, że święta i niewysłowiona Trójca: Ojciec i Syn i Duch Święty, z natury jest jednym Bogiem, o jednej substancji, jednej naturze, jednym także majestacie i mocy. (…) Taka jest nauka o Trójcy Świętej. Mamy mówić nie potrójny Bóg, ale Trójca, i tak powinniśmy wierzyć. Wyrażenie, że w Bogu jedynym jest Trójca, nie jest właściwe. Należy mówić, że Bóg jedyny jest Trójcą. (…) Albowiem zapytani o poszczególne Osoby, musimy wyznać, że każda jest Bogiem. O każdej z nich mówimy: Bóg Ojciec, Bóg Syn, Bóg Duch Święty. A przecież nie trzej bogowie, lecz jeden jest Bóg. (…) Lecz choć ci Trzej są jednym, a Jeden Trzema, niemniej każda z Osób posiada właściwą sobie cechę. U Ojca jest nią wieczność bez urodzenia, u Syna wieczność z narodzenia, u Ducha zaś Świętego – pochodzenie bez narodzenia, ale tak samo z wiecznością”.

Naukę z Toledo powtarza Sobór Laterański IV w roku 1215: „Mocno wierzymy i otwarcie wyznajemy, że jeden jest tylko prawdziwy Bóg, wieczny i nieograniczony, wszechmocny, nieprzemienialny, niepojmowalny i niewyrażalny, Ojciec, Syn i Duch Święty: trzy Osoby, ale jedna istota, czyli substancja lub natura zupełnie niezłożona. (…) Chociaż innym jest Ojciec, innym Syn, innym Duch Święty, to jednak nie są czymś różnym, ale tym, czym jest Ojciec, jest także Syn i Duch Święty, całkowicie tym samym, jak wierzy się zgodnie z prawdziwą wiarą katolicką, że oni są współistotni”.

Podobnie wypowiada się Sobór Florencki w roku 1442, głosząc „jedność Boga prawdziwego, wszechmocnego, wiecznego i wiekuistego: Ojca, Syna i Ducha Świętego; jedność w naturze, jedność substancji, troistość w osobach. (…) Ojciec nie jest synem ani Duchem Świętym. Syn nie jest Ojcem ani Duchem Świętym. Duch Święty nie jest Ojcem ani Synem. (…) Te trzy Osoby to Jeden Bóg. Nie ma trzech bogów, ponieważ Trójca ma jedność substancji, jedność istoty i jedność natury; jedną Boskość, jedną niezmierzoność, jedną jedyną wieczność. Wszystkie rzeczy w Bogu są jednością, poza tym że istnieją trzy Osoby”.

W tym miejscu tekst soborowy (konkretnie bulla unii z Koptami, zwana też dekretem dla jakobitów) sięga do dzieła świętego Fulgencjusza z Ruspe „O wierze”, będącego zwięzłą syntezą teologii Kościoła katolickiego.

„Przez tę jedność natury – pisze ów afrykański mnich i biskup z przełomu IV i V wieku – cały Ojciec jest w Synu i Duchu Świętym, i cały Syn jest w Ojcu i Duchu Świętym, i cały Duch Święty jest w Ojcu i Synu. Żaden z Nich nie jest poza którymkolwiek z Nich, bo żaden ani nie wyprzedza drugiego wiecznością, ani nie przewyższa wielkością, ani nie góruje władzą”.

Cytując zaś świętego Fulgencjusza nie sposób pominąć jego duchowego mistrza, świętego Augustyna, który – jako się rzekło – zagadnienie Trójcy Świętej „przegryzł” na wylot.

„Ojciec i Syn, i Duch Święty przez nieoddzielną równość jednej i tej samej natury stanowią jedność Bóstwa – pisze święty biskup Hippony – i dlatego nie jest ich trzech bogów, lecz są jednym Bogiem, mimo iż Ojciec zrodził Syna, i dlatego Syn nie jest tym, który jest Ojcem; Syn jest zrodzony od Ojca, i dlatego Ojciec nie jest tym, który jest Synem; a Duch Święty nie jest ani Ojcem, ani Synem, lecz tylko Duchem Ojca i Syna, także równy Ojcu i Synowi i należący do jedności Trójcy”.

Krótko zatem: „Ojciec umysł, Syn słowo, Duch głos: trzy nazwy, jedna wola, jedna moc” – jak wybrzmiewa w jednym z hymnów świętego Efrema Syryjczyka.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego – naprzód!

Taka jest wiara Kościoła – kto jej nie przyjmuje bądź ją odrzuca, sam stawia się poza Chrystusową Owczarnią. Zapewnia o tym chociażby wspomniany przed chwilą Sobór we Florencji, deklarując w cytowanym dokumencie, że „wszystkich, którzy wierzą w coś przeciwnego i rożnego od tej wiary w Trójcę Świętą, święty Kościół rzymski ekskomunikuje i odrzuca, twierdząc i oświadczając, że są oni odsunięci od Ciała Chrystusa, to znaczy Kościoła”.

Podobnie z górą tysiąc lat wcześniej stanowił symbol świętego Epifaniusza z Salaminy, orzekając autorytatywnie, iż „tych, co mówią, że był niegdyś taki czas, kiedy nie było Syna albo Ducha Świętego, albo że któryś z nich został uczyniony, czy to z niczego, czy to z innej hipostazy lub substancji, utrzymując, że bądź Syn, bądź Duch Święty podlega przemianie – powszechny i apostolski Kościół, matka wasza i nasza, wyłącza ich ze swojej społeczności”.

A Synod Rzymski, zatwierdzający w roku 382 postanowienia Soboru Konstantynopolitańskiego (wobec nieobecności w Konstantynopolu biskupów Zachodu) ogłosił w tej kwestii odpowiednie kanony o wadze definicji wiary. Oto trzy z nich:

„Jeśli kto nie przyjmuje, że Ojciec i Syn, i Duch Święty posiadają jedną boskość, władzę, majestat, moc, jedną chwałę, panowanie, jedno królestwo, a także jedną wolę i jedną rzeczywistość – sam się wyłącza ze społeczności wiernych.”

„Jeśli kto nie przyjmuje, że są trzy prawdziwe Osoby Ojca i Syna, i Ducha Świętego, że one są równe, zawsze żyjące, ogarniające wszystkie rzeczy widzialne i niewidzialne, że mogą wszystko, sądzą wszystko, ożywiają wszystko, stwarzają wszystko, zbawiają wszystko – sam się wyłącza ze społeczności wiernych.”

„Jeśli ktoś dzieli Boga, mówiąc, że Boga Ojca, Boga Syna Jego i Boga Ducha Świętego uznaje za bogów, i to nie z powodu jednego Bóstwa i mocy, jak wierzymy i wiemy, że przynależą do Ojca i Syna, i Ducha Świętego, i utrzymuje, że tylko Bóg Ojciec jest Bogiem i w ten sposób wierzy w jednego Boga – to wpada w herezję, a nawet wraca do judaizmu.”

Powrót do judaizmu to koszmarny regres – odwrócenie wektora historii zbawienia. „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9, 62). Uwidocznia to zresztą niezbicie casus protestantyzmu, który okazał się swoistą rejudaizacją chrześcijaństwa. Szczególnie na polu kulturowym (lektura Starego Testamentu bez przewodnictwa Kościoła przyniosła nieopisane wynaturzenia: od polowań na czarownice po ludobójstwo czerwonoskórych i zniewolenie czarnych), choć nie tylko – również w dziedzinie eklezjalno-duszpasterskiej. Czyż to nie z pnia „reformowanego” wyrastają wszystkie nowożytne sekty antytrynitarne? A skoro antytrynitarne to niechrześcijańskie (choć imieniem Chrystusa świętokradczo szermują). Każdy bowiem, kto neguje Trójcę Świętą, nie ma prawa nazywać się chrześcijaninem (ba, w takich środowiskach chrzest jest wręcz niemożliwy, gdyż ma być udzielany w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego).

Ktokolwiek zaś chce być zbawiony – jak głosi przypisywane świętemu Atanazemu wyznanie wiary, zwane symbolem Quicumque – „musi przede wszystkim wyznawać chrześcijańską wiarę, której jeśliby kto nie zachował całej i nienaruszonej, bez wątpienia zginie na wieczność. Wiara zaś chrześcijańska polega na tym, abyśmy czcili jednego Boga w Trójcy, a Trójcę w jedności, nie mieszając Osób ani nie rozdzielając istoty; inna jest bowiem Osoba Ojca, inna Syna, inna Ducha Świętego, lecz Ojca i Syna, i Ducha Świętego jedno jest Bóstwo, równa chwała i współwieczny majestat”…

A zatem: chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Jerzy Wolak
Źródło: https://www.pch24.pl
7 czerwca 2020|