Trójca Święta to tajemnica i powołanie

Stanięcie wobec tajemnicy Boga w Trójcy Świętej Jedynego wymaga od nas nie tyle zrozumienia istoty Boga (co jest zadaniem karkołomnym), ile zamilknięcia i zachwycenia się Bogiem, którego jeszcze całkowicie nie poznałem.

Trzeba przyznać, że tajemnica Trójcy Świętej przerasta nasze intelektualne siły. To misterium nie ma nas jednak przerazić, lecz zafascynować. Różnie próbujemy opisać, na czym „polega” Trójca Święta. Próbujemy zrozumieć, jak to jest możliwe, żeby 1+1+1 równało się 1. Teologia mówi, że Trójca to jeden Bóg w trzech Osobach, które mają jedną naturę. To ile właściwie jest tych bóstw w Trójcy? Różnie próbowano to wyjaśnić: św. Patryk sięgnął po obraz trójlistnej koniczyny, kto inny pokazał trzy zapałki zetknięte razem i płonące jednym ogniem. Obrazy bliskie prawdy, ale jednak prawdy tej niewyczerpujące.

Stanięcie wobec tajemnicy Boga w Trójcy Świętej Jedynego wymaga od nas nie tyle zrozumienia istoty Boga (co jest zadaniem karkołomnym), ile zamilknięcia i zachwycenia się Bogiem, którego jeszcze całkowicie nie poznałem. Prawda dotycząca Trójcy Świętej jest bowiem z jednej strony czymś, co pobudza nasz intelekt – i dobrze. Odzywa się w nas wówczas wiara, która szuka zrozumienia (fides quaerens intellectum). Z drugiej strony misterium Trójcy, którego pojąć w całości się nie da, prowadzi nas dalej – do postawy przyjęcia wiarą treści, których do końca nie rozumiem (fides quae creditur). Ostatecznie jednak zetknięcie się z tajemnicą Trójcy ma mnie doprowadzić do wiary jako postawy osobistego zawierzenia Bogu (fides qua creditur). Przebywam więc drogę od „rozumiem”, poprzez „wierzę w Boga” aż do „wierzę Bogu”. I wówczas może zaistnieć komunia między mną a Bogiem – taka komunia miłości, jaka istnieje pomiędzy osobami w samej Trójcy Świętej. Jest to tak bliski związek, że Osoby, choć wciąż odrębne, mają wspólny mianownik – Miłość.

Liturgia słowa uroczystości, w której czcimy Trójcę Świętą, rozpoczyna się pokorną modlitwą Mojżesza: „Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i nasze grzechy, a uczynisz nas swoim dziedzictwem” (Wj 34,9). Po przyjściu Chrystusa na świat w ludzkim ciele słowa te nabierają jeszcze szerszego znaczenia – Bóg naprawdę idzie pośród nas. W Chrystusie pozwala się słyszeć, zobaczyć, dotknąć i… pozbawić życia.

Trójca Święta to nie tylko tajemnica, przed którą mamy uklęknąć i którą mamy się zachwycić, ale to także – a może i przede wszystkim – nasze powołanie. Bóg to jedna Miłość w Trzech Osobach. Nie jest to jedynie Miłość Trzech Osób – jakiś zamknięty krąg, ale nieustające zaproszenie do włączenia się w radość oddawania się jeden drugiemu. Miłość Trójcy to miłość, która nie zamyka się w sobie samej, lecz „wciąga” innych. Nie z ludzkiej zuchwałości wynika nasze powołanie do uczestnictwa w życiu Trójcy, lecz z Bożej logiki uniżania się i ogołacania przed człowiekiem: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Chrystus, stając się człowiekiem i wypełniając swoje paschalne dzieło, otworzył nam drogę do wiecznego życia w jedności z Trójjedynym Bogiem. Wskazał, że nasze podleganie cierpieniu nie przekreśla danej nam obietnicy życia w Królestwie Niebieskim. Trójca Święta to jednak nie tylko nasze powołanie, ale także wynikające z niego zadanie głoszenia wszystkim ludziom prawdy o tym, że życie z Bogiem to najlepsze, co może spotkać człowieka, gdy zakończy już swoje ziemskie życie. Namiastki tego życia możemy zakosztować już teraz, korzystając z łask udzielanych w sakramentach sprawowanych mocą Trójcy Świętej: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Chrześcijaństwo to religia, w której Bóg jest Miłością w Trzech Osobach: Miłością Stwarzającą, Miłością Wcieloną i Miłością Uświęcającą. O Bogu Biblii można mówić na wiele sposobów, można różnie Go nazywać, można opisywać Go wielorako, ale dopiero nazwanie Go Miłością dotyka najgłębszej Jego Tajemnicy. To Miłość jest drogą do choćby cząstkowego zrozumienia, czym jest Trójca, która zbawia przez Jezusa Chrystusa, z Bogiem Ojcem i w jedności Ducha Świętego. Jeśli więc chrześcijaństwo jest religią, w której wyznaje się Boga-Miłość objawiającego się jako Bóg-Człowiek, to największym darem i zarazem największym zadaniem dla wierzących jest jedność.

Tym, który jednoczy chrześcijan, pomimo wielu dzielących ich różnic, jest Chrystus. Prawdziwa jedność możliwa jest tylko w Nim i z Nim. On tej jedności udziela swojemu Kościołowi w sposób sakramentalny, kiedy wszystkich łączy poprzez jeden chrzest, jeden Chleb i jeden Kielich. Jednak poza wymiarem sakramentalnym jedność udzielona poprzez łaskę jako dar staje się również dla wspólnoty wierzących zadaniem, gdy muszą zmierzyć się z tym, co ich dzieli. Podziały te widać nie tylko w wymiarze kulturowym, społecznym, geograficznym czy politycznym. Największy rozłam wśród chrześcijan dokonuje się bowiem tam, gdzie pojawia się grzech.

Odpowiedzią na grzech jest Słowo Boże objawiające prawdę o Bogu i o człowieku, o grzechu i o Bożej odpowiedzi na grzech w Jezusie Chrystusie. Jeśli walczy się o miłość wśród ludzi tylko po to, by wszystkim żyło się lepiej tu i teraz, to nie mówimy o prawdziwej miłości. Ta bowiem możliwa jest jedynie między tymi, którzy patrzą na wspólny cel, jakim jest zbawienie: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17). Prawdziwa miłość zakorzeniona jest w wieczności. Dlatego prawdziwą jedność mogą zbudować tylko ci, którzy uwierzyli i zaufali Miłości Boga.

Źródło: www.deon.pl
7 czerwca 2020|