Tomasz Adamek – Wojownik Boga

07- październik 2014 roku; Wierzy w Boga i w istnienie szatana. Modli się, by nie ulec siłom zła. Przed walką z Witalijem Kliczką prosił o pomoc egzorcystę, bo słyszał, że ukraińscy bracia stosują jakieś sztuczki. Kiedy upada, to Bóg daje mu siłę, by się podnieść. Spowiedź i modlitwa doprowadzą do szczęścia. Ja taką drogą idę i jestem szczęśliwy. Tomasz Adamek, znany polski bokser, angażuje się w katechezę. Utytułowany pięściarz spotkał się z wychowankami ośrodka resocjalizacji i wychowania młodzieży.

Tomasz Adamek - Wojownik BogaSpowiedź i modlitwa doprowadzą was do szczęścia. Ja taką drogą idę i jestem szczęśliwy” – mówił Adamek. Sportowiec w ramach świętowania Tygodnia z Ewangelią odwiedził podopiecznych Ośrodka Wychowania i Resocjalizacji Młodzieży „Nadzieja” w Bielsku-Białej.

Bokser odpowiadał na pytania chłopców i dziewcząt oraz ich wychowawców. Co zrozumiałe większość pytań dotyczyła kariera sportowa pochodzącego z Gilowic na Żywiecczyźnie mistrza. Jednak najciekawsze były pytania i odpowiedzi dotyczące uzależnień i drogi wyjścia z nich. „Życzę wam, młodzi, byście wytrwali, byście nie upadali. Bo życie jest jedno i nie warto go marnować” − mówił Adamek. „Tym, którzy was częstują, mówcie tak: „Adamek powiedział, że są księża egzorcyści, którzy mogą się nad wami pomodlić i gonić tego diabła”. Bo każde zniewolenie – alkohol, marihuana, narkotyki czy cokolwiek złego − to jest wybór, który kusi. Żeby wytrwać w dobrym, trzeba się modlić. Nie ma innej recepty. Spowiedź i modlitwa doprowadzą was do szczęścia. Nie ma innej drogi. Ja taką drogą idę i jestem szczęśliwy” − dodał mistrz. Adamek nie ukrywał nigdy, że jest katolikiem, a jego wiara umacnia go w jego sportowej drodze. Bokser słynie z dawania żywego świadectwa. wiary. Otwarcie przyznaje, że nie potrzebuje psychologa, bo ma Boga, bez którego byłby niczym. Nawet podczas spotkania z wychowankami ośrodka „Nadzieja” wielokrotnie przypominał, że siła bierze się nie z jedzenia, ale z Boga i przekonywał o ogromnych owocach ducha, jakie daje udział we Mszy Świętej.

WYWIAD udzielony przez mistrza dla Tygodnika Przeglądu Sportowego.

TYGODNIK PS: Modli się pan przed walką?

TOMASZ ADAMEK: Codziennie się modlę.

  • Potrzebuje pan modlitwy.

Tak zostałem wychowany. Jeżeli pragnę iść do nieba, muszę się modlić. Praktykuję, uczestniczę w mszy świętej, czyli największym cudzie na ziemi. Ta wiara została mi przekazana w domu rodzinnym, a teraz ja i żona przekazujemy ją naszym córkom.

  • Przegrał pan dwa zawodowe pojedynki – z Chadem Dawsonem i z Witalijem Kliczką. I obydwie porażki przyjął pan spokojnie. Uznał pan, że tak miało być?

Dokładnie, taka była wola boża. Przecież wszyscy widzieli, że w tych walkach nie byłem sobą. Do kogo mieć pretensje? Tylko do siebie. Stało się, poddałem się tej woli.

  • Uprawia pan niebezpieczny sport. Modli się pan w szatni przed wyjściem do ringu?

Nie, to nie jest na to czas. Modlitwa to moja codzienna praktyka.

  • A w modlitwach, kilka dni przed walką, prosi pan o zwycięstwo? O to, by cało wyjść z ringu?

Oczywiście, ale wszystko i tak jest w Biblii. Nie musimy mówić Bogu, o co prosimy. Bóg zna nasze serca, wie, co jest dla nas najlepsze. Każdy ma jakieś myśli, jakieś sprawy, coś chce osiągnąć. I prosi o pomoc Pana Boga. Nie zawsze dostajemy to, co chcemy. Nie wiemy, co by się stało, gdybyśmy to dostali, nie znamy przyszłości. Tylko Bóg ją zna. Czasami nie dostajemy tego, o co prosimy, bo Bóg widzi, że nie jest to dobre dla naszego życia, dla naszej przyszłości. Trzeba się poddać woli bożej. Zaufać. I ja to robię. Ja i moja rodzina.

  • Wiara pomaga w boksie?

Jeżeli wchodzisz do ringu i walczysz z przeciwnikiem, który też ma rękawice i zadaje ciosy, musisz mieć w kimś oparcie. Jedni mają je, nie wiem, w bożkach, w których wierzą, albo w jakichś talizmanach. Ja wierzę w Boga, jestem katolikiem. Jest jeden Bóg, Stwórca nieba i ziemi. On daje mi siłę, dzięki której w ringu jestem tak mocny i zwyciężam.

  • Dlatego pan wygrywa?

Tylko dlatego. Gdybym nie miał tego daru – a to prawdziwy dar, że jestem mocny psychicznie, że jestem wojownikiem – tobym nie wygrywał. Jeżeli nie jesteś obdarowany, nie będziesz wojownikiem. Albo szybko, po kilku wygranych i jednej porażce, przestaniesz nim być. Ja przegrałem dwie walki, ale dalej wchodzę do ringu jako wielki wojownik i walczę. Przykładem jest też Evander Holyfield.

George Foreman – wielki George Foreman – po jednej z walk był bliski śmierci i zaczął prosić o pomoc Boga. Miał wizję religijną, na 10 lat rzucił boks, został pastorem. Potem stwierdził, że rywal, z którym wtedy walczył, przepędził z niego diabła. Ciekawa historia.

Bardzo. Foreman to człowiek wielkiej wiary, pastor. Czytałem, że widział Pana Jezusa. Dobrą robotę wykonuje.

  • Bardzo dużo bokserów to osoby mocno wierzące.

Bo bez wiary w Boga nie możesz wchodzić do ringu. Człowiek sam z siebie jest przecież słaby.

  • Właśnie, bokserzy mówią, że są twardzielami, wojownikami, a wiadomo, że ludzie są słabi.

No pewnie, jesteśmy bardzo słabi. Wobec Boga jesteśmy jak pył rzucony na wiatr. Są w życiu upadki, ale są i wzloty. Dlatego wiara, łączność z Panem Bogiem sprawia, że staramy się być mocni. Aczkolwiek przychodzą dni słabości, wtedy upadamy. I to Bóg daje nam siły, by się podnieść.

  • Czyli mięśnie i mocny cios to zdecydowanie za mało, by wygrywać w ringu?

Wygrywa się głową, sercem, duszą. A to czerpie się z góry, od Pana Boga.

  • W miesięczniku „Egzorcysta” mówi pan, że codziennie kusi pana szatan.

Każdego kusi. Choć niektórzy w niego nie wierzą. Ja wierzę – jest Bóg, to jest i szatan. Modlę się, by nie dać się skusić, nie upaść.

  • Przegrał pan kiedyś tę walkę, dał się pan skusić tak, że wstydzi się pan tego do dziś?

Każdy upadek to przegrana. Upadłem dziś, jutro wstanę, by naprawić zło, które wyrządziłem. Jestem słaby, więc idę do konfesjonału powiedzieć, że zgrzeszyłem.

  • Nie boi się pan tej swojej słabej, mrocznej strony? Że to ona weźmie górę, że da się pan skusić?

Gdybym się nie modlił, tobym się bał. Mam kontakt z Michałem, on często mi pomaga.

  • Z księdzem Michałem Olszewskim?

Tak, często rozmawiamy.

  • Przed walką z Witalijem Kliczką był pan u egzorcysty. Skąd ten pomysł?

Rozmawiałem wtedy z Michałem, on jest egzorcystą.

  • Jakiej chciał pan od niego pomocy?

Słyszałem, ale nie wiem, czy to prawda, że Kliczkowie jakieś sztuczki stosują. A egzorcysta może w takiej sytuacji pomóc.

  • Co zrobiliście, by zabezpieczyć się przed tymi sztuczkami?

Modliliśmy się. To też zadanie egzorcysty – modlić się, by nie dopuścić do ataku złego. To wszystko.

  • Witalij Kliczko wchodzi do ringu przy „Piekielnych dzwonach” AC/DC. Nie podoba się to panu?

Kliczkowie robią to, co robią. Ich sprawa. Wiem, jaki to jest kawałek. My, katolicy, musimy się tego wystrzegać. Każdy ma swój rozum i wolę.

  • Był pan kiedyś na audiencji u Jana Pawła II?

Nie było mi dane. Przejeżdżał Ojciec Święty obok mnie papa-mobilem, kiedy był w Żywcu. Ale nigdy nie miałem okazji i szczęścia, by ucałować pierścień. Jeżeli będzie mi dane, to ucałuję pierścień papieża Franciszka. To namiestnik Pana Jezusa na ziemi, sługa boży, bardzo bym chciał dostąpić tego zaszczytu.

  • Wielkanoc spędził pan w Stanach czy przylecieliście z rodziną do Polski?

Zostaliśmy w Stanach. Ze święconką wszyscy poszliśmy do kościoła. A po świętach zacząłem treningi.

Opracowano na podstawie rozmowy z Rafałem Kazimierczakiem; Tekst pochodzi z „Tygodnika Przeglądu Sportowego”

Żródło: http://eurosport.onet.pl/tylko-w-onet-pl/tomasz-adamek-wojownik-boga,1,5464997,wiadomosc.html

 

Krótka historia z życia mistrza.

Tomasz Adamek po ukończeniu szkoły podstawowej w Gilowicach kontynuował naukę w zasadniczej szkole zawodowej w Żywcu. Tam zdobył zawód mechanika sprzętu AGD. – Technika w tej dziedzinie mocno poszła naprzód, ale jeśli trzeba, potrafię naprawić lodówkę, odkurzacz, czy pralkę. Zresztą niedawno miałem okazję odświeżyć dawno wyuczony fach – zapewnił mistrz świata. Na początku lat 90. Tomasz Adamek łączył uprawianie boksu z występami na zielonej murawie. – Grałem, jako napastnik w Beskidzie Gilowice. Miałem niezłą lewą nogę, strzeliłem trochę bramek. Teraz na mecze kolegów już raczej nie chodzę, nie mam czasu. Wiem, że spadli z ligi okręgowej do Klasy A – dodał. Adamek starał się nie zaniedbywać nauki. Dał sobie radę w technikum wieczorowym, obronił pracę licencjacką w Beskidzkiej Wyższej Szkole, na kierunku administracja. Jak dobrze pójdzie, w 2008 roku będzie mógł się pochwalić tytułem magistra. W boksie zawodowym równie pilnymi uczniami byli chyba tylko ukraińscy bracia Kliczkowie. Wiele razy Tomek obronił tytuł WBC, zwyciężając w Niemczech między innymi z Thomasem Ulrichem. – Marzył o walce z Amerykaninem Royem Jonesem juniorem. Don King prowadził stosowne rozmowy i szukał odpowiedniego miejsca na taki bój – przyznał. Adamek od urodzenia mieszka w Gilowicach. Obok domu należącego do matki pobudował swój własny. Ojca praktycznie nie znał, bowiem zginął w katastrofie górniczej w 1978 roku (Tomek nie miał wówczas dwóch lat). – Na wsi czuję się najlepiej, tutaj wypoczywam, spędzam najwięcej czasu. I co najważniejsze, mam obok siebie wszystkich, których kocham – żonę, dwie córki i mamę. A w promieniu dziesięciu kilometrów mieszkają moje cztery siostry – zakończył Adamek, który zawsze deklarował, że jest wierzącym i praktykującym katolikiem. W licznych wywiadach mówił, że osiągnął tak wiele w życiu dzięki Bogu i jego łasce.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.franciszkanie.esanok.pl

 

7 października 2014|