Świętość trzeba starać się naśladować

Adam Bujak przez 43 lata uwieczniał na zdjęciach życie Karola Wojtyły: „Czasem człowiek przeklnie, czasem się zdenerwuje, brzydko o kimś pomyśli. Ale papież był hamulcem zła. To znaczy ilekroć miałem pokusę – zresztą, tak jest do dzisiaj – żeby ulec złu, myślałem o tym, że miałem w życiu wielkie szczęście spotkać świętego człowieka”.

– Rozpoczynamy obchody stulecia urodzin Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Pan miał szczęście być u Jego boku przez 43 lata. Pochodzicie nawet z jednej parafii – salezjanów na krakowskich Dębnikach…
– Urodziłem się niedaleko domu Karola Wojtyły. On mieszkał na ulicy Tynieckiej, ja na Praskiej. Dawniej było to osiedle Legionowe. Byłem zupełnym maleństwem, gdy Karol Wojtyła, już w pełni sił młodzieniec, chodził do pracy do fabryki Solvay i na Zakrzówek do kamieniołomów. Musiał wówczas przechodzić koło mojego domu. Zapewne niejeden raz służyłem Mu do mszy, bo rzeczywiście pochodzimy z tej samej parafii – św. Stanisława Kostki i św. Jana Bosko na krakowskich Dębnikach. Jednak taka obustronnie świadoma historia naszych kontaktów zaczęła się na początku lat sześćdziesiątych w Kalwarii Zebrzydowskiej. Tam w 1964 roku zrobiłem portret ks. Karola Wojtyły w bogato zdobionych szatach liturgicznych. Stał nakryty kapą, w rękawicach, w specjalnych butach, z krzyżem. Nasz papież nie lubił się ubierać w te szaty. Podejrzewam, że był szczęśliwy, gdy ta epoka w Kościele skończyła się.

– Które z ówczesnych spotkań z kardynałem Wojtyłą utkwiło Panu szczególnie w pamięci?
– Spotykaliśmy się przy różnych okazjach. Najbardziej utkwiły mi w pamięci spotkania z kard. Wojtyłą przy okazji obchodów Milenium chrztu Polski. Te obchody to było, moim zdaniem, pierwsze poważne uderzenie, które zachwiało systemem komunistycznym w Polsce. Nawet większe od poznańskiego Czerwca. To był okres poważnego zawirowania umysłów ludzkich. Drugim takim wydarzeniem była pierwsza papieska pielgrzymka do ojczyzny w 1979 roku.

– W tym roku obchodziliśmy 40. rocznicę pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego do ojczyzny. Jakie zdjęcia zachowały się w Pana archiwum z tej pielgrzymki?
– Zachowało się sporo zdjęć ze Skałki. Tak w Krakowie mówi się potocznie o kościele św. Michała i św. Stanisława Biskupa Męczennika. To jeden z najstarszych zabytków sakralnych w Krakowie. Położony niedaleko Wawelu, nad samą Wisłą. Co roku w maju odbywa się procesja z Wawelu na Skałkę ku czci św. Stanisława. Wtedy, w czerwcu 1979 r., Ojciec Święty spotkał się na Skałce z młodzieżą. To były niezapomniane chwile. Robiłem zdjęcia, stojąc na dachu… ubikacji, która wtedy służyła za dziennikarską zwyżkę, czyli miejsce, gdzie mogli stać fotoreporterzy. Wspominając tamtą, pamiętną pielgrzymkę bardzo żałuję, że nie miałem tego sprzętu, który teraz mam, bo wtedy były niesamowicie piękne momenty do utrwalenia.

– Uczestniczył Pan we wszystkich spotkaniach z Janem Pawłem II podczas jego pierwszej pielgrzymki do Polski…
– We wszystkich. Byłem również podczas oficjalnego powitania Ojca Świętego w Krakowie. Przyleciał helikopterem, który wylądował na Błoniach. Fotografowałem go, jak wychodzi z helikoptera ubrany w wielki kapelusz kardynalski z pomponami i w czerwonej kapie. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem go w kapeluszu kardynalskim. Pomimo że milicja i esbecy robili wszystko, żebym nie podchodził zbyt blisko papieża, udało się coś zrobić, coś sfotografować, ale przede wszystkim przeżyć to wielkie wydarzenie. Bez tej pielgrzymki nie byłoby „Solidarności” i wolnej Polski.

– A jak Pan wspomina spotkanie rzesz pielgrzymów z Janem Pawłem II na Błoniach 10 czerwca 1979 roku?
– Udało mi się zrobić zdjęcia z trzech miejsc na Błoniach. Byłem i wśród ludzi, i przy ołtarzu, i na zwyżce dziennikarskiej. Pamiętam, że to specjalne podium potwornie się trzęsło, bo budowniczowie ołtarza nie mieli jeszcze doświadczenia, jak budować takie zwyżki. Wszystko było trochę prymitywne, ale ołtarz był potężny. To był właściwie najpotężniejszy ołtarz, jaki kiedykolwiek stał na Błoniach, w biało-żółtawych barwach. Pamiętam te dywany z kwiatów, rzucanych pod koła papieskiego samochodu. To się już nigdy nie powtórzyło, bo po zamachu na życie Ojca Świętego nie wolno było rzucać pod nogi papieża kwiatów.

– Towarzyszył Pan Janowi Pawłowi II we wszystkich najważniejszych wydarzeniach jego pontyfikatu. W wielu mniej lub bardziej oficjalnych spotkaniach. Które najmocniej utkwiły Panu w pamięci?
– Najpiękniejsze były spotkania z młodzieżą. Bywałem dwa, trzy metry od papieża, staruszka, który przy młodych czuł się, jakby ubywało mu lat. Tak jak oni od niego, on także czerpał od nich siłę. Pamiętam twarze setek tysięcy osób, które wpatrywały się w Jana Pawła II jak w najukochańszego dziadziusia. A jeśli chodzi o moje osobiste doświadczenia – marzyłem, by kiedyś być z Ojcem Świętym wewnątrz grobu Chrystusa, w tym najważniejszym miejscu na świecie. Szczęśliwie pojechałem na wyjątkową pielgrzymkę do Ziemi Świętej i marzenie się spełniło. Wraz z osobami z najbliższego otoczenia Jana Pawła II poszedłem z papieżem do Grobu Chrystusa. To było takie przeżycie, że nogi mi się trzęsły. O mało nie upadłem.

– Kiedyś wspomniał Pan, że praca u boku Jana Pawła II miała ogromny wpływ na Pana życie…
– Zmieniła mnie, bo dobry, ba, święty człowiek zmienia innego, zwykłego człowieka. Wiadomo, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Czasem człowiek przeklnie, czasem się zdenerwuje, brzydko o kimś pomyśli. Ale papież był hamulcem zła. To znaczy ilekroć miałem pokusę – zresztą, tak jest do dzisiaj – żeby ulec złu, myślałem o tym, że miałem w życiu wielkie szczęście spotkać świętego człowieka. I wtedy przychodziła refleksja, że świętość trzeba starać się naśladować.

– Nieżyjący już ksiądz profesor Tadeusz Styczeń, jeden z najbliższych przyjaciół Jana Pawła II, mówił o papieżu Polaku, że był „zatopiony w Bogu”…
– To prawda. Już za życia naznaczony był świętością. Ja czułem tę jego świętość jeszcze wtedy, gdy Karol Wojtyła był kardynałem. Słowa, które mówił do nas podczas rozmaitych spotkań, jego wzrok, jego gesty powodowały, że człowieka ogarniał wręcz niebiański nastrój. Jan Paweł II roztaczał wokół siebie aurę, którą trudno zdefiniować, opisać. Ludzie lgnęli do niego. A on darzył miłością ich wszystkich. Pamiętam, jak kiedyś wspólnie odwiedziliśmy szpital pełen chorych ludzi. Ochrona papieża już ledwo stała na nogach, bo papież nie chciał zrezygnować z wizyty u żadnego chorego. Każdego chciał pobłogosławić. Na sam koniec odwiedził umierającą kobietę. Była już praktycznie nieprzytomna, ale kiedy papież podszedł i ją pobłogosławił, stało się coś dziwnego: otworzyła na chwilę oczy, uśmiechnęła się, a potem umarła. Przez wszystkie lata tego pontyfikatu miałem wiele dowodów na to, że uczestniczyłem w wydarzeniach ze świętym.

– Nawet w naszym tak bardzo katolickim kraju panoszy się zło, neguje się podstawowe dla człowieka wartości. Powiedział Pan, że papież był „hamulcem przeciwko złu”. Chyba zbyt rzadko przypominamy dziś Jego nauczanie…
– To prawda. Bo Ojciec Święty był człowiekiem, który potrafił nam pogrozić palcem. W czerwcu 1997 roku rządziła jeszcze postkomunistyczna koalicja SLD – PSL. Jan Paweł II odwiedzając Polskę przestrzegał wprost i dosłownie przed budowaniem nad Wisłą „demokracji inspirowanej ideologią liberalną”. Głośno protestował przeciw „usiłowaniom wmawiania człowiekowi i całym społeczeństwom, iż Bóg jest przeszkodą na drodze do pełnej wolności, że wolności nie rozumie, że się jej lęka”. Dwa lata później, przemawiając z wysokości swojego tronu ustawionego w Sejmie RP do parlamentarzystów, cytował napomnienia i przestrogi księdza Piotra Skargi, akcentował również już wcześniej formułowaną przez siebie diagnozę, że „demokracja bez wartości, wcześniej czy później przerodzi się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Na szczęście naród opamiętał się i demokratyczne, chrześcijańskie idee mimo wszystko zwyciężają. Pomimo tej całej machiny propagandowej. Pomimo tych, co uznali za swoją flagę sześć kolorów tęczy. Uważają, że to jest ich znak. A przecież siedem kolorów wcinających się w siebie, a nie połączonych maszyną do szycia, to jest odwieczny znak przymierza człowieka z Bogiem. Ja poznałam jednego homoseksualistę. Mądry, przyzwoity człowiek. Mogę go szanować, bo on też jest stworzony przez Pana Boga. On przyznał, że tak jak ja nie akceptuje parad, manifestacji czy podobnych wygłupów. Niedawno, prowadząc rower, włączyłem się w taką manifestację w Krakowie. Specjalnie po to, żeby usłyszeć, co ci ludzie mówią. Proszę mi wierzyć – to jest coś przerażającego, prymitywnego i głupiego. Oni, dziwnie poprzebierani, właściwie bełkotali. Nie można takich ludzi gloryfikować. Ludzi, którzy dążą do dewastacji rodziny, dewastacji młodzieży. Przecież to zwyrodnialcy, którzy chcą zawładnąć młodzieżą. Nie dopuśćmy do tego! Starajmy się uzmysłowić młodzieży, że trzeba się zastanowić nad życiem, bo jest krótkie. Nawet najpiękniejsza, najcudowniejsza, o najpiękniejszych kształtach modelka kiedyś zejdzie z tego świata. Dlatego należy się zastanowić, przemyśleć, że jednak powinno się żyć inaczej. Szkoda, że nie ma już wśród nas Jana Pawła II. On rzeczywiście był i dla młodych, i dla starszych tym hamulcem przeciwko złu.

– Powiedział Pan niedawno, podczas spotkania autorskiego, że „szukając ratunku, pomocy, możemy ??????? się w stronę książki, słowa pisanego, zdjęcia, obrazu. Bo to też rodzaj ewangelizacji”. Na spotkaniach z Panem widzę sporo młodych ludzi. To budujące…
– Budujące jest, że młodzi kupują moje książki, chcą je mieć. Bo – jak powiedział mi kiedyś nieżyjący dziś bp Albin Małysiak – „pana zdjęcia to też rodzaj ewangelizacji”. Niemal każde moje wydawnictwo uświadamia mi, jak wielkie jest zapotrzebowanie na wartościowe publikacje. Trzeba tylko być twardym, odważnym, zdecydowanym w przekazywaniu swoich poglądów. Nie mięczakiem, który się wycofuje, gdy tylko ktoś krzywo spojrzy. Teraz w wydawnictwie „Biały Kruk” przygotowaliśmy kolejną – „Matka Boża”. Zainspirowały nas wydarzenia z maja tego roku, kiedy to doszło do profanacji wizerunku jasnogórskiego obrazu Maryi przez umieszczenie w jego tle tzw. tęczy. Jasnogórski obraz jest bardzo ważny dla wielu chrześcijan. Przedstawione na nim oblicze Maryi na stałe zapisało się w sercach wielu ludzi, również w moim. Dlatego zrobiliśmy album, żeby pokazać, kim jest Matka Boża. Przecież urodziła i wychowała Boga. W albumie zamieściliśmy wiele zdjęć obrazów Matki Bożej z różnych polskich kościołów. Miedzy innymi mało znany z kościoła w podkrakowskich Zielonkach. Obraz przedstawia narodziny Matki Bożej. Ten i inne tego typu obrazy to wspaniałe wizerunki macierzyństwa. A macierzyństwo chce się w dzisiejszych czasach unicestwić. Na szczęście mamy manifestacje rodzin, gdzie widzimy pięknych młodych chłopaków, mężów, żony, narzeczonych. Młodych ludzi, którzy wiozą na wózkach swoje dzieci. To piękny widok.

– Jest Pan człowiekiem z pasją, z ogromnym zawodowym dorobkiem potwierdzonym uznaniem w kraju i za granicą. Ma Pan wspaniałą rodzinę. Jaka jest Pana recepta na udane satysfakcjonujące życie?
– W mojej opinii ważne jest to, żebyśmy mieli ten „hamulec”, o którym wspominaliśmy wyżej. Żebyśmy nauczyli się rozróżniać, co jest dobrem, a co złem. Żebyśmy żyli zbratani z Bogiem. Częściej sięgali po Pismo Święte, po pisma naszych świętych, wielkich myślicieli, wielkich filozofów. W tym po tak bogate nauczanie św. Jana Pawła II. W przeciwnym razie świat może się znaleźć na skraju katastrofy. Żeby do tego nie doszło, musimy dbać o młodzież. Chronić ją m.in. przed ideologią zwaną gender. Żeby nie dopuścić krzewicieli tej ideologii do szkół. Bo to może zniszczyć dzieci, młodzież. Wierzę w rozsądek rodziców i wychowawców. Dam taki przykład. Mój wnuczek pójdzie teraz do I klasy. W tej szkole kiedyś wyrzucano z sal lekcyjnych krzyż. Dzisiaj odbywają się tam przepiękne widowiska o charakterze religijnym i sto procent rodziców uczniów tej szkoły chce dla swoich dzieci lekcji religii. To dowodzi, że pomimo rozmaitych akcji przeciwko Kościołowi, przeciwko wierze, rodzice, wychowawcy potrafią racjonalnie, samodzielnie myśleć. Rozumieją, że wiara należy do fundamentalnych wartości. Przez wiarę dokonuje się bowiem wewnętrzna przemiana człowieka, co musi rzutować na całokształt jego moralnych postaw i zachowań.

– Bardzo dziękuję Panu za rozmowę.

Adam Bujak – artysta fotografik, laureat wielu nagród krajowych i międzynarodowych. Przez 43 lata uwieczniał na zdjęciach życie Karola Wojtyły – najpierw jako biskupa, arcybiskupa, kardynała, a potem jako papieża Jana Pawła II, przez co nazywany jest „fotografem papieskim”. Ma na koncie ponad 130 albumów fotograficznych, książek, plakatów i kalendarzy. Jego albumy były wielokrotnie honorowane tytułem najpiękniejszej książki roku. On sam był wielokrotnie nagradzany i odznaczany. W 2017 r. z rąk prezydenta Andrzeja Dudy otrzymał najwyższe odznaczenie państwowe – Order Orła Białego. W maju tego roku wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński odznaczył Adama Bujaka Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, który przyznaje się najbardziej zasłużonym twórcom.

Grażyna Starzak

Źródło: www.bosko.pl

 

16 października 2019|