ŚWIĘTA ELŻBIETA WĘGIERSKA

 

19 listopad 2015 roku; KSIĘŻNA OD BIEDY I PATRONKA III ZAKONU; Żaden ze stojących w kolejce ubogich nie odejdzie z pustymi rękami. Piękna młoda królowa każdemu wręczy bochenek chleba. To Elżbieta z Turyngii, zwana także Elżbietą Węgierską, święta, która wsławiła się swą działalnością dobroczynną. Żyła w XIII wieku, była córką króla Węgier i żoną hrabiego Turyngii. Kiedy jej mąż zmarł podczas wyprawy krzyżowej, odsunęła się od życia dworskiego, opuściła zamek w Wartburgu i złożyła śluby, jako jedna z pierwszych tercjarek franciszkańskich.

ŚWIĘTA ELŻBIETA WĘGIERSKAW Marburgu ufundowała przytułek dla opuszczonych, gdzie codziennie posługiwała ubogim, prowadząc jednocześnie bardzo surowy tryb życia. Zmarła w wieku zaledwie 24 lat w opinii świętości, a jej grób stał się celem licznych pielgrzymek.

Średniowiecze kojarzy nam się teraz na ogół z wojnami, nietolerancją, przesądami… A przecież ta piękna scena jest tak charakterystyczna dla tej epoki! „Cokolwiek uczyniliście bratu memu najmniejszemu, Mnieście uczynili” – te słowa Chrystusa ludzie średniowiecza brali sobie głęboko do serca. Ludzie zamożni obawiali się, że gromadząc dobra materialne, oddalają się od nieba. Swoje lęki łagodzili, dając bardzo duże jałmużny. W ten sposób chcieli też odkupić swoje grzechy.

Przykład dobrej św. Elżbiety był dla nich bardzo budujący.

Kanonizowano ją w 1235 roku, cztery lata po śmierci. Dzieło powstało pod koniec XIX wieku, kiedy artyści rzadko już podejmowali w swej twórczości tematy religijne. Namalowano je w Anglii, gdzie wyznawana przez większość ludzi religia protestancka odrzuca kult świętych. Jednak obraz młodej szlachetnej królowej rozdającej chleb ubogim porusza serca ludzi w każdej epoce i w każdym miejscu.

W 1221 roku Wartburg oglądał ceremonię zaślubin książęcej pary. On miał lat dwadzieścia, ona – czternaście. Wyglądała zachwycająco. Smukła, śniada, pełna zniewalającego wdzięku. Młodzi kochali się bardzo. Rok później urodził się syn Herman. Potem na świat przyjdą jeszcze dwie córki, Zofia i Gertruda. W tym czasie Elżbieta poznała franciszkanów. Przyszli, wysłani przez żyjącego jeszcze świętego Franciszka. – To droga dla mnie – myślała, słuchając opowiadań braci o doskonałym ubóstwie.

Na razie dawała jałmużnę. Jej hojność przyprawiała zarządców książęcych dóbr o rozpacz.

– Nasza pani wszystko, co posiada, rozda na pewno biednym, a nas doprowadzi do nędzy – desperował przed księciem jeden z nich. – Bóg w dwójnasób wynagrodzi miłosierdzie – odpowiadał Ludwik. Książę doceniał gorliwość żony. Gdy budził się w nocy i zastawał ją klęczącą przy łóżku, brał jej ręce w swoje dłonie i znów zasypiał. Czasem nalegał, żeby się położyła.

Elżbieta uważała jednak, że jej grzechy i wady wymagają modlitwy i umartwienia. Wycieńczona poczuła w końcu, że nadchodzi śmierć. Wyspowiadała się, przyjęła Komunię. Sam Konrad pojął, że tej kobiecie, którą gnębił, nie dorasta do pięt.

„Niech mi Bóg wybaczy” – pisał w liście do papieża, przyznając, że ją prześladował. Ostatnie chwile świętej tak opisał: „Po zmierzchu leżała rozjaśniona i aż do pierwszego piania koguta zdawała się być pogrążona w najgłębszej modlitwie. Radziła też wszystkim gorąco się modlić i odeszła jakby w cichym śnie”. Był 17 listopada 1231 roku.

Nikt nie miał wątpliwości, że zmarła święta. Potwierdzały to liczne cuda. Papież kanonizował Elżbietę cztery lata później. Byłoby szybciej, ale proces kanonizacyjny opóźniła śmierć głównego świadka – Konrada. Zginął zamordowany przez nienawidzących nadgorliwego inkwizytora wrogów. Po trzech wiekach, gdy Turyngię zaleje fala protestantyzmu, nawet sam Luter, choć odrzucił kult świętych, powie: „Myślę, że Elżbieta jest rzeczywiście święta”.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.franciszkanie.esanok.pl

 

19 listopada 2015|