Świadectwo Nouhad Al-Chami

31 lipca 2014 roku; ŻYCIE, CUDA, ORĘDZIA; Rana będzie krwawiła, co miesiąc. W nocy między 21 a 22 stycznia 1993 roku, Nouhad Al-Chami nagle się obudziła. Miała sen. Może to była halucynacja spowodowana lekarstwami na porażenie, które ją dotknęło przed kilkoma tygodniami, a może projekcja pragnienia wyzdrowienia. We śnie zobaczyła siebie wyleczoną. Jednak choroba była nieuleczalna: połowiczne porażenie z podwójnym zablokowaniem tętnicy szyjnej.

Świadectwo Nouhad Al-ChamiLewe ramię i lewa noga były całkowicie unieruchomione i kobieta z coraz większą trudnością mówiła i jadła. Lekarze byli szczerzy i werdykt był nieodwołalny. Można było tylko spróbować operacji, z nadzieją prawie żadną. To bolesne zdarzenie przygnębiło jej męża i ich dwanaścioro dzieci, które nie potrafiły pogodzić się z okrutnym losem matki, liczącej zaledwie pięćdziesiąt lat.

Dlatego Saad, pierworodny, natychmiast udał się na grób świętego Charbela Makhloufa – świętego od cudów, znajdujący się w libańskim klasztorze Annaya, leżącym niedaleko od ich domu, aby prosić go o uzdrowienie i postarać się o poświęcony olej. Po wtarciu go w szyję chorej, kobieta poczuła dziwne mrowienie w zdrętwiałej części ciała, ale nic więcej. Kobieta, dotknięta także okropnymi bólami głowy, wielokrotnie z żarliwością wzywała Matkę Bożą i świętego cudotwórcę, prosząc ich, aby szybko zabrali ją do Nieba.

Świadectwo Nouhad Al-Chami 1Święty Maron, potężny cudotwórca i założyciel wspólnoty mnichów maronickich.

Tej nocy, obudziwszy się nagle, Nouhad dokładnie pamiętała, że śnił się jej święty Charbel przy jej łóżku, w wielkim świetle, razem z innym mnichem. Obydwaj operowali jej szyję. Ona chciała uniknąć tej operacji, ale mnisi nalegali, że to konieczne i że przyszli ją uzdrowić. Ból był silny, rzeczywisty, tak że kobieta się obudziła. Teraz, mokra od potu, w ciemności pokoju, Nouhad instynktownie podniosła rękę do gardła i poderwała się na równe nogi.

Czyżby to nie była ta sparaliżowana ręka? Jak udało się jej poruszyć także lewą nogą? Co się stało? Kobieta, oszołomiona, po raz pierwszy od początku choroby samodzielnie podniosła się z łóżka i doszła do lustra w łazience.

Zauważyła dwie blizny po bokach szyi, każda długości dwunastu centymetrów, z punktami zszycia i czarną nicią chirurgiczną, która wychodziła na zewnątrz. Szyja i koszula były poplamione krwią.

Mąż spał w pokoju obok. Zbudzony przez światło, które się zapaliło, zobaczył idącą do łóżka, poplamioną krwią żonę, z dwiema długimi ranami na szyi, i zaczął krzyczeć. Jak mogła tam stać jego żona, skoro nie potrafiła się podnieść? Czym była ta cała krew? – przestraszony mężczyzna pytał samego siebie.

Nouhad, chociaż wciąż oszołomiona, uspokoiła go i opowiedziała mu o Charbelu, który ukazał się jej we śnie razem z innym mnichem. „Powiedział, że przyszedł mnie uzdrowić. Przestraszyłam się. Gdy pytałam go, jak może mnie operować bez narzędzi chirurgicznych, bez znieczulenia, położył mi ręce na szyi i rozciął ją palcami. Poczułam ból, ale nie potrafiłam przeciwstawić się ani krzyczeć. Po skończonej operacji zbliżył się także ten drugi mnich. Posadzili mnie, podkładając poduszkę za plecami i podając mi szklankę wody.

  • Powiedziałam mu, że nie mogę pić bez rurki z powodu paraliżu języka, ale on mi odpowiedział, że teraz będę pić, jeść, wstawać i normalnie chodzić, ponieważ zostałam uzdrowiona.

Potem obydwaj święci zniknęli w świetle. Obudziłam się w tej samej pozycji, w jakiej mnie zostawili. Natychmiast pomyślałam o śnie, ale czułam, że boli mnie szyja i spostrzegłam, że lewa ręka stała się sprawna, także lewa noga. Spróbowałam podnieść się i bez wysiłku doszłam do lustra, w którym zobaczyłam plamy krwi i rany, jedną na prawej, a drugą na lewej stronie szyi, z tą nicią szwów, która z nich wychodziła. Chociaż było to nieprawdopodobne, zdałam sobie sprawę, że to nie był sen – dwaj mnisi naprawdę mnie zoperowali i zostałam całkowicie uzdrowiona.

Rodzina Al-Chami wcześnie rano pojawiła się w klasztorze Annaya, aby wobec przełożonego zeznać o tym, co się wydarzyło, a kilka dni później sceptyczni lekarze szpitala w Bejrucie usunęli szwy z szyi Nouhad, zaświadczając o wyzdrowieniu.

Wiadomość o tym rozeszła się po całym Libanie. Przyjaciele, którzy ją odwiedzali w czasie choroby, przy-chodzili, aby przekonać się o cudzie, a ze wszystkich stron zaczęły napływać rzeki ludzi. Proboszcz i lekarz rodziny namawiali, aby na jakiś czas wyjechali z domu. Ale Charbel ponownie ukazał się Nouhad we śnie. „Zoperowałem cię”, powiedział jej, „aby wszyscy cię widzieli i ludzie wracali do wiary. Wielu oddaliło się od Boga, od modlitwy, od Kościoła. Proszę cię o uczestniczenie we Mszy przy pustelni Annaya w każdy 22 dzień miesiąca.

  • Przez całe twoje życie twoje rany będą krwawiły w każdy pierwszy piątek i 22 dzień miesiąca, na pamiątkę otrzymanej łaski”. Później święty wyjawia jej, że drugim mnichem ze snu był święty Maron, potężny cudotwórca i założyciel wspólnoty mnichów, do której należy święty Charbel.

Od tamtego czasu cudownie uzdrowiona udaje się w wyznaczonym dniu do Annaya, aby uczestniczyć w Mszy świętej i wspominać niezwykłe wydarzenie z jej życia. Za każdym razem pojawia się tam także wielki tłum pielgrzymów.

Ale Święty nie poprzestał na tym. Jego ikona znajdująca się w mieszkaniu Nouhad wydziela cudowny olej, a dąb w ogrodzie kobiety, pobłogosławiony przez niego we śnie, wykazuje takie same właściwości cudotwórcze, jak ten olbrzymi dąb rosnący na terenie klasztoru Annaya, w którego cieniu modlił się święty Charbel. Drzewo to zostało rozebrane na części przez pielgrzymów, którzy oświadczają, że po wypiciu naparu z niego uzyskali uzdrowienie z różnych chorób.

Liście dębu

Oto fakty, jakie zostały przekazane przez periodyk Al-Anwar, w wywiadzie z Nadią Sader, opublikowanym we wrześniu 1996 roku. Publiczne świadectwa Nadii zrobiły wielkie wrażenie na libańskiej społeczności. Bogata ł urocza trzydziestolatka z wyższych sfer, matka dwojga dzieci i lubiąca, jak wyznaje, światowe przyjemności, została całkowicie sparaliżowana przez nieuleczalną chorobę. Atakowana przez straszliwy i nieustający ból, bez-radnie oczekiwała na śmierć.

Daremne były podróże do najlepszych klinik Europy w poszukiwaniu skutecznego leczenia. Kiedy krew ni namawiali ją do modlitwy i picia naparu z liści dębu rosnącego ogrodzie Nouhad Al-Chami, Nadia cynicznie odmawiała, ale później, po długim opieraniu się, wyraziła zgodę.

Zaledwie przełknęła wywar, doznała napadów okrutnych i straszliwych boleści. Krzyczała z bólu i przerażenia. Przed omdleniem opowiedziała, że widziała Najświętsze Serce Jezusa, otoczone wielkim światłem. Obecni oświadczyli, że kobieta straciła przytomność na ich oczach, wstrząsana gwałtownymi konwulsjami. Widzieli, jak jej sparaliżowane nogi w niewytłumaczalny sposób gwałtownie się poruszały, ale sama Nadia niczego nie pamięta.

Obudziwszy się po trzech godzinach nieświadomości w swoim łóżku w domu, młoda kobieta stwierdziła, że jest całkowicie zdrowa. Mogła się podnieść, chodzić i znów poświęcać się swojej rodzinie. Ale przede wszystkim jej serce rozpływało się we łzach skruchy, w zbawczej dla duszy kąpieli, wreszcie uległe wobec miłości Boga.

Święty bez granic

Niemożliwe jest wyszczególnienie wszystkich nadzwyczajnych pojawień się świętego Charbela Makhloufa od jego śmierci do dzisiaj.

Paradoksalnie, liczne świadectwa uzdrowień przypisywanych katolickiemu świętemu docierają także z dalekiej prawosławnej Rosji, po tym, jak dwutygodnik „Lekar” po raz pierwszy napisał o nim w 1997 roku.

Anatolij Bajukanski, wydawca rosyjskiego periodyku o medycynie alternatywnej, opowiada, że opublikował fotografię świętego Charbela, opisując swoim czytelnikom jego świętość i cuda oraz prosząc ich o powiadamianie o ewentualnych łaskach i uzdrowieniach otrzymanych za jego pośrednictwem.

Społeczeństwo rosyjskie, boleśnie doświadczane długimi prześladowaniami religijnymi, nie wierzy tak łatwo w nadprzyrodzoność, zwłaszcza w cudowne uzdrowienia, na dodatek dokonywane przez katolickiego świętego! Prawosławne chrześcijaństwo chlubi się przecież własnym zastępem świętych.

Jednakże, ku zaskoczeniu samego wydawcy, do redakcji „Lekara” nadeszło ponad pięć tysięcy listów z wszystkich stron, nawet z rejonów oddalonych o 12 000 kilometrów od klasztoru w Annaya. Wielu czytelników prosiło o fotografię świętego Charbela, dlatego wydawca pięć razy opublikował portret, drukując dołączoną broszurę z obszerną dokumentacją fotograficzną. Świadectwa otrzymane między 1997 a 1999 rokiem dotyczą ponad stu uzdrowień, głównie mających miejsce po przyłożeniu wizerunku świętego do chorej części ciała. Ta nowa „medycyna alternatywna” proponowana przez wydawcę przynosiła nadzwyczajne skutki! Do dziś spłynęło do redakcji ponad tysiąc świadectw uzdrowień.

Czytelnicy informują o zanikaniu najcięższych stanów chorobowych, takich jak śpiączka, gangreny, nowotwory, paraliże, a także innych, lżejszych, takich jak alergie, migreny, krótkowzroczność, rozmaite bóle. Co jeszcze dziwniejsze, lista przypadków wyszczególnia nawet uzdrowienia zwierząt domowych, następujące dzięki potężnemu wstawiennictwu libańskiego eremity.

Bajukanski jest zawodowym pisarzem, opublikował 32 książki, z których pięć poświęcił świętemu Charbelowi.

Z Rosji przenosimy się do Afryki, której mieszkańcy gdzieniegdzie żywią żarliwy kult dla naszego świętego, szczególnie czczonego w Togo. Potem lądujemy na kontynencie amerykańskim, gdzie spotykamy liczne świadectwa czci, aby następnie skierować się do Australii. Okazuje się, że na Antypodach istnieje kilka poświęconych mu kościołów. W końcu wracamy do Europy, gdzie w 1992 roku kilku angielskich dziennikarzy oraz brytyjski dziennik „The Guardian” publikują historię szwedzkiej dziewczyny, Samiry Hannoch, której miał się ukazać mnich-cudotwórca. Od tamtego czasu wiszący w jej mieszkaniu niedaleko Sztokholmu portret świętego Charbela wydziela cudowny olej, a jego zastosowaniu przypisywane są liczne uzdrowienia.

Także dziewczyna z muzułmańskiej sekty druzów, Hosn Mensur el-Mohair, urodzona z jedną nogą o trzy lub cztery palce krótszą od drugiej, została uzdrowiona po nacieraniu krótszej nogi mieszaniną wody z ziemią wziętą z miejsca w pobliżu grobu świętego Charbela. Urzędnicy z jej wsi, którym była osobiście znana, wydali wspólne oświadczenie, stwierdzające, że krótsza noga dziewczyny po terapii osiągnęła tę sama długość, co druga noga.

  • Święty Charbel nie wyklucza nikogo, niezależnie od tego, do jakiej rasy, stanu, religii, sekty lub kultury dany człowiek należy.
  • Tylko Miłość jednoczy. Ona jest językiem wspólnym, ekumenicznym, który mówi i porozumiewa się wszystkimi językami świata.
  • Jedynie osiągając największą zdolność miłowania człowiek będzie potrafił realizować jedność w różnorodności.

Charbel, święty bez granic, w pełni przemawia językiem Miłości. Na swój sposób, z uniwersalnego wymiaru, do którego teraz należy, realizuje swoją ekumeniczną kampanię.

Gorąco polecamy książkę: „Święty Charbel – mnich cudotwórca”: Świety Charbel (105-128)

Opracowano na podstawie publikacji zamieszczonej w „Gościu niedzielnym”.

 

31 lipca 2014|