Święci i Mistycy

(na pdst. www.gorazdowski.org)

Ksiądz Zygmunt Gorazdowski urodził się 1 listopada 1845r w Sanoku w rodzinie szlacheckiej. Syn Feliksa i Aleksandry z Łazowskich. Na chrzcie w dniu 9 listopada, który odbył się w Sanoku w kościele O.O. Franciszkanów, nadano mu imiona: Zygmunt Karol. Oboje rodziców Zygmunta ceniono, jako ludzi zacnych, prawdziwych patriotów, inteligentnych.

W czasie rzezi galicyjskiej, gdy miał kilka miesięcy jego opiekunka ukryła go pod kołem młyńskim. Cudem uniknął śmierci. Od tego czasu chorował na nieuleczalną wówczas chorobę płuc. Gdy Zygmunt miał sześć lat rodzice przenieśli się z Sanoka do Przemyśla. W 1851r Zygmunt pierwszy raz pomaszerował do szkoły Elementarnej. Potem naukę kontynuował w Niższej Szkole Realnej i Porealnej, a później nauki pobierał w Gimnazjum w Przemyślu.

Jako gimnazjalista bierze udział w Powstaniu Styczniowym w 1863r. Studiował na uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie na wydziale prawniczym. W 1865r zmienia kierunek studiów i wstępuje do Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie.

1Święty ksiądz Zygmunt Gorazdowski Święcenia kapłańskie otrzymał Katedrze Lwowskiej 25 lipca 1871r z rąk abpa Franciszka Ksawerego Wierzchlewskiego. Już w pierwszym okresie swego kapłańskiego życia dał się poznać, jako człowiek posiadający charyzmat pracy duszpasterskiej i charytatywnej. Pracował w różnych miejscowościach: w Tartakowi, Wojniłowie, Bukaczowcach, Gródku Jagielońskim, Żydaczowie. W tych miejscowościach pełnił funkcję wikarego i administratora. W 1877 r zostaje przeniesiony do Lwowa. Początkowo pracuje w parafii pod wezwaniem Świętego Marcina oraz w parafii Matki Bożej Śnieżnej. Najdłużej, bo około 40lat pracował w parafii Świętego Mikołaja we Lwowie. Obok pracy duszpasterskiej angażował się również w pracę wydawniczą, redaktorską.

Wydał kilka edycji „Katechizmu”, opracował katolickie zasady wychowania dla rodziców i wychowawców. Dla księży wydał czasopismo „Bonus Pastor”. Z niezwykła gorliwością apostolską podejmował wciąż to nowe dzieła na rzecz ludzi potrzebujących pomocy.

We Lwowie założył: „Dom Pracy Dobrowolnej Dla Żebraków”, „Tanią Kuchnię Ludową”, „Zakład Świętego Józefa dla Nieuleczalnie Chorych i Rekonwalescentów”, „Zakład Dzieciątka Jezus”, „Internat Świętego Jozafata” dla studentów, „Katolicką Polsko-Niemiecką” szkołę dla młodzieży.

Do prowadzenia powyższych dzieł powołał „Zgromadzenie Sióstr Świętego Józefa”. Jego świadkowie za życia mówili: „Tyle dzieł stworzyć i utrzymać, mogła tylko dusza miłująca Boga”.

Ksiądz Gorazdowski zmarł w opinii świętości we Lwowie 1 stycznia 1920r. Dnia 26 czerwca 2001r we Lwowie ksiądz Zygmunt Gorazdowski został beatyfikowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II, a kanonizowany przez Ojca Świętego Benedykta XVI 23 października 2005r w Rzymie. Z dniem 15 października 2008r Święty ksiądz Zygmunt Gorazdowski został współpatronem miasta Sanoka. Liturgiczne wspomnienie świętego Księdza Zygmunta Gorazdowskiego przypada 26 czerwca.

Dewizą życiową Świętego Księdza Zygmunta Gorazdowskiego było: „Być wszystkim dla wszystkich, aby zbawić, choć jednego„.

MODLITWA WSTAWIENNICZA DO ŚW. ZYGMUNTA GORAZDOWSKIEGO

Boże, Panie Miłosierdzia, Który nieustannie pochylasz się nad ludzką niemocą i masz szczególne upodobanie w tych, którzy czynią miłosierdzie. Racz udzielić nam łask za wstawiennictwem Świętego Księdza Zygmunta Gorazdowskiego, jaśniejącego Twoją miłosierną miłością. Prosimy o to przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

NIEKTÓRE MYŚLI PATRONA

  • Wielka liczba wojska, jaką utrzymują obecnie państwa europejskie świadczy, że społeczeństwa nasze nie są w prawidłowym stanie.

  • Poważaj kapłana zastępcę Pana Boga i szafarza tajemnic Bożych. Módl się często o dobrych kapłanów. Pamiętaj, że wierni obowiązani są starać się o przyzwoite utrzymanie swoich kapłanów.

  • Wszelka praca powinna być uważana, jako służba Boża. Mało ludzi pamięta dziś o tej prawdzie, dlatego mało, kogo uszczęśliwia dziś praca.

  • Chrześcijanin nie powinien iść tylko za swoją przyrodzoną skłonnością, ale powinien każdego człowieka miłować, inaczej sprzeciwia się Panu Bogu, bo Pan Bóg miłuje każdego.

  • Obok tych pierwszych wrażeń, jakie w domu rodzicielskim odbiera człowiek i od kierunku, jaki mu się w młodości nada będzie zawisłym jego stanowisko wobec Boga, Kościoła, i państwa. Dobre wychowanie jest wiec niezmiernej doniosłości, dla całego społeczeństwa ludzkiego. Jak jednostki dzisiaj wychowamy, takim będzie całe społeczeństwo za lat kilkadziesiąt.

  • To wszystko, co Kościół czyni przez swoje usługi, pasterzów, aby parafie utrzymać w wierze i moralności, przyczynia się w szczególności do dobrego wychowania dzieci. Wiara i obyczaje chrześcijańskie, które panują w parafii, są niby duchową atmosferą, w której dzieci oddychają i wzrastają.

  • Dobry chrześcijanin ubolewa nad upadkiem bliźniego i stara się go podźwignąć napomnieniem lub dobrym przykładem albo modlitwą.

  • Kto chce Panu Jezusowi ulżyć w Jego cierpieniach, powinien okazywać współczucie i wspomagać żywe Jego członki tj. cierpiących bliźnich. Pamiętaj, że do zbawienia nie wystarczy wystrzegać się grzechów, ale należy także wypełniać dobre uczynki, szczególnie uczynki miłosierdzia. Nie zaniedbuj żadnej sposobności gdzie tylko możesz, odwiedzaj chorych, wspomagaj biednych.

  • Jeżeli jesteś tak ubogą, że musisz służyć, nie uważaj tego za nieszczęście, bo wobec Boga jest rzeczą chwalebniejszą i więcej zasługującą służyć, aniżeli być obsługiwanym. I Syn Boży zstąpił z nieba ,aby służyć i życie swe za nas oddać.

  • Niech wychowawca nie żałuje trudu i kosztów, bo dając dobre wychowanie dziecku, ubogaca go majątkiem droższym nad wszystkie skarby ziemskie.

  • Dziękuj Panu Bogu, że założył Kościół i że ciebie do Niego powołał. Szanuj Papieża, jako Namiestnika Bożego a miłuj, jak Ojca. Szanuj też połączonych z Nim biskupów i kapłanów, jako tych, którzy cię do nieba prowadzą i módl się za nich.

  • Pamiętaj, że z każdego słówka próżnego musisz zdać sprawę na sądzie Bożym, może jutro, a może jeszcze dzisiaj, przeto co dzień przed spaniem rachuj się ze swoim sumieniem i sądź samego siebie ostro.

  • Modlitwa jest kluczem do skarbnicy łask Boskich, wiec otwieraj nim często, abyś otrzymał to wszystko, co ci potrzebne do szczęścia doczesnego i wiecznego.

  • Wśród trudów i cierpień tego życia pocieszaj się zawsze nadzieją nagrody, która dobrych czeka w niebie. Nie przywiązuj się zbytnio do żadnej rzeczy ziemskiej, boś stworzony dla wieczności.

MODLITWA, JEJ ISTOTA I KONIECZNOŚĆ

Modlitwa jest kluczem do skarbnicy łask Bożych, więc otwieraj nim często, abyś otrzymał to wszystko, co ci potrzebne do szczęścia doczesnego i wiecznego”. /św. ks., Z. Gorazdowski/

Ojciec Św. Jan Paweł II 26 czerwca 2001r. dokonał beatyfikacji księdza Zygmunta Gorazdowskiego. Ogłaszając księdza błogosławionym Ojciec Św. Jan Paweł II podkreślił między innymi, że „ jest on świadkiem, od którego należy uczyć się i czerpać siły do pracy apostolskiej z głębokiego życia modlitewnego”. Papież Benedykt XVI ogłaszając go świętym Kościoła powszechnego w pierwszej encyklice napisał: „Modlitwa, jako sposób czerpania wciąż na nowo sił od Chrystusa, staje się konkretną koniecznością. Kto modli się, nie traci czasu, nawet, jeśli wszystko wskazuje na potrzebę pilnej interwencji i skłania nas jedynie do działania. Pobożność nie osłabia walki z ubóstwem czy nawet biedą bliźniego.(….) czas poświęcony Bogu na modlitwie nie tylko nie szkodzi skutecznej i operatywnej miłości bliźniego, ale w rzeczywistości jest jej niewyczerpanym źródłem”. Ksiądz Zygmunt Gorazdowski, który był tak zaangażowany w dobroczynną działalność może być wzorem człowieka umiejącego czerpać siły do pracy apostolskiej z głębokiego życia modlitewnego.

Posiadał on trudną sztukę łączenia modlitwy i działania. Jest wiele definicji modlitwy. Katechizmowa definicja modlitwy: „Modlitwa jest wzniesieniem duszy do Boga lub prośbą skierowaną do niego o stosowne dobra”.

Ksiądz Zygmunt Gorazdowski odwoływał się do definicji modlitwy według św. Augustyna: „Modlitwa jest niejako kluczem otwierającym skrzynię miłosierdzia Bożego, jest miłością ku Panu Bogu objawioną pragnieniem”.

W katechizmie napisanym przez księdza Gorazdowskiego: „Modlitwa jest kluczem do skarbnicy łask Boskich, więc otwieraj nim często, abyś otrzymał to wszystko, co ci potrzebne do szczęścia doczesnego i wiecznego”.

Na temat modlitwy ksiądz Gorazdowski wypowiadał się bardzo często.

W katechizmie o „ Modlitwie” święty wskazywał na modlitwę Pana Jezusa w Ogrojcu, który modlił się tymi słowami: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich!. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”.

Ksiądz Zygmunt Gorazdowski licząc się z odbiorcami używał prostych określeń i wyjaśnień. Mówił, że „ modlitwa jest to rozmowa duszy naszej z Panem Bogiem”. Mówił także, że modlitwa jest rozmyślaniem o prawdach wiary, albo o życiu i męce Pana Jezusa, aby obudzić przez to w sobie dobre postanowienia”

Mówił, aby „Pana Boga wielbić i duszę swoją zbawić wiecznie” i aby to osiągnąć trzeba się modlić: „ Dlatego nie opuszczaj nigdy modlitwy porannej i wieczornej – każdy dzień bez modlitwy jest dla ciebie stracony na wieki – jest dniem bezbożnym. Pan Bóg żąda od ciebie modlitwy częstej, staraj się wzrastać.

w pobożności-podnieś swoją duszę, zwracaj swoją myśl do Stwórcy często, szczególnie wśród pracy i samotności”. W „Katechizmie”: na pytanie:, w jakim celu się modlimy?. Święty ksiądz Gorazdowski odpowiada; „Aby Pana Boga wielbić, albo mu dziękować, albo też Go o coś prosić”.

Ksiądz Zygmunt mówi, że modlitwa jest konieczna, ponieważ modlitwa (ZŁOTE MYŚLI):

  • Łączy nas z Bogiem

  • Umacnia przeciw złu

  • Dodaje sił i ochoty do dobrego

  • Pociesza w smutku

  • Wyjedna nam pomoc w potrzebie i łaskę wytrwałości.

W „Zasadach i przepisach dobrego wychowania” „ksiądz dziadów” pisze: „Skoro człowiek po upadku większą ma skłonność do złego niż do dobrego, więc sumienie potrzebuje jakiegoś wsparcia z góry, aby mogło wyjść z tej walki zwycięsko. To wsparcie otrzymuje człowiek zwykle za pomocą modlitwy. Kto w poczuciu swojej ułomności prosi Boga wytrwale o pomoc przeciw swoim złym skłonnościom, temu Bóg swego wsparcia nie odmówi – oświeci mu rozum i umocni jego wolę do dobrego”.

Ksiądz Gorazdowski pisząc o modlitwie stosuje różne formy; zachęty, zalecenia, prośby, pouczenia, ale także reprymendy, wyrzuty, nagany.

W pismach święty ksiądz Gorazdowski pisał o modlitwie z wielką troską i bólem: „Nie zwracamy zwykle na to naszej uwagi, że mnóstwo łask i darów Bożych zależy jedynie od modlitwy, że otrzymują je tylko ci, którzy się modlą, lekceważymy sobie, więc modlitwę, tę modlitwę serdeczną, szczerą sam na sam z Ojcem naszym ukochanym, który tylko czeka, abyśmy Mu otworzyli nasze serca. Zadawalamy się zwykle tym pacierzem, do którego machinalnie nawykły usta, a który, rzadko z głębi duszy pochodzi, toteż i do Boga nie trafia”.

Ksiądz Zygmunt nie tylko pisał i wygłaszał kazania, ale sam dawał przykład gorącej modlitwy. Siostra Gabriela Frankowska, mająca bezpośredni kontakt z założycielem Zgromadzenia Sióstr Św. Józefa mówiła:

Ojciec był człowiekiem modlitwy, mimo ciągłego zabiegania około powierzonej swej pieczy parafii oraz założonych przez siebie dzieł miłosierdzia-zawsze znajdował czas na modlitwę. Jeśli na osobisty kontakt z Bogiem i chwilę cichej refleksji zabrakło Ojcu dnia, modlił się w nocy, o czym mogliśmy się przekonać szczególnie wtedy, gdy u nas na stałe zamieszkał”.

A siostra Eustachia Pokrzywka mówiła, że ksiądz Gorazdowski „była to dusza rozmodlona, pogrążona w Bogu, żyjąca Bogiem. Ksiądz prowadził życie czynne głęboko przepojone modlitwą.

Opracowała: Wanda Wojtuszewska

PRZYMIOTY MODLITWY WEDŁUG ks. Zygmunta Gorazdowskiego

Kochaj Pana Boga, bo On cię na to stworzył i od wieków ukochał. Staraj się też kochać Pana Boga coraz więcej i w tym celu rozmyślaj często o dobroci Pana Boga i Jego dobrodziejstwach; módl się, pracuj i cierp wszystko dla Pana Boga, a niczego nie lękaj się tak jak obrazić Pana Boga”

Ksiądz Gorazdowski dobrze znał sformułowanie św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu, „że Bóg zaprasza człowieka do zdobywania i przyjmowania Jego darów poprzez pragnienia i modlitewne wołanie, gdyż wolno się modlić o to, czego wolno pragnąć”. Ksiądz Zygmunt napisał, że: „zakazał nam Pan Bóg myśleć i pragnąć zła”. Wierni – naoczni świadkowie księdza Zygmunta stwierdzili, że ks. Gorazdowski: był wierny praktykom religijnym, klęczał często i długo w Kaplicy. Mówili, „że bez modlitwy nie podołałby podjętej pracy, często i gorąco się modlił”. Mówił – modlić się uważnie to znaczy:

Potrzeba myśleć o tym, co mówimy ustami”. Jego radą było: „Mów, więc mało, rozważnie – za to rozmawiaj wiele z Panem Bogiem; tj. módl się wiele i często ustami lub myślą”.

Dalej ksiądz mówi: „Mowa jest nie tylko środkiem do udzielania innym naszych myśli, ona jest często także potrzebą duszy naszej w samotności”. Modlimy się np.: słowami, śpiewamy pieśni, chociaż wiemy, że Pan Bóg widzi nasze myśli tak dobrze, jak słyszy słowa”. Jest konieczne skupienie na modlitwie. Święty ksiądz pisał: „Tylko ci ludzie podobają się Bogu, którzy zawsze są duchowi posłuszni, tak, że ich duch zawsze panuje nad ciałem i kieruje nim, jak jeździec koniem”. O roztargnieniu tak mówił: „Roztargnienie pochodzi często z nieokiełzania wyobraźni, albo też z niedbalstwa duchowego i słabej woli. Potrzeba często wznosić myśl i serce do Pana Boga i na chwałę Bożą ofiarować swoje prace, cierpienie i pociechy, trzeba się modlić rano i wieczór, w pokusach i niebezpieczeństwach, a szczególnie w święto. Wzdychaj tez często w smutkach, przykrościach, trudach, pokusach i niebezpieczeństwach do Pana Jezusa i Matki jego Najświętszej. Roztargnienie jest szczególnie naganne przy modlitwie i nauce religii, bo wtedy jest ono bezpośrednią zniewagą Boga”.

Modlitwa jest trwała i nieustanna. Ksiądz Gorazdowski w „Katechizmie” pisze: „nie powinniśmy ustawać w modlitwie, choćby nas Pan Bóg od razu nie wysłuchał, lecz trzeba się nieustannie modlić”. Ksiądz daje konkretne wskazówki jak się modlić do Pana Jezusa i Matki Jego Najświętszej. O księdzu Gorazdowskim mówiono: „Rzeczy, które robił były ponad przeciętne, ponad miarę sił ludzkich. Musiała w nim być siła nadprzyrodzona, która tym kierowała, normalny człowiek tylu i takich rzeczy nie robi”. Ksiądz posiadał głęboką wiarę w Jezusa Chrystusa i zawsze gorąco się modlił. Zresztą sam Pan Jezus mówił: „Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie”.

Święty w swoich wypowiedziach na temat modlitwy podkreślał przede wszystkim rolę wiary w rozmowie z Bogiem. Powtarzał, „że wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy”.

Ale nie dosyć na tym, aby modlitwa nasza pochodziła z głębi duszy, ze serca skruszonego, powinna ona też wypływać z wiary to jest zgadzać się z odwietrznymi zamiarami Bożymi, a wtedy możemy być pewni, że jeżeli w niej wytrwamy, będziemy wysłuchani”. W pismach księdza czytamy: „Pana Boga wielbić i duszę swoją zbawić wiecznie, oto jedyny cel twego życia ziemskiego; abyś jedno i drugie osiągnął, musisz się modlić”. Zatem powinniśmy się modlić: uważnie, pokornie, z ufnością i wytrwale, aby modlitwa była wysłuchana i skuteczna i zgodna z wolą Bożą.

Opracowała: Wanda Wojtuszewska

KULT ŚW. JÓZEFA

Świętego Józefa wybrał św. ks. Gorazdowski na patrona dla swojego Zgromadzenia i dla dzieła pomagania ubogim, które wpisał w jego charyzmat. Tak zachwycił się postawą wiary Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, jego pokorą i cichością, otwarciem na natchnienie Ducha Świętego i gotowością pełnienia woli Bożej, że właśnie Jego dał za wzór dla wspólnoty która założył”.

Ojciec Święty Jan Paweł II w czasie Mszy świętej beatyfikacyjnej we Lwowie powiedział o księdzu Gorazdowskim: „karmił swe życie duchowe szczególną czcią św. Józefa, którego wiarę, pokorę, roztropność i odwagę ksiądz Zygmunt starał się naśladować”. Życie dziecinne księdza Gorazdowskiego przypadło na wyjątkowo trudne czasy dla narodu, Kościoła i przebiegało w klimacie rozwoju nie tylko kultu do Maryi, ale także kultu i nabożeństwa do Świętego Józefa – Świętego Oblubieńca Maryi. Pierwsze lata życia Zygmunta Gorazdowskiego przypadają na początek pontyfikatu Piusa IX, który to papież dekretem z dnia 10.12. 1847r wyznaczył na trzecią niedzielę Wielkanocy Święto i liturgię Opieki Świętego Józefa i rozszerzył to święto na cały Kościół. Uroczystość czczenia świętego Józefa zmieniała się, a Dekretem Świętej Kongregacji do Spraw Obrzędów z dnia 14 kwietnia 1956 r tytuł Świętego Józefa Patrona Kościoła Powszechnego połączono ze świętem 19 marca.

Rodzina Gorazdowskich w owym czasie przeżywała ciężkie chwile, bowiem utraciła majątek na skutek wydarzeń społeczno-politycznych w Polsce, dramatem była nagła śmierć trojga rodzeństwa nieletniego Zygmunta oraz nieustanne zagrożenie życia przyszłego świętego na skutek nieuleczalnej choroby, której nabawił się w pierwszym roku życia. W latach młodzieńczych specyficzną harmonią między narastającym w Kościele kultem Św. Józefa, a duchowym dojrzewaniem Zygmunta Gorazdowskiego daje się zauważyć w okresie Jego dorastania. Po ukończeniu szkoły średniej i zmianie kierunków studiów, pragnął zrealizować kapłańskie powołanie i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie.

Ogłoszenie Świętego Józefa Patronem Kościoła powszechnego oraz inne oficjalne dokumenty Stolicy Apostolskiej, a zwłaszcza ukazanie się encykliki „Quamquam pluries” wpłynęła na:

  • Rozwój nauki o św. Józefie w Kościele

  • Spotęgowało rozmaite formy kultu do Opiekuna Zbawiciela.

Te wydarzenia miały wpływ na duchowość kapłańską sylwetki księdza Zygmunta Gorazdowskiego. Uwidoczniło się to w jego duszpasterskiej i charytatywnej działalności w latach 1871 – 1920. On rozpoznał, że znakiem owych czasów winien być św. Józef, Jego postać. Ksiądz też swym życiem pokazał „jak logicznym jest stwierdzenie, że uczucia św. Józefa w relacji do Jezusa są właściwie tymi, które kapłan musi posiadać w traktowaniu świętych tajemnic”. Według źródeł archiwalnych i tradycji potwierdza się, że „ksiądz dziadów”: „Ufność całą złożył Boskiej Opatrzności i liczył na pomoc św. Józefa, któremu wszystkie prace swoje i dzieła miłosierdzia oddał w opiekę”.

Zawierzenie przez księdza Gorazdowskiego pieczy Świętego Oblubieńca Maryi, założonych i prowadzonych przez niego dzieł miłosierdzia wyrażone, zostało w niektórych przypadkach nawet w samej nazwie, np. istniał: „Zakład Św. Józefa” dla nieuleczalnie chorych i rekonwalescentów we Lwowie, o którym sam ksiądz powiedział, że jego założenie powstało dzięki ufności Opatrzności Bożej i ojcowskiej opiece Św. Józefa.

Matka Salomea Danek o „Zakładzie św. Józefa” tak pisała: „Rozpoczęto tę budowę pod protektoratem chwalebnego Św. Józefa i chociaż rozpoczęto prawie bez grosza, nadzieja pokładana w tym wielkim Opiekunie ubogich nie była daremna, bo budowę można było skończyć jeszcze tego samego roku”.

Ksiądz Gorazdowski znając troskę i głębię duchowości Św. Józefa, żywiciela Syna Bożego widział posłannictwo ewangelicznego radykalizmu i Józefowej nauki o miłości i miłosierdziu. Dlatego do pracy charytatywnej swoich dzieł powołał Zgromadzenie Sióstr Św. Józefa. O księdzu Zygmuncie w pismach można przeczytać: „Bardzo kochał Św. Józefa i założenie Zgromadzenia Sióstr Św. Józefa oddał pod Jego patronat, i że dlatego nazwał siostry Józefitkami. Idąc drogą wiary święty ksiądz Gorazdowski obrał Św. Józefa za patrona dla powstającej wspólnoty Sióstr, opiekujących się ludźmi ubogimi i potrzebującymi, a uczynił to, dlatego iż żywił szczególną cześć, do Św. Józefa”.

Ustawodawstwo Zgromadzenia Sióstr Św. Józefa zalecało:, „aby w wypełnianiu różnorodnych prac i zadań, każda siostra starała się przepoić swoje życie duchem świętego Józefa, którego proste prace spełniane były bez rozgłosu i z wielką miłością, zaparciem i poświęceniem „.Święty ksiądz pragnął, by powołane przez niego do istnienia Rodziny zakonnej jak i inne osoby pracujące głosiły Boże Miłosierdzie tak, jak je życiem swoim wypełniał Święty Józef. Ksiądz Gorazdowski sam naśladował św. Józefa w swoim życiu i posłudze biednym, potrzebującym. Święty Józef –cichy i pokorny Człowiek przyjął Miłosierdzie Boże: „uosobione w Jezusie Chrystusie, żywił je i pielęgnował, świadcząc Mu, jako Mąż Sprawiedliwy, na miarę swych ludzkich ograniczonych możliwości swoje miłosierdzie, któremu poświęcił bez reszty całe swoje ziemskie życie”.

Lwowski Apostoł był przekonany, że wszystkie Jego dzieła charytatywne i Zgromadzenie Sióstr Św. Józefa zawdzięczały św. Józefowi całą swą pomyślność. Organizowane są Modlitewne Grupy Świętego Józefa, animowane przez Siostry, do których może należeć każdy katolik. Celem tych grup jest dzielenie się zaufaniem i miłością do św. Józefa oraz charyzmatem miłosierdzia, niesienie światu pokój i dobro. Członkowie Modlitewnych Grup Św. Józefa nie składają żadnych ślubów ani przyrzeczeń, ale starają się w swoim życiu naśladować św. Józefa w Jego zawierzeniu Bogu w trudach codziennego życia, w umiłowaniu i wiernym wypełnianiu woli Bożej, w Jego życiu pracowitym, przenikniętym modlitwą i miłością do Jezusa i Maryi szerzą kult św. Józefa.

Opracowała Wanda Wojtuszewska

INNE FORMY KULTU MARYJNEGO KS. ZYGMUNTA GORAZDOWSKIEGO

Źródła podają, że ksiądz Gorazdowski praktykował obdarowywanie wiernych medalikiem Matki Bożej Niepokalanej. Najczęściej czynił to przy sprawowaniu sakramentu Pojednania i Pokuty. Potwierdza to siostra Eustachia Pokrzywka, która w swoim świadectwie pisała: … będąc jeszcze 14-letnią dziewczynką znalazłam się w Kościele św. Mikołaja we Lwowie, gdzie po odbytej spowiedzi świętej serdecznej zachęcie do ukochania Matki Najświętszej Dostałam medalik z wizerunkiem Niepokalanej. Upłynęło od tego czasu cztery lata. Matka Najświętsza szczęśliwie przeprowadziła mnie przez niebezpieczeństwa grożące młodości i zaprowadziła na drogę życia zakonnego. Ku wielkiej swojej radości dowiedziałam się, że zwyczaj rozdawania medalików Niepokalanej po spowiedzi świętej miał właśnie Ojciec Założyciel wówczas jeszcze proboszcz Kościoła parafialnego pod wezwaniem Św. Mikołaja”

Ksiądz Zygmunt rozdawał medaliki także dzieciom. Jednym z nich był Jan Parandowski, Wybitny pisarz i tłumacz. Parandowski w książce pt. „Niebo w płomieniach” wspomina o tym z wielkim wzruszeniem. Jego matka pisała: Medalik z wyobrażeniem Matki Boskiej zawiesiłam na szyi syna, gdy miał trzy miesiące. Poświęcał go ksiądz proboszcz Świętego Mikołaja, świątobliwy ksiądz Gorazdowski. Wieszając go ksiądz rzekł do niej: „To tarcza. Na niej zatrzyma się kula, zaraza, ogień i gorsze od nich, ukąszenia piekielnego węża„.

Symbolikę „Cudownego medalika” ksiądz Gorazdowski tłumaczył bardzo jasno i wymownie Młodym ludziom w „Radach i przestrogach”.

Medalik ten nazywa czytelnym znakiem wskazującym na to, że jest się Maryi czcicielem i synem. Wyjaśnia dalej, że osoby noszące medalik wyrażają pragnienie, „aby Maryja była dla nich Opiekunką i Matką w życiu i przy śmierci”.

Na kult maryjny u Gorazdowskiego miały wpływ: postawa jego rodziców Feliksa i Julii Gorazdowskich oraz dogmat Piusa IX o Niepokalanym Poczęciu. Ksiądz Zygmunt obok „cudownego medalika” rozpowszechniał noszenie szkaplerza Najświętszej Maryi Dziewicy z Góry Karmel. Szkaplerz ( noszona na plecach szata; chodzi tu o dwa małe kwadratowe lub prostokątne kawałki sukna, połączone tasiemką i zwisające na piersiach i plecach). Niekiedy w miejsce sukiennego szkaplerza nosi się medalik, z którym złączone są przywileje szkaplerzne.

Najbardziej rozpowszechniony jest „ szkaplerz karmelitański”. Szkaplerz Najświętszej Maryi Dziewicy z Góry Karmel zapewnia osobom noszącym ten szkaplerz i wykonującym warunki związane ze szkaplerzem szczególną pomoc Matki Bożej w chwili śmierci. Ksiądz Gorazdowski dużą wagę przywiązywał do kultu obrazu. Z dokumentacji wynika, że: „Miał w pokoju obrazy Matki Najświętszej i Św. Józefa Lwowski Apostoł uważał: „… że same obrazy świętych wiszące w mieszkaniu, chociaż nieme, przemawiają” i że, już z doboru obrazów wiszących na ścianie można poznać, jaki duch wieje w domu i rodzinie„.

Ksiądz Gorazdowski szerzył cześć dla Maryi poprzez rozpowszechnianie prawdy o objawieniu, jakie miało miejsce w Gietrzwałdzie. Rozprowadzał „Trzy pieśni o cudownych objawieniach w Gietrzwałdzie”. Kult Matki Bożej wzrastał zwłaszcza po objawieniach w 1877r. Maryja objawiła się dwom polskim dziewczynkom. Działo to się przecież w okresie rozbiorów Polski. Maryja pragnęła ożywić religijność ludzi, zachęcała wiernych do odmawiania modlitwy różańcowej, umacniała ducha polskiego w umęczonym rozbiorami narodzie polskim. Ksiądz Gorazdowski w objawieniach w Gietrzwałdzie widział działanie Boże i propagował je żarliwie poprzez ówczesną prasę.

Opracowała Wanda Wojtuszewska

RADY DOBREGO RACHUNKU SUMIENIA wg św. Ks. Zygmunta Gorazdowskiego

W świecie jest obecna miłość i ta miłość jest potężniejsza od zła jakiegokolwiek, w które uwikłany jest człowiek, ludzkość, świat”. /Św. ks. Z. Gorazdowski/

Ojciec Feliks Kędzierski-bernardyn w 1911r – 1916 uczęszczał do „Szkoły św. Józefa” i mieszkał na terenie parafii Św. Mikołaja we Lwowie, gdzie św. ks. Zygmunt Gorazdowski był proboszczem, tak scharakteryzował pracę świętego: „Stanowczy i bezwzględny; gorliwy spowiednik. Często go widziałem w konfesjonale; był w ciągłej łączności z parafianami, (…) Ceniliśmy jego powagę kapłańską – majestat z dobrocią”. Jego duchowa postawa oznaczała, że w dążeniu do doskonałości zalecał i sam praktykował, w ramach podstawowych ćwiczeń modlitewno-ascetycznych, systematyczną kontrolę osobistego stosunku do Boga. Można rzec: „Słowa uczą, przykład pociąga”. Święty wielką wagę przywiązywał do umiejętnego i regularnego odprawiania rachunku sumienia.

W swoich publikacjach pisał: „Przez częste roztrząsanie, z jakich pobudek coś czynimy i czy nasz uczynek odpowiada prawu Bożemu, cucimy nasze sumienie z ospałości, oświecamy je światłem wiary i czytamy w nim coraz lepiej. Sumienie nasze staje się czułe, a wtedy czuwa ono nad wszelkimi władzami duszy i utrzymuje między nimi porządek”. Święty ksiądz radził, by w ramach porannej modlitwy zastanowić się nad jakąś prawdą wiary, lub nad swymi skłonnościami i wadami. Zalecał także podjęcie konkretnych postanowień dotyczących pracy nad usunięciem którejś z wad głównych lub ćwiczenia w pewnej cnocie w ciągu dnia i aby pamiętać o tym postanowieniu w ciągu dnia.

W „ Niezapominajkach skierowanych do ludzi młodych wzywał: „Wieczorem zaś uczyń rachunek sumienia, czy w postanowieniach uczynionych wytrwałeś, żałuj za grzechy i uchybienia, postanów się nazajutrz poprawić i na drodze cnoty do doskonałości postępować”

Również w „Katechizmie” pisał: „Wieczorem uczynić rachunek sumienia, żałować za grzechy i uczynić sobie dobre postanowienie na przyszłość, zmówić pacierz, a kładąc się spać, oddać się Panu Bogu”. Ksiądz Gorazdowski w rachunku sumienia widział jeden z najlepszych środków do rozbudowania i ukształtowania sumienia oraz ćwiczenie prowadzące do zastanawiania się nad swoim postępowaniem, aby grzechy swoje poznać.

W „Niezapominajkach” pisał, więc: „Najpierw należy wezwać Ducha Świętego, ponieważ bez Jego łaski nie możemy ani przypomnieć sobie grzechów, ani żałować za nie, ani się poprawić, po tym należy przypomnieć sobie grzechy”.

Ksiądz Gorazdowski wiedział jak trudną rzeczą jest systematycznie robienie rachunku sumienia dla dzieci, młodzieży i dorosłych, dlatego zalecał wychowawcom(rodzicom): „Niech wychowawca przez częste zachęcanie przyzwyczai dziecko, aby się codziennie wieczorem zastanawiało, jakie dobrodziejstwa otrzymało w ciągu dnia od Boga, a jakie od ludzi, jak ich użyło, w czym chybiło, aby za zło popełnione żałowało, postanowiło się poprawić i rozważyło, jakich środków do poprawy użyje”.

Św. ks. Gorazdowski zaproponował schemat, który miał pomóc w przeprowadzeniu rachunku sumienia, pisał: „Przejść w myśli 10 przykazań Boskich, 5 przykazań Kościelnych, 7 grzechów głównych, 9 grzechów cudzych i zastanowić się, ile razy zgrzeszyliśmy myślą, mową, uczynkiem lub opuszczeniem dobrego”.

Opracowała Wanda Wojtuszewska

PRACA POWOŁANIEM I OBOWIĄZKIEM CZŁOWIEKA

Jako wierny człowiek Boży, niestrudzenie pracował i cierpiał dla Jego chwały, nigdy nie narzekając; był pełen zapału i odwagi w pracy apostolskiej, wytrwały w pracach niezłomny w trudnościach (…..) dniem i nocą pracował dla Jego Królestwa”. (Dekret o heroiczności życia i cnót ks. Gorazdowskiego).

Praca to celowa działalność człowieka polegająca na przekształcaniu dóbr przyrody i przystosowaniu ich do zaspokojenia potrzeb ludzkich. Jest źródłem egzystencji, zapewnia materialne warunki realizacji i decyduje o jego rozwoju i ukierunkowaniu w życiu. Praca, obok nauki i zabawy, jest jedną z podstawowych działalności człowieka. Jest to działanie, które nadaje najwyższy poziom wartości i ważności. Praca wpływa na moralny i duchowy rozwój człowieka.

Dzięki pracy istnieje współpraca i współdziałanie wzajemne ludzi, grup ludzkich i narodów. W wyniku pracy człowiek przekształca się i podporządkowuje sobie przyrodę, stwarzając własne środowisko społeczne, własną kulturę, cywilizację.

Praca jest czynnikiem kształtującym osobowość wpływa na fizyczny rozwój człowieka, wyzwala w nim inicjatywę i twórczą aktywność myślową. Aby człowiek mógł pracować musi mieć motywację pracy. Pracą zajmuje się wiele nauk: są to: filozofia pracy, fizjologia pracy, ergonomia, psychologia pracy, socjologia pracy, pedagogika pracy, prakseologia, teoria organizacji i zarządzania i inne nauki o pracy.

Papieska wykładnia o pracy pisze następująco: „Człowiek, dlatego ma czynić sobie ziemię poddaną, nad nią panować, ponieważ jakoobraz Bogajest osobą, czyli bytem podmiotowym, uzdolnionym do planowego i celowego działania, zdolnym do stanowienia o sobie i zmierzającym do spełnienia siebie”. Człowiek, jako podmiot pracy „pracuje, wykonuje różne czynności przynależące do procesu pracy, a wszystkie one, bez względu na ich charakter, mają służyć urzeczywistnianiu się jego człowieczeństwa”.

Jak na filmie naszej pamięci przesuwają się dzieła, które zorganizował i prowadził święty ksiądz Gorazdowski. Wystarczy wspomnieć „Dom pracy” dla żebraków oraz aktywną działalność księdza w „Towarzystwie Miłosierdzia pod godłem Opatrzności”. Naczelnym zadaniem tego Towarzystwa była troska o ludzi, którzy w wyniku rozmaitych wydarzeń losowych lub życiowej nieporadności stawali się żebrakami, bezdomnymi. Wielu z nich porzucało pracę, a użebrane pieniądze ludzie ci przepijali lub przeznaczali na inne niemoralne czyny.

Znając warunki i problemy ludzi biednych ks. Gorazdowski w 1882 r zakłada „Dom pracy” właśnie dla żebraków. Księdzu chodziło o podźwignięcie moralne tych ubogich i zagubionych ludzi. Nie chodziło tu o tanią siłę roboczą. Ksiądz biskup Jerzy Ablewicz tak mówił, o ks. Zygmuncie Gorazdowski: „We Lwowie założyłDom pracy”. Kto tam żył? Żyli ludzie bezdomni, którzy w tymDomu pracyznajdowali swój dom, swoją rodzinę i pracowali. Przestali żebrać, a wówczas żebractwo było wielką klęską społeczną. I z pracy utrzymywali siebie”.

To, dlatego „Dom pracy „ ukazuje przedmiotowy sens ludzkiej pracy, w której praca jawi się jako trwały wymiar, jako nieprzemijająca wartość i ważność. Tak więc kobiety zajęte były prostymi zajęciami takimi jak: klejenie torebek papierowych dla sklepów, szyciem worków, robienie kaftaników włóczkowych dla szpitala św. Zofii, a mężczyźni wykonywali proste prace w ogrodzie, szyli odzież, naprawiali ubogim obuwie lub wykonywali prace stolarskie.

To wszystko nie stanowiło jeszcze o wartości i godności ich pracy. Chodziło tu o stronę moralno-duchową. W jednej z posoborowych encyklik czytamy: „Praca ludzka ma swoją wartość etyczną, która wprost i bezpośrednio pozostaje związana z faktem, iż ten, kto ją spełnia, jest osobą, jest świadomym i wolnym, czyli stanowiącym o sobie podmiotem”.

Tę prawdę rozumiał doskonale ksiądz Gorazdowski jeszcze przed publikacją encykliki społecznej. Św. Zygmunt pisał: „Mało, kogo uszczęśliwia dziś praca. W wielkich miastach np. ciężko pracuje niższa warstwa ludności, ale ta praca po większej części nie uszlachetnia jej, ani podnosi moralnie. Owszem zniechęca ona i demoralizuje tych ludzi aż prawie do rzędu bydląt, bo brakuje jej tej religijnej intencji. Ludzi tych napędza do pracy sama chęć zysku, głód, nędza, próżność lub inne doczesne względy, a często i grzeszne pobudki; kiedy zaś konieczność lub grzeszna skłonność nie zmuszą do niej, zapadają ci ludzie w próżniactwo. Szczególnie bogaci, których potrzeba nie zmusza do pracy, czują się być wolnymi od tego obowiązku i spożywają gnuśnie to, co ich rodzice lub krewni kiedyś zapracowali i im zostawili. Zapominają niestety, że praca jest tylko środkiem do zagospodarowania naszych potrzeb, ale ma jeszcze moralne i społeczne znaczenie”:

Słowa te wypowiedziane ponad sto lat temu są dziś aktualne.

Ksiądz Gorazdowski od dzieciństwa był wdrażany do pracy. Dom Gorazdowskich uczył ewangelicznego podejścia do pracy. W rodzinie tej; „Dzieci wychowywane były w atmosferze religijnej, zaprawiane do modlitwy, pracy, miłości do Ojczyzny, szacunku dla każdego człowieka”. Z relacji księżnej S. Lenkiewicz dowiadujemy się: „że gdy zachodziła potrzeba, to wszyscy członkowie rodziny pomagali ojcu w pracy”. To ojciec Feliks Gorazdowski uczył swoje dzieci, że „… praca jest szczęściem, które powinno się pomnażać dla Bożej chwały i wykonywać dla uszlachetnienia własnej osoby oraz dla pożytku ludzkości”.

Ksiądz Gorazdowski realizował w pełni zasadę, o której w encyklice „Labores exercens”, czytamy: „Praca i pracowitość warunkują także cały proces wychowania w rodzinie właśnie z tej racji, że każdy „staje się człowiekiem” między innymi przez pracę, a owo stawanie się człowiekiem oznacza właśnie istotny cel całego procesu wychowania (…) Rodzina jest bowiem równocześnie wspólnotą, która może istnieć dzięki pracy i jest zarazem pierwszą wewnętrzną szkołą pracy dla każdego człowieka”.

OPRACOWAŁA: Wanda Wojtuszewska

CNOTA SPRAWIEDLIWOŚCI księdza Zygmunta Gorazdowskiego

Był sprawiedliwy w Bogu, którego uważał za Pana swego życia i za siłę – moc swoją, pociechę w swych boleściach”. /Dekret o heroiczności życia i cnót ks. Z. Gorazdowskiego/

Według Katechizmu Kościoła Katolickiego- „Sprawiedliwość jest cnotą moralną, która polega na stałej i trwałej woli oddawania Bogu i bliźniemu tego, co im się należy.

Sprawiedliwość w stosunku do Boga nazywana jest cnotą religijności.

W księgach Starego i Nowego Testamentu można wiele razy przeczytać, że Bóg żąda od człowieka czci dla siebie: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie”.

W życiu etycznym naczelna rola sprawiedliwości nakazuje, poucza i zaleca; „Dąż wyłącznie do sprawiedliwości, byś żył, a św. Jan Apostoł mówił: „Każdy, kto postępuję sprawiedliwie, pochodzi od Niego” (J.2.26).

Cnota sprawiedliwości w „Katechizmie” opracowanym przez księdza Gorazdowskiego pokrywa się z podanym określeniem w Katechizmie Kościoła Katolickiego.

Ksiądz Gorazdowski tak pisze: „Aby zawsze tego pragnąć, co dobre i oddać każdemu, co mu się należy”. Święty Apostoł przypominał wiernym, że „ najwyższym dobrem jest Bóg, że Boga miłujemy, ponieważ nie jest On środkiem do celu, ale ostatecznym celem wszystkiego, źródłem wszelkiego dobra, sam w sobie Najwyższym Dobrem”.

Pouczał także: „Poznawszy Pana Boga przez wiarę, zobowiązani jesteśmy Go miłować w ten sposób, jak sam kazał się miłować, gdy do nas mówił przez usta Syna swego:, „Kto ma moje przykazania i je zachowuje, ten mnie miłuje”. Ksiądz Gorazdowski często przypominał o tym, że człowiek religijny winien uznawać wielkość i świętość Boga, a podporządkowując się Mu całkowicie, winien oddać się Jemu na służbę, gdyż „Pana Boga czcimy, jako najwyższego Pana dawcę łask”. Pouczał i zachęcał mówiąc: „Kochaj Pana Boga, bo On cię na to stworzył i od wieków ukochał. Staraj się kochać Pana Boga coraz więcej, i w tym celu rozmyślaj często o dobroci Pana Boga i Jego dobrodziejstwach, módl się, pracuj i cierp wszystko dla Pana Boga, a niczego nie lękaj się tak, jak obrazić Pana Boga”.

Krewna księdza Gorazdowskiego tak wyraziła się o księdzu: „Zygmunt miał cnotę sprawiedliwości. Studia prawnicze i teologiczne w Seminarium pomogły mu w tym, jak również jego głębokie życie wewnętrzne.

Rodzice prowadzili założony przez niego internat, włączyli się w dzieła przez niego założone, to świadczyło, że rodzina musiała rozumieć jego życiową misję”. Moim zdaniem sługa Boży nie sprzeniewierzył się heroicznej cnocie sprawiedliwości. To, co powiedziałam – wiem z osobistych obserwacji i tradycji rodzinnej”. Siostra Gabriela Kowal mówiła:, „że był bardzo pobożny. Modlitwy łączył z pracą(…), wyczuwało się, że wszelkie życiowe powodzenia odnosi do Boga”.

Mówiono o nim, że był kapłanem czynu i modlitwy. Modlitwę zanosił do Boga poprzez akty wiary, miłości, ufności i coraz głębsze zanurzenie się w Bogu. Zawsze był prostolinijny w powstawianiu (…). W świadectwach wypowiedzianych można przeczytać: „Święty starał się wypełniać przykazania Boże, bo uważał, że szczęśliwym może być tylko ten, kto pełni wolę Bożą i zachowuje Jego przykazania, prowadzi życie zgodne z przykazaniami i Ewangelią.

PRZEKONYWAŁ WSZYSTKICH, ŻE „NALEŻY ODDAĆ BOGU TO, CO DO NIEGO NALEŻY”

Ksiądz Gorazdowski dotrzymał obietnicy danej Bogu do końca swego życia. Mówiono: „Obietnicę, którą złożył, jako kleryk czekający na łaskę kapłaństwa i błagający o miłosierdzie Boże wypełniał w sposób heroiczny i to do ostatnich dni swego życia. Była to obietnica, że jeżeli Bóg zmiłuje się nad nim i pozwoli przyjąć sakrament Kapłaństwa, to on całe swoje życie poświęci dla dobra bliźnich”. Święty Apostoł lwowski z wielką cierpliwością znosił cierpienia na ciele i duszy. Niósł ten krzyż w różnej formie z głęboką wiarą i ufnością Bogu.

O jego cierpieniu, krzywdzie, jakiej doznał w artykule dotyczącego założenia „Szkoły św. Józefa”, pisał ksiądz Józef Azbiewicz: „Jestem jednakże najmocniej przekonany, że za czas krótki poznamy wszyscy, jak wielce był skrzywdzony ten mąż Boży, który przy całej swej skromności, całe życie swe sterał i do końca tera na służbie Bożej, ratując ludzkość na ciele i duszy. Cześć mu i dzięki, a tym większa dlań zasługa, tym obfitsza zapłata, tym piękniejsza korona, tym czystsza Bogu chwała, im bardziej dziś zapoznane święte jego zamiary”. ŚwiętyKsiądz dziadów” i „Ojciec ubogich” tyle razy, bowiem doświadczał tego, że Bóg tak bardzo umiłował człowieka, iż przyjął nawet śmierć, godząc sprawiedliwość z miłością.

OPRACOWAŁA: Wanda Wojtuszewska

Proszę kliknąć tekst poniżej

Święty Ojciec PIO

2Św. Franciszek z Asyżu (1181-1226)

4 października, obchodzimy uroczystość św. Franciszka z Asyżu, założyciela trzech zakonów: franciszkanów, sióstr klarysek i trzeciego zakonu, przeznaczonego dla ludzi świeckich.

Jan Bernardone, do którego przylgnęło imię Franciszek, urodził się w Asyżu (Włochy) pod koniec 1181, bądź na początku 1182 roku w rodzinie kupieckiej. W przykatedralnej szkole nauczył się łaciny i rachunków, które miały mu się przydać w kupieckim fachu przy boku ojca.

Próbując realizować marzenia o karierze rycerskiej, w 1202 roku brał udział w wojnie między Asyżem i Perugią, gdzie po przegranej doświadczył rocznego więzienia i choroby. W 1205 roku znów próbował swych sił, biorąc udział w wyprawie wojennej do Apulii, tam jednak nie dotarł z powodu wewnętrznego głosu, który kazał mu zawrócić do Asyża.

Wkrótce potem, poruszony nowymi przeżyciami wśród trędowatych i przejęty prawdą o Bogu, dającym odczuć swą obecność na ziemi, porzucił dotychczasowe życie. Przejrzysty przykład jego ubogiego i wolnego życia, opartego na bezgranicznym zaufaniu Bożej dobroci nie pozostawał bez echa.

W 1208 roku przyłączyli się do niego pierwsi towarzysze. Gdy grupa zapaleńców zaczęła się powiększać, wyruszyli do Rzymu, prosząc papieża o zatwierdzenie ich sposobu życia; Innocenty III wyraził jedynie ustną zgodę. Z czasem bracia wyruszali na wyprawy misyjne, głosząc miłość Boga i nawołując do nawrócenia. Sam też w latach 1219-20 udał się do Ziemi Świętej, Syrii i Egiptu.

W 1223 roku papież Honoriusz III oficjalne zatwierdził regułę Zakonu Braci Mniejszych, wydając bullę „Solet annuere”. Tego samego roku w Greccio Franciszek wraz z braćmi w szczególny sposób przeżył noc Bożego Narodzenia, kiedy to została sprawowana msza święta w przygotowanej scenerii ubogiej szopy w towarzystwie wołu i osła. Z tego właśnie wydarzenia wyrosła tradycja żywej szopki.

Rok później na Alwerni, gdzie przeżywał coroczny okres postu, podczas mistycznego widzenia otrzymał stygmaty. Schorowany i prawie niewidomy zmarł w Asyżu w nocy 3 października 1226 roku. Jego ciało zostało pochowane w kościele św. Jerzego. Dwa lata później papież Grzegorz IX ogłosił go świętym. W roku 1230, kiedy to franciszkanie liczyli już około 10 tysięcy braci, ciało św. Franciszka zostało przeniesione do jemu poświęconej bazyliki, gdzie spoczywa do dziś.

Entuzjastyczne świadectwo „radości doskonałej” w bezgranicznym posłuszeństwie i zaufaniu Najwyższemu Bogu przez stulecia podejmowali różni zapaleńcy, którzy związali swe życie z franciszkańskim zakonem. Wystarczy wymienić tylko niektórych: najpopularniejszy święty Antoni z Padwy, św. Bonawentura – wielki teolog i filozof, Luca Pacioli – matematyk, autor pierwszego podręcznika rachunkowości; Felice Peretti – późniejszy papież Sykstus V, Gianbattista Martini – muzyk i kompozytor, nauczyciel Mozarta; św. Maksymilian Kolbe – założyciel jednego z największych klasztorów świata i męczennik Oświęcimia czy współcześni nam słudzy Boży Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski – męczennicy z Peru.

o. Andrzej Zając OFM Conv, Kraków

Historia ŚW. FRANCISZKA z ASYŻU

(na podstawie opracowania ze strony: www.adonai.pl)

1Św. Franciszek z Asyżu żył w latach (1182 – 1226). Leżąca w środkowych Włoszech, malownicza Umbria przyciąga swym pięknym krajobrazem, poprzecinanym białymi skałami gór upstrzonych zielenią drzew i krzewów. Uprawne pola wypełniające doliny układają się w barwną szachownicę. Średniowieczne miasteczka, jak jaskółcze gniazda usadowione na zboczach gór, zachwycają swoim pięknem i malowniczością. Wśród nich szczególnie wyróżnia się Asyż, miasto, gdzie w roku 1182 przyszedł na świat Franciszek – Jan Bernardone. Bowiem na chrzcie świętym otrzymał imię Jan. Jego ojciec, który w tym czasie w celach handlowych przebywał we Francji, po powrocie nazwał go Franciszkiem.

MŁODZIEŃCZE PRAGNIENIA FRANCISZKA

Franciszek urodził się w bogatej rodzinie kupieckiej. Rodzice Piotr Bernardone i Janina (Francuzka z pochodzenia) zwana Piką (Sroką), chociaż wprowadzili syna w zawód kupiecki, pragnęli, aby osiągnął on stan szlachecki, którego im pochodzenie nie dawało. Nie przeszkadzali, więc synowi w jego marzeniach o ostrogach rycerskich i szlacheckim stanie. Nie szczędzili także pieniędzy, kiedy Franciszek, naśladując wielkich panów i rycerzy, wydawał wystawne i kosztowne uczty dla swoich towarzyszy oraz rówieśników. Z tego też powodu został nazwany królem młodzieży asyskiej. Pierwsza okazja, aby zdobyć sławę rycerską, nadarzyła się w 1202 roku, kiedy wybuchła wojna pomiędzy Asyżem a Perugią. Franciszek miał wtedy 20 lat. Wojenna przygoda skończyła się wówczas dla niego niepowodzeniem i niewolą. W więzieniu w Perugii młody Franciszek odróżniał się od innych więźniów wytrzymałością i pogodą ducha, jednak szybko słabły jego siły fizyczne. Roczny pobyt w więzieniu wyczerpał Franciszka tak dalece, że po odzyskaniu wolności popadł w długą chorobę.

Jednak nie zrezygnował ze swoich planów i ambicji. Jeszcze raz próbował swoich sił w rycerskim rzemiośle, zaciągając się na wyprawę wojenną w szeregi Waltera z Bienne, dowódcy wojsk papieża Innocentego III. Ale i ta wyprawa skończyła się fiaskiem. Franciszek powrócił do Asyżu, nie zdobywszy rycerskiego pasa.

NAWRÓCENIE

Św. Franciszek z Asyżu otrzymuje w czasie widzenia 14 września 1224 stygmaty. Franciszek, który odprawiał wtedy swój 40 dniowy post na górze Alverna, zobaczył przylatującego Serafina z nieba. Między jego skrzydłami widniał Jezus Ukrzyżowany. Z ran Ukrzyżowanego wychodziły promienie, które przeniknęły jego ciało i duszę. Ból przeszył go niby miecz, a dusza została rozpłomieniona miłością do Ukrzyżowanego. Od tej chwili nosił Franciszek na rękach, stopach oraz w swym boku znamiona ran Jezusowego Ukrzyżowania. Z ran tych wypływała niejednokrotnie żywa krew, przenikając nawet przez odzież, jaką nosił (zob.: Die Heiligen sind das lebendige Evangelium, EWIG 1 [6, 1991] 37).

Od czasu pobytu w więzieniu oraz choroby, jakkolwiek na zewnątrz wydawał się zmieniony, wnętrze Franciszka uległo przemianie. Bóg coraz wyraźniej drążył własne drogi w duszy Franciszka i wprowadzał go w swoje plany. Po powrocie z nieudanej wyprawy wojennej Franciszek udał się z pielgrzymką do Rzymu. Na widok wielu żebraków przed bazyliką św. Piotra postanowił doświadczyć ubóstwa. Zamienił swoje bogate i wykwintne ubranie z żebrakiem i sam zaczął prosić przechodzących o jałmużnę. To doświadczenie nie pozwoliło mu już trwać w zgiełku miasta. Coraz częściej szukał miejsc samotnych, odosobnionych. Oddawał się modlitwie i pokucie, poszukując woli Bożej. Pewnego dnia zatopiony w modlitwie usłyszał w swoim sercu głos Boży: Pragnij rzeczy gorzkich bardziej niż słodkich i pogardzaj samym sobą.

Kolejne doświadczenia pozwoliły mu do głębi przekonać się o prawdziwości tych słów. Oto, przejeżdżając konno doliną spoletańską, spotkał trędowatego. Franciszek czuł wstręt i pogardę, a nawet tacy ludzie napełniali go lękiem. Wsparty jednak łaską Bożą nie uciekł tym razem na widok trędowatego. Zsiadł z konia i ucałował dłoń trędowatego oraz dał mu jałmużnę. To, co do tej pory wydawało się być gorzkie, przemieniło się w radość, której Franciszek zapragnął ponownie doświadczyć, oddając się posłudze trędowatym.

Kiedy modlił się przed krucyfiksem w kościółku św. Damiana poza murami Asyżu, usłyszał głos Chrystusa ukrzyżowanego: Franciszku, idź i napraw mój Kościół, który ulega ruinie. Zobaczył wtedy, że kościółek, w którym się modlił wymaga remontu. Wrócił do domu, zabrał ze sklepu ojca cenne sukna i sprzedał je na targu w Foligno, a uzyskane pieniądze postanowił przeznaczyć na odbudowę kościółka. Rozgniewany ojciec powołał go przed sąd biskupa i zażądał zwrotu pieniędzy. Wówczas Franciszek oddał ojcu nie tylko pieniądze, ale także i szaty, mówiąc, że od tej pory tylko Bóg będzie dla niego Ojcem. Przywdział szatę pokutną w formie krzyża, przepasał się sznurem i zaczął prowadzić życie pokutne, utrzymując się jedynie z jałmużny.

Pragnął w ten sposób naśladować Jezusa Chrystusa, własnymi rękami zabrał się do odbudowania kościółka św. Damiana. Bóg jednak poprzez dalsze interwencje precyzuje jego powołanie. Pewnego poranka 1208 roku, uczestnicząc we Mszy św. w kościele Matki Bożej Anielskiej (Porcjunkuli), Franciszek usłyszał słowa Ewangelii: Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie (…) Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby, ani dwóch sukien, ani sandałów, ani łaski (Mt 10,7; 9-10). Franciszek odczytał te słowa, jako swoje powołanie: zapragnął odtąd żyć według Ewangelii oraz głosić nawrócenie i pokutę. Realizację tego rozpoczął od swojego ukochanego miasta Asyża.

NAŚLADOWCY

Nowy styl życia Franciszka, z początku wyśmiewany, zaczyna jednak interesować i pociągać towarzyszy dotychczasowych zabaw. Dostrzegli, że ubogi Franciszek odkrył wielki skarb, zdobył szlachectwo przewyższające wszelkie godności ziemskie. Stał się rycerzem i heroldem Wielkiego króla, Jezusa Chrystusa. Rozdawszy, więc majątki ubogim, a sami ubodzy w rzeczy materialne stali się bogatymi w Chrystusa.

Pierwszymi, którzy poszli w ślady Franciszka byli: Bernard z Quintavalle, Piotr z Cattani, Idzi oraz Filip Długi. W niedługim czasie przyłączyli się także inni. Franciszek proponował wszystkim to samo: Ewangelię, jako formę życia, skrajne ubóstwo i prosty strój w kształcie krzyża. By jednak nie narazić się na zarzut, że tworzy jeszcze jedną grupę heretyków (licznie rozprzestrzenieni w ówczesnej Europie albigensi, waldensi, katarzy głosili również powrót do życia ubogiego według zasad Ewangelii na wzór Kościoła czasów apostolskich), Franciszek w krótkich słowach spisał swoją propozycję.

W 1209 roku wraz ze swoimi braćmi udał się do Rzymu, by prosić papieża Innocentego III o zatwierdzenie tej formy życia. Papież rozpoznał we Franciszku męża Bożego i zatwierdził przedstawioną mu Regułę. Franciszek i jego towarzysze, których odtąd nazwał braćmi mniejszymi, powrócili do Asyżu i osiedli się przy kościele Matki Bożej Anielskiej – Porcjunkuli, która stała się kolebką Zakonu.

Franciszkowy ideał przenika również do serc ówczesnych kobiet. Pierwszą, która zapragnęła naśladować Chrystusa na wzór Franciszka, była Klara Favarone, pochodząca ze szlacheckiej rodziny asyskiej.

W Niedzielę palmową 1212 roku opuściła ona dom rodziny i w Porcjunkuli otrzymała z rąk Franciszka habit. Zamieszkała przy kościele św. Damiana, który wcześniej Franciszek odbudował własnymi rękami. Szybko też znalazły się naśladowczynie i towarzyszki. Tak powstał Zakon Ubogich Pań, które po śmierci Klary przyjęły nazwę „klaryski”.

Franciszek nie zamknął się ze swoimi braćmi w murach klasztoru. Dla niego klasztorem był cały świat. Dlatego wędrował od miasta do miasta, od wioski do wioski i głosił pokutę. Wielu, bogatych i biednych, szlachetnie urodzonych i prostych ludzi, poruszonych jego słowami oraz napomnieniami pragnęło naśladować Franciszkowy sposób życia. Im to zaproponował aby, żyjąc w świecie, czynili pokutę i naśladowali Jezusa Chrystusa w Jego pokorze i ubóstwie. Dali oni początek wielkiej rzeszy braci i sióstr Franciszkańskiego Zakonu Świeckich (tercjarstwu franciszkańskiemu).

KU SZCZYTOM DOSKONAŁOŚCI

2Franciszek z Asyżu coraz jaśniej rozumiał, że wezwanie do odbudowy Kościoła odnosiło się nie do kościołów materialnych, ale do całego Mistycznego Ciała Chrystusa. Zrozumiał także, że nie może dokonać tego inaczej jak tylko poprzez osobisty przykład świętości i apostolską gorliwość. Pragnął więc coraz bardziej zjednoczyć się z Jezusem Chrystusem, prowadząc życie pokutne i modlitwy, aby być wiarygodnym świadkiem. Już w 1211 roku w imię apostolskiej gorliwości udał się na wschód do Syrii, aby tam głosić Ewangelię muzułmanom. Nie dotarł jednak do celu i powrócił do Włoch. W roku 1217 zamierzał udać się do Francji, dokąd już wcześniej wysłał braci, ale zostaje zmuszony do pozostania we Włoszech. Dopiero w 1219 roku zrealizował swoje pragnienie. Wraz z krzyżowcami udał się na Wschód, dotarł do Diamenty w Egipcie i tam spotkał się ze sułtanem, wobec którego z ogromną stanowczością świadczył o Jezusie Chrystusie. Sułtan urzeczony osobowością i postawą Franciszka nie tylko pozwolił mu bezpiecznie opuścić obóz muzułmański, ale także dał mu pozwolenie, że może swobodnie odwiedzać miejsca uświęcone życiem Jezusa Chrystusa w Palestynie, która wtedy była pod panowaniem muzułmańskich Arabów. Przynaglany jednak prośbami braci w 1220 roku powrócił do Italii.

Pielgrzymka do Miejsc Świętych wywarła na Franciszku niezatarte wrażenie. Pozostając pod jej wpływem, postanowił w noc Bożego Narodzenia 1223 roku w grocie skalnej w Greccio urządzić szopkę. Ustawił, więc żłób z sianem oraz przyprowadził wołu i osła. Zaprosił ludzi z pochodniami. Odśpiewał Ewangelię opisującą narodzenie Jezusa Chrystusa. Chciał w ten sposób naocznie ukazać wielką miłość Chrystusa do człowieka, ubóstwo w jakim się narodził i uniżenie, jakiego doznał, rodząc się w otoczeniu bydląt. Tajemnica Wcielenia, którą tak mocno przeżywał prowadziła go do głębokiego przeżywania Tajemnicy Śmierci i Zmartwychwstania. Z ogromną boleścią duszy rozpamiętywał cierpienia Chrystusa w czasie procesu i na krzyżu. Gorzko płakał nad męką Zbawiciela, a widząc, że ludzie poprzez grzech lekceważą miłość, jaką ich Bóg obdarzył, wołał, że Miłość nie jest miłowana. Chrystus ukrzyżowany odwdzięczył mu się za tę jego gorącą miłość. Jesienią 1224 roku, kiedy Franciszek odbywał na górze Alwernii czterdziestodniowy post przed uroczystością św. Michała Archanioła, ukazał mu się Chrystus w postaci serafina i na jego ciele, na rękach, nogach i boku wycisnął stygmaty czyli znamiona Męki. W ten sposób Franciszek został zewnętrznie upodobniony do cierpiącego Chrystusa.

SIOSTRA ŚMIERĆ”

Trudy apostolskiego życia, surowa pokuta, długie noce czuwania na modlitwie szybko wyczerpały fizyczne siły Franciszka. Nasiliła się także choroba oczu, której nabawił się w czasie pobytu na Wschodzie.

Kilkakrotne próby leczenia nie dały rezultatu. Prawie niewidomy Franciszek wiosną 1225 roku przebywał przy kościele św. Damiana. Chore oczy dokuczały. Z trudem znosił blask słońca i światło dzienne. Tak udręczony Franciszek pewnej nocy otrzymał od Boga zapewnienie o swoim wiecznym zbawieniu. W miejsce cierpienia i goryczy serce Franciszka wypełniło się radością, która wybuchła Pieśnią Słoneczną. Tym hymnem pochwalnym Franciszek wraz z całym stworzeniem wychwalał Pana Boga. Stan zdrowia Franciszka pogarszał się coraz bardziej. Jeszcze raz poddał się bolesnej próbie leczenia, polegającej na przypalaniu skroni rozżarzonym żelazem. Lecz i ona nie dała żadnego rezultatu. Franciszek, przeczuwając zbliżającą się śmierć prosi braci, aby przenieśli go do Porcjunkuli.

Pragnął zakończyć swoją drogę ewangelicznego powołania, tam gdzie ją rozpoczął. Zmarł o zachodzie słońca 3 października 1226 roku. Dwa lata później Papież Grzegorz IX dokonał uroczystej kanonizacji Franciszka z Asyżu.

Proszę kliknąć tekst poniżej

ŚW. S. FAUSTYNA

(na podst. www.kolbe.pl)

1Rajmund urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli koło Łodzi, z małżonków Juliusza Kolbego († 1914) i Marianny z Dąbrowskich († 1946).

2W dniu urodzin otrzymał Chrzest święty w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia NMP. Był drugim z kolei dzieckiem Kolbów. Rodzice trudnili się tkactwem chałupniczym, ale z powodu ciężkich warunków materialnych byli zmuszeni zwinąć warsztat i przenieść się do Łodzi, potem do Pabianic, gdzie ojciec pracował w fabryce, a matka prowadziła sklepik i pracowała, jako położna (ok. 1897).

Rodzice Rajmunda należeli do III Zakonu św. Franciszka. Ojciec, ogarnięty szczerym patriotyzmem, chętnie czytał swoim synom patriotyczne książki. Chłopcy „zarażeni” od ojca najchętniej bawili się w rycerzy i rysowali na płotach polskie orły. Pierwsze nauki pobierali w domu rodzinnym.

Rajmund, jako chłopiec lubił także nieraz i poswawolić. Pewnego dnia w takiej sytuacji zawołała z wyrzutem matka: „Mundziu, co z ciebie będzie!?”. Słowa te utkwiły mu długo w pamięci. Powoli chłopiec poważniał. Kiedy miał 12 lat, ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna, trzymająca w rękach dwie korony: białą i czerwoną. Zapytała chłopca, czy je chce, a równocześnie dała mu do zrozumienia, że korona biała oznacza czystość, a czerwona męczeństwo. „Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i znikła”. Było to w kościele parafialnym w Pabianicach.

3W 1907 roku franciszkanie konwentualni ze Lwowa prowadzili w Pabianicach misje. Rajmund wraz ze swoim starszym bratem Franciszkiem, postanowił wstąpić do franciszkanów. Obaj przedarli się przez granicę z zaboru rosyjskiego do zaboru austriackiego, do Lwowa, gdzie wstąpili do małego seminarium franciszkanów konwentualnych.

W trzy lata potem podążył za nimi brat najmłodszy, Józef. Lwów przypomniał Rajmundowi czasy, kiedy to w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej łaskawej król polski, Jan Kazimierz, ogłosił Maryję Królową Polski i złożył na Jej ręce ślubowanie (1656). Przed tym samym obrazem postanowił i on także poświęcić się Maryi. „Z twarzą pochyloną ku ziemi – napisze w swoich pamiętnikach – obiecałem Najświętsza Maryi Pannie, królującej na ołtarzu, że będę walczył dla Niej. Jak? – nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem materialnym”.

Szybko jednak doszedł do przekonania, że walki zbrojnej nie da się pogodzić ze stanem duchownym, który sobie zamierzał obrać. Postanowił, zatem zrezygnować z kapłaństwa i poświęcić się, jako żołnierz walce w obronie Ojczyzny. Wtedy to właśnie na terenie Austrii tworzyły się podziemne organizacje wojskowe, mające na celu wyzwolenie Polski spod okupantów. Tworzyły się legiony polskie. Kiedy Rajmund z bratem byli już zdecydowani, przybyła do nich w odwiedziny matka. Skoro jej wyjawili swój zamiar, wtedy wyznała, że wraz z ojcem postanowiła poświęcić się na wyłączną służbę Bożą. Rajmund uznał w tym dla siebie znak woli Bożej, że ma pozostać. Poprosił też niebawem o przyjęcie do nowicjatu (1910). W rok potem złożył śluby czasowe.

Ponieważ w małym seminarium ukończył klasę ósmą gimnazjalną, w roku 1912 przełożeni wysłali go na dalsze studia do Krakowa. Stąd wszakże ze względu na jego niezwykłe zdolności skierowano go jeszcze tego samego roku 1912 do Rzymu, gdzie zamieszkał w międzynarodowym kolegium serafickim. Równocześnie uczęszczał na znany uniwersytet papieski, prowadzony przez jezuitów, Gregorianum. Studia filozoficzne (1912-1915), jak i teologiczne (1915-1919) uwieńczył dwoma doktoratami. Rajmund okazywał nadto wybitne uzdolnienia matematyczno-fizyczne. Napisał artykuł pt. Etereoplan o pojeździe międzyplanetarnym.

Dnia 1 listopada 1914 roku Kolbe złożył profesję uroczystą, w czasie, której dodał sobie imię Maria. Dnia 28 kwietnia 1918 roku Kolbe otrzymał święcenia kapłańskie. Rzym był dla o. Kolbego opatrznościowy. W stolicy chrześcijaństwa zrozumiał, że nie tylko Polska, ale i cały świat powinien należeć do Chrystusa. W 1917 roku przypadały dwie rocznice, które o. Kolbemu dały wiele do myślenia: 400-lecie wystąpienia Marcina Lutra i 200-lecie powstania masonerii. Dwie te okazje wykorzystali wrogowie Kościoła dla zamanifestowania do niego nienawiści. Burmistrz Rzymu, Żyd, Ernest Nathan, został wielkim mistrzem masońskim. Zarządził on obchody z czarnym sztandarem giordanobrunistów, na którym był znak Lucyfera, depczącego św. Michała Archanioła. W czasie pochodu wołano: „Diabeł będzie rządził w Watykanie, a papież będzie jego szwajcarem (gwardzistą; sługą)”.

4Maksymilian, jako świadek patrzył z najwyższym bólem i oburzeniem, jak można było w Wiecznym Mieście dopuścić do takiej prowokacji. Jeszcze więcej drażniła go obojętność tłumu gapiów, niereagującego na to bluźnierstwo. Równocześnie w tym samym roku 1917 świat katolicki obchodził rocznicę 75-lecia objawienia się NMP Alfonsowi Ratisbonne.

Wspomniane wypadki natchnęły Maksymiliana, ażeby utworzyć z jednostek najbardziej bojowych i oddanych Maryi Niepokalanej rodzaj bractwa, które by skupiało w swoich szeregach wszystkich ludzi, którym sprawa królestwa Bożego na ziemi leży na sercu. W porozumieniu, zatem z przełożonymi i po naradzie ze spowiednikiem w tym samym roku 1917, gdy był jeszcze subdiakonem, założył wśród swoich kolegów Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae).

W 1919 roku o. Maksymilian powrócił do Polski. Bardzo się ucieszył, że jest już wolna. Postanowił dołożyć wszystkich sił, by była królestwem Niepokalanej. Zaczął, więc werbować ochotników do Rycerstwa Niepokalanej. W styczniu 1922 roku zaczął wydawać w Krakowie Rycerza Niepokalanej.

Przełożeni jednak w obawie, że o. Kolbe zadłuży klasztor, wysłali go do Grodna, gdzie Święty założył zaraz drukarnię. Pracował niestrudzenie nad nowym dziełem, które uważał za program swojego życia. Ale też owoce rychło okazały się w całej pełni: w 1927 roku Rycerz Niepokalanej wychodził już w nakładzie 70 000 egzemplarzy, a liczba członków Milicji Niepokalanej (MI) wzrosła do 126 000 członków.

Prawdziwy wszakże rozmach nastąpił dopiero wtedy, gdy o. Kolbe przeniósł swoje dzieło do Teresina, 42 km od Warszawy. W roku 1927 założył tu Niepokalanów. Kiedy wybuchła wojna światowa w 1939 roku, klasztor w Niepokalanowie liczył 13 ojców, 18 kleryków nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Był to więc największy klasztor w owych latach na świecie i jeden z największych, jakie znają dzieje Kościoła.

Nakład Rycerza Niepokalanej doszedł do 750 000 egzemplarzy, Rycerzyk Niepokalanej dla dzieci miał nakład 221 000 egzemplarzy, Mały Dziennik osiągnął już cyfrę 137 000 egzemplarzy, a jego wydanie niedzielne 225 000 egzemplarzy. Od roku 1938 Niepokalanów posiadał własną radiostację. Nie obywało się oczywiście bez trudności. Prasa wolnomyślna robiła wszystko, by dzieło ośmieszyć i odstręczyć od niego przyjaciół, ale twór Niepokalanej pokonywał wszystkie przeszkody.

5W 1930 roku o. Kolbe opuszcza Niepokalanów i w towarzystwie 4 współbraci za zezwoleniem przełożonego generalnego udaje się do Japonii, do miasta Nagasaki, gdzie zakłada drugi Niepokalanów. W 1931 roku otworzył tam nowicjat, a w 1936 roku małe seminarium.

W tym roku Rycerz Niepokalanej w języku japońskim miał już nakład 65 000 egzemplarzy. „Szaleniec Boży” zamierzał otworzyć podobne do Niepokalanowa polskiego i japońskiego ośrodki w całym świecie ku chwale Niepokalanej i rozszerzeniu Jej królestwa na ziemi. To jednak było piekłu za wiele. Bohaterskie życie miał Święty zakończyć jeszcze piękniejszą śmiercią. Czerwona korona męczeństwa była już blisko.

Właśnie o. Maksymilian powrócił do kraju, by podeprzeć Niepokalanów polski, który w czasie jego nieobecności przeżywał kryzys. I kiedy wszystko ponownie zaczęło iść z dynamicznym rozmachem, wybuchła wojna, a po niej nastała noc okupacji.

Dnia 19 września Niemcy przystąpili do likwidacji Niepokalanowa. Wraz z o. Kolbe pozostali bracia zostali również aresztowani i umieszczeni w obozie w Amtlitz (między 24 września a 8 listopada). Stąd wywieziono ich do Ostrzeszowa (od 9 listopada do 8 grudnia 1939 roku). W samą uroczystość Niepokalanej, 8 grudnia, nastąpiło zwolnienie z obozu.

O. Kolbe natychmiast powrócił do Niepokalanowa. Tu zajął się przygotowaniem 3000 miejsc dla wysiedlonych z Poznańskiego, wśród których Żydów było 2000. Zorganizował nieustanną adorację Najśw. Sakramentu, otworzył warsztaty naprawy zegarków i rowerów, wystawił kuźnię i blacharnię, zorganizował krawczarnię i dział sanitarny. 17 lutego 1941 roku gestapo zabrało o. Kolbego do Warszawy na osławiony Pawiak. 25 maja 1941 roku wywieziono go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Otrzymał numer 16 670.

Pod koniec lipca 1941 roku uciekł jeden z więźniów z bloku o. Kolbego. Wściekły komendant nakazał zwołać na plac cały blok i co dziesiątego wytypowanego przez siebie więźnia skazał na śmierć głodową, w specjalnie na to przygotowanym bunkrze. Wśród przeznaczonych na śmierć znalazł się Franciszek Gajowniczek. Nieszczęśliwy westchnął, że musi opuścić żonę i dzieci. Wtedy stała się rzecz, która zdumiała katów. Z szeregu wyszedł o. Kolbe i prosił, by jego skazano na śmierć zamiast Gajowniczka, który stał obok niego. Na pytanie: kim jest? odparł, że jest kapłanem katolickim. Jest samotny, a Gajowniczek ma żonę i dzieci.

Poszedł na śmierć wraz z 9 towarzyszami do bloku śmierci, nr 13. Bunkier, który dotąd był miejscem przekleństw i rozpaczy, pod przewodnictwem o. Maksymiliana stał się przybytkiem Bożej chwały. Modlono się i śpiewano nabożne pieśni. Przyzwyczajony do głodu o. Kolbe przeżył w bunkrze dwa tygodnie bez kruszyny chleba i kropli wody. Wreszcie oprawcy dobili go zastrzykiem fenolu. Stało się to 14 sierpnia, w wigilię Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny 1941 roku. O. Kolbe miał zaledwie 47 lat.

Dnia 17 października 1971 roku papież Paweł VI dokonał osobiście uroczystej beatyfikacji Męczennika w obecności dziesiątków tysięcy wiernych z całego świata i ponad 3000 pielgrzymów polskich. Dnia 10 października 1982 roku Ojciec święty Jan Paweł II dokonał jego kanonizacji.

Kult św. Maksymiliana rozszedł się lotem błyskawicy po Polsce. Diecezja koszalińsko-kołobrzeska ogłosiła go swoim patronem. W Zduńskiej Woli, dzięki inicjatywie miejscowego proboszcza, powstał Ośrodek Pamięci św. Maksymiliana. Zachował się tu szczęśliwie dom rodzinny Świętego przy ulicy jego imienia. Św. Maksymilian Maria Kolbe pozostanie w dziejach Kościoła w Polsce, jako jedna z najpiękniejszych jego postaci. Człowiek, który zaufał Niepokalanej, nie zawiódł się, bo zawieść się nie mógł. Do roku 1982 ku czci Świętego wystawiono w Polsce 61 kościołów i kaplic, a za granicą – 35.

Z tekstu Księdza Wincentego Zaleskiego SDB „Święci na każdy dzień”

ŚWIĘTY MAKSYMILIAN, JAKIEGO NIE ZNAMY

Etereoplan – co to takiego?

Św. Maksymilian Kolbe definiuje to pojęcie w sposób następujący: etereoplan to aparat służący do dotarcia do innych planet, a może nawet do dalekich gwiazd.

O tym, iż rozmyślał o podróżach w kosmos świadczą inne jego słowa zapisane w Rzymie w grudniu 1918 roku: „Najpierw można by przecież wysłać sam aparat – zaopatrzony w odpowiednie urządzenia, określając na podstawie dokładnych obliczeń wpierw drogę krótką – którą by mógł powrócić na ziemię. Po powrocie należałoby przestudiować różnicę zaistniałą pomiędzy przewidzianym a rzeczywistym zachowaniem się aparatu i po wyeliminowaniu niedociągnięć należałoby wysłać go na odległość większą i ponownie przeanalizować wyniki. Gdy już aparat okaże się bezpieczny, a zwierzęta w nim umieszczone do odbycia pierwszych podróży zniosą je dobrze, wówczas będzie można bez niebezpieczeństwa dla życia zaryzykować podróż.”

Kolbe pozostawił opis pojazdu kosmicznego, który nazwał etereoplanem. Największą nowością tego wynalazku było odejście od dotychczasowego sposobu poruszania się przy pomocy koła lub śmigła. Zasadą poruszania się etereoplanu w przestrzeni kosmicznej miał być odrzut. Pojazd miał docierać do odległych planet. Przewidywał także podróż w nim człowieka po pokonaniu siły ciążenia i stworzeniu pełnej klimatyzacji wewnątrz pojazdu. Dokładny opis wynalazku z licznymi wykresami i matematycznymi obliczeniami wysłał do czasopisma „Scienza per Tutti”. Według dzisiejszych rzeczoznawców projekt etereoplanu był wówczas genialnym błyskiem myśli technicznej. Zasady jego działania, jak też przewidywane trudności poruszania się w przestrzeni kosmicznej są poprawne i zgodne z tymi, jakie dzisiaj obowiązują.”

Wybór tekstów św. Maksymiliana zamieszczony w: Leon Dyczewski „Ten, który rozdał życie”

Kino – dlaczego nie?

O. Maksymilian położył w Niepokalanowie podwaliny pod produkcję filmów, które byłyby poświęcone idei chrześcijańskiej. Niestety, wybuch II wojny światowej nie pozwolił na doprowadzenie tych zamierzeń do szczęśliwego finału.

Krótkofalowiec

W Japonii Maksymilian Kolbe spotkał się z tzw. małą radiofonią, czyli stacjami nadawczymi małej mocy zainstalowanymi w wielu punktach kraju. Po powrocie do Polski zapragnął uruchomić tego typu stację właśnie w Niepokalanowie. Jednak obowiązujące w przedwojennej Polsce przepisy nie pozwoliły na to. Nie tracąc nadziei zapisał się do PZK i został krótkofalowcem o znaku SP3RN (jak Radio Niepokalanów). Stacja nadawała na przełomie lat 1937/38, pokrywając swoim zasięgiem praktycznie obszar całego kraju.

Fragment tekstu: http://www.radioam.net/ciekawe_artykuly/kolbe.htm

Elektrownia, radio i lotnisko

W 1936 roku sprowadzono go do Polski, aby pokierował Niepokalanowem, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie i największym klasztorem w historii kościoła. Był nie tylko kapłanem i ojcem duchownym, ale też genialnym organizatorem. W chwili wybuchu II wojny światowej było tam 700 zakonników i nowicjuszy. Jego działalność, bowiem opierała się na pracy zakonników, których liczbę wciąż pomnażali nowi kandydaci, choć wspólnota prowadziła życie bardzo surowe i ubogie.

W Niepokalanowie działała radiostacja, elektrownia, drukarnia, najrozmaitsze warsztaty naprawcze, własna straż pożarna. Ojciec Kolbe zamierzał wybudować lotnisko, a także interesował się żywo badaniami nad przekazem obrazu za pomocą fal radiowych, czyli pierwocinami dzisiejszej telewizji. Wojna zatrzymała tę działalność. Tak potężna organizacja była niewygodna dla okupanta. Zakonnicy musieli rozjechać się do domów, a pozostałych 40 braci razem z ojcem Maksymilianem Niemcy aresztowali 19 września 1939 roku. Zwolniono ich z początkiem grudnia. Po powrocie do Niepokalanowa – na przekór okupantowi – pracuje ze zdwojoną intensywnością: przygotowuje 3000 miejsc dla wysiedlonych z Poznańskiego, wśród których przeważają Żydzi. Otwiera warsztaty naprawy zegarków i rowerów, wystawia kuźnię i blacharnię, organizuje szwalnię i dział sanitarny. Tak wielkie skupisko zakonne staje się znowu solą w oku okupanta.

17 lutego 1941 roku gestapo zabiera Ojca Kolbego na Pawiak. 25 maja 1941 r. wywieziono go do Oświęcimiu.

Tekst: Jacek Balcewicz

MODLITWY

Akt poświęcenia się Niepokalanej świętego Maksymiliana Kolbe

Niepokalana, nieba i ziemi Królowo, Ucieczko grzesznych i Matko nasza najmiłościwsza. Ty, której Bóg cały porządek miłosierdzia powierzyć raczył, ja niegodny grzesznik, rzucam się do stóp Twoich kornie błagając, abyś mnie całego i zupełnie za rzecz i własność swoją przyjąć raczyła i uczyniła ze mną, wraz ze wszystkimi władzami mej duszy i ciała, i z całym mym życiem, śmiercią i wiecznością, cokolwiek Ci się podoba.

Użyj także, jeżeli zechcesz, mnie całego bez żadnego zastrzeżenia, do dokonania tego, co o Tobie powiedziano: „Ona zetrze głowę twoją”, jako też: „Wszystkie herezje samaś zniszczyła na całym świecie”, abym w Twoich niepokalanych i najmiłościwszych rękach stał się użytecznym narzędziem do zaszczepienia i jak najsilniejszego wzrostu Twej chwały w tylu zabłąkanych i obojętnych duszach, a ten sposób do jak największego rozszerzenia błogiego Królestwa Najświętszego Serca Jezusowego; albowiem gdzie Ty wejdziesz, tam łaskę nawrócenia i uświęcenia wypraszasz, przez Twoje bowiem ręce wszelkie łaski Najsłodszego Serca Jezusowego na nas spływają.

K. Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza.

W. Daj mi moc przeciw nieprzyjaciołom Twoim.

K. Boże, który nieustannie wspierasz rodzinę ludzką swoim błogosławieństwem i dajesz jej wzory świętości, prosimy Cię, użycz nam za przyczyną świętego Maksymiliana łaski świętości życia i męstwa w wyznawaniu wiary. Przez Chrystusa Pana naszego.

W. Amen.

Nowenna do świętego Maksymiliana

Boże, który nieustannie wspierasz rodzinę ludzką swoim błogosławieństwem i dajesz jej wzory świętości, prosimy Cię, abyśmy wiernie naśladowali wzór świętego Ojca Maksymiliana i przez szczególne oddanie Niepokalanej szerzyli Królestwo Chrystusowe.

Święty Ojcze Maksymilianie, który z miłości oddałeś życie dla ocalenia bliźniego, w imię tej miłości wspomóż mnie swoim wstawiennictwem i uproś mi łaskę, o którą pokornie proszę.

Ojcze nasz…

Zdrowaś Maryjo…

Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła świętego i poleconymi Tobie.

Modlitwa do świętego Maksymiliana

Święty Maksymilianie! Radujemy się wielką chwałą Twoją i dziękujemy Bogu za to, że tak Cię wywyższył i wsławił w obliczu świata.

Umiłowany nasz bracie! Cały naród składa Ci hołd. Serca nasze są pełne wdzięczności dla Ciebie, za Twoje oddanie się Bogu, Matce Chrystusowej i człowiekowi. Rozumiesz nasze potrzeby, pragnienia, troski i udręki. Dlatego z ufnością Ci je polecamy.

Święty Maksymilianie, patronie trudnych czasów i męczenniku miłości – módl się za nami!

Modlitwa do św. Maksymiliana

Święty Maksymilianie Mario, najwierniejszy synu świętego Franciszka z Asyżu, zapalony miłością Bożą, szedłeś przez życie praktykując cnoty heroiczne i spełniające święte dzieła apostolskie. Zwróć swój wzrok na nas, ponieważ jesteśmy twoimi czcicielami i polecamy się twemu wstawiennictwu.

Opromieniony światłem Niepokalanej Dziewicy, pociągałeś niezliczone dusze do ideałów świętości, wskazywałeś im rozliczne formy apostołowania, dla zwycięstwa dobra i dla rozszerzania Królestwa Bożego na całym świecie. Uproś nam światło i siłę, abyśmy mogli czynić dobro i pociągać liczne dusze do Chrystusowej miłości.

Upodobniony do Boskiego Zbawiciela i zjednoczony z Nim, osiągnąłeś tak wysoki stopień miłości bliźniego, że dobrowolnie ofiarowałeś swoje własne życie, jako świadectwo ewangelicznej miłości, aby uratować życie współbrata więźnia.

Wstaw się do Pana o łaskę dla nas, abyśmy owładnięci tym samym zapałem miłości mogli świadczyć wiarą i czynem o Chrystusie wśród naszych braci i dojść razem z Tobą do błogosławionego posiadania Boga w świetle chwały. Amen.

Najsłynniejszy egzorcyzm świątobliwego karmelity

Artykuł oryginalny ze strony www.karmel.pl, pobrano ze strony http://www.egzorcyzmy.katolik.pl

1 Święty Jan od Krzyża należy do największych mistyków Kościoła. Jego dzieła napisane w zachwycie nad tajemnicą Boga nie przestają być na nowo odczytywane. Został uznany za jednego z głównych twórców literackiego języka hiszpańskiego. Jego proza jest pełna poetyckich wyrażeń, a poezja nasycona duchową symboliką. Święty został obdarzony mistycznym doświadczeniem Trójcy Świętej, które osiągnęło apogeum w lochach więzienia w Toledo (1577 r.), gdzie został umieszczony przez współbraci karmelitów, gdy postanowił przeprowadzić reformę zakonu. Jego pisma komentowali m.in. św. Teresa od Dzieciątka Jezus, św. Edyta Stein i Sługa Boży Jan Paweł II.

Jan de Yepez urodził się w ubogiej rodzinie w Fontiveros niedaleko Avili w 1542 roku. Rodziny nie stać było na posłanie go do szkoły. Po kolei zdobywał różnego rodzaju zawody: tkacza, krawca i pielęgniarza w szpitalu. Uzbierawszy odpowiednią sumę pieniędzy zaczął naukę w szkole prowadzonej przez jezuitów w Medina del Campo (1559-1563). Pod okiem prawdziwego mistrza, Ojca Bonifacio, nauczył się tam pięknie pisać w języku kastylijskim. Jezuici musieli mu dać się mocno we znaki, bo nigdzie o nich nie wspomina… Mając 21 lat, wstąpił do zakonu karmelitów. Zakon ten przeżywał w drugiej połowie XVI wieku duchowy kryzys, brak mu było gorliwości apostolskiej, dlatego Jan w rok po święceniach zastanawiał się, czy go nie opuścić, by kontynuować swoje życie zakonne w odosobnieniu, w klasztorze kartuzów.

W takim stanie ducha zetknął się ze św. Teresą z Avila, która od razu rozpoznała w nim kryształowo czystego człowieka, zakochanego w Panu Bogu. Ojciec Jan dał się przekonać, by razem ze św. Teresą od Jezusa przeprowadzić reformę w męskiej gałęzi karmelitów. Rozumiał ją w sposób bardzo prosty, pragnął powrócić ze swoimi braćmi do pierwotnej gorliwości, do modlitwy i do praktykowania umartwień.

Podobnie jak Reformatorka Karmelu także on doświadczał wielkiego oporu ze strony konfratrów, którzy oskarżali go o różnego rodzaju dziwactwa i dzielenie wspólnoty. Z Rzymu został przysłany wizytator do zbadania całej sprawy.

W tym czasie wielką pociechą dla św. Jana była nieustanna rozmowa z Bogiem, częsta lektura i medytacja Pisma Świętego, długie adoracje Najświętszego Sakramentu oraz powierzanie we wszystkim swojego życia Bożej Opatrzności. Właśnie pośród największych prób i przeciwności powstawały najgłębsze i najpiękniejsze dzieła hiszpańskiego mistyka. Do najbardziej znanych należy Droga na górę Karmel, w której Święty omówił kolejne etapy, przez jakie musi przejść człowiek wiary, by dojść do coraz doskonalszego zjednoczenia z Bogiem.

NAJSŁYNNIEJSZY EGZORCYZM ŚWIĄTOBLIWEGO KARMELITY

Gdy Jan od Krzyża przebywał w Avila zdarzyły się rzeczy niepojęte w jego życiu. Zdobył tam rozgłos wielkiego egzorcysty z powodu swej władzy nad szatanami. Najgłośniejszym przypadkiem, obserwowanym przez całe miasto, była historia Marii de Olivares Guillamas, augustianki z klasztoru Matki Bożej Łaskawej. Klasztor „to mały budynek o nędznym wyglądzie, wzniesiony na miejscu, gdzie przedtem był meczet. Położony jest na południowy wschód od miasta, za murami, obok potężnych maszt Puerta del Alkazar”.

Maria de Olivares, rodem z Avila, złożyła w tym klasztorze śluby w 1563. Zwróciła na siebie uwagę serią dziwnych zdarzeń, których nie można było wyjaśnić. Bez odbywania dokładnych studiów znała i bardzo dobrze umiała objaśnić Pismo święte. Mówiono, że „rozmawia we wszystkich językach i zna wszelkie dziedziny nauki„. Przybywało wielu uczonych, aby wysłuchać jej komentarzy teologicznych i interpretacji Biblii.

Niektórzy historycy bawili się nawet w sporządzanie listy sławnych mężów, którzy badali tego wyjątkowego ducha: Mancio de Corpus Christi, dominikanin, Bartolome de Medina, także dominikanin, Juan de Guevara, augustianin (jego wykłady na uniwersytecie w Salamance były tak wzniosłe, że uchodziły za „cudowne”), Luis de Leon, mistrz wielu nauk, znawca Biblii, augustianin. Nie wiemy, czy brały w tym udział inne osobistości Avila: don Franciszek de Salcedo, Julian z Avila, czy któryś ze znakomitych dominikanów lub jezuitów.

Krótko mówiąc, uczeni teologowie i sławni erudyci odwiedzający Avilauznali tego ducha za dobrego, a cudowną znajomość nauk za rzecz nadprzyrodzoną„.

Nie wszystko jednakże było jasne. Do Avila przybyli prowincjał augustianów i prawdopodobnie ojciec generał. Rozmowa z mniszką wcale ich nie uspokoiła. Odnieśli się do cudu z rezerwą i nie potrafili zapomnieć o swoich wątpliwościach.

Słyszeli o świętości ducha i wiedzy Jana od Krzyża. Dlatego chcieli, aby zobaczył on mniszkę. Nalegali, ale Jan odmawiał, motywując to prawdopodobnie brakiem doświadczenia w tej dziedzinie i swoim młodym wiekiem. Miał wtedy niespełna 32 lata.

Przełożony augustianów wydał mu pozwolenie na wielokrotne wchodzenie i wychodzenie z klasztoru, aby bez przeszkód mógł zbadać tę wyjątkową sprawę. Natychmiast uzgodnili termin pierwszego spotkania. O wyznaczonej porze Jan od Krzyża wszedł do parlatorium. Z drugiej strony nadeszła mniszka. Zawsze wprawiała wszystkich w podziw ostrym językiem, dobrymi, dowcipnymi powiedzeniami. „Jednak, gdy ujrzała małego, niepozornego zakonnika, nie potrafiła niczego z siebie wykrztusić. Oniemiała, zaczęła drżeć i pocić się jak winowajca przed sądem. Nie zamienili ani słowa„.

2Ojciec Jan wyszedł z parlatorium i oznajmił w sekrecie ojcu generałowi, że mniszka została opętana przez złego ducha i że wiele razy będzie trzeba powtarzać egzorcyzmy. Przełożony zgodził się. Od tej chwili Jan mógł czynić wszystko, co uznał w tej sprawie za słuszne. W końcu zgodził się więc udzielić pomocy. Wiele lat później powiedział, że przed rozpoczęciem egzorcyzmów „poinformował inkwizytorów dystryktu o otrzymanym pozwoleniu czynienia wszystkiego, co niezbędne” (Biblioteca Mistica Carmelitana 14, 190).

Zaczęły się dziać rzeczy nieprawdopodobne. Jan, nie zdając sobie sprawy z ryzyka, jakie podjął, rozpoczął duchowe przygotowania: modlił się, pościł, odprawiał pokutę i czynił różne wyrzeczenia. Całe dni i tygodnie poświęcał pracy: egzorcyzmom, spotkaniom, katechezie. Chciał uwolnić biedną opętaną nie tylko od demona, ale i od zamętu umysłowego, którego padła ofiarą.

Szatan odmawiał opuszczenia ciała, twierdząc, że mniszka jest jego własnością. Oddała mu się dobrowolnie, podpisując własnym imieniem pakt i pieczętując go krwią. Jan nie rezygnował i pewnego dnia, podczas mszy, ukazał mu się ten dokument. Natychmiast go spalił.

Po zniknięciu tajemniczego papieru mniszka na pewien czas odzyskała równowagę ducha, ale szatan nie poniechał jej. Zjawiał się pod postacią ojca Jana lub zakonnicy, pisał w imieniu Jana, dawał złe rady doprowadzając mniszkę do szaleństwa. Kazał jej iść do konfesjonału, gdzie kusił przebrany w szaty ojca Jana i niszczył nadzieję na ratunek. Ostatni atak był wyjątkowo silny. Egzorcyzmy przekształciły się we wstrząsające widowisko. Po długich sprzeciwach i dyskusjach złe duchy „odeszły krzycząc, że od czasów Bazylego nikt im się tak zdecydowanie nie przeciwstawił. Mniszka zemdlała, ale po chwili przyszła do siebie. Siedziała na ziemi odpoczywając po wysiłku. Wstała już całkiem zdrowa”.

Ojciec Jan sporządził memoriał, w którym przedstawił swój pogląd na sprawę. Został on dołączony do procesu Marii de Olivares. Święta Inkwizycja z Valladolid przesłała materiały procesowe do głównego trybunału w Madrycie. 23 Października 1574 z Madrytu przyszedł list: „Natychmiast po jego otrzymaniu przed Trybunałem Świętej Inkwizycji ma się stawić ojciec Jan od Krzyża, karmelita bosy. Zostanie przesłuchany w sprawie memoriału przysłanego tejże Inkwizycji”.

Ojciec Jan udał się do Valladolid. W pierwszych dniach listopada przywieziono tam także Marię de Olivares, która została umieszczona w klasztorze Matki Bożej.

Ojciec Jan, wielki egzorcysta, posiadający moc zwalczania złych duchów, stał się znany. W liście do przeoryszy z Medina del Campo, Agnieszki od Jezusa, jesienią 1574 Matka Teresa od Jezusa pisała: „Córko moja, bardzo mi przykro z powodu choroby siostry Izabeli od świętego Hieronima. Przysyłam wam ojca Jana od Krzyża, żeby ją uzdrowił. Bóg obdarzył go łaską wypędzania demonów z ciał ludzi opętanych. W Avila właśnie uwolnił pewną osobę od trzech legionów demonów. W imieniu Boga zażądał, by powiedziały mu, kim są. Usłuchały go natychmiast”.

Ojciec Jan pojechał do Medina del Campo i spotkał się z mniszką, która uchodziła za opętaną. Zrozumiał, że zaszła pomyłka. Izabela od świętego Hieronima była po prostu chora psychicznie. Zmarła 23 listopada 1582.

3Przypadek Marii de Olivares był najtrudniejszy i bez wątpienia najsłynniejszy, ale nie jedyny, w którym pomógł Jan od Krzyża. Świadkowie mówili jeszcze o paru podobnych.

Jose Vicente Rodriguez OCD

Będąc przełożonym zreformowanej wspólnoty karmelitów bosych, w dzień Bożego Narodzenia, nasz Święty chodził od celi do celi oznajmiając letrillę o Słowie Bożym (Dzieła, s. 98):

Dziewica Przenajświętsza, Ze Słowem Bożym w łonie, Do ciebie przyjdzie z drogi, Jeśli Jej dasz schronienie.

Św. Jan od Krzyża umarł w osamotnieniu 14 grudnia w 1591 roku w klasztorze w Ubedzie w wieku 49 lat. Jego relikwie znajdują się w Segowii. Kanonizowany został w 1726 roku. Z okazji obchodów 400 rocznicy jego śmierci, Jan Paweł II napisał specjalny list, w którym podkreśla aktualność jego mistyki w świecie, który często stawia Boga na margines kultury. I znowu św. Jan od Krzyża jak światło promieniuje pośród ciemności niewiary, prowadząc nas do Jezusa Chrystusa, Światłości świata.

Warto zatrzymać się nad pięknem jego poezji nasyconej Pismem Świętym:

   5

NAD RZEKAMI BABILONII

Do słów psalmu 136:

Nad brzegami rzek płynących

W Babilońskiej ziemi

Siadłem w smutku pogrążony,

Ze łzami gorzkimi.

Przypomniałem święty Syjon,

Kres mojej miłości,

A na słodkie to wspomnienie

Wzmógł się płacz żałości.

I złożyłem strój odświętny,

Wziąłem szare suknie,

Na gałęziach wierzb zielonych

Powiesiłem lutnię.

Wytężyłem me nadzieje

W Tobie położone –

Dosięgła mię miłość Twoja,

Serce me zranione!

Pragnąłem już skończyć życie,

Tak mnie przeszywały

Owe groty w boskim ogniu,

Gdziem zaginął cały…

Uwalniając gołębicę

Mdlejącą w zachwycie –

Obumarłem cały w sobie

W Tobie mając życie.

I dla Ciebie jam się budził

I znowu umierał –

Tyś mi, bowiem dawał życie

I znowu odbierał.

Cieszyli się ludzie obcy,

Chcieli słyszeć pienia,

Co się wznoszą na Syjonie

W hymnach uwielbienia.

Powiedzcie mi jak mam śpiewać

Wam pieśń uroczystą,

Kiedy serce moje tęskni

Za ziemią ojczystą?

Niech mój język uschnie w gardle,

Lgnie do podniebienia,

Gdybym Ciebie miał zapomnieć

W ziemi utrapienia.

O Syjonie, gdybym patrzył

Na łozy zielone,

Które szumią tu nad rzeką

A nie w twoją stronę

Gdybym w tobie nie miał myśli

Serca i kochania,

Niechaj uschnie ma prawica

W tej ziemi wygnania!

O, niech będzie błogosławion

Bóg mój ze Syjonu,

Który słusznym gniewem karze

Córy Babilonu!

A podnosi z nędzy małych

I mnie płaczącego

Na grań, którą jest sam Chrystus,

Kres życia mojego!

Debetur soli gloria vera Deo

Św. Jan od Krzyża

Żyjąc krótko, przeżył czasów wiele. Wszyscy znamy te słowa, które stanowią syntezę życia Świętego, postaci doprawdy niezwykłej: w tak niedługim czasie zdołał osiągnąć ogromną dojrzałość powołania chrześcijańskiego i zakonnego.

1Ten święty patron młodzieży polskiej towarzyszył mi od dawna, w czasach młodości i potem, stale. Towarzyszył mi w Rzymie, gdy byłem studentem w położonym niedaleko stąd Kolegium Belgijskim. Prawie każdego dnia przychodziłem szukać u niego duchowego światła i pomocy (…).

Jego krótka droga życiowa z Rostkowa na Mazowszu przez Wiedeń do Rzymu była jak gdyby wielkim biegiem na przełaj do tego celu życia każdego chrześcijanina, jakim jest świętość.

Kiedy znajdujemy się wobec tej niezwykłej postaci, myśli nasze podążają natychmiast do młodych całego świata (…). Tak, święty Stanisław miał trudną młodość, mimo że był z bardzo bogatego rodu, arystokratycznego, prawie królewskiego, miał trudną młodość. Młodzi dzisiaj mają w Polsce trudną młodość, czasem wydaje mi się, że nie potrafią sprostać wyzwaniom, czasem szukają wyjścia poza Ojczyzną.

Dla wszystkich: i tych, co odchodzą z Ojczyzny, i tych, co zostają, nich św. Stanisław Kostka będzie patronem – patronem trudnych dróg życia polskiego, życia chrześcijańskiego”.

Słowa Sługi Bożego Jana Pawła II, wypowiedziane 13.11.1988r. u sarkofagu Świętego Stanisława Kostki.

Czy dzisiaj, po kilku wiekach od śmierci, może on być światłem, wskazówką, ostoją w poszukiwaniach, wątpliwościach, zagubieniach czy decyzjach współczesnej młodzieży… Przez tyle lat wydawało mi się, że Stanisław Kostka to przeszłość, to historia Kościoła. Myślałem sobie: Co ma dzisiaj do zaproponowania ten odległy patron młodych, chłopak z XVI stulecia – młodzieży początku XXI wieku, młodzieży nasyconej kulturą absurdu, konsumpcji, seksu i zmysłów; kulturą utraty sensu i wyśmiewanej wiary; kulturą brutalności, przemocy i braku szacunku wobec drugiego człowieka; kulturą niewiary w miłość, w Ojczyznę, w tradycję; kulturą rozpadających się rodzin i przyjaźni; kulturą samotności i rozpaczy, która wyciąga rękę po narkotyk, alkohol lub samobójstwo, i kulturą przerażającej pustki”.

ks. Janusz Cegłowski

MYŚLI ŚWIĘTEGO STANISŁAWA KOSTKI

  • Początkiem, środkiem i końcem rządź łaskawie, Chryste”.

  • Proszę Cię, módl się, aby Jezus raczył doświadczać mnie jak najliczniejszymi krzyżami i cierpieniami i mieć mnie, grzesznego sługę swego, między swoimi Świętymi Sługami”.

  • Życie jest jak słowa psalmu: Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja oczekuje Pana”.

  • Winieneś zastanowić się najpierw we wszystkim, cokolwiek czynisz, o czymkolwiek myślisz i rozmawiasz, czy podoba się to Bogu i jest pożyteczne dla bliźnich”.

  • Wobec mnie, i mam to zobaczyć, Stworzyciel okazuje niezmierną i niewypowiedzianą łaskę i miłość. Ze względu na mnie opuścił swą Ojczyznę, w której doświadczał czci i szacunku, i uniżył się do postaci Sługi. Bóg przyjął rolę najcichszą i najskromniejszą Baranka Bożego. Wziął nasz złości na swe ramiona i umarł w hańbie, aby obdarować nas swoją Ojczyzną”.

  • Człowiek jest słaby i popada w grzechy, co przynosi mu upokorzenie”.

  • Lecz ludzie są gnuśni i leniwi. Należy wszystkich przebudzić, zwołać i zmobilizować na drodze ku zbawieniu. Jest karygodne, że nie zważamy na to, że wielu nędznie ginie. Trzeba nam porzucić własne grzechy, by zakosztować wolności. Wtedy dopiero zobaczymy, czym są grzechy innych i nie będziemy mogli żyć w bezczynności”.

  • Mocny bym sobie przygotował na drogę kapelusz cierpliwości i płaszcz bym wziął z podwójnym poszyciem, a to miłości Boga i bliźniego; i dobre przede wszystkim przywdziałbym buty umartwienia”.

  • Choćbym całe życie miał wędrować – nie ustąpię”.

Święta Rita urodziła się w Roccaporena niedaleko Cascia (Włochy). Na chrzcie otrzymała imię Małgorzata (Margarita), nazywano ją jednak zdrobniale Ritą.

1W wieku 12 lat, zgodnie z życzeniem rodziców poślubiła Paola Manciniego. Mimo iż prosiła rodziców by pozwolili jest wstąpić do zakonu, wydali ją za mąż za człowieka o trudnym i wybuchowym charakterze, mającego wielu wrogów. Przez lata Rita cierpliwie znosiła jego styl bycia. Z czasem małżonek złagodniał pod jej wpływem. Zginął jednak tragicznie zabity niedługo po swoim nawróceniu.

Małżonkowie mieli dwóch synów, którzy pod wpływem wydarzeń postanowili pomścić śmierć ojca. Kiedy nie udało jej się przekonać ich do zmiany planów zaczęła prosić Boga by ich powstrzymał. Zamiarów nie zrealizowali, ponieważ zmarli niebawem z powodu zarazy, jaka nawiedziła ich okolice. Zanim zabrała ich śmierć święta matka zdołała ich jeszcze skłonić do żalu za grzechy, w tym za niedopełnioną zbrodnię, jakiej się chcieli dopuścić.

Po śmierci męża i synów Rita, mająca wówczas około 36 lat, zapragnęła zrealizować swoje marzenie o wstąpieniu do klasztoru. Konwent augustianek, do którego chciała być przyjęta nie przyjmował jednak wdów. Opowieść o tym jak w nocy Pan otworzył przed nią drzwi klauzury należy do najbardziej znanych opowieści o cudach związanych z jej życiem.

Wobec tak wielkiego znaku mniszki zdecydowały się ją przyjąć. W klasztorze św. Rita nie miała lekko. Należała do grona sióstr konwersem, a więc tych, które wykonywały cięższe prace. Nigdy się jednak nie skarżyła.

Jako mniszka została obdarzona przez Pana Jezusa jeszcze jedną szczególną łaską. Z racji wielkiego nabożeństwa do męki Pańskiej, pewnego dnia podczas adoracji krzyża prosiła Pana o to by mogła, choć symbolicznie uczestniczyć w Jego cierpieniach. Otrzymała cierń z korony, tkwił w jej czole przez resztę jej życia, powodując nieustanny ból. Cierń – inaczej jednak niż prezentuje się go na portretach świętej – pozostawał niewidoczny. Ślad rany można jednak zobaczyć na jej czole po dzień dzisiejszy.

Odeszła do Pana 22 maja 1457 roku. Natychmiast po śmierci zasłynęła wieloma cudami. Dlatego jej ciało umieszczono w szklanej trumnie w kościele w Cascia – cudownie zachowane po dzień dzisiejszy.

Św. Rita jak niewielu innych, świętych Kościoła została obdarowana przez Pana po swojej śmierci niezwykłym znakiem: jej ciało nie uległo rozkładowi.

To szczególna własność i piękny symbol. Ciało tej, która tyle lat żyła wpatrzona w niebo, która starała się służyć bliźnim tak by na ziemi czuli się jak w domu Ojca pozostało nieskażone, tak jakby i ono „należało” do wieczności.

Jej wiara była cudowna, niezwykła. Bóg sam to potwierdził. Możemy spojrzeć na tę naszą Orędowniczkę, która tyle stuleci temu chodziła po tej ziemi i – jak my – cierpiała, zmagała się z problemami i dramatami swojego życia.

Św. Rity spoczywa po dzień dzisiejszy w Roccaporena. Na początku XX wieku zbudowano tam sanktuarium. A jednak tak, jak ona przekraczała problemy swoim oddaniem Panu, swoim zawierzeniem i my nie musimy daleko pielgrzymować by się z nią spotkać, bo ona jest przy nas i możemy liczyć na jej wsparcie i orędownictwo u Boga.

Więcej informacji można znaleźć na stronie: Sanktuarium św. Rity w Roccaporena (strona w jęz. włoskim)

Na podstawie tekstów z:http://www.swietarita.pl/

Modlitwy do św. Rity

(święta od spraw beznadziejnych)

Święta Rito, Patronko spraw trudnych, Orędowniczko w sytuacjach beznadziejnych, cudna gwiazdo świętego Kościoła naszego, zwierciadło cierpliwości, pogromicielko szatanów, lekarko chorych, pociecho strapionych, wzorze prawdziwej świętości, ukochana Oblubienico Chrystusa Pana naznaczona cierniem z korony Ukrzyżowanego. Z głębi serca czczę Ciebie i zarazem błagam módl się za mną, o uległość woli Bożej we wszystkich przeciwnościach mojego życia. Przybądź mi z pomocą, o święta Rito i spraw, abym doznała skutków Twej opieki, by modlitwy moje u tronu Bożego stały się skuteczne. Wyproś mi wzmocnienie wiary, nadziei i miłości, szczerego i dziecięcego nabożeństwa do Matki Bożej oraz łaskę… (wymienić ją).

I to spraw, abym zwyciężywszy wszelkie przeszkody i pokusy, mogła dojść kiedyś do nieba i tam Ci dziękować i wiecznie cieszyć się towarzystwem Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen.

Pozdrawiam cię święta Rito, napełniona miłością i pokojem, przykładzie każdej wszelkiej cnoty, wierna uczennico Chrystusa. Pomóż nam, patronko rodziny i przebaczenia, uwierzyć, że dla Boga wszystko jest możliwe i wspomagaj nas w każdej potrzebie. Amen.

O, Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, spraw, abym w walce, którą toczę ze światem, była zawsze po stronie świata Swojego.

O, święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, pozdrów słońce, pozwól znieść oddech życia, dodaj różom czerwieni.

O, święta Rito do Rzeczy Niemożliwych, pozwól mi nie hodować żalu, nie oczekiwać zbyt wiele, stać się magnolią lub drzewem, w ostateczności kamieniem i zacząć od nowa lub trwać tylko, trwać.

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, niech czerwona róża rozrasta się we mnie, zalewa Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, pozwól mi przyjmować bieg wydarzeń i nie naginać ich do swoich pragnień. Pozwól mi doświadczyć, że wszystko ma swoje miejsce i czas. Pozwól mi być dobrą matką, skoro już nie mogę być dobrą córką.

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, Ty wiesz wszystko o salamandrach, płomieniach i niegrzecznej dziewczynce, która chodzi, gdzie chce. Nie pozwól jej zabłądzić. Pozwól znaleźć ścieżkę, na której spotka spokój.

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, pozwól mi wybaczać innym i sobie, bo świat niekoniecznie jest sprawiedliwy, dobro często nie popłaca, a za nieszczęścia nie ma rekompensaty.

Pozwól mi wierzyć, że żyję w świecie, któremu sama nadaję znaczenie.

Pozwól mi być silną, aby umieć żyć ze swoją bezsilnością i naiwnością.

Pozwól mi nie tracić energii na podtrzymywanie iluzji.

Pozwól mi być, kim jestem i robić, co robię.

Pozwól mi wziąć za to odpowiedzialność.

Pozwól mi być dobrą.

Pozwól mi wierzyć.

Mieć nadzieję.

Kochać.

Święta Rito, święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, spraw, by nie sprawdziły się proroctwa Oriana Fallaci, spraw, by jej krzyk nas uratował.

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, pozwól mi wierzyć, że tylko miłość stwarza od początku świat. Pozwól mi śnić sen o zapachu skoszonej łąki.

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, uwolnij mnie o przeszłości, bo każdy ma prawo do tajemnicy.

Święta Rito, Rito od Rzeczy Niemożliwych, pomóż mi znosić fizyczny ból, którego znosić nie potrafię i pomóż mi nie napisać o mojej chorobie ani wiersza, ani książki.

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, pozwól mi otwierać drzwi i wchodzić w nie bez lęku. Pozwól mi zbierać biedronki i wypuszczać je do nieba.

Źródło: Marta Fox, „Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych”.

O doznanych łaskach prosimy powiadomić

Zgromadzenie Sióstr Augustianek

ul. Skałeczna 12, 31-065 Kraków

Ciekawy reportaż o św. Ricie

Fenomen św. Rity

Małgorzata Bilska http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,498,fenomen-sw-rity.html

Czemu tu dziś przyszliście? – pytam parę młodych ludzi, których spotykam w krużgankach kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie. Każde z nich trzyma w dłoni różę. Oboje ładni, dość wysocy, trochę przejęci. I tak jakoś razem.

Wyróżniają się wśród gęstniejącego z minuty na minutę tłumu pielgrzymów. „Pomogła nam i bardzo chcemy podziękować” – mówią Ewa i Paweł. Zgadzają się na krótką rozmowę. Spieszymy się. Jest 22 maja, ok. godz. 17.50 i za chwilę zacznie się uroczysta msza odpustowa ku czci św. Rity.

Chyba cud

O św. Ricie dowiedzieli się przypadkiem. Ewa: „W zeszłym roku byliśmy na pielgrzymce we Włoszech i Cascia była jednym z miejsc docelowych. Sanktuarium jest w górach, pięknie położone. Zostawiliśmy jej swoją prośbę. Dostaliśmy tekst modlitwy, była przetłumaczona po polsku. I cały czas ją odmawiamy.” Pytam, czy widzieli ciało św. Rity w szklanej trumnie. Paweł: „Tak, zwłoki są wystawione, nie uległy rozkładowi. Rzeczywiście leży człowiek, nawet niezmumifikowany. Troszkę skóra ucierpiała, ale to nie jest taki rozkład, jak powinien być po latach.”. Jak byście to wytłumaczyli? – drążę. „No, chyba cud” – mówią z uśmiechem. Przyjdziecie tu za rok? „Tak. Mamy nadzieję, że już z naszym cudem…”

Śmiejemy się, wszystko jasne. Składam gratulacje. Przyprowadzili ze sobą siostrę i przyszłego szwagra. Po godzinie spędzonej na takich rozmowach dochodzę do wniosku, że Rita jest najbardziej skuteczną świętą w kościelnym panteonie. A jej obszar „działania” to przecież sprawy „niemożliwe do zrealizowania”!

Pewnie są tacy, którzy tej skuteczności (jeszcze?) nie doświadczyli. Ale u augustianów ich nie spotkałam.

Z ziemi włoskiej do Krakowa

Według proboszcza parafii, o. Marka Donaja OSA, kult św. Rity, patronki od spraw trudnych i beznadziejnych, od 10 lat cieszy się w Polsce coraz większym zainteresowaniem. Od kilku – rośnie jak na drożdżach.

Pytam o to innego augustianina, Wiesława Dawidowskiego OSA, autora książki „Święta Rita” (WAM 2008). Przyjechał z Warszawy, bo ma swój „deal” ze św. Ritą. W zamian za załatwienie ważnej sprawy, obiecał jej, że każdego 22 maja odprawi dla niej mszę św.

O. Dawidowski OSA: „Jest to kult oddolny, bardzo żywy. Kiedy my augustianie powróciliśmy do Krakowa po wielu latach nieobecności, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jaki mamy skarb w kościele. Aż przyjechała grupa pielgrzymów z Włoch. Przyszli i mówią: tu jest figura św. Rity, chcielibyśmy się pomodlić. A my: „o, rzeczywiście, ona należy do serca naszej tradycji.”. We Włoszech Margherita Lotti, czyli święta Rita (1381-1457) jest bardzo popularna.

Jej wspomnienie obchodzi się 22 dnia każdego miesiąca. Proboszcz mówi, że na „małe Rity” przychodzi po 1,5 tys. osób. 22 maja to największe święto (rocznica śmierci). Ludzie stoją w kościele oraz kaplicach, na krużgankach (są telebimy), w ogrodzie, na ulicy. W czasie mszy – nawet w zakrystii. Niektórzy przynoszą ze sobą składane stołeczki.

W tym roku było ok. 3 tys. osób, ale tego dowiem się po kilku dniach. Na razie cieszę się, że przyszłam o 16.00. Wkrótce zrobi się taki tłok, że swoboda ruchu i konwersacji się skończy.

Trud codzienności

Proboszcz Donaj OSA: „W miastach, gdzie kult jest zapoczątkowany, ludzie organizują na miejscu święto w tym dniu. U nas w kościele są głównie ludzie z Krakowa i okolic.” Potwierdza to moja pobieżna sonda, Ale są też pielgrzymi z Katowic, Bielska – Białej, Opola, Łodzi. Z całej Polski.

Modlą się pod figurą św. Rity (piękna rzeźba). Mogą pocałować wystawione pod nią relikwie. Kupują książki, płyty, medaliki, modlitewniki i paczki zasuszonych płatków róż. Dwie parafianki sprzedają je w krużgankach.

Większość jest indywidualnie, ale trafiam i na delegację – trzy harcerki z ogniska św. Rity, ze Skautów Europy. Są „po cywilnemu”. Pytam, jak czczą swoją patronkę, na co dzień. – „Jak któraś przewodniczka ma problem, to pisze to na maila i wszystkie się modlimy nowenną do św. Rity”. Ale czy św. Rita jest atrakcyjna dla młodzieży? – dopytuję. Ta z długimi włosami i różą w dłoni: „każdy ma czasem jakąś osobistą tragedię i kiedy chce się naprawdę zmierzyć z czymś trudnym, to św. Rita jest patronką, do której można się zwrócić.”

Zanim Margherita Lotti wstąpiła do klasztoru augustianek w Castia, miała męża i dwóch synów, prowadziła zwykłe życie. Nikt nie rozumie lepiej niż ona, codziennych trosk i tragedii. Była zakonnicą i stygmatyczką. Odkrywam, że kult św. Rity świetnie się wpisuje w tzw. świętość życia codziennego typową dla współczesnej duchowości świeckich.

Róże jak chleb

Rita jest „świętą od róż”. Pod koniec życia ciężko chorowała. Kuzynkę, która przyszła ją odwiedzić w klasztorze, poprosiła o przyniesienie róży z ogrodu. Styczeń w górach jest zimny. Mimo to kuzynka różę znalazła. Kwitła pod śniegiem. Podczas nabożeństwa święci się róże.

Proboszcz opowiada, że kiedyś rzucił pomysł: przynoście dwie róże. Drugą można komuś ofiarować: „Nawet obcemu człowiekowi. Ty nie masz róży? To proszę masz, ja mam dwie.”. Niektórzy przyszli bez róż. Inni mają ich całe bukiety.

Co pani zrobi z tyloma różami? – pytam Jadwigę spod Krakowa „To dla znajomych. Chciałam poświęcić róże i ofiarować św. Ricie. Oni potrzebują jej pomocy.” Pani obok, nie chce podawać imienia: „Komuś dam. Nie trzeba wszystkiego zostawiać sobie, tylko komuś też ofiarować.”

Pod koniec nabożeństwa ksiądz biskup odczyta formułę, a księżą wejdą w tłum i pokropią kwiaty święconą wodą. Gdy ludzie je uniosą do góry, kościół stanie się wielokolorowym ogrodem. Róż jest więcej niż ludzi.

Jezus rozmnożył chleb na pustyni, by nakarmić głodnych uczniów. Róża Rity rozmnaża się od 600 lat.

W kolejce do relikwii

O co proszą ludzie? „Jestem jedenasty raz. Co roku przychodzimy z mężem. Nie wyobrażam sobie, żebym tego dnia tutaj nie była. Jak to się zaczęło? Moja przyjaciółka była rok wcześniej, miała bardzo poważne kłopoty ze zdrowiem. Ona bardzo wierzy, że św. Rita jej pomogła.” – Elżbieta z Rząski.

Marię z woj. świętokrzyskiego spotykam w długiej kolejce do ucałowania relikwii. Jest tu drugi raz: „Cztery lata temu byłam, prosiłam i otrzymałam wielką łaskę. Koleżanka z Kazimierzy Wielkiej bywa tu, co roku. Pożyczyła mi książkę i czytając ją, natknęłam się na datę 22 maja. Wtedy, w 1987 roku, urodziła się moja córka. Nie wiem czy mogę mówić…” – moment wahania. „Mogę, bo to już przeszłość. Córka, bardzo ładna dziewczyna, weszła w złe towarzystwo. Były narkotyki, było bardzo źle. Modliłam się bardzo dużo, w różnych zakątkach świata. Trafiłam tu, do św. Rity, oddałam jej córkę i nawróciła się, zerwała z narkotykami. Pomaga teraz innym młodym. Wyszła za mąż, jest w ciąży. Prawdopodobnie to będzie dziewczynka. Będzie Rita. Dziś są córki urodziny. Ją polecam i dzieciątko.” Maria namówiła na przyjazd Mariana, z tej samej parafii.

Najczęściej – wiem to od siostry Krystyny, augustianki – ludzie proszą o pomoc w kwestii problemów ze zdrowiem i w rodzinie (konflikty, przemoc, alkohol, narkotyki). W maju pojawia się „o zdanie matury”. Potwierdza to Mateusz ze wspólnoty Sykomora. Też się modlił i maturę zdał. Siostra Krystyna, co miesiąc drukuje 5 – 6 stron próśb, które spisuje z korespondencji (tradycyjnej i mailowej) napływającej do klasztoru i z kartek zostawionych w kościele. Prośby spisują też bezpośrednio w parafii. W tym roku nazbierało się ich ok. 2 tys.. Odczytywano je 3 dni.

Czterdziesto minutowe świadectwo przed mszą dała nawrócona celebrytka, była modelka, ale i narkomanka, ofiara przemocy, Ania Golędzinowska. Mnóstwo ludzi przystępowało w tym czasie do spowiedzi, nierzadko po długiej przerwie.

22 maja 2010 roku stał się jednym z ważniejszych świąt w religijnym kalendarzu Krakowa. Mszę celebrowało 24 kapłanów, w tym prowincjał augustianów o. Jan Biernat OSA i ks. dziekan Zygmunt Kosek. Przewodniczył ks. bp. Grzegorz Ryś. Postanowił skrócić kazanie z powodu duchoty i upału. Był chyba trochę zdziwiony ilością wiernych.

Z okazji 24 rocznicy kapłaństwa otrzymał wielki bukiet kwiatów. Oczywiście róż.

(zaczerpnięto z www.judatadeusz.pl)

18 października wypada dzień świętego Judy Tadeusza – jednego z apostołów i jak się przypuszcza krewnego Pana naszego Jezusa Chrystusa. List tego świętego znajduje się nawet w Nowym Testamencie.

Św. Juda nosił przydomek Tadeusza. Wyraz ten znaczy tyle, co „odważny”. Nie wiemy, dlaczego Ewangeliści nadali mu to miano. Święty Juda był bratem św. Jakuba Młodszego (Mt 13,55). Dlatego bywa nazywany „Juda Jakubowy” (Łk 6,16; Dz. 1,13). Być może, że był również bratem św. Szymona, chociaż współczesna egzegeza to kwestionuje. Nie wiemy, dlaczego Orygenes, a za nim także inni pisarze kościelni, nazywają św. Judę Tadeusza także przydomkiem Lebbeusz. Nasuwa się, zatem pytanie, dlaczego Ewangeliści św. Judę, „brataPana Jezusa, stawiają w wykazach Apostołów na dalekim miejscu, podobnie jak Szymona i Jakuba Młodszego. Otóż nie czynią tego w celu umniejszenia ich czci, lecz czynią tak ze względu na przyjętą zasadę uwzględniania kolejności przystąpienia do grona Apostołów. Św. Juda Tadeusz zostawił piękny List, który należy do ksiąg Pisma Świętego. To dowodzi, że był on człowiekiem wykształconym. Nie musiał go sam pisać odręcznie, ale jak to było wówczas w powszechnym zwyczaju, mógł go podyktować.

Na wstępie Listu przedstawia się, jako brat Jakuba. Nie wspomina natomiast ani słowem o tym, żeby miał być bratem także Szymona. Na tej podstawie współczesna egzegeza odrzuca pokrewieństwo Judy z Szymonem. To jednak byłby za słaby argument Św. Juda mógł powoływać się na św. Jakuba, gdyż był on wtedy biskupem Jerozolimy, pierwszej gminy chrześcijańskiej Język św. Judy jest jędrny i plastyczny. Pana Jezusa, na którego pokrewieństwo mógłby się powoływać, nazywa Panem, a siebie nazywa Jego sługą (w l, 4 itp) Tradycja starochrześcijańska przekazała nam pewne nowe informacje o św. Judzie Tadeuszu I tak, Hegezyp, który żył w wieku II, podaje, ze Apostoł był żonaty, gdy przystąpił do grona uczniów Pana Jezusa, podobnie jak św. Piotr. Dlatego podejrzliwy na punkcie swojej władzy Domicjan, nakazał sprowadzić do Rzymu wnuków św. Judy w obawie, by, jakokrewniChrystusa nie chcieli kiedyś sięgnąć po władzę cesarską.

Kiedy jednak przekonał się, ze są to ludzie prości i bez aż tak wielkich ambicji, odesłał ich do domu (Euzebmsz Hist Eccl III, 19, XX, 1-7).

Późniejsze świadectwa głoszą, że św. Juda po Zesłaniu Ducha Świętego głosił Ewangelię w Palestynie, w Syrii, w Egipcie i Mezopotamii Śmierć męczeńską miał ponieść w Libanie lub w Persji.

W2 Edessie powstała legenda, ze św. Juda miał spotkać się z tamtejszym królem Abgarem i w ten sposób miał spełnić obietnicę Pana Jezusa. Król, bowiem zaprosił Pana Jezusa do siebie. Chrystus Pan miał mu przyrzec, że mu pośle swojego ucznia. Kult św. Judy Tadeusza był żywy w wielu krajach, także w Polsce. Odbierał i nadal odbiera kult, jako patron od spraw beznadziejnych.

W wielu kościołach naszej Ojczyzny odbywają się raz w tygodniu specjalne nabożeństwa ku czci św. Judy Tadeusza z odczytaniem próśb i podziękowań. Święty miał w Polsce swoje sanktuaria. Na przykład jeszcze dzisiaj w Warszawie w kościele misjonarzy gromadzą się spore grupy wiernych na cotygodniowe ku jego czci nabożeństwo.

Ikonografia przedstawia św. Judę Tadeusza z pałką lub włócznią w ręku, od których miał ponieść śmierć męczeńską. Przedstawia także Świętego z obrazem Pana Jezusa. Według bowiem legendy miał on wizerunkiem Pana Jezusa uzdrowić króla Abgara w Edessie.

Na podstawie: W. Zaleski, Święci na każdy dzień.

Wybrane modlitwy do św. Judy Tadeusza:

Modlitwa codzienna o opiekę do św. Judy Tadeusza

Święty Judo Tadeuszu, potężny mój Obrońco i opiekunie, w trosce i opuszczeniu oddaję się Twej cudownej opiece. Wdzięczny Ci jestem za wszystkie łaski, jakie dla mnie już wyjednałeś, a proszę Cię i nadal wspieraj mnie w pracy, pocieszaj w smutku, strzeż przed pokusą. Bądź moją mocą w trudnościach, osłoną w niebezpieczeństwach. Spraw, abym z Bogiem się budził i z Bogiem szedł na spoczynek. Dzień po dniu prowadź mnie coraz bliżej Serca Jezusowego, abym spoczął w Nim po trudach i walkach życia, a zamiast miłości własnej, pychy i zniechęcenia, niech w mym sercu zapanuje miłość, ofiarność i pokora. Amen.

Modlitwa w ciężkim strapieniu

3O święty Judo Tadeuszu, krewny Chrystusa Pana, wielki Apostole i Męczenniku, sławny cnotami i cudami, Ty jesteś potężnym Orędownikiem w przykrych położeniach i sprawach rozpaczliwych. Przychodzę do Ciebie z pokorą i ufnością i z głębi duszy wzywam Twojej przed Bogiem pomocy. O święty mój Patronie, któremu Bóg dał przywilej ratowania w wypadkach, gdzie już nie ma nadziei pomocy, spojrzyj na mnie łaskawie. Oto życie moje pełne cierpień i boleści; dzień za dniem upływa w ucisku, a serce moje wezbrało goryczą. Drogi mojego życia gęstym pokryły się cierpieniem i ledwie dzień mija bez troski i łez. Umysł mój otoczony ciemnością; niepokój, zniechęcenie i rozpacz nawet wdzierają się do duszy tak, iż niemal zapominam o Boskiej Opatrzności. O święty mój Orędowniku, ty mnie nie możesz opuścić w tym moim smutnym położeniu. Nie odejdę od stóp Twoich, dopóki mnie nie wysłuchasz. Pospiesz ku ratunkowi mojemu, a wdzięczność moją okazywać Ci będę przez całe życie, szerząc cześć Twoją. Amen.

Modlitwa dziękczynna do św. Judy Tadeusza

Najsłodszy Panie Jezu Chryste, w zjednoczeniu z niepojętą niebiańską chwałą, która z Trójcy Przenajświętszej spływa na ludzkość całą, na Pannę Najświętszą, na wszystkich aniołów i świętych, sławię, uwielbiam i składam Ci dzięki za łaski i dary, którymi obdarzyłeś Twego wybranego Apostoła, co miał szczęście do Twojej rodziny się zaliczać. Błagam Cię, racz mi udzielić Twej łaski dla jego zasług i wspieraj mnie za jego przyczyną we wszelkich potrzebach. Amen.

Modlitwa o błogosławieństwo dla ojczyzny

Św. Judo Tadeuszu, potężny Orędowniku, wyjednaj u Boga błogosławieństwo dla odrodzonej Ojczyzny naszej. Wejrzyj na cierpienia niewinnych, na łzy rodziców, którym w czasie wojny wydarto dzieci i na sieroty daremnie szukające matek.

Weź pod możną opiekę rozdarte rodziny, zapędzone w miejsca wygnania, bądź sprawcą ich szczęśliwego powrotu do ognisk rodzinnych.

Usuń piętrzące się wokół trudności, usuń szatańskie zapory zagradzające drogi do pokoju, ładu, sprawiedliwości i dobrobytu. Nie dopuść, aby zły duch pychy i niezgody spowodował nowy rozlew krwi i walk bratobójczych.

Przez swe zasługi wyjednaj nam u Boga łaskę długotrwałego pokoju, dobrobyt i rozwój kultury ducha.

Spraw, aby przeżyte cierpienia wojenne, zbliżały nas do Boga, niech się w nich odrodzą polskie dusze, niech się ożywią serca szczerą ofiarną miłością Ojczyzny i bliźnich, a wola polskiego ludu niech umocni swe niezłomne postanowienie wiernego trwania przy Bogu.

W odrodzonej Polsce z popielisk i mogił, rumowisk i krwi, niech wzrośnie nowe życie, zakwitnie pokój, zgoda i miłość. Praca wspólna i modlitwa niech budują gmach nowej Ojczyzny. Amen.

NOWENNA 9 DNIOWA

Aby Najświętsze Serce Jezusa było czczone modlitwą i miłością w każdym tabernakulum aż do końca czasów, Amen.

Aby Najświętsze Serce Jezusa było otoczone chwałą i wspaniałością teraz i na wieki, Amen.

Św. Judo Tadeuszu poproś za nami, wysłuchaj naszej prośby, Amen.

Niech będzie błogosławione Najświętsze Serce Jezusa.

Niech będzie błogosławione Niepokalane Serce Maryi.

Niech będzie błogosławiony św. Juda Tadeusz na całym świecie i w wieczności.

Ojcze nasz… Zdrowaś Mario… Chwała Ojcu…

LITANIA do świętego Judy Tadeusza

Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson.

Chryste, usłysz nas.

Chryste, wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.

Synu Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.

Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.

Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

Święta Maryjo, módl się za nami

Święta Boża Rodzicielko, módl się za nami

Królowo Apostołów, módl się za nami

Święty Judo Tadeuszu, módl się za nami

Święty Judo, chwalebny Apostole, módl się za nami

Święty Judo, gorliwy wyznawco, módl się za nami

Święty Judo, przyjacielu Chrystusa, módl się za nami

Święty Judo, wierny sługo Boży, módl się za nami

Święty Judo, powołany do głoszenia Ewangelii, módl się za nami

Święty Judo, głosicielu Słowa Bożego, módl się za nami

Święty Judo rozniecający miłość bożą w ludzkich duszach, módl się za nami

Święty Judo, występujący mężnie w obronie wiary świętej, módl się za nami

Święty Judo, który jesteś dla nas przykładem życia chrześcijańskiego, módl się za nami

Święty Judo, który cierpiałeś prześladowania dla wiary, módl się za nami

Święty Judo, potwierdzający własną krwią wiarę w Chrystusa, módl się za nami

Święty Judo, Patronie w sprawach szczególnie trudnych i beznadziejnych módl się za nami

Abyśmy z naszych grzechów powstali, módl się za nami Abyśmy szczerze pokutowali, módl się za nami

Abyśmy gorliwymi byli w służbie Bożej, módl się za nami

Abyśmy w dobrym robili postępy, módl się za nami

Abyśmy w zgodzie i jedności żyli, módl się za nami

Abyśmy wiarę zawsze zachowali, módl się za nami

Abyśmy nigdy nie ulegli zwątpieniu, módl się za nami

Abyśmy nigdy nie wpadli w rozpacz, módl się za nami

Abyśmy błądzącym zawsze mogli dopomóc, módl się za nami.

Abyśmy od wszystkich niebezpieczeństw duszy i ciała uwolnieni byli, módl się za nami.

Abyśmy po naszym życiu na ziemi z Tobą się połączyli, módl się za nami.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

Módlmy się: Boże, który nas przez Świętego Judę Tadeusza raczyłeś doprowadzić do poznania Swojego Imienia, spraw prosimy Cię abyśmy, oddając Mu należną cześć, coraz bardziej postępowali w dobrym. Amen.

***

(na pdst. www.bernardyni.ofm.pl)

Żaden z biografów opisujących życie św. Jana nie miał wątpliwości, że motywem podjęcia przez Świętego życia zakonnego, było pragnienie osiągnięcia wyższego stopnia osobistej doskonałości. Lata spędzone na puszczy były swoistym przygotowaniem do życia w klasztorze.

1

Św. Jan nie miał prawdopodobnie problemu z wyborem odpowiedniego zakonu, bowiem w okolicach Dukli w XV wieku najbardziej rozpowszechnionym i znanym był Zakon OO. Franciszkanów Konwentualnych. Klasztory w Przemyślu, Sanoku i Krośnie, znane jako ogniska prac misyjnych i rekolekcyjnych, dawały dużo okazji do poznania franciszkańskiego stylu życia. Nic więc dziwnego, że wybrał klasztor najbliższy, oddalony od Dukli zaledwie o 19 kilometrów.

Młodego chłopca z Dukli prowincjał osobiście przyjął do zakonu. Upewniwszy się o szczerości jego pragnień polecił mu zapewne rozdać majątek ubogim, tak jak życzył sobie św. Franciszek z Asyżu. W zamian otrzymał dwa habity, spodnie i sandały na nogi.

Od samego początku br. Jan dał się poznać jako człowiek wielkiej modlitwy, mądrości i pokory. Nic więc dziwnego, że po wyświęceniu go na kapłana współbracia powierzali mu wielokrotnie urząd przełożonego. Znane nam jest dzisiaj jego przełożeństwo w Krośnie i we Lwowie, a także urząd kustosza w kustodii ruskiej, któremu podlegało 7 klasztorów.

W 1461 roku św. Jan otrzymał odpowiedzialne stanowisko niemieckiego kaznodziei. Urząd ten sprawował w kościele szpitalnym św. Ducha, gdzie gromadzili się niemieccy mieszkańcy Lwowa. Te i inne prace zlecone przez przełożonych wykonywał bardzo sumiennie. Przymioty charakteru i wzorowe życie zakonne sprawiały, że był człowiekiem niezwykle lubianym i cenionym. Wielu świadków zeznało iż „śluby zakonne czystości, ubóstwa i posłuszeństwa zachowywał z największą starannością”, a całym swoim życiem dowiódł, że wszelką swą nadzieję złożył jedynie w Panu Bogu.

Po 25 -u latach życia i pracy w zakonie franciszkańskim w sercu Jana z Dukli powstało pragnienie, by przyłączyć się do innej wspólnoty franciszkańskiej, gdzie jeszcze pilniej przestrzegano reguły św.Franciszka. Jaka to była wspólnota i dlaczego – o tym poniżej.

Św. Franciszek z Asyżu założył w 1209 roku Zakon Braci Mniejszych, zwanych popularnie franciszkanami. Pierwsi Braci Mniejsi przybyli do Polski już 10 lat po śmierci Założyciela i osiedlili się najpierw na Śląsku we Wrocławiu, a w rok później przybyli do Krakowa. Trzeba zaznaczyć, że od samego początku w łonie Zakonu trwała ożywiona dyskusja na temat przestrzegania reguły napisanej przez św. Franciszka, zwłaszcza w kwestii zachowania ubóstwa. W związku z tym na Zachodzie powstał ruch tzw. obserwancki, który opowiadał się za całkowitym zachowywaniem ostrej reguły św. Franciszka.

Ten surowszy kierunek został wprowadzony do Polski dopiero w drugiej połowie XV w., a więc w czasie, gdy św. Jan z Dukli przebywał jeszcze u franciszkanów konwentualnych, z którymi franciszkanie obserwanci tworzyli nadal jeden zakon. Definitywny podział zakonu nastąpił bowiem dopiero w 1517 r. Inicjatorem przeszczepienia tego ostrzejszego nurtu w zakonie na grunt Polski stał się włoski przywódca tego ugrupowania św. Jan Kapistran, który w 1453 roku w Krakowie założył pierwszy kościół i klasztor pod wezwaniem św. Bernardyna ze Sieny. Wierni, przychodzący do tego kościoła, mieszkających tam zakonników zaczęli nazywać braćmi od św. Bernardyna, a z czasem nazwano ich popularnie Bernardynami.

Zapoczątkowany przez św. Jana Kapistrana ruch, zaczął prężnie się rozwijać. Pod koniec XV wieku Bernardyni posiadali w Polsce ponad 20 klasztorów, a w nich blisko siedmiuset zakonników. Z biegiem lat stali się Bernardyni jednym z pierwszych zakonów w Polsce. Ulicom i placom nadawano bernardyńskie nazwy – istniejące zresztą aż do dnia dzisiejszego. Bernardyni weszli również do literatury polskiej, czego najlepszym przykładem jest Pan Tadeusz Adama Mickiewicza. Sławę swoją i znaczenie uzyskali jednak Bernardyni przede wszystkim przez swoje bliskie kontakty z wiernymi, przez pracę wśród ludu i działalność patriotyczną.

Do jednych z pierwszych klasztorów Bernardyńskich należał założony w 1460 roku klasztor we Lwowie. Wówczas to prawdopodobnie poraz pierwszy zetknął się z tą rodziną franciszkańską św. Jan z Dukli. Surowość ich życia i wierne przestrzeganie reguły św. Franciszka, a zwłaszcza sposób praktykowania ubóstwa urzekły naszego Świętego do tego stopnia, że postanowił przenieść się do Bernardyńskiej wspólnoty.

Ponieważ św. Jan z Dukli był wspaniałym przykładem człowieka ubogiego i do zakonu franciszkańskiego wstąpił powodowany pragnieniem praktykowania najdoskonalszego ubóstwa, postanowił zmienić klasztor, by żyć w surowszym klimacie przestrzegania ubóstwa. A Obserwanci (Bernardyni) do których postanowił przejść byli wówczas tą grupą zakonną, która za główny cel obrała sobie powrót do pierwotnej gorliwości i zachowywanie ubóstwa w takim stopniu jak życzyłby sobie tego św. Franciszek z Asyżu.

Wprawdzie przy przejściu od konwentualnych do obserwantów nie było wtedy większych trudności, gdyż obie gałęzie nadal tworzyły jeden zakon, ale przechodzący spotykał się zwykle ze sprzeciwem swoich przełożonych, zwłaszcza gdy był jednostką wybitną i wartościową. A do takich należał bez wątpienia św. Jan, który był wspaniałym kaznodzieją szanowanym przez ludność całego miasta.

Licząc się więc z oporem przełożonych, św. Jan – by pokonać ewentualne przeszkody i uzyskać formalne pozwolenie – wykorzystał pewien sprzyjający zbieg okoliczności. Był taki zwyczaj we Lwowie, że władze miejskie wyprawiały raz do roku ucztę na cześć prowincjała franciszkanów wizytującego klasztor. Podobna uczta gromadząca prowincjała, kilku ojców i przedniejszych obywateli miasta, została wyprawiona w roku 1463. Wobec tych wszystkich świadków św. Jan przystąpił do prowincjała i rzekł: Wielebny Ojcze, proszę o pozwolenie udania się do obserwantów. Prowincjał sądząc, że Jan chce ich tylko odwiedzić, chętnie takiego pozwolenia udzielił. Jan udał się natychmiast do klasztoru Bernardynów, gdzie został przyjęty. Kiedy później zarządano powrotu Jana, Bernardyni odpowiedzieli, że Jan wstąpił do nich legalnie, mając pozwolenie prowincjała, dane mu przy władzach miasta jako świadkach. W ten sposób spór upadł i Jan pozostał u Bernardynów.

Na podstawie tekstu ze strony: www.przymierzezmaryja.pl

1Papież Pius XI przy okazji kanonizacji św. Jana Bosko, nazwał go „duchowym olbrzymem” i dodał: – W jego życiu nadprzyrodzone stało się niemal naturalne, niezwykłe zaś – zwykłe. Pan Bóg, zsyłając tego olbrzyma na świat, sprawił człowiekowi XIX wieku swoisty żart. Był to wiek racjonalizmu, socjalizmu, rozwoju nauki, ateizmu, zachłyśnięcia się rozumem i jego wytworami. Europą tamtego czasu rządziła rewolucja – buntownicy obalali królów i królestwa, budowano demokracje, zwalczano Kościół i Boga. Św. Jan Bosko był wyraźnym znakiem sprzeciwu wobec tego „racjonalnego” bezbożnictwa.

Św. Jan Bosko urodził się 16 sierpnia 1815 roku w Becchi, w przysiółku należącym do gminy Castelnuovo d’Asti – 40 kilometrów od Turynu. W późniejszych czasach osadę przemianowano na Castelnuovo Don Bosco. Jego ojciec, Franciszek zmarł kiedy Jan miał zaledwie 2 lata. Matka, Małgorzata musiała zająć się utrzymaniem trzech synów: Antoniego, Józefa i Jana. Podstawą w wychowaniu dzieci było dla matki życie religijne. Wykorzystywała każdą okazję, by mówić chłopcom o Opatrzności i sądzie Bożym. Wychowywała ich po spartańsku. Takie twarde życie uczyniło z nich ludzi silnych, nie cofających się przed trudnościami.

Proroczy sen

W 1824 roku, kiedy Jan miał 9 lat, Pan Bóg objawił mu we śnie jego przyszłą misję: Janek we śnie znalazł się wśród tłumu chłopców, którzy krzyczeli i przeklinali. Chciał ich uciszyć, zaczął krzyczeć i grozić im pięścią. Wówczas zbliżył się do niego dostojny, pięknie ubrany mężczyzna, który zawołał go po imieniu i powiedział: – Musisz zjednać sobie przyjaciół łagodnością i miłością, nigdy szturchańcami. Zacznij więc natychmiast mówić im o brzydocie grzechu i o pięknie cnoty.

Młody Jan Bosko odznaczał się konsekwencją w dążeniu do celu. Widząc, jak wielkim powodzeniem cieszą się przygodni kuglarze i cyrkowcy, za pozwoleniem swej matki zaczął ich naśladować. W ten sposób zbierał mieszkańców swojego osiedla i zabawiał ich w niedziele i święta, przeplatając popisy (wykonywał trudne skoki, chodził na rękach, jako kuglarz robił różne sztuczki, a jako linoskoczek skakał, biegał i tańczył na sznurze, wisiał na jednej nodze) modlitwą, pobożnym śpiewem i „kazaniem”, które było powtórzeniem wcześniej usłyszanego w kościele. W latach 1831-1835 ukończył szkołę podstawową w Castelnuovo i średnią w Chieri. Nie znajdując funduszów na ich opłatę, musiał pracować dodatkowo w różnych zawodach, by zdobyć konieczne podręczniki i opłacić nauczycieli. Musiał także pomyśleć o własnym utrzymaniu, mieszkając na stancji. Dorabiał przez dawanie korepetycji. Po ukończeniu szkół średnich Jan został przyjęty do wyższego seminarium duchownego w Turynie. Tu pod kierunkiem św. Józefa Cafasso, wykładowcy i spowiednika, czynił znaczne postępy w doskonałości chrześcijańskiej.

Kapłan i wychowawca

Ratowanie zapuszczonych moralnie chłopców – ta myśl przenikała jego umysł od najmłodszych lat. Pragnienie wychowawcze św. Jana Bosko oraz wielka miłość do młodzieży zaowocowała podczas jego pobytu w Turynie, gdy jako kapłan (święcenia otrzymał w 1841 r.) zaopiekował się młodzieżą z ulicy, dla której zorganizował oratorium, które stało się miejscem życia młodych; miejscem modlitwy, nauki, pracy, zabawy, twórczości, wypoczynku… W ciągu 15 lat stworzył niezwykłą wspólnotę, która zajmowała się opuszczoną i biedną młodzieżą. Następnie powstawały szkoły zawodowe, warsztaty i zakłady wychowawcze, lecz przede wszystkim zrodziła się metoda wychowawcza księdza Bosko, nazwana systemem prewencyjnym, oparta na trzech podstawowych zasadach: miłości, rozumie i religii. Święty wymagał od chłopców pracy nad sobą, aktywnego spędzania wolnego czasu i twórczości.

Do szpitala, szybko!”

2Mimo ogromu łask, tytanicznej pracy i siły woli, nie było mu łatwo. Urzędnicy piętrzyli trudności, właściciele domów i możnowładcy nie patrzyli na hałaśliwą i zaniedbaną młodzież zbyt ufnie… Do tego dochodziły pułapki ze strony współbraci w kapłaństwie. Znany jest przypadek, gdy dwaj z nich uznali ks. Jana za osobę chorą psychicznie. Zawiązali więc intrygę, której celem było umieszczenie go w domu dla obłąkanych. Umówili się z pracownikami szpitala psychiatrycznego, że wsadzą do powozu Don Bosko i każą go zawieźć na „ostry dyżur”. Tam już miał zostać przez dłuższy czas. Odwiedzili więc ks. Jana i zaproponowali mu przejażdżkę. Nie wiedzieli jednak jednego – święty czytał w sumieniach i myślach bliźnich. Kiedy więc podeszli do powozu, Jan odsunął się na bok, przewrotni kapłani wsiedli do powozu, a ten zamknął za nimi drzwi i krzyknął do woźnicy: Do szpitala psychiatrycznego – szybko! Trochę czasu zajęło wyjaśnianie „żartu”, ale efekt był taki, że ci dwaj księża już nigdy nie starali się przechytrzyć Don Bosko.

Dar czytania w sumieniach

To, co szczególnie niepokoiło, ale też fascynowało współczesnych św. Janowi, to jego nadprzyrodzony dar czytania w sumieniach i dar poznania rzeczy przyszłych. Wystarczyło, że spojrzał na kogoś i już mógł określić jego myśli, zainteresowania i stan duchowy. Jeden z jego nowo przybyłych podopiecznych powiedział kiedyś z bezczelnym uśmieszkiem: – Jeśli rzeczywiście Don Bosko jest taki mądry i przenikliwy, że zna moje grzechy, niech je wymieni. Święty nachylił się nad chłopcem i powiedział mu całą „litanię” grzechów, zaniedbań i występków, nawet tych najbardziej skrytych.

Owoce św. Jana Bosko

Działalność św. Jana Bosko przyniosła wspaniałe owoce. Święty założył dwie rodziny zakonne: Pobożne Towarzystwo Św. Franciszka Salezego dla młodzieży męskiej (1859) (salezjanie) i zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki Wiernych dla dziewcząt (1872). Położył także wielkie zasługi w zakresie udostępniania literatury katolickiej. Rozpoczął od wydawania żywotów świętych i biografii papieży. Potem pojawiły się Czytanki Katolickie na każdy miesiąc. Od roku 1877 dla wszystkich przyjaciół swoich dzieł zaczął wydawać miesięcznik „Biuletyn Salezjański”.

Wszystkie pisma, wydane drukiem staraniem św. Jana Bosko doszły do 1174 pozycji, co razem obejmuje 37 tomów, w tym on sam napisał i wydał 130 książek i książeczek. Jego droga do świętości – uświęcanie się przez pracę i sumienne wypełnianie obowiązków stanu wyniosła do chwały ołtarzy m.in. św. Dominika Savio, św. Marię Dominikę Mazzarello, św. Alojzego Orione, bł. Michała Rua.

Dary nadprzyrodzone

Opatrzność wyposażyła ks. Bosko również w dary nadprzyrodzone. W czasie kanonicznego procesu naoczni świadkowie w detalach opisywali wypadki: uzdrowienia niewidomych, głuchych, chromych, sparaliżowanych, nieuleczalnie chorych. Wiadomo o co najmniej jednym wskrzeszeniu zmarłego. Święty posiadał nawet dar bilokacji. Najwięcej jednak rozgłosu przyniosły świętemu: dar czytania w sumieniach ludzkich, którym posługiwał się niemal na co dzień, oraz dar widzenia przyszłości.

* * *

Św. Jan Bosko pożegnał ziemię dla Nieba 31 stycznia 1888 roku w Turynie. Papież Pius XI beatyfikował go w 1929 roku, a 1 kwietnia 1934 dokonał jego kanonizacji. Wspomnienie liturgiczne świętego przypada 31 stycznia.

Bogusław Bajor

Ród Wojtyłów

Karol Wojtyła, ojciec przyszłego papieża

1Na naszej polskiej ziemi przyszedł na świat człowiek, którego życie okazało się wyjątkowym darem dla Kościoła i całego świata. Temu człowiekowi było na imię Karol. Karol Wojtyła.

Od 16 października 1978 roku Karol Wojtyła przybrał nowe imię Jana Pawła II.

/ks. kard. Stanisław Dziwisz/

/opracowanie zaczerpnięto na podstawie tekstu ze strony:http://www.janpawel2.pl/jan-pawe-ii/zyciorys1/

Ród Wojtyłów (bądź Woytyłów – pisane zamiennie) wywodzi się ze wsi Czaniec w Beskidzie Małym. Ta prowincjonalna polska mieścina nad Sołą granicząca z Kętami należała do Białej, głównej miejscowości tego regionu. Na terenie Czańca znajdował się kościół parafialny p.w. św. Bartłomieja, który wchodził w skład dekanatu oświęcimskiego, będącego częścią archidiecezji krakowskiej. Najstarszym członkiem rodu Wojtyłów, którego imię figuruje w aktach parafialnych jest Maciej Wojtyła, urodzony w 1765 r., ożeniony 22 lipca 1800 r. z Marianną Kowalską. Zanotowano także Franciszkę Wojtyłową (ur. 1792 r.) oraz Bartłomieja. Zdaniem badaczy genealogii, można przypuszczać, iż są to przodkowie Karola Józefa Wojtyły urodzonego 18 maja 1920 r. w Wadowicach, gdyż imiona tych przodków pojawiają się także w późniejszych dokumentach.

W sposób ciągły genealogię Karola Wojtyły, przyszłego papieża, można zrekonstruować od prapradziadka Bartłomieja Wojtyły, który wraz z Anną Hudecką miał czworo dzieci. Ich najstarszy syn Franciszek, pradziadek przyszłego papieża, był radnym gminy i iudex comunitatis (sędzią pokoju). Poślubił Franciszkę z. d. Gałuszka, która oprócz trzech synów urodziła w 1852 r. Macieja,  który po kilkunastu latach opuścił Czaniec i przeprowadził się do niedalekiego Lipnika. Tam w aktach parafialnych Maciej Wojtyła został zanotowany, jako „sartor ex Czaniec” (krawiec z Czańca) i „agricola” (rolnik).

W rodzinnych wspomnieniach pozostał jednak jako cechmistrz krawiecki. Ożenił się z Anną Przeczek, córką piekarza, która 18 lipca 1879 r. urodziła pierworodnego syna, któremu nadano imię Karol. Po kilkudziesięciu latach, Karol Wojtyła został ojcem Karola Józefa, przyszłego papieża Jana Pawła II.

Dziadek Maciej Wojtyła zmarł 23 września 1923 r. w Lipniku, gdzie został pochowany we wspólnym grobowcu z żoną Marią. Jego trzyletni wówczas wnuk Karol, przyszły papież, nie zachował o nim żadnego wspomnienia.

1

Matka przyszłego Jana Pawła II, Emilia pochodzi z rodziny Kaczorowskich. Genealogię tego rodu, w sposób ciągły można odtworzyć od Mikołaja Kaczorowskiego, pradziadka przyszłego papieża, który od 1821 r. pracował w warszawskich stajniach Zamoyskiego, a następnie w przy pałacu w Klemensowie.

Po śmierci pierwszej żony, Franciszki z d. Kurzawa, ożenił się z Urszulą Malinowską z Magnuszewa, która 26 czerwca 1849 r. urodziła syna Feliksa. Jest to drugi dziadek przyszłego papieża. Feliks Kaczorowski, z zawodu rymarz (specjalizował się w obijaniu powozów), początkowo pracował, jako stangret w dobrach hrabiego Andrzeja Zamoyskiego.

Po śmierci hrabiego w 1874 r. Feliks przeprowadził się do Białej, gdzie ożenił się z córką szewca, Marią Anną z. d. Scholz. Urodziło im się dziewięcioro dzieci, w tym Emilia, matka przyszłego papieża (26 marca 1884 r.) oraz Maria Anna, która po mężu przyjęła nazwisko Wiadrowska i była matką chrzestną Karola Wojtyły.

Rok po urodzeniu Emilii rodzina Kaczorowskich przeprowadziła się do Krakowa. Karol Wojtyła nie znał swoich dziadków ze strony matki, gdyż zmarli przed jego narodzeniem.

16 X 1978 r. w dniu pamiętnego konklawe, z żyjących członków bardzo bliskiej rodziny Karola Wojtyły została tylko córka Marii Anny Wiadrowskiej, matki chrzestnej Karola Wojtyły, Felicja Wiadrowska. Do niej po wyborze Ojciec Święty Jan Paweł II napisał: „Droga Lusiu, Pan Bóg zrządził, że pozostaję w Rzymie. Niezwykłe to zrządzenie Bożej Opatrzności. Myślę sobie w tych dniach wiele o moich Rodzicach i Mundku, ale myślę także o Twojej Mamie i Ojcu, którzy zawsze byli tak dobrzy dla mnie. Wspominam też śp. Janka i Adama, a także śp. Rudolfinę, Annę i Roberta. Polecam Bogu ich dusze. Dużo mi wyświadczyli dobrego. Polecam również Bogu duszę śp. Stefanii, siostry mojego ojca.

Ty zostałaś jedna przy życiu z całej mojej najbliższej Rodziny (…)”

Jan Paweł II, Państwo Watykańskie 27 X 1978”

Opracowane na podstawie:

  • A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, s. 23 – 30
  • R. Jochymek, Poprzez moich przodków, w: red. T. Borutka, Ks. K. Wojtyła, Z waszą ziemią związany byłem od dzieciństwa. Związki rodzinne, turystyczne i pastoralne z diecezją bielsko-żywiecką, Kraków 2007, s. 45 – 68
  • B. Lecomte, Pasterz, Kraków 2006

Karol Wojtyła, ojciec przyszłego papieża, ukończył szkołę podstawową i trzy klasy gimnazjum. Przez dłuższy czas pracował, jako krawiec. W 1900 r. został powołany do austriackiego wojska i służył w 56 pułku piechoty hr. Dauna stacjonującym w Wadowicach. Po roku awansował na starszego szeregowca, a w 1904 r. na podoficera rachunkowego. Ożenił się wówczas w Wadowicach z Emilią Kaczorowską. Według wspomnień przyrodniej siostry Karola, Stefanii Wojtyły, ślub Karola z Emilią miał miejsce w Krakowie, gdzie Karol mieszkał i pracował w kwatermistrzowie. Do Wadowic zaś przeprowadzili się dopiero w 1919 r.

W wiedeńskim archiwum wojskowym odnotowane zostały następujące zapiski na temat Karola Wojtyły: „włada językiem polskim i niemieckim w mowie i piśmie”, „bardzo dobrze redaguje ‘koncepty’”, „ma bardzo poprawne czystopisy”, „szybko pisze na maszynie”, „nadzwyczaj dobrze rozwinięty, prawego charakteru, poważny, dobrze ułożony, skromny, dbały o honor, z silnie rozwiniętym poczuciem obowiązku, bardzo dobroduszny (łagodny) i niezmordowany (pracowity)”. Kilka lat później przełożony Wojtyły potwierdził powyższą opinię: „Pod każdym względem poprawny, całkowicie godny zaufania, podoficer doskonale pełniący kancelaryjną pracę, godny każdego wyróżnienia”.

Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości Karol Wojtyła przeszedł do polskiej armii w stopniu porucznika. Wadowiczanie jednak nadali mu przydomek „Kapitan”, który zachował także będąc na emeryturze, na którą przeszedł w 1927 r.

Emilia Kaczorowska, matka przyszłego papieża, prawdopodobnie skończyła osiem klas w szkole sióstr Miłości Bożej przy ul.Pędzichów w Krakowie. Okres młodości Emilii naznaczony został stopniowym odchodzeniem bliskich jej osób, jej sióstr i rodziców (matka umarła, gdy Emilia miała 13 lat, ojciec zaś, gdy miała 24). Życie nie rozpieszczało tej wrażliwej i delikatnej kobiety nawet później, gdy została żoną wojskowego. W 1914 r. osiem lat po urodzeniu pierwszego syna, Edmunda, urodziła córeczkę, Olgę, która niebawem po urodzeniu zmarła. Mimo bólu i cierpienia życie toczyło się dalej, aby niebawem wynagrodzić to, co zostało przedwcześnie zabrane. Szczęściem i radością dla Emilii stał się jej drugi syn, Karol Józef, który przyszedł na świat ok. godziny siedemnastej 18 maja 1920 r. Mieszkali wówczas w Wadowicach, w domu należącym do Chaima Bałamutha przy Rynku 2, m. 4 (dziś Kościelna 7). Karol Józef został ochrzczony 20 czerwca 1920 r. w kościele parafialnym przez kapelana wojskowego, przyjaciela ojca, ks. Franciszka Żaka. Jego rodzicami chrzestnymi byli siostra matki, Maria Anna Wiadrowska oraz Józef Kuczmierczyk, szwagier Emilii.

Karolto imię zbyt poważne jak dla małego chłopca, dlatego matka nazywała swego syna czułym zdrobnieniemLoluś”. Znajomi zaś mówili do niego „Lolek”. Emilia od początku wychowywała swego synka w atmosferze pobożności. Marzyła, żeby jeden z jej synów został księdzem. „Ona chciała mieć dwóch synów: lekarza i księdza; mój brat był lekarzem, a ja mimo wszystko zostałem księdzem” – po latach w rozmowie z André Frossardem dziecięce swe lata wspominał Jan Paweł II. (A. Frossard, Nie lękajcie się. Rozmowy z Jenem Pawłem II, Kraków 2005, s. 12)

Matka przyszłego papieża zmarła 13 kwietnia 1929 r. w wieku czterdziestu pięciu lat. W świadectwie zgonu zostało odnotowane „myocarditis, nephritis” (zapalenie mięśnia sercowego i niewydolność nerek). Lolek wówczas nie miał jeszcze dziewięciu lat. W maju tego samego roku Lolek przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.

Dla ojca Lolka, śmierć żony była dramatem, jednak nie zaskoczeniem. Jej stan zdrowia, który z miesiąca na miesiąc się pogarszał nie napawał nadzieją. Jako człowiek głębokiej wiary, dzień po pogrzebie zabrał swoich dwóch synów do sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, by tam szukać pocieszenia i sił. Życie powoli nabierało nowego rytmu. Trzy lata później nagła śmierć pierworodnego syna Edmunda boleśnie doświadczyła Karola po raz drugi.

Edmund urodził się 28 sierpnia 1906 r. Był człowiekiem pełnym uroku, niezwykle zdolnym, żywiołowym i wesołym. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie 30 maja 1928 r. otrzymał tytuł Doktora Wszechnauk Lekarskich. Rozpoczął swą praktykę lekarską w jednym z krakowskich dziecięcych szpitali. Wkrótce został przeniesiony do szpitala w Bielsku – Białej.

Pracował tam z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem. Zaraził się szkarlatyną od pacjentki, przy której czuwał całą noc. Mundek, bo tak nazywali go najbliżsi, zmarł 5 grudnia 1932 r.

Po latach w rozmowie z André Frossardem Jan Paweł II tak wspominał swego starszego brata: „Mój brat Edmund zmarł u progu samodzielności zawodowej, zaraziwszy się jako młody lekarz groźną odmianą szkarlatyny, co wówczas (1932) przy nieznajomości antybiotyków było zakażeniem śmiertelnym. Są to wydarzenia, które głęboko wyryły się w mej pamięci – śmierć brata chyba nawet głębiej niż matki, zarówno ze względu na szczególne okoliczności, rzec można tragiczne, jak też i z uwagi na moją większą wówczas dojrzałość. Liczyłem w chwili jego śmierci dwanaście lat”. (A. Frossard, Nie lękajcie się. Rozmowy z Jenem Pawłem II, Kraków 2005, s. 12)

Opracowane na podstawie:

  • – A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, s. 23 – 34

  • – B. Lecomte, Pasterz, Kraków 2006

Karol zwany Lolkiem, 15 września 1926 r. rozpoczął naukę w męskiej Szkole Podstawowej im. Marcina Wadowity w Wadowicach.

Był zdyscyplinowanym, bardzo zdolnym, bystrym i pilnym uczniem. Po śmierci matki wraz z ojcem prowadził życie skromne i uregulowane. O szóstej pobudka, śniadanie, codzienna Msza św. Następnie szkoła, po której wraz z ojcem udawał się na obiad do jadłodajni p. Marii Banaś. Po obiedzie dwie godziny odpoczynku i zabaw. Wraz z kolegami biegał nad Skawę, grał w piłkę nożną. Zimą w hokeja bądź w przykościelnej sali w ping – ponga. Następie odrabiał lekcje w domu. Na zakończenie dnia wraz z ojcem szedł na spacer, podczas którego nieraz wchodzili do kościoła.

We wrześniu 1930 r. rozpoczął naukę w I Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Wadowity w Wadowicach. Odkrył wówczas „szczególne zamiłowanie” do lekcji języka polskiego, a zwłaszcza do języka – słowa, ich znaczeń i ich brzmień. To rozbudziło w nim zainteresowanie poezją i teatrem. Uczęszczał na spotkania Kółka Teatralnego stworzonego przez polonistów z żeńskiego gimnazjum im. Michaliny Mościckiej i męskiego gimnazjum im. Marcina Wadowity. Jedną z pierwszych wystawionych sztuk, w której zagrał Karol była Antygona Sofoklesa. Grał wówczas Hajmona. W lutym 1937 r. amatorski teatr wystawiał Balladynę J. Słowackiego, w której grał dwie role: Kirkora oraz objętą w ostatniej chwili rolę von Kostryna. Grał także w Ślubach panieńskich A. Fredry, w sztuce Zygmunt August St. Wyspiańskiego, w Nie – Boskiej komedii Z. Krasińskiego. Karol nie tylko był aktorem, ale także pomagał w pracach reżyserskich.

Dla Karola lata gimnazjalne to był czas nawiązywania głębokich relacji, które trwały przez całe życie. Zaprzyjaźnił się m.in. ze Zbigniewem Siłkowskim, z którym długo siedział w jednej ławce. Także z Janem Kusiem, Tomaszem Romańskim, Antonim Bohdanowiczem, który później został biskupem. Szczególnymi zaś przyjaciółmi Karola byli Żyd – Jerzy Kluger oraz Halina Królikiewicz, po mężu Kwiatkowska, córka dyrektora gimnazjum, która już wtedy była dobrze zapowiadającą się aktorką. Zaprzyjaźnił się także z Mieczysławem Kotlarczykiem, nauczycielem prywatnego gimnazjum karmelitów, z którym godzinami rozmawiał o teatrze, literaturze i filozofii. Bliski Karolowi był także ks. Kazimierz Figlewicz, który jako wikary wadowickiej parafii, uczył gimnazjalistów religii. Był on dla Karola duchowym przewodnikiem, który czuwał nad religijnym rozwojem dobrze zapowiadającego się młodzieńca. Dzięki niemu Karol został ministrantem.

Ojciec Lolka także czuwał nad religijnym i intelektualnym rozwojem swego syna. Wspólnie czytali Pismo Św. Często pielgrzymowali do Kalwarii Zebrzydowskiej, czy wyruszali na górskie szlaki. Ojciec zaszczepiał w nim zainteresowanie historią Polski oraz chęć podróżowania. Często zasiadali razem i pochylali się nad atlasem geograficznym. Uczył go języka niemieckiego i dlatego opracował dla niego mały słownik.

3 maja 1938 r. Karol przyjął sakrament bierzmowania wybierając, jako swego patrona św. Huberta. Jego świadkiem był ojciec przyjaciela, p. Siłkowski. Kilka dni później, bo 14 maja 1939 r. Karol zdał egzamin dojrzałości. Latem wraz z ojcem przeprowadził się do Krakowa, gdzie zamieszkał w domu wujka Roberta, na Dębnikach, przy ul. Tynieckiej 10.

„Z synowskim oddaniem całuję próg domu rodzinnego, wyrażając wdzięczność Opatrzności Bożej za dar życia przekazany mi przez moich Rodziców, za ciepło rodzinnego gniazda, za miłość moich najbliższych, która dawała poczucie bezpieczeństwa i mocy, nawet wtedy, gdy przychodziło zetknąć się z doświadczeniem śmierci i trudami codziennego życia w trudnych czasach” (Jan Paweł II, Przemówienie do wiernych, Wadowice 16 czerwca 1999 r.)

Opracowane na podstawie:

  • A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, s. 31 – 38

  • B. Lecomte, Pasterz, Kraków 2006

Po maturze, Karol rozpoczął studiaz filologii polskiej na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ukończył tylko pierwszy rok. 6 listopada 1939 r. Niemcy zlikwidowali Uniwersytet wywożąc jego profesorów do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

Zafascynowanie teatrem i rolą słowa, mimo zagrożeń, jakie niosła ze sobą wojna, było w Karolu wciąż żywe. Karol wiele czytał i pisał pierwsze młodzieńcze utwory literackie. Od października 1939 r. z Tadeuszem Kwiatkowskim i Danutą Michałowską wieczorami spotykał się w domu Juliusza Kydryńskiego, gdzie z podziałem na role czytali wielką literaturę polską. Z grupy tej nieco później, bo 22 sierpnia 1941r. powstał Teatr Rapsodyczny, na czele, którego stanął Mieczysław Kotlarczyk, wadowicki przyjaciel Karola, który także przeprowadził się do Krakowa. Konspiracyjny teatr rozpoczął swą działalność od rapsodów Króla – Ducha J. Słowackiego. Stąd nazwa Teatr Rapsodyczny.

Nieco wcześniej, bo w lutym 1940 r. w parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach, gdzie organizowane były dla męskiej młodzieży spotkania formacyjne, Karol poznał Jana Tyranowskiego, który był animatorem grupy Żywego Różańca, naśladowcą św. Jana od Krzyża i świeckim ojcem duchownym. Uczył młodzieńców podstawowych metod pracy nad sobą i odkrywał przed nimi głębokie bogactwa pism św. Jana od Krzyża. Karol odnalazł w nich wskazówki dla rozwoju własnego życia kontemplacyjnego.

Aby uchronić się przed wyjazdem na przymusowe roboty, od września 1940 r. Karol rozpoczął pracę jako robotnik w kamieniołomie na Zakrzówku. Rok później przeszedł do oczyszczalni wody w fabryce sody Solvay w Borku Fałęckim. Początek roku 1941 przyniósł Karolowi bolesne i trudne doświadczenie. 18 lutego zmarł Jego ojciec. Pogrzeb odbył się 22 lutego o godz. 11:30 w kaplicy na cmentarzu Rakowickim, gdzie został pochowany obok swej żony Emilii, w grobowcu który stał się rodzinnym grobowcem Wojtyłów.

„Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca, którego, życie duchowe po starcie żony i starszego syna niezwykle się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełnienia własnych obowiązków. Ten mój Ojciec, którego uważam za niezwykłego człowieka, zmarł – prawie że nagle – podczas drugiej wojny światowej i okupacji, zanim ukończyłem dwudziesty pierwszy rok życia”. (A. Frossard, Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II, Kraków 2005, s. 12)

Karol powoli odkrywał w sobie powołanie do życia zakonnego. Dwukrotnie usiłował wstąpić do zakonu karmelitańskiego. Pierwszy raz okazało się to niemożliwe, gdyż w czasie niemieckiej okupacji z zakładu pracy nie można było zwolnić człowieka młodego i zdrowego. Poza tym nowicjat w Czernej był zamknięty. Czas obłóczyn Karola został, więc odłożony na czas powojenny. Karol podjął, zatem decyzję wstąpienia do podziemnego Krakowskiego Seminarium Duchownego. Miało to miejsce jesienią 1942 r. Rozpoczął studia z filozofii i teologii, które po odzyskaniu przez Polskę niepodległości kontynuował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Karol podczas studiów teologicznych kolejny raz usiłował wstąpić do karmelitów bosych. Jego prośba spotkała się jednak z odmową Ks. Kard. Stefana Sapiehy.

Na seminarium naukowym u ks. prof. Ignacego Różyckiego, Karol rozpoczął swe naukowe zmagania nad pracą magisterską, której tytuł brzmiał Pojęcie środka zjednoczenia duszy z Bogiem w nauce św. Jana od Krzyża. Nie ukończył jej jednak gdyż Ks. Kard. Stefan Sapieha postanowił wysłać Karola na studia do Rzymu. Dla kontynuowania dalszych studiów uniwersytety kościelne nie wymagały stopnia magistra z teologii. 13 października 1946 r. w kaplicy Pałacu Arcybiskupa Krakowskiego z rąk Ks. Kard. Stefana Sapiehy Karol przyjął, zatem święcenia subdiakonatu. Tydzień później, 20 października przyjął święcenia diakonatu. Święcenia prezbiteratu natomiast Karol otrzymał 1 listopada 1946 r. także z rąk Ks. Kard. Stefana Sapiehy w kaplicy Pałacu Arcybiskupa. W Dzień Zaduszny, 2 listopada na Wawelu w romańskiej krypcie św. Leonarda odprawił trzy Msze za dusze zmarłych rodziców i brata. Mszę prymicyjną dla przyjaciół odprawił na Wawelu 4 listopada. Kolejną Mszę prymicyjną odprawił w kościele parafialnym p.w. św. Stanisława Kostki na Dębnikach i kilka dni później w kościele parafialnym p.w. Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach.

„Czas ostatecznego dojrzewania mojego powołania kapłańskiego (…) łączy się z okresem drugiej wojny światowej, z okresem okupacji nazistowskiej. Czy można to uważać za zwykły zbieg okoliczności? Czy też istnieje jakiś głębszy związek pomiędzy tym, co dojrzewało we mnie, a wydarzeniami historycznymi? Na tak postawione pytania trudno odpowiedzieć. W planach Bożych nic nie jest przypadkowe. Myślę, że skoro Bóg mnie powoływał, to we właściwym momencie powołanie to musiało się objawić. A że tym momentem okazała się druga wojna światowa, to nadaje to całemu temu procesowi szczególnego zabarwienia. Powołanie, które dojrzewa w takich okolicznościach, nabiera nowej wartości i znaczenia.

Wobec szerzącego się zła i okropności wojny sens kapłaństwa i jego misja w świecie stawały się dla mnie nadzwyczaj przejrzyste i czytelne.

Na wskutek wybuchu wojny zostałem oderwany od studiów i od środowiska uniwersyteckiego. Straciłem w tym czasie mojego Ojca, ostatniego człowieka z mojej najbliższej rodziny. Wszystko to stanowiło także w znaczeniu obiektywnym jakiś proces odrywania od poprzednich własnych zamierzeń, poniekąd wyrywania z gleby, na której dotychczas rosło moje człowieczeństwo.

Jednakże nie był to tylko proces negatywny. Równocześnie, bowiem coraz bardziej jawiło się w mojej świadomości światło: Bóg chce, ażebym został kapłanem. Pewnego dnia zobaczyłem to bardzo wyraźnie: był to rodzaj jakiegoś wewnętrznego olśnienia. To olśnienie niosło w sobie radość i pewność innego powołania. I ta świadomość napełniła mnie jakimś wielkim wewnętrznym spokojem” (Jan Paweł II, Dar i tajemnica, Kraków 1996, s. 34 – 35).

Opracowane na podstawie:

  • Jan Paweł II, Dar i tajemnica, 1996

  • A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983

Młody Ksiądz Karol Wojtyłakilka dnipo święceniach, bo 15 listopada wyjechał na studia do Rzymu, gdzie na Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu Angelicum kontynuował prace badawcze nad mistyką św. Jana od Krzyża. Pod kierunkiem o. Reginalda Garrigou-Lagrange’a OP napisał rozprawę doktorską na temat Doctrina de fide apud S. Joannem a Cruce (tłum. Zagadnienie wiary w dziełach Św. Jana od Krzyża), którą obronił 19 czerwca 1948 r. W Rzymie nie opublikował jednak tej rozprawy i dlatego nie otrzymał dyplomu doktorskiego. Dopiero 30 lat później, w 1978 r. Janowi Pawłowi II wręczyli go przedstawiciele Angelicum. Po powrocie do Polski od 28 lipca 1948 r., jako wikariusz podjął pracę duszpasterską w parafii w Niegowici. Równocześnie przygotowywał się do egzaminu doktorskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. 24 listopada 1948 r. na Wydziale Teologicznym obronił pracę magisterską: Pojęcie środka zjednoczenia duszy z Bogiem w nauce św. Jana od Krzyża. Następnie raz jeszcze (16 grudnia 1948 r.) obronił rozprawę doktorską na temat Doctrina de fide apud S. Joannem a Cruce i otrzymał tytuł doktora teologii na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Syntezę doktoratu Karol Wojtyła opublikował w formie kilku artykułów w teologicznych czasopismach.

17 marca 1949 r. Karol otrzymał dekret przydzielający go do parafii św. Floriana w Krakowie. Pełnił w niej funkcję wikariusza, sprawując sakramenty i zajmując się młodzieżą akademicką. W 1950 r. Karol wprowadził novum w życie parafii. Zorganizował w kościele św. Floriana kursy dla narzeczonych, w których uczestniczyły pary studenckie. Prowadził dla studentów rekolekcje. W każdą środę o godz. 6:00 na Mszy św. gromadził wokół ołtarza grupę studentek z Uniwersytetu Jagiellońskiego i studentów z Politechniki, z której to grupy powstał „chórek”.

Pracował wówczas także naukowo, wiele czytał i pisał. W „Tygodniku Powszechnym” i „Znaku” m.in. pod pseudonimem Andrzej Jawień ukazywały się jego artykuły i wiersze. 1 września 1951 r. ks. abp Eugeniusz Baziak udzielił ks. Wojtyle dwuletniego urlopu naukowego dla przygotowania habilitacji. Przeprowadził się na ul. Kanoniczą i mieszkał z ks. prof. I. Różyckim. Odprawiał wówczas Msze w kościele św. Katarzyny, a następnie w kościele Mariackim. Nadal jednak zajmował się duszpasterstwem akademickim przy kościele św. Floriana. W każdą środę od 20:15 do 21:30 wygłaszał dla studentów wykłady z zakresu etyki. W każdy pierwszy piątek o godz. 8:00 w Kolegiacie św. Anny odprawiał dla nich Mszę z homilią. W dni wolne od zajęć wyjeżdżał z nimi w góry i na Mazury. Młodzi zwracali się do niego „Wujku”, ponieważ ówczesna władza zakazywała wyjazdów kapłana z młodzieżą. Podczas tych wypraw każdego wieczora Wujek zachęcał studentów do dyskusji nad ludzką miłością, cielesnością, seksualnością, małżeństwem, dzięki czemu dopracowywał pisaną wówczas książkę Miłość i odpowiedzialność. Coraz wyraźniej kształtowała się grupa ludzi, która później stworzyła tzw. „środowisko”.

Na przełomie listopada i grudnia 1953 r. ks. dr Karol Wojtyła zakończył przewód habilitacyjny. Jego dysertacja habilitacyjna: Próba opracowania etyki chrześcijańskiej według systemu Maxa Schelera została jednogłośnie przyjęta przez gremium profesorów. Prowadził wykłady z katolickiej etyki społecznej dla studentów trzech seminariów: Krakowskiego, Śląskiego i Częstochowskiego. W roku 1954 rozpoczął wykłady na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Lublinie. Wygłosił następujące wykłady monograficzne: w roku akademickim 1954/1955 Akt i przeżycie. W roku następnym 1955/1956 Wartość i dobro. W roku 1956/1957 Norma i szczęście oraz Miłość i odpowiedzialność w roku 1957/1958.

Ks. dr hab. Karol Wojtyła był rzetelnym naukowcem i oddanym duszpasterzem. Prowadził nie tylko duszpasterstwo akademickie, ale także duszpasterstwo służby zdrowia. Wygłaszał dla lekarzy cykl konferencji oraz podejmował z nimi etyczne dyskusje. Kilkanaście lat później, jako Jan Paweł II także będzie prowadził dyskusje z lekarzami i naukowcami, zapraszając ich na sesje bądź kolokwia. 4 lipca 1958 r. podczas wyprawy kajakowej na Łynie Ks. Karol otrzymał wiadomość, iż papież Pius XII mianował go biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej.

„Uderzyła mnie zbieżność dat: datą nominacji, którą otrzymałem, był 4 lipca, a ten dzień jest rocznicą poświęcenia Katedry Wawelskiej. Jest to rocznica, którą zawsze nosiłem w sercu. Zdawało mi się, że ta zbieżność dat coś znaczy. Myślałem też, że może te kajaki są już ostatni raz. Potem jednak, muszę zraz przyznać, okazało się, że jeszcze wiele razy pływałem, nabierając sił na kajaku na wodach rzek i jezior Mazowsza. Faktycznie, aż do 1978 roku” (Jan Paweł II, Wstańcie, chodźmy!, Kraków 2004, s. 17).

Opracowane na podstawie:

  • Jan Paweł II, Dar i tajemnica, 1996

  • Jan Paweł II, Wstańcie, chodźmy!, Kraków 2004

  • A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, s. 39 – 159

  • J. Machniak, Słowo od Redakcji, w: Św. Jan od Krzyża w recepcji Karola Wojtyły – Jana Pawła II, Kraków 2008

Ks. Karol Wojtyła otrzymał sakrę biskupią 28 września 1958 r. w uroczystość św. Wacława w Katedrze na Wawelu.

3 października także w katedrze miała miejsce Msza św. pontyfikalna. Tego dnia młody biskup siebie i całą swoją posługę zawierzył Matce Bożej, czyniąc swoim biskupim zawołaniem: Totus Tuus (Cały Twój). Dwadzieścia lat później to zawołanie będzie znane całemu światu.

Jako biskup Karol Wojtyła został powołany do Komisji Duszpasterstwa Ogólnego. Brał udział w posiedzeniach Komisji Duszpasterskiej Episkopatu, na których podkreślał koniczność wychodzenia duszpasterzy ku młodzieży, wyszedł także z inicjatywą organizowania kursów przedmałżeńskich. Rok później bp. Wojtyle została przydzielona opieka nad duszpasterstwem młodzieży.

Ze względu na biskupią posługę w mniejszym zakresie kontynuował obowiązki wykładowcy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w Lublinie. Parę razy w roku przyjeżdżał i prowadził przez kilka godzin wykłady. Kilka razy w roku zapraszał uczestników seminarium naukowego na dwu lub jednodniowe spotkania do Krakowa. Ze swej profesorskiej pensji pokrywał koszty podróży seminarzystów. Był promotorem sześciu doktorantów, recenzentem zaś dwóch. Później na te spotkania zapraszał tylko pracowników Katedry Etyki i łączył je z kilkugodzinnym wyjazdem w okolice Krakowa, traktując te dni jako czas odpoczynku.

Z wielkim zaangażowaniem pełnił obowiązki nie tylko naukowca, ale także i biskupa. Udzielał sakramentu bierzmowania, święceń diakonatu i prezbiteratu. Brał udział w konsekracjach biskupich. Prowadził rekolekcje, dni skupienia, wygłaszał konferencje dla różnych stanów i grup zawodowych. Wizytował parafie i odwiedzał najciężej chorych w ich domach. Odprawiał Mszę dla głuchoniemych, spotykał się z dziećmi „sprawnymi inaczej”. Brał udział w spotkaniach opłatkowych dla różnych grup, podczas których bardzo chętnie śpiewał kolędy. W 1960 r. z jego inicjatywy rozpoczął działalność Instytut Rodziny, który początkowo adresowany był tylko do świeckich, a od 1965/1966 r. także i do księży.

Na stolicy biskupiej w Krakowie po śmierci Metropolity Krakowskiego Eugeniusza Baziaka (15 czerwca 1962 r.) rozpoczął się trwający półtora roku wakat. W oczekiwaniu na nominację nowego arcybiskupa metropolity krakowskiego funkcję wikariusza kapitulnego, to znaczy administratora diecezji krakowskiej pełnił ks. bp Karol Wojtyła. Tego samego roku bp Wojtyła zrezygnował z prowadzenia wykładów na Wydziale Teologicznym w Krakowie, aby od 11 października wziąć czynny udział w obradach Soboru Watykańskiego II w Rzymie. Początkowo słuchał, obserwował, uczył się, aby nieco później stać się kreatywnym uczestnikiem. Zabierał głos zgłaszając swoje uwagi do omawianych schematów. Najmocniej swój osobisty wkład bp Wojtyła odcisnął w tak zwanym Schemacie XIII, który potem stał się Konstytucją duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes. Bp Wojtyła pełen entuzjazmu dzielił się tym, czego był uczestnikiem nie tylko w przemówieniach przez radio watykańskie, ale także po powrocie do Polski podczas kazań i różnorakich spotkań.

3 czerwca 1963 r. światem wstrząsnęła śmierć Ojca Świętego Jan XXIII. Jego następcą, 21 czerwca, został Paweł VI, który kontynuował aggiornamento, wielką odnowę Kościoła Katolickiego rozpoczętą na Soborze Watykańskim II. Kilka miesięcy później, 30 grudnia 1963 r. bp Wojtyła w rozmowie telefonicznej z papieżem Pawłem VI został mianowany arcybiskupem metropolitą krakowskim. Nominacja ta publicznie została ogłoszona dopiero 19 stycznia 1964 r. Uroczysty ingres do archikatedry odbył się 8 marca. Uroczyste zaś nałożenie paliusza, władzy arcybiskupiej, przez papieża Pawła VI, miało miejsce w październiku 1964 r. podczas prac III sesji Soboru Watykańskiego II, po której abp Wojtyła wraz z innymi biskupami uczestniczył w pielgrzymce do Ziemi Świętej. 30 listopada zaś został przyjęty na prywatnej audiencji u papieża Pawła VI. Wówczas po raz pierwszy spotkał się z nim w cztery oczy. Zawiązała się między nimi przyjazna relacja.

W Polsce Kościół powoli przygotowywał się do obchodów Tysiąclecia Chrztu. Polscy biskupi obecni na Soborze Watykańskim II zredagowali 56 listów do księży biskupów różnych Konferencji Episkopatów zapraszając ich do udziału w obchodach Milenijnych. Zaproszenie do Episkopatu Niemiec było szczególne, gdyż dotykało bolesnych dla obu stron historycznych faktów II wojny światowej. List kończył się słowami: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, co wywołało powszechne zgorszenie i wiele polemik. Nieco później ten akt pojednania okazał się decydujący dla unormowania relacji między Polską, a Niemcami.

Sobór Watykański II zakończył się 8 grudnia 1965 r. W styczniu roku następnego na posiedzeniu Rady Wydziału Teologicznego ks. abp Wojtyła zwrócił uwagę na konieczność podjęcia badań nad teologiczną myślą Soboru.

Rok 1966 to rok uroczystych obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Obchody te poprzedzone były dziewięcioletnią peregrynacją kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Procesje, rekolekcje, modlitwy, msze i odpusty w poszczególnych parafiach w całej Polsce wyznaczały rytm Wielkiej Nowenny, która swój kulminacyjny moment miała na Wzgórzu Jasnogórskim 3 maja. Papież Paweł VI nie mógł osobiście przybyć na tę uroczystość, gdyż polskie władze komunistyczne nie zezwoliły na jego przyjazd. Nieobecność papieża symbolizował pusty fotel. W Krakowie uroczystości Milenijne miały miejsce 8 maja, w dniu święta św. Stanisława.

„Włożenie pierścienia oznacza, że biskup jest zaślubiony Kościołowi. ‘Accipe anulum, fide signaculum – Przyjmij pierścień, znak wierności i zachowaj nienaruszoną wiarę. Strzeż od skażenia Bożą Oblubienicę, to jest Kościół święty’ (…) Szczególnym symbolem związku biskupa z Kościołem jest ten pierścień – znak zaślubin. Dla mnie jest on codziennym przypominaniem o wierności. Jest niejako niemym pytaniem, które odzywa się w sumieniu: czy jestem całkowicie oddany mojej Oblubienicy – Kościołowi? Czy jestem wystarczająco ‘dla’ – dla wspólnot, rodzin, dla ludzi młodych i starszych, a także tych, którzy dopiero mają się narodzić?” (Jan Paweł II, Wstańcie, chodźmy!, Kraków 2004, s. 37)

Opracowane na podstawie:

  • Jan Paweł II, Wstańcie, chodźmy!, Kraków 2004

  • A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, s. 159 – 272

  • B. Lecomte, Pasterz, Kraków 2006

Ks. abp Karol Wojtyła został mianowanykardynałem w 1967 r. przez Papieża Pawła VI

Udał się do Rzymu, aby 26 czerwca odebrać dekret nominacyjny. Dwa dni później z rąk papieża otrzymał purpurowy kapelusz kardynalski (galero). Purpura przypisana godności kardynalskiej, oznacza, iż ten, kto ją przyjmuje gotów jest bronić wiary aż „do przelania krwi”. Nowo mianowanym kardynałom przyznano także tytularną siedzibę kardynalską. Wojtyle przydzielono kościół św. Cezarego znajdujący się niedaleko term Karakalli, na początku via Appia Antica. 29 czerwca, w Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła odbył się „publiczny” konsystorz. Nowo nominowani kardynałowie wraz z papieżem sprawowali Eucharystię, podczas której każdy z nich otrzymał kardynalski pierścień.

Kardynał Karol Wojtyła mimo licznych funkcji wynikających ze sprawowanej funkcji w pamięci wszystkich pozostał, jako duszpasterz. Nadal chrzcił, odwiedzał chorych, udzielał święceń kapłańskich, błogosławił nowożeńców, spowiadał zwłaszcza w czasie Wielkiego Tygodnia w Bazylice Mariackiej w Rynku Głównym, w Kolegiacie św. Anny czy w Bazylice OO. Franciszkanów. Nadal regularnie uczestniczył w pielgrzymkach: na Jasną Górę, do Kalwarii Zebrzydowskiej czy do Piekar Śląskich. Systematycznie wizytował parafie diecezji krakowskiej. Wizytacje te trwały kilkanaście dni. Spotykał się wówczas z różnymi grupami ludzi świeckich, a także z kapłanami i zakonnicami. Udzielał sakramentu bierzmowania. Podczas Mszy św. sprawowanej w intencji małżeństw i rodzin, indywidualnie błogosławił każdą parę małżeńską. Nawiedzał miejscowy cmentarz i wspólnie z parafianami odmawiał różaniec za dusze zmarłych. Wizytacje te dla Kardynała Wojtyły i jego diecezjan nie były tylko wypełnieniem wymogów prawa kościelnego, ale były swego rodzaju rekolekcjami.

Kardynał Wojtyła ze szczególną troską dbał o to, aby wśród nowo powstających miejskich osiedli, wybudowany był także kościół. Jednym z takich miejsc była robotnicza dzielnica Nowa Huta, na terenie, której w 1952 r. abp Eugeniusz Baziak erygował nową parafię. Po kilkukrotnych prośbach o pozwolenie na budowę kościoła, władze początkowo nastawione przychylnie, ostatecznie wycofały pozwolenie. Na obrzeżach Krakowa chciano, bowiem wybudować „miasto bez Boga”. Ważnym symbolem walki o duszę tej dzielnicy stawała się, zatem tak zwana „Arka Pana”. Od 1959 r. w miejscu gdzie chciano wybudować kościół, Karol Wojtyła odprawiał pasterkę. Po latach zmagań, 13 października 1967 r. otrzymano ostateczne zezwolenie na budowę świątyni. Następnego dnia, 14 października, Kardynał Wojtyła odprawiał Mszę św. z okazji rozpoczęcia budowy kościoła oraz pomógł wykopać dół pod fundamenty, gdzie później złożony został kamień z grobu św. Piotra, dar papieża Pawła VI. Przy wznoszeniu tej świątyni przez dziesięć lat społecznie pracowali ludzie z całej Polski i całej Europy. Arka Pana została poświęcona przez kardynała Wojtyłę 15 maja 1977 r. i stała się najsławniejszym symbolem walki o duchowy wymiar Nowej Huty. Najcięższa walka zaczęła się jednak w innym osiedlu tej dzielnicy, Mistrzejowicach. W 1970 r. ks. Józef Kurzeja wyszedł z propozycją budowy kościoła w Mistrzejowicach. Dla poparcia jego wysiłków, krakowski kardynał także tutaj zaczął odprawiać pasterki na wolnym powietrzu. Pierwszą pasterkę celebrował w 1971 r. Inicjator i budowniczy nowego kościoła, ks. Józef Kurzeja, nieustannie dręczony przez Służby Bezpieczeństwa nie doczekał dnia, w którym ukończona została budowa. Zmarł na atak serca 15 sierpnia 1976 r., w wieku trzydziestu dziewięciu lat. Po kilku latach ciężkiej budowy, kościół w Mistrzejowicach został poświęcony przez Ojca Świętego Jana Pawła II w 1983 r., podczas drugiej Jego pielgrzymki do Ojczyzny.

Kolejnym przedmiotem sporu w walce o wolność religijną w Krakowie była coroczna procesja Bożego Ciała. Przed wojną procesja ta podążała z wawelskiej katedry na Rynek Główny. Podczas okupacji Hans Frank zakazał publicznego manifestowania swej wiary poprzez uczestniczenie w procesji ku czci eucharystycznego Chrystusa. W czasach komunizmu częściowo tylko zezwolono na przywrócenie przedwojennej tradycji. Zabraniając wejścia do miasta, procesja mogła podążać tylko z katedry wawelskiej wokół dziedzińca królewskiego zamku. Po licznych interwencjach Karola Wojtyły, restrykcje zostały zmniejszone. 10 czerwca 1971 r. po raz pierwszy po II wojnie światowej procesja zeszła ze wzgórza wawelskiego i weszła do miasta. Przeszła jednak tylko ul. Grodzką skręcając w lewo, w ul. Poselską i następnie ul. Straszewskiego wróciła na Wawel. Nie pozwolono jej wówczas wejść na Rynek Główny. Było to możliwe dopiero 14 czerwca 1979 r. Procesja ta była jednym ze sposobów przywracania mieszkańcom Krakowa jego praw obywatelskich oraz jego swoistej kultury.

Ówczesna komunistyczna władza nie tylko stawiała opór wobec budujących się kościołów, czy publicznego manifestowania swej wiary, ale także nie pozwalała Kościołowi na prowadzenie własnych instytucji czy programów charytatywnych. Chcąc się temu przeciwstawić, od 1963 r. w każdej parafii zakładano „parafialne zespoły charytatywne”. W ich skład wchodzili tak zwani opiekunowie parafialni, których zadaniem było wyszukiwanie na terenie całej parafii niezależnie od wyznania, chorych, biednych i potrzebujących. Członkowie tych zespołów dostarczali żywność, lekarstwa, odzież, a także opiekowali się ludźmi unieruchomionymi w swoich domach. W 1965 r. Karol Wojtyła w kurii metropolitalnej utworzył Wydział Duszpasterstwa Charytatywnego. Wydział ten nadzorował posługę niewidomym i głuchoniemym oraz koordynował organizację pielgrzymek do Kalwarii Zebrzydowskiej, rekolekcji czy dwutygodniowych wakacji dla chorych, ludzi starszych i dzieci „sprawnych inaczej”. Do pomocy w organizowaniu zapraszano wolontariuszy, seminarzystów, studentów, zakonnice. O inicjatywach i nowych metodach opieki członków zespołu charytatywnych informował biuletyn „Miłość Uczynna”, który później przekształcił się w „Apostolstwo Miłości”.

Kardynał Wojtyła w swej diecezji zreformował wszelkie działające „sekcje” i zastąpił je duszpasterstwami: młodzieży, studentów, rodzin, lekarzy, chorych, osób starszych. Dbał o to, aby każde z nich działało prężnie. W okresie bożonarodzeniowym do swego domu na spotkania zapraszał krakowską inteligencję, prawników, lekarzy, pielęgniarki, pisarzy i artystów. Po krótkiej modlitwie łamano się opłatkiem, a następnie swobodnie rozmawiano. Kardynał spotykał się także z dziećmi, odwiedzając ich w przedszkolach, czy organizując dla nich karnawałowy bal.

Szczególną jednak troską Kardynał Wojtyła otaczał ludzi młodych. Wspierał wszelkie inicjatywy mające na celu kształtowanie młodego pokolenia. Z niepokojem dostrzegał, iż głównym celem programów szkolnych było wyeliminowanie Boga z życia młodych. Działalność, bowiem władz komunistycznych zmierzała do podważania autorytetu Kościoła oraz umiłowania Ojczyzny. Kardynał Wojtyła popierał, więc wszelkie inicjatywy duszpasterzy, którzy usiłowali przeciwstawiać się panującym wówczas tendencjom. Kardynał Wojtyła szczególną opieką otoczył Ruch Światło – Życie, założony przez ks. Franciszka Blachnickiego. Od 1973 r. aż do 2001 r. w archidiecezji krakowskiej ruchem oazowym kierował ks. Franciszek Chowaniec. Kardynał odpowiadając na zaproszenia ks. Chowańca, odwiedzał wszystkie wakacyjne turnusy rekolekcyjne, wspierał młodzież i duszpasterzy nie tylko krzepiącym słowem i swą obecnością, ale także konkretną materialną pomocą. Bronił także uczestników rekolekcji oazowych przed szykanami władz komunistycznych. Kardynał Wojtyła był orędownikiem i duchowym wsparciem nie tylko dla ruchu oazowego, ale swą opieką otaczał każdego młodego człowieka. W swej diecezji powołał Duszpasterstwo Młodzieży, które swą pierwszą siedzibę miało przy Placu Mariackim 5/4 w Krakowie. Zadaniem Duszpasterstwa było ciągłe poszukiwanie, doskonalenie i wczuwanie się w potrzeby młodych ludzi. W 1969 r. Kardynał Wojtyła powołał na Diecezjalnego Referenta Duszpasterstwa Młodzieży ks. prałata Antoniego Sołtysika. Jego zadaniem było zorientowanie się, jakie formy duszpasterstwa istniejącą w parafiach, jak je rozwijać w duchu nauczania Soboru Watykańskiego II, uwzględniając możliwości i potrzeby panujące w diecezji. Od 1972 r. Duszpasterstwo Młodzieży wraz z ks. Antonim Sołtysikiem, włączyło się w prace Synodu Diecezjalnego. Celem prac młodzieżowych zespołów synodalnych była formacja duchowa, liturgiczna, apostolska oraz intelektualna, obejmująca każdego młodego człowieka. Prace młodzieżowych synodów dały początek „tygodniowym rekolekcjom formacji apostolskiej” i stały się podwaliną dla tak zwanych grup apostolskich. Ich celem było apostołowanie młodych przez młodych, w znaczeniu osobistego dawania świadectwa, a także w znaczeniu wspólnego apostołowania poprzez grupą (stąd nazwa Grupy Apostolskie).

9 XI 1973 r. na spotkaniu duszpasterzy służby liturgicznej i duszpasterzy młodzieży, Kardynał Wojtyła powiedział: „sprawa duszpasterstwa młodzieży jest dla przyszłości Kościoła, Ojczyzny i świata sprawą podstawową”. 13 stycznia 1976 r. natomiast mówił: „Duszpasterstwo Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej zorganizowane jest w dwóch pionach. Jeden pion – Duszpasterstwo Liturgicznej Służby Ołtarza. Drugi pion – Duszpasterstwo Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej (…) otwarte na całą młodzież, zarówno objętą katechizacją, jak też młodzież pozaszkolną i pracującą. Charakterystyczną cechą Duszpasterstwa Młodzieży jest poszukiwanie dostępu duszpasterskiego do tych kręgów młodzieżowych, które nie są objęte katechizacją. W związku z tym Duszpasterstwo Młodzieży musi mieć charakter jak najbardziej otwarty i poszukujący”.

Kardynał Wojtyła popierał także nowe duszpasterskie działania na płaszczyźnie muzyki. Wspierał ks. Jana Palusińskiego, który od 1969 r. organizował sacrosong, festiwal współczesnej pieśni religijnej zdominowanej przez gitary i perkusję. Każdego roku festiwal odbywał się w innym mieście. Miał on także miejsce w Krakowie i wówczas odbył się pod osobistym patronatem Kardynała Karola Wojtyły.

Szczególną troską Kardynał otaczał także seminarzystów z krakowskiego seminarium. Przyszłym kapłanom poświęcał wiele czasu, gdyż tak jak jego poprzednik Kardynał Stefan Sapieha uważał, iż seminarzyści są przyszłością Kościoła. Jako przewodniczący Komisji Episkopatu d.s. Nauki Katolickiej, dbał o najlepszą formację dla kleryków i młodych księży niejednokrotnie wysyłając ich na studia do Rzymu.

Kardynał Wojtyła, jako profesor, wykładowca i jako ostatni doktor, który otrzymał habilitację na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, ubolewał, iż wydział ten w 1954 r. został zamknięty. Wkrótce po tym wydarzeniu wyrzuceni profesorowie utworzyli nowy Wydział Teologiczny w obrębie archidiecezjalnego krakowskiego seminarium. Wydział ten nie miał prawa nadawania stopni naukowych w imieniu państwa, zachował jednak swoje prawo do nadawania stopni „mocą autorytetu Stolicy Apostolskiej”. Karol Wojtyła niejednokrotnie naciskał na władze, aby przywróciły Wydział Teologiczny na Uniwersytet Jagielloński. Równocześnie starał się o uzyskanie poparcia w Rzymie, prosząc Stolicę Apostolską o nadanie wydziałowi status wydziału papieskiego. Nastąpiło to w 1974 r. Dwa lata później, w 1976 r. został uruchomiony kolejny wydział, Wydział Filozoficzny. Któż mógł wówczas przypuszczać, że kilka lat później, bo 8 grudnia 1981 r. Karol Wojtyła, jako Ojciec Święty Jan Paweł II utworzy w Krakowie Papieską Akademię Teologiczną w skład której wchodzić będą trzy wydziały: teologiczny, filozoficzny i historii Kościoła (19 czerwca 2009 roku, Ojciec Święty Benedykt XVI podniósł Akademię do godności Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II).

Najwięcej uwagi w swej kardynalskiej posłudze Wojtyła poświęcił jednak wdrażaniu postanowień Soboru Watykańskiego II. W 1971 r. powołał tak zwaną Komisję Przygotowawczą Synodu Archidiecezji Krakowskiej, której celem było wszechstronne opracowanie prac Synodu oraz zbadanie opinii świeckich i kapłanów. W roku następnym Kard. Wojtyła opublikował „U podstaw odnowy. Studium o realizacji Vaticanum II”, „posoborowy podręcznik”, przewodnik dla osób zaangażowanych we wcielanie w życie postanowień Vaticanum II. Synod był, bowiem praktycznym „uczeniem się Soboru”, czasem refleksji Kościoła partykularnego nad nauczaniem soborowym. Czasem pogłębiania wiary i postaw chrześcijańskich. Owocem prac Soboru Watykańskiego II było wypracowanie przez ojców soborowych 16 dokumentów. Owocem zaś Synodu było uczestnictwo tysięcy ludzi świeckich w życiu Kościoła. I Synod Diecezji Krakowskiej został uroczyście otwarty 8 maja 1972 r., w 900 rocznicę rozpoczęcia pasterzowanie na stolicy biskupiej w Krakowie Stanisław ze Szczepanowa (1072 r.). Powstało ponad trzysta zespołów angażujących ok. jedenaście tysięcy osób świeckich i duchownych, które pracowały przez siedem lat. Kard. Wojtyła zaplanował, bowiem uroczyste zakończenie Synodu na 8 maja 1979 r., w 900 rocznicę (1079 r.) męczeńskiej śmierci Stanisława ze Szczepanowa. Kto mógł wówczas przypuszczać, iż kilka miesięcy przed tą datą Kard. Wojtyła zostanie wybrany papieżem. Praktyczne wprowadzanie idei Soboru nie mogło zamknąć się tylko w obrębie diecezji krakowskiej, dlatego w 1975 r., w 50 rocznicę powstania metropolii krakowskiej (w 1925 r. Pius XI utworzył metropolię krakowską w skład, której wchodziły: archidiecezja krakowska, diecezja katowicka, częstochowska, tarnowska i kielecka) Kard. Wojtyła otworzył I Synodu Prowincji Krakowskiej. Synod Diecezjalny oraz Synod Prowincjalny zostały zakończone po wyborze Metropolity Krakowskiego na Stolicę Piotrową. Uroczyste zakończenie I Synodu Diecezjalnego odbyło się 8 czerwca 1979 r. podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. Zakończenie natomiast I Synodu Prowincji Krakowskiej miało miejsce 22 czerwca 1983 r. podczas drugiej podróży apostolskiej Jana Pawła II do Polski. Kolejne synody odbywające się w Polsce wzorowały się na I Synodzie Diecezji Krakowskiej.

Kilka miesięcy przed planowaną datą zamykającą I Synod Diecezji Krakowskiej, 6 sierpnia 1978 r. o godz. 21:40 światem wstrząsnęła wiadomość o śmierci papieża Paweł VI. Wiadomość ta zaskoczyła Kard. Wojtyłę podczas wakacji. Kilka dni później Kard. wraz z Ks. Prymasem Stefanem Wyszyńskim udali się do Rzymu na uroczystości pogrzebowe (12 sierpnia) oraz na mające się odbyć 25 sierpnia konklawe. W czwartej turze głosowania papieżem został sześćdziesięciosześcioletni kard. Albino Luciani, który przyjął imię Jan Paweł I. Jego pontyfikat trwał trzydzieści trzy dni. Jego śmierć (28/29 września) jeszcze bardziej niż śmierć Pawła VI wstrząsnęła światem. Po raz kolejny kardynałowie przybyli do Rzymu, aby wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych i w kolejnym konklawe, które rozpoczęło się 14 października. Dwa dni później, 16 października 1978 r. ok. godz. 17:15 biskupem Rzymu i następcą św. Piotra został Karol Wojtyła, który będąc wiernym wobec trzech swoich poprzedników, przyjął imię Jan Paweł II. Kilka dni później, 22 października na Placu św. Piotra odbyła się uroczysta inauguracja jego pontyfikatu. Gesty nowo wybranego papieża, słowa i intonacja głosu podczas przemówienia, otwartość i chęć bezpośredniego kontaktu z uczestnikami Mszy św. były zapowiedzią nieprzeciętnego pontyfikatu. Po zakończonej ceremonii Jan Paweł II ukazał się jeszcze w oknie swego apartamentu i zapowiedział zebranym, że w każdą niedzielę będzie się z nimi spotykał na wspólnej modlitwie Anioł Pański. Na zakończenie dodał: „Pora kończyć. Czas na obiad!”. Prostota, dobroć i nieprzeciętna radość Jana Pawła II była zapowiedzią zerwania ze sztywnym i podniosłym sposobem sprawowania papieskiej posługi. Całym sobą pokazywał, iż naturalność, spontaniczność i powaga spraw mogą wzajemnie się przenikać.

Nie lękajcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzę! (…) Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych, kierunków cywilizacyjnych! Nie lękajcie się!” (Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy św. inaugurującej pontyfikat, Rzym 22 października 1978)

Opracowane na podstawie:

  • A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, s. 273 – 837

  • B. Lecomte, Pasterz, Kraków 2006, s. 225 – 307

  • G. Weigel, Świadek nadziei, Kraków 2005

Słowiański Papież krakowski kardynał KAROL WOJTYŁA

16 października 1978 r. ok. godz. 17:15 kolegium kardynałów wybrało 264 papieża. Został nim pierwszy w historii „słowiański papież”, krakowski kardynał Karol Wojtyła, który przyjął imię Jan Paweł II. Pierwszy od 1522 r. papież nie – Włoch.

Swą posługę na Stolicy Piotrowej sprawował 9497 dni, a zatem 26 lat, 5 miesięcy i 16 dni. Jego pontyfikat jest najdłuższym pontyfikatem XX wieku i trzecim co do długości w dziejach historii Kościoła. Najdłużej posługującym papieżem był św. Piotr (od ustanowienia go głową Kościoła przez Chrystusa w roku 30, aż do męczeńskiej jego śmierci datowanej na rok 64 lub 67), a następnie błogosławiony Pius IX (jego pontyfikat trwał od 16 czerwca 1864 r. do 7 lutego 1878 r., czyli 31 lat, 7 miesięcy i 22 dni).

Wyjątkowość i przełomowość pontyfikatu Jana Pawła II zapowiadało już jego pierwsze orędzie:

Sia lodato Gesù Cristo!

Carissimi fratelli e sorelle,

siamo ancora tutti addolorati dopo la morte del nostro amatissimo Papa Giovanni Paolo I. Ed ecco che gli Eminentissimi Cardinali hanno chiamato un nuovo vescovo di Roma.

Lo hanno chiamato da un paese lontano… lontano, ma sempre così vicino per la comunione nella fede e nella tradizione cristiana. Ho avuto paura nel ricevere questa nomina, ma l’ho fatto nello spirito dell’ubbidienza verso nostro Signore Gesù Cristo e nella fiducia totale verso la sua Madre, la Madonna Santissima.

Non so se posso bene spiegarmi nella vostra… nostra lingua italiana. Se mi sbaglio mi correggerete. E così mi presento a voi tutti, per confessare la nostra fede comune, la nostra speranza, la nostra fiducia nella Madre di Cristo e della Chiesa, e anche per incominciare di nuovo su questa strada della storia e della Chiesa, con l’aiuto di Dio e con l’aiuto degli uomini.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Najdrożsi Bracia i Siostry,

Jeszcze przeżywamy wielki smutek z powodu śmierci naszego ukochanego papieża Jana Pawia I, a oto najdostojniejsi kardynałowie już powołali nowego Biskupa Rzymu.

Powołali go z dalekiego kraju… z dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez łączność w wierze i tradycji chrześcijańskiej. Bałem się przyjąć ten wybór, jednak przyjąłem go w duchu posłuszeństwa dla Pana naszego Jezusa Chrystusa i w duchu całkowitego zaufania Jego Matce, Najświętszej Maryi Pannie.

Nie wiem, czy potrafię rozmawiać waszym… naszym językiem włoskim. Jeżeli się pomylę, to mnie poprawicie. Przedstawiam się wam wszystkim dzisiaj, by wyznać naszą wspólną wiarę, naszą nadzieję, naszą ufność pokładaną w Matce Chrystusa i Kościoła z pomocą Pana Boga i z pomocą ludzi.

Jan Paweł II przyjmując z pokorą i głębokim zaufaniem posługę pasterzowania całemu Kościołowi, stał się sługą sług. Każdy dzień jego pontyfikatu wytacza drogę wiodącą do konkretnego człowieka, po to, aby on, człowiek „na oścież otworzył drzwi Chrystusowi”. Jan Paweł II zmienił serca milionów ludzi i zmienił oblicze świata. Pontyfikat jego nazywany jest niezwykłym, wyjątkowym, wielkim. Mapę jego wielkości m. in. obrazują następujące wyznaczniki.

Błogosławieni i święci

Pontyfikat Jana Pawła II jest niezwykły pod względem liczby beatyfikacji i kanonizacji. Od 1588 r., kiedy papież Sykstus V ustanowił procedurę procesu kanonizacyjnego, aż do 1978 r., do czasu wyboru na Stolicę Piotrową Jana Pawła II, Kościół kanonizował 302 świętych.

Jan Paweł II w czasie swego pontyfikatu, podczas 148 beatyfikacji ogłosił 1338 błogosławionych, w tym 160 Polaków i dwóch papieży, Jana XXIII i Piusa IX. Podczas 51 kanonizacji ogłosił 482 świętych, w tym 11 Polaków. Jan Paweł II, jako pierwszy w dziejach papież beatyfikował małżeństwo, Marię i Luigi Beltrame Quattrocchi.

Dokonując beatyfikacji i kanonizacji Jan Paweł II ukazywał nie tylko, że świętość dostępna jest dla każdego z nas, ale przede wszystkim przypominał, iż jest ona każdemu z nas zadana.

Szafarz sakramentów

Jan Paweł II jest pierwszym papieżem, który w praktyce łączył spoczywające na nim, jak na każdym biskupie, różne funkcje duszpasterskie. Jako pierwszy w historii biskup Rzymu regularnie odwiedzał parafie swojej diecezji i spotykał się ze swymi diecezjanami. Pierwszą zwizytowaną parafią była parafia p.w. Św. Franciszka Ksawerego, do której przybył 3 grudnia 1978 r., a zatem już ok. 7 tygodni po wyborze. Do końca 2004 r. nawiedził 317 parafii z 333 istniejących w Wiecznym Mieście. Od 2003 r., w związku z coraz większymi dolegliwościami utrudniającymi poruszanie się, Jan Paweł II nie nawiedzał kościołów, ale do Watykanu przybywały delegacje poszczególnych parafii.

Nie tylko, jako biskup, ale także, jako „proboszcz całego świata” Jan Paweł II udzielał wiernym sakramentów.

W ciągu swego pontyfikatu, podczas 67 obrzędów chrztu, które zazwyczaj sprawował w Niedzielę Chrztu Pańskiego w Kaplicy Sykstyńskiej, Jan Paweł II osobiście udzielił tego sakramentu 1501 osobom, w tym 687 dzieciom i 814 dorosłym. Także tego sakramentu udzielał podczas swych zagranicznych podróży m.in. w Akrze (Ghana), Nagasaki (Japonia), Onitshy (Nigeria), Wilnie i wielu innych miejscach.

Po raz pierwszy Jan Paweł II udzielił sakramentu chrztu św., komunii św. i bierzmowania 11 petentom w Wielką Sobotę, 14 kwietnia 1979 r. w Bazylice św. Piotra.

Każdego roku w Wielki Piątek Jan Paweł II zasiadał w konfesjonale Bazyliki św. Piotra i spowiadał wiernych.

Błogosławił także nowożeńcom podczas uroczystości zaślubin.

Każdego roku w Niedzielę Dobrego Pasterza Jan Paweł II udzielał diakonom święceń prezbiteratu. W sumie wyświęcił ponad 2800 kapłanów.

6 stycznia każdego roku, w uroczystość Objawienia Pańskiego udzielał natomiast święceń biskupich. Jan Paweł II konsekrował 321 mianowanych przez siebie biskupów. W 2001 r. ze względu na obchodzoną 6 stycznia ceremonię zakończenia obchodów Roku 2000, obrzęd udzielenia sakry biskupiej odbył się 19 marca.

Jan Paweł II mianował 2/3 światowego episkopatu.

Konsystorze

Jan Paweł II wyniósł do godności kardynalskiej 232 duchownych – jest to największa liczba w dziejach Kościoła.

W latach 1979-2001 Jan Paweł II zwołał 6 zgromadzeń plenarnych Kolegium Kardynalskiego, czyli tak zwanych konsystorzy nadzwyczajnych, w celu omówienia bieżących i ważnych zagadnień z życia Kościoła.

Dokumenty

Ogromnym dorobkiem pontyfikatu Jana Pawła II jest ogromna liczba różnych dokumentów.

Jest on autorem 14 encyklik, 15 adhortacji apostolskich, 13 konstytucji apostolskich, 45 listów apostolskich, 29 dokumentów w formie motu proprio oraz tysięcy listów papieskich, przesyłanych z okazji doniosłych wydarzeń m.in. do Kościołów lokalnych, diecezji, sanktuariów, czy listów do kardynałów, biskupów, kapłanów z okazji ważnych rocznic.

Nowatorskim pomysłem Jana Pawła II były tak zwane listy otwarte do różnych środowisk np.

List do biskupów, kapłanów, rodzin zakonnych i wiernych Kościoła katolickiego o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia Salvifici Dolores (11 lutego 1984 r.),

List do rodzin z okazji Roku Rodziny Gratissimam sane (2 lutego 1994 r.),

List do dzieci w Roku Rodziny Tra pochi giorno (13 grudnia 1994 r.),

List do Młodych Parati semper (31 marca 1985 r.),

List z okazji Roku Maryjnego o godności i powołaniu kobiety Mulieris dignitatem (15 październik 1988 r.),

Tertio Millennio Adveniente List do biskupów, duchowieństwa i wiernych w związku z przygotowaniem Jubileuszu Roku 2000 (10 listopada 1994 r.),

List do artystów (4 kwietnia 1999 r.). List do moich braci i sióstr – ludzi w podeszłym wieku (1 października 1999 r.),

Novo Millennio Ineunte List do biskupów, duchowieństwa i wiernych na zakończenie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 (6 stycznia 2001 r.),

Rosarium Virginis Mariae List do biskupów, duchowieństwa i wiernych o różańcu świętym (16 października 2002 r.),

Mane nobiscum Domine List na rok Eucharystii (7 listopada 2004 r.).

Jan Paweł II każdego roku wygłaszał także orędzia na światowe dni młodzieży, światowe dni chorych, światowe dni komunikacji społecznej, czy światowe dni pokoju.

Podczas pontyfikatu Jana Pawła II został wydany nowy Kodeks Prawa Kanonicznego (promulgowany 25 stycznia 1983 r. konstytucją apostolską Sacre disciplinae leges, który wszedł w życie 27 listopada 1983 r. zastępując kodeks z 1917 r.) oraz pierwszy w historii Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich (1990 r.). Zasługą Jana Pawła II było także ogłoszenie Katechizmu Kościoła Katolickiego (na mocy konstytucji apostolskiej Fidei depositum z 11 października 1992 r.) oraz ogłoszenie w 2004 r. Kompendium Nauki Społecznej Kościoła.

Jan Paweł II jest także autorem następujących książek: „Przekroczyć próg nadziei” (książka został przetłumaczona na 40 języków i została uznana za światowy bestseller), „Dar i tajemnica”, „Wstańcie, chodźmy”, „Tryptyk rzymski” oraz „Pamięć i tożsamość”.

Audiencje środowe oraz Urbi et Orbi

Do 5 stycznia 2005 r. Jan Paweł II odbył 1166 środowych audiencji ogólnych, tak zwanych katechez środowych, w których uczestniczyło prawie 18 mln pielgrzymów z całego świata, nie licząc innych spotkań i audiencji (ponad 8 mln pielgrzymów tylko w okresie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000). Podczas audiencji papież wygłaszał cykl katechez. Najbardziej znany cykl nosi tytuł „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”.

Dwa razy w ciągu roku, w czasie Świąt Bożego Narodzenia oraz Świąt Wielkanocnych papież składał wiernym z całego świata w ponad 60 językach życzenia oraz udzielał błogosławieństwa Urbi et Orbi (Miastu i Światu).

Różne inicjatywy duszpasterskie

Jan Paweł II zapoczątkował szereg inicjatyw duszpasterskich o zasięgu ogólnokościelnym i międzynarodowym.

Od 1985 r. podczas obchodów Międzynarodowego Roku Młodzieży Jan Paweł II ustanowił tak zwane Światowe Dni Młodzieży. Co roku w Niedzielę Palmową na szczeblu diecezjalnym pod przewodnictwem swego miejscowego biskupa młodzi spotykają się na wspólnej modlitwie. Co dwa lata natomiast w różnych krajach świata odbywają się zloty młodych z całego świata, aby pod przewodnictwem Ojca Świętego uczestniczyć we wspólnej modlitwie.

W dniach 8-9 października 1994 r. w Rzymie odbyło się pierwsze Światowe Spotkanie Rodzin z Janem Pawłem II. Spotkanie to dało początek kolejnym spotkaniom, które odbywały się, co 3 lata w różnych miastach i częściach świata.

Od 1993 r. 11 lutego każdego roku w innym sanktuarium maryjnym i na innym kontynencie, z inicjatywy Jana Pawła II obchodzony jest Światowy Dzień Chorego. Ojciec Święty doskonale rozumiał, kim dla niego i dla Kościoła są ludzie chorzy i cierpiący. W 1997 r. w Zakopanem Jan Paweł II powiedział: „Cierpienie przeżywane z Chrystusem jest najcenniejszym darem i najskuteczniejszą pomocą w apostolstwie”. Jan Paweł II był bardzo blisko ludzi chorych i cierpiących, gdyż nie tylko rozumiał, jaki jest sens cierpienia, ale także sam naznaczony był chorobą i cierpieniem. Jan Paweł II jest pierwszym papieżem, którego choroba i cierpienie nie były ukrywane.

Od 1997 r. 2 lutego w uroczystość Ofiarowania Pańskiego, z inicjatywy Jana Pawła II obchodzony jest Dzień Życia Konsekrowanego.

W czasie swego pontyfikatu Jan Paweł II ogłosił kilka szczególnych lat.

Z okazji 1950 rocznicy ukrzyżowania i zmartwychwstania Pana Jezusa został ogłoszony Rok Odkupienia, który trwał od 25 marca 1983 r. do 22 kwietnia 1984 r.

Rok Maryjny, trwał od 7 czerwca 1987 r. do 15 sierpnia 1988 r.

Rok Rodziny trwał od 26 grudnia 1993 r. do 30 grudnia 1994 r.

Wielki Jubileusz Roku Świętego 2000 trwał od 24 grudnia 1999 r. do 6 stycznia 2001 r.

Rok Różańca trwał od 16 października 2002 r. do 31 października 2003 r.

Rok Eucharystii trwał od 17 października 2004 r. do 29 października 2005 r.

Papież kontynuował także szereg inicjatyw, które zostały podjęte przez jego poprzedników m.in. przez Pawła VI, takich jak Światowe Dni:

  • Pokoju, obchodzone od 1968 r. co roku 1 stycznia,

  • Środków Społecznego Przekazu obchodzone od 1967 r. najczęściej w maju,

  • Modlitw o Powołania Kapłańskie obchodzone od 1964 r. najpierw w II, a następnie w IV Niedzielę Wielkanocną

  • i ustanowione jeszcze przez Piusa XI w październiku w 1929 r. Niedziele Misyjne,

  • a także Światowe Dni Migranta i Uchodźcy, obchodzone od 1972 r.

  • z inicjatywy ONZ (Stolica Apostolska włączyła się w te obchody w 1986 r.).

Z okazji tych Dni każdego roku Jan Paweł II przygotowywał okolicznościowe orędzie.

Jan Paweł II kontynuował również zwoływanie, co dwa-trzy lata zgromadzeń Synodu Biskupów, a także tworzył nowe formy zgromadzeń takie jak zgromadzenia specjalne Synodu dla różnych kontynentów, czy krajów (Liban). Owocem tych zgromadzeń są adhortacje apostolskie, których Jan Paweł II ogłosił 15.

Papieskie okna

Do historii papieskiego nauczania przeszły także trzy okna: Pałacu Apostolskiego w Watykanie, krakowskiej kurii przy Franciszkańskiej 3 oraz w poliklinice Gemelli. Okna te są symbolem głębokiej więzi i bliskości wiernych z papieżem.

Zwłaszcza okno Pałacu Apostolskiego w Watykanie jest symbolem jedności i modlitewnej więzi wiernych z papieżem, gdyż przed nim w każdą niedzielę i święto gromadzili się wierni, aby wraz z Ojcem Świętym odmówić modlitwę Anioł Pański.

Media

Jan Paweł II dzięki swojej autentyczności, żarliwej modlitwie, dzięki stylowi bycia i swoim gestom stał się ulubieńcem mediów. Niemalże wszystkie spotkania Jana Pawła II z wiernymi oraz liturgie celebrowane przez niego, transmitowane były za pośrednictwem telewizji.

Dyplomacja

Na początku pontyfikatu Jana Pawła II Stolica Apostolska utrzymywała stosunki dyplomatyczne z 96 krajami. Dzięki nieprzeciętnym zdolnościom prowadzenia dialogu przez Jana Pawła II, liczba stosunków dyplomatycznych wzrosła do 174.

Stolica Apostolska nawiązała m.in. stosunki z Unią Europejską i Zakonem Maltańskim oraz z Federacją Rosyjską i Organizacją Wyzwolenia Palestyny.

Poza tym Stolica Apostolska otrzymała status stałego obserwatora w ponad 40 organizacjach międzynarodowych, regionalnych, międzyrządowych i pozarządowych.

Jan Paweł II – człowiek dialogu

Jan Paweł II jest pierwszym papieżem, który przekroczył próg synagogi

13 kwietnia 1986 r. Jan Paweł II odwiedził rzymską Synagogę Większą. Podczas przemówienia nazwał wyznawców judaizmu „starszymi braćmi w wierze”. Spotkania z Żydami miały miejsce niemalże podczas każdej zagranicznej pielgrzymki. W 2000 r. podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej Jan Paweł II szanując żydowską tradycję modlił się pod Ścianą Płaczu w Jerozolimie, w szczelinę, której włożył modlitwę: „Boże naszych ojców, który wybrałeś Abrahama i jego potomków, by ponieśli narodom Twe Imię: jesteśmy głęboko zasmuceni postępowaniem tych, którzy w ciągu dziejów spowodowali cierpienia Twych dzieci, i prosząc o Twe wybaczenie, chcemy zobowiązać się do doskonałego braterstwa z Ludem Przymierza”. Podczas tej pielgrzymki miała także miejsce historyczna wizyta Jana Pawła II w Instytucie Pamięci Narodowej Yad Vashem.

Jan Paweł II jest pierwszym papieżem, który przekroczył próg meczetu

Podczas licznych swych podróży apostolskich Jan Paweł II spotykał się z muzułmanami. W 2001 r. będąc w Damaszku Jan Paweł II nawiedził meczet. Przemawiając do wyznawców islamu powiedział: „Za wszystkie przejawy wrogości miedzy muzułmanami i chrześcijanami prosimy o przebaczenie Boga Najwyższego i siebie nawzajem”. Jan Paweł II darzył ogromnym szacunkiem wyznawców islamu, wyrazem tego był pocałunek złożony przez papieża na egzemplarzu Koranu, który otrzymał od islamskich duchownych.

Dążenie do jedności z Kościołem prawosławnym

W 2002 r. Jan Paweł II wraz z prawosławnym patriarchą Rumunii Teoktystem podpisał wspólną deklarację o dążeniu do zjednoczenia.

Z ekumenicznym patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem I deklaracja została podpisana w 2004 r. „Świadomi, że świat chrześcijański cierpi z powodu dramatu podziału, nasi poprzednicy i my sami z wytrwałością kontynuowaliśmy ‘dialog miłości’, wpatrzeni w ten świetlany i błogosławiony dzień, gdy można będzie posilać się z tego samego kielicha świętym Ciałem i cenną Krwią Pana”.

Dążenie do jedności z Kościołem ormiańskim

Podczas pielgrzymki do Armenii w 2001 r. Jan Paweł II serdecznie był przyjmowany przez głowę Kościoła ormiańskiego katolikosa Karekina II. Papież zamieszkał w jego pałacu, który określił „domem swego Brata”. Na zakończenie trzydniowej pielgrzymki papież wraz z katolikosą Karekinem II wyrazili pragnienie kontynuowania wysiłków ekumenicznych podpisując Wspólną Deklarację.

Pojednanie z protestantami

31 października 1999 r. w rocznicę wystąpienia Marcina Lutra w Augsburgu podpisana została katolicko-luterańska deklaracja o usprawiedliwieniu przez wiarę. W symbolicznym geście luterański pastor Georg Paul Mocko wraz z abp. Baltimore oraz kard. W. H. Keeler’em przybili na drzwiach katedry tekst deklaracji.

Dialog z Koptami

Podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Egiptu 2 lutego 2000 r. Jan Paweł II spotkał się ze zwierzchnikiem Ortodoksyjnego Kościoła Koptyjskiego papieżem Szenudą III. Podczas homilii w Kairze Jan Paweł II wzywał do zjednoczenia chrześcijan: „Drodzy bracia, pospieszmy się, nie mamy czasu do stracenia!”. Papież raz jeszcze zaprosił do podjęcia dialogu, którego owocem będzie zjednoczenie chrześcijan.

Pojednanie z nestorianami

Jan Paweł II i Mar Dinkha IV, patriarcha Asyryjskiego Kościoła Wschodu podpisali Wspólną Deklarację, która zakończyła wielowiekowy spór wokół doktryny Nestoriusza, który kwestionował słuszność nadanego Maryi tytułu „Theotokos” (Bożej Rodzicielki). Wspólna deklaracja stwierdza, iż wielowiekowy chrystologiczny spór był wynikiem nieporozumień.

Wyjątkowym wydarzeniem było spotkanie reprezentantów wszystkich najważniejszych religii świata w Asyżu w 1986 r. i 2002 r. W spotkaniu tym wzięli udział przedstawiciele religii chrześcijańskich i niechrześcijańskich: islamu, buddyzmu, hinduizmu, szintoizmu, dżinizmu, sikhów, konfucjanizmu i tradycyjnych religii afrykańskich.

Jan Paweł II – człowiek przebaczenia i pojednania

13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra Jan Paweł II został postrzelony przez tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Agcę. Kilka dni po zamachu, podczas pierwszego swego publicznego przemówienia w poliklinice Gemelli Jan Paweł II powiedział: „Modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem”. Na Boże Narodzenie 1983 r. Jan Paweł II odwiedził zamachowca w więzieniu. Kilkakrotnie papież spotkał się z matką Mehmeta Ali Agcy, Muzeyen Agcą i bratem zamachowca Adnaną, gdyż doskonale rozumiał ich tragedię. Pierwsze spotkanie miało miejsce w 1987 r. i mimo, że nie było wcześniej umówione, Jan Paweł II przełożył dla nich inne obowiązki.

W 1999 r. papież prosił prezydenta Włoch o uniewinnienie Agcy. Niedługo potem Agca opuścił mury włoskiego więzienia, jednak przejęli go Turcy, którzy znów zamknęli go w więzieniu. Tym razem za zabójstwo słynnego tureckiego dziennikarza, Abdiego Ipekci.

Jan Paweł II – papież przebaczenia i pojednania

12 marca 2000 r. w Dniu Przebaczenia obchodzonego w ramach obchodów Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 podczas Mszy św. kardynałowie i arcybiskupi stojący na czele poszczególnych urzędów w Watykanie, prosili Wszechmogącego Boga o przebaczenie za grzechy synów i córek Kościoła. Jan Paweł II m.in. powiedział: „Władco świata, Ojcze wszystkich ludzi, przez swojego Syna wezwałeś nas, byśmy miłowali nieprzyjaciół, dobrze czynili tym, którzy nas nienawidzą, i modlili się za naszych prześladowców. Wielokrotnie jednak chrześcijanie sprzeniewierzyli się Ewangelii i ulegając logice przemocy, pogwałcili prawa ludów i narodów, okazując pogardę dla ich kultur i tradycji religijnych: okaż się cierpliwy i miłosierny wobec nas i przebacz nam! Przez Chrystusa, Pana naszego”.

Podróże apostolskie

Jednym z najważniejszych wyróżników pontyfikatu Jana Pawła II są podróże apostolskie. W całej historii Kościoła nie zdarzyły się tak liczne pielgrzymki papieża. Tę długowieczną tradycję braku podejmowania przez papieży podróży apostolskich, przerwał dopiero Jan XXIII (28 X 1958 – 3 VI 1963), który udał się do Loreto, a także do Asyżu z okazji jubileuszu 750 lecia zakonu franciszkańskiego. Przełom jednak przyniósł papież Paweł VI, który odbył 9 zagranicznych podróży m.in. do Izraela, Jerozolimy, Kolumbii, Ugandy, Australii, Portugali, Turcji, Szwajcarii a także do Iranu, Pakistanu, Filipin, Indonezji, Hongkongu, Sri Lanki. Ogromna jednak zmiana nastąpiła podczas pontyfikatu Jana Pawła II, który według oficjalnych danych odbył 104 zagraniczne pielgrzymki oraz ok. 145 podróży na terenie Włoch. Jako biskup Rzymu nawiedził 317 z 333 rzymskich parafii.

Podczas 145 podróży na terenie Włoch, Jan Paweł II wygłosił ok. 906 przemówień.

Podczas podróży zagranicznych Jan Paweł II odwiedził 130 krajów i ok. 900 miejscowości i wygłosił ponad 2400 przemówień. Niektóre kraje odwiedził kilkakrotnie m. in. Polskę, Francję, USA, Meksyk, Hiszpanię, czy Portugalię. Łączna długość pielgrzymkowych dróg Jana Pawła II wynosi ok. 1 mln 700 tys. km Długość ta odpowiada trzykrotnej odległości między Ziemią a Księżycem, czy prawie 30-krotnemu obiegnięciu Ziemi wokół równika. Poza Watykanem Jan Paweł II spędził w sumie ponad dwa lata swego 26-letniego pontyfikatu.

Pierwszą zagraniczną pielgrzymką Jana Pawła II była podróż na Dominikanę, do Meksyku i na Bahama w styczniu 1979 r. Ostatnią zaś pielgrzymka do Lourdes 15 – 16 VIII 2004 r. Jan Paweł II podczas swego pielgrzymowania odwiedził niemożliwe do nawiedzenia miejsca, takie jak Sarajewo, Bejrut, czy Jerozolima.

Każdą pielgrzymkę Jan Paweł II rozpoczynał od ucałowania ziemi. Gest ten wyrażał szacunek dla wszystkich mieszkańców ziemi, której był gościem. Większość swoich apostolskich podróży, pielgrzymek wiary, Jan Paweł II rozpoczynał od słów: „Przybywam, jako Papież – Pielgrzym”. Każda Jego pielgrzymka oprócz szczególnych motywów, na przykład takich jak jubileuszowe obchody, beatyfikacje, kanonizacje, czy Światowe Dni Młodzieży, zawsze miała na celu spotkanie z wiernymi Kościoła lokalnego oraz umocnienie braci w wierze.

Kulminacyjnym momentem wszystkich pielgrzymek była Msza św., na zakończenie, której Jan Paweł II zawierzał dany naród Matce Bożej. Niemalże stałym elementem podróży były spotkania ekumeniczne, a także spotkania z młodzieżą.

Opracowane na podstawie:

  • A. Tornielli, Santo subito. Tajemnice świętości Jana Pawła II, Kraków 2009

  • Tatus Tuus, Miesięcznik Postulacji do spraw beatyfikacji i kanonizacji Sługi Bożego Jana Pawła II, numer specjalny

  • List, Wielki Janie Pawle co z nami będzie?, 5/05, s. 17 – 26

  • A. Jackowskiego, I. Sołjan, Leksykon pielgrzymek Jana Pawła II, Kraków 2006

  • www.wiara.pl

  • www.opoka.pl

(opracowanie zaczerpnięto ze stron:http://www.swcharbel.webs.com/,

oraz z: http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl/start/index.php/pl/przekazy/od-anioow-i-witych/735-kady-czowiek-jest-jakby-lamp-boga).

Libański mnich, pustelnik, cudotwórca i uzdrowiciel. Beatyfikowany 5 grudnia 1965 r. przez papieża Pawła VI. Kanonizowany 9 października 1977 r. przez papieża Pawła VI.

b1Św. Charbel Makhlouf urodził się 8 maja 1828 r. w Bekaa-Kafra, w północnym Libanie, jako piąte dziecko biednej, ale bardzo religijnej rodziny libańskich chrześcijan obrządku maronickiego. Na chrzcie otrzymał imię Józef (Youssef). Jeszcze, jako chłopiec przyszły święty wyróżniał się wielką pobożnością i zamiłowaniem do modlitwy, a sprzyjała temu rodzinna atmosfera wypełniona miłością i modlitwą oraz ciężka praca.

Swoje powołanie do życia zakonnego św. Charbel zaczął realizować w wieku 23 lat wstępując, wbrew woli rodziny, do maronickiego klasztoru w Mayfouk, gdzie odbył nowicjat. Po dwóch latach został przeniesiony do klasztoru św. Marona w Annaya, gdzie w 1853 r. złożył śluby zakonne i przyjął zakonne imię Charbel – imię antiocheńskiego męczennika z I w. Przełożeni skierowali następnie ojca Charbela do klasztoru w Kfifan gdzie na tamtejszej uczelni przez kilka kolejnych lat studiował filozofię i teologię.

b2Spotkał tam wielu wybitnych przedstawicieli Kościoła Maronickiego, którzy zarówno swą wiedzą jak i pobożnością i ascetycznym życiem wywarli na niego wielki wpływ. Jego nauczycielem i ojcem duchowym był Nimatullah Kassab Al-Hardini, świątobliwy zakonnik maronicki, asceta, filozof i myśliciel, beatyfikowany w 1998 r. przez Jana Pawła II.

Po odbyciu studiów i otrzymaniu święceń kapłańskich ojciec Charbel wrócił do klasztoru św. Marouna w Annaya gdzie przebywał do 1875 r. Głównym celem jego zakonnego życia było własne uświęcenie poprzez zjednoczenie się z Bogiem. Temu służył niezwykły, nawet jak na zakonnika, tryb życia wypełniony modlitwą, umartwieniami, praktykami pokutnymi, postami i medytacjami.

Masakra ludności dokonana w 1860 r. przez okupujących Liban Turków otomańskich, której ofiarą padło wiele tysięcy libańskich chrześcijan, wywarła wielki wpływ na ojca Charbela. Jak mógł pomagał szukającym schronienia w klasztorze uciekinierom, a swą modlitwą, pokutą i umartwieniami błagał Boga o miłosierdzie dla prześladowanych chrześcijan i ich muzułmańskich prześladowców. Wierny nauce Chrystusa wierzył, że aby zmieniać świat na lepsze należy samemu dążyć do świętości, należy złu przeciwstawić dobro a nienawiści miłość.

Po 16 latach pobytu w klasztorze św. Marouna ojciec Charbel uzyskał zezwolenie władz zakonnych na zamieszkanie w położonej w górach, niedaleko klasztoru, pustelni świętych Piotra i Pawła.

Tam, przebywając w odosobnieniu, milcząc, modląc się i umartwiając, zamierzał jeszcze bardziej zbliżyć się do Chrystusa. Czas wypełniała mu modlitwa, kontemplacja, umartwianie oraz praca fizyczna. Pod habitem nosił włosienicę, spał na twardej ziemi tylko kilka godzin na dobę, raz dziennie jadł skromny, bezmięsny posiłek z tego, co zostało innym zakonnikom. Szczególnym nabożeństwem ojciec Charbel darzył Eucharystię. Codziennie odprawiał Mszę Św. spędzając cały ranek na przygotowaniu się do niej, a po jej odprawieniu przez kilka godzin trwał w dziękczynieniu. Wiele czasu, o różnych porach dnia i nocy, poświęcał na adorację Najświętszego Sakramentu oraz na odmawianie różańca przed obrazem Matki Boskiej. W pustelni spędził ostatnie 23 lata swego życia.

16 grudnia 1898 r. podczas odprawiania Mszy Św. ojciec Charbel dostał udaru mózgu. Stało się to podczas Podniesienia, gdy, zgodnie z maronicką liturgią, trzymając w ręku hostię odmawiał modlitwę prosząc Boga o przyjęcie jego ofiary. Zmarł osiem dni później, w Wigilię Bożego Narodzenia 24 grudnia 1898 r. i został pochowany na przyklasztornym cmentarzu.

Każdy człowiek jest jakby lampą Boga
Orędzia św. Charbela

(na podst.: http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl/start/index.php/pl/przekazy/od-anioow-i-witych/735-kady-czowiek-jest-jakby-lamp-boga)

Istnieje Bóg i Jego królestwo. Każdy człowiek jest powołany, aby w nim uczestniczyć przez zjednoczenie się w miłości z Bogiem. Jest tylko jedna droga, która tam prowadzi, a jest nią Jezus Chrystus, najprawdziwszy Bóg, który stał się najprawdziwszym człowiekiem. Ta droga dojrzewania do miłości jest trudną duchową wspinaczką. Powinniśmy wzajemnie się kochać miłością bezinteresowną, bezwarunkową i nieograniczoną. Aby dojrzewać do takiej miłości, trzeba nieustannie czerpać z jej Źródła, którym jest Jezus Chrystus. Z tego jedynego Źródła mogą czerpać wszyscy bez wyjątku – przez codzienną, wytrwałą modlitwę oraz sakramenty pokuty i Eucharystii.

Tylko Jezus może uwolnić człowieka od wszystkich grzechów, problemów i zmartwień. On bardzo cierpi, gdy człowiek odkupiony Jego krwią upada w grzechu. Bóg pragnie, abyśmy byli wolni i szczęśliwi. Ludzie jednak szukają szczęścia tam, gdzie go nigdy nie znajdą, a więc na ziemi, w dobrach materialnych lub w innych ludziach. Pełnię szczęścia można odnaleźć tylko przez zjednoczenie się w miłości z Chrystusem.

W chwili śmierci grzesznik najbardziej będzie się obawiał swego braku odpowiedzi na nieskończoną miłość Boga i będzie to opłakiwał. Każdy człowiek, który nie kocha, gdyż przez grzechy zniszczył w sobie zdolność do miłości, jest w stanie śmierci ducha, ponieważ dobrowolnie zerwał więzy życia i miłości, które jednoczyły go z Bogiem. Miłość jest jedynym skarbem, który możecie zgromadzić w ciągu ziemskiego życia i który będzie trwał na wieki. Wszystkie bogactwa materialne, sława, władza, pozycja społeczna i najróżniejsze sukcesy wraz ze śmiercią pozostaną na tym świecie. W chwili śmierci będzie się liczyła tylko miłość. Kto stanie przed Bogiem bez miłości, będzie musiał ponieść wszystkie konsekwencje swoich grzesznych wyborów i egoistycznego postępowania. To będzie straszne doświadczenie prawdziwej śmierci ducha, zmarnowania całego życia. Miłość powinna królować w Waszych sercach, a pokora w Waszych umysłach. Arogancja zawsze prowadzi do grzechu, a brak przebaczenia i nienawiść – do potępienia wiecznego. Módlcie się i nawracajcie.

Módlcie się z głębi serca, a Bóg Was wysłucha. Otwórzcie dla Chrystusa bramy Waszych serc, aby mógł On tam zamieszkać i obdarzyć Was pokojem. Pamiętajcie: módlcie się sercem, szczerze i z ufnością, a nie tylko wargami. Szybciej do Boga dotrze dźwięk rechotu żab aniżeli puste słowa, które nie płyną z serca człowieka. Na modlitwie wsłuchujcie się w głos Boga. Niestety, niewielu jest takich, którzy słuchają i rozumieją, jeszcze mniej takich, którzy słuchając, rozumieją i wprowadzają w życie. Wsłuchujcie się, więc w to, co nieustannie i w różnoraki sposób mówi do Was Bóg, starając się zrozumieć i do końca wypełnić Jego świętą wolę.

Każdy człowiek jest jakby lampą Boga. Jego zadaniem jest rozświetlanie ciemności w świecie. Pan Bóg stworzył każdą lampę z jasnym i przezroczystym szkłem, aby umożliwić światłu przenikanie i oświecanie ciemności świata. Ludzie jednak zapominają o świetle, a dbają tylko o szkło. Tak je kolorują i dekorują, aż staje się tak zaciemnione, że nie pozwala na przenikanie światła. I dlatego tak wielkie ciemności panują w świecie. Szkło Waszych lamp powinno na nowo stać się przezroczyste, aby Wasze światło świeciło w świecie. Dlatego po każdym upadku natychmiast trzeba pójść do spowiedzi, aby zawsze trwać w stanie łaski uświęcającej.

NIEZWYKŁA HISTORIA PORTRETU ŚW. CHARBELA

Ojciec Charbel, skromny żyjący w ustroniu swej pustelni zakonnik, nigdy nie był fotografowany czy też uwieczniany w inny sposób. Chodził w nasuniętym na twarz kapturze, ze spuszczoną pokornie głową, wpatrzony w ziemię, a wzrok wznosił ku górze jedynie podczas modlitwy i adoracji Najświętszego Sakramentu. Nie istniała, więc żadna jego podobizna. Jednakże 8 maja 1950 r. miało miejsce niezwykłe wydarzenie, które poruszyło wszystkich.

b3Do klasztoru w Annaya przybyła grupa pielgrzymów, maronickich zakonników, którzy postanowili zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie przed grobem ojca Charbela. Jakież było zaskoczenie i poruszenie, gdy po wywołaniu okazało się, że na zdjęciu wśród fotografowanych pielgrzymów znajduje się jeszcze jedna, dodatkowa osobatajemnicza postać mnicha (na pierwszym planie).

Najstarsi zakonnicy z klasztoru w Annaya rozpoznali w niej ojca Charbela. Od tego czasu wszystkie portrety i inne przedstawienia świętego Charbela malowane są na podstawie tego właśnie zdjęcia.

CUDOWNE WYDARZENIA I UZDROWIENIA

Jeszcze za życia ojciec Charbel uważany był za osobę świętą. Jego niezwykła pobożność, bezgraniczne oddanie się Bogu, skromność, dobroć i promieniująca miłość sprawiły, że ludzie szukali u niego wsparcia, prosząc o pomoc i orędownictwo. Wiele cudownych zdarzeń i uzdrowień miało miejsce jeszcze za jego życia. Pewnego razu uwolnił przerażonych mnichów od zagrażającego im jadowitego węża prosząc go, aby zechciał sobie odejść nie wyrządzając im krzywdy. Gdy nad okolicznymi polami pojawiła się plaga szarańczy ojciec Charbel udał się tam i kropiąc wodą święconą i modląc się sprawił, że szarańcza odleciała a plony zostały uratowane. Raz wezwany został, aby się pomodlić przy umierającym na tyfus młodzieńcu, któremu lekarze nie dawali już żadnych szans. Gdy udzielił mu sakramentu chorych i pokropił wodą święconą chory natychmiast odzyskał zdrowie.

Później ów młodzieniec ukończył nawet studia medyczne i stał się jednym z najsławniejszych lekarzy w Libanie. Ojciec Charbel uzdrowił też chorego psychicznie i niebezpiecznego dla otoczenia mężczyznę, którego z wielkim trudem udało się doprowadzić do kościoła. Gdy zakonnik polecił mu uklęknąć szaleniec uspokoił się, a po nałożeniu rąk i odmówieniu modlitwy przez ojca Charbela całkowicie wyzdrowiał. Takich relacji zachowało się wiele, jednakże najwięcej niezwykłych, cudownych zdarzeń miało miejsce już po śmierci świątobliwego zakonnika.

Zgodnie z zakonną tradycją niezabalsamowane ciało zmarłego ubrane w habit zostało złożone we wspólnym grobie bez trumny. Po pogrzebie ojca Charbela miało miejsce niezwykłe zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata widoczna w całej okolicy, utrzymująca się przez 45 dni.

Na wieść o niezwykłym zjawisku do klasztoru w Annaya zaczęły przybywać tłumy wiernych, niektórym udawało się nawet otworzyć grób i zabrać, jako relikwię fragment szaty ojca Charbela lub włos z jego brody. Władze zakonne postanowiły dokonać ekshumacji i przenieść ciało do klasztoru.

Gdy po czterech miesiącach w obecności specjalnej urzędowej komisji otwarto grób okazało się, że mimo złych warunków i wypełniającej grób wody z mułem, ciało jest w doskonałym stanie, bez śladów rozkładu. Zachowało ono elastyczność i temperaturę ciała osoby żyjącej a także wydzielało przyjemny zapach oraz specyficzną wydzielinę – płyn nieznanego pochodzenia. Po umyciu i przebraniu zwłoki zostały złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Co dwa tygodnie trzeba jednak było zmieniać im szaty ze względu na nieustannie wydzielający się płyn.

W 1927 r. ciało ojca Charbela zostało umieszczone w metalowej trumnie i przeniesione do grobowca w podziemiach klasztoru. W 1950 r. zauważono, że z grobowca wydobywa się dziwna ciecz. Powołano specjalną komisję i w obecności lekarzy oraz przedstawicieli Kościoła otwarto grób. Ku wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że mimo upływu ponad 50 lat ciało ojca Charbela nadal pozostało w doskonałym stanie, było giętkie i elastyczne, wciąż wydzielając tajemniczy płyn, który wypełniał wnętrze grobu, a szata była poplamiona krwią. Po obmyciu i przebraniu ciało świętego zostało wystawione na widok publiczny, po czym umieszczono je w nowej trumnie i ponownie zamurowano w grobowcu.

Ponowne ekshumacje miały miejsce w 1952. i 1955 r. za każdym razem stwierdzając brak śladów rozkładu ciała oraz obfite wydzielanie tajemniczego płynu. Podejmowane próby zahamowania wydzielania płynu, między innymi przez usunięcie niektórych narządów, nie dały żadnych efektów. Zjawiska tego, niewytłumaczalnego z naukowego punktu widzenia, nie potrafili wyjaśnić najwybitniejsi naukowcy.

b4Wszystkie te niezwykłe wydarzenia sprawiły, że zaczął się rozwijać kult świątobliwego zakonnika. Do klasztoru w Annaya zaczęły przybywać tłumy pielgrzymów, różnych wyznań i narodowości, modląc się i prosząc ojca Charbela o pomoc i wsparcie.

Nasączone wydzielającym się z jego ciała płynem skrawki materiału rozdawano, jako relikwie – uśmierzały ból, przywracały zdrowie. Stwierdzono też wiele niezwykłych, niewytłumaczalnych z punktu widzenia medycyny, uzdrowień.

Od 1950 r., kiedy to w klasztorze w Annaya zaczęto prowadzić rejestr uzdrowień, stwierdzono ich ponad 6 tysięcy. Trzy z nich stały się podstawą procesów beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego.

Siostra Mary Abel Kamary od 14 lat cierpiała na rozległy wrzód żołądka. Mimo dwóch operacji jej stan pogorszył się do tego stopnia, że nie mogła już jeść, nastąpiło odwapnienie kości i częściowy paraliż. Chora nie miała już sił, przebywała cały czas w łóżku. W lipcu 1950 r. została zawieziona do grobu ojca Charbela. Gdy dotknęła jego grobu i potarła chore miejsca chusteczką zwilżoną wydzielającym się z grobowca płynem poczuła jakby elektryczny wstrząs, wstała samodzielnie z noszy i zaczęła normalnie chodzić. Dokładne badania lekarskie wykazały całkowite wyzdrowienie „nie do wyjaśnienia ludzkim rozumem”.

Eskandar Obeid oślepł na prawe oko, które uległo uszkodzeniu w wyniku wypadku. Ze względu na jego stan lekarze postanowili je usunąć. W nocy choremu objawił się ojciec Charbel, który polecił mu udać się z pielgrzymką do klasztoru w Annaya. W październiku 1950 r. Obeid dotarł tam, przyjął Komunię św. i długo się modlił przy grobie świątobliwego pustelnika. W nocy pojawił mu się ojciec Charbel, który zapewnił go, że oko wyzdrowieje. Rano po obudzeniu Obeid stwierdził, że ślepota minęła i doskonale widzi prawym okiem. Lekarze potwierdzili całkowite wyleczenie oka nie znajdując jednak żadnego wyjaśnienia tego niezwykłego faktu.

Mariam Assaf Awad miała raka żołądka z przerzutami do innych narządów. Mimo dwóch operacji jej stan zdrowia ulegał ciągłemu pogorszeniu i lekarze nie dawali już jej żadnych szans na wyzdrowienie. Pewnego wieczoru w 1967 r., gorąco modliła się przed zaśnięciem do ojca Charbela o uzdrowienie. Następnego ranka ku swej wielkiej radości stwierdziła, że jest całkowicie zdrowa a wszystkie dolegliwości ustąpiły. Dokładne badania przeprowadzone przez zszokowanych lekarzy potwierdziły całkowite wyleczenie „nieuleczalnie” chorej Mariam.

Na całym świecie ludzie modlą się do świętego pustelnika prosząc o orędownictwo, wsparcie i pomoc w trudnych sytuacjach, piszą listy, wysyłają maile. Do sanktuarium św. Charbela w Annaya wciąż przybywają pielgrzymi z całego świata. Jedni, aby prosić o pomoc, inni, aby podziękować za doznane łaski. Wciąż mają miejsce niezwykłe zdarzenia i cudowne uzdrowienia.

Jednym z najgłośniejszych było cudowne uzdrowienie Nouhad Al-Chami. W 1993 r. uległa ona częściowemu paraliżowi, stwierdzono u niej także niedrożność tętnicy szyjnej. Jedyną szansą dla cierpiącej była operacja, która jednak nie gwarantowała powodzenia. Nouhad modliła się do Matki Boskiej i św. Charbela. W nocy przyśnił jej się święty Charbel, który w towarzystwie drugiego zakonnika zoperował jej szyję i zapewnił, że jest już zdrowa. Rano Nouhad stwierdziła, że paraliż minął i może się już sprawnie poruszać a na szyi zobaczyła dwie duże blizny ze szwami, w których znajdowały się jeszcze nici chirurgiczne. Żaden lekarz nie był w stanie wytłumaczyć tego zdarzenia, które odbiło się głośnym echem w Libanie i za granicą. Od tej pory, zgodnie z poleceniem św. Charbela, każdego 22 dnia miesiąca na pamiątkę swego uzdrowienia Nouhad przybywa do sanktuarium w Annaya, by wraz z tłumami pielgrzymów modlić się i dziękować za cud.

CUDA ZA WSTAWIENNICTWEM ŚW. CHARBELA

W sanktuarium św. Charbela w miejscowości Annaya znajduje się obfita dokumentacja o przeszło sześciu tysiącach cudownych uzdrowień. Z pewnością jest to tylko mała część tych cudownych znaków, które się dokonały za wstawiennictwem świętego pustelnika z Libanu. Dziesięć procent z nich dotyczy osób nieochrzczonych, muzułmanów, druzów i wyznawców innych wyznań. Wybraliśmy kilka z nich.

Uzdrowienia z ostatnich lat

Wiosną 2004 r. pięćdziesięciocztero-letnia Francuzka Bernadette Marie Helenę Vernamat, mieszkająca w Orange, wybrała się z pielgrzymką do Libanu do grobu św. Charbela. Kobieta chorowała na złośliwego raka piersi i żołądka. Po spowiedzi i Komunii św. odmówiła cały różaniec przy grobie św. Charbela. Badania, które zrobiła po powrocie do domu, wykazały jej całkowite uzdrowienie.

George Younan jest kardiologiem pracującym w USA. W 2004 r. zaczął odczuwać szum w uszach oraz ból głowy. Okazało się, że było to spowodowane zaczopowaniem głównej arterii, dostarczającej krew do mózgu. Konieczna była operacja, z którą jednak wiązało się wielkie ryzyko – w razie niepowodzenia mężczyźnie groził paraliż albo nawet zgon. Mimo to George zgodził się na zabieg. Kiedy jego data została wyznaczona, żona George’a zaczęła się gorąco modlić do św. Charbela, prosząc go o wstawiennictwo u Boga, aby jej mąż wrócił do zdrowia. Następnego dnia George poczuł się doskonale, zniknęły wszelkie jego bóle. Badania lekarskie wykazały, że w niewyjaśniony sposób niedrożna arteria wróciła do normalnego stanu.

Libanka Malake Michel – Malek urodziła się w 1950 r. ze zniekształconymi nogami. Mogła poruszać się tylko za pomocą kul i specjalnego aparatu ortopedycznego. Wielokrotne operacje okazały się nieskuteczne. Latem 2004 r. Malake trzy dni spędziła w klasztorze w Annai przy grobie św. Charbela, poszcząc i modląc się o uzdrowienie. Zaraz po powrocie do domu została całkowicie uzdrowiona – jej nogi stały się normalne. Kobieta natychmiast wyruszyła do grobu św. Charbela, aby podziękować za cudowne uzdrowienie.

W 1992 r. szwedzkie i brytyjskie dzienniki, między innymi The Guardian, informowały o piętnastoletniej Samirze Hannach, której pokazał się św. Charbel w jej domu niedaleko Sztokholmu. Od tego czasu z portretu św. Charbela, który Samira ma w swoim mieszkaniu, wypływa tajemniczy olej o leczniczych właściwościach.

KAŻDEGO MIESIĄCA RANA BĘDZIE KRWAWIĆ

Na początku stycznia 1993 r. Nouhad Al-Chami, pięćdziesięciodziewięcioletnia Libanka, matka dwanaściorga dzieci, została lewostronnie całkowicie sparaliżowana. Sprawę dodatkowo komplikowała obstrukcja jej arterii szyjnej. Nouhad z coraz większą trudnością mogła mówić i jeść. Według opinii lekarzy można było jeszcze próbować operować tętnicę szyjną, ale szansę powodzenia tej chirurgicznej interwencji były minimalne. Mąż i dzieci jedyną nadzieję położyli w Bogu. Najstarszy syn chorej, Saad, wybrał się z pielgrzymką do pobliskiego klasztoru w Annai, w którym znajduje się grób św. Charbela Makhloufa, aby za jego wstawiennictwem modlić się o uzdrowienie swojej mamy. Po powrocie namaścił szyję matki płynem wydzielającym się z ciała św. Charbela. Kobieta bardzo cierpiała i modliła się do Matki Bożej i św. Charbela, aby zabrali ją już do siebie. W najbliższą noc miała dziwny sen. Śniła, że przy jej łóżku zjawił się św. Charbel wraz z innym zakonnikiem i powiedział, że przyszedł zoperować jej szyję. Chora początkowo nie chciała się na to zgodzić, ale w końcu uwierzyła argumentacji mnichów, że tylko wtedy odzyska zdrowie, gdy podda się operacji. „Jak mogą to zrobić, skoro nie mają narzędzi chirurgicznych i środków znieczulających?” – pytała sama siebie, drżąc ze strachu. W pewnym momencie poczuła ręce zakonnika na swojej szyi i wielki ból, ale nie mogła krzyczeć ani się opierać. Kiedy operacja się zakończyła, zbliżył się drugi zakonnik, pomógł jej usiąść, poprawił poduszkę i podał szklankę wody. Powiedziała mu, że nie może pić bez słomki, gdyż ma sparaliżowany język. Zakonnik zapewnił ją, że jest już zdrowa i że może sama jeść, pić, chodzić oraz pracować. Potem obaj mnisi zniknęli w tajemniczym świetle. Kiedy sen się skończył, Nouhad zaraz się obudziła i z radością stwierdziła, że jej paraliż całkowicie ustąpił. Wstała sama z łóżka i bez żadnych trudności zaczęła chodzić po pokoju. Patrząc w lustro, zauważyła, że po obu stronach szyi ma dwie blizny o długości 12 centymetrów każda, ze szwami, z których zwisały końcówki czarnych nici chirurgicznych. Jej szyja i nocna koszula były całe zakrwawione. Kiedy jej mąż się przebudził, zaczął krzyczeć ze strachu, ponieważ zobaczył swoją żonę we krwi, z dwoma bliznami na szyi, swobodnie chodzącą po pokoju. „Co się z nią stało, przecież była sparaliżowana i sama w ogóle nie mogła wstać z łóżka? Skąd tyle krwi?”. Nouhad uspokoiła męża i w szczegółach opowiedziała mu o nocnej wizycie św. Charbela, o przebytej operacji oraz swoim całkowitym uzdrowieniu.

Jeszcze tego samego dnia cała rodzina Al-Chami pojechała do klasztoru w Annai, żeby donieść przełożonemu o cudzie uzdrowienia za pośrednictwem św. Charbela. Następnego dnia Nouhad zgłosiła się do szpitala w Bejrucie, by spotkać się z lekarzami, którzy ją leczyli. Można sobie wyobrazić ich zdziwienie, gdy po dokładnych badaniach i usunięciu szwów stwierdzili, że z medycznego punktu widzenia nie da się wytłumaczyć całkowitego powrotu do zdrowia pani Nouhad, a tak perfekcyjnie założonych szwów jeszcze nigdy nie widzieli.

Wiadomość o cudownym uzdrowieniu Nouhad Al-Chami odbiła się głośnym echem w środkach masowego przekazu w całym Libanie. Tłumy ciekawskich zaczęły przychodzić do jej domu. Proboszcz i lekarz rodzinny doradzali kobiecie, aby przeniosła się z rodziną w inne miejsce. Jednakże pewnej nocy podczas snu znowu pokazał się jej św. Charbel i powiedział: „Zoperowałem cię, aby ludzie się nawracali, widząc, że zostałaś cudownie uzdrowiona. Wielu ludzi oddaliło się od Boga, przestali się modlić, przystępować do sakramentów i żyją tak jakby Bóg nie istniał. Proszę cię, abyś uczestniczyła we Mszy św. w klasztorze Annaya 22 dnia każdego miesiąca. Na pamiątkę twojego uzdrowienia, do końca ziemskiego życia, w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz 22 dnia każdego miesiąca twoje pooperacyjne rany będą krwawić”.

Od tego czasu każdego miesiąca w wyznaczonym dniu uzdrowiona Nouhad przybywa do klasztoru w Annai, aby wraz z wielką rzeszą pielgrzymów uczestniczyć we Mszy św. i dziękować za cud uzdrowienia. Trzeba w tym miejscu odnotować jeszcze inne dziwne zjawisko: otóż obraz św. Charbela wiszący w domu Nouhad Al-Chami zaczął wydzielać pachnący olej o składzie, który w ogóle nie występuje w przyrodzie. Ponadto w ogrodzie państwa Al-Chami rósł duży dąb, który – jak mówi Nouhad – został pobłogosławiony przez św. Charbela, aby chorzy mogli wracać do zdrowia, pijąc wywar z jego liści.

W 1996 r. głośne stało się w Libanie cudowne uzdrowienie trzydziestoletniej Nadii Sader, matki dwójki dzieci. Była ona bardzo bogatą kobietą, uwielbiającą luksusowy i rozrywkowy styl życia. Pewnego dnia została całkowicie sparaliżowana, a przy tym, co jakiś czas nawiedzały ją straszne bóle. Nic nie pomagały pobyty w różnych europejskich klinikach ani wizyty u najlepszych specjalistów. Pobożna przyjaciółka doradziła chorej Nadii, aby przystąpiła do spowiedzi, przyjęła Komunię św. i modliła się o uzdrowienie za wstawiennictwem św. Charbela. Dała jej również do picia wywar z liści dębu z ogrodu Nouhad Al-Chami, który miał pobłogosławić św. Charbel, kiedy pokazał się jej we śnie.

Nadia początkowo z cynizmem odrzuciła te wszystkie propozycje, ale po kilku dniach wielkiego cierpienia zgodziła się. Najpierw pojednała się z Bogiem w sakramencie pokuty, potem przyjęła Komunię św. Zaczęła się również modlić, prosząc św. Charbela o wstawiennictwo u Boga. Po modlitwie zgodziła się wypić napar z liści pobłogosławionego dębu. Po pierwszym łyku poczuła straszny ból, zaczęła krzyczeć i zemdlała. Później wyznała, że przed omdleniem zobaczyła Najświętsze Serce Jezusa otoczone intensywnym światłem. Po tym widzeniu straciła świadomość, którą odzyskała dopiero po trzech dniach. Po przebudzeniu wstała sama z łóżka – okazało się, że jej paraliż całkowicie ustąpił. Nadia mogła rozpocząć normalne życie, ale już inne niż przed chorobą. Zrozumiała, że człowiek, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał, jest największym nędzarzem na kuli ziemskiej, chociażby posiadał wielkie dobra materialne. Od tego czasu codziennie odmawia różaniec, czyta Pismo św., regularnie przystępuje do sakramentów i jest całkowicie oddana mężowi, wychowaniu dzieci oraz potrzebującym pomocy.

Różnorodne historie cudownych uzdrowień wskazują na fakt, że – jak trafnie zauważył A. de Saint-Exupery, autor Małego Księcia – „to, co najważniejsze, jest niewidzialne dla oczu” – a więc powrót do Boga oraz trud życia wiarą, na co dzień. Główną misją św. Charbela było i jest uświadamianie ludziom, poprzez znaki i cuda, że Bóg istnieje, że czas naszego ziemskiego życia jest krótki i nie można go marnować, lecz trzeba go wykorzystać na dojrzewanie do miłości, bo w chwili naszej śmierci będzie się liczyła tylko miłość. „Chrystus wie, co jest w waszych sercach – mówił św. Charbel – i dlatego pragnie je przemieniać. Nie szukajcie prawdy poza Chrystusem. Kiedy Go poznacie, poznacie Prawdę i otrzymacie wolność i miłość. Chrystus pragnie, abyście byli wolni i nauczyli się kochać. Bądźcie pewni, że z Chrystusem zwyciężycie wszelkie zło”.

Święci są czytelnym znakiem obecności niewidzialnego Boga, kochają nas i działają mocą Jego miłości. Innymi słowy to sam Pan Bóg działa przez nich, apeluje do naszej wolności, pokazuje nam ostateczny sens i cel naszego ziemskiego życia – niebo. Wzywa nas do nawrócenia, byśmy porzucili drogę grzechu, która prowadzi do strasznej rzeczywistości piekła, i zachęca do wytrwałej, codziennej modlitwy, regularnej spowiedzi, częstej Eucharystii oraz do życia według zasad Ewangelii.

MODLITWA DO ŚW. CHARBELA

Święty Ojcze Charbelu, który wyrzekłeś się przyjemności światowych i żyłeś w pokorze i ukryciu w samotności eremu, a teraz przebywasz w chwale nieba, wstawiaj się za nami. Rozjaśnij nasze umysły i serca, utwierdź wiarę i wzmocnij wolę. Rozpal w nas miłość Boga i bliźniego.

Pomagaj w wyborze dobra i unikania zła. Broń nas przed wrogami widzialnymi i niewidzialnymi i wspomagaj w naszej codzienności. Za Twoim wstawiennictwem wielu ludzi otrzymało od Boga dar uzdrowienia duszy i ciała, rozwiązania problemów w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.

Wejrzyj na nas z miłością, a jeżeli będzie to zgodne z wolą Bożą, uproś nam u Boga łaskę, o którą pokornie prosimy, a przede wszystkim pomagaj nam iść codziennie drogą świętości do życia wiecznego. Amen.

ZNAK OGNIA

Raymond Nader, dyrektor libańskiej telewizji katolickiej Tele-Lumiere (www.telelumiere.com), od dziecka fascynował się tajemnicą Boga. Jako student próbował znaleźć naukowe wytłumaczenie aktu stworzenia, stawiał sobie najtrudniejsze teologiczne pytania dotyczące tajemnicy naszego zbawienia w śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa, misterium Eucharystii, Trójcy Świętej i innych zagadnień. Szukał na nie odpowiedzi nie tylko poprzez czytanie dzieł teologicznych, ale również w wytrwałej, codziennej modlitwie i kontemplacji.

Po zawarciu sakramentu małżeństwa i przyjściu na świat dzieci wzmożone obowiązki rodzinne w połączeniu z pracą zawodową, nie pozwalały mu poświęcać tyle czasu na życie wewnętrzne, co poprzednio. Nader wpadł jednak na bardzo oryginalny pomysł – kilka razy w ciągu roku wyjeżdżał do pobliskich klasztorów na całonocną modlitwę. Brał ze sobą Biblię oraz świece, aby wsłuchiwać się w głos Boga i w kontemplacji szukać Jego Oblicza. o godz. 22 żegnał się z żoną i dziećmi i jechał do wybranego eremu, aby tam w absolutnej ciszy rozważać teksty Pisma św. i modlić się przez całą noc. Dopiero nad ranem wracał do domu.

9 listopada 1994 r., w wigilię swoich 33 urodzin, Raymond Nader wybrał się do eremu Annaya (1350 m n.p.m.), gdzie św. Charbel Makhlouf spędził ostatnie 23 lata swojego życia sam na sam z Bogiem, osiągając szczyty świętości. Patrząc na rozgwieżdżone niebo, Raymond uświadomił sobie, że w konfrontacji z ogromem wszechświata z miliardami gwiazd i galaktyk nasza Ziemia jest nic nieznaczącą kruszynąa cóż dopiero on sam. W jego głowie pojawiły się pytania:, „Jaka jest moja rola w tym świecie? Czy rzeczywiście, jako istota rozumna i wolna, jestem dla Boga ważniejszy od całego materialnego wszechświata?”.

Zdawał sobie sprawę, że jeżeli może zaistnieć relacja miłości między człowiekiem a Bogiem, to każdy z nich musi odgrywać w niej bardzo ważną rolę. W przeciwnym razie nic już wtedy nie miałoby sensu. Ogarnięty tymi myślami ukląkł, zapalił pięć świec, ustawiając je w formie krzyża, i zaczął czytać oraz medytować przypowieść o talentach z Ewangelii wg św. Mateusza (25, 14-30).

Było dotkliwie zimno i zbliżała się północ. W pewnym momencie Raymond poczuł podmuch gorącego wiatru: w miarę upływu czasu jego siła i temperatura wzrosła do tego stopnia, że był zmuszony zdjąć z siebie nie tylko kurtkę, ale również sweter i koszulę. Uświadomił sobie, że to zjawisko tropikalnej wichury w listopadzie jest czymś niespotykanym. Równocześnie ze zdziwieniem stwierdził, że podmuchy wiatru zginały konary drzew, ale w niewytłumaczalny sposób omijały świece, które spokojnie paliły się dalej. Nie znajdował logicznego wytłumaczenia dla tego wszystkiego, co się wokół niego działo.

W pewnym momencie utracił zmysłowy kontakt z rzeczywistością i znalazł się w innym jej wymiarze. Tak opowiadał o tym niezwykłym doświadczeniu w jednym z programów libańskiej telewizji LBC: „Znalazłem się w innym świecie, którego piękno trudno wyrazić słowami.

Zostałem ogarnięty tajemniczym światłem i obecnością całkowicie bezinteresownej, czystej Miłości, która utrzymuje wszystko w istnieniu. Zrozumiałem: jest to jeden Bóg w trzech Osobach. Straciłem zmysłowy kontakt z materialnym światem, ale zdobyłem inny rodzaj poznania, widziałem i słyszałem w inny sposóbpełniejszy, duchowy. Kontemplowałem cudowną światłość, tak niesamowicie zachwycającą, że nie jestem w stanie słowami opisać tego doświadczenia. To światło objawiało i równocześnie zakrywało obecność niewidzialnego Boga. Stało się dla mnie oczywiste, że istnieje tylko Bóg, który jest miłością, i tylko On jest jedynym źródłem istnienia.

Owo tajemnicze duchowe światło przewyższało tysiące razy światło słońca, które w porównaniu z nim wydawało się światełkiem świecy. Światło to pomimo swojego ogromu było przyjazne, niosło ze sobą słodycz miłości, radość i pokój. Nie można patrzeć w słońce gołym okiem, natomiast w to boskie światło można było patrzeć bez przerwy, nie tracąc zachwytu nad jego fascynującym pięknem. Światło to miało krystaliczny kolor. Otaczało mnie i równocześnie przenikało, wypływało nie z jednego punktu, lecz ze wszystkich stron. Zdumiony i zachwycony pytałem się siebie: »czy nie jest to sen?«. Jednak Obecność odpowiedziała mi: »Nie, to nie jest sen.« Dopiero teraz jesteś w pełni świadomy i trzeźwym Odpowiedź była jasna i zrozumiała, dotarła do mnie bez słów i jakiegokolwiek dźwięku. Zacząłem dalej pytać: »Kim jesteś? Gdzie ja jestem?«. Odpowiedź była natychmiastowa: »Ja jestem i jestem wszędzie«. Wtedy dotarło do mnie przesłanie: »To Ja jestem Miłością, której doświadczasz«.

b5Odcisk palców na

ramieniu Raymonda Nadera

A więc to Bóg w Trójcy jedyny jest Miłością, którą BógCzłowiek Jezus Chrystus nam objawił w tajemnicy swojej śmierci i Zmartwychwstania i którą pragnie obdarować każdego człowieka. Stało się dla mnie oczywiste, że Bóg w Trójcy jedyny zna wszystkie moje myśli i kocha mnie bezinteresowną miłością, ofiarowując mi swoje nieskończone miłosierdzie, aby podnosić mnie z każdego upadku i przebaczać wszystkie moje grzechy. Boża miłość napełniała mnie niewypowiedzianym szczęściem i pokojem.

Dopiero w jej świetle poznałem całą moją niedojrzałość, grzeszność, egoizm i równocześnie pewność, że tylko wtedy będę dojrzewał do miłości, gdy pozwolę Chrystusowi, aby prowadził mnie w codziennym życiu i pomagał mi zwalczać moje wady.

W pewnym momencie zauważyłem, że to moje doświadczenie obecności Boga i tajemniczego światła zaczęło zanikać. Jednocześnie pojawił się we mnie lęk, że utracę świadomość i życie. Dlatego zacząłem się modlić: »Proszę Cię, Panie, nie odchodź, zabierz mnie ze sobą«. Wtedy Pan – jestem przekonany, że był to Jezus Chrystus – dał mi do zrozumienia, że zawsze jest i nieustannie będzie ze mną.

Moje zmysły zaczęły na nowo funkcjonować, odzyskałem słuch i zdolność widzenia. Miałem jednak wrażenie, jakbym na nowo został uwięziony w ciele. Z powodu przenikliwego zimna musiałem się natychmiast ubrać. Uświadomiłem sobie, że od momentu, kiedy rozpocząłem modlitwę, minęły już cztery godziny; świece całkowicie się wypaliły, a mnie się zdawało, że trwało to wszystko tylko jedną chwilę. Nie mogłem znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia dla tego, co się wydarzyło. Wstałem, wziąłem Biblię i poszedłem do samochodu. Kiedy przechodziłem obok figury św. Charbela, która stała na dziedzińcu klasztornym, nagle poczułem w lewej ręce silny ból.

Moje ramię stawało się coraz gorętsze. Dopiero w samochodzie podwinąłem rękaw, aby sprawdzić, co się stało. Wtedy ze zdumieniem zauważyłem na swojej skórze wyraźny odcisk pięciu palców, jakbym został przypalony czyjąś gorącą dłonią. Po jakimś czasie znamię to przestało mnie boleć, odczuwałem tylko ciepło w tym miejscu. Nadal jednak nie mogłem zrozumieć, w jaki sposób te pięć palców odcisnęło się na moim ramieniu. Pokazałem ten znak swojej żonie, aby się upewnić, że nie jest to tylko jakieś moje przywidzenie. W końcu zrozumiałem, że w ten sposób św. Charbel dał mi jasne potwierdzenie autentyczności mojego doświadczenia w eremie Annaya w nocy z 9 na 10 listopada 1994 r. – że nie był to sen lub jakieś moje urojenie. Udałem się wówczas do arcybiskupa Bejrutu Abiego Nadera i opowiedziałem mu o wszystkim. Po wysłuchaniu mnie biskup polecił lekarzom, aby zbadali ten tajemniczy odcisk na moim ramieniu”.

Specjaliści różnych dziedzin medycyny badali rękę Raymonda Nadera. Był wśród nich również sławny libański chirurg – dr Nabił Hokayem, który potwierdził, że ów odcisk pięciu palców na ramieniu Raymonda to ślad po oparzeniu II i III stopnia, a jego przyczyna jest nieznana. Również nie znaleziono medycznego wytłumaczenia na to, dlaczego oparzelina po kilku minutach w ogóle przestała boleć, czemu nie pojawiła się na niej żadna infekcja oraz dlaczego była ona czerwonego koloru (oparzenia mają zwykle barwę szarą albo czarną). Lekarze ponadto stwierdzili, -że rana się nie zabliźniała, tak jak każda rana skóry. Fakt ten wykluczał hipotezę celowego zadrapania. Na skórze ramienia Raymonda widać było wyraźnie przypalenie pięciu palców. Nader jest przekonany, że to św. Charbel odcisnął na nim swoją rękę, aby dać mu pewność, że jego doświadczenie obecności Boga było tak realne, jak znak na jego ramieniu. Rany te całkowicie zniknęły po pięciu dniach, nie pozostawiając żadnych blizn.

W lipcu 1995 r., w dniu liturgicznego wspomnienia św. Charbela, podczas procesji w klasztorze Annaya obok Raymonda pojawił się wiekowy mnich z kapturem na głowie. Nader nie widział jego twarzy, ale usłyszał wewnętrzny głos, który przekazał mu pierwsze orędzie św. Charbela.

Po skończonym przekazie zakonnik zniknął, a Nader poczuł na swoim ramieniu taki sam ból jak pamiętnego 9 listopada 1994 r. Okazało się, że na nowo, w tym samym miejscu, co poprzednio, pojawiła się na jego ręce oparzelina w kształcie dłoni. Raymond zrozumiał, że jest to znak od Świętego Pustelnika.

Od tej pory, co pewien czas Nader otrzymuje od św. Charbela specjalne orędzie do przekazania ludziom. Za każdym razem orędziom tym towarzyszy pojawienie się odciśniętych palców na ramieniu Raymonda. Orędzia owe są najpierw przekazywane do oceny władzom kościelnym, a dopiero później ludziom.

Do ubiegłego roku zostały przekazane 22 orędzia św. Charbela. Wzywają one ludzi do powrotu do Boga oraz do tworzenia cywilizacji miłości przez modlitwę, pokutę i miłość bliźniego.

oprac. ks. Mieczysław Piotrowski

(wg. Bogusława Kiernickiego, dla www.niedziela.pl)

crmBł. Anna Katarzyna Emmerich (1774 – 1824) urodziła się 8 września w 1774 roku w bardzo ubogiej chłopskiej rodzinie w wiosce Flamske, w diecezji Münster w Westfalii, w północno-wschodnich Niemczech. W domu było ich dziewięcioro, dlatego plony z uprawianej lichej ziemi z trudem wystarczały na utrzymanie tak licznej rodziny. Do szkoły chodziła tylko parę tygodni. W jej domu panowała za to atmosfera modlitwy i zdrowej pobożności. Już, jako dziewczynka doświadczała łask mistycznych: ukazywał jej się Pan Jezus i Matka Boża; ona sama uważała te doświadczenia za coś zwyczajnego. Myślała wtedy, że także inne dzieci mają podobne wizje.

(A. Myoer, 1895)

W wieku dwunastu lat zaczęła pracować, jako służąca. Po wielu trudnościach spowodowanych przez ubóstwo i sprzeciw rodziny wobec wyboru życia zakonnego. W swoim sercu odczuła, ze Bóg wzywa ją do życia całkowicie poświęconego dziełu zbawiania ludzi. Nie mogła jednak od razu wstąpić do klasztoru, gdyż nie miała odpowiedniego posagu. Z tego powodu została służącą w pewnej rodzinie. Swoje codzienne obowiązki wykonywała z wielkim oddaniem.

W końcu 1802 r., w wieku 28 lat, wstąpiła do klasztoru Augustianek w Zgromadzenia Sióstr Augustianek w Agnetenbergu. Śluby złożyła po roku nowicjatu – 13 listopada 1803 r. Jak sama powiedziała: „Oddałam się zupełnie niebieskiemu Oblubieńcowi, a On czynił ze mną według swojej woli”. W zakonie była surowo traktowana. Tylko dzięki wielkiej pomocy od Pana znosiła cierpliwie wszystkie trudności i upokorzenia.

W grudniu 1811, w okresie wojen napoleońskich, jej klasztor został poddany przymusowej laicyzacji. Musiała go opuścić wraz z innymi siostrami. Przygarnął ją do siebie francuski ksiądz J. M. Lambert. W tym czasie bardzo poważnie zachorowała i została całkowicie sparaliżowana. Już przed wstąpieniem do klasztoru, mając 24 lata, głowę Anny Katarzyny naznaczyło znamię korony cierniowej, otrzymała stygmaty korony cierniowej, na jej głowie pojawiły się rany, które ukrywała pod noszoną stale opaską.

Pod koniec 1812 r. doznała pełnej stygmatyzacji i przez to wiele upokorzeń związanych ze szczegółowymi badaniami, które w końcu wykazały autentyczność jej stygmatów, a prowadzący badania lekarskie dr F. Wesener doznał łaski nawrócenia.

Postać Katarzyny stawała się coraz bardziej głośnia. Do celi klasztornej, w której mieszkała, przybywali ludzie z całych Niemiec.

Ostatnie 11 lat jej życia to okres głębokiego cierpienia i wizji, koncentrujących się na Chrystusie i Matce Bożej, czas odżywiania się wyłącznie codzienną Komunią św. i wodą.

Jak wspominała 29 grudnia 1812 r., gdy na jej rękach i nogach pojawiły się wyraźne stygmaty ran Ukrzyżowanego, a na boku obficie krwawiąca rana w kształcie krzyża. Tę chwilę tak wspominała: „Było to trzy dni przed Nowym Rokiem, mniej więcej o godzinie trzeciej po południu. Rozważałam właśnie Mękę Pańską, prosząc Pana Jezusa, by mi pozwolił uczestniczyć w tych strasznych cierpieniach, a potem zmówiłam pięć Ojcze nasz na cześć pięciu świętych ran… Nagle ogarnęła mnie światłość. Widziałam Ciało Ukrzyżowanego, żywe, świetliste, z rozkrzyżowanymi ramionami, lecz bez krzyża. Rany jaśniały jeszcze silniejszym blaskiem niż reszta Ciała. W sercu czułam coraz większe pragnienie ran Jezusowych. Wtedy najpierw z Jego rąk, a potem z boku i nóg wyszły czerwone promienie, które niczym strzały przeszyły moje ręce, bok i nogi”.

Oprócz łaski stygmatów Anna Katarzyna Emmerich od 4 roku życia miała dar widzenia spraw nadprzyrodzonych, dotyczących męki i śmierci Pana Jezusa, życia Najświętszej Maryi Panny, świętych i uroczystości kościelnych, w których skromna, niewykształcona wieśniaczka wykazywała zadziwiającą znajomość topografii, szczegółów archeologicznych i historycznych, objawionych jej w wizjach wypadków. Najpierw próbowała spisywać je sama, jednak czuła, że to zadanie przerasta jej możliwości.

Kiedy dowiedział się o tym wybitny niemiecki pisarz doby romantyzmu – Klemens Brentano, odwiedził ją, pod jej wpływem nawrócił się i w rezultacie lata 1818-24 spędził przy łożu stygmatyczki, spisując jej relacje.

Przychodził dwa razy dziennie, kopiując notatki z jej pamiętnika, a następnie pokazywał jej to, co sam napisał, by mieć pewność, że wiernie oddał jej słowa. „Wiem, że gdyby nie ten pielgrzym – mawiała Anna Katarzyna o Klemensie Brentano – już dawno bym umarła. Jednak najpierw on musi wszystko spisać, bo moje wizje są darem Boga dla ludzi”.

Z kolei Brentano tak wspominał te spotkania: „Nie widziałem w jej twarzy czy spojrzeniu cienia wzburzenia czy egzaltacji. Wszystko, co mówiła, było zwięzłe, proste i spójne, a zarazem pełne życia i miłości”.

Anna Katarzyna Emmerich zmarła 9 lutego 1824 r., po okresie szczególnie dotkliwych cierpień. Jak zapisał Brentano, mimo że sama cierpiała, w swych ostatnich chwilach „modliła się przede wszystkim za Kościół i za wszystkich umierających”. Jednak, jak wspominał jej spowiednik, „tego dnia bardzo pragnęła śmierci i często wzdychała: «Przyjdź już, Panie Jezu!»”. Odeszła w opinii świętości. Na jej pogrzeb przybyła cała okoliczna ludność, a gdy po kilku tygodniach otworzono grób, jej ciało było nieskażone.

Po śmierci Anny Katarzyny Klemens Brentano zebrał i uporządkował zapiski, a następnie opublikował je pod tytułem Bolesna męka Jezusa Chrystusa (1833). Kilkanaście lat później – w 1852 r. Bentano wydał kolejną książkę opartą na jej widzeniach i zatytułował ją Życie Najświętszej Maryi Panny. Książki te, przełożone na język polski już w XIX wieku, były wielokrotnie wznawiane, a w ostatnim czasie w związku z popularnością filmu Mela Gibsona Pasja przeżywają swój prawdziwy renesans.

Proces beatyfikacyjny Anny Katarzyny Emmerich, rozpoczęty pod koniec XIX wieku, został na nowo podjęty w 1972 r. Stolica Apostolska w 2001 r. ogłosiła dekret uznający heroiczność jej cnót, a w lipcu 2003 r. – dekret o autentyczności cudu za jej wstawiennictwem, otwierając tym samym drogę do wyniesienia jej na ołtarze. Kilka miesięcy temu Ojciec Święty ogłosił, że jest jego wolą, żeby jeszcze w tym roku nastąpiła beatyfikacja tej wielkiej Mistyczki, bo – jak powiedział już wcześniej, w czasie pielgrzymki w jej ojczyste strony – „przez swoje szczególne powołanie mistyczne Anna Katarzyna Emmerich uzmysławia nam wartość ofiary i współcierpienia z ukrzyżowanym Panem”.

Jej modlitwa stawała się jeszcze bardziej naznaczona specjalnym działaniem Boga. Pan Jezus wybrał ją, by się do Niego upodobniła i to w tajemnicy Jego Męki, którą nieustannie rozważała. Przed jej oczyma przesuwały się kolejne sekwencje okrutnego cierpienia Pana, które na podstawie jej słów zostały spisane przez poetę i pisarza Klemensa Brentano.

Tak powstała bardzo znana książka Bolesna Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według widzeń świątobliwej Anny Katarzyny Emmerich. Zamieszczony w niej opis stał się głównym źródłem inspiracji do powstania filmu Mela Gibsona „Pasja”.

Podczas pełnej cierpienia choroby, Katarzyna otrzymała całkowitą stygmatyzację, gdy pojawiły się rany na jej rękach i nogach oraz rana przebitego boku. Przez 11 lat karmiła się jedynie codzienną Komunią św. i przyjmowaną wodą.

Wieść o stygmatyczce rozeszła się po całych Niemczech. Osoby, które ją odwiedzały, często otrzymywały łaskę wiary oraz wewnętrznej przemiany dotychczasowego życia. Swoim heroicznym przykładem głosiła ludziom prostym i wykształconym, biednym i bogatym, że dzięki Chrystusowym ranom zostaliśmy uzdrowieni (por. 1 P 2, 24) . Błogosławiona zmarła 9 lutego 1824 roku.

Jan Paweł II beatyfikował ją 3 października 2003 roku, na rozpoczęcie Roku Eucharystii.

Powiedział wtedy:

Bł. Anna Katarzyna Emmerich kontemplowała „bolesną mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa” i doświadczała jej w swoim ciele. Dziełem Bożej łaski jest to, że córka ubogich rolników, żarliwie szukająca bliskości Boga, stała się znaną mistyczką. Jej ubóstwo materialne stanowi kontrast z bogactwem życia wewnętrznego. Zdumiewa nas cierpliwość, z jaką znosiła dolegliwości fizyczne, a także wywiera na nas wrażenie siła charakteru nowej błogosławionej oraz jej wytrwałość w wierze.

Za jej przyczyną módlmy się za naszych bliskich chorych, a także za osoby cierpiące na całym świecie, by tak jak Anna Katarzyna potrafiły czerpać siły z kontemplacji Jezusa umęczonego, który jest naszym Zbawicielem.

OD NAJMŁODSZYCH LAT BÓG DAŁ JEJ WIZJE, DZIĘKI, KTÓRYM SAMA ZROZUMIAŁA I PRZEKAZAŁA INNYM TAJEMNICE WIARY.

Na podstawie jej wizji dokonano odkryć archeologicznych (m.in. odnaleziono dom Matki Bożej w Efezie), a Mel Gibson zrealizował swój film Pasja.

Ani badania kościelne z 1813 r., ani niezwykle brutalne badania naukowe przeprowadzone w roku 1819 na polecenie władz Królestwa Pruskiego, nie zdołały udowodnić oszustwa w kwestii stygmatów i nie przyjmowania pokarmów przez Annę Katarzynę.

PASJONUJĄCA BIOGRAFIA BŁ. ANNY KATARZYNY EMMERICH (1774-1824) – MNISZKI Z DÜLMEN, JEDNEJ Z NAJBARDZIEJ NIEZWYKŁYCH POSTACI W DZIEJACH KOŚCIOŁA I MISTYKI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ.

Anna Katarzyna Emmerich:

  • Od dziecka obdarzona była łaską proroctwa,
  • Przez dwanaście lat nosiła na sobie stygmaty, znaki Męki Jezusa Chrystusa,
  • W każdy piątek przeżywała cierpienia Jego Męki i w swych wizjach widziała wydarzenia całej historii świata i zbawienia,
  • W swych objawieniach prowadzona była na wysokości nieba i w otchłanie piekła,
  • Przykuta do łoża, doświadczona w ogniu cierpienia, nieustannie pomagała wszystkim, którzy potrzebowali jej wsparcia,
  • Walczyła z szatanem,
  • Spieszyła z pomocą duszom cierpiącym w czyśćcu i zagubionym grzesznikom na ziemi.

O. Thomas Wegener, augustianin, pochodził z rodzinnych stron Anny Katarzyny Emmerich. Był postulatorem w jej procesie beatyfikacyjnym i założycielem muzeum Anny Katarzyny w Dülmen. Osobiście poznał wielu naocznych świadków niezwykłego życia wizjonerki.

(na podstawie materiału zaczerpniętego ze strony: www.gobbi.pl)

1Ks. Stefano Gobbi urodził się 22 marca 1930 roku. Modląc się w Fatimie za kapłanów, którzy utraciwszy wiarę zamierzali szkodzić Kościołowi, otrzymał od Matki Bożej natchnienie założenia Kapłańskiego Ruch Maryjnego, który duchowo wzmocniłby kapłanów.

Odtąd KRM tworzy zastęp wierny poleceniom Matki Bożej i przyczyniający się do Jej tryumfu w świecie dla utorowania drogi przychodzącemu Chrystusowi. Ruch ten nie posiadając żadnych formalnych struktur w szybki sposób rozprzestrzenił się na całym świecie. Każdego roku, w okresie trwania objawień ks. Gobbi oraz grupa jego współpracowników odwiedzała Ojca Świętego Jana Pawła II, modląc się z nim podczas wspólnej celebracji Eucharystii.

W roku 1998 po zakończeniu publicznych objawień (otrzymywanych w formie wewnętrznego słyszenia Matki Bożej) ks. Stefano Gobbi złożył swe pisma w Kongregacji Nauki Wiary, przedstawiając je do oceny.

Po 10 latach otrzymał odpowiedź sugerującą, iż we wstępie powinien napisać, że są to jego własne przemyślenia. Ks. Gobbi nie zgodził się na to, gdyż nie mógł zaprzeć się otrzymanego charyzmatu.

Książka „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej” otrzymała imprimatur kardynała Ruiza.

Ks. Stefano Gobbi, założyciel Kapłańskiego Ruchu Maryjnego oraz Ruchu Maryjnego dla osób świeckich, zmarł w Mediolanie, we Włoszech, o godzinie 15.00 dnia 29 czerwca 2011 r., w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Od 19 czerwca był hospitalizowany w następstwie przebytego ataku serca. Wszyscy krajowi i regionalni przewodniczący Kapłańskiego Ruchu Maryjnego zebrali się na corocznych rekolekcjach w Sanktuarium Miłości Miłosiernej w Collevalenza, we Włoszech w dniach od 26 czerwca do 2 lipca. Ciało Ks. Gobbiego zostało przewiezione z Mediolanu do Collevalenza 30 czerwca, gdzie Mszy świętej przewodniczył kardynał Dias Ivan. Tego samego dnia ciało przeniesiono do Dongo (Como) we Włoszech, do miejsca jego urodzenia. Msza święta pogrzebowa została odprawiona w pierwszą sobotę miesiąca, 2 lipca, we wspomnienie Niepokalanego Serca Maryi.

Źródła Kapłańskiego Ruchu Maryjnego

8 maja 1972 roku ksiądz Stefano Gobbi uczestniczy w pielgrzymce do Fatimy. Modli się w małej kaplicy objawień za kilku kapłanów, którym nie wystarcza, że zdradzili osobiście swoje powołanie, lecz usiłują łączyć się w stowarzyszenia, buntujące się przeciw autorytetowi Kościoła. Wewnętrzna siła popycha go do zaufania miłości Maryi. Matka Boża – posługując się nim, jako pokornym i ubogim narzędziem – zgromadzi wszystkich kapłanów, którzy przyjmą zaproszenie do poświęcenia się Jej Niepokalanemu Sercu, do trwania w głębokiej jedności z Papieżem i Kościołem z nim zjednoczonym, do prowadzenia wiernych do bezpiecznego schronienia się w Jej matczynym Sercu. W ten sposób zostanie stworzony mocny zastęp, który rozszerzy się we wszystkich częściach świata. Nie rozwinie się on przy pomocy ludzkich środków propagandy, lecz dzięki nadprzyrodzonej sile – płynącej z ciszy, modlitwy, cierpienia i stałej wierności obowiązkom.

Ksiądz Stefano prosi wewnętrznie Matkę Bożą o mały znak, który służyłby, jako potwierdzenie. Zostanie mu on dany przed końcem miesiąca w Nazarecie w Sanktuarium Zwiastowania. Źródła Kapłańskiego Ruchu Maryjnego znajdują się w tym prostym, wewnętrznym natchnieniu, jakie ks. Gobbi otrzymał na modlitwie w Fatimie.

Co jednak należało konkretnie zrobić? W październiku tego samego roku zostanie podjęta nieśmiała próba w czasie modlitewnego przyjacielskiego spotkania trzech kapłanów w parafii w Gera Lario (w miejscowości Como we Włoszech). Wiadomość o Ruchu umieszczono w licznych dziennikach i czasopismach katolickich.

W marcu 1973 liczba kapłanów zapisanych do Ruchu sięga 40. We wrześniu 1973 w San Vittorino, niedaleko Rzymu, ma miejsce pierwsze narodowe spotkanie, w którym uczestniczy 25 kapłanów – na 80 już zapisanych.

W 1974 rozpoczynają się pierwsze Wieczerniki modlitwy i braterstwa kapłanów i wiernych. Rozszerzają się one stopniowo w Europie i we wszystkich częściach świata. Do końca 1990 roku ks. Stefano Gobbi odwiedził wielokrotnie pięć kontynentów, aby przewodniczyć Wieczernikom regionalnym. Leciał więcej niż 600 razy samolotem, podjął liczne wyprawy samochodem i pociągiem. Wziął udział w 1446 Wieczernikach, w tym w 693 w Europie, 485 w Ameryce, 97 w Afryce, 91 w Azji i 80 w Oceanii. Dowodzi to, że w ciągu 20 lat K.R.M. rozszerzył się w cudowny sposób po całym świecie.

PONIŻEJ PRZEDSTAWIONY JEST OSTATNI CYKL ORĘDZI PRZEKAZANYCH KS GOBBIEMU, orędzi roku 1997, zamykający i wyczerpujący pod względem merytorycznym.

ORĘDZIA NIEPOKALANEJ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY, roku 1997

JEZUS CHRYSTUS JEST JEDYNYM ZBAWICIELEM

Mediolan 1.01.1997, Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi i światowy dzień modlitw o pokój

587 Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem

  • Dzisiaj rozpoczynacie nowy rok świętując uroczystość waszej Mamy Niebieskiej i rozważacie tajemnicę Mego Bożego macierzyństwa. Jestem prawdziwą Matką Boga, gdyż Syn, któremu dałam ciało i krew przez Jego ludzkie poczęcie, jest Słowem odwiecznym Ojca, jest prawdziwym Bogiem.

  • Na początku było Słowo, to znaczy od wieczności Słowo jest w łonie Ojca jako Jego Syn Jednorodzony, zrodzony, nie stworzony, Jemu współistotny. Jest Bogiem wszechmogącym, wszechwiedzącym, wiecznym.

  • Słowo było u Boga, jako Jego Obraz doskonały, odblask Jego chwały, Słowo wieczne i istniejące – Syn, w którym za zawsze Ojciec ma upodobanie.

  • Słowo było Bogiem. Przez Nie wszystko zostało stworzone; każda rzecz, która istnieje we wszechświecie nosi Jego niezatarte znamię.

  • Słowo stało się ciałem i przyszło zamieszkać pośród nas. Zostałam wybrana na Matkę, aby dać ludzką naturę Słowu. Stałam się w ten sposób prawdziwą Matką Boga.

  • Mój Syn Jezus, na kilka chwil przed śmiercią, dał Mnie jako Matkę wam wszystkim. Spełniam Moje macierzyńskie zadanie wobec was, prowadząc was do zrozumienia tajemnicy Jego Boskiej Osoby.

  • Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem.

  • Jest Bogiem z nami.

W tajemnicy świętego Narodzenia rozumiecie, jaką miarę uniżenia się Bóg wybrał, aby zjednoczyć się z wami wszystkimi. Przyjął ludzką naturę. Narzucił sobie ograniczenie czasu i przestrzeni. Narodził się jak każde inne stworzenie. Został złożony w żłobie. Żył według rytmu każdego bytu ludzkiego. Stał się dzieckiem, jak wy. Wzrastał w wieku dziecięcym i młodzieńczym. Doznawał wszystkich wam właściwych uczuć. Był wrażliwy na miłość, a ranił Go ból. Cieszył się z powodu przyjaciół, cierpiał z powodu nieprzyjaciół.

  • Jest Bogiem z nami.

Wybrał solidarność z nami we wszystkim, za wyjątkiem grzechu, z miłości, którą Bóg ma do Swoich stworzeń. Przez Boga stał się człowiekiem, aby stać się jedynym Zbawicielem człowieka. I tak zostałam powołana do tego, aby stać się Matką Odkupiciela, zjednoczoną w sposób szczególny z Nim w bolesnym dziele waszego zbawienia.

  • Jest Bogiem w nas.

Drogocennym owocem Jego zbawczego dzieła jest powrót człowieka do pełnej wspólnoty życia z Bogiem. Bóg może żyć w was ze Swoją miłością, Swoją Łaską, ze Swoim własnym życiem. Bóg stał się człowiekiem, aby żyć w życiu każdego człowieka. W ten sposób ludzkość jest ponownie prowadzona do pełnej jedności ze swoim Stwórcą i Zbawicielem.

  • Moje matczyne zadanie polega na doprowadzeniu was wszystkich do Jezusa Chrystusa, waszego Boga i Odkupiciela. Tylko dzięki temu ludzkość będzie mogła cieszyć się nieocenionym dobrodziejstwem pokoju.

Jezus jest waszym pokojem: pokojem między Bogiem i ludzkością; pokojem między wami wszystkimi wezwanymi do tego, abyście byli dziećmi Boga, które mają stanowić jedną rodzinę.

  • Pokój jest owocem miłości. Pokój rodzi się z dobrej woli. Pokój prowadzi do zgody i do braterstwa wszystkich.

  • Dla utworzenia prawdziwego pokoju jest konieczne przyjęcie Jezusa Chrystusa, który jest Królem pokoju.

«Tym, którzy Je przyjęli, Słowo dało moc, byśmy się stali dziećmi Bożymi: tym, którzy wierzą w Jego Imię, którzy nie z woli krwi ani z woli ciała, ani z woli człowieka, lecz przez Boga zostali zrodzeni.» (J 1,12-13)

  • W ciągu tego roku, w którym rozpoczynacie przygotowanie duchowe do wielkiego Jubileuszu, zapraszam was do podążania za Mną drogą bardzo głębokiego zrozumienia tajemnicy Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga i Króla wiecznej chwały.

  • Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem.

  • Jego Słowo, zawarte w Ewangelii, prowadzi was do zbawienia, jest bowiem słowem Prawdy i Życia. Doprowadzę was do pełnego zrozumienia Jego Boskiego Słowa; sprawię, że pokochacie Ewangelię Mego Syna Jezusa i będziecie nią żyli.

  • Chcę doprowadzić was do miłowania Jezusa, Moim własnym Sercem Mamy. W tym celu proszę was o poświęcenie się Memu Niepokalanemu Sercu. Tak Ja przygotuję was do przyjęcia Go z radością, kiedy Jezus Chrystus powróci w blasku Swojej chwały.

  • Wtedy także wy, Moje małe dzieci, będziecie mogły zobaczyć Jego chwałę, chwałę Jednorodzonego Ojca, pełnego łaski i prawdy. (J 1,14)

  • W tym dniu patrzę na was ze szczególną matczyną miłością i błogosławię was wszystkich w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Vacello (Szwajcaria) 2.02.1997, Święto Ofiarowania Pańskiego. W przeddzień podróży do Ameryki Południowej

588 Na drodze błogosławieństw

  • Patrzcie na Mnie w chwili, gdy ofiarowuję w Jerozolimskiej Świątyni dziecię Jezus. Jest tak mały, delikatny, kruchy. Zaledwie przed 40 dniami się narodził. Niosę Go w Moich ramionach, przyciskam Go z miłością do serca. Wpatruję się w ekstazie w Jego oczy, które patrzą na Mnie i ogarniają Mnie Swoim Boskim światłem.

  • Tak wchodzę prowadzona przez Niego na drogę Błogosławieństw.

  • Błogosławieni ubodzy w duchu.

  • Pan, Bóg wszechmogący i wszechwiedzący, jest cały obecny, prawie całkowicie uniżony pod postacią Mojego małego Dziecka.

  • Rodzi się w wielkim ubóstwie, w Grocie; zostaje złożony w żłobie; przeżywa Swe pierwsze dni życia w miejscu ubogim i pustym. Teraz prowadzę Go do Świątyni Pana, podtrzymywana przez Mego najczystszego małżonka Józefa i składamy w ofierze za Jego wykupienie dwa małe gołąbki, co jest ceną ustaloną dla ubogich ludzi.

  • Błogosławieni, którzy się smucą.

  • Kiedy Kapłan oddaje Mi Dziecko i składa Je w Moje ramiona, starzec Symeon, oświecony przez Ducha Pańskiego, ujawnia Mojej duszy, iż Jego zamysłem jest przede wszystkim plan wielkiego cierpienia: «Oto Ten, który jest tutaj na upadek i powstanie wielu w Izraelu, znak sprzeciwu, aby zostały ujawnione zamysły wielu serc. A także Tobie miecz przeniknie duszę» (Łk 2,34-35). Jako Mama jednoczę się z Nim na drodze cierpienia.

  • Błogosławieni cisi.

  • Rozważajcie w tym Moim Dziecku odblask łagodności i dobroci. Jego ręce otwierają się w Boskiej pieszczocie nad każdym ludzkim cierpieniem; Jego oczy sprawiają, że zstępuje Światłość na każdy cień grzechu i zła; Jego stopy się kształtują, aby przemierzać drogi jałowe i niepewne, aby szukać oddalonych, znaleźć zabłąkanych, wspierać potrzebujących, uzdrawiać chorych, przyjmować grzeszników, dawać wszystkim nadzieję i zbawienie. Jego Serce bije uderzeniami Boskiej miłości dla uformowania we wszystkich sercach [zdolności] do łagodności i współczucia.

  • Błogosławieni miłosierni.

  • Zobaczcie w Dziecięciu, które niosę do Świątyni Jego chwały, Miłość miłosierną Ojca, która stała się Człowiekiem. Ojciec tak umiłował świat, że dał mu Swego Syna Jednorodzonego, aby mógł być zbawiony przez Niego. Zatem w delikatnym wyglądzie tego Dziecięcia rozważajcie ofiarę, wybraną i przygotowaną, która będzie musiała być złożona za wasze zbawienie. To On przynosi na świat Miłość miłosierną Ojca. On jest Miłością miłosierną, odnawiającą serca wszystkich.

  • Błogosławieni czystego serca.

  • Bóg jest obecny w Moim Dziecku, Jezusie. Jego serce jest sercem Boga. Przyjął ode Mnie ludzką naturę, ale Jego Osoba jest Boska. Tak więc serce, które bije w tym Dziecku, jest sercem samego Boga. Zobaczcie Boga w Synu, którego noszę w Moich matczynych ramionach. Posłuchajcie bicia serca Boga w Jego pulsującym sercu i nauczcie się miłować. Czystość serca rodzi się w doskonałości miłości. Dlatego tylko ten, kto kocha, może dojść do czystości serca, i tylko ten, kto jest czysty sercem, może Boga oglądać.

  • Błogosławieni pokój czyniący.

  • Oto do was należy Dziecię, które jest samym Pokojem. Jego imię to Pokój. Jego misja polega na przyniesieniu pokoju między Bogiem a ludzkością. Jego zadaniem jest doprowadzenie do pokoju wszystkich. Tylko On może przynieść pokój i może uczynić pełnymi pokoju serca wszystkich powołanych do tworzenia części jednej jedynej rodziny dzieci Bożych. Jeśli świat to odrzuci, nie zazna nigdy pokoju.

  • Błogosławieni prześladowani z powodu sprawiedliwości.

  • Zobaczcie w tym Dziecku ofiarę, wezwaną do przemierzania drogi odrzucenia i prześladowania. Od dziecka musi uciekać na wygnanie, bo Herod rozkazuje Go zabić; od młodości żyje w ubogim domu i oddaje się pokornej i uciążliwej pracy; w czasie Swej publicznej misji napotyka na sprzeciwy; jest usuwany w cień i zagrożony, aż zostaje ujęty, osądzony i skazany na śmierć. On jest tym prześladowanym i uderzonym, który niesie uleczenie wszystkim.

  • Dlatego dzisiaj, kiedy Go niosę w Moich ramionach do Świątyni Jego chwały, patrzę w Jego oczy, w których ujawnia się światło nieskończonej szczęśliwości.

  • On jest jedynym szczęściem dla was. To On wam wskazuje drogę błogosławieństw, którą każdy powinien przemierzyć, by osiągnąć zbawienie i pokój. Odwieczne Słowo Ojca jest obecne pod rysami tego małego Dziecka, które wam wytycza drogę Prawdy i Życia. To jest Syn Jednorodzony, w którym Ojciec odwiecznie sobie upodobał. To Syn Matki Dziewicy, którego dziś niosę do Świątyni Jego chwały i wszystkim wam powtarzam: słuchajcie Go.

  • Mój mały synu, to wigilia długiej i męczącej drogi, którą musisz odbyć dla Mnie do każdego narodu Ameryki Łacińskiej. Nie obawiaj się o program tak uciążliwy, który ci przygotowano. Moi Aniołowie Światłości są blisko ciebie w każdej chwili i w twojej słabości ujawni się jeszcze wyraźniej potęga twojej Niebieskiej Mamy. Doprowadź wszystkich do schronienia Mego Niepokalanego Serca, abym mogła wam pomóc w przemierzeniu trudnej drogi waszych błogosławieństw.

Caracas, (Wenezuela), 11.02.1997, Wspomnienie Matki Bożej z Lourdes

589 Niepokalane Poczęcie

  • Dzisiaj, w wielkim Wieczerniku urządzonym na stadionie tego miasta, wspominacie rocznicę Mojego objawienia się Lourdes. Ukazałam się jako Niepokalane Poczęcie. Chciałam potwierdzić Moimi słowami wielki przywilej, którego Pan Mi udzielił, chroniąc Mnie przed potęgą szatana i grzechu już w momencie ludzkiego poczęcia. Zostałam poczęta bez grzechu pierworodnego.

  • Jestem Niepokalanym Poczęciem.

  • Ojciec odzwierciedla we Mnie doskonały plan, który miał w chwili stwarzania całego świata. Syn bierze ode Mnie ciało i krew przez Swe ludzkie zrodzenie, przyjmując naturę, która ani przez chwilę nie była poddana potędze Złego. Pełnią wszystkich Swoich darów Duch Święty czyni urodzajnym ten matczyny i dziewiczy ogród.

Najświętsza Trójca odzwierciedla się we Mnie z upodobaniem.

  • Jestem Niepokalanym Poczęciem.

  • Jestem nim dla was, Moje biedne dzieci, tak powalone przez grzech i zło, uderzone i zranione przez Mojego i waszego Przeciwnika, poddane mrocznemu jarzmu jego zniewolenia.

  • Dlatego dzisiaj zapraszam was do pójścia za Mną drogą niewinności i miłości, modlitwy i umartwienia, czystości i świętości.

  • Zobaczcie, jak cały świat jest teraz zamieniony w ogromną pustynię, na której wzrastają w wielkiej ilości chwasty grzechu i egoizmu, pychy i nienawiści, przyjemności i nieczystości. Wychwala się i upowszechnia wszelkimi środkami propagandy nieczystość. Tak zastawia się zasadzki najpierw na niewinność dzieci, by potem dojść do zniszczenia czystości w życiu młodzieży i w życiu rodziny. Na tym świecie demon rozwiązłości panuje jako władca i udaje mu się zwodzić kielichem przyjemności wszystkie narody ziemi.

  • Jestem Niepokalanym Poczęciem.

Moje matczyne zadanie polega na prowadzeniu wszystkich Moich dzieci drogą umartwienia zmysłów i modlitwy, czystości i miłości. Tylko tak możecie wniknąć w tajemnicę miłości Mego Syna Jezusa. Jezus w szczególny sposób kocha czystość. Tylko czystym sercom Jezus objawia tajemnice Swego Boskiego Serca. Jezus ukazuje małym dzieciom o czystym sercu plany Swej miłosiernej Miłości, która wszystko oczyszcza i przekształca.

  • Aby wniknąć w tajemnicę życia Jezusa i Jego Ewangelii zbawienia, powinniście żyć cnotą czystości.

  • Dzisiaj, Mój mały synu, znajdujesz się w Wenezueli, w tym wielkim kraju tak bardzo osaczonym przez Mojego Przeciwnika, ale tak kochanym i strzeżonym przez waszą Niebieską Mamę. Ileż jest tu Moich dzieci zaatakowanych trucizną zepsucia, nieczystości, błędu, przemocy i nienawiści.

  • Jednak w tym wielkim kraju wiele Moich dzieci coraz bardziej kocha, prosi i czci swoją Niebieską Mamę. Przyrzekam wam zatem, że zgromadzę was wszystkich pod Moim matczynym płaszczem, we wnętrzu bezpiecznego schronienia Mego Niepokalanego Serca.

  • Wyrażam wam Moją radość z tego powodu, że widzę tu tak bardzo rozpowszechniony Mój Kapłański Ruch Maryjny. Jego potęgę tworzą mali, ubodzy, prości, ci, którzy odpowiedzieli wspaniałomyślnie na Moje zaproszenie do zakładania wszędzie Wieczerników modlitwy, o którą was prosiłam.

  • Przyrzekam wam, że was nigdy nie porzucę, ale zawsze będę waszą niezawodną obroną i waszą Boską Pasterką. Wszystkich was błogosławię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Capoliveri (Livorno), 27.03.1997, Wielki Czwartek

590 W Wieczerniku Jego Boskiej Miłości

  • Moi najmilsi synowie, wejdźcie do Wieczernika Boskiego Serca Jezusa. Dzisiaj jest wasze święto. Dziś jest wasza Pascha. Wspominacie ustanowienie nowej Ofiary i nowego Kapłaństwa.

  • Wejdźcie ze Mną do Wieczernika Jego Boskiej Miłości.

«Gorąco pragnąłem spożywać tę Paschę z wami, przed Moją męką.» (Łk 22,15)

  • Pragnąłem gorąco.

Całe Jego życie zawsze było podporządkowane tej niewyrażalnej chwili. Jezus był nastawiony myślą i pragnieniem ku szczytowi tego świętego wzniesienia Syjon, gdzie miała się dopełnić Jego Pascha. «Pragnąłem spożywać tę Paschę z wami.»

  • Wejdźcie do Wieczernika Jego Boskiej Miłości, aby zasmakować całej słodyczy tej ostatniej wieczerzy. Jezus daje Swe ciało i krew jako pokarm i napój duchowy dla waszego nowego życia. Pragnie zjednoczyć się głęboko z każdym, aby być w jedności z wami.

  • Miłość wymaga zjednoczenia, miłość dąży do jedności.

Jezus dochodzi w ten sposób do głębokiej jedności z wami, aż do stania się ciałem z waszego ciała i krwią z waszej krwi. Jak Jezus jest w Ojcu, a Ojciec jest w Nim, tak za pośrednictwem Komunii eucharystycznej wy jesteście w Nim, a On – w was.

  • Wejdźcie do Wieczernika Jego Boskiej Miłości, aby zrozumieć, w jaki sposób Jezus jest Miłością, która się oddaje; Miłością, która się składa w ofierze za was.

Po Wieczerzy paschalnej spożytej z Apostołami następuje agonia Getsemani, zdrada Judasza, porzucenie przez uczniów, zdrada połączona z zaparciem się Piotra, znieważenie i lekceważenie przez sługi Arcykapłana.

  • Nikt nie kocha bardziej od tego, kto oddaje życie za tych, których miłuje. Jezus oddaje życie z miłości do was.

  • Synowie szczególnie umiłowani, dziękujcie ze Mną Jezusowi za ten Jego wielki dar. Uśmierzcie Jego wielki ból waszą kapłańską miłością. Ucałujcie każdą Jego ranę. Strzeżcie w sercu każde Jego Słowo. Odpowiadajcie wspaniałomyślnie na wasze powołanie. Częścią Jego daru jest wasze Kapłaństwo. Wasza posługa wnika w głębię Jego tajemnicy miłości.

  • W Wieczerniku Jego Boskiej Miłości nauczcie się służyć. Miłość, która się oddaje, Miłość, która składa się w ofierze, jest także Miłością, która oddaje się na służbę. Tak też Jezus obmywa nogi uczniom. Stwórca służy stworzeniu, Pierwszy staje się ostatnim, Pan czyni się sługą.

  • Kapłani Moi umiłowani, bądźcie na służbie wszystkich. Bądźcie rękami Jezusa, które zamykają rany, uzdrawiają chorych, przebaczają grzesznikom, podnoszą upadłych, podtrzymują słabych, pocieszają zrozpaczonych, prowadzą zagubionych i wszystkim dają pokój i zbawienie.

  • W Wieczerniku Jego Boskiej Miłości przeżywajcie w duchu wdzięczności i radości wasze Kapłaństwo. Jesteście powołani, żeby być sługami miłości Jezusa. Pozwólcie się zapalić płomieniem Jego Boskiej miłości, aby stać się cichymi i pokornego serca. Bądźcie Kapłanami wiernymi.

  • Dlatego zapraszam was do poświęcenia się Memu Niepokalanemu Sercu. Jako Mama mogę was ukształtować na Kapłanów według Serca Chrystusowego, na sługi Jego miłości i Jego świętości.

  • Jezus, za waszym pośrednictwem, może przedłużać każdego dnia Swą Paschę z wami, aż do końca czasów.

Capoliveri (Livorno), 28.03.1997, Wielki Piątek

591 Przyciągnę wszystkich do Mnie

  • «Kiedy zostanę wywyższony ponad ziemię, przyciągnę do Mnie wszystkich». (J 12,32)

Synowie umiłowani, przeżywajcie ze Mną ten dzień męki i śmierci Mego Syna Jezusa.

  • «Kiedy zostanę wywyższony ponad ziemię.» (J 12,32)

W tym celu Słowo Ojca zstąpiło do Mojego dziewiczego łona; w tym celu przez dziewięć miesięcy kształtowało się w Moim matczynym łonie; po to zrodziło się ze Mnie w Grocie biednej i skromnej; w tym celu przeżyło dni Swego dzieciństwa pełnego zasadzek, dojrzewania i młodości, oddane codziennej pracy.

  • Kiedy Go widziałam wzrastającego w pięknie Jego Boskiego ciała, podążałam często z niepokojem w Mojej myśli do miejsca, gdzie miał zostać ofiarowany, jako przygotowana i oczekiwana ofiara Ojca. I razem z Jezusem patrzyłam na szczyt Golgoty, gdzie teraz właśnie dokonuje się Jego krwawa Ofiara.

  • «Przyciągnę wszystkich do Mnie».

Ojciec tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby świat został zbawiony przez Niego. Jezus ofiarowuje Siebie jako zapłatę za wasze wykupienie. Jezus składa Siebie w ofierze za wasze zbawienie. Jezus ponosi śmierć na Krzyżu, aby cała ludzkość otrzymała dar Odkupienia.

  • Zobaczcie w Jezusie Ukrzyżowanym ikonę żyjącą Boskiego miłosierdzia Ojca. To właśnie miłosierdzie pobudza Ojca do dania wam Swego Jednorodzonego Syna. To miłosierdzie skłania Jezusa do ofiarowania Siebie na Krzyżu za was. To właśnie miłosierdzie każe spaść na Jego Boskie Ciało wszystkim uderzeniom, zniewagom i obelgom tego dnia.

  • Patrzcie ze Mną jak otwierają się nowe pędy Bożego miłosierdzia na Jego ofiarowanym Ciele. Pochylcie się ze Mną, aby ucałować pachnące kwiaty Miłosierdzia, które rozkwitają z całego Jego cierpienia. Ucałujmy Jego ciało, które stało się jedną wielką raną; ucałujmy Jego głowę przebitą głęboko cierniami; ucałujmy Jego oblicze zdeformowane i pobite; ucałujmy Jego ręce i nogi przebite gwoździami; ucałujmy Jego Serce rozszarpane włócznią. Ucałujmy z miłością i bólem prawdziwego Baranka Bożego, ofiarowanego na Krzyżu dla naszego zbawienia.

  • «Przyciągnę wszystkich do Mnie».

Cała ludzkość jest wciągana w Jego miłość Zbawiciela i Odkupiciela. Dzięki Niemu rodzi się ludzkość nowa, prowadzona do pełnej wspólnoty życia z Jego Ojcem Niebieskim. Boże Miłosierdzie wypływa z wodą i krwią z Jego przeszytego Serca: stąd rodzi się Kościół i wytryskają sakramenty waszego zbawienia.

  • I tak Boże Miłosierdzie staje się obroną dla niewinności małych, siłą dla umocnienia młodych, wsparciem dla słabości dorosłych, wzmocnieniem dla cierpienia ubogich, przebaczeniem dla przewinień grzeszników, nadzieją w lęku umierających, zbawieniem i życiem dla wszystkich.

  • W Jezusie, wywyższonym dla was ponad ziemię na Krzyżu, widzicie zwycięstwo Bożego Miłosierdzia nad całą ludzkością przez Niego odkupioną i zbawioną.

  • «Przyciągnę wszystkich do Mnie».

Uczestniczę, jako Matka w Jego planie zbawienia. Dlatego dzisiaj znajduję się obok Mojego Ukrzyżowanego Syna i patrzę na Niego z głębokim współczuciem, gdy jest podnoszony ponad ziemię. Dzielę każde Jego cierpienie, odczuwam na sobie ciężar Jego Krzyża, gwoździe przebijają Mi duszę, włócznia rzymskiego żołnierza przeszywa także Moje serce Mamy. I tak mam udział, jako Współodkupicielka, w dziele waszego Odkupienia.

  • Łączę Moje matczyne cierpienie z każdym bólem Mojego Syna, gdyż jestem powołana do tego, aby być Matką Bożego Miłosierdzia. Dlatego Mój Syn powierza ludzkość także Mojej macierzyńskiej miłości. Jezus dał Mnie, jako prawdziwą Matkę całej ludzkości.

  • Pozwólcie się wszyscy położyć w kołysce Mojego nowego i duchowego Macierzyństwa. Wejdźcie do niezawodnego schronienia Mego Niepokalanego Serca. Przy Jego tryumfie przepowiedzianym przeze Mnie w Fatimie zobaczycie, jak się wypełnia największy cud Bożego miłosierdzia nad światem.

Capolivieri (Livorno), 29.03.1997, Wielka Sobota

592 Matka Odkupiciela

  • Czuwajcie ze Mną, synowie umiłowani, w tym dniu, w którym pozostałam bez Mojego Syna.

  • Ja jestem Matką Odkupiciela.

Jego misja została spełniona. Jego ciało, okrutnie znieważone, zelżone i ukrzyżowane spoczywa teraz w Jego nowym grobie. Ofiara została złożona. Ofiara nowego i wiecznego przymierza została złożona. Nowa ludzkość, pojednana z Bogiem, zrodziła się w kołysce ogromnego cierpienia.

  • Pozostała jeszcze przy życiu Matka. Trwam w bólu, który Mnie ogarnia i otacza, i nadal składam go w ofierze Ojcu Niebieskiemu, w modlitwie nieustannej, w wierze niezachwianej, w nadziei, która staje się pewnością.

  • Mój Syn Jezus, zabity na Krzyżu i złożony do grobu, przygotowuje się do powstania z martwych w blasku Swej Boskiej chwały. Nie może pozostać w śmierci Twórca życia. Nie może pozostawać w ciemnościach Ten, który jest Światłością świata. Nie może nieść na sobie następstwa grzechu Ten, który was na zawsze wyzwolił z jego nikczemnej niewoli.

  • Jestem Matką Odkupiciela.

Ten dzień Mego wielkiego bólu przygotowuje świt największej radości dla całej ludzkości, bo Mój Syn, który dziś leży bez życia w grobie, jest waszym jedynym Zbawicielem, jest waszym jedynym Odkupicielem.

  • Przeżyjcie, zatem ten dzień razem ze Mną, waszą Matką niepokalaną i udręczoną. Przeżyjcie go w wierze w Jego Boskość. Przeżyjcie go w nadziei Jego ostatecznego zwycięstwa. Przeżyjcie go w Łasce, którą On wam dał.

  • Dzisiaj jest pierwszy dzień Mojego nowego i powszechnego macierzyństwa. Stałam się Matką także całej ludzkości. Grób przyjmujący martwe ciało Mojego Syna, staje się kolebką dla waszego nowego narodzenia.

  • Wejdźcie do nowego grobu Mojego Niepokalanego Serca. To jest kolebka, w której pragnę złożyć wszystkie Moje dzieci. Tu wam pomagam porzucić starego człowieka grzechu i zła, egoizmu i pychy, złośliwości i nieczystości. Tu Ja kształtuję w was nowego człowieka łaski i dobroci, miłości i pokory, świętości i czystości.

  • Wspierajcie Moje matczyne działanie, które was prowadzi do coraz doskonalszego podobieństwa do waszego Boskiego Brata Jezusa. Wtedy Jezus widzi z radością, jak z Jego cierpienia rozkwitają bujne kwiaty, i może w was zbierać cenne owoce Swego Odkupienia.

  • Synowie umiłowani, przeżywajcie ze Mną ten dzień Wielkiej Soboty. Uczestniczcie w Mojej matczynej boleści. Dzielcie Moją mocną nadzieję. Niech was umocni Moja pewna wiara.

  • Ten, który dziś spoczywa w grobie, przygotowuje się do największego zwycięstwa w chwili, gdy wyjdzie zeń w blasku Swej Boskiej chwały.

Capoliveri, 30.03.1997, Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego

593 Świadek zmartwychwstania

  • Przeżywajcie wspólnie z waszą Mamą Niebieską głęboką radość tego wielkanocnego dnia. Chrystus żyje. Chrystus zmartwychwstał!

  • Gdy Jezus w blasku chwalebnego ciała ukazał Mi się w całej Swej Boskiej wspaniałości i jako Syn pochylił się, by zabliźnić każdą ranę Mego matczynego bólu, Moje serce zanurzyło się w pełni paschalnej radości.

Chrystus zmartwychwstał! Chrystus żyje na zawsze!

  • Ja stałam się pierwszym i milczącym świadkiem Jego zmartwychwstania. Pierwszym świadkiem, gdyż Jezus chciał dać uczestnictwo przede wszystkim Swojej Matce w pierwocinach tej paschalnej radości. Jestem jednak świadkiem milczącym, albowiem to pobożnym niewiastom i uczniom zostało powierzone zadanie ogłoszenia światu tego zadziwiającego i Boskiego cudu.

  • Jestem świadkiem zmartwychwstania.

  • Moim zadaniem stało się podtrzymywanie i powiększanie wiary w tych, którzy uwierzyli w Niego. Dałam nową odwagę temu, który myślał, że wszystko jest już skończone. Poprosiłam pobożne niewiasty, ażeby poszły pośpiesznie do grobu, o którym wiedziałam, że jest już pusty. Utwierdziłam wiarę apostołów mówiąc im, że Jezus ukazał się najpierw Mnie w blasku Swojej Boskiej chwały.

  • Ewangelie o tym nie powiedziały, bo Moim zadaniem Matki jest być milczącym świadkiem zmartwychwstania.

  • Jak stałam się milczącą obecnością dla Słowa przez Niego głoszonego w czasie lat publicznej działalności, tak miałam być nadal milczącą obecnością dla Słowa, które teraz miało być głoszone przez Kościół.

  • Ale zostało przekazane Matce radosne polecenie świadczenia w życiu, że Mój Syn Jezus Chrystus powstał z martwych i siedzi po prawicy Swego Ojca Niebieskiego w chwale Raju.

  • Jestem dzisiaj świadkiem zmartwychwstania.

W tych czasach, kiedy przez wielu negowany jest lub poddawany w wątpliwość fakt historyczny Jego zmartwychwstania, Ja polecam wam, Moi umiłowani, głoszenie z mocą i odważne świadczenie o cudownym wydarzeniu zmartwychwstania Chrystusa.

  • Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna byłaby wasza wiara. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, bezużyteczne byłoby głoszenie Jego Ewangelii. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, nie mielibyście już powodu do wiary w prawdziwość Jego słowa.

  • Chrystus zmartwychwstał, gdyż jest Bogiem. Chrystus zmartwychwstał, bo to przepowiedział. Chrystus zmartwychwstał i w blasku Swej Boskiej chwały ukazał się świadkom przez Siebie wybranym. Chrystus zmartwychwstał i ukazał się najpierw Matce.

  • Patrzyłam na Niego bardziej jaśniejącego niż słońce, lśniącego jak śnieg i Jego Boskie piękno odbiło się na Moim życiu: od tej chwili zaczęłam przeżywać Raj tu na ziemi.

  • Dlatego przede wszystkim w obecnym czasie zapraszam was wszystkich, Moich umiłowanych, do odważnego głoszenia Jego śmierci, do głoszenia z mocą Jego zmartwychwstania i oczekiwania z pewnością Jego przyjścia w chwale.

Fatima (Portugalia), 8.05.1997 25 rocznica narodzenia się Kapłańskiego Ruchu Maryjnego

594 Posłanie z Fatimy wypełnia się

  • Przyjmuję z radością hołd Kapłańskiego Ruchu Maryjnego, który Mi składasz w dniu upamiętniającym 25 rocznicę jego powstania. Znajdujesz się tu, w tym samym miejscu, przed Kaplicą Objawień, gdzie objawiłam twemu sercu wielki plan miłości i miłosierdzia Mego Niepokalanego Serca. Wybrałam cię, Moje małe i biedne dziecko, abyś był narzędziem tego planu.

  • W tych latach prowadziłam cię do każdego zakątka świata. W zmęczeniu i cierpieniach bez liku odwiedziłeś wielokrotnie tak wiele narodów na pięciu kontynentach.

  • Teraz Mój plan wypełnia się. Przez Mój Kapłański Ruch Maryjny wezwałam wszystkie Moje dzieci do poświęcenia się Memu Niepokalanemu Sercu.

  • Poprzez miłosierne działanie waszej Niebieskiej Mamy właśnie spełnia się i realizuje pod każdym względem Przesłanie z Fatimy. Przez nie prosiłam o poświęcenie się Memu Niepokalanemu Sercu, gdyż jest to niezawodny środek prowadzący do nawrócenia serca i życia oraz wprowadzenia ludzkości ponownie na drogę jej pełnego powrotu do Pana.

  • To poświęcenie, którego chcę i wymagam, dokonuje się teraz przez Mój Kapłański Ruch Maryjny we wszystkich częściach ziemi. W ten sposób mogłam ukształtować Sobie zastęp Moich małych dzieci, dzięki któremu doprowadzę do Mego największego zwycięstwa.

  • To Przesłanie Fatimskie spełnia się dzięki rozszerzaniu się – teraz na skalę światową – Wieczerników, o które was prosiłam. W nich gromadzicie się na modlitwie ze Mną i za Moim pośrednictwem. Z wielką radością przyjmuję dzisiaj z twoich rąk, Mój mały synu, hołd, który Mi składasz. Są nim Wieczerniki, które rozszerzyły się we wszystkich częściach świata pośród kapłanów i wiernych, wśród dzieci, młodzieży, a przede wszystkim w rodzinach.

  • Dzięki tym Wieczernikom możecie otrzymać łaskę nawrócenia dla bardzo wielu biednych grzeszników, szczególnie dla najbardziej potrzebujących Bożego miłosierdzia.

  • Dzięki tym Wieczernikom dajecie wielką moc wstawienniczą i wynagradzającą waszej Niebieskiej Mamie, która wielokrotnie interweniowała w nadzwyczajny sposób, aby skrócić bolesny czas wielkiej próby oczyszczającej.

  • Dzięki tym Wieczernikom przywołujecie dar Drugiej Pięćdziesiątnicy, który już się zbliża, bo Moje Niepokalane Serce stało się nowym duchowym Wieczernikiem, w którym się spełni ten Boski cud, dla Kościoła i dla całej ludzkości.

  • Przesłanie Fatimskie spełnia się w waszym porywie miłości, modlitwy i jedności z Papieżem i Kościołem z nim zjednoczonym. Zapowiedziałam tutaj i pokazałam w wizji małym dzieciom, którym się objawiłam, cierpienia, sprzeciwy i krwawe doświadczenia Papieża. Moje proroctwa spełniły się przede wszystkim na tym Moim Papieżu, Janie Pawle II, który jest arcydziełem ukształtowanym w Moim Niepokalanym Sercu.

  • Przez wasz poryw miłości i modlitwy stanowicie dla niego umocnienie i pociechę w czasie jego największej ofiary. Przez uległość i posłuszeństwo stajecie się jego największą pomocą w tym, by jego nauczanie było wszędzie słuchane, przyjmowane i wprowadzane w czyn. Dzięki waszej jedności z nim umacniacie się w trwaniu w prawdziwej wierze w przepowiedzianych tutaj przeze Mnie czasach, w których wiarę traci wielu Moich synów, z powodu błędów, których się uczy i które coraz bardziej się rozprzestrzeniają.

  • Sprawiłam, że powstał tu, już przed 25 laty, Mój Kapłański Ruch Maryjny, aby Przesłanie Fatimskie, często kwestionowane i przez wielu odrzucane, znalazło w waszych dniach swe pełne spełnienie.

  • To jego zrealizowanie się jest konieczne dla was, Moje dzieci zagrożone i atakowane, abyście mogły dojść do zbawienia. To spełnienie się jest konieczne dla Kościoła, zranionego i ukrzyżowanego, aby z jego bolesnej i krwawej próby mógł wyjść cały piękny, bez plamy i bez skazy, na podobieństwo swojej Niebieskiej Mamy.

  • To wypełnienie się jest konieczne dla całej ludzkości, aby mogła powrócić w ramiona swego Ojca i poznać nowe czasy pełnej wspólnoty miłości i życia ze swoim Bogiem i Panem.

  • Teraz Mój plan wypełnia się wraz z tryumfem Mojego Niepokalanego Serca w świecie.

  • Błogosławię Cię, Mój mały synu, razem z Moim Papieżem, Biskupami, Kapłanami, wiernymi świeckimi z Mojego Ruchu rozsianymi we wszystkich częściach świata. Błogosławię cię z miłością i radością. Błogosławię cię z wdzięcznością Mamy, której posłuchałeś, poszedłeś za Nią, pocieszyłeś Ją i otoczyłeś chwałą.

Marsylia (Francja), 18.05.1997, Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

595 W światłości Jego prawdy

  • Mój mały synu, kontynuuj tę męczącą podróż po całej Francji, aby wszędzie organizować cudowne Wieczerniki z Kapłanami i wiernymi świeckimi Mojego Ruchu. To jest Moja godzina. To godzina, w której pragnę zebrać wszystkich w duchowym Wieczerniku Mego Niepokalanego Serca. Tutaj dokona się wkrótce cud Drugiej Pięćdziesiątnicy dla Kościoła i dla całej ludzkości.

  • Duch Święty da Swoje doskonałe świadectwo.

  • To świadectwo Ducha przekona świat o grzechu.

  • W świetle Jego Prawdy cała ludzkość zrozumie przepaść, w którą pozwoliła się wprowadzić przez szatana pragnącego w niej i przez nią powtórzyć gest pychy swego odrzucenia Boga i Jego Prawa.

  • Tak, więc ludzkość doszła do budowania cywilizacji bez Boga, ustanowiła sobie moralność przeciwną Jego Prawu, usprawiedliwiła każdą formę zła i grzechu, pozwoliła się zwieść przez materializm, nienawiść, przemoc i nieczystość.

  • Przez Boski ogień Ducha Świętego zostanie całkowicie oczyszczona, by mógł powrócić ten ogród, w którym Najświętsza Trójca otrzyma Swą największą chwałę.

  • To świadectwo Ducha odnowi dogłębnie Kościół.

  • W świetle Jego Prawdy Kościół zobaczy siebie samego w całej swej ludzkiej słabości i zostanie uleczony ze swego kryzysu wiary, uwolniony z zasadzek błędów, które rozszerzyły w nim głęboką ranę odstępstwa i niewierności.

  • Odnowiony przez Boski ogień Ducha Świętego cały Kościół będzie odzwierciedlać chwałę swego Pana i stanie się Oblubienicą wierną i czystą, całą piękną, bez skazy i zmarszczki, na podobieństwo swej Niebieskiej Mamy.

  • To świadectwo Ducha doprowadzi was do zrozumienia całej Prawdy.

  • W świetle Jego Prawdy wszystkim ukaże się zbawcza moc Ewangelii Jezusa, który wszędzie rozszerzy Swój Boski blask. I tak będzie się słuchać Jezusa w Jego słowie, pójdzie się drogami przez Niego wyznaczonymi, będzie się naśladować Jego życie i uwielbiać Jego Osobę.

  • Nadeszła godzina, w której wszyscy powinni uwielbić Mojego Syna Jezusa. Przez cud Drugiej Pięćdziesiątnicy ludzkość uzna na nowo Jezusa Chrystusa za swojego Odkupiciela i za swojego jedynego Zbawiciela.

  • Wtedy Duch Święty otworzy serca i dusze na przyjęcie Chrystusa, który powróci do was w blasku Swojej Boskiej chwały.

  • Tak Moje Niepokalane Serce odniesie w końcu Swój wielki tryumf.

Valdragone (San Marino), 24.06.1997, Wieczernik dla 28 Biskupów i 300 Kapłanów należących do K.R.M. z Europy, Ameryki, Afryki, Azji i Oceanii

596 Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem

  • Także tego roku przybyliście na tę górę, aby przeżywać te dni w stałym Wieczerniku modlitwy i braterstwa z waszą Niebieską Mamą. Przybyliście tak licznie, Biskupi i Kapłani z Ruchu, ze wszystkich części ziemi.

  • Patrzę na was z radością Mamy, której słuchacie, którą naśladujecie i otaczacie czcią. Jednoczę się z waszą modlitwą, którą biorę w Moje ręce, aby przedstawić ją u tronu Najświętszej i Boskiej Trójcy. Pomagam wam kochać się wzajemnie jak bracia, aby Jezus mógł doznawać radości widząc, jak żyjecie między sobą Jego nowym przykazaniem. Sprawiam, że zstępuje na wasze dusze niebiańska rosa łaski, miłosierdzia, umocnienia, radości, pokoju.

  • Podążajcie za Mną drogą, którą was prowadzę do wielkiego Jubileuszu, śladami wskazanymi wam przez Mego Papieża Jana Pawła II. Pozwólcie się nieść na Moim Niepokalanym Sercu na spotkanie z Jezusem Chrystusem waszym Odkupicielem, waszym jedynym Zbawicielem.

  • Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem, gdyż jest wiecznym Słowem Ojca, które wcieliło się w Moim dziewiczym łonie. Jezus zrodził się, wzrastał i umarł na krzyżu dla waszego odkupienia i zbawienia.

  • Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem, bo jest Prawdą.

On – Obraz doskonały Ojca, Jego odwieczne Słowo – przynosi wam dar Boskiej Prawdy. Jego prawda jest zawarta w Ewangelii. Synowie umiłowani, bądźcie wiernymi i mocnymi głosicielami Ewangelii.

  • Zobaczcie, jak prawdę zawartą w Ewangelii stale zaciemnia racjonalizm, jak ją rozdzierają błędy, które coraz bardziej się szerzą. Iluż oddala się od prawdziwej wiary.

  • Żyjcie dosłownie Ewangelią Mego Syna Jezusa. Głoście dosłownie Ewangelię, którą żyjecie. Nie przestawajcie rozpowszechniać światłości Prawdy na świecie ogarniętym ciemnością błędu i odstępstwa. Bądźcie apostołami nowej ewangelizacji w świecie, który stał się pogański, prawie dwa tysiące lat po pierwszym głoszeniu Ewangelii.

  • Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem, bo jest Życiem.

On posiada Życie, gdyż jest Bogiem. Życie pochodzi od Niego jako dar dla wszystkich, bo zdobył je dla was, ofiarowując się na Krzyżu za was. Życie przychodzi do was wraz z łaską, która czyni was uczestnikami samej Boskiej natury.

  • Synowie umiłowani, stańcie się i wy sługami łaski; stańcie się nosicielami Życia. Dlatego was proszę, byście byli gorliwi w udzielaniu Sakramentów, które Jezus wam powierzył. Bądźcie oddani zwłaszcza posłudze Pojednania, dziś tak zaniedbanej w wielu częściach Kościoła.

  • Bądźcie sługami Bożego miłosierdzia. Za waszym pośrednictwem, Kapłani Mnie poświęceni, zstępuje na wszystkich Moja matczyna tkliwość. Szukajcie oddalonych, podtrzymujcie słabych, przebaczajcie grzesznikom, pocieszajcie udręczonych, nieście umocnienie chorym, prowadźcie niepewnych, chrońcie małych. Weźcie wszystkich w kapłańskie ramiona i zaprowadźcie ich do bezpiecznego schronienia Mojego Niepokalanego Serca.

  • Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem, gdyż jest Drogą.

On was prowadzi do Ojca w Swoim Duchu Miłości. On was prowadzi na drogę doskonałego i wiecznego szczęścia. On przygotowuje dla was chwilę oczekiwaną i ostatnią waszego spotkania w blasku Jego Boskiej chwały.

  • Jezus Chrystus jest jedyną drogą, która was prowadzi do Raju. Nie ma innego Imienia pod niebem, w którym można znaleźć zbawienie. Ludzkość podąża drogą prowadzącą do spotkania z Nim. Dokona się to, gdy Jezus powróci w chwale, aby przynieść Swoje Królestwo na świat. Kroczcie w radosnym oczekiwaniu na Jego przyjście. Przekraczajcie próg nadziei i żyjcie w pokoju, w radości, w spokoju, w ufności i w waszym dziecięcym oddaniu.

  • W tych dniach Wieczernika Duch Pański zstąpił na każdego z was i złożył w waszych sercach i duszach Swój charyzmatyczny dar. Duch Święty utwierdził was w waszym powołaniu i dał wam światło i siłę dla wypełnienia waszej kapłańskiej posługi.

Bądźcie wiernymi głosicielami Prawdy. Bądźcie gorliwymi nosicielami Życia. Bądźcie światłem nadziei i ufności dla wszystkich.

  • W tych dniach zabliźniłam w was tyle ran, położyłam umacniający balsam na liczne rozgoryczenia, osuszyłam ukryte łzy, natchnęłam dobrymi postanowieniami; przekształciłam serca.

  • Synowie umiłowani, wyjdźcie z tego Wieczernika w pokoju i radości. Stańcie się narzędziami Mojego pokoju w każdej części świata. Ja zawsze jestem z wami. Ukazuję się Kościołowi i ludzkości za waszym pośrednictwem. Poprzez was dokonuje się każdego dnia tryumf Mego Niepokalanego Serca w świecie.

  • Was i wam drogich oraz tych, którzy są powierzeni waszej posłudze, błogosławię w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Rubbio (Vicenza), 6.08.1997, Święto Przemienienia Pańskiego

597 Król wiecznej chwały

  • Wstąpcie ze Mną na świętą górę łaski i świętości, aby doznać oświecenia i przemienienia chwalebną światłością Mojego Syna Jezusa. On jest Jednorodzonym Synem Ojca. Jest Słowem Ojca odwiecznie zrodzonym, Jemu współistotnym, Jego doskonałym Obrazem i odblaskiem Jego Boskiego Blasku. On jest Królem wiecznej chwały.

  • Jak przed trzema apostołami – Piotrem, Janem i Jakubem – przemienił się na górze Tabor, tak i wam się ukaże w blasku Swojej Boskiej chwały, gdy ze Mną wstąpicie na świętą górę pokory i małości, miłości i czystości, milczenia i modlitwy.

  • Ojciec ujawnia Swe tajemnice tylko dzieciom i małym, a ukrywa je przed wielkimi i mądrymi. Syn objawia Swój Boski blask wam, małym dzieciom przeze Mnie ukształtowanym, prowadzonym z matczyną troskliwością na szczyt świętości.

  • Król wiecznej chwały.

Kiedy Słowo stało się ciałem w Moim dziewiczym łonie, Jego Boski blask całkowicie przysłoniła przyjęta ludzka natura. W ten sposób Jego Boską naturę zakryło Jego człowieczeństwo.

  • Popatrzcie na Dziecko zaledwie narodzone, złożone w żłobie, na maleństwo potrzebujące wszystkiego, na dojrzewającego w rytmie ludzkiego rozwoju, na młodzieńca pochylonego nad codzienną pracą, na męża boleści, który niesie ciężar słabości, odrzucenie przez Swoich, skazanie na krzyż, biczowanie, ukoronowanie cierniem, ukrzyżowanie i śmierć na Krzyżu!

  • Patrzcie, jak Jego Boskość naprawdę jest uniżona pod bolesną ograniczonością Jego człowieczeństwa. Jednak Ja – nieprzerwanym i heroicznym aktem wiary – uwielbiałam w Moim Synu Jezusie: Mojego Boga, a duszą zawsze kontemplowałam Go w blasku Jego Boskości.

  • Król wiecznej chwały.

To w chwili zmartwychwstania ujawnia się Jego Boskość w całym Swoim blasku, aby ogarnąć nim także to, co ludzkie. W Jezusie zmartwychwstałym Jego człowieczeństwo jest przebóstwione, gdyż Jego ciało jest już ciałem chwalebnym – takim, jakie ukazało się trzem apostołom na górze Tabor.

«I przemienił się przed nimi: Jego oblicze stało się jaśniejące jak słońce a Jego szaty stały się jaśniejące jak światło». (Mt 17,2)

  • W Raju Jezus siedzi teraz po prawicy Ojca w blasku Jego Boskości. Dziś powinniście lepiej patrzyć na wieczną chwałę Jezusa Chrystusa. Wielu wątpi w Jego Boską naturę. Poddaje się w wątpliwość Jego Słowo, neguje się fakt historyczności Jego zmartwychwstania.

  • Synowie umiłowani, głoście wszystkim odważnie Boskość Mego Syna Jezusa. Pozwólcie się ogarnąć blaskiem Jego Prawdy. Przypominajcie Jego śmierć, głoście Jego zmartwychwstanie w oczekiwaniu na Jego przyjście w chwale.

  • Król wiecznej chwały.

Gdy Jezus powróci w Swej Boskiej chwale i ukaże się całej ludzkości, każdy będzie wezwany do przeżycia takiego samego doświadczenia, jakie Piotr, Jakub i Jan przeżyli na górze Tabor. Jezus, bowiem ukaże się w Swoim blasku i ludzkość zostanie całkowicie przekształcona przez największą wspaniałość Jego Boskości.

  • Cały świat ogłosi wtedy Jezusa Chrystusa Synem Bożym, obrazem doskonałym Ojca, Słowem, które stało się człowiekiem, jednym i jedynym Zbawicielem – Tym, przez którego wszystko się stało i który ma potęgę podporządkować Sobie wszystko. Jezus przyniesie Swe królestwo na świat i nastanie królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

  • Synowie umiłowani, żyjcie w radosnym oczekiwaniu Jego chwalebnego powrotu. W tym celu zapraszam was do podążania ze Mną drogą małości i pokory. Tak Ojciec wam objawi tajemnicę Swego Syna; Duch Święty doprowadzi was do zrozumienia całej Prawdy; Jezus Chrystus ukaże się wam w blasku Swej Boskiej Osoby, aby wszyscy uwielbiali Go, kochali i otaczali chwałą, jako Króla wiecznej chwały.

Dongo (Como), 15.08.1997 Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

598 Jaśnieje Królowa po Twojej prawicy

  • Synowie umiłowani, patrzcie dzisiaj z ufnością i niezachwianą nadzieją na waszą Niebieską Mamę wziętą do chwały Raju z duszą i ciałem. Wszystkie zastępy Duchów Niebieskich pochylają się w głębokim szacunku przed Swą Królową, kiedy wznoszę się na wysokości Niebios i staję po prawicy Mojego Syna Jezusa. Raj – najsłodszymi harmoniami światła i śpiewów, których tu na ziemi nikt nie potrafi usłyszeć – wysławia Mnie i woła: «Jaśnieje, o Panie, Królowa po Twojej prawicy».

  • Królowa po Twojej prawicy.

  • Po prawicy stawia się osobę najbardziej godną szczególnej czci. Kiedy Mój Syn Jezus – po skazaniu na śmierć, aby otrzymać dla was wieczne zbawienie – zmartwychwstaje w blasku Swej Boskiej chwały i wstępuje do Nieba, Ojciec Niebieski stawia Go po Swej prawicy.

  • Po prawicy Ojca, gdyż jest Mu składana ta cześć, która należy się Jemu samemu, jako Jego Synowi Jednorodzonemu.

  • Po prawicy Ojca, gdyż, spełniwszy dzieło Odkupienia, doprowadził całą ludzkość, która stała się niewolnicą grzechu, do pełnej wspólnoty życia z Bogiem.

  • Po prawicy Ojca, gdyż Jezus jest jedynym zwycięzcą Złego, grzechu, zła i śmierci.

  • Po prawicy Ojca, bo przez Niego został stworzony świat i tylko Jemu została dana moc podporządkowania Sobie wszystkiego, po pokonaniu i unicestwieniu Swoich nieprzyjaciół. «Rzekł Pan do mojego Pana: siądź po mojej prawicy, aż położę twoich nieprzyjaciół, jako podnóżek pod twoje stopy». (Ps 109)

  • Ojciec Niebieski, stawiając po Swojej prawicy Jezusa Chrystusa, udziela Mu w ten sposób największego zaszczytu, należnego Jego Synowi Jednorodzonemu, Słowu wcielonemu, Odkupicielowi, jedynemu Zbawicielowi i Królowi całego świata.

  • Jaśnieje Królowa po Twojej prawicy.

  • Gdy zostałam wzięta do chwały Raju, postawiono Mnie po prawicy Mojego Syna. Jezus uznaje w ten sposób, że jest Mi należna największa cześć, jako Jego dziewiczej Matce, ściśle związanej z Nim w dziele Odkupienia, uczestniczce wszystkich Jego cierpień, wezwanej teraz do dzielenia Jego Boskiej potęgi w chwale.

  • Po prawicy Syna, bo – dzięki Mojemu «tak» – pozwoliłam Mu przyjąć ludzką naturę w Moim najczystszym łonie.

  • Po prawicy Syna, bo stałam przy Nim w każdym momencie Jego życia, pijąc wspólnie z Nim kielich licznych goryczy.

  • Po prawicy Syna, bo pod Krzyżem – przez Mój nieskalany i matczyny ból – stałam się prawdziwą Współodkupicielką, ofiarowując Mego Syna Jezusa Ojcu, jako zapłatę za wasze wybawienie.

  • Po prawicy Syna, bo w Nim i przez Niego odniosłam zwycięstwo nad Złym, nad grzechem i nad śmiercią, która weszła na świat, jako kara za grzech popełniony przez prarodziców.

  • Po prawicy Syna, gdyż teraz uczestniczę w Jego Boskiej mocy podporządkowywania Sobie wszystkiego.

  • Po prawicy Syna, abym mogła spełniać przy Nim Moje duchowe zadanie Matki Kościoła i całej ludzkości.

  • Po prawicy Syna modlę się za was, wstawiam się za wami, jestem przy was i wspieram was w straszliwej walce przeciwko szatanowi i wszystkim złym duchom, przeciwko złu i grzechowi, żeby pewnego dnia Chrystus mógł pokonać potęgę śmierci, którą ma ona jeszcze nad wami.

  • Tak na końcu świata, kiedy Jezus wskrzesi was na Swój ostateczny i powszechny sąd, także wy, Moi synowie, będziecie mogli wstąpić tam, na wyżyny Raju, i wtedy zostaniecie postawieni po prawicy Syna i waszej Mamy Niebieskiej, aby z Nimi cieszyć się na zawsze doskonałą i wieczną szczęśliwością.

Mediolan, 8.09.1997, Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

599 Wokół Mojej kołyski

  • Synowie umiłowani, czcijcie z miłością i ufnością święto Mego Narodzenia i przyłączcie się do radości całego Kościoła, który gromadzi się w akcie głębokiej czci wokół kołyski, w której złożono Mnie po narodzeniu. Pozwólcie się przyciągnąć Moim słodkim i niebiańskim zapachem.

  • Wokół Mojej kołyski cały Raj się gromadzi, radosny, gdyż Najświętsza Trójca otrzymuje Swoją największą chwałę.

Ojciec Niebieski wpatruje się z upodobaniem w arcydzieło Swej miłości, która od wieczności ustanowiła zamiar Swej Boskiej Mądrości. Słowo raduje się, bo może wreszcie zobaczyć to Stworzenie, które Ono samo przygotowało sobie na Matkę, dla Swego zrodzenia w czasie. Duch Święty raduje się, bo Mnie ogarnia, jako Swą świątynię świętą i nieskalaną dla Swego Boskiego zamysłu.

  • Wokół Mojej kołyski gromadzą się wszystkie Duchy Niebieskie, bo kontemplują w małej, dopiero, co narodzonej dziewczynce, Tę, która jest przeznaczona, by stać się ich Królową. I układają najłagodniejsze dźwięki pieśni i światła, napełniające radością Moją duszę i sprawiające, że drży Moje serce, które zaledwie zaczyna uderzać z miłością.

  • Wokół Mojej kołyski zgromadźcie się dziś wy wszyscy, Moi synowie, wezwani przeze Mnie do poświęcenia się Memu Niepokalanemu Sercu, żeby stanowić część Mego zwycięskiego zastępu. Uczcie się ode Mnie być małymi. Pozwólcie, żebym was formowała, abyście się stali sługami. Podejdźcie do Mojej kołyski, abyście mogli doświadczyć wraz ze Mną piękności i słodyczy małości oraz pokory. Wszyscy powinniście podążać dzisiaj drogą małości.

  • Szatan jest u szczytu swej wielkiej władzy i czuje się już pewnym zwycięzcą. Teraz może go pokonać tylko pokora i małość dzieci poświęconych Memu Niepokalanemu Sercu. Dlatego prowadzę was drogą pokory, małości, prostoty, niewinności, ufności i waszego dziecięcego i największego oddania się.

  • Dziś kładę was wszystkich do Mojej kołyski. Jezus doznaje tak wielkiej radości, gdyż czuje, że słuchacie Go, kochacie i idziecie za Nim. On wie, że tylko mali i czyści sercem potrafią słuchać ulegle i wprowadzać w czyn Jego Słowa. On gromadzi w cennym ogrodzie Swej Boskiej Miłości pokornych, ubogich, prostych, słabych. Widzi, że zawsze Moje małe dzieci idą za Nim wiernie, że są ubogie w duchu i ubogie w dobra. Z nich tworzy sobie uczniów, którzy mają dziś pozostać z Nim aż do końca.

  • Wokół Mojej kołyski odbijają się dzisiaj mocne promienie ufności i niezawodnej nadziei dla oświetlenia bolesnych dni, które właśnie przeżywacie, i aby dać wam matczyne umocnienie w cierpieniach i w wielkim bólu tych ostatecznych czasów.

  • Pozwólcie, by otoczyło was Moje światło. Przyjmijcie ulegle i z miłością słowa, które wam daję. Przez nie prowadzę was na drogę dobra i świętości.

  • Wy Mnie pocieszacie i otaczacie chwałą, gdyż dzięki odpowiedzi, jakiej każdy Mi udzielił, widzę już bliski świt nowych czasów dla Kościoła i dla całej ludzkości.

Sale (Aleksandria), 1.10.1997, Wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus

600 Miłość miłosierna

  • Synowie umiłowani, wejdźcie do duchowego Wieczernika Mego Niepokalanego Serca, abym mogła wprowadzić was w Boską tajemnicę Miłosiernej Miłości Mojego Syna Jezusa.

  • Jezus jest Miłością Miłosierną, gdyż w Nim odzwierciedla się Boskie Miłosierdzie Ojca, który tak umiłował świat, że posłał mu Swego Syna Jednorodzonego dla jego zbawienia. W Jezusie miłosierdzie Ojca staje się Osobą i urzeczywistnia się w Jego planie odkupienia. Za Jego pośrednictwem Ojciec sprawia, że zstępuje Jego przebaczenie na ludzkość oddaloną od Niego przez grzech, i prowadzi ją ponownie do pełnej wspólnoty miłości i życia ze swoim Stwórcą i Panem.

  • Jezus jest Miłością Miłosierną, gdyż stając się człowiekiem, niesie na Sobie znikomość, słabość, cierpienie całej ludzkości. Gdy był Dzieckiem, niósł w Swoim sercu jęki i wzdychania wszystkich dzieci świata. Jako młodzieniec przeżywał zmienne koleje losu i trudności młodości, tak wrażliwej i wystawionej na gwałtowny wicher popędów. Gdy doszedł do dojrzałości, niósł we wnętrzu Swej Boskiej Osoby problemy, niepokoje i bóle wszystkich.

  • Pochylał się nad biednymi, żeby głosić im Ewangelię zbawienia. Głosił wyzwolenie więźniom, umacniał opuszczonych, wybaczał grzesznikom. Leczył chorych, pocieszał przygnębionych i wypędzał szatana z opętanych przez niego.

  • Jezus jest Miłością Miłosierną, bo jest łagodny i pokornego serca. Pozwólcie, aby pociągnęła was Jego łagodność. Zobaczcie, jak jest łagodny, wrażliwy, litościwy dla wszystkich. Pozwala się prowadzić Swym nieprzyjaciołom – uległy i cichy, jak baranek, prowadzony na krwawą ofiarę.

  • Pozwólcie, by zawładnęła wami Jego pokora. Pierwszy jest ostatnim, Nauczyciel staje się uczniem, Pan służy wszystkim. Pełnia Jego Bóstwa jest w Nim zakryta pod ludzką zasłoną Jego pokory. «Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy.» (Mt 11,29)

  • Jezus jest Miłością Miłosierną, bo gorejący płomień Jego Boskiej Miłości chce przyciągnąć wszystkich. Pozwólcie, by was pociągnął. Nie opierajcie się Jego wezwaniom. Kroczcie ze Mną drogą Jego Boskiej miłości. Synowie umiłowani, i wy przeżyjcie słodkie doświadczenie miłości do Jezusa.

  • Dzisiaj obchodzicie liturgiczne wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Przypada dziś pierwsze stulecie jej narodzin dla Nieba. Dzisiaj daję ją wam wszystkim jako waszą małą siostrę. Ona poświęciła się Miłości miłosiernej Jezusa jako ofiara. Pozwoliła, by ją pochłonął gorejący płomień Jego Boskiej miłości.

  • Naśladujcie ją na tej małej drodze. Stańcie się i wy mali, prości, pokorni i łagodni. Stańcie się wszyscy dziećmi, przemierzając drogę dziecięctwa duchowego, którą ona wam nakreśliła.

  • Ofiarujcie i wy siebie Miłości Miłosiernej Jezusa jako ofiary, aby wielki cud Miłości Miłosiernej mógł się przez was rozprzestrzenić wkrótce na świecie.

Sale (Aleksandria), 21.11.1997 Wspomnienie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny

601 Podobni do Jezusa Ukrzyżowanego

  • Najmilsi synowie, pozwólcie się zanieść do niebieskiej Świątyni Mojego Niepokalanego Serca, abym mogła was coraz bardziej upodabniać do Mojego Syna Jezusa. Wasze kapłańskie życie powinno pod każdym względem być podobne do życia Jezusa. On pragnie żyć w was aż do osiągnięcia pełni. Powinniście stać się Jego Słowem przeżywanym i ogłaszanym wszystkim z odwagą i wiernością, tak żeby Ewangelia mogła rozjaśnić nieprzeniknione ciemności, które ogarniają ziemię.

  • Jego miłosierna miłość pragnie się ujawnić i przyciągnąć do gorejącego ognia Jego Boskiej miłości wszystkie dusze, szczególnie najbardziej oddalone, zagubione – te, które leżą w niewoli zła i grzechu. Jezus dokonuje cudu Boskiego miłosierdzia szczególnie przez wasze kapłańskie cierpienie. To, dlatego nadeszła chwila, w której pragnę upodobnić was wszystkich do Jezusa Ukrzyżowanego.

  • Podobni do Jezusa Ukrzyżowanego w waszej codziennej kapłańskiej posłudze. Nadeszły czasy kiedy wy, Moi najmilsi synowie, powinniście wypić aż do dna gorzki kielich, przygotowany wam przez Ojca Niebieskiego. Wzrastają wewnętrzne cierpienia, wywołane waszymi własnymi ograniczeniami, ludzką nędzą, przez to, że odczuwacie w waszym życiu ciężar waszej tak wielkiej słabości. Głębokie cierpienia wzrastają też z powodu niezrozumienia i odsuwania was na bok, co często was dotyka. Proszę was, żebyście skosztowali bolesnej godziny w Getsemani.

  • Podobni do Jezusa Ukrzyżowanego szczególnie w licznych cierpieniach zewnętrznych. Potrzebuję waszego kapłańskiego cierpienia. Także dla każdego z was przygotowałam chwilę osobistego ukrzyżowania.

  • To, dlatego, Mój mały synu, prosiłam cię o wszystkie te cierpienia wywołane bolesną operacją serca, jaką musiałeś przejść. Ofiarowałeś Mi wszystko z tak wielką uległością i synowskim oddaniem, że to bardzo pomogło w planie Mojego Niepokalanego Serca.

  • Upodabniam was do Mojego Ukrzyżowanego Syna zwłaszcza poprzez cierpienia fizyczne, jakie znosicie ulegle i z miłością. Ja zaś jestem przy was z tą samą macierzyńską troskliwością, z jaką trwałam przy boku Jezusa w chwilach Jego krwawej Męki i ofiary na Krzyżu.

  • Podobni do Jezusa Ukrzyżowanego, synowie najmilsi, teraz gdy zbliżacie się do wypełnienia Mojego planu, dla którego od lat was kształtowałam i wychowywałam z matczyną troskliwością i zazdrością.

  • Odwagi! Podejmijcie na nowo drogę ufnie i z nadzieją. Zbliżacie się do chwil łaski, w których ujrzycie spływające na świat potoki Bożego Miłosierdzia. Świat zostanie wtedy oczyszczony przez Boski ogień Miłości i będzie całkowicie odnowiony, ażeby Jezus mógł przynieść wam Swe Królestwo Łaski i świętości, sprawiedliwości, miłości i pokoju.

  • Dlatego proszę, wspomagajcie, co dnia Moje matczyne działanie, bo pragnę was coraz bardziej upodabniać do Jezusa Ukrzyżowanego.

Vacello (Szwajcaria), 8.12.1997 Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

602 Otwórzcie drzwi Chrystusowi

  • Patrzcie dziś na niebiańską wspaniałość waszej Niepokalanej Mamy i pozwólcie się pociągnąć śladem Mojego słodkiego zapachu.

  • Jestem Niepokalanym Poczęciem. Jestem cała piękna: tota pulchra. Jestem żyjącym tabernakulum Najświętszej Trójcy, w której Ojciec jest stale uwielbiany, Syn – doskonale kochany, a Duch Święty – w pełni posiadany. Jestem bramą otwierającą się dla waszego zbawienia. Moja macierzyńska rola polega na przygotowaniu was na przyjęcie Mojego Syna, który przychodzi.

  • Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Jezus przyszedł do was w dniu Swego ziemskiego narodzenia, przeze Mnie, Jego dziewiczą Matkę, ażeby stać się waszym Zbawicielem i waszym jedynym Odkupicielem.

  • Wpatrujcie się w Niego w czystości serca i z miłosnym spojrzeniem, jak rodzi się ze Mnie, jest składany w żłobie, odczuwa surowość chłodu i zlodowacenia świata, który Go nie zna i odrzuca. To małe płaczące Dziecko jest Bogiem z wami. Ono jest Odkupicielem świata, jest jedynym Zbawicielem. Bez Niego człowiek nie może osiągnąć zbawienia.

  • Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Otwórzcie drzwi waszego ducha, żeby przyjąć pokornie i ulegle Jego Boskie Słowo. W głębokich ciemnościach, którymi ogarnięte są dusze ludzkości pogrążonej w błędach, jedynie Jego Słowo przynosi wam światło Prawdy. Sprawcie, że w świecie rozbłyśnie głoszenie Jego Ewangelii. Wypełnijcie powierzoną wam rolę prowadzenia nowej ewangelizacji.

  • Nieście jeszcze dziś Jego Słowo biednym, grzesznikom, chorym, więźniom, aby wszyscy mogli kroczyć w światłości Prawdy.

  • Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Otwórzcie drzwi waszych dusz, by przyjąć Go w godny sposób, w chwili, gdy udziela się wam pod postacią Eucharystii. To Jezusa – w Jego Boskiej Osobie, z Jego chwalebnym ciałem i w Jego Bóstwie – przyjmujecie, przystępując do Komunii św. Powinniście przygotować w waszych duszach mieszkanie godne Jego.

  • To, dlatego zachęcam was do unikania grzechu. Nie pozwólcie się opanować grzechowi, ażebyście zawsze żyli w łasce i miłości Boga. Gdyby wam się zdarzyło popaść w grzech śmiertelny, przed przyjęciem Komunii eucharystycznej jest konieczna spowiedź sakramentalna. Dziś Moje Serce krwawi, bo widzę, że coraz więcej jest komunii świętokradzkich. Wiele bowiem osób przychodzi przyjąć Jezusa w Eucharystii w stanie grzechu śmiertelnego, bez wyspowiadania się.

  • Niech, więc wasze dusze wypełni łaska i świętość, byście przyjmowali Jezusa godnie, gdy On daje się wam w sakramencie Swej miłości.

  • Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Otwórzcie drzwi waszych serc, abyście mogli Go przyjąć mocą waszej miłości. Jezus prowadzi was do miłości doskonałej. On was kocha. Poprzez was Jego miłość rozszerza się na wszystkich. On chce kochać każdą osobę, którą spotkacie na drodze. Przez was Jego Boska miłość rozszerza się i tak stajecie się narzędziami tryumfu Jego miłosiernej miłości.

  • Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Otwórzcie drzwi życia Chrystusowi, gdy powróci w blasku Swej chwały. Życie chrześcijańskie powinno być zawsze ukierunkowane na to oczekiwanie. Dlatego też zapraszam was do życia w ufności i wielkiej nadziei. Z dziecięcym oddaniem pozwólcie się nieść w ramionach Ojca Niebieskiego.

  • Wtedy każdy dzień tego bolesnego czasu przeżyjecie pogodnie i radośnie. Cierpienia, bowiem chwili obecnej nie są porównywalne z oczekującą was chwałą, kiedy Chrystus ukaże się i kiedy ujrzycie Go takim, jaki jest, w całym oślepiającym blasku Jego Boskiego piękna.

Dongo (Como), 24.12.1997, Noc Bożego Narodzenia

603 Wejdźcie ze Mną

  • Wejdźcie ze Mną, synowie umiłowani, do Groty, w której w tę Świętą Noc rodzi się Moje Boskie Dzieciątko. Niech w was nie wywołuje zamętu jej nędza, niech was nie wystraszy jej ubóstwo, niech jej samotność was nie zasmuca. Ona jest słodkim schronieniem w naszym zmęczeniu. Jest bezpiecznym schronieniem w naszej podróży. Jest kołyską, którą Ojciec Niebieski wybrał dla ludzkich narodzin jedynego Syna.

  • Wejdźcie ze Mną do Groty, w milczeniu i w akcie głębokiej adoracji. Wieczne Słowo Ojca rodzi się do ludzkiego istnienia. Jest złożone w żłobie. Uwielbiają Je aniołowie, adorują pasterze. Pocieszam i kocham Je Ja, Jego Dziewicza Matka, i Mój najczystszy małżonek Józef.

  • Pojmijcie, synowie najmilsi, jak bardzo Bóg umiłował świat: aż do dania mu Swego własnego Syna. Ze zdumieniem kontemplujcie ten żłób. Syn Boga wybrał narodzenie w ubóstwie, upokorzeniu, samotności, w cierpieniu i płaczu.

  • Odczujcie wraz ze Mną ogromne pragnienie wypełnienia [tej groty] wszelką wdzięcznością: ogrzejcie Jezusa pocałunkiem kapłańskiej miłości, odziejcie białymi szatami waszych cnót. Osuszcie Jego łzy kosztownym lnem waszej ofiary. Adorujcie Go z pasterzami, przez czystość i modlitwę. Przytulcie Go do serca, jako wasz jedyny i największy skarb.

  • Wejdźcie ze Mną do tej mrocznej Groty, jeśli chcecie uczestniczyć w blasku Jego Boskiej siedziby.

  • Wejdźcie ze Mną w pełnię czasów. Ta święta noc prowadzi czas ku jego pełni. Czas został przez Boga ukierunkowany na przygotowanie ludzkiego narodzenia Syna. Od Adama do Noego, od Abrahama do Dawida, od Patriarchów do proroków czas został naznaczony długim i gorącym oczekiwaniem na Jego przyjście.

  • W tę świętą noc wypełnia się czas pierwszego Adwentu. Bo Dziecię się wam narodziło, Emmanuel, Bóg z nami. Syn Boga samego ma udział w kruchości ludzkiej, która się ujawnia w szczególny sposób w Jego narodzeniu, w Jego wzrastaniu, w Jego dzieciństwie i młodości. Niesie ciężar wszelkich cierpień i ofiarowuje się, jako łagodny baranek na Swą krwawą ofiarę dla waszego odkupienia i dla waszego zbawienia.

  • Ludzkość została odkupiona, człowiek – zbawiony. Czas osiąga punkt kulminacyjny, oznaczający drogocenną chwilę powszechnego odkupienia. Począwszy od tej nocy rozpoczyna się nowa droga dla ludzkości, oświetlona nadzieją i oczekiwaniem na Jego drugie przyjście w chwale.

  • Wejdźcie ze Mną w pełnię czasów, która nastanie, gdy Jezus powróci we wspaniałości Swej Boskiej chwały. Jego pierwsze przyjście osiąga pełne znaczenie dopiero w Jego drugim przyjściu. Ta święta noc jest ukierunkowana na promienny dzień nieznający zachodu.

  • Moje Boskie Dzieciątko, które widzicie teraz w żłobie, płaczące i drżące z zimna, powróci pewnego dnia w mocy Boskiej chwały i doprowadzi czas i historię do pełni. Czas i historia będą miały swe wypełnienie. Przez Swą Boską i chwalebną obecność On uczyni wszystko nowe.

  • Przeżywacie tajemnicę tego drugiego Adwentu, przygotowującego was na przyjęcie Jezusa, gdy powróci do was na obłokach niebieskich. To dopiero wtedy wypełni się drugi Adwent, który właśnie teraz przeżywacie. Wtedy czas osiągnie pełnię. Wtedy Niepokalane Serce waszej Niebieskiej Mamy pozna tryumf, w ostatecznym i chwalebnym tryumfie Swego Syna Jezusa.

  • Wejdźcie ze Mną w pełnię czasów i przygotujcie się do przeżycia Wielkiego Jubileuszu, do którego przygotowuje was Mój Papież, sprowadzając na świat niewysłowione Światło Boskiej i Najświętszej Trójcy.

Mediolan, 31.12.1997, Ostatnia noc roku

604 Wszystko zostało wam objawione

  • Umiłowani synowie, spędźcie ze Mną w ciszy i na modlitwie ostatnie godziny tego kończącego się roku. Nie spędzajcie ich w rozproszeniu i na rozrywkach, tak jak czyni wiele Moich dzieci.

  • Ten rok był szczególnie ważny dla Mojego planu. Teraz wchodzicie w Mój czas. Dlatego wytyczyłam drogę napełnioną światłem, którą wszyscy powinniście kroczyć, ażeby żyć dokonanym przez was poświęceniem się Mojemu Niepokalanemu Sercu.

  • Wszystko zostało wam już objawione.

  • Wszystko zostało wam objawione: Mój plan został wam ogłoszony w proroctwie w Fatimie, a w ciągu tych lat realizowałam go poprzez Mój Kapłański Ruch Maryjny. Mój plan został wam objawiony w jego powolnym przygotowaniu.

  • Ten wasz wiek, który właśnie się kończy, znalazł się pod znakiem wielkiej władzy udzielonej Mojemu przeciwnikowi. Ludzkość została mocno zwiedziona przez błąd ateizmu teoretycznego i praktycznego. Na miejscu Boga umieszczono bożki uwielbiane przez każdego: przyjemność, pieniądz, rozrywka, władza, pycha i nieczystość.

  • Szatanowi naprawdę udało się kielichem rozwiązłości zwieść wszystkie narody ziemi. Działał tak, że nienawiść zajęła miejsce miłości, podział – wspólnoty, liczne formy niesprawiedliwości zajmują miejsce sprawiedliwości, a miejsce pokoju zajęła stała wojna. Cały ten wiek przebiegł pod znakiem okrutnych i krwawych wojen, które spowodowały miliony niewinnych ofiar.

  • Najświętsza Trójca postanowiła, więc, że wasz wiek przebiegnie pod znakiem Mojej obecności – potężnej, macierzyńskiej i nadzwyczajnej. I tak w Fatimie wskazałam drogę, jaką powinna iść ludzkość, aby powrócić do Pana: drogę nawrócenia, modlitwy i pokuty. I jako pewne schronienie ofiarowałam wam Moje Niepokalane Serce.

  • Wszystko zostało wam objawione. Mój plan został wam ukazany także w jego bolesnej realizacji. Ludzkość wpadła w moc szatana i w jego wielką władzę wykonywaną przez siły szatańskie i masońskie. Mój Kościół został przyciemniony jego dymem, który wniknął w niego. Naucza się błędów i rozpowszechnia się je, prowadząc wielu do utraty prawdziwej wiary w Chrystusa i Jego Ewangelię. Święte Prawo Boże jest otwarcie przekraczane. Popełnia się grzech usprawiedliwiając go często, przez co zatraca się światło łaski i Bożej obecności. Głęboko narusza się jedność z powodu silnej opozycji wobec Urzędu Nauczycielskiego, zwłaszcza wobec Papieża, a rana bolesnych rozdarć rozszerza się coraz bardziej.

  • Dla udzielenia Mojej matczynej pomocy i niezawodnego schronienia Kościołowi, który w waszym czasie cierpi i jest krzyżowany, wzbudziłam Kapłański Ruch Maryjny. Rozszerzyłam go też we wszystkich częściach świata poprzez Moją Książkę, wskazującą wam drogę, jaką powinniście przemierzyć, aby rozszerzyć Moje światło. Przez tę Książkę uczę was żyć Poświęceniem się Memu Niepokalanemu Sercu z prostotą dzieci, w duchu pokory, ubóstwa, ufności i synowskiego oddania.

  • Przez 25 lat prowadziłam was słowami, które przekazywałam sercu Mego małego dziecka, wybranemu przeze Mnie na narzędzie, aby urzeczywistniać Mój matczyny plan. W tych latach Ja sama prowadziłam go wiele razy we wszystkie części świata. On zaś pozwolił się prowadzić ulegle, mały i pełen lęku, lecz całkowicie Mnie oddany, jak dziecko w ramionach swej Matki.

  • Teraz zaś to, co miałam wam do powiedzenia, zostało powiedziane. Wszystko zostało wam objawione.

  • I tak w tę noc kończą się publiczne orędzia, dawane wam przeze Mnie w ciągu 25 lat. Teraz musicie nad nimi rozmyślać, żyć nimi i zamieniać je w czyn. Wtedy słowa – wylane z Mego Niepokalanego Serca jak krople niebiańskiej rosy na pustyni waszego życia, które jest tak usiane zasadzkami – wydadzą owoce łaski i świętości.

  • Odtąd będę ukazywać Siebie poprzez słowa, osobę i czyny Mojego małego dziecka, które wybrałam, aby było dla was przewodnikiem, i które prowadzę obecnie do bolesnego szczytu jego misji.

  • Wszystko zostało wam objawione. Mój plan został wam przepowiedziany, szczególnie w jego cudownym i zwycięskim spełnieniu.

  • Zapowiedziałam wam tryumf Mego Niepokalanego Serca w świecie. Na koniec Moje Niepokalane Serce zwycięży.

  • Dokona się to w największym tryumfie Jezusa, który przyniesie światu Swe chwalebne królestwo miłości, sprawiedliwości i pokoju oraz wszystko uczyni nowe.

  • Otwórzcie wasze serca na nadzieję. Otwórzcie szeroko drzwi Chrystusowi, który przychodzi do was w chwale. Przeżywajcie budzącą lęk godzinę drugiego Adwentu.

  • Stawajcie się odważnymi zwiastunami Jego tryumfu, bo wy – małe dzieci Mnie poświęcone, żyjące Moim duchem – jesteście Apostołami tych ostatnich czasów.

  • Żyjcie, jako wierni uczniowie Jezusa, mając w pogardzie świat i samych siebie, w ubóstwie, pokorze, milczeniu, modlitwie, umartwieniu, miłości i zjednoczeniu z Bogiem, nieznani i pogardzani przez świat.

  • Nadszedł czas, byście wyszli z waszego ukrycia i oświecili ziemię.

  • Ukażcie się wszystkim, jako Moje dzieci, bo Ja jestem zawsze z wami. Niech wiara będzie światłem, które was oświeca w tych dniach ciemności, i niech gorliwość dla czci i chwały Mego Syna będzie jedyną sprawą, jaka was pochłania.

  • Walczcie, dzieci Światłości, bo godzina Mojej walki już nadeszła. W surowości zimy wy jesteście pączkami kiełkującymi na Moim Niepokalanym Sercu. Ja umieszczam je na gałęziach Kościoła, aby wam powiedzieć, że właśnie ma nadejść jego najpiękniejsza wiosna.

  • To będzie dla niego Druga Pięćdziesiątnica. Dlatego właśnie zachęcam was do powtarzania często w Wieczernikach tej modlitwy, o którą prosiłam: «Przyjdź, Duchu Święty, przyjdź, dzięki potężnemu wstawiennictwu Niepokalanego Serca Maryi, Twojej umiłowanej Oblubienicy.»

  • Z miłością Matki, której w tych latach słuchaliście, którą naśladowaliście i otaczaliście chwałą, błogosławię was w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

(na podstawie materiałów zawartych na stronie internetowej: www.voxdomini.pl)

Na podstawie: „Miłujcie się” nr 3/2004, str. 8-10 (Znaki wzywające do nawrócenia)

1O mieście Cochabamba [czyt.: kociabamba] w Boliwii św. Jan Bosko powiedział: „W górach Ameryki Południowej, pomiędzy 15 a 20 równoleżnikiem, zostaną odkryte wielkie bogactwa, w postaci minerałów i surowców, jednak prawdziwe znaczenie będą miały nie te, ukryte w ziemi, lecz inne, cenniejsze od złota, których bogactwo rozciągnie się nie tylko na kontynent południowo-amerykański, lecz również na cały świat, tak że oczy wszystkich będą zwrócone na to miejsce”.

Catalina Rivas jest mieszkanką tego właśnie boliwijskiego miasta. Ukończyła jedynie szkołę podstawową, dlatego kiedy zaczęła spisywać teksty o Męce Pana Jezusa, o Eucharystii, o Niebie wzbudziła wielkie zdumienie. Catalina przyznała, że słyszy głos Pana Jezusa i spisuje jedynie to, co od Niego słyszy.

W 1994 r. modląc się pod krzyżem, odczuła pragnienie całkowitego oddania się Jezusowi. Ujrzała wtedy wielkie światło, które przeszyło jej dłonie i stopy, pozostawiając krwawiące rany.

Usłyszała głos: „Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem.” Odtąd pojawiają się na jej ciele stygmaty (na czole, dłoniach i stopach, w boku), a Catalina przeżywa cierpienia agonii, łącząc się cierpieniem Jezusa na Krzyżu. Świadkiem tego zjawiska był w pierwszy piątek stycznia 1996 r. lekarz, doktor Ricardo Castanion, którego świadectwo przyczyniło się do uznania za prawdziwe doświadczeń Cataliny.

9 marca 1995 r. Catalina kupiła gipsową figurkę Pana Jezusa, z której oczu zaczęły wypływać krwawe łzy. Zjawisko zainteresowało uczonych, którzy na prośbę dziennikarzy pobrali próbki i przebadali je w USA i w Australii, stwierdzając w nich obecność ludzkiej krwi. Badania przeprowadzone przez władze kościelne potwierdziły autentyczność tego wydarzenia, a niezwykła figurka stoi dziś w kościele w Cochabamba.

Catalina Rivas zapisuje słowa skierowane do całego świata. Pan Jezus powiedział do niej: „Wieczna miłość szuka dusz, które mogą powiedzieć nowe rzeczy o starych, dobrze znanych prawdach… Kto korzysta i zachwyca się nimi, pomaga również i innym czerpać z nich pożytek. Kto ich nie rozumie, jest nadal niewolnikiem złego ducha.”

Słowa przez nią zapisywane nie zawierają nowych prawd, ale przypominają ewangeliczne wezwanie do nawrócenia, wzywają do przyjęcia Boga i Jego miłości oraz zachęcają do życia zgodnego z dekalogiem, Ewangelią i nauką Kościoła katolickiego.

Władze Kościoła głęboko poruszone Bożymi znakami, przekonawszy się po ich zbadaniu, że są one prawdziwe i istotne w ewangelizacji dzisiejszego świata, powołały w Boliwii organizację pod nazwą Apostolat Nowej Ewangelizacji, która zajmuje się rozpowszechnianiem Bożego orędzia podyktowanego Catalinie.

W najnowszym wydaniu jej książek, do których należy również „Tajemnica Mszy Świętej”, arcybiskup Apaza napisał: „Przeczytaliśmy książki Cataliny i jesteśmy przekonani, że jedynym ich celem jest prowadzenie nas wszystkich drogą zapoczątkowaną w Ewangelii. Książki te również podkreślają wyjątkowe miejsce Dziewicy Maryi – naszego wzoru w naśladowaniu i podążeniu za Jezusem Chrystusem – Matki, której powinniśmy się powierzyć z całkowitym zaufaniem i miłością. Książki te pokazują, jak powinien postępować prawdziwie wierzący chrześcijanin. Z tych wszystkich względów wyrażam zgodę na ich wydrukowanie i dystrybucję oraz polecam, jako materiał do medytacji i duchowego kierownictwa, odpowiadając na wezwanie Pana, który pragnie zbawić wiele dusz, ukazując im, że jest Bogiem żywym, pełnym miłosierdzia i miłości.”

TAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJ

Tekst pochodzi z książki: „Tajemnica Mszy Świętej”. Świadectwo Cataliny Rivas, przedruk ze strony internetowej: http://www.jankowice.rybnik.pl/czytelnia/catalina-rivas.html)

Catalina Rivas

1Jest to świadectwo, które muszę i chcę dać całemu światu dla większej chwały Bożej i dla zbawienia tych, którzy chcą otworzyć serca Panu. Także po to, by wiele osób konsekrowanych Bogu na nowo roznieciło w sobie ogień miłości do Chrystusa; niektórzy z nich mają ręce posiadające władzę, by uobecniać Go w tym świecie, tak by stał się naszym pokarmem. Dla innych, aby przełamali „praktykę rutyny” w przyjmowaniu Go i na nowo ożywili w sobie zadziwienie nad codziennym spotkaniem z Miłością. I dla moich świeckich braci i sióstr na całym świecie, aby żyli wielkodusznie tym największym Cudem: celebracją Eucharystii.

Była to wigilia uroczystości Zwiastowania i członkowie naszej grupy przystąpili do Sakramentu Pojednania. Niektóre panie z grupy modlitewnej nie mogły tego uczynić, więc przełożyły Sakrament na następny dzień przed Mszą Świętą. Kiedy przyszłam do Kościoła przed Mszą Św. następnego dnia, trochę późno, Arcybiskup i kapłani już wychodzili z zakrystii. Dziewica Maryja powiedziała swoim słodkim kobiecym głosem, który działa na duszę:

„Dzisiaj jest dzień nauki dla ciebie i chcę, abyś zwróciła szczególną uwagę na to, czego będziesz świadkiem. Wszystkim, czego dziś doświadczysz, masz podzielić się z całą ludzkością.”

Byłam głęboko wzruszona, nie rozumiejąc, dlaczego, ale starałam się być bardzo uważna. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, był chór pięknych głosów, który śpiewał jakby z oddali. Na chwilę muzyka przybliżała się, a następnie oddalała jak odgłos wiatru. Arcybiskup rozpoczął Mszę Świętą, i gdy doszedł do Aktu Pokuty, Najświętsza Dziewica powiedziała:

„Z głębi serca proś Pana o przebaczenie swoich win, które Go obraziły. W ten sposób będziesz mogła godnie brać udział w tym przywileju, jakim jest Msza Św.”

Przez ułamek sekundy pomyślałam: Na pewno jestem w stanie łaski Bożej; wczoraj wieczorem poszłam do spowiedzi. Matka Boża odpowiedziała:

„Czy sądzisz, że od wczorajszego wieczoru nie obraziłaś Boga? Pozwól mi przypomnieć ci o kilku rzeczach. Kiedy wyszłaś z domu idąc tutaj, dziewczyna, która ci pomaga podeszła do ciebie i poprosiła o coś, a ty, ponieważ byłaś spóźniona, nie odpowiedziałaś jej zbyt miło. To był brak miłości z twojej strony, a ty mówisz, że nie obraziłaś Boga…? W drodze tutaj, autobus wjechał na dróżkę, którą szłaś i omal cię nie potrącił. Odniosłaś się do tego biednego człowieka w sposób nieodpowiedni, zamiast modlić się i przygotowywać do Mszy. Zabrakło ci miłości i straciłaś pokój i cierpliwość. I mówisz, że nie zraniłaś Boga? Przychodzisz w ostatniej minucie, gdy procesja celebransów już wychodzi, by celebrować Mszę Św… i zamierzasz uczestniczyć bez uprzedniego przygotowania…”

Odpowiedziałam: „Dobrze, moja Matko, nie mów już nic więcej. Nie musisz mi przypominać więcej, bo umrę ze smutku i wstydu.”

2„Dlaczego wy wszyscy musicie przychodzić w ostatnim momencie? Powinniście przychodzić wcześniej, aby móc się pomodlić i prosić Pana, aby zesłał Swojego Ducha Świętego, który może udzielić wam pokoju i oczyścić z ducha świata, waszych kłopotów, problemów i rozproszeń, aby uzdolnić was do przeżywania tego tak świętego momentu. Jednakże, przychodzicie prawie w momencie, gdy celebracja się już zaczyna i uczestniczycie jak w zwykłym wydarzeniu bez żadnego duchowego przygotowania. Dlaczego? To jest największy z Cudów. Przychodzicie przeżywać moment, gdy Najwyższy Bóg udziela swojego największego daru i nie potraficie go docenić.”

Tego było już dosyć. Czułam się tak źle, że miałam aż nadto, by prosić Boga o przebaczenie. Nie tylko z powodu win tego dnia, ale także za te wszystkie przypadki, kiedy podobnie jak wielu innych ludzi czekałam, kiedy kapłan skończy homilię, by wejść do kościoła. Także za te przypadki, gdy nie wiedziałam lub nie chciałam zrozumieć, co to znaczy być tutaj, i za te, kiedy moja dusza była pełna ciężkich grzechów i miałam śmiałość brać udział we Mszy Św. Była to uroczystość i miało być odmawiane Chwała. Matka Bożą powiedziała:

„Wychwalaj i błogosław całym swoim sercem Świętą Trójcę, uznając, że jesteś jednym z Jej stworzeń.”

Jakże inne było to Chwała! Nagle zobaczyłam siebie w odległym miejscu pełnym światła, przed Majestatem Tronu Boga. Z tak wielką miłością dziękowałam Bogu, gdy powtarzałam: „Dla Twojej wielkiej chwały, wychwalamy Cię, błogosławimy Ciebie, uwielbiamy Ciebie, oddajemy Ci chwałę, dziękujemy Ci, Panie Boże, Królu Nieba, Boże Ojcze Wszechmogący.” I przypomniałam sobie ojcowską twarz Ojca, pełną dobroci. „Panie Jezu Chryste, Jednorodzony Synu Ojca, Panie Boże, Baranku Boży, Ty gładzisz grzechy świata…” A Jezus był przede mną, z twarzą pełną łagodności i Miłosierdzia… „Bo tylko Tyś jest Święty, tylko Tyś jest Panem, tylko Tyś Najwyższy, Jezu Chryste z Duchem Świętym…” Bóg pięknej Miłości. Ten, który w tej chwili sprawił, że cała moja istota drży… I poprosiłam: „Panie, wybaw mnie od wszelkiego zła. Moje serce należy do Ciebie. Mój Boże, ześlij mi Twój pokój, żebym mogła osiągnąć jak największe korzyści z Eucharystii i żeby moje życie mogło przynieść jak najlepsze owoce. Duchu święty, przekształć mnie, działaj we mnie, prowadź mnie. O Boże, udziel mi darów, których potrzebuję, by lepiej Ci służyć!”

Przyszedł czas Liturgii Słowa i Dziewica Maryja kazała mi powtarzać:

„Panie Boże, chcę słuchać Twojego Słowa i przynieść obfity owoc. Niech Twój Święty Duch oczyści wnętrze mojego serca, aby Słowo Boże wzrastało i rozwijało się, oczyszczając moje serce, tak by było dyspozycyjne.” Matka Boża powiedziała: „Módl się w sposób następujący: (i ja powtarzałam) Panie, ofiaruję wszystko, czym jestem, wszystko, co posiadam, wszystko, co mogę. Kładę wszystko w Twoje Ręce. Kształtuj tę małą istotę, którą jestem. Przez zasługi Twojego Syna przekształć mnie, Wszechmogący Boże. Proszę Cię za moją rodzinę, moich dobroczyńców, za każdego członka Apostolatu, za wszystkich, którzy walczą przeciwko nam, za tych, którzy polecają się moim ubogim modlitwom. Naucz mnie kłaść moje serce jakby na ziemi przed nimi, żeby mogli iść bardziej miękko. Oto jak modlili się Święci; oto jak pragnę, byście wszyscy robili.”

Oto jak Jezus prosi nas, byśmy się modlili, żebyśmy kładli nasze serca jakby na ziemi, żeby inni nie czuli twardości, ale raczej żebyśmy łagodzili ból ich kroków. Kilka lat później czytałam książkę z modlitwami świętego, którego bardzo kocham, Jose Maria Escriva de Balaguer, i w tej książce znalazłam modlitwę podobną do tej, której nauczyła mnie Najświętsza Dziewica. Może modlitwy tego Świętego, któremu zawierzyłam siebie, podobały się Matce Bożej. Nagle zaczęły powstawać jakieś postacie, których wcześniej nie widziałam. Wyglądało to tak, jakby u boku każdej osoby obecnej w Katedrze, pojawiła się inna osoba i wkrótce cała Katedra zapełniła się młodymi pięknymi ludźmi. Byli oni ubrani w białe szaty i skierowali się do głównej nawy, a następnie podeszli do ołtarza. Matka Boża powiedziała:

3„Patrz. To są Aniołowie Stróżowie wszystkich ludzi, którzy są tutaj. To jest moment, kiedy twój Anioł Stróż zanosi twoje ofiary i prośby przed Ołtarz Boga.”

Byłam zdumiona, bo te istoty miały tak piękne twarze, tak promieniujące, że nie można sobie tego wyobrazić. Ich oblicza były bardzo piękne, niemalże z kobiecymi rysami; budowa ciała, ręce, postawa były męskie. Ich bose stopy nie dotykały podłogi, jakby się prześlizgiwały. Procesja była bardzo piękna. Niektórzy z nich nieśli coś, jakby złote misy z czymś, co lśniło jak złociste światło. Matka Boża powiedziała:

To są Aniołowie Stróżowie ludzi, którzy ofiarują tę Mszę Świętą w wielu intencjach, tych, którzy są świadomi, co znaczy ta celebracja. Oni mają coś do ofiarowania Bogu (…) Ofiaruj siebie w tej chwiliofiaruj swoje smutki, bóle, nadzieje, radości, prośby. Pamiętaj, ze Msza Św. ma nieskończoną wartość. Dlatego bądź hojna w ofiarowaniu i proszeniu.”

Za pierwszymi Aniołami szli następni, którzy nie mieli niczego w rękach; szli z pustymi rękami. Maryja powiedziała:

To są Aniołowie ludzi, którzy są tutaj, ale nigdy niczego nie ofiarują. Nie są zainteresowani tym, by przeżywać każdy moment Mszy Św. i nie mają darów, by je zanieść przed Ołtarz Boga.”

Na końcu procesji szli inni Aniołowie, którzy byli raczej smutni, z rękami złożonymi do modlitwy, ale ze spuszczonymi oczami.

„To są Aniołowie Stróżowie ludzi, którzy są tutaj, ale nie chcą być, to znaczy ci, którzy zostali zmuszeni do przyjścia, którzy przyszli z obowiązku, ale bez żadnego pragnienia uczestniczenia we Mszy Św. Aniołowie idą smutni, ponieważ nie mają nic do zaniesienia przed Ołtarz poza własnymi modlitwami. Nie zasmucajcie swojego Anioła Stróża. Proście o wiele, proście o nawrócenie grzeszników, o pokój w świecie, za waszych sąsiadów, za tych, którzy proszą was o modlitwę. Proście, proście o, wiele, ale nie tylko za was samych, ale także za wszystkich. Pamiętajcie, że ofiara, która najbardziej podoba się Panu jest ta, kiedy ofiarujecie siebie samych, jako ofiarę całopalną, tak żeby Jezus mógł zstąpić i przekształcić was przez swoje zasługi. Co wy macie do ofiarowania Ojcu sami z siebie? Nicość i grzech. Ale ofiarowanie siebie samego złączone z zasługami Jezusa podoba się Ojcu.”

Widok tej procesji był tak piękny, że trudno byłoby porównać go z czymkolwiek. Te wszystkie niebiańskie istoty pochylające się przed ołtarzem, niektóre zostawiające swoje ofiary na podłodze, inne prosperujące się z czołem prawie dotykającym ziemi. Skoro tylko przybyły do ołtarza, zniknęły mi z oczu. Nadszedł końcowy moment Prefacji i kiedy całe zgromadzenie mówiło: „Święty, Święty, Święty”, nagle wszystko, co znajdowało się za celebransami zniknęło. Za Arcybiskupem z lewej strony tysiące aniołów ukazało się po przekątnej, mali aniołowie, wielcy aniołowie, aniołowie z dużymi skrzydłami, aniołowie z małymi skrzydłami, bez skrzydeł. Tak jak poprzedni wszyscy byli ubrani w białe szaty kapłańskie lub ministranckie. Każdy z nich ukląkł ze złożonymi rękami i pochylił głowę ze czcią. Słychać było piękną muzykę jakby wiele chórów z różnymi głosami, wszyscy śpiewali unisono razem z ludźmi: Święty, Święty, Święty… Nadszedł moment Konsekracji, najcudowniejszy z Cudów. Za Arcybiskupem z prawej strony pojawiło się mnóstwo ludzi, także po przekątnej. Byli oni ubrani w identyczne tuniki, ale w kolorach pastelowych: różowych, zielonych, jasnoniebieskich, liliowych, żółtych, jednym słowem w różnych i bardzo ciepłych kolorach. Ich twarze były także jaśniejące, pełne radości. Zdawali się być w tym samym wieku. Można było zauważyć (nie potrafię powiedzieć, dlaczego), że byli ludźmi w różnym wieku, ale ich twarze wyglądały jednakowo, bez zmarszczek, szczęśliwe. Wszyscy oni także uklękli na śpiew „Święty, Święty, Święty Pan…” Matka Boża powiedziała:

To są dusze wszystkich Świętych i błogosławionych w Niebie. Pomiędzy nimi są dusze twoich krewnych, którzy już się cieszą oglądaniem Boga.”

Następnie zobaczyłam Ją dokładnie po prawej stronie Arcybiskupa, krok za celebransem. Była zawieszona odrobinę nad podłogą, klęcząc na jakimś bardzo solidnym przezroczystym i jednocześnie jaśniejącym materiale jakby czystej wodzie. Najświętsza Dziewica, z rękami złożonymi patrzyła z uwagą i szacunkiem na celebransa. Stamtąd mówiła do mnie, ale bez słów prosto do serca, nie patrząc na mnie:

4Dziwi cię to, że stoję za Arcybiskupem, nieprawdaż? Tak właśnie powinno być… Z całą miłością, jaką Syn mi daje, On nie udzielił mi godności, której udzielił kapłanom; uobecniania codziennego Cudu moimi rękami, tak jak to oni robią swoimi kapłańskimi rękami. Dlatego czuję głęboki szacunek dla kapłanów i dla cudu, którego Bóg dokonuje przez nich, co skłania mnie do uklęknięcia za nimi.”

O mój Boże, jak wielką godność, jak wielką łaskę wlewa Bóg w dusze kapłańskie, a ani my, a może niektórzy z nich także, nie jesteśmy tego świadomi. Za ołtarzem ukazały się cienie ludzi w szarych kolorach z rękami wzniesionymi. Matka Boża powiedziała:

„To są błogosławione dusze z czyśćca, którzy czekają na wasze modlitwy, by mogły być uwolnione. Nie przestawaj modlić się za nie. Oni modlą się za was, ale nie mogą modlić się za siebie. Ty masz się za nie modlić, aby pomóc im wyjść z czyśćca, aby mogli być z Bogiem i cieszyć się Nim wiecznie. Teraz to widzisz; jestem tutaj przez cały czas. Ludzie idą na pielgrzymki, szukają miejsc, gdzie się ukazałam. Jest to dobre z powodu łask, które tam otrzymają. Ale w żadnym objawieniu, w żadnym innym miejscu nie jestem bardziej obecna niż w czasie Mszy Świętej. Zawsze Mnie znajdziesz u stóp ołtarza, gdzie jest odprawiana Eucharystia. U stóp Tabernakulum, pozostaję z aniołami, ponieważ jestem zawsze z Jezusem.”

Widzieć piękne oblicze Matki w chwili odmawiania słów „Święty, Święty, Święty…”, a także innych z promieniejącymi twarzami, rękami złożonymi, oczekującymi na cud, który się nieustannie powtarza, było przebywaniem jakby w samym niebie. I pomyśleć, że są ludzie, którzy w tym momencie mogą być rozproszeni rozmową. Boli mnie, gdy mówię, że wielu mężczyzn, więcej niż kobiet stoi ze skrzyżowanymi rękami jakby składając hołd tak jak równemu sobie. Maryja powiedziała:

„Powiedz wszystkim, że człowiek nie jest nigdy bardziej człowiekiem, niż kiedy zgina kolana przed Bogiem.”

Celebrans wypowiedział słowa Konsekracji. Był on człowiekiem normalnego wzrostu, ale nagle zaczął rosnąć, napełniając się światłem, nadzwyczajnym światłem koloru pomiędzy bielą i złotem, które go ogarnęło i stało się bardzo silne wokół głowy. Z tego powodu nie mogłam dostrzec rysów. Kiedy podniósł Hostię zobaczyłam Jego ręce. Na wierzchu dłoni miał jakieś znaki, z których emanowało dużo światła. To był Jezus! To On otaczał Sobą celebransa, otaczał z miłością jego ręce. W tym momencie Hostia zaczęła rosnąć i stała się wielka. Ukazała się cudowna twarz Jezusa patrzącego na swój lud. Instynktownie chciałam pochylić głowę i Matka Boża powiedziała:

5„Nie patrz w dół. Patrz w górę i kontempluj Go. Wymień z Nim spojrzenia i powtórz modlitwę z Fatimy: Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Ciebie, ufam Tobie i kocham Ciebie. Proszę, przebacz tym, którzy nie wierzą, nie uwielbiają, nie ufają i nie kochają Ciebie. …Przebaczenie i Miłosierdzie… A teraz powiedz Mu, jak bardzo Go kochasz i złóż hołd Królowi Królów.”

Wypowiedziałam te słowa i wydawało się, jakbym była jedyną, na którą On patrzył z ogromnej Hostii. Ale poznałam, że w taki sposób z pełnią miłości spogląda na każdą osobę. Pochyliłam głowę czołem dotykając ziemi, jak to czynili wszyscy aniołowie i błogosławieni z nieba. Przez ułamek sekundy dziwiłam się, jak Jezus przybrał ciało celebransa i jednocześnie był w środku Hostii. Kiedy celebrans położył Hostię, wrócił do normalnych rozmiarów. Łzy płynęły z moich oczu; nie mogłam wyjść z podziwu.

Za chwilę Arcybiskup wypowiedział słowa Konsekracji nad winem, i gdy słowa były wymawiane, ukazało się światło z nieba w tle. Ściany i sufit kościoła zniknęły. Wszędzie była ciemność poza błyszczącym światłem z ołtarza. Nagle zobaczyłam zawieszonego w powietrzu Ukrzyżowanego Jezusa. Widziałam Go od głowy do dolnej części piersi. Belka krzyża była podtrzymywana przez jakieś duże, silne ręce. Ze środka tego jasnego światła wyszło małe światełko podobne do lśniącego małego gołębia, który przefrunął szybko nad kościołem. Spoczął na lewym ramieniu Arcybiskupa, który dalej ukazywał się jako Jezus. Mogłam rozpoznać Jego długie włosy, jaśniejące rany i ogromne ciało, ale nie mogłam dostrzec twarzy. W górze był Ukrzyżowany Jezus, z głową opartą na prawym ramieniu. Mogłam kontemplować Jego twarz, zbite ramiona i poszarpane ciało. Po prawej stronie klatki piersiowej miał ranę, z której tryskała krew w kierunku lewej strony, a na prawo coś, co wyglądało jak woda, ale było bardzo błyszczące. Wyglądało to bardziej jak strumienie światła wychodzące w kierunku wierzących i poruszające się w prawo i w lewo. Byłam zdumiona ilością Krwi, która spływała do kielicha. Myślałam, że się przeleje i zabarwi cały ołtarz, ale ani jedna kropla się nie rozlała. W tym momencie Maryja powiedziała:

To jest cud nad cudami. Powiedziałam ci przedtem, że Bóg nie jest ograniczony ani czasem ani przestrzenią. W chwili Konsekracji, całe zgromadzenie jest zabierane do stóp Kalwarii w chwili krzyżowania Jezusa.”

Czy ktokolwiek może to sobie wyobrazić? Moje oczy tego nie mogą dostrzec, ale my wszyscy jesteśmy tam w momencie, gdy krzyżują Jezusa. A On prosi Ojca o przebaczenie nie tylko dla tych, którzy Go zabili, ale także o przebaczenie wszystkich naszych grzechów: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” Od tego dnia nie dbam o to, że świat sądzi, iż jestem szalona, ale proszę każdego, żeby uklęknął i próbował żyć z całego serca, z całą wrażliwością, na którą go stać, przywilejem, który daje nam Bóg. Kiedy mieliśmy odmawiać Ojcze Nasz, Pan przemówił po raz pierwszy w czasie celebracji:

„Poczekaj, chcę, żebyś się modliła z największą głębią, do jakiej jesteś zdolna. W tej chwili przypomnij sobie osobę lub osoby, które wyrządziły ci wielką krzywdę w ciągu życia, tak żebyś je serdecznie uścisnęła i powiedziała im z serca: „W Imię Jezusa przebaczam wam i życzę wam pokoju. W Imię Jezusa proszę was o przebaczenie i życzenie mi pokoju. Jeśli osoba jest godna pokoju, otrzyma go i poczuje się lepiej. Jeśli osoba nie jest zdolna otworzyć się na ten pokój, wróci on do twojego serca. Nie chcę, żebyś otrzymywała lub ofiarowała pokój, gdy nie jesteś zdolna przebaczyć i pierwsza odczuć go w swoim sercu.”(…)”Uważaj na to, co robisz„, kontynuował Pan, „powtarzasz w Ojcze Nasz: przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy tym, którzy zawinili względem nas. Jeśli jesteś zdolna przebaczyć, ale nie zapomnieć, jak niektórzy mówią, stawiasz warunki przebaczeniu Boga. Mówisz: Przebaczasz mi tylko tak jak ja jestem zdolna przebaczyć, ale nie więcej.”

Nie wiem, jak wytłumaczyć swój ból, jak bardzo możemy ranić Boga. I jak bardzo możemy ranić siebie samych przez tyle urazów, złych uczuć i niepochlebnych rzeczy, które rodzą się z naszych uprzedzeń i nadwrażliwości. Przebaczyłam; przebaczyłam z serca i poprosiłam o przebaczenie wszystkich ludzi, których zraniłam kiedykolwiek, aby odczuć pokój Boży. Celebrans powiedział, „obdarz nas pokojem i jednością…”a następnie, „pokój Pański niech będzie z wami wszystkimi.” Nagle zobaczyłam, że pomiędzy niektórymi (nie wszystkimi) ludźmi, którzy się ściskali, pojawiło się bardzo intensywne jasne światło. Wiedziałam, że to był Jezus i prawie, że rzuciłam się, by uścisnąć osobę obok mnie. Naprawdę mogłam odczuć uścisk Pana w tym świetle. To On mnie uścisnął udzielając mi swojego pokoju, ponieważ w tym momencie byłam zdolna przebaczyć i usunąć z serca cały żal do innych. Tego właśnie chce Jezus, by dzielić się tą chwila radości, biorąc nas w objęcia i życząc nam swojego pokoju. Nadeszła chwila Komunii kapłańskiej. Ponownie zobaczyłam wszystkich kapłanów obok Arcybiskupa.

6Kiedy on przyjął Komunię Świętą, Maryja powiedziała:

To jest chwila na modlitwę za celebransa i kapłanów, którzy mu towarzyszą. Powtarzaj razem ze Mną: „Boże, błogosław im, uświęcaj ich, pomagaj im, oczyszczaj ich, kochaj ich, troszcz się o nich i wspieraj ich swoją miłością. Pamiętaj o wszystkich kapłanach świata, módl się za wszystkie dusze konsekrowane…”

Drodzy bracia i siostry, to jest moment, w którym powinniśmy modlić się za nich, bo oni są Kościołem tak jak i my, świeccy. Wiele razy my, świeccy, żądamy tak wiele od kapłanów, ale nie jesteśmy zdolni modlić się za nich, niezdolni zrozumieć, że oni są ludźmi, niezdolni zrozumieć i docenić samotności, która często towarzyszy kapłanowi. Powinniśmy zrozumieć, że kapłani są ludźmi tak jak my i że potrzebują być zrozumiani, otoczeni opieką. Potrzebują naszego uczucia i uwagi, ponieważ oddają swoje życie za każdego z nas jak Jezus, przez bycie konsekrowanymi dla Niego. Pan Bóg chce, żeby lud, który mu powierzył, modlił się i pomagał w uświęcaniu Pasterza. Pewnego dnia, gdy będziemy już po drugiej stronie, zrozumiemy cuda, które Pan zdziałał, dając nam kapłanów, którzy pomagają nam zbawiać nasze dusze. Ludzie zaczęli wychodzić z ławek do Komunii. Nadeszła wielka chwila spotkania. Pan powiedział do mnie: „Poczekaj chwilę; Chcę, żebyś coś zobaczyła…” Poruszona wewnętrznym impulsem podniosłam wzrok na osobę, która miała przyjąć Komunię Świętą na język z rąk kapłana. Spostrzegłam, że to była jedna z pań z naszej grupy, która poprzedniego wieczoru nie mogła pójść do spowiedzi, ale dziś rano uczyniła to przed Mszą Świętą. Kiedy kapłan położył Świętą Hostię na jej języku, błysk złocistego światła przeszedł przez tę osobę, najpierw przez plecy, następnie otaczając ją z tyłu, wokół ramion, a na końcu wokół głowy. Pan powiedział:

Oto jak się cieszę obejmując duszę, która przychodzi z czystym sercem, by Mnie przyjąć.”

Ton głosu Jezusa był tonem szczęśliwego człowieka. Byłam zdumiona widząc moją przyjaciółkę wracającą do ławki otoczoną światłem, w uścisku Pana. Pomyślałam o cudzie, który tracimy wiele razy, przyjmując Jezusa z małymi lub wielkimi winami, podczas gdy powinno być to święto. Wiele razy mówimy, że nie ma kapłanów, do których można pójść do spowiedzi w jakimś momencie. Ale problem nie jest w tym, by się móc spowiadać, ale w naszej łatwości ponownego wpadania w zło. Z drugiej strony w ten sam sposób, w jaki szukamy pięknego salonu, a mężczyźni fryzjera, gdy urządzamy przyjęcie, musimy także podjąć wysiłek poszukania kapłana, gdy potrzebujemy usunąć brud z nas samych. Nie możemy śmiało przyjmować Jezusa w momencie, gdy nasze serce pełne jest brzydkich rzeczy. Kiedy poszłam przyjąć Komunię, Jezus powiedział do mnie:

Ostatnia Wieczerza była momentem największej intymności z Moimi bliskimi. W czasie tej godziny miłości, ustanowiłem to, co mogło być uważane za akt szaleństwa w oczach ludzi, uczynienie Siebie więźniem Miłości. Ustanowiłem Eucharystię. Chciałem pozostać z wami do końca wieków, ponieważ Moja Miłość nie mogła znieść, żebyście pozostali sierotami, wy, których ukochałem bardziej niż własne życie.”

Otrzymałam Hostię, która miała inny smak. Było to połączenie krwi i kadzidła, poczułam się całkowicie pochłonięta. Czułam tak wielką miłość, że łzy spływały mi po policzkach i nie mogłam ich powstrzymać. Kiedy wróciłam na swoje miejsce, gdy klęczałam, Pan powiedział: „Posłuchaj…” Chwilę później usłyszałam modlitwy pani, która siedziała przede mną i która właśnie przyjęła Komunię Świętą. To, co mówiła nie otwierając ust brzmiało mniej więcej tak: „Panie, pamiętaj, że jest koniec miesiąca i my nie mamy pieniędzy, by zapłacić za czynsz, opłaty za samochód i szkołę dzieci. Musisz coś zrobić, by mi pomócProszę, spraw, by mój mąż nie pił tak dużo. Nie mogę już wytrzymać jego upijania się tak często i mój najmłodszy syn będzie powtarzał znowu rok, jeśli mu nie pomożesz. On ma egzaminy w tym tygodniu… I nie zapomnij o naszej sąsiadce, która musi się przenieść. Niech ona zrobi to zaraz. Nie mogę już dłużej jej znieść… etc. etc.” Następnie Arcybiskup powiedział: „Módlmy się,” i całe zgromadzenie powstało na końcową modlitwę. Jezus powiedział ze smutkiem:

Czy zwróciłaś uwagę na jej modlitwę? Ani przez chwilę nie powiedziała mi, że Mnie kocha. Ani przez chwilę nie podziękowała Mi za dar, którego jej w tym celu, aby ją podnieść do Mnie. Ani przez chwilę nie powiedziała: dziękuję Ci, Panie. To była litania próśb… i tak jest prawie ze wszystkimi, którzy Mnie przyjmują.” (…) „Umarłem z miłości i zmartwychwstałem. Z miłości czekam na każdego z was i z miłości pozostaję z wami. Ale wy nie zdajecie sobie sprawy, że potrzebuję waszej miłości. Pamiętaj, że jestem Żebrakiem Miłości w tej wzniosłej dla duszy godzinie.”

7Czy zdajecie sobie sprawę, że On, Miłość żebrze o naszą miłość i my Mu jej nie dajemy? Co więcej, unikamy tego spotkania z Miłością ponad inne miłości, z jedyną miłością, która daje się w nieustannej ofierze. Kiedy celebrans miał udzielić błogosławieństwa, Matka Boża powiedziała:

Bądź uważna, staraj się… Robisz jakiś stary znak zamiast znaku Krzyża. Pamiętaj, że to błogosławieństwo może być ostatnie, jakie otrzymujesz z rąk kapłana. Nie wiesz, gdy stąd odchodzisz, czy umrzesz czy nie. Nie wiesz, czy będziesz miała możliwość otrzymać błogosławieństwo od innego kapłana. Te konsekrowane ręce udzielają ci błogosławieństwa w Imię Trójcy Przenajświętszej. Dlatego czyń znak Krzyża z szacunkiem jakby to było ostatni raz w twoim życiu.”

Jak bardzo brakuje nam zrozumienia i uczestnictwa w codziennej Mszy Świętej! Dlaczego by nie zacząć dnia pół godziny wcześniej i pójść na Mszę Świętą i otrzymać wszystkie błogosławieństwa, które Pan chce na nas zlać? Jestem świadoma, że z powodu obowiązków nie każdy może uczestniczyć w codziennej Mszy, ale przynajmniej dwa lub trzy razy w tygodniu. Tak wielu opuszcza Mszę Świętą w niedziele za najmniejszą wymówką, że mają dziecko, lub dwoje lub dziesięcioro dzieci, i dlatego nie mogą pójść na Mszę Świętą. Jak sobie ludzie poradzą, skoro mają inne ważne zobowiązania? Niech zabiorą wszystkie dzieci, lub niech idą na zmianę, mąż na jedną godzinę, żona na inną, ale niech spełnią swój obowiązek przed Bogiem. Mamy czas na studium, na pracę, na rozrywkę, odpoczynek, ale NIE MAMY CZASU, BY PRZYNAJMNIEJ W NIEDZIELĘ IŚĆ NA MSZĘ ŚWIĘTĄ. Jezus poprosił mnie, żebym pozostała z jeszcze przez kilka minut po zakończeniu Mszy Świętej. Powiedział:

Nie wychodź pośpiesznie po zakończeniu Mszy Świętej. Pozostań w Moim towarzystwie i ciesz się nim i pozwól Mi cieszyć się twoim…”

Jako dziecko słyszałam, że Pan Jezus pozostaje z nami przez pięć lub dziesięć minut po Komunii. Zapytałam Pana w tym momencie: „Panie, jak długo pozostajesz z nami po Komunii?” Myślę, że Jezus musiał się śmiać z mojej głupoty, gdy odpowiedział:

Przez cały czas, kiedy chcesz być ze Mną. Jeśli będziesz mówić do Mnie przez cały dzień w czasie twojej pracy, będę cię słuchać. Ja zawsze jestem z tobą. To ty Mnie opuszczasz. Wychodzisz ze Mszy Świętej i dzień obowiązku się kończy. Uczciłaś dzień Pański i wszystko dla ciebie skończone. Nie sądzisz, ze chciałbym uczestniczyć w twoim rodzinnym życiu z tobą, przynajmniej tego dnia.” (…) „W waszych domach macie miejsce na wszystko: pokoje do różnych zajęć: do spania, do gotowania, inny do jedzenia, itd. Jakie miejsce przeznaczyliście dla Mnie? To nie powinno być miejsce, gdzie macie tylko obraz, na którym zbiera się kurz, ale miejsce, gdzie przynajmniej przez pięć minut każdego dnia rodzina spotyka się, by podziękować za dzień i za dar życia, prosić w potrzebach, o błogosławieństwo, opiekę, zdrowie. Wszystko ma miejsce w waszych domach oprócz Mnie.” (…) „Ludzie planują dzień, tydzień, semestr, wakacje, itd. Wiedzą, gdzie będą odpoczywać, w jaki dzień pójdą do kina lub na przyjęcie, kiedy odwiedzą babcię lub wnuczki, dzieci, przyjaciół i kiedy skorzystają z rozrywki. Ile rodzin mówi przynajmniej raz w miesiącu: „Dzisiaj jest dzień, by odwiedzić Jezusa w Tabernakulum” i cała rodzina przychodzi, by porozmawiać ze Mną? Ilu siada przede Mną i rozmawia ze Mną, opowiadając Mi, co się wydarzyło od ostatniego razu, opowiadając Mi swoje problemy, trudności, prosząc Mnie o to, czego potrzebują… czyniąc Mnie częścią tego wszystkiego? Ile razy?” (…) „Ja wiem wszystko. Czytam nawet najgłębsze sekrety waszych serc i umysłów. Ale cieszę się, gdy mówicie Mi o swoim życiu, gdy pozwalacie Mi w nim uczestniczyć, jako członkowi rodziny, jako bliskiemu przyjacielowi. Jak wiele łask człowiek traci, jeśli nie daje Mi miejsca w swoim życiu!”

Gdy pozostawałam z Nim tego dnia i w ciągu wielu innych, pouczał nas dalej. Dzisiaj chcę podzielić się z wami misją, którą mi powierzył. Jezus powiedział: „

Chciałem zbawić Moje stworzenie. Moment otwarcia drzwi do nieba był przesiąknięty zbyt wielkim bólem… Pamiętaj, że nawet matka nie karmi swojego dziecka własnym ciałem. Doszedłem do granic miłości, by udzielić wam wszystkim swoich zasług.” (…) „Msza Święta to jestem Ja przedłużający Moje życie i Moją Mękę na krzyżu pośród was. Co byście mieli bez zasług Mojego życia i Mojej Krwi, by stanąć przed Ojcem? Nic, nędzę i grzech… Musicie przewyższać w cnocie aniołów i archaniołów, bo oni nie mają radości przyjmowania Mnie, jako pokarmu tak jak wy. Oni piją kroplę ze źródła, a wy, którzy macie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean do picia.”

Inną sprawą, o której Pan mówił z bólem dotyczyła ludzi, którzy spotykają się z Nim z przyzwyczajenia, tych, którzy zagubili lęk przed każdym spotkaniem z Nim. Rutyna sprawia, że ludzie stają się tak obojętni, że nie mają niczego nowego do powiedzenia Jezusowi, gdy Go przyjmują. Powiedział także, że jest tak dużo dusz konsekrowanych, które utraciły swój entuzjazm zakochania w Bogu, i przekształciły swoje powołanie w zajęcie, zawód, do którego nic się nie dodaje, poza tym, co jest wymagane, i to bez uczucia… Pan mówił mi o owocach, które muszą pochodzić z każdej Komunii, którą przyjmujemy. Zdarza się, że są ludzie, którzy przyjmują codziennie Jezusa, ale nie zmieniają swojego życia. Spędzają wiele godzin na modlitwie i robią wiele rzeczy, itd. Ale ich życie nie przekształca się, a życie, które się nie zmienia, nie może przynieść prawdziwych owoców dla Boga.

Zasługi, jakie otrzymujemy w Eucharystii powinny przynieść owoce nawrócenia w nas i owoce miłości względem naszych braci i sióstr. My, ludzie świeccy mamy wielką rolę do spełnienia w Kościele. Nie mamy prawa milczeć, ponieważ Pan posyła nas, nas wszystkich, jako ochrzczonych, byśmy szli i głosili Dobrą Nowinę. Nie mamy prawa przyswajać tej całej wiedzy i nie dzielić się nią z innymi, pozwalać, by nasi bracia i siostry umierali z głodu, podczas gdy mamy tyle chleba w naszych rękach. Nie możemy patrzeć, gdy Kościół wali się, kiedy my żyjemy wygodnie w naszych parafiach i domach, otrzymując nieustannie tyle od Pana: Jego Słowo, homilie, pielgrzymki, Miłosierdzie Boże w Sakramencie Pojednania, cudowne zjednoczenie w pokarmie Komunii, pouczenia kapłańskie.

Innymi słowy, otrzymujemy tak dużo, a nie mamy odwagi porzucić strefę naszego komfortu i pójść do więzienia, do instytucji poprawczych, rozmawiać z najbardziej potrzebującymi. Pójść i powiedzieć im, by się nie poddawali, że są katolikami, i że Kościół ich na tym miejscu potrzebuje, potrzebuje ich cierpienia, ponieważ ich cierpienie posłuży do zbawienia innych, ponieważ ta ofiara zdobędzie im życie wieczne. Nie jesteśmy w stanie pójść do szpitali, gdzie są terminalnie chorzy i przez odmawianie Koronki do Miłosierdzia, pomóc im naszymi modlitwami w tym czasie walki pomiędzy dobrem a złem, aby uwolnić ich od sideł i pokus szatana. Każdy umierający ma lęk, a proste ujęcie za rękę i powiedzenie im o miłości Bożej i cudach, które czekają na nich w niebie blisko Jezusa i Maryi, blisko ich zmarłych, daje im pociechę.

Czas, w którym aktualnie żyjemy nie pozwala nam być obojętnymi. Musimy być przedłużeniem rąk kapłanów i iść tam, gdzie oni nie mogą dotrzeć. Ale do tego potrzebujemy odwagi. Musimy przyjmować Jezusa, karmić się Jezusem, żyć z Jezusem. Boimy się poświęcić siebie bardziej. Gdy Pan mówi, „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dodane„, mówi do wszystkich, braci i sióstr. Znaczy to szukać Królestwa Bożego wszystkimi możliwymi sposobami i … otwierać ręce, by otrzymać WSZYSTKO! Dlatego, że On jest Panem, Który odpłaca najlepiej, jest Tym, który jest uważny na nasze najmniejsze potrzeby.

Bracia, siostry, dziękuję wam za to, że pozwoliliście mi wypełnić misję, która została mi powierzona, żeby te strony dotarły do was… Następnym razem, gdy przyjdziecie na Mszę Świętą, przeżyjcie ją. Wiem, że Pan wypełni w was to, co obiecał, że „wasza Msza Święta nie będzie nigdy taka sama.” A gdy to otrzymacie, kochajcie Go! Doświadczcie słodyczy spoczywania w Jego boku, przebitego za was po to, by pozostawić wam swój Kościół i Jego Matkę, by otworzyć drzwi Domu Ojca. Doświadczcie tego, byście mogli odczuć Jego Miłosierną Miłość przez to świadectwo i starać się odwzajemniać dziecięcą miłością. Niech Bóg błogosławi was w tę Wielkanoc.

Wasza siostra w Żyjącym Jezusie

Catalina Rivas

Świecka misjonarka Eucharystycznego Serca Jezusa

(na podstawie publikacji ze strony: www.voxdomine.pl0

Patrick de Laubier

Maria Valtorta (1897-1961) – wizjonerka i przyjaciółka Boga

KILKA SŁÓW O HISTORII «POEMATU»

2Ta wielka współczesna mistyczka jest autorką znaczącego dzieła, liczącego ponad 15 tysięcy stron. Część, zawarta w 10 tomach, która została przetłumaczona na francuski, nosi tytuł, może niezbyt dobrze dobrany, Ewangelia, jaka została mi objawiona (włoski tytuł: Poemat Boga-Człowieka). Inne pisma – dostępne jedynie po włosku, np. Quaderni z lat 1943-50 – liczą około 2400 stron. Można tu jeszcze wspomnieć Księgę Azariasza oraz Wyjaśnienia do Listu św. Pawła do Rzymian.

To wspaniałe dzieło miało już swoich poprzedników takich jak Mistyczne Miasto Boże Marii z Agredy (XVII wiek), a przede wszystkim dzieło Katarzyny Emmerich, spisane przez Klemensa Brentano na początku XIX wieku. U Marii Valtorty rzuca się w oczy jasność przesłania, obiektywna, jakość i głęboka duchowość.

Przypomnijmy sobie kilka etapów z jego historii. W 1949 roku tekst rękopisu Poematu został przedstawiony papieżowi Piusowi XII, który oświadczył: „Publikujcie, kto przeczyta, ten zrozumie.” Odradził jednak opatrzenie dzieła przedmową, która mówiłaby o jego nadprzyrodzoności: „Nie jest konieczne wydawanie opinii o pochodzeniu dzieła: czy jest nadprzyrodzone czy nie. Kto przeczyta, ten zrozumie. Wspomina się o licznych wizjach i objawieniach. Nie wypowiadam się, które są autentyczne, choć są wśród nich takie, o których można powiedzieć, że są prawdziwe.”

Pierwsze 4 tomy ukazały się w Wydawnictwie Pisaniego w latach 1956-59. Zaś 6 stycznia 1960 Dekret Świętego Oficjum wprowadził to dzieło na Indeks. Zakaz cofnięto w 1962 roku po licznych interwencjach i świadectwach, szczególnie kard. Bea, dawnego przełożonego Instytutu Biblijnego oraz spowiednika Piusa XII.

W roku 1966 usunięcie przez Pawła VI artykułów 1399 i 2318 z Kodeksu Prawa Kanonicznego zniosło wymóg starania się o kościelną zgodę dla publikowania pism tego rodzaju. „Kościół zawierza dojrzałości sumienia wiernych” – stwierdził dekret Pawła VI.

ŚWIADECTWA CZYTELNIKÓW

Oto świadectwo prałata Pasquale Marchi, dawnego sekretarza Pawła VI: „Kiedy Jego Świątobliwość (Paweł VI) był arcybiskupem Mediolanu, przeczytał jeden tom Poematu Boga-Człowieka. Mówił mi, jak bardzo go cenił, i wysłał mnie, abym spowodował umieszczenie całego tego dzieła w księgarni diecezjalnego seminarium”.

Można by mnożyć nazwiska czytelników, których zdobyło sobie dzieło Marii Valtorty. Należeli do nich między innymi Padre Pio oraz mariolog Gabriel Roschini, który stwierdził: „Wszystko, co przeczytałem w tak wielu książkach o Maryi, wydaje mi się takie papierowe w porównaniu z portretem, jaki przedstawiła Maria Valtorta.” Nie staram się tu dokonać teologicznej oceny dzieła Marii Valtorty, lecz jedynie stwierdzam, jakie skutki wywołuje u Czytelników jego lektura.

PIĘKNO BOGA-CZŁOWIEKA W «POEMACIE»

W toku rozwiniętych opisów, którym mogłoby grozić niebezpieczeństwo ukazywania samej tylko ludzkiej natury Chrystusa, Jezus – znany z Ewangelii – ukazuje się w pełni jako człowiek i jako Bóg. Można by powiedzieć: „Ja” Jezusa ukazuje się naszym oczom u Valtorty bez uszczerbku zarówno dla realizmu konkretnych szczegółów jak i dla wspaniałej tajemnicy, jakiej nasz wzrok nie potrafi ogarnąć. Ten obraz Boski i ludzki nosi piętno szczególnego piękna, a przede wszystkim prawdy, zadziwiająco nasyconej życiem. Wszystkie osoby opisane w Poemacie – od Dziewicy Maryi po Judasza, przez Apostołów i święte niewiasty – są tak bardzo prawdziwe. Czytelnik ma wrażenie, że zna osobiście miejsce i osoby. Widzi je niemalże przed swoimi oczyma jak w filmie. Matka Boga, tak bardzo obecna na tych stronicach, jest arcydziełem, któremu nie można się oprzeć i rozumie się lepiej, co dla Syna znaczyła Matka. Pozostaje Ona w centrum nie jak ikona, lecz jak wizja pełna życia.

Quaderni i komentarze do Listu do Rzymian przynoszą pouczenie dane przez Chrystusa Marii Valtorcie, które można porównać z Dialogami Katarzyny Sieneńskiej.

Miłość wymaga poznania: nie można kochać tego, co nieznane. Chrystus u Valtorty jest nie tylko bliski i cudowny, lecz stanowi także źródło pouczeń dla naszego współczesnego świata. Stajemy zmieszani wobec lekkości i głębi tej katechezy, pełnej mocy, udzielającej nagle nieoczekiwanego blasku najmniejszym słowom z Pisma Św. Czytelnik – pouczony w ten sposób i porzucający przyzwyczajenia – czyta następnie z nowym spojrzeniem Ewangelię, którą przekazuje nam tradycja. Wchodzi w jej tajemnicę.

WARTOŚĆ DZIEŁA W OBECNYM CZASIE

Obecnie, gdy różne książki teologiczne poświęcone osobie Jezusa niszczą samą istotę Objawienia – przedstawiając rzekomo prawdziwego Chrystusa – dzieło to ma szczególną wartość. Niestety, zostało ono w dużym stopniu zlekceważone, chociaż odpowiada na wszelkie zarzuty ukazując Jezusa w Jego czasie. Najlepszą przedmowę do Poematu dał sam Jezus w rozdziale 38 tomu 10, zatytułowanym „Pożegnanie z dziełem”:

„Dzieło to nic nie dorzuciło do Objawienia, lecz wypełniło luki, które powstały z przyczyn naturalnych oraz z woli nadprzyrodzonej. A jeśli spodobało mi się zrekonstruować obraz Mojej Boskiej Miłości – jak czyni to ten, kto rekonstruuje mozaikę, układając oderwane lub brakujące kawałki dla przywrócenia jej doskonałego piękna – i jeśli postanowiłem uczynić to właśnie w wieku, w którym ludzkość spieszy się w kierunku przepaści ciemności i przerażenia, to czy możecie mi tego zabronić?”

Dzieło to jest łaską, która została nam udzielona w chwili, gdy pod pretekstem naukowości lub przez prostą i zwykłą niewiarę, niektórzy – rzekomo odbudowując przesłanie Ewangelii z kawałków odrywanych to tu, to tam – okaleczają ją, tworzą z niej martwy obraz. Kultura śmierci, o której mówi Jan Paweł II, wyrządza straty nie tylko poza Kościołem, lecz czyni spustoszenie także i pośród tych, na których ciąży obowiązek niesienia naukowego wyjaśniania i nauczania.

Valtorta nic nie dorzuca do Objawienia, lecz daje nowe światło w Jego służbie, aby walczyć z zalewem ciemności i uczestniczyć w ten sposób w ocalaniu dusz.

AKTUALNA SYTUACJA «POEMATU» VALTORTY

W 1985 roku kardynał Ratzinger, prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, zwrócił się listownie do kardynała Siri, arcybiskupa Genui, „potwierdzając słuszność potępienia dzieła Marii Valtorty i uważając za niepożądane jego rozpowszechnianie dla uniknięcia szkód, jakie dzieło to mogłoby wywołać u prostych ludzi.”

W roku 1992 sekretarz Konferencji Episkopatu Włoch Dionigi Tettamanzi zażądał oficjalnie od wydawcy włoskiego, aby na pierwszej stronie dzieła określono wyraźnie, iż „wizje i dyktanda, jakie są zapisane, nie mogą być uznane za mające pochodzenie nadprzyrodzone, lecz powinny być uważane za formę literacką, jaką autorka posłużyła się dla opowiedzenia po swojemu o życiu Jezusa.”

Można by próbować usprawiedliwiać tę rezerwę chęcią uniknięcia niebezpieczeństwa utożsamiania – przez niektóre osoby – dzieł M. Valtorty z samą Ewangelią. Ta postawa rezerwy nie przestaje jednak stanowić prawdziwego konfliktu sumienia dla czytelnika, który wie, że Valtorta stale kładzie nacisk na nadprzyrodzony charakter swego przesłania. Ona nie jest autorem, lecz jedynie przekazicielką. Możemy nawet powiedzieć, że dzieło przekracza w sposób oczywisty możliwości jej kobiecej inteligencji, nieposiadającej wykształcenia teologicznego, a w szczególności – biblijnego, czego sama daje dowody.

PRÓBA WYJAŚNIENIA

Od wiernych wymaga się szacunku dla postawy ostrożności Magisterium, która w tym wypadku nie łączy się z zakazem. Dzieło Valtorty faktycznie nie jest nową Ewangelią. Trzeba sobie jednak w tym samym czasie uświadomić, iż nie ma w nim również nic z pobożnej fikcji mającej źródło w fantazji. Sama Maria Valtorta wyznaje:

„Zapominam natychmiast słowa, choć trwają wydane mi polecenia, a w duszy pozostaje światło. Jednak szczegóły natychmiast znikają. Gdybym – w godzinę później – miała powtórzyć to, co usłyszałam, nie przypomniałabym sobie nic więcej poza jednym lub dwoma ważnymi zdaniami. Wizje zaś pozostają żywe w moim umyśle, ponieważ sama na nie patrzyłam. Wizje muszę dostrzegać. Pozostają, więc bardziej żywe w mojej myśli, która musiała się wysilać, by je zanotować takimi, jakie były.”

Pisma kanoniczne mają wartość powszechną dla wszystkich wieków i dla wszystkich dusz. Teksty mistyczne, w które obfituje historia Kościoła, mają bardziej ograniczone przeznaczenie, co do czasów i dusz. Można sądzić, że dzieło Marii Valtorty jest szczególnie dopasowane do potrzeb naszego czasu, przesyconego obrazami z pseudo-teologii.

Z Valtortą nie wchodzimy w interpretacje symboliczne, lecz stajemy się świadkami wydarzeń i czytamy opisy oraz rozmowy takiej, jakie one są. Osoby, szczególnie Jezus, wypowiadają się długo, lecz wypowiedzi te pozbawione są banalności.

BOŻE DROGI POROZUMIEWANIA SIĘ Z CZŁOWIEKIEM

Inna wielka mistyczka, której proces beatyfikacyjny jest w toku, Conception Cabrera de Armida (1862-1932), w swoim Dzienniku również zapisała słowa o sposobie, w jaki doświadcza natchnienia: „Sposób, w jaki Ja się udzielam, nosi na sobie znamię Jedności, ponieważ w Bogu, który jest Jeden tak mają się rzeczy, uproszczone ze wszystkich stron. Na przykład nagle odbijam się w twojej duszy jak w krysztale. Odznaczają się w niej te Boskie promienie, a ty pod ich wpływem widzisz, kontemplujesz i rozumiesz. Następnie przy udziale twej inteligencji nadajesz im formę słowną, podczas gdy Ja – nie ingerując w to – pozostawiam ci możliwość dopasowania ich z mniejszą lub większą trafnością. Jednak od pierwszego oświecenia pozostawiłem w tobie sedno, istotę, fotografię rzeczy ci komunikowanej. Przekazujesz ją, więc przy pomocy swej duszy, poprzez twe zdolności intelektualne, i tak przelewasz je na papier. W takim sposobie komunikowania się Boga ze swoim stworzeniem nie ma błędu, jeśli można tak powiedzieć. Nie mieszają się do niego ludzkie skłonności, te, które zaciemniają i zniekształcają ślady Boga w duszy aż do ich zatarcia.” (Dziennik Conchity, matki rodziny, str. 129, wyd. francuskie)

Ten ważny tekst można również odnieść do Marii Valtorty, zapisującej Quaderni lub komentarze do Listu do Rzymian. Zaś, co do Poematu to sposób przekazu jest odmienny, ponieważ nie chodzi jedynie o słowa, lecz także o długie wizje zapisywane natychmiast. Katarzyna Emmerich także widziała rozgrywające się sceny z życia Jezusa, jednak jej „piórem” był Klemens Brentano. Maria Valtorta sama zapisuje to, co widzi. Nie potrafiłaby zrobić tego z pamięci. Jej autobiografia ukazuje, jak pisała sama, i uderza nas różnica pomiędzy stylem tekstów natchnionych a jej własnym sposobem pisania.

Dla zilustrowania różnych form porozumiewania się Boga z wybranymi duszami można by przytaczać liczne świadectwa: Hildegarda z Bingen, Gertruda z Hefty, Brygida Szwedzka, Katarzyna Sieneńska, Katarzyna z Genui, Franciszka Rzymska, Maria od Wcielenia, Ursulina. A za naszych dni: Gabriela Bossis, Maria Sevray, Angelika Millet.

Obecnie charyzmaty te są szczególnie liczne i w niczym nie są do siebie podobne, jak tylko w tym, iż zdradzają to samo źródło natchnienia. Mam tu na myśli Vassulę Ryden czy Marię-Benedyktę Angot. Wydaje nam się wciąż, że już zamknął się krąg możliwych świadectw o podobnych łaskach, a tu rzeczywistość wciąż przewraca bariery i granice, jakie sami wyznaczyliśmy.

Co do Valtorty, jej sukces polega także, na jakości literackiej Poematu: nie chodzi o proste upowszechnianie treści przy pomocy obrazów. Przesłanie to ma w sobie, bowiem zaskakującą głębię i śmiałość wspaniałej obserwacji, która stawia nas w obliczu prawd czasem surowych lub tragicznych, lecz zawsze odpowiadających osobie Jezusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Ta niezgłębiona tajemnica staje się powoli duchowym doświadczeniem dla czytelnika przyciągniętego przez to świadectwo.

PROBLEM OCENY MISTYKÓW

Krytyk – powróćmy do tego delikatnego tematu – powinien być nie tylko teologiem, lecz także mistykiem, zdolnym uchwycić nadprzyrodzoną obecność, jaka inspiruje wszystkie te teksty. Jeśli bowiem odnajdujemy w nich dłużyzny, trzeba je przypisać niemożności autora, by systematycznie ogarnąć tak wiele obrazów i scen. Jednak słabość ta sama w sobie staje się znakiem prawdziwości ukazującej rzeczywistość wizji.

Przypomnijmy na koniec fragment z Ewangelii, który mówi: „Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie” (Mt 1,19). Urząd Nauczycielski w konfrontacji z mistykami znajduje się czasami w sytuacji Józefa, który nie wiedział, że Maryja nosi w sobie dzieło Ducha Świętego. W danym momencie, rzeczywiście nie zawsze jest łatwo rozeznać to, co autentyczne, i jesteśmy świadkami różnego rodzaju „oddalania z ostrożności”. Trzeba jednak dobrze odróżnić uzasadnioną ostrożność od niewiary, która charakteryzowała postawę faryzeuszy. Im Chrystus powiedział: Dlaczego Mi nie wierzycie? „Kto jest z Boga, słów Bożych słucha” (J 8,47).

W tym duchu wypowiada się Pius XII: „Publikujcie, kto przeczyta, ten zrozumie”. Jego rada nie traci na aktualności i nie boi się krytyki. Raczej pobudza, by coraz lepiej uczestniczyć w światłości pochodzącej od Boga i od tych, którzy jak kryształ przyjmują to światło.

Patrick de Laubier

«Stella Maris» – szwajcarski miesięcznik religijny nr 301 (luty 1995, str. 1-3). Przekład z franc. E. B. w: „Vox Domini” nr 10/95, str. 4-5.

ROCZNICA URODZIN MARII VALTORTY

SMUTNE DZIECIŃSTWO

Jej rodzice pochodzili z Lombardii. Rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania, zgodnie z przydziałem szwadronu jej ojca, Giuseppe (1862-1935), oficera kawalerii.

Ojciec, głęboko religijny i wrażliwy, żywił gorącą miłość do córki Marii, ulegając jednakże w sprawie jej wychowania autorytaryzmowi małżonki, Isidy Piovaravanzi (1861-1943), nauczycielki francuskiego, agnostyczki, samolubnej i surowej.

Matka nie okazywała czułości swemu dziecku. Powierza ją, ledwie narodzoną niańce, a następnie guwernantce, która choć przywiązana do dziecka, opuszczała ją bez skrupułów, udając się na spotkania z licznymi kochankami.

Maria ma półtora roku, kiedy rodzina przenosi się z Caserta do Faenza, a cztery lata, gdy przybywa do Mediolanu w 1901 r. Tu zostaje umieszczona w szkole kierowanej przez zakonnice.

Jej pierwsze spotkanie z Panem miało miejsce, gdy nie miała jeszcze 5 lat. To od tej chwili zdecydowała, z całą gorliwością, na jaką było ją wtedy stać, że będzie „pocieszać, kochać i naśladować Jezusa z całego serca, całym duchem i całą duszą, ofiarując Mu wszelkie cierpienia, jakie spotkają ją w życiu”.

LATA NAUKI I DORASTANIA

W szkole Maria jest stale najlepszą uczennicą, nie tylko dzięki zdolnościom, lecz także dzięki zapałowi ducha. Kocha szczególnie to, co wiąże się z literaturą do tego stopnia, że wydaje się jej normalne napisanie dziesięciu różnych wypracowań na ten sam temat! Jedno dla siebie, a dziewięć dla kolegów z klasy, którzy niezbyt radzą sobie z tą dziedziną wiedzy.

W r. 1907 rodzina Valtortów przeprowadza się do Voghera, gdzie Maria uczęszcza do szkoły publicznej, a równocześnie uczy się francuskiego u sióstr.

Mając 8 lat przyjmuje sakrament bierzmowania, udzielony przez kard. Ferrari, później błogosławionego, a w r. 1908 przystępuje do I Komunii św.

Maria nie ma zbytnich zdolności matematycznych, tymczasem jej matka, która przyjęła zwyczaj sprzeciwiania się córce, a nawet uprzykrzania jej życia, zmusza ją do uczęszczania do szkoły technicznej, prowadzonej przez Siostry Miłosierdzia z Monza. Jednakże Maria lubi się uczyć, a przez swe zdeterminowanie, siłę charakteru, gotowość i prawość, staje się punktem odniesienia dla swych kolegów z klasy. Jej profesorowie chętnie stawiają ją za wzór innym. Otrzymuje dyplom. Po opuszczeniu szkoły przeprowadza się z rodzicami do Florencji.

W międzyczasie ojciec przechodzi na wcześniejszą emeryturę z powodu kłopotów ze zdrowiem. W jego towarzystwie, we Florencji, Maria podziwia piękno miasta. Bardzo lubi te wspólne spacery. Matka zaś zleca jej wykonywanie wszelkich ciężkich prac, wykorzystując ją bardziej niż służącą.

SZUKAJĄC DROGI ŻYCIA…

Najpoważniejszy konflikt, jaki wybuchł pomiędzy matką a córką, miał miejsce, gdy Maria stawszy się piękną szesnastolatką, zakochała się w Robercie, młodzieńcu z dobrej rodziny w Bari. Ten, ukończywszy studia humanistyczne, znajdował się we Florencji w celu badań pierwszych pisarzy włoskich. To miłość wzajemna, silna i czysta. Maria zwierza się matce z uczuć do młodego człowieka, matka zaś nie znajduje nic lepszego jak okazanie jej swej wściekłości. Później w autobiografii Maria opowie: „To wtedy moja matka zdarła ze mnie brutalnie zasłonę mojej niewinności czystej dziewicy. Tak to dowiedziałam się, że mężczyzna i kobieta mogą razem zgrzeszyć. Dotąd tego nie wiedziałam. Obnażenie przede mną zła życia bez litości dla moich szesnastu niewinnych lat było największą krzywdą i ostatecznie oddzieliło mnie od tej, która mnie wydała na świat.”

Pomimo to Maria nadal akceptuje dokuczającą jej matkę, aby zachować wierność ofierze życia, jaką złożyła Bogu, jako dziecko.

Począwszy od 1917 roku przez 18 miesięcy służy jako pielęgniarka – wolontariuszka z Siostrami samarytankami w szpitalu wojskowym we Florencji. Oddaje się wyłącznie służbie chorym i niczemu innemu. Jeśli jest tam to po to, żeby przynieść ulgę w cierpieniach, a nie po to, żeby znaleźć męża. Powie później, że dzięki tej pracy, poczuła się bliżej Pana.

TRAGICZNY WYPADEK

Wydarzenie, które ostatecznie przypieczętowało jej los rozegrało się 17 marca 1920 r. Marię podziwiano i zalecano się do niej z powodu jej urody. Podczas gdy przechadzała się z matką blisko domu, podszedł do niej młody fanatyczny anarchista i z okrzykiem: „Śmierć bogaczom i wojskowym!” uderzył ją łomem w plecy.

Maria upada i zostaje zaniesiona do domu. Spędza 3 miesiące w łóżku. Odtąd jej zdrowie jest nieuleczalnie zniszczone: straszliwe bóle, silne gorączki, zawroty głowy, wymioty, zaburzenia pracy serca, niedoczynność pracy nerek – a wszystko bez końca. W miesiącu październiku tego samego roku rodzina przenosi się do Reggio Calabria, do kuzynów Belfanti, właścicieli licznych hoteli.

Maria coraz bardziej przeczuwa szczególną misję, jaka zostanie jej przeznaczona. W tym oczekiwaniu odkrywa duchowość franciszkańską, której pozostanie wierna przez całe swe życie.

W sierpniu 1922 roku rodzina powraca do Florencji. To wtedy Maria zakochuje się w młodym oficerze. Zaręczają się. Matka gwałtownie zwalcza tę przyjaźń, usiłując ją zerwać. Po raz drugi udaje się jej doprowadzić wszystko do końca. To czas, w którym Maria znosi „męki piekielne”, myśli o śmierci, chce uciec z domu. Cierpienie moralne, które znosi, ma poważne konsekwencje fizyczne: silne gorączki i problemy z sercem.

JEZUS TOWARZYSZEM ŻYCIA

W roku 1924 Maria zamieszkuje z rodzicami w Viareggio, w małym domu, który stanie się ostatnim mieszkaniem w jej życiu. Prowadzi w nim życie bardzo odosobnione: przechadza się nad morzem lub po sosnowym lesie, czyni konieczne zakupy i nigdy nie zapomina o codziennej Mszy św. i komunii.

W tym czasie uświadamia sobie, że towarzyszem jej życia będzie Jezus. Odczuwa coraz większą wspólnotę z Nim. Ostatecznie zrezygnowawszy z założenia własnej rodziny, pragnie wstąpić do Zgromadzenia św. Pawła. Pojmuje jednak, że nie tam jest jej miejsce.

Po przystąpieniu do Akcji Katolickiej w 1929 roku zajmuje się działem kulturalnym młodzieży. Jej konferencje przyciągają tłumy, nawet niewierzących. Oprócz tego uczy katechizmu dzieci i chorych. W tamtym okresie składa ślub czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Nieco później w 1931 roku odnawia akt ofiarowania siebie Bogu, złożony w dzieciństwie.

Jeśli aż dotąd cierpienia fizyczne i moralne nie zostały jej zaoszczędzone, odtąd Kalwaria będzie coraz bardziej cierpka. 4 stycznia 1933 roku z wielkim trudem Maria może po raz ostatni wyjść z domu. Począwszy od kwietnia już nie wstaje z łóżka.

W maju 1935 roku Marta Diciotti przybywa do domu Valtortów. Wierna guwernantka i pielęgniarka stanie się bliską przyjaciółką i pozostanie u boku Marii aż do jej śmierci.

W następnym miesiącu Marię dotyka śmierć ojca, którego kocha i opisuje jako „człowieka w stopniu najwyższym szanującego swe obowiązki, bardzo cierpliwego, zawsze gotowego przebaczać zniewagi i odpłacać dobrem za zło”.

Ta śmierć wywołuje w Marii ogromny ból, potęgowany zachowaniem matki, która po wyczerpaniu repertuaru scen spóźnionej miłości staje się bardziej okrutna i despotyczna niż dotąd.

Nawet, jako osoba przykuta do łóżka Maria służy, jako autorytet dla wątpiących, cierpiących, zasmuconych. Każdy otrzymuje od niej radę, pomoc, pociechę, jakich nie znalazłby gdzie indziej.

W roku 1943 ojciec Romualdo Migliorini, ze Zgromadzenia Serwitów Najświętszej Maryi Panny, jej ojciec duchowny, uświadomiwszy sobie, że znajduje się w obliczu duszy nadzwyczaj wyposażonej w charyzmaty, prosi ją o napisanie autobiografii. Maria waha się, wreszcie czyni to z posłuszeństwa. Zgon matki, który nastąpił w tym samym roku, pozwala jej swobodniej pisać o pewnych sprawach.

Maria zaczyna pisać, ręcznie, w zeszytach, które opiera na zgiętych nogach. Tak ujawnia się jej nadzwyczajny talent literacki. Tak przecież uzdolniona w szkole, miała dotąd jedynie okazję pisać listy do krewnych i przyjaciół.

SPOTKANIA Z PANEM

Marta Diciotti, guwernantka i pielęgniarka, bardzo szanuje intymność Marii. Choć wie, że w jej pokoju rozgrywają się tajemnicze wydarzenia, nigdy nie pozwala sobie na stawianie jej pytań na ten temat. To sama Maria zwierza się, że Jezus się jej ukazuje od czasu do czasu przy łóżku i dyktuje jej, a ona zapisuje słowo w słowo. Zdarza się też, że Jezus ukazuje jej jakieś sceny, które ma sama wiernie opisać. Maria utrzymuje, że „dyktanda” są względnie mało męczące i wymagają od niej niewielkiego wysiłku, przeciwnie do wizji, które bardzo ją męczą, gdyż chce, zgodnie z poleceniem Pana, skrupulatnie opisać w najdrobniejszych szczegółach wszystko co widzi. To zaś wymaga wielkiego wysiłku obserwowania i potem opisania.

NIEZWYKŁE ŻYCIE CODZIENNE

Dni Marii są wypełnione aktywnością, nie ma bezczynności. Budzi się o godzinie 6. Po odmówieniu modlitw porannych, prosi Martę o przyniesienie jej rzeczy do naprawy, do szycia. Często mówi: „Któż to wie, czy dziś ktoś przyjdzie? Kto wie, gdzie mnie zabiorą i co mi pokażą!” Nagle odkłada robótkę krawiecką, bierze zeszyt i pióro i zaczyna pisać. „W takiej chwili – powie później Marta Diciotti – pojmuję, że jest przy niej ktoś, kogo ja nie widzę. Wychodzę z pokoju zostawiając ich samych.”

To dzieje się i za dnia, i w nocy. Marta, kiedy zdarza się jej przebudzić w nocy, często zauważa, że w pokoju Marii pali się światło, a Maria pisze. Budząc się kilka godzin później lub o świcie, Marta widzi, że jej przyjaciółka nadal pisze.

Działo się tak niezależnie od warunków otoczenia: w czasie straszliwych cierpień fizycznych, znoszonych przez Marię, podczas bombardowań II wojny światowej, w upale lata i w chłodzie zimy.

DZIEŁO JEJ ŻYCIA

Maria mówi, że większość dyktand przekazał jej Jezus, niektóre – Matka Najświętsza, apostołowie. Twierdzi, że uczestniczyła we wszystkich wydarzeniach z życia Jezusa. Istotnie, pomiędzy 1943 rokiem a 1947 zrodziło się dzieło monumentalne: „Poemat Boga-Człowieka”, składający się z siedmiu opasłych Ksiąg. Oprócz tego głównego dzieła, powstały „Il Quaderni”, zredagowane między rokiem 1943 a 1950, autobiografia, Komentarz do Listu św. Pawła do Rzymian, Księga Azariasza zawierająca komentarze do mszy św. w dni świąteczne oraz kilka innych książek.

Temu, kto jeszcze o tym nie wie, należy się wyjaśnienie, iż „Poemat Boga-Człowieka” to rodzaj nadzwyczajnego reportażu, w którym Maria Valtorta wydaje się być niewidzialnym świadkiem wydarzeń. Z życia Jezusa opisała praktycznie wszystko. Zresztą Maria twierdzi, iż Jezus nazywa ją „małym Janem”, jakby była piątym Ewangelistą. Znajdują się tu szczegóły dotyczące narodzin Maryi, Jezusa, rozmowy Maryi z Józefem, spotkania prywatne i publiczne nauczanie, podróże, mnóstwo szczegółów z życia oraz charakterystyka osób z Ewangelii, wstrząsająca postać Judasza, w którego zawiedzionym sercu dojrzewa odrzucenie Jezusa i postanowienie zdrady, całe życie publiczne Zbawiciela: kazania, cuda, narastający konflikt z faryzeuszami, ukrzyżowanie, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie. Potem – zesłanie Ducha Świętego. Nawet życie Maryi jest opisane w szczegółach: od tęsknoty jej matki, Anny, za dzieckiem, przez Jej narodziny, pobyt w Świątyni, towarzyszenie w misji Synowi aż do straszliwej udręki pod krzyżem, a wreszcie – wniebowzięcia.

W „Il Quaderni” powraca często prorocki temat wielkiego oczyszczenia i Nowej Pięćdziesiątnicy, w zgodzie z innymi prorockimi objawienia współczesnego czasu, wizje życia pierwszych chrześcijan, dalsze ich losy po wniebowzięciu Maryi, wizje śmierci męczenników: znanych i mniej znanych.

Dzieło Marii Valtorty stanowi arcydzieło chrześcijańskiej literatury mistycznej wszechczasów i stało się już po kilku latach jednym z bestsellerów światowej literatury religijnej. Dzieła dostępne są w całości jedynie po włosku, w części zaś po francusku, niemiecku, angielsku, hiszpańsku, flamandzku.

Pisma Marii Valtorty, poza tym, że stały się celem systematycznego oczerniania nie do uniknięcia, pochodzącym od środowisk racjonalistycznych, sprzeciwiających się wszelkiej bezpośredniej ingerencji Nieba, są źródłem licznych nawróceń dla jednych, dla innych – źródłem radości wewnętrznej. Tak jest z tymi, którzy cenią ich oryginalność, świeżość, smak i doznają pociechy swych serc zranionych lub spragnionych lepszego poznania Boga.

Choć wybitne osobistości Kościoła przyjęły zgodność jej pism z wiarą Kościoła i aktualnym stanem wiedzy w dziedzinie religii, to jednak fakt, że Maria Valtorta ujawnia niezliczone epizody niewspomniane w Piśmie Świętym wywołuje zrozumiałe, wynikłe z ostrożności, zastrzeżenia. Pochodzą one od tych, którzy mają obowiązek strzec depozytu wiary i przekazywać ją wiernie przyszłym pokoleniom, bez zmian lub dodatków. Umiejmy jednak korzystać z tych objawień, aby lepiej pojąć to, co zapisali Ewangeliści oraz inni autorzy święci.

Maria Valtorta była świadoma sceptycyzmu, który towarzyszy w sposób nieunikniony tego typu objawieniom. Wypełniwszy swą misję z gotowością i wręcz heroizmem, oddaje się Panu, żeby poznano ten skarb. Sama ogranicza się do modlitwy oraz ofiary aż do śmierci, która przyjdzie 12.10.1961 r.

Przez 10 ostatnich lat życia na tej ziemi, w przeciwieństwie do życia najpierw w najwyższym stopniu aktywnego, Maria staje się coraz bardziej milcząca i praktycznie izoluje się od świata. Jedynie jej promieniejąca twarz potwierdza niezmiennie pogodę ducha, wywołaną pokojem Pana, który ją zamieszkuje.

W kilka lat po śmierci, w 1973, zwłoki Marii Valtorty zostały przeniesione do kościoła Zwiastowania we Florencji i tam spoczywają do dnia dzisiejszego.

ZNAKI WIARYGODNOŚCI

Jednym z licznych aspektów, które przekonują o autentyczności jej objawień są opisy miejsc, zwyczajów i obyczajów, ubiorów, narzędzi pracy itp. z epoki, w której żył Jezus Chrystus w Palestynie. Maria opisuje skrzyżowania dróg i ich rozwidlenia, określa granice wojskowe, zróżnicowane uprawy rolne, w zależności od terenu, mosty rzymskie na rzekach i strumieniach, źródła płynące lub wysuszone zależnie od pory roku. Sygnalizuje nawet różnice wymowy pomiędzy mieszkańcami różnych okolic Palestyny. Każdej miejscowości nadaje nazwę. O ile fundamenty licznych miejscowości zostały odkryte po śmierci Marii Valtorty i doskonale zgadzają się z opisami, jakie poczyniła, o tyle inne pozostają jeszcze nieznane.

Maria opisała 228 wędrówek Jezusa po Palestynie. Te 228 podróży – które przecież mogłyby być wymyślone – wydają się jak zorganizowane przez agencję podróży bardzo doświadczoną! W pierwszym, bowiem roku życia publicznego Jezus przemierzył (zgodnie z trasą opisaną przez Marię) 2132 km, w drugim – 2144 km, w trzecim – 2255 km.

OPIS MĘKI JEZUSA

Na koniec zacytujmy jeszcze świadectwo prof. Nicola Pende, specjalisty światowej sławy w dziedzinie patologii oraz endokrynologii, gorliwego katolika i czytelnika zafascynowanego dziełem Marii Valtorty: „To, co wzbudziło we mnie najwyższy podziw i autentyczne zaskoczenie to mistrzostwo eksperta, z jakim Valtorta opisuje zjawisko, jakie niewielu lekarzy potrafiłoby opisać: scenę agonii Jezusa na krzyżu. Ogromny ból skurczowy, jaki znosił Odkupiciel z powodu ran głowy, rąk i stóp, które podtrzymywały resztę ciała, co powoduje, w opisie Valtorty, skurcze całego ciała, zesztywnienie tężcowe piersi i członków, co wcale nie mąci ani umysłu, ani woli Pana, a wyraża najsilniejszy ból fizyczny, wywołany najgorszą z męczarni. Całość agonii Jezusa opisana w tym dziele ukazuje dobrze, że to ogromne cierpienie ciała zatrzymało oddech i pracę serca Syna Człowieczego. Współczucie i wzruszenie ogarniają chrześcijanina czytającego te wspaniałe stronice.”

OPINIA PAPIEŻA

Wszystko, co można powiedzieć o pięknie i głębi zawartości pism Marii Valtorty streszcza się ostatecznie w zdaniu wypowiedzianym przez Wikariusza Chrystusowego Kościoła – Ojca Świętego Piusa XII. Jak podało „Osservatore Romano” 26 lutego 1948, w czasie audiencji specjalnej udzielonej ojcom Andrea M. Cecchin, Corrado Berti i Romualdo M. Migliorini, teologom z Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi Panny, opiekunom Marii Valtorty, starającym się o publikację jej dzieła i proszącym najwyższy autorytet Kościoła o opinię w tej sprawie, powiedział: «Opublikujcie to dzieło takie, jakie jest. Nie ma potrzeby wydawać opinii o jego pochodzeniu. Kto przeczyta, ten zrozumie…»

Niech ta kolejna rocznica urodzin Marii Valtorty będzie okazją dla tych, którzy jeszcze nie znają tego niemającego sobie równych dzieła, aby się z nim zapoznać. Zaczerpną z niego bogate pouczenie, odnowienie gorliwości i uwielbią Pana za uzupełnienie dla nas, żyjących pod koniec XX w., przedstawienia Jego życia danego nam w czterech Ewangeliach.

Marino Parodi

Stella Maris, kwiecień 1997, str. 1-4. Przekł. z fr. za zgodą Ed. du Parvis; w: „Vox Domini” nr 4/98, str. 14-16