Świadectwa Wiary

Według objawień publikowanych w dwumiesięczniku katolickim Miłujcie się!, na podstawie strony internetowej: http://www.apokalipsa.info.pl/swiadectwa/catalina.htm

– Sakrament Spowiedzi

– Sakrament Eucharystii

– Pomoc Umierającym

Ja, całkowicie niegodna, grzeszna i chyba najmniej odpowiednia osoba do tego, aby dać świadectwo o Jezusie, nagle zostałam sekretarką Pana… nigdy nie miałam pojęcia o teologii, nawet nie czytałam Biblii (wstyd się przyznać, że dopiero teraz zaczynam).

SPIS TREŚCI:

  • Znaki wzywające do nawrócenia

  • Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem.

  • Znaki od Boga: nauka bada wiarę”.

  • Chrystus czeka na ciebie

  • Eucharystia na nowo odkryta

  • Oto fragmenty zapisków Cataliny:

  • To jest cud nad cudami..

  • Naglące wezwanie: pomóc umierającym

  • Ostatnia droga

  • Czułe objęcie Matki

  • Jezus powiedział uroczyście:

  • Zapewnić duszy pokój

  • Sakrament pojednania – pocałunek Jezusa

  • Ty, który gładzisz grzechy świata

  • Czuły moment pojednania

  • Dar udzielony kapłanowi

  • Refleksja na zakończenie

1Pan Bóg nieustannie przypomina nam o swojej obecności, o tym, że każdego z nas pragnie zaprowadzić do szczęścia w niebie, że Jego miłosierdzie jest nieskończone i gładzi wszystkie grzechy. Pragnie jednak od nas całkowitego zaufania i zgody, aby mógł nas przemieniać swoją miłością i prowadzić do pełni zbawienia. Pan Jezus mówi nam o tym nieustannie poprzez głos sumienia, naukę Kościoła, Pismo św., a także poprzez różnego rodzaju wydarzenia, znaki i objawienia.

Jednym z miejsc, skąd Pan Jezus, poprzez nadzwyczajne znaki, kieruje do ludzi wezwanie do nawrócenia, jest miasto Cochabamba w centralnej Boliwii.

Już w XIX wieku o tym miejscu prorokował św. Jan Bosko:

W górach Ameryki Południowej, pomiędzy 15 a 20 równoleżnikiem zostaną odkryte wielkie bogactwa, w postaci minerałów i surowców, jednak prawdziwe znaczenie będą miały nie te, ukryte w ziemi, lecz inne, cenniejsze od złota, których bogactwo rozciągnie się nie tylko na kontynent południowo-amerykański, lecz również na cały świat, tak, że oczy wszystkich będą zwrócone na to miejsce.

W mieście Cochabamba, leżącym dokładnie pomiędzy 15 a 20 równoleżnikiem, u podnóża Mount Tunari, znajduje się figurka Pana Jezusa, która w tajemniczy sposób płacze krwawymi łzami.

9 marca 1995 roku jedna z mieszkanek Cochabamba kupuje gipsową figurę Pana Jezusa w sklepie z dewocjonaliami. Po powrocie do domu stawia ją na ołtarzyku i widzi, że z oczu figurki zaczynają obficie sączyć się krople krwi. W krótkim czasie figurka jest cała zakrwawiona. Oczy figurki wyglądają jak żywe i nieustannie ronią krwawe łzy. Na wieść o tym niezwykłym wydarzeniu przychodzą tłumy ludzi, wkrótce pojawia się również ekipa miejscowej telewizji. Dziennikarz Oswaldo Rioja, głęboko poruszony tym, co widzi, prosi znanego eksperta w dziedzinie objawień, doktora Ricardo Castañóna, neurofizjologa, o dokładne zbadanie tego niezwykłego zjawiska. Dr Castañón od wielu lat bada na całym świecie przypadki objawień Jezusa i Maryi oraz obrazy i figurki, które krwawią lub wydzielają olejki.

4 kwietnia 1995 roku dr Castañón pobiera próbki krwi wypływające z oczu figurki i poddaje je badaniu w dwóch niezależnych laboratoriach w USA i Australii. Wyniki tych badań są identyczne. Nie tylko potwierdzają istnienie prawdziwej krwi, ale co więcej, obecność ludzkiego DNA.

Cała figurka zostaje również prześwietlona, aby upewnić się, czy wewnątrz niej nie ma jakichś otworów lub mechanizmów. Badania wykazują, że w figurce nie ma nic prócz czystego gipsu. Odrębne badania przeprowadzone przez władze kościelne potwierdziły autentyczność wydarzenia, które według biskupa ordynariusza ma nadprzyrodzony charakter. Figurka Pana Jezusa została umieszczona w kościele w Cochabamba. Innym znakiem wzywającym ludzi do nawrócenia jest życie i działalność mieszkanki Cochabamba, Cataliny (zwanej też Katyą) Rivas. W czerwcu 1994 roku, jeden z księży z Cochabamba zwrócił się z prośbą do dr Ricardo Castañóna, który później wezwany będzie do sprawy krwawiącej figurki, aby zbadał przypadek kobiety, która twierdzi, że słyszy głos Jezusa i spisuje to, co do niej mówi. Początkowo dr Castañón podchodził z wielkim sceptycyzmem do osoby Cataliny i jej twierdzeń – wprawdzie treść pisanego przez nią orędzia jest zgodna z nauką Kościoła, lecz może być także owocem ludzkiej wyobraźni i talentu. Jednak powszechne zdziwienie budził fakt, że tak wspaniałe i teologicznie głębokie słowa, mogą pochodzić od prostej kobiety, która nie ukończyła nawet szkoły średniej i dotąd nigdy nic nie napisała.

24 czerwca 1994 roku Catalina zostaje poddana specjalnym testom, które polegają na zbadaniu pracy jej mózgu w czasie modlitwy. Niestety, badania te nie przynoszą jednoznacznych wyników. Według Castañóna kobieta mówi prawdę, lecz, jeśli słyszy głos, który dyktuje jej, co ma pisać, to prawdopodobnie jest to tylko natchnienie lub wewnętrzna inspiracja, która powinna być zachowana wyłącznie na jej prywatny użytek. Aby mieć pewność, że słyszy się głos samego Boga, potrzebny jest niezbity dowód, a tego ekspert nie znalazł. Kilka miesięcy później Katya udaje się do Conyers, w stanie Georgia (USA), gdzie miały miejsce objawienia Matki Najświętszej.

Modląc się gorąco pod krzyżem Pana Jezusa, czuje silne pragnienie całkowitego oddania się Jezusowi, by posługiwał się nią zgodnie z Jego wolą. Gdy po skończonej modlitwie otwiera oczy, w miejscach, gdzie przebite są ręce Jezusa, widzi oślepiające światło, które jak błyskawica przeszywa jej dłonie, zadając przenikliwy ból. Po chwili światło z przebitych nóg Jezusa przenika przez obie stopy Cataliny, pozostawiając krwawiące rany. Wreszcie, jeszcze silniejsze promienie z boku Pana przeszywają jej bok. Catalina z powodu ogromnego bólu pada na ziemię i wtedy słyszy głos Jezusa:

Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem.

Jest styczeń 1996 roku. Dr Ricardo Castañón otrzymuje dowód, na który czekał. Catalina znajduje się w szpitalu miejskim, z rozpoznaniem ran, takich jak po przebiciu grubymi gwoźdźmi. Ricardo nie ma już żadnych wątpliwości – Catalina otrzymała stygmaty krzyżowanego Chrystusa!

Dopiero wtedy doktor postanawia gruntownie zająć się objawieniami i przestudiować pisane przez nią teksty. Podczas jednego ze spotkań z Katyą, 4 lipca 1996 roku, staje się świadkiem cudownego zjawiska pojawienia się stygmatów. Tym razem jest on przy tym obecny, od początku do końca. Ma to miejsce w pierwszy piątek miesiąca, około godziny 12 w południe.

2Najpierw na czole Boliwijski pojawiają się małe krople krwi, później na dłoniach i nogach – małe rany, które stopniowo powiększają się i zaczynają krwawić. Ciało kobiety ogarnięte jest ogromnym bólem i wydaje się być w agonii, która trwa aż do wieczora. Jednak na drugi dzień rano, po głębokich ranach na czole, rękach, nogach i boku prawie nie ma śladu. Jest to niewątpliwie czytelny znak, który czyni wiarygodnym orędzie, jakie poprzez Catalinę Pan Jezus kieruje do całego świata.

Catalina nieustannie zapisuje Boże przesłanie dla świata. W ciągu niecałych trzech lat powstaje osiem książek m.in. Pasja, Święta Godzina, Wielka krucjata Miłości, Drzwi do nieba. Jezus mówi do Katyi:

Ty jesteś Moim piórem, którym poruszam, aby kreśliło znaki wyrażające Moje słowa. To, co pisze twoja ręka, pochodzi ode Mnie i będzie powtarzane i nagłaśniane przez innych, tak, aż wypełni całą ziemię.

W innym miejscu, Jezus mówi:

Wieczna Miłość szuka dusz, które mogą powiedzieć nowe rzeczy o starych, dobrze znanych prawdach. Wieczna Miłość chce stworzyć w łonie ludzkości trybunał czystego miłosierdzia, nie sprawiedliwości. Dlatego Moje słowa, poprzez wybrane dusze objawiają się coraz częściej w różnych miejscach świata. Ktokolwiek korzysta i zachwyca się nimi, pomaga również i innym czerpać z nich pożytek. Ktokolwiek ich nie rozumie, jest nadal niewolnikiem złego ducha.

Catalina zapisuje dokładnie to, co słyszy od Pana Jezusa. W jednym ze wstępów do Bożego orędzia pisze o sobie:

Ja, całkowicie niegodna, grzeszna i chyba najmniej odpowiednia osoba do tego, aby dać świadectwo o Jezusie, nagle zostałam sekretarką Pananigdy nie miałam pojęcia o teologii, nawet nie czytałam Biblii (wstyd się przyznać, że dopiero teraz zaczynam).

Orędzia Pana Jezusa, przekazywane przez Catalinę, nie zawierają nowych prawd, ale przypominają ewangeliczne wezwanie do nawrócenia, wzywają do przyjęcia Boga i Jego miłości oraz zachęcają do życia zgodnego z dekalogiem, Ewangelią i nauką Kościoła katolickiego. Pan Jezus dobrowolnie cierpiał i umarł, aby nas zbawić, a ponieważ dzisiejszy świat zdaje się o tym zapominać, poprzez Catalinę Rivas oraz inne znaki stara się On nam o tym przypomnieć, czy raczej – jak mówi w jednym z orędzi – zbudzić nas ze snu. Nagłośnienie tego, co dzieje się w Cochabamba, zawdzięczamy Michaelowi Willasee, popularnemu dziennikarzowi australijskiemu. Dostał on zaproszenie, by zrobić reportaż na temat tych niezwykłych wydarzeń. Dziennikarz, mimo dużego sceptycyzmu, przyjął propozycję. Szybko zachwycił się Bożym słowem i w końcu stał się jego propagatorem na całym świecie. Wkrótce FOX Network, jedna z największych amerykańskich sieci informacyjnych na świecie, dowiaduje się o wielkim zainteresowaniu Michaela objawieniami Cataliny i aranżuje dwugodzinny program na żywo, pod tytułem

Znaki od Boga: nauka bada wiarę”.

Data zostaje specjalnie ustalona na Wielki Piątek, w nadziei, że Catalina będzie miała stygmaty. Jednak zamiast nich, podczas emisji otrzymuje ona wiadomość od Jezusa:

Trwajcie w wierze, dostaniecie swój dowód w Boże Ciało, dokładnie w południe.

Tak też się dzieje i całe to wydarzenie oglądają na żywo wszyscy mieszkańcy Ameryki Północnej. Władze kościelne Cochabamba, z arcybiskupem Rene Fernandezem Apaza na czele, głęboko poruszone Bożymi znakami, przekonawszy się, że są one prawdziwe, a zarazem bardzo istotne w ewangelizacji dzisiejszego świata, powołują organizację, Apostolat Nowej Ewangelizacji, która zajmuje się rozpowszechnianiem Bożego orędzia. Pierwsze wydanie dzieł boliwijskiej stygmatyczki w języku hiszpańskim, pojawia się w 1997 roku. W 2000 roku wychodzi wydanie Przetłumaczone na język angielski. Wszystkie orędzia poprzedzone są listem biskupa Apazy o następującej treści:

Przeczytaliśmy książki Cataliny i jesteśmy przekonani, że jedynym ich celem jest, aby prowadzić nas wszystkich drogą ducha, zapoczątkowaną w Ewangelii. Książki te, również podkreślają wyjątkowe miejsce Maryi Dziewicy, naszego Modelu w naśladowaniu i podążaniu za Jezusem Chrystusem, Matki, której powinniśmy się powierzyć z całkowitym zaufaniem i miłością. W odnowie miłości i oddania Kościołowi Świętemu, książki te pokazują nam, jak powinien postępować prawdziwie wierzący chrześcijanin. Z tych wszystkich względów, wyrażam zgodę na ich wydanie i dystrybucję oraz polecam je, jako materiał do medytacji oraz duchowego ukierunkowania, w celu odpowiedzi na Boże wezwanie, aby ratować dusze, poprzez pokazywanie, że Jezus jest Bogiem żywym, pełnym miłosierdzia i miłości.

Wszystkie teksty są dostępne również za pośrednictwem internetu, pod adresem www.grancrusada.org w języku hiszpańskim oraz www.greatcrusade.org w języku angielskim.

Z niecierpliwością czekamy, kiedy pojawi się strona w języku polskim, aby wszyscy rodacy mogli w pełni czerpać z tego źródła Bożej mądrości i miłości.

Monika i Tomek Skawińscy

ŚWIADECTWO Chrystus czeka na ciebie

Przeżyłam coś wyjątkowego podczas czytania książki „Pasja”, napisanej przez boliwijską stygmatyczkę Catalinę Rivas. Książka ta jest zapisem słów samego Jezusa o Jego męce i śmierci.

Po przeczytaniu tej książki pewne stare i dobrze znane prawdy nagle dotarły do mnie w sposób zaskakująco nowy. Mój zachwyt nad głębią i pięknem słów Chrystusa był ogromny. Czułam się jak ktoś, kto nigdy nie widział kwiatów i nagle w jakiś tajemniczy sposób znalazł się w pomieszczeniu z tysiącem róż o nieznanym mu dotąd zapachu. Miałam wrażenie, że jestem jak widz, przed którym odsłoniła się kurtyna. Teraz myślę, że poprzez tę lekturę doświadczyłam czegoś absolutnie niezwykłego, jakby dotyku samego Boga. W książce Pasja, Chrystus, oprócz przedstawienia obrazu swojej męki, dzieli się z nami także swoimi osobistymi przeżyciami wydarzeń np. z Ogrodu Oliwnego, Wieczerzy Paschalnej, czy ostatnich chwil na krzyżu. Dzięki Jego słowom uświadomiłam sobie ogrom tajemnicy Eucharystii. Zawsze wierzyłam w obecność Jezusa w Komunii św., ale myślę, że tak naprawdę do końca nie zdawałam sobie z tego sprawy. Po przeczytaniu słów Jezusa:

Jak wiele godzin i nocy, będę musiał spędzić samotnie w tabernakulum?

– coś we mnie drgnęło i nagle uświadomiłam sobie, że Eucharystia to przecież sam Jezus, pełen uczuć i pragnień. Czy można lekceważyć tę prawdę i nie przychodzić do Jezusa, aby być razem z Nim i trwać w Jego bliskości przed Najświętszym Sakramentem?

Zrobiło mi się żal, że my chrześcijanie jakoś dziwnie tej prawdy ani nie rozumiemy, ani nie doceniamy. Wtedy zrodziło się we mnie pragnienie, żeby we wszystkich kościołach świata, organizować nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu, tak, aby w kościele przebywała zawsze choćby jedna osoba, która służyłaby naszemu Bogu swoim schronieniem, dawała Mu odpoczynek i osładzała gorycz samotności. Czyż nie jesteśmy tego winni Chrystusowi, po tym wszystkim, co dla nas zrobił? Zrozumiałam zachowanie ojca Pio, który ani na krok nie odstępował Najświętszego Sakramentu. Teraz wiem, że przystępując do sakramentu Eucharystii, powinniśmy nie tyle szukać naszego szczęścia, co czynić to dla radości, którą przeżywa Chrystus, gdy całkowicie Mu się ofiarowujemy. To przykre, ale naprawdę wiele osób przystępuje do Komunii św. po to, by coś otrzymać, a tylko niektórzy myślą o tym, by prawdziwie się Jezusowi ofiarować.

Wielu idzie do spowiedzi i przystępuje do Komunii św. tylko z okazji wielkich świąt. Przez większą część roku żyją w stanie grzechu, duchowej śmierci, braku łaski uświęcającej, a wtedy są manipulowani przez siły zła. Nie idąc do spowiedzi i Komunii św. sami pozbawiają się bezcennych darów duchowych, bez których człowiek nigdy nie będzie szczęśliwy. Są niestety i tacy, którzy przyjmują Komunię św. po popełnieniu grzechu ciężkiego. W ten sposób jeszcze bardziej pogrążają się w niewoli szatana. Czytamy w Piśmie św.:

Kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodniewyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też pomarło. (1 Kor 11, 27a, 29b-30)

Nagle dotarło do mnie, jak ogromna jest miłość Boża i jak bardzo Chrystus potrzebuje naszej miłości. On, Bóg, Stwórca wszystkiego, co żyje, nazwał Sam Siebie Boskim Żebrakiem miłości:

Dajcie jałmużnę miłości Boskiemu Żebrakowi, który pragnie was, woła was i czeka na was.

Po tym wszystkim, co Chrystus dla nas zrobił, teraz nagle przyszło Mu być żebrakiem wyciągającym rękę po okruchy ludzkiej miłości.

O umiłowane dusze, gdybyście wiedziały, jak łatwo jest pocieszyć, dać schronienie i spoczynek Bogu… Bóg, który kocha was nieskończoną miłością po uwolnieniu was z więzów grzechu, zasadził w was łaskę Bożego powołania. On przeniósł was w tajemniczy sposób do ogrodu radości i zachwytów. Ten Bóg, wasz Zbawca, stał się waszym Oblubieńcem… Ach! Te dusze zgromadzone przy Mnie, będą bajecznym ogrodem, w którym każda roślina wypuszcza inny kwiat, ale wszystkie zachwycają Mnie swoim zapachem. Moje Ciało będzie słońcem, które daje im życie. Niektóre z nich będą Mnie pocieszać, do innych przyjdę, aby znaleźć w nich schronienie, w jeszcze innych odpocznę…

O Chryste, jakże chciałabym być bajecznym kwiatem, w ogrodzie Twoich rozkoszy! Chrystus nieustannie uświadamia nam, że ten ziemski świat nigdy nie da nam prawdziwego szczęścia, bo prawdziwe szczęście może odnaleźć tylko ten, kto rzeczywiście szczerze rozkochał się w Bogu. Jestem przekonana, że Jezus Chrystus również na twojej drodze życia postawił ludzi, wydarzenia lub rzeczy, które rzucą nowe światło na stare prawdy i pomogą ci zrozumieć ich istotę i głębię. Bóg, który zna nasze serca, szuka sposobów, aby nas budzić z letargu ducha i czyni wszystko, abyśmy mogli Go odnaleźć i zakochać się w Nim. Musimy mieć jednak oczy i uszy szeroko otwarte, zdobywać się na nieustanny trud modlitwy i życie wiarą, na co dzień.

W Eucharystii czeka Jezus

3W Najświętszej Eucharystii zawiera się, bowiem całe dobro duchowe Kościoła, to znaczy sam Chrystus, nasza Pascha i Chleb żywy, który przez swoje ożywione przez Ducha Świętego i ożywiające Ciało daje życie ludziom.”

(Sobór Watykański II, Presbyterorum ordonis, dekret o posłudze i życiu kapłanów, 5)

Eucharystia na nowo odkryta

Gdy Kościół sprawuje Eucharystię, pamiątkę śmierci i zmartwychwstania swojego Pana, to centralne wydarzenie zbawienia staje się rzeczywiście obecne i «dokonuje się dzieło naszego Odkupienia». Ofiara ta ma do tego stopnia decydujące znaczenie dla zbawienia rodzaju ludzkiego, że Jezus złożył ją i wrócił do Ojca, dopiero wtedy, gdy zostawił nam środek umożliwiający uczestnictwo w niej, tak jakbyśmy byli w niej obecni. W ten sposób każdy wierny może w niej uczestniczyć i korzystać z jej niewyczerpanych owoców. (Jan Paweł II, Encyklika o Eucharystii, 11)

Poprzez mistyczne doświadczenia spisane przez Catalinę Rivas, boliwijską stygmatyczkę, Pan Jezus i Matka Boża pragną nauczyć nas owocnie uczestniczyć w tym największym wydarzeniu naszego zbawienia, które uobecnia się w czasie każdej Mszy św.

Oto fragmenty zapisków Cataliny:

W święto Zwiastowania, kiedy weszłam do kościoła na Mszę św., arcybiskup i księża wychodzili już z zakrystii. Matka Boża powiedziała do mnie swoim delikatnym, słodkim, kobiecym głosem:

Dzisiaj jest dzień nauki dla ciebie. Pragnę, abyś się mocno skupiła na tym, czego doświadczysz, ponieważ będziesz dzielić się tym z całą ludzkością.

Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę był chór pięknych głosów, śpiewający z oddali. Chwilami muzyka zbliżała się, a potem oddalała, tak jak szmer wiatru. Arcybiskup rozpoczął Mszę św. i kiedy doszedł do aktu pokuty, Maryja powiedziała:

Z głębi serca proś Pana, aby przebaczył ci grzechy, którymi Go obraziłaś. W ten sposób będziesz mogła godnie uczestniczyć w tym przywileju, jakim jest Msza św.

Pomyślałam:

Jestem przecież w stanie łaski uświęcającej, nie dalej jak wczoraj wyspowiadałam się.

Matka Boża odpowiedziała:

Myślisz, że od wczoraj nie obraziłaś Pana? Pozwól, że przypomnę ci parę wydarzeń. (…) A ty mówisz, że nie zraniłaś Boga? Przyszłaś na ostatnią chwilę, kiedy celebransi wychodzili w procesji odprawiać Mszę… i zamierzasz uczestniczyć w Niej bez wcześniejszego przygotowania… Dlaczego wy wszyscy przychodzicie na ostatnią chwilę? Powinniście przychodzić wcześniej, aby pomodlić się i poprosić Pana, aby zesłał Swojego Ducha Świętego, by Ten mógł obdarzyć was pokojem i oczyścić od ducha tego świata, od waszych niepokojów, problemów i rozproszenia. On czyni was zdolnymi przeżyć ten tak święty moment. Przecież to jest największy z cudów. Przyszliście przeżywać moment, kiedy Najwyższy Bóg daje swój największy dar, a nie umiecie tego docenić.

Ponieważ był to dzień świąteczny, w kościele rozbrzmiała Chwała na wysokości. Matka Boża powiedziała:

Uwielbiaj i błogosław z całej swojej miłości Świętą Trójcę, uznając, że jesteś jednym z Jej stworzeń.

Nastąpił moment Liturgii Słowa i Maryja kazała mi powtórzyć:

Panie, dzisiaj chcę słuchać Twojego Słowa i przynieść obfity owoc. Proszę, aby Twój Duch Święty oczyścił wnętrze mojego serca, aby Twoje Słowo wzrastało i rozwijało się w nim.

Potem Najświętsza Panna powiedziała:

Chcę, abyś uważała na czytaniach i na całej homilii. Pamiętaj, o tym, co mówi Biblia, że Słowo Boże nie wraca dopóki nie wyda plonu. Jeśli będziesz pilnie słuchać, część z tego, co usłyszysz pozostanie w tobie. Powinnaś spróbować przywoływać przez cały dzień te słowa, które zrobiły na tobie wrażenie. Czasem, to mogą być dwa wersy, innym razem lektura całej Ewangelii, a czasem tylko jedno słowo. Smakuj je przez resztę dnia, a stanie się ono częścią ciebie. Życie zmienia się, jeśli pozwoli się, aby Słowo Boże przemieniało osobę.

Chwilę później, nastąpiło ofiarowanie i Matka Boża powiedziała:

Módl się w ten sposób: „Panie, ofiarowuję Ci się cała, taka, jaką jestem, wszystko, co mam i co mogę. Wszystko wkładam w Twoje ręce. Boże Wszechmogący, przez zasługi Twojego Syna, przemień mnie. Proszę Cię, za moją rodzinę, dobrodziejów, za wszystkich ludzi, którzy walczą przeciw nam, za tych, którzy polecali się moim modlitwom”.

Nagle z ławek zaczęły się podnosić jakieś postacie, których wcześniej nie widziałam. Wyglądało to tak, jakby ze strony każdej osoby obecnej w katedrze, wstała inna osoba. Wkrótce nawa główna zapełniła się młodymi, pięknymi ludźmi. Byli ubrani w lśniąco białe szaty. Matka Boża powiedziała:

Patrz. To są Aniołowie Stróże każdej z osób, która znajduje się w kościele. To właśnie w tym momencie twój Anioł Stróż zanosi twoje dary i prośby przed ołtarz Pana.

Ich rysy twarzy były bardzo piękne, niemal kobiece, zaś wzrost, budowa ciała oraz ręce – męskie. Nagie stopy nie dotykały ziemi. Część z nich niosła jakby złotą misę z czymś, co promieniowało czystym, złotym światłem. Najświętsza Panna powiedziała:

To są Aniołowie Stróże tych ludzi, którzy ofiarują Msze św. w wielu intencjach, i którzy są świadomi tego, co znaczy ta celebracja. Oni mają coś do ofiarowania Panu. Ofiaruj siebie w tym momencie… podaruj swoje żale, bóle, nadzieje, smutki, radości, prośby. Pamiętaj, że Msza św. ma nieskończoną wartość. Z tego względu, bądź hojna w ofiarowywaniu i w prośbach.

Za pierwszymi Aniołami, postępowali następni, którzy mieli puste ręce.

Matka Boża powiedziała: „To są Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale nigdy nic nie ofiarują. Nie są zainteresowani przeżywaniem każdego momentu Mszy Świętej i nie mają daru do zaniesienia przed ołtarz Pana”.

Na końcu procesji szli Aniołowie, którzy byli dosyć smutni, z rękami splecionymi do modlitwy, ale ze spuszczonym wzrokiem.

To są Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale którzy przyszli z obowiązku, bez pragnienia uczestniczenia we Mszy św. Aniołowie idą dalej smutni, ponieważ nie mają nic do złożenia na ołtarzu, poza własnymi modlitwami. (…) Nie zasmucaj swojego Anioła Stróża. Proś o wiele, nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich. Pamiętaj, że ofiara, która najbardziej podoba się Panu, to ta, gdy samą siebie ofiarujesz, jako ofiarę całopalną, tak, aby Jezus mógł przemienić ciebie przez Swoje zasługi. Co możesz ofiarować Ojcu sama z siebie? Nicość i grzech. Ojcu podobają się ofiary połączone z zasługami Jezusa.

Nastąpił końcowy moment prefacji i kiedy wierni odmawiali: „Święty, Święty, Święty”, nagle wszystko, co znajdowało się z tyłu celebransów, zniknęło. Po lewej stronie, za arcybiskupem pojawiły się tysiące Aniołów. Ubrani byli w tuniki podobne do białych szat kapłanów czy ministrantów. Wszyscy oni uklękli z rękoma złożonymi do modlitwy i skłaniali głowy, oddając Bogu cześć. Słychać było piękną muzykę, tak jakby liczne chóry różnymi głosami śpiewały unisono razem z ludźmi: „Święty, Święty, Święty”.

Nastąpił moment Konsekracji, cudu nad cudami. Za arcybiskupem pojawił się tłum ludzi. Wszyscy mieli na sobie tuniki w kolorach pastelowych. Ich twarze były promienne, pełne radości. Mogłoby się komuś wydawać (nie umiem powiedzieć, dlaczego), że byli ludźmi w różnym wieku, ale ich twarze miały szczęśliwy wyraz i były bez zmarszczek. Klęknęli, podobnie jak przy śpiewie „Święty, Święty, Święty”.

Matka Boża powiedziała:

To są wszyscy święci i błogosławieni. Pomiędzy nimi są dusze twoich krewnych, którzy już cieszą się oglądaniem Boga.

Potem zobaczyłam Matkę Bożą, dokładnie po prawej stronie arcybiskupa, krok za celebransem. Była zawieszona lekko nad podłogą, klęczała ubrana w jasną, przeźroczystą, ale jednocześnie świetlaną niczym woda krystaliczną tkaninę. Najświętsza Panna, ze złożonymi rękoma, spoglądała uważnie i z szacunkiem na celebransa. Mówiła do mnie stamtąd, ale cicho, prosto do serca, nie patrząc na moją twarz:

Dziwi cię, że widzisz mnie stojącą za arcybiskupem, nieprawdaż? Tak właśnie powinno być… Z całą miłością, jaką mój Syn mi daje, nigdy nie dał mi godności, jaką obdarzył kapłanów – daru kapłaństwa do uobecniania codziennego Cudu Eucharystii. Z tego powodu, czuję głęboki szacunek dla księży i dla cudu, jaki Bóg czyni przez ich posługę. To właśnie zmusza mnie do klęknięcia tutaj, za nimi.

Przed ołtarzem pojawiły się cienie ludzi w szarych kolorach ze wzniesionymi rękoma. Maryja powiedziała:

To są błogosławione dusze czyśćcowe, które czekają na wasze modlitwy, aby dokonało się ich oczyszczenie. Nie przestawajcie wstawiać się za nimi. Oni modlą się za was, ale nie mogą modlić się za siebie. To wy macie się za nich modlić, aby pomóc im wydostać się z czyśćca, aby mogli być z Bogiem i cieszyć się wiecznie Jego obecnością.

Maryja dodała:

Teraz widzisz, że jestem tutaj cały czas. Ludzie udają się na pielgrzymki, szukając miejsc, gdzie się objawiłam. To dobrze, ze względu na łaski, które tam otrzymają. Ale podczas żadnego z objawień, w żadnym innym miejscu, nie jestem bardziej obecna, niż w czasie Mszy św. Zawsze mnie znajdziesz u stóp ołtarza, gdzie odprawia się Eucharystię. U stóp tabernakulum trwam z Aniołami, ponieważ jestem zawsze z Jezusem.

4Widząc to piękne oblicze Matki oraz wszystkich innych z promieniującymi twarzami, złączonymi rękoma, czekających na cud, który powtarza się nieustannie, czułam się jakbym była w samym niebie.

I pomyśl, że są ludzie, którzy w tym momencie są rozproszeni na rozmowie. Przykro mi to mówić, ale wiele osób stoi z założonymi rękoma, tak jakby składali hołd Panu, jak równy równemu sobie. Powiedz wszystkim ludziom, że człowiek nigdy nie jest bardziej człowiekiem, niż kiedy upada na kolana przed Bogiem.

Celebrans wypowiedział słowa Konsekracji. Choć był człowiekiem normalnego wzrostu, nagle zaczął rosnąć i wypełniać się nadnaturalnym światłem, które otoczyło go i przybrało na sile wokół twarzy. Z tego powodu nie mogłam dostrzec jego rysów. Kiedy podniósł Hostię, zobaczyłam jego ręce. Na ich wierzchniej stronie miał jakieś znaki, które emanowały światłem. To był Jezus! W tym momencie Hostia zaczęła rosnąć i stała się wielka. Na Niej ukazała się cudowna twarz Jezusa spoglądającego na swój lud. Instynktownie chciałam skłonić głowę, ale Matka Boża powiedziała:

Nie patrz na dół. Podnieść swój wzrok i kontempluj Go. Wpatruj się w Niego i powtarzaj modlitwę z Fatimy: „Panie, wierzę, adoruję, ufam i kocham Ciebie. Proszę o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą, nie adorują, nie ufają i nie kochają Ciebie” (…) Teraz powiedz Mu, jak bardzo Go kochasz i składaj hołd Królowi królów.

Wydawało mi się, że byłam jedyną osobą, na którą patrzył z ogromnej Hostii, ale zrozumiałam, że On w ten sposób, tj. z bezgraniczną miłością, patrzy na każdą osobę. Celebrans położył na ołtarzu Hostię i natychmiast wrócił do normalnych rozmiarów. Kiedy wypowiedział słowa konsekracji wina, pojawiła się światłość, ściany i sufit kościoła zniknęły. Wtedy zobaczyłam zawieszonego w powietrzu Jezusa ukrzyżowanego. Byłam w stanie kontemplować Jego twarz, pobite ramiona i pokaleczone ciało.

Z prawej strony piersi miał ranę, z której wytryskiwała krew w lewym kierunku, oraz coś, co przypominało wodę, ale było bardzo błyszczące, w prawym kierunku. Wyglądało to jak strumienie światła spływające na wiernych. W tym momencie Matka Boża powiedziała:

To jest cud nad cudami.

To jest cud nad cudami. Pan nie jest skrępowany ani czasem ani miejscem. W momencie Konsekracji całe zgromadzenie jest zabierane do stóp Kalwarii w chwili ukrzyżowania Jezusa.

Kiedy mieliśmy odmawiać Ojcze nasz, Jezus, po raz pierwszy podczas celebracji, odezwał się do mnie:

Poczekaj, chcę, abyś modliła się z najgłębszego wnętrza, z jakiego tylko możesz wołać. Przypomnij sobie osobę czy osoby, które najbardziej cię w życiu zraniły i wyrządziły ci krzywdę, tak abyś mogła objąć je swoim sercem i powiedzieć im: „W imię Jezusa Chrystusa przebaczam wam i życzę pokoju. W imię Jezusa, proszę, abyście mi przebaczyli i życzyli pokoju”. Jeśli osoba zasłużyła na ten pokój, otrzyma go i poczuje się lepiej. Jeśli nie jest w stanie otworzyć się na niego, to powróci on do twojego serca. Ale nie chcę, abyś otrzymywała czy ofiarowała pokój, kiedy nie jesteś w stanie przebaczyć i doświadczyć go najpierw w swoim sercu. Uważaj, co czynisz – mówił Pan Jezus – powtarzasz w Ojcze nasz: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jeśli możesz przebaczyć, ale nie możesz zapomnieć, jak mówi wiele osób, stawiasz warunki Bożemu przebaczeniu. Mówisz: „Przebacz mi tylko tak, jak ja jestem w stanie przebaczyć, ale nie więcej”.

Arcybiskup powiedział: „obdarz nas pokojem i jednością”, a potem „pokój Pański niech zawsze będzie z wami”. Nagle zobaczyłam, że pomiędzy niektórymi ludźmi, którzy przekazywali sobie znak pokoju, znajdowało się bardzo intensywne światło. Prawdziwie odczułam uścisk Jezusa w tym świetle. To On uścisnął mnie dając mi Swój pokój, ponieważ w tym momencie byłam w stanie przebaczyć i wyrzucić z mojego serca wszystkie żale wobec innych ludzi. Jezus pragnie dzielić ten moment radości, objąć nas i życzyć Swojego pokoju. Nastąpił moment Komunii św. celebransów. Kiedy arcybiskup przyjął Komunię św., Matka Boża powiedziała:

Powtarzaj ze mną: „Panie, błogosław kapłanom, pomóż im, oczyść ich, kochaj ich, opiekuj się nimi i wspieraj ich Swoją Miłością”.

Ludzie zaczęli opuszczać ławki, aby przystąpić do Komunii św. Nastąpił wielki moment spotkania. Pan powiedział do mnie:

Poczekaj chwilę, chcę, abyś coś zobaczyła.

Wewnętrzny impuls kazał mi skierować wzrok na pewną osobę, która wyspowiadała się przed Mszą św. Kiedy ksiądz umieścił Świętą Hostię na jej języku, blask światła, podobnego do czystego złota, przeszedł przez tę osobę, najpierw przez jej plecy, potem otoczył ją z tyłu, następnie dookoła jej ramion, a na końcu dookoła głowy. Pan powiedział:

Oto jak raduję się obejmując duszę, która przychodzi z czystym sercem, aby Mnie przyjąć.

Głos Jezusa był głosem szczęśliwej osoby. Kiedy poszłam przyjąć Komunię św., Jezus powiedział do mnie:

Ostatnia Wieczerza była momentem największej bliskości ze Mną. W tej godzinie miłości, ustanowiłem coś, co mogło być pojęte, jako największy akt obłędu w oczach człowieka uczyniłem Siebie więźniem Miłości, ustanowiłem Eucharystię. Chciałem pozostać z wami do końca świata, ponieważ Moja Miłość nie mogła znieść, że zostalibyście sierotami, wy, których kocham bardziej niż własne życie.

Wróciłam na swoje miejsce i uklęknęłam. Pan powiedział:

Słuchaj.

Chwilę później usłyszałam modlitwę siedzącej przede mną kobiety, która właśnie przyjęła Komunię św. Jezus powiedział smutnym głosem:

Słyszałaś jej modlitwę? Ani razu nie powiedziała, że Mnie kocha. Ani razu nie podziękowała Mi za dar, jaki jej dałem, zniżając Swoją Boskość do jej biednego człowieczeństwa po to, by przyciągnąć ją do Siebie. Ani razu nie powiedziała: „dziękuję Ci, Panie”. To była litania próśb. I tak robią prawie wszyscy, którzy przychodzą Mnie przyjąć. Umarłem z miłości i zmartwychwstałem. Z miłości czekam na każdego z was i z miłości zostaję z wami…. Ale wy nie zdajecie sobie sprawy, że potrzebuję waszej miłości. Pamiętajcie, że jestem Żebrakiem Miłości w tej wzniosłej dla duszy godzinie.

Powinniście przewyższać w cnocie Aniołów i Archaniołów, ponieważ oni nie mają radości przyjmowania Mnie, jako pokarmu, jak to jest w waszym przypadku. Oni piją kroplę ze źródła, wy, którzy posiadacie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean.”

Kiedy celebrans miał udzielać błogosławieństwa, Matka Boża powiedziała:

Bądź uważna… Robisz jakiś stary znak, zamiast Znaku Krzyża. Pamiętaj, że to błogosławieństwo może być ostatnie, jakie otrzymujesz z rąk kapłana. Kiedy wychodzisz z kościoła, nie wiesz, czy umrzesz, czy nie. Nie wiesz, czy będziesz miała okazję otrzymać błogosławieństwo od innego kapłana. Te konsekrowane ręce dają tobie błogosławieństwo w Imię Świętej Trójcy. Dlatego zrób Znak Krzyża z szacunkiem, tak jakby to miał być ostatni w twoim życiu.

Jezus poprosił mnie, abym została z nim kilka minut po zakończeniu Mszy św. Powiedział:

Nie wychodź w pośpiechu, kiedy Msza jest skończona. Zostań na moment w Moim towarzystwie, ciesz się nim i pozwól Mi cieszyć się twoim.

Zapytałam Go:

5Panie, jak długo zostajesz z nami po Komunii? Odpowiedział: Przez cały czas, póki ty chcesz zostać ze Mną. Jeśli będziesz mówić do Mnie przez cały dzień, zwracając się do Mnie w czasie wypełniania swoich obowiązków, będę cię słuchał. Jestem zawsze z tobą. To ty Mnie opuszczasz. Wychodzisz po Mszy św. i uważasz, że obowiązek się skończył. Nie pomyślisz, że chciałbym dzielić twoje życie rodzinne z tobą, przynajmniej w Dniu Pańskim (…) Czytam nawet największe sekrety ludzkich serc i umysłów. Ale cieszę się, gdy Mi mówisz o swoim życiu, gdy pozwalasz Mi uczestniczyć w nim, jako członkowi rodziny czy najbliższemu przyjacielowi. O, jak wiele łask człowiek traci, nie zostawiając Mi miejsca w swoim życiu!

Jezus powiedział:

Powinniście przewyższać w cnocie Aniołów i Archaniołów, ponieważ oni nie mają radości przyjmowania Mnie jako pokarmu, jak to jest w waszym przypadku. Oni piją kroplę ze źródła, wy, którzy posiadacie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean.

Inna rzecz, o której Pan mi powiedział z bólem, dotyczyła ludzi, którzy spotykają się z Nim z przyzwyczajenia. Ta rutyna sprawia, że niektórzy ludzie są tak obojętni, iż nie mają nic do powiedzenia Jezusowi, kiedy przyjmują Go w Komunii św. Powiedział również, że jest wiele dusz konsekrowanych, które utraciły swój entuzjazm bycia zakochanym w Panu i traktują swoje powołanie jak zawód. Potem Jezus mówił o owocach, które muszą się pojawić po każdej Komunii św., którą przyjmujemy. Zdarza się, że są ludzie, którzy przyjmują codziennie Pana, spędzają wiele godzin na modlitwie i wykonują liczne dzieła, ale mimo to nie dokonuje się przemiana ich życia. Dary, jakie otrzymujemy w Eucharystii powinny przynieść owoce nawrócenia wyrażające się w postawie i czynach miłosierdzia wobec braci i sióstr.

Catalina Świecka Misjonarka Eucharystycznego

Serca Jezusa (tłum. i oprac. Maria Zboralska)

Naglące wezwanie: pomóc umierającym

Powyżej zamieszczone są fragmenty zapisków boliwijskiej stygmatyczki, Cataliny Rivas (Katyi), w których przekazała ona światu objawienia Jezusa i Maryi na temat Eucharystii. Wielu osobom pomogło to owocniej przeżywać Mszę św. Tym razem publikujemy niezwykłą wizję Cataliny dotyczącą chwili śmierci jej mamy. W widzeniu Katya zobaczyła siebie i zebranych wokół łóżka konającej oraz wszystko, co działo się w tym dniu.

Dziesięć dni po śmierci mojej mamy, kiedy kończyłam poranną modlitwę, Jezus poprosił mnie, abym pozostała jeszcze kilka minut w pokoju. Nagle, jak w filmie, przed moimi oczami przesunęły się sceny, które się wówczas wydarzyły.

Ostatnia droga

6Mama leżała w swoim łóżku. Właśnie z bratem położyliśmy ją na prawym boku. Kiedy wycierałam krew, która leciała jej z nosa, skierowała wzrok ponad moją głowę, w kierunku okna. Chwyciła mocno moją rękę i powiedziała: Chcę, abyś została ze mną. Boisz się, mamo? Zapytałam ją zaniepokojona. Nie, nie boję się, ale chcę, abyś została ze mną.

W tym momencie zobaczyłam ludzi, którzy stanęli za nami, po prawej stronie chorej. Rozpoznałam św. Józefa, św. Anto­niego Padewskiego, św. Różę z Limy, św. Dominika Guzma i św. Sylwestra. Obok nich stał przystojny młodzieniec „Leopold” – Anioł Stróż mamy. Modlił się na klęcz­kach i jednocześnie czule głaskał chorą po głowie. Modlili się także inni zebrani: męż­czyźni i kobiety, młodzi i starzy około 40 osób.

Jeden z młodych mężczyzn, ubra­ny w białą albę, trzymał w rękach małą, złotą czaszę i czynił coś na kształt kadze­nia – wkładał ręce w misę i wydobyty w ten sposób dym kierował ku górze. Tym gestem sprawiał wrażenie, że przeszkadza złym duchom zbliżyć się do umierającej. Młody mężczyzna poruszał ustami, jakby odmawiał jakąś modlitwę. Potem przełożył naczynie do drugiej ręki i ponownie wyko­nał gest przypominający kadzenie. Cho­dził dookoła wszystkich osób zgromadzo­nych wokół łóżka. Byłam zaskoczona tak dużą liczbą zebranych. Jezus zwrócił się do mnie i wyjaśnił mi:

To są jej święci patro­nowie oraz dusze, którym pomogła osią­gnąć zbawienie poprzez swoje modlitwy i cierpienia. Przybyli teraz towarzyszyć j ej w ostatniej drodze, choć nawet ich nie znała.

Kiedy położyliśmy mamę na drugim boku, by ją przebrać, powiedziała: Już czas, abym z nimi poszła i spojrzała przez moje ramię. Zaśpiewaliśmy psalm, a ona powtarzała za nami. Z jej oczu można było wyczytać zdumienie, tak jakby kontemplo­wała coś, czego nie sposób wyrazić sło­wami. Poprosiła, abyśmy włączyli świa­tło. Zrobiliśmy tak, choć wiedzieliśmy, że jej spojrzenie wykracza już poza ziem­skie granice.

Ścisnęła mocno moją dłoń i powiedziała: Święty Boże, teraz!… Święty Boże… teraz! Pomyślałam, że chce mnie w ten sposób zachęcić do powtarzania krót­kiej modlitwy: Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem! Wypowiedziała kil­kakrotnie słowa tej modlitwy, a po chwi­li rzekła naglącym głosem: Muszę już iść… Zaczęła poruszać nogami, tak jakby gdzieś szła i na koniec zawołała: Nie zatrzymuj­cie mnie! Po czym jeszcze raz powtórzy­ła Święty Boże, Święty Mocny…. zmiłuj się nade mną i nad całym światem.

Wspólnie z wszystkimi bliskimi, któ­rzy zebrali się w ostatniej godzinie wokół mamy, odmawialiśmy koronkę do Bożego Miłosierdzia. W tym czasie konająca zano­siła własne modlitwy, z naciskiem powta­rzając: Ojcze, mojego ducha! Teraz! … Teraz! … Zaczęliśmy, więc mówić: Ojcze, w Twoje ręce powierzam mojego ducha, wierząc, iż to właśnie zdanie mama chciała powiedzieć. Powtórzyła nasze słowa, dając do zrozumienia, że dobrze odczytaliśmy jej intencje.

Zobaczyłam, że za nami, po lewej stro­nie chorej, zjawiła się inna grupa osób. Wśród nich rozpoznałam mojego ojca, jedną z babć, ciocię, która mieszkała z nami. Przybyli też inni ludzie, ale ich twa­rzy nie widziałam wyraźnie. Byłam oszo­łomiona tym, co zobaczyłam, ale jedno­cześnie starałam się skupić na mamie. Nagle światło padło przed nią i zobaczy­łam chór Aniołów, którzy śpiewając, scho­dzili z wysokości niebieskich. Ustawi­li się w dwóch rzędach, a kiedy zbliży­li się do nas, rozdzielili się, tworząc krąg wokół zebranych. Była to bardzo uroczy­sta chwila. W tym momencie mama powie­działa, jakby zwracając się do osób, które przybyły towarzyszyć jej w ostatniej dro­dze: Poczekajcie, muszę najpierw zoba­czyć Matkę Bożą! Mój brat powiedział: Mamo, Jezus jest tutaj. Czeka już na cie­bie… Powiedział tak, ponieważ wcześniej mama wspomniała, że widzi Jezusa. Odpo­wiedziała: Muszę jeszcze zobaczyć Mary­ję. Wiele razy słyszała bowiem, że Maryja przychodzi po dusze tych, którzy w godzi­nie śmierci odmawiają różaniec. Podali­śmy mamie obrazek Matki Bożej Wspo­możenia Wiernych, myśląc, że o to właśnie prosiła. Nagle powiedziała: Widzę Ją tam; jest tam… uciekajmy się do Mamity (Ma­musi)! Musimy prosić Ją o przebaczenie…

Czułe objęcie Matki

W tym momencie zobaczyłam Matkę Bożą schodzącą z niebios. Unosząc się nad ziemią, stanęła na wysokości stóp umierającej. Zobaczyłam, jak Maryja wyciąga swoje ręce w kierunku chorej. Mama także wyciągnęła swoje tak, jakby chciała otrzymać coś lub dotknąć czegoś. Matka Boża podała jej rękę. Wówczas mama straciła świadomość, a po chwili oddała ostatnie tchnienie.

Kiedy jeszcze głowa zmarłej opiera­ła się na moich rękach, pomyślałam, że całe widzenie zaraz zniknie. Byłam jednak świadkiem, jak nagle dusza mamy oddziela się od ciała i unosi nad ziemią. Następnie zbliżyła się do Matki Bożej, która wręczyła jej białą suknię, dopasowując rozmiar do koszuli nocnej, którą mama miała na sobie. Zobaczyłam natychmiast mamę ubraną w tę sukienkę. Twarz Maryi wyrażała wielką łagodność. Uśmiechnęła się i objęła mamę. Ta także uściskała Matkę Bożą i oparła swą głowę na Jej ramieniu. Na koniec obie wzniosły się do nieba wraz z osobami, które je otaczały. Pokój opustoszał prawie całkowicie. Wreszcie na znak św. Józefa św. Sylwester pobłogosławił nam, a potem obaj zniknęli.

Jezus powiedział uroczyście:

Opowiedz o tym światu, aby wszyscy ludzi cenili daną łaskę bycia przy umierających, którzy odchodzą z tego świata wspomagani przez Niebiosa. Zaangażowanie musi być całkowite, ponieważ w takiej chwili część niebios jest obecna w pokoju. W tym momencie, bowiem Bóg nawiedza to miejsce.

Kiedy skończyło się widzenie, uklękłam i płacząc, podziękowałam Bogu, że dał tę łaskę i pozwolił mi zobaczyć ten cud. Dzisiaj mówię o tym światu, byśmy wszyscy zdali sobie sprawę z wagi momentu śmierci i byli świadomi obowiązku, jaki na nas spoczywa wobec umierających. Nasza pomoc w godzinie śmierci jest potrzebna, by mogli oni rozpocząć szczęśliwie drogę ku wieczności Bożej miłości.

Zapewnić duszy pokój

Parę dni później, kiedy odmawiałam koronkę do Bożego Miłosierdzia, usłysza­łam głos Jezusa:

Zwróć uwagę na to, co będziesz widzieć. Nie lękaj się, konieczne jest, bowiem, abyś to zobaczyła.

Ujrzałam salę szpitalną, w której znajdował się mężczyzna w wieku około 50-65 lat (nie mogłam dokładniej określić wieku ze względu na jego chorobę i zmizerowanie). Przy konającym czuwało kilka osób, część z nich płakała. Wszyscy byli świado­mi, że mężczyzna umiera. Jego ciało było wykrzywione z bólu, zaś z jego ust wydobywał się rozpaczliwy krzyk buntu przeciw nadchodzącej śmierci. Wołał ze złością, trzęsąc się cały: Dlaczego umieram…?! Jak Bóg mógł dopuścić do mojej śmierci…?! Zróbcie coś…

Ja nie chcę umierać! Widać było jego walkę, cierpienie, brak pokoju. Uderzyło mnie, że ludzie, którzy byli przy nim, nie przyczynili się w żaden sposób do tego, by uspokoić jego duszę. Nikt się nie modlił.

Na zewnątrz korytarza znajdowało się patio, na którym stali ludzie i rozmawiali, śmiali się, niektórzy pili i palili papierosy. Byli oni całkowicie nieświadomi wyjątkowego momentu, jaki niedaleko nich przeżywał mężczyzna pełen niepokoju. Dla nich było to zwykłe spotkanie towarzyskie.

Potem zobaczyłam nadchodzącą siostrę zakonną, która, jak mi wyjaśnił Jezus, została posłana przez Jego Matkę. Zobaczyłam także Maryję, jak patrzy na tę scenę z odległości. Jej ręce złożone były do modlitwy, zaś z oczu płynęły łzy. Obok umierającego znajdował się jego Anioł Stróż z bardzo smutnym wyrazem twarzy. Jedną ręką zakrywał swoje oblicze, a drugą trzymał chorego. Potem anioł wstał i rękoma próbował odstraszyć złe duchy, które w wielkiej liczbie zbliżały się do mężczyzny. Miały one głowy rogaczy, niedźwiedzi i koni, zaś ich ciała były strasznie powykręcane.

Zakonnica weszła do sali, w której znajdował się umierający mężczyzna, stanęła przy jego łóżku i chwyciła chorego za rękę. Chciała dać mu święty obrazek, tłumacząc coś. Mężczyzna jednak podniósł swoje ręce w geście odmowy. Siostra jeszcze raz nalegała i próbowała wręczyć mu obrazek, lecz wzburzony umierający resztą sił, jakie jeszcze posiadał, okazał, że odrzuca jej pomoc. Zakonnica opuściła salę bardzo smutna. Na korytarzu zaczęła modlić się różańcem. Ludzie, którzy na nią patrzyli, naśmiewali się z niej i drwili. Nie zdawali sobie zupełnie sprawy z wagi, jaką ma modlitwa w tym wyjątkowym momencie. Siostra zaprosiła ich do modlitwy, ale ich oczy i wyraz twarzy wyrażały jednoznacznie, że nie zamierzają się do niej przyłączyć.

Parę minut później mężczyzna zmarł. Zobaczyłam, że w momencie, kiedy jego dusza unosiła się nad ziemią, wszystkie złe duchy wskoczyły na nią, rozszarpując ją, jak dzikie zwierzęta, wilki, psy, wydzierające sobie zdobycz. Nagle anioł stanął przed nimi i z podniesioną ręką rozkazał:

Przestańcie! Pozwólcie mu iść. Najpierw musi stanąć przed tronem Bożym na sąd.

Niektórzy ludzie zaczęli rozpaczliwie, wręcz histerycznie, płakać nad zmarłym. Zrozumiałam, jak wielka jest różnica między takim odejściem, a sytuacją, kiedy żegna się duszę odchodzącą w pokoju i pokładającą nadzieję w Bożym miło­sierdziu.

Catalina Świecka Misjonarka Eucharystycznego Serca Jezusa

(tłum. i oprać. Maria Zboralska)

Sakrament pojednania – pocałunek Jezusa

Przedstawiamy kolejny opis mistycznych doświadczeń Cataliny, współcześnie żyjącej Boliwijki. Tym razem dotyczy on sakramentu pojednania. Opisane przez autorkę widzenia są udzielonymi jej przez Boga przeżyciami mistycznymi. Poprzez wzruszające obrazy, Pan Bóg pragnął podkreślić ważność sakramentu pojednania oraz ukazać całą prawdę o tym, co dokonuje się podczas każdej spowiedzi.

7Pragniemy przypomnieć, że władze kościelne w Cochabamba, z Arcybiskupem Renę Fernandezem Apaza na czele, uznały doświadczenia mistyczne Cataliny oraz jej pisma za prawdziwe znaki Boże, dlatego zezwoliły na ich publikację.

Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dzie­więćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i są­siadów i mówi im: „Cieszcie się razem ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginę­ła”. Powiadam wam: tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzeszni­ka, który się nawraca, niż z dziewięćdzie­sięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

(Łk 15, 4-8).

Ty, który gładzisz grzechy świata

We wtorek 8 lipca udaliśmy się do miejscowości Cozumel, gdzie zostaliśmy zaproszeni, by wygłosić konferencję. Pan Bóg poprosił mnie, bym przekazała pew­nej dziewczynie następującą wiadomość:

Powiedz jej, że długo czekałem na ten moment i że pragnę jej całkowitego odda­nia.

Była to dziewczyna, która chciała odbyć spowiedź generalną u naszego kie­rownika duchowego. Kiedy przekazałam jej wiadomość, rozpłakała się. Pan Bóg poprosił mnie wtedy, żebym jej pomogła. Rozmawiałyśmy aż do momentu przyjścia księdza. Kiedy wspólnie odchodzili, zobaczyłam nagle, że dziewczynę otacza duża grupa osób – dziesięć może dwanaście – i chce wejść razem z nią do pokoju, w którym miała się spowiadać. W pierwszej chwili byłam zaskoczona, lecz szyb­ko zrozumiałam, że to, co widzę, jest mistycznym doświadczeniem i zaczęłam się modlić.

Słyszałam jednocześnie odgłosy donośnej rozmowy, której towarzyszyła ogłuszająca muzyka w rytmie bębnów, a także dwa chóry. Jeden składał się z paru osób śpiewających fatimskie Ave Maria, drugi recytował w oddali: Chwała i cześć Bogu Stwórcy, Synowi Odkupicielowi i Ducho­wi Świętemu..!

Uklękłam prosząc Boga o światło dla spowiadającej się dziewczy­ny. Zaraz potem usłyszałam czyjeś wrzaski. Spojrzałam w stronę, z której docho­dził hałas. Okazało się, że był to balkon od pokoju, do którego udała się ona wraz z naszym kierownikiem duchowym. To, co zobaczyłam, było przerażające: ohydne postacie, zdeformowane stworzenia, które wybiegały z krzykiem rzucając się w dół z balkonu. W pierwszym odruchu podeszłam do okna, żeby sprawdzić, co dalej się z nimi działo, lecz na dole nie było nikogo.

Właśnie wtedy do pokoju wszedł ten sam przyjaciel, który poprosił mojego kierownika duchowego o spowiedź dla tej dziewczyny. Oboje słyszeliśmy wyraźnie szczęk łańcuchów i zgrzyt metalu i wydawało nam się, że zaraz runą ściany i sufit. Zaczęliśmy się modlić. Mówiłam mu, żeby się nie bał, że takie odgłosy towarzyszą zwykle wściekłości demona, z którego władania wydziera się ludzką duszę.

Mężczyzna przez chwilę modlił się ze mną, po czym musiał odejść. Przez parę minut modliłam się sama. Nie wiem, jak długo to trwało. Nagle jakieś światło kazało mi otworzyć oczy. Zobaczyłam, że ściana oddzielająca mój pokój od pokoju, w którym spowiadała się dziewczyna, zniknęła.

Ona siedziała tam i spowiadała się, lecz nie przed księdzem, a przed samym Jezusem, który zajął miejsce kapłana. Widziałam postać Jezusa z boku. Podpierał brodę o złożone jak do modlitwy ręce i wsłuchiwał się uważnie. Za dziewczyną, przy drzwiach do pokoju, stała grupa osób. Można było między nimi rozpoznać zakonnicę ubraną w niebieski habit i czarny welon. Tuż obok niej stał niezwykle wysoki anioł z ogromnymi skrzydłami (bardzo majestatyczna postać), który rozglądał się uważnie na wszystkie strony, a w prawej ręce trzymał włócznię. Pomyślałam, że może to być św. Michał Archanioł lub jeden z dowódców jego Anielskiej Gwardii. W głębi, po prawej stronie Jezusa i spowiadają­cej się dziewczyny, rozpoznałam Matkę Bożą. Stała ubrana w szaty Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Miała suknię w perłowym kolorze, uszytą z materiału przypominającego jedwab i płaszcz w kolorze „rumianego pieczywa” lub karmelu, z symbolami tego właśnie wizerunku Najświęt­szej Dziewicy.

Dwaj wysocy, uzbrojeni w włócznie aniołowie z równą uwagą, co anioł stojący przy drzwiach, obserwowali wszystko, co działo się dookoła. Czujni i uważni, wydawali się pełnić straż przy Matce Najświętszej, która stała z rękoma złożonymi do modlitwy i patrzyła w niebo. Było tam również mnóstwo małych aniołów, które pojawiały się i znikały sprawiając wrażenie przezroczystych. W pewnym momencie Jezus uniósł rękę i wyciągnął ją w kierunku dziewczyny tak, że prawie dotykał jej głowy. Dłoń Jezusa była pełna światła, wychodziły z niej złociste promienie, które padały na dziewczynę, okrywały ją swym blaskiem i przemieniały. Widziałam jak z każdą chwilą zmieniała się jej twarz, tak jakby ktoś zdejmował z niej maskę… Wcześniej zacięta, teraz stawała się bardziej szlachetna, delikatna i pełna pokoju.

W chwili, w której Jezus udzielał dziewczynie rozgrzeszenia, Matka Boża uklękła i skłoniła głowę, a wszystkie postacie znajdujące się wokół niej zrobiły to samo. Jezus wstał, zbliżył się do penitentki, a ja dopiero wtedy mogłam zobaczyć, że na miejscu, na którym siedział, przez cały czas znajdował się kapłan. Pan Jezus objął dziewczynę i pocałował ją w policzek. Potem obrócił się, objął kapłana i także pocałował go w policzek.

W tym momencie wszystko wypełniło się niezwykłym światłem, które zniknęło unosząc się w górę, tak jak zniknęło również całe widzenie, a ja znowu znalazłam się naprzeciw ściany mojego pokoju.

8Pan Bóg obdarował mnie najpierw tym niezwykłym doświadczeniem mistycznym, a następnie wypowiedział te słowa:

Gdyby ludzie wiedzieli, jakiej przemiany doznaje dusza podczas dobrze odbytej spowiedzi i zdawali sobie sprawę z obecności Ducha Świętego, który mieszka w niej na mocy łaski uświęcającej, przyjmowaliby ją na kolanach.

Kiedy dziewczyna wyszła z pokoju, w którym się spowiadała, poczułam ogromne pragnienie, żeby przed nią uklęknąć. Uścisnęłam ją jednak tylko z całego serca, wiedziałam przecież, że przytulam osobę, którą wcześniej przytulił Jezus.

Wyglądała zupełnie inaczej, wydawała się młodsza i szczęśliwsza. Opowiedziałam o wszystkim mojemu kierownikowi duchowemu, z którym – dziękując Bogu – trwaliśmy dalej na wspólnej modlitwie.

W nocy Pan Bóg mnie poprosił, żebym się przygotowała do opisania wszystkiego, co widziałam w książce poświęconej Sakramentowi Miłosierdzia, w szczególności Pojednaniu, a co stanowi powyższy tekst.

Czuły moment pojednania

Dwa dni później Pan Bój powiedział, że będziemy kontynuować naszą pracę i nagle znalazłam się w kościele, naprzeciwko grupy osób czekających w kolejce do spowiedzi. Moim oczom ukazały się liczne „cienie”, o ludzkich kształtach i głowach zwierząt. Pętały oni powrozem szyję i czoło osoby, która szła do konfesjonału, szepcąc jej coś na ucho… Nagle jeden z cieni odłączył się niezauważalnie od reszty i przybrał postać kobiety o bardzo prowokacyjnym stroju i wyglądzie, która przeszła przed mężczyzną mającym się właśnie spowiadać. On, rozkojarzony, utkwił w niej spojrzenie. Ohydne stworzenia bardzo z siebie zadowolone, śmiały się do rozpuku. Mocował się z nimi jakiś anioł, usiłując przepędzić te dzikie bestie. Inną osobą, która czekała w kolejce do spowiedzi była młoda, bardzo skromna dziewczyna, trzymająca w rękach książeczkę do nabożeństwa. Skupiona, czytała i rozmyślała. Cienie zbliżały się do niej na pewną odległość, lecz nie były w stanie zrobić jej nic złego, tak jakby Anioł Stróż dziewczyny był od nich silniejszy. Czekałam na to, co się dalej wydarzy.

Kiedy dziewczyna skończyła się spowiadać, jej strój nie wyglądał już tak jak chwilę wcześniej. Miała na sobie długą perłową, prawie białą szatę, a na głowie koronę z kwiatów. Odchodziła w towarzystwie czterech aniołów, którzy szli razem z nią w stronę ołtarza. Jej twarz była pełna pokoju. Uklękła przy ołtarzu, by odmówić modlitwę, z pewnością tę zadaną jej, jako pokutę, a rozmodleni aniołowie trwali przy niej. W tym momencie widzenie się skończyło, a ja znowu znalazłam się w swoim pokoju.

Pan Bóg powiedział do mnie:

Widziałaś przed chwilą dwie osoby przystępujące do sakramentu pojednania. Mężczyzna podchodził do konfesjonału rozkojarzony i bez wcześniejszego przygotowania. Złe duchy zawsze działają wtedy z większą mocą. W przeciwieństwie do niego, młoda dziewczyna, przygotowywała się do spowiedzi, modliła się, prosiła niebo o pomoc. To, dlatego demony nie mogły się do niej zbliżyć, a jej Anioł Stróż, którego w modlitwie przyzywała, bronił jej skutecznie.

Później Pan Bóg dodał:

Wszyscy powinniście się modlić o dobrą spowiedź dla tych, którzy do niej przystępują, bo każda spowiedź człowieka może być jego ostatnią.

Zrozumiałam wtedy, że dzięki modlitwie wstawienniczej również wszystkie te osoby, które znajdowały się w kościele, mogły pomóc spowiednikowi i penitentom. Zdziwiłam się, że Pan Bóg wzywa do modlitwy za spowiedników, gdyż sama, parę dni wcześniej, widziałam, że to Jezus przebacza grzechy, a nie kapłan. Pan Bóg powiedział mi wtedy:

Oczywiście, że spowiednicy potrzebują modlitwy. Tak samo, jak inni ludzie, mogą ulec pokusie, poddać się rozproszeniu lub zmęczeniu. Pamiętaj, że są tylko ludźmi.

Dar udzielony kapłanowi

W nocy Pan Bóg opowiedział mi, co się dzieje z kapłanem, który z powodu własnej opieszałości lub zaniedbania nie wysłuchuje czyjejś spowiedzi.

Oto, co mi Jezus powiedział:

Jeśli jakaś dusza pragnie się wyspowiadać, to każdy ksiądz, którego o to poprosi, zobowiązany jest wysłuchać spowiedzi wiernego chyba, że nie będzie mógł tego uczynić z powodu siły wyższej. W przypadku śmierci takiego grzesznika, zostanie on, bowiem od razu wzięty do raju dzięki swej chęci oczyszczenia i wykazanej skrusze. Ja sam udzielę mu rozgrzeszenia. Ksiądz, który by jednak z wygodnictwa lub przez opieszałość, nie mając żadnego, dającego się przed Bogiem usprawiedliwić powodu, odmówił wysłuchania takiej spowiedzi, będzie musiał za swój niegodziwy występek odpowiedzieć przed Bożym Trybunałem i wziąć na siebie winę za te niewysłuchane i nieodpuszczone grzechy. Chyba, że sam wcześniej wyzna i odpokutuje swoje przewinienie. Kapłan otrzymał dary, które nie zostały udzielone nawet mojej Matce. Jest ze Mną zjednoczony i działa we Mnie, dlatego zasługuje na szczególny szacunek tych, którzy przy­chodzą go prosić o sakrament (pojedna­nia).

9Szacunek ten powinien się wyrażać poprzez odpowiedni sposób traktowania księdza, przyjmowania jego rad i zadanej pokuty oraz godny strój penitenta. Dlatego proszę was o modlitwę za kapłanów, żeby wierni swemu powołaniu i łasce udzielonej im w Mojej osobie (in perso­na Christi), wypraszali ludziom przebaczenie i Miłosierdzie.

Pamiętaj córko, że na ziemi wszystkie rzeczy mają wartość względną. Niektóre z nich mogą mieć olbrzymią wartość materialną a ich utrata wpędzi właściciela w ruinę ekonomiczną… Ale na tym się skończy. Człowiek taki zawsze będzie mógł próbować odzyskać całość, lub przynajmniej część utraconego majątku. Jeśli jednak zatraci swą duszę, nic nie uratuje jej przed wiecznym potępieniem.

Refleksja na zakończenie

Drogi czytelniku, który dotrwałeś aż do ostatnich linijek mojego świadectwa, czy zadałeś już sobie pytanie, kiedy po raz ostatni odbyłeś dobrą i świadomą spowiedź? Czy myślisz, że gdyby Pan Bóg wezwał Cię dziś do siebie, zostałbyś zbawiony? Czy świadomie angażujesz się w sprawy Boże, czy może jesteś letnim i wygodnym chrześcijaninem, który w niedzielę na Mszę św. chodzi bardziej z przyzwyczajenia lub dla zachowania pozorów, niż kierowany prawdziwą gorliwością? Czy zadałeś sobie pytanie, ile dusz ludzkich pomogłeś zbawić? Czy zawsze myślałeś o tym, żeby przyjmować Najświętszą Komunię w stanie łaski uświęcającej, czy może należysz do tych, którym się wydaje, że nie muszą się spowiadać przed księdzem, lecz wyłącznie przed Bogiem?

Wiedz, że kiedy czytasz te zapiski, ktoś się za Ciebie modli, byś w chwili śmierci – która nadejdzie nieuchronnie – mógł czerpać moc z sakramentów, by Twoje odejście było świętem dla nieba i ziemi, byś nie czuł strachu, lecz miłość i radość.

Życzę Ci tego, przez wzgląd na

Miłosierną Miłość Jezusa, Catalina Rivas

(tekst zaczerpnięto ze strony: http://www.voxdomini.com.pl)

6Limpias to miejscowość w północnej Hiszpanii. Choć znajduje się na znanym i uczęszczanym szlaku turystycznym, to jednak jest oddalona od ruchliwych dróg. Położona w okolicy górzystej, z pięknymi widokami dokoła, blisko morza, powietrze jest tu wspaniałe i czyste. Dojechać najłatwiej samochodem albo taksówką z Laredo, odległego o 8 km. Najbliższym lotniskiem jest Bilbao.

Kopia znajduje się w kaplicy prywatnego domu, Charyzmatyków Kościoła Świętego, Pani Danuty i Henryka Stępień w Tarnówce k. Złotowa, ul. Zwycięstwa 30.

Sklepików w Limpias jest niewiele. Szkoła, poczta, lekarz, jeden ksiądz i jeden kościół z XVI wieku. Mury pochodzą z XIV wieku. Mieścił się tam kiedyś klasztor. Na zewnątrz kościół ma prosty kształt. Wygląda skromnie. Wnętrze jest za to bogate. Ołtarze, w stylu barokowym, pełne są złoconych ozdób.

NIEZWYKŁY KRZYŻ

7Uwagę przyciąga w kościele przede wszystkim Krzyż. Jest umieszczony w głównym ołtarzu. Ma 2,30 m wysokości. Ciało Chrystusa na Krzyżu, naturalnej wielkości, przedstawione jest bez znaków wycieńczenia, jednak Twarz, z oczami wzniesionymi ku górze, wyraża ból i modlitwę. Krucyfiks ten znany jest nie tylko w Hiszpanii, lecz również poza jej granicami. Mówi się o nim: Jezus w Agonii.

Wśród znawców historii sztuki, zdania na temat tego, kto był rzeźbiarzem tego dzieła, są podzielone. Niektórzy uważają, że Montanes, inni twierdzą, że Menas. W każdym razie reprezentuje ono szkołę sewilską z XVIII w. Pewne jest, że w połowie XVIII w. Krucyfiks znajdował się w posiadaniu zacnego i zamożnego człowieka nazwiskiem don Diego de la Piedra y Sacadura, który mieszkał nad morzem, w mieście Kadyks.

1

CUDOWNE OCALENIE

Jak przekazuje tradycja, w r. 1755 wskutek trzęsienia dna morza, miasto znalazło się w niebezpieczeństwie zalania falami morskimi. Mieszkańcy Kadyksu zorganizowali uroczystą, błagalną procesję ze szczególnie czczonymi obrazami i figurami, lecz sytuacja stawała się coraz groźniejsza. Wyruszono z drugą procesją. Tym razem silni mężczyźni nieśli Krzyż z Jezusem w Agonii. Gdy zbliżyli się ku rozszalałym falom morskim, zaczęły ustępować przed Krzyżem. Postępowali coraz dalej od brzegu, a fale cofały się. Ludzie uznali to zjawisko za cud. Miasto zostało uratowane.

Później, na prośby i nalegania mieszkańców, właściciel przekazał Krzyż jednemu z kościołów w Kadyksie, aby można mu było oddawać publiczną cześć. Po jego śmierci, zgodnie z testamentem, jaki zostawił, Krzyż, jako dar, umieszczony został w kościele w Limpias, miasteczku, z którego pochodził don Diego de la Piedra. Od tej pory Chrystus w Agonii był tam czczony i słynął łaskami.

NIEZWYKŁE ZJAWISKO

8W latach 1919 i 1920 zaczęto obserwować i notować niezwykłe zjawiska, które powtarzały się często. Krótko można by je opisać następująco:

Wielu ludzi spostrzegało, że Jezus zachowywał się tak, jakby był żywy i naprawdę umierał właśnie na krzyżu. Poruszał oczami lub spragnionymi ustami. Zmieniał się wyraz Jego oblicza i barwa Twarzy. Ciało pokrywało się śmiertelnym potem. Krew spływała z Jego ran i spod Korony Cierniowej.

Nie wszyscy widzieli te same poruszenia i zmiany. Na niektórych Jezus spoglądał oczami pełnymi miłości. Inni doświadczali spojrzenia gniewu, a we wszystkich przypadkach skutki tych przeżyć posiadały znaczenie zbawienne. Notowano nagłe nawrócenia, niezwykłe uzdrowienia i umocnienie wiary.

Pierwsze zdarzenie tego rodzaju miało miejsce podczas ostatniego dnia Misji, w Wielkim Poście, w czasie kazania o. Agatangelusa, kapucyna, w dniu 30 marca 1919 r. Mała dziewczynka, w pobliżu ołtarza, zawołała: „Ojcze, ten Chrystus porusza się i patrzy na mnie”. Uspokojono dziecko, lecz wkrótce inne dzieci mówiły, że widzą poruszającego się na Krzyżu Jezusa. Niektórzy dorośli też spostrzegli ten fenomen. I – jak podaje o. Gaspar de Cebrones, gwardian kapucynów z Coruny – nastał „jeden krzyk bólu i żalu za popełnione grzechy”. Ludzie prosili i błagali o przebaczenie i miłosierdzie.

ŚWIADKOWIE

Świadectwa tych cudownych wydarzeń – składane pod przysięgą przez różnych ludzi: lekarzy, księży, zakonników, zakonnice, biskupów, adwokatów, żołnierzy, kobiety, mężczyzn i dzieci – przechowywane są w zakrystii kościoła. Zostały też opublikowane w pismach katolickich.

Świadectwa lekarzy i studentów medycyny, ujęte w sposób naukowy, opisywały dokładnie wszystkie stopnie Agonii, jakie widzieli u Jezusa na Krzyżu w Limpias. Rozprawiono się w ten sposób również z zarzutami sugestii, autosugestii, lub zbiorowej histerii, wykluczając je całkowicie.

Przychodzili do kościoła innowiercy, a także niewierzący. Niektórzy z ciekawości, inni, by wyszydzić głupotę wiernych, którym – jak sądzili – „coś się przywidziało”. I zdarzało się, że właśnie owi sceptycy, pod wpływem jednego, gniewnego spojrzenia Jezusa, padali na kolana wołając o litość i przebaczenie.

Doktor praw, obywatel Valadolid, złożył następujące oświadczenie: „Zaświadczam pod przysięgą, że dzisiaj, 29 lipca 1919 r., w kościele Limpias, wbrew oczekiwaniu, a nawet, prawdę mówiąc, nie wierząc w to wszystko, widziałem kilka razy, jak Pan Jezus zwrócił swe oczy najpierw w lewą, potem w prawą stronę, a wreszcie je zamknął i oblicze Jego zniknęło, jakby w dymnej zasłonie, która przesunęła się i Oblicze Jego ukazało się znowu otoczone Boską światłością, której cześć oddaję”.

DOBRE OWOCE

W owym czasie w parafii Limpias nastąpiła gwałtowna przemiana. Umocniła się wiara. Gorliwy duszpasterz, don Eduardo Miquelli, który przez 30 lat bezskutecznie walczył z obojętnością swych parafian, w r. 1919 zaczął rozdawać około 1500 komunii tygodniowo, podczas gdy poprzednio wystarczało 50 hostii miesięcznie.

Cuda powtarzały się z różną częstotliwością, a było ich tak wiele, że zaczęto wydawać miesięczny biuletyn informacyjny pt.: «Ecos de la Cruz».

PRÓBA BADANIA

Dwóch doktorów medycyny, przybyło w imieniu swych licznych kolegów do Limpias, aby dla tych niezwykłych zjawisk znaleźć naukowe wytłumaczenie. Za zezwoleniem księdza podjęli staranne badania, aby przestudiować wszystkie możliwości naukowego wytłumaczenia. Wielkie było zdziwienie jednego z nich, gdy zobaczył poruszenie ciała Chrystusa i następnie stanu agonii.

Wobec tego oczywistego faktu, obaj opuścili kościół i przyznali, że cudów, o których mowa, nie można wytłumaczyć naukowo.

ŚWIADECTWO BISKUPA

Ks. biskup z Pinar del Rio, z Kuby, doznał łaski oglądania całego przebiegu Agonii Jezusa na Krzyżu. Potem, po powrocie do swego kraju, w pięknym liście pasterskim rozważał cuda Chrystusa w świetle Pisma Świętego i Nauki Kościoła. W gruntowny sposób uzasadniał, że nie są one ani dziełem szatana, ani oszukiwaniem. Sam głęboko przekonany, że pochodzą one od Boga, pisał:

Chrystus chce świat i ludzi przyciągnąć do siebie. Ponieważ pragnie miłości, ukazuje nam, jak cierpi, bo cierpienie i miłość pozostają w ścisłej zależności od siebie. Chrystus jest Pięknością nieba i Imię Jego jest najcudniejsze… Umarł za nas. My zaś Nim gardzimy, a świat Go prześladuje. On niweczy grzech i niszczy panowanie szatana, ratuje dusze, które piekielny złodziej Mu wykrada. Chrystus życzy sobie żalu, wiary, miłości, czystości, umartwienia, pokory i łagodności. Chrystus pragnie, abyśmy wzięli krzyż na ramiona i szli za Nim. Chrystus żąda pokuty.”

Niezwykłe zjawiska na Krzyżu w Limpias powtarzały się, choć rzadziej do 1935 r. Potem wybuch wojny domowej wielu uniemożliwił pielgrzymowanie. Obecnie Chrystus w Agonii nadal słynie łaskami i znany jest nie tylko w całej Hiszpanii, ale także w Ameryce Łacińskiej i w niektórych krajach europejskich.

MOJA PIELGRZYMKArelacja Joanny Ottea

Niedawno temu pojechałam do Limpias. Miałam możność przekonać się na miejscu, że Chrystus na Krzyżu – mimo, że na Swej Twarzy ma tak przejmująco wyrażony stan Agonii – promieniuje Pięknem i Spokojem.

Obecny proboszcz parafii, ks. Adolfo Munoyerro, mówił mi, że początkowo nie podjęto starań o oficjalne zatwierdzenie przez Kościół wydarzeń w Limpias, jako cudownych. Parafia była biedna, brak było funduszy. Później pewien kapłan podjął odpowiednie kroki, lecz umarł, zanim dokończył swego dzieła.

Istnieje jednak oficjalne zatwierdzenie kultu Chrystusa w Agonii w Limpias. Ks. Adolfo pokazywał mi dotyczące tej sprawy oryginały pism i dokumentów. Najstarszy pochodzi od Papieża Piusa VI z XVIII wieku. Inne wydane były przez Biskupów hiszpańskich w latach 1919-20, a także później. Wydano także postanowienia dotyczące spraw liturgicznych oraz przyznano odpusty osobom modlącym się przed tym Krzyżem lub biorącym udział w niektórych nabożeństwach w kościele w Limpias.

Do sanktuarium w Limpias przybywają pielgrzymki z Niemiec, Belgii i innych krajów. Najczęściej są to pielgrzymki autokarowe, jednodniowe, z terenów Hiszpanii. Przyjeżdżają także grupy na kilkudniowe rekolekcje.

Ks. Adolfo Munoyerro napisał we wstępie do broszurki o Jezusie w Limpias, wydanej w języku hiszpańskim, że są dwa rodzaje odwiedzających to sanktuarium. Jedni przybywają, aby modlić się i przystępować do Sakramentów św. Drudzy, to przejeżdżający tą trasą turyści i wycieczkowicze, którzy wstępują do kościoła, aby popatrzeć.

W czasie kilkudniowego pobytu w Limpias, moja towarzyszka i ja, miałyśmy okazję spotykać wyłącznie ten drugi rodzaj odwiedzających. Wchodzą do kościoła jak do muzeum. Rozmawiają głośno, obchodzą dokoła wnętrze i zapalają świeczki, wychodzą.

Niektórzy na chwilę zatrzymują się przed Jezusem na Krzyżu. Stoją. Mimo że jest On tam obecny także w Eucharystii, rzadko ktoś klęka.

Nie wiem, jak jest w dniach szczególnych uroczystości w połowie września lub podczas procesji, w której nosi się Krzyż zrobiony na podobieństwo znajdującego się nad głównym ołtarzem. Ks. Munoyerro mówił, że życie religijne nie jest tu obecnie zbyt głębokie, poza małymi wyjątkami. Podawał różne powody.

W dni powszednie, w Limpias odprawiana jest jedna Msza św. wieczorem, na którą przychodzi mała grupa ludzi. Na jedynej Mszy św. niedzielnej nie było chyba więcej niż 200 osób. Biorąc pod uwagę, że Limpias liczy sobie 1200 mieszkańców, niewielu uczęszcza regularnie do kościoła.

SAMOTNOŚĆ BOGA

Bóg pragnie naszej ludzkiej miłości. On, Który wystarcza sam sobie, pragnie jednak, aby człowiek – Jego stworzenie – kochał Go, uwielbiał i czcił.

W czasie naszego pobytu, kościół w Limpias przeważnie był pusty, a słynący łaskami Jezus wydał się nam OSAMOTNIONY. Czy nie jest to symbolem naszych czasów? Osamotniony, choć przez wielu znany.

Przed odjazdem obiecałyśmy ks. Adolfo, że do niego napiszemy. Powiedział, że gdybyśmy zapomniały jego nazwisko lub dokładny adres, list trafi do jego rąk, jeśli na kopercie napiszemy tylko: EL SANTO CRISTO DE LIMPIAS. Espana

Joanna Ottea

TAJEMNICZE ZJAWISKA ZWIĄZANE Z KRUCYFIKSEM „SANTO CHRISTO”

Fragment pochodzi z książki Henryka Bejdy – „Księga stu wielkich cudów”, Dom Wydawniczy Rafael, Kraków 2005, s. 188 -191

Co byś zrobił, gdybyś przechodząc koło figury ukrzyżowanego Chrystusa, spostrzegł, że On nagle podnosi na Ciebie swój wzrok, a nawet zaczyna mówić? Jak myślisz, co by powiedział i w jaki sposób by patrzył? Niemożliwe? Jesteś pewien, że niemożliwe? Wielu świętych odnotowało takie świadectwa. Najbardziej znane jest chyba świadectwo św. Franciszka z Asyżu, któremu ukrzyżowany Chrystus polecił naprawić Kościół, bo popadł On w ruinę. Św. Teresa z Avila, również nawróciła się po tym, gdy z przerażeniem stwierdziła, że stojący w klasztorze słup jest jakby żywy. Tysiąc razy koło niego przechodziła, ale tylko tego jednego dnia, słup stał się dokładnie tym (!), przy którym Chrystus był biczowany. Że może tak się zdarzyć tylko świętym? Naprawdę tak myślisz? No to przeczytaj:

Limpias to niewielka miejscowość, w północnej Hiszpanii nieopodal Zatoki Biskajskiej, na pozór niczym się niewyróżniająca. A jednak to właśnie tam, a nie w Madrycie czy Barcelonie, wydarzyła się cała seria cudów, związanych z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa.

Niezwykłymi cudami zasłynął znajdujący się w miejscowym XVI – wiecznym kościele parafialnym pw. Św. Piotra, naturalnej wielkości krucyfiks zwany przez miejscowych „Santo Christo”. W XVII w. wyrzeźbił go Pedro de Mena (lub Juan Martinez Montanes). Krucyfiks trafił tam z Kadyksu, gdzie – jak głosi tradycja – w 1755 r. uratował miasto przed zalaniem przez falę tsunami.

W 1919 r., aby przyciągnąć ludzi do świecącego coraz większymi pustkami kościoła, miejscowy proboszcz zaprosił do parafii na nauki misyjne dwóch kapucynów – o. Anzelmo de Jalona i o. Agatangelo de San Miguela. Zakonnicy głosili kazania między 22 a 30 marca. W niedzielę odprawiono Mszę św. i spowiadano. W pewnym momencie do konfesjonału podeszła 12 – letnia dziewczynka. „ Ojcze Jalon, chodź, zobacz, Chrystus zamknął oczy!” – powiedziała. Kapucyn uznał, że dziecko żartuje i nie ruszył się z konfesjonału. Wkrótce to samo powtórzyły inne dziewczynki.

Po kazaniu spowiednik podszedł do odprawiającego Mszę św. kapłana i wspólnie spojrzeli na krucyfiks. Nie zauważyli jednak niczego wyjątkowego. O. Jalon już miał utwierdzić się w przekonaniu, że dziewczynki zmyślają, gdy zobaczył nagle poruszenie w ławkach zajmowanych przez dorosłych. Oni zauważyli to samo, co dziewczynki, a nawet coś więcej – pot na obnażonym ciele Chrystusa. O Jalon przystawił wtedy drabinę do figury, wspiął się na nią i stwierdził, że istotnie z szyi i piersi Ukrzyżowanego ścieka pot. Wieść o niezwykłych wydarzeniach w Limpias rozniosła się po okolicy. Poruszające się oczy i wargi widziano w Niedzielę Palmową i Niedzielę Wielkanocną.

Przez ponad rok wyrzeźbiony Chrystus zachowywał się, jakby naprawdę był żywy i właśnie doznawał cierpień agonii. W tym czasie przewinęło się przed nim ok. 15 tys. ludzi. Co ciekawe, prawie każdy z nich, tych, którzy coś widzieli, spostrzegł, co innego. Duża grupa oglądała ruszające się gałki oczne, ale na jednych – jak później relacjonowali – Chrystus spoglądał oczyma pełnymi miłości, inni widzieli w Jego spojrzeniu ból, smutek, a nawet gniew. Byli tacy, którzy spostrzegli ruchy ust, jakby Jezus szeptał lub łapał powietrze, inni widzieli zamykające się powieki, jeszcze inni obserwowali długie sceny agonii, poruszanie się, drgawki i oddychanie zawieszonego na krzyżu ciała, poruszanie rękami, spływającą po ciele lub spod korony cierniowej krew lub pot, zmianę koloru skóry czy pianę w ustach. Byli jednak też i tacy, którym niedane było nic zobaczyć.

Jeden z wielu lekarzy, którzy obserwowali te niezwykłe zjawiska – Pedro Kuesta – wpatrując się w figurę spostrzegł, że ciało przemienia się w szkielet, potem przekształca się w mumię, a na koniec znowu staje się rzeźbą. Widząc to mężczyzna omal nie doznał zawału i z krzykiem uciekł z kościoła.

Inny lekarz – dr Penamaria – z początku zobaczył poruszające się oczy. Podejrzewając, że to tylko złudzenie optyczne, zaczął przemieszczać się po świątyni, spoglądając na rzeźbę to z jednej, to znów z drugiej strony. Ku swemu zdziwieniu zauważył, że Chrystus wciąż na niego patrzy, obracając gałki oczne w jego kierunku. Dr Penamaria upadł wtedy na kolana i wciąż nie dowierzając temu, co widzi, zaczął prosić Jezusa o jakiś solidniejszy dowód. Otrzymał w końcu to, o co prosił. Przez dwie godziny miał okazję obserwować agonię Chrystusa – widzieć Jego ciało poruszające się i drgające w konwulsjach. Jako lekarz zdawał sobie pewnie sprawę, że tak właśnie mogły wyglądać ostatnie chwile życia Boga – Człowieka.

Po wydarzeniach z lat 1919 i 1920 okazało się, że był ktoś, kto podobne zjawisko obserwował już w 1914 r., kiedy zabrał się do czyszczenia figury, a jego twarz znalazła się naprzeciwko głowy Chrystusa, zauważył, że oczy Pana Jezusa stopniowo się zamykają i pozostają w takim położeniu przez dłuższy czas. Zakonnik przestraszył się tak bardzo, że spadł z drabiny i dotkliwie się potłukł. Razem z zakrystianinem doszli wtedy do wniosku, że w figurze musi być jakiś ukryty mechanizm. Ale to nie była prawda. O. Antonio – jak sam wyznał – wielokrotnie potem czyścił krucyfiks i sam sprawdził, że oczy były na trwałe połączone z figurą i nikt i nic nie było w stanie ich poruszyć.

Do dziś jedynym wytłumaczeniem zjawisk w Limpias jest działanie samego Boga. Badacze wykluczyli, bowiem możliwość wystąpienia sugestii czy zbiorowej histerii i nie są również w stanie wyjaśnić tego, co się działo, z pomocą nauki.

W latach 1919 – 1920 i 1921 r. przed Chrystusem w Limpias przewinęli się królowie, kościelni dostojnicy, profesorowie wyższych uczelni, osoby duchowne i świeckie, wierzący i ateiści. Przyjeżdżali ludzie z całego świata, aby choć przez krótką chwilę stać się świadkami niezwykłego wydarzenia. Kościół w Limpias wreszcie zapełnił się ludźmi.

W sumie w kościelnym archiwum zgromadzono ok. 8 tys. (w tym 2500 złożonych pod przysięgą) pisemnych świadectw, w których ludzie zaświadczają, że widzieli tajemnicze zjawiska związane z cudownym krucyfiksem. W 1921 r. zanotowano również ogromną liczbę nawróceń, a także uzdrowień mających bezpośredni lub pośredni (np. poprzez przedmiot, który dotknął krucyfiksu) związek z wydarzeniami w Limpias.”

(tekst zaczerpnięto ze strony: http://adonai.pl/cuda/?id=40)

Za nami uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa zwana świętem Bożego Ciała. W uroczystej procesji do czterech ołtarzy niesiony był sam Chrystus. Patrzyliśmy na Niego, klękaliśmy przed Nim. Czy bez żadnych zastrzeżeń wierzyliśmy, że pod postacią Hostii jest prawdziwy Chrystus? Czy naprawdę mieliśmy absolutne przekonanie, że klęczeliśmy przed naszym Zbawicielem? Czy zdawaliśmy sobie z tego sprawę? Tym, którzy mają kłopoty, by na te pytania odpowiedzieć twierdząco, Bóg w swojej łaskawości dał pewien pomocny w wierze dar. Dar cudów eucharystycznych.

Prawdziwie obecny

Jezus Chrystus jest realnie obecny w Najświętszej Eucharystii. Nie „symbolicznie”, ale prawdziwie. Postaci chleba i wina to Ciało i Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Tego uczy nas Kościół, tak podaje nasza wiara. Tak jest. „Chleb i wino, przez słowa Chrystusa i wezwanie Ducha świętego stają się Ciałem i Krwią Chrystusa” – czytamy w Katechizmie. Podkreślmy: Ciałem i Krwią Chrystusa.

Być może niełatwo przyjąć tę prawdę naszej wiary. Przez wieki wielu ludzi zmagało się ze swoim rozumem, sumieniem i wiarą, by zrozumieć tajemnicę Chrystusa ukrytego w Hostii i by w tę obecność bez cienia zwątpienia uwierzyć. I dla wielu, nawet wysoko stojących moralnie i religijnie, nie było to proste. Brak tej wiary powodował nawet odejścia od Kościoła. Nic dziwnego: kwestia prawdziwej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jest dla naszej religii fundamentalna. Nie da się być katolikiem i nie wierzyć, że chleb i wino stają się Ciałem i Krwią. Nie zmienia to faktu, że ludzkim wyobrażeniom sprawia trudność przyjęcie tej prawdy. Może dlatego Bóg daje wątpiącym ludziom w darze pewne szczególne znaki zwane cudami eucharystycznymi? By człowiek na własne oczy, zmysłowo – jak niegdyś niewierny Tomasz do faktu Zmartwychwstania – przekonał się, że pod postaciami chleba i wina jest obecne Ciało i Krew Chrystusa?

Powiemy dziś o kilku cudach eucharystycznych z nadzieją, że opisywane znaki wątpiącym pomogą uwierzyć, wierzącym pomogą trwać w wierze. Powiemy o nich z nadzieją na pogrzebanie rutyny, jaka, być może, wkrada się czasem do naszego postrzegania obecności Chrystusa w Eucharystii, zobojętnienia wobec tego Daru, jakim obdarzył nas Chrystus, zbyt lekkiego czy wręcz niegodnego Jego traktowania.

     

Na czym polega cud eucharystyczny

1

Cud eucharystyczny z Lanciano. Ciało pojawiło się wokół Hostii. W ciągu wieków Hostia skruszyła się i zniknęła. Pozostało Ciało niezmienione przez 1200 lat. Naukowcy zidentyfikowali Ciało, jako mięsień sercowy.

Chleb i wino w momencie konsekracji stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. Choć fakt ten jest nadprzyrodzoną tajemnicą, to z punktu widzenia naszych zmysłów nie możemy mówić tu o cudzie, gdyż postaci chleba i wina są wciąż obecne po konsekracji.

W przypadku niektórych cudów eucharystycznych, o których piszemy poniżej, w chwili konsekracji chleb zamienia się w prawdziwe ludzkie Ciało, a wino w prawdziwą ludzką Krew, które świadkowie mogą zobaczyć czy zbadać.

Wśród innych cudów eucharystycznych znamy na przykład przypadki krwawiących Hostii czy Hostii, które nie poddają się niszczącemu działaniu czasu. Znamy także historie wielu osób, mistyków, których jedynym pokarmem spożywanym przez kilkadziesiąt lat była przyjmowana raz dziennie Komunia Święta, a mimo to ich organizmy funkcjonowały normalnie.

Cud w Lanciano

Jeden z najstarszych i najbardziej znanych cudów eucharystycznych wydarzył się w VIII wieku w Lanciano we Włoszech, miejscowości położonej kilka kilometrów od brzegów Adriatyku. Około roku 700 do klasztoru świętego Legoncjana przybył pewien grecki mnich. Jak podają historycy niezwykłego wydarzenia, mnich ów bardziej rozkochany był w nauce niż religii. To bezgraniczne zawierzenie rozumowi sprawiało mu trudności z przyjęciem tego, co nadprzyrodzone. Nachodziły go wątpliwości czy w konsekrowanej Hostii prawdziwie obecny jest Chrystus. Modlił się przy tym, by Pan Bóg rozwiał jego zwątpienie, by uczynił coś, co pozwoliłoby mu uwierzyć.

Pewnego dnia odprawiając Mszę św. poczuł, że wątpliwości miast ustępować pogłębiają się bardziej. Z tym uczuciem wymawiał słowa konsekracji. I wtedy zdarzył się cud. Na jego oczach chleb zamienił się w prawdziwe Ciało zaś wino w prawdziwą Krew.

Przerażony i zaskoczony przez dłuższą chwilę stał nieruchomo. Potem, szczęśliwy, ze łzami w oczach poprosił wszystkich zebranych na Mszy św., by podeszli bliżej. „Oto Ciało i Krew naszego ukochanego Pana, który przybył do nas” – powiedział mnich. Wieść o nadprzyrodzonym wydarzeniu szybko się rozeszła. Do klasztoru przychodziły rzesze pielgrzymów, by na własne oczy ujrzeć cud. Ciało i Krew umieszczono w specjalnym tabernakulum. Przez setki lat Święte Relikwie w Lanciano były otaczane czcią.

Po przeszło tysiącu lat cud eucharystyczny nadal możemy oglądać. Ciało pojawiło się w kształcie pierścienia wokół Hostii i choć Hostia przez lata skruszała Ciało nadal jest widoczne. Badania dowiodły, że Ciało to mięsień serca. Pięć kropli wina zamienione w Krew do dziś spoczywa w przezroczystym kielichu. Krew przekształciła się z czasem w pięć małych skrzepów, które zostały przez naukowców zidentyfikowane, jako krew ludzka grupy AB. Badacze wykluczyli także jakiekolwiek oszustwo.

    

Wydarzenia w Naju

2

Zdjęcie figurki Matki Bożej w Naju wykonane przez Julię Kim. Na dłoni Matki Bożej pojawiła się Hostia, zaś obok kielich, nad którym unosi się krwawiąca Hostia.

Od 1985 r. w Naju w Korei Południowej dzieją się niezwykłe rzeczy. W rym właśnie roku figura Matki Boskiej należąca do Julii Kim, nawróconej kilka lat wcześniej na katolicyzm, zaczęła ronić łzy. Tak było przez 700 dni. Julia miała także objawienia Maryi i Jezusa, zostały przekazane jej orędzia, których Koreanka stała się głosicielką na całym świecie.

Liczne cuda, jakie towarzyszyły wydarzeniom w Naju, treść orędzi będąca w zgodzie z nauczaniem Kościoła, a przede wszystkim ich owoce (liczne nawrócenia, dzieła modlitewne) sprawiły, że choć Kościół nie wypowiedział się jeszcze oficjalnie na temat objawień doznawanych przez Julię Kim, to biskupi zaznajomieni ze sprawą z roztropnością, ale coraz bardziej przychylnym okiem patrzą na to, co dzieje się w Naju. Gorącym propagatorem orędzi Matki Bożej z Naju jest także pewien belgijski misjonarz, który dokumentuje wszystkie wydarzenia (poniżej piszemy, zatem o cudach bez słowa „domniemany”, ale cały czas mamy na uwadze fakt braku, na razie, oficjalnego stanowiska w ich sprawie specjalnej komisji kościelnej, powołanej do zbadania wydarzeń w Naju).

Z osobą Julii Kim wiążą się liczne cuda eucharystyczne, których świadkami były już setki osób. Jeden z nich zdarzył się 22 września 1995 r. Mszę św. z udziałem Julii Kim odprawiał wtedy biskup R. Danylak z Toronto:

  • Julia Kim z jego rąk przyjęła Komunię św. pod dwoma postaciami. W tym momencie Hostia na języku Julii zamieniła się w prawdziwe Ciało i przybrała kształt serca. Cud ten widziało kilkadziesiąt osób obecnych na Mszy św.

  • Powtarzał się on podczas przyjmowania Chrystusa przez Julię jeszcze wiele razy.

  • 31 października 1995 r. dokonał się także podczas prywatnej audiencji i Mszy św. u Ojca Świętego.

  • Wcześniej 30 czerwca 1995 r. w obecności wielu osób miał miejsce inny cud. Julia opisuje go w swoim dzienniczku. Pisze, że podczas modlitwy zobaczyła, jak w miejscu ran Chrystusa na krzyżu zawieszonym nad figurą Matki Boskiej pojawiła się krew. Zakrwawioną ręką Jezus pobłogosławił wszystkich, a krew spadająca z Jego ran zamieniła się w Hostie, które delikatnie spadły przed figurę. Obecni pielgrzymi usłyszeli tylko odgłos spadających Hostii i ujrzeli Je przed figurą Matki Boskiej.

  • Rok później cud się powtórzył, tyle, że siedem Hostii spadło wprost do ust Julii Kim.

  • Niezwykłego świadectwa dostarczają także fotografie figury Matki Bożej. Na wielu z nich pojawiają się Hostie – bądź to na rękach wizerunku Maryi, bądź obok figury.

  • Hostie widoczne są także na filmach nakręconych kamerą wideo, mimo że podczas ich nagrywania nie były widoczne gołym okiem.

WYBRANI ŚWIADKOWIE

Św. Katarzyna ze Sieny dostała od Boga pewien szczególny dar. Potrafiła wyczuwać w pobliżu obecność Chrystusa w Hostii i odróżniać konsekrowane Ciało od zwykłego opłatka.

Gdy Katarzyna leżała chora, pewien roztargniony kapłan przyniósł jej niekonsekrowaną hostię. Katarzyna natychmiast to wyczula i skarciła księdza. Podobnie zachowała się św. Ludwina z Schiedam, gdy ksiądz, który nie wierzył w jej dar, zamiast Komunii św. przyniósł jej opłatek. Obecność Chrystusa pod postacią chleba i wina nie podlegały dla Katarzyny i Ludwiny żadnej wątpliwości. Mało tego w jednym z dwóch pozornie takich samych opłatków chleba potrafiły wyczuć obecność Chrystusa.

Biografowie świętych Kościoła piszą także o przypadkach, gdy Komunii św. udzielali wybranym, w czasie ekstaz i wizji, aniołowie, o nawet sam Chrystus. Tak Komunię św. przyjęła św. Katarzyna ze Sieny, gdy pewnego dnia nie mogła udać się na Mszę św., św. Stanisław Kostka, gdy zachorował podczas podróży i zatrzymał się w domu pewnego luteranina, który nie zgodził się na przyjście księdza czy bł. Joanna Bonnomo, której nie pozwolono przyjąć Komunii św. podejrzewając czy aby jej wizje nie są dziełem demona.

Zdarzało się także, że księża odprawiający Mszę św. w momencie konsekracji doznawali niezwykłych cudów:

  • Gerard z Beaumond w XII wieku czy św. Wawrzyniec z Brindisi cztery wieki później ujrzeli na ołtarzu Dzieciątko Jezus,

  • Św. Norbert (XII w.) zauważył wraz z innymi świadkami, jak podczas podniesienia na Hostii pojawiły się krwawe krople,

  • Św. Józef z Kupertynu, bł. Bernard z Corleone czy św. Paweł od Krzyża trzymając w rękach Hostię lewitowali nad ołtarzem.

  • Z kolei zapisano wiele relacji świadków-kapłanów, którzy udzielali Komunii św. wielkim mistykom, mówiącym o cudownych wydarzeniach z tym związanych.

  • Niektórzy przyznawali, że już przy ołtarzu Hostia samoczynnie opuszczała ich ręce i spoczywała na językach charyzmatyków, inni mówili o dziwnej sile, która przyciągała ich palce trzymające Chrystusa Eucharystycznego, w stronę obdarzonej Boskimi darami osoby.

     

SIŁA EUCHARYSTI

Historia zna przypadki wielu świętych, mistyków, ludzi obdarzonych szczególnymi charyzmatami, którzy przez wiele lat nie przyjmowali żadnych pokarmów, w tym nawet wody i nie miało to wpływu na ich zdrowie, nie umierali z wycieńczenia. Jedynym ich pokarmem przez te wszystkie lata była Komunia św.

Powiedzmy tylko o tych znanych w XX wieku:

     

  • Teresa Neumann, niemiecka stygmatyczka od 1926 roku, przez kilkadziesiąt lat przyjmowała tylko Chrystusa. By wykryć ewentualne oszustwo, przeprowadzono pod okiem naukowców, często sceptyków religijnych, specjalne badania. Mistyczki nie odstępowano na krok przez wiele tygodni. Po tych próbach badaczom pozostawało tylko bezradnie rozłożyć ręce i uznać niewytłumaczalny charakter zjawiska. W życiu Teresy zdarzały się także inne cuda eucharystyczne. Podczas jednej z ekstaz w domowej Kaplicy Teresy, gdzie w tabernakulum przechowywana była Konsekrowana Hostia, świadkowie widzieli Teresę zachowującą się tak, jakby przyjmowała Komunię św., mimo że nie było przy niej kapłana, a zgromadzeni nie widzieli Hostii. Po chwili mistyczka oświadczyła, że właśnie przyjęła Chrystusa. Otworzono tabernakulum. Było puste.

  • Przez wiele lat jedynie Eucharystią żywiła się także Alexandrina da Costa, Portugalka zmarła w 1955 roku. Także ona poddana została badaniom medycznym. W raporcie z tych badań stwierdzono, że przez czterdzieści dni badana nie przyjmowała żadnych pokarmów ani wody. Mimo to waga jej ciała pozostawała bez zmian tak, jak i temperatura, ciśnienie, puls, itd. W jednej z wizji, jakich doznała Alexandrina Jezus obiecał jej, że od tej pory nie będzie odżywiać się pokarmem ziemskim, ale Ciałem i Krwią Chrystusa.

  • Marta Robin, francuska mistyczka w wyniku choroby, na którą zapadła w młodości, ponad pól wieku spędziła przykuta do łóżka, unieruchomiona w jednej pozycji! Była prostą wieśniaczką, a po rady do niej przychodziło setki ważnych i mądrych osób. Uświęcało ją cierpienie ofiarowywane za grzeszników. Przez te pół wieku męki Marta nie jadła żadnych pokarmów. Przyjmowała tylko Komunię św. „Mam ochotę – mówiła – krzyczeć do tych, którzy zapytują mnie, czy spożywam pokarmy, mówiąc im, że jem więcej niż oni, bo żywi mnie Eucharystia Krwi i Ciała Pana Jezusa. Mam ochotę powiedzieć im, że oni wstrzymują w sobie efekty tego Pokarmu”.

Te słowa francuskiej mistyczki wskazują sens i znaczenie cudu, jaki dokonał się za sprawą Teresy Neumann, Alexandriny da Cosfy czy Marty Robin. To nie sensacja medyczna, to ukazanie siły Eucharystii, w której prawdziwie obecny jest Chrystus, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.

 

Opr. Tb


Literatura:
Fr. Nicola Nasuti OFM Conv. – Cud Eucharystyczny w Lanciano, „Arka”, Wrocław 1999;
Joan Carrol Cruz – Cuda Eucharystyczne, „Exter”, Gdańsk 1994;
Jean Ladame – Uprzywilejowani świadkowie Eucharystii, „Exter”, Gdańsk 1994;
Moje serce jest Arką Zbawienia. Orędzia i wydarzenia w Naju…, „Vox Domini”, Katowice 1998;
Czesław Ryszka – Stygmatycy, Oficyna Wydawnicza „4K”, Bytom 1998

(tekst zaczerpnięto ze strony: http://www.voxdomini.com.pl)

1Miesiąc czerwiec to czas, w którym szczególnie czcimy Najświętsze Serce Jezusa. Ono ukochało nas, grzesznych ludzi, aż do złożenia najwyższej ofiary dla naszego ocalenia. Serce kochającego Boga dało nam na pokarm Jego Ciało i Krew. Wiele razy w historii Kościoła Bóg dawał niedowierzającym dowody Swej rzeczywistej obecności w Eucharystii.

Od ponad dwunastu wieków we włoskiej miejscowości Lanciano przechowywane są z wielką czcią dowody jednego z pierwszych i największych cudów eucharystycznych, jakimi został obdarowany przez Boga Kościół katolicki.

Cud ten zdarzył się w VIII stuleciu w małym kościółku pod wezwaniem świętego Legoncjana. Jak miało to miejsce na przełomie wieków często, tak i w tym wypadku cud zdarzył się z powodu wątpliwości pewnego mnicha bazyliańskiego w prawdziwą obecność Pana Jezusa w Eucharystii.

2Podczas odprawiania przez niego Mszy św., po dokonanej konsekracji, hostia stała się Ciałem, a wino przemieniło się w żywą Krew krzepnąc w pięć nierównych i rożnych co do kształtu i wielkości grudek.

Hostia – Ciało, jak to dziś można bardzo dobrze obserwować, jest wielkości dużej hostii aktualnie używanej w kościele obrządku łacińskiego; jest lekko brunatna i staje się różowa, jeśli oświetli się ją od strony tylnej. Skrzepnięta krew ma kolor ziemisty, zbliżony do żółtego koloru ochry.

Ciało jest obecnie przechowywane w artystycznej srebrnej monstrancji. Krew zaś – w ampułce z kwarcu.

Franciszkanie strzegą świątyni w Lanciano od 1252 roku. Poprzednimi kustoszami sanktuarium byli OO. Bazylianie do 1176 roku i OO. Benedyktyni do 1252 roku. W 1258 roku OO. Franciszkanie, wybudowali obecne sanktuarium. W 1902 roku przeniesiono kielich i monstrancję do marmurowego ołtarza, wzniesionego przez lud Lanciano.

Oczywiście zachowane Ciało i Krew poddano badaniom. Po wielu badaniach kościelnych, podjęto także badanie naukowe. Dokonał go sławny uczony, prof. Odoardo Linoli, specjalista anatomii i histologii patologicznej oraz chemii i mikroskopii klinicznej. Współpracował z nim prof. Ruggero Bertelli z uniwersytetu w Sienie. Analizy wykonane z bezwzględną ścisłością naukową i potwierdzone szeregiem fotografii zrobionych przy pomocy mikroskopu, zostały podane do wiadomości publicznej przez prof. Linoli. Ogłosił je w Lanciano 4 marca 1971 r.

Badania wykazały:

Ciało jest prawdziwym ciałem. Krew jest prawdziwą krwią. Ciało stanowią tkanki mięśnia sercowego (miocardium). Ciało i Krew należą do gatunku ludzkiego. Ciało i Krew mają tę samą grupę krwi (AB). W Krwi odnalezione zostały proteiny z takimi stosunkami procentowymi, jakie znajdują się w obrazie osoczo-proteinowym normalnej, świeżej krwi.

W Krwi odnaleziono także minerały: chlorki, fosfor, magnez, potas, sód i wapń.

Dobra konserwacja Ciała i Krwi, pozostawionych w stanie naturalnym przez dwanaście wieków i wystawionych na działanie czynników atmosferycznych i biologicznych, jest zjawiskiem nadzwyczajnym, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w tkankach mięśnia sercowego, z których się składa Ciało Cudownej Hostii nigdy nie znaleziono żadnych śladów soli lub materiałów konserwujących, używanych nawet w dawnych czasach w celach mumifikacji. Krew zaś, gdyby była wzięta z martwego ciała szybko uległaby rozkładowi.

Ostatecznie można powiedzieć, że nauka dała w odpowiedź pewną i wyczerpującą o prawdziwości Cudu Eucharystycznego z Lanciano.

Być może ktoś, podążając wakacyjnymi szlakami, dotrze i do Lanciano we Włoszech. Zachęcamy pielgrzymujących do złożenia hołdu przechowywanym w tej miejscowości z należną czcią dowodom Przeistoczenia, które dokonuje się w czasie każdej Eucharystii sprawowanej w Kościele katolickim oraz prawosławnym.

Adres: Santuario del Miracolo Eucaristico Frati Minori Conventuali 66034 Lanciano (CH) Włochy Tel.: (0872)23289

SOKÓŁKA CUD EUCHARYSTYCZNY: http://www.youtube.com/watch?v=kgdbsCDjiHE

BADANIA NAUKOWE dotyczące CUDU Z LANCIANO i nie tylko:

  • Badania na danych CUDACH EUCHARYSTYCZNYCH, (których w Kościele Katolickim mamy wiele) prowadzone były na stan wiedzy medycznej, w którym było dane badanie. Zawsze, wg autora przekazu, próbki wysyła się do dwóch różnych laboratoriów gdzie badają JE uznani specjaliści.

  • Na początku (wiele lat temu, jak wiedza medyczna była mniejsza) badano diagram krwi, w późniejszym czasie DNA, a teraz są wstanie już badać, że CIAŁO PANA JEZUSA podczas CUDU EUCHARYSTYCZNEGO jest w stanie agonii, który to stan występuje u człowieka około 6 godzin, a tu, kiedy się nie bada KRWI PANA JEZUSA jest ten sam Stan Agonii, czyli dodatkowy Cud BOŻY.

  • Nadto prowadzone też było badanie KRWI z Cudu EUCHARYSTYCZNEGO w Lanciano i KRWI z Całunu Turyńskiego i KRWI z Chusty z Oviedo. I okazuje się, że na stan wiedzy medycznej z okresu danego badania jest to ewidentnie KREW TEGO SAMEGO CZŁOWIEKA- BOGA CZŁOWIEKA.

  • Jeżeli nie damy odpowiedzi, że jest to KREW BOGA TRÓJJEDYNEGO to dopiero zaczynają się poważne problemy, gdyż inaczej jak wytłumaczyć ten Cud BOŻY?

  • Pamiętaj, że Cud w Lanciano powstał podczas Przeistoczenia podczas Mszy Świętej w VIII wieku naszej ery i TRWA do dnia dzisiejszego. Czyli to jest także 100% dowód na to, że Ciało PANA JEZUSA jest na Mszy Świętej.

  • Nadto dodatkowy Cud BOŻY dotyczy Granulatu KRWI PANA JEZUSA z Cudu BOŻEGO w Lanciano, który jest w kilku Kawałkach i każdy Kawałek waży tyle, co krotność ICH i wszystkie razem wzięte. To badanie też jest bardzo dokładnie udokumentowane. Ten Cud BOŻY ma ukazać nam, że w każdym Kawałeczku EUCHARYSTII jest CAŁY PAN JEZUS.

  • Krew z Całunu Turyńskiego i z Chusty z Oviedo i Cudu w Lanciano pochodzi od tego Samego Człowieka, jest to 100% DOWÓD na istnienie BOGA, a także na JEGO 100% Obecność w EUCHARYSTII

Trzeba w tym miejscu wskazać na inny fakt: naukowcy udowodnili, że na Całunie Turyńskim są ślady ludzkiej krwi grupy AB, a więc takiej samej jak krwi w Lanciano. Czyż nie jest to kolejny zdumiewający znak, wzywający do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii? Warto przypomnieć, że Całun Turyński, dzięki współczesnej nauce, stał się relikwią jedyną w swoim rodzaju na świecie. Naukowcy, z prawie wszystkich dziedzin wiedzy, zaczęli badać Całun po jego pierwszej fotografii dokonanej w 1898 r. Wtedy odkryto ze zdumieniem, że obraz Człowieka ukrzyżowanego na Całunie jest doskonałym negatywem fotograficznym. Opatrzność zachowała do naszych czasów tę bezcenną relikwię, aby w świetle dzisiejszej nauki ukazać jej niezwykłą wymowę. Ścisła metodologia naukowa wskazuje, że to lniane płótno jest naprawdę prześcieradłem pogrzebowym z Palestyny z czasów Chrystusa; że został w nieowinięty, ukrzyżowany Człowiek o nadzwyczajnym pięknie i doskonałości fizycznej; że wyrok śmierci został na nim wykonany dokładnie w sposób opisany w Ewangeliach.

Krew z Całunu Turyńskiego i z Chusty Potowej to ta sama krew. Krew z Całunu Turyńskiego i z Chusty Potowej z Oviedo i Cudu w Lanciano ma grupę AB

Lanciano – Miejsce cudu eucharystycznego, było to w VIII wieku, podczas Mszy św., którą odprawiał mnich bazylianin. Po przeistoczeniu opadły go wątpliwości, co do istotnej obecności Ciała i Krwi Pańskiej w konsekrowanych postaciach chleba i wina. Nagle przed oczami dręczonego pokusą przeciw wierze kapłana, biała Hostia przemieniła się w cząstkę żywego ciała, a w kielichu zaś ujrzał prawdziwą krew, która zakrzepła, tworząc pięć cząstek różnej wielkości i kształtu (jakby krople z pięciu ran – bok, ręce i stopy). To Ciało i Krew Pańską, cudem uwidocznioną oczom człowieka przechowuje się w tym kościele do naszych czasów. W ciągu wieków dokonywano kilkakrotnie badań ze strony władz kościelnych.

We współczesnych nam czasach Ojcowie Franciszkanie, którzy obecnie obsługują kościół (św. Longina), gdzie dokonał się cud, za zgodą Stolicy Apostolskiej, powierzyli ekspertom przechowywane od 12 wieków cząsteczki dla dokonania analizy naukowej.

Badania zostały przeprowadzone w laboratorium pod ścisłym nadzorem dwóch profesorów uniwersyteckich: Linoliego i Berteliego.

3Uczeni ci ogłosili następujące końcowe wnioski:

  • Relikwiarz – Ciało jest prawdziwym ciałem. Krew jest prawdziwą krwią,

  • Jedno i drugie jest krwią ludzką,

  • Ciało i Krew mają tę samą grupę krwi AB. Ciało i Krew są „osobą” żyjącą (tzn. jakby były pobrane od aktualnie żyjącej osoby).

  • Diagram tej krwi odpowiada krwi ludzkiej pobranej z ciała człowieka w dniu dokonywania badania.

  • Ciało jest złożone z mięśniowych tkanek serca.

Relikwie te zachowane w stanie naturalnym przez tyle wieków i wystawione na działania fizyczne, atmosferyczne i biologiczne, są nadzwyczajnym fenomenem.

Eksperci przesłali do Franciszkanów telegram następującej treści: A Słowo Ciałem się stało!

Jeszcze jeden szczegół; gdy zważono oddzielnie poszczególne cząstki zakrzepłej krwi (są one różnej wielkości), każda z nich ważyła dokładnie tyle, co wszystkie razem wzięte.

Od czasu ogłoszenia wyników ostatniego badania naukowego, ze wszystkich stron ciągną pielgrzymki do LANZIANO, by uczcić Hostię, która stała się CIAŁEM i konsekrowane wino, które stało się KRWIĄ.«

W 1974 roku całą noc spędził na modlitwie u stóp relikwiarza, kardynał Karol Wojtyła. Pozostawił później w księdze pamiątkowej wpis następującej treści: „Spraw, abyśmy w Ciebie bardziej wierzyli, pokładali nadzieję i miłowali„.

Proszę kliknąć tekst poniżej

Cud Eucharystii w Naju

W LOKUCJACH OJCA GOBBIEGO

Marek Runowski, publikacja na podstawie tekstu ze strony: www.opoka.org.pl

Świat rozwija się, choć wydaje się, że jest to głównie rozwój gospodarki i konsumpcji. Nigdy w ciągu wieków ludzkość nie porzuciła wiary i praktyk religijnych w takim stopniu, jak w drugiej połowie XX wieku. Wiara nie tylko znika z życia publicznego, ale wypaczenia w wierze wkradają się nawet do Kościoła. Prawie całe narody wyparły się swej wiary, a miliony żyją jakby Boga nie było. W tym czasie tysiące konsekrowanych dusz porzuciło stan duchowny. Zmniejszyła się wyraźnie liczba powołań kapłańskich, a bardzo wielu prowadzi życie w poważnej sprzeczności ze swym stanem i swoim powołaniem. Gdyby taka sytuacja pogłębiła się, piekło mogłoby osiągnąć w końcu zwycięstwo nad Kościołem Chrystusowym. Tymczasem według słów naszego Zbawiciela nigdy do tego nie dojdzie (por. Mt 16,18).

Ludzkość przeżywa dzisiaj także dni łaski – Opatrzność Boża obsypuje ludzkość łaskami prowadząc ją do zbawienia, a jedną z nich, jest fakt, że Chrystus posyła do nas swoją Matkę, Królową Nieba i Ziemi, Matkę Kościoła i wszystkich ludzi. Maryja objawia się w licznych miejscach i prowadzi wielką ofensywę skierowaną na nawrócenie ludzi i zbawienie świata. Zawarte jest w tych objawieniach to samo upomnienie, które głosił Chrystus: Lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie (Łk 13,3). Maryja przychodzi by pomóc nam w walce z grzechem i szatanem, chce zachować nas od kary grożącej nam za nasze grzechy i pragnie zaprowadzić nas do Królestwa swojego Syna. Na koniec zetrze szatanowi głowę. Ostatecznie Bóg i Niepokalane Serce Maryi zatriumfuje.

Objawienia maryjne dzielą się na trzy główne typy:

  • Jeden typ jest reprezentowany przez Lourdes, gdzie na tle pięknych gór Pirenejów, Maryja uśmiechała się i otworzyła źródło wody, które przynosi uzdrowienie i zachętę dla tysięcy ludzi.

  • Drugi typ reprezentowany jest przez Fatimę, położoną wśród suchej krainy pastwisk – Maryja była smutna, zatroskana i mówiła o apokaliptycznych niebezpieczeństwach, zagrażających ludzkości. Nie ma sprzeczności pomiędzy tymi dwoma rodzajami posłań – obydwa pochodzą z serca kochającej Matki przychodzącej do swoich dzieci by ich pocieszać lub chronić.

  • Trzeci motyw, będący syntezą obydwu wymienionych, to motyw Niepokalanego Serca Maryi.

1Poza objawieniami i płaczącymi statuetkami, są także wybrani wizjonerzy czy rzecznicy, przez których Maryja przekazuje orędzia dla świata. Najbardziej znanym wizjonerem XX wieku jest Don Stefano Gobbi. Urodzony w 1930 roku, kapłan zakonnik paulista z Mediolanu we Włoszech. Jest doktorem teologii Papieskiego Uniwersytetu na Lateranie w Rzymie. W maju 1972 roku w czasie pielgrzymki w Fatimie, jakaś wewnętrzna siła zaczęła zapewniać go, że Niepokalane Serce Maryi dostarczy lekarstwo na problemy Kościoła.

Nasza Pani, posługując się nim, jako pokornym instrumentem, planowała zgromadzić „kohortę” kapłanów na całym świecie pragnących poświęcić się Jej Niepokalanemu Sercu, by wraz z nimi prowadzić Kościół do Boga.

Od lipca 1973 ojciec Gobbi zaczął spisywać lokucje, które Maryja mu przekazywała. Zebrał je w książkę zatytułowaną: „Nasza Pani mówi do swoich ukochanych kapłanów”. Późniejsza wersja, obejmująca także nowe przesłania, została zatytułowana „Do kapłanów, umiłowanych synów naszej Pani”. Przy czym decyzję, co może być drukowane w kolejnych wydaniach tej książki, podejmuje spowiednik ojca Gobbiego.

Ta godna uwagi książka została przetłumaczona na wiele języków (wydanie z 1996 roku wymienia kilkadziesiąt ośrodków dystrybucji książki w 23 językach), i była głównym narzędziem użytym do utworzenia Kapłańskiego Ruchu Maryjnego.

Kapłański Ruch Maryjnyjest duchowym ruchem, nie organizacją utworzoną przez człowieka. Do dzisiaj ponad 300 biskupów (w tym kilku kardynałów) i ponad 55 000 kapłanów na całym świecie przyjęło jej cele i podjęło się proponowanych zobowiązań. W samych tylko Stanach Zjednoczonych jest więcej niż 2500 wieczerników kapłanów, zakonnic i zakonników, młodzieży, świeckich, a nawet rodzinnych wieczerników. Takie grupy zbierają się regularnie, a zgromadzeni czytają posłania Maryi, modlą się na różańcu i powtarzają akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi.

Same posłania, które przyszły do ojca Gobbiego w formie „wewnętrznych lokucji” (wewnętrznych słów, wewnętrznego słyszenia) składają się głównie z duchowych rad i zachęt oraz dostarczają rodzaju komentarza dotyczącego sytuacji Kościoła dzisiaj.

Według lokucji Kościół jest teraz pod zawziętym atakiem szatana prowadzącego do apostazji w Kościele. Ta sytuacja będzie stawała się coraz gorsza, aż będzie wydawało się, że szatan uzyska władzę nad całym światem. Cierpienie Kościoła osiągnie swoją kulminację w wielkiej karze.

Maryja przychodzi, jako zaniepokojona Matka, płacząc, gdy nas ostrzega, że nasz Ojciec ma dosyć naszej niegodziwości (grzechów), że wkrótce ukarze nas surowo, jeśli nie okażemy skruchy i nie będziemy pokutować. Maryja jest zatroskaną Matką, próbującą w każdy możliwy sposób dotknąć serc Jej dzieci zanim nie będzie za późno.

Aby uratować świat, Maryja wzywa do poświęcenia się Jej Niepokalanemu Sercu, wzywa do skruchy i świętości. Ostrzega o zbliżającym się finale czasów ostatecznych i paruzji (to jest najtrudniejszy do przyjęcia element lokucji). Ale ostatecznie Bóg, poprzez Niepokalane Serce Maryi, uratuje Kościół i ustanowi Królestwo swojego Syna Jezusa.

To nie jest przygnębiające orędzie o zgubie. Nieprzygnębiające, bo pierwsze słowo Królowej Pokoju jest zawsze słowem zachęty i nadziei, a ostatecznie zwycięży Boże miłosierdzie. Nie zguby, ponieważ Jej ostrzeżenia są warunkowe: kara może być odwołana, jeśli ludzie się nawrócą; ale jeśli Jej lud nie będzie czynił pokuty, będzie cierpieć za swoje grzechy – ostrzega Maryja. Przez ojca Gobbiego Maryja oświadczyła, że przyczyną tak licznych cudownych objawień w tym wieku jest fakt, że jest to czaspanowaniaszatana.

Co najbardziej może niepokoić w tych apokaliptycznych objawieniach, to wyraźna przepowiednia zbliżających się katastrof oraz fakt, że w lokucjach ojca Gobbiego Maryja ostrzega o zbliżającym się finale czasów ostatecznych i paruzji. Wielu apokaliptycznych proroków w przeszłości przepowiadało sądny dzień czy zgubę dla ich własnej epoki, ale okazywało się to nieprawdą. Czy lokucje ojca Gobbiego mają przeznaczony podobny los czy są autentycznymi posłaniami Maryi?

Musimy być ostrożni, gdy chodzi o nadzwyczajne nadprzyrodzone zjawiska. Ale wiele objawień maryjnych ma bardzo poważne podstawy wiarygodności. Kilka otrzymało oficjalną aprobatę Kościoła po dokładnym zbadaniu: cudowny medalik, La Salette, Lourdes, Fatima, Beauraing i Akita. Także wiele innych wydaje się prawdziwymi objawieniami.

Ale nawet autentyczne objawienia i proroctwa nie mogą być stawiane na tym samym poziomie, co Pismo Święte. A z drugiej strony nie możemy zapominać, że wiele ze szczegółowych spraw, zapowiedzianych w objawieniach maryjnych stały się prawdą: francuska rewolucja 1830 roku, głód 1847, dwie wojny światowe, rozprzestrzenienie się ateistycznego komunizmu i wiele innych szczegółów. Są bardzo poważne dowody, że nawrócenie Rosji, które Maryja zapowiedziała dziewięćdziesiąt lat temu w Fatimie, jest może teraz w trakcie realizacji. Te spełnienia się przepowiedni dają nam podstawy, aby brać inne ostrzeżenia poważnie.

Jeśli jest istotna przyczyna, by wierzyć, że Matka Jezusa objawia się i mówi do świata, to lepiej potraktujmy Ją poważnie. Z pewnością nie ma błahego powodu, gdy Jezus posyła swoją Matkę, by zwróciła się do nas. Jeśli Ją zlekceważymy, to możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie usłyszenia Go powtarzającego nam to, co powiedział w Jerozolimie: Nie rozpoznaliście czasu swego nawiedzenia? (Łk 19,44). Ale, jeżeli, jak Elżbieta, doceniamy, co to za wielka łaska, że Matka Pana przychodzi do nas, czyż nie możemy oczekiwać, że Nasza Pani przyniesie nam także nowe napełnienie Duchem Świętym?

SPRAWIEDLIWOŚĆ i BOŻE MIŁOSIERDZIE a GRZECH

W lokucjach jest mowa o sprawiedliwości i miłosierdziu Boga. Sprawiedliwość Boża zdecydowała, że z powodu ogromu grzechu ludzi i ich odsunięcia się od Boga, szatan i jego zwolennicy muszą być ukarani. Jednakże miłosierdzie Boże powoduje, że kara może być złagodzona lub odroczona, a nawet zawiera elementy pożyteczne dla ludzi. Ale zanim kara nastąpi, miłosierny Bóg próbuje ocalić ludzkość realizując swój plan zbawienia ludzi w czasach ostatecznych przez Maryję. Ogrom grzechu ludzkiego „domaga się” Bożej Sprawiedliwości: „Ich [części wiernych] świętokradztwa osiągnęły teraz granicę, która obecnie nie może być przekraczana bez obrażania sprawiedliwości Bożej”

W lokucjach sprawiedliwość Boża domaga się pokuty i zadośćuczynienia za grzechy. Jednakże ludzkość nie jest tylko biernym odbiorcą kary Bożej, ale od jej nawrócenia i pokuty, od jej współpracy z Bożymi łaskami zależy jej los: kara może być złagodzona albo nawet wstrzymana. Ojciec Gobbi mówi w lokucjach, że Maryja gromadzi wszystkich dobrych na świecie, umieszcza ich w swoim Sercu, ażeby ofiarować ich sprawiedliwości Bożej: „Tylko potężna moc modlitwy i pokuta zadość czyniąca będzie mogła ocalić świat od tego, co przygotowała sprawiedliwość Boża” (256hk)

Dzięki waszej modlitwie, ale przede wszystkim Mszy św. wy[kapłani]możecie wyrównać bilans na skali Bożej Sprawiedliwości” (186n).

W lokucjach mamy do czynienia z Bożą Sprawiedliwością i miłosierdziem, przy czym miłosierdzie przewyższa sprawiedliwość; miłosierdzie jest szczytem Bożego dzieła, możemy mówić o prymacie miłosierdzia względem sprawiedliwości:3

To jest godzina sprawiedliwości i miłosierdzia,… kary i zbawienia” (211h/1980/).

Triumf mojego Niepokalanego Serca jest triumfem miłosierdzia i miłości, prawdy i sprawiedliwości” (223l/1981/ 214i).

Moje Niepokalane Serce jest niewyczerpalnym kanałem miłosierdzia i przebaczenia… Wkrótce Bóg zacznie przygotowywać dla swoich biednych dzieci (i moich), strumienie przebaczenia i miłosierdzia, ażeby rozlały się na cały świat.” (40g /1974/)

Ostatecznie zwycięży Boże miłosierdzie i w świecie zajaśnieje chwała Ojca:4

W godzinie, kiedy będzie wydawało się, że wszystko jest stracone, wszystko będzie ocalone dzięki miłosiernej miłości Ojca.” (216e)

Triumf Bożego Miłosierdzia dokonał się w zwycięstwie dobra nad złem, łaski nad grzechem, miłości nad nienawiścią, życia nad śmiercią. (…) Triumf Bożego Miłosierdzia dokonał się w zwycięstwie nad szatanem i wszystkimi jego złymi duchami.” (544; także 540).

SPRAWIEDLIWOŚĆ i BOŻE MIŁOSIERDZIE a GRZECH – PRÓBA OCENY

1Miłosierdzie Boże nie jest przedstawione w lokucjach w tak piękny i wyczerpujący sposób jak w encyklice Dives in Misericordia, ale prymat Miłosierdzia Bożego nad Bożą sprawiedliwością jest wyraźnie zaznaczony. Miłosierdzie (oddane w Starym Testamencie terminem hesed) okazywało się „obdarowującą miłością potężniejszą niż zdrada i łaską mocniejszą niż grzech.” (DM, 4) Autor niniejszej pracy wyciąga stąd wniosek, że chociaż człowiek zdradza Boga poprzez grzech, to jednak Bóg nie odmawia człowiekowi łaski i nie odstępuje od swojego miłosierdzia, a właściwie miłosierdzie objawia się tam, gdzie zjawia się grzech i ludzka nędza moralna i fizyczna (w tej kwestii lokucje zgadzają się z katolicką nauką).

Miłosierdzie (wyrażone w Starym Testamencie terminem rahamim) wskazuje na najgłębszą więź, jaka łączy matkę z dzieckiem, miłość matczyną. Można o tej szczególnej miłości powiedzieć, że jest całkowicie darmo dana, niezasłużona, że jest jakąś wewnętrzną koniecznością, przymusem serca. „Rahamim rodzi całą skalę uczuć, a wśród nich dobroć i tkliwość, cierpliwość i wyrozumiałość, czyli gotowość przebaczania” (w lokucjach Bóg także jest cierpliwy i gotów przebaczyć). Ta miłosierna miłość, wyraża się m.in. w ratowaniu od niebezpieczeństw, zwłaszcza od wrogów (lokucje stwierdzają, że Maryja broni człowieka od jego największego wroga, jakim jest szatan), w przebaczaniu grzechów, a wreszcie w gotowości spełniania obietnicy i nadziei eschatologicznych, i to pomimo ludzkiej niewierności (DM 4). Stąd owocem miłosierdzia Bożego jest przebaczenie i przywrócenie do łaski. Podobne podejście znajdujemy w lokucjach: Bóg przebacza i przebaczy człowiekowi nawet największe grzechy i spełni nadzieje eschatologiczne człowieka i przywróci go do łask, mimo ogromu grzechu dzisiaj i kiedykolwiek w przyszłości – miłosierdzie zwycięży grzech.

Jan Paweł II naucza w encyklice Dives in Misericordia, że: „Miłosierdzie jest poniekąd przeciwstawione sprawiedliwości Bożej, okazuje się zaś nie tylkopotężniejsze od niej, ale także głębsze. Już Stary Testament uczy, że aczkolwiek sprawiedliwość… u Boga… oznacza transcendentną Jego doskonałość, to jednak miłość jest od niej ‘większa’. Jest większa w tym znaczeniu, że jest pierwsza i bardziej podstawowa. Miłość niejako warunkuje sprawiedliwość, a sprawiedliwość ostatecznie służy miłości. Ów prymat, pierwszeństwo miłości w stosunku do sprawiedliwości, (co jest rysem znamiennym całego Objawienia), ujawnia się właśnie poprzez miłosierdzie. Było to do tego stopnia oczywiste dla Psalmistów i Proroków, że sam termin sprawiedliwość oznacza u nich zbawienie dokonane przez Boga i Jego Miłosierdzie. Miłosierdzie różni się od sprawiedliwości, a jednak jej się nie sprzeciwia…” Do natury zaś miłości należy to, że nie może ona nienawidzić i pragnąć zła tego, kogo raz sobą obdarzyła (tak jak w przypadku Stwórcy i człowieka): Niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś (Mdr 11,24). Te słowa wskazują na najgłębszą podstawę stosunku pomiędzy sprawiedliwością a miłosierdziem w Bogu wynikającą z tajemnicy stworzenia (DM, 4).

Związek miłości Stwórcy i stworzenia wynika też z tajemnicy wybrania: Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość (Jr 31,3). Bo góry mogą ustąpić… ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju [Iz 54,10] – ta prawda „niesie w sobie perspektywę całych dziejów człowieka, perspektywę doczesną i eschatologiczną zarazem” (DM, 4). Lokucje zawierają właśnie perspektywę doczesną i eschatologiczną miłosierdzia.

Miłosierdzie przedstawione przez Chrystusa w przypowieści o synu marnotrawnym ma wewnętrzny kształt takiej miłości, która w języku Nowego Testamentu nazwana jest agape. Taka „miłość zdolna jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, nad grzechem” (DM 6). Ta prawda o miłosierdziu Bożym jest odzwierciedlona w lokucjach: Bóg poprzez Maryję pochyla się „nade wszystko… nad nędzą moralną, nad grzechem” człowieka.

Przypowieść o synu marnotrawnym wyraża także rzeczywistość nawrócenia. Nawrócenie jest najbardziej konkretnym wyrazem działania miłości i obecności miłosierdzia w człowieku. W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie nie jest jedynie najbardziej współczującym spojrzeniem na zło moralne, fizyczne czy materialne, ale „objawia się, jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie w człowieku”. Nawrócenie, jako wyraz miłosierdzia stanowi siłę konstytutywną i podstawową orędzia Chrystusa (DM 6). W lokucjach jest podobnie – są one wielkim wezwaniem człowieka do pokuty i nawrócenia. A to dzieło pokuty i nawrócenia dokonuje Duch Święty przez Maryję.

Ojciec Gobbi przedstawia w lokucjach ogrom grzechów ludzkich, który przygniata człowieka; i człowiek nie podniósłby się z tego upadku, gdyby nie miłosierdzie Boże – lokucje i teologia są w tym zgodne. Miłosierdzie – według lokucji i teologii – jest darmo dane, nie jest zasłużone, pojawia się właśnie ze względu na upadek duchowy, na nędzę duchową człowieka; i Bóg jest gotów przebaczyć grzechy upadłemu człowiekowi, by go uratować, zbawić, spełnić swoje obietnice eschatologiczne. W podobny sposób jak papież Jan Paweł II w encyklice Dives in Misericordia, porównuje miłosierdzie Boże ze sprawiedliwością ks. Stanisław Olejnik w swoim podręczniku Teologia moralna.

Wacław Hryniewicz pisze, że nasz Bóg jest Bogiem zdumiewającym, do którego możemy iść z nadzieją i zawierzeniem, ufając, że sprawiedliwość nie może być Jego ostatnim słowem; ostatnim Jego słowem jest miłosierdzie, miłość i chęć ocalenia – zaproszenie do uczestnictwa w Jego nowym świecie. A żyjący w VII wieku Izaak Syryjczyk mawiał: „Czymże jest ludzki grzech – garść piasku rzucona w niezmierzony ocean Bożego miłosierdzia”7. Zarówno w lokucjach jak i w encyklice Dives in Misericordia miłosierdzie jest poniekąd przeciwstawione sprawiedliwości Bożej, jednak jej się nie sprzeciwia, okazuje się potężniejsze i większe od niej, i głębsze; jest wyraźnie przedstawione pierwszeństwo miłosierdzia względem sprawiedliwości. Relacja między miłosierdziem a sprawiedliwością w lokucjach nie jest sprzeczna z nauką teologii katolickiej.

DZIAŁALNOŚĆ DUCHA ŚWIĘTEGO W CZASACH OSTATECZNYCH

i MARYJA w RELACJI do DUCHA ŚWIĘTEGO

  • Dzieło Ducha Świętego

Według lokucji ojca Gobbiego Bóg w czasach ostatecznych działa i będzie działał przez Ducha Świętego i przez Maryję. Duch rodzi w ludziach wielkie pragnienie doskonałej miłości (117f), i daje się sam w niewyczerpanej obfitości, ażeby prowadzić ludzi do udoskonalenia miłości (200n 221j). Kościół odradza się pod wpływem potężnej działalności Ducha Świętego (158a 244k). Gdy głosicie Ewangelię, wasze słowa mają moc Ducha Świętego. Duch Święty nawraca.

Jezus pragnie prowadzić was wszystkich w Jego Duchu miłości: „Jezus wyleje na nich Ducha… i oni zostaną odmienieni (31k). Duch Święty przekształca kapłanów wapostołów czasów ostatecznych’ (236f), świat jest odnawiany przez Ducha Świętego (256d). Ogień Ducha Świętego wypala błąd i dzięki kapłanom prawda w końcu zwycięży (126j), a „Kościół… będzie całkowicie oczyszczony z ran niewierności, hipokryzji, nieczystości i apostazji ogniem Ducha Świętego” (247g). Cały świat musi być doprowadzony do pełni prawdy, do Ewangelii Jezusa, do jednego Kościoła, i to będzie dziełem Ducha Świętego (226h 227m).

  • Maryja w relacji do Ducha Świętego

W lokucjach ojciec Gobbi stwierdza, że zadanie, które wykonuje Maryja, zostało Jej powierzone przez całą Trójcę Świętą (247h 108b). Jednakże ze szczególnym naciskiem zaakcentowana jest ścisła współpraca Maryi z Duchem Świętym; Maryja realizuje wraz z Duchem Świętym Boży plan zbawienia prowadząc ludzi do swojego Syna, jest Pośredniczką Łask. Kościół, który Maryja nazywa swoim Kościołem, musi otworzyć się na działanie Ducha Świętego (119m). To, co Duch Święty dokonuje w kapłanach jest także zgodne z planem Maryi (152e 119o). Maryja ma w stosunku do kapłanów wielkie plany: uzyskuje dla nich od Ojca, przez Jezusa, dar Ducha Świętego, a Duch Święty zstępuje i przemienia10.

Maryja nazywa siebie w lokucjach Oblubienicą Ducha Świętego. Jako Pośredniczka Łask uzyskuje dla kapłanów Ducha miłości w obfitości nie do opisania. Według lokucji Niepokalane Serce Maryi jest Złotą Bramą, przez którą Boży Duch przychodzi, aby dosięgnąć kapłanów (226k). Maryja zbiera swoją kohortę, ażeby Duch Święty mógł ją przeobrazić, (119o 204d) i by dać jej ducha mądrości (183f 227e).

DZIAŁALNOŚĆ DUCHA ŚWIĘTEGO i MARYJA w RELACJI do DUCHA ŚWIĘTEGO– próba oceny

  • Dzieło Ducha Świętego – próba oceny

Jeżeli chodzi o posłannictwo Ducha Świętego, to teologia stwierdza, że istnieje posłannictwo Osób Boskich, w szczególny zaś sposób posłannictwo Ducha Świętego. Ma ono następujący schemat: Ojciec posyła Syna i Syn wraz z Ojcem posyłają Ducha Świętego (J 15,26). „Wszelkie działanie Boże ma swoje źródło w Ojcu, urzeczywistnia się w Synu, dopełnia i objawia w Duchu. Tworzy się w ten sposób ‘koło miłości’: Ojciec rodzi Syna, Syn i Ojciec tchną Ducha, Duch uobecnia Syna i prowadzi do Ojca”12. Według tego schematu teologicznego Duch Święty działa, jako kontynuator, interpretator i dokonawca. Można Go nazwać stwórczą siłą Kościoła. Lokucje nie są w sprzeczności z tym schematem posłań.

Zesłanie Ducha Świętego, które dokonało się w wieczerniku, jest początkiem nieustannego zsyłania Ducha Świętego, Jego permanentnej obecności z nami i pośród nas, Jego ciągłego działania w człowieku, w Kościele i świecie. Pięćdziesiątnica trwa – możemy powiedzieć, że „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz. 17,28)15. Duch Święty, Boski Ogień i Boży Wicher, nieustannie dynamizuje Kościół, porywa do ofensywy i zapewnia mu skuteczność. Wspaniałą funkcją Ducha w Kościele jest ponadto odradzanie i odnawianie oblicza Kościoła, co podkreślił Sobór Watykański II nauczając o „Kościele ciągle muszącym się oczyszczać” (KK 8).

Duch Święty daje Kościołowi możność orientacji we wszystkim, pomagając mu odkryć w każdej sytuacji ślady planu Bożego, aby na każde wydarzenie, w każdym czasie mogło paść światło Objawienia.

Duch Święty dokonuje posłannictwa od Syna i Ojca w trzech wymiarach:

  • Indywidualno osobowym,

  • Wspólnotowo społecznym,

  • Kosmicznym.

Lokucje obszerniej opisują posłannictwo w pierwszych dwóch wymiarach.

Według teologii – lokucje także to odzwierciedlają – posłannictwo Ducha Świętego jest eschatologiczne, tzn., że „Duch Święty, jako nowy pocieszyciel i pośrednik zesłany na ziemię przez Boga Ojca i Syna Bożego ma po Chrystusie kontynuować Jego zbawcze dzieło i prowadzić je do pełni eschatycznej”; jest także jednocząco porządkujące: Duch Święty działa, aby wszystko zjednoczyć w Chrystusie, jako głowie (Ef 1,10) i Boskim centrum wszechświata; oraz przebóstwiające (theosis) – uświęcające przede wszystkim człowieka, ale także jego środowisko naturalne i społeczne; oraz egzystencjalne, tj. skierowane ku człowiekowi z całym jego środowiskiem. Czasy od zesłania Ducha Świętego są nazwane Epoką Ducha.

Działalność Ducha Świętego opisana w lokucjach nie jest w sprzeczności z działalnością Ducha Świętego opisaną przez teologię i dokumenty Kościoła.

W wymiarze indywidualno-osobowym – według teologii – posłannictwo Ducha Świętego jest następujące:

  • Podtrzymuje On w człowieku wiarę, gdyż według św. Pawła głoszenie Ewangelii i wiara, która jest tego skutkiem, dokonuje się przede wszystkim mocą Ducha Świętego (por. 1Tes 1,4-5);

  • Duch Święty uświęca umysł człowieka, „gdyż w poznaniu prawdy tak przyrodzonej, jak i nadprzyrodzonej pomaga nam Jego mądrość (por. 1Kor 2,11-13)”;

  • Uświęca człowieka (1Kor 6,11), a uświęcając staje się doradcą w naszym chceniu i działaniu (Flp 2,13);

  • Jest źródłem miłości Bożej (por. Rz 5,5), a także dawcą nadziei (Rz 15,13);

  • Od Ducha Świętego pochodzą szczególne dary zwane charyzmatami (por. 1Kor 12,4-6) (w lokucjach widzimy jak działalność kapłanów zależy od darów Ducha Świętego);

  • Daje życie i obdarza zmartwychwstaniem (por. Rz 8,11); przy czym św. Paweł używa określenia zadatek Ducha (2 Kor 5,15), co można rozumieć, że Duch Święty jest jakby ziarnem, które nosimy w sobie, a które wyda owoc w postaci zmartwychwstania i życia wiecznego.

Posłannictwo Ducha Świętego w wymiarze indywidualno-osobowym opisane w lokucjach nie jest sprzeczne z wyżej opisanym posłannictwem. Jeśli chodzi o wymiar wspólnotowo-społeczny, to Duch Święty działa w Kościele, który, jak pisze św. Paweł, jest przez Niego budowany i stanowi Jego mieszkanie i budowlę (por. Ef 2,21-22). Duch spełnia w Kościele analogiczną rolę jak dusza w człowieku:

  • Zapewnia mu trwanie realizując obietnicę Chrystusa, że bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16,18);

  • Zapewnia Kościołowi tożsamość (Kościół nie przestaje być Kościołem);

  • Duch Święty jest nauczycielem w Kościele, czuwając nad depozytem Objawienia;

  • Ożywia Kościół, powodując, że ulega on wewnętrznemu rozwojowi: „prowadząc Kościół do wszelkiej prawdy i jednocząc we wspólnocie i posłudze uposaża go w rozmaite dary hierarchiczne oraz charyzmatyczne i przy ich pomocy nim kieruje oraz owocami swoimi go przyozdabia” (KK4);

  • W Kościele działa w Słowie Bożym i wszystkich sakramentach; jeśli chodzi o działalność Ducha Świętego w sakramentach, to można postawić pytanie czy w lokucjach to zagadnienie nie zostało potraktowane zbyt marginalnie, (ale Eucharystia jest wyeksponowana), bo jak pisze ks. Rogowski: „Najczęstszą i najprostszą drogą odnowy jest droga sakramentalna”;

  • Zapewnia Kościołowi, jako całości nieomylność, a papieżowi indywidualny charyzmat nieomylności.

Podobne stwierdzenia o działalności Ducha Świętego zawarte są w „Dogmatyce katolickiej” ks. Bartnika: Duch Święty „jest zasadą życia Kościoła, jego jedności, wszelkich posłań, służb, urzędów, darów, mocy i całej nadziei eschatologicznej”. Posłannictwo Ducha Świętego w wymiarze wspólnotowo-społecznym opisane w lokucjach nie jest sprzeczne z wyżej opisanym posłannictwem.

Duch Święty jest źródłem osoby ludzkiej, jako takiej, źródłem wszelkich cech personalnych człowieka. Jest On zasadą wszelkiego życia oraz zasadą personalizacji życia. Jako tchniony w ludzi przez Boga stał się zasadą nowej ludzkości. Stwarza On ludzi, jako osoby oraz czyni nową platformę dla ich coraz lepszych stosunków z Bogiem. Duch Święty jest zasadą tworzenia wspólnoty człowieka z Bogiem i człowieka z człowiekiem. Można, więc powiedzieć, że „Duch Święty i Jego miłość znajdują się, zatem u podstaw wszelkiej autentycznej communio”.

Zarówno lokucje ojca Gobbiego jak i teologia przedstawiają jak bardzo cała wspólnota ludzka i wspólnota Kościoła (w tym kapłani) zależą od łask Ducha Świętego. Jeśli chodzi o wymiar kosmiczny, to w lokucjach jest mowa o tym, że Duch Święty powoduje zaistnienie, rozwój i trwanie takich wartości jak wiara, sprawiedliwość, wolność, prawda, miłość itp..

2Idea nawrócenia ludzkości przez Kapłański Ruch Maryjny nie jest sprzeczna z drogami nawrócenia głoszonymi przez Kościół, bowiem już Sobór Watykański II podkreśla, że „upragniona odnowa Kościoła zależy w dużej mierze od posługi kapłanów, uświęconej Duchem Chrystusowym” (DFK 1; por. DK 1). Według Soboru kapłani winni być „gotowi do wejścia na nowe drogi duszpasterstwa, pod kierownictwem Ducha miłości, który tchnie, kędy chce” (DK 13; por. DK 15). Właśnie na owych „nowych drogach duszpasterstwa” znajdują się wszelkie ruchy odnowy, u podstaw, których istnieje działanie Ducha Świętego29.

Encyklika Dominum et Vivificantem mówi o zbawczym udzielaniu się Trójjedynego Boga w Duchu Świętym za sprawą Jezusa Chrystusa od dnia Pięćdziesiątnicy (DV 11nn). Duch Święty ustawicznie odnawia Kościół i do doskonałego zjednoczenia z Oblubieńcem go prowadzi (nr 25).

Mówiąc więc o szczególnym posłannictwie Ducha Świętego w czasach ostatecznych lokucje nie są w sprzeczności z encykliką Dominum et Vivificantem.

Stanowisko lokucji znajduje potwierdzenie we fragmencie Credo Ludu Bożego Pawła VI, gdzie jest mowa o tym, że Duch „oświeca, ożywia, strzeże Kościół i rządzi nim, oczyszczając jego członki, o ile tylko nie sprzeciwiają się łasce. Dzięki Jego działaniu, które dosięga głębin duszy, człowiek w pokorze zaczerpniętej z Chrystusa, może stać się doskonały, jak Ojciec, który jest w niebiesiech”.

Działanie Ducha Świętego w kwestii nawrócenia opisywana w lokucjach jest zbieżna z tym, co mówi o nawróceniu kardynał Carlo M. Martini. Mianowicie Duch prawdy prowadzi człowieka do pełni prawdy, która jest Chrystusem.

Człowiek musi wyjść z siebie, by oddać się Chrystusowi całym sercem w akcie radykalnego nawrócenia. C. Martini podkreśla, że nawrócenie całego życia do Chrystusa stanowi cel działania Ducha Świętego i że tylko przez dar Ducha Świętego człowiek może osiągnąć pełnię nawrócenia, pełnię Ewangelii. Opisane w lokucjach szczególne posłannictwo Ducha Świętego w czasach ostatecznych nie jest sprzeczne z teologią.

  • Maryja w relacji do Ducha Świętego – próba oceny

Pomiędzy Duchem Świętym a Dziewicą Nazaretańską oraz ich wspólnym oddziaływaniem na Kościół zachodzi tajemniczy związek. Maryja staje się źródłem wylewającym na ludzkość przeobfite dobra. Maryja nie staje się przez to źródłem wszelkich łask, nie zastępuje Ona działania Ducha Świętego; jest Ona jednak w jakiś sposób tego działania pośredniczką, jest to pośrednictwo zanurzone w mocy Bożej; jest ono podporządkowane Bogu; trzeba tu mówić o prawdziwej subordynacji. W teologii posoborowej Maryja ukazywana jest, jako całkowicie podporządkowana Duchowi Świętemu, który włącza Ją w swoje dzieło zbawcze, dzieło całej Trójcy. Jako osoba ściśle zjednoczona z trzecią Osobą Boską, Maryja pośredniczy w Jego dziele jednoczenia Kościoła, jako Jego widzialna ekspresja. Macierzyństwo Maryi jest tworzone przez Ducha Świętego i objawia realizację Jego misji w świecie. Teologowie wskazywali, ze Maryja pozwala lepiej zrozumieć łączność między misterium trynitarnym a dziełem Odkupienia.

Oczywistym i niepodważalnym faktem pozostaje czynna obecność i współdziałanie Ducha Świętego i Maryi od samych początków dziejów zbawienia, a tradycja kościelna nie waha się nazwać Najświętszej Dziewicy Świątynią, Mieszkaniem, Przybytkiem, Naczyniem czy Oblubienicą Ducha Świętego. Tradycja mówi także wyraźnie o czynnej współpracy Ducha Świętego z Maryją w dziele zbawienia ludzkości; nie oznacza to jednak jakiegokolwiek pomieszania ról czy funkcji, ale jedynie współpracę i najściślejsze współdziałanie zarysowane i poniekąd zapowiedziane już w Piśmie Świętym. To współdziałanie sygnalizował także Sobór Watykański II, rzucając wiele światła na odrębne role, ale i na ścisłą współpracę Ducha Świętego i Maryi w dziele kontynuowania zbawczej misji Chrystusa przez Kościół. Maryja przyjęła Ducha Świętego, stała się Jego sanktuarium i pozwoliła działać Mu w sobie w typowy dla Niego sposób uduchowiania i uświęcania. Duch Święty powoduje, ze Maryja może przekazywać innym ludziom posiadane przez siebie życie Boże. Aby wierny mógł doświadczyć stałej komunii z Duchem Świętym poprzez Maryję, musi najpierw powtarzać akty wyraźnego oddania się Jej i musi odwoływać się do Niej, aż do chwili, gdy jego wzrok będzie zwrócony wyłącznie ku Duchowi Świętemu, który kształtuje w nim Chrystusa. Stąd relację Maryi do Trójcy Świętej i Kościoła można by ująć formułą „z Maryją przez Jezusa do Ojca w Duchu Świętymw Kościele”. Formuła ta oddaje aspekt trynitarny, chrystologiczny, pneumahagijny i eklezjalny działalności Maryi. Także w lokucjach Maryja posłana jest przez całą Trójcę Świętą (ze szczególnym zwróceniem uwagi na relację do Ducha Świętego i Chrystusa) i kontynuuje Boży plan zbawienia ludzi poprzez swoich kapłanów, a więc w ramach Kościoła.

Według Roberta Panneta Maryja „jest przybytkiem Ducha Świętego”39, a Rene Laurentin określa Maryję, jako świątynię, znak i ikonę Ducha. G. Philips skłania się ku zamieszkiwaniu i szczególnej obecności Ducha w Maryi na podstawie zwiastowania/wcielenia (Łk 1,26-38), nazywając to wydarzenie uprzednią Pięćdziesiątnicą40. Opisana w lokucjach relacja Maryi do Trójcy Świętej, a w szczególności do Ducha Świętego w czasach ostatecznych nie jest sprzeczne z teologią.

DRUGA PIĘĆDZIESIĄTNICA

  • Druga Pięćdziesiątnica

Według lokucji obfitość łask, które ma udzielić Duch Święty będzie tak ogromna, że nazwana jest Nową Pięćdziesiątnicą lub Drugą Pięćdziesiątnicą, nawiązując tą nazwą do wylewu łask Ducha Świętego w czasie Pierwszej Pięćdziesiątnicy, który dokonał się wraz z początkiem działalności Kościoła apostolskiego na początku ery mesjańskiej.

Nowa Pięćdziesiątnica jest przygotowana dla całego Kościoła, kiedy nadejdzie czas Ducha Świętego: „nadchodzi czas Ducha Świętego, który będzie wam dany przez Ojca i Syna w obfitości nie do opisania, aby prowadzić cały Kościół do jego Pięćdziesiątnicy” (139d). Przez Ducha Pana całe oblicze ziemi będzie odnowione: powinniśmy wzywać Ducha Świętego, którego Ojciec da wam w obfitości nie do opisania poprzez Syna, ażebyśmy mogli wkrótce widzieć nowe niebo i nową ziemię (227s).

Cały świat musi być doprowadzony do pełni prawdy, do Ewangelii Jezusa, do jednego Kościoła, i to będzie dziełem Ducha Świętego (226h 227m). Lokucje zapowiadają zjednoczenie wszystkich chrześcijan w Kościele katolickim w splendorze Nowej Pięćdziesiątnicy (213l).

Dar Drugiej Pięćdziesiątnicy i wejście w nową erę można uzyskać dzięki modlitwie z Maryją (448e). Wydaje się, że w lokucjach termin „Druga Pięćdziesiątnica” odnosi się przede wszystkim do eschatologicznej Pięćdziesiątnicy.

  • Druga Pięćdziesiątnica – próba oceny

W czasach apostolskich Dobra Nowina o zbawieniu (Dz 13,26) stopniowo przeszła od Żydów do pogan, przy czym ten skok dokonał się pod wpływem wylewu łask dokonanego przez Ducha Świętego. Stąd Dzieje Apostolskie można nazwaćEwangelią Ducha Świętego”, a czasy apostolskie Pięćdziesiątnicą. Po blisko dwóch tysiącach lat wylew łask Ducha Świętego zaczął się na nowo, a ma być tak ogromny, że nazwany jest Nową Pięćdziesiątnicą – tak stwierdza ojciec Gobbi w lokucjach. Proroctwo Joela o ostatnich dniach w Dziejach Apostolskich odniesione jest do Pięćdziesiątnicy. Ale czy nie może być ono również odniesione do Nowej Pięćdziesiątnicy zapowiadanej przez lokucje?

Jeśli tak – stwierdza Ojciec Emilien Tardiff – to Nowa Pięćdziesiątnica byłaby w pewnym sensie powrotem do zjawisk, jakie działy się w Kościele pierwotnym, kiedy to cuda i charyzmaty były chlebem powszednim. Kościół pierwotny żył rzeczywistością charyzmatów z wielką naturalnością (w tamtych czasach, według Dziejów Apostolskich, proroctwa, cuda, znaki Boże wszelkiego rodzaju były na porządku dziennym). Dzisiaj Duch Święty działa i odnawia cuda Pięćdziesiątnicyprzywraca wszystkie charyzmaty Kościoła pierwotnego: charyzmaty proroctwa, języków, uzdrawiania i inne. Innym znakiem, że rozpoczęła się Nowa Pięćdziesiątnica, może być fakt, że kościoły stały się tak małe, że z nową ewangelizacją trzeba wychodzić na ulice.

Ojciec Tardiff kontynuuje, mówiąc, że Nowa Pięćdziesiątnica będzie okresem pełnym chwały jak nigdy dotąd. Prorok Joel zwiastował znaki na niebie i cuda na ziemi, a my je właśnie oglądamy: mamy do czynienia z nadzwyczajnym rozwojem charyzmatów na całym świecie, z licznymi mistykami, a przede wszystkim mistyczkami, którym Pan codziennie przekazuje swoje posłania skierowane do całej ludzkości. Ojciec Tardiff opisuje następnie trzy cuda, których był świadkiem. I stwierdza, że poprzez wszystkie te znaki Bóg przygotowuje nas do swojego ostatecznego zwycięstwa.

Według ojca Tardiff Bóg zapowiedział Nową Pięćdziesiątnicę przez liczne proroctwa i wzbudzenie sporej liczby charyzmatyków na całym świecie. Jednym z nich jest Conchita Conception, „matka rodziny meksykańskiej, fundatorka trzech zgromadzeń zakonnych, wśród nich Misjonarzy Ducha Świętego.

W 1916 roku Pan mówił do Conchity: Posyłając na świat drugą Pięćdziesiątnicę, chcę, aby paliła, oświecała, zapalała, oczyszczała światłem i ogniem Ducha Świętego. Ostatni etap w świecie musi być zaznaczony w szczególny sposób przez wylanie Ducha Świętego. Duch Święty przybędzie z pomocą dla całego świata i ten ostatni etap w sposób bardzo szczególny przynależy do niego, aby został uczczony i wychwalony. Dwa lata później Bóg powiedział Conchicie: Poślę (Ducha Świętego) na nowo, skutki jego działania wzbudzą zdumienie i poprowadzą Kościół do wielkiego triumfu. I ojciec Tardiff stwierdza, że ten cudowny czas, wtedy dopiero się zaczynał, teraz właśnie nadszedłto zjawisko mogą oglądać na własne oczy wszyscy na całym świecie. Odnawiając w tej Nowej Pięćdziesiątnicy znaki i przepowiednie, Pan zaczął się objawiać swoim kapłanom w sposób specjalny. Chcę powrócić do świata w moich kapłanach, chcę zbawić świat i dusze objawiając się przez kapłanów – mówił później Conchicie w 1928 roku.

Ojciec Tardiff dodaje, że Odnowa w Duchu Świętym, pomyślana jeszcze nie, jako ruch, ale jako wielki prąd duchowy, nie wywodzi się z tego czy innego Kościoła, ale z Ducha Świętego. Stwierdza on dalej, że wielu papieży odwoływało się do Ducha Świętego. Leon XIII w 1896 roku napisał encyklikę Divinum illud Donum, a trzy lata później poświęcił XX wiek Duchowi Świętemu stwierdzając tym samym, że będzie to wiek Ducha Świętego. Papież mówiąc także o zamieszkiwaniu w nas po paruzji boskiego Pocieszyciela, zwrócił uwagę ku błogosławionej wizji, mocą, której to zespolenie mistyczne osiągnie kiedyś w niebie swe dokonanie i pełnię doskonałości. Papież napisał, że „ta cudowna jedność nosząca nazwę zamieszkiwania, różni się tylko warunkami bytowania od tej, którą Bóg obejmuje uszczęśliwiająco mieszkańców nieba”. Tą właśnie wizją, w sposób wprost niewypowiedziany, będziemy godni oczyma duszy, zapatrzeni w nową siłę światła nadprzyrodzonego, oglądać Ojca, Syna i Ducha Świętego i cieszyć się szczęściem najzupełniej podobnym do tego, jakim szczęśliwa jest Najświętsza Trójca – napisał papież Pius XII w encyklice Divino afflante Spiritu.

Pius XII w tejże encyklice podkreślał rolę Ducha Świętego w Piśmie Świętym i przepowiadał, że odnowienie świata może dokonać słowo Boże, (które ma moc dzięki Duchowi Świętemu). Z kolei papież Jan XXIII ogłosił pięć dni modlitwy w intencji całego świata; „Panie odnów w naszych czasach Twoje cuda jak w Nową Pięćdziesiątnicę” – brzmiała modlitwa, którą odmawiano w wigilię otwarcia II Soboru Watykańskiego, a kilka lat później zaczęły objawiać się na świecie pierwsze oznaki Nowej Pięćdziesiątnicy51. Także papież Paweł VI modlił się o nowe zesłanie Ducha Świętego.

Ojciec Tardiff kontynuuje, mówiąc, że Bóg pokazał nam dotąd wielkie cuda, jednak uważa on, że ostatecznie nie widzieliśmy jeszcze niczego, co przypominać by mogło cuda, które Bóg pokaże nam wraz z Nową Pięćdziesiątnicą. Będzie to era pełna chwały, jaka się dotąd jeszcze nie zdarzyła. Jezus objawi się z całą potęgą swojego Świętego Ducha. „Wielkie rzesze charyzmatyków, którzy od dziesięcioleci pojawiają się na całym świecie, są niedwuznacznym znakiem, że zbliża się Nowa Pięćdziesiątnica” – uważa ojciec Tardiff. I wskazuje na wielką francuską mistyczkę Martę Robin, która przez ostatnie pięćdziesiąt lat swojego życia żywiła się wyłącznie komunią świętą; w czwartkowe noce przeżywała ona umieranie Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, cierpiała niezmiernie, a w piątkowe wieczory przechodziła przez Mękę. Ale najbardziej zdumiewającym aspektem osobowości Marty była jej doskonała równowaga psychiczna. W 1936 roku Jezus powiedział do niej: „Kościół przeżyje Nową Pięćdziesiątnicę miłości, w której świeccy odgrywać będą zasadniczą rolę”. I ojciec Tardiff wnioskuje, że nadchodzi dla Kościoła epoka pełna chwały i Pan daje świadectwo, że „On jest żywy” i że „Potęga Ducha Świętego, który uzdrawia chorych i uwalnia uciśnionych, pokazuje nam w rzeczywistości, że Bóg żyje i na nowo daje życie tym, którzy wierzą w Jego Syna”.

Henri-Marie Manteau-Bonamy w swojej książce „Rekolekcje z Martą Robin” cytuje wypowiedź ojca Finet, który opowiada o swojej rozmowie z Martą 10 lutego 1936 roku, a dotyczącej m.in. nowej Pięćdziesiątnicy: „Zaczęła mi opowiadać o wielkich wydarzeniach, jakie będą miały miejsce na świecie, jedne z nich bardzo poważne, bolesne, a inne bogate w łaski. Praktycznie rzecz biorąc, ogłosiła mi nadejście Nowej Pięćdziesiątnicy miłości, która będzie poprzedzona odnową Kościoła.

Kościół, powiedziała, odmłodzi się poprzez apostolstwo świeckich.(…). Świeccy będą mieli bardzo poważną rolę do odegrania. Będzie się ich formowało w różnorodnych centrach, zwłaszcza w Ogniskach Światła, Miłosierdzia i Miłości.

Manteau-Bonamy mówi dalej, że później bardzo uderzyło go, kiedy słyszał jak papieże Pius XII, Jan XXIII i Paweł VI mówili o wiośnie Kościoła albo o nowej Pięćdziesiątnicy miłości. A przecież Marta zapowiedziała mu to wszystko w 1936 roku. Zapowiedziała mu, że Kościół całkowicie się odnowi. Zapowiadała w ten sposób sobór. Wtedy jednak on nie wiedział, co miała na myśli.

W 1936 roku Jezus pozwolił Marcie ujrzeć w bardzo konkretny sposób tę Nową Pięćdziesiątnicę miłości przez dzieło Ognisk, począwszy od Ogniska w Châteauneuf: Będą miały miejsce podobnie cudowne i większe jeszcze wydarzenia niż w pierwszych dniach istnienia mojego Kościoła.

Oczywiście nie można udowadniać prawdziwości jednej lokucji drugą lokucją czy prywatnym objawieniem. Zaakcentuję w wypowiedzi ojca Finet tylko to, że papieże zapowiadali nową Pięćdziesiątnicę. Ale Duch Święty jest nie tylko kontynuatorem zbawczego dzieła Chrystusa, ale jest także Wielkim Dokonawcą, który inicjuje „Rewolucję Pięćdziesiątnicy”. Jednym z objawów tej rewolucji jest Kościół. Autor niniejszej pracy wyciąga, więc wniosek, że nie ma przeszkód dla Ducha Świętego do zaistnienia „Rewolucji” Drugiej Pięćdziesiątnicy. Można widzieć w lokucjach i w przytoczonych powyżej wypowiedzi teologów dwie Pięćdziesiątnice: jedna, w Kościele, już trwa, drugaeschatologiczna, dokona się po paruzji i Sądzie Ostatecznym. Lokucje mają na myśli tę eschatologiczną Pięćdziesiątnicę, której wspaniałość i nowość teologowie oddają terminem creatio nova.

Podsumowując, trzeba stwierdzić, że nie udało się znaleźć wielu źródeł teologicznych mówiących o Drugiej Pięćdziesiątnicy. Te, które udało się przytoczyć nie ukazują nam spójnej całości. W zasadzie tylko ojciec Emilien Tardiff zapowiada Nową Pięćdziesiątnicę i stwierdza, że już się zaczęła oraz są papieże, którzy używają terminu „Nowa Pięćdziesiątnica”. Lucjan Balter mówi o dwóch Pięćdziesiątnicach przeżytych przez Maryję: przy zwiastowaniu (wcielenie Syna Bożego) i przy widzialnych narodzinach Kościoła w wieczerniku. Mówi też o przeżyciu własnej Pięćdziesiątnicy przez ludzi zaangażowanych w ruch odnowy w Duchu Świętym: doświadczają oni wylania Ducha Świętego na siebie. Wielu teologów stawia pytanie czy odnowa charyzmatyczna jest nowym zesłaniem Ducha Świętego i daje pozytywną odpowiedź. Przytoczone źródła mówią w zasadzie o działaniu Ducha Świętego w czasie. Można także przyjąć, że, gdy wzmoże się grzech – znając dobroć i miłosierdzie Boże – mamy prawo oczekiwać, że dla ratowania zagrożonego Kościoła, Duch Święty jeszcze obficiej udzieli swych łask, nawet w formie Nowej Pięćdziesiątnicy. Bóg ma, bowiem „drogi pojednania ze sobą wolnych stworzeń, jakich my nie jesteśmy nawet w stanie przeczuć”. To wszystko odnosi się do czasów przed paruzją, a w lokucjach termin „Druga Pięćdziesiątnica” odnosi się przede wszystkim do eschatologicznej Pięćdziesiątnicy.

Temat ten potrzebuje większej ilości źródeł i szerszego opracowania.

ROLA MARYI w CZASACH OSTATECZNYCH WEDŁUG PLANÓW BOŻYCH

KAPŁAŃSKI RUCH MARYJNY

  • Maryja w planach Bożych

W poprzednim paragrafie zostało stwierdzone, że według lokucji Maryja realizuje plan Ducha Świętego. Poniższe lokucje stwierdzają ponadto, że dzieło Maryi jest także zadaniem, które powierzyła jej Trójca Święta. Plan Maryi jest planem Ojca (110a-u). Jest także planem miłości miłosiernej Jezusa, który chce sprowadzić świat z powrotem do Ojca, aby uwielbiał Boga (167b 204).

Ja jestem narzędziem wybranym przez Boga, poprzez które mój Syn może do was dotrzeć” i „ja jestem prawdziwie Pośredniczką łaski pomiędzy wami i moim Synem Jezusem” (204f-i). Maryja chce, aby jej kapłani słuchali Jezusa (31i 110f-i); uczy kapłanów kochać Jezusa64; formuje „drugiego” Jezusa w swoich kapłanach65; czyni kapłanów według Serca Jezusa66. W lokucjach można, więc łatwo zauważyć zasadę: do Jezusa przez Maryję, ale ze względu na ścisłą współpracę Maryi z Duchem Świętym można zauważyć i inną formę pośrednictwa: „z Maryją przez Jezusa do Ojca w Duchu Świętym”. Maryja nazwana jest Pośredniczką Łask i Współodkupicielką (201n 203m).

Poświęcenie się Niepokalanemu Sercu Maryi jest środkiem zbawienia dla ludzkości, Maryja wzywa do tego kapłanów i świeckich. Książka zawiera akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi. Nastąpi ostateczne zwycięstwo Maryi nad szatanem i „Opatrzność doprowadzi do triumfu Mojego Niepokalanego Serca na świecie” (127t).

  • Kapłański Ruch Maryjny. Rola Maryi w Ruchu

Kapłański Ruch Maryjny jest dziełem Maryi. Prowadzi Ona dalej swoje dzieło powierzone jej przez Trójcę Świętą (201m 204q). Przygotowuje swoją kohortę do walki o Królestwo Boże (5gk). Prowadzi swoją armię do doskonałej miłości, do pełni prawdy72. Rozprzestrzenia Kapłański Ruch Maryjny. Wyłącznie ludzkie środki nie są wystarczające do szerzenia ruchu74, ale matczyna akcja Maryi jest jedyną rzeczą konieczną do rozszerzania się Ruchu. Nie ma potrzeby organizacji (9g) ani żadni ludzcy przywódcy nie są potrzebni (5h 108g). Do rozszerzania Kapłańskiego Ruchu Maryjnego Maryja wykorzystuje tych księży, którzy otrzymują posłania (55d 85a).

  • Cel Kapłańskiego Ruchu Maryjnego

Maryja założyła Ruch i utworzyła swoją niezwyciężoną kohortę, ażeby sprowadzić z powrotem do Boga i Kościoła dusze, które zbłądziły czy odeszły i przede wszystkim by zbawić wielką liczbę wiernych poprzez kapłanów. Maryja dba, by poprzez kapłanów Ewangelia była głoszona wszelkiemu stworzeniu (215a-k 236fh). Maryja pragnie odnowić Kościół i odnowić świat, pragnie uleczyć Kościół z ran niewierności, hipokryzji, nieczystości i odstępstwa. Zmierza do tego, by na nowo zjednoczyć wszystkich chrześcijan w jednym Kościele założonym przez Jezusa, w Kościele katolickim. Maryja zamierza pokonać każdy rodzaj ateizmu i buntu przeciwko Bogu i prowadzi do pokuty.

Maryja pragnie, by objąć i oświecić świat źródłem Światłości Trójcy Świętej80, by doprowadzić do panowania Boga i przywrócić do splendoru (wspaniałości) dzieło stworzenia, odkupienia, uświęcenia i by Przenajświętsza Trójca otrzymała należną jej chwałę i by „przywrócić w tak wielu zdesakralizowanych sercach obraz Boga, miłosierne oblicze Jej Syna Jezusa” (21j). Poprzez Kapłański Ruch Maryjny, Maryja chce przygotować świat na oczyszczenie i przeprowadzić go przez oczyszczenie. Maryja zamierza pokonać szatana na zawsze.

  • Co Maryja robi dla swoich kapłanów?

Dla zbawienia świata czyni kapłanów cennymi narzędziami Bożego Miłosierdzia (547d). Maryja formuje kapłanów, przekształca ich, oczyszcza, przyczynia się do ich duchowego wzrostu. Obdarza ich cnotami. Prowadzi ich do nadzwyczajnej świętości. Maryja daje z Jej Pełni Łaski i Miłości. Jednoczy ich ze sobą. Chroni i zachęca ich, daje Światło. Maryja opiekowała się szczególnie Ojcem Świętym Pawłem VI i opiekuje się szczególnie Janem Pawłem II (23rs 167k).

ROLA MARYI w CZASACH OSTATECZNYCH WEDŁUG PLANÓW BOŻYCH

KAPŁAŃSKI RUCH MARYJNY – próba oceny

  • Miejsce i rola Maryi w historii zbawienia – próba oceny

Wkraczanie Boga w historię ludzkości, w celu doprowadzenia jej do zbawienia, można podzielić na trzy okresy: Protozbawienie, Odkupienie i Zbawienie. W okresie Protozbawienia rola Maryi nie jest jasno widoczna.

3Drugi etap, Odkupienie dokonane przez Chrystusa, tj. całe dzieło od momentu wcielenia aż do zmartwychwstania i uwielbienia – tu rola Maryi jest wyraźnie widoczna i bardzo ważna. Bezpośredni udział brała Maryja tylko w fazie przygotowawczej odkupienia przez zrodzenie Syna Bożego, a w dalszym etapie Jego życia Maryja bierze udział przez wychowanie Jezusa i moralne wspieranie Go swą obecnością i solidarnością z Jego intencjami. Natomiast w fazie głównej odkupienia Maryja nie brała udziału w sensie bezpośrednim i fizycznym, a jedynie pośrednim i moralnym (por. J 19,25-27). Bezpośrednio i fizycznie w fazie głównej odkupienia brał udział tylko Chrystus. Dlatego też Kościół zrezygnował z dotychczas przypisywanego Maryi tytułu Współodkupicielki.

Trzeci etap to Zbawienie, czyli subiektywna realizacja obiektywnego odkupienia w życiu człowieka. Na tym etapie rola Maryi jest bardzo ważna: „To zaś macierzyństwo Maryi w ekonomii łaski trwa nieustannie (…). Albowiem wzięta do nieba, nie zaprzestała tego zbawczego zadania, lecz przez wielorakie swoje wstawiennictwo ustawicznie zjednuje nam dary zbawienia wiecznego. Dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi Syna swego, pielgrzymującymi jeszcze (…). Dlatego to do Błogosławionej Dziewicy stosuje się w Kościele tytuły: Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki” (Lumen Gentium, n. 62). Zatem rola Maryi w życiu Kościoła jest bardzo istotna i z woli Boga niezwykle owocna. W trzecim etapie, subiektywnym dziele odkupienia, Maryja z woli Boga bierze aktywny udział, jako Pośredniczka łask. Jest Ona jednak Pośredniczką, ale jedynie przez Chrystusa i w Chrystusie. Pośrednictwo to ma, zatem charakter partycypacji, to znaczy udziału, z woli Boga, w jedynym pośrednictwie Chrystusa. Pragnienia Maryi w stosunku do swoich dzieci są pragnieniami samego Boga, a miłosierna modlitwa Matki, dlatego jest tak skuteczna, ze jest wyrazem miłosiernej miłości samego Boga. Lokucje, jeśli chodzi o etap trzeci, sugerują taką właśnie rolę Maryi: bardzo istotną i owocną, przy czym jest to rola wyznaczona Jej przez Boga – Maryja prowadzi ludzkość do zbawienia, przygotowuje ją na drugie przyjście Chrystusa.

Maryja nazwana jest w lokucjach Współodkupicielką, a więc tytułem, który stosowała teologia scholastyczna, a którego unika teologia po Soborze Watykańskim II, ale trzeba wyraźnie zaznaczyć, że jest on użyty w lokucjach przede wszystkim dla wyrażenia dzieła Maryi w rozumieniu trzeciej fazy wkraczania Boga w historię ludzkości, tj. zbawienia, czyli subiektywnej realizacji obiektywnego odkupienia w życiu człowieka (Gobbi 203j-n) oraz jeden raz w sensie dobrowolnego ofiarowania swojego Syna Ojcu (Gobbi 44d). Podręcznik teologii Mathiasa Premma z 1977 roku (austriacki oryginał 1967) używa tytułu Współodkupicielka, ale – tak jak w lokucjach – tylko w zakresie udziału Maryi w realizacji dzieła zbawienia, a więc w zakresie takim jak czynią to lokucje ojca Gobbiego.

  • Duchowe macierzyństwo Najświętszej Maryi Panny. Maryja Matką Kościoła – próba oceny

Matka Boża jest również naszą Matką. Teologia nazywa ją naszą Matką duchową, Pośredniczką, Matką Kościoła i naszą Matką w niebie. W lokucjach Maryja również nazywana jest Matką Kościoła, Matką wszystkich ludzi, Pośredniczką Łask i naszą matką w niebie – lokucje nie są, więc w sprzeczności z teologią.

Ujmując rolę Maryi, jako Matki wszystkich ludzi teologia stwierdza (a lokucje podobnie przedstawiają Jej rolę), że:

  • Maryja w wybitnym stopniu przyczyniła się do naszego odrodzenia: dała nam Chrystusa, nasze Życie oraz służąc całe życie Odkupicielowi, jako Matka, przyczyniła się do naszego odrodzenia; „Miłością współpracowała, by wierni rodzili się w Kościele” (św. Augustyn) i dalej to czyni; w szczególny sposób współcierpiała z Jezusem dla naszego zbawienia;

  • Z macierzyńską troską towarzyszy wszystkim, za których cierpiał i umarł Jej Syn na drodze ich pielgrzymowania: chroni przed złem i wstawia się za nimi. Ta rola jest niezwykle akcentowana w lokucjach.

Teolog Pannet Robert napisał, że Paweł VI w swojej adhortacji apostolskiej z 1974 roku o kulcie maryjnym Marialis cultus odmalowując postać Maryi dostrzega w Niej nadzieję dla zagrożonej ludzkości94, a znany filozof chrześcijański, Jean Guitton, zawarł wiele treści – zbieżnej z lokucjami – w zdaniu: „Miłość Boga do nas najpełniej wyraża się w idei matki, dysponującej mocą Bożą kształtowania człowieka”. Maryja w duchu miłości podejmuje bezustanne dzieło służenia innym, wychodzi im naprzeciw w szerokiej skali ich potrzeb i niedostatków, jest wzorem zatroskania o człowieka, ale jednocześnie jest wzorem w pragnieniu zbawienia drugiego człowieka przez wprowadzenie go w krąg zbawczego działania Chrystusa.

Wielu teologów w historii Kościoła opisywało ten aspekt posłannictwa Maryi. Św. Bernard z Clairvaux, Doktor Kościoła, jako pierwszy wyjaśnia doktrynalnie wszechpośrednictwo łask: „… taka jest wola Boża, iżbyśmy wszystko mieli przez Maryję. (…) [Ona]otrzymawszy pełnię ze źródła tryskającego z serca Ojca, nam następnie rozdziela tyle, ile możemy przyjąć. (…) Maryja… krzepi naszą wiarę, umacnia naszą nadzieję, oddala od nas rozpacz, rozpala męstwo”.

Jeszcze wyraźniej naturę pośrednictwa Maryi określił św. Bernard ze Sieny: „Podobnie jak siły życiowe rozprzestrzeniają się od głowy na ciało przechodząc przez szyję, tak też i łaski ciała Mistycznego spływają od Głowy, którą jest Chrystus, przez pośrednictwo Dziewicy. Taki jest oto bieg Bożych łask: od Boga spływają na Chrystusa, od Chrystusa do Jego Matki Maryi, a przez Nią rozlewają się na cały Kościół… Nie waham się powiedzieć, że Najświętsza Panna otrzymała pewnego rodzaju władzę jurysdykcyjną nad wszystkimi łaskami… Wszystkie dary, cnoty i łaski Ducha Świętego przechodzą przez Jej ręce i Ona nimi szafuje według własnego uznania, dając je, komu chce, kiedy chce, jak chce i ile chce”. Św. Ludwik Grignon de Montfort wyjaśnia działanie przez Maryję trzech Osób Boskich w rozlewaniu łask na świat: „Przez Nią daje On [Syn] swym członkom uczestnictwo w swych zasługach, przez Nią udziela swych cnót i rozdaje łaski. (…) Bóg-Duch Święty udzielił Maryi, swej wiernej Oblubienicy, niewypowiedzianych darów, wybierając Ją na Szafarkę swych dóbr, dzięki czemu Ona jedna rozdziela wszystkie łaski i dary…”.

W bulli Ineffabilis Deus (1854) papież Pius IX dobitnie opisuje rolę Maryi: „Ona jest ucieczką wszystkich będących w niebezpieczeństwie, Ona najwierniejszą Wspomożycielką, i całego świata najmożniejszą u Jednorodzonego Syna Pośredniczką i Orędowniczką. Ona jest najwspanialszą krasą i ozdobą Kościoła świętego, a jako najtrwalsza Obrona pokona Ona wszystkie herezje… Ona przewodzi, Ona radzi, Ona sprzyja, Ona chroni: macierzyńskie, bowiem mając Serce dla nas, zabiega o nasze zbawienie, troszczy się o cały rodzaj ludzki.

Pan Ją przecież ustanowił Królową nieba i ziemi. Wyniesiona ponad wszystkie chóry aniołów i zastępy Świętych, stojąc po prawicy Jednorodzonego Syna swego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, Maryja najskuteczniej wyprasza wszystko swym matczynym błaganiem, a czego szuka, to znajduje, czyli nigdy nie zawodzi”. Papież Leon XIII w encyklice Magna Dei Matris (1892) szczególnie podkreśla aspekt eschatologiczny macierzyństwa Maryi: „Ona bowiem tak nam sprzyja, że w każdej potrzebie – szczególnie do życia wiecznego – natychmiast, nawet bez naszego wezwania, gotowa jest przyjść nam z pomocą”.

4Encykliki Redemptoris Mater i Dives in Misericordia także ukazują wielką rolę Maryi w zbawczym planie Boga w czasach ostatecznych: „Matka Odkupiciela zajmuje ściśle określone miejsce w planie zbawienia” (RM 1). Powtarzając naukę „Soboru Watykańskiego II, który przedstawia Bogarodzicę w tajemnicy Chrystusa i Kościoła, encyklika Redemptoris Mater stwierdza, że „Tylko w tajemnicy Chrystusa wyjaśnia się w pełni Jej własna tajemnica” i że jest „Maryja w sposób szczególny związana z Kościołem” (RM 4 i 5) i „Wierzymy, że Najświętsza Boża Rodzicielka, nowa Ewa, Matka Kościoła, śpieszy spełnić z nieba macierzyńskie zadanie wobec członków Chrystusa, aby pomóc do zrodzenia i pomnożenia życia Bożego w duszach ludzi odkupionych”. Podobnie ukazana jest Maryja w lokucjach: w perspektywie Chrystusa i Kościoła, nawracająca grzeszną ludzkość, rodząca w ludziach życie Boże.

Maryja obecna po macierzyńsku uczestniczy w owej „ciężkiej walce przeciw mocom ciemności”103, jaka toczy się w ciągu całej historii ludzkiej; chrześcijanie z ufnością wznoszą oczy ku Maryi w swoim ziemskim pielgrzymowaniu, starając się usilnie o to, aby wzrastać w świętości104. Maryja pomaga wszystkim swoim dzieciom, aby w Chrystusie znajdowali drogę do domu Ojca. Kościół, zatem w całym swoim życiu zachowuje z Bogarodzicą „więź, która obejmuje w tajemnicy zbawczej przeszłość, teraźniejszość i przyszłość”. Maryjateraz w niebie, … wstawia się u Syna swego, dopóki wszystkie rodziny ludównie zespolą się szczęśliwie w pokoju i zgodzie w jeden Lud Boży na chwałę Przenajświętszej i nierozdzielnej Trójcy”. Encyklika Redemptoris Mater stwierdza, że każda chwila w dziejach człowieka, od początku aż do ostatecznego kresu w perspektywie końca świata jest przełomem: „jest to przełom nieustający i ciągły pomiędzy upadkiem i powstaniem, pomiędzy człowiekiem grzechu a człowiekiem łaski i sprawiedliwości”. (RM 52) I Kościół widzi Maryję, jako Wspomożycielkę ludu chrześcijańskiego w nieustannej walce dobra ze złem, aby nie „upaść”, a w razie upadku, aby „powstać”. (RM 51) Lokucje ukazują Maryję uczestniczącą właśnie w tym zmaganiu na śmierć i życie człowieka z grzechem.

Lokucje wielokrotnie wspominają o miłosierdziu Maryi – nie są, więc pod tym względem sprzeczne z encykliką Dives in Misericordia. W rozdz. V, pkt. 9, Matka Miłosierdzia, papież Jan Paweł II stwierdza, że Maryja jest „Tą, która najpełniej zna tajemnicę Bożego miłosierdzia. Wie, ile ono kosztowało i wie, jak wielkie ono jest”. W tym znaczeniu Maryja nazywana jest również Matką Miłosierdzia – Matką Bożą miłosierdzia lub Matką Bożego miłosierdzia. Powyższe tytuły mówią o Maryi, jako o Tej, która w szczególny sposób została powołana do tego, ażeby przybliżać ludziom ową Chrystusową miłość miłosierną: „Miłość, która najkonkretniej potwierdza się w stosunku do tych, co cierpią, w stosunku do ubogich, pozbawionych wolności, do niewidomych, uciśnionych i grzeszników”. Ta właśnie miłosierna miłość, która potwierdza się nade wszystko w zetknięciu ze złem moralnym i fizycznym, stała się w sposób szczególny i wyjątkowy udziałem serca Maryi. I ta miłosierna miłość nie przestaje w Niej i przez Nią nadal objawiać się w dziejach Kościoła i całej ludzkości. Jest to objawienie szczególnie owocne. (DM, n.9) Lokucje bardzo akcentują miłosierdzie Maryi i jego skuteczność.

Maryi przypada także tajemnicza rola w pokonaniu szatana (Rdz 3,15; KK 55). Maryja jest także duchową matką kapłanów. Wynika to z faktu, że Maryja jest Matką Chrystusa Kapłana oraz z faktu, że kapłaństwo hierarchiczne, a także powszechne jest zakorzenione w kapłaństwie Chrystusa. Dlatego też realizacja zasadyz Maryją do Chrystusawinna w życiu kapłana mieć szczególne miejsce. A zatem lokucje, ukazując szczególną rolę Maryi wobec kapłanów w czasach ostatecznych i odnowę Kościoła poprzez kapłanów nie są w sprzeczności z teologią.

Powyższe teksty teologów i encykliki – podobnie jak i lokucje ojca Gobbiego – podkreślają z wielką mocą wielką rolę Maryi, z woli Boga, w zbawianiu ludzi w czasach ostatecznych.

(na podstawie tekstów ze strony: http://www.milujciesie.org.pl/nr/wiara_szukajaca_glebszego_zrozumienia/proroctw_nie_lekcewazcie_1.html)

W roku 1994 Fabio Gregori zamieszkały wraz z rodziną przy ulicy Fontnatetta w Pantano w pobliżu Civitavecchia chcąc zaznaczyć swój powrót do religii katolickiej ( po tym jak rok wcześniej skłaniał się ku świadkom Jehowy uczęszczając przez dwa miesiące na ich niedzielną katechezę) poprosił proboszcza parafii Św. Augustyna w Pantano o figurkę Madonny, którą chciał umieścić w ogrodzie. Miał to być rodzaj wota za otrzymaną łaskę.

Figurka kupiona została we wrześniu 1994 roku w Medjugorie. Proboszcz rodziny Gregori, don Pablo Martin Sanguiao, udał się do tej małej mieściny w Hercegowinie, która od z górą 10 lat, czyli od momentu ukazania się Matki Boskiej w 1981 roku, stała się celem pielgrzymek. Proboszcz wybrał figurkę sam.

3Tydzień później figurkę przeniesiono procesjonalnie do domu Fabia, a potem ustawiono ją w ogrodzie, w małej kamiennej niszy. Po południu 2-go lutego 1995 roku, w święto Matki Boskiej Gromnicznej Madonna płacze, z oczu płynie krew. Pierwsi widzą to Jessica córka Fabia oraz Fabio.


Następnego dnia Madonna ponownie płacze krwią. Tym razem widzi to rodzina Fabia Gregori oraz proboszcz. Tego samego dnia wieczorem zabezpieczono figurkę Madonny szkłem. Podczas mocowania szyby Madonna po raz trzeci płacze.


4-go lutego przybyło bardzo wielu ludzi chcących zobaczyć Madonnę. Między popołudniem a nocą, według relacji świadków, łzawienie powtarzało się: zaraz po godz. 18, o godz. 20, o godz. 21, o godz. 23 oraz we wczesnych godzinach rannych, 5 lutego w niedzielę do godz. 4 30.

 

W sobotę po południu widział łzy także wyjątkowy świadek. Chodzi o komendanta straży miejskiej w Civitavecchia, Giancarlo Mari, który wraz z innym strażnikiem i dwoma policjantami zbliżył się do niszy, żeby sprawdzić, co się stało. Każdy z wiernych może tylko kilka sekund zatrzymać się przed figurką.

O godz. 8 30 z prawego oka wypływa kolejna łza.

Zjawisko to powtórzy się o godz. 10 00: tym razem jest obecny fotograf z rzymskiego dziennika Il Messaggero. W ciągu dwóch godzin zrobiono pierwszą analizę krwi wypływającej z oczu Madonny. Przeprowadził je doktor Graziano Marsili, który przy pomocy tamponu pobrał trochę krwi z płaszcza Madonny. Całą niedzielę tysiące osób zapełniają ulicę Fontanatetta.

O godz. 21 obserwuje się kolejne łzawienie.

Biskup Civitavecchia – Tarouinia Girdano Grillo, jest przekonany, że łzy Madonny to jednorazowe zjawisko, ale zastrzega się, że może zmienić zdanie, jeżeli łzawienia będą się powtarzać.

6 lutego o 5 30 Fabio Gregori decyduje się przenieść figurkę z wnęki do kościoła parafialnego Św. Augustyna. Figurka zostaje przeniesiona pod eskortą policji. Biskup Girolamo Grillo sprzeciwia się pozostawieniu figurki w kościele.

Figurka Madonny wraca z kościoła i zostaje ” schowana ” w domu brata Fabia, Grovanniego.


We wtorek 7-go lutego doktor Natalini dostarcza mu pierwsze wyniki ekspertyzy z czerwonego płynu pobranego z płaszcza Madonny. Dzięki zastosowanym odczynnikom okazało się, że mamy tu do czynienia z ” płynem biologicznym, prawdopodobnie krwią”


Ekscelencja decyduje się też odwiedzić rodzinę Gregori. Spotykają się 8 lutego i postanawiają przeprowadzić dalsze badania.

W tydzień po pierwszych wydarzeniach Madonna zostaje poddana krótkim egzorcyzmom, odprawionym przez biskupa Grillo. Tym sposobem wykluczona zostaje ewentualność obecności sił nieczystych. Tego samego popołudnia biskup w asyście głównego kardiologa szpitala w Civitavecchia, Marco Di Gennaro, zawozi statuetkę do Polikliniki Gemelli w Rzymie, gdzie zrobione zostaną badania radiologiczne i pobrane próbki krwi.
Dzień później biskup Grillo ogłasza wyniki pierwszych badań: nie znaleziono w figurce żadnych podejrzanych otworów ani żadnych dziwnych mechanizmów, tj. pompek, strzykawek, rurek czy elektrycznych zaworów. Jest to ciało jednolite, wypełnione w środku.


Około 50 osób ( są wśród nich ludzie szczególnie wiarygodni), widziało na własne oczy Madonnę, jak płakała czternaście razy.


28-go lutego biskupowi Grillo przekazano wyniki analizy krwi Madonny, wykonanych przez ekspertów – Fiori i Umani Ronchi. Z raportu wynika, że pobrany płyn barwy czerwonej jest ludzką krwią typu męskiego. 1-go marca biskup Grillo przekracza próg Kongregacji do spraw Doktryny Wiary, która ma swoja siedzibę w Watykanie. Biskup rozmawia z kardynałem Josephem Ratzingerem informując go o wynikach badań.


Prowadzone dochodzenie prokuratury wyklucza oszustwo.

Najbardziej sceptyczny okazał się biskup Civitavecchia Girolamo Grillo: zabrał figurkę z zamiarem zniszczenia jej, ale chwilowo zamknął ją w szafie w kurii. „Cóż to za okropna historia z tymi płaczącymi Madonnami!” – zanotował w swym dzienniczku. „Zawsze się znajdzie jakiś żartowniś, co to popaprze czymś święte przedmioty”…

15 marca biskup, namówiony przez swoją siostrę, wyjął figurkę z szafy i w towarzystwie siostry, szwagra oraz zakonnic z kurii zaczął odmawiać Witaj, Królowo… Przy słowach „one miłosierne oczy na nas zwróć” figurka zaczęła płakać. Wtedy głęboko wstrząśnięty biskup zrozumiał, że jest świadkiem cudu. „To było doświadczenie, które dokonało mojej przemiany” – powiedział. Tego dnia w obecności kilku świadków Madonna płakała na rękach biskupa Grillo.

Biskup postanowił, że w Wielki Piątek o godz. 15 tj. w godzinę śmierci Chrystusa na krzyżu, Madonna, która zapłakała krwawymi łzami, będzie mogła wrócić do kościoła parafialnego pod wezwaniem Św. Augustyna.

6-go kwietnia 1995 roku Antonio Larosa, zastępca prokuratora odpowiedzialny za dochodzenie w sprawie płaczącej figurki, nakazuje zajęcie statuetki. Nakaz aresztowania figurki Madonny, jest próbą udaremnienia procesji Wielkopostnej w Wielki Piątek, ( o czym w wywiadzie dla gazety szef prokuratury zdradził się, dlaczego aresztowano Madonnę).


10-go kwietnia 1995 roku w obecności kardynała Andrzeja Deskura, który przybył do Civitavecchia z wyrazami poparcia dla wiernych po zatrzymaniu figurki Madonny, biskup Grillo wyraził gorące podziękowanie Papieskiej Akademii Maryjnej i jej prezydentowi, kardynałowi Deskurowi, człowiekowi wielkiej wiary maryjnej blisko związanemu z Papieżem Janem Pawłem II, którego jest zaufanym przyjacielem i ziomkiem. Zechciał on być obecny i przewodniczyć czuwaniu na modlitwie do Madonny i Jej Syna z intencją o szybkie uwolnienie figurki, która jest Jej symbolem i przebaczenie ciężkich ciosów, które zostały w nią wymierzone.


18-go kwietnia 1995 roku uwolniono figurkę Madonny.


19-go kwietnia po raz pierwszy zbiera się w Civitavecchia zespół teologów, powołany przez biskupa Grillo do zbadania przypadku.


17-go czerwca przeniesiono figurę Madonny z siedziby biskupa do kościoła Św. Augustyna, gdzie umieszczono Ją w kamiennej niszy za pancerną szybą. Figurka Madonny wraca serdecznie witana przez wiernych.


Wielu naukowców, w tym prof.. Umani Ronchi, prof.. Marco Di Gennaro – ordynator oddziału kardiologii w szpitalu miejskim w Civitavecchia potwierdza, że figurka Madonny łzawiła wielokrotnie, gdyż widzieli świeżą krew w kolorze jaskrawej czerwieni, która różniła się od śladów krwi z wcześniejszych łez.


Do Pantano przybywają pielgrzymi z całych Włoch i zagranicy. Przybywają by się spowiadać, modlić, nawracać i błagać o łaski.


Są już tacy, którzy mówią o cudownych wyzdrowieniach, inni o nawróceniu świadków Jechowy, którzy powrócili do wiary katolickiej pod wpływem łzawienia Madonny.
Obecnie w toku jest sprawa uznania nadprzyrodzoności zjawiska. Jest tylko kwestią czasu uznanie tego cudu.


Do Pantano można dojechać jadąc z Rzymu pociągiem do Civitavecchia około 100 km. Z Civitavecchia ( wypływają stąd statki na Sardynię ) , jedzie się autobusem miejskim z centrum miasta około 10 km.

Okazuje się, że przytoczone fakty wcale nie wyczerpują zagadnienia. Trudno nam mianowicie ignorować objawień z kolei Maryi, Matki Odkupiciela. Faktów tych w minionych wieków wciąż przybywa. Przynoszą one z sobą kolejne, coraz dalsze świadectwa, jak dalece realizuje się dosłownie zapowiedź Odkupiciela, że pozostanie z nami przez wszystkie wieki – aż do skończenia świata. Dotyczy to nie tylko samego Jezusa Chrystusa, ale i pozostałych Mieszkańców Nieba, poczynając od Królowej nieba i ziemi – Najśw. Maryi Panny.

Nie pomoże tu NIE przyjmować do wiadomości istnienia zwłaszcza szeregu na cały świat znanych, wielkich miejsc Objawień Maryi, które zwykle przemieniają się w miejsca niekończących się pielgrzymek, gdzie Lud Boży się modli, jedna się przez pośrednictwo Maryi łatwiej z Jej Boskim Synem, nierzadko doznaje cudownych uzdrowień – tak fizycznych, jak tym bardziej duchowych. Dzieje każdego z owych miejsc Objawień jest dobrze udokumentowane niezliczoną literaturą. Urząd Nauczycielski Kościoła wypowiada się na temat autentyczności owych ‚objawień’ z zasady bardzo powściągliwie – i zwykle dopiero po dłuższym czasie, gdy może stwierdzić ‚zmysłem wiary’ i ‚analogią wiary’ zarówno niesprzeczność treści owych objawień z całokształtem Depozytu Wiary, jak i pozytywnie: ich pełną zbieżność z Orędziem Ewangelii i Objawieniem Publicznym, zwierzonym Kościołowi świętemu.

Zgodnie z rozważanym w niniejszym rozdziale aspektem: Czy Bóg może CIERPIEĆ, i czy można Go tym samym POCIESZYĆ, przytoczymy w tej chwili w formie samego tylko zwięzłego wyliczenia szereg miejsc Objawień, gdzie Maryja występowała m.in., jako wyraźnie CIERPIĄCA, np. jako płacząca – niekiedy krwawymi łzami. Co w tym wypadku bardziej intrygujące, na wielu takich miejscach ludzkie łzy albo i krople krwi wydobywają się z figur czy obrazów Matki Boskiej. W nowszych czasach łzy te i krople krwi poddawano zwykle szczegółowym analizom naukowo-medycznym, dzięki czemu uzyskujemy niepodważalną dokumentację, która wyklucza jakiekolwiek oszustwo.

– Do takich miejsc można zaliczyć wybiórczo chociażby następujące miejsca Objawień (zob. źródło: EWIG 6 [7-8, 1996] 18n):

1. W 1696 r. zapłakał obraz Maryi wobec tysięcy świadków w MARIAPÓCS na Węgrzech. Działo się to w okresie od 4 listopada do 8 grudnia. Po wszczęciu dochodzenia kościelnego nakazał cesarz Leopold I przenieść Obraz do Wiednia. W 1705 r. poczęła kopia z Mariapócs ponownie płakać (1-5.VIII.), a potem ponownie w r. 1715. Po raz trzeci płakał Obraz w 1905 przez przeszło miesiąc. Analizy naukowe wykazały, że chodzi o łzy LUDZKIE. Objawienia te zostały uznane przez Kościół za autentyczne.

2. Przez 4 lata i 231 dni w okresie 1733-1738 był nieustannie pokryty łzami oraz kroplami potu obraz Matki Boskiej w Kurtatsch w Tyrolu Południowym. Świadkami tych wydarzeń były tysiące ludzi i pątników. Również te objawienia zostały uznane przez Kościół za autentyczne.

3. W 1846 r. objawia się Maryja w LA SALETTE we Francji – dzieciom Melanii i Maksyminowi. Maryja wyraża swój BÓL z powodu grzechów popełnianych przez chrześcijan, szczególnie z powodu desakralizacji niedzieli, pogardę dla Mszy świętej i żądzy doznań. Podczas gdy łzy spływały po Jej policzkach, zwracała się do tych dzieci: „Jeżeli lud mój nie zechce się poddać, będę zmuszona opuścić ramię Mojego Syna, jest ono już tak ciężkie, że nie zdołam go dłużej powstrzymywać. … Bóg chce zesłać taką karę, jakiej dotąd nie było”. Maryja wzywała do pokuty i nawrócenia, zapowiadając zarazem kary: głód, choroby, wojnę, klęskę nieurodzaju. Kościół uznał autentyczność tych objawień.

4. W r. 1946 doznaje Pierina Gilli w Montichiari k. Brescii we Włoszech widzenia Maryi. Zapisuje (24.XI.1946):

„Nieoczekiwanie pojawiła się w moim małym pokoiku Madonna w fioletowej szacie ze smutną twarzą… Mogłam zobaczyć zatknięte w Jej Sercu trzy miecze. Ze smutnym obliczem i łzami w oczach powiedziała: ‚Modlitwy, ofiary, wynagrodzenia’!…”. Odtąd miewała Pierina Gilli wiele widzeń: piekła, widziała Chrystusa, otrzymywała Orędzia. Utrzymywały się one aż do jej śmierci w 1991 r. Maryja prosiła szczególnie o modlitwę za osoby Bogu poświęcone. Było wiele uzdrowień i nawróceń, cud słońca. Corocznie przybywa tam ponad 100 tysięcy pielgrzymów. Tutaj wzięła początek figura Matki Boskiej ‚Wędrującej’ (Pilgermadonna). Bardzo wiele kopii tych figur oraz drukowanych obrazów również ‚płacze’ i dzieją się przez nie cuda. Wielu biskupów wierzy w autentyczność tych objawień, m.in. Pius XII. Oczekiwane jest uznanie autentyczności tych objawień przez władze Kościoła.

5. Łzy Matki Boskiej w Syrakuzach na Sycylii we Włoszech: rok 1953. Z oczu gipsowej płaskorzeźby Matki Boskiej, z zaznaczonym Jej Sercem, poczęły spływać w dniach 29 sierpnia do 1 września 1953 r. łzy. Dzieje się to w domu małżonków Antoniny Januso oraz jej męża. Antonina była wtedy w 6 miesiącu stanu błogosławionego, zagrożona jednak zatruciem ciążowym. Za przyczyną Maryi Płaczącej doznała uzdrowienia i urodziła szczęśliwie swoje pierwsze dziecko w Boże Narodzenie 1953 r. Do roku 1999 urodziła czwórkę dzieci.

– Zaczęły się niekończące się procesje, którym często towarzyszyli biskupi. Państwowy Urząd Zdrowia orzekł po przeprowadzonych analizach: „Ciecz wydostająca się z oczu Madonny składa się z takich samych komponentów jak ludzkie łzy. Wydobywających się łez nie da się wyjaśnić w sposób naturalny”. Grupa 15 lekarzy zajęła się badaniem cudownych uzdrowień. W pierwszym roku było ich ponad 500. Uzdrowienia te są zawsze orzekane, jako nadzwyczajne. Sama płaskorzeźba została wystawiona do 19 września 1953 r. na ścianie na zewnątrz domu, po czym w 1968 r. została przeprowadzona do nowo wybudowanego Sanktuarium Matki Boskiej z Syrakuz. Dnia 6.XI.1994 r. poświęcił Jan Paweł II ołtarz nowej Świątyni (zob. zwięzłą dokumentację: EWIG 9 [11-12, 1999] 24n; tutaj też znajduje się odbitka oficjalnego dokumentu przeprowadzonych analiz naukowych, podpisanego przez lekarzy, policję, wojsko).

6. Od r. 1971 zaczęły pojawiać się w MARÓPATI we Włoszech w rodzinie Cordiano Don Ida, poczynając od 3 stycznia, z kopii obrazu Matki Boskiej z Pompei plamy krwi na ścianie i poduszce. Zjawiska te powtarzają się przez następne dni, tygodnie i miesiące. Krew zaczyna pojawiać się, posuwając się na ścianie w górę, potem w dół, po czym w prawo i w lewo, ścinając się o godz. 15.00 – godzinie śmierci Jezusa Chrystusa. Nadal pojawiają się znaki krzyża na ścianie, a z oczu wydobywają się krople krwi. Komisje badające te fakty stwierdzają, iż zjawisk tych nie sposób wyjaśnić w sposób naturalny. Do Marópati przybywają odtąd miliony pielgrzymów. Następują liczne uzdrowienia. Oczekiwane jest uznanie autentyczności tych zjawisk ze strony władz Kościoła.

7. Rok 1973 – Japonia: Akita. Od 12 czerwca 1973 r. jest S. Agnieszka S. Katsuko, wraz ze swymi Współ siostrami, 101 razy świadkiem, że drewniana figura Matki Boskiej w ich kaplicy płacze ŁZAMI. W lipcu tego roku wypływała ponadto KREW z twarzy, szyi, rąk i nóg figury. Analizy naukowe stwierdzają zgodnie, że zarówno łzy, jak i krew – odpowiadają ludzkim łzom i ludzkiej krwi. Niesłysząca Siostra otrzymuje Orędzia: „Wielu ludzi na świecie zasmuca Pana. Poszukuję dusz, które by Go pocieszały i podejmowały wynagrodzenie swymi cierpieniami”. Świadkami tych wydarzeń jest zarówno miejscowy biskup, jak i ponad 2000 innych osób. Są liczne uzdrowienia. Objawienia te doczekały się uznania ich autentyczności ze strony Władz Kościoła.

8. W r. 1981 objawia się dziewczynkom Alfonsynie, Anatalii, Agnieszcie, Marii-Claire, Stefanii w Kibeho w Rwandzie parokrotnie Jezus i Maryja, jako „Matka Odwiecznego SŁOWA”. Dziewczyny otrzymują orędzia wzywające do nawrócenia i modlitwy, zwłaszcza Koronki do Siedmiu Boleści. Widzą jednocześnie krwawe rzeki pełne zwłok itp., Gdy w latach 1994-1995 przez Rwandę przeszła fala krwawych rozgrywek, z ponad 1 milionem zamordowanych, wśród nich i paroma spośród siódemki owych ‚Widzących’, przypomniano sobie objawienia z 1981 r. Wraz z innymi świadkami dane im było widzieć wiele innych jeszcze znaków, jak taniec słońca, Hostię w olbrzymiej Monstrancji, olbrzymi Krzyż z Uwielbionym Chrystusem. Spodziewane jest oficjalne zatwierdzenie tych objawień przez Władze kościelne.

9. Rok 1983: Belgia – Maasmechelen. Tutaj pojawiają się ŁZY na figurze ‚Rosa Mystica’, kopii figury Matki Bożej ‚Pielgrzymującej’ z Montichiari, wyprodukowanej ze sztucznej żywicy. W ślad za tym łzami dzieją się cudowne uzdrowienia poprzez płótna nasiąknięte ŁZAMI. Często pojawia się charakterystyczny przemiły zapach róż, podobnie jak to bywa i na innych miejscach objawień. Radiolog dr E. Ballaux poddał figurę badaniom i nie stwierdził żadnych sztucznych urządzeń, które by mogły wyjaśnić pojawianie się łez.

– Podobnie również figura Chrystusa z Limpias płacze krwawymi łzami (w dniach 2 stycznia oraz 4 lutego 1986 r.), a ponadto figura Matki Boskiej Fatimskiej (wielokrotnie na przestrzeni lat 1986-1990).

10. W Naju, w Południowej Korei, płacze od 1985 r. wielokrotnie figurka Matki Boskiej w mieszkaniu Julii. Po raz pierwszy pojawiły się łzy na figurze dnia 30 czerwca 1985 r. Od 19 października 1986 są to łzy z krwią. Wspomniana figurka drewniana wydziela również pachnący olejek (począwszy od 4 maja 1992). Dochodzą cuda z Hostią Świętą i licznymi Orędziami. Maryja wyznaje m.in.: „Jak w ciągu 700 dni wylewałam łzy za łzami wraz z krwią, tak ukazałam wam na mojej twarzy również pachnący olejek przez 400 dni…, pomimo iż i tak niewiele moich dzieci wróciło do mojego Serca” (30 października 1994). Sama Julia doświadcza męki jako cierpień wynagradzających (od 1987 r.). Oczekuje się, że autentyczność tych objawień będzie wkrótce uznana.

11. W 1982 r. dochodzi wiadomość z Sufanieh k. Damaszku w Syrii. W domu Myrna Nazzour wydaje ikona Matki Boskiej, wydrukowana na papierze, pachnący olejek (od 27 listopada 1982 r.) . Później wydziela się pachnący olejek również z rąk i oblicza. Myrna otrzymuje posłanie: „Nie lękaj się…. Dziś oglądasz mnie po raz ostatni, aż uroczystość Wielkanocy będzie obchodzona w jednym dniu”. Wiadomo, że katolicy a prawosławni obchodzą Wielkanoc w innym czasie. Objawienia te zmierzają wybitnie w kierunku ekumenicznym. Myrna doznaje też cierpień Męki Pana Jezusa. Jest wiele uzdrowień wśród katolików, prawosławnych i mahometan. W licznych innych miejscowościach wypływa olejek z kopii obrazu Matki Boskiej z Sufanieh. Wymienić tu trzeba szczególnie kopie w Chicago w Kanadzie. Spodziewne jest uznanie autentyczności tych objawień przez władze Kościelne. Świadkami są m.in. nuncjusz, biskupi oraz tysiące osób.

12. Pewien Kanadyjczyk nabył w r. 1982 ikonę „Strażniczki Bramy” z Góry Atos. Zaczęła ona w domu wydzielać olejek. Dowiedział się o tym Paul de Soos w Tuluzie we Francji. Postarał się o jej kopię. Dnia 11 lutego 1990 r., w 132 rocznicę Objawień w Lourdes, sączy się olejek z prawej dłoni Matki Boskiej tej ikony. W ciągu 4 pierwszych lat nagromadziło się go ok. 50 litrów. Z oczu ikony wypływają ŁZY. Wielu doznaje uzdrowień i cudownych nawróceń. Ikona trafiła i do Ojca świętego. Wędruje po Francji, Hiszpanii, Włoszech, Belgii, Szwajcarii. Orędzie Maryi jest podobne do tego z Sufanieh: „Katolicy i Prawosławni, bądźcie JEDNO”! Dotąd były objawienia Maryjne zastrzeżone przede wszystkim dla Kościoła rzymsko-katolickiego. Natomiast cuda z IKONAMI zdawały się specyfiką Prawosławia. Tuluza wskazuje na brak jedności. Arcybiskup miejscowy dopuszcza oddawanie prywatnej czci Ikonie.

13.. Rok 1993 – miejscowość Ufa w Rosji. Prawosławni rozumieją zjawisko z olejkiem, jako wyraz miłości Bożej. Kościół pod wezwaniem Narodzenia Maryi w Ufa otrzymał w r. 1993 różne zardzewiałe Ikony, pochodzące pierwotnie z Góry Atos. Z czterech z nich: Jana Chrzciciela, Serafima z Sarowa i dwie Matki Boskiej zaczyna się sączyć w niewytłumaczalny sposób olejek. Olejek ten przede wszystkim czyści rdzę i ukazuje złoto. Nieregularnie sączący się olejek zostaje zbierany do wąskich naczyń. Następujące uzdrowienia chorych i nawrócenia stają się pociechą dla niewielu wierzących tego dużego miasta.

Łzy Matki Bożej są czytelnym znakiem, poprzez który powinniśmy sobie uświadomić, że w świecie dzieją się rzeczy, których dłużej nie wolno akceptować, że zła nie wolno nazywać dobrem, a dobra – złem, ponieważ taka postawa prowadzi do samozniszczenia. Jest wielka zbieżność orędzi Matki Bożej z Rue du Bać, La Salette, Lourdes, Fatimy oraz tego, co słyszymy w orędziach z Medugorje. Kochający Bóg pragnie obudzić uśpione sumienia wielu chrześcijan, aby zrozumieli, że do szczęścia potrzebny jest im tylko On.

Matka Boża ostrzega, że nieliczenie się z Bogiem i Jego porządkiem moralnym, doprowadzi poszczególnych ludzi i całą ludzkość do katastrofy o nieobliczalnych następstwach. W jednym z orędzi z Medugorje czytamy: „Świat żyje w grzechu. Jeśli będzie tak dalej postępował, skończy tragicznie. Znajdziecie szczęście i pokój tylko wtedy, gdy nawrócicie się do Boga. Tylko w Bogu jest prawdziwa radość. Tylko Bóg może dać prawdziwy pokój”.

Madonna płacze, aby poprzez swoje krwawe łzy uświadomić ludziom, że odrzucając Boga, znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Przyjmijmy ten znak krwawych łez, jako dramatyczne wezwanie naszej Niebieskiej Matki do modlitwy – do powrotu do Boga.

Matka Boża objawiła się w Civitavecchia

(artykuł  z Niedziela Ogólnopolska 27/2010 , str. 20)

4Z bp. Girolamo Grillo rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Figurka Matki Bożej przywieziona przez włoską rodzinę z Medjugorie

[Fot. Włodzimierz Rędzioch]

5-letnia Jessica pierwsza widziała łzy Maryi

W Civitavecchia figurka Matki Bożej przywieziona z Medjugorie przez rodzinę Gregorich płakała krwawymi łzami – zjawisko to powtarzało się 14 razy, a świadkiem ostatniego łzawienia był również miejscowy biskup. Są to fakty dobrze znane światowej opinii publicznej. Nie było natomiast wiadomo o innym zdumiewającym wydarzeniu – objawieniu się Matki Bożej pięcioletniej Jessice, córeczce państwa Gregorich, która jako pierwsza zauważyła łzy na stojącej w ogrodzie ich willi figurce Madonny. Szczegóły objawień Matki Bożej w Civitavecchia wyjawił mi bp Girolamo Grillo, dziś emerytowany biskup miasta, które było sceną tych cudownych zdarzeń.
9 czerwca 2010 r., po piętnastu latach od tego pamiętnego dnia, spotkałem się z bp. Grillo, aby powspominać tamte wydarzenia, które naznaczyły jego życie i posługę duszpasterską. Jest to druga nasza rozmowa dla „Niedzieli”; pierwsza została opublikowana tydzień temu.

Włodzimierz Rędzioch: – Pierwszą osobą, która zauważyła łzy na figurce Matki Bożej w Civitavecchia była malutka Jessica, córka państwa Gregorich. Czy Ksiądz Biskup był w kontakcie z tym świadkiem cudownych łzawień?

Bp Girolamo Grillo: – Tak. Chociaż Jessica nie była jedynie pierwszym świadkiem łzawień. To, co teraz powiem, wyjawiłem niewielu ludziom. W 1995 r. Jessica była małą i rachityczną dziewczynką; we wrześniu poszła po raz pierwszy do szkoły. Pewnego wrześniowego dnia pan Gregori przyszedł do mnie z córką na rękach. Jessica opowiedziała mi wtedy, że w czasie zajęć ukazała się jej „piękna dziewczyna”, która poprosiła ją, by wyszła ze szkoły. „Dziewczyna” mówiła, że musi ją odprowadzić do domu i przekonywała ją, by za nią poszła. Jessica odpowiedziała, że nauczycielka nie pozwoli jej wyjść ze szkoły, lecz „dziewczyna” nalegała. Okazało się, że nauczycielka zgodziła się, by uczennica wyszła z klasy.

– Czy Ekscelencja traktował poważnie te opowiadania pięcioletniego dziecka?

– Prawdę mówiąc, przesłuchiwałem Jessicę, kpiąc z niej, lecz ona wcale się nie zmieszała i kontynuowała swe opowiadanie. Powiedziała, że „dziewczyna” wzięła ją za rękę i idąc, opowiadała o swoim dziecku. Na zakończenie rozmowy miała powiedzieć, że ma wiadomość dla biskupa i dodała: „Musisz mu ją powiedzieć na ucho”. Gdy zapytałem, o jaką wiadomość chodzi, Jessica stała się bardzo poważna, poprosiła ojca, by wyszedł z pokoju i wyszeptała mi „wiadomość” do ucha.

– Czy może Ksiądz Biskup wyjawić jej treść?

– Nie. Mogę jedynie powiedzieć, że orędzie to wyjaśniało fakt łzawienia Madonny. Dotyczyło także spraw Kościoła w Civitavecchia i Kościoła powszechnego.

– Czy Jessica miała następne spotkania i wiadomości do przekazania?

– Jessica wróciła do mnie w październiku. Powiedziała mi wtedy, że „piękna dzieczyna” była inaczej ubrana i chodziła boso. Miała dla mnie wiadomość, która na pewno była niezrozumiała dla dziecka w jej wieku: miałem dokonać, wraz ze wszystkimi kapłanami, aktu zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi, i miałem o tym powiadomić Papieża (Jan Paweł II dokonał takiego aktu w czasie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000).
Ja w dalszym ciągu źle ją traktowałem i udawałem, że nie rozumiem słowa „zawierzenie”. Lecz ona powtarzała ciągle, że Matka Boża – Jessica zrozumiała, że „piękna pani”, która się jej ukazywała, to Maryja – tak właśnie powiedziała, chociaż i ona nie rozumie tych słów. Dodała następnie, że powinienem napisać to wszystko, co mi mówi, bym nie zapomniał.
Chodziło także o sprawy związane z jej osobą i ze mną, dlatego nie mogę ich wyjawić.

– Czy spisał Ksiądz Biskup to wszystko, co mówiła Jessica?

– Mówiłem jej, że opowiada głupstwa, ale w tajemnicy spisywałem wszystko. Dlatego mam w moich dziennikach treści orędzi. Myślę, że Jessica pamięta te orędzia i dziś, gdy ma już ponad 20 lat i studiuje, na pewno zrozumiała ich cały sens, chociaż nikomu ich nie wyjawiła, nawet swojemu spowiednikowi.

„Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej”

1Jednym z tematów, który porusza najlepsza z Matek w orędziach dyktowanych od 1973 roku do dziś ks. Gobbiemu, a zatytułowanych „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej”, jest zapowiedź bliskiego wystąpienia w Kościele Antychrysta. O Jego pojawieniu się mówią nam od wieków także teksty Pisma św. oraz nowy Katechizm Kościoła Katolickiego.

OSTATNIA PRÓBA KOŚCIOŁA

Pismo Święte o Antychryście

W Piśmie Świętym słowa „Antychryst” używa kilkakrotnie św. Jan…

Pisze on o tych, którzy pozornie należą do wspólnoty ludu Bożego, lecz ujawniają innego ducha: „Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha” (1 J 2,18-19).

Antychrystem jest – według św. Jana – każdy, kto nie przyjmuje całej prawdy o Chrystusie: „Któż zaśjest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca. Wy zaś zachowujecie w sobie to, co słyszeliście od początku. Jeżeli będzie trwało w was to, co słyszeliście od początku, to i wy będziecie trwać w Synu i w Ojcu” (1 J 2,22-26).

„Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie” (1 J 4,2-3). „Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Taki jest zwodzicielem i Antychrystem” (2 J 7).

Św. Paweł pisze o Antychryście poprzedzającym przyjście Chrystusa

Nazywa go człowiekiem grzechu, synem zatracenia, Niegodziwcem łamiącym prawa, który – uniesiony pychą – zwiedzie wielu: „Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo[dzień ten nie nadejdzie], dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak, że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem. Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem? Wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby objawił się w swoim czasie. Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje, ustąpi miejsca, wówczas ukaże się Niegodziwiec” (2 Tes 2,3-8).

Jak ostrzega dalej św. Paweł, czasy Antychrysta-Niegodziwca, (czyli gwałciciela prawa, jak tłumaczy Biblia Poznańska słowo „niegodziwiec”) będą okresem szczególnego zamętu i zwodzenia tych, którzy nie stoją zdecydowanie po stronie prawdy i dobra: „Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, [działanie]z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak, iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość” (2 Tes 2,9-12).

Tak, więc – według św. Pawła – pozwolą się zwieść ci, którzy prawdy nie miłują szczerze, wewnętrznie, którzy w nią nie wierzą całkowicie, a sercem przylgnęli do nieprawości, choć może uchodzą w oczach ludzi za osoby uczciwe.

KATECHIZM KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO O ANTYCHRYŚCIE

Opublikowany niedawno nowy Katechizm Kościoła Katolickiego nie pomija tej tak ważnej dla historii i losów Kościoła sprawy, jaką jest ukazanie się Antychrysta. Czas ten nazwany został w Katechizmie „Ostatnią próbą Kościoła”: (675) «Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących (por. Łk 18,8; Mt 24,12).

Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię (por. Łk 21,12; J 15, 19n), odsłoni „tajemnicę bezbożności” pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudo mesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele (por. 2 Tes 2,4-12; 1 Tes 5,2n; 2 J 7; 1 J 2, 18.22).» (677)

«Kościół wejdzie do Królestwa jedynie przez tę ostateczną Paschę, w której podąży za swoim Panem w Jego Śmierci i Jego Zmartwychwstaniu (por. Ap 19,1-9). Królestwo wypełni się, więc nie przez historyczny triumf Kościoła (por. Ap 13,8), zgodnie ze stopniowym rozwojem, lecz przez zwycięstwo Boga nad końcowym rozpętaniem się zła (por. Ap 20,7-10), które sprawi, że z nieba zstąpi Jego Oblubienica (por. Ap 21,2-4). Triumf Boga nad buntem zła przyjmie formę Sądu Ostatecznego (por. Ap 20,12) po ostatnim wstrząsie kosmicznym tego świata, który przemija (por. 2 P 3,12n).»

MATKA BOŻA O ANTYCHRYŚCIE


Czy bliski jest czas ukazania się Antychrysta?

Św. Jan napisał, że wielu już ukazało się Antychrystów, ale nadchodzi jeszcze jeden. Wszystko to wskazuje, na zbliżanie się ostatniej godziny: „Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina” (1 J 2,18).

W Swoich orędziach, przekazywanych ks. Gobbiemu, Maryja także mówi o wieluantychrystach” naszych czasów. Są nimi ci, którzy buntują się dziś przeciw nauce i nakazom Ewangelii Jezusa Chrystusa. Do tych zmieniających naukę i przykazania Boże należą często, niestety, ludzie Kościoła: ci, którzy „wyszli z nas”, jak pisze św. Jan. Maryja – mówiąc do ks. Gobbiego – opisuje dokładnie czasy, w których żyjemy. Pragnie nas uwrażliwić na to, co nas otacza, i na zbliżające się wydarzenia. I tak Matka Najświętsza stwierdza, że nasz czas to „drugi Adwent” (3.6.90), „druga Pięćdziesiątnica” (19.5.91);

Są to decydujące czasy (2.2.94) wielkiej bitwy duchowej (28.6.89; 7.10.92); Ostateczny czas oczyszczenia (2.2.79; 1.1.85), wielkiego utrapienia (22.8.90) i ucisku (31.12.90; 24.12.91). Jest to czas modlitwy, pokuty i powrotu do Pana, a równocześnieogólnego zamieszania i wielkiego zamętu umysłów (13.5.88); Czas budowania cywilizacji bez Boga i oddawania czci szatanowi (15.8.89); Czas powszechnej niewierności (8.6.91); Wielkiej ciemności (26.6.91). Jest to czas wielkiej próby (21.11.91), utraty wiary i odstępstwa (13.5.92).

Nie znaczy to, że w orędziach Maryi dominują jedynie czarne wizje i wstrząsające opisy. Jej poznanie jest nieskończenie doskonalsze od naszego, dlatego widzi Ona bliski już tryumf dobra, znaki Bożego działania i Jego zwycięstwa w sercach ludzi. Zbliża się koniec tragicznych czasów odejścia ludzkości od Boga (31.12.92). Niebieska Matka mówi też, iż w obecnym czasie coraz silniejsze staje się Boskie Działanie Ducha Świętego (3.6.90). Jest to czas największych cudów Pana (8.9.93); Przygotowania największego tryumfu Boga (1.1.94) i Jej tryumfu (12.9.91); Czas matczynego działania (15.9.90); Dojrzałości i dawania świadectwa (8.6.91). Jest to, więc czas przygotowujący narodziny Nowej Epoki (15.9.90, 4.5.91). Maryja poucza teżwskazując na otaczający zamęt i odstępstwoże jest to czas ujawnienia się Antychrysta.

CZAS WIELKIEGO ODSTEPSTWA I NADEJŚCIA ANTYCHRYSTA

Maryja mówi: «To są czasy przepowiedziane przez Boskie Pismo, czasy wielkiego odstępstwa i przyjścia Antychrysta. To są czasy wielkiego ucisku i niezliczonych utrapień dla wszystkich. Doprowadzą was one do przeżycia ostatnich wydarzeń przygotowujących drugie przyjście Jezusa w chwale» (450).

Skoro weszliśmy w czas drugiej Pięćdziesiątnicy, w czas decydujących wydarzeń, to konieczne jest tworzenie wieczerników, w których, czuwając razem z Nią na modlitwie, poznamy prawdę. „Ostatnie wydarzenia”, przepowiedziane już przez proroków (por. Dn 9,27; 1 J 2,18n; 2 Tes 2; Ap 13) to przede wszystkim ostatni atak zła, jego otwarty bunt przeciw Bogu.

Maryja formuje na tę walkę zastęp, do którego każdy może należeć. Broń, jaką Matka Najświętsza posługuje się, jest bronią duchową, bo i sama walka toczy się na płaszczyźnie duchowej. Jest to ostatnia walka szatana z Bogiem o dusze ludzkie.

26 czerwca 1991 powiedziała ks. Gobbiemu: «W was ukazuję się, jako Wódz Mojego zastępu, uformowanego przeze Mnie we wszystkich częściach świata. Ma on walczyć przeciwko wielkiej armii wrogów Boga, stojącej pod rozkazami tego, który sprzeciwia się Chrystusowi, to znaczy Antychrysta» (452). Antychryst jest, więc tym, który buntuje się przeciwko Chrystusowi, Jego nauce i prawu. Jego atak i ukazanie się jest dowodem zbliżającego się przyjścia Chrystusa.

Maryja mówi: «Ukazuję się w was, jako Królowa, bo to przez was dokonuję codziennie tryumfu Mojego Niepokalanego Serca w świecie. Otwórzcie drzwi waszego życia, abym mogła w was królować i przygotować drogę chwalebnemu królestwu Chrystusa. Jestem jutrzenką zwiastującą nadejście wielkiego dnia Pana. Ukazuję się w was, jako Prorokini tych ostatnich czasów. (…) Wierzcie Moim słowom. Przyjmujcie z uległością Moje orędzia, ponieważ właśnie w nich mówię wam wszystko o tym, co was czeka» (452).

POJAWIAJĄ SIĘ ZNAKI WSKAZUJĄCE NA BLISKOŚĆ CHWALEBNEGO POWROTU JEZUSA

«Wiele razy wam ogłaszałam – mówi ks. Gobbiemu Matka Najświętsza 31 grudnia 1992 – że zbliża się koniec czasów i przyjście Jezusa w chwale. Pragnę wam dziś pomóc w zrozumieniu znaków opisanych w Bożym Piśmie, które wskazują na wielką bliskość Jego chwalebnego powrotu. Znaki te – jasno ukazane w Ewangeliach, Listach św. Piotra i Pawła – realizują się w obecnych latach» (485).

Maryja szczegółowo poucza o tych znakach. Oto one:

  • Szerzenie się błędów prowadzących do utraty wiary i odstępstwa (Mt 24,4n; Mt 24,11; 2 Tes 2,3; 2 P 2,1nn);

  • Wybuch wojen i walki bratobójcze, mnożenie się katastrof naturalnych (por. Mt 24,6-12);

  • Krwawe prześladowanie wiernych Jezusowi; Głoszenie Ewangelii na całym świecie (por. Mt 24,9-10.14);

  • Nadzwyczajne znaki na niebie (por. Mt 24,29).

Maryja wyjaśnia: «Cud słońcadokonany w Fatimie w czasie Mojego ostatniego objawienia sięwskazuje, że weszliście obecnie w czasy, w których spełniają się wydarzenia przygotowujące was na powrót Jezusa w chwale (por. Mt 24,30)» (485).

Maryja mówi dalej ks. Gobbiemu o strasznym świętokradztwie, jakiego dokona ten, który sprzeciwia się Chrystusowi, czyli Antychryst. Wejdzie on do Świętej Świątyni Bożej i zasiądzie na tronie, każąc siebie adorować, jako Boga (por. 2 Tes 2,2.4-10; Mt 24,15).

Wyjaśnia Ona, o jakie świętokradztwo chodzi: «Na zniesieniu codziennej ofiary polega straszliwe świętokradztwo dokonane przez Antychrysta» (por. Dn 12,11) (485). Opisywanie pojawiających się znaków – zapowiadających powrót Jezusa i ostateczny tryumf Boga – Maryja kończy słowami ostrzeżenia: «coraz bliższa staje się chwila pełnego ukazania się Antychrysta

ROSNACE ZŁO UMOŻLIWI JAWNE UKAZANIE SIĘ ANTYCHRYSTA

Maryja w szczególny sposób ostrzega przed trzema przejawami zła, zagrażającymi wierze ludu Bożego.

  • Pierwszym jest jawne odstępstwo licznych teologów i pasterzy Kościoła.
  • Drugim – sekty zagrażające wiernym.
  • Trzecim – zdominowanie Kościoła przez masonerię.

Te formy zła sprawią, że Antychryst ukaże się w sposób jawny. Maryja mówi ze smutkiem (1.01.93): «Iluż jest Pasterzy, chodzących po omacku, w ciemnościniemych z powodu lęku lub kompromisów, niebroniących już owczarni przed drapieżnymi wilkami! Życie wielu Kapłanów i osób konsekrowanych wyschło z powodu nieczystości, zwiedzenia przyjemnościami oraz z powodu poszukiwania komfortu i dobrobytu…

Wierni wciągani są w zasadzki świata, który stał się pogański, lub pociągają ich niezliczone, coraz bardziej szerzące się sekty… Zwłaszcza dla Kościoła nadeszła godzina wielkiej próby. Zostanie on wstrząśnięty brakiem wiary, zaciemniony odstępstwem, zraniony zdradami, opuszczony przez swe dzieci, podzielony z powodu schizm. Zostanie wzięty w posiadanie i zdominowany przez masonerię. Stanie się podatną glebą, na której wyrośnie drzewo zła złoczyńcy – Antychrysta. Ustanowi on swe królestwo w jego wnętrzu» (486).

Ukazując zło umożliwiające jawne ukazanie się Antychrysta, Maryja demaskuje niszczenie Kościoła przez masonerię

W orędziach „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej” nie brak szczegółowej analizy aktualnych zagrożeń Kościoła i całej ludzkości ze strony masonerii, co ściśle wiąże się z tajemnicą ukazania się Antychrysta.

5 sierpnia 1995 Maryja mówi: «Ujawniłam wam podstępne i diabelskie zasadzki, zastawiane na was przez masonerię, która weszła do wnętrza Kościoła i ustanowiła już ośrodek swej władzy tam, gdzie Jezus ustanowił centrum i fundament jego jedności. Nie niepokójcie się, bowiem stanowi to część Tajemnicy Bezbożności, którą Kościół zna od chwili narodzin. Istotnie, szatan wdarł się już do kolegium Apostołów i nakłonił do zdrady Judasza, jednego z dwunastu. W waszych czasach Tajemnica Bezbożności ujawnia się w całej swej straszliwej mocy» (548).

NA ŚWIECIE JEST JUŻ KRÓLESTWO ANTYCHRYSTA …

«Obecnie szczególnie potrzebujecie ochrony przed straszliwymi zasadzkami Mojego przeciwnika, któremu udało się ustanowić swe królestwo na świecie» – mówi do ks. Gobbiego zatroskana Maryja, najlepsza z Matek 7 czerwca 1986 r. «Jest to królestwo sprzeciwiające się Chrystusowikrólestwo Antychrysta. W tych ostatnich latach waszego wieku jego królowanie osiągnie szczyt mocy, władzy, wielkiego zwodzenia. Nadchodzi godzina, kiedy niegodziwiec ukaże się z całą mocą i zapragnie przywłaszczyć sobie miejsce Boga, aby sam mógł otrzymywać cześć, jako Bóg.»

ZNAK ANTYCHRYSTA NA CZOLE I RĘCE

«To są czasy, w których zwolennicy tego, który sprzeciwia się Chrystusowi są znaczeni jego znamieniem na czole i na ręce» – mówi Maryja 8 września 1989 roku, nawiązując do tekstu z Apokalipsy (Ap 13,16). Słów tych nie należy rozumieć – jak robią to niektórzy – dosłownie. Maryja wyjaśnia w orędziu (410): «Znamię na czole i na ręce wyraża całkowitą zależność tego, kto je nosi. Znak ten wskazuje wroga Chrystusa, czyli antychrysta. Noszenie jego znamienia oznacza całkowitą przynależność oznaczonej osoby do zastępu tego, który sprzeciwia się Chrystusowi i walczy z Jego Boskim i królewskim panowaniem. (…) Czoło oznacza inteligencję, umysł, siedzibę ludzkiego rozumu. Ręka oznacza ludzkie działanie, bo rękami człowiek tworzy i pracuje. Tak, więc osoba oznaczona jest znamieniem antychrysta w swoim umyśle i w swojej woli».

Człowiek pozwalający się oznaczyć znamieniem na czole to taki człowiek, który przyjmuje – jak wyjaśnia Maryja – doktrynę negującą Boga i odrzucającą Jego Prawo, przyjmuje ateizm, podąża za modnymi ideologiami, staje się głosicielem błędów. Człowiek, który pozwala jakby oznaczyć się znamieniem na ręce to ktoś, kto działa w sposób niezależny od Boga, poszukuje tylko dobra materialnego i ziemskiego, nie postępuje zgodnie z planem Boga. Człowiek, który został jakby oznaczony pieczęcią na ręce to ten, kto pracuje jedynie dla siebie, gromadzi dobra materialne. Czyni sobie boga z pieniądza i staje się ofiarą materializmu, dąży jedynie do zaspokojenia własnych zmysłowych pragnień, staje się ofiarą niepohamowanego egoizmu.

ANTYCHRYST UKAZANY PRZEZ APOKALIPTYCZNA LICZBĘ: 666

W 13 rozdziale Apokalipsy jest napisane: «Tu jest potrzebna mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to, bowiem człowieka. A liczba jego: 666.»

Maryja – w orędziu z 17 czerwca 1989 – wyjaśniła także i ten trudny do zrozumienia tekst Księgi Objawienia: «Dzięki rozumowi oświeconemu światłością Bożej Mądrości można odczytać z liczby 666 imię człowieka: imię wskazane przez tę cyfrę – to antychryst. (…)

Przeliczcie teraz jego liczbę 666 dla zrozumienia, w jaki sposób wskazuje ona na imię człowieka – mówi dalej Maryja. – Liczba 333 oznacza Boskość. Lucyfer zaś – z powodu pychy – buntuje się przeciwko Bogu, ponieważ siebie chce wynieść ponad Boga. 333 to liczba wskazująca na tajemnicę Boga. Ten zaś, kto chce umieścić siebie ponad Bogiem, nosi znak 666. Liczba ta oznacza, zatem Lucyfera, szatana, czyli tego, który powstaje przeciwko Chrystusowi – antychrysta. 333 wskazane jeden raz, czyli przez 1, wyraża tajemnicę jedności Boga. 333 ukazane dwa razy, czyli przez 2, oznacza dwie natury: naturę Boską i naturę ludzką – zjednoczone w Boskiej Osobie Jezusa Chrystusa. 333 wskazane trzy razy, tzn. przez 3, oznacza tajemnicę Trzech Osób Boskich, czyli wyraża tajemnicę Przenajświętszej Trójcy. Tak, więc liczba 333 – przedstawiona jeden, dwa i trzy razy – wyraża podstawowe tajemnice wiary katolickiej: jedność i trójosobowość Boga oraz wcielenie, mękę, śmierć i zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Cyfra 333 oznacza Boskość, natomiast liczba 666 wskazuje zawsze na tego, kto chce siebie postawić ponad Bogiem».

W HISTORII UJAWNIŁO SIĘ JUŻ WIELU ANTYCHRYSTÓW

Duch antychrysta ujawniał się – zgodnie z przytoczonymi już słowami św. Jana (por. 1 J 2,18n) – wielokrotnie w historii Kościoła i świata. To samo mówi Maryja.

Oto Jej słowa odnoszące się do poszczególnych etapów historii, w których duch antychrysta atakował na różne sposoby Ewangelię Chrystusa i Jego Prawo (407): «Liczba 666 ukazana jeden raz, czyli przez 1, wyraża rok 666.

W tym okresie historycznym antychryst ukazuje się poprzez zjawisko islamu, który wprost neguje tajemnicę Boskiej Trójcy i Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa. Islam – ze swą siłą militarną – szaleje wszędzie, niszcząc wszystkie dawne społeczności chrześcijańskie. Ogarnia Europę i jedynie dzięki Mojemu matczynemu i nadzwyczajnemu działaniu, wybłaganemu przez Ojca Świętego, nie udaje mu się całkowicie zniszczyć chrześcijaństwa. 666 wskazane dwa razy, to znaczy przez 2, oznacza rok 1332.

W tym okresie historycznym antychryst ujawnia się poprzez zdecydowany atak na wiarę i Słowo Boże. Poprzez filozofów – zaczynających przyznawać wartość wyłącznie nauce oraz rozumowi – zmierza się stopniowo do ustanowienia jedynego kryterium prawdy, którym ma być tylko ludzki rozum. Rodzą się, więc wielkie błędy filozoficzne, trwające poprzez wieki aż do obecnych dni. Przesadne znaczenie nadawane rozumowi – jako wyłącznemu kryterium prawdy – prowadzi nieuchronnie do zniszczenia wiary w Słowo Boże. W okresie protestanckiej reformacji odrzuca się Tradycję, jako źródło Bożego Objawienia i akceptuje się tylko Pismo Święte. Ono jednak także musi być interpretowane przy pomocy rozumu, odrzuca się, więc uporczywie autentyczny Urząd Nauczycielski Kościoła hierarchicznego, któremu Chrystus powierzył zadanie strzeżenia depozytu wiary. [W okresie reformacji przyjmuje się zasadę, że] każdy jest wolny, może, więc czytać i przyjmować Pismo Święte zgodnie z własną osobistą interpretacją.

W ten sposób wiara w Słowo Boże ulega coraz większemu zniszczeniu. W tym okresie historycznym dzieło antychrysta ujawnia się także w podziale Kościoła, w formowaniu się nowych i licznych wyznań chrześcijańskich, popychanych stopniowo do coraz głębszej utraty prawdziwej wiary w Słowo Boże».

JAK SŁYSZELIŚCIE, ANTYCHRYST NADCHODZI (1 J 2,18)

Maryja – analizując w orędziu z 17 czerwca 1989 symboliczną liczbę „666” (por. Ap 13,18) – mówi w odniesieniu do przyszłości: «666 ukazane trzy razy, czyli przez 3, wskazuje na rok 1998. W tym okresie historycznym uda się masonerii – wspomaganej przez masonerię kościelną – zrealizować wielki zamiar: utworzyć bożka – fałszywego Chrystusa i fałszywy Kościół – i umieścić go na miejscu Chrystusa i Jego Kościoła.

Statua wzniesiona na cześć pierwszej Bestii jest więc posągiem antychrysta. Wszyscy mieszkańcy ziemi mają oddawać pokłon temu, który naznaczy swą pieczęcią pragnących kupić lub sprzedać. Dojdziecie w ten sposób do szczytu oczyszczenia, wielkiego ucisku i odstępstwa. Stanie się ono powszechne, ponieważ prawie wszyscy pójdą za fałszywym Chrystusem i fałszywym Kościołem. W ten sposób zostaną otwarte drzwi, aby mógł się ukazać człowiek, czyli sama osoba antychrysta. Oto, dlaczego chciałam wyjaśnić wam karty Apokalipsy odnoszące się do czasów, w których żyjecie. Chciałam was przygotować na najboleśniejszą i najbardziej decydującą część wielkiej walki, rozgrywającej się pomiędzy waszą Niebieską Mamą i wszystkimi siłami zła, które się rozszalały».

Proszę kliknąć tekst poniżej

Orędzie fatimskie

Proszę kliknąć tekst poniżej

ORĘDZIA Z NIEBA

 

Tajemnice Medziugorja. Królowa Pokoju objawia przyszłość świata”, 10 tajemnic Medjugorie . Wybrane fragmenty tekstu z publikacji o. Livio Fanzagi, (na podstawie publikacji ze strony: www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl)

:

1Tajemnice Medziugorja. Królowa Pokoju objawia przyszłość świata

Uwaga: Informujemy, że polski tytuł książki nie jest wiernym tłumaczeniem tytułu oryginału włoskiego: “I Segreti di Medjugorje. La Regina della Pace rivela il futuro del mondo” i sugeruje tym samym, że w książce są zawarte treści dotyczące końca świata. Książka o. Livio Fanzagi nie zawiera tego typu treści, a prawidłowy jej tytuł brzmi: “Tajemnice Medziugorja. Królowa Pokoju objawia przyszłość świata”

TAJEMNICE ZOSTANĄ UJAWNIONE NA TRZY DNI PRZED ICH SPEŁNIENIEM SIĘ…

Mamy, zatem kilka bardzo pożytecznych informacji, ważnych dla umiejscowienia tajemnic z Medjugorie w horyzoncie rzeczywistości i czasu o ogromnej wadze. Jest on wyraźnie naznaczony powtarzającymi się wezwaniami Maryi, aby ludzkość się nawróciła, powróciła do Boga i w ten sposób uchroniła się przed samozagładą i wiecznym potępieniem. Wiemy też, że tajemnice z Medjugorie pozostają tajemnicami także dla samych widzących, którzy nie rozmawiają o nich ze sobą, ograniczając się w niektórych wypadkach, co najwyżej do stwierdzenia, że chodzi o tajemnice dotyczące wydarzeń, które mają nastąpić w sposób nieodwołalny, a jednocześnie są w pewien sposób uwarunkowane — ich realizacja będzie zależała od naszego dobrowolnego przystąpienia do planu Królowej Pokoju.

Teraz chciałbym powrócić do tego, co wspomniane zostało wyżej, dotykając spraw, które stanowią najbardziej interesujący punkt zagadnienia, nie tylko w oczach ludzi wierzących, ale także tych, którzy określają się, jako laicy, niewierzący lub dalecy od wiary. Chodzi mi o sposób ujawniania tajemnic, który — już o tym wspomniałem — czyni z fenomenu objawień w Medjugorie jeszcze bardziej wyjątkowe, specyficzne i jedyne w swoim rodzaju wydarzenie oraz pozwala lepiej rozumieć, jaki plan dla całego świata Bóg chce zrealizować za pośrednictwem Królowej Pokoju. Ojcze Livio, chciałbym przytoczyć tu fragment wywiadu z Mirjaną, prosząc cię zarazem o komentarz i wyjaśnienie najważniejszych spraw naszym czytelnikom.

Tak, więc Mirjana mówi:

Otóż musiałam dokonać wyboru kapłana, któremu miałam ujawnić dziesięć tajemnic i wybrałam franciszkanina, ojca Petara Ljubicica. Muszę powiedzieć mu, co i gdzie nastąpi dziesięć dni wcześniej, zanim się to wydarzy. Musimy spędzić siedem dni na poście i modlitwie, a trzy dni przed wypełnieniem się przepowiedni tajemnic on będzie musiał powiedzieć o tym wszystkim i nie będzie mógł mieć żadnego wyboru — powiedzieć czy nie powiedzieć. On zgodził się na to, że wszystko wyjawi trzy dni wcześniej, tak, więc ludzie przekonają się, że jest to działanie Pana. Matka Boża mówi często: <>”.

Wszyscy zawsze rozmawiamy o tym, co nastąpi w przyszłości, ale kto z nas może powiedzieć, że jutro będzie jeszcze żył? Nikt! Matka Boża uczy nas, aby nie martwić się o przyszłość, lecz być w tej właśnie chwili gotowym na spotkanie z Panem, zamiast tracić czas na dyskusje o tajemnicach i tego rodzaju sprawach. Ojciec Petar, który teraz przebywa w Niemczech, kiedy przyjeżdża do Medjugorie, żartuje ze mnie i mówi: „ Chodź wyspowiadać się i wyjaw mi teraz przynajmniej jedną tajemnicę… „. Wszyscy są bardzo ciekawi, jednak trzeba zrozumieć, co jest naprawdę ważne. Ważne jest to, abyśmy w każdej chwili byli gotowi pójść do Pana, a to wszystko, co się wydarzy, jeżeli się wydarzy, będzie wolą Pana, której my nie możemy zmienić. Zmienić możemy tylko samych siebie!

Jeśli chodzi o sposób ujawnienia tajemnic, to jest jasne, że w przypadku Medjugorie mamy do czynienia ze znaczącą nowością w porównaniu z tajemnicami z La Salette i Fatimy. Przede wszystkim, w przypadku tamtych objawień maryjnych, tajemnice mieli ujawniać sami widzący — Melania i Maksymin oraz siostra Łucja. Natomiast w Medjugorie Matka Boża postanowiła dokonać ujawnienia tajemnic za pośrednictwem kapłana.

2Pastuszkowie z La Salette i z Fatimy otrzymali tajemnice, ale potem musieli ich teksty przekazać Ojcu Świętemu, to znaczy Kościołowi, do którego należało ujawnienie ich w stosownym momencie, gdy kiedyś uzna, że nadeszła odpowiednia chwila. Natomiast Królowa Pokoju poprosiła Mirjanę, aby wybrała kapłana, który ujawni tajemnice światu – to, dlatego, że Matka Boża chce, aby tajemnice zostały ujawnione przez człowieka Kościoła, przez kapłana, w każdym razie przez człowieka, który ma za sobą autorytet Kościoła, co wzmocni jeszcze wiarygodność tajemnic. Z drugiej strony, będąc franciszkaninem, ojciec Petar podlega władzy ojca prowincjała. Może się tak stać, że przyjdzie do niego wysłany przez papieża dokument zabraniający ujawniania tajemnic wybranemu przez Mirjanę kapłanowi. W takim wypadku musiałby on być posłuszny władzy Kościoła, ponieważ tego właśnie pragnie Matka Boża. Jest to sprawa, na którą niewielu zwróciło uwagę, ale która dla mnie ma ogromne znaczenie. Ujawnienie dziesięciu tajemnic może dokonać się za milczącą zgodą Kościoła. Oczywistą jest rzeczą, że Kościół mógłby zabronić ojcu Petarowi mówienia o tajemnicach, choćby po ujawnieniu pierwszej lub drugiej z nich.

Ale gdyby Kościół tego nie uczynił i pozwolił mu mówić, to tylko, dlatego, że najwyraźniej miałby swoje powody, aby mu na to pozwolić. Wygląda to tak, jak gdyby wybierając właśnie taki sposób ujawnienia tajemnic, Królowa Pokoju chciała zapewnić tu pewnego rodzaju kościelną kontrolę. To człowiek Kościoła będzie podawał je światu do wiadomości, a będzie to czynił tylko wtedy, gdy będzie miał milczącą zgodę Kościoła.

Tajemnice zostaną ujawnione światu na trzy dni przed ich wypełnieniem się. Nic podobnego nie miało miejsca w La Salette czy w Fatimie, jednak, jeżeli się nad tym zastanowić, to okazuje się, że wszystko mieści się w ramach sposobu proroczego ujawniania przyszłych wydarzeń. Aby wzbudzić zainteresowanie ludzi, treść tajemnic musi stać się publicznie znana przed wypełnieniem się zapowiedzianych wydarzeń, przez co tajemnice staną się bardziej wiarygodne.

Fakt, że Pius IX znał tajemnice z La Salette jest niewątpliwie ważny, jak również jest istotne, że można było sprawdzić, chociaż a posteriori, że to, co zostało przekazane przez siostrę Łucję odnośnie drugiej wojny światowej, znalazło potwierdzenie w historii. Jednak od proroctwa biblijnego normalnie oczekuje się, że zostanie ujawnione wcześniej. Na tym polega jego siła, jako napomnienia do zmiany życia i zachęty do nawrócenia. Pomyślmy o dziesięciu plagach egipskich: Faraon zostaje o nich uprzedzony, dlatego od jego reakcji zależy nadejście kolejnych plag, które wydają się w taki sam sposób konieczne i jednocześnie uwarunkowane, jak tajemnice z Medjugorie.

Dotyczy to wszystkich proroctw biblijnych, począwszy od zniszczenia Sodomy i Gomory, wyzwolenia z niewoli w Egipcie, aż po upadek Jerozolimy przepowiedziany przez samego Jezusa. Chodzi o proroctwa, które stanowią zapowiedź kary, aby nakłonić ludzi do nawrócenia, a także wskazać niewierzącym drogę zbawienia.

3Powróćmy jeszcze do tych trzech dni, które będą dzieliły ujawnienie tajemnicy od wypełnienia się proroctwa. Moim zdaniem znaczenie tego okresu czasu zrozumiemy dopiero wtedy, kiedy te sprawy będą się działy na naszych oczach. Wtedy stwierdzimy, że ten darowany nam czas jest znakiem Bożego Miłosierdzia, ponieważ poszerza horyzont i zasięg zbawienia. Spójrzmy na podobne proroctwo biblijne. Fakt, że Lot zabrał żonę i dzieci, trzody oraz wszystko, co posiadał i uciekł ratując życie, zależał od tego, że przepowiedziane zostało nieuchronne zniszczenie Sodomy i Gomory. Przypomnijmy sobie proroctwo Jezusa o zburzeniu Jerozolimy, w którym wzywa On do ucieczki w góry (Łk 21, 20-22). I rzeczywiście historia pokazała, że ci, którzy pozostali w mieście, zostali zabici przez nieprzyjacielskie wojska podczas oblężenia.

Zatem wydaje się jasne, że te „trzy dni” dla tego, kto wierzy mają zbawienne znaczenie. Są szansą także dla tych, którzy nie wierzą, ponieważ będą oni mieli możliwość zweryfikowania wiarygodności proroctwa w czasie jego wypełniania się, a więc będą mogli się nawrócić. Jednak nie będzie tak w każdym przypadku. Nie możemy zapominać o tym, że ludzkie serca nadal są zatwardziałe. Były takie już w czasach dziesięciu plag egipskich, kiedy Faraon za każdym razem stawał się coraz bardziej nieugięty, niejako ugruntowując się w wystawianiu Boga na próbę i pogrążając samego siebie.

Powiedziałbym, że to uprzednie ujawnienie tajemnic, oprócz przekazania ostatecznego wezwania do nawrócenia się także tych trzymających się z daleka, przyniesie też dosłowny podział ludzkości, która podzieli się na wierzących i niewierzących, na tych, którzy postanowili opowiedzieć się przeciwko Bogu, którzy są mieszkańcami ziemi, i na tych, którzy otworzyli się na Boga i będą stanowili Królestwo Nieba.

W tej tak bardzo niezwykłej perspektywie, opierającej się na przekonaniu, że tajemnice zostaną ujawnione na trzy dni przed ich wypełnieniem się, po to, aby ludzie otrzymali ostateczne wezwanie do nawrócenia się oraz dodatkowy dowód prawdziwości objawień w Medjugorie, szczególnego znaczenia nabiera prośba, którą Matka Boża skierowała do Mirjany, aby ona i ojciec Petar przez siedem dni przed ujawnieniem tajemnic modlili się i pościli. Według mnie ta sprawa ma głównie znaczenie osobiste, ponieważ nie należy zapominać, że to właśnie ojciec Petar i Mirjana powinni wiedzieć, iż przez siedem dni mają pościć i trwać na modlitwie.

Kiedy Matka Boża powie Mirjanie, aby pergamin z tajemnicami pokazała ojcu Petarowi i aby obydwoje pościli i modlili się przez siedem kolejnych dni, to moim zdaniem będą o tym wiedzieć tylko oni. Gdyby ta sprawa stała się publicznie znana, to każdy z pewnością zrozumiałby, że zbliża się czas wypełnienia się tajemnic i czas oczekiwania liczyłby już nie trzy, lecz dziesięć dni. Dlatego uważam, że wiadomość, iż mają przez tydzień pościć o chlebie i wodzie, skierowana jest tylko do nich. Mają się przez to przygotować do przemawiania w imieniu Boga, z odwagą i jasnością, w sposób stanowczy, zgodnie z biblijnym obrazem proroków, których sam Pan umacnia, czyniąc z nich ludzi stanowczych i odważnych. Jednak, aby otrzymać to umocnienie, potrzeba wielkiego oczyszczenia serca. Stąd wymóg tych siedmiu dni postu i modlitwy, które według mnie mają wielkie znaczenie dla nich obojga.

Rozmawiając o przebiegu ujawnienia treści tajemnic, chciałbym powrócić do sprawy owego pergaminu, który Matka Boża przekazała Mirjanie. W jednym z wywiadów widząca powiedziała:

Matka Boża przekazała mi specjalną kartę, na której spisanych jest dziesięć tajemnic. Ten arkusz zrobiony jest z materiału, którego nie potrafię właściwie opisać. Wygląda jak papier, ale nie jest papierem, wygląda jak tkanina, ale nie jest tkaniną. Jest widzialny, można go dotykać, ale pisma nie widać. Kapłan, któremu będę musiała przekazać tę kartę, będzie miał łaskę odczytania tylko pierwszej tajemnicy, innych nie. Ta karta pochodzi z Nieba. Mój szwagier, który jest inżynierem w Szwajcarii, zbadał arkusz, ale powiedział mi, że materiału, z którego jest zrobiony, nie ma na ziemi”.

W chwili obecnej oko ludzkie nie mogłoby odczytać na pergaminie żadnego pisma, natomiast, gdy nadejdzie odpowiedni czas, ojciec Petar, który otrzymał zlecenie ujawnienia tajemnic, będzie w stanie odczytać znajdujące się tam pismo — słowa, które mają zostać ujawnione. W związku z tym chciałbym cię zapytać, ojcze Livio, czy tajemnice będą ujawniane pojedynczo, jedna po drugiej? Czy w takim przypadku ten porządek w ujawnianiu tajemnic, od pierwszej do dziesiątej, ma jakieś szczególne znaczenie?

Mówiąc szczerze, ja także zadałem to pytanie Mirjanie podczas jednego z wywiadów, ale nie chciała mi na nie odpowiedzieć. Mirjana chce mówić możliwie jak najmniej o tajemnicach, natomiast najmocniej jak się tylko da wzywać do nawrócenia i życia orędziami Królowej Pokoju. I muszę przyznać, że absolutnie się z nią zgadzam, ponieważ gdy ktoś się nawraca, gdy ktoś wierzy, gdy jest z Jezusem i Maryją, wtedy ma wszystko i już nie musi interesować się tajemnicami.

Stwierdziwszy to chciałbym jednak dodać, że moim zdaniem – ponieważ tak właśnie jest w Piśmie Świętym, co zgadza się także z ludzką logiką i Bożą pedagogią – trzeba, żeby tajemnice były ujawniane pojedynczo. Tak właśnie działo się też z plagami egipskimi. Były one ujawniane faraonowi pojedynczo, a urzeczywistnianie się kolejnych uzależnione było od odpowiedzi faraona, od zatwardziałości jego serca. To ona jest powodem następowania kolejnych plag. Im bardziej staje się nieustępliwy, tym surowsze są plagi. Uważam, że tajemnice będą ujawniane pojedynczo, ale sądzę także, iż między pierwszymi trzema tajemnicami a kolejnymi, które będą ujawniane po nich, będzie duża różnica, ponieważ po dwóch ostrzeżeniach i znaku na wzgórzu — będziemy go widzieli dużo wcześniej — ludzkość podzieli się na wierzących i niewierzących. Fakt, że tajemnice są ujawniane i realizują się stopniowo, wzmacnia ich wiarygodność oraz wynikającą z nich odpowiedzialność każdego z nas za ich urzeczywistnianie się. Po dwóch ostrzeżeniach i znaku na Podbrdo, ten, kto nadal będzie sprzeciwiał się Bożemu planowi, nie będzie mógł zaprzeczyć, że świadomie opowiedział się po stronie szatana. Właśnie, dlatego uważam, że po pierwszych trzech tajemnicach na jaw wyjdą sekrety ludzkich serc i jedni będą grzęźli w zatwardziałości serca, a inni otworzą się na zaufanie Bożemu Miłosierdziu.

Mirjana wiele razy wspominała, że Matka Boża jest zatroskana o niewierzących, ponieważ nie mają nawet bladego pojęcia o tym, co czeka ich po śmierci. A ja dodam, że nie mają pojęcia, co ich czeka podczas tego czasu urzeczywistnienia się tajemnic. Otóż fakt, że czas jest bardzo krótki — tylko trzy dni – daje do zrozumienia, iż ten apel rzeczywiście skierowany jest do wszystkich, to znaczy, że również niewierzący, także najbardziej sceptyczni, będą mogli łatwo i w sposób bezpośredni zweryfikować zgodność między tym, co zostało ujawnione, a tym, co się wydarzy. Jednak fakt, że ten okres czasu między ujawnieniem tajemnicy i jej urzeczywistnieniem się jest bardzo krótki, powoduje pytanie o sposób rozpowszechniania tej wiadomości na świecie.

W tym kontekście widzę także miejsce dla specyficznej roli Radio Maria. Muszę tu podkreślić, że Radio Maria nigdy nie było radiem „medjugorjańskim” w dosłownym znaczeniu tego słowa, jednak niewątpliwie jest dziełem Królowej Pokoju. Zadaniem Radio Maria jest służba Kościołowi, jednak jest faktem, że ja osobiście, od samego początku, wziąłem na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie do tego, aby orędzie Królowej Pokoju stało się orędziem uznanym przez Kościół i zgodnym z duszpasterstwem Kościoła. A zatem niewątpliwie prawdziwym zadaniem Radio Maria nie jest ujawnianie dziesięciu tajemnic, ponieważ massmediom istniejącym współcześnie nie będzie problemu z jak najszerszym rozpowszechnieniem tych informacji w krótkim czasie aż po krańce świata. Powiedziałbym, że zadanie Radio Maria jest inne – chodzi mianowicie o współdziałanie z Matką Bożą przez rozpowszechnianie jej orędzi, aby zawsze istniała mała trzódka wierzących, oddających się pod opiekę Maryi, nietracących nadziei. Poza tym zadaniem Radio Maria będzie nie tyle ujawnienie tajemnic – ponieważ wszyscy będą je znali — ile pomoc w budowaniu wiary, nadziei i dawaniu świadectwa.

Dzięki szybkości dzisiejszych technologii telekomunikacyjnych, biorąc pod uwagę fakt, że nazwa „Medjugorie” jest znana na całym świecie, tak w Rzymie jak w Nowym Jorku, uważam, że w bardzo krótkim czasie wiadomość dotrze do każdego miejsca na świecie. Zatem trzy dni będą nie tylko czasem wystarczającym do powiadomienia wszystkich, ale również dadzą wszystkim czas na wewnętrzne przygotowanie się do złożenia świadectwa wiary. Nie zapominajmy o tym, że czas tajemnic jest czasem, w którym wiara zostanie wystawiona na próbę. Między wierzącymi a niewierzącymi rozgorzeje prawdziwa bitwa — między tymi, którzy trwają w wierze a tymi, którzy ją odrzucą, między tymi, którzy ufają Bożemu Miłosierdziu a tymi, którzy przeciwko niemu bluźnią.

A zatem wtedy podstawową sprawą będzie nie tyle martwienie się o powiadomienie całego świata o treści tajemnic, ile raczej pomaganie światu w przygotowaniu się i właściwym przeżyciu tych trzech dni oczekiwania. Przypuszczam, że ci, którzy jedynie „wierzą, iż wierzą”, będą się wahać, przejęci zniechęceniem lub strachem. Właśnie w związku z tą koniecznością przygotowania się, chciałem przytoczyć fragment wywiadu udzielonego przez ojca Petara, kapłana wybranego przez Mirjanę do ogłoszenia tajemnic.

Ma on ujawnić, co jest ich przedmiotem oraz kiedy i gdzie to wszystko się wydarzy:

Tajemnice, jak samo słowo wskazuje, są tajemnicami. Niczego nie wiemy o ich treści. Można tylko powiedzieć, że tajemnice dotyczą zdarzeń, które będą się działy w określonym miejscu i określonym czasie. Ale co się wydarzy, tego nie wiemy. Dlatego nie powinniśmy głowić się nad tym. Istnienie tych tajemnic powinniśmy traktować, jako pomoc dla nas, abyśmy poważnie traktowali życie, które Bóg nam dał i wykorzystywali dany nam czas dla naszego ocalenia i dla zbawienia naszej duszy. A to oznacza, że musimy żyć w taki sposób, aby móc zdać sprawę przed Bogiem w każdej chwili. Jeżeli tak właśnie żyjemy, to zawsze jesteśmy gotowi na spotkanie z Bogiem, jesteśmy gotowi stanąć przed Nim. Dlatego nie powinniśmy bać się ujawnienia tajemnic i nie jest konieczne pytanie o to, „kiedy” mają się spełnić”.

Tak, więc wydaje mi się, że czas dziesięciu tajemnic, przynajmniej w tym, wymiarze, który dotyczy mojego osobistego istnienia, mojego życia wiary, zaczyna się już dzisiaj, jeszcze zanim nadejdą te trzy dni oczekiwania.

Niewątpliwie największą troską Matki Bożej jest to, abyśmy przyjęli wezwanie do nawrócenia i żyli w łasce Bożej, prowadzili życie modlitwy i wiary. To jest usilna i nieustanna prośba Maryi, ponieważ gdy ktoś ma zapaloną lampę oraz odpowiedni zapas oliwy, jest w stanie przeciwstawić się każdej ciemności. Uważam za bezwzględnie konieczne wyjaśnienie, że Matka Boża pragnie tego, do czego wzywają także wszystkie biblijne objawienia o charakterze apokaliptycznym, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, to znaczy, aby ludzie trwali mocno w wierze.

To właśnie stanowi prawdziwy problem. Być mocnym w wierze oznacza żyć w łasce Bożej, żyć w ufności Jezusowi Chrystusowi, w pewności Bożego błogosławieństwa, ponieważ Bóg błogosławi i ochrania tych, którzy Go miłują, ale rozprasza bezbożnych i złoczyńców, jak mówi psalmista.

Upływa trzydzieści lat odkąd Królowa Pokoju jest pośród nas i w ciągu całego tego czasu nigdy nie przestała wzywać do nawrócenia. Jednakże wiele serc nadal jest zatwardziałych, wiele innych odrzuciło Boga, woląc ulegać diabelskiej chęci bycia bogiem w miejsce prawdziwego Boga. Z powodu braku sprawiedliwych, którzy będą mogli wstawiać się za wszystkimi, tak jak to było w czasie Sodomy i Gomory, widokiem na przyszłość jest perspektywa dziesięciu tajemnic.

Nadejdzie czas próby i ludzkość zbierze owoc całego zła i zniszczenia, które szerzy się na tym zbudowanym bez Boga świecie. Ale Matka Boża w specjalny sposób pozostanie blisko nas, pośród nas, aż do końca czasu dziesięciu tajemnic, przez codzienne objawianie się jednemu z widzących, co ujawniła Vicka, aby wspomagać swoją małą trzódkę i przygotować nowy świat pokoju, którego nadejście ona sama przyrzekła.

PIERWSZE TRZY TAJEMNICE: DWA OSTRZEŻENIA I JEDEN ZNAK

4Myślę, że czytelnicy dobrze już rozumieją, iż temat tajemnic nie może być traktowany, jako zwykły dodatek do trzydziestu lat objawień w Medjugorie. Tajemnice stanowią uprzywilejowany klucz interpretacyjny, dzięki któremu można umiejscowić objawienia Królowej Pokoju w szerszym kontekście proroctw biblijnych. Pozwalają też zrozumieć poważną potrzebę wezwania do nawrócenia, które Matka Boża kieruje do ludzkości w tych ostatecznych czasach. Powiedzieliśmy, że powaga sytuacji wyłania się także z faktu, iż tajemnice zostaną ujawnione światu przez Mirjanę za pośrednictwem wybranego przez nią kapłana na trzy dni przed ich wypełnieniem się, w taki sposób, aby również będący z dala od Boga oraz niewierzący mieli możliwość — przynajmniej odnośnie pierwszych tajemnic, włączając w to znak na wzgórzu objawień — nawrócenia się i powrócenia do wiary w Pana.

Chciałbym teraz prosić cię, ojcze Livio, o przeanalizowanie wewnętrznych różnic między tymi dziesięcioma tajemnicami. Mówię o różnicach, ponieważ często dzieli się tajemnice na dwie początkowe, które są uważane za ostrzeżenia, po nich następuje trzecia tajemnica, która ma się odnosić do znaku na Podbrdo, a siedem kolejnych tajemnic często po prostu uznaje się za zapowiedź „kar”. Chciałbym tu przedstawić krótki fragment wywiadu udzielonego przez ojca Petara, w którym kapłan wybrany przez Mirjanę do ujawnienia tajemnic, tak wypowiada się o dwóch pierwszych tajemnicach: „Mirjana, rozmawiając ze mną, podkreśliła, że dwie pierwsze tajemnice dotyczą Medjugorie. Zawierają przestrogę i ważną wiadomość dla wiernych parafii Medjugorie. Gdy te dwie tajemnice się wypełnią, każdy będzie wiedział, że widzący mówili prawdę i będziemy musieli uznać objawienia za autentyczne „. Co zatem, na podstawie twojego doświadczenia i twojej wiedzy, możemy powiedzieć o tych dwóch pierwszych tajemnicach?

Przede wszystkim chciałbym zauważyć, że niezwykle ważną rzeczą jest fakt, iż przywołane wyżej stwierdzenie pochodzi z ust Mirjany. Gdyby tak nie było, to musielibyśmy ograniczyć się jedynie do czystych hipotez. W porównaniu z pierwszymi dwiema tajemnicami, mamy znacznie więcej informacji dotyczących trzeciej. Wiadomo, że chodzi tu o znak, który będzie dany na wzgórzu Podbrdo, a więc będzie bezpośrednio dotyczył Medjugorie.

Jakov i Vicka wprost potwierdzili mi, że aby zobaczyć znak, trzeba będzie udać się do Medjugorie. Można także powiedzieć, że znak ten będzie potwierdzeniem wiarygodności objawień. Jeśli tylko nie ma się serca zatwardziałego w odrzuceniu Boga, będzie można stwierdzić, że jest to znak, który pochodzi z Nieba. Wydaje się także wielce prawdopodobne, że pierwsze tajemnice odnoszą się wprost do Medjugorie oraz są elementami potwierdzającymi prawdziwość objawień, dokładnie tak jak znak, o którym mówi trzecia tajemnica.

Interesujący wydaje się fakt, że chodzi tu o „napomnienia”. Nie sądzę, abyśmy mogli traktować je, jako zwyczajne zachęty do nawrócenia, ponieważ w takim wypadku mieściłyby się w ramach wielokrotnie powtarzanych apeli, jakie Królowa Pokoju w ciągu tych trzydziestu lat kierowała do ludzi, aby zmienili swoje życie i powrócili do Boga.

Powinniśmy przyjrzeć się szczególnie poważnym, surowym ostrzeżeniom, które dotyczą Medjugorie, miejsca, gdzie będzie dany znak, ale przede wszystkim miejsca, które w czasie dziesięciu tajemnic będzie stanowiło centrum zainteresowania świata. Nie należy, bowiem zapominać, że będzie to moment, w którym wszyscy ludzie będą spoglądać na Medjugorie. Już teraz ta nazwa znana jest na całym świecie, przyciąga uwagę wszystkich, także ateistów i wielkich polityków. Marija opowiadała mi, że pewnego dnia, kiedy jeszcze mieszkała w Medjugorie, jakiś człowiek zapukał do jej drzwi, prosząc o informacje, jak dotrzeć do kościoła parafialnego. Był to attache prasowy prezydenta Ronalda Reagana. Długo rozmawiał z widzącą, która później otrzymała telefon bezpośrednio z Białego Domu. W owych dniach, bowiem miało się odbyć decydujące spotkanie na temat rozbrojenia i prezydent Reagan oraz jego żona Nancy modlitwom Mariji oraz Królowej Pokoju zawierzyli wynik tego spotkania o światowym znaczeniu.

Chciałbym też podkreślić, że czas dziesięciu tajemnic będzie naznaczony wzrostem zainteresowania sprawami ostatecznymi na całym świecie. Nie będzie to czas milczenia i obojętności, z jakimi w przeszłości przyjęto orędzia o zbliżającym się końcu świata, ogłaszane przez Świadków Jehowy. Uważam za wiarygodne, że pierwsze dwie tajemnice dotyczą Medjugorie, dlatego, że wokół tej małej wioski w Bośni Hercegowinie skupia się zainteresowanie milionów ludzi na całym świecie, a w czasie tajemnic będzie jeszcze wyraźniej widoczne, że los świata ma wiele wspólnego z tą małą wioską — garścią domów rozrzuconych między skalistymi górami byłej Jugosławii.

Nie powinno też dziwić nas, że pierwsze dwie tajemnice dotyczą Medjugorie, chociaż mają znaczenie ogólnoświatowe, ponieważ tak samo ma się rzecz z orędziami z 25 dnia miesiąca, które Królowa Pokoju powierza Mariji. Są one skierowane do parafii w Medjugorie, ale ich treść dotyczy całego świata. Matka Boża powiedziała kiedyś, że orędzia przekazuje przede wszystkim dla parafian, a następnie dla wszystkich innych. Taki jest plan Maryi, dla którego realizacji wybrała właśnie tę parafię, w której mieszkają widzący.

5To w Medjugorie pojawi się znak, ta wioska jest miejscem szczególnych łask. Chodzi przecież o nikomu nieznaną wioskę, położoną w państwie, które przez długi czas było komunistycznenie bardziej znaną niż Nazaret w czasach Jezusa. Niewątpliwie jest to szczególny dowód sympatii Matki Bożej dla Medjugorie, jako miejsca przez nią wybranego. Jednak Królowa Pokoju nigdy nie przestała okazywać swej troski o parafię globalną, to znaczy Kościół.

Powiedziała wręcz, że przez Medjugorie chciała nawrócić wszystkie parafie świata, chcąc, aby jej orędzie pokoju dotarło do najdalszych krańców ziemi.

Ta bardzo szeroka, globalna perspektywa, staje się bardziej wyraźna, kiedy jest mowa o znaku, o którym już poprzednio wspominaliśmy, a który ma być przedmiotem trzeciej tajemnicy. Przed podjęciem rozmowy o tym, czy można znać, lub przynajmniej myśleć, że się zna trzecią tajemnicę, chciałbym na chwilę zatrzymać się właśnie nad zagadką „znaku”. Medjugorie od samego początku objawień było związane ze znakami, które potwierdzały prawdziwość tego, co się tam działo. Oto fragment opowieści Mariji, przywołującej pierwsze dni objawień:

6Dnia 25 sierpnia 1981 roku widoczny był nadzwyczajny znak na niebie. W samym środku dnia, około wpół do jedenastej rano, obok krzyża, który znajduje się na górze Krizevac, ludzie zaczęli widzieć wizerunek Matki Bożej. Tego dnia byłam w domu mojej przyjaciółki. Słysząc zgiełk, jaki ludzie robili na ulicy, wyszłam razem z innymi osobami, które były ze mną. I tak zobaczyłam to, co wszyscy podziwiali. Wizerunek nie przedstawiał Matki Bożej takiej, jaka nam się ukazuje. My widzimy konkretną, realną osobę. Tam widać było postać utworzoną z białego światła, która pojawiała się i znikała, ale była dobrze rozpoznawalna. Widziało ją bardzo wielu ludzi. Także ludzie, którzy znajdowali się wtedy o wiele kilometrów stamtąd. Rolnicy, którzy pracowali na polu, zatrzymywali się, aby podziwiać to dziwne zjawisko. A potem, niespodziewanie, na całym niebie ponad górą ukazało się, wypisane wielkimi literami słowo MIR, co po chorwacku znaczy „pokój „ Był to gigantyczny, imponujących rozmiarów napis, który błyszczał przez dziesięć minut, pośród zachwytu i zdumienia wszystkich. Kilka dni potem ukazał się inny nadzwyczajny znak.

Pod wieczór, na Podbrdo, miejscu pierwszych objawień, gdzie z rozkazu policji nikomu nie wolno było wchodzić, ukazał się wielki ogień. Wyglądało to tak, jak gdyby cały obszar został podpalony. Wielu ludzi się przestraszyło. Krążyli po wsi prosząc o pomoc. Policjanci otrzymali rozkaz sprawdzenia tego, ale kiedy dotarli na miejsce, już nie było ani ognia, ani śladów jego przejścia. Następnego dnia Matka Boża powiedziała nam: „ Ogień widziany przez ludzi miał charakter nadprzyrodzony. Był jednym ze znaków zapowiadających wielki znak, który ma się pojawić”.

Chciałbym cię zapytać, ojcze Livio, czy Królowa Pokoju w tamtych latach przygotowywała nas do przyjęcia wielkiego znaku na wzgórzu, który nie będzie czymś jedynym w swoim rodzaju i wyjątkowym, ale będzie stanowił niejako ostatnie ogniwo całego szeregu znaków, które ukazywały się przez te wszystkie lata?

Znaki stanowią część Bożej pedagogii. Dobrze wiemy, że historia zbawienia pełna jest znaków: wystarczy przyjrzeć się życiu proroków, którzy w Piśmie Świętym często proszą Boga o znak na potwierdzenie Jego woli, co do nich samych i ludu wybranego. Z tego widać, jak my, ludzie ograniczeni naszą ziemską kondycją, potrzebujemy znaków dla potwierdzenia naszej wiary.

Pośród licznych form przekazywania nam znaków najważniejsza jest forma znaku wewnętrznego. Wewnętrzne, duchowe znaki to nawrócenia, przemiany serc i to, czego dokonuje Boża łaska w głębi ludzkiej duszy. Bóg jednak nigdy nie ograniczał się do tych znaków, ale dostarczał także znaków zewnętrznych. Pomyślmy choćby o wypędzeniu złych duchów, co z pewnością stanowi widzialny znak potęgi Boga, o uzdrowieniach, które także są znakami widzialnymi. Zwróćmy także uwagę na znaki związane z naturą — Jezus rozmnaża chleb i ryby, rozkazuje wiatrowi i morzu uciszyć się, po Jego śmierci ma miejsce trzęsienie ziemi.

Zatem znaki stanowią część Bożej pedagogii. Ich celem jest nie tyle wzbudzenie wiary, ile raczej potwierdzenie jej i umocnienie.

Pomyślmy jeszcze o znakach związanych z objawieniami maryjnymi, na przykład o znaku danym w Guadalupe w 1531 roku. Tam Maryja dała znak, którym jeszcze dzisiaj można się zachwycać.

7Na płaszczu widzącego, Indianina o imieniu Juan Diego, później kanonizowanego przez Jana Pawła II, został odciśnięty bardzo piękny obraz Najświętszej Dziewicy, bogaty w symbolikę, sprawiający niesamowite wrażenie. Płaszcz Juana Diego nasuwa mi myśl o Całunie Turyńskim, który także jest znakiem, prawdopodobnie największym z tych, które zostały nam dane, pozostawionym nam wprost przez Jezusa Chrystusa. Wracając do znaków objawień maryjnych, możemy jeszcze wspomnieć o wodzie cudownie wytryskującej z ziemi lub ze skały, wodzie o cudownych właściwościach leczniczych — takie znaki miały miejsce w La Salette, w Lourdes, w Banneux. Zatem znaki, jakie pozostawia Matka Boża, wpisują się w tę szczególną Bożą pedagogię. A zatem nie jest zaskoczeniem, że Królowa Pokoju dawała w Medjugorie liczne znaki — nie tylko świetliste napisy na niebie, ale przede wszystkim nawrócenia, jakie dokonały się także w najbardziej zatwardziałych sercach.

Jednakże obiecany przez Maryję znak na Podbrdo stanowiłby jedyny taki fakt w historii, ponieważ charakteryzują go liczne niezwykłe znamiona: najpiękniejszy, widzialny, nie-zniszczalny, pochodzący od Pana.

Do czego zatem zostajemy wezwani przez ten właśnie znak? Mówi o tym sama Matka Boża: „Wszystkie tajemnice, które wam przekazałam, urzeczywistnią się, pojawi się także widzialny znak. Ale nie oczekujcie tego znaku tylko ze względu na waszą ciekawość. Czas przed ukazaniem się widzialnego znaku jest czasem łaski dla wierzących. Dlatego nawracajcie się i pogłębiajcie waszą wiarę! Kiedy ukaże się ten znak, dla wielu będzie już za późno” (orędzie z 23 grudnia 1983 roku). Te słowa dają wyraźnie do zrozumienia, że będzie to jak gdyby znak wprowadzający zdecydowany podział między wierzącymi i niewierzącymi.

Uważam, że dziesięć tajemnic można podzielić na dwie części. Pierwsza, obejmująca trzy pierwsze tajemnice, byłaby wielkim dziełem Bożego Miłosierdzia, ostatnim wezwaniem do nawrócenia. Druga, zawierająca pozostałe siedem tajemnic, miałaby natomiast znamię apokaliptyczne, co uzasadnia sama liczba „siedem”, która ma określone znaczenie w Apokalipsie św. Jana. Sami widzący mówią, iż niektóre tajemnice są piękne, a inne straszne. Ale odnosząc się do symboliki biblijnej, chcę jeszcze przypomnieć, że liczba tajemnic to dziesięć – podobnie jak w przypadku plag egipskich. To niewątpliwie wskazuje, że chodzi tu o czas próby, którego końcowym etapem będzie jednak wyzwolenie ludzkości, podobnie jak w przypadku Izraela w ziemi Egipskiej.

Matka Boża powiedziała to wyraźnie: czas dziesięciu tajemnic będzie czasem, w którym władza szatana nad światem zostanie rozbita, a potem nastanie czas pokoju, zatem wszystkie dziesięć tajemnic, rozpatrywanych kompleksowo, włącza się w perspektywę zbawczą.

Jeżeli przyjrzymy się biblijnym „plagom”, widzimy, że także one nie są po prostu nieszczęściem lub bożą karą, lecz są to surowe ostrzeżenia dla ludzi o zatwardziałych sercach, stanowią wezwanie do ostatecznego opamiętania się. Nie trzeba, bowiem zapominać, że przed dokonaniem ostatecznego wyboru, przed całkowitym odrzuceniem Boga, ma miejsce proces dojrzewania do tej tragicznej decyzji. My nie jesteśmy aniołami, nie dokonujemy wyborów jedynych, niepowtarzalnych i nieodwołalnych, lecz wybieramy w sposób częściowy, niepełny, niedoskonały, na przestrzeni całego czasu naszego życia, drogi, podczas której, zanim dojdzie do realizacji ostatecznej zatwardziałości serca, zawsze jest jeszcze możliwość nawrócenia.

Z tych słów wyraźnie wynika, że fakty związane z Medjugorie w pełni wpisują się w historię zbawienia, która realizuje się w historii ludzkości, konkretnej historii świata, w ramach, której będzie miał miejsce obiecany przez Matkę Bożą znakostateczne wezwanie do nawrócenia.

Mówiąc o tym znaku, można powrócić do tematu zatwardziałości ludzkiego serca, przytaczając słowa Królowej Pokoju: „ Także, kiedy na wzgórzu pozostawię znak, który wam przyrzekłam, wielu nie będzie wierzyło. Przyjdą na wzgórze, uklękną, ale nie będą wierzyli. Teraz jest czas nawrócenia i pokuty!” (Orędzie z 19 lipca 1981 roku). To orędzie porusza mnie w szczególny sposób, ponieważ pochodzi z pierwszych dni objawień i już wtedy jest mowa o znaku. To wydaje mi się w znaczący sposób podkreślać jego centralne miejsce w całym planie Maryi dla Medjugorie. Jednak znaczący wydaje mi się także fakt, że Matka Boża mówi, iż wielu nie będzie wierzyło, nawet widząc znak. Czy będzie możliwe odrzucenie wiary, także wobec znaku, który będzie czymś tak niezwykłym i szczególnym?

Oczywiście, będzie to możliwe, ponieważ, jak powiedziała Matka Boża do Mirjany, wciąż odrzucamy ją samą oraz jej wezwanie do nawrócenia. Słowa „Wy mnie odrzucacie”, wypowiedziane przez Królową Pokoju, wskazują właśnie na zatwardziałość serc, o których Maryja powiedziała: „(…) wasze serca pozostają zamknięte, są zatwardziałe i nie odpowiadają na moje macierzyńskie wezwania, nie są szczere.” (Orędzie z 2 kwietnia 2009 roku).

J8ak dochodzi się do zatwardziałości serca? Wyjaśnia to sama Matka Boża: „Drogie dzieci! Już od dłuższego czasu daję wam moje macierzyńskie Serce i podaję wam mojego Syna. Wy mnie odrzucacie. Pozwalacie, aby grzech coraz bardziej was otaczał. Pozwalacie, aby was zdobywał i odbierał wam zdolność rozeznania. (…)” (Orędzie dla Mirjany z 2 maja 2009 roku). Otóż właśnie – to my pozwalamy na to, aby ciemności grzechu nas zwodziły, aż po całkowite ogarnięcie, doprowadzając nas aż do upadku w Piekło — szczyt przewrotności i panowanie diabła. Jeżeli otwieramy drzwi naszego serca dla szatana, możemy jedynie pomagać mocom ciemności w zdobywaniu dwóch podstawowych władz człowieka — rozumu i woli. Grzech podbija rozum przez zaciemnianie prawdy i niewiarę. Z tego powodu nie słucha się słów pochodzących od Matki Bożej lub od Boga, słów Kościoła. Wręcz przeciwnie, odrzuca się je właśnie z powodu niewiary.

Przewrotność serca to poddanie się woli złu: wola człowieka, która ze swej istoty stanowi appetitus boni, jest pragnieniem dobra, w pewnym momencie wybiera poddanie się złu, oddając się grzechowi, przez który, jak mówi Jezus, „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu’ (J 8, 34). Tę zatwardziałość serca Matka Boża opisała zatem jako moc ciemności, która przyćmiewa nasz umysł i ogarnia nasze serce. W tej sytuacji, nawet, jeżeli Bóg wzywa do nawrócenia i na wszystkie sposoby stara się ofiarować człowiekowi zbawienie, dusza jest już zamknięta w radykalnym odrzuceniu Bożego Miłosierdzia, aż po śmierć w ostatecznej zatwardziałości serca.

Chciałbym uściślić, iż twierdzenie, że kto nie uwierzy po ukazaniu się znaku, ten nie będzie mógł już wierzyć, absolutnie nie przesądza, że nie będzie już czasu na nawrócenie, jak gdyby nagle miał nastąpić nieuchronny koniec świata.

Zostaje tu raczej podkreślone, że niewiara wobec tak mocnego znaku będzie dowodem zatwardziałości serca wielu ludzi, którzy, tak bardzo wówczas zakorzenieni w złu i przewrotności, nie będą mogli już uwierzyćponieważ nie będą chcieli!

Pomyślmy jeszcze raz o faraonie, który pomimo cudu i znaku dziesięciu plag odmawia wydania zezwolenia na wyjście narodu izraelskiego z Egiptu, wyzywając samego Boga i wybierając odmowę Panu w zatwardziałości swego serca.

Spójrzmy jeszcze raz na pierwsze stronice Pisma Świętego — Adam i Ewa, po popełnieniu grzechu pierworodnego, są poszukiwani i wołani przez Boga, ponieważ Pan chce ich zachęcić, aby powrócili do Niego.

A co robią Adam i Ewa? Ukrywają się! Potem wychodzą z ukrycia wzajemnie się obwiniając i w końcu opierają się wezwaniu do pokuty. Dlatego dotyka ich kara Boża, polegająca na wygnaniu z ziemskiego raju.

10Spójrzmy na zatwardziałość serc, z którą musi zmagać się Jezus głosząc swoją naukę, aż do chwili, gdy ci najbardziej zatwardziali z Jego ludu postanawiają wydać Go na śmierć, a potem nawet prowokują Go, wołając, żeby zszedł z krzyża. Mówię to wszystko po to, aby pokazać, jak często Pismo Święte opisuje opętanie serca i działanie mocy złego, aż po samą Apokalipsę, która nie mówi nic o nawróceniach w czasie dziesięciu dopustów bożych, lecz o wyzwaniach i bluźnierstwach, pokazując jak bardzo trwałe i zagorzałe może być odrzucenie Boga przez człowieka. Zatem, kiedy Matka Boża mówi, że trzeba nawracać się właśnie teraz, bo kiedy znak ukaże się na wzgórzu objawień będzie już za późno, to chce każdego z nas ostrzec przed odkładaniem przemiany własnego życia, gdyż w ten sposób narażamy się na niebezpieczeństwo ugruntowania się w złu, aż po ostateczny wybór Piekła.

Te słowa rzeczywiście dużo wyjaśniają, ponieważ pozwalają jeszcze raz zobaczyć Medjugorie w dużo szerszej perspektywie historii zbawienia. Zrozumiała też staje się konieczność i decydujące znaczenie tego wydarzenia, jakim jest znak na wzgórzu. Ojcze Livio, czy w świetle rozmów, jakie miałeś sposobność przeprowadzić z Mirjaną, Vicką i Jakovem, możesz wyjaśnić nam, jakie cechy będą charakteryzowały obiecany znak na Podbrdo.

Już wspominaliśmy, że widzący nie rozmawiają ze sobą o tajemnicach. Jeżeli jednak zapytać ich o znak, to można zobaczyć jak rozjaśniają się ich oblicza. Wtedy można zrozumieć, że rzeczywiście widzieli znak, o którym mówi Matka Boża, znak, jaki Bóg przygotowuje dla świata. A z faktu, że nigdy sobie nie zaprzeczają, zawsze podając te same opisy i informacje, raz na zawsze wywnioskowałem, że to, o czym mówią, jest jak najbardziej prawdziwe.

Tak, więc Królowa Pokoju ujawniła im znak, który ukaże się na wzgórzu, a ten znak — mówią widzący — zachwycił ich swoim pięknem i wspaniałością. Znak zostanie dany na wzgórzu objawień, aby podkreślić centralną rolę Medjugorie w kontekście wydarzeń czasów ostatecznych.

Trzeba będzie udać się do Medjugoje, aby go zobaczyć, a więc znak będzie jak gdyby wielkim wezwaniem skierowanym do ludzkości, wezwaniem do wielkiego spotkania w tej małej bośniackiej wiosce. To mnie bardzo porusza.

Widzący mówią, gdzie ukaże się znak, mianowicie na Podbrdo, ale nie mogą powiedzieć, czym dokładnie będzie, ponieważ jest to treścią trzeciej tajemnicy, która zostanie ujawniona w swoim czasie.

Jednakże na podstawie światła na ich twarzach i blasku w ich oczach, tak radosnych, kiedy o tym mówią, można wyczuć, że chodzi o coś niezwykle pięknego i wspaniałego. Już teraz możemy żyć w oczekiwaniu na ten znak. Utwierdzi on w wierze tych, którzy już odpowiedzieli na wezwanie, inaugurując moment nastania czasu próby, poprzedzający nowy świat pokoju, obiecany przez Matkę Bożą.

Jednak to oczekiwanie musimy przeżywać z gotowością do przemiany serca i nawrócenia, do czego Królowa Pokoju nieustannie nas wzywa: „Drogie dzieci! Dziś wzywam was do modlitwy. (…) Drogie dzieci, proszę was, zacznijcie się przemieniać przez modlitwę, a będziecie wiedzieć, co macie czynić. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.” (Orędzie z 24 kwietnia 1986 roku).

Powróćmy teraz do samego znaku. Mówi się, że będzie on znakiem widzialnym, dotykalnym, niezniszczalnym, trwałym i pochodzącym z Nieba. Przede wszystkim fakt, że jest to widzialny znak, ma duże znaczenie, ponieważ znaki widzialne są w stanie w niezwykle silny sposób pomagać w nawróceniu. Wszyscy jesteśmy trochę jak święty Tomasz Apostoł, który chciał włożyć palec w miejsce gwoździ i rękę do rany w boku Pana. Tak więc widzialny znak jest bardzo ważny właśnie jako potwierdzenie tego, co Królowa Pokoju mówiła nam przez wszystkie te lata. Ta „widzialność”, namacalność tego znaku doskonale odpowiada też mentalności współczesnego świata. Dziś społeczeństwo jest mass-medialne, obraz ma dla człowieka fundamentalne znaczenie, a nowoczesne technologie pozwalają w krótkim czasie przekazywać obrazy aż po najdalsze krańce świata. Fakt, że jest to znak widzialny, pozwoli w krótkim czasie powiadomić o nim całą ludzkość. Każdy będzie mógł ten niebiański znak widzieć i niejako dotknąć go własną dłonią.

Znak ma być też niezniszczalny. Człowiek nie będzie mógł, zatem nim manipulować. Jego pochodzenie nie może, więc być ludzkie, ponieważ to wszystko, co człowiek tworzy, może także zostać zniszczone. Niezniszczalność oznacza, że jego pochodzenie jest nadprzyrodzone — znak będzie pochodził od Pana i ma stać niewzruszenie na wzgórzu objawień, jako nadzwyczajne świadectwo.

9Wszyscy widzący potwierdzają zgodnie, że znak jest „bardzo piękny”. Musimy im wierzyć, ponieważ Matka Boża pozwoliła im go zobaczyć. Piękno jest jednym z atrybutów Boga, dlatego samo stworzenie, które pochodzi od Boga, uczestniczy w tym pięknie, przez co samo jest piękne. Pomyślmy też o samej Królowej Pokoju. Widzący jednogłośnie opisują Maryję, jako Panią o niepowtarzalnej, niezwykłej piękności. Maryja cała zanurzona jest w Miłości Bożej. Zatem, według mnie, piękno jest kolejnym znamieniem świadczącym o boskim pochodzeniu znaku. Bardzo ważne jest to, co powiedziała Mirjana: znak „przychodzi od Pana”, z Nieba. To znaczy, że będzie czymś o wiele wspanialszym niż płaszcz Juana Diego, na którym w cudowny sposób powstał obraz Matki Bożej z Guadalupe.

Bez wątpienia płaszcz ten jest cudownym znakiem, ale będąc ludzkim dziełem może także zostać zniszczony. Znak będzie także czymś więcej niż cudowna woda, która wytrysnęła w La Salette lub w Lourdes, ponieważ ta woda, chociaż obdarzona cudownymi mocami, mogłaby przestać wypływać.

Pomyślmy jeszcze o Całunie – jest to wielki znak, dany nam przez samego Jezusa Chrystusa, ale to płótno samo w sobie jest przedmiotem poddanym ziemskim prawom i może ulec zniszczeniu.

Natomiast o znaku z Medjugorie wyraźnie mówi się, że będzie czymś nadprzyrodzonymnajpiękniejszym i niezniszczalnym, a to jednoznacznie wskazuje na jego boskie pochodzenie: znak „Przychodzi od Pana”.

Uważam, że dzięki tym jego cechom, dzięki pochodzeniu od Pana, znak będzie miał charakter czysto biblijny, historio zbawczy, to znaczy będzie wyrażał sobą ofiarowane ludziom zbawienie. Daje to oczywiście pole do popisu naszej fantazji i wyobrażeniom o tym, cóż to może być – świetlisty krzyż, boski znak ognia i wiatru wskazujący na Ducha Świętego. Uważam, że te cechy znaku, na które wskazaliśmy – najpiękniejszy, widzialny, dotykalny, niezniszczalny, trwały – wyraźnie mówią nam, że tego rodzaju znaku nigdy dotąd nie było. Oto, dlaczego będzie on jednym z najsilniejszych dowodów na wiarygodność objawień.

Źródło: www.medjugorie.org.pl

Coroczne objawienie Mirjanie Dragićević-Soldo

10Widząca Mirjana Dragićević-Soldo miała codzienne objawienia od 24 czerwca 1981 r. do 25 grudnia 1982 r.

W czasie ostatniego objawienia Matka Boża powierzywszy jej 10 Tajemnicę powiedziała, że będzie się jej objawiała raz do roku i to właśnie 18 marca. Tak było dotychczas – również i w tym roku. Kilka tysięcy pielgrzymów zgromadziło się na modlitwie różańcowej. Objawienie zaczęło się o 13:52 i trwało do 13:58.

Drogie dzieci! Wzywam was, abyście z pełną ufnością i radością błogosławili Imię Pańskie i abyście dzień po dniu z serca dziękowali Mu za wielką miłość.

Mój Syn poprzez tę miłość, którą pokazał przez krzyż umożliwił, by zostało wam przebaczone, abyście nie musieli się wstydzić, ukrywać i ze strachu nie otwierać drzwi swego serca mojemu Synowi. Dzieci moje, przeciwnie, pojednajcie się z Ojcem Niebieskim, abyście mogli pokochać samych siebie tak jak kocha was mój Syn. Kiedy pokochacie samych siebie, pokochacie również innych ludzi, zobaczycie w nich mego Syna i rozpoznacie wielkość Jego miłości. Żyjcie w wierze! Mój Syn przygotowuje was poprzez mnie do dzieł, przez które chce zostać wychwalony, a które pragnie uczynić poprzez was. Dziękujcie Mu. Dziękujcie Mu zwłaszcza za pasterzy, za waszych pośredników w pojednaniu z Ojcem Niebieskim. Dziękuję wam, swoim dzieciom. Dziękuję wam”.

Źródło: www.medjugorie.org.pl

Jak wspomnieliśmy wyżej, MIRJANA DRAGIĆEVIĆ-SOLDO codzienne objawienia miała od 24.6.1981 do 25.12.1982r. Tego dnia Matka Boża powiedziała:

Mirjano, wybrałam cię i powiedziałam ci wszystko, co było konieczne. Złożyłam na Twoje barki wiele lęków, które musisz nosić z godnością. Pomyśl o mnie i ile łez z tego powodu wylewam. Zawsze musisz być odważna. Szybko zrozumiałaś moje orędzia, więc musisz zrozumieć, że Ja muszę odejść. Bądź odważna…!”

Powierzywszy jej dziesiątą tajemnicę powiedziała, że przez całe życie będzie miała objawienie raz w roku – 18 marca.

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 1995 r.

W tym roku objawienie trwało dziesięć minut, po czym Mirjana cała we łzach poszła do swojego pokoju. Oto, co Mirjana powiedziała o spotkaniu z Matką Bożą:

„Odmówiłam z Matką Boża trzy Ojcze nas i trzy Chwała Ojcu: pierwszy był za niewierzących, to znaczy za tych, którzy nie poznali miłości Bożej; drugi za dusze w Czyśćcu, a trzeci w intencjach osób obecnych na objawieniu. Matka Boża pobłogosławiła wszystkich obecnych jak i wszystkie dewocjonalia. Podczas objawienia nie była wesoła tak jak wcześniej w czasie objawień w dniu moich urodzin. Mówiła mi o tajemnicach, ale o tym nic nie mogę powiedzieć.”

Na pytanie, dlaczego płakała i czy Matka Boża przekazała orędzie wizjonerka Mirjana odpowiedziała:

„Ciężko mi, kiedy Matka Boża odchodzi. Spotkanie z Nią jest spełnieniem wszystkiego, czuję się pełna. Ale kiedy odejdzie pojmuję, że jestem tu na ziemi, że żyję bez Niej, tak jakbym była porzucona, choć wiem, że tak nie jest. To jest naprawdę trudne, trudne. W orędziu Matka Boża mówiła o miłości, która jest nam potrzebna. Jej pragnieniem jest by ludzie wzajemnie się kochali, bo Bóg jest miłością i jeśli kochamy Boga, będziemy się kochać nawzajem. Orędzie to zrozumiałam, jako orędzie pocieszenia i że niczego nie powinniśmy się bać jeśli mamy miłość.”

Orędzie Matki Bożej głosi: „Drogie dzieci! Jako Matka już od wielu lat uczę was wiary i miłości Bożej. Nie okazaliście wdzięczności drogiemu Ojcu, ani nie oddaliście Mu chwały. Staliście się puści i wasze serce stało się twarde i bez miłości wobec cierpienia waszych bliźnich. Uczę was miłości i pokazuję wam, że drogi Ojciec kochał was, a nie wy Jego. Ofiarował Syna dla waszego zbawienia moje dzieci. Dopóki Go nie kochacie nie poznacie miłości swego Ojca. Nie poznacie Go, bo Bóg jest miłością. Kochajcie Go i nie bójcie się, bo dzieci moje w miłości nie ma strachu. Jeśli wasze serca otwarte są dla Ojca i jeśli pełne są miłości do Niego, skąd, więc strach przed tym, co przychodzi? Boją się ci, którzy nie kochają, bo oczekują kary i wiedzą na ile są puści i zatwardziali. Drogie dzieci ja was prowadzę do miłości, do drogiego Ojca. Prowadzę was do życia wiecznego. Życiem wiecznym jest mój Syn. Przyjmijcie Go, a przyjmiecie miłość.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 1996 r.

Również w tym roku wizjonerka Mirjana Dragićević – Soldo miała objawienie 18 marca. Po objawieniu Mirjana przekazała orędzie Matki Bożej:

„Drogie dzieci! W tym orędziu, które wam daję poprzez moją służebnicę chciałabym abyście długo rozważali. Dzieci moje, miłość Boża jest wielka! Nie zamykajcie oczu nie zamykajcie uszu, kiedy powtarzam wam: wielka jest Jego miłość! Usłyszcie moje wezwanie i błaganie, które kieruję do was: uświęćcie swoje serce i stwórzcie w nim dom Pański. Niech On w nim przebywa na zawsze. Moje oczy i moje serce będą tu również wtedy, gdy nie będę się już objawiała. Postępujcie we wszystkim tak jak was proszę i prowadzę do Pana. Nie odrzucajcie od siebie imienia Bożego, abyście nie zostali odrzuceni. Przyjmijcie moje orędzia, abyście zostali przyjęci. Dzieci moje podejmijcie decyzję, to jest czas podejmowania decyzji. Bądźcie sprawiedliwi i niewinnego serca, abym doprowadziła was do waszego Ojca, bo to, że jestem z wami to jest Jego wielką miłością. Dziękuję, że tu jesteście!”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 1997 r.

Objawienie rozpoczęło się o 13:50 i trwało sześć minut. Matka Boża nie mówiła o tajemnicach i przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Jak matka proszę was nie idźcie drogą, którą ruszyliście. To jest droga bez miłości do bliźniego i do mojego Syna. Na tej drodze znajdziecie jedynie zatwardziałość i pustkę serca, a nie pokój, którego pragniecie. Prawdziwy pokój będzie miał jedynie ten, kto w swoim bliźnim dostrzega i kocha mojego Syna. U kogo w sercu króluje jedynie mój Syn ten wie, co znaczy pokój i spokój. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 1998 r.

Objawienie trwało około 4 do 5 minut. Matka Boża mówiła Mirjanie o tajemnicach, błogosławiła wszystkich obecnych i przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Wzywam was, byście byli moją światłością, żebyście rozświetlili wszystkich tych, którzy jeszcze żyją w ciemności, abyście wypełnili ich serca Pokojem, moim Synem. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 1999 r.

Objawienie trwało sześć minut od 10:14 do 10:20. Matka Boża mówiła o tajemnicach. Pobłogosławiła wszystkich.

„Drogie dzieci! Pragnę, abyście oddali mi swoje serca, abym mogła poprowadzić was drogą, prowadzącą ku światłości i życiu wiecznemu. Nie chcę, by wasze serca błądziły w mroku współczesności. Pomogę wam. Będę z wami na drodze odkrywania miłości i miłosierdzia Bożego. Jako Matka, proszę byście mi na to pozwolili. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie!”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2000 r.

Objawienie trwało około 5 minut, a rozpoczęło o się o 9:55. Matka Boża modliła się nad wszystkimi i wszystkich błogosławiła. Mirjana w szczególny sposób poleciła wszystkich chorych. Tym razem Matka Boża nic nie mówiła o tajemnicach.

„Drogie dzieci! Nie poszukujcie daremnie pokoju i szczęścia w niewłaściwych miejscach i w niewłaściwych rzeczach. Nie pozwólcie, kochając próżność, by wasze serca były zatwardziałe. Wzywajcie imienia mego Syna. Przyjmijcie Go do serca. Jedynie w imieniu mego Syna zaznacie w sercu prawdziwego szczęścia i prawdziwego pokoju. Tylko tak poznacie miłość Bożą i będziecie przekazywać ją dalej. Wzywam was, abyście byli moimi apostołami.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2001 r.

Objawienie zaczęło się o 9:45 i trwało 5 minut. Wizjonerka Mirjana powiedziała, że Matka Boża sprawiała wrażenie zdecydowanej w słowach, błogosławiła obecnych i dała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dzisiaj wzywam was do miłości i miłosierdzia. Darujcie miłość jedni drugim, jak wasz Ojciec daruje wam. Bądźcie miłosierni (przerwa) sercem. Czyńcie dobre uczynki nie pozwalając by czekano na was zbyt długo. Każde miłosierdzie, które pochodzi z serca przybliża was do mego Syna.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2002 r.

Objawienie zaczęło się o 9:27 i trwało do 9:34. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Proszę was, jako matka, otwórzcie swoje serce, dajcie je mnie i nie bójcie się niczego. Będę z wami i nauczę was, w jaki sposób będziecie mogli umieścić Jezusa na pierwszym miejscu. Nauczę was, abyście Go kochali i w pełni do Niego należeli. Drogie dzieci, zrozumcie, że bez mego Syna nie ma zbawienia. Musicie uświadomić sobie, że On jest waszym początkiem i waszym końcem. Jedynie przez to poznanie możecie być szczęśliwi i zasłużyć na życie wieczne. Ja – jako wasza matka – tego dla was pragnę. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2003 r.

Objawienie zaczęło się o 8:55 i trwało do 9:02. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! W tym świętym czasie postu i modlitwy, szczególnie wzywam was do dokonania wyboru. Bóg dał wam wolną wolę, abyście wybrali życie albo śmierć. Sercem słuchajcie moich orędzi, abyście wiedzieli, co macie czynić i jak znaleźć drogę do życia. Dzieci moje, bez Boga nic nie możecie, nie zapominajcie o tym ani przez chwilę. Bo kimże jesteście i cóż zrobicie na ziemi, jeżeli do niej ponownie traficie. Nie gniewajcie Boga, ale idźcie za mną ku życiu. Dziękuję, że tu jesteście.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2004 r.

Objawienie zaczęło się o 13:58 i trwało do 14:03. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Również dziś patrząc na was, z sercem pełnym miłości, pragnę wam powiedzieć, że to, czego wytrwale szukacie, za czym tęsknicie, dziatki moje jest tu przed wami. Wystarczy, abyście w oczyszczonym sercu na pierwszym miejscu umieścili mojego Syna, a przejrzycie na oczy. Posłuchajcie mnie i pozwólcie mi, abym prowadziła was do tego jak Matka.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2005 r.

Objawienie zaczęło się o 14:09 i trwało do 14:14. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Przychodzę do was jako matka, która kocha swoje dzieci ponad wszystko. Dzieci moje, również was pragnę nauczyć kochać. Modlę się o to. Modlę się, byście w każdym bliźnim rozpoznali mojego Syna. Droga do mego Syna, który jest prawdziwym pokojem i miłością, prowadzi poprzez miłość do bliźnich. Dzieci moje, módlcie się i pośćcie, by wasze serce było otwarte na tę moją intencję.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2006 r.

Objawienie zaczęło się o 13:59 i trwało do 14:04. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! W tym czasie łaski wzywam was do wewnętrznych wyrzeczeń. Droga do tego prowadzi was przez: miłość, post, modlitwę i dobre uczynki. Tylko przy całkowitym wewnętrznym wyrzeczeniu rozpoznacie miłość Bożą i znaki czasów, w których żyjecie. Będziecie świadkami tych znaków i będziecie o nich mówić. Do tego pragnę was doprowadzić. Dziękuję, że mi odpowiedzieliście.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2007 r.

Objawienie zaczęło się o 14:07 i trwało do 14:12. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Przychodzę do was z darami, jako Matka. Przychodzę z miłością i miłosierdziem. Drogie dzieci mam wielkie serce. Pragnę, aby wszystkie wasze serca były w nim oczyszczone przez post i modlitwę. Pragnę, aby nasze serca wspólnie triumfowały poprzez miłość. Pragnę byście przez ten triumf zobaczyli prawdziwą prawdę, prawdziwą drogę i prawdziwe życie. Pragnę byście mogli zobaczyć mego Syna. Dziękuję wam.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2008 r.

Objawienie zaczęło się o 14:01 i trwało do 14:08. Mirjana powiedziała, co następuje: Nigdy nie widziałam, by Matka Boża zwracała się w ten sposób. Wyciągnęła do nas ręce i z tak wyciągniętymi rękoma powiedziała:

„Drogie dzieci, dziś wyciągam do was swoje ręce. Nie bójcie się ich przyjąć. One pragną dać wam miłość, pokój i pomóc wam w zbawieniu. I dlatego, moje dzieci, przyjmijcie je. Wypełnicie moje serce szczęściem, a ja poprowadzę was do świętości. Droga, po której was prowadzę jest ciężka, pełna pokus i upadków. Ja będę z wami, a moje ręce będą was trzymać. Bądźcie wytrwali, abyśmy na końcu drogi, wszyscy razem, w radości i miłości mogli trzymać za ręce mojego Syna. Pójdźcie za mną, nie bójcie się. Dziękuję wam.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2009 r.

Objawienie było pod niebieskim krzyżem. Rozpoczęło się o 13:52 i trwało do 13:58 Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dzisiaj wzywam was, byście szczerze i długo popatrzyli w swoje serca. Co w nich zobaczycie? Gdzie w nich jest mój Syn i pragnienie, abyście podążali za mną do Niego? Dzieci moje, niech ten okres wyrzeczenia będzie czasem, gdy zadacie sobie pytanie: czego ode mnie chce mój Bóg? Co mam robić? Módlcie się i pośćcie, miejcie serce pełne miłosierdzia. Nie zapominajcie o swych pasterzach. Módlcie się, by się nie pogubili, by trwali w moim Synu, aby byli dobrymi pasterzami dla swego stada.”

Matka Boża spojrzała na wszystkich obecnych i powiedziała:

„Ponownie powiem wam: Jeślibyście wiedzieli jak bardzo was kocham, płakalibyście z radości. Dziękuję.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2010 r.

„Objawienie zaczęło się o 13:50 i trwało do 13:54.

„Drogie dzieci! Dziś was wzywam, abyście kochali całym swoim sercem i duszą. Módlcie się o dar miłości, bo gdy dusza kocha – wzywa do siebie mego Syna. Mój Syn nie odrzuca tych, którzy Go wzywają i którzy pragną żyć zgodnie z Nim. Módlcie się za tych, którzy nie rozumieją miłości, którzy nie rozumieją, co znaczy kochać. Módlcie się, aby Bóg był im Ojcem, a nie sędzią. Dzieci moje, bądźcie moimi apostołami, bądźcie moją rzeką miłości. Potrzebuję was. Dziękuję wam.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2011 r.

Wizjonerka Mirjana Dragićević-Soldo miała codzienne objawienia od 24. czerwca 1981 r. do 25. grudnia 1982 r. w czasie ostatniego objawienia Matka Boża powierzywszy jej 10 tajemnicę powiedziała, że będzie się jej objawiała raz do roku i to właśnie 18 marca. Tak było dotychczas – również i w tym roku. Objawienie zaczęło się o 13:46 i trwało do 13:50.

Drogie dzieci! Jestem z wami w imię największej Miłości, w imię umiłowanego Boga, który zbliżył się do was poprzez mego Syna i pokazał wam prawdziwą miłość. Pragnę was poprowadzić Bożą drogą. Pragnę was nauczyć prawdziwej miłości, aby inni widzieli ją w was, byście i wy widzieli ją w innych, byście byli dla nich braćmi i by inni widzieli w was miłosiernego brata. Dzieci moje, nie bójcie się otworzyć mi swoje serca. Ja poprzez matczyną miłość pokażę wam, czego oczekuję od każdego z was, czego oczekuję od swoich apostołów. Pójdźcie za mną. Dziękuję wam.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2012 r.

Wizjonerka Mirjana Dragićević-Soldo miała codzienne objawienia od 24. czerwca 1981 r. do 25. grudnia 1982 r. w czasie ostatniego objawienia Matka Boża powierzywszy jej 10 tajemnicę powiedziała, że będzie się jej objawiała raz do roku i to właśnie 18 marca. Tak było dotychczas – również i w tym roku. Objawienie zaczęło się o 14:00 i trwało do 14:05.

Drogie dzieci! Przychodzę do was, bo chcę być waszą matką, waszą orędowniczką. Chcę być łącznikiem pomiędzy wami i Ojcem niebieskim, waszą pośredniczką. Chcę wziąć was za ręce i kroczyć z wami w walce przeciwko nieczystemu duchowi. Dzieci moje, całkowicie mi się poświęćcie. W swoje matczyne ręce chcę wziąć wasze życie i nauczać w pokoju i miłości, a wtedy oddać swemu Synowi. Od was wymagam byście się modlili i pościli, bo tylko w ten sposób będziecie wiedzieć jak we właściwy sposób, poprzez moje matczyne serce, dawać świadectwo o moim Synu. Módlcie się za swoich pasterzy, by zjednoczeni w moim Synu zawsze mogli głosić Słowo Boże. Dziękuję wam.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie – 18 marca 2013 r.

11Widząca Mirjana Dragićević-Soldo miała codzienne objawienia od 24 czerwca 1981 r. do 25 grudnia 1982 r. w czasie ostatniego objawienia Matka Boża powierzywszy jej 10 tajemnicę powiedziała, że będzie się jej objawiała raz do roku i to właśnie 18 marca. Tak było dotychczas – również i w tym roku. Kilka tysięcy pielgrzymów zgromadziło się na modlitwie różańcowej. Objawienie zaczęło się o 13:52 i trwało do 13:58.

Drogie dzieci! Wzywam was, abyście z pełną ufnością i radością błogosławili Imię Pańskie i abyście dzień po dniu z serca dziękowali Mu za wielką miłość. Mój Syn poprzez tę miłość, którą pokazał przez krzyż umożliwił, by zostało wam przebaczone, abyście nie musieli się wstydzić, ukrywać i ze strachu nie otwierać drzwi swego serca mojemu Synowi. Dzieci moje, przeciwnie, pojednajcie się z Ojcem Niebieskim, abyście mogli pokochać samych siebie tak jak kocha was mój Syn. Kiedy pokochacie samych siebie, pokochacie również innych ludzi, zobaczycie w nich mego Syna i rozpoznacie wielkość Jego miłości. Żyjcie w wierze! Mój Syn przygotowuje was poprzez mnie do dzieł, przez które chce zostać wychwalony, a które pragnie uczynić poprzez was. Dziękujcie Mu. Dziękujcie Mu zwłaszcza za pasterzy, za waszych pośredników w pojednaniu z Ojcem Niebieskim. Dziękuję wam, swoim dzieciom. Dziękuję wam.”

Źródło: www.medjugorie.org.pl

IVANKA IVANKOVIĆ-ELEZ

Codzienne objawienia miała od 24.6.1981 do 7.05.1985 r. Tego dnia Matka Boża powiedziała:

12„Drogie moje dziecko, dzisiaj spotykamy się ostatni raz. Nie bądź smutna, gdyż będę przychodzić do ciebie w każdą rocznicę objawień, oprócz najbliższej. Dziecko moje nie myśl, że zrobiłaś coś złego, i że z tego powodu nie będę już więcej przychodzić. Nie! Plany, które miał mój Syn i Ja, przyjęłaś i zrealizowałaś całym sercem. Bądź szczęśliwa, gdyż jestem Twoją Matką i kocham cię całym sercem. Ivanko, dziękuję ci, że odpowiedziałaś na wezwanie mego Syna, że zawsze trwałaś przy Nim, i że zostałaś tak długo jak On tego wymagał. Dziecko, powiedz przyjaciołom, że Ja i mój Syn jesteśmy zawsze przy nich, gdy Nas potrzebują i wzywają. Tego, co mówiłam ci o TAJEMNICACH, nie powiesz jeszcze nikomu, dopóki ci nie powiem. Ivanko, nikt dotąd na ziemi nie otrzymał łask, jakie otrzymałaś ty i twoi bracia!”

Powierzywszy jej dziesiątą tajemnicę powiedziała, że przez całe życie będzie miała objawienie raz w rokuw Rocznicę Objawień 25 czerwca.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 1995 r.

Objawienie, trwające sześć minut Ivanka miała w swoim domu rodzinnym, po czym przekazała zgromadzonym orędzie Matki Bożej:

„Matka Boża pobłogosławiła wszystkich obecnych w czasie objawienia. Mówiła o tajemnicach. Wezwała do modlitwy za rodziny, bo szatan chce je zniszczyć. Oprócz tego Matka Boża wezwała wszystkich ludzi, aby głosili pokój.” Na koniec Ivanka dodała: „Teraz będę musiała poczekać jeszcze rok do ponownego spotkania.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 1996 r.

Objawienie, trwające siedem minut Ivanka miała w swoim domu rodzinnym. Po objawieniu Ivanka powiedziała, że było to jedno z jej najpiękniejszych objawień. Po czym powiedziała, że Matka Boża dziękuje nam za modlitwy i miłość i pragnie by każdy nasz dzień był przepleciony modlitwą i miłością. Na końcu wezwała do modlitwy za tych, których opanował diabeł.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 1997 r.

Objawienie trwające sześć minut Ivanka miała w domu rodzinnym. Po objawieniu Ivanka powiedziała: Matka Boża mówiła mi o piątej tajemnicy oraz przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci, módlcie się sercem byście umiały przebaczać i aby wam przebaczono. Dziękuję Wam za modlitwy i za miłość, którą mi darujecie. „

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 1998 r.

Objawienie trwało sześć minut, w domu rodzinnym Ivanki. Po objawieniu Ivanka powiedziała:

„Matka Boża była radosna. Poleciłam Jej wszystkich ludzi, a Ona obdarzyła wszystkich swoim błogosławieństwem. Matka Boża mówiła mi o wszystkich tajemnicach. Wezwała nas byśmy w tym czasie modlili się za rodziny, szczególnie te rodziny, które mają w domu chore osoby. Matka Boża wezwała nas byśmy otwarli swoje serce i podziękowali Jej Synowi za to, że dał nam tak wielką łaskę. Na koniec Matka Boża podziękowała za modlitwy i miłość.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 1999 r.

Objawienie trwało około 7 – 8 minut. Ivanka przeżyła je wraz ze swoją najbliższą rodziną (mąż i troje dzieci). Po objawieniu Ivanka modliła się w intencji parafii i rodzin oraz wszystkich poleciła Matce Bożej. Matka Boża przekazała jej następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziękujcie mojemu Synowi za łaski, które wam dał. Módlcie się o pokój, módlcie się o pokój, módlcie się o pokój!”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2000 r.

Objawienie trwało około siedem minut. Ivanka przeżyła je wraz ze swoją najbliższą rodziną (mąż i troje dzieci). Matka Boża przekazała jej następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Przedstawiłam się, jako Królowa Pokoju. Ponownie wzywam was do pokoju, postu i modlitwy. Odnówcie modlitwę rodzinną i przyjmijcie moje błogosławieństwo.”

Ivanka powiedziała, że Matka Boża była radosna i mówiła o szóstej tajemnicy.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2001 r.

Objawienie Ivanka przeżyła w obecności swojej najbliższej rodziny (mąż i troje dzieci). Ivanka powiedziała, iż Matka Boża była radosna i mówiła o przyszłości Kościoła. Matka Boża przekazała jej następujące orędzie:

„Drodzy aniołowie! Dziękuję wam za modlitwy, bo dzięki nim wypełnia się mój plan. Dlatego aniołowie módlcie się, módlcie się, módlcie się, by się wypełnił mój plan. Przyjmijcie macierzyńskie błogosławieństwo.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2002 r.

Objawienie trwało 6 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Niech nie zmęczy was modlitwa. Módlcie się o pokój, pokój, pokój.”

Matka Boża mówiła Ivance o pewnych szczegółach swojego życia, udzieliła nam matczynego błogosławieństwa. Matka Boża była radosna.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2003 r.

Objawienie trwało 10 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci, nie bójcie się, zawsze jestem z wami. Otwórzcie swoje serce, aby zagościły w nim miłość i pokój. Módlcie się o pokój, pokój, pokój.”

Matka Boża była radosna i obszerniej opowiadała Ivance o swoim życiu.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2004 r.

Objawienie trwało 9 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Módlcie się za te rodziny, które nie poznały miłości mego Syna. Przyjmijcie moje matczyne błogosławieństwo.”

Matka Boża była radosna i obszerniej opowiadała Ivance o swoim życiu.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2005 r.

Objawienie trwało 10 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Miłujcie się wzajemnie miłością mojego Syna. Pokój, pokój, pokój.”

Matka Boża była radosna i mówiła Ivance o szóstej tajemnicy.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2006 r.

Objawienie trwało 7 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci, dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie. Módlcie się, módlcie się, módlcie się.”

Matka Boża była radosna i mówiła Iwance o siódmej tajemnicy.

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2007 r.

Objawienie trwało 17 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Po objawieniu Ivanka powiedziała:

„Matka Boża została ze mną 17 minut, była radosna, opowiadała mi o swoim życiu. Matka Boża powiedziała:

„Drogie dzieci, przyjmijcie moje matczyne błogosławieństwo!”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2008 r.

Objawienie trwało 6 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

Matka Boża mówiła mi o dziewiątej tajemnicy. Dała nam matczyne błogosławieństwo.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2009 r.

Objawienie trwało 10 minut, Ivanka miała je w swoim domu rodzinnym. W czasie objawienia obecna była tylko najbliższa rodzina: mąż i troje dzieci. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

Matka Boża została ze mną przez 10 minut, mówiła o dziesiątej tajemnicy. Matka Boża powiedziała: „Drogie dzieci, wzywam was, byście byli apostołami pokoju. Pokój, pokój, pokój.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2010 r.

Objawienie, które miało miejsce w domu rodzinnym Ivanki trwało 6 minut. Podczas objawienia obecna była jedynie najbliższa rodzina. Po objawieniu wizjonerka powiedziała:

Matka Boża mówiła o 5 tajemnicy, a na końcu powiedziała: „Drogie dzieci, przyjmijcie moje matczyne błogosławieństwo.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Ivance – 25 czerwca 2011 r.

Objawienie, które miało miejsce w domu rodzinnym Ivanki trwało 8 minut.

Podczas objawienia obecna była jedynie najbliższa rodzina. Po objawieniu wizjonerka powiedziała: Matka Boża mówiła o 1 tajemnicy, a na końcu powiedziała: „Drogie dzieci, przyjmijcie moje matczyne błogosławieństwo.”

Źródło: www.medjugorie.org.pl

Orędzie Najświętszej Maryi Panny przekazywane dla świata za pośrednictwem widzącej Mariji Pavlović-Lunetti, każdego 25 dnia miesiąca.

Orędzie z 25 marca 2013 r.

13„Drogie dzieci! W tym czasie łaski wzywam was, abyście wzięli w ręce krzyż mego umiłowanego Syna Jezusa i abyście rozważali Jego mękę i śmierć. Niech wasze cierpienia będą zjednoczone z Jego cierpieniem i miłość zwycięży, bo On, który jest miłością sam siebie wydał z miłości, aby zbawić każdego z was. Módlcie się, módlcie się, módlcie się dopóki miłość i pokój nie zapanują w waszych sercach. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Źródło: www.medjugorie.org.pl

Orędzia przekazane Jakovovi Čolo

JAKOV ČOLO (czyt. Czolo) codzienne objawienia miał od 25.06.1981 do 12.09.1998r. Tego dnia Matka Boża powiedziała:

14„Drogie dziecko! Jestem twoją Matką i kocham cię bez żadnych warunków. Od dziś nie będę ci się objawiała codziennie, lecz tylko na Boże Narodzenie, w dzień narodzin mego Syna. Nie bądź smutny, bo jako Matka zawsze będę z tobą i jak każda prawdziwa Matka nigdy cię nie opuszczę. Idź dalej drogą mojego Syna, drogą pokoju i miłości oraz spróbuj wytrwać w posłaniu, które ci powierzyłam. Bądź przykładem człowieka, który poznał Boga i miłość Bożą. Niech ludzie zawsze widzą w tobie przykład jak Bóg działa na ludzi i jak Bóg działa poprzez ludzi. Błogosławię cię swoim matczynym błogosławieństwem i dziękuję ci, że odpowiedziałeś na moje wezwanie.”

Powierzywszy mu dziesiątą tajemnicę powiedziała, że przez całe życie będzie miał objawienie raz w roku na Boże Narodzenie.

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 1998 r.

Po objawieniu, które rozpoczęło się o 11:50 i trwało 12 minut Jakov napisał: „Matka Boża przyszła radosna. Pozdrowiła mnie jak zwykle słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Mówiła o tajemnicach, a potem przekazała mi to orędzie:

„Drogie dzieci! Dzisiaj w dniu narodzin mego Syna moje serce wypełnione jest niezmierną radością, miłością i pokojem. I jako wasza Matka pragnę by każdy z was poczuł w sercu tę samą radość, pokój i miłość. Dlatego nie bójcie się otworzyć swojego serca i całkowicie oddać się Jezusowi, gdyż tylko w ten sposób może On wejść do waszego serca i wypełnić je miłością pokojem i radością. Błogosławię was swoim macierzyńskim błogosławieństwem.” Jakov modlił się wraz ze swoją rodziną. Do objawienia przygotował się przez spowiedź, Mszę św. Po objawieniu przez pewien czas płakał.

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 1999 r.

Objawienie zaczęło się o 15:00 i trwało 10 minut. Matka Boża przyszła radosna, ubrana w złotą szatę z Dzieciątkiem Jezus na ręku. Mówiła o tajemnicach i wszystkich pobłogosławiła. Przekazała orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś w dzień narodzin mojego Syna, gdy moje serce jest wypełnione niezmierną radością i miłością, wzywam was byście całkowicie się otwarli i całkowicie oddali się Bogu. Wyrzućcie ze swego serca całą ciemność i pozwólcie Bożej światłości i Bożej miłości, by weszła do waszego serca i zamieszkała tam na zawsze. Nieście Bożą światłość i miłość do wszystkich ludzi, tak by wszyscy w was i przez was mogli odczuć i doświadczyć prawdziwej światłości i miłości, którą może wam dać jedynie Bóg. Błogosławię was macierzyńskim błogosławieństwem.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2000 r.

Objawienie rozpoczęło się o 15:20 i trwało 10 minut. Matka Boża była radosna z Dzieciątkiem Jezus na ręku. Wszystkich błogosławiła i przekazała orędzie:

„Drogie dzieci! Dzisiaj, kiedy narodził się Jezus i przez swoje narodzenie przyniósł niezmierną radość, miłość i pokój; w szczególny sposób wzywam was, abyście powiedzieli swoje TAK Jezusowi. Otwórzcie wasze serca, by Jezus wszedł do nich i zamieszkał w nich i zaczął działać poprzez was. Tylko tak będziecie mogli zrozumieć prawdziwe piękno Bożej miłości, radości i pokoju. Drogie dzieci, radujcie się narodzeniem Jezusa i módlcie się za te serca, które nie otworzyły się na Jezusa, by Jezus mógł wejść również do każdego takiego serca, zacząć działać poprzez te serca, aby każdy człowiek był przykładem prawdziwego człowieka, poprzez którego działa Bóg.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2001 r.

Objawienie zaczęło się o 15:30 i trwało 5 min. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś, kiedy Jezus ponownie narodził się dla was, w szczególny sposób chcę was wezwać do nawrócenia. Módlcie się, módlcie się, módlcie się o nawrócenie waszego serca, aby Jezus narodził się w was wszystkich, zamieszkał w was i zapanował nad całą waszą istotą. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie!”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2002 r.

Matka Boża objawiła się trzymając Dzieciątko Jezus na rękach. Objawienie zaczęło się o 17:20 i trwało 7 minut Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś, w dniu miłości i pokoju, z Jezusem na rękach wzywam was do modlitwy o pokój. Dziatki, bez Boga i modlitwy nie możecie mieć pokoju. Dlatego, dziatki, otwórzcie swoje serce, tak by Król Pokoju narodził się w waszym sercu. Jedynie w ten sposób możecie dawać świadectwo i nieść pokój Boży niespokojnemu światu. Jestem z wami i błogosławię was matczynym błogosławieństwem.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2003 r.

Objawienie zaczęło się o 15:15 i trwało 8 min. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś, kiedy Jezus w szczególny sposób pragnie wam darować swój pokój, wzywam was byście modlili się o pokój w swoich sercach. Dzieci, bez pokoju w sercach nie możecie odczuć miłości i radości narodzenia Jezusa. Dlatego dziatki, dziś w szczególny sposób, otwórzcie swoje serca i zacznijcie się modlić. Jedynie poprzez modlitwę i całkowite oddanie wasze serce będzie wypełnione miłością i pokojem Jezusa. Błogosławię was moim matczynym błogosławieństwem.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2004 r.

Objawienie zaczęło się o 14:30 i trwało 7 min. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś, w dniu łaski, z Dzieciątkiem Jezus na ręku, w szczególny sposób wzywam was, abyście otworzyli wasze serca i zaczęli się modlić. Dziatki, proście Jezusa, by narodził się w każdym sercu i by zapanował w waszym życiu. Proście Go o łaskę, byście mogli rozpoznać Go zawsze i w każdym człowieku. Dziatki, proście Jezusa o miłość, bo jedynie Bożą miłością możecie kochać Boga i wszystkich ludzi. Noszę was wszystkich w swoim sercu i daję wam swoje matczyne błogosławieństwo.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2005 r.

Objawienie zaczęło się o 14:45 i trwało 7 min. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś w szczególny sposób, z Jezusem na ręku, wzywam was do nawrócenia. Dzieci, przez cały ten czas, w którym Bóg pozwolił mi być z wami nieustannie wzywałam was do nawrócenia. Wiele z waszych serc pozostało zamkniętych. Dziatki, Jezus jest pokojem, miłością, radością i dlatego teraz zdecydujcie się na Jezusa. Zacznijcie się modlić. Proście Go o dar nawrócenia. Dziatki, tylko z Jezusem możecie mieć pokój, radość i serce wypełnione miłością. Dziatki, kocham was. Jestem waszą Matką i daję wam moje matczyne błogosławieństwo.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2006 r.

Objawienie rozpoczęło się o 15:23 i trwało 6 minut. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś jest wielki dzień radości i pokoju. Radujcie się ze mną. Dziatki, w szczególny sposób wzywam was do świętości w waszych rodzinach. Dziatki, pragnę by każda z waszych rodzin była święta i by Boża radość i pokój, które Bóg wam dziś posyła w szczególny sposób zapanowała i zamieszkała w waszych rodzinach. Dziatki, otwórzcie dziś wasze serca na ten dzień łaski, zdecydujcie się na Boga i umieśćcie Go na pierwszym miejscu w waszej rodzinie. Jestem waszą Matką. Kocham was i daję wam moje matczyne błogosławieństwo.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2007 r.

Objawienie zaczęło się o 14:29 i trwało 6 min. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś w szczególny sposób wzywam was do otwarcia się na Boga i niech każde wasze serce stanie się miejscem narodzenia Jezusowego. Dziatki, przez cały ten czas, kiedy Bóg pozwala mi bym była z wami, pragnę was prowadzić ku radości waszego życia. Dziatki, Bóg jest jedyną, prawdziwą radością waszego życia. Dlatego, drogie dzieci, nie szukajcie radości w rzeczach ziemskich, lecz otwórzcie wasze serca i przyjmijcie Boga. Dziatki, wszystko przemija, tylko Bóg pozostaje w waszym sercu. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2008 r.

W czasie ostatniego codziennego objawienia 12 września 1998 r. Matka Boża powiedziała Jakovowi Čolo, że odtąd będzie miał objawienia raz w roku 25 grudnia, na Boże Narodzenie. Tak się stało również w tym roku. Matka Boża objawiła się trzymając Dzieciątko Jezus na rękach. Objawienie zaczęło się o 9:48 i trwało 6 min. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Dziś w szczególny sposób wzywam was, abyście się modlili o pokój. Bez Boga nie możecie ani mieć pokoju ani żyć w pokoju. Dlatego, dziatki, dziś, w tym dniu łaski otwórzcie wasze serca Królowi Pokoju, aby w was się narodził i obdarzył was swoim pokojem, a wy nieście pokój w tym niespokojnym świecie. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Coroczne objawienie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2009 r.

W czasie ostatniego codziennego objawienia 12 września 1998 r. Matka Boża powiedziała Jakovowi Czolo, że odtąd będzie miał objawienia raz w roku 25 grudnia, na Boże Narodzenie. Tak się stało również w tym roku. Matka Boża objawiła się trzymając Dzieciątko Jezus na rękach. Objawienie zaczęło się o 14:35 i trwało 12 min. Matka Boża przekazała następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Przez cały ten czas, w którym Bóg w szczególny sposób pozwala mi, abym była z wami, pragnę was prowadzić drogą prowadzącą do Jezusa i do waszego zbawienia. Dziatki moje, jedynie w Bogu możecie znaleźć zbawienie i dlatego w tym dniu łaski z Dzieciątkiem Jezus na ręku wzywam was: pozwólcie Jezusowi, aby narodził się w waszych sercach. Jedynie z Jezusem w sercu możecie ruszyć drogą zbawienia i życia wiecznego. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Coroczne orędzie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2010 r.

W czasie ostatniego codziennego objawienia 12 września 1998 r. Matka Boża powiedziała Jakovowi Czolo, że odtąd będzie miał objawienia raz w roku 25 grudnia, na Boże Narodzenie. Tak się stało również w tym roku. Matka Boża objawiła się trzymając Dzieciątko Jezus na rękach. Objawienie zaczęło się o 14:25 i trwało 7 min. Jakov powiedział:

Matka Boża mówiła mi o tajemnicach i na końcu powiedziała: módlcie się, módlcie się, módlcie się.”

Coroczne orędzie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2011 r.

Matka Boża objawiła się trzymając Dzieciątko Jezus na rękach. Objawienie zaczęło się o 15:30 i trwało 11 min.

Jakov przekazał następujące orędzie: ” Drogie dzieci! Dziś w szczególny sposób pragnę was poprowadzić i oddać swemu Synowi. Dziatki, otwórzcie wasze serca i pozwólcie Jezusowi niech narodzi się w was, bowiem tylko tak dziatki sami będziecie mogli przeżyć swoje ponowne narodzenie i ruszyć z Jezusem w waszych sercach ku drodze zbawienia. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Coroczne orędzie Matki Bożej Jakovowi – 25 grudnia 2012 r.

Objawienie zaczęło się o 14:15 i trwało 10 min. Jakov przekazał następujące orędzie:

„Drogie dzieci, darujcie mi swoje życie i całkowicie mi się oddajcie, abym mogła wam pomóc zrozumieć moją matczyną miłość i miłość mojego Syna do was. Moje dzieci, niezmiernie was kocham i dziś w dniu narodzin mojego Syna w szczególny sposób pragnę każdego z was przyjąć do swego serca i wasze życie darować memu Synowi. Dzieci moje, Jezus was kocha i daje wam łaskę, abyście żyli w Jego miłosierdziu, ale wiele waszych serc opanował grzech i żyjecie w ciemności. Dlatego, dzieci moje, nie czekajcie, powiedzcieniegrzechowi, a wasze serca oddajcie memu Synowi, bowiem jedynie tak będziecie mogli żyć Bożym miłosierdziem i z Jezusem w sercach ruszyć drogą ku zbawieniu.”

Źródło: www.medjugorie.org.pl

Prywatne opinie Ojca Świętego Jana Pawła II na temat wydarzeń z Medziugorja:

(publikacja na podstawie materiału zamieszczonego na stronie: www.medjugorie.org.pl)

15Ojciec Święty sam poprosił Mirjanę, rozmawiał z nią po włosku kilka minut i powiedział:

„Gdybym nie był papieżem, już dawno byłbym w Medjugorie, żeby spowiadać” (było to w 1997 r.).

Do ojca Jozo Zovko 20 lipca 1992 r. Ojciec Święty skierował następujące słowa:

„Troszczcie się o Medziugorje, pilnujcie Medziugorja, wytrwajcie, nie poddajcie się. Odwagi jestem z wami. Brońcie, idźcie śladem Medziugorja”.

Świadectwa biskupów, którzy usłyszeli bezpośrednio opinię Ojca Świętego o Medziugorju:

Jego ekscelencja M. Kriger był w Medziugorju czterokrotnie. Oto, co napisał: „W 1988 roku razem z ośmioma innymi biskupami i trzydziestoma trzema duchownymi, byłem na rekolekcjach w Watykanie. Papież wiedział, iż po rekolekcjach wielu z nas wybiera się do Medjugorje. Przed naszym wyjazdem z Rzymu, po prywatnej Mszy św. z Papieżem powiedział do nas (niepytany o nic) „Módlcie się za mnie w Medjugorie„. Przy innej okazji powiedziałem do Papieża: „Czwarty raz jadę do Medjugorie” Ojciec Święty odrzekł: „Medjugorie, to jest duchowe centrum świata.” Tego samego dnia razem z innym brazylijskimi biskupami, rozmawiałem z Papieżem w czasie obiadu i zwróciłem się do niego: „Wasza Świątobliwość, czy mogę powiedzieć wizjonerom z Medjugorie, że mają błogosławieństwo Waszej Świątobliwości?” On odpowiedział: „Tak, tak” i mnie objął”.

Wypowiedź biskupa Krigera dla „National Catholic Register”

„Rozmawiałem z Ojcem Świętym 24 lutego 1990 (…). Powiedziałem mu, że byłem w Medziugorju już trzykrotnie i ponownie jadę tam w przyszłym tygodniu” Papież po prostu powiedział: „Medziugorie jest wielkim centrum duchowym„.

Świadectwo biskupa Floresa, 1989 rok:

Arcybiskup Patrick F. Flores z San Antonio w Teksasie (USA) po spotkaniu z Ojcem Świętym między innymi powiedział: „Byłem z wizytą u Ojca Świętego w styczniu. Powiedziałem mu „Wasza Świątobliwość, wielu ludzi z mojej archidiecezji udaje się do Medziugorja, a ja ani nie zezwoliłem, ani nie zabroniłem, co mam robić?”

Papież mi odpowiedział: „Pozwól ludziom, aby tam jechali. Tam się modlą! ” Nabrałem odwagi dzięki tej odpowiedzi i powiedziałem Papieżowi: „Ale również i mnie zapraszają, żebym pojechał z nimi w sierpniu” Papież mi odpowiedział: „Jedź i módl się za mnie„. Tak też jestem tutaj z papieskim błogosławieństwem”

JE Angelo Kim, przewodniczący Episkopatu Korei napisał artykuł w koreańskim tygodniku katolickim („Gazeta Katolicka”) 11 listopada 1990 roku. Można w nim przeczytać m.in.:

„Pod koniec ostatniego Synodu w Rzymie, biskupi koreańscy zostali zaproszeni na obiad u Papieża. J.E Kim korzystając z okazji zwrócił się do Papieża słowami „Dzięki Waszej Świątobliwości Polska została wyzwolona z komunizmu”. Papież na to odpowiedział: „Nie ja to uczyniłem. To jest dzieło Matki Bożej, tak jak Ona zapowiedziała to w Fatimie, w Medziugorju„. Arcybiskup Kwangyju Victorinus Youn Kong – Hi powiedział później: „W Korei, mieście Nadju jest [figurka] Maryja, która płacze”. Na to Papież odparł „(…) Są biskupi tak jak w Jugosławii, którzy są przeciwko (…). Ale trzeba patrzeć również na tłumy ludzi, którzy tu przybywają i na liczne nawrócenia (…). Wszystko to jest zgodne z duchem Ewangelii, wszystkie te fakty trzeba przeanalizować”.

W listopadzie 1994 roku paragwajski arcybiskup Felipe Santiago Benetez zapytał Ojca Świętego, czy należy pozwalać, by ludzie się gromadzili w duchu Medziugoria, zwłaszcza z ojcami z Medziugorja.. Papież mu odpowiedział: „Pozwalaj na wszystko, co się wiąże z Medziugorjem„.

Świadectwo, z 1997, które złożył Marcello Pierucci z Bolonii, który gościł arcybiskupa Rizzi w czasie Kongresu Eucharystycznego. Jest to cytat z wypowiedzi biskupa:

„Znajdowałem się w prywatnej kaplicy Ojca Świętego na porannej Mszy św. Na końcu Mszy św. Ojciec Święty zbliżył się do nas i osobiście pozdrowił wszystkich obecnych. Obok mnie stał biskup Roberto Cavallero z Sanktuarium matki Bożej z Orto w Chiavari. Kiedy Papież zbliżył się do nas, aby nas pozdrowić biskup Cavallero powiedział: „Ojcze Święty właśnie przyjechałem z Medziugorja”. Wówczas Papież zapytał go: „Czy Wasza Eminencja wierzy? ” Biskup odpowiedział: „Tak, Ojcze Święty„. Z kolei biskup Cavallero zapytał Papieża: „A czy Ty Ojcze Święty wierzysz? „. Po tym pytaniu Papież zastanowił się na chwilę trwając w milczeniu i z przerwami odpowiedział: ” Wierzę,… wierzę,… wierzę„. Arcybiskup Rizzi powtórzył to świadectwo w obecności JE Novella Pedezinniego i JE Gastone Simoniego drugi raz.

Jednym ze świadectw jest też wypowiedź biskupa Hnilicy dla „Politik und Religion” (numeru grudniowego z 2004 r.). Z artykułu dowiadujemy się, że biskup Hnilica został zachęcony do wyjazdu do Medziugorja przez Papieża, który stwierdził: „(…) Widzisz, Medziugorje jest kontynuacją Fatimy (…)”. W wywiadzie tym biskup Hnilica potwierdził inną wypowiedź Ojca Świętego, który do grupy lekarzy z Mediolanu powiedział 1 sierpnia 1989 r.: „Tak, dzisiaj świat utracił sens tego, co nadprzyrodzone. W Medziugorju wiele osób poszukiwało i znalazło sens w modlitwie, poście i spowiedzi„.

Biskup Hnilica 25 marca 1994 roku na Górze Objawień wypowiadał słowa aktu oddania świata (szczególnie Rosji) Niepokalanemu Sercu Maryi, a czynił to zapewne w łączności z Ojcem Świętym (zapewne nie robił tego bez zgody Ojca Świętego).

Można też wspomnieć o świadectwie prezydenta Chorwacji Franjo Tudmana, który stwierdził publicznie w 1997 r. w obecności księży z Medziugorja, biskupa Mostaru oraz piętnastu najwyższych urzędników Chorwacji i Federacji BiH: „Ponownie powtarzam, że podczas mojej ostatniej rozmowy z papieżem Janem Pawłem II Ojciec Święty powiedział mi, że przy okazji wizyty w BiH chciałby odwiedzić również Medziugorje„.

Listy prywatne Ojca Świętego Jana Pawła II skierowane do państwa Skwarnickich potwierdzają też jego pozytywny stosunek do objawień z Medziugorja. Fotokopie tych dokumentów (gdzie można rozpoznać charakter pisma Jana Pawła II) zostały zamieszczone w majowym numerze Echa Maryi Królowej Pokoju z 2005 roku. Zacytuję fragmenty tych listów:

1. Z 30 marca 1991 roku:

„(…) I niech wszystko dobrze się układa na szlaku Medziugorje ” Rzym. Jan Paweł II”

2. Z 28 maja 1992 roku:

„(…) A teraz codziennie wracamy modlitwą do Medziugorje (…). Jan Paweł II”

3. Z 8.12.1992 roku:

„(…) Pani Zofio dziękuję za wszystko, co tyczy się Medziugorja. Ja też codziennie pielgrzymuję tam w modlitwie: łączę się w modlitwie z wszystkimi, którzy tam się modlą albo stamtąd czerpią wezwanie do modlitwy. Dziś to wezwanie zrozumieliśmy lepiej. Cieszę się, że naszym czasom nie brakuje ludzi modlitwy i apostołów (…)”. Jan Paweł II

4. Z 6 grudnia 1993 roku:

„(…) Wiem, że Pani Zofia patrzy bardzo w stronę Medjugorie, a ostatnio również w stronę Ostrej Bramy, na podstawie całej swojej przeszłości. Ja, jak wiadomo, byłem w Ostrej Bramie, nawet cytowałem tam Mickiewicza. Nie byłem natomiast w Medjugorie, lecz również patrzę w tamtą stronę. Niech Pan powie o tym Żonie. Patrzę w tamtą stronę i zdaje mi się, że nie można zrozumieć dzisiejszych strasznych wypadków na Bałkanach bez Medjugorie (…). Jan Paweł II”.

5. Z 25 lutego 1994 roku:

„+Drodzy Państwo! Bardzo dziękuję za oba listy. Pani Zofia pisze o Bałkanach. Teraz chyba lepiej rozumie się Medjugorie. To jakieśnaleganieMatki rozumie się dziś lepiej mając przed oczyma wielkość zagrożenia. Równocześnie odpowiedź szczególnej modlitwy – i to ludzi z całego świata – napawa nadzieją, że i tutaj dobro zwycięży. Pokój jest możliwy – taka była myśl wiodąca dnia modlitw 23 stycznia, przygotowanego przez specjalną sesję w Watykanie, w której brał też udział T. Mazowiecki (…). Z błogosławieństwem Jan Paweł II”

27 listopada 1830 roku, wg. pism św. Maksymiliana miało miejsce Objawienie Cudownego Medalika

1Już dziewięćdziesiąty i trzeci rok dobiega w tym miesiącu od czasu, jak Niepokalana podała światu swój medalik „cudownym” powszechnie zwany z powodu niezliczonych łask i cudów nawróceń, jakie przezeń Ona zdziałała.

Stało się to w Paryżu przy ulicy du Bac pod numerem 140 w domu macierzystym sióstr miłosierdzia. Szczęśliwą duszą, której Niepokalana powierzyła tę misjęto młoda nowicjuszka Katarzyna Laboure.

Światło dzienne ujrzała ona w górzystej okolicy Cote d’Or we wiosce Foin-le-Moutiers dnia 2 maja 1806 roku. Rodzice jej, uczciwi wieśniacy, bogobojnie dzieci swe wychowywali. Katarzyna w 8 roku życia traci matkę i tym bardziej Najświętszej Maryi Pannie w opiekę się oddaje.

Mając lat 12 przystępuje do pierwszej Komunii św. w kościele parafialnym św. Jana, a gdy starsza siostra wstąpiła do zgromadzenia sióstr miłosierdzia, młoda Zoe (takie było jej chrzestne imię) z całą gorliwością zajęła się gospodarstwem. W głębi jej duszy jednak kiełkowało i rosło pragnienie innego życia, życia poświęconego całkowicie Jezusowi. Dziwny sen bardziej jeszcze utwierdza ją w tym zamiarze. By umożliwić to przedsięwzięcie, uczy się w 18 roku życia czytać i pisać, aż wreszcie w roku 1830, mimo piętrzących się przeszkód, przebywszy postulat wstępuje do nowicjatu.

W dziecięcej prostocie pragnęła ona bardzo zobaczyć jeszcze za życia Najświętszą Maryję Pannę i gorąco modliła się o tę łaskę do Anioła Stróża, św. Wincentego i do Niepokalanej Dziewicy.

W nocy z 18 na 19 lipca usłyszała wyraźnie raz, drugi i trzeci wołanie: „Siostro Laboure”.

Zdziwiona uchyla zasłonę przy swym łóżku i widzi dziecię lat od 4 do 5 nadzwyczajnej piękności. „Pójdź do kaplicy – rzekło ono do niej – Najświętsza Panna czeka tam na ciebie”.

Gdy jednak s. Katarzyna wahała się wypełnić to zlecenie z obawy, by nie zbudzić innych sióstr, przebywających we wspólnej sali sypialnej, rzekło: „Niczego się nie bój, jest wpół do dwunastej, wszyscy śpią, a ja cię poprowadzę”.

S. Katarzyna ubrała się spiesznie i poszła za nadziemskim przewodnikiem. Dziecię, roztaczając dookoła siebie promienie światła, wprowadziło ją do kaplicy, gdzie ku wielkiemu swemu zdziwieniu zastała wszystkie świece i lampy pozapalane. Następnie usuwając się na bok jaśniejące ono dziecię rzekło: „Oto jest Najświętsza Panna„.

W tejże chwili usłyszała s. Katarzyna lekki szelest od strony epistoły i ujrzała Panią przecudnej piękności, która zbliżyła się do krzesła księdza dyrektora zgromadzenia i tam usiadła.

W pobliżu wisiał obraz św. Anny. Szata zjawionej Pani bardzo była podobną do ubioru św. Anny na obrazie. Toteż s. Katarzyna zawahała się. Wtedy dziecię mówi surowo: „Czy to niebios Królowej nie wolno ubogiej i śmiertelnej istocie objawić się w postawie, w jakiej Jej się podoba?”.

Po tych słowach s. Katarzyna już nie wątpi, że to Matka Najświętsza; z ufnością i miłością do stóp się Jej rzuca i składa z dziecięcą prostotą ręce na Jej kolanach. Wrażenie, jakiego wówczas doznała, tak sama opisuje: „W tej chwili doznałam najsłodszego uczucia w mym życiu, którego niepodobna mi jest wyrazić.

Najświętsza Panna pouczyła mnie, jak mam znosić cierpienia i wskazując lewą ręką na ołtarz upominała, abym tam klęcząc serce swe otwierała, dodając, że tu wszelką potrzebną znajdę pociechę.

Potem mówiła dalej: „Chcę ci, moje dziecko, dać zlecenie; wiele wprawdzie musisz przy tym wycierpieć, ale pamiętając, że to wszystko dla Boga, łatwo zwyciężysz. Doznasz przeciwności, lecz łaska Boża będzie z tobą, nie bój się niczego, powiedz wszystko, co z tobą zaszło, z prostotą i zaufaniem. Zobaczysz pewne rzeczy, doznasz w rozmyślaniach twoich szczególniejszego oświecenia; zdaj sprawę z tego temu, który kieruje twym sumieniem”.

Potem prosiłam Najświętszą Pannę o wytłumaczenie mi rzeczy, które już widziałam; Ona mi odpowiedziała: „Czasy, moje dziecko, są bardzo złe; wielkie nieszczęścia spadną na Francję; tron runie i cały świat dozna wszelkiego rodzaju utrapień (Najświętsza Panna zdawała się bardzo zasmucona przy tych słowach). Lecz przybliż się tylko do stopni ołtarza, stąd wyleją się łaski na wszystkich… na wszystkich, wielkich i małych, którzy o nie proszą.

Przyjdzie chwila, gdy niebezpieczeństwo będzie wielkie, wszystko będzie się zdawało stracone; lecz wtedy ja będę przy was, miejcie ufność; poznacie nawiedzenie moje, opiekę Boga i św. Wincentego nad obydwoma zgromadzeniami.

Miejcie tylko ufność i nie traćcie odwagi, ja chcę być z wami. W innych zgromadzeniach (przy tych słowach stanęły łzy w oczach Najświętszej Panny) i z kleru paryskiego padną ofiary.

Najczcigodniejszy ksiądz arcybiskup zginie (tu nowe łzy Matka Najświętsza wylewała).

Krzyż, moje dziecko, będzie zelżony, na ziemię rzucony, bok naszego Pana na nowo przebity, ulice krwią zbroczone i cały świat w smutku pogrążony”. Już dalej nie mogła mówić Najświętsza Panna, głęboka boleść malowała się na Jej twarzy”.

Wtedy przyszło s. Katarzynie na myśl pytanie: „Kiedyż to wszystko będzie?”. A wewnętrzny głos jej jasno mówił: „Za lat 40„. – I rzeczywiście w roku 1870 i 1871 przepowiednie te spełniły się.

Następnie Najświętsza Panna dała s. Katarzynie wiele jeszcze zleceń, tyczących się spowiednika i zgromadzenia sióstr miłosierdzia i w końcu powtórzyła jeszcze: „Atoli wielkie spadną klęski i niebezpieczeństwa będą wielkie, lecz nie bójcie się niczego, opieka Boża czuwa tu w szczególniejszy sposób, a św. Wincenty będzie was wspierał (wejrzenie Najświętszej Panny było jeszcze ciągle smutne). Ja sama będę przy was, oko moje jest zawsze na was zwrócone, wiele łask na was ześlę”.

S. Katarzyna w opisie tego objawienia dodaje jeszcze: „Łask tych dostąpią szczególnie ci, którzy o nie proszą, lecz trzeba się o nie modlićbardzo się modlić

Nie mogę powiedzieć, mówi dalej, jak długo zostawałam przy Najświętszej Pannie. Wszystko, co mogę powiedzieć, ogranicza się do tego, że rozmawiając długo ze mną, znikła potem jak cień przemijający”.

Po zniknięciu Najświętszej Panny, zbliżyło się do niej znowu niebiańskie ono dziecię i rzekło: „Już Jej nie ma„. Po czym odprowadziło ją do sypialni. „Sądzę – mówi dalej Siostra – że dziecięciem tym był mój Anioł Stróż, bo go usilnie błagałam o uproszenie mi łaski oglądania Najświętszej Panny. Powróciłam do łóżka, słyszałam jak zegar bił drugą godzinę i już więcej nie usnęłam”.

***

Właściwe jednak objawienie Cudownego Medalika przypada 27 listopada.

Tak je opisuje s. Katarzyna: „Dnia 27 listopada, w sobotę przed pierwszą niedzielą Adwentu, gdym odprawiała wieczorem wśród głębokiej ciszy rozmyślanie, zdawało mi się, że słyszę jakby szelest sukni jedwabnej, od prawej strony sanktuarium mnie dochodzący, i ujrzałam Najświętszą Dziewicę obok obrazu św. Józefa; była wzrostu średniego, a tak nadzwyczajnej piękności, że jej opisać niepodobna. W postawie stojącej, odziana była w czerwonawo połyskującą białą szatę, taką, jaką zwykle noszą dziewice, tj. zapiętą u szyi i mającą wąskie rękawy. Głowę Jej okrywał biały welon, aż do stóp po obu stronach. Czoło Jej zdobiła obszyta drobną koronką opaska, ściśle do włosów przylegająca. Twarz miała dosyć odsłonioną, pod nogami zaś Jej była kula ziemska, a raczej pół kuli, bo widziałam tylko jej połowę. Ręce Jej, aż do pasa podniesione, trzymały lekko drugą kulę ziemską (symbol całego wszechświata), oczy wzniosła ku niebu składając jakby w ofierze cały wszechświat Panu Bogu, twarz Jej coraz więcej jasnością promieniała.

Nagle zjawiły się na Jej palcach kosztowne pierścienie wysadzane drogimi kamieniami; z tych wychodziły na wszystkie strony jasne promienie, które Ją taką jasnością otoczyły, że twarz Jej i szata stały się niewidzialne. Drogie kamienie były różnej wielkości, a promienie z nich wychodzące stosunkowo więcej albo mniej jaśniejące.

Nie mogę wyrazić tego wszystkiego, com wtedy uczuła i czego w tym krótkim czasie doznawałam.

2Gdym olśniona widokiem Najświętszej Maryi Panny wpatrywała się w Jej majestat, zwróciła Najświętsza Panna swój łaskawy wzrok na mnie, a głos wewnętrzny mówił mi: kula ziemska, którą widzisz, przedstawia cały świat i każdą osobę w szczególności.

Tu już nie mogę opisać wrażenia, jakiego doznawałam na widok cudownie jaśniejących promieni.

Wtenczas Najświętsza Panna rzekła do mnie:

Promienie, które widzisz spływające z mych dłoni, są symbolem łask, jakie zlewam na tych, którzy mnie o nie proszą”

  • I dała mi przez to do zrozumienia, jak hojna jest dla tych, którzy się do Niej uciekają…
  • Ileż to łask wyświadcza tym wszystkim, którzy Jej wzywają…
  • W tej chwili straciłam już świadomość siebie, cała zatopiona w szczęściu…

Następnie otoczył Najświętszą Pannę, która miała ręce zwrócone ku ziemi, podłużno okrągły pas, a na nim znajdował się napis złotymi literami: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”.

Potem usłyszałam głos mówiący do mnie: „Postaraj się o wybicie medalika według tego wzoru; wszyscy, którzy będą go nosili, dostąpią wielkich łask, szczególniej, jeżeli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wielu łaskami obdarzę”.

W tej chwili – tak dalej opowiada Siostra – zdawało mi się, że obraz się obraca. „Potem ujrzałam na drugiej stronie literę M z wyrastającym ze środka krzyżem, a poniżej monogramu Najświętszej Panny – Serce Jezusa otoczone cierniową koroną i Serce Maryi przeszyte mieczem”.

Po raz trzeci ujrzała s. Katarzyna Niepokalaną Dziewicę w grudniu tegoż roku. Tym jednak razem Najświętsza Panna stanęła ponad tabernakulum. Dookoła zaś Niej widniał złoty napis: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy„. Ponad Nią ukazał się wzór drugiej strony medalika, tj. litera M z krzyżem ponad dwoma Sercami Jezusa i Maryi. Matka Najświętsza ponownie poleciła jej, by się postarała o wybicie medalika wedle podanego wzoru.

Opowiadanie tego zjawienia tak kończy: „Niepodobna tego wyrazić, czego doznawałam, gdy Najświętsza Panna składała cały świat w ofierze Panu Bogu, również tego, co czułam, wpatrując się w Nią. Znowu usłyszałam głos wewnętrzny: „Promienie te są godłem łask, jakie Najświętsza Panna wyjedna tym, którzy Ją o nie prosić będą„.

Potem, przewidując wielką cześć, jaką Najświętsza Maryja Panna Niepokalana odbierać będzie od wszystkich, mimo woli głośno zawołała: „O jak miło, jak miło będzie słyszeć: „Maryja jest Królową całego świata”. I wszystkie Jej dziatki będą powtarzały: „Ona jest Królową każdego z osobna„.

św. Maksymilian Maria Kolbe

Cudowny Medalik – prezent od Maryi

Być może niektórzy z Was zastanawiali się kiedyś, dlaczego medalik, który nosicie na szyi, nazywany jest cudownym. Przecież jest taki maleńki, prosty i właściwie nie kojarzy się z niczym niezwykłym…

Jego historia zaczyna się jednak od niezwykłego wydarzenia – spotkania Matki Bożej z siostrą Katarzyną Labouré z w kaplicy przy ul. du Bac w Paryżu. Maryja poprosiła młodziutką siostrą zakonną, aby przekazała światu niecodzienny dar – Cudowny Medalik, jako pomoc na trudne czasy.


Wyobraźcie sobie, że pewnego wieczoru przed Waszym łóżkiem pojawia się anioł w srebrzyście białej szacie i mówi, że za chwilę zobaczycie się z Matką Bożą. Pewnie bylibyście bardzo zdziwieni… Tak właśnie stało się w Paryżu pewnej lipcowej nocy w 1830 roku, kiedy anioł zaprowadził nowicjuszkę Katarzynę Labouré do klasztornej kaplicy. W drodze powiedział jej tylko, że czeka na nią sama Matka Boża. Jakaż była radość siostry, kiedy tuż przy ołtarzu zobaczyła Niepokalaną w przepięknej sukni, zasiadającą przy tabernakulum! Najświętsza Dziewica zapowiedziała, że ma dla Katarzyny specjalne zadanie. Zaznaczyła, że czasy będą bardzo trudne, Ona i Jej Syn będą pogardzani, a ludzi dotknie wiele nieszczęść. Prosiła jednocześnie Katarzynę, by całkowicie Jej zaufała, a wszystko będzie dobrze.

Spotkanie trwało ponad dwie godziny, a siostra Katarzyna mogła nawet przytulić się do Matki Bożej… Kiedy była jeszcze małą dziewczynką, zmarła jej mama. Większość obowiązków związanych z prowadzeniem dużego gospodarstwa rodzinnego spadła właśnie na dwunastoletnią Katarzynkę. Opiekowała się, więc rodzeństwem, pomagała ojcu, często pracowała ponad siły, wstawała bardzo wcześnie rano. Była niezwykle zaradną i przedsiębiorczą gospodynią. Nigdy nie zapominała o codziennej Eucharystii i modlitwie. Jako nową mamę dziewczynka wybrała sobie właśnie Maryję, a jej największym pragnieniem było służba innym. Niepokalana nagrodziła jej poświęcenie tym niezwykłym spotkaniem.

Upłynęły cztery miesiące od lipcowej rozmowy. 27 Listopada, w sobotnią noc poprzedzającą pierwszą niedzielę Adwentu, Najświętsza Dziewica znów odwiedziła nowicjuszkę. Maryja przekazała Katarzynie polecenie: wybić medal z wizerunkiem Niepokalanej i postarać się, by był znany na całym świecie.

Jak miał wyglądać Medalik?


3Weźcie do ręki Cudowny Medalik i przyjrzyjcie się mu starannie. Dokładnie taki wzór, jaki widzicie, Matka Boża przedstawiła siostrze Katarzynie w kaplicy. Na pierwszej stronie Medalika (awersie) widać Najświętszą Pannę na kuli ziemskiej, a z Jej dłoni wypływające promienie.

Postać otoczona jest owalem napisu: „O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. Promienie oznaczają łaski udzielane wszystkim, którzy będą o nie prosić. Dlatego tak ważna jest modlitwa i oddanie się w opiekę Maryi – najlepszej z Matek, która bardzo kocha swoje dzieci i chce dla nich wszelkiego dobra.

Pod stopami Niepokalanej znajduje się wąż symbolizujący szatana, któremu Ona miażdży głowę. O Niewieście, dzięki której zostanie pokonane zło, czytamy w Piśmie Świętym na początku i na końcu, tak jakby Maryja otwierała przed nami Biblię.


Na rewersie, czyli na drugiej stronie Medalika, umieszczony jest krzyż osadzony na literze M, która nawiązuje do imienia Matki Bożej nieustannie wstawiającej się za nami. Pod spodem znajdują się dwa serca – jedno przebite mieczem (to Najświętsze Serce Maryi), a drugie otoczone koroną cierniową (to Najświętsze Serce Jezusa).

Całość otoczona jest dwunastoma gwiazdami. Pewnie wszyscy dobrze pamiętacie, że gwiazda betlejemska oznajmiła pastuszkom narodzenie Jezusa, który jest światłem świata. Dwanaście gwiazd symbolizuje, zatem samego Chrystusa wraz z całym ludem Bożym.

 

Broń przeciwko złu


Zadanie wyznaczone siostrze Katarzynie wcale nie było łatwe do wykonania. Jedynie spowiednik nowicjuszki wiedział o jej spotkaniach z Matką Bożą. Jemu także siostra Katarzyna przekazała prośbę Maryi o wybicie Medalika.

Wkrótce wybito setki egzemplarzy znaku Niepokalanej. Najpierw rozdawały go Siostry Miłosierdzia w samym Paryżu, później także w innych francuskich miastach. Przekazywano go w coraz odleglejsze zakątki świata, dotarł także do Polski, obu Ameryk, a nawet do Chin. Produkowano go w bardzo dużych ilościach. Co jednak ważniejsze, za jego przyczyną dokonywały się liczne uzdrowienia, nawrócenia.

Dzięki ufnej modlitwie i przyjęciu tego znaku Maryi Niepokalanej otrzymywano wiele łask, tak jak obiecała Matka Boża. Dlatego już w dwa lata po wybiciu pierwszego Medalika zaczęto nazywać go cudownym.

Święty Maksymilian Maria Kolbe uznał Cudowny Medalik za potężną broń w walce ze złem i nieprzyjaciółmi Kościoła.


Przyjęcie Medalika oznacza oddanie się w opiekę Maryi. Dlatego warto zawsze go nosić, jako znak przynależności do Niej.
Także dzisiaj Matka Boża w szczególny sposób czuwa nad tymi, którzy noszą Cudowny Medalik, znak Jej obecności wśród nas.


4Siostra Katarzyna tymczasem do końca życia w tajemnicy utrzymywała fakt spotkań z Matką Bożą. Pokornie i z oddaniem służyła chorym, ubogim, potrzebującym. Jako siostra miłosierdzia w codziennych zadaniach, poprzez ciężką pracę wypełniała posłannictwo powierzone jej przez Niepokalaną. Zmarła w opinii świętości, a jej relikwie znajdują się w kaplicy, gdzie spotykała się z Matką Bożą.

Papież Pius XII ogłosił siostrę Katarzynę świętą w 1947 roku.

Dzień 27 listopada obchodzi się, jako pamiątkę przekazania Cudownego Medalika przez Niepokalaną. Kaplica objawień, czyli sanktuarium przy ul. du Bac w Paryżu, należy do najbardziej znanych miejsc kultu Matki Bożej na świecie. A w samym mieście jest ono najczęściej odwiedzane przez pielgrzymów przybywających do stolicy Francji.

Papież Jan Paweł II wyznał w jednym z wywiadów, że właśnie to sanktuarium maryjne wywarło na nim największe wrażenie.


Katarzyna Kalisz

(na pdst. www.voxdomini.pl, oraz

http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl/start/index.php/pl/przekazy/ordzia/1095-objawienia-fatimskie-portugalia-1917 wtorek, 10 maja 2011 18:11)

„To była najsmutniejsza wieczerza w moim życiu” – zapisała młodziutka jeszcze Łucja dos Santos jesienią 1916 roku. Jej matka, Maria Rosa, płakała z żalu, patrząc na stół.

1Państwo dos Santos, wieśniacy z siedmiorgiem dzieci, przeżywali ciężkie czasy w maleńkim siole Aljustrel, o pół mili od Fatimy. Fatimę od stolicy Portugalii, Lizbony, dzieliło może siedemdziesiąt mil. Kraj ten przeżywał udrękę. W marcu wypowiedział Niemcom wojnę, włączając się tym samym w pierwszą wojnę światową.

Manuel, jeden z dwóch braci Łucji, został wcielony do wojska. Antonio, ich ojciec i głowa rodziny, rozpił się i zaniedbywał obowiązki względem najbliższych. Maria Rosa, nie mając oparcia w Manuelu, niewiele mogła zrobić, by zapobiec stopniowemu pogrążaniu się rodziny w biedzie.

Tamten rok okazał się niezwykle absorbujący nie tylko dla Marii Rosy, ale i dla Łucji, jej najmłodszej latorośli. Stwierdzić jednak należy, że córkę pochłaniały sprawy diametralnie różne od tych, którymi żyła jej matka. Maria Rosa nie miała pojęcia, że dziewięcioletniej Łucji już trzykrotnie objawił się anioł.

W pierwszych dniach lata Łucja, do której należała opieka nad owcami, trafiła do jaskini znajdującej się w pobliżu Cabeco, na ziemi jej ojca. Towarzyszyło jej dwoje kuzynów, ośmioletni Franciszek Marto i jego siostra, sześcioletnia Jacynta. Dzieci te przekonały swoich rodziców, Manuela, (którego Łucja nazywała Ti – „wujkiem”) i Olimpię Marto, by pozwolili im doglądać rodzinnej trzódki, zwłaszcza, że towarzyszyła im Łucja.

Niebo pociemniało i spadł lekki deszcz. Pognali, więc do jaskini, wcześniej jednak zapędzili owce pod drzewa. Owa okolica stanowiła część łańcucha górskiego Serra da Estrella. Łańcuch ten przecina niemal całą Portugalię.

Dzieci czekało jednak coś więcej niż tylko letni deszcz. Troje pastuszków ujrzało nagle przed sobą lśniącego młodzieńca, wyglądającego na czternaście lub piętnaście lat. Łucja wspominała później, że był on niezwykle przystojny i jaśniejszy niż kryształ prześwietlony promieniami słońca”. Uspokoił dzieci i powiedział im, że jest Aniołem Pokoju”. Potem poprosił, by się z nim pomodliły. Zanim zniknął, stapiając się z blaskiem słonecznym, pastuszkowie, powtarzając jego słowa i gesty, nauczyli się adoracji.

Anioł Pokoju objawił im się raz jeszcze tego lata, a później jesienią. Dzieci poznały dzięki niemu znaczenie częstych modlitw i ofiary. Te doświadczenia ogromnie zmieniły ich życie. Ani państwo Marto, ani rodzice Łucji nie mieli o tym pojęcia. Codziennie wysyłali te pogodne, wesołe dzieci, by pasały owce i kozy. Nikt nawet nie podejrzewał, iż rozpoczęły, proste, lecz głębokie życie modlitewne, na co dzień wpisując w nie poświęcenie i pokutę.

Wszystko to przepełniło myśli Łucji pewnego wieczoru, gdy ujrzała swą matkę płaczącą przy stole. Anioł Pokoju powiedział: – Przede wszystkim, przyjmujcie i znoście ulegle cierpienie, które ześle wam Pan. Łucja widziała, że jej matka usilnie stara się je przyjmować i znosić. Nie mogła wiedzieć, że następny rok i jej przyniesie cierpienie – i to za sprawą jej własnej matki, Marii Rosy. Nie wiedziała też, że Matka z niebios obdarzy ją radością – podczas bezpośredniego spotkania.

Niedziela, 13 maja 1917 roku, jawiła się, jako wspaniały, słoneczny dzień. Ti i Olimpia Marto też tak uważali, jadąc bryczką na Mszę do Batalha, miasta położonego na zachód od Fatimy. Powiedzieli dzieciom, że po wyjściu z kościoła odwiedzą targ, by kupić prosiaka.

Pożegnawszy rodziców, Jacynta i Franciszek, liczący sobie wtedy siedem i dziewięć lat, wyprowadzili owce. Zapędzili je na miejsce, na którym zwykle spotykali się z Łucją (już prawie dziesięcioletnią), strzegącą stadka rodziców. Razem poszli z owcami na łąki Cova da Iria, należące do Antonia dos Santos. Kiedy się pasły, dzieci oddały się zabawie, nie zapominając jednak o zwierzętach.

Budowały „dom” znosząc kępy krzaków i kamienie. Takie zabawy sprawiały im wiele radości i przyspieszały upływ czasu. Ale gdy dzieci zbierały kamienie na ścianę owego „domu” przestraszył je błysk światła. który przeciął nagłe czyste i błękitne niebo. Myśląc, że to błyskawica, zbiegły ze stoku, by schronić się pod drzewem. Pojawił się kolejny błysk, jeszcze bliższy. Przyspieszyły kroku – przebiegły może sto jardów – i wtedy uwagę ich przyciągnęło coś, co pojawiło się na szczycie wiecznie zielnego drzewka, znanego tam jako carrasqueira, czyli dąb skalny.

Trzem parom normalnych, zdrowych oczu wystarczyła zaledwie sekunda i już dojrzały na szczycie owego czterostopowego drzewka pokaźną kulę światła. W jej wnętrzu kryła się kobieta, prawdziwie piękna pani.

Jak później napisała Łucja, była to: Pani cała w bieli, jaśniejsza niż rozjarzone słońce, bardziej czysta i wyrazista niż kryształowy kielich pełen krystalicznej wody prześwietlonej najintensywniejszymi promieniami słońca”. Nie można wykluczyć, że ten opis, podany przez dorosłą już Łucję ujmował więcej niż to co uświadamiała sobie jako dziecko. Młodzi kuzyni, którzy nie zdążyli nawet nauczyć się pisać, wyraziliby to zapewne prościej. Opowiadali, że nad krzakiem pojawiła się kobieta otulona jasnym światłem. Cała trójka zamarła w bezruchu.

Nie bójcie się – powiedziała owa kobieta – nie skrzywdzę was. Ton jej głosu był kojący, ciepły. Dzięki niemu uwolniły się od lęku i odnalazły w sobie nadzieję. Przypomniały sobie anioła. Obecność tej kobiety niosła więcej spokoju i pociechy.

– Skąd przychodzisz? – zapytała z ogromnym szacunkiem Łucja.

Przybyłam z nieba – odpowiedziała owa Pani.

A czego chcesz ode mnie? – zaciekawiła się po chwili dziewczynka.

Ta niezwykła dama oświadczyła dzieciom, że pragnie, by przez sześć kolejnych miesięcy przychodziły w to miejsce o tej samej porze, zawsze trzynastego. Obiecała też, że podczas ostatniego spotkania wyjawi, kim jest i czego pragnie. Łucja oświadczyła że tak zrobią. Odkrywszy w sobie siłę głosu i odwagę, zaczęła zadawać tajemniczej niewieście kolejne pytania.

– Czy ja też pójdę do nieba? – dociekała.

– Tak, pójdziesz.

– A Jacynta?

– Również.

– A Franciszek?

– On też, ale będzie musiał zmówić wiele Różańców!

Dama ujawniła Łucji szereg utajonych wcześniej prawd. Potem zapytała dziewczynkę, czy zgodzą się przecierpieć wszystko, co się im przytrafi, w imię odkupienia grzechów i nawrócenia grzeszników.

Łucja, rozmówiwszy się z kuzynami, odpowiedziała twierdząco. Potem ich rozmówczyni oznajmiła, że przyjdzie im znieść wiele cierpień, ale otuchę odnajdą w łasce Bożej. Mówiąc to, rozpostarła ręce, a na czerwoną ziemię, na której stali pastuszkowie, spłynęły strumienie światła.

Dzieci natychmiast poczuły moc tej światłości i obecność Boga. Jakby na jakiś znak, padły na kolana i zaczęły się modlić, adorując Pana. Źródło tych modlitw odkryły gdzieś w sobie.

Dama obserwowała je uważnie, aż do momentu, gdy owe modlitwy i hymny dobiegły końca.

– Odmawiajcie Różaniec, by zapewnić spokój światu i zakończyć wojnę – powiedziała potem.

A później, inaczej niż Anioł Pokoju, który rok wcześniej niknął pośród blasku, uniosła się ponad drzewko i odpłynęła ku niebu. Widziały, jak maleje, a potem znika. Jeszcze długo przyglądały się niebu.

A potem odniosły wrażenie, że ponownie zstąpiły na ziemię.

– Jakże piękna była ta Pani! – stwierdziła wreszcie Jacynta. Przez chwilę rozprawiały w podnieceniu o tym, co ujrzały i czego doświadczyły. Łucja i Jacynta opowiedziały chłopcu, co usłyszały. Chłopiec, mimo iż widział tę niezwykłą postać, nie słyszał jej słów, podobnie jak i tego, co przed rokiem mówił anioł.

Dzieci, wcześniej niż zwykle, zapędziły owce do Aljustrel. Kiedy tam szły, Łucja powiedziała kuzynom, że lepiej nie wspominać o owej Damie z niebios – Ale patrząc na Jacyntę, zwątpiła, czy uda się utrzymać to w sekrecie. Siedmiolatka wprost promieniała. Czyżby nie była w stanie zataić swej radości’? Tego Łucja miała dowiedzieć się następnego ranka.

Najmłodsza córka państwa dos Santos poszła spać, nie ujawniając, co przyniósł jej ów dzień. Rano zjadła śniadanie i poszła się bawić. W pewnym sensie była dość samotnym dzieckiem. Dwie z jej sióstr. Maria od Aniołów i Teresa, były już mężatkami. kiedy przyszła na świat. Caroline, nieco młodsza od nich. Miała piętnaście lat – i nie interesowały jej dziecinne zabawy. Śniąc na jawie, Łucja usłyszała głos Marii od Aniołów.

– Och, Łucjo! Słyszałam, że w Cova da Iria zobaczyłaś Najświętszą Panienkę!

Dziewczynka przyjrzała się uśmiechniętej siostrze, ale nic nie powiedziała. Jacynta i Franciszek nie wytrzymali. Wiedziała, że zaczną się kłopoty. Zacisnęła zęby i zaczęła się zastanawiać, co też powiedzą inni. Jeszcze przed zmrokiem owa wieść obiegnie wszystkie zagrody.

Nie minęło pół godziny, a Łucję wezwano do domu. Rodzice chcieli wiedzieć, co jej się przydarzyło poprzedniego dnia. Nie szukając pięknych słów, opowiedziała im o błysku światła, o Damie w bieli i o Jej wyznaniu, iż przybyła z nieba. Nie pominęła niczego, ale zmartwiło ja to, co dostrzegła w oczach rodziców.

Antonio, jej ojciec, zlekceważył całą sprawę.

– Babskie gadanie! – prychnął. Opuścił dom, nie patrząc na Łucję.

Maria Rosa wpadła w furię. Skrzyczała niemal dziesięcioletnią Łucję, podkreślając, że nauczyła swe dzieci, by zawsze mówiły prawdę. A tu najmłodsza córa przysporzyła jej zgryzoty, łgając na potęgę. Łucja nie starała się protestować. Kiedy matka dała jej spokój, dziewczynka wyszła z domu i, zalewając się łzami, pospieszyła do owczarni.

Potem szła powoli, poganiając owce uderzeniami rózgi. Wypatrzyła Franciszka i Jacyntę. Już z dala zobaczyła, że są przygnębieni. Zbliżając się do łąki, na której czekali, milczała.

Franciszek usilnie starał się powstrzymać łzy. Jacynta płakała, kryjąc twarz w dłoniach. Musieli już słyszeć, jak za ich sprawą potraktowano ją w domu.

– Dosyć płaczu – powiedziała, zbliżając się do nich i wyciągając ramiona. Jej oburzenie zniknęło.

Owego dnia, pilnując stada, dzieci czuły przygnębienie. Gdzieś zatraciła się radość, jaką dało im objawienie. Jacynta przysiadła na skale, mając smutną minę. Po jakimś czasie zaczęli rozmawiać. Jacynta wyznała, że chciałaby odmówić cały Różaniec i złożyć ofiarę, o którą prosiła ta niezwykła Pani. Dzieci codziennie powtarzały Różaniec, ale szły na skróty, ograniczając się do mówienia Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo a pomijając resztę słów. Po krótkiej naradzie ustaliły formę ofiary. Oddadzą swoje śniadanie owcom.

Do końca maja Łucja musiała znosić w domu sarkazm i groźby. Największy ból sprawiało jej stanowisko matki. Maria Rosa źle znosiła plotki i drwiny sąsiadów. Podobnie reagowała Olimpia Marto. Jedynie Ti Marto wierzył dzieciom. On wiedział, że nie byłyby zdolne skłamać.

– Jeżeli nie przyznasz, że skłamałaś, zamknę cię w ciemnicy i nigdy już nie ujrzysz słońca – wygrażała Łucji, Maria Rosa.

Ale dziewczynka nie odwołała nawet słowa. Wolała znosić udręki ducha i cierpliwie czekała na trzynasty dzień czerwca.

W miarę jak zbliżało się kolejne objawienie, matka i siostry Łucji coraz częściej przypominały jej o święcie, które przypada na ów dzień. Było to jedno z najważniejszych świąt w Portugalii, dzień poświęcony Św. Antoniemu Padewskiemu. Łucja wiedziała doskonale, że czekają wspaniała procesja, kwiaty, tańce i fajerwerki, a także rozdawanie wszystkim dzieciom przepysznego chleba. Ale nie mogła też zapomnieć, że tego dnia powinna znaleźć się w Cova.

Jeszcze przed świtem, 13 czerwca, wyprowadziła owce na pastwisko, chcąc wcześniej wrócić do swego domostwa. Wzięła też udział w Mszy na cześć Św. Antoniego. Powróciwszy do domu, odkryła, że wielu sąsiadów pragnie jej towarzyszyć w drodze do Cova. Nie była tym zachwycona. Jeszcze gorzej przyjęła ten fakt Maria Rosa. Widok tylu? „naiwnych” dorosłych i dzieci srodze ją rozsierdził. Nic, więc dziwnego, że Łucja musiała znieść mnóstwo sarkastycznych i kąśliwych uwag, których nie szczędziły jej matka i siostry.

Owego dnia odczuwałam ogromną gorycz” – napisała po latach? Przypominałam sobie przeszłość i dociekałam, gdzie podziało się uczucie, jakim dotąd darzyła mnie moja rodzina”.

Niewielki tłumek, wiedziony przez trójkę dzieci, opuścił wioskę około jedenastej. Łucja roniła łzy, a Franciszek starał się dodać jej ducha. Tuż przed wyznaczoną porą, przed dwunastą, zasiedli przed currasqueirą, czekając na to, co się wydarzy. Odmawiali Różaniec, a ludzie, którzy im towarzyszyli, otwarli koszyki, inicjując piknik. Jedna z dziewczynek recytowała Litanią do Matki Bożej, aż w końcu Łucja wstała, wchodząc jej w słowo.

– Jacynto! Powiedziała. Oto nadchodzi nasza Pani! Oto światłość!

Wszyscy wstali. Ludzie stojący na obrzeżach tłumu stwierdzili, że minio, iż niebo jest bezchmurne, słońce zaczyna gasnąć. Reszta ujrzała, że ugina się carrasqueira. I znów pojawiła się; niezwykła Pani.

Łucja ponownie zapytała Ją, czego od niej oczekuje. Dama poprosiła dzieci, żeby przyszły w to miejsce po upływie miesiąca i żeby codziennie odmawiały po pięć dziesiątek Różańca. Dodała też, że pragnie, by nauczyły się czytać, i obiecała, że przyjdzie czas na dalsze zalecenia. Łucja chciała jeszcze wiedzieć, czy Pani zabierze ją i kuzynów do nieba.

Tym razem uzyskała precyzyjniejszą odpowiedź. Dowiedziała się, że Franciszek i Jacynta już wkrótce tam trafią. Co do Łucji, plany rysowały się inaczej. Pisane jej było pozostać na ziemi znacznie dłużej, by upowszechnić kult Niepokalanego Serca Matki Bożej.

– Zostanę tu sama? – zapytała ze smutkiem dziewczynka. Niezwykła dama natychmiast ją uspokoiła. Zapewniła, że Łucja nigdy nie będzie całkiem sama.

– Moje Niepokalane Serce będzie ci ostoją.

Mówiąc to, kobieta rozłożyła ręce. I znów popłynęła z nich światłość, tyle, że tym razem jeden z promieni dosięgnął Łucji. Inny dotknął małych Marto i pomknął w niebo. Cala trójka ujrzała wtedy Niepokalane Serce. I znów, jak w maju, dzieci ogarnęło poczucie nieziemskiej radości i spokoju. Potem Dama ponownie uniosła się w powietrze i zniknęła w niebie.

Kiedy odeszła, Lucja, Jacynta i Franciszek zawrócili do Aljustrel. Dziewczynki przekazały chłopcu wszystko, co usłyszały. Franciszek raz jeszcze ucieszył się, że ma zapewnione miejsce w niebie. Kiedy rozeszli się do domów, rodzeństwo Marto ponownie spotkało się z przyjęciem dość sceptycznym, ale przynajmniej neutralnym. Łucja nie miała tyle szczęścia: okazało się, że domownicy zaczęli odnosić się do niej jeszcze mniej życzliwie niż – o ile to w ogóle możliwe – po pierwszym spotkaniu z niezwykłą damą. Następnego dnia Maria Rosa zaciągnęła córkę do proboszcza, chcąc sprawdzić, czy i jemu opowie ona o tym zdarzeniu.

Ojciec Ferreira potraktował dziewczynkę łagodnie, uprzedził jednakże tak ją, jak i jej matkę, że owe wizje zsyłać może diabeł. Łucja była przerażona i załamana. Jacynta i Franciszek uważali jednak, że obecności Pani nie można przypisać działaniu złych mocy.

– Widzieliśmy, jak szła do nieba – podkreślała Jacynta. Łucja nie znalazła nikogo, kto mógłby jej pomóc.

Maria Rosa nadal odnosiła się do niej nieprzychylnie. Przez cały miesiąc Łucja borykała się z myślą, iż to diabeł podszywa się pod piękną panią z niebios. Czy on mnie zabierze?” – Zastanawiała się, przestraszona. Postanowiła, że już nigdy nie pójdzie do Cova.

W dniu 13 lipca, niemal w ostatniej chwili, pobiegła do chaty państwa Marto i odkryła, że Jacynta i Franciszek toną we łzach. Wyjaśnili, że nigdzie nie pójdą.

– Nie odważylibyśmy się iść bez ciebie – powiedzieli. To Łucja była ich rzeczniczką, najważniejszą osobą w ich grupie, i o tym jej kuzyni nie mogli zapomnieć. Dziewczynka z miejsca podjęła decyzję

– Zmieniłam zdanie; idę tam – oświadczyła. Franciszek wyznał, że przez całą noc modlili się za nią. Nie minęło trzydzieści sekund, a już mali Marto wymknęli się z domu i popędzili na spotkanie z Panią. W Cova czekały już dwa- a może nawet trzy -tysiące ludzi. Znalazły się tam też matki dzieci, które przyszły z poświęconymi świecami, by odegnać diabła. Towarzyszył im Ti Marto, który pragnął uchronić dzieci przed tłumem.

W samo południe niezwykła dama znów się pojawiła. Objawienie to w dużej mierze nie różniło się od poprzednich. Łucja znów zapytała Panią, czego pragnie. Ponownie przekazała prośby o uzdrowienie chorych. Raz jeszcze Pani poprosiła dzieci, by odwiedziły to miejsce w wyznaczone dni i codziennie odmawiały Różaniec w imię pokoju. Nazwała siebie? „Królową Różańca” Potem wydarzyło się coś zupełnie nowego.

Pani znów rozpostarła ręce, ale tym razem światłość, która zalała dzieci, wniknęła w grunt pod ich stopami. Wydało się im, że ziemia się rozstąpiła i oglądają piekło. Morze ognia; a w owych płomieniach skąpane były demony i dusze, niczym węgielki rozżarzone do czerwoności” – napisała po latach Łucja. Tłum widział, że dzieci są czymś przerażone.

Pani przyznała, że zajrzały do piekła, dodała jednak, że dzięki kultowi Niepokalanego Serca i pokucie wiele dusz zdoła uniknąć potępienia. Były też i inne przepowiednie: powiedziała, że jeśli nie przestanie się obrażać Boga, za pontyfikatu papieża Piusa XI wybuchnie kolejna, jeszcze straszliwsza wojna. Mali pastuszkowie niewiele z tego pojmowali, ale to ostrzeżenie zadziwiło wszystkich, którzy wiedzieli, że na Tronie Piotrowym zasiada Benedykt XV.

Niezwykła Królowa przedstawiła i inne prośby, prośby o zasięgu globalnym.

– Przychodzę prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o przystępowanie w pierwsze soboty miesiąca do Komunii, w imię odkupienia – oznajmiła. – Jeżeli ludzie mnie posłuchają, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, błędy tego kraju zarażą świat, prowokując wojny i prześladowanie Kościoła. Podkreśliła, że prześladowania też nie ominą nawet papieża, Ojca Świętego.

Moje Niepokalane Serce w końcu zatriumfuje – oświadczyła. – Ojciec Święty ofiaruje mi Rosję, która się nawróci, i na jakiś czas zstąpi na ziemię pokój. Portugalia zaś trzymać się będzie wiary. Potem padły słowa skierowane wyłącznie do dzieci. Królowa Serca Niepokalanego poprosiła Łucję i Jacyntę, by zadbały, żeby i Franciszek poznał całość jej posłania. Wreszcie przekazała dzieciom ostatnią tajemnicę, wyłącznie do ich wiadomości.

Kiedy unosiła się ku niebu, dzieci wyglądały na blade. Spoglądały po sobie, nie mogąc znaleźć słów, jakimi opisałyby to, co widziały i usłyszały. Tłum jakoś wyczuł, że to objawienie różniło się od poprzednich. Kiedy otoczył małych wizjonerów, zasypując ich pytaniami, Ti Marto wyłowił Jacyntę spośród natrętów i poprowadził dzieci do domu. Cała trójka wydawała się świadoma wagi obietnic i ostrzeżeń, które mogły odmienić los świata. Dzieci pożegnały się z cząstką swego dzieciństwa.

Cała Portugalia zaczęła mówić o Fatimie. Do Aljustrel wciąż napływali nowi goście. Ani państwu Marto, ani też rodzicom Łucji nie było dane zaznać ciszy.

– To źle, że nie trzymałaś języka za zębami – zarzucił któregoś dnia Jacyncie rozgoryczony Franciszek. Ilekroć widzieli obcych zmierzających ku ich zagrodzie, chowali się.

Konflikty w domu Łucji rozgorzały na nowo. Jej ojciec odkrył, że tłumy ciekawskich stratowały jego ogrody warzywne w Cova. Zima zaczęła kojarzyć się z głodem. Państwo dos Santos nie mogli tego darować swej córce. Tylko, kiedy pasła owce, mogła znaleźć odrobinę spokoju. Co gorsza, nieprzychylne reakcje spotykały Łucję i poza domem.

W roku 1910, kiedy zamordowano króla Carlosa, do władzy w Portugalii doszli republikanie. Do głosu doszły siły antyklerykalne, totalnie przeciwne religii. Urzędnicy państwowi uznali, że z powodów politycznych należy stłumić kult rodzący się w okolicach Fatimy.

Dlatego 13 sierpnia 1917 roku do Aljustrel zawitał zarządca Qurem. Utrzymywał, że się nawrócił. Obiecał, że osobiście dowiezie tę trójkę dzieci na miejsce objawienia. Państwo Marto nie byli tym zachwyceni. Antonio dos Santos zlekceważył to, jak jego córka dotrze do Cova. Stało się jednak tak, że mali wizjonerzy wsiedli na wóz owego katolika”.

W połowie drogi zarządca zawrócił i zawiózł dzieci do swego domu w Qurem. Martwiło je to, że straciły szansę na kolejne objawienie. Człowiek ten przez dwa dni więził dzieci, grożąc śmiercią, jeżeli nie ujawnią „tajemnicy” powierzonej im przez Najświętszą Panienkę. W drugim dniu owego zniewolenia kolejno brał każde z nich na rozmowę. Mówił im, że będą się smażyć w oleju. Jacynta poszła na pierwszy ogień by przestraszyć pozostałą dwójkę.

– Co z tego, że nas zabiją – szepnął Franciszek do pobladłej Łucji. – Pójdziemy prosto do nieba!

Ów niewierny zarządca Qurem uświadomił sobie, że przegrał. 15 Sierpnia odwiózł dzieci do Aljustrel i zostawił na stopniach probostwa. W niedzielę, 19 sierpnia, Najświętsza Panienka odwiedziła dzieci w płytkiej dolince, którą nazywano Valinhos. Kiedy odeszła, pastuszkowie ścięli gałęzie z krzewu, na którym się pojawiła, i zanieśli je do swych domów. Maria Rosa uznała zapach tych gałęzi za niebywale słodki, ale wciąż powątpiewała w wizyty Matki Bożej i w relacje Łucji.

Dnia 13 września, rankiem, mali wizjonerzy musieli przedrzeć się przez setki ludzi, by dotrzeć do Cova. Wizyta Najświętszej Panienki nie trwała długo. Pani obiecała, że za następnym razem dzieci ujrzą Pana, Matkę Boską Bolesną, Matkę Boską z Karmelu i św. Józefa z Dzieciątkiem.

Nadal odmawiajcie Różaniec, bo to zakończy wojnę – przypomniała. Potem, obiecawszy zdrowie tym, którzy prosili ją o uleczenie, stopiła się z niebem. Czas dzielący całe Aljustrel i troje małych wizjonerów od kolejnego objawienia upłynął zadziwiająco szybko.

Mimo iż dzień 13 października był wietrzny i deszczowy, w okolicach Cova zgromadziło się przeszło siedemdziesiąt tysięcy osób, czekających na południe i choć chwilowe oswobodzenie od deszczu. Rodzice trojga pastuszków, zaniepokojeni, też zapragnęli tam trafić. Obawiali się, że jeśli nie nastąpi żaden cud, rozgoryczony tłum zaatakuje dzieci.

Słońce jeszcze nie osiągnęło zenitu, a już Łucja, wraz ze swymi kuzynami, czekała na nowe objawienie. Nie wiedząc, czemu, nakazała zebranym, by złożyli parasole. Deszcz nadal padał, ale przeradzał się w lekką mgiełkę. Wyraz twarzy Łucji raptownie się zmienił.

– Uważaj, córko; nie daj się oszukać – przypomniała jej – wciąż pełna wątpliwości – matka.

Dzieci nie słyszały tych słów Marii Rosy. Klęcząc, obserwowały Panią, która opuszczała się właśnie na krzew, udekorowany już kwiatami i girlandami. Wilgotna mgiełka dotykała ich twarzy.

– Co mam zrobić? – zapytała po raz ostatni Łucja.

– Chcę ci przekazać, że oni mają wybudować tu kaplicę, na moją cześć. Ja jestem Królową Różańca.

Mają codzienne odmawiać Różaniec. Wojna dobiega końca i żołnierze w wkrótce powrócą do domów.

Dziecko raz jeszcze poprosiło o uzdrowienie chorych. Królowa Różańca obiecała, że część z nich uleczy; przypomniała jednak, że muszą zmienić swe życie i prosić o wybaczenie grzechów.

– Niech przestaną obrażać Boga, On zniósł już zbyt wiele zniewag – oświadczyła.

Tak brzmiały ostatnie słowa, jakie Matka Boska, goszcząc w Fatimie, przekazała Łucji i całemu światu. Raz jeszcze rozłożyła ręce, a światłość pomknęła ku niebu.

– Patrzcie na słońce! – zawołała Łucja. Nastąpił tak oczekiwany cud, ale Matka Boża odeszła.

Tłumy zobaczyły, że chmury się rozstępują, ukazując słońce. Jawiło się ono jak biały krąg, na który wszyscy mogli patrzeć bez zmrużenia oczu.

W owym czasie troje wizjonerów oglądało na niebie tajemnice Różańca. Tajemnice Radosne, jako że ujrzeli Świętą Rodzinę i to, że św. Józef trzykrotnie pobłogosławił zebranych. Trzymał na rękach Dzieciątko. Łucja zobaczyła jeszcze Matkę Boską Bolesną, a potem Matkę Boską z Góry Karmel.

W tym samym czasie inni patrzyli w osłupieniu na słońce przypominające srebrzystą pokrywkę. I nagle „roztańczone słońce” zamarło, a potem zaczęło się obracać. Wirując, dotykało ziemi wszystkimi barwami widma. Ludzi, którzy głośno wielbili Boga, zagarniały zielenie, czerwienie i fiolety.

Siedemdziesiąt tysięcy zebranych w Cova obserwowało słońce zygzakiem schodzące ku ziemi. W ich sercach zagościło poczucie śmierci. Setki ludzi padły na kolana. Słońce już zdawało się bliskie ziemi, ale nagle zatrzymało się i wróciło na właściwe mu miejsce, ponownie jaśniejąc.

Ludzie zauważyli, że przemoczone okrycia wyschły. Ten? Cud słońca” oglądano i w kilku pobliskich miastach. Nie mówiło się o powszechnym urojeniu. Portugalia uwierzyła w te objawienia.

Ludzie skupili się wokół Łucji, Jacynty i Franciszka, których co bardziej krzepcy mężczyźni wzięli na ramiona. Po godzinach starań o wyrwanie się z kręgu wypytujących je osób, dzieci wróciły do domów blade i wyczerpane.

W kilka miesięcy później matki Lucji i Jacynty zgodziły się posłać dziewczynki do szkoły, by nauczyły się czytać. O to przecież prosiła Matka Boża.

Franciszek nie skorzystał z tej możliwości, wiedząc, że rychło odejdzie spośród żywych. Większość czasu spędzał w fatimskim kościele Św. Antoniego, żarliwie się modląc.

2W dniu 4 kwietnia 1919 roku Franciszek zmarł na zapalenie oskrzeli. Miał niespełna jedenaście lat.

– Cóżby z niego był za mężczyzna – mówił ze smutkiem jego ojciec.

Jeszcze przed objawieniami ogromnie szczycił się swym najmłodszym synem, urodziwym chłopcem, rozkochanym w przyrodzie i nieznającym strachu. Łucja codziennie odwiedzała Franciszka, przez cały okres jego długiej choroby. Widząc, że jest bliski śmierci, poprosiła go, by modlił się za nią z nieba.

Jacynta również się rozchorowała. Zgnębiona rozstaniem z bratem, cieszyła się jednak, że jego los odmienił się na lepsze. U schyłku lata i na progu jesieni rozwinęło się u niej zapalenie opłucnej, z każdym dniem coraz poważniejsze. Wreszcie 20 lutego 1920 roku, o dwudziestej drugiej trzydzieści, zmarła w lizbońskim szpitalu. Jak przepowiedziała, była zupełnie sama, gdy przyszła po nią Królowa Różańca.

Łucja, która odtąd sama musiała dźwigać brzemię objawienia, jeszcze kilka lat spędziła z rodziną. W roku 1921, jako czternastolatka, opuściła w środku nocy Aljustrek udając się do Porto do szkoły prowadzonej przez Siostry Św. Doroty.

Zatroszczył się o to biskup nowopowstałej diecezji Leiria obejmującej i Fatimę, i Aljustrel. Łucja odwiedziła jeszcze Cova i grób Franciszka a potem pojechała incognito do szkoły, gdzie miała występować pod przybranym nazwiskiem. Mimo iż Kościół w końcu uznał owe objawienia, biskup zdecydował, że najlepiej będzie, gdy to dziewczę skryje się w cieniu.

W roku 1925 Łucja postanowiła wstąpić do zakonu Sióstr Św. Doroty. Nadal nikt w klasztorze nic nie wiedział, że jest ona ostatnim z owych trojga dzieci z Fatimy. W roku 1930 biskup ogłosił, że uznaje objawienia fatimskie za „wiarygodne”. Chociaż w owym kraju wciąż wrzały nastroje antykatolickie, mówiło się już o setkach cudownych uzdrowień. W 1936 roku siostra Maria das Dores (Maria od Boleści), posłuszna woli biskupa, spisała pierwszą ze swych relacji z objaweń, Potem nastąpiły jeszcze trzy, jedna w roku 1937 i dwie w 1941. W ostatniej z nich ujawniła, wyłącznie do wiadomości Ojca Świętego, trzecią z tak zwanychtajemnic fatimskich„. Ustalono, że koperta zawierająca tę relację zostanie otwarta dopiero w roku 1960, chyba, że Łucja wcześniej rozstanie się z tym światem.

Dwie poprzednie tajemnice były już znane ludziom. Pierwsza dotyczyła wizji piekła, jaka roztoczyła się przed dziećmi w lipcu 1917 roku, i zapowiedzi wybuchu drugiej wojny światowej, o ile ludzie „nie przestaną obrażać Boga”. Druga wiązała się z prośbą Najświętszej Panienki o upowszechnienie na świecie kultu jej Niepokalanego Serca.

W roku 1985 prasa włoska zaczęła rozpuszczać pogłoski o straszliwych karach zapowiedzianych w „trzeciej tajemnicy” i powodach, dla których czterej kolejni papieże tuszowali wszelkie informacje na ten temat. Watykan zdementował te plotki.

Osoby z najbliższego otoczenia papieża Jana Pawła II wyjaśnili, dlaczego zrezygnował on z poinformowania opinii publicznej. Po pierwsze, miał do tego prawo; po drugie, treści, zawarte w owej „tajemnicy”, niczego nowego nie wnoszą do Prawd Objawionych; po trzecie – wreszcie – Ojciec Święty pragnie uniknąć zbędnego rozgłosu, związanego z działalnością środków przekazu i pseudo-proroków usiłujących zwieść wiernych na manowce. Podkreślono, że pewnej dozy cierpienia nie da się uniknąć, ale Matka Boska Fatimska już wcześniej zapowiedziała ostateczny triumf Niepokalanego Serca.

Wiadomo, że papież Jan XXIII zapoznał się z „trzecią tajemnicą” w roku 1960.

– Nie dotyczy ona mojego czasu – powiedział potem. Polecił złożyć ów dokument w archiwum. Papież Paweł VI również go przeczytał, a później, w roku 1967, w pięćdziesiątą rocznicę objawień, odwiedził Fatimę. Spotkał się tam z Łucją, podówczas siostrą Marią od Niepokalanego Serca, karmelitanką z klasztoru w Coimbra. We wnętrzu fatimskiej bazyliki stanęła kolumienka upamiętniająca miejsce, na którym rosła niegdyś carrasqueira – dąb skalny, wybrany przez Matkę Bożą.

313 maja 1982 roku Jan Paweł II odwiedził Fatimę, gdzie spotkał się z Łucją, jedynym żyjącym świadkiem objawień. Papież wyznał jej, iż zawdzięcza życie Matce Boskiej Fatimskiej, po tym jak 13 maja 1981 roku, na Placu Świętego Piotra, został postrzelony przez zamachowca. Podczas tygodni i miesięcy poświęconych na rekonwalescencję, papież wielokrotnie wczytywał się w dokumenty dotyczące Fatimy. Później wysłał tam kulę wydobytą z jego brzucha, gdzie została umieszczona pomiędzy klejnotami zdobiącymi koronę na głowie figurki.

Po cichu kazał wybudować małą kapliczkę w lesie, w pobliżu granicy rosyjsko-polskiej. Umieszczono tam replikę fatimskiej figurki, której twarz skierowana była na Rosję. Papież naprawdę wierzył, iż Rosja zostanie nawrócona.

W 1984 r. papież Jan Paweł II poświęcił świat oraz Rosję Niepokalanemu Sercu, jednocząc się w tym z biskupami całego świata. Pius XII uczynił coś podobnego w 1942 roku, zaś później w 1952 poświęcił naród rosyjski. Papież Pius XII ustanowił również święto Niepokalanego Serca Maryi oraz ogłosił kościół fatimski bazyliką.

Na przestrzeni pięciu lat od poświęcenia Rosji Najświętszemu Sercu, Związek Radziecki przeszedł pokojowy proces rozpadu. Niektórzy mówili, że rozpad bloku komunistycznego rozpoczął się, gdy okryła go błękitna opończa Maryi.

Dziś miliony wiernych odwiedzają kaplicę w Fatimie, w Portugalii. A kolejne miliony zostały odmienione dzięki posłaniu przekazanemu trójce dzieci przez Najświętszą Panienkę. Stopniowo, chrześcijański świat zdał sobie sprawę, iż te objawienia były najbardziej znaczącymi we współczesnych czasach.

Świat został głęboko dotknięty przez Fatimę. Nowe nabożeństwo do Niepokalanego Serca i pięć pierwszych sobót stało się faktem. A modlitwy, takie jak odmawianie Różańca zostały odnowione.

Siostra Łucia de Jesus dos Santos OCD zmarła dn. 13 lutego 2005 r. w klasztorze karmelitanek w Coimbrze po trzymiesięcznej chorobie. Uroczystości pogrzebowe siostry odbyły się 16 lutego w katedrze w Coimbrze. Przeżyła 97 lat.

Źródło: http://www.zaufaj.com/objawienia-maryjne/211.html

Pierwsza i druga część tajemnicy

W redakcji dokonanej przez siostrę Łucję w Trzecim Wspomnieniu z 31 sierpnia 1941, przeznaczonej dla biskupa Leirii-Fatimy [1]

Będę musiała, przeto coś z tajemnicy powiedzieć i dać odpowiedź na pierwsze pytanie.

Co jest z tą tajemnicą? Wydaje mi się, że mogę to powiedzieć, bo z nieba otrzymałam na to pozwolenie. Przedstawiciele Boga na ziemi pozwolili mi na to już wiele razy i w wielu listach. Sądzę, że jeden z nich znajduje się u księdza Biskupa. Napisany został przez księdza Jose Bernardo Goncalves, który mi każe napisać do Ojca Świętego. Jeden punkt w tym liście odnosi się do wyjawienia tajemnicy. Już o tym mówiłam, ale aby nie przedłużać tego pisma, które miało być krótkie, ograniczyłam się do tego, co najkonieczniejsze, zostawiając resztę, (jeśli Bóg pozwoli) na lepszą okazję.

W drugim piśmie opisałam już wątpliwości, które mnie dręczyły od 13 czerwca do 13 lipca, a które całkowicie znikły w czasie tego ostatniego widzenia. A więc tajemnica składa się z trzech odmiennych części. Z tych dwie teraz wyjawię:

Pierwszą, więc była wizja piekła.

11Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi, widzieliśmy w tym morzu demony i dusze jakby były przezroczystymi czartami lub brunatnymi żarzącymi się węgielkami w ludzkiej postaci. Unosiły się w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu. Padały na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, bez wagi, w stanie nieważkości, wśród bolesnego wycia i rozpaczliwego krzyku. Na ich widok można by ogłupieć i umrzeć ze strachu.

Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt. Lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.

Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem:

«Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza.

Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii Świętych w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.» [2]

Druga tajemnica: Niepokalane Serce Maryi

«Druga tajemnica odnosi się o nabożeństwa Niepokalanego Serca Maryi. Jak już poprzednio mówiłam, Nasza Pani 13 czerwca 1917 r. zapewniła mnie, że nigdy mnie nie opuści i że Jej Niepokalane Serce będzie zawsze moją ucieczką i drogą, która mnie będzie prowadziła do Boga.

121Mówiąc te słowa, rozłożyła swe ręce i przeszyła nasze serca światłością, która z nich płynęła. Wydaje mi się, że tego dnia to światło miało przede wszystkim utwierdzić w nas poznanie i miłość szczególną do Niepokalanego Serca Maryi, tak jak to było w dwóch innych wypadkach odnośnie do Boga i do tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Od tego dnia odczuliśmy w sercu bardziej płomienną miłość do Niepokalanego Serca Maryi.»

Trzecia część tajemnicy wyjawionej 13 lipca 1917 w Cova da Iria.

«Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.

Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku;

Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: „coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim” Biskupa odzianego w Biel „mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty”. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga. Tuy-3-1-1944.»

[1] W czwartym wspomnieniu z 8 grudnia 1941 r. s. Łucja pisze: „Zaczynam, więc moją pracę, żeby spełnić rozkaz Waszej Ekscelencji i życzenie dr. Galamby. Z wyjątkiem jednej części tajemnicy, której mi jeszcze nie wolno wyjawić, powiem wszystko. Świadomie niczego nie zataję. Możliwe, że pominę niektóre szczegóły będące bez znaczenia”.

[2] W cytowanym czwartym wspomnieniu s. Łucja dodaje: „W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary, itd.” Tłumaczenie odtwarza wiernie tekst oryginalny, w tym także niedokładności interpunkcji, co zresztą nie przeszkadza w zrozumieniu tego, co widząca chciała powiedzieć.

Konferencja księdza Gobbi o trzeciej tajemnicy fatimskiej

«Świat zmierza ku karze i oczyszczeniu»

Nie miałem jeszcze okazji przeczytać komentarza Kongregacji do trzeciej tajemnicy (od Redakcji: zamieściliśmy go w całości w numerze 6-7/2000. Linka w internecie: tu). Przekazuję tu, więc moją ocenę osobistą, a nie – alternatywę dla zastąpienia oficjalnego komentarza. Z góry też przyjmuję oficjalne stanowisko Kongregacji Nauki Wiary.

*W swoich wizjach siostra Łucja widziała obrazy pełne symboli. Wyrażają one rzeczywistość, którą trzeba zinterpretować.

Na pierwszym miejscu pojawia się anioł, z ognistym mieczem w lewej dłoni, gotowy zapalić świat. Potem trzy razy powtarza: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!” Nie może jednak zapalić świata, gdyż Matka Boża wkracza, aby zatrzymać tę plagę własną ręką, z której wychodzi tak silne światło, że gasi płomienie.

Zdaje mi się, że tu ukazuje się rdzeń przesłania fatimskiego, gdyż Najświętsza Panna przyszła prosić o modlitwę i pokutę dla nawrócenia grzeszników. Błaga ludzkość o powrót do Boga i o nawrócenie. Gdybyśmy odpowiedzieli na Jej wołanie nie byłoby drugiej wojny światowej.

Już w pierwszej tajemnicy Maryja mówiła:

Jeśli zostanie spełnione to, o co proszę, nastanie pokój… Jeśli nie, w czasie panowania Piusa XI zacznie się nowa wojna, Kościół i Ojciec Święty będą prześladowani.”

Zatem w modlitwie i pokucie jest ocalenie świata.

Potwierdza to trzecia tajemnica, gdyż Anioł, który ma zapalić świat ognistym mieczem zostaje powstrzymany interwencją matczynej dłoni Maryi. To może się dokonać, jeśli świat odpowie na potrójne wołanie o Pokutę. Ta pierwsza część trzeciej tajemnicy dotyczy nas wszystkich.

Druga część to wizja Papieża, biskupów, kapłanów i wiernych, którzy są dręczeni. Chodzi w sposób oczywisty o prześladowanie. Ten fragment ukazuje, że nie chodzi o zamach, którego ofiarą stał się Ojciec Święty i po którym został uzdrowiony, lecz chodzi o jego śmierć: zostaje zabity.

Prawdopodobnie Papież dopuścił taką interpretację, aby uczynić możliwą publikację trzeciej tajemnicy, ponieważ powiedział w czasie środowej audiencji: „Ponieważ nadszedł czas, podjąłem decyzję o ujawnieniu trzeciej tajemnicy fatimskiej…”

Dla mnie to oznacza, że czas dojrzał i doszliśmy do czasu prześladowania, w którym umrze nie tylko papież, ale też biskupi, kapłani i wierni.

Wielu biskupów, kapłanów i wiernych udaje się na górę – to jest wyrażenie symboliczne – na której jest wzniesiony Krzyż, czyli idą oni ku męczeństwu. Kiedy Jezus szedł na Golgotę, szedł ku ukrzyżowaniu. Cóż to, zatem oznacza, że oni wchodzą na górę, na której wznosi się Krzyż? Idą ku swemu męczeństwu.

Papież przechodzi przez miasto w połowie zniszczone, gdzie leżą zwłoki, on zaś modli się za ich dusze. Zostaje zamordowany. A po nim – także biskupi, kapłani, świeccy. Tu znowu mówi się o prześladowaniach i męczeństwie.

Taka jest moja osobista interpretacja. Chcę po prostu powiedzieć wam, o czym sam myślę, czytając tekst trzeciej tajemnicy. Powiedziano mi, że kard. Ratzinger stwierdził, iż Kościół nie zmusza do przyjmowania jakieś interpretacji, co oznacza, że pozostawia on każdemu swobodę w wyjaśnianiu. Jeśli więc przedstawiam tu moją własną interpretację, nie przejawiam nieposłuszeństwa wobec Kościoła.

Zatem na temat pierwszej części tego tekstu chciałbym jeszcze powiedzieć, co następuje:

Anioł przygotowuje się do zniszczenia świata ogniem

Matka Boża wkracza, aby mu przeszkodzić. Anioł mówi: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!” Maryja może działać, może przeszkodzić karze, lecz pod warunkiem, że posłuchamy wezwania do Pokuty. Ta pokuta polega konkretnie na nawróceniu. To jest najważniejsze, to jest orędzie fatimskie. Najświętsza Panna mówi: abym was mogła ocalić, musicie się nawrócić.

Ale skoro ludzkość nie odpowiada, nie pokutuje, nie nawraca się, lecz uporczywie trwa na tej samej drodze i z każdym dniem staje się gorsza, oddala się coraz bardziej od Boga, buduje cywilizację pogańską, postępuje w sprzeczności z Prawem Boga, czy może zostać ocalona? Czy Matka Boga może jeszcze powstrzymać ogień Anioła, który chce zapalić świat? Przecież rozwój tego, co jest zawarte w tym przesłaniu, zależy od postawy ludzkości na wezwanie Anioła do pokuty.

To, co dotyczy śmierci Papieża, odpowiada orędziu z 13 maja 1995 z Błękitnej Książki („Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej”), a zwłaszcza snowi św. Jana Bosko w 1862 roku, który przekazuje: „Nagle Papieża dosięgnie nieprzyjacielska kula. Jego pomocnicy podtrzymują go i podźwigną, lecz nieco później inna nieprzyjacielska kula dosięga go i upada martwy na ziemię.”

Kiedy Anioł woła: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”, a nie słucha się go – a przecież on krzyczy w tym celu, abyśmy zostali ocaleni – wtedy Najświętsza Panna nie może już zatrzymać kary.

Trzeba uzupełnić orędzie innymi elementami, które wyjaśniają nasz sposób patrzenia i to, czym żyje ludzkość. Ludzkość zostanie ocalona, jeśli pójdzie za wezwaniem Anioła do pokuty. Ale jeśli będzie się opierać, co się stanie?

Siostra Łucja otrzymała w Coimbra także inne orędzia. Napisała wiele listów do papieży, zwierzała się spowiednikom, biskupom, kardynałom. Być może właśnie w tych jej tekstach, zamkniętych w archiwach, znajduje się ostatni klucz do tajemnicy, czyli to, co się stanie, jeśli ludzkość odrzuci wezwanie Anioła do pokuty.

Ponieważ nie znamy tych tekstów powinniśmy wziąć tu pod uwagę inne wydarzenia i drogi interpretacji, gdyż…

…Maryja objawiła się nie tylko w Fatimie.

Myślę na przykład o Akita w Japonii. Rozmawiałem z biskupem, który zmarł przed kilku laty, a swoim dekretem uznał te objawienia za autentyczne. Przypominam sobie, że za pierwszym razem był nieco smutny. Mówił mi, bowiem, że miał dowód na nadprzyrodzoność zjawisk, gdyż był obecny podczas łzawienia figury, (która płakała w sumie 101 razy), był wtedy spowiednikiem siostry-widzącej. Ja sam również ją poznałem. To pokorna zakonnica całkiem już pochylona przez artrozę i bez przerwy cierpiąca bóle.

Biskup martwił się, bo badanie powierzono komisji teologicznej, której przewodniczył arcybiskup Tokio, który poddał się wpływowi pewnego jezuity-wykładowcy uniwersytetu. Uznał on, iż należy odwołać się – wyjaśniając wydarzenia w Akita – do sił parapsychologicznych. One miały rzekomo umożliwić siostrze Agnieszce wywołanie łzawienia figury. Ale biskup Ito widział płaczącą statuę Maryi, kiedy siostra była w podróży u rodziców, oddalona od miejsca wydarzeń o 2000 km!

Powołał, więc jeszcze raz komisję diecezjalną złożoną z profesorów i teologów uniwersyteckich, pośród których był nasz umiłowany o. Tonnuti, teolog i mariolog, odpowiedzialny za Kapłański Ruch Maryjny w Japonii. Po tym kanonicznym badaniu objawienia i orędzia zostały uznane za autentyczne.

Przed trzecim orędziem z Akita (13 października 1973) doszło też do innego wydarzenia. Powstał Kapłański Ruch Maryjny (od 7 lipca 1973).

Obecnie niemal wiek minął od orędzia danego w Fatimie 13 lipca. Gdyby ludzkość przyjęła wezwanie do pokuty wszystkie groźby zostałyby zawieszone.

Tymczasem nawet, jeśli chodzi o Kościół podział wszedł do jego wnętrza. W trzecim orędziu z Akita jest powiedziane: „biskupi powstaną przeciw biskupom, kardynałowie przeciw kardynałom”. Trzeba by zapytać biskupów i kardynałów, czy tak jest, ale ja myślę, że niewiele do tego brakuje. Zatem kara, która spadnie na ludzkość będzie większa niż w czasie potopu. Ci, którzy przeżyją, będą zazdrościć umarłym. Oto przesłanie z Akita.

Oczywiście te treści nie zawierają się w orędziu z Fatimy. Stamtąd rozległo się wezwanie do pokuty.

My jednak żyjemy teraz w czasie, w którym ludzkość odrzuciła pokutę i jeszcze bardziej oddaliła się od Boga, budując cywilizację materialistyczną i pogańską, w której szeroko się rozpowszechnił ateizm teoretyczny i – jeszcze gorszy – praktyczny.

Drodzy bracia: nie miejsce tu na upadanie na duchu.

Próba musi nadejść dla oczyszczenia świata. Następujące po sobie wydarzenia, do jakich obecnie dochodzi, przynoszą nam w pewnym sensie potwierdzenie Fatimy: nie posłuchaliśmy tego, co nam polecała Maryja dla naszego zbawienia, więc ludzkości grozi kara, której Maryja może zapobiec. Kościół wewnętrznie podzielony jest zagrożony szerzącymi się błędami odstępstwa i utratą wiary. Zatem możecie zauważyć, że rozwój dalszego ciągu wydarzeń zależy w sposób logiczny od interwencji Maryi.

Przykładem tej interwencji Maryi jest Książka Kapłańskiego Ruchu Maryjnego, która jest jakby syntezą i powtórzeniem tego, co zostało powiedziane w Fatimie i w Akita.

W Kościele utrata wiary jest jawna. Drodzy bracia, otwórzcie oczy. Nie mówię nic, co by nie odpowiadało prawdzie.

Kiedy jadę do Niemiec, jakąż sytuację Kościoła tam widzę? Kiedy jadę do Francji, w jakiej sytuacji zastaję tam Kościół? A w USA, a w Kanadzie? Wszędzie to samo…

Prośmy Ducha Świętego, aby Jego Światło otwarło oczy i pozwoliło jasno rozpoznać ten kryzys!

To, co mnie zaskakuje, to jak Papież może stawiać temu wszystkiemu czoła i mówić o tym, co nas czeka po tym kryzysie? Jak on to robi?

Najpierw myśleliśmy, że Papież zna trzecią tajemnicę i dlatego mówi o tym, co nas czeka. A tymczasem – sądząc z jej treści – wcale nie chodzi o znajomość trzeciej tajemnicy. Są, więc dwie możliwości:

albo Papież posiada inne informacje, jeśli jest prawdą, że siostra Łucja otrzymuje też inne przesłania, które mu przekazuje;

albo Papież jest jednym z największych charyzmatyków, jaki kiedykolwiek żył na świecie.

Jeśli to drugie przypuszczenie jest prawdziwe, to w takim razie miałby sam doznania, które by mu pozwalały mówić o tym, co nas czeka po próbie.

On, bowiem mówi jasno o powrocie Chrystusa w chwale i o tym, że my mamy wyjść Mu na spotkanie.

Mówi o nowej erze, jaka nas czeka. Bez doświadczenia charyzmatycznego, bez pewnego oświecenia przez Ducha Świętego nie mógłby, widząc aktualny świat, widząc aktualną sytuację Kościoła, którego ciężar i cierpienie niesie, nie mógłby napisać takich na przykład słów:

«Składamy dziękczynienie Panu za niezmierzone dobro, jakie uczynił poprzez swych misjonarzy i spoglądając ku przyszłości z ufnością oczekujemy jutrzenki nowego dnia. Wszyscy ci, którzy pracują na wysuniętych placówkach Kościoła są jak wartownicy stojący na murach Miasta Bożego, których pytamy: „Stróże, jak długo potrwa jeszcze noc?” (Iz 21,11).

I otrzymujemy tę odpowiedź: „Twoi strażnicy podnoszą głos, razem wznoszą okrzyki radosne, bo oglądają na własne oczy powrót Pana na Syjon” (Iz 52,8).

Ich ofiarne świadectwo, składane we wszystkich zakątkach świata, obwieszcza, że na progu trzeciego tysiąclecia Odkupienia Bóg przygotowuje wielką wiosnę chrześcijaństwa, której początek można już dostrzec.

Maryja, Gwiazda Zaranna, niech nam pomaga, abyśmy umieli zawsze z taką samą gorliwością odpowiadać «fiat» na zamysł zbawienia Ojca, aby ludzie wszystkich narodów i języków mogli ujrzeć Jego chwałę (por. Iz 66,18) » (Watykan 23 maja 1999 List apostolski na Światowy Dzień Misji).

Kiedy czytałem ten fragment o „wiośnie” przeczytałem raz jeszcze ostatnie orędzie, jakie Najświętsza Panna nam dała:

Nadszedł czas, byście wyszli z waszego ukrycia i oświecili ziemię. Ukażcie się wszystkim jako Moje dzieci, bo Ja jestem zawsze z wami. Niech wiara będzie światłem, które was oświeca w tych dniach ciemności, i niech gorliwość dla czci i chwały Mego Syna będzie jedyną sprawą, jaka was pochłania. Walczcie, dzieci Światłości, bo godzina Mojej walki już nadeszła.

W surowości zimy wy jesteście pączkami kiełkującymi na Moim Niepokalanym Sercu. Ja umieszczam je na gałęziach Kościoła, aby wam powiedzieć, że właśnie ma nadejść jego najpiękniejsza wiosna. ” (24.12.1997)

Drodzy bracia, powiedziałem wam więc w bardzo prostych słowach, co myślę o trzeciej tajemnicy po przeczytaniu jej.

Jedyna możliwość ocalenia dla ludzkości, polega na nawróceniu i pokucie.

Ukazano w trzeciej tajemnicy męczeństwo Papieża, męczeństwo wielu biskupów, kapłanów i wiernych, ofiar prześladowania. Tej symbolicznej wizji nie można wyjaśniać jedynie poprzez zamach. Chciejmy ją wyjaśniać konkretnie.

Wobec wydarzeń, do jakich dziś dochodzi, do jakich doszło w przeszłości, i w sytuacji, gdy ludzkość nie przyjęła wezwania do nawrócenia, jasne jest, że ręka Maryi nie będzie już mogła zatrzymać kary i płonący miecz Anioła zapali świat. To będzie wielkie doświadczenie.

Jednakże ta kara, to oczyszczenie, będzie przejawem miłosierdzia.

Miłosierdzie i Sprawiedliwość połączą się, gdyż dojdzie do wielkiego oczyszczenia.

Po tym oczyszczeniu ludzkość przeżyje nową erę, nowy czas powrotu do Jezusa, do Boga Ojca, który przyjmie ją do ogrodu Swej miłosiernej miłości, aby przypieczętować z nią nowe przymierze miłości. Wtedy ludzkość będzie żyła w doskonałej jedności z Bogiem. To będzie jakby nowy ziemski raj. Chrystus zbuduje wtedy Swe królestwo na ziemi.

Papież jasno podkreśla wszystkie te aspekty przyszłości w swoich wypowiedziach.

Na tym kończę moją osobistą interpretację. Teraz zrozumiecie, dlaczego ten Papież, który cierpi, jest krzyżowany i zagrożony nagłą śmiercią, ma odwagę nawoływać do ufności, mówiąc:

Przekroczcie próg nadziei. To bowiem, co nas oczekuje, jest o wiele piękniejsze niż to, co przeżywamy obecnie i o wiele bardziej radosne niż wielka próba, jaką wszyscy będziemy musieli przeżyć i doświadczyć.”

KOMENTARZ KAPŁANA*

Jeszcze raz o Tajemnicy Fatimskiej

Prawo do interpretacji

Ojciec Święty Jan Paweł II, postanawiając opublikować III część Tajemnicy Fatimskiej, przekazanej dzieciom przez Matkę Bożą 83 lata temu, zlecił teologom opracowanie do niej komentarza.

Choćbyśmy w kwestiach dotyczących prawd wiary kierowali się także dzisiaj odwieczną zasadą: Roma locuta – causa finita („Rzym przemówił – sprawę należy uznać za zamkniętą”), na pewno nikt nie będzie twierdził, że nad „dokumentem z Nieba”, za jaki uznać można Tajemnice Fatimskie, nie wolno już teraz usiąść innym teologom, by zgłębiać ich treść na użytek własny, a nawet ogółu. Upoważnia nas do tego sam główny komentator, kardynał Ratzinger, nazywając swoje opracowanie „próbą interpretacji” oraz „rozważaniem”. Prosząc, więc Najwyższego Nauczyciela, Ducha Świętego, o pomoc, odczytajmy na nowo posiadane teksty. Niech towarzyszy nam w tym zadaniu Anioł III Tajemnicy z ognistym mieczem skierowanym w naszą stronę – ku globowi ziemskiemu – z potrójnym wezwaniem do pokuty. Czy to anielskie „ultimatum” przyjęła ziemia do tego stopnia, byśmy „w epoce wielkich problemów i niepokojów” mogli już spać spokojnie…?

Celem – zbawienie dusz

W swoim komentarzu kard. Ratzinger za najbardziej istotny punkt dwóch pierwszych części Tajemnicy uważa cel, któremu ma służyć tak wstrząsająca wizja piekła: wezwanie do udziału w dziele zbawiania dusz. Zostaje zarazem ukazany światu środek istotny dla dzieła zbawczego: kult Niepokalanego Serca Maryi. Kult zaś ten ma polegać na naśladowaniu Maryi w pełnieniu woli Bożej, w kroczeniu za Chrystusem. Jest to wyraźne nawiązanie do Adhortacji Pawła VI Marialis cultus, za którą można tę myśl uzupełnić (odwołując się również do nauczania Jana Pawła II) w następujący sposób: chodzi o możliwie pełne dotrzymywanie kroku Maryi w Jej pielgrzymce, (czyli ciągłym wzrastaniu) wiary i posłuszeństwa Bogu.

Klucz do zrozumienia trzeciej tajemnicy

Kardynał uważa za niego potrójne wezwanie do pokuty, które w polskim tłumaczeniu powinno brzmieć: Pokuty, Pokuty, Pokuty! Trzeba to podkreślić: wezwanie. W oryginale słowo to występuje w wołaczu, a nie w mianowniku, gdyż wtedy byłoby nie wezwaniem, lecz informacją – czymś w rodzaju stwierdzenia Anioła: na ziemi wszyscy pokutują!

W dalszym tekście Komentarza jeszcze raz spotykamy próbę ujęcia tych „kluczy” w jedną zsyntetyzowaną myśl: „Jest to zachęta do modlitwy, ukazanej, jako droga do «zbawienia dusz», a zarazem wezwanie do pokuty i nawrócenia”.

Czy coś przeoczyliśmy?…

Jeżeli spróbujemy uprościć tę syntezę teologa tak, by zrozumiało ją dziecko, trzeba by napisać: Tajemnice Fatimskie są ze strony Matki Bożej wezwaniem do modlitwy o nawrócenie grzeszników, gdyż grozi im wieczne potępienie. Ratunkiem dla nich może być to, że papież poświęci Niepokalanemu Sercu Maryi Rosję, a my będziemy obchodzić Pierwsze Soboty miesiąca (istotne składniki kultu Niepokalanego Serca).

Czy tak duże uproszczenie – chociaż pozornie może się tu wydawać zupełnie na miejscu – nie budzi pewnego niedosytu, a nawet niepokoju, wynikającego z przeczucia, że coś przeoczyliśmy…?

Wizja św. Faustyny

Po pierwsze – może tak być, dlatego, że wezwanie do modlitwy, choć wydaje się tak oczywiste, że pozornie nie wymaga komentarza, jest skierowane przez Matkę Bożą nie tylko do dzieci, lecz do całego Kościoła, który jest dzisiaj nieco bogatszy w pewne formy nabożeństw, niż był w roku 1917. Weźmy za przykład kult Bożego Miłosierdzia, a w przytoczonym tu fragmencie Dzienniczka św. Faustyny zauważmy wizję jakże podobną do tej, która dana była dzieciom w Fatimie.

{474} Na drugi dzień, w piątek 13 IX 1935.

Wieczorem, kiedy byłam w swojej celi, ujrzałam anioła, wykonawcę gniewu Bożego. Był w szacie jasnej, z promiennym obliczem, obłok pod jego stopami, z obłoku wychodziły pioruny i błyskawice do rąk jego, a z ręki jego wychodziły i dopiero dotykały ziemi. Kiedy ujrzałam ten znak gniewu Bożego, który miał dotknąć ziemię, a szczególnie pewne miejsce, którego wymienić nie mogę dla słusznych przyczyn, zaczęłam prosić anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. Jednak niczym prośba moja była wobec gniewu Bożego. W tej chwili ujrzałam Trójcę Przenajświętszą. Wielkość majestatu Jej przeniknęła mnie do głębi i nie śmiałam powtórzyć błagania mojego. W tej samej chwili uczułam w duszy swojej moc łaski Jezusa, która mieszka w duszy mojej; kiedy mi przyszła świadomość tej łaski, w tej samej chwili zostałam porwana przed stolicę Bożą. O, jak wielki jest Pan i Bóg nasz i niepojęta jest świętość Jego. Nie będę się kusić opisywać tej wielkości, bo niedługo ujrzymy Go wszyscy, jakim jest. Zaczęłam błagać Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi.

{475} Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność anioła, i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która się słusznie należała za grzechy. Z taką mocą wewnętrzną jeszcze się nigdy nie modliłam, jako wtenczas. Słowa, którymi błagałam Boga, są następujące: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas.

{476} Na drugi dzień rano, kiedy weszłam do naszej kaplicy, usłyszałam te słowa wewnętrznie: Ile razy wejdziesz do kaplicy, odmów zaraz tę modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. Kiedy odmówiłam tę modlitwę, usłyszałam w duszy te słowa: Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu mojego, odmawiać ją będziesz przez dziewięć dni na zwykłej cząstce różańca w sposób następujący: najpierw, odmówisz jedno „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”, i „Wierzę w Boga”, następnie na paciorkach „Ojcze nasz” mówić będziesz następujące słowa: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego”; na paciorkach „Zdrowaś Maryjo” będziesz odmawiać następujące słowa: „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego”. Na zakończenie odmówisz trzykrotnie te słowa: „Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem”.

Jeśli dysponujemy dzisiaj aż takimi potężnymi środkami – jakby „bombami atomowymi” – na płaszczyźnie modlitwy wstawienniczej o nawrócenie grzeszników, nasza odpowiedzialność za ich nawrócenie niepomiernie wzrasta!

Różaniec – broń niepokonana

Może uderzać również całkowite pominięcie w komentarzach modlitwy różańcowej, która właśnie w Fatimie została przez Maryję potraktowana niezwykle poważnie, wręcz jako swego rodzaju orędzie skierowane do świata. Przecież w ostatnim objawieniu 13 października Pani określiła siebie „Różańcową”, co ma tu istotne znaczenie. Na pewno nie będzie nic niewłaściwego w wyobrażeniu sobie przez czytających tekst III części Tajemnicy, że w prawym ręku Maryi znajduje się różaniec, ginący w blasku gaszącym płomienie Bożej sprawiedliwości. Dzięki niemu my wszyscy możemy solidaryzować się z intencjami Niepokalanego Serca. Czyż druga część Tajemnicy nie zawiera zapowiedzi wprowadzenia w świecie nabożeństwa Pierwszych Sobót, którego ważnym składnikiem jest rozważanie tajemnic Różańca? Jak wyglądałoby dzisiaj oblicze ziemi, gdybyśmy byli wierni chociażby tylko temu jednemu żądaniu Fatimskiej Królowej Różańca Świętego? Jakże poważnie potraktował je Papież w swej wypowiedzi w Fuldzie!

Rola ofiarowania siebie Bogu

Po drugie – może niedostatecznie zwrócono uwagę na to, że za „klamrę” spinającą wszystkie objawienia fatimskie należy uznać nie tyle wezwanie do pokuty wielkich grzeszników – Maryja wie, jak trudno będzie im przyjąć to „ultimatum”, nawet pod groźbą piekła, w które wielu z nich nie wierzy – ile raczej wezwanie „apostołów ostatnich czasów” do pełnej aktywności, mobilizacji sił oraz zaangażowania w dzieło nawracania tamtych. Chodzi tu o zaproponowanie tymże apostołom możliwie pełnego zestawu środków, wśród których znajdujemy, oprócz poruszonej wyżej modlitwy, ofiarowanie siebie Bogu za bliźnich. Jeśli ta idea ulegnie rozmyciu, „Krzyż męczenników” oraz płynąca z niego ich krew pozostaną pustymi symbolami, nie mającymi odniesienia ani do dziś, ani do jutra Kościoła!

Ta ostatnia „klamra” (a może „klucz” – jeśli posłużymy się wyrażeniem użytym przez kard. Ratzingera) jest niezwykle znamienna: występuje już w naukach i upomnieniach Anioła, który żąda od dzieci zaprzestania zabaw na rzecz modlitw i składania ofiar; dostrzegamy ją także już w pierwszym objawieniu Maryi 13 maja (zob. II Wspomnienie Łucji rozdz. 2 pt 4):

Oto słowa, które Najświętsza Dziewica wypowiedziała do nas tego dnia, a których przyrzekliśmy nigdy nie wyjawić. Powiedziawszy nam, że pójdziemy do nieba, zapytała:

«Czy chcecie ofiarować się Bogu, przez przyjęcie wszystkich cierpień, które On zechce na was zesłać, na zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i za nawrócenie grzeszników?» «Tak, chcemy» – była nasza odpowiedź. «Będziecie, więc bardzo cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą mocą»”.

Łucja zapamiętała, że również w trzecim, lipcowym objawieniu – a właśnie ono, jako zawierające potrójną Tajemnicę, jest teraz na ustach świata – Pani nie kazała modlić się za grzeszników, lecz ponosić ofiary (wyjaśnia to Franciszkowi w IV Wspomnieniu w rozdz. 1 w p-cie 7). Wiemy, jak gorliwie, z jak wielkim zaparciem się siebie, wprowadzały dzieci w życie to żądanie Maryi.

Matka Boża wybrała sobie troje pastuszków, by przez nich przypomnieć nam bezwzględnie ścisły obowiązek apostolstwa – uratowanie grzeszników od piekła właśnie od nas zależy – jak też podkreślić wartość naszego osobistego krzyża w dziele nawracania grzeszników, którzy idą do piekła, gdyż „nie ma komu za nich ofiarować się i modlić”. Właśnie to złożenie siebie w ofierze stawia Maryja na pierwszym miejscu, a modlitwę dopiero na drugim.

Słusznie podkreślają komentatorzy, że w wizjach dzieci chodzi o obrazy symboliczne, które nakładają na nas obowiązek zgłębiania ich rzeczywistej i pełnej wymowy. Do takich symboli, i to ustawionych w samym centrum „akcji”, należy właśnie Krzyż opływający krwią Męczenników.

Kto nie bierze swego krzyża…

Kościół jest dzisiaj ciężko chory przez brak posłuszeństwa Założycielowi, który nie pozostawił mu złudzeń: „Kto nie bierze swojego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 38). W III części Tajemnicy chodzi więc nie tylko o Krzyż Męczenników, lecz o Krzyż całego Kościoła!

Ponieważ nie można być prawdziwym naśladowcą Chrystusa bez krzyża (Mt 16,24), więc i ofiarowanie Bogu własnej krwi można rozumieć dwojako: odnosząc je do męczeńskiego wytrwania wśród tortur i zadawanej za wiarę śmierci, lecz także do męczeństwa w pragnieniu, które towarzyszyć musi każdemu na jego drodze krzyżowej, zanim dotrze on do bramy nieba. Jeżeli ktoś nie dojrzeje do pełni męczeństwa w pragnieniu (inaczej: do ujętego w Przykazanie miłowania Boga z całej duszy i ze wszystkich sił) na ziemi, musi do niego dojrzeć w otchłani czyśćca. W czyśćcu jednak zabraknie temu „męczeństwu” istotnego elementu, który tak podkreśla Matka Boża Fatimska: nie będzie ono apostolskie – nie będzie służyło ratowaniu od piekła grzeszników, lecz już tylko naszemu własnemu oczyszczeniu.

Podobne spojrzenie na nasz krzyż napotykamy także w oficjalnym nauczaniu Kościoła, gdyż w nowym Katechizmie (w nrze 618) znajdujemy następujące zdanie: „Poza Krzyżem nie ma innej drabiny, po której można by dostać się do nieba”. Zdanie to zaczerpnięto z jednego z listów św. Róży z Limy. Twierdzi ona, że usłyszała je od samego Chrystusa, jak również następujące (zawarte w Liturgicznej Modlitwie Dnia): „Nie możemy dostąpić łask, jeśli nie doznajemy cierpień. Trzeba więc znosić wiele cierpień, aby osiągnąć pełne uczestnictwo w Bożej naturze, chwałę dzieci Bożych i doskonałe szczęście duszy”. I dodaje od siebie: „Nikt nie narzekałby na krzyż ani spotykające go trudy, gdyby wiedział, na jakiej wadze są ważone i jaką w sobie niosą nagrodę.”

Jan Paweł II – wzorem

Jak się wydaje, ten właśnie „klucz” dostrzegł i zaakcentował Jan Paweł II, odnosząc do samego siebie wizję męża w bieli, idącego świadomie i dobrowolnie pod Krzyż Męczenników. Papież idzie przelać swoją krew, by aniołowie mogli nią „skrapiać dusze” i przyprowadzać je do Boga. Czy ta właśnie idea – apostolskiego męczeństwa – nie przyświeca Janowi Pawłowi II, który woła przed Figurą Fatimską w 1984 roku: Pragniemy zjednoczyć się z naszym Odkupicielem w tym poświęceniu się za świat i ludzi, które w Jego Boskim Sercu ma moc wyjednać przebaczenie i stać się zadośćuczynieniem. […] O, jak głęboko odczuwamy potrzebę ofiarowania się za ludzkość i świat, za świat naszych czasów, w zjednoczeniu z samym Chrystusem! Świat bowiem musi mieć udział w odkupieńczej ofierze Chrystusa za pośrednictwem Kościoła. […]

Nie wiemy, jak wielu ludzi w świecie wsparło dotychczas Papieża w jego drodze krzyżowej nie tylko swoją modlitwą, lecz także ofiarą, także tą z własnego życia, co mogło przyczynić się do jego ocalenia w tym i w innych zamachach na jego życie, z udaremnionym w Częstochowie włącznie. Ten ostatni znany jest tylko nielicznym, lecz warto o nim wspomnieć.

Zamach miał być dokonany w czasie spotkania Ojca Świętego z młodzieżą całego świata w sanktuarium Jasnogórskim (hymn Abba, Ojcze… przypomina nam tamte dni). Ktoś otrzymał natchnienie z nieba, by poprosić Paulinów o wzmożoną czujność i przeszukanie okolicy papieskiego podium. Okazało się, że pod dywanami schodzącymi na poziom placu przed Jasną Górą oraz pomiędzy stemplami sosnowymi podpierającymi ogromny pomost przewidziany dla księży ktoś umieścił wiechcie ze słomy, nasączone łatwopalnym materiałem. Plan wroga był prosty: wśród chłopców idących środkiem placu w procesji z pochodniami ukryci byli podpalacze, którzy mieli spowodować pożar. Zły duch przez swoich ludzi chciał targnąć się nie tylko na życie Papieża, ale zrobić żywą pochodnię z tysięcy księży, palących się i spadających z dużej wysokości!

Wśród polskich sióstr zakonnych krąży opowiadanie o prywatnej wizycie u Papieża w Watykanie, podczas której jedna z zakonnic z ogniem w oczach zawołała: „Ojcze Święty, tak bardzo Cię kocham, że gotowa jestem życie oddać za Ciebie!” Jan Paweł II popatrzył jej głęboko w oczy, a potem pobłogosławił, czyniąc krzyż na jej czole. Za kilka, a może kilkanaście dni, już nie żyła: zginęła w wypadku samochodowym… Jej współtowarzyszkom podróży natomiast Bóg oszczędził cierpień.

Papież czytający w duszach, Papież czytający w przyszłości świata jak w otwartej księdze, płaczący nad przyszłym losem Polski i błagający o miłosierdzie nad nią (świadkiem jego osobisty sekretarz, zob. Miłujcie się 3/4 1996 s. 5), Papież widzący anioła w czasie kanonizacji s. Faustyny, (o czym sama wspomina), Papież żyjący i pracujący jakby jednocześnie na kilku „poziomach” – jest dla nas zagadką, oby jednak był dla nas, i to jak najdłużej, najwyższym aktualnie ziemskim autorytetem! Tylko sam Bóg wie, w jakim stopniu uzależnił jego dalszą posługę Kościołowi… właśnie od nas.

Przyszłość Kościoła w wizji św. Jana Bosko

Nie powinna w tym wypadku ujść naszej uwagi słynna wizja świętego Jana Bosko, dotycząca wyraźnie przyszłości Kościoła tragicznej, lecz w ostatniej z opisywanych scen – pięknej i pocieszającej.

Święty przeżywał wściekłe ataki masonerii na „okręt Kościoła”, dowodzony przez papieża, który – trafiony jedną kulą, lecz podtrzymywany przez swoich – kieruje tenże okręt ku dwóm kolumnom, na których widnieje Hostia oraz postać Maryi Wspomożycielki. Papież został jednak trafiony po raz drugi, tym razem śmiertelnie. Gdy jego następca – wybrany błyskawicznie (ku zaskoczeniu tryumfujących już wrogów) – zdołał przycumować okręt do dwóch kolumn, wrogowie zatopili siebie nawzajem, Kościół zjednoczył się, dla świata nadszedł okres wielkiego pokoju i szczęścia.

Zwycięstwo Maryi

No właśnie, okres pokoju i szczęścia… Czy można iść dalej w tym kierunku, dopatrując się analogii tego okresu z Tryumfem Niepokalanego Serca Maryi…?

Niewątpliwie tak, gdyż upoważnia nas do tego sam kard. Ratzinger, który wiąże największe zwycięstwo z Maryjnym „Niech mi się stanie według słowa twego”, a więc z przywilejem Bożego Macierzyństwa, dzięki któremu Bóg zamieszkał z nami do końca na ziemi. Dzięki tej Jego obecności nawet męczeństwo staje się zwycięstwem nad szatanem i światem, i to mimo naszej skłonności do grzechu, która daje Przeciwnikowi pole do działania.

Bóg, zmuszony do wypędzenia człowieka z raju, stworzył sobie „nowy raj” – Niepokalaną Dziewicę, i właśnie w tym „raju” zamieszkał, zstępując do Jej łona w Nazarecie. To było doskonałe zjednoczenie Dwóch Najświętszych Serc, które przetrwało wszystkie próby czasu i znalazło swoje przedłużenie w wieczności. Zwłaszcza od chwili wniebowzięcia nie spotykamy Jezusa bez Maryi ani Maryi bez Jezusa, co niewątpliwie uwidoczni się także w Tryumfie Obu Serc. Nasza Matka „w porządku łaski”, zrodziwszy nas w największym bólu serca pod krzyżem, nie opuści nas nigdy i nie pozwoli szatanowi na odnoszenie tryumfów, jeśli tylko będziemy stać po Jej stronie oraz walczyć pod Jej dowództwem, wykorzystując pełnię łask wysłużonych przez Jej Boskiego Syna.

Odczytajmy w tym kontekście ponownie zakończenie II części Tajemnicy: „Wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatryumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

Słynna zapowiedź Matki Bożej odnosi się tu wyraźnie do wydarzeń o charakterze zewnętrznym, wręcz politycznym. Niedokładność polskiego tłumaczenia sprawia, że wydarzenia te jesteśmy skłonni odnosić wyłącznie do przeszłości, dopatrując się np. w „zniszczeniu wielu narodów” skutków drugiej wojny światowej. Tymczasem siostra Łucja użyła w tym wypadku słów: varias nac es ser o aniquiladas, co znającym choć trochę łacinę (nawet tę spolszczoną, w której występuje słowo anihilacja) – niekoniecznie portugalski – da dużo do myślenia. Chodzi tu przecież o unicestwienie, a więc o zagładę, zniknięcie z powierzchni ziemi, wielu albo różnych narodów (oba znaczenia słowa varias są tu do przyjęcia). Poprawne tłumaczenie tych słów znajdujemy w liście Łucji do Papieża z 12 maja 1982 roku: „…różne narody zginą”.

Aż tak więc straszna zapowiedź poprzedza nadejście Tryumfu Niepokalanego Serca! A jeśli Pani Fatimska mówi o okresie pokoju, to chyba nie tak nietrwałego i tak fałszywego pokoju, jaki buduje od dwóch tysiącleci Jej piekielny Przeciwnik?! Ma to być Jej, a nie jego pokój. Ma to być pokój zbudowany na gruzach jego królestwa, na ruinach tych miast i narodów, które uznały nad sobą jego władzę i nie chciały się nawrócić; pokój, którego warunki podyktuje Pani Wszystkich Narodów, a nie Lucyfer, którego olbrzymi posąg, zwany „Statuą Wolności”, urąga nie tylko miastu Nowy Jork, lecz całemu światu.

Jan Paweł II w modlitwie przekazanej Kościołowi obchodzącemu Wielki Jubileusz prosi – wyraźnie nawiązując do proroctwa Izajasza – by tenże stał się „czasem, w którym miecze zostaną przekute na lemiesze, ucichnie oręż i wzniesie się pieśń pokoju”.

Jubileusz 2000 – oczekiwanie na Chrystusa

Przemawiając 28 lutego 1998 roku do Papieskiego Komitetu Obchodów Wielkiego Jubileuszu Jan Paweł II zapowiada, że „Jubileusz ma być oczekiwaniem na Drugie Przyjście naszego Zbawiciela, kiedy ustanowi On na zawsze swoje Królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”. Trzeba to wyraźnie podkreślić: Jubileusz, a nie nowe tysiąclecie, w które nas on wprowadza… Aby rozwiać wątpliwości, odczytajmy 51 p-t encykliki Jana Pawła II O Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata. Przygotowanie się Kościoła do Wielkiego Jubileuszu uważa tam Papież za „przygotowanie do nowego etapu dziejów człowieka na ziemi w roku Dwutysięcznym po narodzeniu Chrystusa”. Koresponduje to dokładnie z tym, co powiedział w Fuldzie (o czym dalej), zapytany o przyszłość Kościoła w świetle III Tajemnicy Fatimskiej: ciężkie, krwawe doświadczenia warunkują prawdziwe odnowienie Kościoła.

Jeżeli w znanej nam dzisiaj III części Tajemnicy napotykamy wizję Krzyża i męczeństwa (m.in. papieża) u jego stóp, która nie otwiera chyba przed nami – mieszkańcami ziemi – żadnej pocieszającej doczesnej perspektywy, skąd czerpie Jan Paweł II tyle optymizmu, by (także powołując się na Tajemnice Fatimskie, o czym dalej), móc mówić o odnowie Kościoła?

Chociaż siostra Łucja w swej rozmowie z arcybiskupem Bertone, przeprowadzonej przez tegoż na polecenie Ojca Świętego, zastrzega się w swej pokorze: „Ja opisałam to co widziałam, interpretacja nie należy do mnie, lecz do Papieża” – ona to właśnie jest dla nas ważnym interpretatorem. Zresztą nieraz występowała już w tej roli, choć jej wypowiedzi nie były powszechnie znane ani doceniane. Oddajmy więc jej teraz głos, najpierw opierając się na pakiecie dokumentów Watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, przekazanym dziennikarzom. Wyróżnienia drukiem pochyłym w tym i w innych tekstach pochodzą od autora niniejszego opracowania.

Siostra Łucja o tajemnicy

Siostra w liście do Papieża z 12 maja 1982 roku pisze m.in.: „Trzecia część tajemnicy odnosi się do słów Matki Bożej: «Jeżeli nie, [Rosja] rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie miał wiele do wycierpienia, różne narody zginą» (13 VII 1917). […]

Ponieważ nie przyjęliśmy tego wezwania zawartego w Orędziu, jesteśmy świadkami jego spełnienia, a Rosja rzeczywiście zalała świat swoimi błędami. A chociaż nie oglądamy jeszcze całkowitego wypełnienia się ostatniej części tego proroctwa, widzimy, że stopniowo zbliżamy się do niego wielkimi krokami. Nastąpi ono, jeżeli nie zawrócimy z drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, łamania praw człowieka, niemoralności, przemocy itd.”

Z powyższego wynika, że siostra Łucja niejako próbuje wywrzeć nacisk na Papieża przez naświetlenie zaistniałej sytuacji: Rosja zagraża światu militarnie i ideologicznie, Papież o włos uniknął śmierci i cierpi, „wielkimi krokami” zbliżamy się do wypełnienia się całej tajemnicy-proroctwa: do zburzenia połowy domów („wielkie miasto” zapewne symbolizuje świat) oraz do wielkiego prześladowania Kościoła. Ponieważ pisze w przeddzień przybycia Papieża do Fatimy, prawdopodobnie zamierza wręczyć mu ten list osobiście, przewidując, że owocem listu może być posłuszeństwo Matce Bożej, okazane Jej w pełni przez Jej umiłowanego syna.

Ile kosztowało Papieża wypełnienie żądania Matki Bożej Fatimskiej, wie tylko on i Bóg. Nie udało mu się poświęcić Rosji Jej Niepokalanemu Sercu 7 czerwca 1981 roku, gdyż od trzech tygodni leżał w szpitalu po zamachu na jego życie, a zgromadzeni w bazylice Matki Bożej Większej przedstawiciele episkopatów z całego świata mogli wysłuchać tylko jego przemówienia z magnetofonu. Nie udało się to również – mimo nadziei ze strony Łucji – w rok później, gdyż „nieznani sprawcy” nie doręczyli na czas papieskiego zaproszenia, skierowanego do biskupów świata – zaczęli je rozsyłać przed samym odlotem Papieża do Fatimy, w której był przez to niemal sam 13 maja 1982 roku. A przecież akt poświęcenia miał być dokonany w łączności ze wszystkimi biskupami.

Dopiero w uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 1984 roku, otoczony biskupami, na Placu Świętego Piotra dokonał Papież zawierzenia świata, a zwłaszcza „tych ludzi i tych narodów, które tego zawierzenia i tego poświęcenia najbardziej potrzebują”. Aktowi poświęcenia towarzyszyło przejmujące dziewięciokrotne błaganie „Wybaw nas!”, gdy Papież wymieniał główne rodzaje zła, dręczącego ludzkość. Zakończył ten akt ufnym błaganiem: „Niech w Twoim Niepokalanym Sercu ukaże się wszystkim światło Nadziei!”

Siostra Łucja w liście z 8 listopada 1989 roku potwierdziła, że tym razem żądanie Matki Bożej zostało dokładnie wypełnione. W wywiadzie udzielonym arcybiskupom Antony Padiyara i Ricardo Vidal (opublikowanym w mies. portug. Christus nr 4/1998) stwierdziła, że dzięki temu poświęceniu uniknął świat straszliwej kary Bożej w postaci wojny atomowej, która miała wybuchnąć w 1985 roku. Dodała: „Choć to niebezpieczeństwo już nie istnieje, trzeba wciąż pracować dla Boga, ponieważ demon się podnosi, budzi się ze snu, pracuje przeciw Bogu i Jego dziełom” (cyt. za Rycerzem Niepokalanej 6/1998 s. 224).

Niegasnące zagrożenie samozagładą

Powstaje, zatem pytanie: czy z Tajemnicami (traktowanymi łącznie) związana jest groźba wojny atomowej oraz jej skutków? Jeśli wprost nie, dlaczego Papież z taką mocą błagał o wybawienie nas od niej? Jego wołanie na Placu Świętego Piotra 25 marca 1984 roku było tak wstrząsające w swej treści, a zarazem sposobie wypowiadania słów (był to krzyk, niemal aż do zachrypnięcia), że można mówić o poczuciu zagrożenia u modlącego się Papieża: „O, Niepokalane Serce! Pomóż nam odeprzeć groźbę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach ludzi współczesnych, a którego nieobliczalne skutki ciążą już dziś nad naszym życiem i zdają się zamykać drogi ku przyszłości! Od głodu i wojny wybaw nas! Od wojny atomowej, od niewyobrażalnego samozniszczenia, od wszelkich wojen, wybaw nas!”

Z kolei rodzi się inne pytanie: skąd obawy siostry Łucji, związane z ujawnieniem III Tajemnicy, zawarte chociażby w słowach: „Papież może Tajemnicę wyjawić, jeśli chce. Jednak ja radzę mu, by jej nie ujawniał. A gdyby zdecydował się na to, radziłabym jak największą rozwagę” (z Famille Chrétienne z 12 III [1998?], cyt. za Rycerzem Niepokalanej 6/1988 s. 224). Dalej: skąd także prośba Papieża, skierowana za pośrednictwem Sekretariatu Stanu do wszystkich diecezji Kościoła Powszechnego, wystosowana w roku 1989 – prośba o zorganizowanie we wszystkich kościołach przez godzinę w każdym tygodniu (możliwie na stałe) modlitwy o „odparcie błędów i nieposłuszeństwa… nasycających wpływami szatana sługi Kościoła i jego dzieci”, a przede wszystkim „o niezrealizowanie się trzeciego sekretu fatimskiego”? W posiadanym przez autora piśmie, skierowanym do jednego z klasztorów przez biskupa-wikariusza generalnego, zawarte jest zobowiązanie do złożenia w kurii biskupiej (do końca października 1989 roku) sprawozdania „nie tylko z podjęcia tej inicjatywy, ale także z jej rozwoju i wzrostu”…

Wielu twierdzi dzisiaj, że po ujawnieniu Tajemnic Fatimskich świat odetchnął z ulgą i rozlegają się głosy: „Nie ma się, czego obawiać, na szczęście to już przeszłość, żadne wielkie zagrożenie nie istnieje, prześladowania Kościoła zawsze gdzieś były i będą!”

Zaskakujące słowa Papieża

Na jakiej wobec tego podstawie, wypowiadając się na temat III Tajemnicy w Fuldzie w 1980 roku, Jan Paweł II twierdził (por. Niedziela z 3 VIII 1998 s. 14 oraz Miłujcie się nr 3/4 1996 s. 3): „Ze względu na powagę jej treści moi poprzednicy nie opublikowali jej. Zresztą każdemu powinno wystarczyć to, co powiem: jeżeli czyta się tam, że oceany zaleją znaczny obszar ziemi, a miliony ludzi będą umierać z minuty na minutę – wówczas rzeczywiście nie powinno się pragnąć opublikowania Tajemnicy. Wielu pragnie ją znać tylko z ciekawości, dla sensacji, zapominając, że znajomość oznacza także odpowiedzialność. Chcą tylko zaspokoić ciekawość, lecz jest to niebezpieczne, jeśli równocześnie nie usiłuje się przeciwstawić złu”. I pokazując różaniec powiedział: „To jest środek zaradczy przeciw temu złu. Módlcie się; módlcie się i nie pytajcie o więcej. Wszystko inne powierzcie Matce Bożej”. Na pytanie: co będzie działo się w Kościele? – Jan Paweł II odpowiedział: „Będziemy się musieli wkrótce przygotować na wielkie doświadczenia, które mogą nawet domagać się narażenia naszego życia oraz poświęcenia się bez reszty Chrystusowi i dla Chrystusa. Może to być złagodzone dzięki naszej modlitwie, ale nie może być już odwrócone, ponieważ tylko w ten sposób może nastąpić prawdziwe odnowienie Kościoła. Jakże często Kościół odnawiał się przez krew. Nie inaczej dokona się to także i tym razem. Obyśmy byli silni, przygotowani i pełni ufności pokładanej w Chrystusie i w Jego świętej Matce. Odmawiajmy wiele razy i często Różaniec”.

Znany nam tekst III części Tajemnicy nie zawiera żadnego z tych obrazów, które na początku swej wypowiedzi w Fuldzie maluje Papież przed naszymi oczami: ani wylewu oceanów, ani nagłej śmierci milionów ludzi. Cóż zatem…? Czy ktoś przypisuje mu słowa, których wcale nie wypowiedział, a katolickie czasopisma bezkrytycznie je drukują…?

Wprawdzie nie mamy gwarancji na to, że każde słowo przekazane nam przez dziennikarzy jest w tym wypadku prawdziwe, ale też nie mamy dowodów przeciwnych, uzasadniających odrzucenie tych słów. Może, więc lepiej nie przywiązywać wcale do nich wagi, tym bardziej, że po 20 latach Papież, a wraz z nim Kościół, zdobył nowe doświadczenie w wielu kwestiach?

Istnieje druga możliwość: poważne potraktowanie całości tej papieskiej wypowiedzi w oparciu o uzasadnione przypuszczenie, że oprócz tekstu III Tajemnicy istnieje w archiwum watykańskim więcej pism Łucji, skierowanych wprost do papieży lub przekazanych tam przez duchownych będących w kontakcie z Łucją. Jak można się domyślać, stanowią one pewną całość, na którą mógł powołać się Papież. I tak z rozmowy z Łucją arcybiskupa Bertone dowiadujemy się, że jest ona w posiadaniu swego opracowania, zatytułowanego Os apelos da Mensagen de Fatima (Wezwania Orędzi Fatimskich), które chciałaby opublikować, jeśli Papież wyrazi na to zgodę. Opracowanie to zawiera odpowiedź na liczne otrzymywane przez nią listy. Udzielała też wywiadów, jak choćby wspomniany wyżej, w którym poruszyła sprawę darowania światu kary w postaci wojny. Ponadto wiele razy kontaktowała się, poprzez listy i rozmowy, z o. Augustynem Fuentes, mającym stałe pozwolenie na te kontakty.

Sięgnijmy, więc teraz do innych znanych nam tekstów, które wyszły spod pióra Łucji.

Nieznane listy i spotkania z siostrą Łucją

Wielkim zagrożeniem dla świata był niewątpliwie konflikt kubański. W roku 1962 Amerykanie odkryli, że na Kubie zaczęto instalować wyrzutnie rakietowe, więc prezydent Kennedy zarządził blokadę Kuby, na co Sowieci odpowiedzieli wysłaniem swojej floty w kierunku wyspy. Historycy twierdzą, że zdecydowana postawa Amerykanów, grożących zatopieniem płynących na Kubę okrętów, przesądziła o wygaśnięciu konfliktu, a potem usunięciu wyrzutni z wyspy. Jednak na rozwój tamtych wydarzeń mógł mieć niemały wpływ papież Jan XXIII, który (prawdopodobnie) nie tylko wezwał obie strony do opamiętania, lecz i posłużył się tekstem, przemawiającym do umysłów i sumień, być może pobudzającym także wyobraźnię odpowiedzialnych za ewentualną eskalację konfliktu. Powstaje pytanie: co to mógł być za tekst?

Wkrótce po konflikcie Kubańskim ukazał się w prasie (m.in. 15 października 1963 roku w stuttgardzkim dzienniku Neue Europa, powołującym się na list Jana XXIII do trzech przywódców państw, jak też w czasopiśmie chilijskim, które autor miał w ręku podczas tłumaczenia, jednak nie pamięta tytułu ani roku wydania) tekst jednego ze spotkań Łucji z Matką Bożą. Jeśli uwzględnić, że powstał on w I połowie XX wieku, i to w czasie, gdy jeszcze broń atomowa była nieznana (co wynika z jego treści) – można dostrzec w nim zapowiedź wojny jako kary (którą darował nam Bóg dzięki poświęceniu świata Niepokalanemu Sercu Maryi). W wielu punktach zachowuje on nadal swoją aktualność. Groźny w swej wymowie, zapowiada jednak kary warunkowo.

Nie lękaj się, córko moja – to mówię do ciebie Ja, Matka Boża. Proszę, byś ogłosiła wszystkim w Moje imię następujące orędzie:

Na całą ludzkość spadnie wielka kara. Nie dziś ani jutro, lecz w II połowie XX wieku. Dałam to poznać w La Salette za pośrednictwem dwojga dzieci, Melanii i Maksymina, a dziś powtarzam to wobec ciebie.

Rozwój ludzkości nie nastąpił zgodnie z Bożym oczekiwaniem. Wiarołomna ludzkość podeptała otrzymane dobra. Wszędzie panuje nieład. Na najwyższych urzędach szatan decyduje i wpływa na bieg wypadków. Będzie on umiał wejść na szczyty Kościoła, będzie też siał zamęt w umysłach wielkich uczonych, którzy wynajdą bronie pozwalające na zniszczenie połowy ludzkości w ciągu kilku minut. Zniewoli on dla swego przedsięwzięcia ludzi możnych z [niektórych] narodów i popchnie ich do produkcji tych broni w wielkich ilościach.

Jeśli ludzkość nie opuści tej drogi, będę zmuszona usunąć się i pozwolić na to, by opadło ramię Mego Syna. Jeśli stojący na czele świata i Kościoła nie sprzeciwią się tej [drodze], Ja to uczynię: poproszę Boga, by spuścił na ludzi Swoją sprawiedliwość. Wtedy Bóg ukarze ludzi w sposób bardziej dotkliwy i surowy niż w czasie potopu, a wielcy i możni zginą razem z małymi i słabymi.

Również dla Kościoła nadejdą czasy bardzo ciężkiej próby. Kardynałowie wystąpią przeciwko kardynałom, biskupi przeciwko biskupom. Szatan wkręci się w ich szeregi. W Rzymie nastąpią wielkie przemiany. To co zgniłe, upada, a to co upada, nie powinno być zachowane. Kościół zostanie zaciemniony, a świat pogrążony w ogromnym nieładzie i zamieszaniu.

Wielka wojna wybuchnie w II połowie XX wieku. Ogień i dym spadną z nieba, a wody oceanów zamienią się w parę, wyrzucając pianę pod niebo. Wszystko, co stoi, upadnie (z powodu trzęsienia ziemi?). Wiele milionów ludzi będzie tracić życie z godziny na godzinę. Żywi w tych chwilach będą zazdrościć umarłym. Będą wielkie nieszczęścia, klęski na całej ziemi i spustoszenia we wszystkich krajach.

Czas ten jest coraz bliższy, a przepaść pogłębia się coraz bardziej. Nie ma innego wyjścia. Dobrzy umrą razem ze złymi, wielcy z małymi, książęta Kościoła razem z wiernymi, władcy świata wraz ze swymi narodami. Wszędzie zakróluje śmierć, niesiona w tryumfie przez zuchwałych ludzi, a agenci szatana będą sprawować na ziemi jedyną i najwyższą władzę.

Nadejdzie czas, którego nie oczekuje żaden z królów ani władców, ani kardynałów, ani biskupów. Przyjdzie on jednak, zgodnie z zamiarem Bożym, jako czas pomsty i kary… Po nim jednak ci co przeżyją, ledwo chwytając oddech, znów będą wzywać Boga i Jego majestat oraz tak służyć Bogu, jak niegdyś przed zepsuciem świata.

Zwracam się z prawdziwym apelem do wszystkich rzeczywistych naśladowców Mojego Syna, do wszystkich autentycznych chrześcijan oraz do wszystkich apostołów ostatnich czasów. Zbliża się czas czasów, koniec końców, jeśli ludzkość się nie nawróci; jeśli to nawrócenie nie przyjdzie z góry, ze strony kierujących światem i Kościołem. Lecz biada wszystkim, jeśli to nawrócenie nie nastąpi – jeśli wszystko pozostanie jak dotychczas lub jeszcze się pogorszy. Ja będę przy tobie, by cię podtrzymać”.

W tekście tym – nazwanym przez Maryję „Orędziem” – uderza zdanie jakże podobne do tego, które (podobno) wyszło z ust Papieża w Fuldzie: „Miliony ludzi będą umierać z godziny na godzinę” (Jan Paweł II: „z minuty na minutę”). Dalej: finał owej „apokalipsy” jest, mimo wszystko, bardzo pomyślny – jest nim powrót do powszechnej wierności Bogu ze strony ludzi, wychodzących spomiędzy ruin… Siostra Łucja ma doczekać tego momentu. Zastanawiać nas powinno niemal kompletne zignorowanie tego Orędzia przez świat!

A oto inna (jakże wstrząsająca!) ocena ogólnej sytuacji, którą Łucja otrzymała od Maryi i przekazała o. Augustynowi Fuentes w liście noszącym datę 22 maja 1958 (cyt. za: Echo Królowej Pokoju 122/60 z IX 1995 s. 7).

Ojcze, Matka Boża jest bardzo niezadowolona, ponieważ ludzie nie wzięli sobie do serca Jej orędzia z 1917 roku. Nie przejęli się nim ani ludzie dobrzy, ani źli. Dobrzy postępują tak jak dotychczas i nie przestrzegają norm niebieskich, źli, idąc szeroką drogą zatracenia, nie zwracają żadnej uwagi na grożące im kary. Proszę mi wierzyć, Ojcze, że Pan Bóg bardzo szybko ukarze świat. Będzie to wielka kara! Niech sobie Ojciec wyobrazi, ile dusz pochłonie piekło, jeśli ludzie nie będą się modlić i pokutować. To właśnie jest przyczyną smutku Matki Bożej.

Ojcze, proszę to wszystkim powtórzyć, że Matka Boża mówiła mi wielokrotnie: «Wiele narodów zniknie z oblicza ziemi. Narody bez Boga będą wybranym przez Boga biczem, którym ukarze On ludzkość, jeśli my, za sprawą modlitwy i Sakramentów, nie otrzymamy łaski ich nawrócenia».

Cierpienie sprawia też Niepokalanemu Sercu Maryi oraz Najświętszemu Sercu Jezusa odchodzenie od Boga zakonników i kapłanów. Zły duch wie, że zakonnicy i kapłani, zaniedbując swoje wspaniałe powołanie, pociągają wiele dusz do piekła. To już ostatnia chwila, by uniknąć kary Nieba. Do dyspozycji mamy dwa ogromnie skuteczne środki: modlitwę i ofiarę. Zły duch robi wszystko, co w jego mocy, żeby wytrącić nas ze skupienia i zniechęcić do modlitwy. Albo się zbawimy, albo potępimy. Jednak, Ojcze, trzeba powiedzieć ludziom, by nie czekali na wezwanie do modlitwy ani ze strony Papieża, ani biskupów, ani proboszczów, ani przełożonych. Najwyższy czas, żeby każdy, z własnej inicjatywy, zaczął spełniać pobożne uczynki oraz odmienił swoje życie według wskazówek Matki Bożej. Zły duch chce zawładnąć duszami konsekrowanymi, starając się je zdemoralizować. Próbuje skłonić ludzi, by stali się zatwardziali. Ucieka się do wszelkich możliwych podstępów, proponując nawet unowocześnienie życia religijnego. On sprawia, że życie wewnętrzne staje się jałowe, a ludzie świeccy nie chcą wyrzec się przyjemności i poświęcić się całkowicie Bogu.

Proszę pamiętać, Ojcze, że dwie rzeczy przyczyniły się do uświęcenia Hiacynty i Franciszka: smutek Matki Bożej i wizja piekła. Matka Boża znajduje się jakby między dwoma mieczami: z jednej strony widzi ludzkość upartą i obojętną na grożące jej kary, z drugiej – nas, depczących Sakramenty święte i lekceważących zbliżającą się karę, wątpiących, ulegających zmysłowości i zmaterializowaniu.

Matka Boża powiedziała wyraźnie: «Zbliżamy się do kresu dni». Powtórzyła mi to trzykrotnie. Za pierwszym razem powiedziała, że zły duch rozpoczął decydującą walkę, po której będzie jeden zwycięzca i jeden pokonany. Albo staniemy po stronie Boga, albo po stronie szatana. Za drugim razem powiedziała mi, że najważniejsze środki zaradcze dane światu to Różaniec i cześć oddawana Jej Niepokalanemu Sercu. Za trzecim razem stwierdziła, że – skoro ludzie wzgardzili wszystkim, co do tej pory nam ofiarowała – wskazuje nam, pełna obaw, ostatnią kotwicę ratunku. Jest nią Ona sama – Jej ostatnie liczne objawienia, Jej łzy, orędzia dane widzącym na całym świecie. Jeśli nie posłuchamy Jej i nadal będziemy Ją obrażać, nie uzyskamy więcej przebaczenia.

Musimy koniecznie jak najszybciej zdać sobie sprawę z tej strasznej rzeczywistości. Tu nie chodzi o to, by ludzie się bali, ale z tym wezwaniem nie można czekać, gdyż odkąd Maryja sprawiła, że Różaniec stał się tak bardzo skuteczny, nie istnieje taki problem materialny czy duchowy, państwowy czy międzynarodowy, którego nie dałoby się rozwiązać przy pomocy naszych ofiar i Różańca. Odmawiany z miłością i oddaniem pocieszy Maryję, ocierając łzy Niepokalanego Serca”.

Postawy dzieci wobec słów Matki

Jak się wydaje, można podzielić obywateli świata na dwie kategorie: na tych, którzy z różnych powodów nie spodziewają się (lub wolą nie spodziewać się) żadnej przemiany świata, spowodowanej Bożą interwencją – do nich należą także obojętni na wszelkie przejawy świata nadprzyrodzonego (choćby nosili talizmany i wierzyli w moc magii) – oraz na tych, którzy, jak Jan Paweł II, oczekują nadejścia „Nowej Wiosny Kościoła”. Do tej drugiej kategorii zalicza autor także, oprócz wyżej wspomnianych św. Jana Bosko i św. Faustyny Kowalskiej, całą plejadę świętych oraz zmarłych w opinii świętości w Polsce i w świecie, którzy pozostawili po sobie pisma i wypowiedzi na temat nadejścia szczęśliwej dla Kościoła i świata epoki. Należą również do niej ci wszyscy, którzy traktują poważnie chociażby takie orędzia Matki Bożej, jak to z La Salette (chodzi o „sekret Melanii”) czy z Akita w Japonii (biskup Niigata Jan Shojiro Ito uznał je za prawdziwe 22 IV 1984 r. i zezwolił na kult Matki Bożej z Akita w swojej diecezji). Ludzie tej kategorii nie są bynajmniej utopistami i marzycielami, lecz – jak Jan Paweł II – stoją mocno na ziemi, wpatrując się zarazem uważnie w niebo, by odczytywać znaki czasu.

Wydarzenia, które są wciąż przed nami

Dla takich ludzi poważną zapowiedzią „wielkiej przemiany” może być „znak” – obserwowany nad Niemcami oraz kilkoma krajami sąsiednimi nocą z szóstego na siódmy kwietnia 2000 roku – który w czasopismach (np. w szwajcarskim miesięczniku Mysterium Fidei nr 6 z czerwca b.r.) porównany został z zapowiedzianym przez Matkę Bożą Fatimską „wielkim nieznanym światłem na niebie” w styczniu 1938 roku. Tamto światło było zapowiedzią II wojny światowej, a to…?

Przywołajmy tu wizję św. Faustyny: „Nim przyjdę, jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw, jako Król Miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki: zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przybite Zbawiciela, będą wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to krótki czas przed dniem ostatecznym” (Dzienniczek 83).

Powróćmy w tym kontekście do znanych nam już (z listu napisanego w rok po zamachu na życie Papieża) słów Łucji: „Chociaż nie oglądamy jeszcze całkowitego wypełnienia się ostatniej części tego proroctwa, widzimy, że stopniowo zbliżamy się do niego wielkimi krokami. Nastąpi ono, jeżeli nie zawrócimy z drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, łamania praw człowieka, niemoralności, przemocy itd.” Po tej lekturze zapytajmy: czy naprawdę zawróciliśmy z tej drogi…?

Gdyby, w oparciu o wiele źródeł, spróbować pokusić się o napisanie zwięzłego scenariusza wydarzeń, których możemy spodziewać się w najbliższym czasie (jeśli nie zawrócimy z drogi grzechu!), mógłby on wyglądać następująco:

Zaskoczeniem dla ludzi może być coś w rodzaju sądu nad nimi szczegółowego, podobnego do tego po śmierci, przy czym większość z nich pozostanie przy życiu i będzie mogła się poprawić. Ci, którzy pozwolą szatanowi powrócić do swojej duszy po tym momencie powszechnego, szczerego i wielkiego żalu, mogą stać się prześladowcami Kościoła w ciągu nielicznych miesięcy, poprzedzających drugą doświadczalną dla wszystkich interwencję Bożą, ta zaś z kolei poprzedzi wielką karę. Możliwe, że widziane przez dzieci fatimskie „wielkie miasto na wpół zburzone” to właśnie symboliczny obraz świata po tej karze oczyszczającej ziemię. Ta ostatnia doprowadzi do tego, że – jak czytaliśmy w jednym z pism Łucji – „ludzie, ledwo chwytając oddech, znów będą wzywać Boga i Jego majestat oraz służyć Mu jak niegdyś przed zepsuciem świata”.

Jak długo może trwać ten szczęśliwy okres? Melania Calvat, widząca z La Salette, mówi o 25 latach wielkiego urodzaju, który doprowadzi do tego, że ludzie zapomną, komu zawdzięczają to wszystko, i utorują szatanowi drogę powrotu do świata. Czy nie dostrzegamy w tym opisie znanego z Apokalipsy „rozwiązania” piekielnego wroga, by mógł jeszcze otoczyć „obóz świętych, miasto umiłowane”, zanim Bóg nie powie ostatniego w historii słowa?

Jakkolwiek byśmy patrzyli na przyszłość świata, „bojowy okrzyk” Niebieskiej Hetmanki, Pani Fatimskiej, „odzianej w słońce” Niewiasty z Apokalipsy : „Na końcu moje Niepokalane Serce zwycięży!” – może być dla nas źródłem nadziei, a co za tym idzie, zachętą do wprowadzania w czyn Chrystusowego „Czuwajcie!” Możemy uniknąć w ten sposób zapowiedzi świętego Pawła z I Listu do Tesaloniczan (5,3): „Kiedy będą mówić: «Pokój i bezpieczeństwo» – tak niespodziewanie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą”. Możemy wznosić z głębi serca najpiękniejszy okrzyk, tak charakterystyczny dla pierwszych chrześcijan oraz wszystkich prawdziwych uczniów Chrystusa:

«Przyjdź, Panie Jezu!»

Źródło: http://www.voxdomini.com.pl/roz/fat_tajemnica.html

Bł. Jan Paweł II o Tajemnicy Fatimskiej

(teks pochodzi z: http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl/start/index.php/pl/przekazy/od-anioow-i-witych/543-jan-pawe-ii-o-tajemnicy-fatimskiej; Czwartek, 12 sierpnia 2010 13:07)

Bł. Jan Paweł II twierdził na spotkaniu z dziennikarzami w Fuldzie (por.”Niedziela” z 3VIII 1998 s. 14 oraz „Miłujcie się ” nr 3/4 1996 s.3):

” Ze względu na powagę jej treści moi poprzednicy nie opublikowali jej [tzn. treści „3.Tajemnicy Fatimskiej”]. Zresztą każdemu powinno wystarczyć to, co powiem: jeżeli czyta się tam, że oceany zaleją znaczny obszar ziemi, a miliony ludzi będą umierać z minuty na minutę – wówczas rzeczywiście nie powinno się pragnąć opublikowania Tajemnicy. Wielu pragnie ją znać tylko z ciekawości, dla sensacji, zapominając, że znajomość oznacza także odpowiedzialność. Chcą tylko zaspokoić ciekawość, lecz jest to niebezpieczne, jeśli równocześnie nie usiłuje się przeciwstawić złu”. I pokazując różaniec powiedział: ” To jest środek zaradczy przeciw temu złu. Módlcie się; módlcie się i nie pytajcie o więcej. Wszystko inne powierzcie Matce Bożej”. Na pytanie: co będzie działo się w Kościele? – Jan Paweł II odpowiedział: ” Będziemy się musieli wkrótce przygotować na wielkie doświadczenia, które mogą nawet domagać się narażenia naszego życia oraz poświęcenia się bez reszty Chrystusowi i dla Chrystusa. Może to być złagodzone dzięki naszej modlitwie, ale nie może być już odwrócone, ponieważ tylko w ten sposób może nastąpić prawdziwe odnowienie Kościoła. Jakże często Kościół odnawiał się przez krew. Nie inaczej dokona się to także i tym razem. Obyśmy byli silni, przygotowani i pełni ufności pokładanej w Chrystusie i w Jego świętej Matce. Odmawiajmy wiele razy i często Różaniec„.

Ks. Adam Lenik: Wokół Objawień NMP w Fatimie – co oznacza dla świata Orędzie Fatimskie?

http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl/start/index.php/pl/przekazy/ordzia/1093-woko-objawie-nmp-w-fatimie-co-oznacza-dla-wiata-ordzie-fatimskie (na pdst. tekstu z w/w strony: wtorek, 10 maja 2011 15:31, Wykład księdza Adama Lenika, promotora Kapłańskiego Ruchu Maryjnego)

Wykład ks. Adama Lenika wygłoszony w Stowarzyszeniu Fides et Ratio w Krakowie dnia 18 kwietnia 2011 r.

„Będziemy doświadczać publikacji orędzi fatimskich na własnych oczach.

III tajemnica zostanie w pełni ujawniona przez same wydarzenia, które mają nadejść w Kościele i na świecie.

30.09.1896 r. Melania z La Salette zapisała słowa Matki Bożej: Wczoraj narodziła się babka antychrysta.”

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=uVOj5BujTM0#!