Ewangelizacja

EWANGELIZACJA – JAK DZISIAJ GŁOSIĆ DOBRĄ NOWINĘ

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! (1 Kor 9,16)

1To wyznanie św. Pawła przyświeca przez wieki pokoleniom chrześcijan przepojonym miłością do Chrystusa i zatroskanym o przepowiadanie dobrej Nowiny o Nim, wg pragnienia Jego serca: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15) Tym nakazem Jezusa żyją także ewangelizatorzy u początku III Tysiąclecia.

Czym jest ewangelizacja dziś?

Ewangelizacja będzie zawsze zawierać – jako fundament, centrum i szczyt całego swego dynamizmu – także to jasne stwierdzenie: w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, który stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał, ofiarowane jest każdemu człowiekowi zbawienie, jako dar łaski i miłosierdzia Bożego.

Zbawienie to nie jest jakimś zbawieniem doczesnym, polegającym na zaspokojeniu wielkiej ilości potrzeb materialnych albo też duchowych, które zamykają się w granicach życia ziemskiego, i które równają się w pełni pragnieniom, życzeniom, zabiegom i walkom doczesnym, ani nawet nie jest to zbawienie, wykraczające poza te wszystkie granice, by dopełnić się w jakimś zespoleniu z jedynym, czyli z Bogiem: jest to zbawienie nadprzyrodzone i eschatologiczne, które z całą pewnością zaczyna się w tym życiu, a wypełnia w wieczności.

Może nie będzie zbytecznym przypomnieć, że ewangelizować znaczy przede wszystkim świadczyć zwyczajnie i wprost o Bogu objawionym przez Jezusa Chrystusa, w Duchu Świętym, świadczyć, że Bóg umiłował ten świat w Synu swoim, w Słowie Wcielonym dał wszystkim rzeczom istnienie, a ludzi powołał do życia wiecznego.

Może to świadczenie o Bogu dla wielu będzie dotyczyć Boga nieznanego, którego oni czczą, chociaż nie umieją nazwać, albo, którego szukają jakimś sekretnym instynktem serca, po rozczarowaniu się marnością wszystkich bożków. Ale pełnej mocy ewangelizacyjnej nabiera ono wtedy, kiedy pokazuje, że Stworzycielem jest dla człowieka nie jakaś odległa i bezimienna moc, ale Ojciec: i z tego powodu jesteśmy między sobą braćmi w Bogu.”

Najważniejsze w dziele ewangelizacji jest poddanie się prowadzeniu Ducha Świętego

2Nigdy nie może zaistnieć przepowiadanie bez pomocy Ducha Świętego. Zstąpił On też na samego Jezusa z Nazaretu podczas chrztu, kiedy głos Ojca jasno okazał Jego wybranie i misję. Ponadto zanim rozpoczął tę misję, podążył na pustynię, stoczył rozstrzygającą walkę i przeszedł przez najcięższą próbę.. A także wraca do Galilei, aby przepowiadać w swoim mieście Nazarecie, stosując do siebie ten tekst Izajasza: „A mając wysłać uczniów, tchnął na nich i rzekł…”. Można, więc powiedzieć, że Duch Święty jest głównym sprawcą w szerzeniu Ewangelii, ponieważ On pobudza do przepowiadania i przygotowuje serce człowieka do przyjęcia i rozumienia słowa zbawienia. Również słusznie można twierdzić, że On jest celem i kresem wszelkiej ewangelizacji. On sam, bowiem dokonuje swego stworzenia, mianowicie tworzy nową ludzkość, do której ewangelizacja winna zmierzać poprzez ową jedność w różnorodności, do jakiej prowokuje przepowiadanie Ewangelii w społeczności chrześcijańskiej. Ponadto za pośrednictwem Ducha Świętego Ewangelia przenika aż do świata, ponieważ On daje zrozumienie – znaków Bożych – które ewangelizacja odkrywa i tłumaczy ich znaczenie w życiu ludzkim.”

Znaki czasu na dziś, priorytety…

Głoszenie Ewangelii ludziom naszych czasów, pełnym nadziei, ale również często nękanym lękiem i trwogą, należy uważać bez wątpienia za służbę świadczoną nie tylko społeczności chrześcijan, ale także całej Ludzkości.”.

Mówimy o kręgach rodzaju ludzkiego, które należy przemienić: Otóż Kościół nie tylko ma głosić Ewangelię w coraz odleglejszych zakątkach ziemi i coraz większym rzeszom ludzi, ale także mocą Ewangelii ma dosięgnąć i jakby przewracać kryteria oceny, hierarchię dóbr, postawy i nawyki myślowe, bodźce postępowania i modele życiowe rodzaju ludzkiego, które stoją w sprzeczności ze słowem Bożym i planem zbawczym.

Jakie metody się sprawdzają, co należy do przeszłości, z czego zrezygnować, co nie wydaje owocu, przed czym przestrzec?

Na początku, nie powtarzając nic z tego, co już powiedzieliśmy wyżej, trzeba przypomnieć, że w Kościele za pierwszy środek ewangelizowania należy uważać świadectwo życia prawdziwie chrześcijańskiego, które trwa w nierozłącznej wspólnocie z Bogiem a zarazem w nieograniczonej gorącości ducha poświęcania się dla innych.

Jak to ostatnio powiedzieliśmy do grupy świeckich. To samo trafnie wyraził Piotr apostoł, wskazując na potrzebę czystego i szlachetnego życia chrześcijan, aby na jego widok. A więc Kościół jak najbardziej może ewangelizować świat za pomocą swego postępowania i obyczaju, to jest przez świadectwo potwierdzone życiem.

Ono jasno uwidacznia jego wierność Panu Jezusowi, ubóstwo, wstrzemięźliwość, wolność od jakiejkolwiek ziemskiej władzy w świecie a wreszcie świętość.”

NA WŁASNYCH BŁĘDACH UCZYMY SIĘ

  • Każda metoda jest dobra, jeśli uwzględnia potrzeby środowiska i daje pierwszeństwo łasce,
  • Ewangelizacja jest pierwszym, niezbędnym etapem wzrostu w wierze,
  • Ewangelizacja nie może wyczerpywać działalności grup modlitewnych (bo nie wyczerpuje też działalności Kościoła),
  • Nie można organizować działań ewangelizacyjnych na szerszą skalę, jeśli nie ma możliwości dalszej formacji dla już zewangelizownych: po ewangelizacji trzeba zapewnić ewangelizowanemu pogłębianie osobistej relacji z Jezusem poprzez systematyczną katechezę (integralne wprowadzenie do wiary i życia chrześcijańskiego), wprowadzenie w lekturę Biblii, wprowadzenie w modlitwę, towarzyszenie duchowe, dzielenie w małych grupach doświadczeniem wiary, doprowadzić ludzi do wiary dojrzałej,
  • Osobę zewangelizowaną trzeba zapraszać do lokalnej wspólnoty (parafia) – to sprawia, że przestajemy się skupiać się na sobie ewangelizacji, jako sposobu na powiększenie własnego zrzeszenia,
  • Nie można zapominać o trudnościach finansowych osób zapraszanych na kilkudniowe rekolekcje, kursy itp. – pieniądze nie powinny stanowić przeszkody,
  • Warto podejmować tematy szczególnie interesujące daną grupę wiekową ludzi.

Czego potrzebujemy, jako ewangelizatorzy?

3

  • Systematycznej formacji ewangelizatorów (członków zrzeszeń, alumnów WSD) – byśmy byli profesjonalistami, (ale – nie przedkładając formy nad treść), współpracy zrzeszeń (każde zgodnie ze swoim, na swej wspólnocie, formie działania – zaczynamy „myśleć Kościołem” i stajemy się znakiem),
  • Ściślejszej współpracy z Episkopatem (dialog),
  • Czerpania z dorobku środowiska naukowego (profesjonale badania),
  • Wzajemnego umacnianie się (podtrzymywanie zapału),
  • Maksymalnego wykorzystywania wielu form i środków,
  • Uczenia się języka kultury, którą akceptuje świat a nie takiej, którą chcielibyśmy, aby akceptował,
  • Pilnego wprowadzenia katolickiej nauki społecznej w życie,
  • Dostosowania metod ewangelizacji do środowisk – nie tyle odrzucać metody, co zatroszczyć się o ich skuteczność, której warunkiem jest ze strony ewangelizatora: osobiste nawrócenie i świadectwo (bycie uczniem Jezusa),
  • Postawienie Jezusa w centrum głoszenia (kerygmat rozumiany, jako treść a nie metoda),
  • Zastosowanie Ewangelii, jako podstawowego kryterium działania, postawienie łaski przed działaniem (nawet, jeśli nie widać owoców),
  • Dobre przygotowanie merytoryczne i profesjonalizm form przekazu (troska o czytelny przekaz),
  • Zaplanowane działania, z wizją, we wspólnocie, świadomość bycia posłanym przez Kościół,
  • Modlitwa w intencji ewangelizacji i ewangelizowanych, obecność, umiejętność słuchania i uszanowania odmiennych tradycji i poglądów (inkulturacja),
  • Nade wszystko miłość do ewangelizowanych (uwaga na formalizm).

Pierwszorzędne miejsce wspólnot Kościoła w ewangelizacji

Szczególnym znakiem czasu jest dzisiaj wzrastająca potrzeba przynależności do jakiejś wspólnoty. Wejście do autentycznej wspólnoty pomaga człowiekowi przełamać braki i odnaleźć siebie poprzez głębsze bycie z innymi i dla innych. Również Kościół polski wzbogacił się o wiele nowych wspólnot. Z pewnością mogłoby ich być więcej, ale już teraz- dzięki duchowi, jaki w nich panuje, a także dzięki ich różnorodności- wspólnoty te kształtują nowy styl bycia katolikiem i nowy styl odpowiedzialności za kościół i za wiarę.(…)

Te właśnie wspólnoty będą seminarium ewangelizacji i będą służyć większym wspólnotom, szczególnie Kościołom partykularnym; ponadto, jak powiedzieliśmy na zakończenie wspomnianego Synodu, będą one nadzieją dla Kościoła powszechnego, o tyle, o ile:

  • Karmić się będą Słowem Bożym i nie pozwolą się usidlić wpływom skrajnych frakcji politycznych, ani modnym ideologiom, które zawsze chętnie wyzyskiwałyby, zwłaszcza ich ludzki potencjał;
  • Opierają się ciągłej pokusie systematycznej kontestacji i duchowi super-krytycyzmu pod pokrywką szczerości, prawdy, woli, przychodzenia z pomocą;
  • Mocno wkorzeniają się w Kościół miejscowy, a zarazem trzymają się Kościoła powszechnego, dzięki czemu bronią się przed zasklepianiem się w sobie – co łatwo może się zdarzyć – oraz sądzeniem, że tworzą jedyny autentyczny Kościół Chrystusa, i przed gardzeniem wszystkimi innymi wspólnotami kościelnymi;
  • Zachowują szczerą łączność z Pasterzami, których Pan dał swemu Kościołowi, oraz z Urzędem Nauczycielskim, jaki powierzył im Duch Chrystusa;
  • Nie uważają nigdy, że one tylko są adresatami Ewangelii albo, że im tylko przynależy zadanie jej głoszenia, a tym mniej, że tylko im Ewangelia została powierzona; przeciwnie, przeświadczone, że Kościół jest o wiele pojemniejszy i o wiele bardziej zróżnicowany, uznają, że Kościół wciela się i wyraża także w różnych innych postaciach, a nie tylko w ich własnych;
  • Codziennie wzrastają w poczuciu obowiązków, w gorliwości religijnej, w troskliwości i aktywności misyjnej wobec innych;
  • Wykazują poczucie wspólnoty ze wszystkimi ludźmi, a nie sprzyjają nigdy specjalnym partiom.

Tylko pod tymi warunkami, które bez wątpienia wiele wymagają, ale też bardzo podnoszą na duchu, owe zaczątkowe wspólnoty kościelne zadośćuczynią swemu naczelnemu przeznaczeniu: mianowicie, jako słuchacze Ewangelii sobie głoszonej i jako odbierające w szczególny sposób ewangelizację, same staną się one bezzwłocznie głosicielami Ewangelii.

Aprobata dla „komórkowych parafii „, Grup Parafialnych

Grupy parafialne (dalej oznaczane, jako GP) w naszej wspólnocie odpowiadają idei komórek parafialnych.

4Parafia to wspólnota wspólnot, wspólnota serc, gdzie jest wiele osób i dużo radości, ale też sporo problemów. Myślę, że głównym zadaniem jest dzielenie się i dawanie Ducha Świętego. Mamy rozwiniętą pomoc dla wiernych, mamy różne grupy parafialne, komórki gdzie następuje dzielenie i ewangelizacja, następuje w tak zwanym „oikos”, czyli środowisku np. pracy, z którego wiele osób wstępuje do tych komórek. Jest to praca niesamowita.

Ksiądz naprawdę poprzez aktywizowanie życia grup parafialnych i dzięki nim może przeżywać dostojnie swoje kapłaństwo, w porównaniu do parafii, gdzie ksiądz musi zajmować się wszystkim, począwszy od sprzątania a skończywszy na przygotowaniu liturgii. W każdej wspólnocie wiele codziennych zadań dotyczących utrzymania kościoła nie powinno obowiązywać kapłana z uwagi na to, że ma wiele innych spraw, które są wpisane w istotę kapłaństwa.

Stolica Apostolska uznała system Grup Parafialnych (GP), jako komórek ewangelizacyjnych. Papieska Rada ds. Laikatu opublikowała 29 maja dekret zatwierdzający ich statut na okres pięciu lat „ad experimentum”. Komórki (GP), zainicjowane przez proboszcza parafii św. Eustorgiusza w Mediolanie, ks. Piergiorgio Periniego, nie są nowym ruchem w Kościele, lecz metodą ożywienia pracy, aby z „uśpionego olbrzyma” wspólnota stawała się „parafią w ogniu”.

Twórcą metody komórek parafialnych (GP) jest koreański pastor Paul Yonggi Cho, którego parafia w Seulu w Korei Południowej sięga dziś ok. miliona wiernych. W Kościele katolickim tę metodę zastosował po raz pierwszy ks. Michael Eivers w Stanach Zjednoczonych na Florydzie. Od 1987 roku system z powodzeniem wprowadzono w życie parafii św. Estogriusza w Mediolanie. Proboszcz tej parafii Don Pier Giorgio Perini jest obecnie największym propagatorem tej metody. Jego parafia – można powiedzieć – jest modelowym przykładem jej skuteczności.

Funkcjonowanie w ramach „komórek” (GP) stało się swego rodzaju punktem zwrotnym na drodze wspólnoty Genezaret. „Komórki” (GP) wpłynęły na ożywienie wspólnoty, wzrost liczebny i na jej rozwój.

Pojęcie „komórek” (GP) w prosty sposób odnieść można do wizji Kościoła, jako Ciała Chrystusa.

(1 kor 12). Częścią tego ciała jest wspólnota, która składa się z „komórek” małych grup (GP), gdzie doświadczamy spotkania z naszymi siostrami i braćmi, uwielbiamy Pana, dzielimy się swoją wiarą i swoim życiem, słuchamy nauczań, rozmawiamy, modlimy się za siebie nawzajem.

Nazwa „komórka” (GP) jest odniesieniem do żywego organizmu – złożonego właśnie z „komórek”. Nie chodzi tu, więc o jakąś grupę czy strukturę, ale o żywy organizm. Komórka (GP) żyje wzrasta, a gdy osiąga pewne rozmiary dzieli się.

Komórka(GP) to mała grupa ludzi, która spotyka się, aby się modlić, dzielić swoim życiem z 5Jezusem, (pewnym odniesieniem mogą być funkcjonujące we wspólnotach pojęcia: „grupa dzielenia”, „grupa domowa”, czy też „grupa wzrostu”- choć między grupą dzielenia a komórką istnieje wiele różnic).

Podstawą jest to, że komórka (GP) zorientowana jest na ewangelizację i realizuje się wtedy, gdy wzrasta.

Dlatego każda osoba, która wchodzi by być jej częścią jest przyjmowana z radością. Nie trzeba, więc „być dojrzałym w wierze”, „uformowanym” czy też „terminować” przez jakiś czas we wspólnocie, nie jest też warunkiem uczestnictwo w seminariach lub kursach.. To komórka (GP) jest miejscem dzielenia się Jezusem i ewangelizacji.

Z reguły w skład komórki (GP) wchodzi 8 – 20 osób. To pozwala na osobiste i bezpośrednie relacje i wzajemne poznanie się wszystkich. W momencie, kiedy w spotkaniach uczestniczy 16 – 20 osób grupa powinna podzielić się na dwie.

[ramka]Forma komórek (Grup Parafialnych) jest też odniesieniem do życia pierwotnego Kościoła opisanego w Dziejach Apostolskich – uczniowie Jezusa zbierali się w domach, w małych grupkach, gdzie modlili się i dzielili Słowem. Te grupy miały olbrzymi wpływ na rozwój i żywotność Kościoła.[/ramka]

Komórka (GP) jest, więc „podstawową jednostką” we wspólnocie, która jest częścią większego organizmu – Kościoła. Pamiętamy o tym gromadząc się wszyscy na niedzielnej Eucharystii i uczestnicząc w cotygodniowym spotkaniu modlitewnym.

O funkcjonowaniu wczesnego Kościoła pięknie pisał ks. Tomasz Węcławski w książce „Powiedzcie prawdę”. Ten tekst może być dla nas pewnym odniesieniem dot. życia wspólnoty i jej funkcjonowania. Codzienne życie uczniów Jezusa musiało przyjmować pewne ustalone formy. W nawiązaniu do tego, co czynił sam Jezus, punktem wyjścia jest, zatem gromadzenie się na braterskich ucztach i wspólne rozważanie pism w ich odniesieniu do Jezusa, wędrówki głosicieli „Dobrej Nowiny”, a także trzymanie się świątyni, jako miejsca modlitwy a zarazem miejsca służby potrzebującym.(…)

Jednakże rozwój wspólnot uczniów w innych kontekstach społecznych i kulturowych stawiał nowe wymagania i doprowadził do pojawienia się nowych form ich życia wspólnego: jedną z najważniejszych stał się wówczas „dom” – postać lokalnej społeczności bardzo powszechna w miastach ówczesnego świata, w których szybko powstawały kolejne wspólnoty chrześcijańskie.(…) „Dom”, jako instytucja społ. świata, w który wkracza chrześcijaństwo obejmuje wielką rodzinę, wraz z współpracownikami, sługami i niewolnikami. Należą doń także osoby, o które trzeba się troszczyć. Wspólnoty chrześcijańskie przyjmują tę formę życia społecznego (…)

Zwracamy szczególną uwagę na konieczność głoszenia „Dobrej Nowiny” przez każdego wierzącego. Nakaz Jezusa „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu.” Mk16,15 dotyczy każdego wierzącego.

6Podstawowym pojęciem w ewangelizacji jest „oikos” – greckie słowo, które oznacza środowisko domowe, dom rodzinny, środowisko życia. W Piśmie świętym mówi się o oikos np. w Dziejach Apostolskich w historii nawrócenia Korneliusza i jego domu. Oikos to najbardziej naturalne miejsce ewangelizacji obejmujące rodzinę, środowisko miejsca zamieszkania, przyjaciół i środowisko pracy.

[ramka] Podkreślamy, iż każdy ochrzczony powinien ewangelizować we własnym oikos. Mówi o tym ks. Pier Giorgio Perini z Mediolanu – jeden z prekursorów systemu komórek (Grup Parafialnych) w Kościele katolickim.[/ramka]

Podstawą tej metody jest to, by nie myśleć o ewangelizowaniu osób, których się nigdy nie spotka. Trzeba zacząć ewangelizować osoby, z którymi normalnie się spotykamy.

Mówią o tym słowa Ewangelii: Idźcie i głoście: „Bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 10,7)

Chrystus nie każe iść by tylko ewangelizować. Idąc przez życie trzeba to czynić nie szukając specjalnych ku temu okazji. Początkiem metody komórek (GP) jest dostrzeżenie istniejących już sytuacji sprzyjających ewangelizacji. Podstawą jest, więc „strategia” wykorzystywania do ewangelizacji tych relacji, które już istnieją. Osoba ewangelizowana włącza się w życie komórki. Wszelkie kursy, seminaria, akcje są swego rodzaju dopełnieniem, kolejnym elementem procesu ewangelizacji.

Formacja

Przebiega na różnych płaszczyznach – poza nauczaniami na niedzielnych spotkaniach, nauczaniami na spotkaniach komórek (GP), odrębna formacja poszczególnych diakonii. Szczególną wagę przywiązujemy do kształcenia animatorów komórek oraz ich zastępców. Co dwa tygodnie animatorzy mają swoje spotkanie, gdzie jest także możliwość wymiany doświadczeń z prowadzenia grup. Korzystamy również z kursów Szkoły Nowej Ewangelizacji, jako znakomitych narzędzi ewangelizacyjnych i formacyjnych.

Wzrost – podstawowa zasada

Rozmnażanie – komórka (GP), która nie wzrasta umiera – staje się „grupą wzajemnej adoracji”, stąd w komórkach obowiązuje zasada: „wzrastaj albo giń”.

Z doświadczenia wiemy, że w komórce (GP), w której nie przybywa nowych członków dzieje się coś niedobrego.

Paweł VI pisał, iż Kościół istnieje dla ewangelizacji. Komórki (GP) zorientowane są, więc na ewangelizację. Są otwarte na nowe osoby, które wchodząc w ich skład doświadczają spotkania z Jezusem we wspólnocie.

Z czasem komórki (GP), które nie wzrastają i nie ewangelizują giną „śmiercią naturalną”.

Spotkanie komórki (GP)przykład

Spotkanie komórki przebiega wg jasno określonych zasad i schematu, który jest stały i jeżeli chodzi o formę poszczególne spotkania nie różnią się między sobą.

Odbywa się zazwyczaj w domu animatora lub jednego z członków i trwa nie dłużej niż dwie godziny (!) – staramy się szanować swój czas i siebie nawzajem.

Rozpoczynamy modlitwą uwielbienia i śpiewem. Modlitwa trwa 15 minut, gdyż nie jest to spotkanie modlitewne.

Następnie siadamy i dzielimy się doświadczeniem życia z Jezusem. Pomocą do dzielenia są dwa pytania:

7

  • Co Jezus uczynił dla mnie?”,

oraz

  • Co ja uczyniłem dla Jezusa„.

Dzielenie trwa również ok. 15 – 20 minut.

Następnym elementem jest nauczanie(15 -20minut) przygotowane przez animatora lub któregoś z bardziej doświadczonych członków komórki.

Po nauczaniu – pogłębienie – rozmowa na temat treści zawartych w nauczaniu (10 -15 minut),

Później załatwiamy krótko wszelkie sprawy organizacyjne, później modlitwa wstawiennicza- modlimy się w intencjach, kończymy odmówieniem modlitwy Ojcze nasz i Zdrowaś Mario.

(inny przykład, wzięty z działających w Polsce Grup Parafialnych)

1. Śpiew i modlitwa uwielbienia (15 minut)

Spotkanie rozpoczyna się modlitwą uwielbienia, której towarzyszy śpiew, w miarę możliwości wsparty instrumentem muzycznym: w ostateczności można wykorzystać nagrania audio znanych wszystkim pieśni. Modlimy się z radością, ponieważ radość i entuzjazm są ważniejsze od pięknego głosu, resztę zostawiamy działaniu Boga. To modlitwa, która:

  • Uwalnia nas od męczącego dnia (prawie wszystkie komórki spotykają się wieczorami);
  • Stawia w centrum Jezusa;
  • Otwiera nas na miłość do niego i do naszych braci;
  • Wzywa Ducha Świętego, żeby nas prowadził, pouczał i uczynił nas posłusznymi jego natchnieniom;
  • Wzbudza pokój i przebaczenie.

2. Dzielenie (15 – 20 minut)

Dzielenie to wielki dar dla wszystkich, ponieważ każdy brat, dokonawszy wcześniejszego rozważenia, mówi reszcie o tym, co wydarzyło się w trakcie minionego tygodnia, według następujących punktów:

  • Co Bóg uczynił dla niego, czyli kiedy i w jaki sposób rozpoznał działanie Bożej miłości w swoim życiu;
  • Co on uczynił dla Boga, czyli co zrobił dla niego w ramach ewangelizacji.

3. Nauczanie (15-20 minut)

Nauczanie to czas, w którym ujawnia się pasterz wspólnoty. Jego katecheza, zarejestrowana na nośniku, posila i pielęgnuje rozwój w wierze każdego członka komórki. Wszystkie komórki (GP), słuchają tego samego nauczania, śledząc je również na piśmie, gdzie notują pytania do jego pogłębienia.

Poruszane tematy mogą czerpać natchnienie z fragmentu słowa Bożego, dokumentu Magisterium Kościoła, z adhortacji duszpasterskiej, mając również na uwadze inicjatywy duszpasterskie diecezji.

4. Pogłębienie (15 minut)

To czas wzajemnego wzrostu. Refleksja jednej osoby buduje drugą. Lider troszczy się o uczestnictwo wszystkich obecnych, dając dodatkowy czas, jeśli pojawią się kwestie ważne dla całej grupy. Czuwa, żeby pogłębienie nie zmieniło w zaciętą dyskusję. To czas, w którym uczeń przyswaja naukę nauczyciela.

5. Ogłoszenia (5 minut)

To krótki czas przypomnienia zadań wspólnotowych, dat i tego, co zostało przekazane przez sekretariat. Komórka jest włączona w życie parafii, a w konsekwencji – w życie diecezji. Wszyscy słuchają z zainteresowaniem, a jeśli ktoś ma informacje o innych inicjatywach, przekazuje je liderowi.

6. Modlitwa wstawiennicza (10 minut)

Uwielbienie, słuchanie braci podczas dzielenia oraz rozważanie słowa zaproponowanego nam w nauczaniu prowadzą nas do wstawiennictwa. W komórce przede wszystkim prosimy, ponieważ ewangelizacja jest czymś nowym w naszym oikos, w parafii i w Kościele; modlimy się również w intencjach otrzymanych od wspólnoty parafialnej i wnoszonych przez samych członków komórki.

7. Modlitwa o uzdrowienie (10 minut)

Wszyscy, wyłącznie spośród obecnych, którzy potrzebują szczególnej modlitwy o uzdrowienie, niech będą zachęcani do proszenia o nią z ufnością.

8. Zamknięcie spotkania

Spotkanie kończy modlitwa za ewangelizację i modlitwa Ojcze nasz, trzymając się za ręce, zwróceni na zewnątrz, co ukazuje nasze pragnienie ewangelizacji. W ten sposób przechodzi się od przyjdź (ucz się naśladować Jezusa) do pójdź (ogłaszaj go wszystkim, począwszy od twojego oikos).

Propozycje różnych modlitw.

Kochający Ojcze,

Ukazałeś nam Swoją miłość, posyłając Jezusa Chrystusa, Twojego Jednorodzonego Syna, aby zwyciężył śmierć i zgładził wszystkie nasze grzechy. Wylałeś Swego Ducha na Kościół, dając mu moc, by niósł całemu stworzeniu Dobrą Nowinę o Twojej Ojcowskiej miłości. Przez nowe wylanie Twego Ducha Świętego, napełnij nas żarliwym pragnieniem głoszenia Jezusa Chrystusa, jako doskonałego objawienia Twojej miłości. Na początku Trzeciego Tysiąclecia, pomóż nam skupić uwagę całego świata na Osobie i orędziu Jezusa, naszego jedynego Zbawiciela.

Amen.

Drogi Panie Jezu,

Potrzebujemy Twojej pomocy bardziej, niż kiedykolwiek. Świadomi naszych słabości, podejmujemy bardzo trudne zadanie kontynuowania Twojej wielkiej misji. Ulecz nasze rany i wyzwól nas, abyśmy mogli podążać za Tobą jeszcze bardziej i pobudzali do tego innych. Spraw, byśmy świecili Twoją świętością, jako promienie światła dla świata. Spraw, byśmy byli świadomi Twojej obecności w naszym życiu i nieustannie gotowi głosić Twoje zbawienie każdemu, kogo spotkamy.

Amen.

Duchu Święty, Źródle wszelkiej mocy,

Pragniemy z wielką hojnością odpowiedzieć na wołanie i wezwanie naszych czasów, by sprawić „nową wiosnę” Kościoła. Zabierz od nas wszelką bojaźń, lenistwo i apatię, a obdarz nas odwagą, zapałem i miłością. Spraw, byśmy podejmowali heroiczne wysiłki w tym wspaniałym zadaniu głoszenia Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa po najdalsze krańce ziemi.

Amen.

Chwalebna Trójco,

Powierzyłaś każdemu członkowi Kościoła najpoważniejszy obowiązek: głoszenie Chrystusa wszystkim ludziom. Aby wypełnić to zadanie, musimy położyć całą naszą ufność w Tobie. Pomóż nam rozeznać naszą rolę w ewangelizacyjnej misji Kościoła. Pomóż nam pracować w duchu modlitwy, posłuszeństwa i niezachwianego zapału w realizacji Twego odwiecznego planu zbawienia.

Amen.

Maryjo, Gwiazdo Ewangelizacji,

Jako wierni uczniowie Twego najdroższego Syna pragniemy stać się zwiastunami Dobrej Nowiny. Módl się za nami, abyśmy mogli dokonać wielkich dzieł dla chwały Bożej i dla dobra Twoich wszystkich umiłowanych dzieci na ziemi. Módl się za nami grzesznymi, abyśmy stali się świętymi ewangelizatorami Bożymi, zawsze gotowymi głosić pełne chwały imię Jezusa Chrystusa.

Amen.

Cd. z referatu Małgorzaty Stuły-Topolskiej dla serwisu „www.katolik.pl”

W Piśmie Świętym znajdziemy uniwersalne zasady obowiązujące w ewangelizacji wszystkie pokolenia ludzi wszystkich wieków.

Zobaczmy, co ono przekazuje nam o tych najważniejszych:

  1. Każdy jest wezwany, aby iść i głosić Królestwo Boże, ale to nie siłą i nie mocą naszą dokonuje się ewangelizacja (Za 4,6). To Duch Święty jest pierwszym ewangelizatorem, od którego wg obietnicy Jezusa otrzymujemy moc, aby stać się Jego świadkami na całej ziemi (Łk 24,48 ).Ten Duch czyni Piotra i Pawła i każdego z nas wymownymi, podając nam, co mamy mówić; zstępuje również na tych, którzy słuchają słowa Bożego (Dz.10,14). On w naszych umysłach, w naszych duszach przypomina i ożywia nieustannie wszystko, co Jezus powiedział. T o on uczy nas, jak mamy ewangelizować (J 14,26). Duch Święty jest celem i kresem wszelkiej ewangelizacji. Bez Niego nic nie możemy uczynić. Jesteśmy tylko nieużytecznymi sługami Bożego Królestwa (Łk17,10), z których Bóg czyni narzędzia we własnych niosących życie rękach (Dz 9,15).

  1. W centrum głoszenia znajduje się Bóg, który Jest Miłością (1J 4,8). To Miłość ponad wszelką miłość. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” – te słowa Jezusa zapisał św. Jan (J 15,13). A Jezus oddał za nas życie, bo jesteśmy grzesznikami dalekimi od przyjęcia jego przyjaźni (Rz 5,6–8). Ta bezwarunkowa, szalona, zupełne przekraczająca granice naszego rozumu miłość Boża przyniosła nam zbawienie. I nie ma zbawienia w żadnym innym Imieniu (Dz. 4.12). Wody naszego chrztu obmywają nas z naszych grzechów, a Jezusowego chrztu w Jordanie zalewają Go całym grzechem świata. W czasie chrztu ognia, jaki Jezus przyjmuje na Krzyżu, ta miłość staje się prawdziwie Ogniem rzuconym na ziemię (Łk 12,49) Ona ogarnia swym płomieniem wszystkie dzieci Boże, nawet te, które jej nie znają i nie pragną. Można powiedzieć, że Bóg może wszystko poza jednym – On nie może przestać być Miłością, bo ona jest Jego naturą. Miłość wspólnoty i każdego wierzącego z osobna daje o Nim największe, najprawdziwsze świadectwo (Dz 2,42–46 i 4,32–36). Św. Jan apostoł przypomina nam przez wieki, że nie mamy się miłować słowem i językiem, ale czynem i prawdą (1J 3,18). Skuteczna ewangelizacja nie jest możliwa bez jedności, która najmocniej ukazuje tę miłość przebaczającą wszystko każdemu. Ta jedność przynosi niemożliwy dla uzyskania przez prawa świata pokój. Dlatego Jezus zanosi za nas nieustannie modlitwę do Ojca: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie; aby i oni stanowili jedno w nas, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał” (J 17,21).

  1. Specjalistą od ewangelizacji nie jest ten, kto zna świetnie teorię na jej temat, czy nawet posługuje się pantomimą, dramą lub tańcem ewangelizacyjnym itd. Takim specjalistą, czyli świadkiem staje się przez całe życie ten, kto zna i kocha Jezusa. Najwięksi „specjaliści od miłości” to też najwięksi świadkowie Ewangelii – to święci. Oni zawsze starają się kochać tak, jak to najbardziej jest to dla nich w tym życiu możliwe za łaską Jezusa Chrystusa. Poddani Duchowi Uświęcicielowi, realizują Boże wezwanie. „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem Święty” (Kpł 11,44). Jan Paweł II powiedział, że tylko święci na serio przemieniają świat.

  1. Święci to najwięksi świadkowie wiary – jak mała Terenia wg przekazu jej siostry Genowefy – ludzie opętani, szaleni Bogiem. Ich przykład nas inspiruje i nieustannie pociąga. Któż z nas przecież nie dostrzega i nie podziwia pełnego wielkiej miłości do Chrystusa i jego Kościoła szaleństwa św. Pawła i innych jemu podobnych, przede wszystkim znajomych z kart Pisma Świętego. Głoszenie, więc dokonuje się nade wszystko przez świadectwo życia. Często może być milczące i niepozorne, ale jednak zawsze jest najbardziej skuteczne.

  1. W ewangelizacji bezpośredniej istotne znaczenie ma głoszenie na różne sposoby tzw. kerygmatu. Głoszenie kerygmatu – w swej istocie – to przepowiadanie osoby Jezusa Chrystusa, jako Jedynego Zbawiciela i Pana. To tzw. pierwsze, podstawowe wspólne dla wszystkich wyznań i nurtów chrześcijaństwa głoszenie Ewangelii ma jeden cel: w oparciu o słowo Boże budzić wiarę w Chrystusa, który daje nowe życie. Kerygmatu używa się najczęściej podczas rozmowy kerygmatycznej, orędzia ewangelizacyjnego i świadectwa.

Na wielu rozmaitych kursach i rekolekcjach przygotowujących do ewangelizacji, ich uczestnikom rozdaje się spis konkretnych cytatów z Biblii dotyczących dawniej 4., dziś wg nowszej metody 6. tzw. praw życia duchowego.

Potrzeby ewangelizacji

Te prawa są opartym oczywiście na Słowie Bożym najlepszym streszczeniem kerygmatu dla potrzeb ewangelizacji.

Zawierają prawdę o miłości Bożej, rzeczywistości grzechu, odkupieniu w Chrystusie – naszym jedynym Panu i Zbawicielu, posłannictwie Ducha Świętego i tajemnicy Kościoła.

Pamiętam jak na Kursie Pawła przed pójściem na ewangelizację po domach metodą „od drzwi do drzwi”, pilnie uczyliśmy się ważnych dla pierwszego głoszenia cytatów biblijnych na pamięć.

W praktyce życia nie zawsze jest możliwe korzystanie bezpośrednio w ewangelizacji z Pisma Świętego. Gdy chodziliśmy po domach, często ludzie nie pozwalali nam w ogóle go używać. Ten, kto podejmuje nakaz misyjny Jezusa musi, więc dobrze znać Słowo Boże, bo ma je głosić i nade wszystko nim żyć – jako jego pierwszy świadek – inaczej nikogo nie pociągnie do Jezusa.

Kiedy w oparciu o Słowo Boże prowadzi się tzw. rozmowę kerygmatyczną widać, jak wielką ono ma moc, jak dotyka ludzi niezależnie od naszej wykazywanej podczas tej rozmowy własnej elokwencji. Sama doświadczyłam tego nadzwyczajnego działania Słowa w takich często bardzo trudnych rozmowach. Widziałam też wiele razy jak ogromną moc przemiany ludzkich serc miało dobrze przygotowane i głoszone orędzie kerygmatyczne podejmowane w czasie masowych działań ewangelizacyjnych w szkołach, na stadionach, ulicach i placach miast itp.

Dobrze pamiętam zwłaszcza orędzie głoszone przez hiszpańskiego jezuitę O. Emanuela Casanowę w Zakopanem w 1995, z racji ewangelizacji podejmowanej przez międzynarodową Szkołę Ewangelizacji i Życia Chrześcijańskiego w Lanckoronie. (Był m.in. odpowiedzialny za Odnowę w Duchu Świętym w Hiszpanii i dyrektorem Biura Ewangelizacji 2000). W dużej mierze, dzięki tamtemu żarliwemu orędziu i osobistemu świadectwu O. Emanuela ja sama na serio zajęłam się ewangelizacją. Często używamy w naszych działaniach ewangelizacyjnych takich osobistych świadectw.

Świadectwo, zilustrowane Słowem Bożym, oparte na nim, ukazuje jak wielką ma ono moc, aby przemienić nas samych, nasze życie. To słowo ma moc przywrócić życie każdemu człowiekowi, Kościołowi, całemu światu.” Żywe, bowiem jest słowo Boże i skuteczne…, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hebr. 4,12). Dlatego musimy je głosić w porę i nie w porę (2 Tym 4,2) i nawet na dachach (Mt 10,27).

Dla głoszenia Słowa Bożego i zilustrowania go warto korzystać z wielu różnych form wyrazu artystycznego i środków masowego przekazu. Wszyscy śpiewamy oparte na cytatach biblijnych piosenki, znamy dramę, pantomimę i taniec ewangelizacyjny, ale niestety zbyt mało – zwłaszcza z tych ostatnich – korzystamy. Uformowane przez cywilizację techniczną i kulturę obrazu młode pokolenie o wiele łatwiej odbierze słowo Boże w postaci komputerowej prezentacji, czy „SMS-a” z telefonu komórkowego. To bardzo dobrze, że istnieją typowo ewangelizacyjne profesjonalne strony internetowe, adresowane do różnych odbiorców. Znam ludzi, którzy dzięki nim naprawdę dotykani są Słowem Bożym i otrzymują nowe życie.

W każdej formacji chrześcijańskiej bardzo ważne jest uczenie się jak w oparciu o Słowo Boże rozeznawać Boży plan na wszystkie wydarzenia naszej codzienności.

Ten plan rozciąga się na wszystko – dlatego oczywiście trzeba rozeznawać także nasze zaangażowania ewangelizacyjne.

Wszyscy dobrze znamy tę ewangeliczną scenę związaną z cudownym połowem ryb przez apostołów. Zmęczeni okrutnie całonocnym bezskutecznym połowem, na słowo Jezusa jeszcze raz – bez słowa sprzeciwu wobec niedorzeczności tego czynu – zarzucają sieci tam, gdzie On im pokazał.(J 21, 3–6) Oni wiedzą, że u Boga nie ma nic niemożliwego, są posłuszni jego słowu i dlatego doświadczają cudu.

My też mamy na słowo Jezusa zarzucać nasze ewangelizacyjne sieci, bo inaczej nasz wysiłek może przynieść bardzo mizerny plon, a nawet w ogóle pójdzie na marne. Bóg może przemówić do nas profetycznie ukazując nam swoją wolę przez: słowo czytane w czasie Eucharystii, podczas codziennego rozważania Pisma Świętego, czy też przez Słowo otwarte na osobistej lub wspólnotowej modlitwie poświęconej specjalnie rozeznaniu konkretnych działań ewangelizacyjnych. (Oczywiście także przez proroctwo, czy słowo poznania przekazane bezpośrednio przez ludzi).

Ważne jest to, abyśmy przez dalsze rozeznanie zawsze sprawdzali, czy dobrze słyszymy Boży głos, czy nie ulegliśmy złudzeniu. Trzeba nam nauczyć się słuchać Boga i rozeznawania jego natchnień. A jeśli już upewnimy się tak jak Samuel, że to rzeczywiście Bóg do nas mówi, musimy wg jego miłującej woli wypełnić to, czego On od nas oczekuje. Czasami Bóg nas zaskakuje swoją wizją, wydaje nam się ona mocno dziwna. Ale przecież któż z nas małych ludzi zrozumie plany Mądrości Odwiecznej? Ja pamiętam takie chwile, kiedy mocno wzbraniałam się przed wypełnieniem takich wg mnie Bożych dziwactw…

Zwłaszcza jedno wydarzenie na zawsze zapisało się w mojej pamięci i sprawiło, że przestałam się opierać słowu Bożemu z uporem nierozumnego osła. Kończyłam właśnie studia pedagogiczne i zbierałam m.in. w Warszawie materiały do mojej pracy magisterskiej. Zaspałam na poranny pociąg do stolicy. Podczas modlitwy otworzyłam Słowo: „Wyjdź na drogę z Jerozolimy do Gazy około południa”. Przypomniałam sobie, że o godz. 12:08 jest jeszcze jeden pociąg do Warszawy – i to było super. Natomiast bardzo niechętnie i podejrzliwie odniosłam się do dalszego ciągu perykopy o Filipie, który nawraca dworzanina etiopskiego (Dz 8,25–40).

A jednak słowo Boże działa precyzyjnie. W Zawierciu wsiadł mój dworzanin – znany mi z widzenia kapłan bez koloratki. Ja jeszcze wtedy nie byłam pewna, że właśnie jego mam nawracać, choć muszę przyznać, że mocno się już wtedy przeraziłam.

Aby się opanować, zaczęłam czytać zabraną wtedy do podróży książkę „Twoja wizyta u Boga” Gwen Shaw, dobre studium biblijne o poście. Otworzyłam ją tak machinalnie na chybił trafił i … zobaczyłam zacytowany w niej fragment Pisma Świętego o tym jak Filip nawraca dworzanina etiopskiego! Wpadłam w panikę – dobrze Panie Boże – ale jak ja mam to zrobić?

Sposób na tę osobliwą ewangelizację okazał się bardzo prosty, wręcz prozaiczny. Zaczęłam rozmowę z siedzącą obok mnie dziewczyną. Okazało się, że obie jesteśmy studentkami teologii. Rozmawiałyśmy dużo o słowie Bożym, także o tym jak ważne jest ono dla naszego życia; można powiedzieć „wyjaśniałyśmy pisma”.

Widziałam, jak „mój dworzanin” przysłuchuje się nam z dużym zainteresowaniem…. I tak jak Filip nigdy więcej go już nie spotkałam. Można jeszcze wiele pisać o znaczeniu słowa Bożego dla ewangelizacji i nigdy nie wyczerpie się tego tematu. Przecież przez całą wieczność będziemy rozkoszować się Bożą mądrością.

Jedno jest ważne – jeśli chcemy się na serio zaangażować w ewangelizację, musimy każdego dnia czytać i rozważać Pismo Święte. Inaczej będziemy tylko pusto brzmiącymi cymbałami… (1 Kor 13,1)

Małgorzata Stuła-Topolska – Wiceprzewodnicząca Krajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym

5Chcę mówić o mentalności ewangelizacyjnej inicjatora ewangelizacji, czyli proboszcza; o zespole ludzi przekonanych do tego dzieła, czyli wikarych i świeckich oraz o tym, że planowanie ewangelizacji musi być dobre, czyli dalekosiężne, racjonalne, logiczne, w oparciu o jakąś strategię.

Mentalność ewangelizacyjna

Oto zmiany, które powinny dokonać się w inicjatorze tej ewangelizacji, czyli w proboszczu.

Pierwsze zmiany(świadectwa oparte na doświadczeniach życiowych O. Piotra Kurkiewicza, kapucyna):

  • Od głoszenia swoimi siłami i pomysłami do napełnienia się Duchem Świętym. Chodzi, więc o to, żeby proboszcz prosił pokornie Pana Jezusa o światło i moc. Chciałbym tu wspomnieć o pewnym wydarzeniu. Byłem kiedyś na Kongresie Odnowy Charyzmatycznej w Częstochowie. Ralph Martin pięknie mówił o ewangelizacji, a ja byłem jeszcze młody i bardziej podatny niż teraz, więc postanowiłem iść i ewangelizować.

Mój towarzysz przestraszył się w ostatniej chwili, i zostałem sam jak palec. Poszedłem jednak, modląc się i bojąc. W pewnej restauracji spytałem właścicieli, czy mogę skierować do ludzi parę słów. Zgodzili się, więc zacząłem. Rozmawiałem z kilkoma osobami, ale ponieważ powstało zamieszanie, wyszliśmy na zewnątrz.

Zebrała się grupka ludzi, rozmawialiśmy o Bogu – pierwsze strachy były już za nami. I wtedy jakiś narkoman postawił trudne pytanie, na które ze swego doświadczenia nie mogłem odpowiedzieć, chyba, że z książek, ale nie o to chodziło.

I nagle Bóg w tej grupce dyskusyjnej dał świadka, człowieka, który kilka lat był narkomanem. Podarował mi świadka akurat w tym momencie, w którym go potrzebowałem i to takiego, jakiego potrzebowałem. Okazało się także potem, że jedna z dziewczyn uczestniczących w tej dyskusji, widząc dużą grupę duchownych, po drugiej stronie Alei Najświętszej Maryi Panny, przebiegła na drugą stronę ulicy i prosiła ich o modlitwę. Oni także byli uczestnikami kongresu i oto w liczbie trzydziestu „dusz nieśmiertelnych” modlili się za mnie! Gdy się o tym wszystkim dowiedziałem, zrozumiałem, że chociaż zawiódł mnie „czynnik ludzki”, czyli mój towarzysz, to jednak, gdy poszedłem za wezwaniem Bożym, Pan podarował mi świadka, stworzył miłą atmosferę w grupie i dał Kościół, który pięćdziesiąt metrów dalej modlił się za całą sprawę. A więc zmiana musi się dokonać w proboszczu – od głoszenia własnymi siłami i pomysłami, do napełnienia się Duchem Świętym, m.in. Duchem odwagi i ryzyka.

  • Trzeba, więc co wieczór klęknąć przy łóżku i pokornie modlić się do Wszechmogącego, aby dał nam Ducha Świętego i aby Duch Święty poprowadził w mocy. Odczułem tę moc (tzn. nie czułem jej w „kościach”, bo wszystko tam drżało), okazało się, ku memu zaskoczeniu, moc była ze mną, i właśnie o to chodzi.

  • Zmiana mentalności od słowa „niektórzy” do przekonania, że „wszyscy”. Wyjaśnię najpierw, jak ja to przeżyłem, by nie brzmiało zbyt abstrakcyjnie. W Krasiłowie, w Ukrainie parokrotnie próbowałem zainicjować grupę Anonimowych Alkoholików. I pieniądze dawałem, i rozmawiałem, i modliłem się, pościłem – nic z tego. Chyba dwa, czy trzy razy zaczynałem, ale nic z tego nie wychodziło. Pewnego dnia przyprowadzono mi trzeźwego od czterech dni alkoholika, który cały zapuchnięty, brudny, płakał, żeby go przyjąć. Przyjąłem go, jako bezdomnego i okazało się, że dzięki niemu po dwóch miesiącach miałem całkiem sporą grupę AA. Ale gdy na niego po raz pierwszy spojrzałem, to nawet złamanego szeląga bym nie dał. Wtedy Bóg mnie uczył, by nie patrzeć na twarz, wykształcenie, ubiór, bo nie wiemy, co za łaska w tym człowieku drzemie i wcale nie musimy być w danej kwestii lepsi od niego. Są sprawy, w których jako proboszcz z wykształceniem i możliwościami, mogę być po prostu gorszy. Słyszałem niedawno proroctwo, w którym Pan mówił, iż wszyscy jesteśmy ziarenkami i – nawet, jeżeli grzeszni – to ziarnami pełnowartościowymi. Właśnie ten alkoholik był ziarnem pełnowartościowym, chociaż tylko cztery dni minęły, jak przestał pić, bo okazało się, że moc łaski była z nim.

  • Zmiana mentalności proboszcza od ewangelizowania stylem życia do ewangelizowania, jako styl życia. Wielu, nie tylko proboszczów, sądzi, że wystarczy pomagać, być jak Caritas w życiu i wtedy wszyscy się nawrócą – gdy proboszcz jest łagodny, miłosierny i uśmiechnięty. Dobrze jest być łagodnym, skromnym i pełnym prostoty, ale jeśli naprawdę takim się jest, to Bóg wprowadza nas w sytuacje, w których niejako spontanicznie przechodzi się od sympatycznego tylko sposobu bycia do głoszenia Dobrej Nowiny o Panu Jezusie.

  • Zmiana podejścia od oczekiwania, że wszyscy zachwycą się nami i przyjdą do nas, do wyjścia na zewnątrz terenów kościelnych. Postawa zła: przecież wszyscy wiedzą, gdzie jest kościół, to niech przyjdą! Jest to podejście typowe w prawosławiu. -„Wszyscy słyszą dzwony?” – „Wszyscy wiedzą, kiedy „święta liturgia”? – „To niech przyjdą”. Skutkiem tego w Ukrainie centralnej i wschodniej, w wiosce, która liczy kilkaset lub parę tysięcy dusz, w niedzielę w cerkwi nie będzie więcej, niż dziesięć osób (średnia wieku oczywiście dosyć wysoka). Natomiast protestanci nie mają takich problemów, szczególnie właśnie w Ukrainie centralnej i wschodniej, gdzie zostały wydarte korzenie tradycyjnej religijności.

Tam, jeśli proboszcz wybudował kościół, np. w roku 1990, czyli siedemnaście lat temu, to będzie miał nie więcej niż stu, dwustu realnych parafian, dominicantes, czyli przychodzących w niedzielę.

Natomiast pastor, który też w 1990 roku rozpoczął budownictwo, a może nawet nie rozpoczął, bo brakowało pieniędzy, ale zaczął z gitarą śpiewać i zaczepiać ludzi na rogach ulic, spotykać się w domach i teatrach – ten pastor po siedemnastu latach będzie miał do tysiąca wiernych (przelicznik jest, więc jeden do dziesięciu). Tak jest wszędzie na wschód od Kijowa. Po prostu zawodzi teologia pastoralna, metoda. My mamy kościół i uderzamy w dzwony. Oni wypożyczają pomieszczenia i głoszą słowo, drukują książki, zamiast kupować worki z cementem. I zaczynają od dorosłych, a my najczęściej od dzieci, które gdzieś łapiemy, nie znając nawet rodziców. Protestanci zaczynają od dorosłych, a kończą na dzieciach. Wszędzie, w centrum i na wschodzie Ukrainy mają dziesięć razy więcej ludzi (nie ma wyjątków, czasami jest nawet razy dwadzieścia albo razy trzydzieści). A wszyscy przecież zaczynali w tym samym czasie i mieli podobne środki. I nie jest prawdą, że oni kupują sobie wyznawców. Odwrotnie.

  • Kto idzie do protestantów, płaci dziesięcinę, podczas gdy katolicy oddają Kościołowi, co miesiąc nie dziesięć procent, ale o wiele mniej – dwa – trzy procenty, czasem – jeden. Ale też protestanci nie boją się wychodzić do ludzi, to ich charyzmat, błogosławieństwo od Boga.

  • Mówimy z doświadczenia, a nie z teorii. W ewangelizacji parafii, czy w ogóle jakiejkolwiek ewangelizacji, trzeba mówić z doświadczenia, a nie z książek. To jak wtedy, gdy ten chłopak w Częstochowie postawił trudne pytanie: „Czy Bóg jest w stanie uporać się z moim uzależnieniem?”. Co ja miałem mu powiedzieć – że tak, ponieważ jest wszechmocny i przeczytaj o tym w podręczniku teologii dogmatycznej? Na szczęście Pan postawił kogoś, kto był narkomanem i doświadczył, że Bóg rzeczywiście może się z tym uporać, choć ludzie i ośrodki terapeutyczne – nie. Czekałem na to słowo i otrzymałem świadka. Nie chciałbym odpowiedzieć mu z książki, chociaż mógłbym.

  • Przejście od działania wyuczonego do działania natchnionego. Chodzi o prowadzenie Boże, o to, że trzeba porzucić swoje ambicjonalne plany i niestety poczekać na Boga. Doświadczyłem kiedyś, co to znaczy czekać na Boga i na Boże prowadzenie. Pewnego dnia Pan przyszedł do mnie (mam nadzieję, że On) i powiedział, że mam zebrać wszystkich moich przyjaciół (tych religijnych i uduchowionych) w Poznaniu i pójść na Stary Rynek: „Będziesz tam głosić Słowo, a oni mają patrzeć”. Był tam mój szwagier z gitarą, grał i śpiewał. Wkrótce obaj ochrypliśmy. Przyjaciele pomogli mi zebrać początkowe audytorium w liczbie około trzydziestu osób. Na Starym Rynku w centrum Poznania głosiłem Słowo, wskoczyłem na ławkę i trząsłem się jak galareta. Im dłużej głosiłem, tym mniej się trząsłem, tym mniej się bałem. W pewnym momencie zebrało się już około stu, dwustu osób, a ja krzyczałem do nich, bo nie miałem żadnego nagłośnienia. Krzyczałem do nich tak przez godzinę. Potem podziękowałem grzecznie i pomachałem ręką, oni też, ateiści i nie ateiści, wszyscy pomachali mi ręką i długo jeszcze nie chcieli się rozejść. Wtedy m. in. podeszła do mnie dziewczyna, cała zapłakana i poprosiła o spowiedź.

Okazało się, że osiem lat nie była u spowiedzi, ani w kościele. W ten dzień obudziła się z pragnieniem wyspowiadania się i z wielkim strachem – gdzie to zrobi?: „Do kościoła nie pójdę, bo ksiądz nakrzyczy i ludzie usłyszą”. I powiedziała Panu Bogu tak: „Jeśli spotkam kapłana na ulicy, to się u niego wprost na ulicy wyspowiadam”. Popołudniu weszła z koleżankami na ten Stary Rynek i zobaczyła kapłana, czyli mnie, nieszczęsnego, ochrypłego, stojącego na ławce i rozpłakała się. Potem była spowiedź.

Następnie gadałem z chłopakiem, który argumentom wiary nie chciał się poddać. Byłem bardzo zmęczony i nie miałem już sił na niego. Powiedziałem mu, więc: „Wiesz, co, nie mam już czasu ani ochoty, ale powiem ci jedno – Bóg chce, żebyś był Jego samurajem”. A on aż usiadł… Okazało się, że od wczesnego dzieciństwa trenuje wschodnią walkę mieczem samurajskim. Nie wiem, co się z nim dalej stało, natomiast wiem, że w wyniku mojego głoszenia zawiązało się wtedy w Poznaniu skromne środowisko, z którego wyrosły po latach cztery rzeczywistości: – Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji (filia naszej szkoły ukraińskiej), tak zwane poznańskie uwielbienia „Bogu jedynemu chwała” (muzycy poznańscy, co miesiąc, na otwartych przestrzeniach, w centrum miasta), teatr ewangelizacyjny Droga oraz wspólnota charyzmatyczna, (z której wywodzą się te dzieła). Myślę, że wszystko to jest owocem między innymi owego mojego strachu oraz tego, że Najwyższy zechciał zstąpić i już wtedy potwierdzał to dwoma małymi cudami. Warto, więc czekać na Pana Boga.

  • Zmiana mentalności od przekonania, że mamy do dyspozycji tylko słowa, do świadomości, że przemawia Bóg pełen mocy. Takie doświadczenia jak to, o którym wspomniałem, sprzyjają, aby jednak uwierzyć, iż za tą trzęsącą się galaretką, za tym zajączkiem, który wszedł właśnie do szynku pełnego wilków i lisic, czyli za tobą – ewangelizatorem, wchodzi wielki niedźwiedź – Pan nasz. I to On daje moc, dzięki której nie tylko ci wszyscy nie rzucą się na ciebie, ale jeszcze usłużą. Bo nasze słowa mogą być pełne mocy.

  • Zmiana mentalności od indywidualizmu do działania wspólnotowego. Często jest tak, że gdy prowadzimy ewangelizację, każdy z księży i wiele osób się stara. Ale na ogół nie jest to ujęte przez proboszcza, czy – wyżej – biskupa w jakąś strategię. Gdy wikary odchodzi, przychodzi następca i nie jest kontynuowane to, co było zaczęte, bo następca nie ma tej samej wizji – i wszystko się rozpada. Jeden z wikarych, z którym niedawno rozmawiałem, właściwie wewnętrznie płakał. Mówił, że przez trzynaście lat kapłaństwa do tej pory nie udało mu się zainspirować czegoś, co by przetrwało jego kadencję w danej parafii. Póki on jest, dzieło trwa, gdy odchodzi, przestaje istnieć. Nie wiem, czy tak samo jest ze świeckimi, ponieważ oni są i często będą w tej parafii do śmierci. Natomiast, gdy chodzi o księży, panuje wielki indywidualizm.

Przychodzi następca i z nim nowe stworzenie świata. A chodzi o to, aby ewangelizować razem.

Pewnego dnia po konferencji pełnej miłych uwielbień i udanych głoszeń, zapytałem mojego znajomego: „No i jak?”. A on mówi: „Fatalnie. Ty głosiłeś, ty odprawiałeś większość obrzędów, ty nawet włączałeś mikrofony i roznosiłeś krzesła. Ty robiłeś wszystko – fatalnie!”. A ja byłem taki szczęśliwy i zadowolony! Wtedy uświadomiłem sobie, że mam być tylko częścią ciała, a nie całym ciałem.

Byłem około dziesięciu lat proboszczem i na początku, jako ksiądz zbawiający świat, robiłem wszystko sam, łącznie z techniką. Potem ewoluowałem w kierunku proboszczowania, gdzie satysfakcję sprawia zarówno, gdy mówię, jak i gdy mogę nie mówić, ponieważ mówią inni, a dzieło i tak idzie do przodu.

Jednak obecnie największą satysfakcję sprawia mi, gdy dokonuje się jakieś dobro, o którym zapomnieli mnie poinformować i nie zdążyłem nawet wyrazić zgody.

Referat przygotowany przez Małgorzatę Stułę-Topolską dla serwisu „www.katolik.pl”

Nie sposób mówić o ewangelizacji i nie pokazać znaczenia dla niej Słowa Bożego.

Ono, bowiem dla ewangelizacji jest fundamentem wszelkich apostolskich działań. Z niego bierze początek wszystko, co możemy o niej powiedzieć, o niej się nauczyć. Ewangelizacji nie wymyślił żaden papież, ani żaden z założycieli zakonów, czy ruchów kościelnych.

Nie zrodziła się też w tak bardzo nam wszystkim drogiej Odnowie w Duchu Świętym. Ona jest wzięta z Ewangelii, z nauczania samego Jezusa. Wezwanie do ewangelizacji to jego duchowy testament, który zostawił apostołom przed wniebowstąpieniem. Znajdziemy go w Piśmie Świętym, został tam skrupulatnie, wiernie zapisany przez ewangelistów.

[ramka]Ileż to już razy w swoim życiu słyszeliśmy wielki nakaz misyjny Jezusa: „Idźcie i czyńcie uczniów wśród wszystkich narodów…” (Mt 28,19).[/ramka]

On już od 2 tys. lat inspiruje i zapala pokolenia ewangelizatorów.

Na kartach Biblii znajdziemy też świadectwa radykalnego wypełniania tego nakazu. Rozogniony nim św. Paweł apostoł woła wciąż z Listu do koryntian: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” (1kor 9,16).

Żaden zakaz głoszenia o Chrystusie – jedynym Panu i Zbawicielu człowieka – nawet pod groźbą więzienia, czy utraty życia – nie powstrzymał Piotra i Jana. Obaj byli o tym przekonani i mocą swego apostolskiego autorytetu nieustannie pokazywali, że zawsze, a zwłaszcza w tak wielkiej sprawie trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi (Dz 4,19).

[ramka]Jak naglący jest ten misyjny nakaz pokazuje nam ewangelista Łukasz, który zanotował słowa samego Jezusa: „Powiadam wam, jeśli oni umilkną kamienie wołać będą” (Łk 19,40).[/ramka]

Ogień Bożych szaleńców

I jak tu od takiego Ognia przekazywanego przez Bożych szaleńców nie zapalić się samemu?

Wielka ewangelizacja świata zaczęła się od apostołów, którzy posłuszni słowu Jezusa poszli głosić Go narodom. Dziś na nas kolej – iść i na to samo Boże słowo zarzucać ewangelizacyjne sieci. W Piśmie Świętym znajdziemy wszystko, co nam jest potrzebne, aby ta ewangelizacja w każdym czasie i miejscu była skuteczna.

[ramka]Do ewangelizacji trzeba się rzetelnie formować duchowo osobiście i we wspólnocie. Zawsze podstawą tej formacji jest Słowo Boże „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4).[/ramka]

„Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem; z wszelką szelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny i pieśni pełne ducha” (Kol 3,16).

Formację można porównać do ćwiczeń wojskowych, bo ewangelizacja zawsze związana jest z walką duchową. Kiedy się czyta Pismo Święte, fragmenty dotyczące działania złych duchów są wielkim ostrzeżeniem dla nas.”

Przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1P 5,8). Św. Paweł nakazuje nam przyoblec zbroję Bożą, abyśmy zdołali się mu przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko (Ef 6,13). A Jezus mówi wręcz, że niektóre duchy złe można pokonać tylko modlitwą i postem (Mt 17,26).

To Jezusowe pouczenie dla mnie samej stało się zachętą do postu i modlitwy przed podejmowaniem różnych ewangelizacyjnych dzieł. Zawsze proszę też zakony kontemplacyjne o wsparcie nas w tej modlitwie i umartwieniach. To m.in. w oparciu o to słowo zrodziła się „Modlitwa za miasta”, czy podjęta w Roku św. Pawła nowenna polskiej Odnowy o nową ewangelizację naszego kraju, a zwłaszcza i nade wszystko za ludzi młodych. Tak, więc to Słowo Boże poucza nas, że nie ma dzieł ewangelizacyjnych bez modlitwy i postu.

Cała strategia ewangelizacji zawarta w różnych dokumentach Kościoła opiera się na Słowie Bożym (np. najważniejsze dla niej adhortacja apostolska Ewangelii Nuntiandi Pawła VI i encyklika Redemptoris Missio Jana Pawła II).

Wszystkie jej zasady, metody, kierunki działania ewangelizatorów, sposoby odkrywania, rozeznawania i podejmowania wizji dla ewangelizacji etc…. znajdziemy w Piśmie Świętym. Ta natchniona przez Ducha Świętego księga to nie tylko podręcznik, ale wzorcowa szkoła ewangelizacji. Kiedy otwieramy Biblię otwieramy drzwi tej szkoły. Sam Jezus jest obecny w słowie Pisma Świętego, On sam jest żyjącym Słowem wg słów św. Jana (J 1,1–4).

Pierwszą i zarazem najdoskonalszą szkołą ewangelizacji pozostanie na zawsze właśnie ta opisana w Ewangeliach szkoła Jezusa.

Jezus nasz Mistrz, który był pierwszym i największym głosicielem Ewangelii sam – osobiście ją przecież prowadził. Nawet wrogo do niego usposobieni uczeni w Piśmie faryzeusze, tworzący rabinackie szkoły nazywali go zaszczytnym w tym czasie tytułem Nauczyciela – rabbi ( hebr.).

7Szkołę tworzyli wybrani przez Jezusa apostołowie, chodzący za Nim uczniowie i towarzyszące im niewiasty.

Była rewolucyjna jak na owy czas. Nie była dla mędrców, specjalnie uzdolnionych elit. Jezus wcale nie przygotowywał uczonych w Piśmie i prawie żydowskim zwolenników stronnictw religijno – politycznych istniejących wtedy w Izraelu. Nauczał prostych ludzi np. rybaków, jego szkoła była dla każdego, kto tylko chciał słuchać jego nauki. Był wędrownym nauczycielem, podczas gdy inni wg praw tamtego czasu mieli stałe siedziby dla swoich szkół. Najgorsze w oczach ówczesnych ortodoksyjnych Żydów było to, że towarzyszyły mu niewiasty. W tym czasie nie miały żadnych praw.

W scenie rozmnożenia chlebów klasycznie na tamten czas ewangeliści wymieniają tylko liczbę mężczyzn, tak jakby kobiet i dzieci nie było z nimi, a to przecież krzywdząca je nieprawda. Jezus mówił także do tych uważanych za nic kobiet. To dzięki Niemu, Jego rewolucyjnemu świadectwu św. Paweł nie bał się założyć później pierwszej w Europie gminy chrześcijańskiej w domu Lidii w macedońskiej Tiatyrze.

Współpracował też z innymi kobietami, m.in. z Pryscyllą, żoną Akwili, która dla mnie osobiście jest przykładem, przyjaciółką i pomocą w moim zaangażowaniu ewangelizacyjnym.

To właśnie czytając Pismo Święte przekonujemy się o powszechnym wezwaniu do głoszenia narodom o tym, że jest Jedyny Bóg, który Jest Miłością. „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili„.

To sam Bóg powołuje do ewangelizacji wszystkie swoje dzieci, ale kiedy chce i jak chce. Jednych już w łonie matki – tego był świadom prorok Jeremiasz. Wzywa tych „zbyt młodych” Dawida, Tytusa, Jana, ale także starców Symeona i Natanaela Bóg czyni także pośrednio narzędziem tych, którzy Go wcześniej nie znali – jak potężnego pogańskiego władcę babilońskiego Cyrusa II, dzięki dekretowi, którego była możliwa za jego następców odbudowa świątyni jerozolimskiej i narodziny judaizmu. Jezus powołuje z wielką mocą w bezpośredniej konfrontacji, już „na przepadłe”, oślepionego swą doskonałością i zatwardziałością faryzeusza Pawła, który nie chciał go znać. Kiedy przyjrzyjmy się bliżej szeroko rozumianemu apostolskiemu towarzystwu Jezusa zobaczymy okrytego złą sławą poborcę podatkowego Mateusza i Magdalenę – kobietę lekkich obyczajów. Są tu prości rybacy jak Piotr, Andrzej i synowie Zebedeusza, ale i u uczeni w piśmie jak Nikodem i Józef z Arymatei.

Bóg nie ma względu na osoby (Ga 2,6). Wezwani do głoszenia Ewangelii są naprawdę wszyscy i każdy osobiście – po imieniu.