Śmierć jest tylko Bramą…

17 czerwiec 2014 roku;Wspomnienia ze śmierci; Czy naprawdę niemożliwe jest dowiedzieć się, jak wygląda moment śmierci? Czy naprawdę nikt z tamtej strony nie wrócił? A może to my nie dopuszczamy do siebie takiej możliwości, że własną śmierć można jednak przeżyć i kontynuować życie w zupełnie innej rzeczywistości i jeszcze komuś stąd o tym opowiedzieć?

Śmierć jest tylko Bramą...Zmarła w roku 2007 Anna Dąmbska, nazywana Bożą Łączniczką otrzymała charyzmat słyszenia głosu Boga oraz słyszenia zmarłych. Przez wiele lat spisywała, więc orędzia dla świata, które – jak twierdziła – przekazywał jej Bóg.

Książki ANNY – Świadkowie Bożego Miłosierdzia” – o czym do nas mówi?

Annie powierzono misję: przygotować polski naród do nadchodzących wydarzeń. Oczywistym jest, że ten typ literatury to objawienie, a nie jak chcą niektórzy objawienie prywatne. Dodać należy, że jest to objawienie współczesne a nie proroctwo, bo nie tyle mówi o tym co się stanie, ile jacy my powinniśmy stać się w nadchodzących czasach. Rozmowy z ludźmi w niebie (kościołem zwycięskim) i w czyśćcu (kościołem cierpiącym) zostały udostępnione ogółowi po to, abyśmy głęboko zrozumieli, że my (kościół walczący) i oni – to JEDEN kościół. Oni widzą co nadchodzi (istnieją poza czasem) i chcą nam pomóc w przygotowaniu się do „wielkiego oczyszczenia”.

„Boże Wychowanie”, to następna z cyklu godnych polecenia książkowych pozycji Anny. W miarę trwania rozmów z niebem zaangażowanie i poświęcenie Anny dla sprawy rosło. Owocem tej dalszej pracy są kolejne trzy części, które ukazały się pod tytułem „Boże Wychowanie”.

Znamienne są podtytuły każdej z części: ‚Pan zdobywa moje zaufanie’, ‚Pan gromadzi wspólnotę’ i ‚Pan pragnie zawrzeć przyjaźń z każdym człowiekiem’. Rozmowy Anny z Bogiem zmieniają się w rozmowy Boga z grupą, a właściwie w rozmowy Ojca z dziećmi.

We wrześniu 1984 roku Jezus zwrócił się do Anny: „Weź czysty zeszyt i pisz…” i podyktował Annie orędzie do świata, które opatrzone zostało tytułem: „Pozwólcie ogarnąć się miłości”

Po czternastu latach podyktował drugi tom, który został nazwany: „Bóg zaprasza do przyjaźni ‚. Obydwa tomy wydało Michalineum, zaś Wydawnictwo Księży Marianów w 1993 roku wydało „Zaufajcie Maryi” książkę, będącą kompilacją tekstów maryjnych z całego bogactwa pism i zapisków Anny. Wszystkie te książki wydało jezuickie Wydawnictwo Apostolatu Modlitwy WAM w Krakowie.

A oto wybrane teksty:

Spisywała również swoje rozmowy z bliskimi, którzy już odeszli. Co mówili jej zmarli o momencie przejścia?

Mówi Matka

– „Czy cierpiałaś w chwili śmierci? – zapytałam

– Nic takiego nie było. To była radość.

– Kto był przy tobie?

– BÓG! Potem moi rodzice, twój ojciec i wszyscy, którzy kochali mnie. Nie czułam śmierci. To tak, jak otwarcie oczu. Czułam radość ze spotkania z bliskimi. Byli przy mnie, cały tłum. Była radość…

– Czy widziałaś mnie?

– Widziałam i martwiłam się, że nie mogę dać ci znać, jak mi dobrze. Nie myśl o tym, co przeszło (okoliczności choroby, śmierci, pogrzebu). Wszystko jest tak, jak miało być. A teraz jesteś na nowej drodze życia. Cały czas czuwam nad tobą, nie opuszczę cię.”

„(…) Jeszcze nie umarłam zupełnie, a On już był przy mnie. ON sam witał mnie i przyjmował, jak ojciec, jak przyjaciel, jak opiekun. Jego słowa powiedziane z radością: „Teraz już na zawsze jesteś ze Mną!” Ta dobroć, żebym nie zdążyła się nawet przestraszyć. Ta miłość tak rozumiejąca mnie, że przyszła uprzedzić wszystko, obdarować, podtrzymać, uprzedzić przestrach i od razu dawać, tulić do serca, wynagradzać cierpienia, zmęczenie, ból i trwogę ostatnich dni. Nie widziałaś ich, ale były. Tak bardzo się bałam agonii (tyle o tym czytałam), sądu, sprawiedliwości Bożej, na którą zasłużyłam. A zamiast tego przychodzi On i cieszy się, że może mnie mieć u siebie. Czy ty to rozumiesz? Taki jest ON!

„Napisałaś „rocznica śmierci”, a przecież wiesz już, że to inaczej wygląda. Rocznica naszego fizycznego rozstania się – tak można by ją nazwać. Ja mówię: dzień mego wyzwolenia, przybycia do Jego Królestwa, dzień spotkania się z Królem i Zbawcą, i Przyjacielem najbliższym, dzień otwarcia oczu, odzyskania pełni świadomości, dzień prawdziwych i uroczystych narodzin, przybycie do swojego domu. Czy może być coś piękniejszego?”

„(…) Jest to najcudowniejsza chwila: koniec próby, cierpień, tęsknoty, lęku i niepewności, koniec wszystkiego, co złe. Pozostaje już tylko radość, szczęście na wieki”.

„Jak myślisz, czy ktoś w takiej chwili ma ochotę zajmować się sprawami pogrzebu, oglądać swoje ciało, wszystkie zabiegi, ceremonie urzędowe? Jeśli coś odciąga i mąci radość, to rozpacz i ból żyjących. Trzeba wtedy pamiętać, że dla zmarłego – to święto, nowy świat, świadomość własnej nieśmiertelności i niezniszczalności.”

Źródło: Anna „Świadkowie Bożego Miłosierdzia,” WAM, 1995, s. 11, 26,

Mówi przyjaciel Bartek

„(…) Nie mogę powiedzieć ci, jak wygląda „umieranie.” Nie było go. Natychmiast byłem cały – tu; przytomny i jasno rozumiejący sytuację.” „Żebyś wiedziała, co to jest za szczęście, kiedy się nagle spotyka twarzą w twarz tych, którzy byli „odliczeni na straty”, wykreśleni, jako „straceni dla nas na zawsze”. A tu nagle okazuje się, że żadnych strat nie ma, że ludzie nie giną, nie przepadają, że są żywi, tacy sami, serdeczni, życzliwi, koleżeńscy, że wreszcie x razy już ci pomogli w życiu i ty dopiero teraz widzisz, że nie zapomnieli cię – przeciwnie, czekają, są bardziej bliscy nawet, niż byli.”

Źródło: Anna „Świadkowie Bożego Miłosierdzia,” WAM, 1995, s. 80

Mówi ciocia Joanna

„Nie czułam bólu. Nic. Jeden moment, jedna tysiączna momentu, jak gdyby drgnienie, wyrwanie rośliny z gruntu i… nic więcej. Byłam sobą nadal, tyle że poza zwłokami Joanny, poza salą, szpitalem – słowem wszystkim, co mnie mierziło i od czego pragnęłam odejść jak najszybciej i na zawsze. Ucieszyłam się, że udało mi się przeżyć swoją śmierć świadomie od początku do końca i zrozumiałam, że właściwie jest niedostrzegalna – chyba ten lekki wstrząs, drgnienie jak gdyby oddzielenia, oderwania (…) i chciało mi się śmiać, kiedy pomyślałam, jaką ze śmierci robimy tragedię.”

Źródło: Anna „Świadkowie Bożego Miłosierdzia,” WAM, 1995, s. 42

NADPRZYRODZONE WIZJE

Zdarza się, że umierający tuż przed śmiercią doświadczają nadprzyrodzonych wizji. Najczęściej widzą niezwykłe światło, a także swoich bliskich zmarłych, Aniołów, świętych, których czcili za życia, Matkę Bożą, a nawet samego Chrystusa. Równie często widzą wokół siebie demony, które walczą o duszę.

Umierająca widzi niezwykłe światło

Moja chora mama powiedziała do mnie tuż przed śmiercią, że widzi piękne, niezwykle intensywne, ale nieoślepiające światło. Nie mogła wyjść z zachwytu jak cudowne to było przeżycie. Nie znajdowała słów na opis tego doznania. Słuchałam zdumiona, nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam przekonana, że chodziło mamie o księżyc. Odpowiedziałam jej, że rzeczywiście na niebie jest piękny księżyc, na co moja mama oburzyła się mówiąc, że wcale nie chodzi jej o księżyc. Nie mogła też zrozumieć, dlaczego ja nie widzę tego światła. Mama była wręcz upojona tym doznaniem, długo jeszcze miała je w pamięci. Dziś jestem przekonana, że światłem tym był Chrystus – „Światłość świata.”

Źródło: www.potamtejstronie.pl/nadchodzi/wizje.html

Dziewczynka widzi Anioły

„Lekarz onkolog był świadkiem, jak siedmioletnia dziewczynka w ostatnim stadium białaczki podniosła się na łóżku i powiedziała do swej mamy: „Ci aniołowie, ależ oni są piękni! Mamusiu, widzisz ich? Słyszysz, jak śpiewają?”

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 33

Mężczyzna widzi swoich bliskich zmarłych

„Do mego wuja H.S., leżącego na łożu śmierci, ale jeszcze w pełni przytomnego, przyszli sąsiedzi w odwiedziny. Gdzieś po godzinnej rozmowie wuj nagle podniósł się, siadł na łóżku i patrząc prosto we drzwi, rzekł do zdumionych sąsiadów: „Na mnie już czas, przyszli po mnie”. Na pytanie: kto przyszedł? – (nikt, bowiem do mieszkania nie wszedł) – wuj zdążył jeszcze powiedzieć: ”Rodzice przyszli – mama, tata; o… i koledzy ze szkoły też są…” Nim zdążono się zorientować, wuj opadł na poduszkę i skonał z uśmiechem na ustach. To na pewno nie były halucynacje i złudzenia. To były istotne widzenia przytomnego jeszcze człowieka.”

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 32

Święta Gemma Galgani widzi demony

„Na łożu śmierci Gemma Galgani poprosiła o egzorcyzmy, ponieważ widziała obok siebie demona pod postacią czarnego i groźnego psa. Były to ostatnie, daremne próby nieprzyjaciela mające na celu wprowadzenie zamętu i rozpaczy w duszę umierającej”

Źródło: Colucci P. „Gdy duchy przychodzą,” Dehon 2006, s. 170

NIE ODCHODZĄ SAMI

Umierający nie odchodzą sami. W przechodzeniu do wieczności towarzyszą im ich bliscy – wcześniej zmarli krewni i przyjaciele. Wiemy to na podstawie relacji personelu medycznego – lekarzy, pielęgniarek, wolontariuszy i opiekunów chorych, którzy będąc najbliżej umierających pacjentów, obserwują ich zachowania i słyszą rozmowy.

Umierająca widzi swojego dawno zmarłego męża

„Pielęgniarka obecna przy łóżku umierającej 70-letniej kobiety, chorej na raka, opowiadała lekarzowi, iż do ostatniej chwili rozmawiała ona spokojnym głosem z kimś dla pielęgniarki niewidzialnym. Z uśmiechem na twarzy zapewniała swego dawno zmarłego męża, jak bardzo było go jej brak. Nie mogła doczekać się, kiedy znów będą mogli połączyć się ze sobą. „Już niedługo będę przy tobie” – zawołała, wyciągając ręce i w tej chwili zmarła”

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 38

Umierająca widzi zmarłego ojca i zmarłą kuzynkę

„Chora w czasie konania nagle uniosła głowę, jej twarz rozpromieniła się i zawołała: „Och, jakie to piękne, widzę w kącie pokoju jasność, co za wspaniałe postacie… A tam stoi mój ojciec i uśmiecha się do mnie… Cieszy się, że przychodzę do niego”. W tym momencie do pokoju wszedł mąż umierającej kobiety, która była jeszcze na tyle przytomna, że go poznała, nakazując mu: „Pamiętaj o dziecku, żeby mu nie zrobiono krzywdy”. Przerwała i znowu jej wzrok skierował się ku postaciom, które jej się ukazały. Zawołała: „O, nawet Vida jest przy ojcu… (zmarła poprzedniego dnia kuzynka konającej). Ojcze, już idę do ciebie…” i w tym momencie zmarła.”

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 37

Pielęgniarka widzi świetliste postacie

„Francuska pielęgniarka Ivonne de Vlieger z Bretanii, oświadczyła naczelnemu lekarzowi swego szpitala, że kiedy podeszła z lekami do Delanay’a, pacjenta ciężko chorego na obrzęk płuc, ten zawołał do niej: „Czy pani nie widzi, jak dookoła mnie wszystko faluje i unosi się? Czy pani nie widzi mgły, jaka mnie otacza? Czuję się coraz lepiej, mija przykry ucisk. Czuję, jak mnie te mgły przenikają, ustępują i znowu zalewają. Mam wrażenie, jakbym leżał, kołysząc się na fali rzeki. Nie, jakbym ja sam był jedną z tych fal… Chciałbym…” Chory opadł na poduszki. Oczy miał zamknięte… Wiedziałam – mówi dalej pielęgniarka – że zbliża się koniec i zastanawiałam się, czy już teraz powiadomić rodzinę, gdy nagle odniosłam wrażenie, jakby w pokoju prócz pacjenta i mnie, były obecne jeszcze jakieś inne osoby. Odwróciłam się, przypuszczając, że może ktoś z chorych przyszedł tu z oddziału i chce czegoś ode mnie, lecz nikogo nie spostrzegłam. Zwróciłam się, więc ponownie w stronę chorego i wówczas zobaczyłam coś dziwnego. Dookoła łóżka unosiło się kilka postaci utworzonych jakby ze świetlistej mgły. Te mgliste postacie zdawały się być zajęte umierającym pacjentem, nie mogłam się jednak zorientować, co z nim robiły. W tej samej chwili rozległ się dzwonek wzywający mnie gdzie indziej. Musiałam przejść do drugiej sali, gdzie byłam zajęta około dziesięciu minut u innego chorego… Kiedy powróciłam do konającego Delanay’a, przejrzystych postaci już nie widziałam; przypuszczałam, że pojawiły się one w mojej wyobraźni i starałam się szybko zapomnieć o tym zdarzeniu. Pan Delanay był spokojniejszy, lecz zbladł. Podeszłam do niego i stwierdziłam, że podczas mojej nieobecności skonał. Serce jego już nie biło, a biedne płuca były nieczynne. Zamknęłam mu oczy i zamierzałam właśnie powiadomić dyżurnego lekarza o zgonie, gdy znów odniosłam wrażenie, jakby ktoś stał w pobliżu mnie. Odwróciłam się i z przerażenia zdrętwiałam. Zmarły, którego ciało leżało na łóżku, stał przede mną.”

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 33

Dziecko widzi zmarłą przy porodzie matkę

W szpitalu znalazła się 11-letnia dziewczynka z wadą serca, której matka zmarła w czasie porodu. W trzecim dniu pobytu dziewczynka oświadczyła nagle pielęgniarce, ze jej mamusia przyszła do niej i przyniosła jej śliczną, białą sukienkę. Z uśmiechem na buzi poprosiła pielęgniarkę, aby pomogła jej się podnieść, bo mamusia zamierza ją zabrać ze sobą. Wizja trwała pół godziny, po czym dziecko straciwszy przytomność zmarło.

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 39

Kobieta widzi zmarłego męża

Chora na raka jelit sześćdziesięcioletnia kobieta, leczona w szpitalu, otworzyła nagle oczy. Zaczęła rozmowę ze swym zmarłym mężem; oświadczyła mu, że już do niego idzie. W tym momencie twarz jej wypiękniała. Pogodny uśmiech i wyraz tęsknoty sprawiały wrażenie, jakby się chciała komuś rzucić na szyję. Nagle zawołała: „Guy, już idę!…” W tej samej chwili skonała. Nawet nie zauważyła, że lekarz cały czas stał przy niej. Miało się wrażenie, że kobieta znajduje się w innym świecie, jakby przeżywała coś wspaniałego i wzruszającego.

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 35

MOMENT PRZEJŚCIA

Co czuje osoba umierająca? Czy zawsze wie, że umiera? A może, kiedy jest nieprzytomna, umiera w pełnej nieświadomości? Co dzieje się z duszą w momencie odłączenia od ciała? Jak wyglądają pierwsze chwile w zaświatach? Przyglądnijmy się wynikom prac Raymonda Moody’ego – naukowca, który zbadał ponad sto przypadków śmierci klinicznej i na tej podstawie opracował pewien powtarzający się schemat umierania. O tym, jak wygląda śmierć mówi nam także zmarła w 2007 roku wizjonerka, mająca za życia regularny kontakt ze zmarłymi, Stefania Horak.

Schemat Moody’ego na podstawie relacji ze śmierci klinicznej

Człowiek leży na łożu śmierci. Podczas, gdy jego cielesna wędrówka zbliża się do punktu szczytowego, słyszy, jak lekarz stwierdza śmierć. Równocześnie słyszy bardzo niemiły szum, przenikliwe dzwonienie lub brzęczenie i ma zarazem uczucie szybkiego poruszania się przez długi, ciemny tunel. Potem nagle znajduje się poza tym ciałem, jednakowoż w tym samym otoczeniu, jak dotąd. Jak gdyby był obserwatorem, spogląda z pewnego oddalenia na własne ciało, jakby z innego wymiaru. Z tego szczególnego punktu obserwacyjnego, głęboko poruszony w swych doznaniach, uczestniczy w usiłowaniach reanimacyjnych. Po pewnym czasie zbiera się w sobie i zaczyna coraz bardziej przyzwyczajać do swej niezwykłej sytuacji. Odkrywa, że posiada on jeszcze ciągle „ciało”, które jednak zarówno w swej jakości, jak i w swych możliwościach różni się istotnie od ciała fizycznego, które opuścił. Szybko następują nowe wydarzenia. Inne istoty zbliżają się do umierającego, by go powitać i pomóc mu. Spostrzega duchy zmarłych dawniej krewnych i przyjaciół, ale przede wszystkim pojawia się przed nim emanująca miłością i ciepłem istota świetlna. Ta istota kieruje do niego, nie używając słów pytanie, które ma skłonić go do oceny swego życia. Pomaga mu przy tym przesuwając jak gdyby przed nim panoramę najważniejszych stadiów jego życia w błyskawicznej retrospekcji. Naraz wydaje się umierającemu, że zbliża się do bariery czy granicy, stanowiącej wyraźnie linię dzielącą życie ziemskie od tego, co ma być potem. Ale w tej samej chwili staje mu się jasne, że musi powrócić na ziemię, bo czas jego śmierci jeszcze nie nadszedł. Przy późniejszych wysiłkach opowiedzenia o swych przeżyciach innym ludziom natrafia on na wielkie trudności. Najpierw nie jest w stanie znaleźć w języku ludzkim słów, które potrafiłyby w sposób odpowiedni wyrazić przeżycie z tego rodzaju. A że równocześnie spotyka się z niedowierzaniem i drwiną, rezygnuje zupełnie z opowiadania o tym innym. Niemniej doznane przeżycie pozostawia głębokie ślady w jego psychice, kształtując na nowo pojęcie życia i jego stosunek do śmierci.

Źródło: Kraszewski Z. „Tajemnica życia wiecznego,” Oficyna Wydawnicza Adam, s. 77

Śmierć według wizjonerki Stefanii Horak

W chwili, kiedy dusza rozstaje się z ciałem, człowiek – choćby był nieprzytomny, choćby śmierć nastąpiła momentalnie czy we śnie – na błysk chwili, na ułamek sekundy ma świadomość własnej śmierci. I choćby był na tę śmierć przygotowany, choćby jej pragnął i nie lękał się jej przedtem, w tym jedynym, rozstrzygającym momencie uczuje z niczym niedającą się porównać grozę. Bezpośrednio po śmierci staje dusza przed Sądem Najwyższej Sprawiedliwości. Skończyło się, bowiem niewyczerpane dotąd Boże miłosierdzie. Do chwili pogrzebu dusza nie oddala się jeszcze od ziemi. Są to ostatnie chwile przed podjęciem kary, czy nagrody, kiedy jej wolno jeszcze niewidzialnie krążyć wśród ludzi (…) Z chwilą pochowania ciała, wszelki kontakt duszy z ziemią na razie się urywa i dusza idzie na wyrokiem wyznaczone jej miejsce, od którego zacznie się jej nagroda, czy pokuta. Od pierwszej chwili rozstania się z ciałem ma dusza druzgoczące lub radosne zrozumienie ogromu i potęgi świata, do którego weszła, w przeciwstawieniu do nędzy i małości wszystkiego, co zostawiła za sobą. Doznaje też nagłego olśnienia. Oto to, co dotąd ludzkim umysłem uważała za realne, za istniejące, właśnie wcale nie istnieje. Zaś to wszystko, co przeważnie nazywała nierzeczywistym, nierealnym i wymyślonym jest jedyną, nieodmienną, wiekuistą prawdą.

Źródło: Horak F. „Święta Pani,” Arka 2009, s. 153

ISTNIENIE POZA CIAŁEM

Dusza może istnieć bez ciała. Skąd takie twierdzenie? Przyjrzyjmy się fenomenowi wyjścia z ciała (OOBE), którego często doświadczają osoby bliskie śmierci. Mają one poczucie opuszczenia własnego ciała i unoszenia się. Oglądają pomieszczenie „z lotu ptaka.” Widzą innych ludzi, słyszą ich rozmowy, obserwują wszystko, co dzieje się w pomieszczeniu, kiedy ich ciało pozbawione świadomości leży w bezruchu i ma oczy zamknięte. Czują się lekkie i co ważne – nie cierpią, choć bardzo cierpiały, przebywając w ciele. Twierdzą, że mogą przenikać ściany i udawać się w różne miejsca, a na dowód tego po powrocie do ciała relacjonują z najmniejszymi szczegółami, jak wyglądają pomieszczenia, w których nigdy wcześniej nie były lub sytuacje, których widzieć nie mogły. Charakterystyczną cechą takich przypadków jest brak kontaktu ze światem materialnym podczas ich „wyjścia z ciała”. Próby kontaktu z rodziną, nie przynoszą rezultatu – nikt ich nie widzi, nie słyszy, nie czuje ich dotyku… Oto podobne relacje:

Pacjent udaje się do swojego domu

„Przywieziono (do kliniki – przypis red.) elektryka, który przez nieuwagę dotknął kabla o napięciu 380 V. Dopiero po trzech godzinach został odratowany i odzyskał przytomność. Opowiedział wówczas Causanillasowi (lekarzowi – przypis red.), który był jednocześnie parapsychologiem, że po uderzeniu prądem przewinęły się przed jego oczami obrazy z minionego życia. Potem nagle znalazł się w domu z żoną i dziećmi. Zaczął przemawiać do nich, ale oni go nie słyszeli, ani nie widzieli. Poczuł się więc zignorowany. Wtedy ze złości zrzucił wszystkie talerze ze stołu, pozrywał obrazy ze ścian i wrócił do szpitala. Zobaczył wówczas siebie na stole operacyjnym, jak lekarze go operują. Bardzo się tym przeraził i w tym czasie się przebudził. Lekarz, chcąc sprawdzić prawdziwość opowiadania uratowanego od śmierci pacjenta, pojechał tego dnia na przedmieścia Monterrey, gdzie mieszkała rodzina chorego. Okazało się, że wszystko, co on mówił, było prawdą. Już przed domem montera spotkał dzieci, które opowiadały sobie, że w domu po południu straszyło. Nagle spadły ze stołu talerze, choć się nikt do stołu nie zbliżał, a ze ściany zleciały obrazy, chociaż gwoździe ze ścian nie wypadły i wieszaki obrazów były nieuszkodzone. Żona i domownicy potwierdzili to wszystko, co opowiadały dzieci. Duch elektryka był, więc na pewno w domu w czasie, kiedy znajdował się on w stanie śmierci klinicznej”

Źródło: Dominiczak H. „Powroty z tamtego świata,” Michalineum 2008, s. 64

Dziewczynka spaceruje po szpitalu

Było to kilkadziesiąt lat temu. Byłam martwa przez ponad pół godziny po długiej i nieudanej reanimacji, czyli 50 minut od ustania pracy serca! Moje martwe ciało przykryto sztywnym prześcieradłem, a moje ciało przewieziono do kostnicy. W tym czasie unosiłam się w górze korytarza szpitalnego. Wyślizgnęłam się z mojego ciała przez głowę, tak jak się rozbiera ciężki płaszcz zimowy. Doznałam uczucia powrotu z zimna do ciepłego, rodzinnego domu, w którym czekają kochani najbliżsi ze szklanka ciepłej herbaty. Poczułam ogromną ulgę, niesamowity spokój, nie czułam żadnego bólu mojego ciała, które mi dokuczało niemiłosiernie. Nie czułam też strachu. Obserwowałam wszystko, na co tylko miałam ochotę. Zwiedzałam wszystkie zakamarki szpitala, do których, na co dzień nie miałam dostępu. Obserwowałam reanimację własnego ciała, a także poczynania lekarzy operujących w innych salach szpitalnych. Moja dziecięca radość była nie do opisania, bo nagle nikt mi niczego nie zabraniał. Czułam się także „czystsza” i o wiele mądrzejsza od innych, nawet od rodziców, którzy przecież byli dla mnie największym autorytetem. Choć byłam dzieckiem, w jednym momencie pojęłam sens życia i śmierci, wszystko stało się dla mnie jasne. Moja dusza była napełniona niezwykłym szczęściem, spokojem, jasnością i miłością, jakich nigdy w życiu nie zaznałam. Widziałam moich rodziców rozmawiających z lekarzem prowadzącym, a potem pogrążonych w rozpaczy w poczekalni szpitalnej. Nie rozumiałam, dlaczego płaczą. Chciałam ich pocieszyć, żeby nie płakali. Mówiłam, błagałam, ale oni mnie niestety nie słyszeli i nie widzieli. Pamiętam, że byłam zła na nich, gdyż poczułam się przez nich zignorowana. Po spotkaniu ze światłością, wróciłam na ten ziemski padół pełna boleści i tęsknoty za moim prawdziwym domem.

Źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/f,847,Zaloba_strata_osierocenie.html

Pacjentka ogląda akcję reanimacyjną

Jakiś rok temu zostałam przyjęta do szpitala z powodu choroby serca. Następnego dnia leżąc w łóżku, zaczęłam odczuwać bardzo silny ból w piersi. Nacisnęłam guzik znajdujący się przy łóżku, żeby wezwać pielęgniarki; przybiegły zaraz i zajęły się mną. Było mi niewygodnie leżeć na plecach, więc się obróciłam, a kiedy to zrobiłam, przestałam oddychać i stanęło mi serce. Wtedy usłyszałam, jak pielęgniarki zawołały: „Umiera! Umiera!” W tej samej chwili poczułam, że wychodzę ze swego ciała, że zsuwam się z materaca, pod prętem z boku łóżka – zupełnie, jakbym przeniknęła przez ten pręt – i ześlizguję się na ziemię. A potem zaczęłam powoli się unosić; kiedy to się ze mną działo, widziałam, jak do pokoju wbiegają jeszcze inne pielęgniarki – było ich chyba z tuzin. Mój lekarz akurat miał obchód, więc go wezwały; wszedł, a ja pomyślałam: „ciekawa jestem, co on teraz zrobi.” Przepłynęłam koło stolika – zobaczyłam go z boku i to bardzo wyraźnie – uniosłam się pod sufit i zatrzymałam, patrząc w dół. Miałam wrażenie, że jestem papierkiem dmuchniętym do góry. Obserwowałam stamtąd, jak mnie reanimowali! Moje ciało leżało w dole wyciągnięte, widziałam je wyraźnie, a oni wszyscy stali wokoło. Usłyszałam, jak jedna z pielęgniarek powiedziała: „O Boże! Ona umarła”, gdy tymczasem inna pochyliła się, żeby mi zrobić oddychanie usta – usta. Dokładnie widziałam jej głowę z tyłu. Nigdy nie zapomnę jej włosów, były krótko przycięte. Potem zobaczyłam, że wtaczają do pokoju jakąś maszynę, która powodowała wstrząsy klatki piersiowej. Włączyli ten aparat i zobaczyłam, że moje ciało podskakuje na łóżku i słyszałam, że każda moja kostka trzeszczy. To było okropne. Kiedy tak patrzyłam, jak ugniatają mi klatkę piersiową i nacierają ręce i nogi, pomyślałam: „Dlaczego zadają sobie tyle trudu? Przecież jest mi dobrze”.

Źródło: Moody R. „Życie po życiu,” Zysk i S-ka 2006 s. 43

Nie widzieli mnie ani nie słyszeli…

W roku 1989 Alicja spodziewała się trzeciego dziecka (…) „Kilka dni przed porodem (…) dostała silnego krwotoku (…) Pomoc zjawiła się szybko (…) W karetce ratownik wciąż do niej mówił, nie pozwalał jej zasnąć. Dojechali do szpitala, ale krwotoku nie udało się zatamować (…) Czas uciekał… Nagle wszystko zniknęło (…) Po chwili usłyszała: „Trzeba ratować dziecko.” Zrozumiała, że lekarze przestali walczyć o nią, a skupili się na ratowaniu noworodka. Wtedy (…) zobaczyła wszystko z góry. „Patrzyłam na siebie leżącą. Już nie miałam brzucha, byłam płaska, wokół wirowały kolory, a ja czułam niezwykłą przyjemność, ale też lęk z powodu unoszenia się nad stołem (…)” Widziała, że wszędzie było pełno krwi. Lekarze pochylali się nad nią. Przeprowadzali operację. Pielęgniarka stała przy jej głowie podtrzymując ją. „Słyszałam, jak rozmawiają, ale nie rozumiałam, co się ze mną dzieje. Próbowałam zwrócić na siebie uwagę, ale mnie nie widzieli, ani nie słyszeli (…) Wyfrunęłam, więc na ulicę. W jednej z klatek w bloku stała para młodych ludzi. Powiedziałam do nich: „Stoję przy was. Naprawdę mnie nie widzicie? Żadnej reakcji. Nikt mnie nie dostrzegał”

Źródło: Rewia nr 9/2012

 

 

10 lipca 2014|