Rozważania na temat „czystości i nieczystości życia”

Rozważania na temat „czystości i nieczystości życia” – miłości i zazdrości, chciwości i pożądania…

Nieczystość niszczy więzi. Seksualność oderwana od miłości staje się przekleństwem i prowadzi do śmierci. Nieczystość to trzeci z grzechów głównych. Pismo Święte stanowczo przestrzega przed nieczystością: „Żaden rozpustnik ani nieczysty nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa” (Ef, 5,5). Nieczystość ma wiele postaci: rozwiązłość, masturbacja, nierząd, pornografia, prostytucja, gwałt, cudzołóstwo, kazirodztwo, pedofilia, współżycie homoseksualne (por. KKK 2351-2359). Nieczystość bywa tak drastyczną krzywdą dla człowieka i tak bardzo rani jego godność, że niektóre formy nieczystości są zakazane nie tylko normami moralnymi i religijnymi, lecz także kodeksem karnym. Gwałty, pedofilia, stręczycielstwo, pornografia dziecięca to przykłady przestępstw, do jakich prowadzi nieczystość.

7 grzeCiało, popędy, instynkty i sfera seksualna to dary, jakie człowiek otrzymał od Stwórcy. Każdy dar jest zobowiązaniem do posługiwania się nim zgodnie z godnością człowieka. Seksualność przeżywana i wyrażana zgodnie z zamysłem Boga, okazuje się błogosławieństwem i życiem, gdyż jest sposobem wyrażania miłości małżeńskiej i miejscem odpowiedzialnego przekazywania życia. Jednak oderwana od tej podwójnej miłości, seksualność staje się przekleństwem i prowadzi do śmierci, gdyż okazuje się miejscem wyrażania przemocy (do gwałtów włącznie) i przekazywania śmierci (do aborcji i AIDS włącznie). Nic więc dziwnego, że czystości chronią aż dwa przykazania: nie cudzołóż! (VI) i nie pożądaj! (IX).

Ludzie cyniczni dążą do promowania najbardziej nawet wyuzdanych form nieczystości. Przykładem może być działalność w Holandii partii politycznej, która dąży do legalizacji pedofilii. Od pewnego czasu na ulicach europejskich miast w marszach „dumy” aktywiści gejowscy publicznie „chwalą się” tym, że kierują się orientacją seksualną, a nie świadomością, miłością i wolnością. Są więc dumni z tego, że zachowują się podobnie do zwierząt, które też mają orientację seksualną i też się nią kierują. Najbardziej zdezorientowani są właśnie ci ludzie, którzy kierują się orientacją seksualną. Coraz częściej nieczystość prezentowana jest w pociągającej szacie „nowoczesności” i „postępu”. Przykładem są tak zwane „wolne związki”, które według cyników i ludzi naiwnych, są „nowoczesną” formą miłości i podstawą do współżycia seksualnego. Tymczasem „wolne związki” to wyrażenie wewnętrznie sprzeczne, które nie ma odpowiednika w rzeczywistości. Nie istnieje ani „kwadratowe koło”, ani „wolny związek”. Posługiwanie się tym terminem oznacza rozpaczliwą próbę ukrycia faktu, że chodzi tu o związki nietrwałe, niewierne, niepłodne i nieodpowiedzialne.

Zdarza się i tak, że ktoś niedojrzały godzi się na współżycie z drugą osobą, gdyż myśli, że w ten sposób zdoła „uratować” kogoś, kto przeżywa poważny kryzys, kto czuje się osamotniony i niedoceniony, kto popada w problemy alkoholowe czy narkotykowe, kto oczekuje na „dowód” miłości. Człowiek dojrzały wie, że z miłości można komuś ofiarować czas, siły, zdrowie, a nawet życie doczesne. Nie wolno jednak ofiarować niczego więcej! Nie można „z miłości” poświęcić komuś czystości, godności, świętości czy zbawienia. Nieczystość jest możliwa także w małżeństwie. Pojawia się ona wtedy, gdy któryś z małżonków przestaje okazywać miłość. Łamanie przysięgi małżeńskiej nie zaczyna się bowiem od zdrad czy przemocy (to jest już przestępstwo!), ale od wycofania znaków miłości, cierpliwości i czułości.

Każda forma nieczystości prowadzi do zerwania więzi z Bogiem, z samym sobą i z innymi ludźmi. Nieczysta seksualność niszczy wolność, zabija radość życia i prowadzi do egoizmu. Właśnie dlatego Biblia w sposób wyjątkowo twardy przestrzega przed grzechami nieczystymi: „Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią” (Kpł 20, 10). Także Nowy Testament formułuje radykalne przestrogi: „O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości (…) niechaj nawet mowy nie będzie wśród was” (Ef 5,3). „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą (…) nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10). Pismo Święte wyjaśnia, że nieczyste zachowania mają swe źródło w nieczystym duchu, w sercu człowieka: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym” (Mt 7,20). Źródłem grzechu nie jest ciało czy popęd, a jedynie świadomy i wolny człowiek. Właśnie dlatego spontaniczne i nie prowokowane myśli, wyobrażenia czy pokusy seksualne nie stanowią winy moralnej. Trzeba zatem odróżniać spontaniczne odczucie podniecenia od świadomej postawy pożądania.

W dziedzinie krzywd seksualnych istnieje nierówny rachunek krzywd między mężczyznami a kobietami. Kobiecie jest łatwiej zapanować nad swoją seksualnością, gdyż zwykle odczuwa ona raczej pragnienie bliskości i czułości niż podniecenie czy pożądanie. Właśnie dlatego Jezus stawia mężczyznom radykalne wymagania: „Słyszeliście, że powiedziano: <Nie cudzołóż>. A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił cudzołóstwa” (Mt 5, 27-28). Biblia podaje jednakowe normy i wymagania wobec kobiet i mężczyzn w sferze seksualnej. Jeśli mężczyźni oceniają ostrzej kobiety niż samych siebie za ewentualne uchybienia w tej dziedzinie, to taka postawa świadczy o zatwardziałości ich serc.

Większość form nieczystości przynosi nieodwracalne skutki. Prowadzi do pustki duchowej, do uzależnień i popadania w rozpacz. Nieczystość może aż tak bardzo zniewalać, że dla chwili przyjemności seksualnej niektórzy ludzie poświęcają swoje sumienie, rodzinę, zdrowie, wolność, a nawet życie. Częstą konsekwencją grzechów nieczystych jest demoralizowanie i gorszenie innych osób, zwłaszcza dzieci i młodzieży, a także oszukiwanie samego siebie. Dla przykładu, ludzie popadający w nieczystość – wbrew empirycznym faktom! – wmawiają sobie, że prezerwatywy dają „bezpieczny” seks (w rzeczywistości nie chronią nawet przed zakażeniem, a tym bardziej przed grzechem!) lub że sięganie po zbędne hormony (antykoncepcja) nie niszczy zdrowia.

Człowiek nieczysty chowa się przed Bogiem i w coraz bardziej prymitywny sposób odnosi się do innych osób i do samego siebie. Niszczy zdrowie fizyczne, moralne i duchowe. Właśnie ze względu na bolesne skutki nieczystości we wszystkich epokach Kościół podkreślał wagę wychowania w czystości i wielką wartość cnoty czystości. Najpewniejszą ochroną przed grzechami nieczystymi jest świadomość, że miłość bez seksualności wystarczy do szczęścia, ale seksualność bez miłości nie wystarczy do szczęścia nigdy. Uchronienie lub uwolnienie się od nieczystości staje się możliwe nie z powodu lęku przed konsekwencjami grzechu, lecz ze względu na godność człowieka i powołanie do miłości: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała” (Łk 7, 47). Czystość nie jest zrozumiała, ani możliwa dla tych, którzy nie kochają. Właśnie dlatego nie ma czystości bez miłości. Prawdziwa miłość jest zawsze czysta i nie ma nic do ukrycia. Czystość to bycie darem dla drugiej osoby, a nieczystość to bycie złodziejem, który chce wykraść komuś godność i niewinność tak, jak złodziej usiłuje wykraść rzeczy, które do niego nie należą. Seksualność czysta to spotkanie dwóch osób, połączonych miłością małżeńską, a seksualność nieczysta to spotkanie dwóch popędów lub popędu z uległością.

Czystość nie wynika z lęku przed ciałem, seksualnością czy przyjemnością, lecz z postawienia na pierwszym miejscu osoby i jej godności. Osoba jest bezcenna i dlatego jedynym właściwym odniesieniem do niej jest miłość oczyszczona z pożądania. Czystość to świadomość, że miłość nie jest chwilową namiętnością, lecz nieodwołalnym darem na zawsze. Czystość chroni człowieka przed pokusą, by używać osobę jako środka, a nie jako celu. Człowiek czysty wie, że wartość osoby nieskończenie przewyższa wartość przyjemności! Bóg stworzył nas po to, byśmy kochali i szukali radości, a nie po to, byśmy pożądali i szukali jedynie przyjemności.

„Czystość domaga się osiągnięcia panowania nad sobą, które jest pedagogią ludzkiej wolności. Alternatywa jest oczywista: albo człowiek panuje nad swymi namiętnościami i osiąga pokój, albo pozwala zniewolić się przez nie i staje się nieszczęśliwy” (KKK 2339). Czystość oznacza integrację osoby (jestem panem siebie) i integrację daru (ofiaruję ci to, co tobie jest potrzebne do świętości). Nieczystość jest zawsze formą kradzieży, w której fałszywy „ofiarodawca” szuka nie tego, co służy świętości i szczęściu tej drugiej osoby, ale tego, co jest jemu miłe, co zaspokaja jego popędy, instynkty czy potrzeby emocjonalne. „Czystość prowadzi tego, kto ją praktykuje, do stawania się wobec bliźniego świadkiem wierności i czułości Boga” (KKK 2346). Czystość motywowana miłością najpiękniej rozwija się i wyraża w przyjaźni. Podobnie, jak przyjaźń, czystość jest nieocenionym skarbem oraz niezawodną inwestycją w miłość w doczesności i wieczności.

Opracowano na podstawie artykułu ks. Marek Dziewiecki, ze strony internetowej: www.opoka.org.pl

*****************************************

Świadectwo wiary, związane z przedmałżeńską nieczystością:

Cierpkie owoce nieczystości

W młodości miałam podobne zdanie jak i Ty na temat współżycia przed ślubem. Wydawało mi się, że współżycie z moim chłopakiem, którego poważnie traktowałam, to przecież nic złego. Wmawiałam sobie, aby uspokoić sumienie, że to tylko z nim i z nikim innym. Ten chłopak jest moim mężem. Po przeszło dwudziestu latach małżeństwa wyraźnie widzę, jakie ogromne spustoszenie zrobił ten grzech w naszej rodzinie. Od wielu, wielu lat zbieramy bardzo cierpkie owoce niezachowania czystości przedmałżeńskiej.

Problemy z naszymi dziećmi zaczęły się już w młodszych klasach szkoły podstawowej. Choć bardzo uzdolnione, zaczęły mieć problemy emocjonalne. Potem, kiedy dorosły, weszły w okultyzm i satanizm. Zawładnęły nimi bezsens życia, próby samobójcze, ucieczki z domu, lęki i depresje. Jeden Bóg wie, jak wtedy wszyscy cierpieliśmy. W tym całym naszym dramacie rodzinnym – jak mi się wydawało – trzymałam się Boga, jak umiałam. Tak naprawdę to Bóg podtrzymywał mnie, bo człowiek w takich sytuacjach staje się bezradny i bezsilny. Mąż za tę sytuację obwiniał mnie, gdyż -jak twierdził – on ciężko pracował i zarabiał pieniądze, a ja miałam zajmować się wychowaniem dzieci. Dochodziło między nami do konfliktów. Wydawało mi się, że znienawidzę męża za jego postępowanie. Wtedy, w swojej bezsilności, z płaczem i na kolanach, błagałam Boga, aby dał mi swoją miłość, bo moja się skończyła, a ja chcę kochać.

Bóg wysłuchał mojej prośby, za co Mu z całego serca dziękuję. Dawał mi dni wytchnienia, kiedy to pozwalał mi w namacalny sposób odczuwać swoją miłość i opiekę. Czerpałam z tego nieskończonego źródła miłości. Przysyłał mi też Bożych ludzi – cyrenejczyków, przez których pomagał mi nieść ten ciężki krzyż. Niech im Bóg to wynagrodzi. Odkąd uświadomiłam sobie przyczynę naszej sytuacji rodzinnej, przepraszam Boga i błagam, aby nas uwolnił od skutków tego grzechu, aby przeciął wszelkie więzy ze złem. Dzięki Bogu teraz w małżeństwie współżyjemy zgodnie z Prawem Bożym. Do współżycia zapraszam Ducha Świętego, aby był z nami, strzegł nas i chronił, aby nas uświęcał. Od kilku miesięcy razem z mężem modlimy się o uzdrowienie naszej rodziny, abyśmy odzyskali utracony autorytet rodzicielski, aby nasz dom stał się ciepły i by dzieci już z niego nie uciekały, by czuły się bezpieczne i kochane. Jestem świadoma, że mój grzech bardzo skrzywdził nas, jako małżonków, nasze dzieci i innych, za co jeszcze raz przepraszam z całego serca Boga i tych, których skrzywdziliśmy.

Jezu, proszę, niech ten list przestrzeże młodych przed grzechem nieczystości przedmałżeńskiej i będzie, choć w malutkim stopniu, zadośćuczynieniem za ten grzech. Amen.

Jezu, ufam Tobie

Opracowano na podstawie publikacji ze strony internetowej: www.adonai.pl

***************************************

Jak pielęgnować miłość?

Jak pielęgnować miłość? Co zrobić, by ona nie umarła? Bo to, że trzeba o nią dbać to oczywiste. To nie jest tak, że najważniejsze to zacząć się spotykać, a wszystko „jakoś” się ułoży. Miłość jest jak kwiat, a wiadomo, że kwiat niepodlewany usycha.

O czym zatem pamiętać w związku by miłość się rozwijała?

Przede wszystkim o szacunku.

O tym, że ta druga osoba jest Bożym darem dla nas, ale nie jest nam dana na własność. Że ma wolną wolę i prawo do odrębności. O tolerancji, ale właściwie rozumianej – nie jako pozwalanie na wszystko ale uszanowanie tego, że ma się swoich znajomych, z którymi też chce się czasem spotkać czy że daną rzecz robi w określony sposób, który nie jest lepszy ani gorszy od naszego.

Należy pamiętać o wolności i zaufaniu.

Zaprzeczeniem wolności w związku jest zaborczość wynikająca z zazdrości. Często ludziom się wydaje, że w zasadzie zazdrość w związku powinna być obecna, gdyż świadczy o tym, że dwojgu ludzi na sobie zależy. Tymczasem tak naprawdę zazdrość to bardzo poważna zła cecha. To w zasadzie „najgłupsze” uczucie, bo – abstrahując już od wszelkiej innej oceny moralnej – jedyne zachowanie, z którego człowiek nic nie ma. Zazdrościć komuś czegoś – to życzyć mu, aby nie miał on tego co ma, mimo, iż samemu się tego nie zyska. Gdzie tu logika? Jednak zdarza się ona w związkach często, ponieważ jedna osoba błędnie rozumiejąc wyłączność staje się dla drugiej tyranem. Każe jej się tłumaczyć z każdego gestu i spojrzenia, z każdego uśmiechu, którym obdarzyła inną osobę.

  • Zazdrosny chłopak to chłopak, który chce mieć dziewczynę na swoją wyłączną własność.
  • Chce by nikt inny jej nie oglądał ani z nią nie rozmawiał, bo myśli, że ktoś ją poderwie albo ona go zostawi dla innego.
  • Czasem sięga to wręcz zakazu spotykania się z kimkolwiek innym niż chłopak czy dziewczyna.
  • Nie mówiąc już o sytuacji, gdy jedna ze stron lub obie sprawdzają sobie nawzajem pocztę, telefony komórkowe, notesy, czytają swoje listy. Poza faktem, że jest to po prostu niekulturalne jest ogromnym dowodem braku zaufania.
  • Przecież w normalnym, zdrowym związku, gdy chłopak ma dziewczynę to jest dumny z tego faktu, wręcz chce by cały świat o tym wiedział. Żeby była największą brzydulą dla niego jest najpiękniejsza, nie wstydzi się tego i pragnie by wszyscy widzieli, jaka jest wspaniała.

Jeśli ludzie sobie ufają nie zamykają się nawzajem w klatce, nie podcinają sobie skrzydeł, tylko nawzajem dopingują. Mądry mężczyzna chce by jego kobieta była zadbana, wykształcona i lubiana przez innych. Nie zamyka jej w domu. Pragnie jej szczęścia i rozwoju a nie egoistycznego zaspokojenia potrzeby posiadania jej na własność (w ogóle nikogo nie można posiadać, można tylko z kimś być). Mądra kobieta chce, by jej mężczyzna rozwijał się, realizował swoje talenty, by był darzony przez innych szacunkiem.

  • Zatem prawdziwa miłość ufa.
  • Ufa bezgranicznie.
  • Miłość autentyczna nawet nie pomyśli o jakiejkolwiek niewierności choćby myślą, nawet gdyby wokół miała setki okazji.
  • Ale do tego nie trzeba zakazów i kontroli. To wypływa z potrzeby serca.

W związku obie strony mają prawo się uśmiechać, dziewczyna ma prawo się ładnie (nie wyzywająco tylko ładnie) ubierać, oboje mają prawo rozmawiać z ludźmi. I nie muszą się tłumaczyć, dlaczego spojrzeli w tamtym kierunku i co wtedy myśleli. Czasem zazdrość pojawia się w związku gdzie chłopak jest sporo starszy od dziewczyny. Wtedy robi się chorobliwie zazdrosny czując się mniej atrakcyjny od jej rówieśników.

  • W sytuacji, gdy takie zachowania mają miejsce należy szczerze ze sobą porozmawiać, powiedzieć o swoich odczuciach, zapewnić o swoim uczuciu i o tym, że możecie sobie ufać.

Związek musi dawać wolność a nie zniewolenie.

No dobrze, a skoro już przy zazdrości jesteśmy to czy będąc w związku można mieć przyjaciół płci przeciwnej? Oczywiście, że będąc w związku można mieć znajomych innej płci. Jednak trochę inaczej to wygląda, gdy mamy znajomych z czasów sprzed związku a trochę inaczej, gdy zawieramy nowe znajomości. Spotkania z tymi ostatnimi – jeśli są z osobami płci przeciwnej – a nie dotyczą np. kontaktów zawodowych powinny z reguły odbywać się jednak w trójkę lub czwórkę (jeśli ta druga osoba też jest w związku).

Dlaczego?

Ano, dlatego, że jak wspomnieliśmy, w związku obowiązuje uczciwość względem siebie i nie powinniśmy mieć przed chłopakiem czy dziewczyną tajemnic z kimś innym płci przeciwnej. No, bo co takiego się dzieje na takich spotkaniach, że chłopak nie może o tym wiedzieć?

  • Jeśli coś takiego jest to znaczy, że przekraczamy granice uczciwości.

W przypadku wspólnych spotkań nie ma dziwnych sytuacji ani obaw, że ktoś się w kimś zakocha. Nie ma podejrzeń i zazdrości. Jest trochę luźniej, ale czasem nawet fajniej. To jest najzdrowsza sytuacja.

Trochę inaczej jest, gdy są to znajomi sprzed związku, bo wtedy jesteśmy przyzwyczajeni do wspólnych rozmów czy też mamy pewne wspólne wspomnienia sprzed kilku lat. Możemy wiedzieć o rzeczach z życia tamtej osoby, które powierzyła nam w tajemnicy i o których nasz chłopak czy dziewczyna niekoniecznie muszą wiedzieć. Jednak i wtedy raczej powinniśmy spotykać się z nimi (chodzi oczywiście cały czas o osoby płci przeciwnej) wspólnie z chłopakiem czy dziewczyną, a tylko w wyjątkowych sytuacjach na osobności (właśnie np. wtedy, gdy ktoś chce się zwierzyć z czegoś, o czym tylko my wiemy i potrzebuje rady).

Ważna jest też szczerość, ponieważ nie można oszukiwać drugiej osoby, robić czegoś poza jej plecami, co miałoby wpływ na związek, a o czym mogłaby się dowiedzieć od osób trzecich.

  • Nie wolno kłamać w uczuciach mówiąc coś innego niż się czuje i myśli.
  • Szczerość gwarantuje uczciwość a jak wiadomo uczciwość to się nawet ślubuje (podczas przysięgi małżeńskiej) – oczywiście nie mówimy tu, że każdy związek prowadzi do ślubu ale podkreślamy jak to jest ważne w związku, skoro wchodzi w skład przysięgi.

Tylko z tą szczerością to nie można przesadzić.

Jak nam ukochana ugotuje coś, co nam nie smakuje to nie można jej wprost mówić, że to jest niedobre, choćby to była prawda (ewentualnie można dyplomatycznie powiedzieć, że woli się np. bardziej ostre potrawy).

Nie można totalnie skrytykować czegoś nad czym ktoś się napracował, nie można wprost i bez ogródek mówić co się myśli o rzeczach od kogoś niezależnych lub o najbliższej rodzinie – aby tej osoby po prostu nie zranić.

  • Oczywiście, nie chodzi o to, by prawić komuś sztuczne komplementy albo udawać, że coś nam się podoba, gdy tak faktycznie nie jest.
  • Mamy prawo mówić prawdę i ujawniać swoje gusta ale zawsze należy to robić w delikatnej formie, uwzględniającej czyjeś zaangażowanie w daną kwestię i jego odczucia.

Czasem przecież można coś przemilczeć, zwłaszcza gdy ktoś nas nie pyta o nasze wrażenia niż chcąc się przypodobać po prostu kłamać. Można delikatnie udzielić komuś wskazówek i rady, pokazać, że coś można zrobić lepiej lub inaczej ale zawsze wcześniej pochwalić kogoś choćby za sam fakt włożonej pracy.

Nie mamy obowiązku opowiadać drugiej osobie tego, co mówimy na spowiedzi – to sprawa między nami a Bogiem. Nie mamy obowiązku ze szczegółami opowiadać o naszej przeszłości – no chyba, że chodzi o kwestie, które rzutują na przyszłość i na związek – wtedy nie można istotnych rzeczy ukrywać. Nie można np. zataić przed chłopakiem czy dziewczyną faktu utraty dziewictwa, gdyż dotyczy to właśnie obu stron, zresztą ta kwestia i tak by wyszła po ślubie. Natomiast nikt, nawet współmałżonek nie ma prawa żądać wiedzy o naszych grzechach. To Bogu mamy je wyznać. I nasza przeszłość w sferze naszej grzeszności należy tylko do Boga a nie do współmałżonka – to nie jest tak, że druga osoba powinna o nas wiedzieć wszystko. Jeśli jednak – znając się dobrze nawzajem – chcemy drugiej osobie powiedzieć coś bardzo osobistego w tej materii i wiemy, że jej to nie zrazi tylko będziemy mogli uzyskać od niej pomoc to oczywiście możemy to powiedzieć.

  • Nie powinniśmy też kłamać, jeśli druga osoba nas o to kiedykolwiek zapyta, wprost, jeśli to wyjdzie przy okazji w rozmowie. Ale „sami z siebie” – niekoniecznie mamy obowiązek opowiadać wszystko.
  • Czasem lepiej nie mówić też o plotkach, które do nas dotarły – albo są nieprawdziwe albo mogłyby wyrządzić komuś dużą przykrość.

Koniecznie pamiętamy o rocznicach, ważnych dniach, a i na co dzień robimy sobie drobne przyjemności. Miłość trzeba pielęgnować, nic nie zrobi się samo! Nie jest trudno wysłać miłego sms-a, dać czekoladkę, przynieść kwiatka – bez okazji.

Rozwijać wspólnie zainteresowania i nie nudzić się na randce! Panowie, to szczególnie do Was: zaimponujcie swoim dziewczynom zaplanowaną randką. Trzeba wiedzieć, co się na randce będzie robić np. idziemy do kina, na ciastko, na wystawę, szukamy ruin bunkrów w okolicy itp. A nie spotykamy się i w zasadzie nie wiadomo co: pocałować się z nudów, pogadać – ale o czym? Łatwo wtedy o znużenie i pretensje.

Trzeba zachwycać się sobą wzajemnie, poznawać się w codzienności.

Świetnym sposobem na randkę może też być przecież wspólne zrobienie czegoś dobrego dla innych. I nie ma specjalnego znaczenia, w jakiej dziedzinie. Może to być wspólnota religijna, wolontariat, rozwój swoich zainteresowań. Działajcie wspólnie. Nic tak nie zbliża ludzi do siebie jak wspólne działanie. Ugotujcie czasem razem obiad w domu któregoś z Was. Wbrew pozorom nawet obieranie marchewki może być pouczające. Ponadto wspólne poznawanie okolicy, wycieczki, zainteresowanie się historią swej miejscowości, fotografia – może akurat rozbudzi w Was jakąś pasję?

  • Zbierajcie pamiątki swojej miłości: bilet z pierwszego wspólnego wyjścia do kina, list, karteczka, nawet opakowanie po małym prezenciku może tworzyć swoistą historię Waszego związku.

Spróbujcie razem się modlić, choćby czasami.

Przed ślubem pewien ksiądz, jako „pokutę przedślubną” zadał nam następujące zadanie: do ślubu codziennie razem módlcie się o jakiś dar dla Waszego przyszłego małżeństwa. I tak zrobiliśmy. Zapisywaliśmy to wszystko i teraz mamy pamiątkę. Polecamy też na wakacje wspólny udział w pielgrzymce czy rekolekcjach.

Pamiętajcie, że o miłość trzeba dbać na każdym jej etapie – i przed i po ślubie. Dbać o miłość – to dbać o siebie nawzajem, o swoje potrzeby. To pamiętać o okazjach ale i bez okazji robić sobie niespodzianki i przyjemności. To szanować się wzajemnie. Wtedy nie znudzicie się sobą i ciągle będziecie widzieć w sobie nawzajem atrakcyjną dziewczynę czy chłopaka, których poznaliście. Będziecie się sobą wciąż na nowo fascynować. I o to chodzi!

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.adonai.pl

*******************************************

Zazdrość i błogosławieństwo pragnących i łaknących sprawiedliwości

Nie jest przypadkiem, że zazdrość znalazła się na czwartym miejscu pośród grzechów głównych. Można, bowiem powiedzieć, że jest jakby odbiciem trzech poprzednich. Ona też podobnie jak pycha, chciwość i nieczystość, nie jest tylko pewnym aktem, czynem albo przekroczeniem jakiegoś przykazania. Jest natomiast głęboką postawą ludzkiego serca, mającą swe korzenie w trzech pierwszych. Podobnie jak tamte trzy, jej ostateczną przyczyną jest niewiara w bezwarunkową miłość Boga, co zmusza człowieka do poszukiwania miłości i jej atrybutów gdzie indziej, poza Bogiem.

W chciwości szuka się ich w posiadaniu i władzy; w nieczystości w relacjach międzyludzkich, nadając im – samym z siebie dobrym i koniecznym – charakter idolatryczny, czyli stawiając je na miejscu Pana Boga. Rzeczy te jednak Bogiem nie są i nie posiadają Jego atrybutów, nie mogą, więc zaspokoić serca człowieka. Jego serce tęskni za bezwarunkowością i nieskończonością miłości Boga, a ponieważ w nią nie wierzy, zdane jest na uwarunkowaną i skończoną miłość ludzką. Ponieważ odczuwamy owo uwarunkowanie i skończoność miłości ludzkiej, a często doświadczamy tego już w dzieciństwie, pojawia się w nas lęk o miłość; o to, czy jej starczy i dla nas, czy osoba, która nas kocha, nie będzie bardziej kochać kogoś innego, czy nie zostawi mnie, czy będę dość dobry(a), ładny(a), przystojny(a), bogaty(a), żebym mógł być kochany(a), żeby się liczyć.

Stara definicja scholastyczna nazywa zazdrość smutkiem z powodu czyjegoś dobra, lecz w moim odczuciu jest to definicja bardzo powierzchowna. Zazdrość jest w istocie lękiem o miłość i o to, co z nią się wiąże, a bez czego życie człowieka staje się nonsensem. Skrajną formą zazdrości jest zawiść, w której lęk przechodzi w nienawiść wobec tego, któremu się zazdrości.

Święta zazdrość

Problem zazdrości w Biblii nie jest jednoznaczny. Samo słowo zazdrość i związane z nim zazdrościć, zazdrosny, czy zawiść, zawistny jest używane w Piśmie Świętym bardzo wiele, bo aż 92 razy.

  • Biblia jednak używa tego słowa w dwu znaczeniach. Pierwsze z nich jest nad wyraz pozytywne i oznacza świętą zazdrość.

Szczytem i wzorem tejże świętej zazdrości jest zazdrość samego Boga. Stary Testament stwierdza wiele razy, że Jahwe jest Bogiem zazdrosnym i kocha naród wybrany miłością zazdrosną.

Kilka razy i to w przypadku szczególnie ważnych obietnic Bożych występuje znamienne stwierdzenie: zazdrosna miłość Pana tego dokona…

Czymże jest owa święta zazdrość?

Dla Biblii jest ona przymiotem przeogromnej miłości Boga, która w swych przejawach przypomina zazdrość ludzką, jej gwałtowność i nieprzejednanie, choć w swej istocie jest czymś zupełnie innym. Nie rodzi się, bowiem z lęku o miłość kogoś drugiego, ale jest wyrazem troski o naród wybrany. Bóg nie jest zazdrosny o cześć, jaką Izrael oddaje obcym bożkom, bo wie, że ich nie ma, iż są tylko ułudą i oszustwem demona. Dla swej pełni i szczęśliwości nie potrzebuje też ludzkiej miłości. Wie jednak, że naród wybrany oddający cześć obcym bogom jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Stąd też na jego niewierność reaguje w sposób przypominający ludzką zazdrość. Ta Boża zazdrość ma jednak zawsze jeden cel: miłosierdzie – doprowadzenie błądzącego człowieka do miłości Boga i otwarcie go na nią.

  • Boża zazdrość znajduje swój wyraz także w reakcji Jezusa na bałwochwalstwo pieniądza w miejscu, gdzie powinno się oddawać kult Bogu prawdziwemu, kiedy wypędza On handlarzy ze świątyni.

Św. Jan ewangelista odnosi tam do Jezusa słowa psalmu 69, które Biblia Tysiąclecia tłumaczy:

Gorliwość o Twój dom pożera mnie, a które równie dobrze można by przetłumaczyć:

Zazdrość o dom Twój pożera mnie, ponieważ użyte tam greckie słowo zelos znaczy jedno i drugie. Słowo gorliwość jest jednak bardziej odpowiednie, gdyż święta zazdrość Boga, będąca ogniem miłości, jest w istocie gorliwością, jest porywem Bożego Serca ku człowiekowi.

  • Miłość Boża – agape, jak napisze św. Paweł, nie zazdrości. Jest, więc miłością zazdrosną, która nie zazdrości. To kolejny paradoks Boga, pokazujący – by użyć słów proroka Ozeasza – że Bogiem jest, nie człowiekiem i nie przychodzi, ażeby zatracać (zob. Oz 11,9).

Ta Boża zazdrość obecna jest także w ludziach na miarę obecności w nich Ducha Świętego. Pisze o niej św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian, pokazując cały jej wewnętrzny dynamizm: Jestem o was zazdrosny Boską zazdrością. Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi, jako czystą dziewicę. Obawiam się jednak, ażeby nie były odwiedzione umysły wasze od prostoty i czystości wobec Chrystusa w taki sposób, jak w swojej chytrości wąż uwiódł Ewę (2 Kor 11,2-3). Jak więc widać, jest to zazdrość, która obdarowuje, ale także strzeże daru.

Smak piekła

Jest jednak w Biblii i drugie, negatywne znaczenie zazdrości, widoczne już w samym hymnie o miłości Bożej, która, jak pisze Apostoł, nie zazdrości.

Miłość ludzka, bowiem w oderwaniu od miłości Boga, zawsze zazdrości, bo świadomie czy nieświadomie podszyta jest lękiem. Z powodu słabości człowieka nie może być stuprocentowo pewna. Słowo Boże wiąże bardzo mocno ludzką miłość z zazdrością. Są one jak niebotyczny szczyt i towarzysząca mu bezdenna przepaść.

W Pieśni nad Pieśniami czytamy: Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański (Pnp 8,6).

Tak jak miłość, która jest potężna jak śmierć, i idzie ze śmiercią w szranki, bo jest płomieniem Pańskim, a więc płomieniem nieśmiertelności i przez to jest „dotknięciem” nieba, tak lęk o miłość, obawa przed jej utratą czy przekonanie, że się ją traci, czyli zazdrość, ma smak piekła.

Tekst natchniony mówi, że jest ona „nieprzejednana” (Septuaginta używa tu słowa skleros – czyli „twarda”) jak piekło. Z zazdrością nie da się paktować. Ona jest jakby rodzajem zahipnotyzowania przez śmierć, niepodatnym na argumentacje rozumowe. Ów smutek z powodu czyjegoś dobra, jak scholastyka nazywa zazdrość, jest rodzajem całunu spowijącego serce, jest zasłoną, strachem w oczach serca, który w tym kluczu interpretuje otaczającą rzeczywistość i dopatruje się w niej zagrożenia.

Zazdrość w Biblii

Biblia po wielekroć przytacza nam przykłady negatywnej zazdrości. Co więcej naznaczone są nią przełomowe upadki człowieka w historii zbawienia. Zacząć trzeba od tego, że przyczynę ludzkiego grzechu i niewoli śmierci widzi Pismo Święte w zawiści diabła i dodaje, że doświadczają jej ci, którzy do niego należą (zob. Mdr 2,24).

Tak jak miłość wydaje wojnę śmierci, tak zazdrość od początku nią się posługuje. Jednym z pierwszych owoców grzechu pierworodnego jest zazdrość Kaina wobec Abla, która doprowadza do pierwszego w historii bratobójstwa. Zazdrość braci stoi też u podstaw planów zabójstwa Józefa, które ostatecznie kończą się sprzedaniem go w niewolę do Egiptu.

Szczególnie wyraźnym przykładem tej postawy jest mroczna zawiść króla Saula wobec Dawida. Saul – pomazaniec Boży, przez własną niewierność traci swe oparcie w Bogu i staje się zakładnikiem lęku – zazdrości sukcesów Dawidowi. Uwielbienie tłumów dla Dawida, po pokonaniu Goliata, zaciemnia mu oczy i smutkiem spowija serce. Mówi: brak mu tylko królestwa… A przecież w Izraelu godność królewska nie była sprawą ludzi, lecz Bożego wybrania. Gdyby Saul był zakorzeniony w Bogu, cieszyłby się wraz z całym Izraelem ze zwycięstw Dawida. Zły duch, duch zazdrości każe mu zabić Dawida i nie skutkują tu żadne racjonalne argumenty. Nawet oznaki lojalności i miłości ze strony Dawida nie są w stanie przekonać opętanego zawiścią króla, aż w końcu zgorzkniały doświadcza sromotnej klęski i śmierci na granicy samobójstwa.

Z postawą zazdrości konfrontuje się też Jezus w gronie swoich uczniów, kiedy to dwaj z nich proszą Go, aby dał im pierwsze miejsca po sobie w Jego królestwie. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci (por. Mt 20,20-24). To klasyczna reakcja zazdrości płynącej z poczucia zagrożenia swoich pozycji. Pan daje im wtedy niezwykłą naukę pokazując, że Jego królestwem nie rządzą prawa przemocy, chciwości i nierozłącznie związanej z nimi zazdrości. Jezus przywołuje ich do siebie i mówi: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20,25-28). Ewangeliści Mateusz i Marek zaznaczają wreszcie, że Jezus został wydany na śmierć krzyżową przez zawiść arcykapłanów (por. Mt 27,18; Mk 15,10). W tym najważniejszym, więc wydarzeniu w historii zbawienia zazdrość w swej skrajnej formie także odgrywa rolę fundamentalną.

Oblicza zazdrości

Zazdrość może przyjmować bardzo różne formy i różne rodzić grzechy uczynkowe, od bardzo łagodnych, niekiedy wręcz pochwalanych, aż po mrożące krew w żyłach. Nie jest naszym zadaniem zagłębiać się w psychologię zazdrości. Pozostawiamy to psychologom, którzy temu tematowi poświęcili wiele miejsca. Chcę tu jednakże wskazać na dwa jej podstawowe mechanizmy, które rodzą się z jej duchowych fundamentów.

Jednym z nich jest porównywanie się z innymi. Na pierwszy rzut oka samo porównywanie się nie jest niczym złym, może przecież prowadzić do zdrowej rywalizacji i osiągania coraz lepszych wyników. Ale mistrzowie życia duchowego wskazują, że jest to droga zgubna, prowadzi bowiem zawsze do dwu fałszywych postaw: do wynoszenia się ponad innych, jeśli porównujący się odkrywa, że jest lepszy, albo do przygnębienia, jeśli odkrywa, że jest gorszy. W samej swej istocie porównywanie jest znakiem niewiary we własną jedyność i jedyność każdego człowieka w oczach Bożych, jest skutkiem niewiary w bezwarunkowość Jego miłości.

Św. Paweł w swym wprowadzeniu do hymnu o Jezusie Chrystusie w Liście do Filipian przestrzega przed niewłaściwym współzawodnictwem (por. Flp 2,3). To niewłaściwe współzawodnictwo – eritheia – gdy sięgnie się po komentarze biblijne, okazuje się dążeniem do potwierdzania samego siebie kosztem drugich. W najłagodniejszych formach konkretyzuje się ono w dyskredytowaniu innych w swoim sercu i sądzeniu ich, co prowadzi do stwierdzenia: „i tak jestem od niego (od niej) lepszy(a)”, co należałoby przełożyć na: „i tak bardziej jestem wart miłości niż on (ona)”. Poziom ten funkcjonuje także na płaszczyźnie zazdrości o posiadane rzeczy, które dają poczucie bezpieczeństwa i wartości. „Nawet, jeśli ja mam mniej, to przynajmniej zdobyłem te rzeczy uczciwie…”

Drugim mechanizmem jest lękliwe upewnianie się, co do własnej pozycji i wartości, ciągłe szukanie potwierdzeń i dowodów, że jest się kochanym. To ślepa uliczka, która prowadzi do zawiści i rozpaczy, aż po zbrodnie włącznie. Do miłości bowiem dochodzi się nie przez dowody. Nie można zdobyć innej pewności, że jest się kochanym, niż pewność wiary. Jeśli przestaje się wierzyć w miłość, nic człowieka o niej nie przekona. Tylko miłość widzi miłość, bo zazdrość jest ślepa. To dramat wielu ludzkich związków, zwłaszcza małżeństw.

Jest pewna grupa ludzi, którym szczególnie trudno uwierzyć w miłość – to ci, którzy zostali zranieni w dzieciństwie, gdy najbardziej byli zdani na miłość i dziecięco jej ufali. Ciągle nie dowierzają, że są kochani, ciągle szukają potwierdzeń, każdy znak, że może być inaczej przeraża ich albo nawet daje pewność, że już są odrzuceni. Szczególnie w przypadku tych ludzi ukazuje się przewrotna, demoniczna natura zazdrości, która niszczy to, co pragnie za wszelką cenę ocalić.

Wróćmy jednak do słowa Bożego.

Jest rzeczą interesującą, że przy całym potępieniu zazdrości, w jednym przypadku św. Paweł zazdrość toleruje. Jaki to przypadek? Otóż chodzi o to, że niektórzy głoszą Chrystusa przez zawiść do św. Pawła (zob. Flp 1,15). Apostoł nie pochwala tej motywacji, ale cieszy się, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa (Flp 1,18). Mógłby ktoś pomyśleć, że za radością św. Pawła stoi swoisty fanatyzm. Nic się nie liczy, każdy środek jest dobry, byle głosić Ewangelię. Otóż nie! Św. Paweł jest bowiem przekonany, że Jezus Chrystus ma moc leczenia zazdrości, bo to On jest tym, który gładzi grzech świata. Kerygmat, który ma moc wzbudzania wiary w miłość Boga w Jezusie Chrystusie, leczy człowieka z zazdrości, tak naprawdę tylko On go leczy, sięga bowiem samego źródła zazdrości. Jezus przyszedł, aby zniszczyć dzieła diabła, wśród których jednym z jego arcydzieł jest zazdrość. Jezus stał się ofiarą zawiści, aby pokonać ją na krzyżu w modlitwie za swych oszukanych przez szatana prześladowców – On, który nikomu nie zazdrości, w swej świętej zazdrości pragnie zbawienia wszystkich.

Błogosławieni, którzy pragną sprawiedliwości

Błogosławieństwem, które jest odpowiednikiem grzechu głównego – postawy zazdrości, jest błogosławieństwo tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości.

Często, zwłaszcza w naszych czasach błogosławieństwo to bywa interpretowane, jako błogosławieństwo skierowane do tych, którzy walczą o sprawiedliwość społeczną.

Nie ujmując nic z zasług tym, którzy starają się o sprawiedliwość w społeczeństwie i między narodami, stwierdzić trzeba, że nie o taką sprawiedliwość tu chodzi. Chodzi natomiast o sprawiedliwość Królestwa Bożego, która jest wspólnotą miłości z Bogiem. Postawę owych łaknących i pragnących sprawiedliwości bardzo dobrze oddaje jeden z najpiękniejszych psalmów, który mówi:

Boże, mój Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak zeschła ziemia, łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.
Tak błogosławię Cię w moim życiu:
wzniosę ręce w imię Twoje.
Dusza moja się syci obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami […]
Do Ciebie lgnie moja dusza,
Prawica Twoja mnie wspiera (Ps 63,2-9).

Jest faktem zaskakującym, jak bardzo słownictwo tego psalmu koresponduje z błogosławieństwem łaknących i pragnących sprawiedliwości. Błogosławieństwo to i uzupełniający je psalm wskazują kierunek i źródła nasycenia ludzkiego serca – jedyne lekarstwo na zazdrość. Wszystkie niedostatki miłości i lęki o nią, jakich człowiek doświadcza, są wezwaniem do odwołania się do miłości Boga, jako Ojca. Tak czynił Jezus przez całe swe ziemskie życie, a zwłaszcza w Getsemani, kiedy to w sposób skrajny doświadczał niedostatku ludzkiej miłości, wkraczając na drogę skazańca na śmierć krzyżową. Wtedy to wziął na siebie wszystkie nasze lęki, a szczególnie te o miłość, i dowiódł swym zmartwychwstaniem, że miłość Boga nigdy nie ustaje i że nic nie jest w stanie Jej powstrzymać.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony internetowej: www.katolik.pl

***********************************

Nieczystość

Siedem grzechów głównych: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo, lenistwo. Który popełniasz najczęściej, a który nie dotyczy cię w ogóle? Czy masz odwagę stanąć w prawdzie? W prawdzie, która wyzwala, która czasem boli. Prawdzie, która na końcu zawsze prowadzi do zmian. Zapraszamy trochę przewrotnie – w innej kolejności niż katechizmowej. Dziś… nieczystość

Czym jest nieczystość?

Nie jest tu czysto. Może to znaczyć: ale tu bałagan, brud, nieporządek, ktoś coś zaniedbał. Te językowe intuicje są dość bliskie rzeczywistości duchowej. Nieczystość to określenie jednego z grzechów głównych, grzechu nieuporządkowania i szczególnego oddzielenia od Boga.

Zakłopotani seksualnością – CZYLI CO TO JEST NIECZYSTOŚĆ

  • Katechizm Kościoła Katolickiego z nieczystością wiąże cudzołóstwo, masturbację, pornografię, prostytucję, pedofilię, gwałt i czyny homoseksualne.
  • Grzech nieczystości ściśle wiąże się z seksualnością, a więc z tą sferą, która jest szczególnym, błogosławionym darem od Boga!

Już w Księdze Rodzaju czytamy słowa skierowane przez Stwórcę do człowieka, dotyczące seksualności i płodności: „Idźcie i rozmnażajcie się, czyniąc sobie ziemię poddaną” (Rdz 1, 28). Poprzez swoją seksualność człowiek może uczestniczyć w dziele stwórczym, bo seksualność ze swej natury jest otwarta na nowe życie. Dzięki niej może także w sposób wyjątkowy oddać się drugiej osobie tak, aby dwoje stanowili jedno ciało. Szatan widząc, jak wiele otrzymaliśmy, próbuje wykorzystać to przeciwko nam. Żadne grzechy tak mocno nie związują i nie odbierają rozeznania, jak te związane z naszą seksualnością. Adam i Ewa po zjedzeniu owocu odczuwali wstyd, zakryli się przed sobą. Nie patrzyli już na siebie w tak czysty sposób jak dawniej. I my często jak oni jesteśmy zakłopotani swoją seksualnością, nie pamiętając, po co właściwie ten wielki dar i jakie ma miejsce w naszym życiu.

Co odbiera ci wolność? – CZYLI TROCHĘ Z ŻYCIA

Nasza seksualność powinna być ukierunkowana na drugą osobę, którą chcemy obdarować w miłości małżeńskiej na całe życie. Ten, kto prawdziwie kocha, stawia drugą osobę nawet ponad własne potrzeby i pragnienia. Nieczystość zaś stawia w centrum nas samych, czyni z nas egoistów. Dlatego tak mocno nas związuje, sprawia, że jesteśmy ślepi na drugiego człowieka, a także na prawdziwe dobro. Jest iluzją miłości, a właściwie jej zaprzeczeniem, ponieważ prawdziwa miłość daje wolność, a nieczystość ją odbiera.

Nieczystość może rodzić się z nieuporządkowanego popędu seksualnego. Sam popęd jest dobry i ma nam pomagać w dążeniu do dobra. Problem pojawia się wtedy, kiedy to nie my panujemy nad popędem, ale on przejmuje nad nami kontrolę. Współczesny świat bardzo często przedstawia nieczystość, jako wartość, promując tzw. wolną miłość, pornografię czy masturbację, jako coś, co jest nam potrzebne do właściwego rozwoju siebie i relacji. Taki obraz dają nam filmy i media. Redukuje się wtedy seksualność do potrzeby biologicznej, dającej chwilową przyjemność. Musimy jednak pamiętać, że nasza seksualność nie jest oderwana od nas samych, wręcz przeciwnie – to w niej łączy się to wszystko, co w nas cielesne, psychiczne i duchowe. Angażuje ona niezwykle intensywnie wszystkie te sfery. To nieuporządkowanie w ciele będzie oznaczało także bałagan w naszej duszy.

Nieuporządkowaniem seksualności jest także zbytni lęk przed cielesnością i demonizowanie przyjemności. Pokazywanie, że seks z natury jest czymś złym i nieczystym, jest wielkim nieporozumieniem. Seks w małżeństwie to wyraz jedności i miłości, a także współdziałanie z Bogiem w powoływaniu na świat nowego życia. Nieczystość tylko pozornie dowartościowuje seksualność, prawdziwe jej dowartościowanie płynie z zobaczenia w niej daru i zadania.

Problem nieczystości dotyka w szczególny sposób mężczyzn. Kobiet oczywiście także, ale one w seksualności poszukują przede wszystkim miłości i akceptacji, są też bardziej zintegrowane w swoim ciele i duszy. W Ewangelii Jezus do mężczyzn kieruje te słowa: „Słyszeliście, że powiedziano: «nie cudzołóż». A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił cudzołóstwa” (Mt 5, 27-28). Mężczyźni są wzrokowcami. To wielki dar, ale możemy źle z niego korzystać i poprzez nasze spojrzenie uprzedmiotowić ciało kobiety. Te nieczyste spojrzenia już same w sobie krzywdzą inne osoby, a także wprowadzają nas dalej w grzech. Dlatego w walce z nieczystością tak ważne jest dbanie o spojrzenie. Szczególnym zagrożeniem jest pornografia, która zostawia w pamięci trwały ślad. W tych zmaganiach musimy zachować czujność. Często zaczynamy dialogować z pokusą, skupiając się na niej, a to tylko odsuwa w czasie upadek. Przychodzące pokusy najlepiej od razu nokautować.

Zazdrość

Siedem grzechów głównych: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo, lenistwo. Który popełniasz najczęściej, a który nie dotyczy cię w ogóle? Czy masz odwagę stanąć w prawdzie? W prawdzie, która wyzwala, która czasem boli. Prawdzie, która na końcu zawsze prowadzi do zmian. Zapraszamy trochę przewrotnie – w innej kolejności niż katechizmowej. Dziś… zazdrość

Uporządkowanie przestrzeni – czyli SPOSÓB OBSŁUGI NIECZYSTOŚCI

Nieuporządkowanie seksualne nie jest jedynym powodem nieczystości. Wielu z nas tak skupia się na walce z nieczystością, że powoduje to niedorozwój duchowy. Nie zauważamy innych naszych słabości, bo uważamy, że musimy skoncentrować się na tej jednej walce. Często nie zauważamy, że problem ten może być konsekwencją czegoś innego.

Nieczystość może być wyrazem braku miłości, braku samoakceptacji, niedoświadczenia szacunku, wynikiem frustracji czy lęków, które się w nas rodzą.

  • Trzeba, więc odkryć, jakie pragnienia próbujemy nieudolnie zaspokoić przez nieczystość.

Ta świadomość może być pierwszym krokiem do wyzwolenia z nieczystości. Ważna na całej drodze walki jest również modlitwa i współpraca z Bogiem. On jest źródłem czystości i Jedynym, który w pełni zaspokaja wszystkie nasze pragnienia, On jest miłością. Zachęcam również, by nie być samemu w tych zmaganiach, ale znaleźć drugą osobę, z którą można dzielić trud i modlitwę.

Pracując od kilku lat z mężczyznami i patrząc na własne zmagania, wiem, że uporządkowanie tej przestrzeni jest dla nas bardzo ważne. Warunkuje ono własny rozwój i gotowość do tego, by być mężem i ojcem, czyli tym, który bierze odpowiedzialność za drugiego człowieka. Nie jest możliwe zapewnienie bezpieczeństwa, kiedy naszym życiem kieruje popęd i zaspakajanie własnych potrzeb. Dlatego szczególnie zapraszam Mężczyzn do włączenia się w program „Wolni od nieczystości” (www.wolniodnieczystosci.pl). Jest on owocem moich refleksji i pracy z mężczyznami, którzy borykają się z nieczystością.

Opracowano na podstawie publikacji Mariusza Marcinkowskiego, ze strony: www.niedziela.pl

************************************

Puentując nasze rozważania,
polecam gorąco publikację w ostatnim numerze
EGZORCYSTA
– „Nieczystość, czy miłość”…

W pismach duchowych Ojców Pustyni nieczystość była traktowana, jako choroba duszy, w przyczynach, której zawsze znajduje się jakieś oddziaływanie demoniczne. Ojcowie Pustyni widzieli, że nieczystość prowadzi do rozpaczy, poczucia bezsensu, depresji, a także do ateizmu – wskazuje Artur Winiarczyk, redaktor naczelny „Miesięcznika Egzorcysta”, we wprowadzeniu do wrześniowego numeru.

Ks. Sławomir Sosnowski, egzorcystą archidiecezji łódzkiej, w wywiadzie dla naszego miesięcznika zaznacza: Kusiciel nie daje człowiekowi wyboru pomiędzy sobą a Bogiem, nie mówi: „Służ mnie, a nie Bogu!”. On sugeruje: „Odrzuć Boga i wybierz siebie… Wtedy będziesz jak Bóg”. Przez to, że człowiek stawia siebie w centrum, a nie szuka woli Bożej, zostaje sam, a więc i narażony jest na zło, które nim manipuluje. Tę ogólną myśl możemy zastosować do grzechów przeciwko czystości. Jeśli człowiek jest nastawiony na doznania seksualne i tak bardzo mu na nich zależy, że jest w stanie wszystko zrobić, nie obchodzą go zasady, drugi człowiek, własna wolność (wystawiając się na uzależnienie od seksu), to naraża się na zło.

Teresa wyznaje w swoim świadectwie: Byłam szczęśliwa, a jednocześnie nieszczęśliwa. Miałam bliską osobę, ale duchowo cierpiałam. Zdawałam sobie sprawę, że pogrążam się w grzechu cudzołóstwa. Czułam się tak, jakbym wsiadła do pędzącego pociągu i nie potrafiła z niego wysiąść. Nie chciałam z niego wysiąść, bo mknął przez życie pewnie, naprzód, śmiało, ale nie chciał się też zatrzymać, bym trzeźwo oceniła bieg mojego życia. Nie reagowałam na sygnały ostrzegawcze płynące z mojego sumienia i prawd wiary. (…) Coraz częściej chciałam wysiąść z tego pociągu, z tego cudzołóstwa, ale diabeł mocno mnie trzymał.

Z kolei Milena opowiada o swoich doświadczeniach ze Złym: Gdy siedziałam w nocy przy tarocie, to „coś” zaczynało mnie… molestować. To było przerażające. W następnych dniach było jeszcze gorzej. Wiedziałam, kiedy to przychodziło, bo wszystkie psy na osiedlu wyły. Byłam molestowana i gwałcona, choć nie wiem, przez co, bo tego nie widziałam… Byłam też zmuszana do czynów, których zdecydowanie nie chciałam wykonywać. Brzydziłam się tego. (…) Gdy po spowiedzi i egzorcyzmach przystąpiłam do Komunii Świętej, czułam gorącą Hostię na języku, a następnie żar, który przesuwał się do żołądka. Byłam jednak pewna, że jest to dobre.

Czy muzyk, by zyskać szacunek i podziw fanów, musi podle się prowadzić? Czy musi śpiewać o „zaliczaniu” panienek i wyszydzaniu religii (…)? Czy musi gloryfikować hitlerowską armię i prawić farmazony o współczesnym terroryzmie? Czy musi bluźnić? – pyta Grzegorz Kasjaniuk w artykule „Seksoholiczny rock and roll”.

Grzegorz Górny w tekście „Herbert Marcuse, czyli maksimum przyjemności” zaznacza: Marcuse zmienił wektor rewolucyjnej mitologii. Uznał, że hołubiony do tej pory mit Prometeusza, jako buntownika przeciw bogom i kapłanom, powinien zostać zastąpiony mitem Narcyza, pięknoducha dbającego jedynie o własną przyjemność. O ile Prometeusz poświęcał się dla szczęścia ludzkości, o tyle Narcyz myślał tylko o sobie.

W kolejnym wywiadzie dla naszego miesięcznika ks. dr Marek Dziewiecki, wykładowca psychologii i pedagogiki w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu, ostrzega: Nieczystość prowadzi do szukania przyjemności za wszelką cenę i do manipulowania drugą osobą po to, by postępowała według czyjejś wygody. Seksualność jest przesadnie atrakcyjna dla tych, którzy najmniej kochają i jest chorobliwie atrakcyjna dla tych, którzy nie kochają wcale.

Natomiast ks. prof. dr hab. Andrzej Zwoliński w tekście „Nieczystość, czyli brud” mówi o skutkach pożądliwości: Nieuporządkowana pożądliwość jest źródłem słabości moralnej, a słabość woli rzutuje na całość życia człowieka. Do istotnych skutków nieuporządkowanej pożądliwości należą też: niepokój sumienia, poczucie winy, fałszywy wstyd, negatywna ocena samego siebie, niekiedy okrucieństwo (w tym przemoc i gwałt).

Ks. dr hab. Krzysztof Guzowski w artykule „Duch Święty mocą Mesjasza i chrześcijanina” wyjaśnia znaczenie gestu namaszczenia olejem: Namaszczenie olejem oznaczać ma w sposób zewnętrzny to, co dzieje się na sposób rzeczywisty we wnętrzu osoby, na której spoczywa Duch Święty. (…) Osoba namaszczona już nie stoi obok Boga, lecz stoi w Nim jak w rzece.

Prof. dr hab. Ryszard Stachowski w artykule „Freud i czarownice” pisze: Na początku 1895 r. Wilhelm Fliess (1858-1928) w celu uśmierzenia neuralgicznych bólów brzucha Emmy Eckstein (1865-1924), pierwszej pacjentki Freuda, za jego zgodą dokonuje zabiegu chirurgicznego usunięcia części małżowiny nosowej. (…) Po operacji u pacjentki pojawiły się obfite krwotoki z nosa. (…) Po chwilowej konsternacji Freud przyczynę krwotoków przypisał reakcji histerycznej pacjentki wywołanej jej tęsknotą, a nie błędowi w sztuce lekarskiej.

Ponadto w numerze m.in. o objawieniu Boga Ojca, młodej pustelnicy św. Rozalii, a także o masonie nawróconym w Lourdes.

9 września 2016|