Przymierze z ojcem wiary

Zawieranie przymierzy jest elementem strategii przetrwania w świecie, w którym nie ma równowagi sił. Słabsi, by przetrwać, zawierają pakty, aby na ściśle określonych warunkach uzyskać gwarancje bezpieczeństwa i pomocy. Oczywiście, warunki zawsze określają silniejsi. Zewnętrznym wyrazem takich umów i przymierzy są dokumenty, potwierdzane pieczęcią i własnoręcznym podpisem układających się stron. Historia ludzkości zna wiele przymierzy i doraźnych sojuszy, które miały kogoś zabezpieczyć, a nie zabezpieczyły. Polska w przededniu II wojny światowej miała podpisane aż cztery pakty i żaden nie uchronił jej przed agresją i wojenną hekatombą. Pakty mają to do siebie, że niestety można je wypowiedzieć albo łamać bez wypowiedzenia. A poza tym warto pamiętać, że każda umowa zawierana jest w kontekście innych, wcześniejszych i późniejszych.

Abraham         W Starym Testamencie mamy cztery postacie, z którymi Bóg zawarł cztery różne przymierza. Pierwszym z nich było przymierze z Noem. Nie miało ono charakteru dwustronnego kontraktu. Bóg wyszedł z inicjatywą ocalenia Noego i jego rodziny, bez żadnych warunków wstępnych. Widzialnym znakiem tego przymierza była tęcza nazywana uśmiechem Boga.

Kolejne przymierze było zawarte z Abrahamem. Bóg dał mu w obietnicę potomstwa tak licznego jak gwiazdy na niebie lub ziarenka piasku na brzegu morza, a także objęcia przez ten naród w posiadanie ziemi. Więcej na ten temat powiemy sobie w dalszej części naszych rozważań. Przymierze z Mojżeszem prowadziło do powstaniu narodu wybranego, którego życie opierać się będzie na Dekalogu. Zawierało jednak konkretne warunki. Od ich spełnienia zależy nie tylko trwałość przymierza, ale w ogóle biologiczne i duchowe przetrwanie. Trwanie w przymierzu wymagało posłuszeństwa i wierności. Nieposłuszeństwo i odstępstwo ściągały przekleństwo.

            Przymierze Boga z Dawidem było zapowiedzią Nowego Przymierza. W obietnicach danych przez Boga Dawidowi (2 Sm 7,8-16) pojawia się wizja wiecznego królestwa. Ta obietnica wykracza poza czas życia syna Dawida – króla Salomona, który wybudował w Jerozolimie pierwszą Świątynię. Bóg wydaje się tu zapowiadać, że przejmie tron Dawida i uczyni go swoim, aby w ten sposób zapewnić mu wieczne trwanie. Prawdziwy paradoks polega na tym, że detronizacja staje się najprawdziwszą intronizacją.

         W świecie semickim istniał pewien rytuał zawierania przymierzy. Można go nazwać pierwotnym protokołem dyplomatycznym. Najpierw była preambuła, w której prezentowano strony: najpierw silniejszego, potem słabszego. Następnie odczytywano wynegocjowane warunki, które zasadniczo wiązywały słabszych, by silniejsi mogli ich ochraniać, gdy zajdzie potrzeba. Następnie zabijano i rozpoławiano zwierzęta ofiarne. Przedstawiciel każdej ze stron przechodził i wypowiadał niezwykle groźną formułę przysięgi: „Niech się ze mną stanie tak, jak z tymi zwierzętami, jeśli kiedykolwiek miałbym nie dotrzymać warunków przymierza”. Potem wspólnie ucztowano. A potem życie weryfikowało wzajemną lojalność.

         To ryzykowna formuła. Tu nie ma żartów. Niech się stanie jak z tymi zwierzętami tzn. niech zginę, niech będę poćwiartowany, niech mnie wypatroszą, jeśli miałbym nie dochować wierności przysiędze. Święci woleli raczej umrzeć, niż zgrzeszyć, my, niestety, wolimy odwrotnie!

Nie wszyscy wiedzą, jak kończy się przysięga Hipokratesa, której, niestety, lekarze już od dawna nie składają. Hipokrates, który nie znał Biblii, nie był chrześcijaninem, w taki sposób przysięgał, powołując na świadków bogów greckiego panteonu: „Jeżeli dochowam tej przysięgi i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w życiu i pełnieniu swej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy; ale jeśli ją przekroczę i złamię, niech mię los przeciwny dotknie”. To wielka sztuka tak się zobowiązać i tak chcieć dla siebie.

         Ślad tego rytuału mamy w omawianym fragmencie Księgi Rodzaju. Abraham zabija zwierzęta uznane później za ofiarnicze (jałówka, koza, baran, gołębica, synogarlica), patroszy je, przecina na pół i układa w taki sposób, by powstała swoista „droga ofiarna”. Nie ma powodu, by to przymierze, jakkolwiek zawierane jest pomiędzy Bogiem a człowiekiem, miało inną formę od powszechnie obowiązującej wtedy między ludźmi.

         Ciekawy jest natomiast motyw ptactwa drapieżnego, które zwęszywszy krew i mięso, zlatuje się, by żerować. Te zwierzęta to ciała obce, symbolizują przeszkody, które zawsze chcą niszczyć ludzkie przymierze z Bogiem. Może były to kruki, sępy albo inne zwierzęta nieczyste. Nieważne. Istotne jest to, że człowiek ma trzech przeciwników: świat zewnętrzny, demona i własną, upadłą naturę. Musi prowadzić walkę na trzech różnych frontach, chociaż jeden z nich jest wystarczającym polem walki. Spróbujmy skojarzyć ten epizod z ewangeliczną przypowieścią o siewcy, która mówi, że gdy jest głoszone Słowo Boże, przychodzi demon i porywa to, co zasiane jest w sercu człowieka albo z przypowieścią o chwaście, która mówi, że pod osłoną nocy przychodzi wróg i wsiewa chwast (Mt 13, 4- 30). Przypowieści pokazują, że każdy Boży zamysł, każde natchnienie Ducha Świętego znajduje przeciwnika, czasem nawet wielu, którzy na różne sposoby próbują zniszczyć relację z Bogiem. Każdy mógłby dopowiedzieć własne spostrzeżenia w tym względzie, bo każdy doznaje innych pokus i udręki. Każdy ma własne dylematy i potyka się o własne słabości.

         Abraham odpędza ptactwo, to znaczy zmaga się wewnętrznie. Czuwa, by nie utracić Bożej łaski. Nie chce, by cokolwiek niszczyło zawierane przymierze. Walka okazuje się długa, trudna i męcząca. Abraham jest tak wyczerpany, że zasypia ze zmęczenia. Opanowuje go uczucie lęku i wielka ciemność, której natury nie podobna określić. Skłonny jestem uznać, że zasadniczo chodzi o ciemność duchową, która przyszła wraz z zachodem słońca. Tak właśnie bywa, że człowiek otoczony światłem Ducha Świętego, przeżywa ukrytą i ukrywaną ciemność. Niejeden ksiądz może potwierdzić, że w chwili święceń, kiedy leżał krzyżem na posadzce katedry, kiedy śpiewana była Litania do Wszystkich Świętych, bynajmniej nie miał pobożnych myśli. Trudno było mu się skupić, targały nim wątpliwości i lęki. Odganiał natrętne pokusy, by nie wstać i nie wyjść na oczach wszystkich na zewnątrz. Bliskość i realność przymierza ciążą najbardziej. I trzeba to przemóc, by przymierze trwało.

         Oczywiści zawsze powraca pytanie: Kto jest gwarantem przymierza? Odpowiedź, jakiej udziela nam Księga Rodzaju, jest jedna: gwarantem przymierza jest Bóg. Człowiek nie może niczego zagwarantować. Jest jedynie słabym, śmiertelnym grzesznikiem, dlatego gwarancje, których udziela, trzeba traktować poważnie, ale z konieczną rezerwą. Znowu należy odnieść tę sytuację do Ewangelii. Pamiętamy, jak Piotr deklarował swoją wierność w obliczu możliwej niewierności innych, a nawet w obliczu grożącej mu śmierci. I co z tego zostało? Zaparcie się, poczucie winy, niesmak, wstyd i żal. Dobrze, że nie pokonała go rozpacz! (por. Mt 26,69-75).

         Bóg znał Abrahama, który jak każdy człowiek był słabym, śmiertelnym grzesznikiem i dlatego nie wymagał od niego gwarancji. Zsyłając ogień na ofiarne zwierzęta, złożył niejako swój podpis, swoją pieczęć na tej umowie. Abraham dał zwierzęta ofiarne, Bóg dał ogień. Udział stron w przymierzu jest nieproporcjonalny, ale odpowiedni dla ludzkiej słabości i mocy Bożej. Bóg nigdy nie wycofuje się z zawartych umów, z danego słowa ani z dokonanych wyborów. Św. Paweł analizując historię zbawienia, a także własną, napisze: „Dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11,29). To jest prawdziwie dobra nowina dla wszystkich.

Ks. Ryszard K. Winiarski

21 lutego 2016|