Przyjdź Panie Jezu! Oczekiwanie świata na Przyjście Zbawiciela

Już ponad dwa tysiące lat temu po raz pierwszy w historii ludzkości przyszedł Zbawiciel świata. Dzięki pokornej zgodzie Jego Matki, Maryi świat otrzymuje szansę na poprawę życia i życie wieczne na końcu trudnej drogi, jaką idzie ludzkość. Poza Jezusem nie ma nic – nie znajdziemy zbawienia, a nawet uzdrowienia z doczesnych bolączek poza Chrystusem, który przyszedł w ciele i w Duchu, żył, nauczał i zbawiał spotykanych ludzi, zmarł straszną śmiercią krzyżową, a na dzień trzeci zmartwychwstał i wstąpił do Ojca, gdzie „siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego”, skąd „przyjdzie sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca”. Wyznajemy ten akt wiary w rzeczy niewidzialne za każdym razem, gdy uczestniczymy w Eucharystii, którą jest dziękczynieniem za wszystko, co Bóg od początku aż po dziś dzień uczynił dla uratowania każdego człowieka od śmierci wiecznej. Już jednak na Ziemi możemy, mamy taką możliwość oddawania wszelkich doczesnych utrapień i cierpień, choć jest to nieraz bardzo trudne.

Podobnie jak wtedy, w tej „pełni czasów”, gdy ważyły się, nieraz dosłownie, losy świata ludzkiego, przyszedł w sposób mało licujący dla Króla, narodzony w jakiejś grocie czy jaskini, w totalnej biedzie i nędzy, a uczniowie sądzili, że „przyszedł wyzwolić Izraela”, tak i dziś nie czekamy już na widzialne Przyjście, bo wcielenie Słowa Przedwiecznego już się w historii świata dokonało. Nie możemy czy nie powinniśmy zapominać, że Jezusowi „dana jest wszelka władza na ziemi i niebie”, że Jezus raz przyszedł w historii i w konkretnej przestrzeni geograficznej i w ściśle określonym przez Opatrzność czasie, że żył, zmarł zabity, a po Zmartwychwstaniu powrócił do Ojca, spełniwszy Jego wolę do samego końca, będąc pokorny i posłuszny.

Oczekiwanie całej ludzkości

ttW tym sensie Adwent to oczekiwanie całej ludzkości na powtórne Przyjście, zwane „paruzją”, a w sensie jednostkowym, osobowym to przygotowanie Mu miejsca w naszych trudnych nieraz biografiach, w naszych sercach i duszach, we wszystkim, kim jesteśmy i czym się zajmujemy codziennie. Okazja do ponownego „odnowienia umysłu”, czyli nawrócenia z każdej złej drogi, jakąkolwiek by ona nie była. Bo czasem zdaje się, że Jezus przyjdzie, aby zakończyć historię zbawienia, że nastąpi ‚apokalipsa’, że będzie to „dies irae”, czyli mściwy „dzień gniewu”. Oczywiście, tak też z pewnością będzie, choć nikt nie wie, kiedy i wszelkie proroctwa ludzkie na nic się nie zdadzą: On przyszedł do „narodu kroczącego w ciemnościach”, tak i do Ciebie, jeśli kroczysz drogami tego świata, bez perspektywy odnowienia i zbawienia, chce i pragnie przyjść Mesjasz, Pan i Król, Zbawiciel i najlepszy Przyjaciel dusz ludzkich, w jakimkolwiek by one nie były stanie.

Dobiegając połowy życia muszę wyznać, że oczekuję na przemianę wewnętrzną, nawrócenie swoje i najbliższych i na nadejście Nadziei z wysoka, Pocieszyciela, który „przekona świat o grzechu”, nie po to, aby świat potępić, ale by świat został zbawiony. Jezus w objawieniach prywatnych zawsze podkreśla, że nikogo nie wyklucza, nie wyłącza spod prawa Miłosierdzia, że wszyscy mogą być zbawieni, jeśli bardzo chcą się poprawić, żałować za przypomniane sobie grzechy i wszelkie zło, dokonać mocnego postanowienia poprawy, a nawet całkowitej naprawy życia, i wyznawszy szczerze każde zło, od najmniejszego do największego, zadośćuczyni za krzywdy wszystkim skrzywdzonym i w ten sposób ocali siebie i wszystkich drogich jego sercu. Każdy z nas ma z czego się poprawiać, a piszący te słowa, szczególnie za niewdzięczność za tyle zaznanego Miłosierdzia. Piszący te słowa przebył długą drogę wewnętrzną od tradycyjnej, dość powierzchownej wiary i religijności, przez agnostycyzm, a nawet niekiedy ateizm, by wrócić do swych korzeni. A więc do przynależności do chrześcijaństwa, i ściślej do Kościoła katolickiego, od momentu Chrztu począwszy, przez I Komunię świętą, bierzmowanie, sakrament małżeństwa aż po dziś, kiedy pełen nadziei spogląda w przyszłość. Pismo świętego zaś stanowi podstawę rozumienia wiary, także w jej intelektualnych poszukiwaniach, niekiedy zbyt daleko idących, ale odważnie poszukującej prawdy, dobra i piękna, które wszystkie znaleźć można w samym Bogu, Stwórcy wszystkiego i powołującego każdego z nas i każdą z nas do życia wiecznego, kiedy „zła już nie będzie”. Każde zło, każde cierpienie niezależnie od jego przyczyn może Bóg wszechmocny zmienić na dobro i błogosławieństwo w miejsce przekleństwa pierwszego grzechu, którego skutki każdy odczuwa do dzisiaj.

Plan naprawczy

W ten czas święty, czas Adwentu, każdy z nas zapraszany jest do refleksji nad swym życiem dotychczasowym, a następnie zdecydowany plan naprawczy: dzięki środkom, które przekazuje chrześcijaństwo, jest to realne i możliwe; nikt nie powinien czuć się tylko „nędznym grzesznikiem”, ponieważ Jezus przyszedł, jak sam mówił, by powołać chorych i grzesznych, bo „zdrowi lekarza nie potrzebują”. Jezus może z każdego uczynić świętego – warunek jest jeden: zaufanie w obietnice boże, ścisła współpraca człowieka z Bogiem, bo Bóg nas bez nas stworzył, ale bez naszego wysiłku nie da rady nas zbawić. Wiara bowiem bez uczynków i czynów miłosierdzia jest jakby martwa, dopiero gdy dajemy w tej sferze z siebie wszystko, okazuje się wielkie miłosierdzie, które chce dotknąć i przemienić wszystkich na świecie. Szczególnie jednak Bóg działa w naszej tradycji, choć działaniu Boga nie można stawiać tamy – Bóg działa bowiem, jak chce i kogo chce, tego wybiera, choćby ktoś miał „grzechy i winy jak szkarłat”, a im większa nędza i zdrada, tym więcej miłości, bo komu wiele wybaczono, ten wiele umiłuje i zacznie składać świadectwa działania Boga w życiu, działania niewidzialnego i nieodczuwalnego, ale jednak przez to jeszcze bardziej realnego. Raju nie ziemi nigdy nie będzie – w tym sensie powrót do rzeczywistości Edenu jest zamknięty, ale otwarte są niebiosa dla szturmujących w tym czasie „grzeszników i gwałtowników”. Nikt w ten święty czas nie może czuć się tylko „nędznym grzesznikiem”. Trzeba dokonać całkowitego rachunku sumienia, stanąć w prawdzie o sobie i wyciągnąwszy wnioski na przyszłość, świętować każde przyjście Boga do ludzi, także to, które jeszcze nie nastąpiło i o którym nikt „oprócz Ojca w niebie” nic nie wie. To dobrze – gdybyśmy znali przyszłość, pewnie przestalibyśmy dawać się nieustannie zaskakiwać łaską Bożą,..

Rozpocząć nowe życie

Obyśmy poznawszy nasze przeszłe, stare życie, umieli się wreszcie nawrócić, by zaznać „pokoju, który przewyższa wszelki umysł”. Rozpocząć nowe życie można zawsze póki żyjemy tu i teraz – jednak inicjatywa zawsze należała i nadal będzie należeć do Boga, miłosiernego względem słabych ludzi, zrywającego z rąk i nóg wszelkie kajdany zła. Bo ostatecznie dobro zawsze wygrywa w znaczeniu moralnym, choć pozornie triumfuje zło, które wydaje się odwieczne i równe dobru, co nie jest prawdą. Zło jest tylko kroplą octu w wielkim oceanie Miłości. Ocena ten w perspektywie wiecznej nie ma początku ani końca -„królestwu Jego nie będzie końca”. I zaczyna się ono już teraz w nas samych i między nami, ludźmi dobrej woli i wielkiej chęci przemiany wewnętrznej, zawsze jeszcze możliwej. Jednak nie zwlekajmy, bo „bliskie jest królestwo niebieskie”, a przyjście Pana będzie realizacją obietnic Bożych dla wszystkich tych, którzy nadal się „źle mają” i cierpią. W tym trudnym okresie ludzkiej historii ponownie zaświeci światło ludziom, którzy „idą przez ciemną dolinę śmierci”, sami często nie zdając sobie z tego sprawy. Przebaczenie i pokój.

Rafał Sulikowski
absolwent polonistyki UJ,
interesuje się życiem świętych, np. Siostry Faustyny, Jana Pawła II
czy Urszuli Ledóchowskiej i zajmuje się pisaniem.

Źródło: www.katolik.pl

18 grudnia 2016|