PRAGNIENIE SPOTKANIA Z JEZUSEM

02 listopad 2013 roku; TRZYDZIESTA PIERWSZA NIEDZIELA ZWYKŁA; Gdy człowiekowi stanowczemu bardzo zależy na tym, aby coś zdobyć lub zobaczyć, poświęci wiele i na pewno uczyni wszystko, aby to osiągnąć. Niestety, ludziom mniej stanowczym najczęściej się to nie udaje. Bo pragnąć czegoś, a zdobyć to „coś”, to dwie różne sprawy. Nie dotyczy to tylko kwestii materialnych, ale również duchowych. Każda nasza prośba, każde nasze słowo kierowane do Boga są wysłuchiwane z cierpliwością i miłością.

PRAGNIENIE SPOTKANIA Z JEZUSEMPan wręcz oczekuje naszego słowa codziennie, nieustannie. „Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.” (Mdr 11,24) „Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.” (Mdr 12,2).

A my jesteśmy niecierpliwi, chcielibyśmy wszystko mieć już, od razu. Nie potrafimy czekać. I jedynie wierząc w miłość i dobroć Boga, możemy mieć nadzieję na realizację naszych próśb i oczekiwań. „Prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański.” (2 Tes 2,1b-2). Święty Paweł w tym samym Liście daje nadzieję ludowi Tesalonik, a pośrednio i nam: „Dlatego modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn płynący z wiary.” (2 Tes 1,11).

W Ewangelii słyszymy o Zacheuszu, bogatym celniku, który za wszelką cenęchciał zobaczyć Jezusa” (Łk 19,3), chciał zrealizować swoje marzenie. Zacheusz „chciał zobaczyć Jezusa” – to stwierdzenie jest bardzo ważne i odnosi się do nas wszystkich, do każdego człowieka. Ten problem po dwóch tysiącach lat jest tak aktualny jak wtedy, gdy Jezus chodził przez miasta i wioski swojego kraju.

Jest to problem aktualny dla każdego z nas osobiście: czy chcę? Chcę naprawdę? A może raczej unikam spotkania z Nim, nie podchodzę zbyt blisko, aby On nie zobaczył zbyt wiele, abym ja nie musiał przyjąć całej prawdy, która pochodzi od Niego, od Chrystusa? Nie dajmy się zastraszyć, odrzućmy wszelki wzgląd na ludzką opinię, niech nas nie martwi, „co ludzie powiedzą”.

Zacheusz zobaczył i został dostrzeżony. To znaczy, że sam zobaczył Chrystusa, ale równocześnie, że Chrystus przeniknął jego serce i sumienie. Dokonało się nawrócenie, bo taki właśnie jest owoc „zobaczenia” Jezusa, spotkania z Nim w prawdzie. Celnikowi, którego faryzeusze uważali za grzesznika nieodwracalnie straconego, zostało dane zbawienie. On je przyjął, otwierając swój dom i serce Zbawicielowi. Chrystus Pan czyni ten sam dar każdemu człowiekowi, każdemu z nas (Ap 3,20).

Czy jednak ja – jak Zacheusz – robię wszystko, aby „zobaczyć” Jezusa? Aby Go przyjąć w swoim domu, w sercu swoim? Prośmy w modlitwie o odwagę, abyśmy nie dali się zastraszyć zalewem zeświecczenia i obojętności wobec wartości wyższych, aby naszym celem było pragnienie „zobaczenia Jezusa”, naszego Zbawiciela, i przyjęcie ZBAWIENIA.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.franciszkanie.esanok.pl

 

2 listopada 2013|