Po co tajemnica spowiedzi?

Kilka argumentów uzasadniających konieczność zachowania w tajemnicy wiedzy o grzechach wyjawionych podczas spowiedzi.

Niedawno gruchnęła wieść: władze Australii chcą zmuszać księży do łamania tajemnicy spowiedzi. Na razie tylko w stolicy, Canberrze. Chodzi o sytuacje związane z pedofilią. Od marca przyszłego roku księża byliby zobowiązani dzielić się swoją wiedzą zdobytą podczas spowiedzi z organami ścigania. Odmawiający współpracy stanęliby przed sądem. „Prawo to jest niedojrzałe i nierozsądne, powodowane najwyraźniej chęcią karania Kościoła katolickiego bez właściwego zbadania następstw tej decyzji” – stwierdził abp Mark Coleridge, przewodniczący Konferencji Episkopatu Australii, zwracając też uwagę, że oczekujący złamania tajemnicy spowiedzi nie bardzo rozumieją, czym jest spowiedź, a bazują na swoich o niej wyobrażeniach. Z kolei ordynariusz archidiecezji Canberra-Goulburn, abp Christopher Prowse zwraca uwagę, że rządzący stawiając siebie w roli ekspertów od spowiedzi depczą wolność religijną, nie poprawiając jednocześnie bezpieczeństwa dzieci. Jego zdaniem zniesienie tajemnicy spowiedzi spowoduje tylko, że zniknie możliwość przekonywania winnego, by sam, dobrowolnie, przyznał się do swoich czynów. I pyta, czy dopuszczający się nadużyć seksualnych wobec dzieci powie księdzu na spowiedzi o swoim czynie, jeśli będzie wiedział, że ten zgłosi to na policję?

Nawet za cenę śmierci

Tajemnica spowiedzi jest tak stara, jak sama sakrament pokuty. Pisano o niej już w chrześcijańskiej starożytności.  W czasach św. Augustyna jeden z synodów obłożył ekskomuniką biskupa, który odmówił komunii człowiekowi, którego grzech poznał podczas spowiedzi, ale człowiek ów nie chciał przyznać się do niego publicznie. Nie brakowało też męczenników tajemnicy spowiedzi. Właśnie za odmowę ujawnienia treści spowiedzi Zofii Bawarskiej, król Czech, a mąż Zofii, Wacław IV skazał na śmierć św. Jana Nepomucena. Między innymi z powodu tajemnicy spowiedzi w okrutny sposób zamordowany został św. Jan Sakrander. Były to czasy wojny trzydziestoletniej. Przypuszczano, że podczas spowiedzi namiestnika Moraw mógł posiąść wiedzę na temat wydanych mu tajnych rozkazów. Podobnie traktowano nie raz kapłanów w czasie powstania Cristeros w Meksyku (św. Mateusz Correa Megallanes) czy rewolucji w Hiszpanii (bł. Fernando Olmedo Reguera).  Też podejrzewano, że mogą mieć dzięki spowiedzi przydatną dla ich oprawców wiedzę.  Z kolei w 1749 roku  na osobisty rozkaz króla Fryderyka II w Kłodzku powieszony został ks. Andreas Faulhaber. Został oskarżony przez dwóch dezerterów, że podczas spowiedzi zbagatelizował ich dezercję i udzielił im rozgrzeszenia, co odczytali jako zachętę do niej. Ksiądz związany tajemnicą spowiedzi się nie bronił. Portugalczyk ks. Ribeira w 1910 roku skazany został na wieloletnie więzienie za morderstwo na tle rabunkowym, które popełnił jego penitent. Tropiony przez policyjne psy przestępca poprosił dyżurującego w kancelarii kapłana o spowiedź, zostawiając mu  na odchodnym, wbrew jego woli,  obciążające dowody. Idącym tropem przestępcy policjantom ksiądz nie mógł się wytłumaczyć. Wypuszczono go z więzienia dopiero 6 lat później, gdy ciężko ranny na polu bitwy morderca, w obliczu śmierci, po odbytej spowiedzi, w obecności oficerów wyznał prawdę.

Dlaczego tak ważna?

„Wyznanie grzechów w sakramencie pokuty Kościół traktuje jako jedyną na ziemi sytuację, która chociaż dzieje się w obecności człowieka, w relacjach międzyludzkich ma być uważana «per non est», tak jakby się nigdy nie zdarzyła. Do spowiedzi ludzie przychodzą dobrowolnie, ze względu na Boga i życie wieczne, i penitent musi mieć pewność, że jego wyznania spowiednik nie wykorzysta przeciwko niemu” – wyjaśnia w książce „Szukającym drogi” dominikanin, o. Jacek Salij. I dodaje: „Owszem, w przypadku poważniejszego przestępstwa spowiednik będzie go namawiał do zgłoszenia się na policję, a w przypadku zbrodni od obietnicy zgłoszenia się na policję może uzależnić udzielenie rozgrzeszenia, ale sam na policję na pewno na niego nie doniesie”.

To kwintesencja tego, co o  wartości tajemnicy spowiedzi można powiedzieć. Kościół jest świadom, że jeśli wyznający swoje grzechy nie będzie mógł ufać, iż wiedzę na temat jego złych uczynków kapłan zachowa dla siebie, nigdy poważniejszych win nie wyzna. Wtedy zagrożone zostanie dobro największe, jakim jest ludzkie zbawienie. Zamknięta zostaje też droga oddziaływania na tego, który świadom uczynionego zła powinien, zwłaszcza w sytuacjach bardziej drastycznych, wziąć odpowiedzialność za konsekwencje popełnionego zła i naprawić je nie tylko krótką modlitwą. Także przyznaniem się do winy przed organami ścigania. Co szczególnie istotnym jest zwłaszcza wtedy, gdy, jak w przypadku ks. Ribery, za popełnione zło miałby cierpieć ktoś inny.

W doniesieniach o przypadkach pedofilii pojawia się czasem stwierdzenie obwinionych, że ze swojego grzechu się spowiadali, a spowiednicy widząc ich żal udzielali rozgrzeszenia, dlatego winny nie miał motywacji, by grzech porzucić. Z oczywistych względów nie można tak sformułowanego oskarżenia zweryfikować. Ale nie wolno zapominać, że ksiądz w konfesjonale ma prawo nie odpuścić grzechów. Samo deklarowanie przez penitenta żalu to czasem za mało. W poważniejszych sprawach, zwłaszcza jeśli grzech się powtarza, konieczne jest konkretne postanowienie unikania grzechu w przyszłości, a nawet deklaracja naprawienia zła przez przyznanie się doń organom ścigania.

Kościół stawia sprawę twardo

Sprawę konieczności zachowania tajemnicy spowiedzi ostro stawia kościelne prawo. „Tajemnica sakramentalna jest nienaruszalna; dlatego nie wolno spowiednikowi słowami lub w jakikolwiek inny sposób i dla jakiejkolwiek przyczyny w czymkolwiek zdradzić penitenta (KPK 983, § 1). W świetle prawa kanonicznego nie wolno tego robić także tym, którzy na przykład usłyszeli fragmenty spowiedzi kogoś innego w kolejce do konfesjonału.  Spowiednik nie może korzystać ze zdobytej podczas spowiedzi wiedzy, nawet gdyby nikogo nie zdradził, a jedynie to,  co usłyszał w czasie spowiedzi, chciał wykorzystać przy podejmowaniu decyzji, o ile to wiązałoby się dla kogoś z jakąś niedogodnością czy ciężarem. Tajemnica spowiedzi obowiązuje kapłana nawet wtedy, gdy ktoś symulował spowiedź i wcale nie chodziło mu o uzyskanie odpuszczenia grzechów, ale o zamknięcie mu ust czy sprowokowanie u niego jakiegoś konfliktu sumienia.

Kara za bezpośrednie złamanie tajemnicy spowiedzi jest surowa: to ekskomunika wiążąca mocą samego prawa (czyli działająca bez wydania wyroku czy dekretu o ekskomunice ) i zastrzeżona dla Stolicy Apostolskiej (czyli nie można z niej zwolnić bez konsultacji z odpowiednią watykańską dykasterią). Bezpośrednie naruszenie tajemnicy spowiedzi oznacza sytuację, w której spowiednik ujawnia i osobę, i objęty tajemnicą czyn. Gdy spowiednik narusza ją pośrednio – z tego co mówi można wywnioskować, o kogo czy o jaki grzech chodzi – też może zostać przez odpowiednie kościelne instytucje ukarany. (Zainteresowanych tematem polecam tekst znajdujący się TUTAJ).

Najważniejsze jest zbawienie

Kościół wcielając w życie zasady dotyczące tajemnicy spowiedzi  ułatwia człowiekowi szczerą spowiedź. Pozwala ona grzesznikowi wyznać winy bez lęku, że jego wstydliwe tajemnice staną się publicznie znane. To niezwykle ważne. Bo przecież pojednanie człowieka z Bogiem decyduje o naszej wieczności. Nie ma nic ważniejszego od zbawienia. Tajemnica spowiedzi daje szansę na wskazanie sprawcy najcięższych grzechów dróg do naprawienia wyrządzonych krzywd. W drastycznych przypadkach umożliwia przekonanie go, że najlepszym dla niego rozwiązaniem będzie przyznanie się do winy przed organami ścigania i poniesienie konsekwencji grzechu. Bez zapewnienia zachowania w tajemnicy treści spowiedzi ta szansa znika. Nie zauważają tego domagający się od spowiedników donoszenia na penitentów. Ofiarom to nie pomoże. A grzesznikowi pozostawionemu sam na sam z okropnością swoich win pozostanie tylko rozpacz.

28 lipca 2018|