Po co ta „kolęda”? Czyli jak dobrze przeżyć wizytę duszpasterską

Okres Bożego Narodzenia nierozłącznie kojarzony jest z rodzinnym kolędowaniem oraz (poza nielicznymi wyjątkami) z przypadającą na ten czas tak wyjątkową, bo odbywającą się raz w roku wizytą duszpasterską. Jak ją dobrze przeżyć? By odpowiedzieć na to pytanie, warto zastanowić się dlaczego kapłan odwiedza nasze domy.

Jak na łamach „Przymierza z Maryją” zauważył ks. Adam Martyna, doświadczenie w pracy duszpasterskiej pokazuje, że wielu ludzi zwyczajnie nie wie w jakim celu zimową porą do ich drzwi puka kapłan. Pierwsza i niestety dominująca myśl – po koperty. To wielce krzywdząca narracja, bo ofiara i jej wysokość nie wpływają na to „jakość” wizyty duszpasterskiej. – Kolęda jest przede wszystkim po to, by ksiądz mógł spotkać się z parafianami. Bywa, że niektórzy wierni są gorliwi, cały rok pilnie uczęszczają do kościoła, wtedy jest czas na rewizytę. Kapłan przychodzi więc do ich domu – tłumaczy ks. Martyna.

To ważny element życia wspólnoty parafialnej, gdyż w kościele – gdy przychodzimy na Mszę świętą – nie ma ani czasu, ani miejsca na tego rodzaju swobodne rozmowy z kapłanem. Wizyta duszpasterska jest wiec okazją do poruszenia tematów dotyczących życia parafii, ale też tych, o których nie sposób debatować w czasie krótkiego spotkania „pod kościołem” i przy udziale osób trzecich.

Niestety w wielu domach brakuje krzyża i kropidła, a sąsiedzi pożyczają je sobie w ostatniej niczym kolędowe „precjoza”. To smutne, gdy w domu katolika brakuje krzyża. Świadczy to o odejściu od wiary. A doświadczenie uczy, że w takich domach miast Znaku Pana, spotkać można obraz liczącego pieniądze Żyda, który wedle zabobonu ma przynosić bogactwo. Są i tacy parafianie, którzy oszukują na wodzie święconej. – Zawsze można powiedzieć, że nie mamy wody święconej i poprosić kapłana o poświecenie. Na pewno to chętnie zrobi – dodaje ks. Martyna.

Parafianie źle odbierają też fakt, że kapłan nosi na kolędzie kartoteki. Błędnie myślą, że zapisuje tam dane majątkowe, albo wysokość ofiary. Tu zaś chodzi o uzupełnienie kartotek o aktualne dane dotyczące narodzin nowych parafian, chrztów, dłuższych wyjazdów czy śmierci. Kapłan musi dysponować takimi informacjami, jeśli ma właściwie zadbać o życie religijne wiernych czy też dopilnować, by we właściwym czasie dziecko przystąpiło do Pierwszej Komunii Świętej czy Bierzmowania.

Ilość domów, które kapłan odwiedza, sprawia też, że nie zawsze może on każdemu poświęcić każdemu tyle czasu ile by oczekiwał, a każdego stara się obdarować swoją obecnością „po równo”. W takich wypadkach, gdzie dłuższa rozmowa jest niezbędna, warto ją odłożyć i umówić się z duszpasterzem w innym, dogodnym terminie. Bywają jednak odstępstwa. Ksiądz i towarzyszący mu ministranci muszą czasem się posilić – taka wizyta z oczywistych względów trwa dłużej. Ale bywa i odwrotnie, gdy domownicy nie chcą nawiązać kontaktu i dają do zrozumienia, że przyjmują księdza li tylko z przyczyn wizerunkowych, a nie z potrzeby serca.

Największym smutkiem dla duszpasterza są jednak zamknięte drzwi. To często znak: „nie chcemy mieć z parafią nic wspólnego”. I niestety największe problemy z przyjęciem kapłana w domu mają osoby „stojące z boku Kościoła”, tzw. „wierzący-niepraktykujący”, czy osoby pozostające w związkach niesakramentalnych, co wyklucza ich z możliwości aktywnego uczestnictwa w życiu sakramentalnym Kościoła. Dlatego, jeśli „kolęda” wypada podczas naszej nieobecności, warto to zgłosić w zakrystii i uzgodnić inny termin wizyty duszpasterskiej. Kapłan z pewnością znajdzie dla nas czas.

Warto także pamiętać, że wizyta duszpasterska wynika wprost z Kodeksu Prawa Kanonicznego, który stanowi: „Proboszcz winien nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również – jeśli w czymś nie domagają – roztropnie ich korygować”.

Jej kulminacyjnym punktem jest wspólna modlitwa z prośbą o błogosławieństwo dla mieszkańców. Z kolędą łączona jest tradycja umieszczania na drzwiach domu symboli: C+M+B. Św. Augustyn odczytuje w nich myśl: „Christus Multorum Benefactor” (Chrystus dla wielu jest dobroczyńcą). Istnieje też ich starochrześcijańskie tłumaczenie: „Christus Mansionem Benedica” (Niech Chrystus błogosławi temu mieszkaniu). Zwyczaj ten nawiązuje do Starego Testamentu i oznaczenia domów krwią baranka paschalnego, które miało chronić dom i jego mieszkańców od nieszczęścia. To – podobnie jak przyjęcie kapłana z wizytą duszpasterską – publiczne wyznanie wiary i łączności z Kościołem.

Zadbajmy więc, by odwiedziny naszych duszpasterzy przeżywać w duchu radości płynącej z Tajemnicy Wcielenia, w duchu modlitwy w rodzinnym gronie, a otrzymane od Boga błogosławieństwo niech chroni nasz dom, rodziny i umacnia nas na drodze życia chrześcijańskiego.

Marcin Austyn

Źródło: www.pch24.pl

29 grudnia 2017|