Z podróży Ojca Tardifa do Polski

17 marca 2014 roku; Z podróży Ojca Tardifa do Polski; W lipcu 1996 roku na łódzkich murach i tablicach ogłoszeniowych, na uczelniach i płotach, drzewach, latarniach i w innych pomysłowych miejscach zawisły plakaty z napisem: „Jezus żyje!”, zapraszające na Mszę o uzdrowienie na… lotnisko. To pewien jezuita odważył się na Boże szaleństwo i dla potrzeb ewangelizacyjnego spotkania wynajął nie halę albo stadion, ale płytę sportowego lotniska Lublinek.

OJCIEC EMILIEN TARDIFOjciec Józef Kozłowski – bo o nim tu mowa – poruszony książką o. Emilieno Tardifa MSC „Jezus żyje”, najpierw wydał ją w języku polskim, a potem zaprosił jej autora na spotkanie ewangelizacyjne do Łodzi.

Zaszczyt i trud przygotowań do tego spotkania spoczął na Ośrodku Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi. W łódzkich grupach Odnowy zawrzało. Plakatowanie miasta było tylko jedną z form przygotowań, bo Duch Święty pobudzał naszą twórczość na wiele sposobów. Zapraszaliśmy na Mszę ludzi spotkanych w sklepach, u fryzjera, obdzwanialiśmy naszych dawnych znajomych i namawialiśmy bliższą i dalszą rodzinę. Ale nadal Bożą tajemnicą pozostaje, jakim cudem 30 lipca na płycie lotniska stawiło się200 tysięcy ludzi!

ZANIM PAN NADEJDZIE

Ekipa z grup Odnowy pracowała nad przygotowaniem tego wydarzenia przez kilka tygodni. Michał ze wspólnoty „Zwiastowanie”, odpowiedzialny za zaplecze logistyczne, wraz z całą ekipą opracował podział płyty na sektory dla wiernych, np. przy scenie wyznaczony był sektor dla niepełnosprawnych i ich opiekunów – taka charyzmatyczna wersja sektora dla VIP-ów (dla „zwykłych” VIP-ów gotowy był sektor obok). Organizatorzy wypożyczyli też 100 przewoźnych toalet oraz podpisali kontrakt na zbudowanie wysokiej sceny, z której spotkanie miało być prowadzone. Impreza została uzgodniona z prezydentem Łodzi, dyrekcją lotniska i policją, której funkcjonariusze kierowali później ruchem setek autokarów, samochodów i rzeką ludzi płynącą z przystanków ku sektorom. Świetnie spisało się także pogotowie – już o świcie na płycie lotniska ustawiły się karetki.

  • Potem dojechały także te wynajęte prywatnie, aby przywieźć ze szpitali umierających – leżeli nieruchomo pod aparaturą medyczną, z lekarzem czuwającym u boku.
  • To rodziny chorych podjęły heroiczny wysiłek, by ratować ukochaną osobę. Inni chorzy, którzy nie mogli dotrzeć na Lublinek, słuchali transmisji radiowej spotkania przygotowanej przez Radio Łódź.
  • Nad dokumentacją filmową z kolei pracowała Telewizja Polsat.

MIEJSCE DLA BOGA

Od świtu płyta lotniska zapełniała się morzem niebieskich czapeczek z napisem „Jezus żyje!”.  Tłumy napływały nadal, nikt nie zwracał uwagi na kałuże rozlane na drodze. A były one pozostałościami po małej katastrofie, jaka wydarzyła się dzień wcześniej. Gwałtowna burza wraz z wichurą zdemolowała scenę (budowaną przez 2 dni), rzucając nią o ziemię jak pudełkiem zapałek.

Organizatorom opadły ręce. Na szczęście o. Józef się nie poddał – zdecydował, że w ciągu nocy szkody zostaną usunięte, a spotkanie się odbędzie. Jedynym śladem tego dramatycznego zwrotu akcji były podkrążone oczy ekipy z Katowic i grupy odpowiedzialnej za dekorację sceny, które pracowały przez całą noc.

  • Poranne konferencje o. Tardifa i świeckiego ewangelizatora Jose H. Prado Floresa budziły wiarę.

Tłumaczył ich Jacek Granatowski – w tym czasie jeszcze kleryk-jezuita – i słychać było, jak coraz bardziej „wciąga” go to, co słyszy.

Równie zasłuchani uczestnicy spotkania reagowali bardzo spontanicznie – zwłaszcza na poczucia humoru Jose Prado Floresa.

  • Nauczanie o. Tardifa było bardzo proste – podawał dziesiątki przykładów z życia osób, które spotkał podczas swojej posługi w 68 krajach. Przekonywał, że Jezus jest taki sam jak 2 tysiące lat temu – dziś też naucza nas o Królestwie Bożym i daje znaki swojej obecności w postaci nawróceń i uzdrowień.

Oczekiwanie wśród zgromadzonych rosło. Zbliżała się Eucharystia, podczas której miała się odbyć modlitwa o uzdrowienie.

W STRUMIENIACH ŁASKI

Nieoczekiwanie tuż przed Mszą spadła ulewa – nie zakłóciła spotkania, choć niewielka część ludzi wystraszyła się i odeszła. A Jezus przychodził do nas w strugach deszczu, obmywał ludzkie bóle, zatwardziałość i choroby, tak jak kiedyś umywał stopy apostołom.

Modlitwa za chorych była momentem przełomowym dla wielu wiernych, którzy nigdy nie słyszeli o darze poznania.

  • Ojciec Tardif mówił: – Jezus w tym momencie uzdrawia osoby, które chodziły o kulach. Uczyń ten gest wiary – odłóż kule i zacznij chodzić. Podnieście do góry kule wy, którzy zostaliście uzdrowieni i przyjdźcie tu złożyć świadectwo.

Pod sceną stały grupki rozeznania – do nich podchodzili wierni i tu następowała pierwsza weryfikacja ich uzdrowień. Głusi musieli udowodnić, że dobrze słyszą bez aparatów, a osobom, którym Jezus uzdrowił oczy, podawano do czytania książeczkę do nabożeństwa itd. Dopiero po tej weryfikacji ludzie wspinali się po schodkach na scenę – niektórzy z kulami uniesionymi nad głowę, zapłakani z wdzięczności i ze wzruszenia. Klękali przed Najświętszym Sakramentem i dziękowali Jezusowi, a potem podchodzili do mikrofonu i składali świadectwo.

Wśród nich była mama z 11-letnią córeczką – mała urodziła się z porażeniem mózgowym, jako niespełna kilogramowy wcześniak i sama nigdy nie chodziła. Teraz dziewczynka skakała i próbowała tańczyć na swoich cieniutkich jak patyczki nóżkach. Mama szlochała w głos, gdy opowiadała o uzdrowieniu swojego dziecka, a wraz z nią płakały tysiące obecnych na placu ludzi.

Dziękczynienia trwały i trwały. A Jezus nadal przechadzał się wśród swojego ludu – namacalnie obecny w znakach królestwa Bożego, które sam kiedyś zapowiedział: chromi chodzą, głusi słyszą, niewidomi wzrok odzyskują. Uzdrowienia fizyczne były jednak zewnętrznym przejawem jeszcze większych cudów, które działy się w sercach uczestników. Tego dnia wielu ludzi odzyskało wiarę.

BOŻE ŚLADY

Gdy pielgrzymi rozjechali się do domów, a sprzątaniem lotniska zajęła się grupa porządkowa – Andrzej ze wspólnoty Mocni w Duchu rozwoził po łódzkich kościołach worek zakonsekrowanych komunikantów i cieszył się, że sam Pana Jezus jedzie jego busem.

Z kolei Michał, odpowiedzialny za służbę porządkową, wspomina to zakończenie tak: – Pamiętam, że już po wszystkim uderzyło nas, w jak wielkim spokoju odbyło się to spotkanie. Pusty plac, scena, ciąg przewoźnych toalet, a my stoimy w tej wielkiej przestrzeni i czujemy, że coś bardzo ważnego się dokonało.

I rzeczywiście, to było największe wydarzenie religijne w Łodzi – poza pielgrzymką papieża Jana Pawła II, która niejako przetarła szlak dla naszego ewangelizacyjnego spotkania. Największe także dla samego o. Tardifa, zaskoczonego tym dwustutysięcznym tłumem. Wszystkich zadziwił fakt, że tak wielkie zgromadzenie odbyło się bez żadnych zakłóceń i zostawiło po sobie dobre doświadczenie współpracy setek ludzi. A dla organizatorów była to pierwsze doświadczenie współpracy z władzami miasta – tak bardzo potrzebnej później przy przygotowywaniu kolejnych imprez, np. ulicznej ewangelizacji „Łódź – Miasto Aniołów”, Forum Charyzmatycznych itp.

Co ciekawe, dalszym owocem spotkania na Lublinku stały się Msze o uzdrowienie odprawiane przez Ojca Józefa Kozłowskiego w kościele oo. Jezuitów, a później także w innych kościołach Łodzi. Jezus nie zmienił się od 2 tysięcy lat – nadal lubi uzdrawiać i przekonywać o miłości Boga do nas!

Całość tego charyzmatycznego spotkania – nauczanie o. Tardifa i świadectwa osób uzdrowionych – znajdziesz w książce „Jezus żyje, cz. 3” o. Emilien Tardif MSC.

Autor: Anna Lasoń, Michał Frąckowicz; źródło: http://www.odnowa.jezuici.pl

 

16 marca 2014|