o. John Bashobora

23 lipca 2015 rok; HISTORIA, którą warto poznać. Historia skromnego człowieka, chrześcijanina, katolickiego kapłana, którego wybrał sobie Jezus, i którego obdarzył tak wieloma charyzmatami, głównie po to, aby nieść świadectwo PRAWDZIE, jaką jest JEZUS CHRYSTUS. O. John Baptist Bashobora urodził się 5 grudnia 1946 roku. W wieku 2 lat stracił ojca, ale nie wiedział o tym, gdyż jego wychowaniem zajął się jego wujek wraz ze swoją żoną, którzy nie powiedzieli mu, że nie są jego rodzicami. Aż do swoich święceń kapłańskich żył z tą nieświadomością myśląc, że ci, z którymi mieszka, to jego rodzice.

o. John Bashobora 1W dniu swoich święceń kapłańskich dowiedział się, że jego ojciec nie żyje, a jego matka, którą wypędzono po śmierci męża, mieszka teraz gdzie indziej. Okazało się, że to jego ciotka, ta, która go potem wychowywała, otruła jego ojca, gdyż była zazdrosna o miłość panującą w jego rodzinie, o to, że mały John był bardzo inteligentnym chłopcem, mądrzejszym od jej dzieci. Potem też próbowała otruć o.Johna, gdy był dzieckiem. Podała mu raz zatrutą owsiankę w naczyniu. Gdy mały John zrobił przed jedzeniem znak krzyża, naczynie rozpadło się na drobne kawałki. W dniu święceń kapłańskich ciotka podeszła do o.Johna i poprosiła, żeby wybaczył jej to, co zrobiła. Wybaczył jej w Imię Jezusa, spotkał się też ze swoją mamą, odzyskał rodzinę.

o.John poznał Jezusa bardzo wcześnie. Jako mały chłopiec w szkole podstawowej widział na ścianie obrazek Dzieciątka Jezus. Nie bardzo wiedział jeszcze, kto to jest, ale z Biblii przeczytano mu, że to Dziecię wzrastało w mądrości, w latach i w łasce Bożej. A więc on też tak chciał wzrastać.

Gdy miał 7 lat katechista powiedział jemu i innym dzieciom, że są Ciałem Jezusa. A więc mały John zapytał Jezusa:

  • Skoro jesteśmy Twoim Ciałem, to czy możesz użyć mnie, jako swoje narzędzie, że gdy dotknę ludzi, to oni będą uzdrowieni”?
  • Jezus wysłuchał tej prośby.

W wieku 10 lat poszedł do niższego seminarium, by być jak Jezus. Nie chciał początkowo być księdzem, bo księża kojarzyli mu się tylko ze śmiercią. Ponieważ kapłanów w Ugandzie było wtedy niewielu, modlitwę w kościele prowadzili katechiści, a kapłan w jego wiosce pojawiał się prawie wyłącznie wtedy, gdy był wzywany do osoby umierającej, żeby udzielić jej sakramentu namaszczenia. A więc gdy przyjeżdżał kapłan, zawsze ktoś umierał.

  • Wiedział też, że nie mógłby zostać księdzem, bo jego ojciec, (czyli wujek) był poligamistą, miał drugą żonę, a synowie poligamistów nie mogli przyjmować święceń kapłańskich. Znalazł się jednak mądry kapłan, który zobaczył inteligencję i mądrość w tym chłopcu i pozwolił mu przejść do wyższego seminarium.

Od najmłodszych, więc lat o.John był blisko Jezusa, zawsze traktował Go jak swojego największego przyjaciela.

Czytał Biblię i próbował robić tak, jak w niej było napisane, np. pościł przez 40 dni jak Jezus.

W dzieciństwie spotkał też dwóch księży z Kanady, którzy pracowali w Ugandzie i byli już wtedy zaangażowani w odnowę charyzmatyczną. Modlili się za chorych, głosili Słowo Boże z mocą. Zaraz po Soborze Watykańskim II ludzie nie rozumieli jeszcze charyzmatyków i myśląc, że to zielonoświątkowcy, odesłali tych kapłanów do domu.

Gdy o.John rozpoznał swoje powołanie kapłańskie postanowił wstąpić do pracującego w Ugandzie Zgromadzenia Świętego Krzyża i wyjechał do Indii, by tam odbyć nowicjat. Ponieważ już wtedy posługiwał modlitwą o uzdrowienie nie złożył tam ślubów, wrócił do Ugandy.

  • Święcenia kapłańskie przyjął w 1972 r. i został wysłany na studia do Rzymu.
  • Podczas pobytu w Rzymie uzyskał doktorat z teologii duchowości.
  • W Rzymie również przyłączył się do wspólnoty odnowy charyzmatycznej, wszedł głębiej w znajomość darów charyzmatycznych, poznał tam ludzi, którzy pomogli mu przyjąć to, czym Bóg go obdarzył i oddać się posłudze.

Po powrocie do Ugandy, widząc wiele sierot, założył pierwszy sierociniec. Sierot każdego roku przybywało, zaczął, więc budować dla nich domy i szkoły, chcąc oprócz wychowania dać tym dzieciom dobrą edukację, by w przyszłości poradziły sobie w życiu dorosłym.

Jego wiara w żywą i realną obecność Jezusa w naszych sercach przyciąga do niego wielu ludzi szukających Boga. Na jego modlitwę Bóg odpowiada pełnym mocy działaniem w ciałach, duszach i umysłach ludzi. O. John jest nieustannie zanurzony w obecności Boga i napełniony Duchem Świętym, otrzymał potężne namaszczenie do służby w Kościele.

 

W wielkiej pokorze posługuje wieloma charyzmatami, głosi rekolekcje ewangelizacyjne w wielu krajach świata, otwartym sercem odpowiada na każdą prośbę o modlitwę wstawienniczą, cały swój czas poświęca na rozszerzanie Królestwa Bożego.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: http://www.ojciecjohnbashobora.pl

*********************************

ks. John Bashobora – prywatnie

*********************************

Osobiście określiłabym go „mistrzem współczucia”. Gdy w roztargnieniu o kimś zapomni, potrafi zawołać tłumacza, by tę osobę przyprowadzić, bo może poczuła się urażona. A w innym momencie krzyknie: „To nie dla realizacji własnego planu tu przyszedłeś, zastanów się, czego chce od ciebie Jezus!” i odsyła kogoś z odwagą ojca Pio. Wie, że ten człowiek wróci, ale już inny, prawdziwy. Bo tu chodzi o autentyczność.

O. dr John Bashobora pochodzi ze wschodniej Ugandy, pracuje w diecezji Mbarara. Odpowiedzialny za duszpasterstwo i koordynację ruchu Odnowy w Duchu Świętym, jest też jej kierownikiem duchowym.

Krajowy cenzor wydawnictw katolickich. Oprócz intensywnej pracy duszpasterskiej opiekuje się pięcioma tysiącami sierot. Zbudował im dwie szkoły podstawowe, dwie średnie, a pozostałe dzieci uczęszczają do szkół rządowych. Dzięki ojcu powstały dwa sierocińce, a budowa kolejnych jest w planach. W Polsce od czterech lat głosi rekolekcje ewangelizacyjne z posługą uzdrowienia i uwolnienia.

TAK TO SIĘ ZACZĘŁO…

Pierwszy raz tłumaczyłam ojca Johna w 2008 roku. W Gdańsku – Matemblewie zgromadziło się wtedy osiem tysięcy ludzi. Nie miałam pewności, czy zrozumiem jego akcent. Zawierzyłam to wszystko Bogu, bo nie było czasu na zapoznanie się z ojcem. Niezłe ryzyko, mając na uwadze ogromny tłum, przed którym i bez tłumaczenia uginały mi się nogi. Ale udało się! Nawiązaliśmy dialog serc, a to pomogło zrozumieć intencje i głoszone Słowo.

DAR RADY

Ojciec wykorzystuje każdą wolną chwilę na spotkanie z drugim człowiekiem. Tamtego dnia, gdy jeszcze się nie znaliśmy, on w przerwie po konferencji rzucił: „Ty nie będziesz tłumaczem, ale apostołem”. Spojrzałam na niego ze znakiem zapytania w oczach, ale on już rozmawiał z Leszkiem Dokowiczem – nawróconym reżyserem filmowym o tym, jak wzmocnić katolicki przekaz w mediach.

Wielu prosi go o rady w biznesie, choć niby, czemu miałby się znać na zarządzaniu? A jednak – po prostu zna się na ludziach. Doktorat z teologii duchowości i psychologia to mocne fundamenty pod charyzmat rozeznania. Łaska Boża w pełni wykorzystała naturę.

ŻYCIE NAM SIĘ ZMIENIŁO

W relacji z Jezusem nie ma półśrodków. „Nawiąż z Jezusem osobistą relację” – zachęca. Słabych i niedowierzających błogosławi i podnosi: „Będziesz odnosił sukcesy i wzrastał w mocy Chrystusa”.

Kiedyś powątpiewałam, czy każda taka modlitwa działa. Ale kiedy widziałam te same osoby po kilku miesiącach na innym spotkaniu z ojcem, aż oczom nie wierzyłam. Przychodziły już tylko powiedzieć:

Dziękujemy za tę ojca wiarę w niemożliwe – życie nam się zmieniło”. Słowo ma moc – to, co wypowiadamy, nawet w wolnym czasie, w prywatnych rozmowach, niesie błogosławieństwo albo przekleństwo. Dlatego u ojca nie ma przypadkowych frazesów.

NOCNE ROZEZNAWANIE

Niektórzy po cichu mówią o nim „wcielona pokora”. Pod koniec rekolekcji pyta kapłanów i teologów, jak podobały im się konferencje i czy zauważyli coś „nieteologicznego”, albo czy coś można ująć lepiej. Głoszenie, z pozoru spontaniczne, jest precyzyjnie rozeznawane nocą.

Kiedyś o północy, gdy po kilku ciężkich dniach poprosił mnie o przetłumaczenie emaila, rozpłakałam się ze zmęczenia. Chciałam pomóc, ale już nie mogłam.

Powiedziałam wtedy, że mam 29 lat i nie daję rady tak intensywnie pracować, jak więc robi to on mając lat 64?

Siłę daje mi wstawanie w nocy” – odpowiedział. „To czas na spotkanie z Jezusem. Bez tego nie ruszyłbym z miejsca. Czy śpię godzinę, czy całą noc, punkt trzecia jestem przez Niego budzony”. Jezus był dostępny dla ludzi przez cały czas. Czy i ja jestem gotowa na takie posłuszeństwo?

NIEWOLNIK CHRYSTUSA

Podąża tylko tam, gdzie Jezus chce. Nieustannie pyta o Jego wolę. Zamiast modlić się w podanych intencjach – pyta najpierw: „Jezu, jak chcesz dotknąć tego człowieka?”. Budzi też pragnienie, aby każdy, kto przychodzi po modlitwę sam wołał do Jezusa w odpowiedzi na Jego pytanie:

„Co chcesz, abym Ci uczynił”. Nie przyjmuje zaproszeń na wystawne kolacje, odpowiada: „Jestem tu dla misji, do której powołał mnie Chrystus”. Często też powtarza: „Tu nie chodzi o nas, ale o Jezusa!”.

Chodzący w świetle objawienia wprowadza człowieka w rozmowę z żywym Bogiem. Uczy dialogu z serca do serca. Zawstydza postawą nieustannego zasłuchania, a najgłębsze teologiczne prawdy przekazuje podczas wspólnego posiłku lub wieczornych rozmów.

PRZYPADEK CZY WIARA?

Raz wiozłam ojca i bardzo się spieszyliśmy, a tu korek na obwodnicy trójmiejskiej. „No to klapa” – pomyślałam – „Nigdzie nie uciekniemy.” A ojciec mówi: „W imię Jezusa proszę się rozjechać”. Stało się tak, że tylko po środkowym pasie pojazdy sunęły do przodu, a potem zrobiły nam miejsce, niczym karetce pogotowia. Po 5 minutach wyjechaliśmy z korka. Przypadek, czy wiara?

SAMOCHÓD CHWAŁY

Innym razem nocowaliśmy 500 metrów od hali, w której ojciec głosił. Wsiedliśmy do samochodu – a on wypowiedział trzy krótkie słowa: „Jezu, Chwała Tobie!”. Błyskawicznie włączyliśmy się w modlitwę i samochód napełnił się chwałą Bożą. Namaszczenie Duchem Świętym spłynęło na każdego pasażera, bez wyjątku. Do hali dolecieliśmy jak na skrzydłach gołębicy. Nikt nie miał najmniejszej ochoty wysiadać. „Jak dobrze być kierowcą ojca Johna” – powiedział ojciec Radek (egzorcysta z Bąblina).

CHARYZMATYCZNY KONTEMPLATYK

Mocno zdziwiłam się, kiedy poproszono mnie o tłumaczenie 8-dniowych zamkniętych rekolekcji z ojcem dla sióstr Karmelitanek Bosych. Pamiętałam go ze spotkań z tysiącami ludzi, gdzie skakał po scenie i śpiewał afrykańskie piosenki. Dopiero tu zobaczyłam, że duszą głęboko trwa w kontemplacji. Jako młody kapłan spędził trzy lata w zgromadzeniu zakonnym. Dobrze zna tajniki i mechanizmy życia wspólnotowego, a w ciszy odpoczywa. Na koniec rekolekcji – zapytał, czy mógłby częściej przyjeżdżać do sióstr, by odnowić swoją duchowość.

EUCHARYSTYCZNY SZALENIEC

Siostry Pallotynki zaprosiły Ojca do wygłoszenia konferencji podczas ich ogólnopolskich rekolekcji w Gnieźnie. Godzina nie była do końca ustalona. Przyjechaliśmy zmęczeni po długiej trasie. Ktoś zaproponował herbatę – nie – ojciec chciał iść do kaplicy. Klęczał przed Najświętszym Sakramentem 2,5 godziny, notował coś, potem wstał i zaczął mówić. Uznał, że ważne było, aby wspólnie z siostrami przed głoszeniem Słowa trwać na adoracji. Nie wiedział jednak, że one wcześniej adorowały Jezusa przez prawie 3 godziny. Nigdy za dużo czasu z Ukochanym…

STAWAĆ SIĘ JEZUSEM

Ojciec John uczy swoją postawą, że chrześcijanin musi być przekonany, że nie jest społeczną ofiarą i wygrywa wszędzie dzięki Chrystusowi. Jesteśmy stworzeni do życia w obfitości, które Jezus nam obiecał. Oddając się Mu pozwalamy, by przeniknął nasze pragnienia. Jako synowie i córki Boga przez chrzest święty przyjmujemy charakter Jezusa.

Trzeba Nim żyć i całkowicie Mu zaufać, a wtedy on wypełni naszą codzienność, stajemy się Nim” – woła.

ŻYWA EWANGELIA

Zawsze prosiłam Boga, aby pozwolił mi zgłębić swoje Słowo i nim żyć. Uczynił to przez kontakt z osobami, które bardzo dosłownie potraktowały ewangelię. Mija 5 lat od pierwszych tłumaczonych przeze mnie rekolekcji, a jeszcze ani razu nie stwierdziłam, że już coś słyszałam i nie ciekawi mnie. Za każdym razem pozostaje we mnie inna treść, nawet z tego samego głoszenia. Odkąd zamiast tylko tłumaczyć, zaczęłam zatrzymywać w sobie głoszone Słowo – posługa sprawia mi ogromną radość, a moje życie diametralnie się zmieniło.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: http://www.odnowa.jezuici.pl/,  Edyty Tombarkiewicz

23 lipca 2015|