NIE POTĘPIAJCIE A NIE BĘDZIECIE POTĘPIENI

PIĄTA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
Rola proroków starotestamentalnych polegała na tym, żeby upominać, pouczać, ale także podnosić na duchu naród wybrany. Prorocy przypominali też o potrzebie okazywania wdzięczności Bogu za dobrodziejstwa, jakimi obdarzał naród. Największym spośród owych dobrodziejstw było wyprowadzenie Izraelitów z niewoli egipskiej. I o tym dobrodziejstwie wspomina dziś prorok Izajasz: „
Pan otworzył drogę przez morze i ścieżkę przez potężne wody”. Wiadomo jednak, że to wydarzenie było zapowiedzią innego, jeszcze większego dobrodziejstwa, jakim jest przyszłe zbawienie.

5Jakże wymowna w perspektywie wyzwalającej mocy Boga jest czytana dziś Ewangelia o spotkaniu Jezusa z kobietą pochwyconą na cudzołóstwie. W krytycznej chwili oskarżyciele przyprowadzili ją przed oblicze Chrystusa. On prowadzi z grzeszną cudowny dialog, aby ukazać świętość prawa i przywrócić również szacunek dla ludzkiej godności w oczach samej niewiasty odartej ze czci. Końcowym momentem tego dialogu są słowa: „Ja cię nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. Oto świadectwo miłości Boga.

Człowiek to Boże świadectwo albo odrzuca przez antyświadectwo pychy, albo przyjmuje przez świadectwo pokornego uznania winy i skruchy. Uznanie grzechu jest początkiem prawdziwego wyzwoleniem człowieka. „Uznaję moją nieprawość” (Ps 50,5). Nie tylko „poznaję”, ale „uznaję”. To „poznanie” i „uznanie” winy dokonuje się w sanktuarium sumienia, gdzie człowiek przebywa sam z Bogiem (por. KDK, 16)

Dlatego rachunek sumienia nie jest zwykłą buchalterią, lecz modlitewnym dialogiem! W wydarzeniu opisanym przez ewangelistę Jana warto zwrócić uwagę na ten moment, w którym Chrystus wykazuje faryzeuszom konieczność rozliczenia się z własnym sumieniem: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. Słowa te prowokują nas jeszcze bardziej do pochylenia się nad ciemnymi zakamarkami naszych serc, aby wykryć, skąd się bierze pobłażliwość dla nas samych i surowość w osądach innych?

Biada nam, gdyby ostre krytyki i okrutne osądzanie postępowania bliźnich okazały się sprytną taktyką odwracania uwagi od naszej nieprawości. Gdyby nawet oczywiste dowody dawały tytuł do wyrokowania o moralnym stanie naszych bliźnich, lepiej myśleć z pokorą, że i w nas tkwią korzenie podobnych grzechów, a sąd nad zawiłością ludzkich spraw należy do Boga. „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata” (Mt 7,1-5).

Warto dziś przypomnieć słowa Ojca Świętego z Adhortacji «O pokucie i pojednaniu w dzisiejszym posłannictwie Kościoła» (9): „Ludziom współczesnym, tak wrażliwym na konkretne świadectwo życia, Kościół winien dawać przykład pojednania przede wszystkim w swoim łonie; dlatego wszyscy musimy pracować nad uspokojeniem umysłów, zmniejszeniem napięć, przezwyciężeniem podziałów, uzdrowieniem ran zadawanych sobie niekiedy wzajemnie przez braci, gdy zaostrza się różnice stanowisk w dziedzinie spraw dyskusyjnych; szukać natomiast jedności w tym, co jest podstawowe dla wiary i życia chrześcijańskiego, w myśl starożytnej maksymy: w sprawach wątpliwych wolność, w koniecznych – jedność, we wszystkich – miłość.

16.03.2013. artykuł zaczerpnięto ze strony: http://www.franciszkanie.esanok.pl/

16 marca 2013|