Na czym polega dźwiganie własnego krzyża?

Często popełniamy błąd Szymona Piotra i gdy ktoś mówi o cierpieniu, to uciekamy się do sloganu: „Będzie dobrze!”. I zachowujemy się, jakbyśmy mieli na wszystko odpowiedź. A jeśli nie będzie dobrze?

Pokusa interpretowania Ewangelii stricte według ziemskiego klucza istnieje od początku chrześcijaństwa. Oto Szymon Piotr, słysząc z ust Jezusa zapowiedź śmierci i zmartwychwstania, napomina swojego Mistrza, którego jeszcze przed chwilą nazwał Mesjaszem, by trochę przystopował, bo inaczej wyleje dziecko z kąpielą i nici z zaprowadzenia na ziemi Królestwa Bożego. Dlaczego uczeń napomina Nauczyciela? Ponieważ nie pojął Jego nauki.

Rozumowaniu Piotra brakuje jednego zasadniczego elementu – eschatologicznego sensu naśladowania Chrystusa: „(…) kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16,25). Te słowa Jezusa nadają życiu chrześcijanina nowy wymiar: śmierć nie jest końcem życia, lecz koniecznym momentem przejścia do życia prawdziwego, a Ewangelia to nie przepis na Królestwo Boże na ziemi, lecz mapa, która ma pomóc odnaleźć drogę do zbawienia. Jedynie człowiek, który swojej przyszłości upatruje w wieczności, jest w stanie zrozumieć wezwanie Jezusa do pójścia za Nim i odpowiedzieć na nie: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). Krzyż nie jest wygodnym bagażem, ale zawiera w sobie wszystko, co potrzebne, by dostąpić zbawienia.

Często popełniamy błąd Szymona Piotra i gdy ktoś mówi o cierpieniu, to uciekamy się do sloganu: „Będzie dobrze!”. I zachowujemy się, jakbyśmy mieli na wszystko odpowiedź. A jeśli nie będzie dobrze? Jeśli cierpienie nie zniknie? Bardzo łatwo jest wskazywać na cierpienie jako na krzyż, który trzeba dźwigać. Bo przecież każdy ma swój krzyż. Tak możemy mówić, dopóki sami nie zaczniemy cierpieć. Wówczas zrozumiemy, jak trudno jest ufać Bogu, gdy boli nas życie. Bądź więc na tyle mądry i… nie mądruj się, stając naprzeciw problemów innych ludzi, dla których rozwiązanie nie jest tak oczywiste, jak dla ciebie. Po prostu szukaj prawdziwej Mądrości, która będzie zrozumiana i przyjęta przez wszystkich. Pytasz, czy jesteś pokorny. Jeśli wobec cierpienia potrafisz zamilknąć i nie szukać wyjścia z sytuacji, nie oceniać i nie dawać prostych odpowiedzi, a jedynie wzruszyć się, zapłakać, przytulić i rozłożyć bezradnie ramiona, to tak – jesteś pokorny. Ludzie pokorni są świadomi swojego powołania do życia bez granic, ale znają też dobrze własne granice i szanują granice innych ludzi. Zadanie podjęcia krzyża nie jest proste. A jeśli do tego się go nie rozumie, to staje się prawie niemożliwym do spełnienia.

Żeby zrozumieć sens krzyża (zrozumieć nie intelektualnie, lecz sercem), trzeba zakochać się w Słowie, jak Pan, który mówi, zakochał się w nas: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś” (Jr 20,7). Księga Jeremiasza wyjaśnia nam jednak, że głoszenie Słowa, które z miłością się przyjmuje, jest też pierwszym krzyżem, który musimy podjąć: „Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem” (Jr 20,8). Niestety, jest też pierwszym krzyżem, od którego uciekamy, byleby go tylko nie nieść: „I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, żarzący się w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (Jr 20,9). Zawiedziona miłość Boga do nas, na szczęście rodzi w nas niekiedy wyrzuty sumienia z powodu zaniedbania głoszenia Słowa. Warto Bogu za te wyrzuty dziękować, jeśli się pojawią. Bo wraz z nimi wzrasta szansa na to, że Słowo wreszcie zdoła zwyciężyć w nas to, co tak bardzo ziemskie.

Biblia ma stać się naszym przewodnikiem. Czymś, do czego odwołujemy się nieustannie, w każdej sytuacji życia. Nie może pozostać jedną z książek w naszej biblioteczce. Nie może pozostać piękna i nietknięta. Ma być przez nas „zużyta”: wygnieciona, wymięta, a może i podarta od szukania w niej Słowa, które nada naszemu życiu sens: „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza. Ciało moje tęskni za Tobą jak zeschła ziemia łaknąca wody” (Ps 63,2). Tylko takie usilne poszukiwanie pozwoli nam nie tylko zakochać się w Słowie, ale także oddać za nie swoje życie „(…) na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12,1). Tylko ciągłe wracanie do Słowa, by rozbrzmiało w nas raz jeszcze, z większą mocą, pozwoli na wypełnienie zadania, na które wskazuje nam św. Paweł: „przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża” (Rz 12,2). A kto zaufa woli Bożej, ten dopiero jest w stanie wziąć swój krzyż bez żadnych zastrzeżeń i bez żadnego „ale”.

Źródło: deon.pl
31 sierpnia 2020|