Minimalizm po chrześcijańsku. Mniej znaczy więcej?

Minimalizm jest bardzo zakorzeniony w religii chrześcijańskiej. Warto o tym, przypominać ponieważ charakter celebry, stroje i współczesne dekoracje w części świątyń mogą sugerować coś przeciwnego.

Słynne zdanie holenderskiego architekta, Miesa van der Rohe: „mniej znaczy więcej” cytuje papież Franciszek w ekoencyklice. Jak być szczęśliwym i osobiście spełnionym, jak odczuwać „pogodę ducha” przed tym, co istnieje, choćby tego było niewiele? Przecież dzisiejszy świat mówi nam coś zupełnie odwrotnego. Jaką zatem alternatywę otwiera przed nami duchowość chrześcijańska? Kilka rad i myśli.

Minimalizm pozwala uprościć życie. Niektórym trudno w to uwierzyć, ponieważ są przekonani, że życie nie może być proste…

(Mularczyk-Meyer A., „Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym”, wyd. Black Publishing, 2014)

mniejznw

Proste środki

Minimalizm chrześcijański podkreśla znaczenie nawet małych gestów, niewielkich wyrzeczeń. Papież Franciszek wspomina o „praktykowaniu małej drogi miłości, by nie przegapić okazji do dobrego słowa, uśmiechu, każdego małego gestu, zasiewającego pokój i przyjaźń” (Laudato si’, 230). W świetle tego istotna jest zmiana nawyków, języka i schematów myślenia, które przyczyniają się do zanieczyszczania środowiska, obciążają relacje z innymi, zamykają na ożywcze działanie Boga („Oto czynię wszystko nowe” Ap. 25,5). Papież pisząc o „ekologicznym nawróceniu” podkreśla, że zaczyna się od „przemiany serca”. Zanieczyszczamy nie tylko swój habitat, ale także nasze relacje w pracy, domu i przestrzeni publicznej. Jak przejść przez życie nie robiąc „za dużo dymu” wokół siebie? Człowiek może jednym słowem, pozbawić drugiego entuzjazmu, ochoty do życia i działania. Przemoc wobec drugiego człowieka i wobec stworzenia tkwi w języku. Aby niszczyć przyrodę, trzeba w jakimś sensie ją zdesakralizować, racjonalizując swoje decyzje.

less-is-Miejscem przywracania takiej zaburzonej równowagi może być konfesjonał, nie eliminuje od razu złych nawyków, ale pozwala na oczyszczenie, bilans, przywraca równowagę, inicjuje proces odnowy i nawrócenia (dosł. metanoi – przemiana ‚meta’, umysłu ‚nous’). Trzeba mieć niesłychaną odwagę wewnętrzną, żeby w sposób autentyczny, rzetelny stanąć przed świadkiem, nazwać i wyznać słabe strony, grzech (także „grzech ekologiczny”) i jego konsekwencje. Warunkiem spowiedzi jest zadośćuczynienie. Po lekturze Laudato si ma ono swój wymiar także środowiskowy, próby rekompensaty, naprawy zniszczeń, zapobiegania podobnych zdarzeń w przyszłości.

Minimalizm ekologiczny

Warto przyjrzeć się stylowi działania Jezusa. Po nauczaniu w miejscach publicznych, dokonywaniu licznych cudów w otoczeniu tłumów, zawsze udawał się w miejsce ustronne, pustynne, w przyrodę. W trakcie swojego czterdziestodniowego postu w odosobnieniu Jezus otaczały i dosłownie „służyły” Mu zwierzęta. Natura koresponduje tajemniczo z potrzebą odpoczynku, nabrania dystansu i, last but not least, z pogłębioną relacją z Bogiem, trwale obecnym w stworzeniu. Pustynią w tym znaczeniu może być miejski nieużytek, nieuczęszczane bagno, miedza i łąka, zapomniana kapliczka, fragment niewielkiego lasu na przedmieściach. Wszystkie te „nieuprawne obrzeża”, które tak obsesyjnie usuwamy z krajobrazu, a które upodobał sobie św. Franciszek z Asyżu. O. Zdzisław Kijas, franciszkanin, mówił, że człowiek musi się przesunąć, aby zostawić miejsce przyrodzie, aby mogła się tam rozwijać zgodnie ze swoją logiką. Zawiera się w tym postulat minimalizmu w przestrzeni (tj. minimalizmu ekologicznego). Nie musimy anektować i wypielęgnować każdego skrawka terenu, są w przyrodzie i w otoczeniu fragmenty a nawet spore ich części które nie powinny być zagospodarowane w ogóle. W odniesieniu do życia i środowiska przyrodniczego obowiązuje zasada: primum non nocere (z łac. po pierwsze, nie szkodzić). Nie podejmuje działań, jeżeli nie znam ich konsekwencji dla zdrowia, bogactwa przyrodniczego i ekosystemu.

Deficyt kontaktu z przyrodą

Jezus zachęcał, aby podziwiać lilie polne (w znaczeniu kwiaty), przekładając ich piękno ponad najwytworniejsze szaty Salomona (por. Mt 6,28). W przypowieściach zachęcał do obserwacji drzew, cyklów w przyrodzie, zmieniających się pór roku. Tymczasem większość nas nie widzi nawet słońca. Wiele racji miał Dostojewski pisząc, że człowiek jest paskudny i do wszystkiego się przyzwyczaja. Biegniemy z zamkniętymi oczami, chociaż „daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko. Tyle daje On i we śnie tym, których miłuje” (Ps 127,2). Warto te słowa przepracować.

aaW Stanach Zjednoczonych furorę robi od wielu lat książka Richarda Louva („Ostanie dziecko lasu. Jak uchronić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury?”, wyd. Relacja, Warszawa 2014). Autor pisze o znaczeniu zachwytu i konstruktywnej nudzie (sic!). Powołuje się na wyniki badań naukowych, co oznacza deficyt natury dla obecnej i następnych generacji. Wychowanie dzieci ma sprawić, aby były kreatywne, zaradne, przedsiębiorcze, miały w przyszłości kilka fakultetów, prestiżowy zawód, obiektywne osiągnięcia. Tymczasem robimy dokładnie wszystko, aby im to nie umożliwić. Odrywamy dzieci od ich naturalnego środowiska jakim jest przyroda, las, a nawet park. Bezpieczeństwo staje się społeczną obsesją. Jako swoistą rekompensatę i z wygody zapewniamy im tysiące elektronicznych rozpraszaczy, gadżetów i zabawek gotowych do użycia-zużycia. Organizujemy im cały wolny czas. Uczymy dzieci nadmiaru, zabijamy wyobraźnię, rezultatem jest: przesyt, brak koncentracji (zjawisko w St. Zjednoczonych wręcz kliniczne) i nuda. Tymczasem żadna z lekcji przyrody i biologii, poruszający film na Animal Planet, czy świetna skądinąd audycja Wajraka w TV, nie zastąpi godziny w towarzystwie rówieśników, spędzonej w dzikiej, nieuporządkowanej części parku, pełnej pogiętych drzew do wspinania.

Co możemy zrobić? Zachęćmy innych, aby nie kupować naszym dzieciom kolejnych zabawek. Wyrzućmy PRZYNAJMNIEJ połowę z nich. W duchu minimalizmu. Usuńmy telewizor z domu (konkretne bajki można zawsze udostępnić dziecku na innym nośniku, także tym „celulozowym”). Naukowcy podkreślają, że dziecko powinno mieć dziennie minimum 1 godzinę kontaktu z przyrodą, także w jej stosunkowo nieprzetworzonej formie. 1 godzina kontaktu dziecka z przyrodą każdego dnia! Tyle na początek.

Pochwała marnotrawstwa?

Nadmiar przedmiotów, obowiązków i spraw zamyka nas na świat, nie pozwala na zachwyt, oddala od natury. Czego może nas nauczyć tu duchowość chrześcijańska? Znaczenia „mniej”, ale w sposób bardziej uświadomiony. Pokorniej, aby nie brać wszystkich spraw na siebie. Spotkałem spowiednika, który zaproponował, aby wypisywać listę spraw priorytetowych i planów, następnie wykreślić połowę. Postulat rezygnacji nie oznacza wycofania się, ale przeorganizowanie swojego czasu, zwarcie szyków, akceptację granic. Uczy bezproblemowości i czułości tak zbawiennej w relacjach z innymi. Wrogiem skutecznego działania jest rozproszenie i rozdmuchane ego. Minimalizm pozwala rozeznać rzeczywisty potencjał tkwiący w nas i innych osobach. Jest źródłem satysfakcji, jaką można czerpać ze współodpowiedzialności, czyli uwolnienia się od obsesji kontroli wszystkich i wszystkiego. Pokora oznacza akceptację swoich „słabych i silnych stron”. Zachęca do zaufania innym, a w przypadku rozczarowania, do przebaczania. Nie jesteśmy nie zastąpieni, przyjdą po nas inni, być może lepsi (oby!).

Chrześcijaństwo zachęca do odnawiania prostoty, twórczego ubóstwa i kreatywności. W głowie mam kazanie w swoim parafialnym kościele. Teza: żeby się naprawdę zadziwić i zdumieć nad czymś, trzeba umieć tracić czas. Oto clue: marnowanie czasu. Kontemplacja. Słowo nadużywane w Kościele a w tzw. praktycznym życiu mocno podejrzane. Pójść na łąkę, tak bez celu, położyć się, stracić po ludzku (przeleżeć) nawet te kilka godzin i patrzeć, po prostu gapić się. Mądry, parafialny ksiądz, żaden Dominikanin, a trafił w sedno. Czy czymś innym nie jest adoracja? Pozornie się wtedy nic nie dzieje, bezruch, cisza, tylko ja-ON i ogromne marnotrawstwo czasu… a zarazem doskonały lek na nasz nad-aktywizm i przegadanie we wszystkich dziedzinach życia, w myśleniu, modlitwie i języku.

Zatem…

Małżonkowie niech marnują czas ze sobą. Księża z Panem Bogiem w modlitwie (poza rozpisanym harmonogramem dnia). „Ojcowie niech tracą czas ze swoimi dziećmi” najlepiej w przyrodzie (zachęta od samego papieża Franciszka). Traćmy więc czas, aby nieść pomoc ludziom i zwierzętom. Marnujmy go jak najwięcej na bezcelowe spacery, bieganie i obserwacje przyrody. Pozwalajmy sobie na „wylegiwanie się na zielonych pastwiskach” (por.  Ps 23, 1-2). Usiądźmy w plenerze przez piętnaście minut, tyle mniej więcej potrzebują dzikie zwierzęta aby oswoić się z naszą obecnością. Pozwólmy dać się zaskoczyć naturze, nawet tej zwykłej, dostępnej na co dzień, w mieście. A wykradzione w biegu życia chwile niech ulatują nam przez ręce… na nieustannej modlitwie.

Uspokójmy oddech. Żyjmy TERAZ. Nie planujmy. „Dosyć ma dzień swojej biedy”, przypomina dzisiaj Jezus (Mt 6,34). Tylko tyle. Aż tyle.

trawa

Postscriptum. Obszerne fragmenty na temat minimalizmu po chrześcijańsku z encykliki Laudato si’:

„[222.] Duchowość chrześcijańska proponuje alternatywny sposób rozumienia jakości życia i zachęca do prorockiego i kontemplatywnego stylu życia, zdolnego do głębokiej radości, unikając obsesji na tle konsumpcji… CHODZI O PRZEKONANIE, ŻE „MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ”… Stawanie w pogodzie ducha przed tym, co istnieje, choćby tego było niewiele, otwiera nam znacznie większe szanse na zrozumienie i spełnienie osobiste. Duchowość chrześcijańska proponuje rozwój wstrzemięźliwości i zdolności radowania się, mając niewiele. To powrót do prostoty, która pozwala nam się zatrzymać i docenić to, co małe, i dziękować za możliwości, jakie daje życie, nie przywiązując się do nich ani nie smucąc z powodu tego, czego nie posiadamy…

„[223.] Wstrzemięźliwość przeżywana świadomie i w wolności wyzwala nas. Nie jest gorszym życiem, nie jest mniejszą intensywnością, ale całkiem odwrotnie. W istocie tymi, którzy bardziej się rozkoszują i lepiej przeżywają każdą chwilę, są ci, którzy nie chcą wybierać tu i tam, nieustannie poszukując tego, czego nie mają, lecz doświadczają, co oznacza docenienie każdej osoby i każdej rzeczy, uczą się nawiązywać kontakt i potrafią się cieszyć z najprostszych rzeczy. W ten sposób potrafią pomniejszyć niezaspokojone potrzeby i zredukować zmęczenie i niepokój. Można mieć niewiele, a żyć intensywnie, zwłaszcza gdy jesteśmy w stanie odkryć inne przyjemności i odnajdywać satysfakcję w braterskich spotkaniach, usługiwaniu, w realizowaniu swoich charyzmatów, w muzyce i sztuce, w kontakcie z naturą, w modlitwie. Szczęście wymaga umiejętności ograniczenia pewnych potrzeb, które nas ogłuszają, i pozostawania w ten sposób otwartymi na wiele możliwości, jakie daje nam życie.

[225] Nikt nie może wzrastać w radosnej wstrzemięźliwości, jeśli nie jest pogodzony z samym sobą. Częścią właściwego zrozumienia duchowości jest poszerzenie naszego rozumienia pokoju. Jest on czymś więcej niż brakiem wojny. Pokój wewnętrzny osoby ma wiele wspólnego z troską o środowisko i dobro wspólne, ponieważ, jeśli są one przeżywane autentycznie, odzwierciedla się w nich zrównoważony styl życia w połączeniu ze zdolnością do zadziwienia, prowadzącą do głębi życia. Natura jest pełna słów miłości, ale jak je usłyszeć pośród ciągłego hałasu, niepokoju i roztargnienia czy też kultu powierzchowności? Wiele osób doświadcza głębokiej niestabilności, popychającej do wykonywania wszystkiego na pełnych obrotach, by czuły się zajęte, w ciągłym pośpiechu, i by tratowały wszystko wokół siebie. Ma to wpływ na sposób, w jaki traktujemy środowisko.Ekologia integralna wymaga, aby poświęcić trochę czasu na odzyskanie spokojnej harmonii ze stworzeniem, na refleksję o naszym stylu życia i naszych ideałach, na kontemplację Stwórcy, który żyje pośród nas i w tym, co nas otacza, a którego obecności «nie powinno się wytwarzać, lecz odkrywać, odsłaniać» [155].

[226.] Mówimy o pewnej postawie serca, przeżywaniu wszystkiego z pogodną koncentracją, umiejętności bycia przed kimś w pełni obecnym, nie myśląc o tym, co nastąpi później, o postawie tego, kto daje siebie w każdej chwili jako dar Boży, który powinien być przeżywany w pełni. Jezus uczył nas tej postawy, kiedy zachęcał nas, byśmy spojrzeli na lilie polne i ptaki powietrzne, lub gdy w obecności człowieka poszukującego «spojrzał z miłością na niego» (Mk 10, 21). On umiał być w pełni obecny wobec każdego człowieka i każdego stworzenia, i ukazał nam w ten sposób drogę przezwyciężenia chorobliwego niepokoju, który czyni nas powierzchownymi, agresywnymi i niepohamowanymi konsumentami…”

Źródło: franciszkanie.pl

29 września 2016|