Między manną a dobrobytem Echo Księgi Jozuego – IV Niedziela Wielkiego Postu

W czasach Jezusa istniała tradycja żydowska, według której Mesjasz powtórzy cud manny. Z pewnością Jezus znał tę tradycję, a ci, którzy byli świadkami cudownego rozmnożenia przez Niego chleba lub ustanowienia Eucharystii, zapewne rozpoznawali w tym wydarzeniu spełnienie zapowiedzi.

Manna miała wszelkie cechy minimum socjalnego. Po pierwsze, było jej niewiele. Uczeni wyliczyli, że produkcja manny na całym Półwyspie Synajskim mogła wynieść ok. 300 kg rocznie! W tamtej florze występuje drzewo, dochodzące nawet do 6 metrów wysokości, o nazwie tarfa, które wytwarza substancję nazywaną – „manna z nieba”. W okresie od maja do sierpnia z młodych pędów, nabrzmiałych od soków, przez otwory w korze, zrobione przez jeden typ owada (Gossyparia mannipara), spływają kropelki, które na otwartym powietrzu tężeją, a potem spadają na ziemię. Mają smak miodu, ale jej wartość odżywcza jest niewielka. Może stanowić raczej przyprawę niż suplement diety. Trzeba ją zbierać bardzo wcześnie, w przeciwnym razie zaczyna topnieć. Ciekawe, że pojawieniu się manny towarzyszyło sakramentalne pytanie powtarzane przez wszystkich: Co to jest?

To wszystko sprawiło, że po jakimś czasie Izraelici uznali, że Bóg źle się z nimi obchodzi:

„I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: «Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny»”.

(Lb 21,5)

Co gorsza, z sentymentem zaczęli wspominać obfitość stołów w domu niewoli:

„Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek. Tymczasem tu giniemy, pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widzą nic poza manną».

(Lb 11, 6-7)

Szemranie wydaje się czymś niewinnym, ale to jest jak syk węża. Niektórzy nawet nie widzą w nim grzechu. Wielu uważa, że człowiek wśród różnych praw ma także prawo do narzekań. Jak to możliwe, że Bóg przewidział tylko jeden gatunek drzewa, jeden gatunek owada, tylko jeden smak i jedno danie dla narodu, który wybrał. Tylko tyle?! Czy wybraństwo nie powinno obfitować w przywileje? Przecież wielu tak myśli o wybraństwie! Wielu wybranych wyraźnie artykułuje, czego ma nie być w ich życiu, a co powinno, albo wręcz, musi być! Znam księży, którzy uważają, że wolny dzień w tygodniu i tydzień ferii zimowych należy się im jak psu kość! Wielu wprowadziło stawki za posługi, bo uważa, że należy się im nie mniej niż konkretna kwota! Są tacy, którzy nie wyobrażają sobie, by mogli pracować w małej, wiejskiej parafii, bo czują się stworzeni tylko do katedr i bazylik.

Ale błędem byłoby myśleć, że szemranie jest domeną jedynie duchownych. Świeccy szemrzą równie często np. gdy nie mogą mieć dziecka, błędnie sądząc, że dziecko im się należy. A czy gdy dochodzi do strajków, nie słychać o „wybraństwie” służby zdrowia, górników, prawników, nauczycieli czy służb mundurowych? Każdy grupa zawodowa myśli o swoim „wybraństwie” i chce specjalnego traktowania. Podobnie jest z narodami. Polacy w nie mniejszym stopniu niż Żydzi myślą o sobie, że zostali wybrani przez Boga. Podobnie myślą Anglicy, Francuzi, Niemcy czy Amerykanie. Ludzie białej rasy codziennie podziwiają swoje wybraństwo w lustrze i z poczuciem wyższości myślą o „kolorowych”. Przykłady można by mnożyć, ale nie o to chodzi.

Ważniejsze jest pytanie: Czy „wybraństwo” daje jakiekolwiek prawo do szemrania? Czy po to było wyjście z domu niewoli, by wybrani zgrzeszyli szemraniem? Manna została oceniona przez Izraelitów jako pokarm mizerny. W oryginale jest powiedziane: pokarm nędzny, podły, nijaki. Coś, co nie powinno być podane człowiekowi. Współcześnie tak samo mówią miliony staruszków o wysłużonej emeryturze – pokarm mizerny! Miliony chorych podobnie oceniają swoje renty: manna- pokarm mizerny! Miliony świadczeniobiorców tak samo określają wszelkie zasiłki: manna– pokarm mizerny! Miliony samotnych matek mówią o alimentach: manna – pokarm mizerny! W języku polskim jest jedno określenie, które dobrze oddaje nasz pogardliwy stosunek do wszelkiego rodzaju „manny”. Mówimy, że coś jest „dziadoskie”: „dziadoska” emerytura, „dziadoska” renta, „dziadoskie” świadczenia, „dziadoskie” wsparcie, „dziadoskie” myślenie, „dziadoskie” wychowanie itp. Manna wydała się „dziadoskim” pokarmem. Wszystkim wydaje się dziwne, że Bóg startuje z czymś takim do człowieka. Z milionów ust codziennie wychodzi jakieś szemranie, jęk frustracji, niezadowolenia, rozczarowania itp. Manna to za mało. Kombatanci, bezdomni, bezrobotni, uchodźcy, dorośli, dzieci, zdrowi, chorzy, świeccy, duchowni, wierzący, niewierzący, wszyscy narzekają na mannę – pokarm mizerny. Nawet najbogatsi ludzie na ziemi nie są wolni od szemrania. Noszą je w sobie wszędzie.

Jak podaje Euzebiusz z Cezarei (ur. ok. 264, zm. ok. 340), Gilgal stało się pierwszą stolica Izraela, po przejściu Jordanu. Tam właśnie Jozue ustawił dwanaście kamieni i dokonał obrzezania mężczyzn (Joz 5,3). W tym miejscu zanikła manna, a zaczęły się pierwsze żniwa w historii Izraela. Izraelici przestają być wędrowcami i pielgrzymami. Zaczynają się osiedlać. Będzie to miało zarówno dobre, jak i złe strony. Owszem, pozbędą się towarzyszącego im ciągłego ryzyka i strachu. Będą smakować, czym jest własność. Przestaną żyć jak pielgrzymi, ale niestety szybko zaczną się instalować. Własność zacznie ich związywać i deprawować. Oczywiście pierwsze żniwa i zasiedlanie opustoszałych domów w Jerychu jeszcze tego nie zapowiadało, ale niestety tak się stanie. Stopniowo Izraelici będą się uzależniać od wszystkiego, co ich będzie otaczać. Ale od Boga zechcą się uwolnić. Upodobnią się do ościennych narodów. Będą małpować wszystkie grzechy pogan. Zamiast znaku sprzeciwu staną się znakiem zgorszenia. Miejsce jedynego Boga Jahwe zajmie panteon fałszywych bóstw i bożków. Niewolę zewnętrzną zajmie niewola serca, która dokona większych spustoszeń, niż wszyscy wrogowie zewnętrzni razem wzięci. Osiadły tryb życia nie ma w sobie nic złego, pod warunkiem, że nie staje się drogą do bogacenia się za wszelką cenę i nieopanowanej konsumpcji. Weszli do Ziemi Obiecanej nie po to, by zrezygnować z przymierza i tracić zaufanie do Boga. Niestety, dobrobyt powoli stawał się ich religią. Cieszyli się nim krótko. Okres zasiedlania Kanaanu, budowa królestwa, osiągnięcie dobrobytu i względnej stabilizacji był krótszy niż czas niewoli egipskiej.

Współcześnie ten problem jest nieporównanie większy niż w czasach Jozuego. Według ostatnich badań jeden procent Amerykanów jest właścicielem ponad połowy majątku całych Stanów Zjednoczonych a kilka procent najbogatszych ludzi naszej planety dysponuje 85 % całego majątku. Udowodnione zostało ponad wszelką wątpliwość, że człowiek, który zarabia tysiąc razy więcej niż statystyczny obywatel nie wydaje tysiąc razy więcej niż on. Nie kupuje tysiąc razy droższego chleba, ubioru czy samochodu. Kumuluje jedynie bogactwo, które nikogo nie karmi, nie leczy i nie kształci a na pewno nie uświęca. Ucieczka od manny w kierunku dobrobytu nie uszczęśliwia. Stwarza jedynie pozory szczęścia, rozbudza ciekawość i wszelkie chore pragnienia.

Jezus w Kazaniu na Górze (Mt 6, 27 -34) mówi:

„Nie troszczcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.”

   Czy my wierzymy w te słowa? Czy wydają się nam prawdziwe a przez to wiarygodne? Czy chcemy opierać na nich swoje wędrowanie przez tę piękną ziemię? Może już w chwili ich proklamacji uznajemy za grubą przesadę nie troszczyć się w ogóle, więc idąc tropem jednego z tłumaczy, na swój użytek dodajemy, żeby się troszczyć ale bez przesady. Ów tajemniczy tłumacz, a może kopista, dla sobie znanych powodów, dodał jedno słowo „zbytnio” i w ten sposób zmienił sens chrystusowej wypowiedzi. Nie miał do tego prawa, ale stało się i dopóki poszczególne Episkopaty nie poprawią tłumaczeń, kolejne pokolenia będą wprowadzane w błąd.

Ks. Ryszard K. Winiarski

5 marca 2016|