Ludzkość w obłędzie

W miarę budowy świata sprawiedliwości społecznej walka ras i płci się zaostrza.

Czy przytaczanie definicji słowa „kobieta” można uznać za mowę nienawiści? Już można. A czy jest nią stwierdzenie, że mężczyźni nie są kobietami? Oczywiście, bo to przejaw transfobii. Cała literatura europejska pełna jest nierówności na tle rasowym i płciowym, należy więc ją na nowo zinterpretować. Zrobi to za nas sztuczna inteligencja. Opornych, czyli przywiązanych do stereotypów kulturowych, czekać będzie publiczne zawstydzanie. Nie jest bowiem tak, że z problemem dyskryminacji już sobie poradziliśmy. Przeciwnie. Walka weszła na nowy poziom. Uniwersytety, media i wymiar sprawiedliwości wytropią najmniejszy przykład upierania się przy prawie zwanym kiedyś naturalnym.

Jeśli – droga Czytelniczko lub Czytelniku – czujesz się zdezorientowany tym, co przeczytałeś, masz problem. I koniecznie powinieneś zrobić sobie Test Utajonych Skojarzeń (IAT), który ma za sobą już 30 mln osób. Bo na pewno jesteś do kogoś uprzedzony, tylko jeszcze sobie z tego nie zdajesz sprawy.

Nowa „religia”

Nie jest to żart ani nowa wersja Orwella. Tak wygląda nasza cywilizacja, układana w paragrafy, obrastająca w „naukową” literaturę, kodeksy zachowań, nowy język. Witamy w XXI wieku. Nie da się ukryć – tak zwana ludzkość popadła w obłęd (jak w sztukach Witkacego) i na razie nie ma zamiaru udać się na terapię. Choć coraz więcej konserwatywnych komentatorów jej to zaleca. Na przykład Douglas Murray, autor książki „Szaleństwo tłumów”, który pokazuje, z jak niebezpiecznym zjawiskiem mamy do czynienia.

Nie ma już wojny Zachodu ze Wschodem, załamały się wielkie ideologie. Stare demokracje odwróciły się od

chrześcijaństwa, w to miejsce stworzyły nową religię praw człowieka, z dogmatami wprowadzanymi w życie w zawrotnym tempie. Jak zauważa Murray, walka o równouprawnienie kobiet trwała sto lat, homoseksualistów – kilkadziesiąt, natomiast osoby transseksualne potrzebowały na to zaledwie dekady. Tyle że słowo „równouprawnienie” nie oddaje istoty owej „religii”. Nie chodzi bowiem o to, co Martin Luther King nazywał marzeniem, by jego dzieci nie były osądzane na podstawie koloru skóry, ale cech charakteru. Przeciwnie, dziś rasa, płeć, tożsamość seksualna staje się podstawowym kryterium oceny człowieka. Parafrazując marksistowski dogmat: w miarę budowy świata sprawiedliwości społecznej walka ras i płci się zaostrza.

Zatrważające rzeczy dzieją się w szkołach i na uczelniach. Nie ma już edukacji, jest reedukacja. Studia nad płcią kulturową zapuściły głębokie korzenie, teraz na uniwersytetach od Anglii po Australię uruchamiane są… studia nad białością. Narodziła się nowa „dziedzina nauki, której celem jest ujawnianie niewidocznych struktur supremacji i uprzywilejowania rasy białej”. Walka ze stereotypami kulturowymi toczy się na wszystkich frontach – w socjologii, psychologii, filologiach. Nauki społeczne i humanistyczne ogarnia coraz większe szaleństwo. Ma ono znamiona przemocy nie tylko symbolicznej.

Douglas Murray przywołuje wydarzenia z amerykańskich uczelni, gdzie lewicowi studenci urządzali swoim – nie dość uświadomionym – wykładowcom seanse nienawiści na granicy linczu, filmowali je komórkami i wrzucali do sieci. Autor „Szaleństwa tłumów” cytuje znamienne słowa z manifestu współczesnych następców pokolenia ’68: „Prawda jest konstruktem Euro-Zachodu, mitem, zaś mówienie o niej to próba zatkania ust ludom uciśnionym”.

Obsesja na punkcie płci

Odpowiedź na pytanie, kto im zrobił „wodę z mózgu”, jest dość prosta. Nie tylko akademicy (przechodzący wcześniej stosowne intensywne szkolenia), także media i popkultura. Powstała cała branża żyjąca ze zwalczania stereotypów, czyli mówiąc po ludzku: negowania natury i kultury. Wystarczyło kilkanaście lat, czas dorastania autorów cytowanego manifestu, by zebrać owoc obfity. Bo ludzie, biegnąc w stadzie, już nie zastanawiają się, dlaczego biegną w danym kierunku.

W upowszechnieniu szaleństwa ogromną zasługę ma – umowna – Dolina Krzemowa, matecznik nowych technologii, który bynajmniej nie jest moralnie neutralny. To „kilka mil kwadratowych ze szczególną obsesją na punkcie płci, seksu i rasy”. Ale przede wszystkim z obsesją tworzenia algorytmów pozbawionych ludzkich uprzedzeń. Przez dwie dekady XXI wielu udało się komputerom wbudować zbiór postaw i sądów, których prawdopodobnie nigdy nie żywił żaden człowiek. „W interesie wykorzenienia ludzkich uprzedzeń ludzie nasycili uprzedzeniami cały system” – pisze Murray.

Wyszukiwarki nie przedstawiają bezstronnego obrazu świata, tylko wizję wypaczającą historię i narzucającą jej uprzedzenia z teraźniejszości. Poszukiwanie prawdy, odwieczny cel nauki, poświęcono na rzecz absurdalnej ideologii. Historię ludzkości, literaturę, sztukę prezentuje się według kryteriów politycznej poprawności. Dokładnie tak zmieniano historię sowieckiej rewolucji, dostosowując ją do aktualnych trendów. Okazuje się, że nie tylko w ustroju totalitarnym, ale i w dojrzałej demokracji prawda jest przeszkodą do pokonania. Autor „Szaleństwa tłumów” tak definiuje mechanizm algorytmów wymyślony w Krzemowej Dolinie: „Ludzie dostają coś, o co nie prosili, w ramach projektu, pod którym się nie podpisali, i realizacji celu, którego sobie nie życzą”.

Hamilton w spódnicy

Nie można oczywiście zapominać, że wyszukiwarki ktoś zaprogramował tak, a nie inaczej. Nad mediami zaś czuwają strażnicy nowej religii, niezmordowanie tropiący wyimaginowane fobie. I nikt nie może czuć się bezpieczny. Lewis Hamilton, mistrz Formuły 1, stał się obiektem zorkiestrowanego ataku, bo wrzucił do sieci filmik, na którym pokazuje swojego siostrzeńca przebranego za dziewczynkę – z niewłaściwym komentarzem. Zarzuty o transfobię i „umacnianie przestarzałych stereotypów genderowych” pojawiły się na pierwszych stronach gazet wraz z wezwaniem do odebrania Hamiltonowi Orderu Imperium Brytyjskiego. Nastąpiła cała seria przeprosin, kajania się, ale pomogła dopiero sesja zdjęciowa kierowcy bolida w spódnicy, zatytułowana: „Chcę się poprawić”.

W epoce mediów społecznościowych „tweety nie płoną”. Głupi żart, nieprzemyślany wpis, nawet szybko skasowany, może być podstawą do infamii. Murray przytacza wiele przykładów osób publicznych, które dopadła taka przeszłość. W tym świecie medialnych egzekucji można dostąpić przebaczenia, ale dopiero po spektakularnej samokrytyce, takiej, na jaką zdecydował się Hamilton. „Przebaczamy tylko tym, których lubimy, których poglądy nam pasują lub drażnią naszych wrogów” – pisze Murray. Taka jest natura mediów społecznościowych. Aby przeżyć, trzeba podporządkować się dogmatom nowej religii. Bez wątpliwości i nieprzemyślanych żartów.

Potrzeba wam nowych rodziców

Nikogo już nie dziwi fakt, że torysi głosowali za legalizacją związków homoseksualnych. Ale na tej drodze nie wolno się zatrzymywać. Teraz konserwatywni ministrowie nawołują do ułatwienia zmian płci w aktach urodzenia, zaś w szkołach „edukuje się” dzieci, że ich tożsamość płciowa jest płynna i biologia nie ma tu nic do rzeczy. Rząd Szkocji opracował instrukcję dotyczącą wspierania młodzieży transgenderowej, w której znajduje się następujący fragment: „Rodzice nie powinni wiedzieć, że dziecko chce mieszkać na wycieczkach z osobami przeciwnej płci”. Kiedyś był Pawka Morozow donoszący na ojca, dziś jego miejsce zajęła 9-letnia „transwestytka”, zatrudniona jako modelka w firmie specjalizującej się w modzie LGBT, która w sieci wygłasza apel: „Jak chcecie zostać transwestytą, a rodzice wam nie pozwalają, potrzeba wam nowych rodziców”.

W ciągu pięciu lat liczba skierowań dzieci do klinik genderu wzrosła w Wielkiej Brytanii siedmiokrotnie. To efekt edukacji relatywizującej proces ingerowania w biologię i psychikę dzieci. Ale także żniwo popkultury. Gwiazdy w rodzaju Barbary Walters czy Oprah Winfrey przeprowadzają wywiady z dziećmi, które zmieniły płeć, rekordy popularności bije serial dokumentalny „I am Jazz”, opowiadający o takim procesie.

Lekarze pod presją

Użycie na określenie tego, co się dzieje, słowa „szaleństwo”, najbardziej uzasadnia właśnie stosunek instytucji państwa, a zwłaszcza organizacji ponadnarodowych, do dokonywania zmian w sferze płci. ­Ideologia pseudorównościowa ma swoje dramatyczne konsekwencje. Dzieje się to przy akceptacji publicznej służby zdrowia, lekarze są obligowani, by podpisywać zobowiązanie, że „nie będą tłumić żadnych wyrazów tożsamości płciowej”. Rozwinął się już na tym procederze biznes medyczny, mnożą się konferencje „naukowe”, na których nie ma mowy o żadnych wątpliwościach. Przeciwnicy są wyśmiewani jako hamulcowi postępu. Niestety wraz z akceptacją dla zabijania dzieci i eutanazji, przestało obowiązywać przykazanie: „Po pierwsze – nie szkodzić”. W to miejsce zaczęła obowiązywać nieludzka nowa koncepcja „praw człowieka”.

Co może położyć kres temu szaleństwu? Książka Douglasa Murraya dostarcza wielu przykładów tego, jak wewnętrznie niespójny jest ruch LGBT i jak bardzo stał się zjawiskiem politycznym. To może być jeden z czynników prowadzących do otrzeźwienia. Ludzkość wielokrotnie już popadała w obłęd. Jak dotąd udawało jej się zawsze wracać do zdrowia.•

Źródło: www.wiara.pl
5 lipca 2020|