OPOWIADANIA O ŚW. JÓZEFIE

29 grudnia 2015 roku; Mądrość starożytnych chrześcijan; W cieniu piramid egipskich na początku V wieku napisano apokryf poświęcony św. Józefowi. Jest to traktat o dobrej śmierci. Dokument ten świadczy o kulcie św. Józefa. Autor posłużył się formą relacji o Józefie przekazaną przez samego Jezusa. Ten, bowiem, według autora, na Górze Oliwnej zebrał wokół siebie uczniów i opowiedział im historię swego ojca, który Go uznał za syna. Powtórzył szereg wiadomości zawartych w innych apokryfach o tym, że Józef był wdowcem i miał dzieci, o jego zmaganiu z przyjęciem Maryi, kiedy odkrył, że jest brzemienna, o ucieczce do Egiptu, o jego pracy zawodowej. Interesujące natomiast jest to, co mówi o jego chorobie i śmierci.

LEGENDY O ŚW. JÓZEFIE 1Józef miał otrzymać zapewnienie od anioła: W tym roku umrzesz. Ta wiadomość zatrwożyła Józefa, dlatego udał się do świątyni Pańskiej, by pokutować i modlić się. Modlitwa przytoczona przez autora jest refleksją nad tajemnicą śmierci i prośbą, by Bóg zabezpieczył drogę, po której dusza Józefa pójdzie do krainy zmarłych. Jest on, bowiem świadom, że złe duchy mogą ją zaatakować. Po powrocie do Nazaretu Józef zachorował i popadł w trwogę. Ten lęk wyraża w kolejnej modlitwie, pełnej bólu i niepewności. W niej aż dziesięć razy mówi:

  • Biada mi… Jest to rachunek sumienia z czynów, jakie były dziełem jego oczu, rąk, uszu, nóg, żołądka, ciała. W tych słowach przebija głęboka świadomość odpowiedzialności za wszystko, co człowiek czyni w swoimi życiu. Kończy ten rachunek sumienia poddaniem się woli Boga.

Następnie autor podejmuje opowiadanie Jezusa: Kiedy mój kochany ojciec, Józef, to powiedział, wstałem, podszedłem do niego, leżącego w trwodze swej duszy oraz swego ducha, mówiąc mu: „Bądź pozdrowiony, mój kochany ojcze Józefie, ty, którego starość jest szacowna i równocześnie błogosławiona„. On odpowiedział w wielkiej, śmiertelnej bojaźni, mówiąc Mi:

LEGENDY O ŚW. JÓZEFIE 2Bądź pozdrowiony wielekroć, mój kochany synu! Oto moja dusza uspokoiła się we mnie na krótki czas, gdy usłyszałem Twój glos. Po czym poprosił Jezusa, by wysłuchał jego grzechów.

Wysłuchaj mnie dziś, mnie twojego sługę, gdy Cię proszę, wylewając łzy przed Tobą:

  • Wyznaję, że serce wyrzuca mi zbyt ludzkie myślenie o Twojej Matce, bo jeszcze nie byłem wtajemniczony w to, że bez udziału mężczyzny poczęła syna. Wyznaję też, że raz poszarpałem Twoim uchem, gdy jeszcze byłeś dzieckiem. Józef kończy to wyznanie prośbą, by Jezus osądził go w imię swej dobroci.

Jezus słuchając tego wyznania rozpłakał się przy Józefie. Wyszedł do Matki zaniepokojonej nadchodzącą śmiercią męża. Jezus Ją uspokaja tłumacząc, że śmierć jest władczynią całej ludzkości i dlatego umrze Józef i umrze Ona, ale ta ich śmierć nie jest śmiercią, ale wiecznym życiem. Umrze również sam Jezus z powodu śmiertelnego ciała, które nosi.

LEGENDY O ŚW. JÓZEFIE 3Pięknie jest opisana scena, w której Jezus czuwa przy łożu Józefa. Oto Jego relacja: Ja zaś sam, moi kochani, usiadłem u jego głowy, a moja matka, Maryja, usiadła u jego stóp. Józef nie był już w stanie rozmawiać, ale patrzył na nich szeroko otwartymi oczyma. Kiedy zmagał się w agonii, Jezus trzymał jego ręce i nogi dłuższy czas. Wówczas Józef zobaczył nadchodzące duchy złe i ludzi, którzy umarli w grzechach. Błagał, więc Jezusa: Nie pozwól, by mnie zabrali.

Jezus wezwał do łoża umierającego jego synów i córki, aby pożegnali się z swym ojcem. W trakcie tego Jezus zobaczył zbliżającą się do domu śmierć oraz diabła. Razem z nimi szedł nieprzeliczony tłum ludzi nieszczęśliwych… Ten pełen grozy orszak widział również Józef. Widział, że czyhają na jego duszę. Józef zapłakał i wypełniony lękiem szukał schronienia… Wówczas Jezus wstał i pogroził diabłu i jego wspólnikom. Oni uciekli ze wstydem i wielką trwogą.

W tej godzinie Jezus zanosi do Ojca niebieskiego piękną modlitwę. Prosi Go, by wysłał Michała Anioła i Gabriela oraz cały chór anielski, który w eskorcie odprowadzi duszę Józefa w krainę śmierci. Słowa Jezusa odsłaniają tajemnicę miłosierdzia:

  • Ojcze, bądź miłosierny dla duszy mojego ojca Józefa, gdy przyjdzie do Twoich świętych rąk, bo jest to godzina, w której potrzebuje on miłosierdzia.

Po tych słowach Jezus przerwał swoją opowieść o umierającym Józefie i pouczył słuchających Go uczniów:

  • Mówię wam, moi czcigodni bracia i błogosławieni Apostołowie, iż każdy z ludzi, który się narodził na świat, który poznał dobro i zło (…) potrzebuje miłosierdzia mojego dobrego Ojca, gdy dojdzie do godziny śmierci i przebycia szlaku wędrownego do strasznego trybunału.

W jednej z wersji apokryfu jest mowa o tym, że śmierć widząc Jezusa czuwającego przy Józefie bała się wejść do mieszkania. Jezus obserwując jej zachowanie wyszedł i poprosił ją, by weszła i dokonała oddzielenia duszy od ciała. W tym opisie śmierć jest ukazana, jako służebnica Pańska, która wykonuje rozkaz Boga. Śmierć jednak zna potęgę Jezusa i dlatego szanuje Jego decyzję. Następnie Jezus wraca do opowieści:

  • Aniołowie wzięli jego duszę zawijając ją w prześcieradło z czysto jedwabnego bisioru. Aniołowie śpiewali, a Michał i Gabriel z rozkazu Jezusa strzegli duszy Józefa w drodze do Ojca.

Jezus podszedł do ciała, zacisnął powieki swego ojca i zamknął jego usta. Po czym zwrócił się do Mamy i do swojego przyrodniego rodzeństwa. Na wiadomość o śmierci Józefa wybuchł wielki płacz, w którym uczestniczył Nazaret.

Jezus namaścił ciało Józefa pachnącymi olejkami, odmawiając przy tym przepisane modlitwy. W namaszczeniu i owinięciu ciała pomagali Jezusowi aniołowie. Następnie Jezus odmówił nad ciałem swego ojca modlitwę, w której zaznaczył, że w rocznicę jego śmierci będzie sprawowana ofiara na jego grobie.

  • Otoczył też imię Józefa szczególnym błogosławieństwem zapewniając, że jeśli ktoś nada imię Józef swemu synowi, jego dom zostanie otoczony błogosławieństwem i nie nawiedzą tego domu ani głód, ani zaraza.

Opisany jest też pogrzeb ciała Józefa i płacz Jezusa. Po czym następuje bardzo ciekawa medytacja Jezusa nad tajemnicą śmierci:

O śmierci, która wzbudzasz wiele łez i liczne narzekania! To Pan dał tobie tę cudowną siłę. Nagana nie jest skierowana przeciw śmierci, ale przeciw Adamowi. Śmierć, bowiem nie wykonuje niczego bez rozkazu mojego Ojca.. (…) To mój dobry Ojciec posyła ją do człowieka. Ona wypełnia rozkaz Boga. (…) Cóż mi przeszkadza, bym prosił mojego dobrego Ojca, aby posłał mi duży wóz świetlisty, na którym położyłbym mojego ojca, tak iżby nie skosztował w ogóle śmierci; abym spowodował zabranie go w ciele, w którym się urodził, do miejsca spoczynku i by przebywał w nim z moimi bezcielesnymi aniołami. Ale z powodu przestępstwa Adama przyszły srogie cierpienia na całą ludzkość wraz z koniecznością śmierci. Skoro noszę to cierpiętliwe ciało, to muszę zakosztować w nim śmierci i zlitować się nad nim ze względu na ludzką naturę, którą stworzyłem. Po tych słowach złożono ciało Józefa do grobu.

Autor stara się wyjaśnić nieuniknioną konieczność śmierci. Śmierć jednak w jego spojrzeniu jest bardzo podobna do Siostry śmierci, o której mówił św. Franciszek z Asyżu. Dobra Siostra śmierć. Ona z polecenia Boga dokonuje wielkiego dzieła, dysponuje potężną mocą i przeprowadza ludzi do królestwa Bożego. Dopiero zmartwychwstanie regeneruje ciało i ducha człowieka oraz uzdalnia go do wejścia do nieba.

Cały apokryf jest nastawiony na przekazanie chrześcijańskiej instrukcji dotyczącej zachowania w obliczu śmierci zarówno umierającego, jak i jego otoczenia. Wzorem jest tu św. Józef, oraz towarzyszący mu Jezus. Kościół ogłosił św. Józefa patronem dobrej śmierci i w ten sposób umocnił jego kult. Czytając ten apokryf można przejść na pozytywne myślenie o śmierci, jako o dobrej nowinie, czego często w naszym świecie brakuje.
Źródło – Święci, Świątobliwi -Rozważania, opowiadania -Tradycje, Liturgia, autor Ks. Edward Staniek


Jak św. Józefa opisywano w starożytności?

Radio Watykańskie – 02.01.2011 21:09, aktualizacja 02.01.2011 22:18

No to już po świętach… A skoro tak uroczyście uczciliśmy Pana naszego, Jezusa Chrystusa narodzonego w betlejemskim ubóstwie, jeśli ponownie wstąpiła w nas odrobina nadziei na odkupienie świata i gotowości do życia godnego synów i córek Bożych, kiedy już zjedliśmy tego nieszczęsnego karpia i też roladę makową, gdy odśpiewaliśmy stosowne kolędy i dobrze nam było w rodzinnym gronie, jeśli wreszcie odpoczęliśmy po tym nieco, to teraz posłuchajmy przez chwilę o największym bodajże milczku wśród wszystkich świadków misterium Zbawienia.

O świętym Józefie, zatem mówić będziemy, o Oblubieńcu Najświętszej Maryi Panny. A że kultowi Matki Bożej w naszych audycjach poświęciliśmy już kiedyś obszerne miejsce, i że o Panu naszym Jezusie Chrystusie mówimy zawsze, to teraz – choćby dla równowagi – niech będzie o tym, jak na Opiekuna Pańskiego patrzyli nasi bracia i siostry w starożytności chrześcijańskiej, co o nim mówili i jak go czcili.

Jak zwykle najpierw są ewangelie, te kanoniczne, w których spotykamy Józefa, jako tego, które dzielnie służy za sprawiedliwego towarzysza Maryi, jako wizjonera mającego dziwne sny i wykonawcę Bożych wyroków przekazywanych mu przez anioła, milcząco zdziwionego tym, co go spotkało, nieobecnego przy Poczęciu i zaledwie asystującego przy Narodzeniu. Potem niemniej ofiarnie Józef zabiera całą tę swoją Świętą Rodzinę do Egiptu, co wcale nie miało być wycieczką, ale właśnie ucieczką przed siepaczami Heroda. A wreszcie, tak jak milcząco służy na tych pierwszych kartach Ewangelii, tak też bez jednego słowa z niej znika i nic więcej o Józefie ze Świętej Księgi się nie dowiemy.

Posłuchaj rozważania o. Rafała Zarzecznego SJ: http://www.deon.pl/religia/swiety-patron-dnia/art,181,jak-sw-jozefa-opisywano-w-starozytnosci.html

Za to we wczesnochrześcijańskiej literaturze apokryficznej świętego Józefa spotykamy na poczytnym miejscu już w tak zwanej Protoewangelii Jakuba z połowy drugiego wieku, będącej najciekawszym bodaj przykładem narracji o Bożym Narodzeniu; czytaliśmy ją już kiedyś w naszych audycjach. O Józefie sporo mówi także apokryficzna Ewangelia Pseudo-Mateusza, spisana chyba w V wieku, oraz Ewangelia Dzieciństwa Pana, jakoby autorstwa św. Tomasza, gdzie Józef nie wypada najlepiej, obok zresztą całkiem przemądrzałego Jezusika: to tam mały Zbawiciel lepi ptaszki z gliny i arogancko odpowiada swemu przybranemu ojcu, który zupełnie nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi.

Jest też pewien tekst zwanyLegendą o Józefie Cieśli”. W istocie jest on opowieścią osnutą na biblijnych motywach i włożoną w usta samego Chrystusa, który na Górze Oliwnej wyjaśnia Apostołom tajniki swojego życia; gatunek nota bene w literaturze apokryficznej popularny, tutaj wykorzystany dla opowieści o świętym Opiekunie. Tekst ten, spisany po grecku już w głębokiej starożytności, do naszych czasów zachował się w przekładzie na język koptyjski. Był, zatem znany w środowisku egipskim, które od zawsze charakteryzowało się szczególną maryjnością, nic zatem dziwnego, że na „tapetę” wzięto także Jej czystego Oblubieńca. Tłumaczenia utworu dokonano pewnie pod koniec IV wieku. Chociaż Legenda ta jest prosta w swej wymowie i konstrukcji, i chociaż widzimy w niej niespójności, to jednak jest też przykładem całkiem udanej próby wyjaśnienia tego, co w ewangeliach kanonicznych nie zostało dopowiedziane, ale bez zbytniego naginania świętego tekstu, bez jego teologicznej deformacji, tak by nakarmić pobożność, zaspokoić ciekawość i zarazem przekazać zdrową naukę Kościoła.

Święty Józef został w niej przedstawiony, jako czcigodny wdowiec z Betlejem, samotnie wychowujący małe jeszcze dzieci, którego kapłani z Jerozolimy zeswatali z maleńką jeszcze Maryją, oddaną im na wychowanie. W Legendzie o Józefie Cieśli czytamy, zatem o ich zaślubinach zgodnie z obyczajem żydowskim i o tym, jak po dwóch latach się okazało, że Maryja jest w stanie błogosławionym, a Józef nie wiedział, co robić, bo przecież dziecko nie było jego. Potem jest ewangeliczny sen z aniołem w roli głównej i wyprawa do Betlejem w czasie spisu powszechnego, a wreszcie Boże Narodzenie przy grobie Raheli, żony patriarchy Jakuba. Po powrocie z egipskiego wygnania do Nazaretu Zbawiciel szanuje swego przybranego ojca, jest mu posłuszny i darzy go szczerą miłością.

A potem przychodzą dni śmierci Józefa, jak postanowiono każdemu człowiekowi. I tu się zaczyna część Legendy o świętym Józefie najbardziej oryginalna. Oto, bowiem anioł zapowiada mu rychłą śmierć, więc idzie stary już Józef do Jerozolimy i pięknie modli się przed ołtarzem Pana, prosząc by anioł Boży był przy nim w godzinie odejścia z tego świata. Potem zachorował i umarł z modlitwą na ustach, opłakiwany przez Maryję i Jezusa, a jego przejście to opis prawdziwej walki, jaką aniołowie światła i ciemności toczą o duszę Oblubieńca, zresztą bardzo ciekawy i przepełniony apokaliptyczną symboliką.

Bo oto na przykład Jezus widzi w zachwyceniu, jak aniołowie wzięli duszę Józefa i zawinęli ją w prześcieradło z czystego jedwabiu, a Michał i Gabriel nad nią czuwali, podczas gdy inni aniołowie wyśpiewywali psalmy. Do opisu chwalebnego odejścia Józefa dodano jeszcze zapowiedź wielu łask, jakie niechybnie spadną na każdego, kto uczci świętego w dniu jemu dedykowanym, czyli 26 egipskiego miesiąca epep, czemu odpowiada 2 sierpnia w kalendarzu gregoriańskim. Bo Józef miał wypełnić swoim życiem odwieczny plan Boży, przygotowany od założenia świata, plan towarzyszenia Jezusowi w Jego ziemskiej egzystencji, miał być świadkiem wcielenia i narodzenia Boga przedwiecznego, Jego opiekunem i pomocnikiem. Bo cała historia świata to dzieje Zbawienia, w co szczerze wierzymy, nawet, jeśli – tak jak Józef – nie zawsze o tym głośno mówimy.

Dlaczego właśnie św. Józef został mężem Maryi?

*** Na podstawie publikacji ze strony: http://www.polskokatolicki.pl

 Jak głosi tradycja chrześcijańska, Najświętsza Maryja Panna spędziła swoje lata dziecięce w świątyni jerozolimskiej. Kiedy jednak minął ten okres Jej życia, kapłani zdecydowali, iż nie może tam dłużej przebywać i powinna, podobnie jak wszystkie niewiasty izraelskie, wyjść za mąż. Wśród teologów katolickich panuje przekonanie, że małżeństwo św. Józefa z Maryją nie było dziełem przypadku, ale nastąpiło na skutek wyraźnej ingerencji Bożej.

Dowiadujemy się o tym z apokryfów nowotestamentowych. Bowiem spośród sześciu apokryfów, z których wzięły początek legendy o życiu Opiekuna Syna Bożego — aż trzy stwierdzają jednoznacznie, że na męża Maryi został on wybrany przez publicznie dokonany cud. Jest to jedno z niewielu stwierdzeń dotyczących osoby św. Józefa pochodzące prawdopodobnie z autentycznej tradycji kościelnej pierwszych wieków.

W Protoewangelii Jakuba 8 czytamy „Anioł Pański stanął przy nim (przy arcykapłanie) i rzekł do niego: Zachariaszu, wynijdź i zawołaj wdowców spośród ludu, a niech każdy przyniesie gałązkę, bowiem któremu z nich objawi Pan, tego żoną będzie (Maryja)… On zaś otrzymawszy gałązki wszystkich, wszedł do świątyni i modlił się. A gdy ukończył modły, wyszedł i zwrócił im gałązki, jakie od nich wziął, i nie było na nich znaku. Ostatnią gałązkę wziął Józef i oto gołębica wyleciała z gałązki i wzleciała na głowę Józefa. I rzekł kapłan: Ty jesteś wybrany losem, abyś pełnił opiekę nad dziewicą Pańską”.

Autor innego apokryfu przedstawia problem cudownego wyboru Józefa jeszcze barwniej i bardziej żywo. Pisze, bowiem, że — zwracając się do zgromadzonego ludu — „kapłan rzekł: Jutro każdy, kto nie ma żony, niech przyjdzie i przyniesie laskę w ręce… (A gdy to nastąpiło) Pan rzekł do niego: Wszystkie te laski połóż w miejscu świętym i niech tam pozostaną. Rozkaż wszystkim, żeby jutro powrócili i odebrali laski. Z końca laski jednego wyleci gołąb i uniesie się ku niebu. Ten, którego laska trzymana w ręku da taki znak, stanie się opiekunem Maryi. Następnego dnia… najwyższy kapłan wszedł do miejsca świętego świętych i ukazał laski tłumowi. A kiedy rozdał laski i z żadnej z nich nie wyleciał gołąb…, zjawił się anioł i powiedział: Jest tu bardzo mała laska, na którą nie zwróciłeś uwagi… Była to laska Józefa, którą postanowiono wyłączyć, ponieważ był starcem; on sam zresztą bojąc się, że będzie musiał przyjąć Maryję, nie zamierzał upominać się o laskę. W chwili, gdy wyciągnął rękę, żeby wziąć laskę, natychmiast z jej końca wyleciał gołąbek bardziej biały niż śnieg i wzniósł się ku niebu… A kapłani powiedzieli do niego: Weź ją!” (Ewangelia Pseudo Mateusza 8).

Autor najpóźniejszego dzieła w tej dziedzinie, zawierającego również wzmianki o wyborze św. Józefa, dokonuje selekcji fragmentów z wcześniejszych apokryfów, chociaż w niektórych miejscach różni się wyraźnie od źródeł. Tak, więc w apokryfie czytamy m.in.: „Kiedy wszyscy pogrążyli się w modlitwie, najwyższy kapłan poszedł według zwyczaju poradzić się Boga… (Wówczas) z wyroczni i dziedziny łaski dał się słyszeć głos, że zgodnie z proroctwem Izajasza, trzeba poszukać człowieka, któremu Dziewica Maryja powinna być powierzona i poślubiona. Jasne jest przecież to, co powiedział Prorok: Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, a pęd z jego korzeni wyda owoc. I spocznie na nim Duch Pana; Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch poznania i bojaźni Pana. I będzie miał upodobanie w bojaźni Pańskiej (Iz 11, 1-3a). Na podstawie tego proroctwa (arcykapłan) nakazał, żeby wszyscy nieżonaci a zdolni do małżeństwa mężczyźni z domu Dawida przynieśli do ołtarza laski. Właściciel laski, na której po przyniesieniu zakwitnie kwiat, a na jej końcu usiądzie Duch Pański w postaci gołębia, będzie tym, któremu powinna zostać powierzona i poślubiona Dziewica… Wszyscy przynieśli laski, tylko Józef nie dał swojej… A kiedy przyniósł laskę i pojawiła się gołębica z nieba i siadła na jej końcu, dla wszystkich stało się jasne, któremu ma być poślubiona Dziewica (Maryja)” (Ewangelia „O narodzeniu Maryi” 7-8).

Można nadać interpretację biblijną przytoczonym tutaj opowiadaniom apokryficznym. Jest, bowiem bardzo prawdopodobne, że powstały one w oparciu o przytoczoną w księdze Liczb relację o zakwitnięciu laski Aarona. Czytamy tam, bowiem, że — zwracając się do Mojżesza — powiedział Bóg: „Zakwitnie laska tego męża, którego sobie wybiorę…, a wszyscy książęta dali mu laski, po jednej na jeden ród, razem, więc dwanaście lasek. Laska Aarona była między ich laskami. Mojżesz zaś, położył laski przed Panem w Namiocie Świadectwa. A gdy nazajutrz wszedł Mojżesz do Namiotu Świadectwa, oto laska Aarona z domu Lewiego, wypuściła pączki i wydała kwiat i dojrzałe migdały” (Lb 17, 20-23).

Nie da się wprawdzie zaprzeczyć, że zarównoProtoewangelia Jakuba„, jak i „Ewangelia Pseudo-Mateusza„, czy wreszcie „Ewangelia o narodzeniu Maryi„, zawierają błędy. W pewnym jednak sensie są prawowiernymi. Zostały, bowiem napisane w dobrej wierze, by dać zbudowanie i podtrzymać pobożność. Nie należy też się dziwić wyborowi gołębicy, jako symbolu Ducha Świętego. Starając się, bowiem naśladować Ewangelie kanoniczne, autorzy apokryfów nie wahają się posługiwać autentycznymi wydarzeniami i symbolami. Stąd też naśladują te fragmenty ksiąg autentycznych, w których Ewangeliście ukazują „Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął” (Mt 3, 16) na Chrystusie.

Czy rzeczywiście w cudowny sposób Pan Bóg dokonał wyboru św. Józefa na męża Maryi?

Mamy wprawdzie wyraźny dowód, że przytoczone fragmenty apokryfów przeczą sobie nawzajem, co jest ciężkim uchybieniem wobec prawdy historycznej. Jest jednak bardzo możliwe, że mamy tu do czynienia z wydarzeniem przechowywanym w najstarszej tradycji kościelnej, któremu udało się przetrwać wiele fałszywych opowiadań pierwotnych legend. Wydaje się również nie tylko i prawdopodobne, ale nawet wskazane, że Bóg musiał użyć nadzwyczajnych znaków, by połączyć Józefa z Maryją i w ten sposób przygotować największe wydarzenie w dziejach Zbawienia — Wcielenie swego Syna, Jezusa Chrystusa.

Literatura i sztuka chrześcijańska nadała tym opisom realne kształty. Już na średniowiecznych obrazach przedstawiających Oblubieńca Bogarodzicy, św. Józef trzyma w ręce kwitnącą laskę. Źródłem takiego właśnie wyobrażenia — czego nie trudno się domyśleć — jest wspomniana „Ewangelia o narodzeniu Maryi”. Z czasem jednak zamiast kwitnącej laski spotkać można w ręce Józefa lilię — symbol czystości. Współcześnie lilia jest powszechnie przyjętym symbolem na posągach i obrazach przedstawiających św. Józefa.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: http://www.polskokatolicki.pl

LEGENDY O ŚW. JÓZEFIE 4Opracowano na podstawie dzieła niemieckiej mistyczki i zakonnicy, błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich, pt.: „Żywot i bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Matki Jego Maryi”.

Źródło (link): http://pasja.wg.emmerich.fm.interiowo.pl/zycie_jezusa168.htm

Poniżej przywołano opis z rozdziału – „Najświętsze wcielenie” – Święty Józef zaślubia Najświętszą Maryję Pannę. Objawione Annie Katarzynie Emmerich wizje potwierdzają niektóre z zapisów przedstawione wcześniej w przywołanych apokryfach.

(…)

Razem z Maryją miano jeszcze 7 innych dziewic zwolnić ze świątyni, by je za mąż wydać. Święta Anna była z tej przyczyny w Jerozolimie u Maryi. Nie chciała ona świątyni opuścić, lecz oznajmiono jej, że musi poślubić męża. Widziałam sędziwego kapłana, który chodzić już nie mógł, jak go niesiono do miejsca najświętszego. Składano ofiarę kadzenia. Ów kapłan siedząc, modlił się z rolki, a wśród widzenia spoczęła ręka jego na owym miejscu księgi proroka Izajasza, w którym napisano jest o korzeniu Jessego, z którego różdżka wyjdzie (Jesse 11,1.) Potem widziałam, że wszystkich mężów z pokolenia Dawidowego w kraju zawezwano do świątyni.

Przybyło mnóstwo w szatach świątecznych, którym Maryję przedstawiono. Widziałam wśród nich jednego z okolicy Betlejem, młodzieńca bardzo pobożnego, który zawsze gorąco modlił się o to, by do przyjścia Mesjasza mógł się przyczynić. Pragnął gorąco poślubić Maryję. Lecz gdy Maryja płakała, żadnego nie życząc sobie męża, widziałam, że arcykapłan każdemu z tych mężów podał gałązkę i że każdy swą gałązkę podczas modlitwy i ofiarowania w ręku trzymać musiał. Potem złożono wszystkie gałązki w miejscu najświętszym gdyż ten, którego by gałązka zakwitła, miał zostać mężem Maryi. Tymczasem ów młodzieniec, w jednym z przysionków świątyni, wołał z rozszerzonymi ramionami do Boga i płakał bardzo, gdy ani jego gałązka, ani też żadna inna nie zakwitła. Potem opuścili mężowie świątynię, a zaś ów młodzieniec, poszedłszy na górę Karmel, gdzie od czasów Eliasza zawsze pustelnicy mieszkali, żył tutaj, modląc się o przyjście Mesjasza.

Widziałam, że kapłani jeszcze raz w rozmaitych szukali rolkach, czy czasem jeszcze nie istnieje, jaki potomek Dawida, który się nie stawił. Ponieważ zaś w rolkach sześciu braci z Betlejem, jako pochodzących od Dawida, naznaczonych było, z których jeden był nieznany i wszelkie wieści o nim zaginęły, przeto dowiadywali się o niego, i w ten sposób wykryli miejsce pobytu Józefa, który 6 mil od Jerozolimy, przy Samarii w pewnej małej miejscowości nad rzeczką pracował pod innym majstrem, jako cieśla. Mieszkał tutaj sam jeden w pewnym domku nad wodą. Doniesiono mu, iż do świątyni przybyć musi. Przyszedł w swym najlepszym, ubiorze. Dano mu również gałązkę, a gdy ją na ołtarz chciał położyć, wykwitł z jej czubka biały kwiat, podobny do lilii. Widziałam światłość, jakby Ducha św., na niego zstępującego. Zaprowadzono potem Józefa do komory, w której była Maryja, a ona przyjęła go, jako męża swego.

(…)

ŚMIERĆ JÓZEFA

JEZUS I MARYJA PRZENOSZĄ SIĘ DO KAFARNAUM.

Im więcej zbliżał się czas, w którym Jezus miał rozpocząć Swój urząd nauczycielski, widziałam, że coraz więcej oddawał się samotności i rozmyślaniu.

Gdy Jezus dochodził do trzydziestego roku życia, Józef opadał coraz bardziej na siłach, a Maryja wraz z Synem znajdowała się często przy nim. Maryja siedziała niekiedy przed łożem na ziemi, albo na niskiej, okrągłej płycie o trzech nogach, której najniezawodniej używano także za stół. Rzadko widziałam, aby jedli; gdy zaś jedli, albo przynosili Józefowi posiłek do łóżka, były to jakieś trzy białe skibki, około dwa palce szerokie, podłużnie graniaste, na talerzyku ułożone, lub małe owoce w miseczce; dawali mu również pić z dzbanka.

Gdy Józef umarł, siedziała Maryja w głowach jego łóżka, trzymając go na rękach. Jezus zaś stał przy jego piersiach. Pokój przepełniony był światłością i aniołami. Ręce jego ułożono w kształcie krzyża na piersiach, następnie owinięto ciało białym prześcieradłem, położono do wąskiej trumny i złożono w bardzo pięknej grocie, którą Józef od jakiegoś poczciwego człowieka był otrzymał. Prócz Maryi i Jezusa postępowało za trumną tylko kilkoro ludzi. Widziałam jednak, że trumna była otoczona blaskiem i aniołami. Chrześcijanie przenieśli później ciało Józefa do grobu do Betlejem. Zdaje mi się, jakoby wciąż tam jeszcze leżał nienaruszony.

Śmierć Józefa

Józef musiał umrzeć przed Jezusem, byłby, bowiem nie przeniósł na sobie Jego męki i śmierci krzyżowej. Był za słaby i pełen niezmiernej miłości. Wiele cierpiał przez to, że żydzi różnymi skrytymi podstępami prześladowali Jezusa od 20go do 30go roku życia Jego. Nie mogli patrzeć na Niego i mówili z przekąsem, że Syn cieśli chce zawsze wszystko lepiej wiedzieć, ponieważ często sprzeciwiał się nauce Faryzeuszów i miał przy Sobie tyle przywiązanej do Niego młodzieży.

Również ucierpiała wiele Maryja przez te prześladowania. Te boleści zdawały mi się zawsze być większe niż rzeczywiste męczarnie. Niewypowiedzianą była miłość Jezusa, z jaką znosił, jako młodzieniec, prześladowanie i złość żydów.

Po śmierci Józefa przeniosła się Maryja z Jezusem do małej wioski o kilku domach, leżącej między Kafarnaum a Betsaidą. Dom, w którym zamieszkali, ofiarował im pewien mąż z Kafarnaum, imieniem Lewi, który św. Rodzinę wielce ukochał. Dom ten stał na osobności, otoczony ze wszystkich stron rowem pełnym wody. Również pozostawił tam Lewi ludzi do posługi; pożywienie zaś nadsyłał z Kafarnaum. Do tej miejscowości przyszedł później ojciec Piotra, kiedy synowi oddał rybołówstwo w Betsaidzie.

Jezus miał już pomiędzy młodzieńcami z Nazaretu kilku zwolenników; ci Go jednak zawsze odstępowali. Chodził z nimi po kraju, około jeziora, a nawet do Jerozolimy na święta. Rodzina Łazarza z Betanii znała się już ze świętą Rodziną. Faryzeusze z Nazaretu nazywali Jezusa włóczęgą i pałali ku niemu gniewem. Aby więc bez przeszkody ze strony tychże mógł zgromadzać i pouczać Swoich słuchaczów, oddał Mu Lewi swój dom. W okolicy Kafarnaum nad jeziorem było wiele urodzajnych i przyjemnych dolin. Żniwa były tu kilka razy do roku, przy tym przecudna zieleń, owoce i kwiaty.

Wielu znakomitych żydów miało tu swoje ogrody i pałace, także i Herod. Żydzi za czasów Jezusa podupadli moralnie; odstąpili od obyczajów swoich przodków, skutkiem handlu, który prowadzili z poganami. Kobiety nie wychodziły nigdzie, nawet do robót w polu, chyba bardzo ubogie, które zbierały kłosy. Widzieć je można było tylko podczas świąt w Jerozolimie lub w miejscach modlitwy. Uprawą roli i wszelkimi zakupywaniem zajmowali się tylko niewolnicy. Widziałam wszystkie miasta w Galilei; tam, gdzie teraz znajdują się, zaledwie trzy miejscowości, było dawniej ze sto, i to bardzo zaludnionych.

(…)

CIEKAWOSTKA DOTYCZĄCA DOMU ŚWIĘTEJ RODZINY Z NAZARET

ŚWIĘTY DOMEK W NAZARET

Domek w Nazaret, który Anna urządziła dla Maryi i Józefa, był Anny własnością. Ze swego mieszkania mogła tam dotąd bocznymi drogami, niewidziana od nikogo, zajść w przeciągu pół godziny. Domek stał niedaleko bramy; z przodu było małe podwórze, a w pobliżu stała studnia, do której się schodziło po kilku stopniach. Leżał on przy pagórku, nie był jednak wbudowany, lecz dzieliła go od niego z tylnej strony wąska droga, z pagórka skopana, a u góry wychodziło na pagórek małe, drzewem wykładane okno.

Tylna część domku miała trzy kąty, leżała też wyżej aniżeli przednia część. Dolna część stała w skałach, zaś górna lżej murowaną była. W tej tylnej części była sypialnia Maryi, tutaj też zwiastował jej Anioł.

Bazylika Zwiastowanie w Nazaret

Ta izdebka miała, wskutek poustawianych naokoło murów plecionych ścian ruchomych, grubszych od zwyczajnych cienkich, parawanów, formę półokrągłą. Do andrutów podobne desenie były w niewplecione, użyto też podczas plecenia rozmaitych kolorów, by desenie wydobyć. Łóżko Maryi stało po prawej stronie, poza plecionym parawanem. Po lewej stronie stały szafeczka i mały stół ze stołkiem; było to miejsce, gdzie św. Dziewica się modliła.

Miejsce to było oddzielone od reszty domku kominkiem. Kominek ów składał się z muru o kilku stopniach, z którego środka, nad nieco wywyższonym ogniskiem wychodził dymnik, aż pod dach, Dach ów miał u góry otwór, zaś koniec dymnika tworzyła na dwór wychodząca rura, nad którą znajdował się mały daszek. Widziałam, że później na czubku dymnika wisiały dwa małe dzwonki. Z prawej i lewej strony, obok dymnika, prowadziły ponad ukosem wznoszącymi się schodami o trzech stopniach drzwi do izby Maryi. W kominie były rozmaite otwory, a w nich małe naczynia, które jeszcze w Loretto widzę. Za kominem była ustawiona belka z drzewa cedrowego, do której jedna ściana komina przybudowaną była.

Od tej prosto stojącej belki prowadziła belka poprzeczna do środka muru tylnego, a w tę belkę poprzeczną znowu inne belki z obu ścian bocznych prowadziły. Te belki były niebieskawe, a żółte ozdoby znajdowały się na nich. Pomiędzy nimi widzieć było można dach, wyłożony wewnątrz wielkimi liśćmi i matami, przyozdobionymi na trzech, narożnikach gwiazdami. Gwiazda, znajdująca się na środkowym rogu, była wielką jak jutrzenka. Później więcej było gwiazd na matach, którymi dach był wewnątrz wyłożony. Nad poziomą belką prowadzącą od dymnika do ściany tylnej, było w pośrodku okno, a pod oknem przytwierdzona była lampa. Pod dymnikiem leżała także belka. Dach nie był spiczasty, ani wysoki, lecz tak spłaszczony, że dokoła poza krawędzią chodzić było można. Czubek dachu był zupełnie płaski, tędy wychodziły na dwór dymnik i rura, nad którą był mały daszek.

Gdy święta Dziewica wyprowadziła się po śmierci Józefa w pobliże Kafarnaum, pozostawiła domek święty pięknie przystrojony, jak święty modlitewnik, często też z Kafarnaum tam przychodziła, by odwiedzić miejsce, na którym wcielił się, Jezus Chrystus i by się pomodlić. Piotr i Jan, ilekroć przyszli do Palestyny, zawsze wstępowali do domku w Nazaret i w nim konsekrowali. Tam, gdzie było ognisko, stał ołtarz. Szafeczka, której używała Maryja, było miejscem do przechowywania Przenajświętszego Sakramentu i stała na ołtarzu.

Śmierć Św. Józefa

Już często miałam widzenie o przeniesieniu świętego domku do Loretto. Długi czas nie chciałam w to wierzyć, lecz zawsze znowu to widzenie miałam. Widziałam, jak siedmiu Aniołów unosiło domek ponad morzem. Nie miał spodu, lecz lśniło się pod nim od światła. Po obu stronach domku były jakby antaby. Trzej Aniołowie po jednej, trzej po drugiej stronie domek unosili. Jeden unosił naprzód, otoczony wielką jasnością.

Przypominam sobie, że tylna część domku z kominkiem, z ołtarzem Apostołów i okienkiem do Europy przeniesioną została, a myśląc o tym, zdaje mi się, jakoby reszta w nieco niebezpiecznej postawie przy tym wisiała, jakby zapaść się miała. Widzę w Loretto także krzyż, który święta Dziewica w Efezie miała, a który z rozmaitego zrobiony jest drzewa, który też Apostołowie później mieli. Przed tym krzyżem liczne dzieją się cuda. Mur świętego domku w Loretto jest jeszcze zupełnie ten sam, co dawniej. Nawet belka, która pod kominem leżała, razem z domkiem przeniesioną została. Cudowny obraz Matki Boskiej stoi na ołtarzu Apostołów.

(…)

HISTORIA ŚWIĘTEGO DOMU Z LORETTO

Poniższy materiał, opracowano na podstawie publikacji ze strony: http://www.kapucyni.ofm.pl

„Święty Dom w Loreto, pierwsze sanktuarium o znaczeniu międzynarodowym poświęcone Najświętszej Maryi Pannie, przez wiele wieków prawdziwe serce Maryjne chrześcijaństwa”. (Jan Paweł II), według starej tradycji, współcześnie potwierdzonej przez odkrycia historyczno – archeologiczne przechowuje dom nazaretański Niepokalanej.

Ziemskie mieszkanie Maryi składało się dwóch pomieszczeń: groty wykutej w skale (czczonej do dzisiaj w bazylice Zwiastowania w Nazarecie) i części dobudowanej z kamienia, przylegającej do skalnej ściany.

Według tradycji, w roku 1291, kiedy krzyżowcy zostali ostatecznie wyparci z Palestyny tracili ostatnią twierdzę – port Akkon, domurowana część domu Maryi została przeniesiona przez „aniołów” najpierw do Trsatu (dzisiejsza Chorwacja) a następnie, 10 grudnia 1294 roku, do Loreto.

Obecnie, na podstawie dokumentów archiwalnych, studiów filologicznych i ikonograficznych, oraz wykopalisk archeologicznych dokonanych w Nazarecie i pod Św. Domkiem w Loreto, coraz bardziej utwierdza się hipoteza, że kamienie, z których zbudowany jest Św. Domek zostały przywiezione do Loreto statkiem przez rodzinę Aniołów (De Angelis), rządców Epiru.

Odnaleziony niedawno dokument z września 1294 roku podaje, że Nicefor Anioł, despota Epiru, dał w posagu swojej córce Ithamar, wychodzącej za mąż za Filipa z Taranto, syna Karola II, króla Neapolu, oprócz wielu różnych dóbr także: „Święte kamienie wyniesione z Domu Naszej Pani, Dziewicy, Matki Bożej”.

Znaleziono też, zamurowane wśród kamieni Św. Domku, 5 krzyży z czerwonego materiału należące do krzyżowców lub, co bardziej prawdopodobne, do członków jednego z zakonów rycerskich, które w średniowieczu broniły Ziemi Świętej. W tym samym miejscu znaleziono skorupy strusiego jaja. Symbolizowało ono kiedyś w Palestynie tajemnicę Wcielenia.

Jest faktem, że Św. Domek, tak ze względu na swoją strukturę jak i materiał budowlany (kamień), jest zjawiskiem obcym dla tutejszej kultury i miejscowych zwyczajów budowlanych. Ponadto porównanie techniczne Świętego Domku z Grotą w Nazarecie wykazały, że stanowiły one kiedyś jedną całość. Potwierdza tradycję, także współczesne studium o sposobie obróbki kamieni, z których jest zbudowany Św. Domek, tj. na sposób Nabatejczyków, rozpowszechniony w Galilei w czasach Chrystusa. Wielkie znaczenie mają także znaki znajdujące się na kamieniach a wyryte, zdaniem ekspertów, przez chrześcijan pochodzenia żydowskiego i bardzo podobne do znajdujących się w Nazarecie.

Święty Domek składa się z trzech ścian. Ścianę wschodnią, teraz zastąpioną ołtarzem, stanowiła skała z grotą, która znajduje się w Nazarecie. Ściany mają około 3 m wysokości, postawione są na starożytnej drodze i nie mają fundamentów.

Powyżej 3 m dołożono cegły, aby Domek dostosować lepiej do kultu. Marmurowa obudowa Św. Domku została zrealizowana na rozkaz papieża Juliusza II według projektu Bramantego (1507 r.). Wykonali ją znani artyści włoskiego Odrodzenia.

Historia Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej

Na podstawie publikacji ze strony: http://www.loreto.pl

Dzieje relikwii, oryginalnego domu Maryi.

Dom Maryi w Nazarecie – miejsce Zwiastowania przyjścia Zbawiciela zbudowany został w I wieku przed Chrystusem. Dom składał się z trzech surowych ścian murowanych i czwartej ściany skalnej z wejściem do groty. W ścianach było troje drzwi. Światło dochodziło przez jedno okno w ścianie szczytowej. Dom Maryi i mieszkania świętej Rodziny stał się uznaną relikwią i przetrwał w Nazarecie aż do czasu wojen krzyżowych. Święty Dom w okresie panowania Krzyżowców w Jerozolimie (XIII w.) otoczony był ogromną czcią. W 1219 r. udał się tam św. Franciszek z Asyżu.

W 1263 r. muzułmanie opanowali Ziemię Świętą, ale nie zburzyli Świętego Domu. Aby uchronić go przed zniszczeniem chrześcijanie zabrali ze sobą „Święte Kamienie”, z których zbudow­any był Domek Maryi w Nazarecie. Drogą morską przewieźli je najpierw w okolice Rijeki w Kroacji (dzisiejsza Chorwacja) a następnie przez Niceforo Angelo – możnowładcę Epiru do Loreto, miasta położonego nad Morzem Adriatyckim, gdzie go starannie postawiono.

JózefPiękna legenda głosi, że Domek z Ziemi Świętej do Loreto mieli przenieść Aniołowie. Historycy dowodzą, że błędne tłumaczenie przekształciło nazwisko znanej bizantyjskiej rodziny Angeli (lub De Angelis) w „aniołów”, którzy mieli przenieść dom Matki Bożej w miejsce bezpieczne.

Od roku 1294 Święty Domek znajduje się w Loreto. Jego autentyczność potwierdził papież Mikołaj V w 1449 r. słowami: Domek Bożej Rodzicielki jest prawdziwym domkiem, w którym Słowo Ciałem się stało wykutymi potem w ołtarzu. Domek Loretański świadczy o wierze chrześcijan w tajemnicę Wcielenia Słowa Bożego i Boskie Macierzyństwo Najświętszej Maryi Panny.

Cenna relikwia stała się celem pielgrzymek papieży (m.in.: bł. Jana XXIII w 1962 r., Jana Pawła II w 1979 r.), wielu świętych i rzesz wiernych. W Domku Loretańskim wierni od wieków zanosili do Maryi swoje modlitwy dziękczyn­ienia. Z tytułów nadawanych Matce Bożej powstała z czasem Litania Loretańska. Już od XIII wieku Domek Nazaretański Świętej Rodziny w Loreto otoczono czcią wznosząc nad nim wspaniałą bazylikę.

W XVII wieku odradza się kult i nabożeństwo do NMP – powstają w Europie (np. Praga, pocz. 1926), a w tym i w Polsce miejsca szczególnego kultu Matki Bożej. Są to Domy Loretańskie, które były kopią domu świętej Rodziny.

Na wzór Świętego Domku w Loreto wybudowano w wielu krajach, również w Polsce około 20 Domków, zwanych loretańskimi: w Krakowie, Lwowie, Warszawie, Głogówku na Śląsku, Gołębiu k. Puław, a na ziemi świętokrzyskiej w Piotrkowicach koło Chmielnika.


INNE FAKTY związane z DOMKIEM ŚWIĘTEJ RODZINY


LEGENDA – Domek, w którym gościł anioł. Loreto

Źródło: http://glosojcapio.pl

józef2Ponad 2000 lat temu w Nazarecie młodej dziewczynie ukazał się archanioł Gabriel i przekazał jej wiadomość, która raz na zawsze odmieniła losy człowieka: „Nie bój się Maryjo… Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus”. Miejscem, które „pamięta” to wydarzenie, jest mały, kamienny domek – mieszkanie Maryi i jej rodziców. Zadziwiające, ale dzisiaj nie znajdziemy go w Ziemi Świętej. Znajduje się we Włoszech, a dokładnie w Loreto. W jaki sposób został tam przeniesiony?

W środkowowschodnim regionie Włoch – Marche, na wzgórzu Prodo nad Adriatykiem wznosi się malownicze miasto. Ponad nim, na zielonym od cyprysów i drzew oliwnych szczycie góruje monumentalna, renesansowa bazylika, która w swym wnętrzu przechowuje niezwykłą relikwię – niewielki nazaretański domek, w którym dorastała Maryja, a potem także mały Jezus.

Według tradycji oraz badań historyczno-archeologicznych w progu właśnie tego domku „zawitał” anioł Gabriel, a kamienne mury były jedynymi „słuchaczami” tajemniczej wymiany zdań: „Bądź pozdrowiona, łaskiś pełna” Anioła i pokornego „Niech mi się stanie” Maryi. Hic verbum caro factum est – tu Słowo stało się ciałem – krótkie zdanie wita pielgrzyma wchodzącego do małego domku.

Zagadkowe trzy ściany

Święty Domek czczony jest w Loreto od 1294 roku. W roku 1469 została zainicjowana budowa bazyliki na planie krzyża, z ogromną kopułą. To właśnie pod nią umieszczony jest nazaretański domek. Loreto jest jednym z najpiękniejszych i największych sanktuariów maryjnych we Włoszech. Co roku pielgrzymuje do tego miejsca kilka milionów wiernych. Czczona jest tutaj także słynącą łaskami figurka Czarnej Madonny z Dzieciątkiem, umieszczona wewnątrz domku. O liczbie pielgrzymujących mogą świadczyć choćby podwójne wyżłobienia w posadzce – dróżki pokonywane przez pątników na kolanach od drzwi wejściowych bazyliki do samego domku.

Przyjeżdżając do tego miejsca, nie sposób nie zadać sobie pytania: W jaki sposób we Włoszech znalazł się kamienny domek z terenów Palestyny będący mieszkaniem Maryi (pewnie także Joachima i Anny), miejscem dorastania Jezusa, a także przestrzenią, którą Bóg wybrał na realizację tajemnicy Wcielenia?

Powołując się na wykopaliska archeologiczne prowadzone w ziemi palestyńskiej, dowiadujemy się, że część kościółka – czczona po dziś dzień w Loreto jako relikwia – to trzy ściany o wysokości ok. 260-270 cm i ok. 30 m² powierzchni, pierwotnie przylegające do skalnej groty (ściana czwarta), połączonej z domkiem Maryi. Ową czwartą ścianę, która z oczywistych względów pozostaje do dziś na swoim miejscu, z czasem domurowano. Całość lekko podniesiono, a w 1507 roku z polecenia papieża Juliusza II została zrealizowana marmurowa, bogato rzeźbiona obudowa całej relikwii według projektu Bramantego. Rzeźby włoskiego artysty przedstawiają m.in.: narodzenie Maryi, zaślubiny Maryi z Józefem, zwiastowanie czy narodzenie Jezusa i są uważane za arcydzieła sztuki włoskiego odrodzenia.

Zanim jednak Święty Domek oraz bazylika nabrały kształtów, które możemy podziwiać dzisiaj, musimy cofnąć się do roku 1294, by poszukać odpowiedzi na postawione powyżej pytania.

Ze wschodu na zachód

Józef3Według popularnej w regionie Marche legendy w 1291 roku, kiedy krzyżowcy zostali ostatecznie wyparci z Palestyny i utracili ostatnią twierdzę – port Akkon, kamienna część domku została przeniesiona niebiańskim szlakiem przez anioły najpierw do Chorwacji, a następnie do Loreto. Jednak badania historyczne, archeologiczne i lingwistyczne dowodzą, że najprawdopodobniej w wyżej wspomnianym przekazie zostało przekształcone lub błędnie przetłumaczone nazwisko rodziny Angeli lub De Angeli, której członkowie rzekomo mieli przetransportować dom Maryi w bezpieczne miejsce.

Obecnie coraz bardziej potwierdza się hipoteza, że kamienne ściany palestyńskiego mieszkania zostały najpierw zdemontowane, a następnie przetransportowane do Włoch drogą morską.

Według dokumentu z 1294 roku niejaki Nicefor Anioł, władca Epiru, miał przekazać święte kamienie wyniesione z domku Matki Bożej w posagu swojej córce Ithamar, wychodzącej za mąż za syna Karola II, króla Neapolu. Włoski archeolog i architekt, Nanni Monelli, badający m.in. fenomen loretańskiego domku, potwierdza fakt, iż transport morski w czasach wypraw krzyżowych był bardzo powszechny, do tego stopnia, że nie jest konieczne odwoływanie się do rzekomego cudu (transportu przez anioły), choć boskie działanie jest zawsze możliwe. Podczas badań archeologicznych znaleziono także pięć czerwonych krzyży zamurowanych wśród kamieni Świętego Domku, a należących do krzyżowców lub jednego z zakonów rycerskich broniących w średniowieczu Ziemi Świętej.

Anomalie na środku drogi

Choć sposób transportu ciągle budzi pytania, emocje i rodzi kolejne spekulacje wśród naukowców, to jednak, sięgając do najstarszych świadectw z góry Prodo, dowiadujemy się, że odkąd ściany Świętego Domku pojawiły się we włoskim Loreto, były przedmiotem kultu.

W miejscu, gdzie obecnie stoi bazylika, w 1294 roku został wzniesiony skromny kościółek, w którym czczono relikwię. Umiejscowiono go z dala od terenów zamieszkałych, blisko morza. Dokoła rozciągały się rozległe połacie ziemi, więc miejsca pod zabudowę nie brakowało, jednak kościółek postawiono w najmniej dogodnym miejscu, bo na środku lokalnej drogi przebiegającej przez grzbiet wzgórza i łączącej miasto Recanati z morzem. Budynek, wzniesiony na publicznej, choć drugorzędnej drodze, i tak powinien zostać zburzony. Fakt, że do tego nie doszło, świadczy, że nie tylko lokalna społeczność, ale także władze gminne uznawały go za obiekt o wielkiej wartości i traktowały wyjątkowo.

Skąd bierze się pewność, że ściany nie są dziełem lokalnych budowniczych, a wręcz przeciwnie, pochodzą z innej części świata? Jak dowodzi wspomniany wyżej Nanni Monelli, w całej strukturze Świętego Domku dostrzec można wiele szczegółów, które z powodzeniem można uznać za anomalie względem zwyczajów budowlanych Europy, jak i epoki, w której miałby być wzniesiony (schyłek XIII wieku). Włoski architekt wymienia kilka istotnych szczegółów na poparcie tego argumentu:

– Trzy pochodzące z Nazaretu ściany domku są kamienne, a w okolicach Loreto oraz gmin ościennych nie odnotowano żadnego kamieniołomu, z którego można by uzyskać materiał do budowy domku. Wszystkie domy, kościoły, mury itp. budowle z różnych epok w tym rejonie były i są po dziś dzień wznoszone wyłącznie z cegły (z tego właśnie materiału zbudowana jest jedynie czwarta ściana domku oraz elementy stanowiące nadbudowę konstrukcji, konieczną, by dostosować budynek mieszkalny do celów liturgicznych). Z kolei biorąc pod uwagę geologiczne zasoby w Nazarecie, po dziś dzień można tam znaleźć wszystkie rodzaje kamieni użytych do budowy izdebki Maryi.

– Święty Domek nie posiada fundamentów, a w rejonie Marche wszystkie budynki je mają, mniej głębokie na równinie, głębsze na terenie pagórkowatym, niezależnie od epoki, w jakiej zostały wzniesione, łącznie ze średniowieczem. Natomiast Domek Maryi, postawiony na skalistym terenie, przylegający do skalnej groty, fundamentów nie potrzebował.

– Nazaretański domek, choć z czasem przystosowany do sprawowania czynności liturgicznych, od początku posiadał wymiary skromnego jednoizbowego mieszkania; ponadto drzwi wejściowe znajdują się w ścianie długiej, a nie krótkiej planu prostokątnego, zgodnie z wymogiem tradycji związanej z miejscami kultu.

– Zgodność wymiarów trzech ścian Świętego Domku odpowiada jednostkom miar z epoki Zbawiciela bądź poprzednich; czwarta ściana, dobudowana do pozostałych kamiennych, posiada wymiary odpowiadające stosowanym we włoskim rejonie jednostkom miar średniowiecznych.

Według Monellego te kilka argumentów świadczy, że nazaretański domek nie mógł zostać zbudowany bezpośrednio w rejonie Marche z uwagi na brak jakiegokolwiek charakterystycznego dla tych ziem elementu architektonicznego.

Papieski kult

Miejsce na górze Prodo od wieków otaczane jest kultem. Kiedy łódź Krzysztofa Kolumba napotkała na morską burzę, miał on wysłać pielgrzyma do Loreto, które określił mianem „ziemi papieskiej, gdzie znajduje się dom, w którym Pani nasza uczyniła i czyni liczne cuda”. Pielgrzymowali tutaj wielcy święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek Ksawery, Ignacy Loyola.

Papieże czcili to miejsce w każdym czasie. To właśnie Matce Bożej z Loreto Kościół może „zawdzięczać” papieża Piusa IX. Według historyków hrabia Giovanni Maria Mastai Ferretti (takie imię nosił, zanim został papieżem) już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Matce Bożej. Jego rodzice co roku pielgrzymowali całą rodziną do Loreto. W młodzieńczym wieku zachorował na epilepsję i lekarze, rozkładając ręce, zapowiadali bliski koniec. Przyszły papież postanowił odbyć pielgrzymkę do Loreto, aby prosić o uzdrowienie u stóp Maryi i tam złożył ślub, że jeśli otrzyma tę łaskę, zostanie kapłanem. Został uzdrowiony i w wieku 27 lat przyjął święcenia. Już jako papież naznaczył swój pontyfikat kultem maryjnym, ogłaszając w 1854 roku Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Jan Paweł II gościł w Loreto pięć razy. W 1993 roku w liście z okazji 700-lecia sanktuarium loretańskiego zaznaczył, że „Święty Domek jest nie tylko relikwią, lecz również drogocenną ikoną”, gdyż odbija wzniosłe przesłanie, począwszy od momentu Wcielenia Słowa Bożego w łonie Maryi Dziewicy.

Domek w bazylice

Ze źródeł archiwalnych wiadomo, że budowa bazyliki została zainicjowana w 1469 roku z woli biskupa Recanati, Niccolò delle Aste. Jest to renesansowa budowla na planie krzyża, która została zaprojektowana tak, aby stanowiła idealną przestrzeń dla niewielkiego domku od początku stojącego niewzruszenie na tym samym wzgórzu.

W wewnętrznej części kopuły wznoszącej się bezpośrednio nad Świętym Domkiem widnieje malowidło Maryi Matki Miłosierdzia. Jej obszerny, szeroko rozchylony płaszcz zdaje się osłaniać modlących się w domku pielgrzymów.

W XX wieku zrodził się pomysł tworzenia wokół Świętego Domku kaplic narodowych. Nie zabrakło również Kaplicy Polskiej. Fresk na sklepieniu przedstawia Maryję Królową Polski. Na malowidłach bocznych przedstawiono zwycięstwo pod Wiedniem wojsk polskich Jana III Sobieskiego oraz cud na Wisłą, zwycięską bitwę marszałka Józefa Piłsudskiego.

Śledząc historię, możemy zauważyć, że Polacy mieli okazję zasłużyć się dla Loreto. W czasie II wojny światowej, w 1944 roku miasto oswobodzili Polacy i ocalili bazylikę od pożaru podczas niemieckiego bombardowania. U stóp sanktuarium znajduje się cmentarz, na którym spoczywa 1200 polskich żołnierzy.

Loretto pod Warszawą

W Polsce, w województwie mazowieckim, nad rzeką Liwiec, oddalone 60 km od Warszawy leży miasto Loretto, do którego w 1981 roku sprowadzono wierną kopię loretańskiej figury. Początki kultu maryjnego w tym miejscu sięgają czasów znacznie wcześniejszych. W 1928 roku ks. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek, ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił duży majątek pod nazwą Zenówka. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku w Loreto we Włoszech. Na początku w Loretto była skromna kapliczka w lesie, którą następnie przeniesiono do murowanego budynku. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa zaczęto myśleć o wybudowaniu dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Pierwsza msza święta w nowej kaplicy została odprawiona w 1960 roku. Obecnie w Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla starców, domy rekolekcyjne i wypoczynkowe.

Istnieje również tradycja umieszczania wewnątrz kościołów małych domków loretańskich na wzór tego z Loreto. W Polsce znajdują się one w Gołębiu, Warszawie, w Krakowie przy klasztorze kapucynów, Piotrkowicach oraz w Głogowie. Znany jest także domek loretański w Pradze.

Z kultem Matki Bożej z Loreto związana jest Litania Loretańska, jeden ze wspaniałych hymnów na cześć Maryi, w którym wysławiane są jej cnoty i przywileje, jakimi obdarzył ją Bóg. Powstała w XII wieku, prawdopodobnie we Francji, a oficjalnie zatwierdził ją papież Sykstus V.

Mieszkanie otwarte

Z małego domku we Włoszech również dzisiaj daje się słyszeć głos pozdrowienia anielskiego, które rozchodzi się na cały świat. Jak zauważył Joseph Ratzinger 8 września 1991 roku: „Dom ten stanowią tylko trzy ściany, jest więc domem otwartym, jest jak zaproszenie, jak otwarte ramiona. Tak jakby mówił do nas: otwórzcie i wy wasze domy, wasze rodziny, wasze życie na obecność Pana”. Niezwykła relikwia stanowi namacalny dowód na to, że Bóg na pewien czas stał się lokatorem na ziemi, żył w konkretnym miejscu i ściśle określonym czasie. Jest jak ikona, z której wyczytać można całą prawdę o tajemnicy Wcielenia.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.glosojcapio.pl Agata Rajwa, „Głos Ojca Pio” [76/4/2012]

 

29 grudnia 2015|