„Jesteśmy wtedy zafiksowani na grzechu i upadku”. Wojna z pokusą może być pułapką

Wojna z pokusą sama w sobie może być pokusą od złego. To część wojny psychologicznej, w której nasz wróg bardzo wyolbrzymia każdą naszą porażkę, by udowodnić nam, że nic nie znaczymy. Jak w takim razie wygrać z pokusami?

Zwykle o pokusie myślimy, gdy czujemy, że coś zaczyna nas pchać w daną stronę lub coś zaczyna nam się podobać. Samo słowo „kuszenie” wyraża doświadczenie bycia pociągniętym w danym kierunku. Dlatego często utożsamiamy pokusę z budzącym się napięciem seksualnym, z żądzą posiadania czegoś, rodzącą się złością lub pojawiającą się odrazą do kogoś. Mówimy też o pokusie, gdy sprawdzamy po raz kolejny maila czy facebooka, gdy zmagamy się z prokrastynacją obowiązków i modlitwy. Nic bardziej mylnego. To są już zjawiska na drugim etapie oblężenia duchowego. A my chcemy wygrać bitwę już na pierwszym etapie!

Duchowa wojna informacyjna

To bardzo skomplikowana dyscyplina, tu zwycięża się tylko przez jak najdoskonalszą znajomość siebie samego, czyli samoświadomość. Wiedza o swojej osobowości, przeszłości, emocjach, wzorcach zachowań itp., jest bezcenna. Im większą ktoś ma świadomość siebie, tym większe szanse, że uda mu się wyjść zwycięsko z kolejnych bitew i wygrać całą wojnę. Dlatego każdy wysiłek, by dowiedzieć się czegoś więcej o sobie, jest konkretnym i dużym krokiem w kierunku zwycięstwa. Musimy inwestować w poznawanie siebie, np. w kierownictwo duchowe i psychoterapię, lekturę, kursy i testy psychologiczne, warto rozmawiać o swoich obserwacjach z małżonkiem, grupą dzielenia i przyjaciółmi. Im więcej informacji, im więcej wskazówek, tym szybszy postęp. Samoświadomość to tak rozległa dziedzina, że nie sposób opisać tu wszystkich jej aspektów, nawet nie da się napisać jednego podręcznika wyjaśniającego wszystko. Za to doskonałym punktem wyjścia jest ignacjański rachunek sumienia, połączony z dobrą lekturą na temat rozeznawania duchów oraz różnych aspektów rozwoju osobistego. Te proste narzędzia psychologiczne i duchowe, w połączeniu z dobrą teorią, pozwalają skutecznie i dynamicznie pracować nad samoświadomością (praktycznie w każdym jej aspekcie).

Przedstawię teraz cztery ogólne przykłady, jak świadomość siebie pomaga wygrać bitwę już na pierwszym etapie.

  1. Dbanie o siebie

Znaczącym czynnikiem wpływającym na podatność na pokusę jest: zmęczenie, stres, ciągnąca się tygodniami frustracja lub inne napięcia. Zmęczone ciało i umysł nie są w stanie funkcjonować poprawnie i są dużo bardziej podatne na pokusę. Nie jesteśmy w stanie utrzymać gromadzącego się napięcia, które prędzej czy później musi być odreagowane (w bardziej lub mniej zdrowy sposób). Ze zmęczenia i stresu robimy się agresywni i niecierpliwi, nie umiemy słuchać, popadamy w smutek i beznadzieję, sięgamy po nałogi lub trwamy bezmyślnie jak warzywo na tapczanie. Nie jesteśmy herosami ani bogami. Jesteśmy stworzeniami, ludźmi, a to znaczy, że mamy limity: potrzebujemy jeść i spać, potrzebujemy odpocząć i nabrać sił, gdy nam ich brakuje. Zaakceptowanie tego faktu wymaga dużo pokory. W tym przypadku wygrywanie bitwy na pierwszym etapie polega na skupieniu wszystkich wysiłków, nie na odpieraniu pokusy, ale na dbaniu o swoje zdrowie. Jedna z popularnych zasad na wojnie to: „Nie chodź, jeżeli możesz stać. Nie stój, jeżeli możesz usiąść. Nie siedź, jeżeli możesz się położyć. Nie leż, jeżeli możesz spać. I nigdy nie przegap źródła wody”.

Regularny sen, czas na świeżym powietrzu, dużo ruchu, zdrowa dieta, czas na modlitwę – te wszystkie drobne rzeczy, gdy o nie dbamy, dają nam dużą szansę na wygraną już na pierwszym etapie.

Ale gdy zaczniecie o to dbać, zobaczycie szybko, że wróg od razu rzuci się ze wszystkimi siłami, żeby to udaremnić! Dlatego zamiast szarpać się z namiętnościami i emocjami, skup się na zdrowym trybie życia.

Nie chodź, jeżeli możesz stać. Nie stój, jeżeli możesz usiąść. Nie siedź, jeżeli możesz się położyć. Nie leż, jeżeli możesz spać. I nigdy nie przegap źródła wody.

  1. Relacje, obowiązki, praca i przyzwyczajenia, które nas niewolą

Co to znaczy, że nas niewolą? To, że wysysają z nas dużo więcej energii i sił, niż powinny. Może to być koleżanka, która wiesza na tobie wszystkie swoje problemy życiowe. Warto pomóc i posłuchać, ale czy dźwiganie wszystkiego za nią jest zdrowe? To może być nieumiejętność odmawiania ludziom i presja wewnętrzna, by wszystkich zadowalać. Jak długo i jak bardzo masz wszystkim służyć – aż się wykończysz? To może być ciągłe niezadowolenie z jakości swojej pracy, perfekcjonizm i ciągła presja, by poprawiać wszystko wokół. Taka cnota może szybko przerodzić się w obsesję, zmuszając cię do ciągłej pracy i bezustannego kręcenia się wokół planów i obowiązków. Podobną rolę mogą pełnić czyjeś lęki. Są osoby, które wykonanie telefonu do serwisu AGD kosztuje tyle samo stresu i energii, co zdanie matury. To też mogą być różne niepotrzebne tradycje i przyzwyczajenia, które bezmyślnie dźwigamy. „W naszej rodzinie zawsze gotowało się dwanaście potraw na Wigilię i sprzątało dom”. Ale czy teraz, gdy mieszkamy we dwójkę za granicą, koniecznie musimy tak robić, gdy nas to kosztuje tyle energii i pracy? Czy pomaga nam to spotkać się z Bogiem i ze sobą nawzajem? Te i tysiące innych przywiązań same z siebie często prowadzą nas do grzechu, krzywdzenia siebie i innych. I wyciągają z nas mnóstwo energii i sił, które chcemy zużyć raczej na akty miłości wobec drugiego, relację z Bogiem i dbanie o siebie.

  1. Budowanie i przebudowywanie nawyków

Nawyki to utarte ścieżki zachowań, wyrobione w nas przez miesiące lub lata, według których reagujemy i postępujemy automatycznie, bez namysłu i bez wysiłku. Takie automatyczne zachowania nie kosztują w ogóle sił ani energii, przychodzą nam całkowicie naturalnie, tak jak oddychanie czy mycie zębów. Praca z nawykami polega na identyfikowaniu i neutralizowaniu nawyków destrukcyjnych oraz na budowaniu i rozbudowywaniu nawyków pozytywnych. Nawykiem destrukcyjnym może być sięganie po smartfona zaraz po przebudzeniu lub obarczanie męża winą za każdy problem w domu. Nawyki destrukcyjne można porównać do siatki szpiegowskiej naszego wroga. Te rozbudowane struktury skutecznie nas osłabiają i automatycznie wprowadzają nas w grzech, często nieświadomie i bez żadnego oporu. Natomiast nawykiem pozytywnym może być danie mężowi buziaka po powrocie do domu, wieczorne planowanie kolejnego dnia lub dziękczynienie Bogu za każdym razem, gdy coś dobrego się wydarzy. Takie dobre nawyki to silne wewnętrzne struktury, umacniające obronność naszej twierdzy, więc nie raz uratują nas przy oblężeniu. Warto nad nimi pracować!

  1. Zranienia – słabe punkty w naszej twierdzy

Każdy z nas ma „miękkie podbrzusze”, zdeterminowane przez swoją przeszłość. Są słowa, sytuacje i zachowania, które – choć niepozorne i niegroźne – jednak nas ranią. Gdy jesteśmy przez takie pociski trafieni, z reguły tracimy kontrolę nad sobą i rozpadamy się wewnętrznie, stając się podatni na każdy rodzaj pokusy. Jako ludzie zranieni, jesteśmy mocno osłabieni, chcemy się schować i uciec, nie umiemy walczyć. Jeśli ktoś przez całe życie słyszał, że jest nikim, teraz może to odczuwać przy każdej drobnej porażce. Jeśli ktoś został skrzywdzony przez najbliższych, do dziś może mieć trudność w zaufaniu innym i otwieraniu się przed nimi. Takie zranienia towarzyszą nam przez całe życie i gdy jesteśmy w nie uderzani, często wypuszczamy broń z ręki. Świadomość tych słabych punktów pomaga nam lepiej je chronić przed atakami, a także szybko pozbierać się po bolesnym ciosie.

Te cztery przykłady – dbanie o siebie, przywiązania, nawyki i zranienia – to tylko drobna kropla w dziedzinie samoświadomości, która jest kluczowa dla zwycięskiej walki na pierwszym etapie, czyli podczas wojny informacyjnej. A tutaj już się rozgrywa, kto zwycięży bitwę.

Kto wygra?

Toczenie wojny to technika i sztuka, których da się nauczyć. Każdy z nas jest w stanie zdobyć odpowiednią wiedzę i umiejętności, by toczyć zwycięski bój z mocami ciemności. Warto jednak pamiętać, że nie każdy z nas jest silny i zdrowy, by odnosić sukcesy natychmiast. Nie każdy prowadzi takie życie, które pozwala mu na dbanie o siebie czy budowanie samoświadomości. Może jesteś matką trójki dzieciaków, samotnym ojcem, rodzicem chorego dziecka? Może ciężko pracujesz na utrzymanie, zmagasz się z depresją lub masz wahania nastroju? Może jesteś pobity życiowymi wydarzeniami i nosisz zbyt wiele blizn, więc rozpadasz się przy byle uderzeniu? Może dla części z nas ten artykuł jest tylko dobiciem, że „ze mną już nic się nie da zrobić”… Tacy jesteśmy i tacy toczymy tę wojnę. Nie chodzi o to, żeby wytrenować w sobie superbohatera i radzić sobie z każdą pokusą czy grzechem. Zwycięstwo nad grzechem i śmiercią odniósł już Chrystus, a my w to Jego zwycięstwo na zawsze jesteśmy włączeni. Zawsze możesz też prosić o łaskę zbawienia, przychodzić pod krzyż i zostać uzdrowiony, iść do sakramentu spowiedzi i stanąć zwycięsko razem z Chrystusem. Twoja wojna może być dużo cięższa i boleśniejsza od innych, ale nie jest przegrana! W Chrystusie zawsze jesteś zwycięzcą i nic ci tej wygranej nie odbierze, jak długo będziesz wierzyć w to, że Jezus jest Panem.

Przestań „nie robić” i zacznij „robić”

Wojna z pokusą sama w sobie może być pokusą od złego. To część wojny psychologicznej, w której nasz wróg bardzo wyolbrzymia każdą naszą porażkę, by udowodnić nam, że nic nie znaczymy. Jego zabiegi mogą być tak sprytnie zaprojektowane, że skupią nas na nieustannym doskonaleniu siebie i unikaniu wszelkiego pozoru zła. Jesteśmy wtedy zafiksowani na grzechu i upadku – szukamy grzechu tam, gdzie go nie ma, boimy się zabrudzić i zbłądzić. Taka obsesja własnej czystości i nienaganności przed Bogiem, często podszyta lękiem (główną bronią złego) jest genialną taktyką złego, żeby skupić nas jeszcze bardziej na sobie i zmienić nas w jeszcze większych egoistów. Zamiast wiary w zwycięstwo Chrystusowe, ufności w zbawienie przez Jego krzyż, zamiast wdzięczności za Jego zbawczą mękę – pojawia się wycofanie i lęk przed życiem, uprzedzenia do innych, paraliż i trwanie w silnym poczuciu winy. Zamiast rzucić się z wdzięcznością w szeroko otwarte ramiona Chrystusa, zwijamy się w kłębek, żeby nie widzieć, nie słyszeć, nie dotknąć i żeby przypadkiem nie zgrzeszyć. Stawiamy wokół siebie mury przepisów i wytycznych, żeby upewnić się, że jesteśmy bezpieczni i pokusa nas nie dosięgnie.

Wojna, którą masz toczyć, to wojna głoszenia Jezusa światu. Wojna, by kochać, rozumieć, słuchać i wspierać.

Jaki jest efekt takiej postawy? Nasz wróg w ten sposób odwraca nasz wzrok od wojny dużo ważniejszej niż walka z pokusą. Wojna z grzechem już została wygrana na krzyżu.

Wojna, którą masz toczyć, to wojna głoszenia Jezusa światu. Wojna, by kochać, rozumieć, słuchać i wspierać. Wojna, by nieść jedzenie głodnym, pocieszenie strapionym, miłość niekochanym. Tu wysyła cię Chrystus Ukrzyżowany.

On po to umarł za nasze grzechy, żebyśmy już nie byli nimi związani, żebyśmy nie musieli składać ofiar i dbać o swoją czystość i nieczystość. Chrystus umarł, abyśmy mieli życie i mieli je w pełni. Aby świat widział i poznał, czym jest miłość i co to znaczy kochać. A kochać i być posłanym zakłada, że się pobrudzimy, że pokusa nas powali i w głowie nam się namiesza. Ale odwagi, On już zwyciężył świat!

Źródło: www.deon.pl

28 października 2019|