JEŚLI UWIERZYSZ PRZEJRZYSZ

24 październik 2015 roku; TRZYDZIESTA NIEDZIELA ZWYKŁA; Jednym z większych paradoksów dotyczących ludzkiej moralności jest przeżywanie swych problemów w taki sposób, że człowiekowi towarzyszy przekonanie o jej doskonałej kondycji, choć wszystko wydaje się temu przeczyć. Paradoksalnie więc, nie lekarz i terapia odgrywają nadrzędną rolę w leczeniu, ale pokorne przyznanie się do swych braków. Jeśli człowiek nie zaufa lekarzowi, stając w całej prawdzie, nawet najlepsze metody leczenia nie będą skuteczne.

JEŚLI UWIERZYSZ PRZEJRZYSZTak się dzieje w medycynie, gdzie relacja między lekarzem i pacjentem musi się opierać na zaufaniu, ale tak też jest w życiu duchowym, gdzie każdy kontakt z pasterzem wymaga tych samych zasad.

Nie można korzystać z sakramentu pokuty, tając choćby fragment prawdy o swoim wnętrzu.

Nie tylko chodzi tu o ważność spowiedzi i skuteczność rozgrzeszenia, ale też o szansę daną kapłanowi czy lekarzowi, by zastosować odpowiednią terapię. Jej istotą nie może być doraźna pomoc czy podanie znieczulenia, ale dłuższy proces i ostateczne zniknięcie źródeł choroby.

  • Najbardziej sprawę komplikuje brak odwagi czy wręcz wyrachowanie przy ukrywaniu prawdy.
  • Jeśli człowiek nazwie grzech i określi miejsce jego zagnieżdżenia, trzeba podjąć dalsze kroki.
  • To zawsze dokonuje się przy udziale jakiegoś wysiłku, ciężkiej pracy.
  • Im większy grzech, tym silniejsza niechęć do walki.
  • Praktyka duszpasterska bardzo często pokazuje przykłady takiego oddalania się od Boga, u którego źródeł można znaleźć nie tyle rezultat intelektualnych poszukiwań, ile właśnie grzech.

W przypadku ślepoty rzecz komplikuje się jeszcze bardziej. Człowiek, który zobaczy, jest w jakimś sensie odpowiedzialny za to, co widzi. Nie tylko chodzi tu o indywidualne winy i niewierności, lecz także o cudze grzechy. Przecież nikt dzisiaj nie kwestionuje, że grzech ma charakter społeczny. To znaczy, że jesteśmy uwikłani w pewien system, dzięki któremu każdorazowy wybór niesie ze sobą określone konsekwencje dla innych.

  • Wroga Kościołowi propaganda chciałaby zepchnąć dziedzinę moralnych wyborów do sfery prywatności.

Człowiek zaś jest odpowiedzialny nie tylko za to, czego dokonuje mocą swojej wolności, ale i za to, czego jest świadkiem. Nawet podczas każdorazowej Eucharystii wypowiada się znamienne słowa żalu za grzechy, w którym zawiera się myśl, mowa, uczynek, ale i zaniedbanie.

To, dlatego wygodniej jest pozostać ślepym zarówno na własną niewystarczalność, jak i na małostkowość czy wręcz podłość otoczenia. I dużym uproszczeniem byłoby sprowadzać całą tę dyskusję jedynie do znanej kwestii znieczulicy społecznej. Tu chodzi o coś więcej, o pewien rodzaj egoistycznej buchalterii, przez którą ceną ludzkiego spokoju jest poświęcenie czegoś o wiele większego.

W Ewangelii z dzisiejszej niedzieli spotykamy człowieka odważnego. Kiedy Boski Mistrz stawia mu pytanie, co chcesz, abym ci uczynił, człowiek niewidomy uderza w samo sedno swoich najskrytszych potrzeb. „Rabbuni, żebym przejrzał”. Najpierw musiał uznać swoją ślepotę, później określić ją, jako dolegliwość, coś, czego należy się pozbyć, a dopiero później pomyślał o metodzie. Najczęściej skupiamy się na tym ostatnim.

W świecie, w którym całe rzesze próbują szukać szczęścia w najróżniejszych religiach Wschodu i uciekają się do praktyk buddyjskich czy hinduskich, obserwatorzy niepokoją się, że popularne są zatrute leki. Ta troska jest uzasadniona, ale nie może pozostać jedyną. Przecież nie mniej istotna jest obawa o być może większą rzeszę ludzi przekonanych o swojej doskonałej kondycji. Oni nie pójdą ani do lekarza, ani do apteki. Wypowiadając słowa powszechnej spowiedzi podczas każdej Eucharystii i przystępując do sakramentu pokuty, gdzie wyznajemy grzechy i obiecujemy poprawę, warto postawić pytanie o rachunek sumienia. Być może podświadomość każe nam omijać niektóre tematy, pozostawiając tym sposobem wśród ludzi ślepych, bo tak wygodniej. Pan Jezus uzdrowił niewidomego, zapewniając, że tak naprawdę uzdrowiła go wiara. Dzisiejsza Liturgia Słowa jest okazją do stawiania sobie pytań o jej istotę. Nawet szatan uznaje prawdę, że Bóg istnieje. Człowiek wierzący w tym Bogu uznaje swojego Pana. Ma do Niego zaufanie i powierza Mu wszystkie swoje słabości. Skazując się na ślepotę, popełniamy poważny grzech zaniedbania.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.franciszkanie.esanok.pl

 

24 października 2015|