Jak nie zostać fundamentalistą?

Mało kto jest od nich wolny – emocje rządzą decyzjami, opiniami, sposobem komunikowania się z innymi. Na palcach jednej ręki można zliczyć osoby, które świadome tej zależności gotowe są zatrzymać się na moment, pozwalając emocjom choć trochę opaść.

Niebezpieczne staje się, gdy emocje, obudowane w światopoglądowe, religijne lub polityczne ramy, zaczynają zmieniać nas w ideologicznych radykałów. Oczywiście, jako usprawiedliwienie takiego działania przywołujemy często słowa: prawda, sprawiedliwość itp. Faktycznie jednak radykalizm nie szuka prawdy, lecz podziału, jego istotą jest bycie w kontrze.

Ludowe powiedzenie trafnie określa postawę radykałów, mówiąc o byciu jak chorągiewka na wietrze. Gorliwy prawicowy aktywista staje się jeszcze gorliwszym lewicowym piewcą. Na gruncie religijnym, za Janem Sztaudyngerem, możemy powiedzieć: „Mistyk wystygł. Wynik cynik”.

Myślę, że nie będzie to przesadą, gdy uznamy tendencje ekstremistyczne za jedną z najpoważniejszych przeszkód na drodze do pokoju i zgody, zarówno wewnątrz Kościoła, jak i w wymiarze ogólnoświatowym. Dodatkowy problem sprawia fakt, iż niezwykle trudno nie popadać w skrajności.

Jest jednak promyk nadziei – Jezus ukazuje nam drogę wyjścia. Jako nauczyciel Chrystus był stanowczy, nazywając zło po imieniu, nie stał się jednak fundamentalistą, a Jego uczniowie nie wybrali drogi radykalnych bojowników.

Fundamentalizm to postawa, którą mogą przybrać zarówno konserwatyści, jak i postępowcy. Odznacza się elitaryzmem i przemocą słowną, która przerodzić się może w fizyczną. Fundamentaliści zdają się nie dostrzegać złożonych kontekstów otaczającej ich rzeczywistości, tocząc nieustanie wojnę z wrogiem, który ośmielił się myśleć inaczej. Bez przeciwnika fundamentalizm opada z sił.

Słusznie ktoś może zapytać, czy wyznawcy Chrystusa nie są wezwani, by przeciwstawiać się kulturze grzechu, hedonizmu i zepsucia? Zdecydowanie tak. Nie można nam jednak, w imię słusznej walki, ignorować, poniżać lub krzywdzić drugiej osoby. Stajemy przed niezwykle trudnym, acz koniecznym zadaniem oddzielenia grzechu od osoby grzesznika.

Mierząc się z sytuacjami, w których przyjmujemy inny punkt wiedzenia, odmienne stanowisko, odrębną wizję polityczną, warto zadać sobie kilka prostych pytań, które mogą pomóc w uniknięciu sideł radykalizmu.

Bardzo trafnie określił je amerykański publicysta chrześcijański  David D. Flowers w felietonie ” Kochać prawdę i nie zatracić zdrowego rozsądku. 7 pomocnych pytań by nie stać się radykałem”.

Oto one:

1. Czy miłuję prawdę, czy jedynie własną jej wersję ?

Wbrew temu, co twierdzą postmodernistyczni relatywiści, istnieje obiektywna prawda. Dążąc do jej poznania, mam szansę wyjść poza mój wąski krąg, pokonać utrwalone opinie i uprzedzenia, wznieść się ponad odczuwany lęk i niechęć.

2. Czy dostrzegam całe spektrum sprawy?

Często bywa, że problem ma więcej niż tylko przysłowiowe dwie strony medalu i nie jest czarno-biały. Jeśli na samym początku odrzucam możliwość złożonego kontekstu, może mi umknąć przykład Jezusa, którego spojrzenie zawsze dostrzegało głębszą rzeczywistość niż to, co narzucało się ludzkim oczom.

3. Czy rzetelnie poznałem stanowisko drugiej strony?

Staranne wysłuchanie oponenta powinno należeć do absolutnego minimum wzajemnych stosunków. Brak tego elementu prowadzić może do demonizowania i potępiania drugiej strony za rzeczy, które nie są prawdziwe.

4. Co moja wspólnota o tym sądzi?

Jesteśmy stworzenie do relacji i do funkcjonowania we wspólnocie. Kwestie, które mnie trapią, powinny być usłyszane przez ludzi, do których mam zaufanie. Ich zdanie winno stanowić dla mnie ważny punkt orientacyjny. Jeśli zaniedbuję ten element, nie dzieląc się przeżywanymi wątpliwościami, lub lekceważę głos przyjaciół, stawiam siebie na niebezpiecznej drodze prowadzącej do fundamentalizmu.

5.  Gdzie jest w tym Jezus ?

Jest duża różnica między pytaniem „po czyjej stronie jest Jezus?” a szukaniem Jego obecności w konkretnej sytuacji. Chrystus przebywa w wielu miejscach i choć niektórym może się to wydać myśleniem relatywistycznym, to w rzeczywistości nie jest ono takie. Uważna lektura Ewangelii dostarcza nam wielu przykładów na poparcie tej tezy. Warto chociażby wspomnieć fragment, w którym Jezus odmawia postawienia się w roli sędziego i rozjemcy między skłóconymi o spadek braćmi (Łk 12,13-21).

6. Gdzie ja w tym jestem?

Podążanie za Jezusem nie oznacza, że robię wyłącznie to, co uważam, że On by uczynił na moim miejscu. Konieczne jest poznawanie Jego woli poprzez zgłębianie Słowa Bożego i osobistą modlitwę. Kiedy poczuję Jego pragnienie i odkryję, gdzie przebywa, wtedy mogę zapytać siebie, czy chcę się do Niego przyłączyć. Wierzę, że powyższe pytania mogą stanowić konkretną pomoc w unikaniu fundamentalizmu w naszym postępowaniu. Na koniec warto wspomnieć o złotej zasadzie, o której mówi św. Ignacy Loyola, pisząc, jak powinien zachowywać się dobry kierownik duchowny. Ignacy mówi: „Abyśmy bardziej pomagali sobie wzajemnie i postępowali [w dobrem], trzeba z góry założyć, że każdy dobry człowiek winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia.A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić”.

Arykuł powstał na podstawie tekstu:
Loving the Truth Without Losing Your Mind — 7 Questions to Help Us All Avoid the Extremes”

Jarosław Mikuczewski SJ
Źródło: www.deon.pl

14 lutego 2016|