IZAJASZ OCZYSZCZONY OGNIEM – Echo proroctwa Izajasza Iz-6,1-2a.3-8

W czasie konklawe kardynałowie zastanawiają się, kogo wybrać papieżem. Co jakiś czas papież zastanawia się, kogo powinien wyświęcić na biskupa lub posłać w charakterze nuncjusza. Biskupi diecezjalni myślą, kogo posłać do konkretnej parafii. Kapituły zakonne, wybierając swoich ojców i matki generalne, rozważają, kogo posłać na najwyższy urząd we wspólnocie. Bez wątpienia są to decyzje ludzkie. Dla niektórych – wyłącznie ludzkie! Ale czy tylko? Czy za kulisami ludzkich decyzji nie działa Duch Święty?

synA może natchnienie i wola Boża stanowią prawdziwy miąższ decyzji i wyborów? Postrzeganie tego wyłącznie w ludzkich i ziemskich kategoriach jest spłaszczeniem problemu. Bardzo łatwo pozbawia się działań w sferze religijnej właściwej im głębi. I nie chodzi tylko o chrześcijaństwo. Prawdziwym paradoksem naszych czasów jest to, że usiłuje się pozbawić głębi objawienie judeochrześcijańskie, a przypisuje głębię magii, sektom lub neopogańskim kultom.

Powróćmy jednak do wyborów świata biblijnego. Systematyczny, a przede wszystkim wnikliwy, czytelnik lub słuchacz Słowa Bożego pamięta, że prorok Jeremiasz bronił się, jak tylko mógł przed powołaniem prorockim. W omawianym przez nas tekście Izajasz jakby zgłaszał się na ochotnika: „Oto ja, poślij mnie!” Czy to nie zbytnia śmiałość granicząca z zuchwałością? Czy to nie jest przejaw spoufalenia się proroka z Bogiem? Jak na człowieka, który uważa, że ma „…nieczyste wargi i mieszka pośród ludu o nieczystych wargach” (por. Iz 6,3), zadziwia i zaskakuje lekkość, z jaką Izajasz deklaruje swoją gotowość.

Izajasz 3Michał Anioł przedstawił Izajasza w Kaplicy Sykstyńskiej jako dość młodego człowieka, który słyszy, że Bóg nie ma kogo posłać, a on czuje nieodparte pragnienie, by zadowolić Boga. To jest moment decyzji, po której już nic nie będzie takie jak dawniej. I on także nie będzie już tym dawnym człowiekiem. W oczach Izajasza jest pewna dwoistość: widać wyraźną gotowość i zakłopotanie, które przeżywa każdy, kto się boi, że może zawieść. Prorok palcem zaznacza konkretną stronę księgi, jakby się oderwał od lektury, nie mogąc się skupić, ale zamierza wrócić do niej, gdy roztargnienie minie.

Izajasz swoje powołanie znajduje w świątyni, u stóp ołtarza. Nie wszyscy mają tę łaskę. Niektórzy powoływani byli na pastwisku, na wygnaniu, jako hodowcy sykomor albo na okręcie w chwili ucieczki.

Sercem świątyni jerozolimskiej było tzw. święte świętych – odpowiednik prezbiterium kościoła. To tam znajdowała się Arka Przymierza traktowana jako podnóżek tronu Boga. Święte świętych było niewidzialnym tronem niewidzialnego Boga. Tylko arcykapłan mógł tam wejść i to tylko raz w roku, w dniu przebłagania win. Izajasz więc przeżywa coś wyjątkowego, coś absolutnie nieznanego innym. To rodzaj bolesnego, choć koniecznego, katharsis.

Ta bliskość ołtarza i znajdującego się na nim ognia pokazuje, jak radykalne oczyszczenie przechodzi prorok. Ogień jako żywioł nie żartuje. Nie dla zabawy serafin użył kleszczy i rozżarzonego węgla. Prorok przeżył próbę ognia. Nigdy nie dowiemy się, na czym konkretnie polegała grzeszność Izajasza. Nie dowiemy się, jakie konkretnie grzechy i jak często popełniał, ale przekonuje nas jego poczucie grzeszności. Jego świadomość grzechu świadczy o tym, że sumienie Izajasza działa normalnie. Prorok nie oswaja i nie banalizuje zła. Obwinia siebie, nie innych.

CyrylWidać więc, że pierwszą misją proroka jest zgoda na własne oczyszczenie. Zanim zacznie nawracać innych, sam musi doświadczyć przemiany. Choć czasem kolejność bywa inna. Święty Cyryl z Aleksandrii był nie tylko odważny, ale czasem gwałtowny, wręcz agresywny. Na sobór w Efezie (431 rok) przybył z bandą niezdyscyplinowanych zwolenników, a potem wygnał niejakiego Nestoriusza, który był arcybiskupem. Po soborze jednak Cyryl zaczął prowadzić spokojne życie. Prawdopodobnie ostatnie lata życia były czasem jego uświęcenia. Być może poznał starą opowieść o człowieku, który w młodości wierzył, że zmieni cały świat. Po latach usiłował zmienić już tylko niektórych ludzi i rzeczy. U schyłku życia pragnął już tylko nawrócić się samemu. Wielu ludzi zatrzymuje się na tym pierwszym etapie: usiłuje zmieniać wszystko i wszystkich. Nieliczni gotowi są wejść w ogień prób i udręk. Warto przypomnieć historię trzech młodzieńców w piecu ognistym. Tańczący w płomieniach wychwalali Boga, odczuwając Jego obecność. Ten wspaniały kantyk, zwany pieśnią stworzeń, wydobył z nich ogień Nabuchodonozora (Dn 3,51-90). Mieli zginąć, a przeżyli. Stali się natchnieniem dla wszystkich prześladowanych. To dlatego pierwsi chrześcijanie w katakumbach umieszczali rysunki lub malowidła przedstawiające tych trzech orantów. Widzieli w nich męstwo, odwagę i wierność.

Wraz z oczyszczeniem przychodzi przebaczenie. Izajasz słyszy: „Twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”. Ale przebaczenie, którego udziela Bóg, nie wystarcza. Jeszcze każdy z nas musi wybaczyć sam sobie. A to już o wiele trudniejsze. Niemniej trzeba się z tym zmierzyć. Święty proboszcz z Ars, Jan Maria Vianey, powtarzał:

Johnvianney„Nasze winy są jak ziarenka piasku
wobec wysokiej góry miłosierdzia Bożego.”

Człowiek, który nie wybacza, jest pyszny, a surowość, z jaką traktuje swoich winowajców lub samego siebie, wydaje się oznaką pogardy. A przecież Bóg nie brzydzi się człowiekiem nawet najbardziej zdegradowanym i odartym z dobra. Ile razy słyszeliśmy już słowo przebaczenia w sakramencie pokuty, a mimo to nie potrafimy wybaczyć sobie lub nie chcemy wybaczyć innym! Przebaczenie jest cudem! Jest zwycięstwem dobra nad złem, miłosierdzia nad sprawiedliwością. Nie przebaczyć oznacza nie przekazać innym największego cudu, jaki możliwy jest na tym świecie. Jak mówi Zbigniew Herbert w wierszu 17 września: „przebaczenie jest największym do opanowania kunsztem z możliwych”. W tym poetyckim stwierdzeniu każde słowo okazuje się ważne. Po pierwsze jest to kunszt, czyli sztuka, zdolność. Po drugie jest to kunszt największy. Wiele rzeczy, które wykonujemy, wydaje się ważnymi, pięknymi, potrzebnymi, ale przebaczenie na pewno jest naśladowaniem Boga, który kocha mimo wszystko. Po trzecie: jest to kunszt możliwy, choć pod warunkiem, że pozwolimy, by w naszej słabej naturze zwyciężył Duch Święty. Nasza natura sama z siebie nie jest zdolna przebaczać. Działa na zasadzie odwetu. Potrafi zamknąć się w gniewie. Tylko Duch Święty ma może ją zmienić, jeśli natura okaże wystarczające posłuszeństwo.

Jan od KNajbardziej nieszczęśliwymi ludźmi wydają się być ci, którzy sądzą, że przebaczenie jest niemożliwe albo niepotrzebne czy wręcz – szkodliwe. Św. Jan od Krzyża mówił:

„Bracia bosi nie powinni być
braćmi w regule,
ale braćmi
cierpliwości w Bogu”
.

Pewnie miał na myśli przede wszystkim karmelitów, ale czy nie jest to wezwanie dla wszystkich?

Ks. Ryszard Winiarski

07-02-2016r.

7 lutego 2016|