Gromadzić oliwę do lampy

Przyjście Oblubieńca to decydujące o naszym zbawieniu spotkanie z Alfą i Omegą, Stwórcą i Celem Ostatecznym. Przygotowaniem do niego jest całe nasze życie. Jest ono gromadzeniem oliwy do lamp, z którymi wyjdziemy na spotkanie Przychodzącego.

Pytanie o sens życia towarzyszy ludzkości od samego początku i trzeba przyznać, że dla naszych szarych komórek jest bardzo stymulujące. To pytanie nie pozwala spocząć w miejscu, nie pozwala na to, by człowiek mógł przestać szukać nań odpowiedzi. Wiara, co prawda, przynosi objawioną przez Boga odpowiedź, że sensem ludzkiego istnienia jest żyć tak, by dostąpić zbawienia. Nie gasi to jednak płomienia dociekań, który wciąż rozpala rozum pragnący dotknąć Prawdy.

Księga Mądrości w pięknych słowach opisuje, czym jest ludzkie poszukiwanie Mądrości: „Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać” (Mdr 6,12-13). Prawdziwe poznanie rzeczywistości Bożych nie polega bowiem na rozkładaniu ich na czynniki pierwsze, na dzieleniu włosa na czworo, lecz na pokornym przyjmowaniu „świętej wiedzy” jako daru samoudzielenia się Boga człowiekowi, jako wyrazu Jego uniżenia się przed człowiekiem pragnącym Go zrozumieć i zasmakować choć trochę w Jego tajemnicy.

Dzięki darowi mądrości człowiek szczerze pragnący Boga zyskuje zdolność do tego, by uznać, że jest On Miłością. Rozum ludzki nie jest w stanie dojść do tego stwierdzenia o własnych siłach, opierając się jedynie na swoim ograniczonym poznaniu. Jest w stanie powiedzieć o Bogu, że jest Absolutem, Przyczyną i Celem, Podstawą Rzeczywistości, Stwórcą, Najwyższą Myślą, ale Bóg jako Miłość jest sam w sobie Objawieniem. Sam pozwala się poznać jako Miłość w Jezusie Chrystusie, którego zapowiedź odnajdujemy w starotestamentalnym obrazie Mądrości. Dar Mądrości nie jest zatem żadnym rodzajem wlanej wiedzy, lecz duchowym przekonaniem o tym, że Bóg, który istnieje, jest Bogiem miłującym człowieka i pragnącym dla niego zbawienia.

Symbolem owocnego i wytrwałego poznawania zbawczej Mądrości jest oliwa – główna bohaterka przypowieści o pannach mądrych i głupich oczekujących na przyjście Oblubieńca. „Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach” (Mt 25,3-4). Co chce do nas powiedzieć Jezus przez tę przypowieść? Mistrz z Nazaretu nawiązuje do znanego palestyńskiego zwyczaju weselnego, kiedy to orszak panien towarzyszył przeprowadzce oblubienicy do domu oblubieńca, co stanowiło ostatni akt ceremonii zaślubin. To bardzo wymowne, że Chrystus używa obrazu wesela do opisania rzeczy ostatecznych, do nakreślenia, czym będzie paruzja, czyli Jego powtórne przyjście. Ma ona być momentem wielkiej radości ze zjednoczenia Boga-Oblubieńca z Jego ludem, w którym znajdziemy zarówno mądrych i przewidujących (gr. frónimoi) przygotowanych na spotkanie z Panem, jak ociężałych i tępych (gr. mōroì), którzy nie przejmują się zbytnio swoją przyszłością.

Oliwa nagromadzona przez roztropne panny jest dowodem na to, że nie zmarnowały one czasu swojego życia. Natomiast pannom nierozsądnym życie przeleciało przez palce, a najmniej ważne było dla nich to, co jest właśnie najważniejsze. Ta przypowieść pokazuje nam, że głupota rzeczywiście nie zna granic. Nierozsądne panny idą kupić oliwę, bo ich lampy gasną. Ale idą szukać sprzedawców w środku nocy!  Zasada carpe diem! (z łac. „chwytaj dzień!”) może być prawdziwie chrześcijańska pod warunkiem, że polegać będzie nie na czerpaniu z życia przyjemności, lecz na intensywnym wykorzystaniu czasu na sprawy najistotniejsze: „Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie” (Mdr 6,14-15). Wiara nie może być jak choinkowe lampki, które przed Bożym Narodzeniem wyciąga się z pudełka i zapala się tylko raz do roku, stawiając przedtem dzielnie czoła plątaninie kabli. Największym zagrożeniem dla naszej wiary nie jest to, które pochodzi z zewnątrz. Łatwiej jest myśleć w ten sposób. Przede wszystkim jednak powinniśmy wystrzegać się mierności w wierze i poważnie traktować Boga, a nie próbować Go „udobruchać” dobrymi uczynkami, które miałyby odwrócić Jego uwagę od tego, co naprawdę mamy w sercu. Żeby Dziadek był zadowolony. Żeby Bozia się nie gniewała.

Mądrość w wierze ma być czymś, o co zabiegam nieustannie. Nie chodzi o wiedzę, choć ona prowadzi do mądrości, ale przede wszystkim o poszukiwanie i dostrzeganie Boga w tym, co wyszło z Jego ręki. Nie jesteśmy deistami, lecz wierzymy w Boga obecnego w historii, przenikającego ją, zabiegającego i upominającego się o nas, troszczącego się o nasze zbawienie, choć pozostawiającego nam wolność. Mądrość w wierze to świadomość, że osobowa relacja z Bogiem jest konieczna do tego, by wiara nie stała się magią czy zbiorem rytuałów. Mądrość w wierze to tęsknota za Tym, który się „spóźnia”: „Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły” (Mt 25,5). W oczekiwaniu na Pana Młodego zdarzyć się może i drzemka. Są nią ludzkie słabości, które nie przekreślają jednak ogólnej gotowości i czujności. Powiedzieliśmy wcześniej, że oliwa to symbol wysiłku w odkrywaniu Mądrości.  Oznacza ona także dobre uczynki. Lampa to symbol wiary. Ważne jest jednak zachować właściwą kolejność – uczynki są odpowiedzią na łaskę Boga, On daje wszystko, co jest potrzebne do wytworzenia oliwy. Nie chodzi jedynie o uczynki jako gesty dobroci względem kogoś, lecz o postawę ufności wobec Boga. Jeśli jest ona głęboka i szczera, dobre uczynki będą naturalną jej konsekwencją.

Przyjście Oblubieńca to decydujące o naszym zbawieniu spotkanie z Alfą i Omegą, Stwórcą i Celem Ostatecznym. Przygotowaniem do niego jest całe nasze życie. Jest ono gromadzeniem oliwy do lamp, z którymi wyjdziemy na spotkanie Przychodzącego. Przed Bogiem odpowiemy jedynie za siebie, co nie znaczy, że nie mamy zadbać o innych, póki jeszcze żyjemy na tym świecie. Na końcu czasów nie będziemy jednak świecić oczami za innych. Na ucztę weselną w niebie nie można wejść po znajomości, bokiem, na lewą przepustkę. „Zaprawdę powiadam wam, nie znam was” (Mt 25,12). Oby te słowa nie były skierowane do nas! Jedyna znajomość, która będzie wówczas w cenie, to osobista znajomość z Jezusem-Oblubieńcem.

Źródło: www.deon.pl/
8 listopada 2020|