EKG Bożego serca

Jest rozpalone, zranione, przebite. Usycha z tęsknoty. Co jeszcze elektrokardiogram powie nam o sercu Najwyższego?

Skoro Bóg jest duchem, czy można mówić o Jego sercu? – zapyta ktoś. Można. Sam wielokrotnie o nim mówił. „Naucz się poznawać serce Boga ze słów Bożych, aby z większym zapałem podążać ku wieczności” – zalecał św. Grzegorz Wielki. „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu” – prosiła Oblubienica z Pieśni nad Pieśniami.

Siedmiokrotnie rozpalony piec

Najlepsze kasztany rosną w Paryżu na placu Pigalle. W jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów miasta, pełnym sex shopów i domów publicznych, wspólnota Emmanuel otworzyła kawiarenkę. Na piętrze przed wystawionym Najświętszym Sakramentem trwa żarliwa modlitwa, zanoszona do Tego, który wołał: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, aby on już zapłonął”. Piotr Goursat, założyciel wspólnoty (1914–1991), często mawiał: „Trzeba, żeby się paliło! Najpierw modlitwa, a potem wszystko inne”. Był krytykiem filmowym, szefem Międzynarodowego Przeglądu Filmowego. Na ścianie naprzeciwko jego łóżka wisiał krzyż. Serce Ukrzyżowanego lśniło, wypolerowane przez… pocałunki. – W młodości zostałem poważnie zraniony i okropnie bałem się krzyża – opowiadał. – W kościele Saint-Philippe-du-Roule były dwa boczne ołtarze. Jeden z krzyżem, drugi z Sercem Jezusa. Przemykałem prosto do Serca Jezusa. W Nim znajdowałem pokój. Jak mówiła Mała Tereska, „kiedy jesteśmy w Sercu Jezusa, mamy wszystko”. Serce Jezusa można porównać do siedmiokrotnie rozpalonego pieca, w którym przechadzali się trzej młodzieńcy – mawiał Goursat. Organizowane przez jego wspólnotę rekolekcje w Paray-le-Monial gromadzą każdego lata ok. 20 tys. osób.

Serce baranka, spojrzenie lwa

Czytam znakomitą książkę „Ogień w moim sercu” Johannesa Hartla. To rodzaj duchowego dziennika: „Paray-le-Monial, lipiec 1994. W moim hipisowskim stroju klękam w kaplicy, w której Jezus objawiał się Małgorzacie Marii Alacoque. A objawiał się w sposób, o jakim wcześniej nie słyszano. Pokazał jej bowiem swe serce. Płonęło jasnym płomieniem z miłości do ludzi, a zarazem z cierpienia, jakie Mu zadawali. Małgorzata została natychmiast przeszyta i wciągnięta w bezbrzeżny ogień Bożej pasji. Wstałem wcześnie rano. Klęczę na marmurowej posadzce. Płonie kilka świec. Na ołtarzu monstrancja. Coś się ze mną dzieje. Nie mogę odwrócić spojrzenia. Czuję, jakby moje oczy też pochłonął ten nieskończony ogień Jego serca. Nie mogę ich od Niego oderwać. Dopiero po półtorej godziny mogę się podnieść. Od tej pory wszystko jest inne. Tak jak w oczach człowieka, który zbyt długo patrzył na słońce, z tego spotkania pozostało we mnie coś na zawsze: tęsknota, by widzieć Jezusa. On jest trzęsieniem ziemi. Mocarze Jego epoki patrzyli na Niego z przerażeniem. On jest niezwyciężony. On śmieje się i drwi z planów wielkich tego świata. On ma serce baranka. On ma spojrzenie lwa”.

„Poszukiwanie Oblubienicy jest jednym z najbardziej pierwotnych wątków obecnych w Piśmie Świętym. Jest ono echem okrzyku Bożego serca: gdzie jest moja umiłowana? Gdzie jest lud, przed którym mogę otworzyć swoje serce? – pisze Hartl. – Niestety, Stwórca raz po raz doświadcza sprzeciwu i odstępstwa swojego ludu. Prorocy coraz wyraźniej dają do zrozumienia to, co już wcześniej wisiało w powietrzu: Bóg nie jest tylko stroną w zawartym przymierzu. Nie jest tylko Królem. Nie jest nawet tylko Ojcem. Jego uczucia są uczuciami Oblubieńca, który kocha zazdrosną miłością, pełną pasji, wierną, nieustannie walczącą o miłość swojej oblubienicy. Jest to precyzyjnie opisane w Księdze Ozeasza. Młody prorok otrzymuje polecenie od Boga, by poślubić prostytutkę i płacić jej, by pozostawała mu wierna. Właśnie taką miłością Bóg darzy swój lud. Skandaliczna myśl! Bóg, który pozostaje wierny niewiernej oblubienicy tylko dlatego, że jest w niej zakochany. Pragnie kochać i być kochanym”.

Zostawił tu serce

„To ludzki mięsień sercowy. W stanie agonalnym” – orzekło dwoje niezależnych ekspertów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku badających zakrwawioną Hostię z Sokółki. Przed dekadą cała Polska opowiadała o Bogu, który zostawił na Podlasiu swe serce.

Najwiarygodniej o Jego sercu mogą opowiedzieć mistycy. „Uczyń serce me według serca Twego” – modlili się. I przekonali się, o co prosili. Bolało. Niektórzy z nich doświadczyli tzw. mistycznej wymiany serc.

Katarzyna ze Sieny miała 23 lata. Pięć lat przed otrzymaniem stygmatów, gdy rozważała słowa psalmu: „Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste”, objawił jej się sam Jezus. Wyciągnął z jej boku serce. Po dwóch dniach ujrzała Go ponownie. Powiedział: „Dopiero co wziąłem twe serce, a dziś daję ci swoje”. I podał je Katarzynie. Czy możemy się dziwić, że mistyczka z Toskanii wołała: „Spraw, bym ciągle trwała w Tobie, w zjednoczeniu, by zostać całkowicie pochłoniętą w ognistym piecu Twojego Boskiego Serca”? Była prorokinią, która „trzęsła Europą”. Bo prorok – jak przypominał Abraham Joshua Heschel – „to nie ten, który obwieszcza ze swadą Boskie rozporządzenia, lecz ten, który słyszy głos Boga i czuje bicie Jego serca”.

Bóg pragnie jednego: całkowitego zjednoczenia. Chce, by nasze serca upodobniły się do Jego płonącego serca. Oczyszcza je. Pięknie pisał o tym św. Augustyn: „Bóg chce cię napełnić miodem. Jeśli jednak ty jesteś pełen octu, gdzie zmieścisz miód?”. „Serce musi być rozszerzone, a potem oczyszczone z octu i jego zapachu. To opłacone jest cierpieniem, ale jedynie w ten sposób przysposabiamy się do tego, do czego jesteśmy przeznaczeni” – przypominał w encyklice „Spe salvi” Benedykt XVI.

Kto widział mego Jezusa?

Życie Małej Arabki obfitowało w niezwykłe wydarzenia, a ilością darów, jakimi została obsypana, można by obdzielić wszystkie wspólnoty Europy Środkowo-Wschodniej. Mówiła o sobie, że jest „małym nic”. Śpiewała… unosząc się nad lipami. Żyła mimo poderżniętego gardła. Pewnego dnia podczas Ró­żańca wpadła w ekstazę i zawołała: „Kto widział mego Umiłowanego? Szukałam Go, a nie znalazłam. Umiłowany mój, gdzie jesteś? Idę, biegnę, płaczę, nie zna­­lazłam mego Umiłowanego. Kto widział mego Jezusa?”. Po tych słowach dotknęła boku i omdlewając, wyszeptała, zwracając się do św. Teresy, którą zobaczyła w wizji: „Matko Te­reso, Jezus przebił me serce! On przebił moje serce!”. – To doświadczenie nie było urojone – wyjaśnia Rafał Tichy, autor książki „Ukryte oblicze”. – Serce Marii Baouardy rze­czy­wiście zostało przebite. Zjawisko to jest określane jako transwer­be­racja i – jak uczy św. Jan od Krzyża – jest dane osobom, którym Bóg powierza szcze­gólną misję w Kościele. Potwierdzeniem autentycz­ności tego, co przeżyła Mariam, było to, co zobaczyli zszo­ko­wani lekarze, kiedy po śmierci Małej Arabki wyjęli jej serce w celu umieszczenia go w relik­wiarzu. Zdjęcia ukazują głęboką ranę zadaną ostrym narzędziem, która w normal­nych warunkach uniemożliwiłaby dalsze bicie serca.

Podobne doświadczenie miała 45-letnia Teresa z Ávili. W „Księdze życia” opisywała, że ujrzała anioła, który włócznią przebijał jej serce: „Tak wielki był ból, że wyrywał mi z piersi jęki; ale taka zarazem przewyższająca wszelki wyraz słodkość sprawia mi to niewypowiedziane męczeństwo, że najmniejszego nie czuję w sobie pragnienia, by ono się skończyło”. Jej imienniczka z Lisieux w 1895 r. dokonała aktu poświęcenia się miłości Boga. Po kilku dniach poczuła, że jej serce ogarnął ogień. „Jestem w płomieniach!” – wołała.

Na podstawie doświadczeń mistyczek możemy opisać serce samego Jezusa. Płonie, jest zranione, przebite. Opowiadali o tym m.in. Franciszek z Asyżu, Bernard z Clairvaux, Antoni z Padwy czy Franciszek Salezy. Prekursorem kultu Najświętszego Serca Jezusa w Europie był polski jezuita Kasper Drużbicki.

Niekochana miłość

Większość opisów tego, jak wygląda Jego serce, zawdzięczamy pewnej francuskiej mniszce. Małgorzata Maria Alacoque urodziła się 22 lipca 1647 r. w Burgundii. Jako czteroletnia dziewczynka złożyła ślub czystości. Rodzina długo nie chciała słyszeć o jej pomyśle zamknięcia się za klauzurą. Dopiero jako 24-latka mogła spełnić swoje marzenie. Przekroczyła próg klasztoru wizytek w Paray-le-Monial. Aż 80 razy doświadczyła objawień związanych z tajemnicą Serca Jezusa. Dokładnie się Mu przyjrzała i zapamiętała detale.

Jezus ukazał się jej po raz pierwszy przed obłóczynami. Do 1689 r. wielokrotnie rozmawiała z Nim twarzą w twarz. Widziała Jego przebite serce opasane cierniową koroną. „Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących zamkniętych w moim łonie – opowiadał 27 grudnia 1673 r. – Pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem. W nim znajdą wszystko, czegokolwiek będzie im potrzeba dla ratowania swych dusz z przepaści zguby”. Pół roku później dodał: „Oto Serce, które tak umiłowało ludzi, a w zamian za to otrzymuje niewdzięczność, wzgardę i zapomnienie. Sprawia mi to przykrzejszą udrękę niż wszystko, co wycierpiałem w czasie mej męki: a to tak dalece, że jeśliby mnie choć trochę ukochano, to za nic bym sobie uważał wszystko, co wycierpiałem dla ludzi i pragnąłbym, o ile byłoby to możliwe, uczynić dla nich jeszcze więcej; lecz oni na wszystkie moje wysiłki czynienia im dobrze odpowiadają oziębłością i wzgardą”.

U progu 1674 r. Jezus ukazał Francuzce serce na tronie z płomieni, „jaśniejące bardziej niż słońce, o przejrzystości kryształu, z widoczną raną, otoczone cierniami i z krzyżem na szczycie”. W czerwcu 1675 r. Małgorzata usłyszała: „Oto Serce, które ogromnie umiłowało ludzi, tak że niczego nie szczędziło, aż do zupełnego wyniszczenia Siebie, dla okazania im Swej miłości, a jednak w zamian za to doznaje od większości ludzi gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw”.

Spalam się!

Zaraz, zaraz, gdzie ja czytałem podobną skargę? Zerkam do „Dzienniczka” Faustyny: „Z otwartego serca Pana Jezusa płynie pociecha dla dusz. Od samego rana, kiedy się przebudziłam, zaraz duch mój cały zatonął w Bogu. W czasie Mszy św. miłość moja ku Niemu doszła do potęgi. Po odnowieniu ślubów i Komunii św. nagle ujrzałam Pana Jezusa, który rzekł mi łaskawie: córko Moja, patrz w miłosierne Serce Moje. Kiedy się wpatrzyłam w to Serce Najświętsze, wyszły te same promienie, jakie są w tym obrazie – jako Krew i Woda, i zrozumiałam, jak wielkie jest Miłosierdzie Pańskie. I znów rzekł Jezus łaskawie: córko Moja, mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu Moim. Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze, nie chcą dusze wierzyć w Moją dobroć”. Innym razem siostra drugiego chóru usłyszała od Jezusa: „Pragnę, abyś głębiej poznała Moją miłość, jaką pała Moje Serce ku duszom. Serce Moje jest przepełnione miłosierdziem wielkim dla dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników”.

„Biedni grzesznicy” mogą przylgnąć do Tego, który powiedział o sobie: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”.

Źródło: www.kosciol.wiara.pl

29 czerwca 2018|