Echo Dziejów Apostolskich, VI Niedziela Wielkanocna Ewangeliczny mini-max

Jak na 2000 lat historii Kościoła to liczba zwołanych soborów wydaje się niewielka. W sumie było ich zaledwie 21, nie licząc pierwszego zwanego soborem jerozolimskim. Sobory zwoływano dla rozstrzygnięcia sporów doktrynalnych, zażegnania grożącego rozłamu i zachowania jedności owczarni. Oczywiście, nie wszystkie sobory spełniały oczekiwania i pokładane w nich nadzieje. Niektóre kończyły się jedynie wymianą zdań i prezentacją stanowisk. Inne zostały przerwane nagłym przyspieszeniem wydarzeń. Istotą soborowych orzeczeń jest zasada mini-max. Jest jakieś minimum obowiązków, z którego nie wolno zrezygnować i jakieś maksimum praw, na które można się zgodzić. Wolność człowieka oscyluje pomiędzy jednym a drugim.

sobórOd Soboru Jerozolimskiego aż po Sobór Watykański II zawsze do głosu dochodziły dwie tendencje: zachowawcza i postępowa. Gdy jedni przyjmowali rolę wielkich hamulcowych, często idealizując Tradycję, inni myśląc o Kościele jutra, szukali świeżego powiewu Ducha. Jedni i drudzy kochali Boga i Kościół, różnie jednak pojmując jego tożsamość i misję.

W Kościele od zawsze istnieje stałość i zmienność. Dzięki temu Kościół odrzucając skrajności, zachowuje względną równowagę i może mówić:

„Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki”.

(Hbr 13, 8)

To znaczy, że Jezus nie podlega modom i trendom. Nie jest zakładnikiem żadnej mniejszości ani większości. Nie ogląda się na sondaże. Nie myśli, jak politycy, o żadnej reelekcji. Zawsze może być wybrany i zawsze odrzucony.

Sobór Jerozolimski próbował dać odpowiedź na pytanie: Co to znaczy być Żydem, a zarazem wierzącym w Jezusa? Problemem było, czy pogan można przyjmować do Kościoła tak jak Żydów. Poganie nie znali historii biblijnej, proroctw mesjańskich, moralności opartej na Dekalogu ani obrzezania. Powstał więc dylemat: czy pogan trzeba prowadzić do chrztu niejako dłuższą drogą poprzez „katechumenat” starotestamentalny, czy też prowadzić jakąś inną, krótszą drogą, co nie znaczy łatwiejszą?

Kluczową decyzję podjął Kościół, wsłuchując się w świadectwo Pawła i Barnaby, ogłaszając ustami Piotra:

„Wiecie, bracia, że Bóg już dawno wybrał mnie spośród was, aby z moich ust poganie usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli. Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie zrobił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca. Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać. Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni”.

 (Dz 15, 7-11)

Wypowiedź Piotra musiała zabrzmieć kontrowersyjnie, może nawet bluźnierczo. Czy to możliwe, że … Bóg nie zrobił żadnej różnicy między Żydami i poganami? Skąd więc wzięła się ta skwapliwie podkreślana różnica między prawowiernymi a gojami? Ten podział na czystych i nieczystych, na święty lud przymierza i całą, przeklętą resztę? W samej tylko Torze słowo goj pojawia się aż 550 razy, przeważnie w sensie pejoratywnym. I oto nagle Piotr mówi, że Bóg udzielił Ducha poganom, podobnie jak Żydom.

Na Soborze Jerozolimskim apostoł Piotr zakwestionował tradycję ojców, w której obowiązywał podział na wybranych potomków Abrahama i odrzuconych pogan. Doprawdy, trzeba odwagi, by stanąć w opozycji do świata, który nas duchowo  zrodził i ukształtował. Trzeba odwagi, by wziąć na siebie ciężar odrzucenia, pogardy i prześladowań. Rozstrzygnięcie tej kwestii było kluczowe dla losów Kościoła i Synagogi. Prawdę mówiąc, konwersje Żydów były aktami apostazji. Stąd tyle intryg, prowokacji i pogardy wobec rodzącego się Kościoła. Nie tylko Dzieje Apostolskie, ale także inne źródła mówią o żydowskim podżeganiu przeciwko chrześcijanom, o intrygach pełnych nienawiści. Grzech antysemityzmu został poprzedzony grzechem christianofobii. Przez całe wieki Talmud, święta księga judaizmu, był wyrocznią określającą, co można, a czego nie wolno w relacjach ze światem zewnętrznym. Możemy w nim przeczytać takie oto rzeczy: „Gojów nie należy wyciągać ze studni ani do niej wrzucać”. Talmud wyraźnie zabrania dawania gojom prezentów. Jednakże władze rabiniczne zakaz ten uchyliły, ponieważ między biznesmenami przyjęte jest wymienianie między sobą podarunków. Ustanowiono więc, że Żyd może wręczyć swemu „znajomemu gojowi” prezent, ponieważ nie będzie to traktowane jako dar, lecz jako forma inwestycji, która w przyszłości może przynieść pewien zysk. Wręczanie prezentów „nieznajomym gojom” jest zabronione. Reguła ta rozciąga się również na dawanie jałmużny. Rabin Josef Owadia powiada:

„Goje rodzą się tylko po to, by nam służyć. Bez tego nie mieliby po co istnieć na tym świecie”.

Izrael Szahak naucza:

„Nawet embrion Żyda różni się jakościowo od embrionu goja. Samo istnienie nie-Żydów nie ma najmniejszego sensu, podczas gdy wszystko, co zostało stworzone na Ziemi, ma służyć wyłącznie dobru Żydów”, „Żydowi nie wolno dopuścić (o ile potrafi temu zapobiec), by jakikolwiek goj został mianowany na najskromniejsze nawet stanowisko, dzięki któremu mógłby sprawować władzę nad Żydami”.

Decyzja Soboru Jerozolimskiego sprowadzała się do czterech wskazań:

„Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego”.

 (Dz 15, 28-29)

Jak rozumieć te zakazy? Dosłownie! Poganie mieli silnie rozwinięte kulty ofiarnicze. Składanie krwawych i całopalnych ofiar było normą. Po nich odbywały się przesycone testosteronem uczty. Formą pogańskiej „komunii”, czyli zjednoczenia z bóstwem było zjadanie części ofiar, które nie poszły na całopalenie. Udział w obrzędach stanowił  składnik życia towarzyskiego i część pogańskiej obyczajowości. Pokazy w amfiteatrach były niezwykle popularne, a uczestnictwo w nich traktowano niczym obywatelski obowiązek aktywnego udziału w życiu publicznym państwa. Trybuny stanowiły istny tygiel ludzkich ekscytacji, lęków, fascynacji krwią i cierpieniem zadawanym z premedytacją. Świat antyczny prawie w całości akceptował brutalność i okrucieństwo igrzysk gladiatorskich, domagając się wręcz częstszej ich organizacji. Rzymianie traktowali pokazy walk jako rozrywkę, swoistą formę sportu i sposób spędzania wolnego czasu, nie zastanawiając się nad losem ginących ludzi i zwierząt. Niezmiernie trudno było kogokolwiek przekonać o destrukcyjnej roli tego rodzaju widowisk i nie pomagały nakazy i dekrety cesarskie ani zmniejszenie wydatków państwowych na igrzyska.

Z zasady chrześcijanie omijali fora i amfiteatry, by nie współuczestniczyć w grzechach pogan, choć zapewne byli i tacy, których pokonała ciekawość lub dały o sobie znać pożądliwości, których nieskutecznie wyrzekali się podczas chrztu. Pokazy publiczne znajdowały swój dalszy ciąg w orgiach, obżarstwie i libacjach, gdzie krzyżowały się toasty wznoszone ku czci poszczególnych bóstw lub ludzi, którym przypisywano cechy bóstwa. Zakaz nierządu oznaczał unikanie wszystkich tych sytuacji, które brutalizowały ludzką cielesność, naruszały wierność małżeńską, czyniąc z seksu niebezpiecznego tyrana.

Seneka zwykł mawiać: „Kobiety szły za mąż, żeby się rozwieść, a rozwodziły się, żeby wyjść za mąż”. Juwenalis podaje przykład jednej kobiety, która w ciągu pięciu lat miała ośmiu mężów. Demostenes pisał: „Prostytutki trzymamy dla przyjemności, kochanki – ze względu na codzienne potrzeby ciała, a żony po to, żeby rodziły nam dzieci i dbały o dom”. Świat, w którym rozwód był kwestią kaprysu, a rozwiązłość formą zabawy, wymagał ewangelizacji. Odrodzenie przyszło wraz z chrześcijaństwem. Znakiem takiego odrodzenia były i pozostają nawrócenia. Znakiem są również coraz liczniejsze wspólnoty Żydów mesjanistycznych, dla których Jezus Chrystus jest obiecanym mesjaszem.

W XIX i XX wieku były liczne przypadki nawróceń z judaizmu na katolicyzm. Odwołajmy się do dwóch historii. Eugenio Zolli (1881-1956) – główny rabin Rzymu w czasie II wojny światowej po nawróceniu powie:

To wielki zaszczyt być żydem, mającym szczęście bycia chrześcijaninem!”

 Ból własnych poszukiwań Boga św. Edyta Stein (1891-1942) oparła na dwóch filarach:

„Nie przyjmujcie niczego za prawdę, co byłoby pozbawione miłości, ani nie przyjmujcie niczego za miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem”.

zy można sobie wyobrazić lepszą radę dla poszukujących, niż słowa kogoś, kto nie tylko szukał, ale naprawdę znalazł?

 

Ks. Ryszard K. Winiarski

3 maja 2016|