Dziś uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

W środę 15 sierpnia przypada uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Główne uroczystości, z udziałem polskich biskupów, będą miały miejsce tradycyjnie na Jasnej Górze.

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego – ustanowił go papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus” (łac. Najszczodrobliwszy Bóg), w odpowiedzi m.in. na prośbę polskich biskupów. Na Wschodzie Wniebowzięcie nazywane jest do dzisiaj „Zaśnięciem Matki Bożej”.

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzona przez Kościół katolicki 15 sierpnia, sięga V wieku i jest rozpowszechniona w całym chrześcijaństwie. Jednocześnie należy zaznaczyć, że Nowy Testament nigdzie nie wspomina o ostatnich dniach życia, śmierci i o Wniebowzięciu Matki Bożej. Nie ma Jej grobu, ani Jej relikwii. Ale od początku dziejów Kościoła istniała żywa wiara, że Maryja „wraz z ciałem i duszą” została wzięta do nieba.

Uroczystość Matki Bożej Wniebowziętej ma swoje początki w Kościele wschodnim, który wprowadził ją w 431 roku. Kościół łaciński (rzymski) obchodzi Wniebowzięcie (Assumptio) Maryi od VII wieku. Pisma teologiczne potwierdzają, że liczni święci, m.in. Grzegorz z Tours, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu i Bonawentura często rozważali wzięcie Maryi z duszą i ciałem do nieba.

Tradycja ikonograficzna przedstawia ciało Matki Bożej, unoszone w promienistym świetle przez aniołów do nieba. W taki sposób Wniebowzięcie ukazuje większość dzieł sztuki.

Do najpiękniejszych obrazów o tej tematyce zalicza się „Assunta” (Wniebowzięta) Tycjana w kościele Santa Maria Gloriosa (Matki Bożej Chwalebnej) w Wenecji. Ten wielki obraz w głównym ołtarzu, namalowany w latach 1516-18, należy do mistrzowskich dzieł wielkiego malarza, w późniejszym okresie również wziętego portrecisty papieskiego. Ukazuje on Maryję jako piękną, powabną kobietę – nawet zbyt piękną i zbyt zmysłową dla zamawiających go franciszkanów. Dopiero po długich targach i długotrwałym procesie przyzwyczajania się do obrazu, przywykli do ascetycznego życia zakonnicy weneccy zgodzili się przyjąć pracę i zapłacić za nią Tycjanowi.

W Niemczech tematyka ta pojawia się przede wszystkim na barokowych freskach kościołów Bawarii. Często w sklepieniach można zobaczyć freski ukazujące Maryję, otoczoną aniołami i unoszącą się na obłoku.

Hiszpański malarz okresu baroku, Bartolomé Esteban Murillo poświęcił temu tematowi w 1675 r. dzieło, którego oryginał znajduje się obecnie w petersburskim Ermitażu. „Wniebowzięcie Maryi” Petera Paula Rubensa z 1626 r. znajduje się w Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie.

Zwyczaje ludowe

W Polsce i wielu innych krajach europejskich dzień ten jest często nazywany także świętem Matki Bożej Zielnej lub Korzennej. W kościołach święci się wówczas zioła, kwiaty i snopy dożynkowe. W sanktuariach maryjnych gromadzą się wielkie rzesze pielgrzymów.

Z Wniebowzięciem NMP łączą się liczne zwyczaje ludowe. W południowych Niemczech, podobnie jak w Polsce, święci się w tym dniu zioła. Wierni przynoszą do kościołów artystycznie ułożone, barwne bukiety. Liczba ziół waha się w nich od siedmiu do 77. Najczęściej są wśród nich dziurawiec, rumianek, przywrotnik, oset, kozłek lekarski (waleriana) i lawenda, ale zdarzają się też koper, mięta i szałwia. W środku, niczym berło, umieszczana jest często dziewanna.

Podczas obrzędu poświęcenia śpiewane są pieśni, wychwalające Maryję jako „lilię dolin” i „kwiat pól”. Bukiety poświęconych roślin zanosi się do domów i zasusza. Mają one chronić przed chorobami i przynosić błogosławieństwo domostwu. Po poświęceniu ziół często rzuca się za siebie przez lewe ramię jabłka i gruszki, wyrażając w ten sposób nadzieję na dobre zbiory, zaczynające się właśnie wtedy; od niepamiętnych czasów również zbiorom owoców patronuje Matka Boża. 15 sierpnia jest dla rolników dniem szczególnym.

Niemieckie przysłowie mówi, że „gdy w dzień Wniebowstąpienia świeci słońce, można spodziewać się obfitego owocobrania i słodkich winogron”, co miało oznaczać, że Maryja błogosławi niebo i ziemię, faunę i florę.

Pielęgnowany jest też zwyczaj tzw. trzydziestki maryjnej, rozpoczynającej się 15 sierpnia. Od tego dnia przez 30 dni w kościołach, głównie z tytułami maryjnymi, wierni uczestniczą w nabożeństwach i procesjach ku czci Matki Bożej. W ciągu tych 30 dni przypadają także święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – 8 września i Imienia Maryi – 12 września.

Święcenie ziół ma podkreślać, że człowiekowi potrzebna jest ozdrowieńcza moc natury. Chrześcijaństwo ma tu bogatą tradycję, jeśli wspomnieć choćby bardzo dziś popularną św. Hildegardę z Bingen, żyjącą w latach 1098-1179 frankońską mniszkę, a także liczne klasztory, zajmujące się ziołolecznictwem.

W Sienie, we włoskiej Toskanii, 15 sierpnia odbywa się święto zwane palio – wyścigi zaprzęgów konnych wokół głównego rynku. Organizuje się je na pamiątkę 1260 roku, gdy miasto, przeżywające wielkie nieszczęścia, oddało się w opiekę Najświętszej Maryi Pannie i zwyciężyło w walce o uniezależnienie się od Florencji. Zwycięzca palio otrzymuje szarfę z wymalowanym wizerunkiem Matki Bożej.

W Polsce ta uroczystość maryjna wiązała się z zakończeniem zbioru plonów, toteż mówiono, że „na Wniebowzięcie zakończone żęcie”. Stało się więc zwyczajem święcenie plonów, przede wszystkim tego, co rosło na własnych polach i w przydomowych ogródkach. Owa „dożynkowa wiązanka” musiała zawierać pokruszone kłosy pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa – tzw. próżankę. Obowiązkowe były też len i groch, bób i marchew z natką, gałązka z gruszką lub jabłko, makówka i orzechy. Ale razem z „wiązanką” święciło się także różne zioła lecznicze.

Źródło niedziela.pl


Wniebowzięta czyli wzięta w ramiona. Jaki jest sekret Maryi?

Pokora Maryi nie jest więc jakąś zahukaną nieśmiałością, czy spuszczaniem głowy, ale to odważne przyjęcie tego, co Bóg chciał jej dać. O tym jakiej odwagi to od niej wymagało i jakie miało czasem dramatyczne, bolesne konsekwencje wiemy z Ewangelii.

Miesiące wakacyjne są dla wielu okazją do spędzenia większej ilości czasu na powietrzu. Nad morzem, w górach, nad jeziorem lub po prostu bliżej natury w parkach, na działkach czy miejskich ogródkach. Przy udanej pogodzie, z niejednego, na co dzień zagonionego serca i głowy, zaczyna wydobywać się dziękczynienie za piękno świata. Otaczająca przyroda staje się okazją, by na nowo przypomnieć sobie o Stwórcy, a przede wszystkim o Jego hojności, bo przecież mogłoby być mniej zapierających dech widoków, zaskakujących w różnorodności zwierząt, czy ciekawych roślin. Bóg jednak nie ma miary w swojej miłości, nie ma więc i miary w hojności tego co robi dla swoich stworzeń.

Co to ma wspólnego z Wniebowzięciem Najświętszej Maryi Panny? Otóż właśnie przypominając sobie prawdę o końcu życia Maryi, na nowo cały Kościół chce uwielbiać tą nieskończoną hojność Boga. Maryja jest tym ze stworzeń, w którym szczególnie zaskakuje pomysłowość i wielkoduszność Opatrzności. Zostaje zachowana od grzechu, ze względu na przygotowane jej zadanie bycia Matką Boga, wzięta do nieba, ponieważ, jak komentował to kilka lat temu papież Franciszek: „Jako pierwsza przyjęła i wzięła w ramiona Jezusa, gdy był jeszcze dzieckiem, i jest pierwszą, która została przyjęta w Jego ramionach, aby być wprowadzoną do wiecznego królestwa Ojca.” To co być może ciągle powinno zaskakiwać, gdy rozważa się życie Maryi, to harmonijne połączenie pokory człowieka i łaski danej przez Boga. Matka Boża nic nie zrobiła, by Bóg uwolnił ją od grzechu pierworodnego, zapewne nie wyszła też do Niego z propozycją, że jej zdaniem, jest najlepszą kandydatką na matkę Syna Bożego. Co bynajmniej nie jest jednoznaczne z biernością, czy brakiem osobistego zaangażowania w historię zbawienia. Wręcz przeciwnie, Bóg, gdy uwalania człowieka od grzechu przywraca mu wolność, na nowo uzdalnia go do aktywności współdziałania z Nim.

Pokora Maryi nie jest więc jakąś zahukaną nieśmiałością, czy spuszczaniem głowy, ale to odważne przyjęcie tego, co Bóg chciał jej dać. O tym jakiej odwagi to od niej wymagało i jakie miało czasem dramatyczne, bolesne konsekwencje mówią fragmenty Ewangelii. Maryja pokazuje nową jakość pokory – to przyjmowanie Bożych darów, by być zdolnym do współdziałania, do stania się taką, jaką chcę ją mieć Ojciec. Koniec jej życia, tajemnica wniebowzięcia jest konsekwencją tej postawy przyjmowania, otwartych rąk, by Bóg mógł w nie włożyć taką łaskę, jaką właśnie chce. Syn bierze w ramiona swoją Matkę, która przecież nieraz Jego w swoich trzymała. A Maryja, w swej odważnej pokorze, nie wyrywa się „sama wejdę”, tylko pozwala na kolejny cud.

A jakie teraz zadanie ma Wniebowzięta? Uczestniczy już w zmartwychwstaniu Chrystusa, doświadcza więc spełnienie jako człowiek, jako kobieta, cieszy się byciem nowym stworzeniem. Czyli? Żyje uwielbiając nieskończenie hojnego Boga oraz wstawiając się za wszystkimi swoimi dziećmi, by kiedyś też mogły cieszyć się chwałą zmartwychwstania.

Patrząc na Wniebowziętą warto zwrócić uwagę na jej sposób patrzenia – z jednej strony to pełen uwielbienia wzrok skierowany na Trójjedynego, a z drugiej to ciągłe spoglądanie na wszystkich, którzy są jeszcze w drodze do domu Ojca. Rozważanie prawdy o wniebowzięciu właśnie to podwójne spojrzenie chce umacniać w Kościele, by widzieć ciągle na nowe, że jesteśmy w drodze, której celem zmartwychwstanie ciała, ale przy tym nie zapominać o wszystkich rozproszonych dzieciach Bożych, a nawet całym stworzeniu – ono również czeka na ostateczne spełnienie.

W dalszej części przytoczonego wcześniej komentarza papież Franciszek, odwołuje się do hymnu Magnificat i zwraca uwagę, by pomyśleć „o wielu aktualnych sytuacjach bolesnych, szczególnie o kobietach przytłoczonych ciężarem życia i dramatem przemocy, o kobietach niewolnicach arogancji możnych, o dziewczętach zmuszanych do nieludzkiej pracy, o kobietach zmuszonych do poddania się na ciele i duchu pożądliwości mężczyzn. Oby jak najprędzej nadszedł dla nich początek życia w pokoju, sprawiedliwości, miłości, w oczekiwaniu na dzień, kiedy wreszcie poczują się pochwycone przez ręce, które ich nie upokarzają, ale z czułością je podnoszą i prowadzą drogą życia, aż do nieba.” Papież również i przy tej okazji uczy się od Maryi tego podwójnego spojrzenia i nie zapomina, o tych, którzy dziś czekają na wzięcie ich w ramiona. Z jednej strony to konieczność, realizacja przykazania miłości, a z drugiej, zmartwychwstanie Chrystusa, Jego rany pokazały, że istnieje jakaś konsekwencja, skutki tego co się dzieje teraz na ziemi, z tym co będzie w wieczności.

Skutki te mają także wymiar materialny. Czy Maryja też miała jakieś swoje rany? Konsekwencje życia wśród grzeszników? Teologia na ten temat milczy. Punktem odniesienia jest ciało Chrystusa Zmartwychwstałego, który przypomina, że choć już nie bolą, są przemienione, to jednak ślady cierpienia zostały na Jego chwalebnym ciele. Być może w tej świadomości ciągłości stworzenia i planu zbawienia można zrozumieć jedną z motywacji jaką kieruje się papież Franciszek, gdy niejednokrotnie przypomina, o trosce o ziemię, o świat. A przede wszystkim, o tych najsłabszych, którym już teraz nie brakuje ran i blizn na twarzach.

Zapewne trudno naśladować Maryję w tajemnicy jej wniebowzięcia, można mieć jedynie nadzieję na swoje zmartwychwstanie ciała przy powtórnym przyjściu Chrystusa. Niemniej w Bożym planie zbawienia nie brakuje miejsca, łaski i zadań również dla żyjących w XXI wieku. Hojność i mądrość Opatrzności się nie wyczerpała, pytanie tylko czy nie brakuje pokornych? Tych, którzy zanim zrobią wiele (także dla Boga) w przekonaniu o swej słuszności będą chcieli najpierw przyjąć Jego łaskę? Takich odnoszących się z szacunkiem do świata, z poczuciem odpowiedzialności za niego, bo przecież ma on być także dobrem dla kolejnych pokoleń i posiada swoje miejsce w Bożych planach. I wreszcie tych, którzy wezmą w ramiona najsłabszych i najbardziej bezbronnych oszczędzając im kolejnych ran.

Źródło: www.deon.pl

15 sierpnia 2018|