Dwa zagrożenia na które wystawiony jest każdy wierzący

Jeśli Chrystus nie będzie dla mnie Tym, na kogo każdego dnia i w każdej sytuacji życia czekam, to będę budować moją wiarę jedynie na tym, co sam sobie wymyśliłem, co mi się wydaje. Wówczas możliwe są dwie postawy.

Kościół jest dla świata znakiem zbawczej woli Boga wobec każdego człowieka, a także wezwaniem dla całej ludzkości do życia w jedności. To nie tylko pięknie brzmi, ale przede wszystkim jest prawdą! Zapominamy tylko często o tym, że Kościół to nie jakaś bezosobowa instytucja, lecz jest nim każdy z nas z osobna. Kościół, który daje świadectwo, zaczyna się już w moim sercu od odpowiedzi na pytanie, które dzisiaj zadaje Jezus swoim uczniom: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15). To podstawowe pytanie, na które powinniśmy odpowiadać każdego dnia i w każdej sytuacji, bo od tego zależy nasze postępowanie w codziennym życiu.

Stając naprzeciw dzisiejszej Ewangelii, zrozumiałem, że pytanie, które skierował Chrystus do swoich uczniów, ma oczyścić we mnie to, jak patrzę na Boga. Kim On tak naprawdę w moim życiu jest? Czy tylko kimś, do kogo zwracam się jedynie wówczas, gdy uczestniczę w kulcie Kościoła? „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). Odpowiedź Piotra nie tylko zawiera w sobie oficjalne stwierdzenie, kim jest Jezus dla uczniów, ale także pełne emocji wyznanie: „To na Ciebie czekaliśmy! To Ty jesteś wypełnieniem obietnic danych naszym przodkom!”. Podobnie jest z Kościołem. To nie tylko to, co oficjalne i instytucjonalne. Kościół to także to, co emocjonalne i egzystencjalne. To nie tylko sprawowanie kultu publicznego, lecz również moje osobiste przeżywanie spotkania z Chrystusem. Jeden i drugi wymiar jest potrzebny. Jeden bez drugiego nie będzie w pełni funkcjonował. Niestety, trzeba jednak ze smutkiem powiedzieć, że coraz częściej próbuje się przeciwstawić to, co w Kościele instytucjonalne, temu, co w nim osobiste czy też intymne. Z jednej strony, instytucję przedstawia się czasem jako zimną i skostniałą, bo taka bywa. Z drugiej strony, nie podkreśla się wystarczająco wartości indywidualnego wymiaru wiary, a czasem wręcz lekceważy się go. Wielu ludzi doświadcza w swoim życiu tego, że wiara im się „rozjeżdża” – w Boga wierzą, ale Kościołem się jednak nie zawsze czują, bądź też odżegnują się od niego całkowicie.

Jak to zmienić? Jednym ze skutecznych rozwiązań tego problemu, jest praca nad własną pychą, która sprawia, że nasze serca stają się kamienne – nieczułe na Boga przychodzącego do nas nie tylko wtedy, gdy coś czujemy, gdy przeżywamy jakieś emocje, ale także wtedy, gdy dzieje się coś „oficjalnego”. Jeśli Chrystus nie będzie dla mnie Tym, na kogo każdego dnia i w każdej sytuacji życia czekam, to będę budować moją wiarę jedynie na tym, co sam sobie wymyśliłem, co mi się wydaje. Wówczas możliwe są dwie postawy. Powiem „tak” Chrystusowi, a „nie” Kościołowi. Bądź też pozostanę na poziomie tego, co w Kościele zewnętrzne, nie wchodząc głębiej w tajemnicę obecności Boga w sakramentach i nie otwierając się na Jego łaskę, która pomoże mi dostrzec Go także poza kultem, w drugim człowieku. „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). Serce Piotra też bywało kamienne, niewrażliwe i niesłuchające, zdradzające i błądzące, ale ponieważ Chrystus był dla niego wszystkim, stało się też skałą, na której można wznieść coś stałego. Stało się skałą umocnienia dla innych.

„Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko. Jemu chwała na wieki! Amen” (Rz 11,36). Te słowa św. Pawła są skuteczną modlitwą przeciw pysze. Są też dobrym punktem odniesienia pomagającym znaleźć duchową równowagę, gdy trudno znaleźć nam punkt wspólny Kościoła, który przeżywamy zewnętrznie, wyznając wiarę we wspólnocie lub trwając w odłączeniu od niej, z Kościołem, którego częścią wewnętrznie się czujemy. „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15). Kim Jezus z Nazaretu jest dla ciebie? Jeśli Tym, którego przyjścia wyczekujesz, to wszystko w twoim życiu ma zależeć od Niego, na Nim ma być budowane, od Niego też otrzyma życie. Wtedy też staniesz się dla innych Skałą, czyli wiarygodnym świadkiem, który umacnia wiarę innych, ukazując jej prawdziwy sens.

Jeśli Jezus jest dla mnie Mesjaszem, Synem Boga żywego, jak to wyznał Szymon Piotr w imieniu Dwunastu, to od tej pory nic nie jest już niemożliwe, ponieważ moje serce staje się Skałą, na której Chrystus może budować we mnie Kościół, „a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). Wspólnotowy wymiar wiary, publiczny i instytucjonalny kult, ma większą wartość i przynosi obfitsze owoce wówczas, gdy poprzedzony jest indywidualnym i osobistym zawierzeniem życia Bogu przez każdego z ochrzczonych z osobna. Nie istnieje jednak prawdziwa wiara, która byłaby jedynie prywatną sprawą czy chwilowym emocjonalnym przeżyciem, ponieważ Kościół to zawsze „my”, a nie tylko „ja” lub „oni”. Kościoła chciał sam Chrystus. „Kościół mój” (Mt 16,18) – tak go nazywa. Czy czujesz, że mówi to też o tobie?

Źródło: www.deon.pl

24 sierpnia 2020|