DOBRZE WYKORZYSTAĆ CZAS

10 sierpnia 2013 roku; DZIEWIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA; W okresie urlopowym uciekamy od spraw, które nas nużą, takich jak praca, nauka, kłopoty. Pragniemy odpoczywać pełną piersią i nie myśleć o problemach dnia powszedniego. Ale przecież można znaleźć czas na przewertowanie ksiąg Pisma świętego, a wtedy znajdziemy fragmenty pasujące do naszych czasów, do nas, zarówno do okoliczności, z którymi mamy do czynienia, jak i do sytuacji, które nas niejednokrotnie zaskakują.

DOBRZE WYKORZYSTAĆ CZASKażdy wers Pisma świętego przypomina nam o powinnościach nakładanych na nas przez wiarę, nakładanych na nas dlatego, że jesteśmy Ludem Bożym. To przypomina nam o radości z życia w komunii z Chrystusem, zaś to, że poprzez chrzest zostajemy włączeni w rodzinę Kościoła, a co za tym idzie, że stajemy się Jego członkami, powoduje, iż nad wieloma sprawami musimy się poważnie zastanowić, by podjąć decyzję zgodną z sumieniem, a nie decyzję przynoszącą nam chwilowe korzyści.

Apostoł Narodów, św. Paweł, w Liście do Hebrajczyków poucza ich, a zarazem i nas: „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.” (Hbr 11,1). Tak, więc na naszą zwyczajną pracę i czynności, które wykonujemy, musimy patrzeć z wiarą, tzn. wykonywać wszystko tak, jakby to sam Chrystus robił, i tak, jak On sobie życzy, by było wykonane.

Podając przykłady Jakuba, Izaaka, Sary, pokazuje nam, jak nasi przodkowie wykonywali swoje obowiązki bądź jak oczekiwali, trwając w wierze. W Ewangelii świętego Łukasza Jezus opowiada nam o życiu w bliskości Boga, jednocześnie dając nam do zrozumienia, że nigdy nie poznamy dnia ani godziny, kiedy nastąpi Paruzja, kiedy zostaniemy wezwani do zdania relacji ze swojego życia oraz zadań, które zostały nam dane i zlecone przez Boga. Nie ma znaczenia, czy to będzie praca fizyczna, umysłowa, powołanie do zawodu czy do służby, w tym kościelnej, z wszystkich naszych działań będziemy musieli zdać sprawę.

Pamiętać jedynie musimy, że „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.” (Łk 12,48). Cóż znaczy mieć zapalone pochodnie, oczekując na powrót Pana? Instrukcja Kościoła skierowana do osób konsekrowanych z 2002 roku „Rozpocząć od nowa od Chrystusa” na pytanie, gdzie konkretnie szukać oblicza Chrystusa, wskazuje jakby palcem: „w Słowie i sakramentach, a szczególnie w Eucharystii, a także w tych, którzy są najmniejsi, biedni, w tych, którzy cierpią i są w potrzebie” (III,23).

Oblicze Chrystusa nie jest jaskrawo zamanifestowane nam wszystkim, trzeba mieć pochodnię z języków ognistych Ducha Świętego, by je rozpoznać.

Może w tej chwili zaskoczę katolickich czytelników, ale posłużę się przykładem z samych Himalajów. Kiedy poszukiwano XIII Dalajlamy (poprzednika obecnego), mnisi buddyjscy wyruszyli w małej karawanie i błądzili po górskich wioskach, szukając niezwykłego chłopca wśród zwykłych chłopskich zagród.  Kewcang Rinpocze, przywódca grupy poszukiwawczej, dotarł do zapadłej wioski Takcer i poprosił o gościnę biedną rodzinę. Przyglądał się małemu chłopcu usiadłszy przy kuchennym palenisku. Chłopczyk wdrapał się mu na kolana, po czym chwycił różaniec i zażądał, aby mnich mu go oddał, twierdząc, że należy do niego.

W tej buddyjskiej legendzie chodzi o zdolność dostrzegania tego, co niezwykłe, w tym, co najzwyklejsze. Właśnie takiej zdolności oczekuje od nas Chrystus. Buddyści szukając niezwykłej istoty, wędrują po najbardziej zapadłych wsiach, a my szukając Chrystusa, nie moglibyśmy Go dostrzec w zwykłej Biblii, w zwykłym kawałku chleba albo w człowieku najmniejszym, biednym, cierpiącym?

Jezus daje nam miliony okazji, by Go zobaczyć w tych, w których już nikt nic nie widzi. Są najmniejsi jak Hostia i niepozorni jak Biblia. Nie ma w Ewangeliach mowy o drugiej czy trzeciej straży, ale jest mowa o czwartej. Jeden jedyny raz, gdy uczniowie płynęli przez jezioro samotnie, a On modlił się na górze sam. Lecz w pewnej chwili zobaczyli jakąś postać kroczącą po falach. Myśleli, że to zjawa i przerazili się (Mk 6,45-52). Czwarta straż jest na pewno bliższa wschodowi niż trzecia czy tym bardziej druga. Te wcześniejsze są jeszcze większą ciemnością, mrokiem budzącym lęk i dreszcze strachu na skórze. A jednak On nam każe oczekiwać swojego powrotu nawet w tym, co budzi nasze przerażenie, i w tym, w czym wydaje się nam, że jest niemożliwe, by było przestrzenią ujawnienia się Jego oblicza.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.franciszkanie.esanok.pl

 

10 sierpnia 2013|