DECYZJA o życiu w BIAŁYM MAŁŻEŃSTWIE, jak brat i siostra

 09 kwietnia 2015 roku; ŚWIADECTWO ZAKOCHANEJ PARY – świadoma decyzja o postawieniu JEZUSA CHRYSTUSA i praw Bożych na pierwszym miejscu; Kiedy 24 lata temu poznałam Jakuba, zawirował nam cały świat… To było zakazane uczucie, gdyż Jakub kilka lat wcześniej zawarł małżeństwo sakramentalne z inną kobietą (było bezdzietne, potem był ich rozwód cywilny). Byliśmy przekonani, że taka miłość jak nasza rzadko zdarza się w życiu, i nie potrafiliśmy z niej zrezygnować. Przed swoją ostatnią szczerą spowiedzią wiedziałam już, że nie dostanę rozgrzeszenia, że nie będę mogła już przystępować do stołu Pańskiego. Nie docierały do mnie wówczas żadne argumenty kapłana.

ŚWIADECTWO ZAKOCHANEJ PARY  1Przepraszałam jednak w głębi serca Pana Boga za nasze zamiary i decyzje, przepraszałam za rozpacz swojej mamy, za cierpienie i ból, które wyrządzamy innym ludziom, podejmując taką decyzję. Rozpoczęliśmy, więc wspólną wędrówkę przez życie…

W skrytości serca złożyłam wówczas obietnicę, że uczynię wszystko, by nie oddalić się od Boga i od Kościoła. Nie prosiłam o wiele, nie oczekiwałam rozwiązującego nasze problemy „postępu” w Kościele, nie krytykowałam Dekalogu, bo wiedziałam, że to my sami przymknęliśmy drzwi do swojego zbawienia. Jakub nieśmiało, lecz bardzo ufnie poznawał Kościół, zbliżał się do Boga. Pan Bóg w krótkim czasie obdarzył nas dwojgiem zdrowych dzieci. Dziękowaliśmy Mu za ten cud i żyliśmy dalej, uczęszczając wszyscy na niedzielne Msze św. Staraliśmy się przekazywać swoim synom wiarę i wartości chrześcijańskie. Chłopcy wcześnie zostali ministrantami. Pan Bóg nigdy nie zapominał o nas, stawiał na naszej drodze ludzi i znaki potwierdzające, że nie „odpuścił nas sobie” i że choć łamiemy Jego przykazania, to wciąż jest tuż obok.

Często odczuwaliśmy Jego opiekę i obecność. Na pewnych rekolekcjach dla małżeństw niesakramentalnych, po rozmowach przeprowadzonych z księdzem z Sądu Duchownego w Poznaniu, pojawiła się dla nas nadzieja. I tak na początku 2000 roku Jakub złożył w naszej diecezji wniosek o stwierdzenie nieważności swojego małżeństwa sakramentalnego. Coraz częściej modliliśmy się też w tej intencji, cierpliwie czekając na odpowiedź.

W tamtym czasie odczuwaliśmy głęboką potrzebę przynależności do jakiejś wspólnoty, grupy modlitewnej. I choć Kościół katolicki nigdy nas nie odtrącał, to nie było łatwo, mając status niesakramentalnych: może brakowało nam pewności, wiary, a może to nie był jeszcze odpowiedni czas? O Medjugorje usłyszeliśmy wcześniej od naszego przyjaciela, który jeździł tam, przekazywał orędzia Matki Bożej i zachęcał do pielgrzymki. Dzięki jego inicjatywie i zaangażowaniu w grudniu 2000 roku utworzyliśmy przykościelną grupę modlitewną Królowej Pokoju, w której spotykamy się do dziś dwa razy w miesiącu, czerpiąc wzorce z modlitw wieczornych i adoracji Pana Jezusa w Medjugorje.

To ważna dla nas wspólnota. Przygarnia ona wiernych, którzy chcą w modlitwie zbliżać się do Boga. Na pierwszym spotkaniu tej grupy, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, razem z kilkoma innymi osobami przyjęliśmy z rąk kapłana szkaplerz karmelitański – znak wyrażający macierzyńską miłość Maryi, którą my z dumą i szacunkiem odwzajemniamy. Teraz już po niemal 14 latach naszego oddania się pod opiekę Matce Bożej Szkaplerznej widzę, jak bardzo się Ona nami opiekowała, pomagała nam żyć, podejmować decyzje i jak prowadziła nas do Chrystusa.

ŚWIADECTWO ZAKOCHANEJ PARY  2„Pielgrzymka do Medjugorje była bardzo dobrym czasem na głębokie przemyślenia”. Na zdjęciu: kościół św. Jakuba, Medjugorje. Odpowiadając na zaproszenie Matki Bożej w Medjugorje, pierwszy raz pojechałam tam w 2001 roku ze starszym synem, na dwa tygodnie przed jego Pierwszą Komunią Świętą. Wspaniała atmosfera modlitwy, śpiewu, otwartości i świadectw stworzyła w autokarze niepowtarzalny klimat, zniknęły wszystkie lęki i wątpliwości.

Już wtedy, w podróży, dostrzegłam mały cud: mój bardzo nieśmiały, na co dzień syn garnął się do prowadzenia modlitwy różańcowej przez mikrofon. Cały wyjazd był bardzo piękny i niezwykły pod każdym względem. Modlitwy, adoracje Pana Jezusa na krzyżu i w Najświętszym Sakramencie, spotkania z osobami widzącymi Matkę Bożą, wędrówki na góry Kriżevac i Podbrdo oraz serdeczność i rozmodlenie tysięcy ludzi z całego świata – to wszystko sprawiało, że chciało się tam zostać, ale także skłaniało do refleksji i powodowało, że człowiek gorzko zapłakał nad swoim losem. Pielgrzymka do Medjugorje była bardzo dobrym czasem na głębokie przemyślenia.

Pielgrzymowaliśmy potem w inne miejsca święte w kraju i za granicą, prosiliśmy o potrzebne łaski od Boga i często je otrzymywaliśmy. Dziękowaliśmy za wszystko, ale też zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że sami z siebie tak mało potrafimy ofiarować. O kruchości istnienia i o przemijaniu na tym ziemskim świecie dotkliwie przekonaliśmy się oboje z Jakubem, gdy w krótkim czasie każdemu z nas nagle zmarli rodzeni bracia (obaj w wieku 40 lat).

PODJĘLIŚMY DECYZJĘ O ŻYCIU W BIAŁYM MAŁŻEŃSTWIE – jak BRAT i SIOSRA

Świadomi tego, że Chrystus umarł za nas na krzyżu, że wciąż daje nam siebie pod postacią Chleba, coraz bardziej tęskniliśmy za Nim, nie mogąc przystąpić do stołu eucharystycznego.

  • Pod wpływem tych wszystkich okoliczności, a przede wszystkim dzięki łasce Boga oraz opiece Matki Najświętszej, po wielu rozmowach i modlitwach dojrzeliśmy wówczas do podjęcia wspólnej decyzji o życiu w białym małżeństwie, jak brat i siostra.

Inspirujące i dodające wiary, że takie decyzje nie są zarezerwowane tylko dla ludzi po sześćdziesiątce, było dla nas świadectwo, które przeczytaliśmy wówczas w „Miłujcie się!”.

MOJA PIERWSZA SPOWIEDŹ ŚWĘTA PO NIEMAL 11 LATACH

Spowiedź św. po niemal 11 latach była dla mnie wychodzeniem z półmroku, była wichurą, która wymiatała z mojego życia nazbierane śmieci, była przepustką do światła, do Chrystusa i do Jego przeogromnej miłości.

  • Bóg czekał na nas cierpliwie przez tyle lat, pozwolił nam przewracać się, ranić, ale także podnosić się, dojrzewać i wzrastać.
  • Nie była to jednak dla nas łatwa decyzja. Mieliśmy wówczas 34 i 42 lata.
  • Chcąc razem dalej iść przez życie i wychowywać młodych jeszcze wówczas synów, musieliśmy na nowo poukładać życie i ukształtować swoje wzajemne relacje. Eliminując z życia małżeńskiego seks, staraliśmy się umocnić wszelkie inne więzi, które nas łączyły.
  • Szatan nie dawał jednak za wygraną: podsuwał nam pokusy, rozbudzał nasze zmysły i szydził z naszych słabości.

My jednak dzięki Bogu i Matce Najświętszej nieustannie trwaliśmy w swoim postanowieniu złożonym przed Bogiem w obecności księdza dziekana. Byliśmy silniejsi – mieliśmy już przecież narzędzia do walki, mieliśmy możliwość przystępowania do sakramentu pokuty oraz Eucharystii, bo „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”.

Wstępnie zakładaliśmy, że wytrwamy w swym postanowieniu może rok, najwyżej dwa – do zakończenia sprawy w sądzie biskupim; że to będzie nasza pokuta i ofiara w intencji pozytywnego dla nas rozstrzygnięcia. Rzeczywistość okazała się nieco inna: sprawa w sądzie trwała ponad siedem lat i nie zakończyła się dla nas pomyślnie.

Bezradność, rozgoryczenie i w jakimś sensie poczucie niesprawiedliwości – to uczucia, które pojawiły się w naszych sercach tuż po ogłoszeniu wyroku. Rozpatrzenie sprawy przez sąd drugiej instancji nie zmieniło orzeczenia. Po chwilowym rozczarowaniu z pokorą przyjęliśmy jednak decyzję sądu i podejmując wspólną, zgodną decyzję, zostaliśmy przy dotychczasowych postanowieniach.

Nauczyliśmy się pielęgnować swoją wzajemną platoniczną miłość poprzez codzienny uśmiech, szacunek, zrozumienie, dobre słowo, wspólną modlitwę oraz wzajemne wspieranie się. Pan Bóg nauczył nas patrzeć nie na siebie nawzajem, lecz razem w tym samym kierunku. To ogromna łaska, którą zostaliśmy obdarzeni, bo wiemy, że sami na takiej drodze nie dalibyśmy rady.

Z dumą patrzymy także na swoich dorosłych, ale wciąż jeszcze młodych synów – wierząc, że wartości, które im przekazaliśmy, oraz świadectwo naszego życia zaowocują pozytywnie w ich dorosłym życiu. Niedawno po raz trzeci pojechaliśmy do Medjugorje. Zawieźliśmy w sercu wiele intencji, próśb, a przede wszystkim podziękowań. Pojechaliśmy tam, ofiarowując Bogu i Matce Bożej 12 lat swego nowego życia. Prosiłam Boga za pośrednictwem Mateczki Najświętszej o potrzebne łaski, aby móc żyć tak, by podobać się Panu Bogu, by dzięki Jego Miłosierdziu zasłużyć na królestwo niebieskie.

Nieoczekiwanie dane nam było na tym wyjeździe zobaczyć demonstrację zła. Pan Bóg jednocześnie ukazał nam swoją wielkość i siłę, pozwolił, abyśmy Go adorowali, oraz ponad wszelką wątpliwość potwierdzi! Świętość sakramentów i moc kapłaństwa.

Zdmuchnął jak huragan najdrobniejsze okruchy zwątpienia, jakie dobijają się do naszych serc i umysłów wszelkimi sposobami z otaczającego nas, zlaicyzowanego świata. Po raz kolejny doświadczy-liśmy tego, że Bóg wciąż czeka na każdego człowieka, że nigdy nie zostawia go samego, zawsze wyciąga do niego rękę, pomaga mu wyrwać się z sideł zła oraz daje łaskę przebaczenia.

Daje nam siebie w Komunii Świętej, by nas umacniać i wciąż przemieniać nasze życie, a jeśli tylko poprosimy Go o to, to On będzie kierował naszym życiem i udzielał nam swoich łask oraz dawał nam siły do walki ze złem.

Wierzę, że Pan Bóg czasem dopuszcza jakieś zło, by mogło powstać z tego większe dobro. Wierzę, że tak właśnie było i u nas…

MAŁGORZATA (46 lat)

W okresie przed zawarciem przeze mnie niesakramentalnego małżeństwa moja wiara była w uśpieniu. Kościół odwiedzałem sporadycznie – najczęściej z okazji świąt kościelnych. I choć nie miałem ku temu żadnych przeszkód, nie czułem potrzeby spowiadania się i przyjmowania Komunii Świętej. Uważałem, że do zbawienia wystarczy staranie się o to, by być dobrym i uczciwym człowiekiem.

ŚWIADECTWO ZAKOCHANEJ PARY  3„W Medjugorje po 15-letniej przerwie przystąpiłem do spowiedzi i Komunii Świętej”. Na zdjęciu: figura Matki Bożej na górze objawień, Medjugorje

Dopiero w naszym niesakramentalnym związku Małgosia pokazała mi, jak ważny dla człowieka jest Pan Bóg i relacja z Nim. Rosła we mnie chęć zbliżenia się do Boga, a nasza sytuacja nie pozwalała na to.

Wtedy spotkaliśmy na swojej drodze ludzi, którzy uświadomili nam, że istnieje sposób na rozwiązanie naszego problemu. Wspólnie podjęliśmy tę niełatwą dla nas decyzję życia w białym małżeństwie – jak brat z siostrą. Zbiegło się to z moją pierwszą wizytą w Medjugorje, podczas której po 15-letniej przerwie przystąpiłem do spowiedzi i Komunii Świętej. Było to wspaniałe, oczyszczające uczucie, i to jeszcze w tak cudownym miejscu.

Po ludzku wydaje się, że trwanie w naszej decyzji jest bardzo trudne. Od 12 lat Pan Bóg daje nam codziennie siłę do tego oraz piękną, wzajemną miłość opartą na relacjach pozbawionych doznań cielesnych.

JAKUB (54 lata)  

***************************************************************************

Wszystkie PARY NIESAKRAMENTALNE, które pragnęłyby odmienić swój los i wybrać drogę do OJCA NIEBIESKIEGO, którą jest JEZUS CHRYSTUS, mogą to zrobić w każdej parafii – „swojej parafii”.

Cytując księdza Prałata, Proboszcza sanockiej parafii pw. Chrystusa Króla, ks Andrzeja Szkołę, należy udać się do księdza proboszcza (miejsca) w swojej parafii i wspólnie złożyć przysięgę dotyczącą podjęcia zobowiązań związanych z życiem w „BIAŁYM MAŁŻEŃSTWIE”, jak BRAT i SIOSTRA a następnie oddać się pod duchową opiekę duszpasterza danej parafii, który otacza opieką ogniska kręgów rodzinnych. Krokiem następnym jest przystąpienie do SAKRAMENTU POJEDNANIA, do spowiedzi świętej i żyć w czystości dzieci Bożych.

***************************************************************************

Umiłowani w Chrystusie, Bracie i Siostro, jeśli jesteście na tym etapie życia, aby podjąć próbę dalszego życia zgodnie z tym o czym pouczał nas Jezus Chrystus, w czystości dzieci Bożych i chcielibyście się w tej kwestii skonsultować, pamiętajcie zawsze czekamy na Was…

Opracowano na podstawie artykułu ze strony: www.milujciesie.org.pl

 

 

 

16 maja 2015|