Czym jest szczęście?

Jezusowe błogosławieństwa i odpowiadające im „biada” ukazują drogę do szczęścia.

1. Słowa Jezusa wywracają do góry nogami naszą „naturalną” wizję szczęścia. Kluczem jest uznanie, że poza Bogiem nic nie da mi szczęścia. Człowiek ubogi to człowiek wolny od przywiązania do czegokolwiek na tym świecie. Nie pragnący niczego bardziej niż samego Boga. Święty Ignacy uczył o tzw. indyferencji, czyli świętej obojętności wobec wszystkiego, co nie jest Bogiem. „Tak więc chodzi o to, byśmy ze swojej strony nie pragnęli bardziej zdrowia niż choroby, bogactwa niż ubóstwa, szacunku niż pogardy, życia długiego niż krótkiego; i – co za tym idzie – byśmy spośród wszystkich pozostałych rzeczy pragnęli tylko tego i to tylko wybierali, co nas bardziej prowadzi do celu, dla którego zostaliśmy stworzeni”. A tym celem jest oddawanie chwały Bogu, miłowanie wszystkiego w Bogu i ze względu na Boga.

2. „Błogosławieni jesteście, ubodzy”. Temu błogosławieństwu odpowiada: „biada wam, bogaczom”. Czy posiadanie rzeczy jest czymś złym? Nie w tym rzecz. Problem polega na tym, że dobrobyt, bogactwo dla wielu ludzi stają się celem, który przesłania wszystko, a zwłaszcza Boga. Gonitwa za pieniędzmi nie daje szczęścia. Zawsze będzie ich mało. Ubodzy to ludzie wolni od żądzy posiadania, od niezdrowego przywiązania do dóbr materialnych. Ubodzy potrafią błogosławić Boga i dziękować Mu w każdym, nawet najtrudniejszym położeniu. Jak Maryja w Magnificat powtarzają, że Bóg jest tym, który „strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia”.

3. „Błogosławieni, którzy teraz głodujecie”. I równoległe ostrzeżenie: „biada wam, którzy teraz jesteście syci”. Jest w tym coś paradoksalnego, bo przecież szczęście kojarzy się z zaspokojeniem głodu ciała i duszy. Jedzenie, picie, seks – to wartości, które pochodzą od Boga. Chodzi jednak o to, aby nie uczynić z nich bożka. By nie uwięzić swojej pasji szczęścia w pogoni za zmysłowymi doznaniami. By nie wpaść w samonakręcający się schemat uzależnienia, które domaga się coraz większej dawki doznań. By nie szukać zaspokojenia głodu nieskończoności w rzeczach skończonych.

4. „Błogosławieni, którzy teraz płaczecie”. Czy Bóg zabrania nam śmiechu, żartu, zwykłych codziennych radości? Absolutnie nie. To normalne, że nie chcemy być smutni i poszukujemy pozytywnych emocji. Rzecz w tym, że i w tej dziedzinie trzeba zachować wolność. Emocjonalny komfort, na który dziś tak bardzo kładzie się akcent, nie jest tym samym co szczęście. Człowiek łatwo uzależnia się od emocjonalnej satysfakcji i wciąż oczekuje jej więcej. Życie nie polega jednak na tym, aby zawsze czuć się komfortowo i kolekcjonować doznania. Czy łzy, czyli zdolność do przyjęcia cierpienia, nie są znakiem tego, że naprawdę kochamy?

5. Błogosławieństwa są portretem Ukrzyżowanego. Na krzyżu sam Jezus był ubogi, głodny, smutny, odrzucony przez swoich. I wtedy stał się największym błogosławieństwem dla świata.

Żródło: www.wiara.pl
17 lutego 2019|