Czym jest i jakie jest Królestwo Boże?

Obietnica życia wiecznego wydaje się nam abstrakcyjna, bo dotyczy przyszłości, która miała przecież nadejść już za chwilę, lecz tymczasem minęło dwa tysiące lat, a Pan zdaje się zwlekać ze swoim powtórnym przyjściem… Więc pewnie nie przyjdzie tak prędko.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus kontynuuje tłumaczenie swoim słuchaczom, czym jest Królestwo Boże. Tym razem Mistrz z Nazaretu sięga po porównania do skarbu ukrytego w roli, do kupca poszukującego pereł i do sieci zarzuconej w morze. Każdy z tych obrazów odkrywa przed nami kolejny rąbek tajemnicy Królestwa. Każda z tych przypowieści dotyka innego aspektu rzeczywistości, do której powołani jesteśmy wszyscy bez wyjątku, pokazując nam, że jest ona w zasięgu naszej ręki, lecz my często kręcimy nosem na to, co Bóg podaje nam prawie na tacy. Musimy jedynie sięgnąć i zasmakować. Dlaczego tego nie robimy? Chyba po prostu nie dostrzegamy wielkości daru, jakim jest Królestwo Boże.

Jako ludzie jesteśmy bardzo krótkowzroczni. Obietnica życia wiecznego wydaje się nam abstrakcyjna, bo dotyczy przyszłości, która miała przecież nadejść już za chwilę, lecz tymczasem minęło dwa tysiące lat, a Pan zdaje się zwlekać ze swoim powtórnym przyjściem… Więc pewnie nie przyjdzie tak prędko. I tracimy czujność. Tracimy eschatologiczne napięcie, które powinno być dla nas motywacją do wierności Panu. Tracimy też rozeznanie pomiędzy tym, co nas do Królestwa prowadzi, a tym, co od niego odciąga. Dlatego potrzeba, byśmy każdego dnia modlili się jak Salomon – nie o pomyślność, powodzenie, zdrowie i nazywane jeszcze wieloma innymi imionami doczesne szczęście, ale o mądrość serca, która pozwoli nam przylgnąć do Boga i całe życie podporządkować obietnicy Królestwa: „Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne (…)” (1 Krl 3,11-12).

Czym jest i jakie jest Królestwo Boże? Pierwsze porównanie do skarbu, który pewien człowiek odnalazł w roli, ma nam uzmysłowić, że Królestwo Boże jest warte każdej ceny. „Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę” (Mt 13,44). Często trzeba się wyzbyć wszystkiego, co się ma (czytaj: w czym pokłada się nadzieję), żeby zyskać jeszcze więcej – życie wieczne, które jest wartością nieporównywalną do żadnej rzeczy materialnej. Prawdziwy chrześcijanin to człowiek o szerokim spojrzeniu na świat i dalekim spojrzeniu w przyszłość. Jego wzrok sięga głębiej niż dna portfela. Widzi dużo wyżej niż wtedy, gdy zadziera nosa. Widzi dalej niż na wyciągnięcie własnej ręki. Ewangelia, jeśli przyjmuje się ją jako pełne mocy Boże Słowo, wyostrza wzrok. Uświadamia, że jest coś więcej niż chwila obecna. Dlatego nikt nie jest całkowicie przegrany. Jest bowiem przyszłość, która otwiera szansę Miłosierdziu. Ewangelia to nie tylko opowieść o tym, jak być dobrym tu i teraz, ale przede wszystkim o tym, jak dojść do Królestwa i nie zgubić po drodze ani siebie, ani nikogo z sióstr i braci.

Przypowieść o skarbie ukrytym w roli pokazała nam, czym jest Królestwo Niebieskie. Natomiast przypowieść o perle mówi nam o tym, kim my jesteśmy dla Króla Wszechświata. W pierwszym odruchu możemy pomyśleć, że perłą, o której mówi Jezus, jest Królestwo Boże. Tymczasem Nauczyciel mówi, że Królestwo podobne jest do „do kupca, poszukującego pięknych pereł” (Mt 13,45), który sprzedaje wszystko, co ma, by zdobyć kolejną do swoich zbiorów. To my jesteśmy tymi perłami, za które ceną było życie Chrystusa! Królestwo Niebieskie nie jest więc jedynie celem, który mamy osiągnąć, ale to ono samo wciąż próbuje do nas dotrzeć. Może trudno w to uwierzyć, ale naprawdę jesteśmy marzeniem Boga! On tak bardzo nas ukochał, że zapłacił za nas wysoką cenę uniżenia swojej wszechmocy we Wcieleniu oraz w Męce i Śmierci. Jednak wydaje się, że dla wielu z nas to wciąż zbyt mało – wciąż stoimy w rozkroku między doczesnością a wiecznością, nie mogąc zdecydować się, gdzie postawić obie nogi.

I wreszcie Zbawiciel porównuje Królestwo Boże „do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju” (Mt 13,47). Dopiero po zakończonych połowach następuje segregacja i odrzucenie tych, które nie nadają się do spożycia. Przypowieść o sieci to zapewnienie o tym, że Królestwo Boże jest obiecane każdemu z nas, ale potrzeba też odpowiedzi z naszej strony, by pozwolić tej obietnicy zrealizować się w naszym życiu. Można, rozważając tę przypowieść, skupić się przede wszystkim na odrzuconych rybach – na karze, jaka spotka niesprawiedliwych. Piekło istnieje. Tak mówi nam Natchnione Słowo. Jednak przesłaniem Biblii jest Miłosierdzie, które może uchronić nas od kary, jeśli przyjmiemy Bożą Miłość. Może się będę powtarzać, ale próbować przekonać kogoś do wiary w Boga, strasząc ogniem piekielnym, to trochę jak próbować przekonać do małżeństwa, opowiadając, jak bardzo paskudna i wredna może być teściowa. To jak podawać przepis na przepyszne ciasto, częstując zakalcem. Miłość do Boga nie może opierać się na strachu przed karą, ale ma wynikać z fascynacji Jego Pięknem i Dobrocią. Królestwo Niebieskie jest wspaniałą obietnicą nie dlatego, że jest przyjemniejszym miejscem (stanem) niż piekło, ale dlatego, że jest niekończącym się spotkaniem z Przepięknym Dawcą Życia.

Źródło: www.deon.pl
26 lipca 2020|