Czy doktryna małżeństwa może się zmienić?

Zakończony niedawno temu nadzwyczajny synod biskupów, na temat „Duszpasterskie wyzwania wobec rodziny w kontekście ewangelizacji”, należy widzieć jako ważny etap w długim procesie obserwacji, refleksji i decyzji na temat tego, jaka powinna być praktyka pastoralna Kościoła katolickiego nie tylko wobec rodzin, które próbują żyć ukazywanym przez Kościół chrześcijańskim ideałem małżeństwa i rodziny, ale także (o ile nie przede wszystkim) wobec tych, którzy odeszli od życia tym ideałem. 

Trzeba to koniecznie zauważyć, aby uchwycić główny kierunek drogi współczesnego Kościoła kierowanego przez papieża Franciszka: a jest nim próba dotarcia do zmarginalizowanych, do tych „na peryferiach” Kościoła i świata. Jednym z głównych punktów, które się pojawiły nie tylko w odpowiedziach na przedsynodalny kwestionariusz (został on, za pośrednictwem lokalnych konferencji episkopatów, rozesłany do wszystkich członków Kościoła), ale także w dyskusjach przed synodem i na nim samym, było pytanie, czy katolicka doktryna małżeństwa i rodziny może się zmienić. Spora liczba uczestników synodu używała (zarówno na sali synodalnej, jak i poza nią) hasła „ta doktryna nie może się nigdy zmienić” jako oręża, aby gdziekolwiek i kiedykolwiek było to możliwe, osłabić wysiłki odnowienia praktyki pastoralnej Kościoła wobec małżeństwa i rodziny, co było konsekwentnym pragnieniem papieża Franciszka i oficjalnie samego synodu.

W tym artykule moim głównym celem jest wgłębienie się w powyższe, ważne życiowo dla Kościoła pytanie. W trakcie poszukiwania na nie odpowiedzi zajmę się także kilkoma kwestiami wiążącymi się z nim istotnie, odpowiadając na kilka „pytań cząstkowych”.

1. Co to jest doktryna?
Słowo „doktryna” pochodzi z łacińskiego doctrina, co znaczy uczenie, instrukcja. Jest ono używane zarówno w czynnym znaczeniu przekazywania komuś wiedzy lub aktu nauczania (1 Tm 4,6.16), jak i w biernym znaczeniu tego, co jest nauczane (Dz 2,42). Jezus nauczał z autorytetem tego, co otrzymał od Ojca, a zbawienie wieczne człowieka zależy od tego, czy przyjmie on to nauczanie (Łk 9,26). Po swym zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezus wezwał apostołów, by przekazywali wiernie przyszłym pokoleniom to, co otrzymali od Niego. A była to naprawdę „dobra nowina”, Ewangelia, z której zrodziła się nowa droga życia chrześcijan. I ta nauka doszła aż do naszych czasów; jednak dzisiaj termin „doktryna” odnosi się w zasadzie do Tradycji i wspólnoty, ma on wymiar aktywny, oznacza bardziej proces przekazu kolektywnej mądrości wspólnoty niż bierną postać zbioru stwierdzeń. Wynika z tego, że doktryna ze swej istoty zawiera elementy zarówno dynamiczne, jak i statyczne.
(…) Na ostatnim synodzie wciąż powracające wołanie wielu jego uczestników o szukanie „nowego” (czyli pozytywnego, życzliwego i przystosowanego do naszych czasów) języka przekazu kościelnej doktryny, było ewidentnie sugestią jej przeformułowania w sposób zrozumiały dla dzisiejszego świata.

2. Ewolucja doktryny małżeństwa i rodziny
Nie odstępując od tego, co katolicka Tradycja ma w sobie najlepszego, powinniśmy być jednak świadomi, że żadna doktryna sama w sobie, tzn. w swym wymiarze spekulatywnym, nie ma znaczenia, jeśli nie jest stosowna ani stosowalna wobec żywej rzeczywistości ludzkich osób. Co więcej, te osoby żyją nie tylko w różnych, ale i w zmieniających się kontekstach społecznych; zresztą zmienność to w ogóle nieodłączna część ludzkiego istnienia. W konsekwencji nasuwa się nieuchronnie cały szereg pytań. Czy wszystkie doktryny są statyczne? A jeśli tak, to jak mogą odpowiadać zmieniającym się realiom czasowo-miejscowym oraz dynamicznej koncepcji ludzkiego bytu, jaką prezentuje nam współczesna antropologia? Czy doktryny powinny mieć jakieś odniesienie do ludzkiej osoby? Czy mogą one istnieć „same z siebie”, odcięte od ludzkiej rzeczywistości, w jakimś Platońskim świecie idei? Bo przecież sam Pan uczył, że to szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (Mk 2,27)!

Otóż doktryna nie jest dla siebie samej, ale przede wszystkim dla żyjącej, dynamicznej osoby, której okoliczności życiowe zmieniają się zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Jeśli zaś tak, to często przez niektórych paplany przed ostatnim synodem, w jego trakcie i po nim slogan „doktryna nie może się zmienić” jest niepoważny, a nawet z gruntu błędny po prostu dlatego, że zakłada on, iż wszystkie chrześcijańskie doktryny są niezmienialne albo statyczne. Poważniejszą, ale nieszczęśliwą konsekwencją tego byłoby to, że katolicka Tradycja jest tradycją martwą! I dalej, Duch Święty nie miałby w takiej tradycji, w której „wszystko zostało już objawione”, żadnego miejsca dla siebie, ponieważ nie byłoby w niej niczego nowego do objawienia albo do zrozumienia na nowo. Takie podejście nie jest oficjalnym stanowiskiem Magisterium Kościoła.

Wewnątrz katolickiej Tradycji istnieją doktryny podlegające i nie podlegające zmianom – jest to prawdą również w odniesieniu do małżeństwa i rodziny. Na przykład to, że chrześcijańska rodzina opiera się zawsze na ojcu i matce, a nie na dwóch ojcach lub dwóch matkach, jak w dzisiejszych związkach homoseksualnych, jest doktryną niezmienialną; podobnie jak nauka, że chrześcijańskie małżeństwo jest zawsze heteroseksualne i monogamiczne albo że ważnie zawarte małżeństwo jest nierozerwalne.

Istnieją jednak doktryny, które mogą być zmieniane – doktryny, które dotyczą sfery dyscypliny kościelnej. I ten ich typ istotnie podlegał zmianom w trakcie dziejów Kościoła. Na przykład małżeństwo zostało przez Kościół oficjalnie uznane za sakrament dopiero w XII wieku. Do tego czasu Kościół był niechętny przyjęciu małżeństwa jako sakramentu, czyli rzeczywistości kościelnej oznaczającej Bożą łaskę, tak więc było tylko sześć sakramentów uznanych oficjalnie.

Inny przykład ewolucji doktryny to wymaganie dla ważności małżeństwa publicznej ceremonii kościelnej, czyli tzw. formy kanonicznej. Zostało ono wprowadzone dopiero pięć wieków temu na Soborze Trydenckim (1545-1563) dekretem Tametsi (1563), aby położyć kres rozpowszechnionym w owym czasie małżeństwom tajnym (prywatnym). Tak więc powinno być jasne, że nawet w tak ważnym obszarze jak małżeństwo i rodzina istnieją doktryny, które nie mogą być zmienione, ale też istnieją takie, które zmienione być mogą, i rzeczywiście ulegały one zmianom w trakcie dziejów Kościoła.
Istotne jest tutaj także podkreślenie, że nawet tak ważna katolicka doktryna jak ta, że

małżeństwo jest nierozerwalne, przechodziła pewną ewolucję – w sensie przeformułowania – i to już w ramach samego Nowego Testamentu. Bibliści uważają, że ewangeliczne zdanie o nierozerwalności w swej najstarszej i najbliższej oryginalnemu logionowi formie zachowało się w Łk 16,18-21. Ta podstawowej rangi katolicka doktryna, która opiera się bez wątpienia na nauczaniu samego Pana, przechodziła jednak w Nowym Testamencie, tj. u Mateusza, Marka i Pawła, swoje subtelne przeformułowania i adaptacje do konkretnych uwarunkowań duszpasterskich.

I tak na przykład w obliczu palących potrzeb duszpasterskich swojej wspólnoty judeochrześcijańskiej Mateusz, potwierdzając naukę o nierozerwalności, wprowadził jednak w swojej Ewangelii klauzulę wyjątku znaną jako porneia – i to nie raz, lecz aż dwukrotnie (Mt 5,31 i 19,9). Podobnie Marek, który pisał na użytek pochodzącej z pogan wspólnoty chrześcijańskiej w Rzymie, dodał swoje duszpasterskie niuanse do oryginalnego nauczania Pańskiego o nierozerwalności małżeństwa – na przykład próbując stonować prawo kobiety do rozwiedzenia się z mężem, rozpowszechnione w społeczeństwie, do którego pisał, ale niesłychane w społeczeństwie żydowskim, do którego Jezus kierował swoje pierwotne nauczanie o nierozerwalności małżeństwa (Mk 10,11-12). I dalej, Paweł, który pisał do pochodzącej z pogan wspólnoty w Koryncie, potwierdzając naukę o nierozerwalności, także dokonał jej własnego przeformułowania ze względu na potrzeby duszpasterskie tej wspólnoty (1 Kor 7,12-15).

(…)

Świadoma tej ewolucji kościelnej doktryny nierozerwalności małżeństwa, Międzynarodowa Komisja Teologiczna w swych Uwagach odnośnie do doktryny chrześcijańskiego małżeństwa z 1977 roku stwierdziła, że nie można wykluczyć, iż Kościół może dalej precyzować idee sakramentalności i dopełnienia małżeństwa przez wyjaśnianie ich coraz lepiej, tak by mógł on przedstawiać swą doktrynę nierozerwalności małżeństwa w coraz głębszy i doskonalszy sposób.

Krótko mówiąc, kościelne rozumienie i nauczanie o nierozerwalności nie było w danych, żywych kontekstach zawsze absolutnie statyczne, nie było całkiem niezmienne od czasów Jezusa, lecz przechodziło przez wieki ewolucję jako dzieło Ducha Świętego w ramach Tradycji zgodnie z różnymi uwarunkowaniami pastoralnymi, jak o tym uczył już Sobór Watykański II (por. Dei Verbum 8). Jednak trzeba tu stwierdzić koniecznie i zdecydowanie, że istota Pańskiego nauczania o nierozerwalności nie była nigdy w żadnej z tych modyfikacji czy przeformułowań kwestionowana ani „rozmywana”. Tak czy inaczej, nasza Tradycja jest tradycją żywą, a tylko taka może zawierać elementy zarówno statyczne, jak i dynamiczne.

3. Macierzyńska troska Kościoła o tych, którzy odeszli od życia ideałem
Kościół jest nie tylko nauczycielką, ale i matką dla swych wierzących, jak to wyraził już tytuł encykliki papieża Jana XXIII Mater et Magistra z 1961 roku. Obecny papież także stale podkreśla, że Kościół jest matką – w tym sensie, że każda matka kocha nie tylko te swoje dzieci, które prowadzą się moralnie bez zarzutu, ale także te, które w swym życiu są na bakier z moralnością, które odeszły od życia ideałem moralnym. Matka kocha wszystkie swoje dzieci, ale zwłaszcza te, które zbaczają z właściwej drogi, którym grozi zguba! Ponieważ zaś na całym świecie jest tak wielu ludzi, którzy w ten czy inny sposób odeszli od chrześcijańskiego ideału małżeństwa i rodziny, zwłaszcza w ciągu kilku ostatnich dekad, pragnienie Kościoła jako matki, by wyciągnąć do tych swoich dzieci pomocną dłoń, jest z pewnością słuszne.

(…)

Ponieważ Jezus przyszedł, aby wzywać głównie nie sprawiedliwych, lecz grzeszników (czyli tych, którzy odeszli od życia ideałem), to czyż nie jest słusznym założenie, że Kościół, jako Jego sakrament (tj. widzialny znak Jezusa Chrystusa w dzisiejszym świecie), powinien wyciągnąć rękę do tych licznych ludzi, którzy porzucili chrześcijański ideał życia małżeńskiego i rodzinnego? To właśnie w takim życzliwym geście Kościół przejawia się jako matka.

Jest jasne, że Kościół, reprezentacja stałej i aktywnej obecności Chrystusa w świecie, nie może uznać za swe dzieci tylko tych, którzy stosują się do jego ideału życia małżeńskiego i rodzinnego. Powinien on, naśladując swego Pana i Mistrza, zwrócić się także do tych, którzy od tego ideału odeszli. Wiele przemówień obecnego papieża idzie tym właśnie nurtem myślenia, a ostatni, nadzwyczajny synod został wezwany wyłącznie do obserwacji i refleksji, w jaki sposób Kościół mógłby i powinien ukazać swoje matczyne oblicze wobec tych swoich zagubionych dzieci, które żyją na peryferiach kościelnego życia.

4. Zastosowanie doktryny Kościoła do konkretnej, żywej rzeczywistości

Ogólne doktryny, gdy są stosowane do jednostkowych sytuacji, muszą uwzględniać konkretne okoliczności. A zatem doktryny to jedno, zaś ich zastosowanie do praktycznych sytuacji to drugie. Jako ilustrację historyczną możemy tu przytoczyć Sobór Trydencki, na którym sformułowano oficjalnie i jednoznacznie doktrynę nierozerwalności ważnego sakramentalnie i dopełnionego małżeństwa. Mimo to ten sobór nie zamierzał podsumowywać czy systematyzować całej kościelnej Tradycji ani też dostarczać jakiejś wszechobejmującej doktryny nierozerwalności małżeństwa. Kard. Kasper utrzymuje, że trydenckie sformułowanie doktryny nierozerwalności, choć kategoryczne, nie zwalnia Kościoła z obowiązku stałej analizy wciąż zmieniających się sytuacji historycznych, by ustanowić wobec małżeństwa porządek prawny zgodny z Ewangelią.

Zatem apel papieża Franciszka o obserwację i refleksję, co moglibyśmy zrobić w praktyce pastoralnej, apel stanowiący długi, bezprecedensowy proces kościelny, nie ma na celu tylko zmiany doktryny jako takiej (zwłaszcza nie jej niezmienialnych elementów), lecz znalezienie w ramach odziedziczonej Tradycji chrześcijańskiej takich nowych dróg, które mog­łyby uczynić Kościół „matką” dla tych, którzy odeszli od jego ideału życia małżeńskiego i rodzinnego.

Oczywiście w długim procesie synodalnym może nastąpić konieczność (jak to się zdarzało już wielokrotnie w dziejach Kościoła) zmiany tych elementów doktrynalnych, które mogą być zmienione (określamy je jako należące do sfery dyscypliny kościelnej), albo/i przeformułowania niezmienialnych elementów doktrynalnych w taki sposób, by współcześni ludzie byli w stanie je rozumieć i wcielać w praktykę. Jednak jeszcze raz trzeba stanowczo podkreślić, że ani papież, ani jakikolwiek inny uczestnik synodu nigdy nie postulował zmiany doktryny niezmienialnej – takiej np. jak doktryna nierozerwalności małżeństwa.

(…)

Być może nie od rzeczy będzie tu zacytowanie słów papieża Franciszka do Kongregacji Doktryny Wiary, wygłoszonych w styczniu 2014 roku: Już począwszy od wczesnych epok dziejów Kościoła istniała pokusa rozumienia doktryny w ideologicznym sensie czy też redukowania jej do zbioru abstrakcyjnych i skrystalizowanych teorii (por. „Evangelii gaudium” 39-42). W rzeczywistości jedynym celem doktryny jest służba życiu ludu Bożego: usiłuje ona oprzeć naszą wiarę na pewnym fundamencie. Tak, wielka jest pokusa przywłaszczenia sobie daru zbawienia, który przychodzi od Boga, dostosowania go – może nawet w dobrej intencji – do mentalności i ducha świata. I ta pokusa powtarza się stale.

Sam temat synodu, mianowicie „Duszpasterskie wyzwania wobec rodziny w kontekście ewangelizacji”, wskazuje jasno, że nie był on nigdy zamierzony w celu zmiany niezmienialnej doktryny małżeństwa, lecz dla zobaczenia, jak kościelna doktryna może być zastosowana do współczesnej, żywej rzeczywistości pastoralnej, zwłaszcza w dzisiejszych, nowych, trudnych i skomplikowanych sytuacjach. Już Paweł VI zauważył trudność zastosowania uniwersalnej doktryny kościelnego nauczania społecznego do różnych, konkretnych sytuacji ziemskiego życia.

(…)

W swojej adhortacji Evangelii gaudium (z 2013 roku) papież Franciszek powtórzył i podtrzymał tę myśl, dając do zrozumienia, że analiza danej sytuacji pastoralnej i zastosowanie do niej doktryny Kościoła mogą się zmieniać w zależności od okoliczności. Można stąd wywnioskować, że wyrażenie i sformułowanie doktryny mogą się zmieniać w zależności od konkretnego kontekstu pastoralnego, nawet gdy sama doktryna nie może się zmienić w swojej niezmienialnej istocie, która należy do depozytu wiary.

W rzeczy samej, podczas ostatniego synodu w odniesieniu do szczególnej kwestii przyjmowania komunii świętej przez rozwiedzionych i powtórnie zaślubionych dość wielu uczestników wyrażało pragnienie, by doktryna Kościoła została zastosowana raczej w tym, co nazywali „podejściem okazjonalnym”, niż w uniwersalnie ważnych normach. Aby to się stało, trzeba zacząć od żywej rzeczywistości osoby i dopiero stamtąd przejść do „nauczania”, jak to stwierdził biskup Antwerpii Johann Bony w swoim bardzo szczerym i przekonującym artykule jeszcze przed synodem. Bo jest to przecież metoda stosowana przez samego Jezusa – por. np. J 8,2-11; Mk 2,23-27; Łk 14,1-6; 13,10-17.

Jej odwrotnością było zaczynanie od doktryny („nauczania”) i dopiero stamtąd przechodzenie do żywej rzeczywistości – była to metoda stosowana przez faryzeuszy, metoda starająca się utrzymać doktrynę nienaruszoną (czasem za wszelką cenę), jako ważniejszą od osoby, która jest wezwana do życia nią. Z tej perspektywy punkt wyjścia jest kluczowo ważny: czy mamy zaczynać od doktryny, czy od ludzi, którzy są wezwani do życia nią?

Konkluzja

Bezrefleksyjne używanie zdania „doktryna nie może się zmienić” jako sloganu (co słyszeliśmy zarówno na sali obrad synodalnych, jak i poza nią; i zarówno podczas synodu, jak i potem) nie jest zdrową katolicką odpowiedzią na wezwanie obecnego papieża do odnowy praktyki pastoralnej.

Z jednej strony, potrzeba refleksji i ostrożnego wyróżnienia w bogactwie nauczania Kościoła na temat małżeństwa i rodziny, odziedziczonym po przeszłych stuleciach, doktryn, które mogą zostać zmienione; mogą one i powinny być przemyślane na nowo i zmodyfikowane, kiedy i gdzie będzie to konieczne, w odpowiedzi na potrzeby wierzących.

Z drugiej strony, doktryny niezmienialne, które z samej swej definicji zmienione być nie mogą, powinny być zawsze zachowane i przekazane przyszłym pokoleniom wierzących, tak jak my sami otrzymaliśmy je od przeszłych pokoleń; ale, jak widzieliśmy powyżej, mogą one z pewnością być przeformułowane (bez utraty substancjalnej treści), tak by odpowiadały mentalności współczes­nych wierzących i mogły być wprowadzone w praktykę ich życia. Takie zmiany i przeformułowania doktryny, jak widzieliśmy, były częścią i dobrem naszej katolickiej Tradycji.

Dziś potrzebujemy najpierw ostrożnego i modlitewnego rozpoznania „znaków czasu” odsłanianych przez Ducha Świętego w naszym współczesnym świecie, a potem odpowiedzi na nie w poważny i odpowiedzialny sposób poprzez odnowę odziedziczonej doktryny naszej katolickiej wiary w odniesieniu do małżeństwa i rodziny. To jest nasze zadanie podczas nadchodzącego roku refleksji między obiema sesjami synodu, jak sobie tego życzył papież Franciszek.

Oczywiście w poszukiwaniu rozwiązań duszpasterskich musimy raczej zostawić Duchowi Świętemu otwartą przestrzeń działania – temu Duchowi, który czyni wszystko nowym – niż wciskać Go na siłę w nasze własne, sztywne, z góry założone i niezmienne, legalistyczne ramy doktrynalne. W tym względzie kluczowe będzie rozróżnienie doktryn zmienialnych i niezmienialnych.

*  *  *

tłumaczenie: Janusz Serafin CSsR

Źródło: www.deon.pl

19 marca 2016|