CUDA i OBJAWIENIA znaki dane nam od BOGA

18 marca 2015 roku; CUDA i OBJAWIENIA OFICJALNIE UZNANE przez KOŚCIÓŁ KATOLICKI;Po zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu i zesłaniu Ducha Świętego, cudaznaki, jakich dopełnił Chrystus, znajdują niejako swójciąg dalszyw działalności Apostołów, a potem w działalności świętych i w dziejach Kościoła z pokolenia na pokolenie. Czytamy w Dziejach Apostolskich o licznych cudach spełnianych w „imię Jezusa Chrystusa” w związku z działalnością Piotra (por. Dz. 3,1 – 8; 5, 15;  9,2 – 41), Szczepana (Dz. 6,8), Pawła (np. Dz. 14, 8 – 10). Żywoty świętych, dzieje Kościoła, a przede wszystkim procesy kanonizacyjne sług Bożych stanowią dokumentację, która po poddaniu jej bardzo surowej analizie ze strony krytyki historycznej i nauk medycznych potwierdza istnienie Mocy z wysokości, która przewyższa cały porządek natury i działa w nim.”

CUDA i OBJAWIENIAJan Paweł II o sprawach nadprzyrodzonych, potocznie zwanych cudami. Przez długi czas podchodziłem do cudów i wszelkiego rodzaju objawień bardzo sceptycznie.

Kto mnie zna dobrze, ten wie, jakim potrafiłem być ignorantem i zaprzeczać w nieskończoność rzeczom, które jednak mają mocne przesłanki za prawdą i często Nauka nie potrafi w wielu przypadkach podać wyjaśnienia a co dopiero wskazać na fałszerstwo.

  • Musiałem w końcu uznać fakt, że one rzeczywiście się zdarzają, po prostu tak jest!
  • Są to rzeczy, które daleko wykraczają poza sam rozum, logikę, tak „ubóstwianą” w dwudziestym pierwszym wieku.
  • Ilekroć chciałem je wyśmiać, upatrywać się kłamstwa ludzi wierzących lub zarzucać im „ciemnotę” byłem szybko zagoniony w „kozi róg”.
  • Ciężko jest zaprzeczać realności nadprzyrodzoności, kiedy ona realnie jest obecna, jest na to cała masa świadectw, dokumentacji, poparta niewytłumaczalnymi przez współczesną medycynę uzdrowieniami czy niemożliwymi do występowania zjawiskami, z punktu widzenia praw natury.

Przejdźmy do sedna:

EUCHARYSTIA jest największym Skarbem całego Kościoła, najcudowniejszym darem, jaki po sobie pozostawił Jezus Chrystus, nigdy do końca nie zrozumiemy „wagi” jej znaczenia i celu.

Jak pisał Jan Paweł II:

  • Kościół otrzymał Eucharystię od Chrystusa, swojego Pana, nie jako jeden z wielu cennych darów, ale jako dar największy, ponieważ jest to dar z samego siebie, z własnej osoby.
  • Nie do pojęcia przez sam rozum, tylko wiara może pomóc przyjąć ten niewysłowiony cud.
  • Eucharystia nie jest rzeczą, „wynalazkiem” zacofanych mędrców czy sprawą symboliczną.
  • Eucharystia to po prostu żywy Chrystus, pokorny i wszechmocny jedyny prawdziwy Bóg uniżający się nad ludźmi, okazujący nie do zrozumienia miłosierdzie, miłość niedającej się z niczym porównać!
  • Gdy przyjmujemy jego ciało i krew świadomie, stajemy się bardziej żywi, to Jezus żyje w nas.

Ja jestem chlebem żywym […]. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.[…] Jak mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” ( J 6, 51 , 57)

  • Jak dotąd na całym świecie odnotowano aż 132 cuda eucharystyczne.
  • Jaki jest ich sens?
  • Jezus mówi przez nie do nas ” Ja żyję, chcecie dowodów ludzie słabej wiary, proszę bardzo!  Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

SYGNAŁY DANE NAM OD PANA BOGA

Zaczerpnięto z artykułu Lidii Dudkiewicz opublikowanego w czasopiśmie NIEDZIELA. W Roku Wiary powstała wyjątkowa książka, będąca zapisem wielkiej badawczej wyprawy ekipy śledczej Wydawnictwa Rosikon Press, która pozwoliła zbliżyć nas do świata nadprzyrodzonego. Reporter Grzegorz Górny i fotograf Janusz Rosikoń w książce pt. „Dowody Tajemnicy”, którą można by zaliczyć do kategorii sensacyjnych, prezentują materiały ze swojej długiej podróży tropem tajemniczych zjawisk.

CUDA i OBJAWIENIA 1Na tropie cudów – po głośnym śledztwie w sprawie relikwii Chrystusowych, zamkniętym w 2012 r. książką „Świadkowie Tajemnicy”, teraz powstał zapis śledztwa dotyczącego zjawisk niewytłumaczalnych, takich jak: stygmaty, czyli nigdy niegojące się rany; inedia, tzn. życie bez picia i jedzenia; niezwykłe uzdrowienia, jak np. samoistna reimplantacja odciętej nogi.

Reporter i fotograf zjechali świat w poszukiwaniu dowodów Tajemnicy. Dotarli do miejsc, w których nauka bardzo konkretnie dotyka Tajemnicy. W Insbrucku odwiedzili jeden z najbardziej tajemniczych ośrodków naukowych świata – Instytut Granicznych Obszarów Nauki, gdzie pracuje ks. prof. Andreas Resch, twórca nowej dziedziny nauki – paranormologii. Przed autorami tej pełnej Tajemnic książki zostało szeroko otwarte to największe na świecie archiwum, zawierające dokumentację zjawisk, których nie da się zrozumieć w świetle współczesnej nauki.

JAK MODLITWA ŁAMIE PRAWA NATURY

Autorzy „Dowodów Tajemnicy” rozmawiali z wieloma badaczami, dla których fakt, że pewne tajemnicze zjawiska wymykają się poznaniu na poziomie naukowym, nie oznacza, że one nie istnieją. Więcej – okazuje się, że cuda nie są dzisiaj możliwe do udowodnienia bez badań naukowych i nowoczesnych technologii.

Górny i Rosikoń zajrzeli nawet do otoczonej aurą tajemniczości jedynej na świecie Komisji Lekarskiej, która zajmuje się cudami, i pokazują, jak modlitwą można złamać prawa natury, czego przykładem są np. cudowne uzdrowienia. Z Rosikon Press odwiedzamy, więc watykańską „fabrykę świętych” – dowiadujemy się przy okazji, że pojęcie to wprowadził amerykański dziennikarz Kenneth L. Woodward, nazywając w ten sposób niezwykłą Komisję Lekarską (Consulta Medica), działającą przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, której siedziba mieści się w Rzymie przy placu Piusa XII.

CUDA EUCHARYSTYCZNE

Duża część książki jest poświęcona cudom eucharystycznym. Sokółka – w Polsce, Lanciano, Siena, Cascia, Bolsena, Orvieto – we Włoszech, a także Daroca – w Hiszpanii i Buenos Aires – w Argentynie – to miejsca związane z cudami eucharystycznymi, opisane przez Górnego i pokazane na fotografiach Rosikonia. Zachęcam do spojrzenia np. na zamieszczone w książce reprodukcje fresków przedstawiających przeniesienie relikwii cudu eucharystycznego z Bolseny do Orvieto w 1263 r., co zostało uznane za pierwszą procesję Bożego Ciała. Na tych malowidłach obok papieża Urbana IV jest widoczny również św. Tomasz z Akwinu, który na polecenie Ojca Świętego opracował teksty liturgiczne na Boże Ciało, m.in. napisał śpiewany do dziś hymn eucharystyczny, zawierający słowa: „Przed tak wielkim sakramentem…”.

Wśród wielu ciekawostek zebranych w książce znajdziemy mającą teraz wyjątkowe znaczenie wiadomość z Argentyny. Otóż w 1996 r. w Buenos Aires w kościele Santa Maria miał miejsce cud eucharystyczny. Trzy lata później metropolita Buenos Aires kard. Jorge Mario Bergoglio, a więc przyszły papież, zlecił wykonanie badań naukowych niezwykłej Hostii, która pokrywała się czerwoną cieczą przypominającą krew. Dokumentacja tego tajemniczego wydarzenia wraz z fotografią kard. Bergoglio z tego okresu znalazła się w książce Górnego i Rosikonia.

Cudowne zjawiska istnieją. A paradoksem jest to, że do orzeczenia cudowności konkretnych wydarzeń konieczne są badania naukowe i nowoczesne technologie, które doprowadzają do punktu granicznego między światem realnym a rzeczywistością nadprzyrodzoną. I chociaż nawet genialny umysł człowieka nie jest w stanie ogarnąć tych zjawisk, to pozostaje świadomość, że otrzymuje on wyraźne sygnały i dowody, świadczące o istnieniu cudów.

Nauka wprawdzie nie może się wypowiadać o sferze nadprzyrodzonej, ale dowody przez nią zebrane pokazują, że nie ma tutaj sprzeczności z wiarą.

A celem jest Pan Bóg

Ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski z Prałatury Personalnej Opus Dei po lekturze tej wyjątkowej książki powiedział, że:

  • Bóg na tyle się objawia, abyśmy mogli Go rozpoznać, i na tyle się ukrywa, aby wiara pozostała wolną decyzją”.
  • Książka Rosikon Press „Dowody Tajemnicy” to obowiązkowa lektura na Rok zarówno „WIARY, jak i MIŁOSIEDZIA”. Prowadzi, bowiem do tego, co w górze, ponad naszymi zmysłami i naukowymi dowodami. Otwiera przestrzeń rzeczywistości nadprzyrodzonej. Więcej – wskazuje ślady i sygnały, jakie Bóg kieruje do człowieka, i… pomaga uwierzyć w Boga.
  • Max Planck powiedział: „Religia i nauki przyrodnicze nie znajdują się w stosunku do siebie w opozycji, jak to niektórzy myślą, czy obawiają się tego, lecz prowadzą różnymi drogami do tego samego celu, a celem tym jest Bóg”. To słowa z Prologu książki „Dowody Tajemnicy”, które mogą być dobrym drogowskazem w trwającym Roku Wiary.

Ostatni cud eucharystyczny potwierdzony naukowo i uznany przez kościół katolicki za prawdziwy wydarzył się w stolicy Argentyny, Buenos Aires 18 sierpnia 1996 roku.

18 sierpnia 1996 roku w kościele katolickim Santa Maria w Buenos Aires. Księdzu Alejandro Pezeta po zakończeniu odprawiania mszy świętej, powiedziano, że na podłodze tego kościoła leży porzucona Hostia Duchowny podniósł wskazany przedmiot z zamiarem spożycia, jednak widząc jego stan, umieścił go w naczyniu z wodą i włożył do tabernakulum. Po kilku dniach zauważył, że hostia zmieniła się w jakąś dziwną, krwistą substancję, która w ciągu następnych kilku dni jeszcze się powiększyła. W roku 1999 kardynał Jorge Mario Bergoglio podjął decyzję by wykonać badania naukowe, żeby sprawdzić, z czym parafia ma do czynienia.

  • W 1999 r. kardynał Buenos Aires Jorge Mario Bergoglio zlecił wykonanie badań naukowych.
  • W dniu 5 października 1999 w obecności przedstawicieli kardynała dr Castanon pobrał próbkę, którą następnie przesłano do naukowców w Nowym Jorku.
  • Celowo nie poinformowano ich, skąd pochodzi.
  • Dr Frederic Zugibe, patolog z Rockland County w stanie New York stwierdził, że substancja jest prawdziwym ludzkim ciałem i krwią, w której obecne jest DNA.

Oświadczył:

  • „Badany materiał jest fragmentem mięśnia sercowego znajdującego się w ścianie lewej komory serca, z okolicy zastawek. Ten mięsień jest odpowiedzialny za skurcze serca. (…)
  • Mięsień sercowy jest w stanie zapalnym, znajduje się w nim wiele białych ciałek.
  • Wskazuje to na fakt, że serce żyło w chwili pobierania wycinka (…).
  • Co więcej, te białe ciałka wniknęły w tkankę, co wskazuje na fakt, że to serce cierpiało – np. jak ktoś, kto był ciężko bity w okolicach klatki piersiowej”.

Dr Frederic Zugibe dodał, że w takich warunkach białe ciałka przestałyby istnieć po kilku minutach. Wtedy wyjawiono mu prawdę, skąd owa próbka pochodzi. Wtedy dr Zugibe powiedział:

  • W jaki sposób i dlaczego konsekrowana Hostia mogła zmienić swój charakter i stać się ludzkim żyjącym ciałem i krwią, pozostanie dla nauki nierozwiązalną tajemnicą, która całkowicie przerasta jej kompetencje” – jak dowiadujemy się z książki Rona Tesoriero „Powody aby wierzyć”.

Jak dowiadujemy się z „Biografii Jezusa” Petera Seewalda: „CUD EUCHARYSTYCZNY Z LANCIANO:

  • Tradycja wspomina o mnichu bazyliańskim sprawującym w VIII wieku we włoskiej mieścinie Lanciano ofiarę eucharystyczną, lecz odrzucającym wiarę w rzeczywistą obecność Boga oraz przeistoczenie w Ciało oraz Krew Chrystusa.
  • Pewnego dnia jednak hostia stała się Ciałem, a wino w kielichu prawdziwą Krwią.
  • Relikwia po dzień dzisiejszy pozostała w stanie naturalnym.
  • Krew zakrzepła w pięć nierównych gródek ważących razem tyle samo, ile każda z osobna.
  • W XIX stuleciu na zlecenie arcybiskupa Pacifico Perontoniego uniwersytet sieneński oraz wielu niezależnych naukowców wykonało dogłębne badania.
  • Papież Jan Paweł II nakazał przeprowadzenie kolejnych.
  • Wykazały one, że ciało jest prawdziwym ciałem ( ma strukturę tkanki mięśnia sercowego), a krew prawdziwą krwią.

Przed długi czas szukałem najlepszego z możliwych opisów zdecydowanie najbardziej widowiskowego cudu, jaki kiedykolwiek się wydarzył, mowa o Fatimie i „cudzie Słońca”.

Przeglądając literaturę odnośnie wydarzeń z 1917 roku po raz kolejny najbardziej wiarygodny wpis znalazłem u Seewalda. Nie chciałem go dzielić na części, bo przez to zepsułbym końcowy efekt, zatraciłbym przesłanie tego jedynego w swoim rodzaju przesłania.

Przepraszam za tak długi cytat, ale inaczej nie mogłem, ta dawka informacji ze wszystkich publikacji, które sprawdzałem wydaje się być najmocniej przemawiającą i oddającą to, czego doświadczyli ludzie w tym jakże ważnym dniu. Ważnym nie tylko wtedy, tamta „lekcja” ma znaczenie także dzisiaj, właśnie teraz, kiedy „postępowość” wszelkimi sposobami chce zatuszować znaczenie objawienia maryjnego. Żadne tłumaczenie stwierdzające, że była to masowa halucynacja nie wytrzymują zbyt długo na swoim stanowisku, niewyobrażalnie ciężko zanegować tę „manifestację” Boga. Czy wierzący są posiadaczami Prawdy? Nigdy jej nie mamy, co najwyżej ona ma nas, jak twierdzi Benedykt XVI.

„Za jeden z najbardziej spektakularnych niewyjaśnionych fenomenów wszech czasów uważa się CUD SŁOŃCA W FATIMIE”.

Cała historia rozpoczęła się 13 maja 1917 roku. W tym dniu troje pastuszków: Łucja od Jezusa dos Santos (10 lat), Jacinta Marto (7 lat) i Francisco Marto ( 9lat), w pobliżu rodzinnej wioski po raz pierwszy zobaczyło w jasnym świetle ukazującą im się kobiecą postać. Powiedziała im, że będzie przychodzić przez kolejne pięć miesięcy, zawsze trzynastego dnia miesiąca, „aby ludzie zmienili swoje życie i nie obrażali Pana Boga”. 13 września 1917 roku zgromadziło się od dwudziestu pięciu do trzydziestu tysięcy osób. Dokładnie w południe jasno świecące dotąd na niebie słońce przygasło. Powietrze zabarwiło się na złotobrązowo. Widzowie ujrzeli błyszczącą kule poruszającą się ze wschodu na zachód, wydzielającą jasny ciepły blask.

13 października napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny, doszło do wydarzenia, które Maryja zapowiedziała trzy miesiące wcześniej. Doniosły o nim niezliczone gazety. Około godziny 11 zebrał się imponujący tłum liczący od pięćdziesięciu do siedemdziesięciu tysięcy osób: prości ludzie, dziennikarze, naukowcy, duchowni, wojsko i policja. W samo południe usłyszano uderzenie gromu, a jedno z dzieci, Łucja, zawołała, że widzi i słyszy nieznajomą panią (zapisane przez nią jej wypowiedzi stały się znane, jako „trzy tajemnice fatimskie).

CUD SŁOŃCA W FATIMIENaoczny świadek prof. da Fonseca podał wówczas do protokołu: „Nagle przestało padać… Słońce stanęło w zenicie podobne do srebrnej tarczy. Widziało się je gołym okiem, gdyż nie oślepiało. (…)

Nagle zaczęło drgać, poruszając się gwałtownie, aż wreszcie zawirowało z szaloną szybkością wokół własnej osi, jak gdyby było gigantycznym ognistym kołem wyrzucającym promienie o zmieniających się na przemian kolorach, czerwonym, zielonym, żółtym i niebieskim, które barwiły firmament, ziemię, drzewa, widzące dzieci oraz zebrany tłum.

Trwało to cztery minuty. Gwiazda dzienna zamarła na chwilę, a potem podjęła swój niesamowity taniec… Siedemdziesięciotysięczny tłum stał w bezruchu z zapartym tchem…

    • W pewnym momencie słońce zaczęło spadać i zygzakami zbliżać się do ziemi, a wszystkim wydało się, że nastąpi kosmiczna katastrofa zderzenia słońca z ziemią.
  • Ludzie krzyczeli z przerażenia, błagali o miłosierdzie i wyrażali żal za grzechy.
  • Niektórzy głośno spowiadali się ze swoich grzechów, sądząc, że to jest koniec świata. Na koniec wszyscy uklękli, modląc się razem na „głos”. Jedynymi, na których fenomen nie zrobił żadnego wrażenia, okazały się zwierzęta. Nie wykazały one żadnej reakcji.

Pochodzący z Hildesheim Guenther Stolze, prawnik, medyk i teolog, poświęcił połowę życia na badania cudu słonecznego z Fatimy. Zebrał wszelkie dostępne dane, zasięgnął opinii uczonych z zakresu nauk przyrodniczych, jak laureata Nagrody Nobla John Ecclesa, a także przeprowadził kilka eksperymentów. W swojej analizie doszedł do wniosku, że w tym wypadku nie mamy do czynienia z fenomenem astronomiczno – meteorologicznym, psychologiczną sugestią masową czy też wydarzeniem parapsychologicznym. To, co zostało potwierdzone przez dziesiątki naocznych świadków, to factum sui generis, zdarzenie całkowicie unikalne.

Jako sędzia wydałby on następujący wyrok:

  • „Niewątpliwie 13 października 1917 roku pastuszkowie rozmawiali z osobową inteligencją, niepochodzącą z tego świata, gdyż jej IQ dalece przewyższa poziom intelektualny mieszkańców ziemi”.

Fenomen słoneczny to w gruncie rzeczy nie cud słońca, lecz anomalia pogodowa. Tym, co mieli widzieć świadkowie, byłyby odbicia światła słonecznego, gdyż samo Słońce pozostało niezmienione. Cały epizod należy ocenić, jako kombinację ponad siedemdziesięciu małych cudów dokładnie do siebie pasujących. Cała ta kombinacja została obramowana ekstremalnym zjawiskiem pogodowym trwającym w sumie około dwanaście minut.

Obecne możliwości techniczne pozwalają w najlepszym przypadku na przewidywanie pogody do trzech dni naprzód i to z osiemdziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem. Dłuższe wyliczenia są dla meteorologii nieużyteczne. Długoterminowa prognoza w wypadku Fatimy równałaby się diagnozie „lekarza mówiącemu swojemu pacjentowi, że umrze za 153 dni na wydającą się być nieuleczalną nieznaną infekcję krwi, a trzy dni później o godzinie 13:52 zostanie całkowicie uleczony przed głównym wejściem do kolońskiej katedry i to przy intensywnych opadach śniegu. Cud byłby dowiedziony, jeśli podane wskazówki precyzyjnie spełniłyby się na oczach publiczności”.

W medianie czasu wynoszącej 153 dni (od pierwszego do ostatniego objawienia) Stolze zidentyfikował „tajemną liczbę Jezusa”, o której wspomina również Biblia (J 21,11). Nad miejscem objawienia odkrył także szczególną przestrzeń powietrzną w kształcie odwróconego leja i wysokości kilkuset metrów. W trakcje objawień, punktualnie w południe, pojawiła się osobliwa formacja chmur, swego rodzaju „statek powietrzny” przypominający – jak pokazują fotografie – wyglądem i wielkością żaglowiec. W jego wnętrzu dzieci widziały postać pięknej kobiety, której cichy głos słyszalny był też dla pozostałych obserwatorów.

Sam cud słońca należy sobie wyobrażać, jako kalejdoskop, którego liczne części składowe zostały złączone 13 października „na podobieństwo gigantycznego mechanizmu wraz z naglą zmianą pogody, której bilans energetyczny wynosił sto tysięcy cetnarów masy”. W sumie na około kwadrans powstał mikroklimat, „który badacze zajmujący się naukami przyrodniczymi uznali za niemożliwy”.

To, co nastąpiło, to było widowisko w trzech aktach, jakie jeszcze nie oglądał żaden człowiek, w wykonaniu „prospektywnej inteligencji” dysponującej pełną wiedzą na temat każdego przedmiotu oraz jego przyczynowych możliwościach powiązań w przyszłości. W przypadku Fatimy wiedzę wiec o wszelkich składnikach oraz rachubach atmosfery naszej planety. W opinii Stolzego nakład energii materialnej niezbędnej dla cudu słońca wynosi „milionowe wielokrotności cudu uzdrowienia”. To oczywiste – stwierdza – że „to widowisko w przestworzach było artefaktem stworzonym przez myślącą istotę dla myślących istot, pogodą przemawiającą do nas”. Potrzebny tu iloraz inteligencji przekracza ludzkie możliwości. Wniosek: ” Żadna religia, żaden światopogląd ani gałąź nauki nie doświadczyła niczego podobnego. Cudotwórczyni jest, więc najinteligentniejszym stworzeniem wszechświata”. (…) „To nic nadzwyczajnego – podsumowuje Alfred Laepple, teolog, jeden z najpłodniejszych umysłów literatury duchowej XX wieku. – To raczej wspomniana przez samego Jezusa <normalność>, skoro historia wiary chrześcijańskiej to od zawsze także historia cudów. W cudach historii Kościoła cuda Jezusa doświadczają wielopostaciowej kontynuacji oraz ekspansji. Zmartwychwstały Chrystus nadaje cudom zupełnie nowy wymiar, tak, że wierzący staje się narzędziem jeszcze <większych> dzieł i cudów niż Jezusowe”

Seewald w innym miejscu w treściwy sposób tłumaczy Cud św. Januarego w Neapolu i objawienie Matki Boskiej w Lourdes:

CUD KRWI Z NEAPOLU”:

Coroczne upłynnienie krwi św. Januarego w Neapolu to jeden z najdłużej i najlepiej udokumentowanych fenomenów w historii. Na jego temat powstało ponad 1470 publikacji książkowych. W czasie prześladowania chrześcijan za cesarza Dioklecjana January był biskupem Benewentu i w roku 305 został ścięty w Puteoli. Zaraz po egzekucji jedna z chrześcijańskich kobiet nabrała krwi męczennika do dwóch flakoników. Od całych stuleci skrzepnięta krew „ożywia się”, przechodząc w stan płynny w pierwszą niedzielę maja, 19 września (i przez kolejne siedem dni), czasem 16 grudnia oraz z okazji wyjątkowych wydarzeń.

CUD z LOURDES:

11 lutego 1858 roku córce młynarza Bernadetcie Soubirous przy grocie Massabielle po raz pierwszy ukazała się tajemnicza niewiasta, która później przedstawiła się, jako „Niepokalanie Poczęta”. Podczas piętnastu z osiemnastu objawień zgromadziło się od dziesięciu do dwudziestu tysięcy osób. Po pierwszych uzdrowieniach wodą ze źródła, których liczba ciągle wzrastała, w roku 1883 założono stałe centrum lekarskie mające naukowo badać poszczególne przypadki odzyskania zdrowia. Z 6800 zgłoszonych kazusów Kościół uznał dotąd 67. „Suwerenny Bóg może ingerować w prawa natury, dokonując dzieł wykraczających poza możliwości pojmowania rozumu” – orzeka dr P. Theiller, stały pracownik centrum lekarskiego. W dokumencie traktującym o uleczeniu Niemki Thei Angele, biskupa Tarbes i Lourdes z 28 czerwca 1961 roku czytamy: ” Mocą autorytetu udzielonego nam w tym względzie przez Sobór Trydencki podporządkowując naszą decyzję władzy papieskiej, niniejszym orzekamy, że powrót do zdrowia Thei Angele, siostry Marii Mercedes, jaki nastąpił 20 maja 1950 roku w Lourdes, jest cudem i jako taki musi zostać przypisany szczególnej interwencji Najświętszej i Niepokalanej Dziewicy Maryi i Matki Bożej”.

Książka Petera Sewalda miała premierę w styczniu 2011, dwa miesiące później w tym samym roku, przez kościół zostało zaakceptowane kolejne uzdrowienie. 27 marca 2011 roku oficjalnie ogłoszono kolejny cud, który dokonał się za wstawiennictwem Matki Bożej z Lourdes. Dotyczy on francuza François Serge z diecezji Angers, który został uzdrowiony 12 kwietnia 2002 roku w Lourdes w wieku 56 lat. François Serge cierpiał na paraliż nogi. W kwietniu 2002 roku udał się wraz z diecezjalną pielgrzymką do Lourdes, podczas której został uzdrowiony. W trakcie modlitwy przed grotą objawień poczuł ogromny ból, który z czasem zamienił się w ulgę i ciepło. Po zgłoszeniu swojego uzdrowienia do biura medycznego w Lourdes, zaczęto badać przypadek Serge’a. Ostatecznie został on uznany przez lekarzy za niewytłumaczalny w świetle obecnej wiedzy medycznej. Kościół katolicki uznał go za cudowny, już po raz 68.

Często zapominamy o tym, że cuda zdarzają się też w naszym kraju i nie są wcale gorsze „jakościowo” od innych. Na początku wymienię postać błogosławionego kapłana i zakonnika Kościoła katolickiego, ojca Stanisława Papczyńskiego, założyciela „Zgromadzenia Księży Marianów”. Ksiądz Tadeusz Rogalewski w „Żywocie Stanisława Papczyńskiego” opisał pokrótce cud, jaki się wydarzył za jego wstawiennictwem:

  • „W pierwszych tygodniach ciąży u pewnej kobiety pojawiło się zagrożenie utraty dziecka. Dzięki pomocy lekarzy niebezpieczeństwo zażegnano. Radość rodziców nie trwała jednak długo. Wkrótce znów pojawiło się zagrożenie poronieniem. U dziecka ustała akcja serca i płód się zmniejszył. Po dwukrotnych badaniach lekarz stwierdził, że dziecko nie żyje.
  • Trzy dni później pacjentka przyszła na zaplanowaną wizytę. Lekarz wykonał badanie USG, aby sprawdzić, czy dokonało się samoistne poronienie. Gdyby do niego nie doszło, miał przystąpić do zabiegu usunięcia martwej ciąży.
  • Ku zaskoczeniu swemu i matki stwierdził, że serce dziecka bije. Wydało mu się to niemożliwe, więc powtórzył badanie na innym aparacie. Jego wynik potwierdził, że dziecko żyje.

W niecałe siedem miesięcy później rodzina cieszyła się narodzinami dziecka, które przyszło na świat zdrowe i rozwija się prawidłowo.

Łaska ta — jak się później okazało — została wyproszona za wstawiennictwem o. Stanisława Papczyńskiego. Kuzyn a zarazem ojciec chrzestny matki, dowiedziawszy się o ciężkim stanie ciąży swej córki chrzestnej, natychmiast rozpoczął nowennę za przyczyną Ojca Założyciela w intencji uratowania dziecka. Przytoczone fakty dokonały się w trakcie tej dziewięciodniowej modlitwy. Do nowenny włączyli się z czasem inni członkowie rodziny. Tak pomyślne zakończenie tego dramatycznego zdarzenia — bez jakichkolwiek wątpliwości — związano ze wstawiennictwem o. Papczyńskiego.

W sprawie tego domniemanego cudu, w latach 2003-2004 z ramienia Kurii przeprowadzono dochodzenie diecezjalne.

Konsulta Lekarska Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych na sesji w dniu 12 maja 2005 r. orzekła, że prawami nauki nie można wyjaśnić nieoczekiwanego odzyskania ciąży po samoistnym jej przerwaniu przez poronienie wewnętrzne. Następnie dnia 3 października odbyła się druga Sesja Zwyczajna Ojców Kardynałów i Biskupów, na której ustalono, że cud dokonał się z Boskiego zrządzenia.

Papież Benedykt XVI po zapoznaniu się z dokładnym sprawozdaniem z tych wszystkich spraw uznał cud i w dniu 16 grudnia 2006 r. orzekł: Uznaje się cud, dokonany przez Boga za wstawiennictwem Czcigodnego Sługi Bożego Stanisława od Jezusa i Maryi (w świecie Jana Papczyńskiego), Kapłana i Założyciela Zgromadzenia Księży Marianów pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP, mianowicie nieoczekiwane ożywienie ciąży pani NN., w 7-8 jej tygodniu, po samoistnym jej przerwaniu przez «poronienie wewnętrzne» udokumentowanym ultrasonograficznie, z postępującym jej rozwojem aż do prawidłowego zakończenia porodem, bez negatywnych następstw dla płodu, który urodził się żywy i zdrowy 17 października 2001 r.

Decyzja ta otworzyła drogę do beatyfikacji Ojca Papczyńskiego.”

Jak czytamy w „Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych Archidiecezji Poznańskiej – Dekrecie Dotyczącym Cudu”:

„…Dnia 20 września tegoż roku (2005 dopisek autora) miało miejsce zebranie Konsulorów Teologów, a dnia 2 maja 2006 r. Sesja Zwyczajna Ojców Kardynałów i Biskupów, na której Ponensem (referentem) Sprawy był Jego Ekscelencja Lino Fumagalli, Biskup Sabiny – Poggio Mirteto. Następnie dnia 3 października odbyła się druga Sesja Zwyczajna. Przez obydwa Gremia – tak Konsultorów, jak też Kardynałów i Biskupów – na postawioną wątpliwość czy jest pewne, że z Boskiego zrządzenia dokonał się cud, została udzielona odpowiedź twierdząca.

Chciałbym także przypomnieć o cudzie za wstawiennictwem Jana Pawła II.

Do Watykanu doszło kilka tysięcy świadectw ludzi twierdzących, że dzięki Janowi Pawłowi II zostali w niezwykły sposób uzdrowieni. Z tej całej masy świadectw wybrano około 240 z nich, najmocniej świadczących o dokonanym cudzie. Po długich analizach wybrano jeden cud, potrzebny do beatyfikacji, którym okazał się przypadek francuskiej zakonnicy Marie Simon – Pierre.

Marie Simon-Pierre, która cierpiała na późne stadium choroby Parkinsona, pewnego ranka obudziła się zdrowa. Lekarze orzekli, że nie są w stanie naukowo wytłumaczyć uzdrowienia. W 2001 roku zdiagnozowano u niej chorobę Parkinsona, to samo schorzenie, na które cierpiał Jan Paweł II. Jej stan pogarszał się z miesiąca na miesiąc. Choroba dotknęła całą lewą stronę ciała, powodując poważne utrudnienia. Zakonnica została uzdrowiona z choroby Parkinsona w dwa miesiące po śmierci Papieża. Kiedy pojechała na konsultacje do swego neurologa, ten widząc jej doskonałą formę zapytał, czy podwoiła dawki przyjmowanych leków. Po badaniu nie znalazł żadnych oznak choroby. Pewność, że Parkinson w niewytłumaczalny sposób zniknął, uzyskał po kolejnym badaniu przeprowadzonym pół roku później.

„To historia, która zadecydowała o wyniesieniu Jana Pawła II na ołtarze. Opowiada ją uśmiechnięta francuska zakonnica, która powtarza: „Czy to jest cud, tego nie wiem, o tym będzie musiał zadecydować Kościół. Ja wiem tylko, że wcześniej miałam chorobę Parkinsona, modliłam się do Jana Pawła II i moja choroba zniknęła”. Ma promienny uśmiech i bystre, nadal pełne zdumienia oczy spoglądające zza owalnych okularów.”  – twierdzi Andrea Tornielli, autor książki „Jan Paweł II. Niezwykłe historie”, znany włoski pisarz i Watykanista z włoskiego dziennika „Il Giornale”. W innym miejscu Tornielli pisze:

„…7 czerwca, jak to było ustalone, poszłam do neurologa, u którego leczyłam się przez cztery lata. On również był zdumiony, kiedy stwierdził cofnięcie się wszystkich objawów choroby mimo odstawienia wszelkich leków na pięć dni przed wizytą. Następnego dnia nasza przełożona wezwała wszystkie nasze wspólnoty do modlitwy dziękczynnej. Całe zgromadzenie rozpoczęło nowennę dziękczynną do Jana Pawła II za to, co się stało”.

Od tamtego czasu objawy choroby nie powróciły, a postulator sprawy beatyfikacyjnej papieża Jana Pawła II wybrał ten przypadek, aby przedstawić go Kongregacji ds. Świętych: nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby wzięto pod uwagę cud uzdrowienia z choroby Parkinsona. „Przerwałam całe leczenie. Zaczęłam normalnie pracować, nie mam żadnych trudności w pisaniu, prowadzę samochód nawet na długich trasach. Mam wrażenie, jakbym się na nowo narodziła. To zupełnie nowe życie, bo nic nie jest tak jak wcześniej. Mogę dziś powiedzieć, że przyjaciel, który odszedł z tej ziemi, jest teraz bardzo blisko mojego serca. Sprawił, że dojrzało we mnie pragnienie adoracji Najświętszego Sakramentu i miłość do Eucharystii, która zyskała pierwsze miejsce w moim życiu codziennym. To, co Pan pozwolił mi przeżyć za wstawiennictwem Jana Pawła II — kończy, uśmiechając się s. Marie — to wielka tajemnica, trudna do ubrania w słowa… Dla Boga, bowiem nie ma nic niemożliwego”.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: http://www.fronda.pl

WIARA CZYNI CUDA

Czytając żywoty świętych i błogosławionych, wielokrotnie spotykamy się ze stwierdzeniem, iż umierali oni w opinii świętości, a za ich przyczyną działy się liczne cuda. Te słowa dla nas żyjących na początku XXI w. są nie tylko suchą informacją, ale rzeczywistością. Co jakiś czas słyszymy bowiem o cudach, które dokonały się za wstawiennictwem naszego rodaka – Sługi Bożego Jana Pawła II. Docierają do nas wiadomości o szczególnych łaskach, których doświadczyło liczne grono osób, czy to podczas spotkań z Ojcem Świętym, czy już po jego odejściu. W licznych świadectwach ciągle przewija się słowo „cud”.

Warto uzmysłowić sobie, że cuda są wpisane w nasze ludzkie życie, mimo iż nie każdy ich doświadcza. Św. Augustyn pisał, że „cud jest to fakt wzniosły, nadzwyczajny, przekraczający możliwości [natury] i niespodziewany dla osoby, która go podziwia”. Potem uzupełnił swój pogląd, pisząc: „nazywamy wielkim bądź cudownym coś, co Bóg czyni wbrew znanemu nam i zwyczajnemu biegowi natury”. Mówiąc o cudzie, musimy pamiętać, że nie jest to tylko jakieś niezwykłe wydarzenie przekraczające nasz rozum i wiedzę. Wypowiadając się o dziele, nie zapominajmy o jego autorze. Znaki Bożej miłości najczęściej dzieją się za pośrednictwem Maryi albo świętych Pańskich. Wszystko, co dokonuje się przez ich wstawiennictwo, spełnia się dzięki woli Bożej.

SONDA

Cuda dzieją się także dzisiaj

Ks. Marek Kot – proboszcz i kustosz sanktuarium bł. Męczenników Podlaskich w Pratulinie

W sanktuarium pracuję od 15 listopada 2007 r. i mogę zaświadczyć, że wielu ludzi prosi tu o cud. W połowie 2008 r. otrzymałem telefon z Nowego Jorku. Młoda matka dziękowała Bogu za narodziny dziecka, o które prosiła wraz z mężem. Urodziła zdrową córkę dokładnie 9 miesięcy po modlitwie w sanktuarium. Pewna kobieta powiedziała, że męczennicy przychodząc we śnie, obudzili ją i uratowali życie, inaczej zatrułaby się czadem z piecyka gazowego. Paweł Mazurek został cudownie uzdrowiony za przyczyną bł. Męczenników Podlaskich z tzw. prymitywnego guza centralnego układu nerwowego, umieszczonego w mózgu (o czwartym – najwyższym stopniu złośliwości). Młody przedsiębiorca zmagający się z różnymi problemami powiedział: „Tu, w Pratulinie, człowiek inaczej patrzy na świat, tu nabiera się sił na kolejne dni zmagania z codziennością. Od tych prostych świętych człowiek uczy się żyć”. Bóg bogaty w miłosierdzie błogosławi wszystkim, którzy proszą Go o cud przez przyczynę bł. Wincentego Lewoniuka i jego 12 Towarzyszy. Zapraszam do Pratulina, szczególnie w styczniu. Od 14 do 22 bieżącego miesiąca o 17.00 odprawiamy nowennę. 23 stycznia odbędą się główne uroczystość związane ze wspomnieniem Bł. Męczenników Podlaskich.

Ks. Romuald Pawluczuk – proboszcz parafii Wilczyska

Pochodzę z Pratulina, z parafii bł. Męczenników Podlaskich, gdzie od wielu lat modlono się za ich wstawiennictwem. Sam także otrzymałem łaskę dzięki ich orędownictwu. Kiedy pracowałem jako wikariusz w parafii Przemienienia Pańskiego w Łukowie, dotknęła mnie choroba gardła. Przy „jabłku Adama” niespodziewanie powiła się narośl, którą lekarze nazywali cystą. Zostałem skierowany do jednej z warszawskich klinik, gdzie miałem przejść operację. W szpitalu okazało się, że muszę czekać na ten zabieg około tygodnia. Ponieważ trwał Wielki Post i kapłani mieli dużo pracy, postanowiłem przełożyć termin operacji. Ponownie miałem się tam zgłosić po Wielkanocy. Wróciłem do Łukowa i włączyłem się w przygotowania do świąt. Cały czas modliłem się jednak o powrót do zdrowia. Prosiłem Boga za wstawiennictwem Męczenników (wtedy jeszcze niebeatyfikowanych). Przyzywałem ich pomocy, a ziemią z miejsca ich męczeństwa dotykałem chorego miejsca. Wierzyłem, że ich orędownictwo pomoże mi. Jeździłem także do Pratulina. Po Wielkanocy cysta samoistnie zniknęła i operacja nie była już konieczna. Moje świadectwo dołączono do dokumentacji procesu beatyfikacyjnego unitów.

O. Dominik Partyka – proboszcz parafii św. Piotra i Pawła w Leśnej Podlaskiej

Cuda dzieją się także w naszych czasach. Jeśli ktoś z wiarą prosi o łaskę, zawsze otrzyma dar. Pani Leśniańska oręduje za każdym, kto przychodzi do Jej tronu. Dwa lata temu dzięki wstawiennictwu naszej Matki narodziła się Weronika z Białej Podlaskiej. Lekarze nie dawali jej żadnych szans. Pomoc Maryi sprawiła, że zarówno dziewczynka, jak i jej matka szczęśliwie przeżyły rozwiązanie. Teraz każdego roku przyjeżdżają, by dziękować za dar życia. Opieki Matki Najświętszej doświadczył także nasz miejscowy naczelnik poczty. Kiedy niespodziewanie zachorował i zapadł w śpiączkę, jego rodzina codziennie prosiła Boga za wstawiennictwem Matki Leśniańskiej o to, by powrócił do zdrowia. Po miesiącu mężczyzna obudził się i nie miał już żadnych oznak choroby. Wrócił do swej rodziny i pracy. Pielgrzymi przybywający do Leśnej modlą się o zdrowie, o szczęśliwy przebieg operacji czy wyjście z różnych nałogów. W naszym sanktuarium dokonuje się także wiele uzdrowień duchowych, czyli nawróceń. Warunkiem cudu jest otwarcie się na działanie łaski Bożej. Czasami jesteśmy ślepi, nie chcemy, a może też nie potrafimy dostrzec tego, czego Stwórca dokonuje w naszym życiu.

Cuda najczęściej kojarzą się nam z uzdrowieniami fizycznymi bądź duchowymi. Przemierzając sanktuaria, nie da się nie słyszeć świadectw o zaskakujących powrotach do zdrowia, pokonaniu nałogów czy o zadziwiających nawróceniach. Człowiek wierzący nie może przejść obok tego z obojętnością. W takich chwilach budzi się podziw i pokora wobec potęgi Stwórcy. Jednak cud to nie tylko uzdrowienie ciała, cudem może być także narodzenie dziecka, odzyskanie wiary czy inna łaska. Trzeba też pamiętać, że największym cudem Jezusa jest zmartwychwstanie, cudem jest również każda Eucharystia: przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa.

  • Cud nie jest wytworem czyjejś fantazji, ludzkim wymysłem ani reliktem średniowiecza. To raczej owoc wiary i wyraz szczególnej miłości Boga. Do dziś pozostaje jednym z warunków beatyfikacji i kanonizacji.

DLA MNIE I CIEBIE ŚWIĘCI ORĘDUJĄ W NIEBIE

Tam, gdzie kończy się rozum, zaczyna się wiara. Kiedy człowiek doświadcza bezradności i traci nadzieję, wtedy wkracza Bóg.

  • Dla BOGA nie ma nic niemożliwego.
  • Warunkiem otrzymania łaski jest jednak silna ufność.

Kiedy czytamy fragmenty Ewangelii mówiące o cudach dokonanych przez Pana Jezusa, bardzo często słyszymy słowa:

  • „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19).
  • Bez wiary nigdy nie dokonał się żaden cud.
  • Chrystusie przemierzającym swoje rodzinne strony ewangelista napisał: „niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa” (Mt 13,58).
  • Liczne uzdrowienia, o których dowiadujemy się z kart Pisma Świętego, poprzedzone były pokorną prośbą i zaufaniem w moc Boga.

Trzeba też pamiętać, że cud to uzdrowienie całego człowieka: jego ciała i ducha. Czasem nawet większym cudem jest uzdrowienie ducha – uświadomił to Jezus, uzdrawiając paralityka, a jednocześnie odpuszczając mu grzechy (zob. Mk 2, 1-12).

Dziś w dalszym ciągu możemy prosić Chrystusa o udzielenie potrzebnej nam łaski, gdyż On żyje i działa w Kościele. W naszych błaganiach nie jesteśmy sami. Modląc się, pamiętajmy o Matce Bożej i wstawiennictwie świętych, którzy, jeśli tylko ich poprosimy, będą za nami orędować.

Obietnice świętych

Niepokalana, ukazując się św. Katarzynie Laboure, mówiła: „Promienie, które widzisz spływające z mych dłoni, są symbolem łask, jakie zlewam na tych, którzy mnie o nie proszą”. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus obiecywała, że po śmierci spuści na ziemię deszcz róż, że będzie wstawiać się za każdym, kto się do niej zwróci. Liczne świadectwa potwierdziły prawdziwość słów młodej zakonnicy.

Święci przebywający w niebie nie tylko wielbią Boga, oglądając Jego Oblicze, ale są łącznikiem pomiędzy ziemią i Królestwem Niebieskim. Nie zapominajmy, że wielu świętych i błogosławionych jeszcze podczas życia, na „dolinie łez”, mocą Boga czyniło znaki. Należeli do nich m.in. św. Ojciec Pio i św. Jan Maria Vianney.

Ostrożność nie szkodzi

Święci wypraszają nam różne łaski, ale nie wszystkie dary, które otrzymaliśmy za ich pośrednictwem, możemy nazwać cudem. Nie każdy powrót do zdrowia określimy tym mianem.

Teologię cudu uzdrowienia („uzdrowienia przez wiarę”) opracował papież Benedykt XIV. Określił on siedem warunków, które muszą zostać spełnione, abyśmy mogli mówić o Bożej interwencji.

  • Choroba, z której zostaje się uzdrowionym, musi być ciężka, a jej wyleczenie jest niemożliwe lub bardzo trudne.
  • Nie może być ona w stadium zaniku (aby nie mogła cofnąć się samoistnie).
  • Choremu nie mogą być aplikowane żadne lekarstwa, a w przypadku, gdy zostały podane, musi być stwierdzona ich nieskuteczność.
  • Uzdrowienie musi być natychmiastowe i całkowite.
  • Przed uzdrowieniem nie może mieć miejsca żaden nagły kryzys na skutek podawania określonego środka; jeśli tak było, nie należy mówić o cudownym uzdrowieniu, gdyż można je częściowo lub też całkowicie wytłumaczyć w sposób naturalny. Po uzdrowieniu nie następuje nawrót choroby.
  • Prawdziwość cudu zazwyczaj bada komisja powołana przez miejscowego biskupa. Jest ona złożona z teologów i lekarzy. Specjaliści sprawdzają przede wszystkim, czy analizowane zjawisko jest pochodzenia nadprzyrodzonego i czy pochodzi od Pana Boga (może mieć ono charakter nadprzyrodzony, ale pochodzić od złego ducha – zob. np. 2 Tes 2,9-10 czy też Mt 24,24).
  • W takich sytuacjach mamy do czynienia z tzw. mamieniem szatańskim. Przykładem takiego zjawiska są m.in. rzekome objawienia maryjne w Garabandal w Hiszpanii.

TO JEST CUD!

Osoby, które doświadczyły cudownego uzdrowienia, łączy jedno – bezradność lekarzy. Dla medyków były one tragicznymi przypadkami. Jedni mówili, że może pomóc tylko cud, inni kazali przygotować się na najgorsze i czekać na śmierć. Schemat dokonania się cudu jest zawsze taki sam. Grupa ludzi (im więcej, tym lepiej) szturmuje niebo swoimi modlitwami, wcześniej wybierając sobie pośrednika spośród wielu świętych. Msze św., modlitwy indywidualne i wspólnotowe, prośby wysyłane do sanktuariów, różaniec, nowenny… – lista środków jest długa. Potem następuje nieoczekiwany powrót do zdrowia, choroba i jej objawy znikają. Łzy radości, wdzięczność względem Boga i ludzi oraz zaskoczenie na twarzach lekarzy. Wobec wiary medycyna jest bezsilna…

O cudach świadczą liczne wota, którymi zapełnione są ściany wielu sanktuariów. Biżuteria, odlane w srebrze lub złocie uleczone części ciała, laski i kule to tylko niektóre dowody uzdrowień. Wielu dotkniętych łaską składa swoje świadectwa w specjalnych księgach.

ZAUFAJ PANU JUŻ DZIŚ

Podczas wielu dyskusji o cudach zawsze można usłyszeć kilka standardowych stwierdzeń.

  • Jedni rozmówcy uważają, że o cud nie powinniśmy prosić, bo takich łask mogą doświadczyć tylko wybrani.
  • Drudzy mówią, że w czasach obecnych nie ma już cudów, jeszcze inni całkowicie negują tego typu zjawiska.
  • Wielu pyta, co się stanie, jeśli nadzieja na cud nie spełni się… czy warto, więc modlić się o niego?

Jeszcze raz popatrzmy na Jaira, kobietę cierpiąca na krwotok albo niewidomego Bartymeusza. Gdyby nie przyszli do Jezusa i nie prosili, dalej nieśliby krzyż choroby…

  • Nawet, jeśli nie dojdzie do fizycznego uzdrowienia, szybko okaże się, że nasza modlitwa nie odpłynęła w próżnię.
  • Warto wszystko oddać w ręce Boga, powiedzieć „bądź wola Twoja” i czekać.
  • Bóg zawsze znajdzie rozwiązanie, może nie zawsze wszystko pójdzie po naszej myśli, ale na pewno zajdzie pozytywna zmiana. Bo On ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro… nawet z choroby i cierpienia.

W DOBRYCH RĘKACH

Nie da się wyliczyć cudów wyproszonych przez pośrednictwo świętych. Nie można opowiedzieć o wszystkich zjawiskach, które wykraczają poza rozum ludzki, a które dokonały się dzięki łaskawości Boga. Czytając te świadectwa, można tylko wielbić Stwórcę i dziękować za Jego świętych.

Jednym ze świętych pańskich, którzy wypraszali wiernym dar zdrowia, był św. Ojciec Pio. To dzięki jego modlitwom niewidoma ośmioletnia Gemma di Giori odzyskała wzrok.

  • Dziewczynka urodziła się bez źrenic, w takim przypadku medycyna nie może w żaden sposób pomóc. Babcia dziecka wysłała do tego świętego zakonnika list z prośbą o modlitwę w intencji wnuczki. Potem przyjechała z nią do San Giovanni Rotundo, gdzie Gemma przyjęła I Komunię św. z rąk kapucyna. Ojciec Pio uczynił także znak krzyża na jej oczach. Kiedy dziewczynka wracała do domu, nagle powiedziała: „Babciu, ja widzę cały świat”.
  • Gemma widzi, pomimo iż nie ma źrenic. Potwierdziły to liczne badania lekarskie.

Patronką kobiet w stanie błogosławionym jest św. Joanna Berenta Molla. Do niej modliła się Elżbieta Comparinii Arcolino, prosząc o opiekę nad swoim nienarodzonym dzieckiem, które rozwijało się w środowisku całkowicie pozbawionym wód płodowych. Lekarze przewidywali, że poronienie jest tylko kwestią dni. Proponowano również aborcję, ponieważ ten stan zagrażał także zdrowiu matki. Elżbieta nie zgodziła się na zabieg. O zdrowie kobiety i jej maleństwa za przyczyną wtedy jeszcze bł. Joanny modliła się cała parafia i wszystkie karmelitanki w Brazylii. Dziecko przyszło na świat w 32 tygodniu ciąży. Nie miało żadnych poważnych dolegliwości. Matka po kilku dniach także odzyskała zdrowie. Dziewczynkę nazwano Joanna, ku czci świętej orędowniczki.

Dzięki wstawiennictwu św. Brata Alberta Chmielowskiego miesięczne niemowlę zostało uzdrowione z sepsy i mocznicy zatruwającej mózg. Choroba nie zostawiły żadnego śladu na zdrowiu chłopczyka. W jednym z najgorszych momentów choroby został on ochrzczony imieniem Albert. Potem rodzice chłopca wraz z siostrami albertynkami kołatały do nieba i przez pośrednictwo zakonnika prosiły o zdrowie dla dziecka. Od momentu chrztu stan niemowlęcia poprawiał się z godziny na godzinę. Uzdrowienie chłopca przyczyniło się do kanonizacji Brata Alberta.

Czy wobec takich cudów nie warto wyśpiewać maryjnego „Uwielbia dusza moja Pana (…), bo wielkie rzeczy uczynił (…) Wszechmocny, święte jest imię Jego…”?

ROZMOWA

Pod opieką świętych i błogosławionych

Ks. Krzysztof Stepczuk, proboszcz Parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Szpakach

Czym jest wstawiennictwo świętych?

Wstawiennictwo świętych wynika bezpośrednio ze świętych obcowania. Nauka Kościoła potwierdza, iż zbawieni, przebywający w niebie, mogą wypraszać nam potrzebne łaski. Poprzez wynoszenie niektórych z nich na ołtarze, Kościół pragnie ukazać, że każdy z nas, obierając odpowiednią drogę, może osiągnąć świętość. W tych zmaganiach potrzebujemy przykładów, które pomogą nam dobrze przeżyć swoje życie. Święci, którzy już przebywają w obecności Boga, wspierają nas swoimi modlitwami. Ich orędownictwo przyczynia się do otrzymania łaski cudu. Ludzie wierzący nie mogą zapominać, że w drodze do nieba i świętości nie są pozostawieni sami sobie. Warto uciekać się do tych, którzy już osiągnęli niebo i prosić ich o opiekę.

DLACZEGO WARTO PROSIĆ BOGA ZA WSTAWIENNICTWEM ŚWIĘTYCH?

Wiemy, że jesteśmy ludźmi słabymi, często zastanawiamy się, czy nasze modlitwy podobają się Bogu, czy modlimy się we właściwy sposób. Prosząc świętych o ich wstawiennictwo, mamy większą pewność, że nasza modlitwa odniesie zamierzony skutek. Trudno jest ocenić, czy taka modlitwa jest lepsza, czy ma większą wartość. Dla nas jednak sama świadomość, iż nie jesteśmy osamotnieni w tych prośbach staje się czymś ważnym i cennym. Prosząc ze świętymi, współpracując z nimi, mamy jednocześnie lepszy kontakt z Bogiem.

Mówiąc o kulcie świętych, często słyszymy o cudownej wodzie, relikwiach czy np. ziemi z miejsca związanego z postacią świętego. Czym te znaki powinny być dla katolika? Do czego są mu potrzebne?

Kiedy umierają nasi bliscy, zostają po nich fotografie i przedmioty codziennego użytku. Jeśli ich kochaliśmy, wtedy bardziej szanujemy te rzeczy, bo przypominają nam o nich. Relikwie czy inne znaki związane z którymś ze świętych mają nam uzmysłowić, że ta osoba żyła i działała w konkretnym miejscu oraz czasie. W miejscach związanych ze świętymi bardziej doświadczamy ich opieki i uczymy się od nich wiary. W sanktuariach możemy zagłębić się w ich duchowość i jeszcze lepiej poznać ich sposób życia. Mamy okazję, by postawę świętych patronów skonfrontować z naszą. Woda czy inne znaki same w sobie nie są cudowne, ich „skuteczność” zależy od naszej wiary. Podczas dotknięcia tej rzeczywistości sprawdza się nasza wiara. Kontakt z tymi przedmiotami, medytowanie nad życiem tych świętych mają umocnić naszą wiarę.

DLACZEGO WSPÓŁCZEŚNIE WIELU LUDZI NIE WIERZY W CUDA?

Ten problem rodzi się ze słabości naszej wiary. Jeżeli człowiek ma silną wiarę, umacnia ją, pracuje nad sobą, rozwija życie duchowe i żyje słowami Ewangelii. Wiadomo, że uwierzy on także w obcowanie świętych, a w konsekwencji w cuda. Człowiek słabej wiary podobny jest do człowieka niewidomego od urodzenia. Trudno jest mu opowiadać o wielu rzeczach i trzeba go przekonywać do wielu spraw. On chce wszystkiego dotknąć i wszystko sprawdzić. Podobnie jest w przypadku człowieka o słabej wierze. Wielką łaską są wiara i głębokie życie duchowe. Dla takich ludzi czyjeś świadectwo czy jakieś wydarzenie pomagają otworzyć się na Boga. Współczesny człowiek nie chce współpracować z Bogiem. Stwórca jest mu potrzebny wyłącznie do spełniania jego żądań i zachcianek. Bóg ma według niego zagwarantować m.in. zdrowie, pieniądze czy szczęście. Przyjęcie Pana Boga to wielka łaska, dar i radość, jednak muszą one łączyć się z konkretną postawą. Powinniśmy codziennie oddawać Bogu swoje życie, żyć nie według własnego planu, ale według tego, co On chce.

Cud za wstawiennictwem Jana Pawła II

W czerwcu 2001 r. s. Marie-Simon Pierre dowiedziała się, że cierpi na chorobę Parkinsona. Zaatakowana została lewa strona jej ciała. Objawy stawały się coraz bardziej dokuczliwe i uniemożliwiały normalne funkcjonowanie.

Kiedy Benedykt XVI ogłosił rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego swojego poprzednika, siostry zaczęły modlić się przez wstawiennictwo Jana Pawła II o łaskę zdrowia dla s. Marie-Simon. Chora prosiła swoją przełożoną o zwolnienie z pracy. Ta jednak powiedziała: „Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa”. Na drugi dzień zakonnica obudziła się wypoczęta, nie czuła żadnych dolegliwości. Po porannej adoracji udała się na Mszę św. Wtedy uświadomiła sobie, że może normalnie chodzić, że jej lewe ramię przestało być nieruchome. „To, co Pan pozwolił mi przeżyć – uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II – jest wielką tajemnicą. Nie ma rzeczy niemożliwych dla Boga i to jest żywa prawda. Jeśli uwierzysz, doświadczysz Jego wszechmocy” – podsumowuje siostra.

Za wstawiennictwem ks. Kłopotowskiego

61-letni ks. Antoni Łatko został napadnięty i zmasakrowany na plebanii w nocy z 20 na 21 czerwca 1991 r. O 5.00 rano proboszcza znalazł wikariusz. W szpitalu w Jastrzębiu Zdroju ranny przeszedł operację czaszki (po zadanych 13 ciosach). Jednocześnie jego parafianie i przyjaciele prosili Boga o dar życia i powrót do zdrowia za wstawiennictwem Sługi Bożego ks. Ignacego Kłopotowskiego, którego czcicielem był ks. Antoni. Kapłan w krótkim czasie powrócił do zdrowia i 19 lipca 1991 r. opuścił szpital. Od razu udał się do Loretto na grób ks. Kłopotowskiego, aby podziękować mu za dar życia, a ss. loretankom za modlitwę. Ostatnie orzeczenie kongresu kardynałów dotyczące cudownej interwencji Boga za wstawiennictwem ks. Kłopotowskiego wydano 3 maja 2005 r.

Oto tylko niektóre ze zdarzeń nadprzyrodzonych, które zamieściliśmy dla pokrzepienia serc i umocnienia wiary. Pamiętajmy, BÓG Ojciec, jest naszym Ojcem, jak to oznajmił nam Jezus Chrystus i jak każdy Ojciec zawsze pomoże nam w sobie wiadomy najlepszy dla nas sposób a jeśli nasza prośba nie stoi w sprzeczności z tym, co dla nas jest dobre a o czym tylko ON BÓG wie, to stanie się nam tak, jak powiedział Jezus Chrystus – „niech Ci się stanie według wiary Twojej …” .

Opracowano na podstawie publikacji Agnieszki Wawryniuk, ze strony: http://www.opoka.org.pl

 

18 marca 2015|