Cierpiący Sługa Jahwe
Echo proroctwa Izajasza
Niedziela Męki Pańskiej

Nieprzypadkowo Izajasz nazywany jest piątym ewangelistą, ponieważ w swojej księdze umieścił cztery pieśni o Cierpiącym Słudze Jahwe (42, 1-9; 49, 1-7; 50, 4-9; 52,13 – 53,12). Zadziwiające, z jaką precyzją, na sześć wieków przed przyjściem Mesjasza, opisał Jego cierpienia. Można odnieść wrażenie, jakby prorok był świadkiem sądu, biczowania, drogi krzyżowej i samego ukrzyżowania Jezusa, choć wiemy, że to niemożliwe. Bóg posłużył się Izajaszem, by pokazać tajemniczą postać pokornego skazańca, który w Chrystusie znajduje swoje najprawdziwsze ucieleśnienie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to paradoks. Bóg obdarzył swego sługę językiem wymownym, a on nie wykorzystał tego daru. Dlaczego? Mieć możliwość obrony i nie bronić się, to nielogiczne. Tylko ktoś przeniknięty pokorną miłością gotowy jest nie skorzystać z siły, którą dysponuje. Tomasz Moore, święty lord-kanclerzw czasie przesłuchania na argument, że cały parlament zmienił zdanie, odpowiedział:

„Wiem, że przedwczoraj oni myśleli tak jak ja, dzisiaj mówią inaczej. Może mieli specjalne światło. Ja jeszcze tego światła nie otrzymałem i muszę stać na tym stanowisku, jakie mi nakazuje moje sumienie”.

Swojej ukochanej córce, Małgorzacie, która nakłaniała go do uległości, odpowiedział:

„Dziecko, przychodzisz jak Ewa do Adama, do ojca swojego przychodzisz z jabłkiem. Podczas nieprzespanych nocy jeszcze raz wszystko przemyślałem i jestem pewien swojej drogi”.

Hans_Holbein,_the_Younger_-_Sir_Thomas_More_-_Google_Art_ProjectTomasz Moore w obliczu odstępstwa parlamentu i uniwersytetów; wobec faktu, że wielu dostojników kościelnych ze strachu przed więzieniem lub szafotem wypowiedziało posłuszeństwo papieżowi, mógł pójść na jakiś kompromis. Jeśli np. biskup Tomasz Cranmer (1489 – 1556) w czasie ostatniego słowa przed egzekucją mówił m.in.: „Co do papieża, odrzucam go jako nieprzyjaciela Chrystusa i Antychrysta z całym jego błędnym nauczaniem”, to czy świecki katolik nie mógł w apostazji większości pasterzy szukać jakiegoś alibi dla niewielkiego kompromisu, który mógł go ocalić? A jednak mając niewątpliwie „język wymowny”, nie użył go w swojej obronie. Przyjął niesprawiedliwość ludzką jako przejaw sprawiedliwości Bożej. Wierzył, że Bóg dopuścił na niego tę krzywdę, by mógł dać świadectwo prawdzie. Jak w ciemności objawia się światło, tak kłamstwo pozwala, by objawiała się prawda.

Wielu z nas w podobnej sytuacji wykorzystałoby i wyczerpałoby wszystkie możliwości obrony. Od dziecka potrafimy bronić się nawet w sprawach zupełnie nieistotnych, tylko po to, by dogodzić swojej pysze, która nie znosi przegrywać. Już zwykła piaskownica staje się prawdziwą areną walk i teatrem wojny. Rośniemy w duchu walki o wszystko: o zabawki, o honor, o dobre imię, o pierwszeństwo, o awans, o premię, o miejsce w historii, o przetrwanie, o dotrzymanie kroku innym, a gdy brakuje nam argumentów, potrafimy grać faulem. Dla wielu z nas najlepszą obroną jest atak, ponieważ świat nie znosi i każe outsiderów.

Tymczasem człowiek Boży woli raczej słuchać niż mówić. Posłuszeństwo jest mu drogie i nie próbuje w żaden sposób opierać się woli Bożej. Nie cofa się przed tym, co trudne. Gdy inni robią drobne uniki albo całkiem poważne ucieczki, człowiek Boży trwa w tym, co zostało mu dane lub powierzone. Oczywiście niektórzy pytają o racjonalność posłuszeństwa. Wielu pyta, gdzie są granice posłuszeństwa. Czy mamy być posłuszni warunkowo czy bezwarunkowo? Niech odpowiedzą nam święci. Z wielkiej wspólnoty świętych i błogosławionych wybierzemy tylko kilka cytatów:

„Kto wbrew posłuszeństwu spełnia jakiś dobry uczynek, ten nie działa z natchnienia Bożego, lecz z podpuszczenia szatana, a to dlatego, że natchnienia Boże są zawsze w zgodzie z posłuszeństwem”.

 (św. Teresa z Avila)

 „Nic nie jest tak dobre dla duszy, jak posłuszeństwo”.

(św. Augustyn)

„Jeśli pragniecie bardziej kochać Boga, pokochajcie bardziej posłuszeństwo”.

(bł. Jan XXIII)

 „Być posłusznym zawsze i wszędzie, to jakby przyjąć na siebie męczeństwo, które czyni z ciebie męczennika bez śmierci”.

(św. Josemaria Escriva)

Święty Bernard z Clairvaux opowiada, że doskonale posłuszny powinien wstępować do Boga po siedmiu stopniach, czyli powinien słuchać: chętnie, w prostocie, z radością, prędko, odważnie, pokornie i wytrwale. Trzeba nam więc pytać: Czy w ogóle interesuje nas posłuszeństwo, a jeśli tak, to w jakim sensie? Czy chcemy wspinać się po tych stopniach wskazanych nam przez św. Bernarda? Tym bardziej, że żyjemy w świecie zarażonym indywidualizmem i dążeniem do totalnej autonomii, w którym wszystko, co może być skojarzone z przyjemnością, jest dobre, zaś wszystko, co kojarzy się lub ma smak cierpienia, jest złe, więc należy je odrzucić. To jest na tyle ważne, bo jak czytamy w proroctwie Izajasza, pokora i posłuszeństwo sługi wyraziło się w dobrowolnym poddaniu się miażdżącej chłoście. Sługa mówi:

„Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem”. 

Błogosławiona Katarzyna Emmerich (1774-1824)  tak oto opisuje biczowanie:

„Straszne pragnienie dręczyło Jezusa, gdy skatowany tak nieludzko i poraniony przy biczowaniu dostał febry i gorączki. Drżał na całym ciele, a ciało to na bokach powyrywane było miejscami aż do kości. Język ściągnięty był kurczowo, pałające, spalone usta otwarte, a zwilżała je krew, spływająca z najświętszej głowy. Zaślepieni okrutnicy zaś obrali sobie te święte usta za cel swych obrzydliwych nieczystości i plwocin”.

 (K. Emmerich, Pasja s. 252).

Cierpienie Mesjasza rodzi jednak pytania, dlaczego miłosierny Bóg zażądał aż takiej ofiary? Dlaczego potrzebował cierpienia całkowicie niewinnej Istoty? Przecież będąc Wszechmogącym mógł wybrać każdy inny sposób zbawienia ludzi. Trudno nie odnieść wrażenia, że Bóg znajduje szczególne upodobanie w cierpieniu niezasłużonym. Nie tylko cierpieniu Jezusa, ale także tych, którzy cierpią nie z własnej winy. Niezwykle ważne wydają się słowa papieża Benedykta XVI wygłoszone 28 V 2006 r. w Auschwitz:

„Ileż pytań nasuwa się w tym miejscu! Ciągle powraca jedno: Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał? Jak mógł pozwolić na tak wielkie zniszczenie,
na ten tryumf zła?

[…] Nie potrafimy przeniknąć tajemnicy Boga – widzimy tylko jej fragmenty i błądzimy, gdy chcemy stać się sędziami Boga i historii. Nie obronimy w ten sposób człowieka, przeciwnie, przyczynimy się do jego zniszczenia. Nie – ostatecznie powinniśmy wytrwale, pokornie, ale i natarczywie wołać do Boga: Przebudź się! Nie zapominaj o człowieku, którego stworzyłeś! To nasze wołanie do Boga winno jednocześnie przenikać i przemieniać nasze serca, aby obudzić ukrytą w nas obecność Boga – by Jego moc, którą złożył w naszych sercach, nie została stłumiona i zagrzebana w nas przez muł egoizmu, strachu przed ludźmi, obojętności i oportunizmu. […] Ofiary chcą wzbudzić w nas uczucia, które wyrażają słowa włożone przez Sofoklesa w usta Antygony: Nie jestem tu, aby razem nienawidzić, lecz by razem miłować”.

Tak oto papież Benedykt XVI przypomniał nam ewangeliczny horyzont cierpienia niezasłużonego, którego wedle naszych kalkulacji nie powinno w ogóle być, a które w planie Boga istnieje jako jedna z największych Jego tajemnic, które słusznie lub niesłusznie próbujemy zrozumieć!

Cierpiący Sługa z proroctwa Izajasza daje nam jeszcze jedno przesłanie: każdy, kto się znalazł w tłoczni cierpienia, może być pewny, że przetrwa wszystko, jeśli zaufa Bogu.

Ks. Ryszard K. Winiarski

20 marca 2016|