Carver Alan Ames – były gangster – nawrócony mistyk z Australii

Alan Ames charakteryzuje się wiernością Bogu i Papieżowi (to zdanie z książeczki „Różaniec Eucharystyczny” Opinia o. Gerarda Dickinsona str. 12) „Chociaż nie uzyskał wykształcenia teologicznego, jego pisma w zadziwiający sposób odzwierciedlają ortodoksyjna naukę Kościoła katolickiego, a jego nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu i Dziewicy Maryi oraz oddanie się papieżowi są dowodem jego wiary”. Carver Alan Ames – to nawrócony mistyk z Australii, który podobnie jak ks. Adam Skwarczyński przeżył „mały sąd” jeździ po świecie, nawraca ludzi, w Polsce wspiera go o. Józef Witko ale co ciekawe – on nie chowa się przed Kościołem, nie obraża się na swego biskupa (jak MBM) nie tworzy  żadnych pseudo-wizji, wspiera go lokalny Kościół. A.C. Ames – wielki współczesny charyzmatyk, mistyk i chrześcijański mówca z Australii. Pan Ames swoje objawienia prywatne spisał w wielu książkach, w tym bestsellerze Oczami Jezusa (kilkadziesiąt tysięcy sprzedanych egzemplarzy). Jeździ on po całym świecie głosząc świadectwo swojego nawrócenia i posługując poprzez niezwykły dar uzdrowienia. Co istotne, C.A. Ames ma pisemne poparcie Arcybiskupa Perth (Australia) i wielu innych kapłanów na całym świecie. Arcybiskup Barry Hickey wspierał Alana przez 17 lat, po czym dołączyli do niego Abp Costello i bp pomocniczy Don Sproxton. W Polsce wspiera go m.in. O. Józef Witko OFM.

CA01Jego objawienia, przypominające wizje bł. Katarzyny Emmerich i św. Brygidy Szwedzkiej, wciąż trwają.

…Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać (J 21, 25).

Ta książka to zbiór historii o tym, jak Jezus wędrował wraz z uczniami do Jerozolimy. Daje nam obraz szczegółów ich codziennego życia. Podczas podróży Jezus dotyka serc, duszy i myśli wszystkich, z którymi rozmawia. Czyniąc to, wielokrotnie objawia swoją Boskość.

Gdy czytałem tę książkę, czułem, że zdobywam wiedzę o uczuciach i myślach Jezusa, który żył niegdyś jako człowiek podobny do nas. Jego radości, smutki, Jego jedność z Ojcem oświecała Jego Boska mądrość i Jego ludzka wiedza.

„Polecam tę książkę każdemu, kto chce poznać Jezusa bardziej osobiście, kochać Go goręcej i lepiej naśladować.”

z przedmowy o. Richarda Mc Sorleya SJ

„Jestem pod wielkim wrażeniem książki Oczami Jezusa.”

o. Robert De Grandis SSJ

Cykl Carvera Alana Amesa Oczami Jezusa to zbiór opowieści o życiu Jezusa spisany na podstawie prywatnych objawień autora, przypominających wizje bł. Anny Katarzyny Emmerich czy św. Brigidy Szwedzkiej. Są to opowieści wyjątkowe, bowiem ich narratorem jest sam Jezus, a wszystkie wydarzenia obserwujemy Jego oczami.

*******

W swojej nowej książce Carver Alan Ames, autor bestselleru „Oczami Jezusa”, opowiada historię swojego nawrócenia po wielu latach grzesznego życia. W tym bardzo poruszającym, natchnionym i osobistym dziele możemy szukać cennych wskazówek dotyczących tego, jak powinno wyglądać życie osoby prawdziwie wierzącej, a także inspiracji na każdy dzień duchowej drogi.

Cykl Oczami Jezusa tworzą następujące książki:

TOM 1

Oczami Jezusa

Opowieść o życiu Jezusa Chrystusa

TOM 2

Oczami Jezusa Chrystusa

Opowieść o życiu Jezusa Chrystusa. Część druga.

TOM 3

Oczami Jezusa Chrystusa

Opowieść o życiu Jezusa Chrystusa.

Czas nauczania aż do wskrzeszenia Łazarza.

IMPRIMATUR WYDANIA ORYGINALNEGO:
bp Precival Fernandez Biskup Pomocniczy Bombaju, 1 września 2003

O zgodności książki z nauką Kościoła świadczy również pisemne zezwolenie i poparcie dla posługi C.A. Amesa udzielone przez jego arcybiskupa, Barry`ego Hickeya z katolickiej diecezji w Perth w Australii.

****

Fragment książki:

Podczas posiłku Tomasz zapytał:

– Czy to prawda, że Jakub z Janem widzieli, jak stąpasz po wodzie i idziesz na drugą stronę rzeki?
– Czy sądzisz, że mogliby chcieć cię oszukać, przyjacielu? – odpowiedziałem.
– Nie, Panie, ale być może to była tylko ich wyobraźnia – odrzekł Tomasz.
– Oko może się mylić, ale serce zna prawdę – wyjaśniłem. – Twoi przyjaciele powiedzieli ci prawdę o tym, co zobaczyli, a ty nie uwierzyłeś im. Wiesz, że ich serca są szczere i nie okłamaliby cię, a mimo to wciąż wątpisz. Wielu ludzi jest podobnych do ciebie. Wierzą tylko w to, co widzą i co potwierdzili im inni ludzie. Aby uwierzyć, potrzebują dowodu. Czy to jest dobry przykład wiary?

Wiara polega na tym, by zaufać Bogu i uwierzyć nawet w to, czego nie widać ani nie słychać. Wierzyć, nawet gdy inni mówią, że Bóg nie istnieje, i odrzucają Jego Słowo. Wiara jest w sercu, a gdy ją odnajdziesz, niepotrzebne ci będą znaki czy cuda, ponieważ sam będziesz znał prawdę – kontynuowałem.

Tomasz był nieco zakłopotany.

– Przepraszam, Panie – powiedział. – Wiem, że nie kłamali. Wiem, że potrafisz chodzić po wodzie, ponieważ widziałem to już, tylko zdążyłem zapomnieć.
– Tomaszu, jesteś niedowiarkiem z natury. To słabość wielu ludzi, ale ty zaczynasz sobie zdawać z niej sprawę, a to już pierwszy krok do tego, aby ją pokonać. Nie smuć się. Wiem, że nie chciałeś nikogo urazić i że ufasz Jakubowi i Janowi. Ciesz się, przyjacielu, ponieważ jesteś naszym bratem, a my cię kochamy – oznajmiłem, obejmując go ramieniem.
– Panie, ciężko jest walczyć ze zwątpieniem – stwierdził ze smutkiem.
– Każdego człowieka męczy niepewność, ale jest sposób, aby ją pokonać. Dzięki Mnie – powiedziałem, kończąc chleb i wino. – Pomogę każdemu, kto o to poprosi.

Jakiś czas później spakowaliśmy rzeczy i powędrowaliśmy w kierunku następnego miasta. Padał lekki, orzeźwiający deszcz.

Szliśmy w milczeniu, aż w końcu Andrzej zaproponował:

– Może się więc pomodlimy, Panie?

Modliliśmy się więc i śpiewaliśmy psalmy. Z każdym słowem nasze nogi wydawały się lżejsze, a radość przechodziła z jednego ucznia na drugiego. Kiedy kilka godzin później zakończyliśmy modlitwę, Judasz Iskariota zapytał:

– Czy wkrótce zatrzymamy się na posiłek?
– Nie będę dzisiaj jadł – odpowiedziałem, a Judasz przeraził się na myśl o kolejnym poście. – Pójdźmy jeszcze kawałek i módlmy się – dodałem z uśmiechem.

Wszystkim poza Judaszem spodobał się ten pomysł, więc wędrowaliśmy dalej w milczeniu. Dzięki modlitwie Moje serce przepełniała miłość Ojca. Miałem wrażenie, że serce rośnie Mi w piersiach, a później Ojciec przemówił do Mnie: „Twoje serce jest tak duże, że może napełnić wieczność miłością”. Zobaczyłem Moje świecące jasno serce, a z rany, która się w nim znajdowała, wypływała krew, pokrywając całą ziemię. Później z krwi tej wyrosły niezliczone pachnące róże, a Ojciec powiedział: „To dusze, które zaznały Twojej miłości”. Wkrótce cały świat stał się wielkim ogrodem różanym, a Ojciec dodał: „Oto, do czego została stworzona ludzkość: aby być odbiciem Mojej miłości. Ty Synu, jesteś Moją miłością”.

Po skończonej modlitwie zauważyłem, że robi się już ciemno, a w oddali migoczą światła.

– Zatrzymamy się tutaj czy idziemy do miasta? – zapytał Piotr. – To jakieś dwie godziny drogi stąd.

– Do miasta wejdziemy jutro, a teraz zostańmy tu na nocleg – odparłem, patrząc na łąkę przy drodze. – Rośnie tu miękka trawa, powinno nam być wygodnie – dodałem, a potem wszedłem na łąkę i usiadłem przy jednym z drzew. Wkrótce uczniowie zrobili to samo, po czym rozpalili ognisko. Strudzony marszem, wkrótce usnąłem, wciąż czując dookoła piękny zapach róż.

Następnego ranka obudziłem się radosny, a Moje serce płonęło z miłości. Czułem w sobie każdą chwilę poświęconą miłości, każde słowo czy uczynek, każdą myśl o wiecznej miłości. Rozejrzałem się, widząc wokół tylko miłość, miłość Stworzyciela, Mojego Ojca.

Usiadłem i chłonąłem każdą chwilę, ciesząc się miłością Ojca. Pomyślałem, że to smutne, iż ludzie tak często jej nie doceniają i żyją bez niej. Tymczasem w Bożej miłości jest radość, szczęście i wieczny pokój. Jaka szkoda, że ludzie to wszystko odrzucają.

Do naszego obozowiska przyleciał ptaszek, który podskakiwał na trawie, rozglądając się za jedzeniem. Pokruszyłem nieco chleba i dałem mu, a ptak zaczął śpiewać słodkim, pełnym miłości głosem. Ćwierkanie to sprawiło Mi wielką radość i wydawało się przybierać coraz to słodsze tony. Ptak miał w sobie czystą miłość, jaką Bóg dał wszystkim stworzeniom. Uczniowie także się obudzili i usiedli zdziwieni, słuchając świergotu ptaka, który wkrótce zamilkł i odleciał.

– Piękny śpiew – odezwał się Bartłomiej, którego także obudził ptak.

– Niesamowite, że tak po prostu stał i śpiewał, nie czując strachu – odezwał się Jakub, brat Jana.

– Bracie, nigdy nie widziałem czegoś takiego! – krzyknął Jan.

– Jeśli będziecie żyli w miłości, nieraz zobaczycie podobne rzeczy – wyjaśniłem. – Wszystkie stworzenia pochodzą od Boga i czują, gdy przepełnia was Jego miłość. Dzięki miłości nie ma strachu w zwierzętach, ptakach i ludziach, a wszyscy mogą być przyjaciółmi. – Powiedziawszy to, pomyślałem o pewnym wspaniałym człowieku, który w przyszłości miał przemawiać do zwierząt i kochać je, doceniając w nich dar, jaki ludzie otrzymali od Boga. Człowieku, który pokaże, że ludzie, o ile tylko zechcą, mogą żyć w harmonii ze stworzonymi z miłości istotami. Człowiek ten poprowadzi wielu ludzi drogą prowadzącą prosto do Mnie.

– Czy będziemy dziś jeść? – zapytał naburmuszony Judasz. Jaka szkoda, że nie docenił daru, jakim był ptasi śpiew, i myślał tylko o sobie. Jaka szkoda, że wielu ludzi było podobnych do niego.

Gdy uczniowie posilili się, odmówiliśmy modlitwę i poszliśmy w stronę miasta. Kiedy dotarliśmy do pierwszych domów, zobaczyliśmy miejsce, w którym smutek wydawał się wisieć w powietrzu.

– Znajdźmy synagogę – poprosiłem przyjaciół i poszliśmy w stronę centrum. Po twarzach mijanych ludzi widać było, że w ich życiu nie ma radości.

– Panie, co za przygnębiające miejsce – zauważył Piotr. Nie odpowiedziałem, lecz wszedłem do synagogi, przed którą właśnie udało nam się dotrzeć.

Przy wejściu stało około pięćdziesięciu mężczyzn, którzy dyskutowali o Piśmie Świętym. Niektórzy popatrzyli na nas, ale potem na nowo pogrążyli się w dyskusji. Nawet w synagodze panowała przygnębiająca atmosfera.

Zbliżyłem się do zwojów z Pismem i przeczytałem słowa: „Pan jest z wami, gdy wy jesteście z Nim. Jeżeli Go będziecie szukać, znajdziecie, a jeśli Go opuścicie, i On was opuści” (2 Księga Kronik 15, 2).

Następnie odłożyłem zwój i powiedziałem:

– Gdy szukacie Jahwe, będzie na was czekał z otwartymi ramionami. Jahwe prosi tylko o to, abyście Go kochali i wypełniali Jego przykazania. Jeśli będziecie o tym pamiętać, nigdy się od Niego nie oddalicie.

Kiedy opuszczacie Jahwe, ignorując Jego miłość, i nie wypełniacie Jego przykazań, w waszym życiu zamiast Boga pojawia się smutek i ból. Jahwe zawarł przymierze z Izraelem i dotrzymał swoich obietnic. Ludzie jednak zerwali przyrzeczenia i teraz płacą za to.

Nastąpiła chwila ciszy. Zebrani w synagodze ludzie czekali, czy powiem coś jeszcze.

– W waszym mieście panują smutek i rozpacz, ponieważ ludzie lekceważyli Boga i próbowali przypodobać się Rzymowi. Teraz Rzym zażądał zapłaty przekraczającej wasze możliwości. Próbując zyskać względy Rzymian, odwróciliście się od Boga, aby otworzyć ramiona dla tych, którzy was nie szanują, a teraz płacicie za to wysoką cenę.

Nadszedł czas, abyście na nowo zwrócili się do Boga. Proście o przebaczenie, otwórzcie serca na Jego miłość. Szukajcie Boga, a zastaniecie Go z otwartymi ramionami tam, gdzie zawsze na was czekał… Wybaczy wam, pomoże i ześle swą miłość – pouczywszy ludzi, usiadłem razem z uczniami.

Któryś z mężczyzn wstał z miejsca.

– Skąd wiedziałeś, co zrobiliśmy? – zapytał zakłopotany.

– Wiem i proponuję wam jedyne możliwe wyjście. Rozwiązanie, o którym wiedzieliście, ale zdążyliście zapomnieć.

– Masz rację. Chcieliśmy zdobyć łaski Rzymian. Robiliśmy to, co nam kazali. Pomagaliśmy im, a oni w zamian kupowali nasze towary i nagradzali nas na różne sposoby. Dzięki ich protekcji i pomocy żyło nam się wygodnie. Wszystko to jednak minęło, a teraz zrozumieliśmy, że popełniliśmy błąd. Rzymianie pojawili się tu wczoraj i zabrali prawie wszystkie młode kobiety, zarówno panny, jak i mężatki, aby stały się nałożnicami żołnierzy. Nie obchodziło ich, że dotąd byliśmy lojalni, a nawet z czasem przyjęliśmy ich bogów. Powiedzieli, że jeśli jesteśmy przyjaciółmi Rzymian, powinniśmy się cieszyć, że możemy im oddać nasze kobiety. Zabrali nawet dziesięcioletnie dziewczynki. A my teraz czujemy zbyt duży wstyd, by błagać Boga o pomoc, ponieważ odwróciliśmy się od Niego, gdyż żyło nam się dobrze.

Nie możemy spodziewać się, że zechce nam pomóc, gdy znaleźliśmy się w potrzebie – powiedział mężczyzna.

– Poszukajcie Boga, a znajdziecie Go – oznajmiłem. – Szukajcie Co poprzez modlitwę i miłość – zachęciłem.

– Tak zrobimy – zapewnił któryś z zebranych. Następnie zwrócił się do pozostałych: – Zbierzmy wszystkich w świątyni. Kiedy przyjdą tu inni, razem będziemy błagać Boga o przebaczenie i pomoc.

Ludzie prędko wyszli z synagogi, aby zwołać innych mieszkańców. Wkrótce świątynia była pełna.

Wówczas wstałem i powiedziałem do zebranych:

– Módlcie się do Boga, módlcie się całym sercem. Okażcie skruchę i zwróćcie się na nowo do Boga Izraelitów, aby prosić Go o pomoc, tak jak wasi przodkowie błagali o nią na pustyni.

Godzinę później modlitwy wciąż trwały. Minął dzień i noc, a ludzie wciąż żarliwie prosili, by Bóg zwrócił im żony, córki i siostry. Wstało poranne słońce, ale mieszkańcy miasta wciąż modlili się z tym samym zapałem. Błagali, prosili, całe miasto zwróciło się do Boga o pomoc. Popołudniem wielu opadło z sił i zasnęło, ale inni kontynuowali modlitwę.

Podszedłem do mężczyzny w wieku około dwudziestu trzech lat, który, płacząc, z zapamiętaniem odprawiał modły.

– Nie płacz, przyjacielu. Zaufaj Bogu – pocieszyłem go.

– Zabrali moją żonę. Dopiero co się pobraliśmy. Kiedy ją znowu zobaczę? Boże, pomóż mi! – szlochał.

– Jeśli Bóg wysłucha twoich próśb, pamiętaj, aby tym razem nie odwrócić się od Niego ponownie – powiedziałem.

– Jeśli Bóg mnie wysłucha, będę dziękował Mu codziennie do końca swoich dni – łkał młodzieniec.

– Zapamiętaj tę obietnicę. Nigdy o niej nie zapominaj.

Nagle ktoś krzyknął:

– Wróciły! Kobiety wróciły!

Wszyscy obudzili się, zerwali z miejsc i wybiegli z synagogi. Na zewnątrz zobaczyli powracające kobiety, które idąc, obejmowały się nawzajem. Zaraz potem wszyscy rzucili się w objęcia krewnych.

– Żono, kocham cię! – zawołał młody mężczyzna, który przed chwilą płakał w synagodze. – Kocham cię – powtarzał, całując jej twarz.

– Jak udało się wam uciec? – zapytał któryś z mężczyzn.

– Po prostu oznajmili nam, że mamy wracać do domu. Nie powiedzieli dlaczego ani też nie zdążyli żadnej z nas tknąć. Tego ranka centurion rzekł nam, abyśmy wracały do domu i podziękowały Rzymowi za jego łaskę – odpowiedziała jedna z kobiet.

– Dziękować Rzymowi! Nigdy więcej! – krzyknął młodzieniec. – Od dziś będę dziękował tylko Jahwe, Bogu Izraela.

– Ja też – krzyknął inny, a za nim następny. Wkrótce wszyscy zapomnieli o smutku i zaczęli przygotowania do uczty.

Nim przystąpili do świętowania, mężczyzna, który wcześniej przemawiał w synagodze, stanął po środku i rzekł:

– Najpierw pomódlmy się, aby podziękować Jahwe. Pomódlmy się o to, abyśmy już nigdy nie wyrzekli się Boga.

Wszyscy weszli do synagogi, a Ja powiedziałem do uczniów:

– Ruszamy w drogę. Już nie jesteśmy tu potrzebni.

– A co z zabawą? – zaprotestował Judasz Iskariota.

– Pozwólmy im świętować razem, niech umocnią swoją miłość, aby mogli zbliżyć się do Boga – odparłem, z następnie razem z uczniami opuściłem miasteczko.

Niedługi czas później dogonił nas człowiek, który przedtem płakał w synagodze.

– Nie odchodź – wysapał. – Nie zdążyliśmy Ci należycie podziękować. Bardzo nam pomogłeś. Ludzie prosili, abym Cię zawołał.

– Czas, abyśmy odeszli. Już nie jesteśmy wam potrzebni. A ty pamiętaj o swojej obietnicy – powiedziałem.

– Będę pamiętał, będę – zapewnił, a Ja wiedziałem, że mówi prawdę.

– Kim jesteś? – zapytał.

– Jeżeli szukacie Pana, On pozwoli wam się znaleźć – odparłem.

– Nie rozumiem – stwierdził mężczyzna, a potem dodał, wręczając Mi ciężką sakiewkę: – Proszę, weźcie przynajmniej te pieniądze w podziękowaniu za pomoc. Wszyscy włożyliśmy po kilka monet.

– Dziękuję, przyjacielu. Wykorzystamy je w dobrym celu – zapewniłem i wręczyłem sakiewkę uradowanemu Judaszowi.

– Co mam im powiedzieć, gdy zapytają, kim jesteś?

– Powiedz, że jestem tym, który przyszedł w odpowiedzi na ich modlitwy, jestem miłością, jakiej pragną ich serca.

– Tak im powiem – odparł, wpatrując się we Mnie – ale nie wiem, co masz na myśli. Dziękuję. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. – Powiedziawszy to, pobiegł z powrotem do żony.

– Spotkamy się – rzekłem, wiedząc, że gdy poniosę krzyż, idąc ulicami Jerozolimy, będzie patrzył na Mnie w milczeniu, aby pomóc, mimo że bardzo chciałby to zrobić. Widziałem to i kochałem go, wiedząc, że on również Mnie kocha.

Źródło: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com

Alan Ames – gangster który został mistykiem

Alan Carver Ames to współczesny mistyk, a jednocześnie były gangster. Należał do jednego z londyńskich gangów aż do roku 1994, kiedy to objawił mu się Jezus i przeżył głębokie nawrócenie. Od tego czasu otrzymuje przesłania dotyczące m.in. Eucharystii.

Ames głosił Chrystusa w wielu miejscach świata, odwiedził ponad 50 krajów, w tym Polskę. Za swoją działalność nie bierze pieniędzy, zawsze działa w porozumieniu z miejscowymi biskupami.

Wystąpił przed wiernymi m.in. w czasie Światowych Dni Młodzieży w Toronto w roku 2002 w obecności samego Jana Pawła II. W Polsce ukazały się m.in. książki Alana Amesa „Oczami Jezusa”, „Manna z nieba”, „Chodzić w Duchu Świętym” i „Różaniec Eucharystyczny”

W rozmowie z portalem www.kosciol.wiara.pl  Ames odżegnuje się od określania jego osoby mianem „współczesnej świętej Faustyny”. Stwierdza, że jest tylko zwykłym człowiekiem i grzesznikiem jak każdy. Opowiadając o swoich wizjach mówi, że są one rzeczą niesamowitą, a możliwość rozmów z Chrystusem to coś pięknego. Jednocześnie podkreśla, że prawdziwą obecność Boga można poczuć tylko przyjmując Eucharystię. Jak sam mówi, za każdym razem gdy przystępuje do sakramentu, czuje prawdziwą obecność Chrystusa w nim i żałuje, że inni ludzie jej nie czują. Jak dodaje, gdyby było inaczej, kościoły byłyby pełne od rana do wieczora. Zdaniem Amesa jesteśmy jednak zbyt pochłonięci codziennością, by prawdziwie doświadczać Jezusa w Eucharystii.

Ames doradza, by każdy z nas modlił się do Ducha Świętego przed każdą mszą świętą o to, aby pozwolił nam prawdziwie doświadczyć Chrystusa. Jak dodaje, nie możemy jednak oczekiwać szybkich efektów. Często latami trzeba czekać na to, by faktycznie odczuć Jezusa w Eucharystii, ale warto na to czekać.

Jak wspomina Ames, to Maryja zaleciła mu, aby codziennie chodził na mszę świętą i przyjmował komunię. Od czasu jego nawrócenia w 1994 roku jest stale obecny w kościele.

Ames wspomina, że pewnej nocy podczas jednej z podróży służbowych przebywał w hotelu, gdzie nawiedził go demon. Mężczyzna w czerni niespodziewanie pojawił się w jego pokoju i zaczął z nim walczyć. Z początku Ames myślał, że to jakieś przewidzenia, jednak był to prawdziwy atak demona. Wtedy usłyszał głos, który kazał mu zmówić „Ojcze Nasz”, a gdy to uczynił, demon zniknął. Następnie Ames’owi ukazywała się Matka Boska, która kazała mu odmawiać 45 dziesiątek różańca dziennie. Dzięki całkowitemu zanurzeniu w Bogu człowiek, który niegdyś był członkiem mafii, odnalazł ostatecznie spokój i obecnie może dawać świadectwo ludziom z całego świata.

„Duch Święty pozwolił mi zobaczyć Jezusa. Jezus konał na krzyżu za każdy mój grzech. To był najgorszy dzień w moim życiu, bo uświadomiłem sobie, jak marny jestem, ile kolców powbijałem w głowę Chrystusa. On mówił: kocham Cię, choć źle żyłeś, chcę ci wybaczyć. I czekał. Dopiero kiedy poprosiłem Go o wybaczenie, spłynęła na mnie fala miłości, stałem się nowym człowiekiem” – mówi Ames o dniu swojego nawrócenia.

Źródło: http://www.fronda.pl

Jezus mnie dotyka

Alan Carver Ames, współczesny mistyk i były gangster, opowiada o tym, jak otrzymuje od Jezusa przesłania o Eucharystii.

Joanna Bątkiewicz-Brożek: Mam wrażenie, że rozmawiam ze współczesną s. Faustyną, tyle że w spodniach.

Alan Ames: O nie, jestem zwykłym grzesznikiem, prostym człowiekiem. Faustyna była osobą świętą!

Od 15 lat spotyka się Pan i rozmawia z Jezusem. I na całym świecie przekonuje, że jeśli „miałby wybierać między wizjami a Eucharystią, wybrałby Pan to drugie”.

Bo w Eucharystii jest żywy Jezus!

Kiedy Go Pan widzi, też jest żywy. Może Go Pan dotknąć, rozmawiać z Nim

Pełnia spotkania z Jezusem jest tylko w Eucharystii! Kiedy przyjmuję Jezusa, czuję, jakbym Go chłonął. On mnie przenika. Trudno to opisać, to najpiękniejsze chwile w życiu. Często ze szczęścia płaczę. Czuję radość, miłość, kiedy Jezus mnie dotyka. On przenika do mojego wnętrza. Nie da się porównać tego ani do wizji, ani do doświadczenia rozmów z Nim. Jedność z Jezusem w Eucharystii jest ponad wszystko. Chciałbym, aby każdy mógł tego doświadczyć. A tak nie jest, bo gdyby tak było, kościoły byłyby pełne od rana do wieczora.

A czemu tak nie jest?

Jaki popełniamy błąd?

Nie chodzi tu o błąd. Wielu ludzi jest pochłoniętych codziennością, pogonią za pieniędzmi, pracą. Martwią się o dzieci, relacje z mężem, żoną, koncentrują się na sprawach tego świata, a nie na Bogu. I przez to nie są w stanie całkowicie otworzyć się na Niego i w pełni doświadczyć obecności Jezusa. Koncentracja na świecie stawia barierę między człowiekiem a Jezusem.

Jak ją pokonać?

Modlić się do Ducha Świętego. Jeśli przed każdą Mszą św., przed przyjęciem Komunii poprosisz, by Duch Święty pomógł zanurzyć ci się w miłości Boga i całkowicie się Mu oddać, tak jak On oddał się cały tobie, i jeśli wytrwasz w takiej modlitwie, pewnego dnia porwie cię całkowicie na Eucharystii miłość. Może to potrwać nawet i 10 lat. My zwykle chcemy odpowiedzi i rozwiązań natychmiast, za dwa dni, za tydzień. Modlimy się, ale poddajemy się, jeśli coś się szybko nie zmienia. A tu trzeba wytrwać.

Jak były przywódca gangu odkrył miłość do Eucharystii?

Pochodzę z ubogiej rodziny, do kościoła się u mnie nie chodziło. Dopiero żona zaczęła mnie tam zaciągać na Boże Narodzenie, dla dzieci. Była wtedy protestantką. Ale nie wierzyłem w Boga. Dopiero kiedy przyszła do mnie Matka Przenajświętsza i powiedziała, że jedyną drogą do pełni jest Eucharystia, zacząłem chodzić na Msze codziennie. To Maryja poleciła mi, bym modlił się, aby Duch Święty pomógł mi się otworzyć na Jezusa w czasie Eucharystii. To było w 1994 r. Bóg od tej pory za każdym razem inaczej pokazuje mi swoją miłość w Eucharystii.

Jak?

W jaki sposób mam opisać eksplozję radości i pełny pokój?

Nawet gdy jestem całkowicie wyczerpany, jak zeszłej nocy, po 30 godzinach lotu z Australii do Polski, czuję w sobie tę radość, rodzaj ekstazy. Ale jestem zwykłym człowiekiem. Bóg każdego może tak dotykać jak mnie. Kiedy Jezus przyszedł do mnie po raz pierwszy, błagałem Go, żeby odebrał mi życie. Pokazał mi moje życie, grzechy, widziałem zaniedbania i ich konsekwencje dla innych ludzi. Ile krzywd wyrządziłem Nie mogłem tego znieść. Jezus powiedział: chcę ci wybaczyć, bo cię kocham. Zapytałem, czemu akurat mnie. Odpowiedział: bo jeśli tobie chcę wybaczyć, to znaczy, że Moja miłość jest dla każdego.

Pana historia ma schemat podobny do wielu biblijnych wydarzeń: Bóg posyła najpierw swojego anioła

Tak, zanim przyszli Jezus i Maryja, pojawił się anioł. I demon.

Nie mówi Pan o tym w kościołach

Lepiej mówić o Jezusie i Eucharystii.

  • Ale to, co Pan przeżył, wbija w fotel.
  • Miał Pan na swoim koncie kradzieże, narkotyki
  • Wszystkie możliwe grzechy.
  • Byłem brutalny, także w domu, oszukiwałem.

Ale miałem dobrą pracę w firmie farmaceutycznej w Australii – tam wyjechaliśmy z Londynu. Jeździłem często w delegacje. I pewnego wieczora w hotelu włączyłem telewizję. Nagle zobaczyłem przed sobą czarną postać. Mężczyzna rzucił mną o podłogę, zaczął mnie dusić. Myślałem, że zwariowałem, że to przez alkohol. Choć ćwiczyłem sztuki walki, temu typowi nie dawałem rady.

I wtedy usłyszałem głos: odmów „Ojcze nasz”.

Od lat się nie modliłem. Ale posłusznie wykonałem zadanie. Wtedy czarny typ zniknął. Ale znowu wrócił, a ja znowu „Ojcze nasz”. I tak do rana. Byłem bliski śmierci.

Bał się Pan?

Byłem przerażony! Potwornie. Zmieniłem hotel następnej nocy, ze strachu.

Ale i tam Pana znaleźli… Przyszła św. Teresa z Ávila.

I powiedziała, że jeśli nie zacznę modlić się na różańcu, to nie otworzę się na Boga i pójdę do piekła.

Ostro.

Była stanowcza. Kazała mi kupić różaniec. Tak zrobiłem, bo się wystraszyłem.

Święta powiedziała:

Różaniec to najpotężniejsza modlitwa. Kiedy się nią modlisz, jakbyś wiązał sznur na szyi szatana.

Byli też św. Tomasz z Akwinu i św. Szczepan.

Oraz wielu innych. Ale nadal uważałem, że zwariowałem.

Dopiero kiedy przyszła do mnie Matka Boża, zacząłem rozumieć, że to się dzieje naprawdę.

Maryja poprosiła, żebym odmawiał 45 dziesiątek Różańca codziennie.

Odmawiałem. Ale Ona znowu przyszła: módl się więcej. Nie dawałem rady. Rozpraszałem się.

Mówię: to ponad moje siły.

Na co Matka Boża: bo chcesz wszystko sam, poproś Boga o pomoc, z miłości dasz radę. I tak modlitwa stała się dla mnie jak oddech.

  • Nawet teraz, kiedy rozmawiam z panią, w myślach się modlę.

Całkowite zanurzenie w Bogu.

  • Duch Święty pozwolił mi zobaczyć Jezusa.
  • Jezus konał na krzyżu za każdy mój grzech.
  • To był najgorszy dzień w moim życiu, bo uświadomiłem sobie, jak marny jestem, ile kolców powbijałem w głowę Chrystusa.

On mówił:

kocham Cię, choć źle żyłeś, chcę ci wybaczyć.

I czekał.

Dopiero kiedy poprosiłem Go o wybaczenie, spłynęła na mnie fala miłości, stałem się nowym człowiekiem.

Opowiedział Pan o tym od razu żonie i dzieciom?

Tak. Kathryn pobiegła przerażona do biskupa.

Co jej powiedział?

Żeby się modlić i czekać.

Uznali Pana za wariata?

Nie musiałem ich przekonywać, bo widzieli, że z niedobrego człowieka nagle stałem się łagodnym tatą i czułym mężem.

Ale żona nie nawróciła się od razu.

Po dwóch latach. Jeździła ze mną po świecie. I kiedyś, gdy mówiłem świadectwo i modliłem się, stanęła na końcu kościoła. Zobaczyła Jezusa konającego na krzyżu. Powiedział: kocham cię. I wydał ostatni oddech. Kathryn poczuła go na swojej twarzy.

Pana historia jest jak z pogranicza science ficton

Gdyby to wydarzyło się komuś innemu, też bym tak mówił. (śmiech) Ojciec Richard, mój kierownik duchowy, żartuje, że wierzy w to, bo ufa mojej żonie. (śmiech) Uważam, że ci, którzy chodzą na Msze św., modlą się, są w Kościele – to błogosławieni ludzie. Wierzą, choć nie widzieli. Ja zaś uwierzyłem, bo zobaczyłem.

Jak Tomasz

Ale to i tak wcale nie jest proste. Są i ciężkie krzyże. Wiele trudnych sytuacji. Choćby ta z moim synem. Rzadko o tym mówię. Kiedy miał 18 lat, był na granicy życia.

Przyszedł do mnie szatan i mówi:

…dziecko ocaleje, ale musisz mi oddać swoją duszę. To było dramatyczne dla mnie jako ojca. Ale powiedziałem mu: możesz zabrać mi życie, ale duszy nigdy nie oddam. Syn przeżył.

Zły często Pana atakuje?

Tak, próbuje się mnie pozbyć. Ale nie chcę o tym mówić, to polecenie kierownika duchowego.

Jest mu Pan posłuszny.

Wszystko, co robię i mówię, dzieje się za zgodą Kościoła katolickiego. Moje książki, przesłania, które dyktuje mi Jezus, wychodzą tylko z imprimatur. Posłuszeństwo jest najważniejsze.

O tym mówi Panu Jezus?

On o to prosi. Kościół to jest Moje mistyczne ciało – mówi. Na początku mojej historii nawrócenia Jezus poprosił, żebym opowiedział o niej mojemu arcybiskupowi. „A kim ja jestem, żeby iść do arcybiskupa?” – pytam. Wszyscy znali mnie jako złego człowieka, agresywnego alkoholika. „Jak ja dostanę się do takiego kapłana?” – zwróciłem się do Jezusa. A On: ty się tym nie martw, ja Cię do niego doprowadzę. I dodał: opowiesz mu wszystko i zrobisz, co ci powie. Nawet jeśli każe ci milczeć o wszystkim, bądź posłuszny!

Nie wytrzymam jako kobieta Jak wygląda Jezus? Jak Go Pan widzi?

Na różne sposoby: czasem to są wizje, obrazy, słyszę Go tak jak panią teraz. Ale może z 50 razy widziałem również tak jak panią teraz.

Jest tak piękny, mówiła św. Faustyna, że nie potrafię Go opisać

To prawda. Jego oczy są przejmujące, cudownie błękitne. Jezus jest wysoki, ma ok. 180 cm, brązowe włosy do ramion, oliwkową skórę.

Moja córka prosiła, żebym zapytała: czy jest dzisiaj w dżinsach?

(śmiech) Nie, Jezus nie nosi dżinsów. Jest niemal identyczny jak na obrazie, który prosiła namalować Faustyna. Z tej pierwszej wersji.

Wielu chciałoby Go zobaczyć, mimo wszystko. Ja też. Tak jak chce się widzieć osobę ukochaną.

Rozumiem to. Widzi pani, spotkania z Jezusem, twarzą w twarz, dają mi wiele szczęścia. Ale opowiem pani historię. Było to w 1996 roku w południowej Australii, gdzie mieszkam. Zaczynałem wtedy głosić Jezusa. Przyszedł do mnie mężczyzna. Był po ciężkim wypadku, prosił o modlitwę o uzdrowienie. W czasie uwielbienia Jezus powiedział mi: poproś, by ten człowiek w Moje imię poprosił o uzdrowienie. Tak zrobił i wyzdrowiał. W ciągu dwóch tygodni dwukrotnie zobaczył Jezusa. Myśli pani, że zaczął chodzić na Msze, do kościoła? Otóż nie.

Jak to?

Bo raz jeszcze podkreślę: samo widzenie Jezusa nie równa się przyjmowaniu Go w czasie Eucharystii. To tak jak z apostołami. Chodzili za Jezusem, dotykali Go, rozmawiali z Nim, widzieli, jak uzdrawia. Ale Judasz Go zdradził. Pozostali uciekli spod krzyża, zostawili Jezusa samego w czasie męki.

Fakt, że otrzymałem łaskę widzenia Go, dotykania i rozmów z Nim, jest absolutnie cudownym doświadczeniem. Dużo podróżuję. I mimo że Jezus odwiedza mnie codziennie, nawet w samolocie, a nie mogę uczestniczyć wtedy w Eucharystii – bo lot trwa z przesiadką 24 godziny – to wtedy cierpię fizycznie. Zaczynam płakać, ludzie patrzą: co to za wariat? Bo zjednoczenie z Chrystusem w Eucharystii dopiero daje mi pełnię życia. Moje serce i dusza jakby wznoszą się do nieba w czasie Mszy.

…Bo „jeśli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53).

Alan Carver Ames – jest współczesnym mistykiem. Należał do gangu w Londynie. W 1994 r. przeżył nawrócenie, kiedy przyszedł do niego Jezus. Od 15 lat Alan otrzymuje przesłania, m.in. o Eucharystii. Głosił Jezusa już w 50 krajach świata, w tym w Polsce. Zawsze za zgodą biskupa miejsca i w obecności kapłanów, w kościołach. Nie bierze za to pieniędzy. Od początku metropolita diecezji Perth w Australii Zachodniej, abp Barry J. Hickey, a po nim abp Timothy Costelloe udzielali mu wsparcia i przydzielili kierownika duchownego. Pierwszym był ks. Gerard Dickinson (już nie żyje), a teraz jest nim o. Richard Rustauskas, który towarzyszy Alanowi w podróżach. Ważnym wydarzeniem w życiu Amesa było wystąpienie w czasie Światowych Dni Młodzieży w Toronto w 2002 r. w obecności Jana Pawła II oraz w bazylice Narodzenia Pańskiego w Betlejem. W Polsce ukazały się m.in. książki Alana Amesa „Oczami Jezusa”, „Manna z nieba”, „Chodzić w Duchu Świętym” i „Różaniec Eucharystyczny”. Alan ma 63 lata. Jest żonaty, ma córkę, syna i wnuków.

Źródło: http://kosciol.wiara.pl

Inne materiały wideo:

16 lutego 2017|