Bałagan seksualny i wykroczenia przeciwko życiu

18 stycznia 2014 roku; Jacek Pulikowski; Stało siępoczęłosiędziecko – i często w tej sytuacji ludzie odpowiedzialni za poczęcie swego dziecka nie widzą naprawdę innego wyjścia jak tylko je zabić. Weźmy taką sytuację: mąż zdradził swoją żonę, żona zdradziła swego męża, z cudzołożnego związku poczyna się dziecko, nie wiedzą, co zrobić. Są w sytuacji, w której każde wyjście jest złe. Pytanie brzmi: dlaczego stało się „to”, co się stało?

Bałagan seksualny i wykroczenia przeciwko życiuTak naprawdę, cały problem wykroczeń przeciwko życiu bierze początek w bałaganie seksualnym (słowo „bałagan” może kogoś razić, lecz zapewniam, że i tak jest bardzo delikatne). Problem leży w niewłaściwym patrzeniu na płciowość, na współżycie płciowe i związaną z nim przyjemność.

Nie wolno zatrzymać się na samej tylko przyjemności. Trzeba zdobyć się na prawdziwe spojrzenie na to, czym jest współżycie płciowe i czemu służy. Najlepiej spytać o to dziecko. Dorośli dorabiają sobie najróżniejsze, nieraz bzdurne, ideologie – dorabiają je nawet do swoich podłości.

Dziecko wie: „Oni się kochają, chcą być razem i chcą mieć dzieci”; małe dziecko już to powie. Dwa elementy: jedność i rodzicielstwo. I nie da się tego oszukać. I nie da się tych elementów po prostu rozdzielić bez drastycznych konsekwencji.

Jeżeli ktoś chce wyizolować, wydobyć ze współżycia tylko przyjemność, z pominięciem wszystkiego innego, to czy będzie tego próbował poza małżeństwem czy w małżeństwie, źle się to skończy. Czyli w gruncie rzeczy, najważniejszą rzeczą jest, żeby młodzi ludzie wchodzili w małżeństwo ze świadomością, że współżycie ma konkretny cel i sens.

  • Ma wyrażać jedność, ale również jest znakiem rodzicielstwa. Żeby o tym drugim nie zapominali!
  • Jeżeli tego nie będzie, to zacznie się – przepraszam za wyrażenie – gimnastyka seksualna, koncentracja li tylko na doznaniach.
  • Zatrzyma się to i skończy na bardzo płytkim poziomie przeżyć – doznań, co prawda silnych, lecz powierzchownych, naskórkowych, które staną się niebawem jedynym celem współżycia.

Wiadomo z psychologii, że te same bodźce wyzwalają coraz słabszą reakcję, a więc będzie trzeba wprowadzać coraz bardziej ekstrawaganckie, nowatorskie pomysły, żeby utrzymać ten sam poziom przeżyć i doznań. Okoliczności działań będą musiały być coraz „atrakcyjniejsze”.

  • Pojawiają się zatem pomysły korzystania z plakatów ukazujących 365 pozycji na 365 dni w roku.
  • (Złośliwie pytam: a co z rokiem przestępnym?) W końcu – jak niektórzy mówią – już trzeba będzie wisieć z nogą na lampie, albo jeszcze coś podobnie „genialnego” wymyślić, żeby było atrakcyjniej.
  • Znam przypadki, gdzie mąż kazał żonie odgrywać sceny z filmów pornograficznych, których się naoglądał, i jeszcze jej wmawiał, że ją to uszczęśliwi, że sama nie wie, czego naprawdę pragnie.

On wie, czego chcą wszystkie kobietyon to przeczytał i widział na filmie. A żona czuje po prostu wstręt, już nie tylko do proponowanych działań, ale też do własnego męża. I w pozornie normalnym małżeństwie naprawdę dochodzi do obłędu.

  • Potem trzeba szukać nowych partnerów, tworzy się trójkąty, czworokąty czy jakieś jeszcze inne figury geometryczne.
  • Wreszcie szuka się „wrażeń” w kontaktach w ramach tej samej płci, a może ze zwierzątkami, a może z trupami…

Wszystko już ludzie wymyślili. To są manowce, po których błądzą ludzie, dla których jedynym celem w działaniu płciowym są własne doznania.

  • Nie ma wówczas żadnej nieprzekraczalnej bariery, która mogłaby przeszkodzić w osiągnięciu celu.
  • Nie liczy się wyrządzana krzywda (rozbicie małżeństwa, osierocenie własnych dzieci – każdy ma przecież „prawo do szczęścia”), nie liczy się nawet życie własnego dziecka.

Trzeba tylko dla uspokojenia sumienia dorobić sobie jakąś ideologię i pod żadnym pozorem nie zgadzać się, by dziecko poczęte nazywać dzieckiem („mówmy: płód, nie: dziecko” – wykrzykiwano nie raz histerycznie podczas obrad sejmu). Ludzie się gubią zapominając, że atrakcyjność nie polega na ekscentryczności czy nawet sile doznań. I o tym nieszczęsnym nieładzie seksualnym można by znowu wiele powiedzieć – o tym, że jest on zaplanowany, że jest do nas importowany, że był i jest bardzo precyzyjnie wielkimi nakładami sił i środków w naszym kraju osadzany.

U podstaw ładu w dziedzinie płciowości leży ten podwójny sens działania: jedność i rodzicielstwo. Logiczne jest więc, że wszelkimi sposobami próbuje się tę więź rozerwać.

  • Zobaczmy, przecież cała antykoncepcja służy temu, żeby „wysterylizować” ze współżycia samą przyjemność z jednoczesnym odrzuceniem rodzicielstwa.
  • Zauważmy, że działanie takie jest wbrew naturze człowieka i dlatego nie może być w efekcie szczęściodajne.
  • Nieszczęście polega na tym, że ludzie myślą, że są mądrzejsi od Pana Boga. Już byka za rogi chwycili, już umieją „ulepszyć” Jego pomysł tak, że mają już same tylko przyjemności i żadnych konsekwencji. Ale w krótkim czasie następuje zupełna pustka i trzeba szukać nowych „atrakcji”.

Odbyłem bardzo wiele rozmów z małżeństwami porządnymi, Bogu ducha winnymi, które miały kłopoty w sferze płciowości właśnie dlatego, że małżonkowie koncentrowali się przesadnie na doznaniach. Bo oni naprawdę święcie wierzyli, że we współżyciu chodzi o to, żeby dostarczyć sobie maksimum doznań. I z definicji odcięli sobie możliwość prawdziwego przeżycia aktu małżeńskiego, jako jednoczącego osoby, a nie tylko ciała. Koncentrując się na doznaniach, zapewniając sobie te doznania, wymuszając ich zaistnienie, gubili prawdziwy, głęboki sens zjednoczenia: tego, że mąż chce być dla żony, że nie chce jej pobudzić według podręcznika takiego czy innego, patrz strona ta czy tamta.

On chce być dla niej czuły, chce być z nią blisko, chce jej nieba przychylić. A żona chce tego samego dla męża. Wzajemnie się sobie oddają i sobą się obdarowują, licząc się z potrzebami i ograniczeniami współmałżonka. Gdy w takiej atmosferze pojawi się doznanie orgazmu u kobiety, oznacza ono zupełnie co innego, niż ten sam orgazm osiągnięty jako cel sam w sobie, w oderwaniu od wszelkich odniesień międzyosobowych. Prawdziwe przeżycie zawiera wewnętrzną treść. Jest znakiem wzajemnego oddania się sobie, jest znakiem miłości.

Swoistym przygotowaniem do złego współżycia w małżeństwie jest samogwałt. Tworzona jest dziś cała propaganda (nie tylko chłopców, ale i dla dziewcząt) rzekomej naturalności autoerotyzmu. Pojawia się wręcz jego reklama, nie tylko w czasopismach i książkach, ale nawet w podręcznikach szkolnych i programach tworzonych przez władze oświatowe.

Jacek Pulikowski, www.milujciesie.org.pl

 

18 stycznia 2014|